Wydarzenia


Ekipa forum
Port Newquay
AutorWiadomość
Port Newquay [odnośnik]18.11.21 18:44
First topic message reminder :

Port Newquay

Newquay jest niewielkim miasteczkiem nadmorskim, wyróżnia je jednak to, że posiada największy w Kornwalii port morski. Całe hrabstwo zwykło korzystać z usług tego miejsca. Większość dostaw trafiała właśnie tutaj, w lepszych czasach port był ważnym punktem eksportu. Poza portem miasteczko posiada piękne, piaszczyste plaże, z których można korzystać w wolnym czasie, oraz sporo tradycyjnych pubów. W sezonie letnim przybywało tu sporo turystów, jednak od czasu odcięcia Półwyspu miasto opustoszało, a port znacznie podupadł.

[bylobrzydkobedzieladnie]
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Port Newquay - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Port Newquay [odnośnik]20.01.22 22:08
Nie dało się pomylić Justine z kimś innym. Nie przyglądała jej się może zbyt uważnie, jednak tatuażu nie dostrzegłby pewnie jedynie ślepy. Zdawała sobie sprawę, że to musi być ona. Ostrożności nigdy za wiele, także rozumiała sposób postępowania Tonks.
Pozwoliła sobie wprowadzić kobietę nieco w sytuację, której dotyczyło spotkanie. Miała nadzieję, że zrozumie, gdzie leży problem. Musiała pomóc okolicznym rybakom, zaangażowała już w to przedsięwzięcie sporo osób, Justine była kolejną którą prosiła o wsparcie i ponownie nie odmówiła. Cieszyło ją to, że rodzina Macmillan ma tylu przyjaciół, którzy chcą pomóc z ich problemem. - Przygotowaliśmy już nieco to miejsce. Kilka dni temu byłam tutaj z innymi, którzy odcięli całkowicie Zatokę od otwartego morza, dzięki czemu te stworzenia nie będą mogły się stąd wydostać. Prędzej, czy później wyłapiemy je wszystkie. Zostało również nałożone zaklęcie, które imituje śpiew wielorybów, których się boją, co powinno nam nieco ułatwić sprawę.- postanowiła opowiedzieć nieco więcej o krokach, które już zostały wykonane, aby rozjaśnić Justine do czego jej potrzebowała.
- Moim zdaniem, najłatwiej będzie je wyłowić na miotłach. Nie ma sensu nurkować, w wodzie będziemy dla nich łatwiejszymi celami. Mogłabym spróbować transmutować wodę w zatoce, po kolei, dzięki czemu nie będą miały zbytnio pola do manewru. Wtedy będzie można je wyłowić, najlepiej później rzucić na ląd, gdzie bez wody zaczną schnąć, nie będą mogły nas skrzywdzić.- spoglądała na kobietę, miała nadzieję, że rozumie o co właściwie jej chodzi. - Będziemy musiały wykonać kilka takich serii, sieć jest spora, ale tych stworzeń również jest tutaj dosyć sporo, powinnyśmy się uwinąć w kilka godzin. Mam nadzieję, że nie jest to dla Ciebie problematyczne?- spojrzała jeszcze na swoją towarzyszkę, aby się upewnić, że wszystko jest jasne. - Czy masz jakieś pytania, niejasności?- wolałaby, żeby wiedziała na czym stoi. - Jeśli nie, to możemy siadać na miotły, każda z nas złapie po jednej stronie sieci i będziemy mogły zacząć je wyławiać.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Port Newquay - Page 3 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Port Newquay [odnośnik]26.01.22 1:15
Znak, który pozostawił na niej po sobie Azkaban, nie był duży, choć na tle jasnej skóry z odpowiedniej odległości mógł przyciągnąć czyjeś spojrzenie. Nie starła się go specjalnie zakryć włosami, ale miała je na tyle długie, by chwilami go przykrywały. Nie chowała tutaj twarzy, więc nie dbała też o to, czy ktoś dostrzeże tatuaż. Zdążyła już nawyknąć do spojrzeń. Wyczuwała je na sobie, niektóre posiadające w sobie z pewnością obawę, może nawet strach. Ciekawość, zainteresowanie. To wszystko splatało się ze sobą. Były momenty w których dbała o to, żeby przemknąć niezauważenie. Ale tym razem, na ziemiach Macmillanów nie zadbała o to, zwłaszcza, że Prudence w swojej wiadomości nie wspomniała by powinna. Sama też musiała posiadać pewną rozpoznawalność na tych ziemiach, jako ich pani. Gdyby sprawa miała potrzebować pewnego rodzaju… anonimowości z pewnością dowiedziałaby się wcześniej. Przystanęła obok, zadając konkretne pytania. Na zwierzętach magicznych znała się tyle o ile i właściwie, więcej jej nie było potrzeba.
Słuchała wprowadzenia w ciszy, chcąc zrozumieć gdzie leżał problem i jakie jego rozwiązanie zaplanowała stojąca obok niej kobieta. Bo jakieś musiała mieć, prawda? Justine nie była żadną pomocą w kwestii planowania tego w jaki sposób wyłapać te szkodniki. Zwyczajnie nie znała się na nich na tyle, by opracować skuteczny plan. Gdyby zajmowała się tym sama, nie była pewna w jaki sposób by do tego podeszła. Jej brew drgnęła lekko, ale słuchała dalej. Jej zdaniem? Czyli pytała o jej czy przedstawiała plan. Nie była pewna, ale milczała.
- Transmutować w co? - zapytała marszcząc odrobinę nos, nie do końca rozumiejąc co miała na myśli. Słuchała dalej. Powstrzymując jedną z myśli, że na ten moment wychodziło, że właściwie mógł to zrobić każdy. Czemu znajdowała się tutaj ona? Skoro już była, mogła wykonać zadanie. - Musisz mnie instruować. - powiedziała tylko zamiast tego. Uwinąć się z tym jak najszybciej. Uratować ody i rybaków pozwalając im wznowić handel. Taki był w tej chwili cel. Może przy okazji nie wpaść do wody. Było zimno, więc nie należałoby to do zbyt przyjemnych przeżyć.



The Devil whispered in my ear, you are not strong enough to withstand the Storm. Today I whispered in the Devil's ear,
I am the Storm.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +2
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Port Newquay - Page 3 1
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f437-lancashire-forest-of-bowland-stocks-reservoir-gajowka https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Port Newquay [odnośnik]27.01.22 22:05
Macmillan jakoś nigdy specjalnie nie przyglądała się pamiątce Justine z Azkabanu, wiedziała o tym, że po prostu jest. Nie wypytywała, nie były ze sobą na tyle blisko. Znały się nieco, jeszcze z czasów Hogwartu i tyle, nie łączyła je żadna bliska relacja. Tym bardziej cieszyło ją to, że Tonks nie odmówiła jej pomocy.
Prudence nie uważała, że powinny w tym miejscu się ukrywać, kamuflować. W końcu znalazły się w jej rodzinnych stronach, w Kornwalii było bezpiecznie - przynajmniej jak na razie. W końcu wróg mógł pojawić się w każdym momencie, jednak sojusze jakie nawiązała jej rodzina, oraz lokalizacja ich ziem zapewniały im ochronę. Było w tym nieco szczęścia.
Ona nie lubiła narzucać swojej opinii, była przyzwyczajona do tego, żeby proponować, w zasadzie zawsze musiała pytać kogoś o zdanie, może stąd wynikał sposób w jaki mówiła o tym, co myśli. Starała się patrzeć na opinię innych, może upewniać się, że również to widzą, niezbyt mocno wierzyła w swoje zdolności przywódcze, może czas to zmienić?
- W parę wodną, mogę pozbyć się wody na kilka chwil, one potrzebują wody do życia, nie będą wtedy niebezpieczne.- Odpowiedziała Just na pytanie, które zadała. Czy każdy mógłby zrealizować z nią to zadanie? Może niekoniecznie, słyszała o talencie Tonks, ponoć była bardzo uzdolnioną czarownicą, Prudence potrzebowała dzisiaj, tutaj, właśnie kogoś takiego.
- Na razie uważam, że możemy spróbować wyłowić ich, jak największą ilość korzystając z sieci, tak zwyczajnie, łap za jedną stronę.- podała brzeg sieci Justine. Sama zaś złapała za drugi koniec. Usiadła na miotłę, czekając, aż Tonks zrobi to samo. Zapewne również nie zajęło jej to zbyt wiele czasu. Wzbiły się w powietrze.
Nie tak łatwo było się zsynchronizować. Potrzebowały chwili, aby lecieć w miarę równo. - Możemy zanurzać sieć, zlećmy nieco niżej, blisko wody, tylko uważaj bo one mogą nas zaatakować.- krzyknęła jeszcze do swojej towarzyszki, nie chciałaby, żeby Tonks wpadła do wody. Nie wiedziała nawet, czy umie pływać. - Teraz!- krzyknęła, po czym sama zleciała niżej, aby zanurzyć swoją stronę sieci. Skupiała się na swoich ruchach, nie patrzyła, czy Justine robi to samo, miała nadzieję, że tak jest. Siatka znalazła się pod wodą, kiedy leciały przed siebie kilka stworzeń w nią wpadło, nie dało się tego nie odczuć, gdyż siatka była zadecydowanie dużo cięższa. - Podnosimy i lecimy w stronę brzegu!


1-33- marmit wyłonił się z wody, jednak nie zdołał nikogo dosięgnąć
34- 66 marmit wyciągnął mackę i ruszył nią miotłę Justine
67- 100 marmit wyciągnął mackę i ruszył nią miotłę Prudence

1-5 spadła z miotły
6-10 tylko się zachwiała


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Port Newquay - Page 3 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Port Newquay [odnośnik]27.01.22 22:05
The member 'Prudence Macmillan' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 8

--------------------------------

#2 'k10' : 5
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Port Newquay - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Port Newquay [odnośnik]01.02.22 0:19
Transmutowanie wody w parę wodną? Przeniosła spojrzenie na zbiornik wodny mrużąc odrobinę oczy. Była to jakaś myśl. Zastanowiła się chwilę, ale czy nie oznaczało to jednocześnie w jakimś stopniu oczyszczenia zbiornika z wody? A chyba nie na tym im zależało. Chyba, że dało się parę wodną zmienić na powrót w wodę. Wtedy… wtedy może i by to było wyjście. Ale nigdy nie przykładała się bardziej do transmutacji. A może powinna? Tylko nigdy nie było czasu. Między pochylaniem się nad tomiszczami traktującymi o opcm i urokach, przyswajaniem informacji o zabezpieczeniach, rozpracowywaniem konfiguracji magicznych składających się na te najtrudniejsze zwyczajnie brakowało jej czasu na więcej. Podziwiała ludzi o obszernej - a może nie tyle obszernej, co zaawansowanej wiedzy w wielu dziedzinach. Sama wiedziała wiele - a może bardziej, po trochu większości. Miała wiedzę, ale nie rozbudowaną i z pewnością nie specjalistyczną. Coś zawsze było kosztem czegoś.
- Jak uważasz. - skwitowała krótko, ostateczną decyzję co do pary wodnej pozostawiając komuś, komu - jak jej się zdawało - wiedział więcej w tym temacie. Choć prawdę powiedziawszy poza tym, że Prudence znała się na wodnych stworzeniach i należała do Macmillanów nie wiedziała nic więcej. Widocznie różniła się od innych znanych jej kobiet z rodów promugolskich. Chociaż wizja Mare łapiącej na miotle mermity w sieć wydała się interesująca. Może kiedyś uda jej się ją na to namówić?
- Tak zróbmy. - zgodziła się, kiedy kobieta przedstawiła plan, a raczej to, od czego chciała zacząć. Złapała za brzeg sieci zgodnie z instrukcją. Dochodząc do wniosku, że całość planu choć brzmiał dobrze, mogła… rozbić się o jej wątłą posturę i brak siły. Ile tak właściwie ważyły marmity? Nie miała zielonego pojęcia. Mimo to wzbiła się w powietrze lecąc z boku Prudence wyznaczonym przez nią torem.
- Dobrze. - odpowiedziała krótko, dając znać, że przyjęła do wiadomości przekazane informacje. Czując się mniej niż bardziej przygotowaną. Mimo to teraz było już za późno. Kiedy Prudence dała znak zleciała niżej starając się dotrzymać jej kroku. Zacisnęła mocniej dłoń na trzonku miotły, w myślach stwierdzając, że jednak mimo wszystko powinna była poprosić Moore’a o kilka wskazówek i instrukcji. Przy okazji podbudowała by jego ego. Zacisnęła wargi, skupiona na celu. Na dotarciu do brzegu. Tylko tyle, albo aż. Cóż, było to na pewno coś innego od tego, co znała i robiła. Tego jednego była pewna. Zależnie od finalnego efektu Vincent albo ją zabije, albo pogratuluje. Wszystko miało się jeszcze okazać.

1-33- marmit wyłonił się z wody, jednak nie zdołał nikogo dosięgnąć
34- 66 marmit wyciągnął mackę i ruszył nią miotłę Justine
67- 100 marmit wyciągnął mackę i ruszył nią miotłę Prudence



The Devil whispered in my ear, you are not strong enough to withstand the Storm. Today I whispered in the Devil's ear,
I am the Storm.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +2
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Port Newquay - Page 3 1
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f437-lancashire-forest-of-bowland-stocks-reservoir-gajowka https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Port Newquay [odnośnik]01.02.22 0:19
The member 'Justine Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 88
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Port Newquay - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Port Newquay [odnośnik]02.02.22 22:12
Transmutacją wody w parę wodną zdarzało jej się już walczyć z innymi morskimi stworzeniami. Było to krótkie rozwiązanie, jednak całkiem efektywne w pewnych momentach. Tutaj wolała jak na razie zacząć inaczej. Marmitów było zbyt wiele, ale również akwen był dosyć spory na takie rozwiązanie, łatwiej podejść do tego zadania w inny sposób. Może niepotrzebnie myślała na głos? Miała jednak tendencje do tego, że mówiła to, co jej ślina na zęby przynosiła. Powinna się tego oduczyć, bo wprowadzało to zamieszanie, które mogło być mylące.
Miała świadomość, że nieco się różni od wizerunku typowej szlachcianki. Zresztą przez swoje pochodzenie dosyć często nie była traktowana poważnie, raczej mało kto wierzył w jej umiejętności. Była to tego przyzwyczajona. Na przestrzeni lat musiała udowadniać, że nie są to tylko kaprysy damy, a faktycznie jej pasja, dla której naprawdę była w stanie się poświęcić.
Skoro Justine jej przytaknęła i złapała sieć w ręce, mogły działać. Najwyraźniej nie najgorzej się skoordynowały, bo udało im się zanurzyć sieć i złapać w nie trochę stworzeń, które uprzykrzały życie rybakom. Na ich nieszczęście w zatoce znajdowały się nie tylko młode osobniki, te bowiem były raczej nieszkodliwe. Gorzej z tymi dorosłymi, które nie miały problemu z pozbawieniem życia ludzi. Cóż bowiem miały poradzić biedne stworzenia, że przysmakiem dla nich były ludzkie mózgi?
Udało im się wznieść nad wodę z siecią pełną stworzeń... jednak nie mogło pójść zbyt prosto. Miotła Macmillan przestała z nią współpracować, zaczęła ciągnąć ją w dół. Kobieta straciła nad nią panowanie. - - Na brodę Merlina.- burknęła pod nosem tuż przed tym, jak jej nogi dotknęły wody. Jeszcze chwila i wyląduje w zatoce, zdecydowanie tego nie chciała. Sięgnęła po różdżkę, w drugiej ręce zaś trzymała nadal sieć, wszystko tylko, żeby jej nie puścić, a na miotle starała się utrzymać jedynie siłą nóg. - Lancea!- krzyknęła i machnęła różdżką nieco nieudolnie. Niestety nie udało jej się wyczarować włóczni, którą miała zamiar uderzyć stworzenie. Marmit nadal wciągał ją do wody. Jej stopy już poczuły, jak przyjemna jest woda w styczniu. Zaczęła panikować, bo zdecydowanie nie chciała pływać wśród morza pełnego marmitów. Musiały pokonać mamę marmita, żeby poradzić sobie z resztą. -- Musimy go unieszkodliwić, wtedy reszta będzie łatwiejsza do pokonania!- powiedziała jeszcze do Just, która najwyraźniej miała od niej nieco więcej szczęścia.

em 49/50



I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Port Newquay - Page 3 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Port Newquay [odnośnik]06.02.22 20:18
Nie do końca potrafiła zrozumieć powód swojej obecności tutaj. Ale nie kwestionowała jej. Skoro już była na miejscu, mogła pomóc Prudence w tym, czego się podejmowała. Usłyszenie, że całość ma zająć kilka godzin uniosło lekko jej brwi, ale nic nie powiedziała. W końcu zgodziła się, choć do całości wewnętrznie podchodziła nieco sceptycznie. Nie znała się na połowach, nie znała się też na magicznych stworzeniach. Mimo to złapała za sieć. To nie mogło być aż tak skomplikowane, skoro Prudence postanowiła osobiście zająć się sprawą. Co prawda, nie do końca tego od niej oczekiwała, kiedy mówiła jej o Zakonie. Potrzebowali lordów i lady po swojej stronie, żeby Ci mogli pomóc im pośród ludności, zapewnili ich, że dobro nadal jest i walczy o to, by świat nie pokrył mrok. Co więcej po to, cóż, nie ma co ukrywać, że posiadali większe możliwości finansowe. Początkowo wszystko szło odpowiednio. Sieć zanurzyła się w wodzie a one w jednostajnym tempie poruszały się naprzód. Czując jak łapią się w nie stworzenia, a sieć opiera się coraz mocniej. Coraz bardziej. Zaczynała ją boleć ręka. Ale nie mogła nic z tym zrobić, zmienić ich nie było jak, drugą musiała trzymać się miotły, żeby nie zlecieć do mroźnej wody w środku stycznia. I wtedy w połowie drogi szczęście postanowiło je opuścić. Marmit zaatakował miotłę kobiety. Zatrzymała się, obserwując jej poczynania, ale kiedy jej zaklęcie nie zadziałało, a sprawa z każdą chwilą przyjmowała coraz gorszy obrót wiedziała, że nie ma już innego wyjścia. Puściła sieć - życie szlachcianki było ważniejsze, niż kilka marmitów. Wyciągnęła z kieszeni różdżkę i skierowała ją w stronę stworzenia, które zdawało się bardziej niż ruchliwe. - Petryfikus Totalus. - zaklęcie świsnęło obok stworzenia. - Petryfikus Totalus. - tym razem zrobiło to samo, ledwie milimetry obok. Zacisnęła wargi wyraźnie już zirytowana. - Petryfikus Totalus. - powtórzyła raz jeszcze z mocą. Trzymając równie mocno różdżkę, co miotłę. Tym razem zaklęcie trafiło w stwora, który spetryfikowany spadł do wody. Prudence i jej miotła znów były wolne od mackowego stworzenia, ale sieć którą upuściła uwolniła złapane marmity. - Na brzeg. - powiedziała do niej, chowając różdżkę i pochylając się na miotle, żeby dolecieć do brzegu na którym zeskoczyła z miotły. Uniosła ręce, żeby założyć za ucho jasne kosmyki włosów. - Posłuchaj, sądzę, że nie jesteśmy odpowiednie do wykonania tego zadania. - zaczęła, kiedy obie znalazły się już na brzegu. - Accio siecć. - rzuciła zaklęcie, przywołując pozostawioną w wodzie rzecz.- Żadna z nas nie ma siły, żeby wyciągnąć te sieci. Może jedną góra dwie tury. To zadanie dla mężczyzn. - była tego pewna. Sieć pełna magicznych stworzeń, ile razy mogły taką wyciągnąć z wody? Ona przeszła szkolenie aurorskie i miała kondycję, chociaż wiedziała, że siły nie ma aż tak dużo. Nie mierzyła więcej niż metr sześćdziesiąt i nie ważyła więcej niż pięćdziesiąt kilo. A obok była szlachcianka, która nawet nie przeszła tak ciężkiego treningu mającego pomóc w utrzymaniu trudów zadania. Gdyby zginęła któraś z nich przez głupie marmity Harold pewnie zrobiłby jej burę w drugim świecie. - A nie przedstawienie dla mieszkańców. - skinęła brodę w stronę ludzi, którzy zaczynali się gromadzić żeby obejrzeć widowisko, którym zdawały się robić wraz z kontynuowaniem. - Tego wielkiego mermita spetryfikowałam z taką mocą, że nie będzie już problemem. Zatrudnij do tego rybaków, albo kogoś, kto posiada siłę i będzie w stanie udźwignąć sieć kiedy się zapełni. My jej nie mamy. - tego była pewna. Choć chciała jej pomóc i się przydać wraz z kontynuowaniem coraz mocniej rozumiała, że nie jest w stanie. One nie są. Przynajmniej nie w ten sposób. Jeśli chodziło sieć i o to, by ktoś ją pociągnął musieli to być mężczyźni, którzy biologicznie posiadali jej więcej. Jeśli najbardziej problematyczny był też duży mermit, już miał nim nie być. Leżąc spetryfikowany na dnie. Po tych słowach skinęła głową, żegnając się i odeszła.

ztx2



The Devil whispered in my ear, you are not strong enough to withstand the Storm. Today I whispered in the Devil's ear,
I am the Storm.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +2
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Port Newquay - Page 3 1
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f437-lancashire-forest-of-bowland-stocks-reservoir-gajowka https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Port Newquay [odnośnik]06.02.22 22:12
15.02.1958

Justine miała rację. Co dwie wątłe kobiety mogły tutaj zdziałać? Nie sądziła, że będzie to takie problematyczne, z drugiej jednak strony, jeszcze nie było jej dane widzieć, aż takiej grupy marmitów. Nie zamierzała się poddać. W końcu większość pracy już była zrobiona. Zakończy dzisiaj ten temat. Uparła się, nie mogło więc być inaczej. Podziękowała Tonks za pomoc za petryfikację największego ze stworzeń. To na pewno sporo ułatwi. W końcu te małe wcale nie były takie groźne. Bez swojego przywódcy stada nie powinny być trudne do wyłapania.
Macmillan postanowiła zastukać do kilku drzwi. Miała świadomość, że większość z mieszkańców tego miejsca, to byli właśnie rybacy, im również zależało na tym, żeby pozbyć się problemu. Zapukała do drzwi, które znajdowały się w niewielkim domku przy porcie. Pojawił się przed nią mężczyzna, który wyglądał na takiego, co długi czas pracuje fizycznie. Na twarzy miał wiele zmarszczek, kilka blizn, nie wydawał się być przyjemnym typem. Nie przeszkodziło to jednak Prudence w tym, żeby z nim porozmawiać. - Witaj panie...- powiedziała pewnym głosem. - Jestem Lady Prudence Macmillan.- wolała zacząć od tego kim jest. - Sprowadza mnie tutaj wasz problem związany z odcięciem portu. Tak się składa, że od kilku dni pracuje nad rozwiązaniem kłopotów.- Rybak spoglądał na nią z niedowierzaniem, niby co mogła tutaj robić arystokratka? - Nie opowiadaj mnie tu głupot, co taka paniusia może wiedzieć o stworach, co w morzu żyją?- Macmillan westchnęła głośno, wiedziała, że może mieć problem, aby ich do siebie przekonać. - Wiem, że nie wyglądam, jednak posiadam pewne doświadczenie, może nie aż takie jak wy, którzy zajmujecie się połowem zapewne od zawsze, jednak sporo czasu poświęciłam na zdobyciu wiedzy o stworzeniach, które żyją w morzach. Te stwory, które Wam uprzykrzają życie to marmity, czyż nie?- starała się przekonać do siebie rybaka. - Wraz z moimi przyjaciółmi, odcięliśmy Zatokę od otwartego morza, stworzyliśmy iluzję wielorybiego śpiewu, aby odstraszyć marmity, no i wreszcie dzisiaj, spertryfikowałyśmy największego z nich.- powiedziała jeszcze do rybaka. Mężczyzna milczał, widać było, że uważnie słucha tego, co ma mu do powiedzenia. - Naprawdę zależy mi na tym, żeby Wam pomóc, w końcu nasz ród jest odpowiedzialny za te ziemie.- rzekła do niego. - Panienka faktycznie się tym zajęła, hę? Kilku obcych tu ostatnio widziałem, nie wychylałem się jednak, nie wiadomo kogo tu przywiało, ciekawe, ciekawe.- powiedział po czym ubrał na siebie zniszczony, skórzany płaszcz. -- Jestem Tom, mieszkam tu od urodzenia. Ojciec mój i dziadek byli rybakami, to i ja zostałem. Czego właściwie jeszcze ode mnie chcesz?- wyciągnął rękę i uścisnął dłoń Prudence, chociaż nie wiedział, czy w sumie tak wypada. Skąd mógł wiedzieć, skoro właściwie to nosa nie wychylał poza morze i wieś. - Pozostaje wyłowić wszystkie stworzenia, które znajdują się na odciętym terytorium. Na pewno ma pan, panie Tomie jakichś przyjaciół, pomogliby?- spojrzała na niego licząc na to, że zdecydują się pomóc. - Może i mam, może i nie. Niegłupie by to było, panienka już tyle zrobiła. Spróbuję obudzić te łachudry.- Rybak nie zwlekał. Zastukał do kilku najbliższych domów. Wyszło z nich sześciu mężczyzn. Otoczyli Prudence nie do końca wiedząc po co się tutaj spotkali.
- Nie wiem, czy Tom wspomniał, jestem Lady Macmillan, pojawiłam się w porcie, aby pomóc Wam z marmitami, którym bardzo spodobały się warunki w Zatoce. Już praktycznie wszystko gotowe, pozostaje wyłowić stwory.- opowiedziała stojąc przed mężczyznami. Starała się mówić pewnie, chociaż nie było to takie proste mając przed sobą siedmiu mężczyzn, którzy mieli zdecydowanie większe doświadczenie od niej w sprawach związanych z połowem. - Co my będziemy z tego mieli panienko, hę?- rzekł wysoki mężczyzna, który stał tuż obok Prudence. - Przede wszystkim będziecie mogli przywrócić port do świetności, powinniście wrócić do pracy jak wcześniej, handel znowu będzie kwitł.- powinno im zależeć na tym, by port ponownie zaczął działać. - Tak za darmo? Ryzykować życie, kto to widział panienko, myślisz, żeśmy głupi?- odparł Harry, który stał nieco dalej. Prudence się tego spodziewała, wcale nie tak prosto było namówić ich do działania. - Opowiem rodzinie, na pewno zostaniecie sowicie wynagrodzeni i docenieni za swoje poświęcenie, w końcu pomagacie nie tylko sobie, a wszystkim mieszkańcom Kornwalii.- będzie musiała przedyskutować w domu sprawę wynagrodzenia mężczyzn.
Rybacy popatrzyli po sobie. Najwyraźniej nagroda pieniężna przekonała ich do tego, aby zabrać się do dzieła. Lady Macmillan obserwowała wszystko z brzegu. Podzielili się na pary, skorzystali z łodzi, które stały na brzegu, na pewno było to dużo prostsze rozwiązanie od łapania stworów z mioteł. Powinna zainwestować w łódź, ułatwiłoby to jej pracę. Pary mężczyzn wypłynęły na zatokę, każda z nich wybrała sobie inny obszar do wyławiania stworzeń. Najważniejsze, to wyciągnąć tego największego, którego Tonks zdołała spetryfikować. - Powinien być bliżej lewego brzegu!- krzyknęła jeszcze, mając nadzieję, że ją usłyszą. W końcu wiatr wiał mocno, fale były wysokie, mogli niedosłyszeć. Mężczyźni zarzucali sieci, a po chwili wyławiali je pełne marmitów. Nie było w tym nic wyjątkowego, w końcu zatoka była cała pełna tych zwierząt. Tom, który był pierwszym którego poprosiła o pomoc najwyraźniej postanowił wyciągnąć największy egzemplarz, widziała z oddali, że długo się męczyli, aby wciągnąć go na łódź. Udało im się jednak. Czas mijał, mężczyźni zdążyli już kilka razy dopłynąć na brzeg z marmitami, które udało im się wyłowić. Macmillan z kolejnymi miejscowymi przygotowała skrzynie, w które mogli wrzucać stworzenia, gdy przypływali na brzeg. Trwało to sporo czasu. Prudence jeszcze przeleciała miotłą nad zatoką uprzednio rzucając zaklęcie, które pozwoliło jej zobaczyć, czy faktycznie nie ma pod taflą wody już żadnych marmitów. Wspólnymi siłami, chyba udało im się wszystkich pozbyć. Macmillan również zakończyła wszystkie zaklęcia, które pomagały im walczyć z marmitami. Musiała doprowadzić port do takiego stanu, w jakim znajdował się wcześniej, zajęło jej to dłuższą chwilę, jednak udało się.
Podziękowała okolicznym rybakom za współpracę, pojawiło ich się w porcie bowiem sporo. Zostali wyciągnięci z domów przez zamieszanie, jakie obserwowali przez okna. Każdy chciał pomóc, działali w końcu w wspólnej sprawie. Zapakowali marmity w skrzynie, Macmillan zaproponowała, aby część przerobili na jedzenie dla siebie. Na pewno im również doskwierał głód, powiedziała również, aby resztę schowali, a zgłoszą się po nie odpowiednie osoby. Będzie musiała również tu wrócić z zapłatą, w końcu obiecała, że wynagrodzi rybakom poświęcenie. Porozmawiała jeszcze chwilę z mieszkańcami portu, po czym udała się do Puddlemere.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Port Newquay - Page 3 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Port Newquay [odnośnik]17.03.22 20:20
Pozbycie się zadomowionych w porcie morskich stworzeń nie należało do prostych zadań - marmity, w przeciwieństwie do ludzi, doskonale czuły się w lodowatej wodzie, sprawnie poruszając się również pod pokrywającą płycizny, lodową pokrywą. Wyłapanie ich wymagało sprytu i doświadczenia, żadnej z tych dwóch rzeczy jednak Prudence nie brakowało - schwytanie jednego z osobników pozwoliło jej na opracowanie planu, a stworzona z pomocą Castora i Thomasa barykada uwięziła je wewnątrz portu, nie pozwalając na ucieczkę. Chociaż próba wyłowienia stworzeń, podjęta przez Prudence i Justine, zakończyła się fiaskiem, to poproszenie o pomoc wprawionych w połowach rybaków okazało się strzałem w dziesiątkę - ze wsparciem silnych mężczyzn zwierzęta udało się wyłapać, a ich mięso pomogło mieszkańcom Newlyn w przetrwaniu kilku trudnych tygodni.

Problemem nękającym miasteczko wciąż pozostały jednak uszkodzone kutry rybackie oraz odcięte drogi transportu - chociaż wraz ze wzrostem temperatur śniegi stopniały, to dryfujące wzdłuż wybrzeża statki wymagały naprawy, by móc ponownie zaopatrywać port w ryby, a rozmoknięte drogi zamieniły się w błotną pułapkę, w której grzęzły zmierzające do Newlyn wozy z żywnością. Ryby znajdujące się na kutrach zepsuły się i przestały nadawać się do spożycia.

Nad miastem zawisło widmo głodu.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Port Newquay - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Port Newquay [odnośnik]24.07.22 3:16
7 kwietnia 1958
Miasto Newlyn miało problem z głodem i nie zamierzała tego tak zostawiać. Wiedziała, że kilku innych przemytników też nie, ale wiele osób, nawet mimo nielegalnej działalności, przejawiało jakiś sentyment. W wielu wypadkach każdy chciał dołożyć swoją cegiełkę, pewnie więc dlatego udało jej się zebrać paru zainteresowanych. Wiedziała, gdzie zdobyć część materiałów: nie na tyle, aby cokolwiek miało naprawić wszystko tak, jakby było zupełnie nowe, ale to zdecydowanie pomoże naprawić statki i kutry tak, aby ludzie mogli wypłynąć na połowy i dostarczyć jedzenie miastu. Wiedziała jednak, że taka akcja wymagać będzie większej działalności zorganizowanej – nie pierwszy raz miała działać w ramach przemytu, ale musiała upewnić się, że nie był to ostatni. Kończąc w więzieniu na pewno nie pomoże swoim bliskim, ale w ogóle nie zamierzała tam kończyć, przynajmniej nie dziś.
Ta operacja składała się z kilku możliwości oraz kilku rozwiązań, dlatego przysiadła ze wszystkimi ustawiając plan, wybierając parę magazynów i ustalając wszystko, od sygnałów, poprzez miejsca zrzutu towaru, aż po sygnał, jakimi miała zawiadomić pozostałych, że wszystko jest w porządku. Trzeba było wyznaczyć też miejsca, więc zaraz usiedli nad rozpoznaniem, które magazyny i w którym miejscu będzie najłatwiej okraść. Na ten moment wybrane zostały Todmorden w West Riding Yorkshire, Maryport w Cumberlandzie, Bourne w Kesteven of Lincolnshire, Quorn w Leicestershire oraz Kingston upon Hull w East Riding of Yorkshire.
Pierwszy był plan w Todmorden, gdzie zastosowali manewr „damy w opałach”. Pod przebraniem i metamorfomagią udała się na niedaleki posterunek magipolicji, posiniaczona, z rozciętą wargą oraz porwanymi fragmentami sukni którą kiedyś wygrzebała ze śmietnika. Rzewnie płacząc robiła co mogła, aby zająć sobą niemal cały komisariat, podając spory opis sprawcy który miał ją pobić, zabrać jej dokumenty oraz różdżkę, aby ostatecznie spróbować ją skrzywdzić i w inny sposób i tylko łutem szczęścia udało jej się uciec. Za przestępcę podała opis miejscowego watażki, chętnie wspierającego szmalcowników w ich działaniach, któremu napsucie krwi w najgorszym wypadku i tak było wystarczającą nagrodą, a może go jeszcze w międzyczasie uda się wsadzić za coś innego. Nie mogli wiedzieć, że w tym samym czasie większa grupa przemytników wkrada się do stojącego na obrzeżach miasta magazynu, zaklęciami Gemingo fałszując znajdujące się w środku drewno, aby prawdziwe załadować na wozy i różnymi drogami zmyć się, zanim ktokolwiek się nimi zainteresuje. Po umówionej godzinie, udając jeszcze większe wyczerpanie, Thalia wymówiła się chęcią zanocowania w pobliskim pensjonacie aby chwilę później zniknąć, teleportując się parę razy aby rozpłynąć się w powietrzu.
Maryport miało magazyny w portach, dlatego musieli podziałać na „Cudną Candance”. Tym razem sukienka ze śmietnika nie miała się sprawdzić, ale znajome kurtyzany bardziej niż chętnie doradziły jej, jak zachowywać się w takich wypadkach. I tak jasnowłosa, zielonooka i długonoga Candace pewnej nocy zapytała samotnego strażnika, czy nie znalazł pożyczonego od jej przyjaciółki naszyjnika, niemal rozpaczając na stanem w którym się znalazła, nie chcąc robić sobie wrogów przez szmaragd który nawet nie był prawdziwy. Wpuszczona do małego pomieszczenia, uśmiechnęła się na zaproszenie, przyjmując poczęstunek z herbaty kiedy widziała, jak pożądliwym wzrokiem kierował spojrzenie na jej nogi. Przysuwała się bliżej i bliżej, dając jak najwięcej czasu przyjaciołom, którzy podpływając cicho łódkami, do magazynów dostając się od strony morskiej. Cichcem przenieśli bale drewna na łodzie, ładując tyle ile mogli a ile potrzebne było do swobodnej żeglugi bez spowalniania siebie ani bez potrzeby wyrzucania towaru, a ona za to wysuwała nogi spod sukienki oraz prężyła się tak, aby móc uwydatniać biust. Dopiero kiedy mężczyzna przysunął się do niej, rękę wsuwając jej pod materiał, zdecydowała się na mocny cios – to dało jej otwarcie aby móc wybiec z miejsca, uciekając tam, gdzie mogła już spokojnie znaleźć się poza zasięgiem goniącego i teleportując się na nowo.
Bourne było niewielkim miasteczkiem, więc użyli tam dywersji „ręka rękę myje”. Kiedy jeden z jej kolegów, wprawiony złodziejaszek, który jeszcze uczył ją jak wyciągać cudze portfele, okradł jednego z policjantów, wybiegł prosto na nią – goniła go chwilę jako dzielny, ale młody mężczyzna, biegnąc aby ostatecznie wpaść na niego. Magipolicjantom żaliła się, jak bardzo nie mogła złapać sprytnego złodziejaszka, wskazując przeciwny kierunek wobec tego, w którym mężczyzna uciekł i bardzo oddalony od magazynów. Pokazując dokumenty, które posiadała od Yvette, podała się również za magipolicjanta obecnie poza służbą, mimo wszystko spełniającego swój obywatelski obowiązek. Bardzo chętnie pozostał aby spisać wszystkie zeznania, informując o tym, że niezwłocznie przekaże wszelkie informacje na ten temat swoim współpracownikom w Londynie – a w międzyczasie jej prawdziwi współpracownicy wyjmowali zwartość magazynu, tym razem pomniejszając wszystko, przywiązując to do mioteł i odlatując, trzymając się nisko lądu.
Na Quorn zmieniła się ponownie w policjanta, tym razem jednak w pełnym mundurze dla „nagłego musztrowania”. Przydała się do tego jej ostatnia sytuacja w której pomagała Skamanderowi, chociaż jej pomoc na wtedy niewiele się zdała. Zdobyła jednak mundur, dokumenty oraz jego różdżkę, dlatego mogła skierować się prosto na niedaleką komendę. Machając swoimi dokumentami poinformowała o nagłej inspekcji, która miała się odbyć. Informując o nowych procedurach, poprosiła o zgromadzenie wszystkich dla zapoznania się, ograniczając patrole co dawało szansę na przemknięcie się, tym razem na nowo z wozami. Wszystkie materiały załadowano aby oddalić się na nowo, pozostawiając na miejscu transmutowane w towar kamienie które przywieźli pod pozorem dostawy budulca do pracy. Parę godzin po tym, jak odjechali, Thalia z zadowoleniem uścisnęła dłoń lokalnego dowódcy, chwaląc jego drużynę i zapewniając, że raport z dzisiejszej inspekcji będzie wyjątkowo pochlebny.
Do ostatniej miejscowości musiała udać się jeszcze za dnia, dlatego pluła sobie w brodę, że przytrafiło się to dokładnie tego samego dnia co trzęsienie i nie mogła zostać w Oazie. Wcześniej pożyczając od Laurenca nieco przyborów do charakteryzacji, pozwoliła przyjaciółce na upodobnienie jej szyi do tej, na której ktoś mógł zacisnąć swoje palce, zaklęciem upodobniając się do trupa. Dopiero wtedy mogła położyć się w odległym zaułku Kingston upon Hull, wykorzystując przyjaciela do głośnego lamentu, aby „anioł śmierci” mógł dojść do skutku. Przez długie chwile leżała nieruchomo, maskując swoje oddechy sporą ilością materiału, a zniechęcając do podejścia przez zmieniający zapach zaklęcie. W międzyczasie na nowo skorzystano z łodzi, opróżniając magazyny, a gdy dostała sygnał przez okno, teleportowała się i pobiegła aby zmyć wszystko z siebie zanim nie wyruszyła do Newquay aby dostarczyć wszystkie towary.
Nigdy chyba nie wiedziała ludzi tak zachwyconych drewnem i jedzeniem, ale czuła, że właśnie tego brakowało mężczyznom, którzy niemal od razu zabrali się do pracy. Nie chciała ich pozostawiać samych, dlatego też zabrała się do pomocy, nosząc drewno, przybijając je i czyszcząc tak, aby mogła załatać dziury w kutrach. Praca była jednak bardzo trudna, dlatego też poproszona została jeszcze nad rozdysponowaniem jedzenia – gotować co prawda jeszcze nie umiała, chociaż się uczyła, dlatego robiła wszystko, co mogła, zabierając jedzenie i przenosząc je do odpowiednich magazynów – sprawdzali je zaklęciami, tak aby upewnić się, że nikt nie zamierza ich namierzać i wpadać tutaj niezapowiedziani aby odebrać siłą, to, co się znalazło.
Kiedy praca była skończona, wraz z rybakami zgromadziła się, aby pomóc im się zorganizować – przystanęli nad mapą, aby poświęcić się podziałowi okolicznych wód, tak aby rybacy mieli jak największą skuteczność, co oznaczało więcej ryb nie tylko dla miasta, ale też dla okolicznych miejscowości, do których jedzenie można było dostarczyć. Chwilę trwały ustalenia, bo wszyscy rwali się do naprawienia łodzi oraz wypłynięcia na połowy po takim czasie bezczynności. Musiała ich przystopować, ostatecznie dochodząc do porozumienia i wyznaczając między wszystkimi różne podziały, licząc się z tym, że pewnie ktoś nie będzie tego przestrzegał, a ostatecznie wszyscy ruszą tam gdzie chcą. Ale póki co liczyło się to, że w ogóle będą mogli wypłynąć – a ona ruszyła do domu, obserwując świt odbijający się w wodzie.

zt, 1243 słów


So heed the words from sailors old
Beware the dreams with eyes of gold
And though he'll speak of quests and powers...
...blessed, ignore the lies you're told
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'm makin' my way
From the top of this lowly hillside
Through the realm of the soulless Fey
I'm makin' my way
And all of us dread the trouble that lies ahead
At the end of this wayward day
I'm makin' my way
OPCM : 13+2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0+1
TRANSMUTACJA : 5+2
CZARNA MAGIA : 0

ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t12384-thalia-wellers#381174 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Port Newquay [odnośnik]10.03.23 23:57
4 VII 1958


— To ostatnia szansa na Sphaecessatioszeroki uśmiech zakwitł na ustach Iris, gdy zadzierała nieco głowę w górę, by zajrzeć w lico swojej przyjaciółki. Lubiła ją ostrzegać w ten sposób, zwłaszcza w miejscach, w których była już wcześniej — oto nadchodziły w okolice portu w Newquay, dzisiaj szczególnie zaludnionego. Był jeden z dni targowych, a te Iris miała w swoim kalendarzu pozaznaczane szczególnym kolorem, w dodatku podkreślone. Jako zaopatrzeniowiec musiała orientować się, kiedy przyjeżdża towar i gdzie — każde miasteczko miało wyznaczony inny dzień targowy, każde też specjalizowało się w innych wyrobach. Te portowe były jednak zawsze szczególnie ciekawymi miejscówkami, przede wszystkim przez różnorodność oferowanych produktów. — Jestem przekonana, że tam, dokąd zmieszamy woleliby cię pamiętać, ale lepiej dmuchać na zimne. To twój pierwszy raz w Newquay, prawda? — biała bluzka na krótki rękaw została starannie wygładzona, a sztucznie pozłacane guziki zalśniły w letnim, wciąż upalnym słońcu. Iris zmarszczyła poważnie nosek, podnosząc na moment wzrok ku górze. Kometa wciąż prześladowała niebo, choć pojawiła się już wczoraj. Czy nigdy nie ruszy się z miejsca?
Nie mogła teraz się nad tym zastanawiać. Pokręciła energicznie głową na boki, ciemnobrązowe włosy poruszyły się razem z głową, łaskocząc przez kilka chwil policzki, a sama czarownica westchnęła głęboko i głośno. Natychmiast po tym stanęła nawet na palcach, znów pełna energii, zupełnie nonszalancko krzyżując swoje ramię z ramieniem przyjaciółki. W fałdach eleganckiej spódnicy, na swój moment czekała różdżka, ale Iris przekonana była, że uda im się dzisiaj wszystko załatwić wyłącznie ich wspólnym urokiem osobistym.
— Zupełnie się tym nie przejmuj. Marynarze to też mężczyźni. Powiedziałabym nawet, że bardziej mężczyźni niż ci wszyscy, którzy przechadzają się po lądzie — ściszyła głos do podekscytowanego szeptu. Nie wiedziała, ile Hazel mogła mieć wspólnego w swym życiu z ludźmi pokroju marynarzy. Sama pewnie nigdy nie skrzyżowałaby z nimi swych ścieżek, gdyby jeden z nich nie zawrócił jej kiedyś w głowie, na tę samą głowę ściągając jednocześnie topór klątwy z pierścionkiem zaręczynowym wciśniętym na palec. Niemniej jednak teraz — dzięki niemu — mogła nie tylko wprowadzić przyjaciółkę w ten wyjątkowo specyficzny świat, ale przy okazji dopomóc jeszcze ludziom w potrzebie. Może nie naglącej, ale praca zdążyła nauczyć ją, że lepiej było mieć plan awaryjny do planu awaryjnego, niż obudzić się z ręką w nocniku. — Część z nich już poznałam. Browna na przykład. Łasy jest na obietnice, ale to dobry facet. Jeszcze nigdy mnie nie wystawił. I pływa po całym kraju, a przynajmniej tak się przechwala swoim koleżkom. A to cenna informacja, bo widać, że zna morskie szlaki — tłumaczyła dalej, aż wreszcie znalazły się przy wejściu do portu. Iris zatrzymała się niedaleko tabliczki, na której zaprezentowano uproszczoną mapę Kornwalii, ze szczególnym wskazaniem Newquay, w którym się znajdowały, a także konturów pozostałych krain sąsiadujących z krainą.
— Popatrz. My jesteśmy tutaj. Na północy — wskazała czubkiem różdżki dużą, czerwoną kropkę, po czym posunęła się wyżej, do nienazwanej krawędzi, powyżej morskiego basenu. — Tu jest Cymru. Walia. A tutaj — stuknęła w prawy dolny róg mapy. — Saltash, a tuż obok Plymouth. Poniżej kanał La Manche i Francja. No i Falmouth, jeżeli lubisz Quidditch — ostatnie miejsce wskazała z mniejszym entuzjazmem, niepewna, czy przyjaciółka w ogóle słyszała o Jastrzębiach. Sama Iris kibicowała kobiecej drużynie Harpii, choć bardziej z przyzwyczajenia niż prawdziwego zainteresowania. — Jest jeszcze St. Ives. Najkrótsza droga morska do Irlandii, gdyby się paliło. Przynajmniej kiedyś tak było. Musimy sprawdzić, czy wszyscy mówią to samo. I jeżeli to się potwierdzi, wybrać kogoś, komu zaoferujemy... współpracęnacisk położony na ostatnie słowo był zresztą zupełnie nieprzypadkowy. Czekoladowe tęczówki skupiły się w wyczekiwaniu w zielonych oczach Hazel, aż zalśniły na powrót, w ten charakterystyczny, chochliczy sposób. — Zresztą, to też dobra okazja do spotkania kontaktów. Marynarze to straszni plotkarze, wiesz? Jakąkolwiek wieść zastaną na lądzie, poniosą ją dalej — puściła jej dodatkowo rozbawione oczko. Bo to przecież nie tak, że sama teraz plotkowała o całej grupie ciężko pracujących mężczyzn, czyż nie?


It's beautiful here
but morning light can make
the most vulgar things tolerable.
Iris Moore
Iris Moore
Zawód : Zaopatrzeniowiec w Podziemnym Ministerstwie Magii
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
until the lambs
have become lions
OPCM : 15 +3
UROKI : 14 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11638-iris-bell#359925 https://www.morsmordre.net/t11640-omega#359940 https://www.morsmordre.net/t12155-iris-moore#374140 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11643-skrytka-bankowa-nr-2531#359950 https://www.morsmordre.net/t11642-iris-bell#359946
Re: Port Newquay [odnośnik]01.05.23 23:57
Iris bywała słodka. Była nawet często, tak abstrakcyjnie oddalona od wizji kobiecości, jaką emanowała Hazel, a jednocześnie jeszcze bardziej poruszająca zmysły. Taką jak dziś - podekscytowaną - uwielbiała ją obserwować. Spijała słowa, gesty, uśmiechy i układała na wzór delikatności i ciepła, którego jej brakowało. Troska tkwiła we wspomnieniach nastoletniego smaku ust i młodzieńczej trosce o rodzinę, która wraz z wyjazem zmieniła się w bezczynną obserwację. Te kilka różniących ich lat wydawalo się pierwotnie przepaścią, kiedy jednak do głosu dotarły emocje, wydawały się całkiem podobne w różnorodności kluczowych punktów podróży przez egzystencję.
Błękit sukienki wpasowywał się w jej złote guziczki, satyna falowała na kobiecych biodrach podkreślonych równie mocno, co kołysząca się w imię kroków ciężka spódnica. Ale w Iris było życie, a na twarzy Hazel - skrytej w cieniu kapelusza, z głęboką czerwienią na ustach - rysunki zostawiła sama pani śmierć. Uśmiechała się złowieszczo, zdzierała kolejne warstwy ubrań w imię czegoś, czego podobno się brzydziła. Gładziła twarz, gdy kolejny mężczyzna wychodził z sypialni, pomagała przełknąć ślinę w poczuciu porażki. W istocie, Hazel Wilde nie żyje i tylko Iris Bell czasami o niej przypomina.
- Prawda, lepiej znam Francję niż Anglię. - Odparła ze wzmocnionym, francuskim akcentem wpasowującym się w roztaczaną przez nią nutę perfum. Fale wysuwały się spod ronda okrycia głowy, spojrzenie wędrowało wokół nich. Obserwowała, zapamiętywała strukturę i starała się wyłapać nastroje. Takie miejsca były perfekcyjne pod kątek akcji - wystarczyłaby odrobina talentu aktorskiego, by wpleść tłum w walkę o wyimaginowaną historię. Dywersja w propagandzie kładła dłoń na cywilach - potrafiła ich wpleść delikatnie, nieszkodliwie a na tyle, by grunt posypał się wyjątkowo szybko. Klasycznym zagraniem byłoby wzniesienie paniki - głupiutki blondynek wykrzykując słowa o śmierci nie byłby obiektem skupienia sił przeciwnych, głównym elementem byłby rozpętany wszakże owczy pęd, którego natężenie i późniejsze opowieści wpędzałyby w niepewność nawet tych, którzy pragnął pozostać od wojny daleko. Ale teraz - teraz dekolt sukienki ukazywał kości żeber przebiajające się pomiędzy piersiami; teraz przybrała maskę kobiety szykownej, odległej i nieszkodliwej; bo ponoć takie umierają najpiękniej.
- Marynarze bywają na chwilę, to ich największy atut. - Nie kryła się przed przyjaciółką ze swoim podejściem do mężczyzn. Trwała w dziesięcioletnim małżeństwie, także mężczyźni byli jej głównym celem, a ich zachowania i pragnienia przyprawiały ją o zawroty głowy. Trzy spotkania, szykuje pierścionek, a ona pakuje manatki i znajduje kolejnego przyszłego ojca, na moment, na chwilę.
Teraz była sama, tak, jak chciała. Bez mężczyzn na chwilę i mężczyzn na stałe. Ona z samą sobą, czyli z jedyną osobą, która jej odpowiada.
- Dobrze myślisz, młoda. - Skwitowała słowa pięknej towarzyszki z nieodgadnionym uśmiechem, przytakując ówczesnie na wspomnienie Quidditcha, który był przecież jej ulubioną rozrywką od obserwowania. Kibicowała braciom, byłym miłościom i tym utraconym. Nie odpowiedziała jednak w żadnej inny sposób, niż lekkim przytaknięciem. Nie potrzebowała do tego wracać, de facto nie chciała, gdy życie wiodło prym tu i teraz.
- Znam pewną Panią... marynarz. Skarbnica wiedzy. Dziś chciałabym się głównie dowiedzieć o oznakowaniach i konkretnych hmmm sieciach. Kto, jakie nazwiska, jakie herby. - By wiedzieć, o co prosić. W skórzanej torebce tkwił przecież notatnik i mały ołówek, dla niepoznaki porysowany w większości dziecięcymi rysunkami. Szeptała, niemalże zwierzając się do ucha Iriski niskim, zachrypniętym głosem.
La Manche. Francja
- Szukam transportu osobowego do Francji, mon cheri, odwiedzić mamusię. - Odparła przekonana, że słowa zostaną odpowiednio odebrane. Spojrzawszy na moment na przyjaciółkę, puściła jej oczko i przecierając kącik ust kciukiem prawej dłoni, ruszyła dalej zgodnie z obranym kierunkiem. Osiadł ostatni szept. - Boisselier. Mów mi Haze Boisselier.


poetry and anarchism
it’s survival of the fittest, rich against the poor. I’m not the only one who finds it hard to understand I’m not afraid of God, I am afraid of man
Hazel Wilde
Hazel Wilde
Zawód : naukowczyni, botaniczka, głos propagandy podziemnego ministerstwa
Wiek : 32 lata rozczarowań
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowa
widzę wyraźnie
pełne rozczarowań twarze
a w oczach ból i gniew
uśpionych zdarzeń
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 trust me
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11597-hazel-wilde-nee-summers-budowa#358577 https://www.morsmordre.net/t11630-konwalia#359622 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11632-hazel-wilde#359624
Re: Port Newquay [odnośnik]17.05.23 19:41
— Przypomnij mi, jak długo tam mieszkałaś? Gdyby nie to, że cię znam, pomyślałabym, że jesteś prawdziwą Francuzką — och, wzmocniony francuski akcent Hazel był naprawdę elektryzujący. Iris momentami potrafiła spoglądać na swe towarzyszki — lub jak w przypadku Hazel także przyjaciółki — przez szkiełko męskiego punktu widzenia. Była pewna, że pani Wilde podobała się mężczyznom, że gotowi byliby skoczyć za nią w ogień, gdyby tylko w odpowiedni sposób uśmiechnęłaby się do nich, zawsze z tą samą obietnicą c z e g o ś, co nigdy nie miało nastąpić. Nie można było odmówić jej uroku — tego prawdziwego, kobiecego, w pewnym sensie ciężkiego, znajdującego się na drugim końcu spektrum, w którym poruszała się Iris. Może to dlatego stanowiły tak dobry duet? Choć z pozoru różne, znajdowały wiele punktów wspólnych.
Dlatego też słysząc jej słowa o marynarzach, uśmiechnęła się szerzej, pozwalając sobie na uniesienie lewego kącika ust w porozumiewawczym półuśmiechu. Miała przecież dwadzieścia sześć lat — jak na pannę za dużo — i przez ten czas nauczyła się tego i owego o mężczyznach. Po pierwsze, by nie ufać każdemu, który szepcze czułe słówka i zapewnia o bezpiecznej przyszłości we dwoje, kreuje marzenia o domku z białym płotem i gromadką dzieci. Im głośniej i częściej o tym mówili, tym więcej fałszu wypływało z ich ust. Nie chciała stać się kolejną ofiarą, której jedyna szansa na poprawę losu to śmierć — swoja lub męża. Naoglądała się za dużo tego, przez co musiały przejść jej przyjaciółki, przed czym sama, szczęśliwym zrządzeniem losu, uciekła, z parzącym pierścionkiem zaręczynowym na palcu. Nie zamierzała więc — w wyrazie cichej, kobiecej solidarności — oceniać postępków i planów Hazel.
— Oho, to już zabrzmiało, jakbym trafiła w dziesiątkę — odrzuciła włosy na bok, posyłając kobiecie porozumiewawcze spojrzenie, które musiało przebić się nawet przez rondo jej kapelusza. Kiedyś pociągnie temat Quidditcha, póki co zastanawiała się, czy przyjaciółce może nie wpadł w oko jakiś były Zjednoczony, lub Jastrząb, tych wszak wśród Sów nie brakowało, a odkąd Ministerstwo przeniosło się do Plymouth, Memortki właśnie z Sowami dzieliły swe kwatery. Kto wie, kto wie...
— Musisz mnie koniecznie poznać — odparła zupełnie już poważnie, w mgnieniu oka wychodząc z roli rozbawionej i roziskrzonej wesołością młodszej przyjaciółki, wchodząc od razu w rolę pracownicy Podziemia. Kontakty, kontakty, jeszcze raz kontakty — gdy tylko mogła zabezpieczyć jakąkolwiek drogę do... właściwie czegokolwiek, jedzenia, roślin, kamieni, broni, drewna — nie mogła zaprzepaścić takiej okazji.
Gdy przyjaciółka nachyliła się do jej ucha i poczęła szeptać słowa w nieznanym jej języku (Iris domyśliła się, że musiał to być francuski, Hazel raczej nie próbowałaby zrobić sobie z niej żartów i mówić jakichś głupotek, chociażby po włosku), Bell spojrzała na nią wymownie, po czym odpowiedziała jej podobnym puszczonym oczkiem.
— Do usług, pani... Boisselier? Dobrze mówię? — dopytała na wszelki wypadek; jej aparat mowy przyzwyczajony był do języka walijskiego, dostosowany do standardowej w Wielkiej Brytanii angielszczyzny, jednak nigdy chyba nie będzie na tyle miękki, by odpowiednio oddać brzmienie francuskiego. — Spróbujmy najpierw sprawdzić, co z przewozem ludzi u Browna. Potem skorzystamy sobie z dnia targowego i dowiemy się więcej o tym kto, gdzie i pod jakim herbem — zaproponowała, wychodząc tym razem naprzód, prowadząc ich skromną delegację w kierunku mariny. To właśnie tam, najczęściej mogła spotkać Browna.
I nie myliła się — niedaleko jednego z raczej mało imponujących rozmiarowo statków (widać było, że nie był przystosowany do podróży długodystansowych), na składanym krześle wędkarskim siedział mężczyzna jeszcze przed czterdziestką. Miał bardzo jasne, prawdopodobnie wyblakłe od słońca włosy i opaloną karnację, musiał wiele czasu spędzać na świeżym powietrzu. Ubrany w podkoszulek oraz materiałowe spodnie, kroił jabłko, którego części następnie kosztował, pomagając sobie przy tym trzymanym w ręku niewielkim nożykiem.
— Kogo ja widzę, czy to nie panienka Bell! — zakrzyknął z daleka, po czym podniósł się z miejsca. Odłożył jabłko i nóż na swoje wcześniejsze siedzenie, wytarł ręce w spodnie, po czym podszedł do obu kobiet, kłaniając im się nisko. — I to jeszcze nie sama, cóż za niespodzianka. Matt Brown, do usług szanownej pani — schowawszy jedną rękę za plecy, ukłonił się jeszcze raz przed Hazel, bez pytania łapiąc ją za rękę i składając całusa na wierzchu jej dłoni. Przyzwyczajona do tegoż obrazka Iris nawet nie drgnęła, choć była ciekawa reakcji Hazel na tak bezpośredniego mężczyznę.
— Dzień dobry, panie Brown. Jak interesy idą? Myślałam, że miał pan nie wracać aż do przyszłego miesiąca — zaczęła, przyglądając się uważnie mężczyźnie. Ten wydawał się nieco zmieszany bezpośredniością pytania i wypunktowaniem swych wcześniejszych zapewnień. Rozglądnął się wokół, jakby chciał upewnić się, że nikt ich nie podsłuchuje. Ostatecznie jednak odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku swojego statku. Pokład z pomostem połączony był drewnianą, pochyloną platformą, po której można było się wspiąć w górę.
— Lepiej będzie, jak porozmawiamy... Bez dodatkowych świadków. Chyba, że panienka poświadczy za swą piękną towarzyszkę... — Matt Brown spojrzał raz jeszcze w kierunku Hazel, nie będąc pewny, czy może jej zaufać. W końcu z Iris prowadził interesy już jakiś czas, a pani Boisselier, choć intrygująca, mogła również nieść za sobą kłopoty...


It's beautiful here
but morning light can make
the most vulgar things tolerable.
Iris Moore
Iris Moore
Zawód : Zaopatrzeniowiec w Podziemnym Ministerstwie Magii
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
until the lambs
have become lions
OPCM : 15 +3
UROKI : 14 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11638-iris-bell#359925 https://www.morsmordre.net/t11640-omega#359940 https://www.morsmordre.net/t12155-iris-moore#374140 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11643-skrytka-bankowa-nr-2531#359950 https://www.morsmordre.net/t11642-iris-bell#359946
Re: Port Newquay [odnośnik]14.06.23 21:59
Setki lat, zdawałoby się. Setki lat, podczas których była innym człowiekiem - a, być może, właśnie sobą. Prawdziwą, tą, która znała się zdecydowanie lepiej na potędze kłamstw i racjonalizowaniu własnych potrzeb niż pierwowzór siostry, przyjaciółki i córki. Czy doprawdy cierpiała tak bardzo? Być może, choć bliżej prawdopodobnym było, iż wmawiała sobie sama te krzywdy do momentu, aż uwierzyła w ich wielkość. Suma summarum, nikt wszakże nie zmuszał jej do zamążpójścia; nie musiała porzucać nazwiska mając ledwie dwadzieścia lat.
Ale zadecydowała, a wraz tą decyzją trafiła do Francji - ponad dziesięć lat temu.
- Dekadę. - Odparła, lekko oschle, choć Iris mogła być przekonana, że przecież w tym tkwiła cała osobowość Hazel. W swojego rodzaju niedostępności, gry tajemnicy i złośliwości, która prowokowała i odrzucała, pchając w odmęty zawiłych historii i gierek, które Hazel prowadziła z niezrozumiałą pasją. Zastygłe emocje, niedostepne serce i celesne uniesienia - wszystko, by to jej było dobrze - by to ona, wreszcie, była asbolutnym epicentrum swojego życia. Nie chciała tej cholernej, przylepionej niczym osad stałości. Nie potrzebowała też opinii, którą wyrabiała jej porządna rodzina, status wdowy i matki. Mogła wreszcie przychodzić i odchodzić, podążać z nurtem i trzaskać drzwiami, aby odkryć niezdobyte dotąd fragmenty swojego jestestwa. Kobiecość, ta którą on mordował, tkwiła w niej i tylko w niej, a choć ciało nie było już tak krągłe i atrakcyjne jak niegdyś pragnęła, teraz to pewność - charakter, poczucie ochoty niż konieczności - ozdabiały i podwyższały jej atrakcyjność. Przeżyła wystarczająco, by teraz móc wreszcie - choć spojrzenia paliły - przeżyć swoje, nie cudze życie.
Przytaknęła przyjaciółce, nie podejrzewająć jej aboslutnie o podobne myśli. Była sama, przyjemnie sama, bez żadnego mężczyzny - prócz braci i synów - który liczyłby się ze chociażby ściskiem podbrzusza. Nie interesowały ją już te ograniczające, wymagające poświęceń emocje - nie musiały, spełniła cholerną powinność i pewnie nawet absurdalne badania ukazane w ramach Horyzontów potwierdziłyby tę tezę. Urodziła dwóch silnych, rosłych chłopców - zdrowych, co najważniejsze. Obowiązek społeczny spełniony, kolejny walor do nietykalności.
- Poznam, z pewnością. - Odziała usta w uśmiech i pozwoliła sobie na krótki, następnie przytakujac na słowa przyjaciółki. - Oui. - Zgadzając się tym samym również na kolejne słowa i podążając za kobietą, która z pewnością wiedziała zdecydowanie więcej, a to był niekwestionowany atut tejże znajomości. Mimo przyjaźni, mimo uczuć - wszystko, wszystko w życiu było po coś. Brew podążyła ku górze, wyuczona mimika nabrała przyjemnego, łagodniejszego wyrazu, gdy lekko uniesiony kącik ust nadawał ustom zgryzu kokieterii.
- Miło mi poznać, panie Brown. Słyszałam... - przerwała, w wyuczony sposób, przesuwając spojrzeniem po męskiej twarzy. Niewinnie, przecież. - wiele dobrego o panu. - Nie drgnęła ani moment, gdy męskie usta opadły na chłodną skórę. Zawsze, wszystko musiało być idealne. Ciężkie perfumy, skryte pod lnianym rękawkiem - bransoletka, delikatna i poświtująca złotem, wskazywała na status, podkreślając nie tylko kobiecość, co swojego rodzaju delikatność. Stereotypy bywały najlepszymi przyjaciółmi propagandy, szczególe te, które docierały głębiej i podświadomie.
Widząc jednak niepewność w zachowaniu Browna, uśmiechnęła się subtelnie i przytaknęła w stronę Iris, wdając się w kolejną rolę ze swoim słodkim, lekko przeciągłym akcentem.
- Idź, najdroższa. Poczekam tutaj, pójdę poszukać czegoś na dzisiejszy obiad. - Zamrugała kilkukrotnie, spoglądając na przyjaciółkę wymownie, gdy dłonie spoczęły związane palcami na wysokości talii, a zielone spojrzenie jeszcze raz powróciło do znajomego. Jeśli miała cokolwiek uzyskać, koniecznym było wpłynięcie na emocje - potwierdzenie swojej wiarygodności, która w tym przypadku kryła się w wyższości celu nad środkami. Odsunęła się więc, czując jak mężczyzna podążając za Iris, pozwala sobie na jeszcze jedno obejrzenie za Hazel, która w tym samym momencie spostrzegłszy młodą matkę w opałach, podeszła do niej, sięgając po rozsypane na ziemi zakupy. Kilka ziemniaków, dwie marchewki, ledwie jedna cebula. Dziecię na ramionach wydawało się zbierać do płaczu, a przed oczyma Hazel wydawało się, że stała ona sama przed laty. Zmęczona, niewyspana, pragnąca tylko świętego spokoju.
- Pomogę Pani. - Odparła, gdy po kilku krokach podbiegnięcia, dłonią powstrzymała kobietę przed podniesieniem się, sięgając po leżącą na ziemi siatkę. Starczyła sekunda, by drobny uczynek zamienił się w krótką rozmowę.
- Dziękuję Pani, oj, córka zaczęła się wiercić. - Zaczęła młódka, ledwie około dwudziestki. Zawstydzony śmiech zwiastował niepewność, a otrzymana do dłoni siatka ważyła ledwie odrobinę, choć przy natłoku bycia matką, każdy dodatkowy kilogram był na wagę złota. Twarz Hazel złagodniała subtelnie, z końcówki języka odszedł francuski akcent.
- Czegoś szczególnie brakuje, tutaj w Newquay? - Słodki uśmiech jedności skłonił kobiety do spokojnych kroków stronę, skąd przed sekundą przybiegła Hazel. - Oj, pani kochana, brakuje... brakuje spokoju. I cukier musiałam pożyczać ostatnio, bo konfitury bym zrobiła. I soli, na kiszonki. - Usta kobiety zbiły się w cienką kreskę, aby chwilę później na policzkach pojawiły się słodkie dołeczki. Przybrudzona spódnica zafalowała w bliskości wody, blond włoski opadły na twarz spowitą piegami. - A pani taka nietutejsza? - Choć przystanęły, bliskość Iris i pana Browna była niezaprzeczalna. Dziewczę objęło wzrokiem i lekko zacisnęło usta, milcząc.

1. Okazało się, że Brown i dziewczyna się znają. Rozmowa nabiera rumieńców, wspólnym towarzystwem są skorzy opowiedzieć nam dużo więcej. Co piszczy w trawie miasteczka?
2. Dziewczę ucieka w popłochu, a Brown opowiada nam o ciekawych szczególikach napotkanej osóbki. Głód, dojmujący głód.
3. Totalnie obce sobie osoby przedstawiają dwie różne strony - która okaże się prawdziwa? Co będzie plotką, co bolesną prawdą?



poetry and anarchism
it’s survival of the fittest, rich against the poor. I’m not the only one who finds it hard to understand I’m not afraid of God, I am afraid of man
Hazel Wilde
Hazel Wilde
Zawód : naukowczyni, botaniczka, głos propagandy podziemnego ministerstwa
Wiek : 32 lata rozczarowań
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowa
widzę wyraźnie
pełne rozczarowań twarze
a w oczach ból i gniew
uśpionych zdarzeń
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
 trust me
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11597-hazel-wilde-nee-summers-budowa#358577 https://www.morsmordre.net/t11630-konwalia#359622 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11632-hazel-wilde#359624

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Port Newquay
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach