Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Gabinet Hectora Vale III
AutorWiadomość

Gabinet Hectora Vale


Do prywatnego gabinetu prowadzi osobne wejście niż do domu. Na drzwiach znajduje się mosiężna tabliczka z nazwiskiem i kwalifikacjami magipsychiatry. Na pierwszy rzut oka gabinet przypomina raczej bibliotekę niźli siedzibę medyka - Hector Vale nieświadomie odwzorował tutaj otoczenie najbardziej sobie znajome i najbardziej komfortowe, rodzinną bibliotekę Anselma. Matka zabrała z domu ojca ukochany perski dywan, który zdobi teraz drewnianą podłogę. Przy ścianach pokrytych boazerią piętrzą się regały z książkami. Na środku stoi mahoniowe biurko, a pacjent i magipsychiatra mogą zasiąść na wygodnych fotelach.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

// 01.02.1958


Nie radziła sobie. Zdecydowanie. Nie mogła spać, a kiedy już udało jej się zmrużyć oczy, ciągle jej się śnił. Nie pożegnała się z nim, nie umiała sobie tego wybaczyć, że nie była jej obok, kiedy umarł. Zabili go, bez najmniejszych skrupułów, jej Olivera. Jak miała radzić sobie sama na tym świecie, kiedy zawsze służył jej radą, był obok gotów wyciągnąć pomocną dłoń w każdym momencie. Nie umiała be niego żyć, nie potrafiła pogodzić się z tym, że nie ma go obok. Ostatnio egzystowała, życie jakby się skończyło. Nie chciała się nim cieszyć, właściwie to głównie pracowała - szukała sprawców jego śmierci. Trenowała, biegała po lasach, niemalże nie jadła i nie spała, mrużyła oczy na dwie, trzy godziny podczas nocy, nie służyło jej to, jednak co miała zrobić?
Najbliżsi zauważyli jej stan, trudno było nie zauważyć tych podkrążonych oczu, tej pustki w spojrzeniu, braku apetytu i apatii, powiedzieli, że ma się zgłosić w pewno miejsce. Z początku nie chciała, przecież była twarda, nic jej nie ruszało, nie takie rzeczy już przeżyła w swoim życiu. Nie pozwalali się zbyć, męczyli ją, przy każdej rozmowie o tym wspominali, aż uległa. Może faktycznie jej to pomoże, uda jej się wykrzesać z siebie więcej sił? Skorzysta na wizycie w tym miejscu? Kto to wie.
Pojawiła się więc pod drzwiami gabinetu Hectora Vale'a pierwszego lutego. Nie do końca pewna, czy był to dobry pomysł. Skoro jednak już się tutaj zjawiła, nie zamierzała uciekać. Może warto wejść do środka, w końcu, jak jej się nie spodoba może wyjść, w każdym momencie, chyba nikt jej tutaj siłą nie będzie trzymał. Zastukała cicho w drzwi. Teraz nie ma już odwrotu. Jeśli usłyszała, że może wejść, to nacisnęła klamkę i weszła do pomieszczenia, dosyć niepewnie. Rozglądała się uważnie po wnętrzu, w końcu nie była jeszcze nigdy w tym miejscu, była ciekawa, jak wygląda. Wypatrywała jeszcze mężczyzny, z którym miała rozmawiać na temat tego, co leży jej na sercu. Wolała o tym nawet nie myśleć, nie potrafiła sobie wyobrazić, że otwiera się przed kimś. - Witam.- powiedziała i ruszyła w głąb pomieszczenia. Josephine była wysoka, jednak dosyć szczupła, ubrana w długi, czarny, skórzany płaszcz niemalże do ziemi.


Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : 10
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell

Powrót do góry Go down

1.02

Nie miał dzisiaj umówionych wizyt pacjentów. Zerknął w terminarz z pewnym zaniepokojeniem. Trwała wojna, kryzys ekonomiczny, nawet średniozamożnym obywatelem trudno było zdobyć podstawowe produkty spożywcze. W takich czasach problemy psychiczne mogły się jedynie zaostrzać, ale terapia nie była priorytetem zdesperowanych osób. Wiedział, że nie każdy może sobie pozwolić na jego usługi lub choćby o nich pomyśleć. Wiedział, że gabinet w Walii trudniej rozreklamować niż ten w Londynie. I choć w teorii nie miał się czego obawiać - miał czystą krew i pełne konto w banku - to czasem zaglądał do pustoszejącej spiżarni i czuł najzwyklejszy strach.
Dlatego dzwonek do drzwi bardzo go ucieszył. Wygładził koszulę, wyprostował się na krześle i otworzył drzwi za pomocą różdżki. Josephine mogła wejść do środka i zobaczyć magipsychiatrę stojącego przy biurku, lekko o nie opartego. Nieodłączną laskę schował za biurkiem - choć nie ukrywał kalectwa, to nie lubił gdy było pierwszym wrażeniem pacjentów, wolał przy pierwszym spotkaniu wyglądać możliwie... neutralnie.
Kobieta wydawała się być w mniej więcej jego wieku - aż nagle przypomniał sobie, że...
-Josephine? - rzucił z lekkim zdziwieniem. Nie przyjaźnili się, w Hogwarcie dopuścił do siebie bliżej bardzo wąskie grono znajomych, ale byli przecież w jednym domu, w Ravenclawie.
-Dobrze cię widzieć. - dodał prędko, nieco zbyt oficjalnie jak na znajomego ze szkoły. -co cię tu sprowadza? - upewnił się, nie chcąc z góry zakładać, że przyszła tutaj jako pacjentka. Znała go ze szkoły, na drzwiach było jego nazwisko, mogło sprowadzać ją cokolwiek innego. Uważne, prędkie spojrzenie na wysoką kobietę podpowiadało mu jednak, że chyba naprawdę przyszła do gabinetu magipsychiatry. Cerę miała bladą, oczy podkrążone, wyglądała jakby źle sypiała i czymś się stresowała.
-Mogę jakoś pomóc? - zapytał cicho, niezbyt nachalnie. Nie chciał jej przepłoszyć, nie chciał aby ich znajomość ze szkoły w jakikolwiek sposób ją onieśmieliła. Tutaj, w gabinecie, jego tożsamość schodziła w końcu na drugi plan. Pragnął być jak najbardziej niewidzialny i anonimowy, by to jego pacjenci mogli mówić. Przyznać, co im leży na sercu - niejednokrotnie nie tyle przed nim, co przed samymi sobą.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

Kiedy weszła do środka zaczęła się zastanawiać, czy postąpiła właściwie. Może wcześniej powinna się umówić, napisać list, cokolwiek? Teraz było już za późno na takie rozmyślenia. W końcu pozwoliła sobie wejść do pomieszczenia. Wbiła spojrzenie w osobę, która stała po drugiej stronie pomieszczenia. Usłyszała swoje imię.. Josephine.. tego się nie spodziewała. Zmrużyła oczy, spoglądała na mężczyznę w skupieniu, próbowała znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Dopiero po krótkiej chwili do niej dotarło. Hogwart, w końcu skąd indziej? Tam poznała masę osób, później raczej nie nawiązywała zbyt wielu nowych znajomości. Byli w jednym domu, jednak poza tym, nieszczególnie go znała, może to i lepiej, szczególnie w sytuacji w jakiejś się znaleźli. - Hector.- rzekła cicho, jakby była nieco zmieszana. Nie będzie robić scen, nie ucieknie stąd - jeszcze. - Dopiero kiedy zobaczyłam twarz, przypomniałam sobie, że się znamy.- postanowiła nieco się wytłumaczyć. Samo nazwisko na drzwiach niestety niezbyt wiele jej powiedziało.
- Ciebie również dobrze widzieć.- rzekła po czym zbliżyła się nieco do biurka. - Sama się zastanawiam co mnie tu sprowadza, bracia powiedzieli, że powinnam z kimś porozmawiać. Z kimś takim, jak Ty.- ciężko westchnęła. Widać było, że wcale nie tak łatwo jest jej mówić o sobie. Zresztą zawsze tak było. Bell nie lubiła opowiadać, nie umiała, była raczej dobrym słuchaczem.
- Chyba sobie nie radzę. Nie mogę spać. Zabili mi brata. Ja byłam z nim bardzo blisko.- przeniosła spojrzenie na mężczyznę, nie do końca pewnie się czuła wyznając mu to wszystko. W końcu śmierć w dzisiejszych czasach spotykała każdego, czy była słaba? Nie mogła być, musiała mieć pewność, że już nikt jej bliski nie zginie, że zdąży ich ochronić. Nie dałaby rady z kolejną stratą. Może właśnie to ją przytłaczało, ta świadomość, że musi wszystkich chronić? Sama nie do końca wiedziała. Ciągle rozmyślała o tym, że nie może pozwolić, aby coś złego spotkało jej bliskich. Nie miała już pracy, więc nie miała czym się zająć, tak konkretnie, więc to stało jej się głównym celem w życiu.


Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : 10
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell

Powrót do góry Go down

Zazwyczaj pacjenci faktycznie zapowiadali się listownie, ale nie bez powodu prowadził otwarty gabinet i przesiadywał tutaj całymi dniami. Niektórzy całymi miesiącami lub tygodniami nie mogli zdobyć się do odwiedzin mu magipsychiatry - lęk i duma należały do najczęstszych przyczyn takiegoż zachowania. List byłby dla nich dodatkowym stopniem trudności, wymagający pokładów odwagi. Czasem zaś nagły impuls - taki, jak dzisiaj u Josephine - mógł ich ośmielić do zapukania do drzwi. Częściej zdarzało się to w tłocznym Londynie niż w odludnej Walii, ale Vale nie poddawał się i codziennie wyczekiwał nowych pacjentów. Musiał. Jeśli nie zdoła utrzymać stabilnego przepływu klientów, będzie musiał znaleźć stałe zatrudnienie w świętym Mungu, a tego nie chciał - nie jako samotny ojciec.
Zauważył, że najpierw się zdziwiła, potem lekko spięła ramiona, a potem - gdy już go rozpoznała - się speszyła. O nie. Był świadom, że wcześniejsza znajomość może budować pewien dystans w gabinecie magipsychiatry, więc uśmiechnął się uspokajająco.
-Nie szkodzi. Minęło wiele lat. - zapewnił łagodnie, wskazując Josephine miejsce na fotelu. Do niej należała decyzja czy usiądzie, niektórzy woleli raczej chodzić w kółko po gabinecie. Hector się dostosuje.
Spojrzał na nią ze zrozumieniem. Rodzina się o nią martwiła, w końcu im uległa. Z zauważalnym wstydem.
-Z uzdrowicielem? Magipsychiatrą? Jestem też alchemikiem. - doprecyzował. -I starym znajomym. Możemy porozmawiać jak dwójka Krukonów po latach. - może tak będzie łatwiej? Nie byli nigdy przyjaciółmi, ale byli starymi znajomymi, albo kimś w ich rodzaju.
Przeszła do sedna zaskakująco prędko, aż rozchylił lekko usta.
-Przykro mi. - powiedział ze szczerym współczuciem. -To dlatego nie możesz spać? Odkąd zginął? - upewnił się, spoglądając na cienie pod jej oczyma. -Ile to już miesięcy? - spróbował odgadnąć. Domyślał się, że nie chodzi o lata, skoro przyjęła to tak ciężko, ani o tygodnie skoro rodzina już zdążyła się zaniepokoić.
Wziął głęboki wdech, zdając sobie sprawę, że akurat w żałobie nie jest ekspertem. Nie przepracował jeszcze śmierci żony - czy mógł jej dawać rady, jako pogubiony człowiek? Nawet jeśli nie, to postara się - jako profesjonalista.
-Odwiedzasz go na cmentarzu? Masz jak się... pożegnać? - próbowałaś kiedyś, czy nigdy tak naprawdę nie dałaś mu odejść?


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

Bell pewnie, jeśli wysłałaby list z informacją o spotkaniu by się na nim nie pojawiła. Była to spontaniczna decyzja, spowodowana suszeniem głowy przez najbliższych. Postanowiła po prostu pojawić się i wejść do środka, nie wypadało przecież teraz uciec. Nie umiała rozmawiać o tym, co ją męczy. Została wychowana w rodzinie, gdzie raczej nie rozmawiało się o emocjach, zresztą była jedyną córką swoich rodziców, otoczona braćmi, raczej zagryzała zęby i udawała, że wszystko jest w porządku. Wyładowywała się podczas treningów fizycznych, jak długo jednak była w stanie tak żyć? Może bardziej egzystować, bo ostatnio zaczęła zauważać, że właściwie nic nie ma z tego życia.
Została wybita z rytmu, kiedy rozpoznała twarz mężczyzny, który znajdował się w pomieszczeniu. Postanowiła usiąść w fotelu. Powolnym krokiem zmierzyła w jego stronę, a następnie usiadła. Ściągnęła łopatki, wyprostowała się niczym struna i przyglądała się mężczyźnie swoimi dużymi oczami. - Wydaje mi się, że chodziło im konkretnie o magipsychiatrę, uzdrowiciel nie jest mi potrzebny, wszak ciało mam zdrowe.- rzekła spoglądając uważnie na mężczyznę. Pierwszy raz wypowiedziała te słowa na głos, magipsychiatra, nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie gotowa na to, by udać się do takiego specjalisty.
- Wiele bym dała, żeby wrócić do tych beztroskich, szkolnych czasów.- rzekła, a w kąciku jej ust pojawił się delikatny uśmiech. Kiedyś wszystko było dużo prostsze. Nie łączyła ją z Hectorem jakaś specjalnie bliska relacja, mieszkali w jednym dormitorium i to właściwie tyle, jednak sama świadomość, że kojarzył ją z tamtych lat, a teraz mógł widzieć jej słabość stanowiła dla niej dyskomfort.
- Tak, odkąd zginął mam problemy ze snem. Kiedyś, kiedy pracowałam w ministerstwie, również nie sypiałam najlepiej, jednak udawało mi się zmrużyć oczy na te kilka godzin, wystarczało mi to. Od kiedy go nie ma.. nawet to mi się nie udaje.- westchnęła ciężko. Ogromnie jej go brakowało, zawsze był przy niej gotowy wesprzeć ją we wszystkim, co robiła. Miała jeszcze rodzeństwo, jednak z każdym z braci łączyła ją inna więź. Oliver był jej wzorem, poświęcał jej wiele czasu, zawsze dążyła do tego, żeby być jak on, a nagle, zupełnie niespodziewanie przestał istnieć.
- Niedługo będzie dziewięć miesięcy, zabili go dwudziestego czerwca, dzień przed moimi urodzinami.- Dziwiło ją to, że mówi o tym tak lekko. Mieli się spotkać jak zawsze, posiedzieć do rana, umilając czas ognistą, którą tak bardzo lubił. Nie dotarł do niej jednak już nigdy więcej. - Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy ostatni raz, próbuję sobie przypomnieć, jednak nie potrafię.- miała do siebie żal, że tego nie pamięta, wiele by dała, żeby móc z nim zamienić jeszcze chociaż jedno słowo. - Odwiedzam go niemalże codziennie, tylko tyle mogę teraz dla niego zrobić.- starała się bywać na cmentarzu niemalże każdego wieczora, czuła, że jest to jej obowiązek.



Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : 10
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell

Powrót do góry Go down

Większość z jego pacjentów nie potrafiła rozmawiać emocjach, choćby ze względu na to, jakiego rodzaju ludzie go odwiedzali. Był prywatnym magipsychiatrą, naturalnie przychodzili do niego ludzie lepiej sytuowani - albo na tyle zdesperowani, że znajdowali czas i pieniądze na wizytę. Nie byli szaleni i emocjonalni jak pacjenci Munga, przywykł za to do pewnej rezerwy, wynikającej to z nieśmiałości, to z wychowania, to z niechęci przyznania się do własnego problemu. Nawet, jeśli sam fakt przekroczenia progu gabinetu był przyznaniem się do faktu, że potrzebowali pomocy. Zauważył, jak Josephine poruszała temat rodziny, powracała do faktu, że to oni namówili ją na wizytę. W ten sam sposób odpychała odpowiedzialność od samej siebie, ale Hectorowi to nie przeszkadzało. Na razie chciał, by poczuła się swobodnie - na trudniejsze tematy przyjdzie czas później.
-Młodość zawsze wydaje się prostsza. W Hogwarcie nasze życie było uporządkowane przez podział godzin, profesorów, zadania domowe. W dorosłości musimy zorganizować je sami. - wyjaśnił z bladym uśmiechem, gdy poruszyła temat powrotu do przeszłości. Choć sama wyglądała na silną i zorganizowaną, to leczył wielu pacjentów z depresją, która utrzymywała się u nich od lat nastoletnich, ale przybrała na sile gdy nie mieli powodu by wstać z łóżka.
-Brak snu może nasilać nie tylko zmęczenie, ale i reakcje emocjonalne. Na przykład tęsknotę za bratem. Sama w sobie jest czymś dobrym, pokazuje, że o nim pamiętasz. Jednak w negatywnej formie może owocować poczuciem winy, utrudniać codzienne funkcjonowanie. Czy masz obecnie w życiu wiele stresu? - dopytał, zauważając, że pracowała w Ministerstwie. W czasie przeszłym. -Przepiszę ci eliksiry wspomagające sen, mogę je też dla ciebie uwarzyć. - zaoferował. Niektórzy pacjenci mieli znajomych alchemików i woleli zaopatrzyć się sami, dla innych wygodne było zamawianie eliksirów u niego.
Chętnie dopytałby, kto zabił jej brata, ale... intuicja mówiła mu, że chyba nie chciał wiedzieć. Starał się pozostać jak najdalej od wojny, nie zajmować żadnej ze stron. Po prostu żyć i przetrwać. Byłoby to trudniejsze, gdyby podczas rozmowy z pacjentką powiedział spontanicznie coś... kontrowersyjnego.
-Czy po wizytach na cmentarzu czujesz się trochę lepiej? - zapytał, czując mimowolny podziw dla jej oddania. Sam nie odwiedzał tak często grobu żony - wizyty były obowiązkowe i regularne, ale planował je maksymalnie raz w tygodniu. -Myślę, że ważniejsze dla Ciebie i brata byłoby wspomnienie najważniejszej albo najmilszej rozmowy, jaką razem odbyliście. W ostatniej mogło nie być nic znaczącego, poza tym że z powodu przypadkowego i tragicznego zrządzenia losu była... cóż, ostatnia.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

Jospehine została wychowana w takim domu, gdzie nie do końca miała sposobność, aby rozmawiać o tym, co czuła. Miała czterech starszych braci, nie mogła się przy nich mazać, musiała być silna. W końcu chciała zyskać ich szacunek, dorównać im we wszystkim, w czym tylko się dało. Z tego wynikało jej uwielbienie do rywalizacji i chęć, aby zawsze wszystko robić perfekcyjnie, by wreszcie stać się najlepszą. Wiele czasu poświęcała na ćwiczenie swojego ciała i umysłu, nie chciała choć przez moment doprowadzać do uczucia stagnacji, musiała wiedzieć, że się rozwija.
- Trudno jest sobie wszystko zorganizować w momencie, gdy nagle nic co znamy nie może już mieć racji bytu.- straciła pracę, miejsce, które było dla niej domem, któremu się poświęciła, wszystko, co właściwie miała z dnia na dzień. Później doszła do tego śmierć brata, powoli cały jej świat rozsypywał się na małe kawałki i przestawał istnieć, nie tak łatwo było się z tym wszystkim pogodzić i odnaleźć. Próbowała, jednak szło jej to dosyć opornie.
- Stresu?- zastanowiła się przez krótką chwilę nad odpowiedzią. - Czy ja wiem? Właściwie kto go nie ma, żyjemy w trudnym momencie, toczy się wojna, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek spał spokojnie. Może poza szlachtą, jedyną słuszną, która postanowiła zabrać się za porządki z mugolami.- westchnęła ciężko. - Ludzie giną, codzienność się zmienia, tracimy to, do czego byliśmy przyzwyczajeni. - wydawało jej się, że dotyczy to dosłownie każdego. Nie wiadomo, co nadejdzie jutro, kiedy wróg czai się za rogiem. Musiała mieć pewność, że jej nie dosięgną i że będzie mogła znaleźć mordercę brata, pomścić go, może wtedy odnajdzie spokój? Nie mówiła jednak o tym głośno, nie łatwo dzielić się z kimś tym, że chce się kogoś zabić.
- Próbuję sobie znaleźć jakieś zajęcie, ministerstwo okazało się być miejscem nieodpowiednim dla mnie.- po tym, co spotkało jej brata powiedziała, że jej noga już więcej tam nie postanie. Zaangażowała się w działania rebelianckie, bo co innego mogła robić?
- Mógłbyś to dla mnie zrobić? Nie będzie to dla Ciebie problemem?- raczej rzadko kiedy prosiła o pomoc, starała sobie radzić ze wszystkim własnymi siłami, stąd nieco zwątpiła, czy rzeczywiście ma chęć zająć się tą sprawą, z drugiej strony, była to jego praca.
- Tak właściwie to nie wiem, chodzę na cmentarz, rozmawiam z nim, dużo, bardzo tęsknię. Mam świadomość, że już go nie ma, ale nie umiem, nie potrafię się z tym pogodzić.- wiele by dała, żeby Oliver znów mógł stanąć obok, poirytować ją swoimi komentarzami na temat tego, że wszystko robi źle i musi ćwiczyć.
- Wydaje mi się, że po prostu, gdybym wiedziała, że go nie będzie, to mogłabym się z tym oswoić, pożegnać, powiedzieć mu jak mi na nim zależało, jak mocno go kochałam.- pojedyncza łza pojawiła się na jej policzku, starła ją palcem, nie chciała pokazać, jak bardzo ją to wszystko boli. Nie była przyzwyczajona do tego, że praktycznie obce osoby widziały jej chwile słabości.


Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : 10
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell

Powrót do góry Go down

-W takich sytuacjach warto zastanowić się jakie wewnętrzne, nie zewnętrzne, czynniki pomagają nam się zorganizować. Czy do przodu pcha nas poczucie obowiązku, czy comiesięczna wypłata? Inni ludzie czy wewnętrzna wola życia? Jedne czynniki mogą zniknąć, ale te wypływające z nas samych możemy kontrolować i pozostaną z nami na zawsze. - doradził, również z własnego doświadczenia. Gdy zamykał gabinet w Londynie, czuł w ustach gorzki smak porażki. Ciężko pracował na lokal i reputację w stolicy, trudno było mu tak po prostu z tego zrezygnować. Najwierniejsi pacjenci jednak pozostali, a dzięki zdobytej reputacji i własnej otwartości zdobył nowych. Dom nie był idealnym gabinetem, ich domy też nie, ale nawet bez zewnętrznego czynnika w postaci ładnego lokalu czerpał wewnętrzną satysfakcję z pomagania pacjentom.
Pokiwał głową, słysząc o stresie. Wyczuł w jej głosie ironię, gdy mówiła o szlachcie, ale nie kontynuował tematu.
-Te zmiany mogą wpływać na problemy ze snem i narastające zmęczenie. Nawet jeśli świadomie usiłujesz przyzwyczaić się do nowej codzienności, podświadomość za tym nie nadąża. - zauważył. -Bezczynność również nie pomaga, szczególnie jeśli przywykłaś do aktywnego trybu życia. Nagła zmiana może nasilić natrętne i niechciane myśli, spotęgować stres. Nawet jeśli nie znalazłaś jeszcze stałego zajęcia, postaraj się o aktywność fizyczną, angażujące hobby, coś w tym rodzaju. - doradził, nie mogąc wiedzieć, że już znalazła coś takiego i wybrała walkę. Gdyby o tym wiedział, zastanowiłby się dwa razy, czy powinien jawnie przyjmować rebeliantów w swoim gabinecie. Wolał nie wiedzieć. Wolał móc pomóc każdemu.
-Tak, w zamian za drobną kwotę uwzględniającą koszt składników i mojego czasu - dla starej znajomej, ze sporą zniżką... - uśmiechnął się lekko, rad, że znalazł taki argument. Dla pacjentów, którzy wydawali się nie śmierdzieć groszem, zawsze znajdował jakiś powód do zniżki. -...przyrządzę eliksir spokojnego snu. Jeśli nie zauważysz poprawy, zgłosisz się do mnie jeszcze raz, tym razem po mieszankę antydepresyjną. Myślę jednak, że sen i praca nad trybem życia powinny pomóc. - obwieścił optymistycznie. Spotykał w tym gabinecie ludzi złamanych i szalonych, ona do nich nie należała. Wydawała się po prostu zmęczona i smutna. Rozumiał to, poniekąd. Sam stracił żonę.
Podsunął Josephine chusteczki, spoglądając na nią z łagodnym współczuciem.
-Myślę, Josephine, że całe twoje życie - i to, jak często go teraz odwiedzasz - mówiło, jak bardzo go kochałaś. Że to cenniejsze niż kilka ostatnich słów.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

- Praca była moim życiem. Mam trzydzieści jeden lat Hector, poza tym nie osiągnęłam nic. Nie potrzebowałam niczego więcej, taką ścieżkę wybrałam, w pewnym momencie swojego życia, wszystko temu poświęciłam. Nie sądziłam, że tak szybko mogę to stracić.- rzekła szczerze. Nie szukała nigdy nic więcej. Nie nawiązywała bliskich relacji z ludźmi, nie myślała o założeniu rodziny, wystarczało jej to, czym zajmowała się zawodowo, gdy to wszystko straciła dostrzegła jakie było ono puste. Aktualnie, nie miała nic. Poza żyjącymi braćmi, którzy w przeciwieństwie do niej założyli swoje rodziny, mieli dla kogo żyć. Ona została zupełnie sama. Miała wrażenie, że niczego w życiu nie osiągnęła i jest już zbyt późno, aby cokolwiek zmienić. Skreśliła jedyną relację jaką kiedykolwiek udało jej się nawiązać przez pracę, nie umiała pogodzić tych dwóch sfer, wybrała tą, która wydawała jej się bardziej istotna. Dopiero teraz dostrzegała, że postąpiła źle.
- Aktywność fizyczna, to jedyne, czym się ostatnio zajmuję. Moje ciało jest przyzwyczajone do wysiłku, pomimo tego, że straciłam motywację, nie zaprzestałam treningów. Jednak nie do końca potrafię znaleźć sobie zajęcie, muszę się skupić, żeby mieć coś konkretnego do robienia, bo zwariuję.- może znalezienie zabójcy brata wcale nie było takim głupim pomysłem? Przeprowadziłaby śledztwo, jak za czasów, gdy pracowała w policji, znalazła sprawcę i go ukarała? Wszystko wydawało się takie proste. O tyle tylko, że teraz to ona była tą złą stroną w mniemaniu władzy, to ją powinni ścigać za takie czynności. Nie do końca też potrafiła się z tym pogodzić.
- Żadnych zniżek, też nie masz lekko. Czasy są trudne, zależy mi na tym, żeby dobrzy ludzie mieli szansę normalnie zarobić. Dziękuję za dobre chęci, jednak to zbędne.- uważała, że powinno się w odpowiedni sposób wynagradzać znajome osoby. Może nie była jakoś specjalnie majętna, jednak stać ją było na takie usługi, a to, że znała Vale'a ze szkoły powodowało, że chciała mu słusznie zapłacić za usługi, jakie wykonywał.
- Będę się stosować do Twoich porad, może dzięki temu mi się polepszy. Przyjście tutaj, to jednak nie był taki zły pomysł.- Hector wydawał się być kompetentny, w sumie to cieszyła się, że go spotkała.
Sięgnęła po chusteczkę, nie powinna się była tak rozklejać. - Może i masz rację, jednak czuję pewien niedosyt, nie wiem, coś mi ciąży, jakbym nie dokończyła pewnej sprawy. Mam wrażenie, że jest jedno wyjście z tej sytuacji, ale tym się będę martwić później.- nie chciała wspominać o tym, że jej brat został zamordowany, jeszcze nie. - Czy u Ciebie wszystko w porządku, wiem, że może to nieodpowiednie miejsce, ale skoro już się spotkaliśmy, chciałam zapytać, jak sobie radzisz w tych trudnych czasach?- postanowiła zadać to pytanie, bo ciekawiło ją, jak wygląda jego życie.


Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : 10
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell

Powrót do góry Go down

-Rozumiem... - zaczął, bez fałszywego zrozumienia. Był człowiekiem, który nie był w stanie zapłakać po śmierci żony, a potrafił nie przespać nocy zamartwiając się pacjentem lub czytając nowe teorie magipsychiatryczne. -Jesteśmy Krukonami, wiem ile to dla nas znaczy. Wiem, że praca potrafi być pasją. - uśmiechnął się blado.
Miał przynajmniej Deimosa, ale nawet syn się od niego oddalał. Martwił się w życiu tylko o niego i o pracę. Tej ostatniej nie stracił, nawet pomimo przeniesienia gabinetu, ale wojna go niepokoiła. Co, jeśli ludzie przestaną mieć czas i pieniądze na terapię, jeśli podróże staną się niemożliwe? Jeśli nastroje w kraju się zaostrzą, on przyjmie w gabinecie niewłaściwą osobę, a jego reputacja ucierpi? Na razie utrzymywał się na powierzchni, ale Jose też pewnie była świetna w swojej pracy, a jednak została bez niej.
-...dziękuję. - uśmiechnął się cieplej, gdy zaprotestowała na dźwięk słowa "zniżka." Potrzebował pieniędzy, tak samo jak wszyscy w tych trudnych czasach. Nie zamierzał się więc sprzeczać, gdy chciała mu je zaoferować. Wszystko drożało, ostatnio nadwyrężył znacznie domowy budżet na kakao dla syna, coś co wcześniej kupował bez problemu.
-Zapraszam w razie potrzeby, albo gdybyś chciała porozmawiać. Daj znać, czy zalecenia działają, w razie czego zmodyfikuję dawki eliksirów. - skinął głową, ciesząc się, że wizyta rozwiała jej nieśmiałość i początkowe obawy. Nie gryzł, naprawdę. To gabinet magipsychiatry, a nie misja brygadzistów.
-Mam nadzieję, że znajdziesz pokój - i to wyjście, o którym mówisz, przyniesie ulgę. - życzył jej szczerze, myśląc, że chodzi o jakiś rodzaj pożegnania albo dojście do ładu z rutyną snu. Nie wiedział, że właśnie życzy jej powodzenia w zemście. A nawet gdyby wiedział... zrozumiałby. Doradzał innym, ale nie miał prawa wtrącać się w ich sprawy, w ich moralność. Sam chciał zemsty na wilkołaku, który pozbawił jego syna matki.
-Mam syna, jest prawdziwym światłem mojego życia. Niestety owdowiałem kilka miesięcy temu, ale dochodzimy do siebie. Praktyka działa, Walia jest spokojna, można powiedzieć, że oprócz straty wszystko mi się ułożyło. - opowiadał oszczędnie, podnosząc się aby odprowadzić Josephine do wyjścia. Jeśli chciał, potrafił grać kogoś naprawdę pogrążonego w żałobie, ale dzisiaj (i zawsze...) wydawał się spokojny, pogodzony z losem. Chciał, żeby jego zachowanie przyniosło nadzieję również Josephine. Pomimo dystansu, który narósł między nimi przez lata, naprawdę miło było gościć w gabinecie kogoś znajomego.
-Przyślę eliksiry sową. - obiecał, gdy uiszczała zapłatę, a potem z bladym uśmiechem obserwował jak deportuje się spod jego domu.

/zt x 2 :pwease:


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

Gabinet Hectora Vale III

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach