Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

1958 | Rodzina Doe
AutorWiadomość
1958 | Rodzina Doe [odnośnik]21.08.21 14:09
First topic message reminder :

Rodzinne ognisko Doe
Cyganie1958
Eve Doe, James Doe, Sheila Doe, Thomas Doe i ewentualni goście.
Szafka na potrzeby odgrywania komunikacji oraz krótkich i szybkich dramatów rodzinnych wynikających z fabuły.



I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
1958 | Rodzina Doe - Page 18 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]04.03.22 0:34
22 marca, noc

Niósł półprzytomną półwilę na rękach, Leonie szła razem z nimi. Znał drogę. James był pierwszą osobą, o której pomyślał - jedyną, która znała Celine i jedyną, co do której był pewien, że mu nie odmówi. Niedaleko mieszkał też Steffen, ale on od niedawna miał żonę, a jego dom był mniejszy - mogli potrzebować odrobiny prywatności.
- To tu - wskazał na dom, podchodząc bliżej wejścia. - Tu mieszka mój przyjaciel. Zapukasz do środka? - poprosił, nie był w stanie zrobić tego z Celine na rękach, ale Leonie zamiast niego subtelnie zapukała o drzwi wejściowe. Nie brzmiało to jak on. - James?! - zawołał odchodząc parę kroków w tył i podnosząc głowę w gorę, szukając otwartych okien. I niewiele robiąc sobie z nocnej ciszy.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]04.03.22 22:15
- James - w porównaniu do wołania Marcela jej głos był niepomiernie słabszy, cichszy, był ledwie sennym szeptem opuszczającym spierzchnięte, zimne wargi. Pamiętała kogoś takiego, jak przez mgłę, ale pamiętała; widziała jego twarz, do głowy powracały strzępki wspomnień, wciąż jeszcze niewyraźne, dochodzące do niej z bardzo daleka. Wszystko, co istniało przed Tower, przypominało już mgłę. Fałsz. Kiedyś byłam szczęśliwa, kiedyś na to zasługiwałam, kłamstwo. Przytomność wróciła do Celine wraz z oddaleniem się feniksa, który pozostawił ich w Dolinie - choć wciąż balansowała na cienkiej krawędzi między pełnym otępieniem a zrozumieniem, kiedy trwała na rękach Marcela, nie mogąc zrobić wiele więcej, wciąż zmizerniała. - James... On tu jest? - powoli przełknęła ślinę i zamrugała w letargu; James, James Doe, skrzypek na dachu, skrzypek pod dachem, skrzypek, do którego czapki wrzucano monety, a które on oddawał jej w docenieniu tańca urozmaicającego uliczny spektakl w dokach. James. James umykający z Parszywego. Tak, to on, to on, chyba, musi, to on, ale wcześniejszy atak paniki jedynie mocniej ją wymęczył - przekreślając szansę na radość, na ulgę, na cokolwiek.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]07.03.22 21:50
Jego sen był płytki, ale o ile delikatne pukanie we framugę go nie zbudziło, stanowczo zrobił to Dynia, który poderwał się ze śpiącego na kanapie Thomasa, niezadowolony jakimiś hałasami, a później i krzykami.
Początkowo chciał to zignorować, ale gdzieś rozpoznał głos, który wołał jego brata. Niezadowolony więc się podniósł, łapiąc jeszcze za różdżkę i rzucając lumos, aby nie przewrócić się nigdzie po drodze. Skierował się do drzwi, wahając się tylko przez moment zanim je otworzył. Zmarszczył brwi dostrzegając aż tak... liczne towarzystwo. Ale odsunął się, wpuszczając ich do środka.
- Nie drzyj się, bo zbudzisz dziewczyny - upomniał, spoglądając zmęczonym wzrokiem pierw na pierwszą dziewczynę, później na Marcela i na końcu na kolejną nieznajomą, którą ten niósł. - Na kanapie jest koc, połóż ją tam.
- Lumos maxima... - mruknął pod nosem, aby oświetlić pomieszczenie, bo w końcu był środek nocy. Nie zadawał nawet pytań o to, co oni tutaj w ogóle robili, kogo i czemu Marcel przyprowadził. - James śpi na górze.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
1958 | Rodzina Doe - Page 18 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]07.03.22 21:50
The member 'Thomas Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 18
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
1958 | Rodzina Doe - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]07.03.22 23:47
Spał spokojnie; było ciepło. Ciepło drugiego ciała było niemożliwe do podrobienia. I nie chciał wcale wstawać. Ze snu wyrwał go znajomy głos. Ocknął się nerwowo, obracając na plecy, a głowę ciągnąć w kierunku okna - wrzaski Sallowa mogły zbudzić Eve. Nie żyli we własnym domu, Marcel nie darłby się, gdyby coś się nie stało. Wysunął się spod koca i podszedł do okna, otworzył je i wyjrzał przed dom, widząc na dole przyjaciela z... z dziewczyną na rękach, drugą obok. To nie był czas ani miejsce na to, fatalne miejsce na randkę i to z dwoma pannami, Marcel, pieprzony zachłanny draniu. Zamknął okno i zerknął na śpiącą Eve przelotnie. Musiał stawić się na dole zanim się obudzi. W drodze naciągnął na siebie spodnie, spał w koszulce. Zszedł na dół, dopinając rozporek, na boso, z dziwną nerwowością dostrzegając w drzwiach brata, ale nie zawahał się podszedł bliżej, nie stając za jego plecami, przepychając się przed Thomasa, stając też tuż przed śliczną, blondwłosa dziewczyną. Przeniósł z niej spojrzenie na przyjaciela.
— Marcel — mruknął, w głosie rozbrzmiało mu pytanie, ale zaraz zerknął na dziewczynę, którą miał na rękach. Nie przyglądał jej się szczególnie, było potwornie ciemno, był środek nocy. Zerknął tylko na ulice, domy obok nich — czy ktoś się zbudził? CHyba nie. Cofnął się za bratem do środka, ale stanął z boku, po przeciwnej stronie niż Thomas, zaplatając ręce na piersi. — Co się stało? — spytał go niecierpliwie, z malującą się na jego twarzy niepewnością znacznie większą niż jakiekolwiek niezadowolenie.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]08.03.22 2:15
- Oszczędzaj siły - poprosił, kiedy zapytała o Jamesa. W końcu - zza drzwi dobiegł ich hałas, Thomas je otworzył. - Wejdź - zwrócił się do Leonie, nie czekając na zaproszenie starszego z braci Doe. - To go zaw...  - zawołaj, nie było potrzeby, James zjawił się przy nich moment później. Wyminął ich obu, speszona Leonie weszła do środka tylko dlatego, że nie zamierzał się zatrzymać - wyraźnie zagubiona przystanęła obok kanapy, do której podszedł - i na której złożył Celine, chwilę przed tym, jak druga z dziewcząt zdjęła z niej koc, a później okryła nim Celine. Pomieszczenie było ciemne, ale znał jego rozkład na pamięć. Szedł powoli, na ślepo szukając właściwego kierunku. - Potrzebuję schronienia - odpowiedział Jamesowi, nie odwracając się w jego stronę. To on. To on powiedział, że była martwa. Chwycił dłoń półwili, wyczuwając chłód skóry. Była prawie martwa. Nie potrzebował go dla siebie. Ale kiedy myślał o tym, dokąd ją zabrać - jego myśli od razu uciekły do jego najlepszego przyjaciela. - Jak się czujesz, Celia? - zapytał łagodniej, ściągając brew. Po chwili odwrócił się do Jamesa. - Dacie im coś ciepłego? Macie herbatę? - zapytał, przysiadając przy kanapie, na podłodze; musiał się upewnić, że Celia da sobie radę. Wypuścił jej dłoń, oparł się plecami o kanapę i wsparł ramię o podwinięte kolano, skinął głową Leonie na pobliski fotel. - Siadaj. Odpocznij, tu jest bezpiecznie. To moi przyjaciele - ugościł ją, była zmęczona, ale nim zajęła miejsce niepewnie spojrzała na Jamesa i Thomasa. Marcel w tym czasie podwinął nogawkę spodni, dopiero teraz sprawdzając ranę - wąska, ale gęsta strużka krwi przemoczyła długą linię na jego nogawce. - Macie spirytus?  - powinien to zdezynfekować, rdza zawsze była niebezpieczna.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]08.03.22 2:46
Nie znała głosu, który powitał ich w drzwiach, a skoro go nie znała, mógł należeć do każdego. Do nowo przyjętego strażnika w Tower, chcącego sprawdzić się w swoich obowiązkach z wigorem i ambicją świeżego narybku. Do szmalcownika czającego się w cieniach, za plecami chowającego rozstawioną pułapkę. Może gdyby jej strach był racjonalny, a nie wywodzący się z pęczniejących ropą ran traumy psychicznej, ukoiłaby go pierwsza myśl o tym, że Marcel nie zaufałby nikomu takiemu, że nie przyprowadziłby ich do miejsca, w którym oczekiwało zło, a już tym bardziej nie zrobiłby tego feniks. Tyle że ledwo przytomna Celine nie mogła jeszcze prowadzić rozważań w ten sposób; sine z zimna wargi drżały w niekontrolowanej sekwencji rezonansu, wciąż mokre ubrania lepiły się do ciała, odsłoniwszy niezdrowo chude kończyny, a umysł przepełniała trwoga raz po raz rozganiana wspomnieniami uroczego chłopca ze skrzypcami, oraz dźwięk głosu Carringtona, który wydarł je obie z paszczy złego smoka. - Kto to? - spytała Marcela cichutko, lękliwie, na obecność Thomasa, w domu spowitym nocą niezdolna dostrzec jego twarzy. Miękkość kanapy okazała się niekomfortowa. Przyzwyczajona do wręcz spartańskich warunków Celine - choć niektórzy twierdzili, że fakt posiadanego materacu, starego, zatęchłego i brudnego, stawiał ją w czołówce luksusów dostępnych w więzieniu - poczuła ból, promieniował od wyziębionego ciała wzdłuż kręgosłupa, wyrywał z ust prawie niedosłyszalne jęknięcie, ale nie oponowała, poruszona tylko kolejnym ciężarem, pod którym ugięło się siedzisko. Nie wiedziała kto usiadł obok. Percepcja jej zmysłów wciąż była trefna, ale zanim w odruchu spłoszonej sarny spróbowała resztkami sił czmychnąć do boku, Leonie ułożyła na niej koc. Jak się czujesz, Celine? - Czarny k-kot w kotle grzęźnie, co z ciemności... dziś wypełznie? - kolejna mantra, szeptała ją do siebie prawie nieświadomie w komforcie tego, co w ostatnim czasie stało się znajome; powtarzała słowa więźnia z celi obok, które czasem docierały do niej jak przez mgłę, bo z ciemności w Tower wypełzało coś zawsze. Człowiek albo insekt. Brud albo zimno. - Z-zimno mi - wreszcie odpowiedziała Marcelowi, chociaż wciąż brzmiała półprzytomnie, pozwoliła, by powieki opadły w dół, ociężałe. - James? - wyobraźnia płatała figle, mogła robić to i teraz, imitując głos znajomego grajka - jednak nie zdążyła zakołatać się w niej nadzieja, kiedy nagła fala paniki uderzyła znienacka w zmęczony umysł i oczy znów otwarły się gwałtownie, a mięśnie spięły do bólu. - Światło, proszę, ś... ś... zapalcie światło... - tym razem jej głos rozbrzmiał wyraźniej, panicznie i błagalnie, już prawie płaczliwie, a oddech przyspieszył. Poczuła krew? Tak blisko? Trudno było stwierdzić, zapewne sama Celine nie była świadoma co sprawiło, że tak mocno struchlała, mimo deklaracji Marcela o tym, że było tu bezpiecznie. Ale jeśli tak, czemu wciąż było ciemno? Co przed nią chowano?


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]08.03.22 8:25
Oczywiście, że jego zmęczenie nie pomagało mu w rzuceniu tak banalnych zaklęć. Zaklął zaraz pod nosem zirytowany. Niewiele było widać w domu, bo w końcu nikt normalny nie sypiał przy zapalonych świecach, których nie mieli wiele, ani tym bardziej przy lumos, bo i po co?
Kiedy usłyszał o schronieniu, zamykając za Marcelem drzwi, wręcz od razu ruszył w kierunku kuchni, oświetlając sobie samemu drogę lumos. Nie miał siły dyskutować... A z drugiej strony może czuł się nieco w obowiązku po tym co go spotkało zaraz początkiem marca? No i nie wyrzuciłby Marcela z domu. Raczej.
Zaraz zagotował wodę i do jakiegoś dzbanuszka pamiętającego jeszcze czasy właścicielki domu, nasypał herbaty, zalał wszystko wrzątkiem. Kubki na tackę, zaraz też sięgnął do innej szafki po skryte tam jabłka, które pamiętał że przyniósł kilka dni temu. Pokroił dwa z nich w plastry i na pół, układając na talerzyku. Ostatecznie również chwycił jakąś butelkę, w której był prawie pewny, że powinien znajdować się _jakiś_ alkohol, oraz szmatkę dla Marcela.
Zawahał się, widząc jednak bogatość tacki, a po tym pierw skierował różdżkę w kierunku salonu.
- Lumos Maxima. Lumos Maxima... - rzucił dwa razy, mając szczerą nadzieję, że tym razem kula światła zawita w salonie - lub nawet i dwie. A kiedy rzucał tutaj, nie było obawy, że ktoś usłyszy jeśli znów mu nie wyjdzie.
Po tym zebrał się z tacką, kierując do salonu.

| Herbata Jamesa, tak samo jak alko, więc niech zdecyduje czy to bimber, czy co innego, bo chyba nie mamy spirytusu czystego.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
1958 | Rodzina Doe - Page 18 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]08.03.22 8:25
The member 'Thomas Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 23, 51
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
1958 | Rodzina Doe - Page 18 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]08.03.22 9:56
Odprowadził wzrokiem ginące w ciemności sylwetki; czując jak po plecach przebiega mu dreszcz niepokoju. Nigdy nie odmówiłby Marcelowi pomocy, ale wierzył także w jego trzeźwą ocenę sytuacji — nie naraziłby ani Eve ani Sheili na niebezpieczeństwo. Odpowiadał sam sobie na kotłujące się w jego głowie pytania, raz po raz zerkając w stronę schodów. Obiecał mu pomóc, ale przecież nigdy nie ściągnąłby im na głowę żadnego pościgu. I wtedy wypowiedział to imię, zdrobniałe i z troską. Rozpłatał dłonie na piersi, opuszczając je wzdłuż ciała, ale nic nie powiedział, mocniej zmarszczył brwi. Dopiero kiedy światło rozlało się po salonie i korytarzu i zobaczył jasne włosy leżącej na sobie dziewczyny. Wyglądała jak Celina. Ale to niemożliwe.
— Co? Ale... Jak... — wydukał; jej głos wypowiadający jego imię. Jeszcze nie do końca to do niego dotarło. Spojrzał na Marcela i podszedł kilka kroków do sofy, by upewnić się, że mu się nie przesłyszało. Myślał, że nie żyje. Cornelius mu tak powiedział. Powiedział, że ją stracili w Tower, podobnie jak Hagrida. Stanął przy sofie i poczuł, jak krew odpływa mu z twarzy; serce zgubiło swój rytm. Kiedy na nią spojrzał, kompletnie nie wiedząc co się dzieje, poczuł, że na moment przestał oddychać. To naprawdę była ona. — Celine? — wyrzucił z siebie na wydechu kucając przy sofie, tuż obok przyjaciela. Patrzył na nią jeszcze chwilę, zdezorientowany, skołowany, a potem niechętnie oderwał od niej wzrok, by odszukać spojrzenia blondyna. Wiedział, że to, co mu powiedział go zabolało, skrzywdziło. Nie miał pojęcia, że jego ojciec był takim podłym kłamcą, oszustem. — Ty żyjesz... To... Tak dobrze cię widzieć — dodał, powróciwszy do niej spojrzenie, zaraz odwracając się do drugiej z dziewczyn. Nie znał jej, nie kojarzył także. Była piękna. Potworne piękna. Wstał, spoglądając na Thomasa z tacą. Zaaferowany obecnością dziewczyny nie spostrzegł nawet rany Marcela. — Ekhm, mamy coś do jedzenia. Jakieś koce. — Ruszył się z miejsca, by znaleźć w korytarzu, tam w szafie były jeszcze koce przyniesione przez ich przyjaciół na sylwestra. Wziął dwa, jeden podał towarzyszce Celiny, na dłużej zatrzymując na niej wzrok, drugi ułożył na kolanach Lovegood, jakby ten jeden to było zbyt mało. Zaraz potem ruszył do kuchni, by wyciągnąć z szafki resztę bochenka chleba, który mieli, słoik wiśniowych konfitur, który zdobył specjalnie dla Eve, nóż, wrócił z tym do salonu, by położyć obok jabłek przynisonycrh przez brata. — Musicie coś zjeść.— Słowa rzucone w przestrzeń, nie wiedział nawet do kogo właściwie je kieruje, nie był świadom swojego nagłego zaaferowania. Dopiero po chwili znów dostrzegł Marcela. — Co się stało?— powtórzył, tym razem zerkając na jego ranę.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]08.03.22 23:30
- Thomas - odpowiedział, kiedy zapytała o obecność starszego Doe. - Brat Jamesa - Nie zamierzał, nie miał powodów niczego przed nią ukrywać. Jego oczy odnalazły oczy samego Thomasa, kiedy wypowiadał te słowa, rzucone przez niego zaklęcia oświetliły pokój. Celine wciąż majaczyła. Nie rozumiał sensu jej rymowanek, próbował dotrzeć do niej podobną drogą - bezskutecznie. - Już dobrze - odpowiedział cicho, gdy powiedziała o zimnie, musiała odpocząć. Wiele przeszła i pokonała długą drogę. - Macie drewno? Do kominka? - zapytał, spoglądając na Jamesa, od ognia byłoby cieplej.
Kiedy wrócił od nich Thomas, odebrał od niego butelkę. Spojrzał na Jamesa, kiedy kucnął obok, ale nie powiedział nic - zalał alkoholem ranę, sycząc z bólu, urywaną chwilę poświęcając się tylko odczuwaniu tego bólu.
- To Leonie - przedstawił drugą z dziewcząt, kiedy James wręczył jej koc. Przyjęła go z wdzięcznością, kiwając głową. - I Celine - dodał, unosząc wzrok na Thomasa. Przytaknął głową przyjacielowi, kiedy zwrócił im uwagę na jedzenie, Leonie uśmiechnęła się niepewnie do nich obu. - A to James i Thomas, moi przyjaciele. Możecie im zaufać. Nic wam tutaj nie grozi - powtórzył, kolejny raz, bo wiedział. Wiedział, że James nie odmówi.
- Sam chciałbym wiedzieć - odpowiedział szczerze na słowa przyjaciela, oglądając się przez ramię na Celine. Pociągnął łyk z trzymanej butelki, rana bolała jak cholera. - Chyba... chyba znalazłem się na smyczy handlarzy ludźmi, Jimmy - wyznał ze zrezygnowaniem, przez jego twarz przemknął niezadowolony grymas, dłoń nerwowo wsunęła się we włosy. Pociągnął jeszcze jeden łyk, większy, nim oddał butelkę Jamesowi. Adrenalina opadała, dopiero teraz zaczynał sobie z tego wszystkiego zdawać sprawę. Mógł mówić swobodnie przy dziewczynach - przecież o wszystkim wiedziały najlepiej. - Sam się do nich przyczepiłem - Był zły na siebie. Naraził Sheilę. Nie chciał nawet myśleć o tym, jak skończyłaby się ta historia, gdyby nie Uszatek. Pokręcił głową ze zrezygnowaniem. - I chyba coś im ukradłem zamiast zrobić to, czego ode mnie chcieli - dodał, przenosząc spojrzenie na Leonie. - Ktoś mi pomógł, nie będą ich szukać - dodał, odnajdując wzrokiem Jamesa. Znacząco, enigmatyczny ktoś przestał być dla niego tajemnicą. Leonie nie ma dokumentów, a Celine... ją zabrali... sam wiesz skąd - Nie chciał tego wspominać przy niej. Opowieść Celine mogłaby rzucić na to więcej światła, ale nie chciał jej o to pytać. Nie teraz, kiedy była w takim stanie i nie teraz, kiedy była wśród ludzi, których nawet nie znała. Potrzebowała odpoczynku. - Muszą tu zostać na jakiś czas - dodał, nie odejmując wzroku od twarzy przyjaciela, bez napięcia. Wiedział, że się zgodzi, dlatego nie pytał.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 0:38
Prosiła o światło i dzięki Thomasowi dokładnie to rozbłysło w salonie, ale wciąż nie była do niego przyzwyczajona. Bolało. Zbyt jasne, zbyt intensywne, wydusiło z kącików oczu kolejne bezwolne łzy, które półwila otarła tuż po tym, jak zacisnęła powieki, kuriozalnie usiłując odgrodzić się od migotania, od kalejdoskopowych brylancików wślizgujących się pod rzęsy, do środka, do ciemności, w której przyzwyczajała się powoli do ponownego widzenia. To dawało jednak przestrzeń na oddech. Wzbierająca w niej panika nie odnalazła ujścia, jej istnienie rozmyło się jakby, gdy przez kilka następnych minut tkwiła sama ze sobą, oderwana od rzeczywistości, choć tak bardzo pragnąca być jej częścią - żeby upewnić się, że to wszystko było prawdą. Że mogłaby znów zaufać.
Kiedy na nowo otwarła oczy, zobaczyła przed sobą rozmazaną twarz Jamesa, złożoną z niewyraźnych, lecz znajomych kształtów, nie odszedł, nie zniknął, był tu jak deklarował Marcel; wątła ręka sięgnęła w jego kierunku, z trudem przecinając powietrze, mozolnie, bo każdy gest kosztował zbyt wiele energii, ale nie dotknęła go, zamiast tego cofając dłoń w ostatnim momencie. Jeśli to sen, nie chciała go mącić. Jeśli to kłamstwo, niech trwa wiecznie. - James... - powtórzyła cicho jego imię, łagodniej, smakowało słodko na języku, w porównaniu do kolejnego, które z trudem, niepewnością i niepokojem przywołała do zwichrowanej pamięci. - Thomas... - i Marcel, i Leonie, i Celine, i Eve gdzieś na piętrze, wciąż owiana mgiełką nieistnienia. Gdzie byli? Nie rozpoznawała ścian tego domu, meble wydawały się leciwe ale zadbane, właściwie wszystko, co następowało po Tower było dla niej zadbane. - Handlarzy? - zmąconym pytaniem, nie dość przytomnym wzrokiem dojrzała Carringtona, przecież nie wiedziała dokąd jedzie, do kogo, ani kim był elegancko ubrany mężczyzna, który tamtego dnia zjawił się w jej celi. Gdzie miała trafić, po co? - Ty... Marcel, ciebie boli - ręka znów zabolała kiedy podniosła ją w kierunku zakrwawionych spodni, rozcięciem ujawniających ranę, której nabawił się przy skoku z okna. Tyle dla nich zrobił, dla nich obu, w Parszywym też próbował ich uratować i choć nie była tego świadoma, pomógł wtedy przynajmniej jednej osobie. A teraz krwawił. Pogrążona w letargu chorowitej mizerności nie mogła zrobić wiele, chciałaby, ale nie mogła - jedynie wskazała na obrażenie wyciągniętym ku niemu palcem, chcąc w ten wręcz anemiczny sposób zwrócić uwagę, że krwawić nie powinien.
Kwestię jedzenia zbyła delikatnym, prawie już bezsilnym pokręceniem głową; może i żołądek zareagował inaczej, ale półwila nie chciała jeść, nie chciała wypełniać pustki, nie chciała, bała się, przekonana, że gdy tylko chwyci w palce coś innego niż suchy chleb albo kawałki rozgotowanych ziemniaków, ktoś przyjdzie ją za to ukarać; kolejny strażnik. - Gdzie jest tu? - jej szept stawał się coraz gorzej słyszalny, Celine oparła bok głowy o siedzenie kanapy i zamknęła oczy, oddychając głęboko. Nie bój się, Sallow tu nie trafi. Sallow tu nie przyjdzie. Sallow nie przyprowadzi tu magicznej policji. - Hagrid... I Philippa, i Rain... - co stało się z nimi?


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 0:58
Spojrzał zaskoczony na poruszenie brata, ale go nie skomentował, zerkając po chwili pierw na Leonie, a później na Celinę. Zatrzymał na dłużej wzrok na obu, powoli kładąc tackę na pobliskim stoliku i nalewając do kubków nieco herbaty. Pierw jeden z nich podał Leonie, która zdawała się być w o wiele lepszym stanie niż ta druga...
- Rozgrzeje was - rzucił spokojnie, już chcąc nalać do drugiego kubka porcję dla Celiny, kiedy usłyszał słowa Marcela.
Handlarzy ludźmi.
Od razu wbił w niego wzrok. Gdzie? Ilu? Strażnicy czy jeszcze inni? Czy to było ich stałe zajęcie? Po co? Co z nimi... gdzie ci wszyscy...
Jak wielu ludzi zamordowali, sprzedali? Czy Marcel był w Lancashire? Nie, nie wydawało mu się, żeby po tym co się zadziało wtedy w podziemiach, oni wszyscy nie zmienili swojej kryjówki. Chociaż co dokładnie się tam tak naprawdę zadziało? Jak wiele wiedzieli, że oni wiedzą? Czy byli w stanie się dowiedzieć jakie informacje miał Zakon?
- Gdzie? Kogo? Pamiętasz imiona, twarze? - zapytał zaraz, nie wiedząc nawet samemu co miałby zrobić z takimi informacjami. Już raz ich spotkał, choć pewnie innych, którzy próbowali sprzedać niewinne dzieci. Nie pamiętał wiele, a jednocześnie mierziło go na samą myśl, że to się działo na porządku dziennym.
Poczuł jak mu się żołądek ściska, kiedy znów przeniósł wzrok na Celine. CELINE! Czy to o nią wtedy pytał Marcel? Czy to ona..?
Im bardziej się jej przyglądał tym bardziej widział jak wyraźnie światło ją drażni. Co jej robili wtedy w tej celi?
Wrócił wzrokiem zaraz do dzbanka, nalewając do kubka ciepłej herbaty i podsuwając też obok Marcela, żeby się poczęstował. Kolejny kubek wypełniony ciepłą herbatą skierował do Celiny.
- Dasz radę utrzymać? Jest ciepłe... Powinnaś się trochę napić - powiedział spokojnie. - Dolina Godryka, daleko od Londynu i daleko od złego, i od złych ludzi też daleko. Nikt tutaj nie przyjdzie - odpowiedział cicho, jakby bojąc się że spłoszy dziewczynę swoim głosem, próbując ją uspokoić i może nieco zapewnić o bezpieczeństwie - chociaż nie był w stanie jej niczego zagwarantować przecież.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
1958 | Rodzina Doe - Page 18 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 1:34
Obserwował dziewczyny przez chwilę, a później przyjaciela w milczeniu, dopóki nie spytał o drewno. Spojrzał na Thomasa, kiedy zaproponował, że rozgrzeje dziewczyny. Pokiwał głową, nie odzywając się więcej. Wyszedł na tył, na ogród, wsunąwszy tylko buty Thomasa po drodze, bo napatoczyły mu się z tamtej strony i wyszedł na odwrót. Nie ubierał kurtki, zimne powietrze miało mu przynieść ulgę. Obudzić go do końca. To był dziwny sen, prawda? Celina była wciąż martwa. Denerwował się, ale nie wiedział dlaczego. Czuł tylko to podskórne mrowienie w okolicy żołądka. Wrócił z drewnem na opał, w kominku już dawno wygasło. Poukładał rąbane przez nich ostatnio pniaczki, a później chwycił różdżkę. — Incendio — szepnął, kierując kraniec różdżki w kilka pomiętych stron Walczącego Maga. Leonie i Celine. Celine i Leonie. Wrócił do nich, wbijając wzrok w ziemię.
— Co o tobie wiedzą? — spytał; dane tych ludzi nie interesowały go aż tak. Obchodziło go, czy i co groziło Marcelowi. Wyrwał tym ludziom z rak dwie piękne dziewczyny. Ktoś je kupił, albo zamierzał. — Musimy pogadać. Ale nie tu i nie teraz — mruknął, spoglądając na Marcela, a później na Thomasa. Ci ludzie stracili dziś dużo pieniędzy, a coś w kościach podpowiadało mu już teraz, że Marcel na tym nie poprzestanie. Będzie chciał iść znowu tam gdzie był. Jeśli był choć cień szansy na to, że sytuacja się powtórzy i uratuje jeszcze kogoś, wróci tam. Znał go na tyle, by nie pytać.
Odebrał butelkę od Marcela i upił łyk, a później oddał ją bratu. — Nie mamy za wiele, ale pare ciepłych ubrań się pewnie znajdzie. Sheila i Eve śpią — te słowa skierował do Marcela. Nie żalił się jednak bardziej; jakoś im to wytłumaczą. Thomas to zrobi. Zrzuci całą winę na niego w razie kłopotów.
Zatrzymał spojrzenie Marcela, rozumiejąc chyba jego zaszyfrowane wiadomości. Nabrał powietrza w płuca, pokiwał głową.
— Nic wam tu nie grozi. Na dom nałożone są pułapki, spec od zabezpieczeń Gringotta o to zadbał — zwrócił się do nich, chcąc je uspokoić. Nie było powodu, by nie ufał Steffenowi. Napewno zrobił kawał dobrej roboty przed sylwestrem. Spojrzał na dziewczyny znów, a później na Marcela, przypominając sobie o jego ranie. Przypomniał sobie także o Eve. — Moment — mruknął, po czym powoli ruszył na górę. Zaszedł do sypialni, gdzie spała. Podszedł do łóżka i pochylił się nad nią, budząc ją delikatnie.
— Marcel jest ranny, pomożesz mu? — Trzeba to było jakoś owinąć, napewno miały swoje sposoby. Był jednym z nich, był ich bratem. Nie mógł tego zrobić sam. — Przyprowadził ze sobą... dwie... eee, osoby. Pomógł im, ale, ee opowie ci sam. — Zakończył, prostując się. Trzymał już w rękach długi sweter dla niej.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: 1958 | Rodzina Doe [odnośnik]09.03.22 2:12
- Nic mi nie jest - odpowiedział, kiedy się do niego zwróciła; jego ból był niczym w porównaniu do tego, co przeszła przez ostatnie dni, tygodnie, miesiące. Martwił się o nią. Półsen, w którym wciąż trwała, wcale się nie kończył. Musiała odpocząć. Wyspać się. Przeniosł spojrzenie na Thomasa, mówił jej, że zmierzają do Doliny. Nie pamiętała. Gubiła sie w plątninie myśli. W ich chaosie. W bólu. Jak wiele musiała przejsć? Jak bardzo ją tam skrzywdzili? Nie miał odwagi zapytać, takie słowa mogłyby ją tylko zranić. Nie odwrócił się w jej stronę, kiedy wspomniała trzy imiona. - Później ich poszukamy - odpowiedział, po chwili milczenia. Hagrid z pewnością był już martwy. Philippy i Rain nikt nie widział od tak dawna, że wydawało się, że spotkał je podobny los. Czy dobrze zrobił okłamując ją? A czy miał inne wyjście? Była teraz zbyt krucha na druzgoczącą prawdę. Przeniósł spojrzenie na Thomasa, kiedy dopytywał o szczegóły i dłuższą chwilę wpatrywał się w jego oczy. Dlaczego o to pytał?
- Z nimi też zadarłeś? - zapytał, właściwie bez zaskoczenia. Nie ciągnął tematu, jeśli Thomas chciał usłyszeć odpowiedź na którekolwiek z tych pytań, Marcel musiał najpierw wiedzieć, dlaczego go to interesowało. Odebrał od niego kubek z herbatą. Zmarzł w trakcie podróży, upił łyk. James też pytał o szczegóły - Marcel jedynie skinął głową na jego dalsze słowa. Nie tu i nie teraz. Nie przy Celine. Nie przy Leonie. Miał przecież racje, mieli coś jeszcze do zrobienia. Przeniósł wzrok na ogień w kominku, płomienie dawały przyjemne ciepło. James odszedł,  a on przypomniał sobie, że wciąż miał coś w kieszeni, dokumenty Sheili. Spała, nie chciał jej budzić.
- Będę się zwijać, Thomas. Pożyczysz mi miotłę? Nie mam dużo czasu, muszę znaleźć ojca Leonie. - Zanim będzie za późno. - Zabiorę cię do niego, jak tylko odzyskam twoje dokumenty - obiecał przytomniejszej dziewczynie. - Zostaniesz tu, Celia? - zapytał, zwracając się do przyjaciółki, znała tutaj tylko Jamesa, ale znajdowała się wśród życzliwych ludzi. - Przyjdę jutro, obiecuję - dodał, bez zawahania, średnio też zainteresowany reakcją gospodarzy tego miejsca.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Strona 18 z 19 Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19  Next

1958 | Rodzina Doe
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach