Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gabinet Hectora Vale I
AutorWiadomość
Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]13.12.21 12:01
First topic message reminder :

Gabinet Hectora Vale


Do prywatnego gabinetu prowadzi osobne wejście niż do domu. Na drzwiach znajduje się mosiężna tabliczka z nazwiskiem i kwalifikacjami magipsychiatry. Na pierwszy rzut oka gabinet przypomina raczej bibliotekę niźli siedzibę medyka - Hector Vale nieświadomie odwzorował tutaj otoczenie najbardziej sobie znajome i najbardziej komfortowe, rodzinną bibliotekę Anselma. Matka zabrała z domu ojca ukochany perski dywan, który zdobi teraz drewnianą podłogę. Przy ścianach pokrytych boazerią piętrzą się regały z książkami. Na środku stoi mahoniowe biurko, a pacjent i magipsychiatra mogą zasiąść na wygodnych fotelach.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]18.01.22 20:38
A jak? - mógłby spytać, ale gardło zacisnęło się w gorzką gulę. Przynajmniej znów byli na ty, ale może to tylko cholerna uprzejmość, albo jeszcze bardziej nieznośne współczucie.
Nieważne, był przecież tylko magipsychiatrą, z którego usług Oliver nie chciał korzystać. Może słusznie, wymyślne prowokacje podczas pierwszej wizyty zaowocowały tylko nerwowym rozstrojem pacjenta, a teraz szło mu jeszcze gorzej, nieudolny uzdrowiciel, gospodarz od siedmiu boleści, człowiek, który nie umiał nawet płakać.
Uciekł się więc do jedynej rzeczy, która mu wychodziła. Do siły. Zaciskał już palce zbyt mocno na nadgarstku Olivera, widział siniejącą dłoń i łzy napływające do jasnych oczu, ale nie przestawał, nie mógł przestać, tylko to mogło sprawić, że gorąco na policzkach zelżeje na moment, poczucie kontroli powróci, a oddech się ustabilizuje. Robił to dla siebie, a palce drgnęły lekko, gdy z ust Olivera wyrwał się jęk bólu. Chyba chciał usłyszeć to raz jeszcze, po tamtej pamiętnej wizycie w gabinecie. Usta zadrżały lekko, rzęsy zatrzepotały, oddech na moment uwiązł mu w gardle.
A potem rozluźnił palce i wymierzył mu siarczysty policzek, nawet mocniej, niż zamierzał. To robił dla niego.
Prawa dłoń zapiekła, palce lewej dłoni chciały wczepić się w sweter, ale Oliver zareagował szybciej i zamiast ubrania, Hector dotknął jego dłoni.
Nie miał już siły się z nim szarpać - po prostu złapał go za rękę, delikatniej, chyba jakby chciał się go przytrzymać. Prawą, obolałą dłoń, oparł na zimnej podłodze, łapiąc z powrotem równowagę. Spuścił głowę, oddychając ciężko i zatrzymując ciemne loki o kilka centymetrów od ramienia Olivera.
-Lepiej? Tego chciałeś? - wychrypiał nieswoim, zduszonym głosem. Chyba brzmiał trochę oskarżycielsko, ale nawet tego nie zauważył. Kręciło mu się w głowie, policzki paliły ogniem, a noga - bólem.
Odczuwał też inny rodzaj bólu, głębszy i bardziej tępy, ale bał się go nazwać i nie zamierzał próbować.
-Pozwolisz... mi chociaż rzucić na to Curatio Vulnera, żeby przestało krwawić? Powinno zadziałać przez sweter, jeśli się wstydzisz, jeśli czyiś dotyk cię... skrzywdził. - wyszeptał, orientując się nagle, że pod zimnymi palcami nadal czuje ciepłą dłoń Olivera.
Pośpiesznie cofnął rękę, zaciskając ją na nogawce własnych spodni. Tam, gdzie bolało.
-Przepraszam. - wymamrotał, zwieszając głowę niżej, ale nie cofał się. Był uzdrowicielem, nie pozwoli nikomu wyjść ze swojego domu we krwi, ciało leczyło się prościej niż psychikę.
Przełknął dziwnie słoną ślinę, nieświadom, że przełyka własne łzy. Przy dementorze był odrętwiały ze strachu i zimna, a wcześniej nie płakał od tak dawna, że zapomniał, jakie to uczucie. Wygodniej było o tym nie myśleć, poddać się dysocjacji, nawet jeśli ramiona drżały, twarz była już mokra od łez, a rzęsy nie nadążały z oczyszczaniem zamazanego pola widzenia.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]18.01.22 21:11
Nie odpowiedział mu. Oskarżenie zawisło w powietrzu, ciężkie i lepkie, a Castor nie potrafił go strącić słowami. Zresztą, żadne nie przychodziły mu teraz do głowy i miał ochotę tylko położyć się na zimnych kafelkach w całości, rozpłakać się żałośnie i może zasnąć w kałuży własnych łez. Ignorował już nawet pulsujący ból w boku, bo oto intensywność skupiła się na czymś zgoła innym. Policzek i ręka stały się na kilka chwil centrum wszechświata, ale te chwile trwały żałośnie krótko, bo oto znów poczuł jego dłoń na własnej, ale tym razem było dobrze. Tym razem nie bolało i nie piekło, chyba znów opatulił się iluzją bezpieczeństwa, którą wcześniej rwał na kawałki, na oczach samego Vale.
Czemu ten człowiek był taki... delikatny dla kogoś takiego, jak on?
— Ktoś taki brudny jak ja nie zasługuje na czułość — wyszeptał z trudem, gdy duże, ciężkie łzy ciekły nie tylko po policzkach Hectora, ale i jego pacjenta. Pacjenta, który wysunął jedno chude ramię, by przycisnąć go do siebie. Pokonać ostatnie centymetry, które dzieliły czoło Hectora od kościstego barku Sprouta, barku, na którym musiało spocząć. I znów, tak jak wtedy, wplótł chude palce w ciemne loki, może nawet chciał ułożyć brodę na czubku jego głowy, ale nie miał odwagi. Wystarczyło mu jej tylko na tyle, by szeptać dalej. — Ktoś, kto mnie skrzywdził, zabrał mi... bezpieczeństwo. I... ja czasami wybucham, wiesz? I robię sobie różne rzeczy po to, by nie mieć siły zrobić ich innym.
Gdy czuję, Hectorze, potrafię wybuchnąć mocniej. A wtedy jest źle dla wszystkich, wtedy boi się mnie człowiek, któremu ufam najbardziej na świecie, wtedy tracę zmysły i wszystko boli nieporównywalnie bardziej, niż przed chwilą. W tym bólu nie ma miejsca na piękno, nie ma odkupienia, jest tylko miejsce na wymioty, na łamanie kości, na pulsowanie, na krew i zęby i szarpaninę, a ja nie chcę, nie chcę skrzywdzić ciebie.
Kiedyś może odnajdzie w sobie wystarczająco dużo siły, by powiedzieć to wszystko na głos. Teraz i tak próbował się wytłumaczyć, choć to Hector potrzebował wsparcia, a nie on, podły złośnik, próbujący ze wszystkich sił odepchnąć od siebie kogoś, kto w głupim impulsie był gotów oddać za niego życie.
Policzki piekły już nie tylko od uderzenia. Znów było mu wstyd.
— Nie przejmuj się mną, dobrze? To... to musi boleć. Muszę to czuć. To taka moja kara — mówił miękko, choć słowa ledwo przeciskały się mu przez gardło. Ale szeptał je wciąż do ucha Hectora, nie zważając na to, że głos mu drżał i nabierał coraz bardziej płytkie oddechy. W szczególności, gdy ten cofnął dłoń, tę zimną i przez to zrobiło się jeszcze gorzej.
Bo serce mu pękło w momencie przeprosin.
Nie wytrzymał.
Odrzucił głowę w tył i załkał głośno, zupełnie już bezradny.
— N—nie... nie prze—epra—aszaj... — próbował zaprotestować, ale zamiast tego przycisnął go do siebie mocniej. Serce waliło jak szalone, nie potrafiąc rozpoznać tego, co tak naprawdę czuł w tym kalejdoskopie emocji. Wiedział tylko, że chciał dwóch rzeczy.
By łzy Hectora nie wsiąkały w jego sweter.
I by wreszcie był szczęśliwy. Może odejście to naprawdę dobry pomysł? Gdyby nie jego nagłe wparowanie do gabinetu ponad tydzień temu, Hector nie zjawiłby się ponownie w Kumbrii, byłby spokojnym magipsychiatrą i nie klęczałby na tej podłodze. Dla niego. W bólu.
— Mo—oże... Mo—ożemy... Możesz... wsta—ać? — spytał wreszcie, łudząc się, że przynajmniej to — zmiana pozycji z oczywiście niewygodnej dla Vale — pomoże im powrócić do normalności. Nie mógł przecież wyjść, gdy doprowadził go do takiego stanu.
Może nigdy nie chciał wychodzić?


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]18.01.22 21:54
Przez chwilę czuł się odrętwiały, żałosny i słaby. Nieprofesjonalny. Sprowokowany przez pacjenta do rękoczynów, nieprowokowany przez nikogo do wstydliwych wyznań. Może Oliver przejrzał go, tak naprawdę, jako jedyny z gości gabinetu. Kiedy? Wtedy, gdy wbijał mocno palce w jego barki? Gdy opowiadał o Beatrice i własnej nieczułości? Gdy źrenice rozszerzyły mu się na wyobrażenie jego bólu, gdy zbyt późno poprawił sweter i marynarkę, czy może gdy zaciskał palce na jego nadgarstku, z trudem panując nad własnym oddechem?
Hector Vale czuł się dziś widziany i w tej świadomości było coś nieprzyjemnego, lepkiego i brudnego. Bał się, że za fasadą profesjonalizmu, Oliver dostrzeże wyuzdanego potwora, lubującego się w zadawaniu bólu innym i nieżałującego głupoty własnej żony. Czasem żałował jedynie, że nie znalazł się na jej miejscu, że to wszystko nie skończyło się tak prędko - tej samej nocy, albo spod kuszy Ulyssessa, jakkolwiek. Odziedziczyłaby ten dom i pokaźny spadek, a Deimos częściej by się uśmiechał.
- Ktoś taki brudny jak ja nie zasługuje na czułość - pomyślał, cofając dłoń i, co dziwne, usłyszał te same słowa. Dopiero gdy Oliver przyciągnął go do siebie, uświadomił sobie, że to on to mówi. Wstrzymał oddech i szloch, opierając czoło na kościstym barku, a gdy poczuł dłoń na swojej głowie - czułą i delikatną, nie zasługiwał na to - nie miał siły protestować, miał tylko siłę wtulić się mocniej.
-Wiem, jak to jest. - odszepnął, gdy łzy wsiąkały powoli w niebieski sweter. Miękki szept i ciepły oddech przy jego uchu, wełna łaskocząca nos i ten dotyk, nikt nigdy go tak nie dotykał. Dusił się w nadopiekuńczym uścisku matki i w pożądaniu Valerie, a teraz było tak swobodnie i bezpiecznie. Gorzka gula w gardle zelżała, pociągnął nosem i wziął głęboki oddech. Przymknął oczy. Słuchał dalej, ale już nie jako magipsychiatra. Słuchał, bo im dłużej Oliver mówił, tym dłużej mogli trwać tutaj, razem, w tej łazience. Potem Oliver podniesie się, płynnie i szybko, na zdrowych nogach. Wyjdzie stąd zbyt prędko, by Hector mógł go zatrzymać i nie zobaczą się już nigdy więcej, a w koszmarach Vale'a pojawiać się będzie zagłodzona sylwetka o rozoranym do krwi lewym boku.
Słuchał, a choć słowa były smutne i bolesne, to serce biło już mniej panicznie, oddech uspokajał się, a głowa ufnie spoczywała na męskim ramieniu. Czy tak czuli się pacjenci po Paxo? Dawno nie rzucał go na siebie.
-Jak to zrobiłeś, samym dotykiem? - chciał spytać, wnikliwie, ciekawie. -Naucz mnie takiej czułości. - mógłby poprosić, bo sam nie wierzył, że jest do niej zdolny.
Dopiero, gdy Oliver załkał, podniósł głowę, ze smutnym niedowierzaniem.
-Nie płacz... - poprosił, bo choć sam policzki miał mokre, to łzy przestały wreszcie płynąć. Zamrugał, gdy poprosił, by wstali.
-Poczekaj... chwilę... - nieśmiało ułożył lewą dłoń na jego plecach, na prawej łopatce, miętosząc sweter pod długimi palcami. Był kaleką, móg użyć tej wymówki, poczekaj.
-Nie zasługujesz na karę. On zasługuje. - szepnął, odszukując jego spojrzenie. Podniósł nieśmiało prawą rękę, ostrożnie dotknął zaczerwienionego policzka opuszkami palców. Kciukiem delikatnie otarł kilka łez. -Jesteś dobrym człowiekiem. Nie mówię tego jako magipsychiatra, choć widziałem kilku... naprawdę złych ludzi w moim gabinecie. - przełknął ślinę. Sam jestem jednym z nich - bo ich leczę, a potem krzywdzę innych.
Zamrugał.
-To była klątwa. - szepnął nagle, spuszczając wzrok. Skrzywił się lekko, spojrzenie pomknęło ku lewej nodze.
Słowa znów brzmiały nierealnie, nikomu nigdy tego nie mówił.
-Odebrała poczucie bezpieczeństwa moim rodzicom, a ojciec zabrał sekrety swoich wrogów do grobu. - o tak, mówić o nich jest łatwiej, niż o sobie.
Wziął głęboki wdech.
-Została zdjęta, ale podobno czarna magia... zostawia ślad. - szepnął ledwo słyszalnie. -Próbowałem kiedyś wyczarować patronusa, ale n... nie było tam... n...nic. - spojrzał na Olivera, ale jakby przez niego, oczyma wyobraźni widząc tamtego dementora. -Miałeś rację. - nie powinien był tam iść. Narażać siebie i innych. Uważaj na siebie, Hectorze, prosiła matka, ale zawsze był złym synem, krnąbrnym i butnym człowiekiem. Dłoń na policzku drgnęła w nerwowym tiku. Tylko jeden z nich zasługiwał dziś na karę.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]21.01.22 18:02
Mógłbym tu już zostać. Myśl pojawiła się nagle i uderzyła Castora z niespodziewaną przez niego siłą. Mógłby zostać w tym domu, może nie w łazience, może nie w gabinecie, ale Walia nagle nie wydawała już się odległą krainą, ani nawet jakimś mitycznym mikroświatem tuż za zamkniętymi drzwiami. Otrzeźwienie powróciło, gdy zamrugał kilkukrotnie, gdy umysł zdecydował się wrócić na bezpieczne tory logicznego myślenia i z początkowego, prostego stanowiska, rozwinął myśl znacznie bardziej rozsądną, a przez to prostszą do zrealizowania.
Mógłbym tu zostać na noc, ale muszę napisać do domu.
Zaraz poprosi Hectora o możliwość wykorzystania jego okropnej sowy, ale teraz...
Teraz starał się opanować oddech i może trochę także łzy, ale nie do końca miał na to siły. Wiedział, że czasami potrzebował po prostu takiego pęknięcia. Że w jego trakcie czuł się okropnie, ale po wszystkim było zdecydowanie lepiej. Odrętwienie emocjonalne było czasami potrzebne, spotęgowane zmęczeniem usypiały biednego Sprouta dość prędko, a następne kilka dni wciąż czuł się tak... pusty, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Lekki. Nie był wtedy szczęśliwy, nie. Ale chyba mógł nazwać się spokojnym.
Tym razem on odsłonił się ze swoją emocjonalnością. Zdradził trochę więcej, niż chciał, by wypłynęło to w toku terapii. Ale teraz, znowu, nie byli na niej, a przez to poczuł się chyba swobodniej, lub podszedł do sprawy z myślą, że już gorzej być nie może. Nie wiedział jeszcze, jak czuł się z tym nagłym wyznaniem, czy w ogóle będzie chciał o tym myśleć później. Najbardziej było mu chyba wstyd. Że doprowadził Hectora do takiego stanu. Hectora, który i tak zawsze miał oczy albo smutne, albo trawione ogniem, którego natury Castor nie potrafił jeszcze odgadnąć. Ale zawsze to on zakańczał znajomości. Zawsze działy się na jego warunkach, to on wymierzał ciosy w najczulsze miejsca, jakie miał do dyspozycji po to, by druga strona czuła do niego nienawiść, a nie żal. By też chciała zakończyć ich rozdział, by... nikt za nim nie tęsknił?
On tęsknił zawsze.
Nie odpowiedział na pierwszą prośbę. Ale postarał się jakoś opanować drżenie ciała, zaraz za tym pewnie przyszłaby kontrola oddechu, a od spokojnego oddechu była krótka droga do zatrzymania łez.
Zwłaszcza gdy obok był ktoś, kogo wpółmilcząca obecność była tak ciepła. Odkleił plecy od wanny, o którą był do tej pory oparty, pozwalając dłoni Hectora spocząć na wystającej łopatce, zacisnąć się na swetrze. Poczekaj. Poczeka, oczywiście, że poczeka. Tyle, ile będzie trzeba. Wiedział, że nie może zostawić tego człowieka samego, przynajmniej nie dzisiaj. Na pożegnania przyjdzie jeszcze czas. Dziś... Dziś potrzebowali się chyba wzajemnie, równie mocno, chociaż Sprout nie chciał się do tego przyznawać. Nie musiał tego robić przed sobą — wystarczało, że wcześniejsze opory topniały, że mur, który wznosił pospiesznie, który miał odgrodzić go na powrót od magipsychiatry, że runął, zawalił się pod własnym ciężarem, pozostawiając go znowu...
Drgnął, dopiero gdy zimne palce dotknęły rozgrzanego policzka. Zdezorientowane spojrzenie zawiesiło się w jasnych oczach siedzącego naprzeciw mężczyzny, usta rozchyliły się lekko, jakby próbował coś powiedzieć, tylko znowu — jak na złość — nie potrafił odnaleźć odpowiednich słów.
— Póki jej nie dostanie, to moja wina; świat nienawidzi pustki — uśmiechnął się gorzko, wypowiadając te słowa. Były ciężkie jak ołów, ale gdy wypadły z jego ust, zrobiło mu się jakoś lżej. Lubił mieć wytłumaczenie na wszystko. Nawet na to, dlaczego od miesięcy nie potrafił być dla siebie delikatny. Dlaczego myślał, że po prostu na to nie zasługiwał. To była kara. Kara za głupotę, kara zaoczna dla tego, który zniszczył mu życie. Przez którego nigdy już nie będzie dobrze.
A potem słuchał tego, co miał mu do przekazania Vale. Odruchowo podążył za jego wzrokiem, na lewą nogę. I z przerażeniem wypełzającym na jego twarz uświadomił sobie, że Hector już tyle czasu klęczy, że musi go naprawdę boleć, że... że robił to wszystko przez niego, że gdyby nie on...
— Może nie została zdjęta w całości... — wyrwało mu się zduszonym szeptem, gdy próbował odnaleźć najbardziej korzystne rozwiązanie. — Biała magia to wielka siła, ale łamacz klątw musi też nią odpowiednio manipulować, to nie jest proste zadanie... — dodał po chwili, gdy unosił wzrok na powrót na twarz mężczyzny, a dłoń, prawa, sięgnęła do tej, którą Hector dotykał jego policzka, którą ścierał łzy. Chyba potrzebował teraz tego dotyku. Splótł ich palce razem.
— Też jestem przeklęty — powiedział wreszcie, uśmiechając się blado. — I obawiam się, że nigdy nie uda mi się wyczarować prawdziwego patronusa. Chyba... Chyba od tamtego czasu nie potrafię sobie przypomnieć niczego miłego. Wszystkie chwile, w których się cieszyłem, zaraz się psuły. Może ja je psułem? Nie wiem. Ale ucieszyłbym się, widząc... Takiego opiekuna. Podobno przyjmują wszystkie zwierzęce kształty. Mogą być dzikiem, jeleniem, nawet waleniem... Ale ja byłbym zadowolony z wróbelka, na przykład. Albo polnej myszki.
Zaśmiał się wreszcie, opuszczając nieco głowę w dół. Przymknął powieki. Miał nadzieję, że ten drobny monolog zamknie Hectorowi drogę do dalszego dopytywania o charakter jego klątwy. Tej nie można było ściągnąć, jedynym ratunkiem od likantropii była śmierć.
Przesunął kilka kosmyków włosów Hectora między palcami, próbując głaskać go po głowie.
— A jakbyś sobie wyobrażał swojego? — pozornie niewinne pytanie miało odbić ich myśli od tego, że miał rację. Oczywiście, że miał. Mylił się rzadko i miał tego pełną świadomość. Wykorzystywał to w chwilach takich, jak na początku ich rozmowy. Ale teraz... Teraz nie było powodu ciągnąć tego tematu dalej.
— Najważniejsze, że jesteśmy cali, Hectorze. Powinieneś się położyć — próbował zabrzmieć jakoś weselej, ale nie wiedział, jak mu poszło. Kąciki ust drgnęły w nieśmiałym uśmiechu, gdy ostatni raz zjechał wzrokiem na jego nogę. — Poczekam z tobą do rana, dobrze? Ja się nie będę bać o ciebie, ty o mnie. Możemy się tak umówić?[bylobrzydkobedzieladnie]


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]23.01.22 5:27
Nie powinno go dziwić uczucie utraty kontroli nad własnym ciałem - przecież tak naprawdę nie kontrolował go nigdy, nigdy nie było jego. Najpierw zżerała je czarna magia, a po jej ustąpieniu pozostało osłabienie. Kalectwo, nieopuszczające go do końca życia i przypominające o sobie nieregularnymi nawrotami bólu. Tak, jak teraz, gdy mróz w Cumberland i niewygodna pozycja na zimnej posadzce zaowocowały tępym, pulsującym ćmieniem na długości całego uda. Tyle, że do takiej utraty kontroli Hector zdążył przywyknąć. Ból stał się częścią jego życia - prawie oswoił ten własny, nauczył się panować nad cudzym. Wymierzał innym ciosy, by złagodzić pieczenie własnych blizn, a system działał idealnie.
Teraz jego ciało nie działało tak, jak powinno, tak jak zazwyczaj. Rytm bólu i otępienia stał się nieistotny, na pierwsze miejsce wysuwał się dotyk spoczywającej na głowie dłoni Olivera, promieniujące od niego ciepło ciała (zawsze jest taki ciepły, jak to uczucie, gdy zamyka się oczy i zwraca twarz w stronę słońca... - myślał Hector, zamykając oczy), niekontrolowanie drżąca dłoń Hectora na plecach Olivera i palce mocno zaciśnięte na miękkim swetrze, by to drżenie opanować. Serce biło mocno, trudno mu było złapać oddech, to pewnie przez stłumiony szloch. Oczy piekły, po raz pierwszy od bardzo dawna.
Z jednej strony czuł się trochę jak podczas znajomych ataków paniki, a z drugiej - zadziwiająco spokojnie. Nieznane uczucie.
Podniósł wzrok, ze smutkiem słuchając wyjaśnień Olivera. Miał wrażenie, że działa automatycznie, ocierając mu łzy - nie musiał myśleć, jak nad każdym własnym słowem i gestem. Nieznane uczucie.
Łzy na policzkach jeszcze nie wyschły, ale nie płakał już - coś ściskało mu gardło, ale w oczach pojawił się ogień. Myśl, że ktoś tak go skrzywdził, doprowadził do tego stanu, dotykał niewłaściwie, sprawiła, że Hectorowi zrobiło się gorąco ze złości i ze wstydu. Widział czerwony ślad na policzku i nie powinien, nie powinien się na to zgadzać, dokładać mu bólu, a sobie...
...rzęsy zatrzepotały, dłoń na policzku zadrżała, nie powinien go dotykać, co on sobie myślał nie myśląc?, ale wtedy Oliver splótł ich palce razem zanim Hector zdążył cofnąć rękę i przez moment wszystko było właściwe, aż...
...słowa Olivera przebiły się przez ciepły dotyk, do Vale'a w pełni dotarło ich znaczenie, oddech uwiązł mu w gardle.
Cofnął się, powoli, ale zdecydowanym ruchem. Opuścił dłoń na lodowatą posadzkę. Zrobiło się tak strasznie zimno.
-Z.. - nie musiał mu o tym mówić, nie powinien, czuł się taki nieczysty, ale zacisnął mocno powieki, a uścisk na gardle zelżał w ciemności.
Niektórzy powinni żyć w ciemności. Nie próbować zbliżać się do słońca. Jak ćmy.
-...została, po prostu t...trochę... z...za późno. - opuścił ramiona, kuląc się w sobie. Nie powinien mu tego mówić, bał się komukolwiek o tym powiedzieć, a choć dziś strach nie paraliżował mu krtani, to wciąż promieniował z każdej komórki ciała. -P..po prostu.. s..kutki uboczne pozostają, a w dorosłym życiu mogą pojawić się p..p..p...roblemy p...p...sychiczne. - zaczął recytować, podręcznikowo, ale ostatnie słowa były już tylko zduszonym, łamiącym się szeptem. Może ich nie usłyszy, ale nie, nigdy nie umiał się łudzić. Zamknięte oczy to za mało - schował twarz w dłoniach, usiłując odgrodzić się reakcji Olivera, który przecież miał rację, znowu miał rację. -Mógłbymcięwyleczyć ale masz rację, niepowinienemcięleczyć. Ani uderzyć. - rozbrzmiało zza zasłony dłoni, gdy Oliver przyznał się do własnej klątwy. Ślepy nie powinien prowadzić ślepego, mugole mieli o tym jakieś przysłowie, a choć Hector Vale potrafił podejść profesjonalnie do każdego innego schorzenia, choć potrafił zdystansować się od każdego pacjenta nie przestając się o nich troszczyć, to coś w Oliverze było... inne i może Oliver faktycznie wyczuł to pierwszy, może dlatego nie wierzył w powodzenie terapii, może dlatego go tak nie znosił, może miał rację, rację, rację.
Przeklęty. Zaabsorbowany własnym wstydem, chwilowo nie wnikał w naturę przekleństwa Olivera - dlaczego ktoś mu to zrobił? Pytania mnożyły się, ale wciąż nie miał danych - albo może siły - by złożyć tą układankę w całość. Zamiast tego, próbował skupić się na słowach o patronusie, wyobrazić sobie świetlistego wróbelka i nie myśleć o tym, jak koncertowo spieprzył tą terapię - ich trzecie i ostatnie spotkanie. Czy Oliver w ogóle przyjmie rekomendacje lepszych specjalistów?
-Skrzydlaty patronus by ci pasował. - szepnął, opuszczając wreszcie dłonie. Oczy miał wilgotniejsze niż jeszcze przed chwilą, spojrzenie puste. -Nigdy sobie go nie wyobrażałem. - przyznał bezbarwnie. -To nie ma sensu, gdy się... - potarł czoło dłonią, nagle dając za wygraną. -Może ćma. Albo pająk. - przyznał cicho. Kręciło mu się w głowie, może faktycznie powinien się położyć.
-...zostaniesz? - po raz pierwszy od rozpoczęcia tematu klątw, spojrzał w oczy Olivera. Rozchylił lekko usta, a potem przełknął pośpiesznie ślinę. Kąciki ust drgnęły lekko, chyba do góry.
-Dobrze. - skąd wiesz, że się o ciebie boję? Dlaczego wierzysz w to teraz, a nie wcześniej? Pytania cisnęły się na usta, ale było ich za dużo, za dużo myśli, za dużo bólu. Sięgnął po laskę i dźwignął się na zdrowym kolanie, ostrożnie łapiąc równowagę. Podparł się wolną dłonią o ścianę, wypuścił powietrze z płuc i postąpił kilka kroków w stronę drzwi, zaciskając mocno zęby. Próbował udawać, że nic go nie boli, ale nie sposób było ukryć grymasu na twarzy, pobielałych palców i drżących mięśni chorej nogi.
-Tam, chodźmy. - ruszył do przodu na tyle szybko, na ile mógł, jakby próbując udowodnić sobie i Oliverowi, że wszystko w porządku, że nie potrzebuje pomocy.
Przeszli korytarzem do części domowej, mijając kolejne pokoje, feerię zapachów. Chleb i twaróg w spiżarni, kosz jabłek w przedpokoju, drewniane zabawki i świeże pranie w pokoju dziecięcym, intensywny zapach starych książek z biblioteki, duszący i zatęchły spod progu niewietrzonej sypialni Beatrice (przez kilka miesięcy na sukniach utrzymał się zapach perfum i świeczek zapachowych, niewyczuwalny zza drzwi dla Hectora, stary, martwy), aż wreszcie dotarli do sypialni samego pana domu. Hector pchnął drzwi i zwalił się ciężko na łóżko, wyraźnie zmęczony.
Pomieszczenie było niewielkie - zmieściły się tu duże łóżko, szafki nocne, kominek i biblioteczka, ale nie było fotela ani nawet krzesła. Większą sypialnię zajęła w końcu żona, ta była niegdyś gościnna, pokój po matce stał się dziecięcym. Machnął lekko różdżką, by rozpalić ogień w kominku. Drewienko samo wysunęło się z dłoni, był taki zmęczony, to pewnie przez dementory...
-Druga sypial... - zaczął cicho, ale ledwo wyobraził go sobie w obecnie gościnnej (?) sypialni po żonie, poczuł nieprzyjemne szarpnięcie w dole brzucha, jakby w obecności Olivera w jej pustym pokoju było coś niewłaściwego. -Zostaniesz... tutaj? - poprosił cicho, nieśmiało przesuwając się w stronę ściany, jakby chcąc się upewnić, że właśnie to Oliver miał na myśli. Zmieszczą się tu obydwaj, nie dotkną się nawet, tak będzie... właściwie.

/zt przechodzimy tutaj


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]15.02.22 0:41
stąd

Bał się i był nie pewny, nie wiedząc nawet co powinien zrobić. Czuł się dziwnie zagubiony. Brak wspomnień, osłabienie, to dziwne uczucie lęku, które odczuwał w związku z przybijającymi do brzegu falami. Szum morza wcale go nie uspokajał, powodował wręcz że gorzej mu się oddychało - jakby czuł pewnego rodzaju ciężar na samą myśl o nim.
Zaraz pokiwał głową w pośpiechu na pytanie, jakby chcąc od razu potwierdzić zarówno swoją wiedzę odnośnie tego gdzie się znajdywał, jak i tego gdzie zmierzał. Nie musiał wiedzieć, że nie miał tak naprawdę planu co do miejsca, do którego zmierzał. Czy kierował się w ogóle gdziekolwiek? Chciał się po prostu zaszyć - zniknąć, być gdzieś daleko, odpocząć...
Zawahał się jednak na słowa mężczyzny, kiedy wspomniał o leczeniu. Czy wyglądał aż tak źle? Nie wiedział, nie widział swoich pełnych obrażeń, nie był pewny co dokładnie mu dolegało poza tym, że bolało go całe ciało i był zmarznięty. Nawet nie do końca wiedział co się wtedy stało w jaskini - policjant złamał mu rękę, jaskinia się waliła, może coś go uderzyło? Oberwał zaklęciem?
Pamiętał o czym opowiadał Justine i Hesper, ale na próbę przypomnienia sobie tych wydarzeń czuł zwyczajną pustkę - jakby to wszystko po prostu się nie wydarzyło. A te dzieciaki? A to dziecko, Henry? Nie żył, czy to była prawda? Zabił kogoś..? Był do tego zdolny..?
A tamte dzieciaki, o których mówił? One też nie żyły?
Zerknął niepewnie w kierunku domu, który wskazał nieznajomy. Był głodny, był zmęczony, to fakt... Może też byłoby tam cieplej? Chociaż na moment znalezienie się w cieple wcale nie wydawało się być taką złą opcją...
Kiwnął głową lekko, ruszając więc za uzdrowicielem. Albo za kimś, kto się za takiego podawał. Nie powinien mu ufać, w końcu była wojna... ale z drugiej strony czy miał cokolwiek do stracenia? Zabił tego dzieciaka..? Jego sweter wciąż był zabarwiony krwią na rękawie skrywanym pod kurtką, a przynajmniej czymś co mogło ją po prostu przypominać. Może to było czym innym? Może to coś z tej rzeki..?
Wciąż czuł ten chłód, słyszał ten głos, kiedy go znaleźli na mrozie. Mogli go po prostu tam zostawić! Żeby zdechł... Może byłoby im wszystkim łatwiej. Przynosił przecież pecha...
Wpuszczony do ciepłego wnętrza gabinetu poczuł się znów niepewnie, jakby się skurczył. Zacisnął dłonie na ramieniu torby, nie chcąc też wciąż zdejmować swojego wierzchniego nakrycia. Wciąż było mu chłodno, wciąż odczuwał skutki zimowej kąpieli w rzece.
Chociaż w końcu zdjął torbę z ramienia, która tak naprawdę nie skrywała w sobie wiele - wytrychy czy kryształ. A po tym zaczął zdejmować brudną od rzeki kurtkę, ukazując jeszcze bardziej wyciągnięty i brudny sweter, na którym wyraźnie odznaczały się brunatne plamy zaschniętej krwi - której po takim czasie trudno było stwierdzić czy należała do niego, czy do kogoś innego. On sam nie był pewny, chociaż jeśli rzeczywiście zabił wtedy tego dzieciaka...
Przytulił jednak do siebie kurtkę, traktując ją jako źródło ciepła. Zerknął też niepewnie znów na mężczyznę, ruszając po chwili do fotela, żeby w nim usiąść. Mimo wygodnych poduch, czuł się spięty; jakby był w każdej chwili gotowy do ucieczki.
Ten dziwny lęk wciąż w nim siedział, zmieszany z rezygnacją. Dlaczego mimo, że czuł się tak beznadziejnie wciąż martwił się o własną drogę ucieczki? O to w jaki sposób mógłby uciec... dokąd tak właściwie? Nie miał bezpiecznego miejsca, nie miał nigdzie takiego miejsca, w którym mógłby się schować. James i Sheila... nie mógł im powiedzieć o tym, co zrobił. Eve by go znienawidziła jeszcze bardziej. A Kerstin? Nie mógł z nią rozmawiać, zresztą, co by powiedziała na to, że był prawdopodobnie mordercą?
Mocniej przygarnął do siebie kurtkę, wbijając wzrok w obcy wzór na dywanie, jakby była to najbardziej fascynująca rzecz pod słońcem. Powstrzymywał intuicję rozejrzenia się po domu i ocenienia, co było w nim cennego.
Chociaż im dłużej siedział w ciepłym miejscu, z minuty na minutę nieco się rozluźniał - a z pewnością jego skóra nabierała nieco więcej zdrowego koloru, a zmęczony organizm dawał za wygraną, kiedy kilkukrotnie Thomas przymknął oczy na dłuższy moment, dość gwałtownie je otwierając, jakby chcąc uniknąć zezwolenia sobie na odpoczynek.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Hectora Vale I - Page 4 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]15.02.22 16:53
Strach i zawahanie były niemal namacalne, ale młodzieniec ostatecznie za nim podążył. Może nie każdy przyjąłby nieznajomego podczas wojny, ale Hector Vale przyjmował w gabinecie, nie domu, w spokojnej Walii wielu zupełnych nieznajomych, którzy obnażali przed nim swoje sekrety i których sam prowokował do zdradzania tajemnic. Był uzdrowicielem, wiązała go zdeklarowana na kursie chęć leczenia innych, ale dzisiaj chodziło chyba o coś więcej. Tamten Hector, ten z jego koszmarów, nigdy nie pomógłby temu chłopakowi. Dziś Vale desperacko chciał być inny. Udowodnić sobie, że nie jest tym człowiekiem, którym stał się na tydzień w lutym i którym był w swoich koszmarach.
-Potrzebujesz leczenia. To twoja krew? - upewnił się cicho, gdy weszli do domu. Adrenailna mogła wpływać na bruneta, może nie czuł bólu, może dlatego zareagował na propozycję pomocy ze zdziwieniem.
Pozwolił brunetowi siąść w hotelu i osłonić się torbą, a sam sięgnął do prowizorycznej chłodni we wnęce pomieszczenia. Udało mu się dostać od sąsiadki kilka litrów krowiego mleka, trzymał tutaj butelkę. Wolał herbatę albo kawę, ale było równie pożywne.
-Napij się. Jak masz na imię? Możesz mi mówić po imieniu, Hector. - kucnął naprzeciwko fotela i podał chłopakowi szklankę z mlekiem. -Opatrzę twoje obrażenia, upewnię się, że nic ci nie grozi i pójdę po śniadanie, dobrze? - może zostawić go w gabinecie samego i iść do kuchni, nie było tutaj nic wartościwoego poza książkami.
-Rzucę kilka zaklęć uzdrawiających i diagnozujących. - oznajmił łagodnie. -Diagno haemo. - rozpoczął, chcąc upewnić się, że chłopak nie cierpi na krwotok wewnętrzny, pęknięcie jakiegoś ważnego organu, cokolwiek takiego. Zaklęcie pozwoliłoby mu zdiagnozować nieprawidłowości. -Curatio Vulnera Maxima. - zwrócił różdżkę na jego szyję. -Krwawisz gdzieś jeszcze? Mógłbyś rozpiąć koszulę? - poprosił, a by nie wywołać tą prośbą kolejnego ataku nieufności bądź paniki, dodał prędko. -Paxo Maxima. - zerknął badawczo na chłopaka i zranienia na szyi, chcąc się przekonać, czy czary działają odpowiednio. -Boli cię coś jeszcze?


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]15.02.22 16:53
The member 'Hector Vale' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 78

--------------------------------

#2 'k100' : 85

--------------------------------

#3 'k8' : 1, 2, 2

--------------------------------

#4 'k100' : 68

--------------------------------

#5 'k8' : 3, 6, 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Hectora Vale I - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]15.02.22 20:36
Ta niewiedza wydawała się być najgorsza w jego głowie - bo nie mógł samemu powiedzieć czy kłamał, czy mówił prawdę. Co miało miejsce 28 lutego nad rzeką Lune? To co opowiadał na przesłuchaniu? To, że zabił człowieka? Że przyczynił się do śmierci tych innych dzieci? Że spotkał się twarzą w twarz ze swoim oprawcom z Tower i zadrwił z niego? Że próbował do ostatniej chwili ratować te dzieci, że wszystko się nie powiodło?
To wszystko brzmiało tak nieprawdopodobnie i irracjonalnie. Poza jednym.
Że był porażką. Że zawiódł wszystkich, że te dzieci zginęły tam przez niego. W to był w stanie uwierzyć w pełni, że cokolwiek nie działo się w podziemiach to przez jego decyzje zakończyło się porażką. To on przynosił wszystkim pecha...
Czy to była jego krew?
Zawahał się wyraźnie, zmarszczył brwi, kierując wzrok na swoje rękawy. Zaraz jednak pokręcił lekko głową na boki w zaprzeczeniu.
- Nhie... - wychrypiał cicho, wciąż niepewny tak do końca czy mówił prawdę. Mówił? To nie była jego krew, tak mu się przynajmniej wydawało.
Przyjął zaraz szklankę z mlekiem, zanurzając wargi w cieczy, lekko przygryzając szklankę i pijąc powoli. Mleko było jakieś dziwne kojące... nie gasiło do końca pragnienia, ale jego słodycz i chłód koił nieco zbolałe gardło.
- Thomas - odpowiedział w końcu po dłuższej chwili zawahania. Powinien podawać swoje prawdziwe imię? Nie do końca wiedział, ale jeśli mężczyzna chciał mu pomóc.
Chociaż czy w ogóle zasłużył na taką pomoc? Czy powinien ją przyjmować? Pomocy nie potrzebował on, potrzebował Henry tam wtedy w jaskini. A jednak to on przeżył, Thomas Doe, największy szczęściarz pod słońcem, który sprowadzał serię niefortunnych zdarzeń na każdego dookoła kto się tylko napatoczył.
Pokiwał głową, pozwalając rzucać na siebie zaklęcia. Nie znał ich, ale słyszał je wcześniej u Yvette, od Roselyn i innych uzdrowicieli, więc siedział jedynie w ciszy, a słysząc pytanie o podwinięcie koszuli, pokiwał lekko głową, zaraz odkładając na wpół pustą szklankę z mlekiem, jak i swoją torbę i kurtkę na bok. Powoli, wciąż skostniały i obolały podwinął sweter, który sam w sobie nosił ślady przebić.
Moment mu to zajęło, uporanie się z brudnym nakryciem, zanim pokazał w pełni prowizorycznie zaleczone raty cięte - a może raczej kłute, które nie miał pojęcia, że powstały po przyjęciu na siebie lamino. Nie pamiętał jak je nabył, nie był w stanie tego przywołać.
Na jego pytanie, pokręcił lekko głową.
- Nie... Nie wiem... Wszystko boli tak naprawdę... - przyznał, nie będąc do końca w stanie określić czy czuł się tak źle sam z siebie, czy było to kwestią jakiś obrażeń. - Jak coś próbuję zrobić to ręka też boli, chyba miałem ją złamaną... - dodał znów cicho, wciąż zachrypnięty. Miał złamaną? Tak mówił, tak wspominał na przesłuchaniu, ale czy naprawdę?

| Obrażenia i żywotność: 120/220 (-20 do kości)
- 50 (psychiczne) - zmęczenie, osłabienie, migrena;
- 30 (tłuczone) - pobieżnie zaleczone złamanie ręki;
- 20 (kłute) - pobieżnie zaleczone rany kłute klatki piersiowej, zranienie na szyi;



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Hectora Vale I - Page 4 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]16.02.22 1:01
Przesuwał po sylwetce chłopaka uważnym spojrzeniem. Poza skołowaną, ponurą miną i rozbieganym spojrzeniem, dostrzegał też chorobliwie pobladłą cerę, schodzone ubranie, zadrapania na rękach. Co mu się stało? Zachowywał się jak ktoś nie tylko ranny, co pozostający w ciężkim szoku.
-Ktoś zrobił ci krzywdę, Thomas...? - zaryzykował pytaniem, zerkając to na rany na szyi, to na niby-nie-jego krew, to na podrapane ręce. Sam ją sobie zrobiłeś?
Zaklęcia szybko przyniosły odpowiedź. Brak uszkodzonych organów wewnętrznych, wszystko funkcjonowało prawidłowo, na szczęście. Nie stracili na plaży cennego czasu, rany wydawały się pobieżne... ale zarazem trochę głębsze niż powierzchowne skaleczenia. Nie, to nie był tylko poszarpany i poobijany człowiek. W oczach miał pustkę i smutek, które ktoś równie przygnębiony potrafił rozpoznać.
Drugie zaklęcie zaleczyło ranę na szyi - pozostanie po niej blizna, ale nie będzie już krwawić. Paxo uspokoiło chłopaka na tyle, że posłusznie podwinął koszulę i zaczął w miarę składnie i szczerze opowiadać o swoich obrażeniach - a Hector zmarszczył brwi, zaskoczony i zatroskany.
-Ktoś już to leczył, prawda? - rany na torsie były na wpół zasklepione. Wcześniejszy uzdrowiciel spartaczył, jakby działał niedokładnie lub w pośpiechu. -Poprawię to po nim. Powinny zostać same blizny, a nadal trochę krwawisz. - wyjaśniał, co robi, wiedząc, że pacjentów to uspokaja.
-Purus. Curatio Vulnera Maxima. - rzucił dwa kolejne zaklęcia, chcąc oczyścić i zaleczyć rany cięte na torsie.
Podniósł wzrok z powrotem na twarz Thomasa, a w jasnych oczach odbiło się zaskoczenie.
-Chyba? - przechylił lekko głowę. Dezorientacja, wycofanie. Wcześniej wziął to za strach, ale... --Pamiętasz co ci się stało, Thomas? Dlaczego cię boli? - zapytał. -To ta ręka, prawda? - spojrzał na przedramię, które trzymał blisko przy ciele i którym podświadomie starał się nie ruszać, a gdy to już robił, to nienaturalnie wolno. Właśnie te osobliwe gesty zwróciły uwagę Hectora na plaży.
Opuścił na moment różdżkę i delikatnie - pytająco zerkając przy tym na Thomasa - podwinął rękaw. Skrzywił się odruchowo, widząc siniaki i opuchniętą skórę i przesuwając palcami po nierówności kości. W pracy nie robiło na nim wrażenia prawie nic poza złamaniami, zbyt bezpośrednio kojarzącymi się z traumą z dzieciństwa. Przełknął ślinę, świadom, że bardziej bezwzględny medyk złamałby to jeszcze raz i nastawił od nowa.
-Możesz nią ruszać, w miarę swobodnie? Mogę... ulżyć bólowi, jeśli nie trzeba jej od nowa nastawiać. - wychrypiał. Oby nie, odczuwał przed tym podświadomy opór. Uważnie przyjrzał się ranie, czekając na potwierdzenie od Thomasa. -Fractura Texta - przesunął różdżką wzdłuż kości, chcąc scalić kość i przywrócić pacjentowi część sił.

Obrażenia i żywotność po poprzedniej turze:
- 50 35 (psychiczne, 15 wyleczonych) - zmęczenie, osłabienie, migrena;
- 30 (tłuczone) - pobieżnie zaleczone złamanie ręki;
- 20 10 (kłute, 10 zaleczonych) - pobieżnie zaleczone rany kłute klatki piersiowej, zranienie na szyi;


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]16.02.22 1:01
The member 'Hector Vale' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 17

--------------------------------

#2 'k100' : 79

--------------------------------

#3 'k8' : 3, 8, 6

--------------------------------

#4 'k100' : 11

--------------------------------

#5 'k8' : 6, 2, 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Hectora Vale I - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]16.02.22 1:58
- Nie pamiętam - odpowiedział cicho, marszcząc brwi. Czy sam to sobie zrobił? Nie był pewny... I nie był pewny jak wiele powinien się dzielić z tym mężczyzną. Nie powinien wspominać o Zakonie, ani o szmalcownikach... Nie powinien wspominać o niczym istotnym, o tych dzieciach, o tym że był w Lancashire.
- Chyba... chyba ktoś mnie zaatakował... - udał, że nie do końca pamięta. Bo nie pamiętał - nie wiedział co dokładnie działo się w podziemiach, ani kto znalazł go na brzegu rzeki, ale jednocześnie jak wiele mógł powiedzieć?
Chociaż przeszedł go dreszcz na wspomnienie, kiedy do jego płuc dostało się powietrze, kiedy wypluł wodę wtedy na śniegu; kiedy ci ludzie go zabierali. Odzyskał przytomność na moment.
- Nie pamiętam... Chcieli informacji, ale ich nie miałem. Tam się coś działo... w jakiś podziemiach, jacyś ludzie... Nie jestem pewny z kim tak do końca rozmawiałem... Wyłowili mnie chyba z rzeki, albo znaleźli na brzegu - dodał, nie chcąc zdradzać członków Zakonu Feniksa. Zresztą, sam oddał to wspomnienie - sam się na to zgodził, tego był pewny. Rozmawiali o tym, potwierdzał to i wiedział, dlaczego o tym rozmawiał z nimi - dlaczego one potrzebowały tego potwierdzenia, aby wiedział teraz, że na pewno oddał to wszystko po dobroci. Nie mógł się kłócić, mieć im za złe, wykłócać z losem, bo zrobił to z nieprzymuszonej woli, nawet jeśli wiedział, że w tamtym momencie nie miał innego wyboru.
Mogły mówić cokolwiek innego, zapewniać go, że przecież go do niczego nie zmuszały, ale to nie była prawda - czuł się tam jak w klatce, osaczony. To nie była wolność do której przywykł, choć z pewnością jego brat niejednokrotnie o wiele bardziej tęsknił za tego rodzajem wolności i swobodą w wyborze. Tam w tej fabryce nie miał tego...
Pokiwał głową lekko, nie zabierając swojej ręki, kiedy Hector chciał ją obejrzeć. Czuł dziwny sposób... Czy to była kwestia zaklęć., które mężczyzna na nim zastosował? A może czegoś jeszcze innego? Było tutaj tak ciepło, tak zupełnie inaczej niż na brzegu tej rzeki. Czy to dlatego odczuwał ten niepokój, stojąc na plaży? Ta woda, która się zbliżała i oddalała, te fale, które przecież zawsze go tak uspokajały...
Chyba nawet nie zanotował do końca, że zasugerował uzdrowicielu, co dokładnie się z nim działo - że tonął w rzece, kiedy za oknem szalała zima stulecia. To mogło wyjaśnić dlaczego wydawał się być tak zmarznięty, jego skóra taka pobladła i wysuszona.
- Byłem w Lancashire... później Derbyshire... jak mnie znaleźli chyba... A później się teleportowałem tutaj... - dodał cicho, bo choć jego historia miała niewiele informacji, z których mężczyzna mógł wyciągnąć jakieś konkrety, chciał rzucić poszlakami, które mogły tworzyć jeszcze większe zamieszanie 0 tak, żeby nie dociekał.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Hectora Vale I - Page 4 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]16.02.22 16:42
Rozszerzył lekko oczy, ze zdziwieniem i zaniepokojeniem. W trakcie wojny zdarzały się różne tragedie, zranienia i pobicia, był ich świadom, choć w Walii pozostawał odgrodzony od tego wszystkiego. Ale wymazanie pamięci? To zdawało się bardziej intencjonalne i mniej przypadkowe od scenariusza, jaki zakładał. Ten chłopak był na czyimś celowniku?
-Myślisz, że ktoś mógł... wymazać ci pamięć? - zapytał ostrożnie. -Albo oszołomić? Confundus potrafi przy okazji zaburzyć wspomnienia z ostatniego kwadransa lub godziny. - zapytał, korzystając z własnej wiedzy na temat uroków. Kiedyś, jeszcze w szkole, fascynowały go wszystkie zaklęcia wpływające na psychikę.
-Ktoś może cię szukać? Ścigać? - dodał od razu, przezornie. Chciał mu pomóc, ale nigdy nie potrafił się bronić, a w tym domu nie mieszkał przecież sam. Deimos...
-Na pograniczu? Tam... jest tam teraz niebezpiecznie? - zmarszczył brwi, słysząc o Lancashire i Derbyshire. Też niedawno tam bywał, kilka dni temu pisał do lady Mare. Na początku lutego podróż wydawała się bezpieczna, lord Greengrass zapewniał o spokoju w Derby, ale jak było tam teraz?
Magia uleczyła i oczyściła zranienia Thomasa na klatce piersiowej, ale - próbując złożyć jego opowieść w całość - Hector nie skupił się dostatecznie, by poprawnie rzucić Fractura Texta.
-Jeszcze raz. - mruknął przepraszająco. -Fractura Texta. - szepnął, przeciągając drewienkiem po zranionej dłoni. Trzymając Thomasa za nadgarstek i słysząc o rzece, zrozumiał już, dlaczego chłopak ma tak chłodne ręce.
-Masz już suche ubrania, ale musisz być wychłodzony. Alti calor. - podniósł różdżkę, by spróbować nieznacznie podnieść temperaturę ciała pacjenta. -Mogłeś się przeziębić w tej rzece, zachorować - może dlatego źle się czujesz. Odpoczywaj i uważaj na siebie, monitoruj objawy chorób. - doradził, podchwytując jego spojrzenie.
-A stres może pozostać z tobą na długo i sprawiać, że źle się czujesz. Paxo Horribilis. - teraz, gdy wiedział już przez co przeszedł Thomas (a przynajmniej znał chaotyczną wersję tych wydarzeń), zdecydował się sięgnąć po silniejsze zaklęcie uspokajające. Może później, już po wszystkim, rzuci zwykłe Paxo na samego siebie. Kilka miesięcy temu łudził się, że może uciec od wojny - teraz ta trafiła na próg jego domu.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]16.02.22 16:42
The member 'Hector Vale' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 3

--------------------------------

#2 'k8' : 3, 2, 3

--------------------------------

#3 'k100' : 63

--------------------------------

#4 'k100' : 52

--------------------------------

#5 'k8' : 1, 6, 4
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Hectora Vale I - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Hectora Vale I [odnośnik]16.02.22 17:43
Zawahał się, słysząc podobne pytania - nie był pewny, co miał odpowiedzieć, jak odpowiedzieć. To nie brzmiało dobrze, to o czym mówił, więc zdecydował się milczeć przez dłuższą chwilę. Nie wiedział, co powinien powiedzieć Hectorowi - co odpowiedzieć, bo przecież wiedział, że nikt go nie ścigał. Chyba.
A może... Nie, na pewno nie. Nikt by go tutaj nie znalazł, nawet jeśli w coś się wplątał - nawet jeśli mówił wtedy prawdę. Ci strażnicy? Zakon... Zakon nie miałby po co go szukać, prawda? A nawet jeśli to czy...
Nie powinien tutaj wchodzić. Co jeśli ten człowiek miał rację? Że mógł być śledzony? Brzmiało to absurdalnie, kto by chciał go śledzić, a jednocześnie dlaczego miałby znów ryzykować kimś innym?
- To... nie... Nie, ja... oddałem to wspomnienie rebelii... - zdradził w końcu, nie do końca wiedząc czy powinien. Oddał to wspomnienie dobrowolnie.
Nie dowie się już nigdy czy wtedy mówił prawdę. Nie dowie się czy...
- Nie, nie jest... Nie bardziej niż w całej Anglii - wyjaśnił, zastanawiając się czy nie powinien po prostu wyjść teraz, choć obietnica posiłku wciąż go podtrzymywała przed tym. Był głodny, nie wiedział gdzie miałby się udać. Gdzie teleportować? Może powinien wyjść, kiedy tylko Hector się obróci? Albo teleportować stąd, to również mogło być opcją. W końcu miał przy sobie różdżkę, może byłby w stanie ro zrobić?
Znów przeszedł go dreszcz na samą myśl o tym chłodzie na zewnątrz, który na niego czekał. Chciał... chciał tam iść? Do tego wszystkiego? Ryzykować zamarznięciem?
Teraz czuł się się względnie dobrze, na pewno było mu cieplej, a już na pewno po nieznanym mu zaklęciu zastosowanym przez uzdrowiciela.
Pokiwał lekko głową, nie wiedząc nawet co miałby zrobić z jego zaleceniami. Monitorować czy nie był chory? Po co, jak? Nawet gdyby wrócili do domu, nie mieli pieniędzy na leki. Jeśli to przeziębienie to jakoś je przecierpi - jakoś to przetrzyma, tak jak zawsze. Był wytrzymały w końcu. Nie raz i nie dwa znosił choróbsko, które nie dawało spokoju innym. Ale on sobie dawał radę... Da radę i teraz.
Czuł jak jego serce nie tłucze się aż tak, jakby nagle wszystko było mniej przerażające, choć zamiast ulgi odczuwał bardziej... nic. Nie bał się, ale wciąż ciężko było mu się uśmiechnąć. Odwrócił też prędko wzrok od uzdrowiciela. Powinien wstać i wyjść, nie powinien ryzykować, że znów coś na kogoś ściągnie! Przecież tego nie chciał, tak samo jak nie chciał wplątać się... właściwie to w co? W morderstwo? W śmierć? Nie był pewny, nie wiedział...
- Wrexham jest w którą stronę? - zapytał cicho, jakby chcąc podtrzymać wersję, że to właśnie tam zmierzał.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Hectora Vale I - Page 4 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Gabinet Hectora Vale I
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach