Wydarzenia


Ekipa forum
Gabinet Hectora Vale III
AutorWiadomość
Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]16.12.21 22:26

Gabinet Hectora Vale


Do prywatnego gabinetu prowadzi osobne wejście niż do domu. Na drzwiach znajduje się mosiężna tabliczka z nazwiskiem i kwalifikacjami magipsychiatry. Na pierwszy rzut oka gabinet przypomina raczej bibliotekę niźli siedzibę medyka - Hector Vale nieświadomie odwzorował tutaj otoczenie najbardziej sobie znajome i najbardziej komfortowe, rodzinną bibliotekę Anselma. Matka zabrała z domu ojca ukochany perski dywan, który zdobi teraz drewnianą podłogę. Przy ścianach pokrytych boazerią piętrzą się regały z książkami. Na środku stoi mahoniowe biurko, a pacjent i magipsychiatra mogą zasiąść na wygodnych fotelach.

Pułapki: Śmiechy-chichy, Zapach alihtosy, Somniamortem (na niezapowiedzianych gości) na przejście z gabinetu do części domowej (nie w samym gabinecie)
Duplikat tematu gabinet Hectora Vale na potrzeby częstych wątków w gabinecie Hectora.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.



Ostatnio zmieniony przez Hector Vale dnia 30.09.22 18:39, w całości zmieniany 2 razy
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]20.12.21 21:35
// 01.02.1958


Nie radziła sobie. Zdecydowanie. Nie mogła spać, a kiedy już udało jej się zmrużyć oczy, ciągle jej się śnił. Nie pożegnała się z nim, nie umiała sobie tego wybaczyć, że nie była jej obok, kiedy umarł. Zabili go, bez najmniejszych skrupułów, jej Olivera. Jak miała radzić sobie sama na tym świecie, kiedy zawsze służył jej radą, był obok gotów wyciągnąć pomocną dłoń w każdym momencie. Nie umiała be niego żyć, nie potrafiła pogodzić się z tym, że nie ma go obok. Ostatnio egzystowała, życie jakby się skończyło. Nie chciała się nim cieszyć, właściwie to głównie pracowała - szukała sprawców jego śmierci. Trenowała, biegała po lasach, niemalże nie jadła i nie spała, mrużyła oczy na dwie, trzy godziny podczas nocy, nie służyło jej to, jednak co miała zrobić?
Najbliżsi zauważyli jej stan, trudno było nie zauważyć tych podkrążonych oczu, tej pustki w spojrzeniu, braku apetytu i apatii, powiedzieli, że ma się zgłosić w pewno miejsce. Z początku nie chciała, przecież była twarda, nic jej nie ruszało, nie takie rzeczy już przeżyła w swoim życiu. Nie pozwalali się zbyć, męczyli ją, przy każdej rozmowie o tym wspominali, aż uległa. Może faktycznie jej to pomoże, uda jej się wykrzesać z siebie więcej sił? Skorzysta na wizycie w tym miejscu? Kto to wie.
Pojawiła się więc pod drzwiami gabinetu Hectora Vale'a pierwszego lutego. Nie do końca pewna, czy był to dobry pomysł. Skoro jednak już się tutaj zjawiła, nie zamierzała uciekać. Może warto wejść do środka, w końcu, jak jej się nie spodoba może wyjść, w każdym momencie, chyba nikt jej tutaj siłą nie będzie trzymał. Zastukała cicho w drzwi. Teraz nie ma już odwrotu. Jeśli usłyszała, że może wejść, to nacisnęła klamkę i weszła do pomieszczenia, dosyć niepewnie. Rozglądała się uważnie po wnętrzu, w końcu nie była jeszcze nigdy w tym miejscu, była ciekawa, jak wygląda. Wypatrywała jeszcze mężczyzny, z którym miała rozmawiać na temat tego, co leży jej na sercu. Wolała o tym nawet nie myśleć, nie potrafiła sobie wyobrazić, że otwiera się przed kimś. - Witam.- powiedziała i ruszyła w głąb pomieszczenia. Josephine była wysoka, jednak dosyć szczupła, ubrana w długi, czarny, skórzany płaszcz niemalże do ziemi.


Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]31.12.21 5:20
1.02

Nie miał dzisiaj umówionych wizyt pacjentów. Zerknął w terminarz z pewnym zaniepokojeniem. Trwała wojna, kryzys ekonomiczny, nawet średniozamożnym obywatelem trudno było zdobyć podstawowe produkty spożywcze. W takich czasach problemy psychiczne mogły się jedynie zaostrzać, ale terapia nie była priorytetem zdesperowanych osób. Wiedział, że nie każdy może sobie pozwolić na jego usługi lub choćby o nich pomyśleć. Wiedział, że gabinet w Walii trudniej rozreklamować niż ten w Londynie. I choć w teorii nie miał się czego obawiać - miał czystą krew i pełne konto w banku - to czasem zaglądał do pustoszejącej spiżarni i czuł najzwyklejszy strach.
Dlatego dzwonek do drzwi bardzo go ucieszył. Wygładził koszulę, wyprostował się na krześle i otworzył drzwi za pomocą różdżki. Josephine mogła wejść do środka i zobaczyć magipsychiatrę stojącego przy biurku, lekko o nie opartego. Nieodłączną laskę schował za biurkiem - choć nie ukrywał kalectwa, to nie lubił gdy było pierwszym wrażeniem pacjentów, wolał przy pierwszym spotkaniu wyglądać możliwie... neutralnie.
Kobieta wydawała się być w mniej więcej jego wieku - aż nagle przypomniał sobie, że...
-Josephine? - rzucił z lekkim zdziwieniem. Nie przyjaźnili się, w Hogwarcie dopuścił do siebie bliżej bardzo wąskie grono znajomych, ale byli przecież w jednym domu, w Ravenclawie.
-Dobrze cię widzieć. - dodał prędko, nieco zbyt oficjalnie jak na znajomego ze szkoły. -co cię tu sprowadza? - upewnił się, nie chcąc z góry zakładać, że przyszła tutaj jako pacjentka. Znała go ze szkoły, na drzwiach było jego nazwisko, mogło sprowadzać ją cokolwiek innego. Uważne, prędkie spojrzenie na wysoką kobietę podpowiadało mu jednak, że chyba naprawdę przyszła do gabinetu magipsychiatry. Cerę miała bladą, oczy podkrążone, wyglądała jakby źle sypiała i czymś się stresowała.
-Mogę jakoś pomóc? - zapytał cicho, niezbyt nachalnie. Nie chciał jej przepłoszyć, nie chciał aby ich znajomość ze szkoły w jakikolwiek sposób ją onieśmieliła. Tutaj, w gabinecie, jego tożsamość schodziła w końcu na drugi plan. Pragnął być jak najbardziej niewidzialny i anonimowy, by to jego pacjenci mogli mówić. Przyznać, co im leży na sercu - niejednokrotnie nie tyle przed nim, co przed samymi sobą. To nigdy nie było proste, to często wymagało czasu i wysiłku, ale wierzył, że jest w stanie dotrzeć do każdego.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.



Ostatnio zmieniony przez Hector Vale dnia 03.03.22 5:22, w całości zmieniany 1 raz
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]02.01.22 10:14
Kiedy weszła do środka zaczęła się zastanawiać, czy postąpiła właściwie. Może wcześniej powinna się umówić, napisać list, cokolwiek? Teraz było już za późno na takie rozmyślenia. W końcu pozwoliła sobie wejść do pomieszczenia. Wbiła spojrzenie w osobę, która stała po drugiej stronie pomieszczenia. Usłyszała swoje imię.. Josephine.. tego się nie spodziewała. Zmrużyła oczy, spoglądała na mężczyznę w skupieniu, próbowała znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Dopiero po krótkiej chwili do niej dotarło. Hogwart, w końcu skąd indziej? Tam poznała masę osób, później raczej nie nawiązywała zbyt wielu nowych znajomości. Byli w jednym domu, jednak poza tym, nieszczególnie go znała, może to i lepiej, szczególnie w sytuacji w jakiejś się znaleźli. - Hector.- rzekła cicho, jakby była nieco zmieszana. Nie będzie robić scen, nie ucieknie stąd - jeszcze. - Dopiero kiedy zobaczyłam twarz, przypomniałam sobie, że się znamy.- postanowiła nieco się wytłumaczyć. Samo nazwisko na drzwiach niestety niezbyt wiele jej powiedziało.
- Ciebie również dobrze widzieć.- rzekła po czym zbliżyła się nieco do biurka. - Sama się zastanawiam co mnie tu sprowadza, bracia powiedzieli, że powinnam z kimś porozmawiać. Z kimś takim, jak Ty.- ciężko westchnęła. Widać było, że wcale nie tak łatwo jest jej mówić o sobie. Zresztą zawsze tak było. Bell nie lubiła opowiadać, nie umiała, była raczej dobrym słuchaczem.
- Chyba sobie nie radzę. Nie mogę spać. Zabili mi brata. Ja byłam z nim bardzo blisko.- przeniosła spojrzenie na mężczyznę, nie do końca pewnie się czuła wyznając mu to wszystko. W końcu śmierć w dzisiejszych czasach spotykała każdego, czy była słaba? Nie mogła być, musiała mieć pewność, że już nikt jej bliski nie zginie, że zdąży ich ochronić. Nie dałaby rady z kolejną stratą. Może właśnie to ją przytłaczało, ta świadomość, że musi wszystkich chronić? Sama nie do końca wiedziała. Ciągle rozmyślała o tym, że nie może pozwolić, aby coś złego spotkało jej bliskich. Nie miała już pracy, więc nie miała czym się zająć, tak konkretnie, więc to stało jej się głównym celem w życiu.


Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]07.01.22 2:33
Zazwyczaj pacjenci faktycznie zapowiadali się listownie, ale nie bez powodu prowadził otwarty gabinet i przesiadywał tutaj całymi dniami. Niektórzy całymi miesiącami lub tygodniami nie mogli zdobyć się do odwiedzin mu magipsychiatry - lęk i duma należały do najczęstszych przyczyn takiegoż zachowania. List byłby dla nich dodatkowym stopniem trudności, wymagający pokładów odwagi. Czasem zaś nagły impuls - taki, jak dzisiaj u Josephine - mógł ich ośmielić do zapukania do drzwi. Częściej zdarzało się to w tłocznym Londynie niż w odludnej Walii, ale Vale nie poddawał się i codziennie wyczekiwał nowych pacjentów. Musiał. Jeśli nie zdoła utrzymać stabilnego przepływu klientów, będzie musiał znaleźć stałe zatrudnienie w świętym Mungu, a tego nie chciał - nie jako samotny ojciec.
Zauważył, że najpierw się zdziwiła, potem lekko spięła ramiona, a potem - gdy już go rozpoznała - się speszyła. O nie. Był świadom, że wcześniejsza znajomość może budować pewien dystans w gabinecie magipsychiatry, więc uśmiechnął się uspokajająco.
-Nie szkodzi. Minęło wiele lat. - zapewnił łagodnie, wskazując Josephine miejsce na fotelu. Do niej należała decyzja czy usiądzie, niektórzy woleli raczej chodzić w kółko po gabinecie. Hector się dostosuje.
Spojrzał na nią ze zrozumieniem. Rodzina się o nią martwiła, w końcu im uległa. Z zauważalnym wstydem.
-Z uzdrowicielem? Magipsychiatrą? Jestem też alchemikiem. - doprecyzował. -I starym znajomym. Możemy porozmawiać jak dwójka Krukonów po latach. - może tak będzie łatwiej? Nie byli nigdy przyjaciółmi, ale byli starymi znajomymi, albo kimś w ich rodzaju.
Przeszła do sedna zaskakująco prędko, aż rozchylił lekko usta.
-Przykro mi. - powiedział ze szczerym współczuciem. -To dlatego nie możesz spać? Odkąd zginął? - upewnił się, spoglądając na cienie pod jej oczyma. -Ile to już miesięcy? - spróbował odgadnąć. Domyślał się, że nie chodzi o lata, skoro przyjęła to tak ciężko, ani o tygodnie skoro rodzina już zdążyła się zaniepokoić.
Wziął głęboki wdech, zdając sobie sprawę, że akurat w żałobie nie jest ekspertem. Nie przepracował jeszcze śmierci żony - czy mógł jej dawać rady, jako pogubiony człowiek? Nawet jeśli nie, to postara się - jako profesjonalista.
-Odwiedzasz go na cmentarzu? Masz jak się... pożegnać? - próbowałaś kiedyś, czy nigdy tak naprawdę nie dałaś mu odejść?


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]11.01.22 10:33
Bell pewnie, jeśli wysłałaby list z informacją o spotkaniu by się na nim nie pojawiła. Była to spontaniczna decyzja, spowodowana suszeniem głowy przez najbliższych. Postanowiła po prostu pojawić się i wejść do środka, nie wypadało przecież teraz uciec. Nie umiała rozmawiać o tym, co ją męczy. Została wychowana w rodzinie, gdzie raczej nie rozmawiało się o emocjach, zresztą była jedyną córką swoich rodziców, otoczona braćmi, raczej zagryzała zęby i udawała, że wszystko jest w porządku. Wyładowywała się podczas treningów fizycznych, jak długo jednak była w stanie tak żyć? Może bardziej egzystować, bo ostatnio zaczęła zauważać, że właściwie nic nie ma z tego życia.
Została wybita z rytmu, kiedy rozpoznała twarz mężczyzny, który znajdował się w pomieszczeniu. Postanowiła usiąść w fotelu. Powolnym krokiem zmierzyła w jego stronę, a następnie usiadła. Ściągnęła łopatki, wyprostowała się niczym struna i przyglądała się mężczyźnie swoimi dużymi oczami. - Wydaje mi się, że chodziło im konkretnie o magipsychiatrę, uzdrowiciel nie jest mi potrzebny, wszak ciało mam zdrowe.- rzekła spoglądając uważnie na mężczyznę. Pierwszy raz wypowiedziała te słowa na głos, magipsychiatra, nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie gotowa na to, by udać się do takiego specjalisty.
- Wiele bym dała, żeby wrócić do tych beztroskich, szkolnych czasów.- rzekła, a w kąciku jej ust pojawił się delikatny uśmiech. Kiedyś wszystko było dużo prostsze. Nie łączyła ją z Hectorem jakaś specjalnie bliska relacja, mieszkali w jednym dormitorium i to właściwie tyle, jednak sama świadomość, że kojarzył ją z tamtych lat, a teraz mógł widzieć jej słabość stanowiła dla niej dyskomfort.
- Tak, odkąd zginął mam problemy ze snem. Kiedyś, kiedy pracowałam w ministerstwie, również nie sypiałam najlepiej, jednak udawało mi się zmrużyć oczy na te kilka godzin, wystarczało mi to. Od kiedy go nie ma.. nawet to mi się nie udaje.- westchnęła ciężko. Ogromnie jej go brakowało, zawsze był przy niej gotowy wesprzeć ją we wszystkim, co robiła. Miała jeszcze rodzeństwo, jednak z każdym z braci łączyła ją inna więź. Oliver był jej wzorem, poświęcał jej wiele czasu, zawsze dążyła do tego, żeby być jak on, a nagle, zupełnie niespodziewanie przestał istnieć.
- Niedługo będzie dziewięć miesięcy, zabili go dwudziestego czerwca, dzień przed moimi urodzinami.- Dziwiło ją to, że mówi o tym tak lekko. Mieli się spotkać jak zawsze, posiedzieć do rana, umilając czas ognistą, którą tak bardzo lubił. Nie dotarł do niej jednak już nigdy więcej. - Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy ostatni raz, próbuję sobie przypomnieć, jednak nie potrafię.- miała do siebie żal, że tego nie pamięta, wiele by dała, żeby móc z nim zamienić jeszcze chociaż jedno słowo. - Odwiedzam go niemalże codziennie, tylko tyle mogę teraz dla niego zrobić.- starała się bywać na cmentarzu niemalże każdego wieczora, czuła, że jest to jej obowiązek.



Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]14.01.22 23:04
Większość z jego pacjentów nie potrafiła rozmawiać emocjach, choćby ze względu na to, jakiego rodzaju ludzie go odwiedzali. Był prywatnym magipsychiatrą, naturalnie przychodzili do niego ludzie lepiej sytuowani - albo na tyle zdesperowani, że znajdowali czas i pieniądze na wizytę. Nie byli szaleni i emocjonalni jak pacjenci Munga, przywykł za to do pewnej rezerwy, wynikającej to z nieśmiałości, to z wychowania, to z niechęci przyznania się do własnego problemu. Nawet, jeśli sam fakt przekroczenia progu gabinetu był przyznaniem się do faktu, że potrzebowali pomocy. Zauważył, jak Josephine poruszała temat rodziny, powracała do faktu, że to oni namówili ją na wizytę. W ten sam sposób odpychała odpowiedzialność od samej siebie, ale Hectorowi to nie przeszkadzało. Na razie chciał, by poczuła się swobodnie - na trudniejsze tematy przyjdzie czas później.
-Młodość zawsze wydaje się prostsza. W Hogwarcie nasze życie było uporządkowane przez podział godzin, profesorów, zadania domowe. W dorosłości musimy zorganizować je sami. - wyjaśnił z bladym uśmiechem, gdy poruszyła temat powrotu do przeszłości. Choć sama wyglądała na silną i zorganizowaną, to leczył wielu pacjentów z depresją, która utrzymywała się u nich od lat nastoletnich, ale przybrała na sile gdy nie mieli powodu by wstać z łóżka.
-Brak snu może nasilać nie tylko zmęczenie, ale i reakcje emocjonalne. Na przykład tęsknotę za bratem. Sama w sobie jest czymś dobrym, pokazuje, że o nim pamiętasz. Jednak w negatywnej formie może owocować poczuciem winy, utrudniać codzienne funkcjonowanie. Czy masz obecnie w życiu wiele stresu? - dopytał, zauważając, że pracowała w Ministerstwie. W czasie przeszłym. -Przepiszę ci eliksiry wspomagające sen, mogę je też dla ciebie uwarzyć. - zaoferował. Niektórzy pacjenci mieli znajomych alchemików i woleli zaopatrzyć się sami, dla innych wygodne było zamawianie eliksirów u niego.
Chętnie dopytałby, kto zabił jej brata, ale... intuicja mówiła mu, że chyba nie chciał wiedzieć. Starał się pozostać jak najdalej od wojny, nie zajmować żadnej ze stron. Po prostu żyć i przetrwać. Byłoby to trudniejsze, gdyby podczas rozmowy z pacjentką powiedział spontanicznie coś... kontrowersyjnego.
-Czy po wizytach na cmentarzu czujesz się trochę lepiej? - zapytał, czując mimowolny podziw dla jej oddania. Sam nie odwiedzał tak często grobu żony - wizyty były obowiązkowe i regularne, ale planował je maksymalnie raz w tygodniu. -Myślę, że ważniejsze dla Ciebie i brata byłoby wspomnienie najważniejszej albo najmilszej rozmowy, jaką razem odbyliście. W ostatniej mogło nie być nic znaczącego, poza tym że z powodu przypadkowego i tragicznego zrządzenia losu była... cóż, ostatnia.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]15.01.22 0:07
Jospehine została wychowana w takim domu, gdzie nie do końca miała sposobność, aby rozmawiać o tym, co czuła. Miała czterech starszych braci, nie mogła się przy nich mazać, musiała być silna. W końcu chciała zyskać ich szacunek, dorównać im we wszystkim, w czym tylko się dało. Z tego wynikało jej uwielbienie do rywalizacji i chęć, aby zawsze wszystko robić perfekcyjnie, by wreszcie stać się najlepszą. Wiele czasu poświęcała na ćwiczenie swojego ciała i umysłu, nie chciała choć przez moment doprowadzać do uczucia stagnacji, musiała wiedzieć, że się rozwija.
- Trudno jest sobie wszystko zorganizować w momencie, gdy nagle nic co znamy nie może już mieć racji bytu.- straciła pracę, miejsce, które było dla niej domem, któremu się poświęciła, wszystko, co właściwie miała z dnia na dzień. Później doszła do tego śmierć brata, powoli cały jej świat rozsypywał się na małe kawałki i przestawał istnieć, nie tak łatwo było się z tym wszystkim pogodzić i odnaleźć. Próbowała, jednak szło jej to dosyć opornie.
- Stresu?- zastanowiła się przez krótką chwilę nad odpowiedzią. - Czy ja wiem? Właściwie kto go nie ma, żyjemy w trudnym momencie, toczy się wojna, nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek spał spokojnie. Może poza szlachtą, jedyną słuszną, która postanowiła zabrać się za porządki z mugolami.- westchnęła ciężko. - Ludzie giną, codzienność się zmienia, tracimy to, do czego byliśmy przyzwyczajeni. - wydawało jej się, że dotyczy to dosłownie każdego. Nie wiadomo, co nadejdzie jutro, kiedy wróg czai się za rogiem. Musiała mieć pewność, że jej nie dosięgną i że będzie mogła znaleźć mordercę brata, pomścić go, może wtedy odnajdzie spokój? Nie mówiła jednak o tym głośno, nie łatwo dzielić się z kimś tym, że chce się kogoś zabić.
- Próbuję sobie znaleźć jakieś zajęcie, ministerstwo okazało się być miejscem nieodpowiednim dla mnie.- po tym, co spotkało jej brata powiedziała, że jej noga już więcej tam nie postanie. Zaangażowała się w działania rebelianckie, bo co innego mogła robić?
- Mógłbyś to dla mnie zrobić? Nie będzie to dla Ciebie problemem?- raczej rzadko kiedy prosiła o pomoc, starała sobie radzić ze wszystkim własnymi siłami, stąd nieco zwątpiła, czy rzeczywiście ma chęć zająć się tą sprawą, z drugiej strony, była to jego praca.
- Tak właściwie to nie wiem, chodzę na cmentarz, rozmawiam z nim, dużo, bardzo tęsknię. Mam świadomość, że już go nie ma, ale nie umiem, nie potrafię się z tym pogodzić.- wiele by dała, żeby Oliver znów mógł stanąć obok, poirytować ją swoimi komentarzami na temat tego, że wszystko robi źle i musi ćwiczyć.
- Wydaje mi się, że po prostu, gdybym wiedziała, że go nie będzie, to mogłabym się z tym oswoić, pożegnać, powiedzieć mu jak mi na nim zależało, jak mocno go kochałam.- pojedyncza łza pojawiła się na jej policzku, starła ją palcem, nie chciała pokazać, jak bardzo ją to wszystko boli. Nie była przyzwyczajona do tego, że praktycznie obce osoby widziały jej chwile słabości.


Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]15.01.22 1:06
-W takich sytuacjach warto zastanowić się jakie wewnętrzne, nie zewnętrzne, czynniki pomagają nam się zorganizować. Czy do przodu pcha nas poczucie obowiązku, czy comiesięczna wypłata? Inni ludzie czy wewnętrzna wola życia? Jedne czynniki mogą zniknąć, ale te wypływające z nas samych możemy kontrolować i pozostaną z nami na zawsze. - doradził, również z własnego doświadczenia. Gdy zamykał gabinet w Londynie, czuł w ustach gorzki smak porażki. Ciężko pracował na lokal i reputację w stolicy, trudno było mu tak po prostu z tego zrezygnować. Najwierniejsi pacjenci jednak pozostali, a dzięki zdobytej reputacji i własnej otwartości zdobył nowych. Dom nie był idealnym gabinetem, ich domy też nie, ale nawet bez zewnętrznego czynnika w postaci ładnego lokalu czerpał wewnętrzną satysfakcję z pomagania pacjentom.
Pokiwał głową, słysząc o stresie. Wyczuł w jej głosie ironię, gdy mówiła o szlachcie, ale nie kontynuował tematu.
-Te zmiany mogą wpływać na problemy ze snem i narastające zmęczenie. Nawet jeśli świadomie usiłujesz przyzwyczaić się do nowej codzienności, podświadomość za tym nie nadąża. - zauważył. -Bezczynność również nie pomaga, szczególnie jeśli przywykłaś do aktywnego trybu życia. Nagła zmiana może nasilić natrętne i niechciane myśli, spotęgować stres. Nawet jeśli nie znalazłaś jeszcze stałego zajęcia, postaraj się o aktywność fizyczną, angażujące hobby, coś w tym rodzaju. - doradził, nie mogąc wiedzieć, że już znalazła coś takiego i wybrała walkę. Gdyby o tym wiedział, zastanowiłby się dwa razy, czy powinien jawnie przyjmować rebeliantów w swoim gabinecie. Wolał nie wiedzieć. Wolał móc pomóc każdemu.
-Tak, w zamian za drobną kwotę uwzględniającą koszt składników i mojego czasu - dla starej znajomej, ze sporą zniżką... - uśmiechnął się lekko, rad, że znalazł taki argument. Dla pacjentów, którzy wydawali się nie śmierdzieć groszem, zawsze znajdował jakiś powód do zniżki. -...przyrządzę eliksir spokojnego snu. Jeśli nie zauważysz poprawy, zgłosisz się do mnie jeszcze raz, tym razem po mieszankę antydepresyjną. Myślę jednak, że sen i praca nad trybem życia powinny pomóc. - obwieścił optymistycznie. Spotykał w tym gabinecie ludzi złamanych i szalonych, ona do nich nie należała. Wydawała się po prostu zmęczona i smutna. Rozumiał to, poniekąd. Sam stracił żonę.
Podsunął Josephine chusteczki, spoglądając na nią z łagodnym współczuciem.
-Myślę, Josephine, że całe twoje życie - i to, jak często go teraz odwiedzasz - mówiło, jak bardzo go kochałaś. Że to cenniejsze niż kilka ostatnich słów.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]15.01.22 1:27
- Praca była moim życiem. Mam trzydzieści jeden lat Hector, poza tym nie osiągnęłam nic. Nie potrzebowałam niczego więcej, taką ścieżkę wybrałam, w pewnym momencie swojego życia, wszystko temu poświęciłam. Nie sądziłam, że tak szybko mogę to stracić.- rzekła szczerze. Nie szukała nigdy nic więcej. Nie nawiązywała bliskich relacji z ludźmi, nie myślała o założeniu rodziny, wystarczało jej to, czym zajmowała się zawodowo, gdy to wszystko straciła dostrzegła jakie było ono puste. Aktualnie, nie miała nic. Poza żyjącymi braćmi, którzy w przeciwieństwie do niej założyli swoje rodziny, mieli dla kogo żyć. Ona została zupełnie sama. Miała wrażenie, że niczego w życiu nie osiągnęła i jest już zbyt późno, aby cokolwiek zmienić. Skreśliła jedyną relację jaką kiedykolwiek udało jej się nawiązać przez pracę, nie umiała pogodzić tych dwóch sfer, wybrała tą, która wydawała jej się bardziej istotna. Dopiero teraz dostrzegała, że postąpiła źle.
- Aktywność fizyczna, to jedyne, czym się ostatnio zajmuję. Moje ciało jest przyzwyczajone do wysiłku, pomimo tego, że straciłam motywację, nie zaprzestałam treningów. Jednak nie do końca potrafię znaleźć sobie zajęcie, muszę się skupić, żeby mieć coś konkretnego do robienia, bo zwariuję.- może znalezienie zabójcy brata wcale nie było takim głupim pomysłem? Przeprowadziłaby śledztwo, jak za czasów, gdy pracowała w policji, znalazła sprawcę i go ukarała? Wszystko wydawało się takie proste. O tyle tylko, że teraz to ona była tą złą stroną w mniemaniu władzy, to ją powinni ścigać za takie czynności. Nie do końca też potrafiła się z tym pogodzić.
- Żadnych zniżek, też nie masz lekko. Czasy są trudne, zależy mi na tym, żeby dobrzy ludzie mieli szansę normalnie zarobić. Dziękuję za dobre chęci, jednak to zbędne.- uważała, że powinno się w odpowiedni sposób wynagradzać znajome osoby. Może nie była jakoś specjalnie majętna, jednak stać ją było na takie usługi, a to, że znała Vale'a ze szkoły powodowało, że chciała mu słusznie zapłacić za usługi, jakie wykonywał.
- Będę się stosować do Twoich porad, może dzięki temu mi się polepszy. Przyjście tutaj, to jednak nie był taki zły pomysł.- Hector wydawał się być kompetentny, w sumie to cieszyła się, że go spotkała.
Sięgnęła po chusteczkę, nie powinna się była tak rozklejać. - Może i masz rację, jednak czuję pewien niedosyt, nie wiem, coś mi ciąży, jakbym nie dokończyła pewnej sprawy. Mam wrażenie, że jest jedno wyjście z tej sytuacji, ale tym się będę martwić później.- nie chciała wspominać o tym, że jej brat został zamordowany, jeszcze nie. - Czy u Ciebie wszystko w porządku, wiem, że może to nieodpowiednie miejsce, ale skoro już się spotkaliśmy, chciałam zapytać, jak sobie radzisz w tych trudnych czasach?- postanowiła zadać to pytanie, bo ciekawiło ją, jak wygląda jego życie.


Gabinet Hectora Vale III D7bc159511ca9b7ed9e13f5e91a418292cb09bfb
Josephine Bell
Zawód : magipolicjantka/ rebeliantka
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
W źrenicy tak pełnej żywej mgły, nie ma nic…
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10761-josephine-genevieve-bell https://www.morsmordre.net/t10815-precel https://www.morsmordre.net/t10816-jose https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10809-j-bell
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]15.01.22 1:46
-Rozumiem... - zaczął, bez fałszywego zrozumienia. Był człowiekiem, który nie był w stanie zapłakać po śmierci żony, a potrafił nie przespać nocy zamartwiając się pacjentem lub czytając nowe teorie magipsychiatryczne. -Jesteśmy Krukonami, wiem ile to dla nas znaczy. Wiem, że praca potrafi być pasją. - uśmiechnął się blado.
Miał przynajmniej Deimosa, ale nawet syn się od niego oddalał. Martwił się w życiu tylko o niego i o pracę. Tej ostatniej nie stracił, nawet pomimo przeniesienia gabinetu, ale wojna go niepokoiła. Co, jeśli ludzie przestaną mieć czas i pieniądze na terapię, jeśli podróże staną się niemożliwe? Jeśli nastroje w kraju się zaostrzą, on przyjmie w gabinecie niewłaściwą osobę, a jego reputacja ucierpi? Na razie utrzymywał się na powierzchni, ale Jose też pewnie była świetna w swojej pracy, a jednak została bez niej.
-...dziękuję. - uśmiechnął się cieplej, gdy zaprotestowała na dźwięk słowa "zniżka." Potrzebował pieniędzy, tak samo jak wszyscy w tych trudnych czasach. Nie zamierzał się więc sprzeczać, gdy chciała mu je zaoferować. Wszystko drożało, ostatnio nadwyrężył znacznie domowy budżet na kakao dla syna, coś co wcześniej kupował bez problemu.
-Zapraszam w razie potrzeby, albo gdybyś chciała porozmawiać. Daj znać, czy zalecenia działają, w razie czego zmodyfikuję dawki eliksirów. - skinął głową, ciesząc się, że wizyta rozwiała jej nieśmiałość i początkowe obawy. Nie gryzł, naprawdę. To gabinet magipsychiatry, a nie misja brygadzistów.
-Mam nadzieję, że znajdziesz pokój - i to wyjście, o którym mówisz, przyniesie ulgę. - życzył jej szczerze, myśląc, że chodzi o jakiś rodzaj pożegnania albo dojście do ładu z rutyną snu. Nie wiedział, że właśnie życzy jej powodzenia w zemście. A nawet gdyby wiedział... zrozumiałby. Doradzał innym, ale nie miał prawa wtrącać się w ich sprawy, w ich moralność. Sam chciał zemsty na wilkołaku, który pozbawił jego syna matki.
-Mam syna, jest prawdziwym światłem mojego życia. Niestety owdowiałem kilka miesięcy temu, ale dochodzimy do siebie. Praktyka działa, Walia jest spokojna, można powiedzieć, że oprócz straty wszystko mi się ułożyło. - opowiadał oszczędnie, podnosząc się aby odprowadzić Josephine do wyjścia. Jeśli chciał, potrafił grać kogoś naprawdę pogrążonego w żałobie, ale dzisiaj (i zawsze...) wydawał się spokojny, pogodzony z losem. Chciał, żeby jego zachowanie przyniosło nadzieję również Josephine. Pomimo dystansu, który narósł między nimi przez lata, naprawdę miło było gościć w gabinecie kogoś znajomego.
-Przyślę eliksiry sową. - obiecał, gdy uiszczała zapłatę, a potem z bladym uśmiechem obserwował jak deportuje się spod jego domu.

/zt x 2 :pwease:


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]03.07.22 17:51
Tu będzie data

Nie sądziła, że kiedykolwiek przekroczy próg tego miejsca w sprawie, która nie była przyjacielską wizytą. Albo wizytą w kwestii sprzedaży. Albo…w sumie w takiej, która nie była taką, z którą dziś przyszła. Uważała, że przecież wszystko było w porządku, nie powinna się przecież zmieniać, bycie innym to nic problematycznego, a ona…a ona chyba powinna mieć chęć jakiegoś samodoskonalenia się czy czegoś innego. Albo powinna być, tyle że dłonie zawsze piekły nieco dłużej po wszystkich bójkach. Spojrzenia przyjaciół zawsze bolały nieco bardziej. A ona…chyba była już powoli zmęczona. Nie miała nawet pojęcia, czy to wina była ze strony klątwy, czy może chodziło to o coś innego? Czuła się czasem, jakby myśli przypominały grupę walczących ze sobą smoków, z których każdy jeden chciał zaatakować drugiego, wygryźć go i pociągnąć za sobą. I wszystko jakby zawsze płonęło. Nie chciała jednak w taki sposób opisywać swoich myśli, bo Hector pewnie jeszcze napisze jej jakąś dziwną historię i tyle będzie z tej pomocy.
- Dzięki że wiesz…znalazłeś czas… - Nie mogła nawet usiąść na miejscu, chodząc po przestrzeni gabinetu. Chyba jakoś powinna zacząć, nie marnując zbyt wiele czasu sobie oraz przechodząc do sedna. Ale jak zacząć? Dłoń wędrowała po wszystkich grzbietach książek, a gdyby nie znała Hectora, zastanawiałaby się, czy ktoś właśnie pozuje tutaj do bycia mądrzejszym niż jest w rzeczywistości? Ale Hector kochał chować nos w książkach, szukać czegoś ciekawego albo zainteresować się wszystkim, co się potem przydawało. Podziwiała, że umiał się naprawdę skupić.
- Przepraszam, powinnam...siedzieć? Nie wiem jak to wygląda? – Otrzepała lekko dłonie o swój płaszcz, wsadzając je mimo wszystko do kieszeni kiedy spoglądała jeszcze na niego. Co jeszcze myślał? Co teraz o niej uważał? Była świrnięta w jego mniemaniu czy może wydawała się po prostu szukać pomocy? Nie wiedziała, a podskórnie chciała wiedzieć.
- Co sądzi twoja rodzina na to moje nazwisko? Podejrzewam, że z radości nie skaczą? – Zastanawiała się, czy nie obrywało się mu za to, że właśnie tu przyszła skoro ich „rodziny” (ten cudzysłów to raczej w jej wypadku, nie w jego) niezbyt się dogadywała. – Wybacz, pewnie nie na to czekasz ode mnie, ale…nie wiem jak zacząć nawet rozmowę. – Odetchnęła głęboko, zaciskając palce w kieszeniach i spoglądając gdzieś za okno aby powstrzymać się pod sięgnięcia po papierosa.




Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]04.08.22 1:06
Nie spodziewał się otrzymać od Thalii prośby o takie spotkanie. W młodości hobbystycznie analizował własnych znajomych, ale nigdy nie miał pokus, by szukać problemów akurat w niej - nie licząc dziecięcego spotkania na Pokątnej, gdy była zrozumiale przestraszona, zawsze wydawała się Hectorowi poukładana i silna. Silne kobiety zwykle go odstraszały, ale w Thalii były jakieś niewymuszone swoboda i ciepło, które sprawiały, że rozmowy z nią były przyjemnością mimo tego, że z pozoru byli bardzo różni.
Wiedział, że ludzka psychika nie jest stabilnym konstruktem, że zmienia się w ciągu życia, że każdy może czasem potrzebować jednorazowej konsultacji albo wsparcia. Może właśnie to sprowadzało do gabinetu Thalię? Dopiero gdy zapowiedziała swoje intencje, zaczął wracać pamięcią do ostatnich miesięcy - i ze wstydem musiał przyznać, że faktycznie była jakaś cichsza albo bardziej zmartwiona niż zwykle. Czyżby to zignorował? Wymieniane listy wiele skrywały, ale przecież spotkali się gdy doradzał jej w sprawie okolic na wybór domu w Walii, mógł wtedy zauważyć jakąś melancholię w jej spojrzeniu.
Nawet jeśli coś przegapił, dzisiaj poświęci jej pełnię uwagi. Ucieszył się, ze poprosiła akurat o spotkanie w gabinecie, nakreślając (za niego, bo zrobiłby to i tak) klarowną granicę między prywatną znajomością i profesjonalnym kontekstem rozmowy.
-Zawsze znajdę czas - dla pacjentów, zarabiał na tym, ale przede wszystkim to kochał. -dla ciebie. - pomimo medycznej ciekawości, potrafił przecież zachować się dyplomatycznie. Uśmiechnął się łagodnie, choć niebieskie oczy pozostawały skupione, czujne. Obserwował Thalię, która jeszcze nie zbliżyła się nawet dla krzesła i nie mogła znaleźć dla siebie miejsca, kręcąc się przy książkach. Zawsze była żywym srebrem, pamiętał, ale widział, że teraz wierci się inaczej, że jest wyraźnie zestresowana. Albo speszona?
Zawsze byli speszeni, znał to spojrzenie. Zastanawiali się, czy uważa ich za wariatów, mimo, że otworzył ten gabinet z przekonaniem, że każdy zasługiwał na dyskretną pomoc.
Że wszyscy byli normalni, albo wszyscy byli trochę szaleni. Bez wyjątków. Nie mógł wytrzymać w Mungu, widząc najcięższe przypadki w szpitalnych pasach, widząc Commotio i bezduszność. Chciał pomóc pacjentom zanim znajdą się w takim stanie i - przede wszystkim - gdy zwrócą się do niego z własnej woli. Wiedział ze specjalizacji, że przymusowa terapia działa (musiała działać, zaklęcia i eliksiry i rozmowy robiły przecież swoje), ale chciał się przekonać, czy z kooperującym i chętnym pacjentem zadziała lepiej.
Jedynym, czego był dzisiaj niepewny to - w jakiej kwestii potrzebowała pomocy Thalia? Nie zdradzał jednak ciekawości, j e s z c z e nie - dojdą do tego.
-Możesz usiąść, ale możesz też stać albo chodzić po pokoju. Zależy, jak rozmawia ci się wygodniej. Nie czuj się w gościach, nie myśl o dobrych manierach - nie jesteśmy tu po to, by rozmawiać jak znajomi, ale po to, bym ja wysłuchał ciebie. - zaproponował, wyjaśniając zarazem na czym to polega. Pacjenci marnowali czasem cenne chwile na uprzejmości, starali się być jakąś dyplomatyczną wersją samych siebie, niepotrzebnie. Płacili mu przecież za jego czas - a to zmieniało dynamikę relacji. Był tu dla nich, zasada obopólności nie obowiązywała.
Uniósł lekko brew, gdy poruszyła temat - w jego mniemaniu - losowy. Właściwie, całkiem logiczny, biorąc pod uwagę jej zmartwienia, że teraz pomagał jej w pracy, we własnym domu-gabinecie, oficjalnie. Nie wziął jednak tego pod uwagę, bo od bardzo dawna nie przejmował się własną rodziną - a zarazem wśród Vale mówienie o problemach rodzinnych było takim tabu, że nigdy nie wspomniał Thalii o luźnych stosunkach między nim, rodzeństwem i dalszymi gałęziami rodziny.
-A kto miałby mieć do mnie pretensje? - zażartował, chcąc nieco rozluźnić Thalię. -Może ojciec, ale przecież od lat nie żyje - a twoje nazwisko nie zdążyło go zaskoczyć. - dodał łagodniej. Jego za to zaskoczyło, że Thalia nagle stała się Wellersem, ale znał ją przecież zbyt długo, by się tym przejąć. Jeśli się obawiał, to nie jej, a tych ludzi, którzy wzięli ją pod swoje skrzydła. Kilkakrotnie próbował ją nawet ostrzec, ale starał się być subtelny, nie chcąc wchodzić z butami w jej życie.
-Spokojnie, ja tu jestem od prowadzenia rozmowy. Zanim zaczniemy, mam dla ciebie twoje zamówienie. - uśmiechnął się, sięgając do szuflady. Położył na biurku purpurowy kamień, wpadający w słońcu w ciepły brąz. -Twój meridian śledziony. Żeby uwolnić jego moc, musisz skupić się na kamieniu, ściskając go w prawej dłoni. Intuicja powinna cię pokierować, ale weź go do ręki, sprawdź, czy jesteś w stanie poczuć jego ciepło - jestem tu, jeśli masz jakieś pytania. - zachęcił, czekając aż Thalia podejdzie do biurka. Gdy kamień znalazł się już w zasięgu jej dłoni, gdy miała co robić i mogła skupić się na czymś innym niż na stresie, Hector zaczął wreszcie rozmowę z punktu widzenia magipsychiatry.
-Opowiesz mi, czemu zamówiłaś akurat ten meridian, czemu akurat teraz? Wiem, że jest przydatny, - sam jej o nim opowiadał, ale to było jej pierwsze zamówienie -ale nie potrzebowałaś podobnych wspomagaczy wcześniej. Czy... to jest związane z tym, dlaczego poprosiłaś mnie o spotkanie? - dobierał słowa ostrożnie, spotkanie brzmiało dla pacjentów bardziej neutralnie niż konsultacja magipsychiatryczna. Meridian, spotkanie - czy mogło chodzić o lęk, o wojnę? Czy stresowała ją ogólna sytuacja na świecie, czy może coś więcej?

przekazuję Thalii meridian śledziony



We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]06.08.22 1:22
Czy była silna? Zadawała sobie to pytanie, bo miała wrażenie, że przed życie pcha ją raczej upór i ponura alternatywa, w której odpuszczenie sobie oznaczało jednoznacznie to, że nie da sobie rady i że skończy gorzej niż chciała to sobie wyobrażać. Co by było, gdyby wyrzucona z sierocińca zaakceptowała swoją bezdomność, a nie walczyła uparcie o miejsce na statku? Co by było, gdyby jednak wcześniej się wydało, że jest kobietą? Wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi ale zawsze czuła, że nie miała innego wyboru jak zachowywać się jak woda i przeć do przodu, nigdy nie zatrzymując się i nie oglądając za siebie.
A może to chodziło o agresję? Tylko jedna strona była widoczna, ta, gdzie to ona rzucała się na pomoc albo broniła siebie, mało kiedy jedynie słownie. Nie było to jednak spowodowane w wielu wypadkach chęcią, a chociaż przed chwilą mogła rozważać, jak bardzo potrzebuje być jak rzeka, czuła, że również ognia w niej niemało i że wszystko spowodowane jest tym, że czuła jak niemal płonie. Musiała dawać ujście nie tylko energii ale także agresji, a kiedy przebywała wśród osób bliskich, na których jej zależało, nie mogła tego robić. To sprawiło, że coraz mocniej szarpała się sama ze sobą, chcąc się jakoś uwolnić z tego wszystkiego. Nie mówiąc już o tym, że czuła, jak wydarzenia ostatnich miesięcy co raz mocniej mieszają jej w głowie, a ona po prostu czasem chciała zwinąć się gdzieś, po tym jak wszystkie naczynia w domu zostaną roztrzaskane i nie będzie już na czym się wyżyć.
Odwróciła się w jego kierunku kiedy zaczął mówić, odpychając się od regału z taką siłą, że ten poleciał na nią, zatrzymując się na jej ramieniu. Wydawała się wielce zaskoczona, niczym pies z niezrozumieniem patrzący na kość, która była w tym miejscu jeszcze parę sekund temu, ostrożnie zaraz podnosząc regał i poprawiając parę książek które się przechyliły, tak jakby nic się nie stało.
- I vice versa. Chociaż podejrzewam, że moje towarzystwo przydatne może być w momencie, kiedy w twojej głowie pojawiają się pytania takie jak gdzie ta keja i co to ta keja. – Miała czasem ochotę opowiedzieć Hectorowi o tym, czym jeszcze się zajmowała, dość szybko jednak dochodziła do wniosku, że niezbyt ma szansę na przekonanie się do tego, aby opowiedzieć mu o przemycie. Nie przez wzgląd na to, że spodziewała się tego, że Vale jakkolwiek to rozpowie (w końcu chyba miał fach polegający na dyskrecji), ale przez zmartwienie się, czy ta wiedza nie przyniesie dla niego większych problemów. Im głębiej rozciągała się tajemnica, tym ciężej było ją trzymać.
Zmarszczyła brwi, ruszając w głąb pomieszczenia niczym ukryty w klatce zwierz, gotowy do pochwycenia każdej drogi ku wolności którą dostrzeże. Miał rację, nigdy nie umiała ustać – z ich dwójki to zawsze on potrafił cierpliwie siedzieć, niczym posąg nie zmieniając miejsca godzinami dopóki nie uznał, że nadszedł czas gdy na dziś wszystko skończone. Przypatrywała się mu czasem, jak potrafił siedzieć w bibliotece, a jedynym jego gestem poza zmarszczeniem brwi na trudniejszym zagadnieniu było jedynie przewrócenie kolejnej strony książki. Ona zaś była wszędzie i nigdzie, zawsze w ruchu, nie mogąc usiedzieć nawet na najkrótszych zajęciach. Nie powstrzymywało jej nic, ani kary cielesne w sierocińcu, ani szlabany w szkole.
- Ha, no o brak manier to wiesz, że ze mną nie musisz się martwić.- Parsknęła w rozbawieniu, bardziej nad sobą niż nad nim. Przemierzyła parę kroków aby jednak ostatecznie usiąść na krześle, a mimo to odchylając się nieco w przeciwną stronę od Hectora, tak jakby jednak chciała stworzyć jakiś dystans, mimo tego, że w jej postawie trudno było doszukać się jakiegoś negatywnego podejścia bądź niechęci wobec mężczyzny siedzącego po drugiej stronie stołu.
- Nie wiem, ktokolwiek. Nie chcę aby znów ktoś miał problemy przez to, że jestem nieodpowiednia. – Mimo tego, że brzmiała dość surowo, nie wydawała się tego kierować w stronę Hectora a raczej w jakąś niewypowiedzianą pustkę. Przez jej ton przebijała się również troska, taka, którą niekoniecznie witało się z otwartymi ramionami, ale w której dawało się wyczuć raczej uczciwe intencje. – Wiem, że i tak jestem dla nich tylko przydatna. – W końcu kto inny miałby powód aby przygarniać ją pod skrzydła? W tym momencie i tak czuła się jak puszczony ster, którego nikt nie łapał więc kręcił się bez końca – ni to kobieta, nie to mężczyzna, ani Bartius ani Wellers, w pełni nie poślubiona ani morzu, ani ziemi, u boku bliskich, ale samotna, obdarzana zaufaniem ale jednak ograniczonym.
Pochyliła się z zainteresowaniem w kierunku meridianu, podnosząc go i warząc w dłoni. Widywała je już wcześniej, nie miała jednak okazji skorzystać z żadnego z nich i może to i lepiej? Nigdy nie było wiadomo co trzymasz na targu w Tianjinie, ten jednak był przygotowany przez osobę sprawdzoną, co dodawało jej pewnej otuchy. Podniosła go nawet wyżej, pozwalając aby refleksy światła odbiły się bardziej na jego powierzchni, dopiero opuszczając kamień kiedy spojrzeć miała na niego na nowo.
- Yyyyyh… - Nie lubiła o tym mówić, ale było to jak zdejmowanie bandażu, bolesne i mało przyjemne. – Chodzi o zrobienie coś z tym. – Dłonią wskazała na siebie, przerzucając jeszcze meridian z ręki do ręki. – Wiem że…od dawna mam problemy z wiesz…rzucaniem się na innych. I to nawet wtedy jak wiem, że ktoś coś robi złego, to jasne, chcę pomóc, ale głównie myślę o tym jak ta osoba mnie irytuję i chcę jej coś zrobić. – Zamilkła, nie wiedząc, czy jest jasnym do czego zmierza.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Gabinet Hectora Vale III [odnośnik]24.08.22 1:30
Spodziewał się, że będzie zdenerwowana tym spotkaniem, ale nie, że aż tak.
-Tha... - wyrwało mu się ze zdumieniem (strachem, protestem), gdy regał poleciał na jej ramię, ale na szczęście w porę przytrzymała półkę. Zebrała książki i odłożyła - chyba - na swoje miejsce. Gdyby byli na spotkaniu towarzyskim, natychmiast poderwałby się z miejsca i to sprawdził, ale był w pracy, zmusił się do pozostania za biurkiem. -Nic się nie stało. - uspokoił ją pośpiesznie. Do tych słów też się zmusił, ale przekonująco. Nie trzymał tu przecież zresztą najcenniejszych woluminów ani innych pamiątek, wiedział, że pacjenci bywają nerwowi. Nie zakładał tylko, że akurat Thalia okaże się zagrożeniem dla jego mebli - może sama martwiła się problemami z agresją, ale sam poznał ją przecież od dobrej strony. Ba, sądził nawet, że ich wcześniejsza znajomość złagodzi jej stres spowodowany wizytą u magipsychiatry, mogli w końcu sobie ufać, nie był zupełnie nieznajomy. Najwyraźniej się mylił - i przypomniał sobie z pokorą o tym, że nadmierny optymizm szkodzi, a ludzka skłonność do wstydu nigdy nie przestanie go zaskakiwać. Thalia chciała dziś porozmawiać o czymś poważnym, a zakłopotanie tematem najwyraźniej było na tyle silne, że odbijało się w jej wszystkich gestach. I słowach - te o keji wydały mu się próbą zmiany tematu, przyjął je więc z łagodnym uśmiechem i uprzejmym milczeniem. W gabinecie kontekst ich znajomości się zmienił (choć tylko na chwilę, dopóki nie zakończą formalnie wizyty), nie powinni się zatem rozpraszać.
-Wiem, że nie muszę. - zażartował niechętnie z braku manier, nigdy nie żartował z pacjentów. Wellers znał jednak wcześniej i nie mógł tak po prostu zmienić tonu ich znajomości na zupełnie poważny, to byłoby nienaturalne. -Po prostu ten gabinet - te wizyty, ale dobierał słowa łagodnie, chwilowo obarczając wnętrze - a nie kontekst sytuacji - winą za humory pacjentów. -działa na ludzi tak, że czasem próbują tu być kimś innym. Nie musisz, cel wizyty to przecież dotarcie do sedna o sobie. - uspokoił Thalię. Z ciekawością zarejestrował, że jednak zdecydowała się usiąść - chciała się uspokoić, czy też udawała kogoś innego, kogoś, kto nie był żywym srebrem?
-Nieodpowiednia? - powtórzył za nią jak echo, starannie modułując głos w zdziwienie. Nawet jeśli dla niej rozmowa o ich rodzinach była jeszcze towarzyskim wstępem do terapii, to dla niego już nie. Był w pracy i był czujny odkąd przestąpiła próg, a ten dobór słów był przecież wskazówką. Zanotował to w pamięci, potem zapisze to na kartce. Nieodpowiednia, czy takie poczucie ją trapiło? Nie tylko w kontekście ich znajomości, a ogółem? -Skąd akurat taki dobór słów, zwłaszcza w kontekście naszych rodzin? - zapytał niby nienachalnie, ale tak, by nie stworzyć przestrzeni na uniknięcie odpowiedzi. -Niewiele osób myśli o sobie tylko w kategoriach... przydatności. - wyjaśnił łagodniej, choć był świadom własnej hipokryzji, gdy jej to wytykał. Też bał się przez całe życie, że jako kaleki syn na nic się ojcu nie przyda, że jedynie zawadza. Ale Anselm Vale zmarł, gdy Hector był bardzo młody i od tamtej pory usiłował nie myśleć o podobnych obawach. Budował przecież teraz własne życie.
Chwila pauzy dała mu czas na przyjrzenie się Thalii - wyglądała na trochę bardziej zmęczoną niż zwykle - ale nie przyniosła klarownych odpowiedzi. Uczyniły to dopiero jej słowa, ale choć domyślał się skrytego za nimi drugiego dna, to pozostawały wymijające - tak jakby bała się sprecyzować, co dokładnie ma na myśli.
Nawet jeśli się domyślał, na razie chciał ją ośmielić. Najważniejsze, by pacjent sam był w stanie nazwać własny problem - to działało efektowniej, niż gdy Hector wydawał wyroki za innych.
-Z czym? - zapytał, gdy wskazała na siebie, pozorując ignorancję. -Co masz na myśli przez rzucanie się na innych? Słowa czy czyny? Jakie? - drążył dalej, obserwując ją uważnie. Gotów przestać, jeśli przekroczy granice. Nawet jeśli ją znał i domyślał się odpowiedzi, to chciał usłyszeć je od niej. Przekonać się, z jaka mimiką i jakim tonem o tym opowiada. -Co chciałabyś zrobić osobom, które cię irytują? Myślę, że wszyscy mamy takie myśli, czasem. Zdajesz sobie sprawę, że same emocje nie zależą od naszej wolnej woli? Odpowiedzialność spada na nas dopiero, gdy decydujemy, co z nimi zrobić.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Gabinet Hectora Vale III
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach