Wydarzenia


Ekipa forum
Gabinet Hectora Vale I
AutorWiadomość
Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]13.12.21 12:01
First topic message reminder :

Gabinet Hectora Vale


Do prywatnego gabinetu prowadzi osobne wejście niż do domu. Na drzwiach znajduje się mosiężna tabliczka z nazwiskiem i kwalifikacjami magipsychiatry. Na pierwszy rzut oka gabinet przypomina raczej bibliotekę niźli siedzibę medyka - Hector Vale nieświadomie odwzorował tutaj otoczenie najbardziej sobie znajome i najbardziej komfortowe, rodzinną bibliotekę Anselma. Matka zabrała z domu ojca ukochany perski dywan, który zdobi teraz drewnianą podłogę. Przy ścianach pokrytych boazerią piętrzą się regały z książkami. Na środku stoi mahoniowe biurko, a pacjent i magipsychiatra mogą zasiąść na wygodnych fotelach.


Pułapki: Śmiechy-chichy, Zapach alihtosy, Somniamortem (na niezapowiedzianych gości) na przejście z gabinetu do części domowej (nie w samym gabinecie)


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.



Ostatnio zmieniony przez Hector Vale dnia 30.09.22 18:39, w całości zmieniany 1 raz
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale

Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]15.09.22 22:52
12.04

Wertował nieco nerwowo tłumaczenie dzieł Freuda, przygryzając policzek przy jednym z kluczowych (swoim zdaniem) zdań. Szyk zdania wydawał się niewłaściwy, a nieco inny zmieniłby sens opisywanego przypadku. Pożałował, że nie zna niemieckiego i że nie może porównać przekładów - rok temu słyszał, że przygotowywane jest nowe tłumaczenie, ale potem wybuchła wojna i wieści z wydawnictwa ucichły. Dopiero teraz, wracając wspomnieniami do zeszłych miesięcy, przypomniał sobie nazwisko tłumacza. Nazwisko, które brzmiało jak nazwiska mugoli albo mugolaków. Dawniej nie zwrócił na to uwagi, potem przez kilka miesięcy starannie wypierał poczucie zagrożenia i dopiero teraz ponury wniosek dotarł do niego z całą siłą.
Westchnął ciężko, z poczuciem nieokreślonego wstydu potarł czoło palcami, zamknął ciężko książkę i usłyszał pukanie do drzwi. Podniósł wzrok, upewnił się, że laska jest na swoim miejscu - ukryta za szufladami biurka - i otworzył drzwi machnięciem różdżki, jak każdemu pacjentowi.
-Proszę. - zawołał w stronę przedpokoju. Maniery kazały wstać, co uczynił, ale nie lubił ruszać się zza biurka, sięgać po nieodłączną laskę (nieodłączną przy chodzeniu, stał, na szczęście, na własnych nogach), sprawiać konkretnego wrażenia. Choć w gabinecie sprawiał wrażenie człowieka spokojnego, wręcz stoickiego, to z własnym kalectwem nie pogodził się nigdy.
Dopiero gdy do środka weszły dwie kobiety zrozumiał w lot, że już za późno na kontrolowanie pierwszego wrażenia. Promienną, młodziutką lady Abbott kojarzył z widzenia, jak chyba każdy mieszkaniec regularny gość w Somerset. Oczywiście, ona nie musiałaby kojarzyć jego ani żadnego innego przechodnia w Dolinie Godryka, ale znał jej brata i matkę, a fakt, że szlachcianka z Półwyspu Kornwalijskiego znalazła się w jego gabinecie w Walii z pewnością nie był przypadkowy. Trwała wojna, a Abbottowie znaleźli się po przegrywającej nieco słabszej stronie (tak próbował o tym myśleć, by samemu nie zwariował - szczerze lubił Rhennarda, a ich wspólny przyjaciel, poszukiwany listem gończym lord Archibald Prewett, był Hectorowi niczym brat) - rodzina z pewnością nie pozwoliłaby jej odwiedzić żadnego uzdrowiciela, któremu nie ufali. Nie, żeby nie spodziewał się całkowicie tego spotkania - kilka dni temu starsza lady Abbott zapytała listownie o jego wolne terminy i z rozpędu podał jej kilka możliwości (w tym cały dzisiejszy dzień, miał w planach tylko pracę nad artykułem naukowym, ale z góry wiedział, że blok twórczy prędko nie minie - lepiej poświęcić ten czas komuś innemu), ale spodziewał się wtedy wizyty matki Melpomene, a nie młodej dziewczyny.
-Dzień dobry, milady... - wzrok prześlizgnął się z lady Abbott na przyzwoitkę, a Hector zamrugał. Prowadził terapie kilku zamożnych mężatek, ale dawno nie przyjął w gabinecie damy tak młodej, by przyszła ze służącą. -...i pani. - przywitał się z jej towarzyszką nieco zbity z tropu. Zamrugał i szybko odzyskał rezon. -Spotkania są prywatne, może pani poczekać w przedpokoju. - zaproponował od razu, grzecznie, ale z naciskiem (rozumiał, że wykonywała swoje obowiązki, ale te jego były klarowne i zakładały bezwzględną prywatność) żałując, że nie zbudował większej poczekalni - na razie kobiecie musi wystarczyć lampa i wygodne krzesło. -I pożyczyć dowolną z książek do czytania, tutaj są pozycje dotyczące literatury pięknej. - dodał uprzejmie, wskazując jedną z półek. Na reszcie ustawił tomy o magipsychiatrii, ale - choć więcej książek miał w części domowej - znalazł też miejsce dla kilku tytułów z klasyki i beletrystyki. Głównie po to by sprawdzić, czy pacjenci reagują żywiej na poszczególne tytuły i poprowadzić na tej podstawie rozmowę jeśli byli naprawdę zablokowaniu.
-Zapraszam. Napije się milady wody, herbaty? - wskazał Melpomene wygodny fotel przed swoim biurkiem, celowo mówiąc o niczym dopóki służąca nie wyjdzie. Odwzajemnił jej promienny uśmiech swoim własnym, łagodnym i do bólu uprzejmym, ale oczy pozostały czujne, przenikliwe. Gdyby rozmawiał z tą młodą damą o pogodzie, z pewnością byłby urzeczony jej przyjaznym usposobieniem, ale był w pracy. Pracy polegającej na obserwacji, więc dyskretnie przemknął wzrokiem po całej sylwetce (i tym, jak nerwowo i nieświadomie przenosiła ciężar z nogi na nogę), rance przy paznokciu, wylęknionym spojrzeniu.
Merlinie.
Często trafiał na przestraszonych lub niechętnych spotkaniu pacjentów, ale zwykle domyślał się dlaczego. Ich krewni lub własne obserwacje dawały jakiś kontekst. Rozumiał, dlaczego lady Abbott nie mogła i nie chciała mu zdradzić nic więcej o swojej córce, szlachta dbała o reputację, a listy były mniej pewnym środkiem komunikacji niż rozmowa w cztery oczy. Może nie chciała zdradzić zresztą zaufania samej Melpomene, ale to nie zmieniało faktu, że nie wiedział, czego się dzisiaj spodziewać.
Wiedział tylko, że nawet osoby o najcieplejszym uśmiechu mają swoje demony.
Uśmiechnął się ciepło, gdy drzwi zamknęły się wreszcie za służącą.
-Nie mieliśmy okazji być sobie formalnie przedstawieni. - zwrócił się do dziewczyny, kłaniając się lekko. Nie wychował się na dworach i manier uczył się od podstaw, rozpoczynając karierę (i podpatrując znajomych lordów), ale nie zapominał o savoir-vivrze w obecności szlachetnie urodzonych klientek. -Hector Vale, magipsychiatra. Co milady do mnie sprowadza? - zapytał, udając, że wcale nie domyśla się odpowiedzi tak banalnej i prawdziwej jak list mojej matki. Chciał usłyszeć to od Melpomene, nawet, jeśli w zamian usłyszy jakąś wymówkę.



We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]16.09.22 11:41
Gdyby nie strach, którego jeszcze w pełni nie zdołała opanować, uznałaby stojącego przed nią mężczyznę za przyjaznego. Twarz przyjemna dla oka, zachowanie i sposób bycia sugerujące pewne obycie w świecie. Teoretycznie nie można było go posądzać o niegrzeczne czy tym bardziej grubiańskie zachowanie. Problem stanowiły oczy. Mel aż za dobrze znalazła to spojrzenie. Mierzyła się z nim odkąd tylko sięgała pamięcią. Właśnie ją oceniano. Nie, to nie najlepsze słowo. Była sprawdzana, analizowana pod kątem tego, na co było ją stać. Chociaż w tym przypadku głównym celem było pewnie rozeznanie gdzie mógł tkwić problem. Wolała się nawet nie zastanawiać ile z owych zgryzot można było wyczytać z jej postaci. Zresztą skoro z taką łatwością udało się to jej matce najwyraźniej znajdowała się na przegranej pozycji
-Dzień dobry - Skinęła lekko głową, jednocześnie dziękując losowi, że pod wpływem targających nią emocji barwa głosu nie uległa zmianie. Służąca, która jej towarzyszyła z wyczekiwaniem patrzyła na młodą panią oczekując od niej pozwolenia na oddalenie się. Mel miała nieodparte wrażenie, że wraz z lady Margaret, matką dziewczyny przedyskutowały dokładnie scenariusz tej wizyty, a sama zgoda Mel miała być jedynie formalnością. Kiwnęła jednak głową dając służącej znak do odejścia. Młoda arystokratka nie mogła do końca stwierdzić czy owa prywatność spotkania na pewno była czymś dobrym. Wraz z zamknięciem drzwi za towarzyszącą jej kobietą niejako zostanie pozbawiona jednej z tarcz chroniącą ją przed przenikliwym wzrokiem pana Vale. Z drugiej strony brak dodatkowej pary obserwujących jej zachowanie oczu powodowało, że mogłaby pozwolić sobie na większą swobodę, przynajmniej w wypowiadaniu własnych myśli. To wszystko wydawało się na tyle odległe od przyjętych norm i standardów, że pod wszechogarniającą paniką zaczęła pojawiać się ciekawość co będzie dalej. Usiadła we wskazanym miejscu starając się przy tym za bardzo nie rozglądać po gabinecie, by dodatkowo się nie rozpraszać. Spojrzenie uzdrowiciela dość wyraźnie ostrzegało ją, że musi szczególnie uważać na to co robi i mówi. Gdy uzdrowiciel spytał czego się napije zgodziła się na herbatę. Miała jednak nadzieję, że nie zabawi w jego gabinecie na tyle długo by dokończyć napój . - Choć okoliczności są specyficzne to cieszę się, że w końcu udało nam się w końcu nadrobić ten błąd panie Vale. - Uśmiech wciąż nie schodził z drobnej twarzy. - Melpomoene Abbott.- Dygnęła przed nim wyglądając przy tym na lekko rozbawioną. Czy imię greckiej muzy odpowiadającej za tragedie nie brzmi zabawnie w gabinecie magipsychiatry? Mal ponownie zajęła swoje miejsce. Następny etap był znacznie trudniejszy. Dziewczyna nie miała pojęcia ile zdradziła uzdrowicielowi matka. Nie była nawet pewna ile sama mogła mu powiedzieć. Milczała przyglądając się intensywnie swoim dłonią. W końcu uniosła wzrok, nie mogła przecież milczeć w nieskończoność. W niebiesko-szarych oczach pojawiła się pewna doza twardości, która nijak nie współgrała z eterycznym wyglądem panienki Abbott. - Moja Pani matka, zresztą jak pewnie wszystkie matki bardzo martwi się o swoje dzieci. Synowie potrafią już zatroszczyć się sami o siebie więcej wszystkie jej obawy cedują się na mnie. Jestem tu by ją uspokoić i mam szczerą nadzieję, że mi pan w tym pomorze. Nie wiem, czy pan wie, nie wiem nawet, czy ta wiedza jest potrzebna komuś spoza mojego świata, ale każdy szlachecki ród, ma kilka cech, które wyróżniają go na tle innych. W przypadku Abbottów jest to przed wszystkich umiłowanie dla sprawiedliwości. W tym szerokim pojęciu mieści się również dotrzymywanie ogólnie przyjętych umów i obietnic. W moim przypadku jest to szanowanie decyzji podjętych przez moją panią matkę, a w pana, jak rozumiem dochowanie tajemnicy uzdrowicielskiej. - W ciągu tej długiej przemowy, którą można było faktycznie skrócić do słów „list mojej matki”, Mel patrzyła wprost na mężczyznę. Nie uciekła nigdzie wzrokiem, a bladej twarzy nie przyozdobił rumieniec świadczący o zakłopotaniu. Może brakowało temu nieco lekkości i wdzięku, ale dziewczyna była z siebie na swój sposób dumna. Grzecznie i dobitnie wyłożyła swoje stanowisko przypominając jednocześnie uzdrowicielowi o tym jednym obowiązku, z którego nie omieszka go rozliczyć. Nawet jeśli dla pana Vale cała scena wydawała się zabawna to na razie przynajmniej nie był w stanie odebrać dziewczynie tego krótkiego momentu samozadowolenia.



Przejdę przez życie jak chmura- wędrując wszędzie obcy, zawieszony między czasem i wiecznością.
Melpomene Abbott
Zawód : radość Somerset
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Beware the fury of a patient woman.
OPCM : 5 +5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11388-melpomene-abbott https://www.morsmordre.net/t11393-idun#351034 https://www.morsmordre.net/t11394-pride-of-somerset-or-just-mel#351035 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t11401-skrytka-bankowa-nr-2487 https://www.morsmordre.net/t11405-melpomene-abbott#351508
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]16.09.22 23:06
Przypomniał sobie, żeby zamrugać i na moment odwrócić wzrok w stronę regałów - jego spojrzenie wydawało się często ludziom zbyt natarczywe. Wszystkim, nie tylko pacjentom. Paradoksalnie to w pracy nauczył się subtelności i kontroli nad własną mową ciała. Dając Melpomene trochę prywatności, odwrócił się w stronę regału by wyjąć filiżanki i machnął różdżką, by zagotować wodę. Lady Abbott nie dowie się, że herbaty nie dało się dostać nigdzie w Walii, a zimowe zapasy oszczędzał na specjalne okazje - na przykład wizytę kogoś z wyższych sfer we własnym gabinecie.
-Melpomene, śpiewająca. - uśmiechnął się, pamiętając z mitologii greckiej znaczenie jej imienia. Ciekawe, czy poszła w ślady muzy, na cześć której została nazwana i uczyła się śpiewać? To też muza greckiej tragedii - pamiętał, ale przezornie nie poruszył tego tematu.
Usiadł, przesuwając wcześniej filiżankę na kraniec biurka bliższy młodej damie. Upił łyk swojej herbaty, słabszej i słuchał, znów nie spuszczając wzroku z lady Abbott. Jej uśmiech był uroczy, a słowa płynęły gładko, kwieciście i uprzejmie (pamiętał ze szkoły niewymuszoną charyzmę Rhennarda, w przemowie lady Melpomene odnajdywał cień podobieństwa). Piękne słowa nie mogły jednak ukryć pewnej irytacji, oporu - manifestowanego trochę w stalowo-błękitnym spojrzeniu, trochę w zawoalowanej groźbie prośbie, trochę w sposobie, w jaki mówiła o swojej matce.
Przechylił lekko głowę, pamiętając nadopiekuńczość własnej pani matki, to duszące uczucie, na które nie wiadomo jak zareagować. Dopóki żyła - zmarła, gdy był na kursie uzdrowicielskim - starał się spełniać jej prośby, ale uczucie lęku przed światem pozostało w nim jeszcze długo po jej pogrzebie. Nie każdy reagował jednak tak, jak on - innymi mogło kierować pragnienie niezależności lub spokoju.
Słysząc o tajemnicy uzdrowicielskiej, uśmiechnął się nieco szerzej - wciąż łagodnie, ale kryjąc pewne rozbawienie. Wywołane głównie sposobem, w jaki poprosiła o prywatność. Chociaż jemu zasady etyki magipsychiatrycznej wydawały się oczywiste to pamiętał przecież, że nie wszyscy wiedzą jak to działa i że większość pacjentów ma podobne obawy. Zwłaszcza, gdy wysłała ich tutaj osoba trzecia.
-Proszę się nie obawiać, milady. - podniósł wzrok, próbując złapać z Melpomene kontakt wzrokowy. -Jako magipsychiatrę obowiązuje mnie całkowita dyskrecja, nawet ściślejsza niż tajemnica uzdrowicielska. - uzdrowiciele zdradzali w końcu czasem rodzinie pacjenta informacje o stanie zdrowia, czasami posuwali się do tego nawet magipsychiatrzy z Munga. Otwierając własny gabinet, sprzeciwiał się takim praktykom - chciał obiecać prywatnym pacjentom coś, czego nie znajdą w szpitalu. Gwarancję tajemnicy. -Nawet przed lady Abbot. Mogę zdradzić milady matce jedynie, czy rekomenduję kolejne wizyty, ale nie diagnozę ani nic z tego, co padnie w tych czterech ścianach. - zapewnił łagodnie. Nie musiał chyba mówić, że gwarancja tym bardziej tyczy się nieznajomych: gdyby sekrety któregokolwiek z jego pacjentów zaczęły krążyć po Anglii w formie plotek, nie miałby już pracy. Zlecenia zdobywał w końcu dzięki reputacji i niejednokrotnie poczcie pantoflowej. Tylko nielicznych, jak Abbottów, znał wcześniej osobiście. -Ma milady jeszcze jakieś pytania? - dodał, domyślając się, że to jej pierwsza taka wizyta i że może czuć się nieco zagubiona. Starała się nie okazywać lęku, ale mowa ciała zdradzała pewną nerwowość. -Zacznijmy od tego, jak się milady czuje? - zaproponował, a choć słowa brzmiały jakby prowadził zwykłą pogawędkę, to spojrzenie pozostawało przenikliwe. -To musi bywać trudne, prawda? - wtrącił nagle, nie precyzując, co dokładnie ma na myśli. Pierwszą wizytę u specjalisty? Nadopiekuńczych rodziców? Życie i dbanie o reputację młodej damy? Widmo wojny? Konkretną traumę? Zarzucił przynętę, czekając czy pacjentka sama podejmie temat i na jakie tory skieruje rozmowę - nie wiedział o powodzie jej wizyty, ale i ona nie wiedziała, co konkretnie napisała mu jej pani matka.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]17.09.22 13:24
Trzeba przyznać otwarcie jedną rzecz. Mimo całego swojego dobrego serca, empatii i wysokiego poczucia moralności Melpomene była zwyczajnie rozpuszczona. Może nie do końca w tak stereotypowy sposób jak przedstawiają to książki, ale przed prawdą przecież nie uciekniemy. Był to prawdopodobnie efekt wieloletniego wychowywania i życia pod kryształowym kloszem i zapewnienia nawet najbardziej błahych potrzeb. Dziewczyna miała bardzo znikome pojęcie o życiu i problemach ludzi spoza klasy społecznej, do której przynależała. Podobnie jak miało miejsce w Hogwarcie, gdzie nie miała pojęcia, że na świecie nie wszystkie dzieci wychowuje się w ten sam sposób co ona, tak nie miała pojęcia, że prosząc o herbatę ograbia pana Vale z jego zapasów. Teraz należało się jeszcze zastanowić czy zazdrościć błogiej nieświadomości, czy współczuć głupoty.
Została potraktowana poważnie, co wbrew pozorom nie zdarzało się zbyt często. Tym samym uzdrowiciel zyskał nieco zaufania w oczach młodej panienki Abbott. Mel pewnie nawet gdyby się bardzo wysiliła nie zdołałaby dostrzec rozbawienia na twarzy mężczyzny. Zbyt była zajęta własną dumą i faktem, że ktoś dostrzegł w niej dorosłego człowieka odpowiedzialnego za swoje czyny i słowa. Nawet jeśli nieco nadinterpretowała tę scenę to i tak dobrze, bo pozwoliło jej to poczuć się nieco pewniej co będzie tak potrzebne już za kilka chwil. Usłyszawszy, że matka otrzyma jedynie strzępki informacji, kiwnęła głową dając znak, że przyjmuje z pewną dozą wdzięcznością słowa mężczyzny.
Nie odpowiedziała na pierwsze pytanie. Jak miała to zrobić? Miała mu powiedzieć, że w zasadzie to nic nie czuje? Chociaż to nie do końca prawda. W tej chwili była pełna obaw o przebieg tej wizyty, ale tak poza tym miała wrażenie, że robi się coraz bardziej apatyczna. To właśnie dlatego coraz dobitniej kołatał się w jej umyśle pomysł wizyty w rezerwacie smoków. Podobnie adrenalina oczyszcza i wyzwala. Warto było spróbować prawda? Padło kolejne pytanie. Wzrok Melpomene uniósł się ku górze, by w końcu opaść w geście irytacji. Na drobnych ustach można było dostrzec zarys ironicznego uśmiechu, mieszanina strachu, gniewu i zawodu. Panienka Abbott zaczęła powoli zbliżać się do cienkiej czerwonej linii własnej wytrzymałości. To już miało miejsce wcześniej, ale zawsze miała możliwość ucieczki w samotność, teraz tkwiła w fotelu niczym w małym więzieniu szamocząc się z niewidzialnymi kajdanami. Chwyciła za filiżankę i upiła łyk mając nadzieję, że to pozwoli jej się opanować. - To nie jest trudne, to irytujące. - Padło z jej ust ni stąd, ni zowąd, zanim jeszcze zdążyła odłożyć naczynie na spodeczek. Sekundę później na bladej twarzy pojawił się widoczny rumieniec świadczący o zakłopotaniu. - Bardzo przepraszam za moją bezczelność. Oczywiście nie miałam na myśli pana. - Przecież właśnie w ten sposób mógł zinterpretować jej wypowiedź. Nie dość, że właśnie potencjalnie go obraziła to jeszcze zdradziła, że jest zdolna do negatywnych uczuć. Nagła fala stresu spowodowała, że machinalnie przyłożyła dłoń do ust i zaczęła obgryzać skórki. Napotkawszy wzrok uzdrowiciela cofnęła dłoń, uśmiechając się przy tym z wyraźnym skrępowaniem. - Za szybko się odsłoniłam prawda? - choć brzmiało to nieco jak żart nie potrzebny był dyplom z magipsychiatrii, by wiedzieć, że właśnie strofuje samą siebie. Znów zamilkła. Uciekła wzrokiem w stronę najbliższego okna, wyraźnie bijąc się z myślami. - Powinnam być już mężatką. - Odezwała się po dłuższej chwili, brzmiąc tak jakby siłą przepychała każde słowo przez gardło. Pierwszy puzzel w układance już się pojawił. Z kolejnymi będzie niestety znacznie gorzej. Oprócz Mel (prawie) całą prawdę znalazła tylko jedna osoba. Może dobrze będzie w końcu wygadać się komuś obcemu. Z drugiej strony co mężczyzna niepochodzący z jej świata może wiedzieć o takich problemach? Najprawdopodobniej wydadzą mu się śmieszne jak nie żałosne. Zwłaszcza na tle tego wszystkiego, co działo się właśnie na wyspach. Znów zaczęła obgryzać skórki już nie przejmując się wzrokiem uzdrowiciela. - To nie miało nic wspólnego z miłością. W każdym razie nie taką, jaką opisują w książkach. - Dodała krzywiąc się przy tym nieco. Nie była pewna jak zareaguje gdy ktoś znów spróbuje jej wmówić, że ma złamane serce i że nie może sobie poradzić z utratą ukochanego. Bardzo możliwe, że to właśnie to uparte wpajanie tego co powinna czuć, tak źle wpływało na stan psychiczny dziewczyny. Przeczesała jasne włosy dłonią, coraz gorzej czując się w zamkniętym pomieszczeniu. Nie przywykła do tego, by się zwierzać komukolwiek. To przecież ona zawsze niosła pocieszenie.



Przejdę przez życie jak chmura- wędrując wszędzie obcy, zawieszony między czasem i wiecznością.
Melpomene Abbott
Zawód : radość Somerset
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Beware the fury of a patient woman.
OPCM : 5 +5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11388-melpomene-abbott https://www.morsmordre.net/t11393-idun#351034 https://www.morsmordre.net/t11394-pride-of-somerset-or-just-mel#351035 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t11401-skrytka-bankowa-nr-2487 https://www.morsmordre.net/t11405-melpomene-abbott#351508
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]21.09.22 21:06
Walia pozostawała względnie bezpieczna od wojennej zawieruchy (na razie, przemykało Hectorowi przez myśl dzień za dniem, gdy przyrządzał eliksiry o wschodzie słońca i gdy układał do snu syna, myśl uporczywa niczym niemożliwa do usunięcia drzazga), ale kryzys ekonomiczny dotknął cały kraj, może za wyjątkiem szlacheckich dworów. Hector przez całe dorosłe życie martwił się o pieniądze - czynsz za dawny gabinet w Londynie, posag dla sióstr, wydzielone w skrytce oszczędności dla syna - ale pochodził z dość zamożnego, inteligenckiego domu. Nigdy nie przyszłoby mu nawet do głowy, że kiedyś może mieć trudności z dostaniem herbaty, a był przecież głową rodziny. Nie dziwiło go, że kryzys ekonomiczny nie dotknął bezpośrednio młodej lady Abbott - choć zastanawiał się, ile czasu można trwać w bezpiecznej izolacji. Jemu udało się przez niecały rok: w kwietniu, po wybuchu wojny, zamknął się w domu i próbował wszystko ignorować. Za to w marcu, niecały miesiąc temu, zobaczył jak dementor naada i całuje człowieka bez żadnego procesu, bez udowodnienia winy, bez wyroku. Wtedy, w natłoku własnych najsmutniejszych wspomnień, zrozumiał, że nie ma ucieczki. A choć siedzieli teraz w bezpiecznym gabinecie, na odludziu - uprzywilejowany magipsychiatra i otoczona opieką rodziny młoda lady - to spodziewał się, że groza i chaos nowego świata prędzej czy później mogą wkraść się nawet w ich rozmowę.
Najpierw w dialog wkradły się jednak emocje - szczere, iskrzące pod powierzchnią dworskich manier, dla samej Melpomene chyba niespodziewane. Hector splótł dłonie, spoglądając na młodą damę z niewzruszonym spokojem i skrytą satysfakcją.
-To naturalne, że coś, co postrzegamy jako ingerencję w naszą samodzielność bywa... irytujące. - uspokoił dziewczynę, ostrożnie dobierając słowa. Nie chciał zasugerować, że lady Abbott w istocie wkracza w autonomię córki - mogła mieć przecież dobre powody, by wysłać ją do magipsychiatry. Poza tym, nadopiekuńczość i troskę bardzo łatwo ze sobą pomylić. Wiedział o tym z doświadczenia, a echo głosu matki (uważajnasiebieHector) nie opuszczało go do dzisiaj, szczególnie w chwilach strachu i wątpliwości.
-Nie szkodzi. - zapewnił, widząc jak Melpomene spłoszyło okazanie irytacji - albo raczej utrata kontroli nad sytuacją i własną maską. Przypomniał sobie, żeby zamrugać i nie płoszyć jej dodatkowo swoim zbyt nachalnym spojrzeniem.
-Za szybko, niż milady sobie życzyła? - uśmiechnął się blado, chyba próbując odpowiedzieć na żart. Akcent na jej tytuł wytykał jej jednak delikatnie, że tylko jej - z ich dwójki - było na rękęm szlachetne opanowanie. -W tym gabinecie nic nie wyda mi się bezczelne - szczerość - zwłaszcza ta wobec samych siebie, jeszcze trudniejsza niż wobec innych ludzi i nieznajomego uzdrowiciela - -pomaga w - zawahał się, słowo terapia może być przedwczesne i niekomfortowe dla młodej damy. -sednie spotkań. - a ja widziałem już gorsze wybuchy. W Mungu miałby pod ręką pielęgniarki i pomoc, w gabinecie był zdany tylko na siebie. Pacjenci bywali oczywiście mniej nieprzewidywalni i agresywni niż w szpitalu, w końcu przychodzili tutaj „z własnej woli”, ale i tak musiał mieć się na baczności. Jedni uzdrowiciele reagowali na wybuchy sprawnie przywołaną tarczą, magipsychiatra - zaklęciem uspokajającym, a w drastycznych przypadkach nawet otępiającym.
Nie, żeby spodziewał się tego po dobrze wychowanej damie. Po prostu trudno było go zaskoczyć.
Szybkie przejście do… sedna? (konkretnego tematu?) było za to miłym zdziwieniem. Sam zarzucił tą przynętę, ale cieszył się, że lady Melpomene nie zamykała się już tak bardzo w sobie i sama narzuciła temat rozmowy. Pokiwał uprzejmie głową, gdy wspomniała o małżeństwie - na znak, że słucha, bez wydawania osądów, na znak, że słucha. Profesjonalnie, na chłodno.
Choć - gdy mówiła dalej - przez jego twarz przemknął jakiś cień, którego nie zdołał w porę powstrzymać.
To nie miało nic wspólnego z miłością. Mimowolnie przesunął opuszkami palców lewej dłoni po miejscu, w którym jeszcze rok temu nosił obrączkę. Zwykle w chwilach melancholii machinalnie ją zdejmował tak, jakby w ten sposób mógłby się pozbyć jej na zawsze - ale dzisiaj palce trafiły na pustkę.
-Rzadko miewa. - odezwał się cicho, podnosząc spojrzenie (z którego nie do końca dał radę wykorzenić smutek, choć starał się mieć profesjonalnie bezbarwną minę) na Melpomene. Wiedział, z kim rozmawia i jak zawierało się małżeństwa w ich kręgach. Czysta krew i umocnienie więzów politycznych (w przypadku Abbottów) lub korzyści społeczno-materialne (w przypadku Vale’ów). Obowiązek, nic więcej. Od dzieciństwa wiedział, że spotka go taki los, ale dziewczęta czytały więcej… literatury romantycznej, często były chowane pod kloszem. Czy Melpomene żyła w prawdzie, czy karmiono ją mitami?
-Choć zdarzają się wyjątki. - dodał, jakby na złagodzenie swoich słów. Nawet Rhennard wydawał się w szkole zakochany w tamtej dziewczynie, swojej późniejszej i przedwcześnie zmarłej narzeczonej. Ile wzorców, a ile lęków przejęła Melpomene od własnej rodziny? -Co się stało? - powinna być mężatką, ale nie była - a Hector z zacisza gabinetu nie miał dostępu do salonowych plotek. Nawet jeśli gdzieś w Somerset przemknęła wiadomość o śmierci jej narzeczonego, nie chciał się z tym zdradzić - i nie znał szczegółów.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]23.09.22 13:26
Ucho wyczulone na gry słowne i niuanse ukryte pomiędzy poszczególnymi dźwiękami wychwyciło dziwny akcent przy słowie „milady”, ale Mel nie potrafiła zrozumieć jego znaczenia. - W każdym miejscu obowiązują jakieś zasady i jakieś reguły. - Wzruszyła lekko ramionami. Tym samym Mel nie jako oddawała mężczyźnie władzę nad całą sytuacją. W końcu to jego teren i to on tworzył plan całego tego spotkania. Z perspektywy młodej Abbottów wszystko miało jakiś plan albo przynajmniej ogólnie przyjęte ramy, nawet coś tak teoretycznie nieprzewidywalnego, jak spotkanie u magipsychiatry. Co zaś tyczy się kolejny słów podkreślających wagę szczerości podczas takich rozmów, to kiwnęła jedynie głową dając znać, że rozumie i akceptuje to co słyszy.
- ale gdy masz naprawdę dużo szczęścia przychodzi po ślubie. - dodała niemal machinalnie zaraz po słowach uzdrowiciela o tym, że małżeństwo ma rzadko coś wspólnego z miłością. Całe to zdanie było niczym mantra przekazywane kolejnym pokoleniom kobiet zawsze, gdy pojawiał się temat aranżowanych małżeństw. Wydaje się, że coraz mniej rodów pozwalało swoim córką żyć w przekonaniu, że czeka ich wielka miłość. Większość z nich wiedziała, że jest narzędziem politycznym i musi być gotowa niemal na wszystko. Chociaż może to wpływ babki Abbott, która była wyjątkowo brutalnie szczerą kobietą i aż do dnia swojej śmierci starała się nieco zahartować swoją miłującą piękno i spokój wnuczkę. Mel zauważyła trzy rzeczy w zachowaniu uzdrowiciela, które nieco ją zaciekawiły. Pierwszą był oczywiście dobór słów. Zdradzał, że za postacią mężczyzny kryje się jakaś niezbyt wesoła historia związana z samym konspektem miłości lub też nasłuchał się już tylu historii, że jego przekonania co do tej kwestii stały się silnie ugruntowane. Zauważyła również ruch palcami oraz uczucia, które choć pojawiły się tylko na chwilę były wyraźnie widoczne na twarzy uzdrowiciela głównie ze względu na różnice pomiędzy przyjętą twarzą profesjonalisty. Melopomene zamrugała kilkukrotnie próbując tym samym zepchnąć te myśli gdzieś w kont świadomości. Co prawda te spostrzeżenia czyniły mężczyznę bardziej ludzkim, a tym samym bliższym dziewczynie. Jednakże Mel czuła, że niegrzeczne byłoby roztrząsanie tej sprawy nawet we własnym umyśle. Każdy miał prawo do własnych problemów. - W książkach i balladach. - Dopowiedziała zdradzając jednocześnie rozbawienie. W końcu nie bez powodu półki w jej komacie uginały się od podobnych książek.

-Nie żyje - odpowiedziało nieco obojętnym tonem. - Wojna go zabrała - dodała nieco ciszej. Po jej wyrazie twarzy dość łatwo można było zauważyć, że na chwilę zniknęła w labiryncie własnych myśli. W pewnym momencie uniosła lekko brwi zdradzając, że to do czego doszła wyraźnie ją zaskoczyło. Zdała sobie bowiem sprawę, że nawet nie wie jak dokładnie zginął niedoszły pan mąż. Wydaje się to czymś okropnym i nieludzkim ze strony młodej arystokratki. Nie mówiono o tym, kto z młodych lordów zginął walcząc w wojnie, a kto z nich był przypadkową ofiarą. Wszystkim przypisywano tytuł bohatera, walecznego młodzieńca oddającego hołd rycerskiemu etosowi przodków. Nagle kącik ust po raz kolejny pokazując, że Mel miała tendencje do odnajdowania elementów komizmu w bardzo dziwnych sytuacjach . - Wie pan jest takie powiedzenie które starsze damy chętnie przekazują swoim wnuczkom. Jeśli mężczyzna powołuje się na honor to znaczy, że zrobił coś głupiego, ale zamierza zrobić coś głupiego.- Chude palce zacisnęły się na medaliku w kształcie znikacza, nieodłącznego elementu ubioru młode lady Abbott. - W sumie to ciekawsze czy to w naszych czasach honor ma tak niewiele wspólnego z inteligencją, czy tak było zawsze. - Wypuściła medalion z ręki napotykając wzrok uzdrowiciela. - I znów muszę prosić pana o wybaczenie. Człowiek mający za dużo wolnego czasu skłonny jest poświęcić zbyt wiele energii na myślenie o sprawach, które niegdyś nigdy go nie zajmowały. Ja lubię być zajęta. - ruchem ręki poprawiła materiał sukni, który wydawał się niezbyt ładnie ułożony. - Ja muszę być zajęta.- Dodała w myślach za nim ponownie spojrzała na uzdrowiciela.



Przejdę przez życie jak chmura- wędrując wszędzie obcy, zawieszony między czasem i wiecznością.
Melpomene Abbott
Zawód : radość Somerset
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Beware the fury of a patient woman.
OPCM : 5 +5
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11388-melpomene-abbott https://www.morsmordre.net/t11393-idun#351034 https://www.morsmordre.net/t11394-pride-of-somerset-or-just-mel#351035 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t11401-skrytka-bankowa-nr-2487 https://www.morsmordre.net/t11405-melpomene-abbott#351508
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]Wczoraj o 23:31
-Tutaj zasady są zatem luźniejsze niż na salonach. Proszę pacjentów jedynie o to, by nie czarowali bez uprzedzenia i pomimo... ewentualnej nieśmiałości postarali się dobrze wykorzystać ten czas. - wyjaśnił, głównie dlatego, że młoda dama sama spytała o konwenanse i zdawała się potrzebować określonych ram tej rozmowy. Chociaż kontrolował (może nazbyt obsesyjnie) wiele aspektów własnego życia, wytyczając choćby reguły niewierności w swoim małżeństwie, to przy pacjentach wolał spontanicznie dostosowywać się do rytmu rozmowy. Każdy chciał w końcu znaleźć w gabinecie coś innego, każdy czuł się też swobodniej z innego rodzaju rozmówcą. Vale już w dzieciństwie nauczył się przyjmować różne maski, dostosowywać do towarzystwa - najpierw dla własnego bezpieczeństwa w zimnym, rodzinnym domu, a potem by ułatwić sobie pracę.
-Przede wszystkim, nie wymagam tutaj ani uprzejmości ani konwenansów typowych dla rozmowy towarzyskiej. - zapewnił szlachciankę, pomny swoich doświadczeń z innymi pacjentami. Wielu, zwłaszcza tych dobrze wychowanych, nieświadomie odwlekało dyskusję o własnych problemach, uprzejmie dopytując magipsychiatrę o jego własne doświadczenia. A chociaż sesja terapeutyczna przypominała czasem rozmowę, to przecież nią nie była - nigdy nie chodziło o Hectora, a jeśli mówił coś o sobie, to raczej tylko po to by ośmielić swoich rozmówców.
-Szczęścia. - powtórzył po Melpomene głucho, usiłując (bez powodzenia) nie zdradzać własnego sceptycyzmu.
Mnie też tak mówiono - przemknęło mu przez myśl, choć akurat chłopcy w jego wieku nie zaczytywali się przed ślubem w romansach i balladach. To ojciec zachęcał do zaręczyn, pragmatycznie i po męsku - jest bardzo piękna, jakby tylko to się w życiu liczyło. Pod piękną powłoką potrafi się w końcu kryć zgniłe wnętrze.
-Proszę wybaczyć, wychował mnie Ravenclaw - wolę zdawać się na fakty niż na szczęście. - uśmiechnął się blado, chcąc ośmielić dziewczynę - zwłaszcza, że był świadom, że prawdopodobnie powtarza mu przekonania usłyszane od rodziny. -W każdym razie, sama zwróciła lady uwagę, że miłość przychodzi po ślubie. Niezależnie, czy to kwestia szczęścia, czy czasu i pracy - nieświadomie powtórzył prawdę, którą przedstawiono jemu, choć w jego kwestii ani czas ani praca niewiele pomogły -to nic dziwnego, że uczucie nie zdążyło się... zawiązać. - po rezerwie, z jaką mówiła o narzeczonym i tym, co jako pierwsze zdradziła o ich relacji (to nie miało nic wspólnego z miłością wywnioskował, że to właśnie żałoba i związane z nią wątpliwości siedzą lady Melpomene na sercu. Lub na sumieniu.
-Każdy przeżywa żałobę inaczej. - zauważył cicho, oferując jej pocieszenie, którego sam powinien się trzymać - i w które nie wierzył w swoim własnym przypadku. Hector Vale, wdowiec o suchych oczach.
Zamilkł i słuchał, rad, że młoda dama trochę się otworzyła. Słowa popłynęły jak potok - być może dla niej nieco chaotyczny, ale on starał się wyłowić z tej plątaniny jak najwięcej. Uśmiechnął się lekko, słysząc kobiecą mądrość o męskim honorze. Pamiętając swoich najbardziej upartych pacjentów, musiał przyznać starszym damom sporo racji.
-Ani wojna, ani przemoc, ani śmierć - zaczął wreszcie z wahaniem, niepewny, czy powinien używać przy młodej damie tak intensywnych porównań -nie mają wiele wspólnego z logiką ani inteligencją. Może podręczniki do historii twierdzą inaczej, ale w smutku nie ma przecież nic mądrego, a cierpienie niekoniecznie uszlachetnia, nawet jeśli jest nazwane honorem. - potwierdził przemyślenia Melpomene, mając wrażenie, że może właśnie tego potrzebuje. Być wysłuchaną - bez maski damy, która radzi sobie ze wszystkim, która nie chce nikogo martwić. Spędził z dziewczyną niewiele czasu, nie był pewien, czy jego intuicja jest słuszna - ale może za fasadą jej uprzejmości odnajdywał pokrewną duszę. Kulejąc od dziecka, samemu przez całe życie nie chciał martwić swoich rodziców, a ich odejście nie pozostawiło po sobie wolności, tylko przenikliwą pustkę. Po latach trudno wyfrunąć ze złotej klatki, nawet jeśli zostanie otwarta.
-Nie musi mnie panienka przepraszać, to ciekawe przemyślenia. - pokręcił łagodnie głową. -Zajęcia nie zostawiają na nie panience czasu? - upewnił się, brzmiała jakby celowo wyszukiwała aktywności, które nie pozostawiają przestrzeni na myślenie.



We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Gabinet Hectora Vale I
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach