Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Główne ognisko   26.09.15 22:23

First topic message reminder :

Główne ognisko

Stos beli otoczony kamieniami na piasku jest miejscem, w którym co roku na cały tydzień rozpala się jedno z największych ognisk w Anglii  - podczas otwarcia organizowanego przez rodzinę Prewettów tygodniowego festiwalu celebrującego lato, miłość oraz płodność natury. Celebracje w tym okresie rozpoczynają się wieczorami i trwają aż do białego rana. W okół ogniska odbywają się nieskrępowane tańce; bose stopy, zwiewne stroje, podczas święta każdemu wolno więcej. Przy głównym ognisku śpiewają najwięksi artyści, przypominając słowa dawno zapomnianych irlandzkich ballad. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   24.11.15 1:15

Nie dziwiła się, czemu Tristan miał tak wielkie powodzenia, gdy uczyli się - jeszcze w murach Beauxbatons. Nie bez przyczyny "przykleiła" mu przezwisko Don Juan de Rosier... Miała nieodparte wrażenie, że to on - miał w sobie jakiś pierwiastek, zarezerwowany dla wili, choć w absolutnie męskim wykonaniu. Przenikliwe spojrzenie, które zaglądało..głębiej, niż ktokolwiek przypuszczał, miało w tym swój duży udział. I nieodmiennie - robił wrażenie, choć...jak zwykle też, pozostawało to w kręgach aspektów, które fascynacja nie obejmowała jej serca. Do tego zapewne - zdążył się przyzwyczaić, choć dziś - brakowało jej wesołej iskry, którą miał w zwyczaju ją obdarzać. Czy i jego dosięgła jakaś strzała, nie znając, co za łucznik ją posłał? Tak niedawne wydarzenia i spotkania powinny ją utwierdzić, że każda z barwnych historii i jej wspomnieniowych bohaterów - ma swoje demony, które - dziwnym trafem atakowały w najmniej spodziewanych chwilach.
Teoretycznie - powinna z pogardą spoglądać na każdego Rosiera. Rodowa wręcz niechęć, udzieliła się nawet jej ojcu, choć - ten miał ku temu nieco inne powody, niż pozostali członkowie rodu Carrow. Inara - niczym czarna owieczka, obdarzyła przyjaźnią nie tylko Tristana, ale...wszystkie jego siostry, nic sobie nie robiąc z rodzinnych waśni. Wolała patrzeć na inne aspekty, niż ustalone z góry zasady, albo może...po prostu lubiła działać im wbrew?
Żaden z jej aktualnych towarzyszy nie zaprotestował, gdy z dłonią ujęta przez Rosiera, powędrowała ku płonącym jasno ogniskom. Kiedy ostatnio słyszała te melodię? wolno przenikająca przez ciało, nadając spokojny rytm ich gestom. Przyglądała się twarzy mężczyzny, jak zwykle - nieco bezczelnie wyszukując wskazówek w ciemnych oczach.  
- Nie wiem, czy dobrą odpowiedzią będzie, że i w Tobie nie dostrzegam zmian...a jednak, byłabym niesprawiedliwa wobec własnego osądu - słowa tak płynnie wydobyły się z jej ust, kreśląc zdanie, które - od razu nasunęło się do myśli. Tristan wahał się, szukając odpowiednich słów i..chyba zapominając, z jaką łatwością kiedyś rozmawiali. A może było to tylko wrażenie, niesione - wciąż figlarnym wiatrem, starającym się na nowo wyrwać z jej ręki chustę? - wiele, na lepsze - dodała jeszcze, wkładając w każdy wyraz leciutką złośliwość, ale i ukryte pytanie. Czy powinna rozmawiać tak ze szlachcicem? Szczególnie spotkanym po tylu latach?
- W pewnym sensie zostałam, nawet teraz tam jestem - uśmiechnęła się blado z odrobiną tęsknoty, której nie potrafiła ukryć. Kochała to miasto i - gdyby nie ojciec i złożona mu obietnica - zapewne nadal zwiedzałaby Paryskie dwory, czy podróżowała do kolejnych krajów - ...więc  pewna doza halucynacji mogłaby się znaleźć - kontynuowała już rozbawiona -..ale wtedy musiałabym się zastanowić, czemu te wizje dotyczą nas tańczących przy ognisku - zakończyła lekko, pozwalając, by jej sylwetka obróciła się w takt melodii i dłoni, które nią kierowały.
- Od miesiąca ...- na jedną chwilę zmarszczyła brwi, próbując przypomnieć sobie swój przyjazd - chyba tylko kilka dni przez meczem, gdy tak spektakularnie zdobyłeś znicz...- zawiesiła głos, odchylając głowę na bok, powodując tym samym zsunięcie kilku zabłąkanych pasm włosów, opadających luźno na ramiona - i tak szybko popsułeś zabawę pozostałym graczom - w pewien sposób, próbowała wywołać w tych źrenicach jakieś poruszenie, coś, co dawniej - tak błyszczało, głosząc swoją niepodważalną i żywą obecność - a Ty, od dawna jesteś w Londynie? Za jakim aniołem teraz podążasz? - pytania zawisły w powietrzu, jakby urzeczone sceną, ciemniejącego nieba, na które - zamiast gwiazd, pojawiały się płomienne iskry, niezmiennie próbujące dosięgnąć sklepienia. Trochę, jak jej własne ideały.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 03.12.15 20:20, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   03.12.15 2:00

Zwinne ruchy Inary nad ogniskiem, jej zwiewna sukienka kołysana podmuchami wiatru; taką ją pamiętał - dziewczęcą, radosną i rozkosznie niewinną. Naprawdę tak niewiele się zmieniła? Los ją oszczędził, inaczej niż... niż kogo?  - niż większość? większość czarodziejów, których pamiętał z Beuxbatons, a których spotykał ostatnimi czasy po latach milczenia? jak zjawy, dzień po dniu napadające go demony przeszłości. Jak jej cień. Nie zwrócił już większej uwagi ani na Caesara, ani na Juliusa, kiedy Inara dała mu się porwać - z tą zjawą musiał się w końcu zmierzyć. Uśmiechnął się - tylko twarzą - na jej słowa, zmiany były aż tak widoczne? Dla kogoś innego pewnie nie, ale Inara... wciąż potrafiła bezbłędnie rozpoznać każdy błysk w oku, każdą zmianę, każde poruszenie. Była wrażliwą, pełną uczuć istotką, zbyt lekką w zderzeniu z tym brutalnym światem - zachowała w sobie tę iskrzącą magię, która swojego czasu ciągnęła go do niej tak mocno.
- Wszystko płynie  - Lecz byłbym ślepcem, gdybym cię nie poznał. Lecz byłbym głupcem, gdybym znów pozwolił ci odejść. Tristan był wyraźnie zagubiony, niegdyś pewny siebie, odważnie, teraz unikał nawet spojrzenia jej oczu. Na swój sposób chyba już pogrzebał tę dziewczynę, tak jak pogrzebał Marianne, ale doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że nie chciał się od niej oddalać. Prowokacyjne wyznanie tylko przypomniało mu o dawnych czasach, kiedy, drocząc się jeszcze jako dzieci, po raz kolejny odrzucała jego zaloty. Płonące ognisko zabrało go do świata, który zostawił za sobą dziesięć długich lat temu. - To możliwe? - zapytał w końcu, unosząc ku niej wzrok, gdzieś błysnęła stara iskra - choć bledsza, to wciąż zadziorna. Jego usta wciąż nie potrafiły się jednak uśmiechnąć. Tacy jak ona nie musieli się zmieniać, takim jak ona życzyło się pozostać jak najdłużej sobą. Uniósł lekko jej dłoń, pozwalając jej obrócić się wokół siebie, była w tym sentymentalnym tańcu delikatna jak nocny motyl. Powiew wiatru... niosący ze sobą fragmenty przeszłości, te bolesne - i te wzruszające również. Skinął głową, nie ona jedna tęskniła za Francją, ten kraj miał w sobie czar, od którego daleka była deszczowa Anglia. A jednak, tutaj było jego - ich? - miejsce, spętanych kajdanami błękitnej krwi, więźniów konwenansów.
- Może to projekcja, nie halucynacja? - odparł nieco swobodniej, zbierając resztki utraconego animuszu. - Może jesteśmy tam, gdzie chcemy być - dodał szeptem, nachylając się na dziewczyną - mimo potężnej skorupy, którą się otulił, mimo zbyt wysokiego muru, który zewsząd go otaczał... czy gdzieś podświadomie nie chciał powrócić do tego świata, w krainę dawnych wspomnień? Cofał się, jak oparzony - uciekał przed przeszłością - lecz czy w jego zachowaniu, oprócz rozpaczy, tkwiła choć krztyna zdrowego rozsądku? Szaleństwo, szaleństwem jesteśmy ty i ja, tutaj, razem. Szaleństwem były te zbyt śmiałe słowa, ale przecież takim właśnie go poznała.
- Żałuję, że nie mogliśmy wtedy wymienić choć kilku słów - odparł po chwili, kącik jego ust wygiął się mocniej, subtelnie połechtany komplementem. Pod tym względem wiele się nie zmienił - lubił wygrywać, w jego źrenicach błysnął cień dawnego jego. - Zjawiłaś się znikąd, kiedy byliśmy już prawie w powietrzu... - Powiódł spojrzeniem po jej twarzy, oświetlonej ciepłymi płomieniami ogniska, z czymś pomiędzy niedowierzaniem a sentymentem. Znikąd, zupełnie jak teraz. - Wybacz ten nietakt, przeze mnie nie miałaś nawet okazji dobrze rozprostować kości - Wyraz jego twarzy nijak nie okazywał skruchy, pomimo szarmanckiego ukłonu.
- Niedługo po szkole wróciłem do rodziny, do Dover - odparł w końcu, bez pośpiechu. - Z tamtejszych klifów widać brzeg Francji, powinnaś kiedyś zobaczyć. Ale chętnie pomogę ci też przypomnieć sobie, jak wygląda Londyn, jeśli już nie pamiętasz - Mogąc z nią wreszcie pomówić, nieuchwytną jak wiatr, nie mógł zbyt łatwo pozwolić jej odejść. Uśmiechnął się - szczerzej? - kiedy zapytała o anioła, niechętnie pokręcił głową. Nie mówmy o tym, Inaro, nie teraz. "Zaręczyłem się" brzmi tak jakoś okrutnie. Mam narzeczoną i jestem sam jak nigdy dotąd. - Co zdołało cię ściągnąć z powrotem do Anglii? - I jak to możliwe, że udało ci się pozostać panną Carrow?





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   04.12.15 17:07

Na przekór i wbrew.
Nie pamiętała ile razy już to sobie powtarzała. Nie wiedziała, ile z tych formułowanych myśli ulokowało się w słowach. Nieodmiennie nadawano jej obraz nieskażonej pełzającym, arystokratycznym cieniem, który przybierał kolor błękitnej krwi. Naprawdę była tak naiwna, jak wielu twierdziło, czy może nie pozwoliła (broniła się?), by pulsująca i - nawet kusząca czasem ciemność - wdarła się do jej duszy? Jaka była prawda?
Obserwowała przez ostatni miesiąc dziką wręcz tendencję do znikania. Spotykani czarodzieje, zerkające na nią czarownice, wydawali się wtapiać w mgliste ulice, niczym cienie osób, którymi być przestawali. Nawet - jeśli nienaganne stroje, albo gniewne oblicza, próbowały przywrócić im właściwy obraz - w oczach Inary - wciąż się rozmywali, niczym zalewane wodą obrazy. Może naiwnie, wierzyła, że da się wszystko odtworzyć, przywrócić im dawne barwy, kontury i..spojrzenia. Nie znikaj Tristanie. Przynajmniej przez tych kilka chwil, zanim płomienie ognisk nie zgasną.
- Panta rhei - powtórzyła, korzystając z języka tak starego, że wydawał się równie odległy, jak - w tej chwili - zaprzątające ją problemy. Czy rzeczywiście skazani byli na ciągłe stawanie się, czy nie było żadnej stałej podpory, dzięki której nie tak łatwo się utopić w przeszłości? - ..ale i tak wchodzimy do tej samej rzeki - i ty Tristanie jesteś tym samym, który wierszem próbował złapać jej uwagę, tym samym, który ścigał się z siostrami, tym samym, który uderzył złośliwego gbura, który zaczepił Inarę na korytarzu. Gentleman w każdym calu, a jednak przesiąknięty nicością, zalegającą nawet na uśmiechu, któremu nie pozwalał dotknąć oczu - widać doskonałość może wzrastać - kontynuowała wesoło, z nieblednącą niepokorną nutą, pozwalając mu utkwić na sobie wzrok. Chociaż tak bardzo starsi byli, niż gdy właściwie codziennie widywali się w szkole, pewna nieruchoma, wspomnieniowa wstęga utrwaliła obraz, który sobą prezentowali. Niczym wyrwana kartka  z jej pamiętnika.
Czy Londyn był jej miejscem? Możliwe, że zbyt tęsknie wracała do kraju, który ją wychował, może - zbyt pochopnie odrzucała oferowane przez Brytanię ramiona, które niedługo, rzeczywiście miały się upomnieć o jej szlacheckie powinności (więzy?).
- Projekcja będzie więc odbiciem rzeczywistości...której pragniemy? - podjęła tonem, którym..czasem podjudzała swoich rozmówców do rozwinięcia myśli. Drgnęła nieznacznie, gdy się nachylił wywołując swoim głosem dreszcz, a znikając pozostawił po sobie wibrujący ślad, który..nieświadomie, przywołał obraz zupełnie innych oczu, których tęczówki skrzyły się zielenią - czyli wiesz, czego chcesz Tristanie? - oderwała się od wspomnienia, by utkwić spojrzenie w ciemnych, jak noc, oczach szlachcica. Usta przyoblekła w uśmiech, w którym nie było nagany. Lubiła tę śmiałość, czasem tak chwiejnie balansującą na granicy konwenansów, dodając tym samym - jeszcze większą świadomość, że nie karmił jej fałszywą uprzejmością.
- Widać, to dzisiaj mieliśmy rozmawiać, pozostawiając na tamtym meczu tylko zapowiedź i przypomnienie. A słowa...zapewne i tak padło ich wiele, choć - mniej werbalną drogą - nie spuszczała z niego wzroku, jakby podsuwając mu odpowiedź i pozwalając ustom na poruszeniem, gdy kąciki wciąż drgały w uśmiechu. Dawna iskra zalśniła w źrenicach mężczyzny i - miała nadzieje, przywołać ją jeszcze tego wieczoru - Widać wiatr wiedział, kiedy mnie do was przygnać - zaśmiała się pewniej, wspominając nagłą decyzję o uczestnictwie w meczu - przynajmniej rozprostowałam skrzydła - mrugnęła dygając wdzięcznie, ale i w jej geście brakowało śladu nagany. Czemuż miała gniewać się za zasłużone zwycięstwo?
- Sądzę, że pojawię się szybciej, niż byś się spodziewał - odparła, mając w pamięci słowa Druelli. Chciała się z nią spotkać...tak, jak z pozostałymi siostrami Rosier. Cicha radosna nić plącze się, gdy w końcu dostrzega ten uśmiech - i przypomnę ci o twoich słowach, żebyś nie czuł się bezpiecznie z rzucanymi obietnicami, bo Londyn...aktualnie odtwarzam na wspomnieniowych rysunkach, choć..wydaje się inny, jak go pamiętam - zamilkła na chwilę, gdy na powrót sięgają go cienie. Brak odpowiedzi, też jest odpowiedzią Tristanie. Widać jest anioł, który na dłużej wymkną się z twoich dłoni, a mimo to..wciąż go próbujesz odnaleźć. Nie pytała więcej, pozornie zapominając, że w ogóle cokolwiek o tym mówiła - ojciec - westchnienie, które wymknęło się z jej warg, nie było zwyczajne. W końcu...to Adrien był jedyną do tej pory osobą, która potrafiła ją zawrócić - dokądkolwiek by nie zmierzała. Kochała go i z tym nie mogła nawet walczyć. A jeszcze w czerwcu była daleko od Londynu, od jego deszczowych uroków i osób, których więcej by nie spotkała - za długo nie mogłam mu pozwolić, by sam zmagał się z kuzynostwem - dodała, układając chaos, który przed momentem zburzył jej uśmiech.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   05.12.15 14:47

Należała do kobiet, które udowadniały, jak mylną nomenklaturą było w ich świecie nazywanie kobiet czarownicami - Inara była czarodziejką, prawdziwą czarodziejką. Z łatwością przenikała ludzie dusze, wychwytując ze spojrzeń emocje, których nie rozczytałby nikt inny, z łatwością, zdawało mu się, czytała z niego - tak jak kiedyś, tak jak w czasach szkolnych... magiczna aura unosząca się wokół tego spotkania była jak sen, daleki od rzeczywistości, bliski marzeniom - może rzeczywiście tylko śnili? Jej rozmyta sylwetka zniknęła dawno temu, a teraz znów dla Tristana zaczynała nabierać kształtów - była tutaj, była tuż obok, jej dotyk wciąż był równie ciepły, jak jej dziewczęcy uśmiech. Czy dało się ten obraz zatrzymać na dłużej? Nie wiedział, czy potrafiliby rozmawiać tak jak kiedyś, pomimo doświadczeń, pomimo przeszłości... pomimo niewątpliwie dzielących ich różnic? Tristan nie tonął w wodzie, tonął w sztormie - sztormie popełnionych błędów i lekkomyślnie podjętych decyzji. Jestem dziś złym człowiekiem, Inaro.
- Ponoć istnieje rzeka, która czasem zmienia swój bieg - odparł na jej słowa, z wahaniem, po dłuższej chwili drażniącej ciszy. - Czy wtedy wciąż jest tą samą? - Kiedyś dzieci, dziś dorośli, jak bardzo zagubili się w tym dorosłym świecie? jak bardzo porzucili już siebie z lat dziecinnych? Czy da się stać całkiem inną osobą w przeciągu zaledwie kilku lat, całkiem porzucić dawnego siebie? Tristan wypierał z pamięci szczęśliwe dzieciństwo, uciekał od wspomnień, obawiając się, że kiedyś go dopadną - nie chciał ich. Krwawe wspomnienie zamordowanej Marianne przyćmiło wszystko, co istniało kiedyś. Postawiło chłodny, wysoki mur pomiędzy nim z przeszłości, a nim z dzisiaj. Inara wydała mu się teraz cudowną przewodniczką pomiędzy tymi dwoma światami, z którą to zetknięcie... jednak nie bolało tak mocno. Zjawą, kuszącą jak zawsze, a jednak - budzącą niepokój, Tristan bał się zderzenia z kształtem dawnego siebie. Skinął głową, nietaktem - i nieprawdą - byłoby przeczyć jej doskonałości, namolnością - ciągnąc komplementy. Ta urocza, pewna siebie istotka, rozbudziła w nim sentyment, przed którym tak mocno się bronił.
- Czyli niczym innym jak iluzją i kłamstwem - odparł prowokacją na jej prowokację, chcąc i ją pociągnąć za język, mimo upływu lat - znał ją przecież dobrze. Dawno temu przestał wierzyć w świat zgodny z pragnieniami. Wszystkie jego dawne marzenia prysnęły - jak mydlane bańki - a każde pragnienie uciekało z gracją płynącego przez powietrze motyla. Nigdy nie wiedział, czego chciał, a to, czego był pewien, było już niemożliwe. - Znasz kogokolwiek, kto wie? - wymijająco, ale odpowiedział, pytając o to samo - choć mniej wprost. Inara podróżowała, trzymała się z daleka od deszczowej Anglii; czy nie uciekała również? Wszyscy uciekamy. Wszyscy się gubimy, a odnaleźć siebie - i swoje pragnienia - wcale nie jest łatwo.
- Widać wciąż potrafimy porozumiewać się bez słów - odparł, pół żartem pół serio, znów balansując na granicy tego, co powinien, a tego, czego mu nie wolno. Lecz obok płonęło coroczne ognisko święta lata, czy w jego blasku nie wolno im było... więcej? w innych okolicznościach winien się zainteresować, czy nadmierną śmiałością nie naraża reputacji lady Carrow na szwank - ale nad ogniskiem... Tylko pół żartem, bo Inara miała magiczną zdolność rozumienia ludzi i czucia emocji; naturalnie - bez tego nie byłaby Carrowem, bez tego nie byłaby doskonałą zaklinaczką koni. - Wiatr zawsze wie - przytaknął. - Pewnie dzisiaj poprowadził mnie ten sam. - Ile tych przypadkowych spotkań już było, Inaro? - Nie miałem okazji pogratulować ci występu na konkursie. - W końcu sam udział w nim był zaszczytem, jej eliksir znalazł się gdzieś pośrodku stawki. Porównując jej doświadczenie z doświadczeniem innych uczestników, a zwłaszcza zwycięzcy - i tak świetnie poradziła sobie z zadaniem. Znów umknęła mu wtedy w tłumie, u boku opiekuńczego ojca.  
- Na to liczę - zapewnił ją, choć rodowy dom w istocie świecił już pustką. Częściej sypiał już w dworku, który niebawem, po ślubie, dostać miał na własność, Druella zniknęła stamtąd już dawno temu. A Marianne była cieniem. Niewidzialnym duchem tego miejsca. Panta rhei, Inaro, Londyn też płynie. Nie było nas tutaj, kiedy trwała wojna, ani ta mugolska, ani ta nasza, związana z Grindelwaldem. Miasta też mogą przeżywać, miasta też mają prawo do posiadania blizn. - Czas przekuć wspomnienia w realne przeżycia, ile można żyć ułudą? Rysunki o wiele lepiej oddadzą piękno Londynu malowane na miejscu. A ja z przyjemnością dotrzymam ci towarzystwa  - Nawet nie pytał - przecież wiedział, że ona również tego chciała. Nawet nie pytał - teraz już nie mógł dać jej tak po prostu odejść.
- Miałem pytać, czy nie czai się gdzieś w pobliżu - pamiętał, jak zapalczywie dopingował córkę na zawodach alchemików. Miał nadzieję, że nie przypłaci tego tańca drętwotą rzuconą w plecy; czynił wobec Inary wyjątek w swej rodowej niechęci, lecz - ze wzajemnością zresztą - nie potrafił przenieść go na większą część jej rodziny, nawet tej najbliższej. - Cieszę się, że cię tu sprowadził - wyznał szybciej, niż pomyślał - czy jego wewnętrzna batalia pomiędzy tęsknotą a strachem nagle ucichła? Widać nawet Adrien Carrow potrafił podjąć rozsądna decyzję. - Choć zmagań z kuzynostwem nie zazdroszczę - Nie powstrzymał się przed lichą uszczypliwością, jego niechęć wszak dla nikogo, ani dla Inary, ani dla jej kuzynów, tajemnicą nie była.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   10.12.15 14:56

Toczące się koło zdarzeń powoli rozpędzało się...w nieznany Inarze celu. Niby układanka, której elementy powoli zapełniały obraz, jednak wciąż pozostawiając puste miejsca. Ślady stóp i dłoni, spojrzeń i uśmiechów, czy zderzających się ze sobą osób, spotkań i łez. Konstrukcja misterna i skomplikowana, w której - ciężko doliczyć się wplatanego sensu. A podobno przecież - był. Nawet ta wartko płynąca rzeka, chwytająca w srebrzystą toń kolejne krople. Płyniesz w tej rzece Tristanie. Nawet jeśli widzisz przed sobą spienioną falę burzy. Zawsze potrafiłeś się przez nią przedrzeć. Ile razy bym ci się nie przyglądała, tyle razy burzyłeś płomieniem swoje burze...czy teraz zapomniałeś? Czy wpatrujesz się w jej moc, czekając nieruchomo, aż duszące fale zakryją wszystko?.
Alchemiczka nie próbowała żyć przeszłością, choć ta - i o nią upomina się co jakiś czas. jednak każdy, kogo poznała, każdy kogo naznaczyła swoim uśmiechem - nie należał do przeszłości, lokując ich pośrodku teraźniejszej rzeczywistości. Zupełnie jak przeglądana książka. Choć kolejne kratki były przewracane, mimo upływu czasu, rozmazanych liter - treść pozostanie tą samą. Nawet - jeśli się o niej zapominało.
- Tak - odezwała się bez wahania, zupełnie, jakby odpowiedź była bardziej oczywista, niż samo pytanie - wody mogą się zmieniać, ale rzeka wciąż pozostanie tą samą - odchyliła głowę, jakby w zamyśleniu, szukając słów, które płynniej określą ukrytą treść - trochę, jak z fortepianem - zaczęła, na powrót odwracając lica, by uchwycić spojrzenie, które zerwała - czy melodie, które dzięki niemu powstają, od tych radosnych, poprzez melancholijne..sprawią, że będzie to inny fortepian? Można wciskać kolejne klawisze, rożne tony, odmienne melodie, ale wciąż pozostanie tym samym - kontynuowała, od czasu do czasu tylko zakrywając oczy kotarą rzęs - albo...- usta wygięły się wesoło - czy jeśli..królik wypije wodę, czy...zje sałatę...przestanie być królikiem? Przecież wchłonął coś zupełnie od siebie odmiennego... - usta rozchyliły się już figlarnie - jedność istnienia Tristanie - niezależnie ile wody przepłynie i jak wiele będzie w niej obcej toni, będziemy tymi samymi. Nawet..jeśli niektóre krople mogą zatruć...- westchnęła, zamykając usta, zdając sobie sprawę, jak za wiele mogła powiedzieć. Jednak - przecież, tak kiedyś rozmawiali, sięgając najdalszych zakamarków wiedzy, tocząc niekończące się refleksje, które najczęściej - nie znajdowały finału. Albo może - odnajdowali go w samym procesie tych rozmów? Ileż razy później pakowali się w kłopot, by sprawdzić teorie, które wysnuli? Kuszeni tajemnicami tak samych murów szkoły, jak wędrujących po niej postaci, czy duchów. Nawet jeśli Tristan wierzył, że ten dawny on przepadł pod toczącymi go mrokami, to potrafiła odczytać głos, który ją przywołał, poprowadził i wywołał naturalną, dawną reakcję jej oblicza. Znam cię Tristanie - zdawały się mówić jej oczy, nie była tylko pewna, ile sam rzeczony z nich wyczyta.
- Skoro w to uwierzyłeś... - odpowiedziała unosząc brwi wyżej, tym samym nie pozwalając pytaniem odbić wypowiedź w jej stronę, a jednocześnie tak wiele mówiąc i Inarowym podejściu. Choć tak wielu uzna to za zwykłą naiwność, czarnowłosa czarownica była przekonana, że można żyć w zgodzie z pragnieniami, nawet jeśli coś działa przeciwko im. Oczywiście zakładała swoją omylność...przynajmniej w kwestii wyboru pragnień. Nie mogła przecież poddawać się każdemu, który witały w jej głowie, niby niesforne elfy - Każdy - raz jeszcze uniosła ciemne brwi, sygnalizując pewne zaskoczenie - ..choć nie zawsze potrafimy je właściwie odczytać - trochę jak zamknięci w ciemnościach więźniowie, szukając po omacku źródła nikłego światła, które tak mocno wabi.
- Widać pewne rzeczy się nie zmieniają - tak oczywiste nawiązanie do czasów, które minęły. Do wibrującej od niedopowiedzeń relacji, balansujących zawsze gdzieś na granicy. Wciąż wodzisz na pokuszenie Tristanie, a ja nieodmiennie będę ci się opierać - widać z wiatrem też umiemy rozmawiać, albo...umiemy słuchać - a to dobry znak. Jeśli jeszcze pozwalamy dobrym podszeptom prowadzić się ścieżkami, których nawet nie jesteśmy pewni lub wywołują w nas lęk - Wszystko przez bez - zaśmiałam się na gratulacje - i wszystko dzięki niemu - jak zwykle, wygięła usta, wplatając w swoje słowa znamiona radości. Konkurs alchemiczny wspominała z dziwną tęsknotą. nawet, jeśli nie udało jej się wygrać, pamiętała wręcz upajający zapach bzu i ten jeden maleńki kwiatek, który zaplatał się w jej włosy, a potem wpadł do kociołka. Czy był w tym jakiś znak? czy może zwykła drobnostka? - Dziękuję Tristanie - Nie zapytała, dla kogo przyszedł, choć intuicja mówiła, że był ktoś. Jego anioł?
Blizny miał każdy, tego była pewna. Jednych dręczyły, wciąż targając do przeszłości, inni...radzili sobie inaczej. Tyle wyborów i sposobów, ile samych zranionych.
- To nadal będzie ten sam Londyn, choć użyje innych farb - mimowolnie nawiązała do początku ich rozmowy - i nie wiem czy pamiętasz, ale zawsze bardziej interesowali mnie ludzie. Mój Londyn wciąż pozostanie wyrysowany w twarzach..które odzwierciedlam na kartkach...twoja też tam jest, chyba ją mi nawet kiedyś zabrałeś z rysunkiem - oczywiście, że Tristan znalazł się w jej malunkach. Jak mogło być inaczej? - ..tym bardziej twoje towarzystwo będzie mi miłe, jak mi nie skradniesz kolejnego - zamrugała wesoło, odchylając jednocześnie usta w udawanej formie nagany, który zaraz wrócił do naturalnego dla Inary wyrazu. Pełgające ogniki w jej oczach wciąż nie ustępowały miejsca innym emocjom.
- Gdybym nie wiedziała, że dziś pracuje, to sama bym się nad tym zastanawiała - parsknęła prawie. Adrien czasami miał zaskakujące pomysły i nie sadziła by odpuścił okazji, gdyby wiedział, że jego córka będzie dziś tańczyła z tym Rosierem - ja chyba też, nawet jeśli kuzynostwo mi w tym czasem przeszkadza - odpowiedziała po chwili, gdy wargi umilkły od śmiechu. Niespodziewanie odkrywała silne wyznaczniki dobrej decyzji, jaka podjęła. Nie oczekiwała, że wszystko będzie toczyło się tak, jak sobie to zaplanowała, ale...coś, ją tu przywołało, głosem, który należał nie tylko do jej ojca.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   29.12.15 4:12

Uśmiechnął się - krótko, nieszczerze; już od dawna w to nie wierzył. Nie potrafił odnaleźć dawnego siebie - tego, którego znała, tego, którym był jako dziecko - i mimo najszczerszych starań nie potrafił ku sobie przywołać jego myśli, uczuć i wewnętrznych rozterek; zanim zmarła Marianne, zanim poznano go z Tomem Riddle, zanim zanurzył się w bezkresach najmroczniejszej ze sztuk, zanim z rozpaczy za siostrą sięgnął po straszliwą czarną magię. I choć kolejne przykłady wypowiadane przez Inarę miały sens i brzmiały przekonująco, to Tristan nie potrafił przekonać samego siebie, że naprawdę je czuł - bo nie czuł. Czuł się zagubiony. Zatopiony.
- Czy raz zepsuty fortepian zagra po naprawie tę samą melodię?  - odparł, odnajdując jej spojrzenie pod tą jak zawsze kuszącą kurtyną czarnych rzęs; jedno się nie zmieniło, wciąż lubił z nią rozmawiać. Po prostu, rozmawiać. - Czy otruty i martwy królik to ten sam, co jeszcze żywy? - Choć nie uciekał spojrzeniem od jej źrenic, wydać się musiał nieobecny; okręcił delikatnie towarzyszkę, wyginając usta w uśmiechu, przez który jednak wciąż mocniej od szczęścia przebijał się smutek. - Nie wiem, jaką jadasz sałatę, Inaro - odparł, lekko rozbawionym tonem. - Ale cieszę się, że wciąż tą samą. - Nawet, jeśli dojrzalszą. I choć w istocie rozpoznał jej dawne spojrzenie, nie potrafił odpowiedzieć podobnym  - tylko jej się wydawało, że go znała, a przynajmniej przy tym Tristan się upierał - jak osioł. Tylko tak sądziła. Był już przecież innym, gorszym człowiekiem. Dużo gorszym. Zatrutym. Zatrutym, może jednak wciąż go znała? Nie podjął tematu, może go znała, a może mówiła o sobie   - tylko pozornie wydając mu się tą samą Inarą, co dziesięć lat temu. Może ją samą zatruło zmartwienie tak ponure, że nie mógłby nawet przypuścić. Może ona sama...
Tak bardzo mu jej brakowało, uświadamiał to sobie z każdą kolejną chwilą coraz mocniej. Ich wspólne rozmowy, rozważania; filozoficzne mądrości i wnioski stawiające kolejne pytania bez prostych odpowiedzi; ich gry pełne niedopowiedzeń i bezbrzeżnych rozterek, ich przeszłość była częścią ich, uciekać przed nią to jak uciekać przed własnym cieniem - można próbować... ale jak długo?
Melodia w tle cichła, Tristan trzymał już tylko dłoń Inary; tą, którą ją okręcił, z nijakim grymasem błąkającym się na jego twarzy; ni to z uśmiechem, ni ze smutkiem. Bliskość ognista przeganiała wieczorny chłód, a bliskość Inary... przywoływała ciepło, o którym już nie pamiętał. Do czasu jej spotkania trudno było mu dookreślić, jak wielką wyrwę pozostawił w nim brak tej dziewczyny, tymczasem teraz - dzisiaj, w tę magiczną noc - naprawdę stała tuż obok. Tuż, i trzymał ją za dłoń. Tak, Tristan nie potrafił odczytywać swoich pragnień; to była kolejna rzecz, która miała się nigdy nie zmienić.
Nie spotkał zbyt wielu ludzi, którzy naprawdę potrafiliby słuchać - poznał za to wielu, co do których był przekonany, że powiedzieliby, że potrafią, gdyby ich zapytać. Słuchać trzeba było chcieć, nie wystarczało słyszeć; a Inara... oprócz umiejętności słuchania posiadała jeszcze o wiele rzadszą umiejętność rozumienia. Nie śmiałby wydawać podobnych sądów o sobie, Tristan popełnił w życiu zbyt wiele błędów, by wciąż nie nauczyć się pokory - dlatego jedynie skinął głową, raz i drugi - gdy podziękowała za gratulacje.  Wpatrywał się w nią tylko, wciąż z uśmiechem, który nie był do końca uśmiechem, kiedy zasługi i winę zrzuciła na bez. Delikatnie wypuścił jej dłoń z tanecznego uścisku.
- Przekonasz się sama, kiedy zaczniesz malować, zbyt śmiało jest odbiegać myślami tak daleko do przodu - odparł, choć nic nie wskazywało na to, by rzeczywiście chciał ją upomnieć. - Pamiętam, Inaro, wyjątkowych rzeczy się nie zapomina - Od zawsze był pod wrażeniem jej talentu, bo i sztukę szczerze potrafił docenić od zawsze, zwłaszcza tę płynącą prosto od serca, tę emocjonalną. Malowani przez nią ludzie nie byli tylko ludźmi, byli historiami, emocjami, serenadami uczuć, skomplikowanych relacji i niepewnych gestów. Rozbawienie nader wyraźnie wstąpiło na jego twarz, gdy wspomniała o skradzionym rysunku. - Pokażę ci mnóstwo pięknych ludzi, których warto namalować - zapewnił ją więc, wciąż z rozbawieniem, tymczasem kłaniając się po dżentelmeńsku, w podziękowaniu za taniec.
- Nie dogadujecie się z kuzynostwem? - zapytał, prawdopodobnie po raz pierwszy tego wieczora mówiąc coś wprost; o tyle, o ile niechęć do Carrowów ze strony Tristana była w każdym calu naturalna, o tyle samo sygnalizowana przez Inarę wydała mu się przygnębiająca. Wciąż kierowała nim troska - choć w tej krótkiej wypowiedzi więcej było radości niż podobnych sygnałów.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   31.12.15 19:37

Ten sam i jednocześnie przeniknięty cieniem, który co chwilę pojawiał się nie tylko w oczach. Nawet mimo jej słów, uśmiechu, mrok tylko na chwilę znikał, by zaraz wysadzić czarne pazury głębiej, kradnąc uśmiech, pozostawiając tylko uniesione kąciki warg. Boleśnie - wcale nie wesołe. Cóż się stało Tristanie? Gdzie to szarpiące cię źródło smutku? Powiesz mi?. Alchemiczka miała nieodparte wrażenie, że wciąż krąży gdzieś wokół tego smutku, tylko muskając jego powierzchnię, nie mogą dotrzeć do centrum. Widocznie, taniec nie był wystarczający, by zadać właściwe pytanie.
- Zagra, zdarza się, że nawet lepiej niż przed naprawą. Zależy od wprawy i naprawy lutnika - tylko...to nie Inara miała nim być. Choć dostrzegała, z intuicyjną podpowiedzią, że połamane części dawnego Tristana, z takim oporem unoszą się do góry, mogła jedynie obserwować  i wlewać światło, które choć docierały celu, znikały gdzieś dalej. Potrzebny był jego anioł, o którym nie chciał mówić. A może, może jednak mogła coś zrobić?
- Martwy...nie, chyba, że zignorujemy pierwiastek życia i przeniesiemy jego istnienie na inną płaszczyznę, ale inaczej - wszystko co żywe, nawet zatrute, zranione, czy zapomniane - pozostanie tym samym jestestwem - umilkła, gdy poddała się dłoni i obrotowi, niknącej powoli melodii - ..ale Ty jesteś żywy Tristanie - zatrzymała na jedną sekundę krok, tylko po to, by wypowiedzieć słowa i zaraz wrócić do taktu i rozbawienia, jakby nic innego się nie stało.
- W tym jestem uparta i ciężko zmienić moją dietę, choć - nawet u mnie pewne rzeczy się zmieniły - całkiem beztroskie zdanie, wiało pewna tajemnicą, choć - nawet sama Inara nie potrafiła zrozumieć, jak wiele było w tym prawdziwości. Choć zmiany - ledwie jeszcze widoczne, odrobinę tylko muskające inarową duszę - wciąż wzrastały, przewidując że i właścicielka je w końcu dostrzeże.
Coś się kończy, coś zaczyna.
W czasach szkolnych, wielu traktowało Tristana, jako typowego, poetyckiego kobieciarza, bez większej filozofii na życie. Jak bardzo się mylili...choć, sama określała go mianem Don Juana, w określeniu kryła się większa historia, przynajmniej jeśli ktoś znał źródła powstania postaci kryjącej się pod tym imieniem. Tristan, przesiąknięty tak często gubionym przez mężczyzn pierwiastkiem - siłą, wolą walki i wciąż wędrującą duszą, próbującą odkryć kolejne tajemnice i ...znaleźć spokój. Dziś ta wędrówka wydawał się wpaść w mroczniejsze sidła. Czy tak krucha dłoń alchemiczki, byłaby w stanie po niego sięgnąć? czy mogłaby choć wskazać mu kierunek? Pytanie odczuła wyraźniej, gdy ostatni takt piosenki zabrzmiała w jej uszach, a dłoń, do tej pory prowadząca ją w tańcu - odsunęła się.
- Już maluję - odpowiedziała powoli, gdy zacisnęła palce na drgającej materii chusty, przez chwilę zapomnianej - ale lubię zerknąć na horyzont, nawet jeśli jest odległy - zerknęła w dół, na swoje dłonie, teraz puste. Zaplotła je za sobą, a twarz ponownie uniosła do góry - to dobrze - krótka odpowiedź, której znaczenie pobrzmiewało w ciepłej tęsknocie. Swoje malunki zawsze tworzyła pod wpływem nagłego impulsu. Czasem, nawet nie zastanawiała się, co chciała przekazać przez kolejne stawiane kreski, zupełnie tak, jakby była prowadzona niewidzialna siłą, zawsze związaną z konkretną osobą, która urzekła jej nadwrażliwy umysł - jedną piękną osobę już widzę - mrugnęła ciemnymi rzęsami, z wracającą, figlarną nutą przekazu. odwzajemniła ukłon, wdzięcznie dygając. Nawet Inara nie zapomniała o tym kim była - damą, której wychowanie, nawet jeśli ulokowane w jej niepokornej duszy, odzywało się z całą gracją, na jaką było ją stać.
- Rodziny się nie wybiera - wygięła nieco krzywo usta - a czasem ciężko pogodzić wolę starszych z własną wizją i drogą, którą się podąża. Mogę ją wypełniać, ale trudno kazać sercu na zgodę - zerknęła w bok, stwierdzając, że obaj szlachcice zniknęli - ale nie jestem pewna, czy jeden taniec wystarczyłby, na dalsze opowieści, szczególnie, że chyba mignęła mi postać dziennikarki - wydęła usta ponownie. Już widziała piękne opisy, sugerujące Merlin wie co - pozwolisz więc, że zniknę, z nadzieją, że ten sam wiatr co dziś, przygna nas do siebie ponownie - i nie bacząc na otaczające je zgromadzenie, wciąż ujęta blaskiem płonącego ogniska, wspięła się na palce, by musnąć policzek Tristana i z umysłem pełnym pytań, z wciąż błąkającym się na ustach uśmiechem opuścić progi festiwalu miłości.
Coś się kończy, coś zaczyna.

zt i dziękuję Trisu <3





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Alchemiczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
5/35
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   27.05.18 16:14

| stąd

Uśmiechnęła się blado, przyjmując zaoferowane przez Anthony’ego ramię, i razem z nim zaczęła się przemieszczać w stronę ogniska. Pamiętała, gdzie było z poprzednich festiwali. Niewiele się tu zmieniało, pewne tradycje, jak wianki i tańce przy ognisku, pozostawały niezmienne. W minionych latach zapewne tak samo bawili się tu ich rodzice, dziadkowie i tak dalej, a Charlie mogła poczuć z nimi pewną więź, robiąc to samo, co oni za młodu. Matka kiedyś opowiadała jej, że ojciec za młodu złowił jej wianek, kiedy jeszcze była młodą dziewczyną, i robił to także kiedy już byli małżeństwem.
Ale wianek Charlie zazwyczaj tonął w morskich odmętach niezłowiony przez nikogo, choć raz zasadził się na niego jeden ze szkolnych kolegów, ale poza spędzeniem razem czasu przy ognisku nic z tego dalej nie wyszło. Teraz też nic nie wyjdzie, wręcz nie mogło, biorąc pod uwagę, że wywodzili się z tak innych stanów, ale mogli spędzić czas na przyjaznej rozmowie. Niczego więcej nie oczekiwała, nie należała do dziewcząt które robiłyby sobie nadzieje, że wyłowienie wianka musi coś oznaczać. Była rozsądna i racjonalna, nigdy też nie była typem naiwnej romantyczki, nawet jeśli nie brakowało jej kobiecej delikatności i wrażliwości.
Szli przez plażę, choć nie tylko oni kierowali się w stronę ognisk. Inne pary złożone z dziewcząt w wiankach i mężczyzn, którzy wyłowili je z morza, także tam szły.
- I tak nigdy nie przykładałam jakiejś wielkiej wagi do tej romantycznej otoczki, choć samą tradycję lubię. Lubię pleść wianki, nawet jeśli większość z tych, które robiłam na festiwalu, odpływała w siną dal niezłowiona – powiedziała; na jej buzi wciąż były widoczne leciutkie rumieńce, choć mniejsze niż chwilę temu. – Ale nie wyobrażam sobie, że mogłabym nie przyjść na festiwal i tego nie robić. To tradycja, i to wyjątkowo miła. Dobrze, że wciąż trwa, nawet w obecnych okolicznościach.
Zamyśliła się. Oby trwała jak najdłużej. Chciałaby pewnego dnia przyprowadzić tutaj swoje dzieci i zapoznać je z urokami Festiwalu Lata.
- Zrobiłam wtedy to, co należało, choć nie wiedziałam, czy ten przedmiot był groźny. Zaufałam intuicji, która nakazała mi zareagować i zmienić go w królika – dodała po chwili, nawiązując do tamtej sytuacji w magazynach, choć wtedy nie była świadoma że prawdopodobnie go uratowała, dopóki jej nie uświadomił, czym był przedmiot, którym wycelował w niego mugol.
Dotarli do ogniska. Udało im się znaleźć wolną przestrzeń, gdzie mogli ogrzać się w cieple bijącym od ognia. Anthony z pewnością potrzebował tego bardziej, bo Charlie moczyła w wodzie tylko stopy i łydki, a jej ubrania były suche.
- Teraz lepiej? – zapytała go.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
30
Szlachetna
Kawaler
Ти си сав мој бол
6
19
10
0
0
0
4
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   28.05.18 21:52

Niektóre tradycje się nie zmieniały, to trzeba było przyznać. I on pamiętał poprzednie festiwale, ale z czasów kiedy jeszcze był w Anglii i kiedy wszystko było znacznie szczęśliwsze. Być może dlatego dostrzegał obecnie pewne różnice, drobne, niemalże niezauważalne… ale trochę kłujące go w oczy. Był zdecydowanie pochmurniejszy, choć starał się zachowywać tak, jak gdyby w jego życiu nigdy nic się nie stało. A jednak się stało… te kilka lat temu szalał w gronie osoby, na której zależało mu najbardziej. Teraz już jej na świecie nie było, a on został sam ze swoimi problemami i pijaństwem spowodowanym jej brakiem i nie tylko tym. Kiedyś łowienie wianka było ekscytujące, bo chodziło o zdobycie serca tej jedynej dziewczyny i zrobienie na złość swoim rodzicom... teraz były jedynie przyjemnym elementem festiwalu. Naprawdę chciał zwyczajnie podziękować pannie CH za ostatnie zdarzenia i jednocześnie spędzić czas w gronie osoby pochodzącej z jego okolic. Nie chciał też łowić wianka szlachetnie urodzonej panny, z którą (zapewne) nie miałby o czym porozmawiać.
Szedł spokojnym krokiem, czując się spokojnie, mając u boku Kornwalijkę. Czerpał też dziwną radość z tego, że szedł boso po piasku, jak gdyby na nowo łączył się z angielską ziemią. W ogóle się nie śpieszył, nawet jeżeli było mu przerażająco zimno, a jego towarzyszka sama pewnie mogła odczuć drobne drżenie. Chodziło także o „uživanje”, czyli czerpanie satysfakcji z samego faktu spacerowania w tak miłym towarzystwie. Pośpiech wydawał mu się bezsensowny. Ognisko nie ucieknie, a on i tak by się osuszył. Przy ognisku lub bez ogniska. Słuchał uważnie blondynki i przytakiwał na jej słowa. Był wyjątkowo zaskoczony tym, że kobieta taka jak ona nigdy wcześniej nie odnalazła swojego „partnera” (bo przecież nie była brzydka, właściwie nawet ładna). Potem ponownie przytaknął na jej słowa o tradycji.
Prewettowie dobrze zrobili, że zorganizowali ten festiwal w takich, dość niepewnych, czasach. Przynajmniej kolejny dzień nie upływa pod znakiem… smutku – stwierdził. Na jego twarzy pojawiło się chwilowe zmartwienie, ale wystarczyło tylko spojrzeć na pannę CH, żeby na jego usta wkradł się uśmiech. – Ludzie, tak mi się wydaje, stali się znacznie spokojniejsi… przynajmniej trochę, przynajmniej na czas festiwalu. W końcu ostatnio spotkało nas dużo złego. – Miał na myśli pożar ministerstwa z końca czerwca. Mógł nienawidzić samej instytucji, bo w końcu był Macmillanem, ale nadal pracowali tam czarodzieje. Sam fakt, że wielu z nich zaginęło bez śladu był przerażający, a tym bardziej przerażający, że wśród nazwisk pojawiały się znajome nazwiska. – A co do plecenia wianków, byłbym bardziej optymistyczny. Ta romantyczna otoczka może jest męcząca, ale widać, że zwyczajnie jej potrzebujemy. – Mówiąc o tradycji festiwalu na nowo się rozpromienił.
Dotarli w końcu do upragnionego ogniska. Po drodze jeszcze jej przytaknął, jeżeli chodzi o kwestię ich czerwcowej przygody. Uśmiechał się mimowolnie. Być może pod wpływem alkoholu, być może dlatego że cieszył się z wywalczonego towarzystwa. Stanął w pobliżu ognia i zaczął się ogrzewać. Mokra koszula, kamizelka i spodnie mocno na nim ciążyły, poza tym ogarniał go chłód, ale teraz nie musiał się już tym przejmować, szczególnie kiedy czuł bijące ciepło.
Lepiej, lepiej– dodał radośnie. W cudzym towarzystwie czuł się lepiej. Odrobinę lepiej. Przynajmniej na chwilę zapominał o swoich problemach. – Udało ci się coś zdobyć podczas konkurencji? Jak podobała ci się przemowa lorda Prewetta? – Zaczął ją wypytywać.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Alchemiczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
5/35
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   29.05.18 1:47

Ostatnie festiwale Charlie mijały całkiem przyjemnie, ale z tlącym się gdzieś z tyłu głowy poczuciem żalu, że nie ma tu Helen, że ona nie może cieszyć się razem z nimi. Była pewna, że jej siostrze podobałoby się robienie wianków i inne atrakcje. Niedługo zapewne weszłaby też w wiek zainteresowania chłopcami, chyba że wdałaby się w swoje starsze siostry i miała inne priorytety. To całkiem prawdopodobne, że zostałaby mniejszą wersją jej lub Very. Może prędzej jej, bo zawsze była bardzo delikatna i krucha, nie tak silna i zaradna jak Vera. Helen od najmłodszych lat była jak delikatny, chorowity kwiat, ale mimo wieku szybko zaczęła pasjonować się alchemią. I potrafiła rozmawiać z kotami, czego Charlie trochę jej zazdrościła, bo sama zawsze żałowała że nie odziedziczyła tego daru. Dostała go Helen, a potem umarła, bo oprócz niego dopadło ją też genetyczne przekleństwo, które raczej nie powinno dotknąć czarownicy półkrwi, ale jednak dotknęło i zaskoczyło wszystkich. Miała dziewięć lat, więc nigdy nie poznała Hogwartu, nigdy też nie przekonają się, do kogo byłaby podobna, i czy tak jak Charlie przedłożyłaby naukę nad miłostki. To być może właśnie przez to w wieku dwudziestu trzech lat, które skończyła równy miesiąc temu, była wciąż sama i całkowicie przekonana, że nikt nie złowi jej wianka.
Pełna tych nostalgicznych myśli szła obok Anthony’ego, nieświadoma, że i on rozpamiętuje swoją stratę z przeszłości. Szli razem, czując skrzypienie piasku pod stopami i nie przejmując się przepaścią, jaka między nimi istniała. On szlachetnie urodzony, ona zwyczajna i z przeciętnej rodziny. Gdyby była innym, bardziej romantycznym typem dziewczyny pewnie uznałaby, że to scena jak z romansu, ale nie była taka i traktowała to jako zwyczajne spotkanie dwójki ludzi, którzy spotkali się na Festiwalu Lata, poszukując chwili wytchnienia od nieszczęść.
- Dobrze, że wciąż to robią – przytaknęła. – Brak Festiwalu Lata byłby czymś naprawdę smutnym, potwierdzeniem, że świat który znamy upadł. – A tego bardzo nie chciała. – Wszyscy potrzebujemy wytchnienia. To dobrze, że nawet teraz wciąż potrafimy bawić się razem ponad podziałami. – Zdawała sobie sprawę, że na festiwalu byli ludzie wszystkich stanów. I można było żyć obok siebie w pokoju? Można. Szkoda, że nie mogło to działać cały czas, a nie tylko przez te kilka dni. – Wiele dziewcząt pewnie marzy o tym, by jakiś przystojny młodzieniec wyłowił ich wianek. Może faktycznie wierzą, że to dobra wróżba na przyszłość, i że nie spędzą życia samotnie. – Charlie też nie chciała być sama, ale naprawdę nie wierzyła, że złowienie wianka gwarantuje uczucia i jest zapowiedzią rychłego ślubu.
Przy ognisku było przyjemnie ciepło w to wyjątkowo chłodne i mgliste lato. Charlie także od razu poczuła się dużo lepiej, mimo że była sucha. Anthony musiał porządnie zmarznąć po zimnej kąpieli i przejściu drogi z wybrzeża w mokrych ubraniach.
- Niedługo powinieneś wyschnąć. Szkoda byłoby się przeziębić, skoro przed nami jeszcze kilka dni festiwalu. Planujesz wziąć w czymś jeszcze udział? Może w meczu quidditcha, skoro jesteś Macmillanem? – zapytała, wiedząc że Macmillanowie uwielbiają quidditcha, więc była ciekawa czy Anthony też. – Znalazłam fragment spadającej gwiazdy, niestety tylko jeden. Szkoda, przydałoby mi się ich więcej, są użyteczne w alchemii – powiedziała, pokazując mu pojedynczy błyszczący odłamek. – I pierwszego dnia jakimś cudem udało mi się wygrać konkurs na zbieranie malin. Do tej pory się zastanawiam, jak to się stało – dodała, znów się rumieniąc. – Byłam też na przemowie, bardzo ciekawa i piękna historia – przytaknęła, wspominając tamten dzień. Kojarzyła Archibalda Prewetta z Munga oraz z Zakonu Feniksa, więc wiedziała, że musiał być w porządku.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
30
Szlachetna
Kawaler
Ти си сав мој бол
6
19
10
0
0
0
4
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   29.05.18 11:32

Tak samo jak Charlene (której imienia oczywiście nie pamiętał), która rozmyślała w drodze do ogniska o swojej zmarłej siostrze, tak samo i Anthony wyobrażał sobie jak mogłoby wyglądać życie ze swoją dawną ukochaną… Oczywiście o ile wciąż by żyła. Wtedy pewnie nie byłby już szlachcicem, ale za to byłby o wiele szczęśliwszy mogąc spędzać przy niej każdą swoją chwilę. Pewnie nie próbowałby szukać ukojenia w kieliszkach, może zajmowałby się czym innym. Może próbowałby, mimo wszystko, spełnić swoje marzenia o byciu ścigającym Zjednoczonych z Puddlemere? A może podróżowałby właśnie ze swoją ukochaną po świecie? W końcu i ona lubiła rozmyślać się nad kulturami całego świata i snuć plany tego, co można by było zrobić, gdyby tylko mugolska wojna się skończyła… i nie tylko ona, ale też i ta magiczna. Kto wie jak to wszystko by się potoczyło? On mógł jedynie wzdychać i próbować ukrywać, że wszystko z nim w porządku, że strata kogoś bliskiego, choć jednocześnie obcego, wcale nie odcisnęła na nim piętna. Mógł też żyć w błogiej nieświadomości, że morderca, a jego dawny przyjaciel bez żadnego oporu i wstydu uczestniczył w festiwalu… że tak właściwie w ogóle nie zauważył go w tłumie na wybrzeżu.
Teraz zresztą liczyło się jedynie towarzystwo panny „CH”, na którą co chwilę zerkał, chcąc się upewnić, że ta dobrze czuje się w jego towarzystwie, że nie żałuje tego, że to akurat on złapał jej wianek. Nawet przez głowę mu nie przeszło, żeby pojmować ją w kategorii szlachcic-zwykła czarownica, żeby odbierać ją jako „gorszą”, tylko dlatego, że nie należała do żadnego wybitnego rodu. W końcu na festiwalu lata wszyscy, choćby przez ten tydzień, powinni traktować siebie nawzajem, po prostu, z szacunkiem. Tak, jak gdyby na chwilę nie istniały podziały. On mógł cieszyć się z tego, że na te siedem dni od czasu do czasu sprzyjało mu, gdy przypadkowe osoby omijały jego tytulaturę i zwracali się do niego po imieniu albo per „ty”. A co do imienia – wciąż obmyślał plan, żeby dyskretnie przypomnieć sobie jej imię, tak żeby nie pytać jej wprost, ale sprawić, żeby jakoś je powiedziała.
Póty co pozostawało mu przytakiwanie na jej słowa. Rzeczywiście, brak festiwalu mógłby okazać się dość smutnym elementem wakacji. W końcu… każdemu należała się chwila wytchnienia, każdemu należało się (choćby częściowe) szukanie szczęścia i miłości, nawet jeżeli miała być to złudne i chwilowe zauroczenie. Liczyło się to, co działo się tu i teraz, no i ta odrobina szczęścia w oczach większości uczestników festiwalu. Iluzoryczny brak podziałów także zdawał się przyjemny, choć różnie z nim bywało…
Zaśmiał się na je słowa o dziewczętach marzących o wyłowieniu ich wianka przez przystojnych młodzieńców. – Teraz mają dogodną okazję, żeby spełnić swoje marzenia o księciu z bajki, o ile morze i fale będą im sprzyjać – dodał za nią. – Powiem tobie, że coś w tym jest… może. Jeżeli akurat ich wianek zostanie wyłowiony przez młodzieńców, których sobie upatrzyły… ważne, że czują się, choć na chwilę w taki sposób, jak księżniczki, które zostały wybawione od nieszczęścia i samotnej wieży. – Na jego twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
Stał więc przy dużym ognisku i co pewien czas się obracał, żeby być pewnym, że uda mu się wyschnąć z każdej strony. Na chwilę ściągnął wyłowiony przez siebie wianek, pochylił się nieco, chcąc osuszyć choć trochę swoje włosy. Cieszył się z tego przyjemnego ciepła. Przynajmniej nie było mu tak zimno, jak wtedy, kiedy wychodził z wody. Teraz mógł także odsapnąć ten „maraton” w wodzie.
Nic mi nie będzie, nie martw się – odpowiedział na jej zmartwienia. – Nie będę brać udziału w meczu Quidditcha, niestety, ale pojawię się tam w innym charakterze. Może wezmę udział w jutrzejszym konkursie… pewnie też w wyścigach konnych. Sam nie wiem… – westchnął ciężko. Szczerze chciałby wziąć udział w meczu, ale i tak miał go rozpoczynać. Poza tym nie miał już tej samej kondycji i umiejętności, które posiadał kiedyś. O wiele radośniej było mu więc słuchać o tym, że wygrała konkurs na zbieranie malin. – To fantastycznie! – niemalże zakrzyknął radośnie, ciesząc się z tego, że udało jej się wygrać. Tym bardziej zdawała się być urocza, kiedy na jej policzkach pojawiły się rumieńce, zupełnie tak jakby wstydziła się swojego zwycięstwa. – A Archibald… – tu na chwilę przystanął, zaraz się też poprawił: – To znaczy, lord Prewett zawsze ciekawie opowiadał.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Alchemiczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
5/35
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   29.05.18 22:15

Wiele rzeczy pewnie wyglądałoby inaczej, gdyby ich bliscy żyli, ale jakoś trzeba było radzić sobie ze stratą. Charlie jednak nie miała pojęcia o tragedii Anthony’ego, okropnej tym bardziej, że jego ukochana nie umarła z powodu choroby, jak Helen, a ktoś inny odebrał jej życie i nie poniósł żadnych konsekwencji.
Nadal był dla niej swego rodzaju zagadką. Poznawała go powoli, choć niewątpliwie wydawał jej się interesującą osobą, i może w głębi duszy czuła, że ukrywał przed światem jakiś sekret, i że nie był jak większość szlachetnie urodzonych. Choćby sam fakt, że rozmawiał z nią jak równy z równym, czyniło go nietypowym i wzbudziło jej sympatię. Świat z pewnością byłby lepszy, gdyby wszyscy traktowali się milej, bez pogardy i nietolerancji. Niestety była to mrzonka, bo ludzie zawsze lubili się dzielić, a przecież tak przyjemnie było się bawić na festiwalu ponad podziałami. Patrząc na ludzi na łące i plaży, a także tu przy ognisku widziała szczęśliwe pary ukochanych bądź przyjaciół, i na moment mogła zapomnieć o przykrych wydarzeniach, które rozegrały się w czerwcu i wcześniej.
Czemu tak nie mogło być zawsze?
- Tak, może coś w tym jest – przytaknęła, zdając sobie sprawę, że dla niektórych dziewcząt to faktycznie ważne, poczuć się wyjątkowo oraz móc wzdychać do jakiejś konkretnej osoby. Ona nigdy nie wzdychała, ale nagle zdała sobie sprawę, że to musi być piękne uczucie – zakochać się i z rumieńcami na twarzy wypatrywać tej jednej konkretnej osoby rzucającej się do wody po wianek, a potem czuć się adorowaną i kochaną. Niestety tego nie zaznała.
Uśmiechnęła się, patrząc, jak się kręcił, by jak najlepiej się osuszyć.
- Ja też nie będę latać, nie jestem w tym tak dobra, jak moi kuzyni Wrightowie. Ale może pojawię się na trybunach, żeby kibicować – rzekła. Podejrzewała że część jej krewnych i przyjaciół będzie zainteresowana grą, więc chciała obserwować ich zmagania. Niestety, o ile Vera miała w sobie coś z umiejętności Wrightów, tak Charlie nigdy nie była wybitną miotlarką. – Może moja siostra też się skusi, zawsze latała lepiej ode mnie. Swoją drogą, też miała iść zrobić wianek, ale w tym tłumie chyba gdzieś się zgubiłyśmy. Ale może tu jeszcze przyjdzie. A co do wyścigów... Niestety nie potrafię jeździć konno – westchnęła; w dzieciństwie ojciec parę razy próbował ją nauczyć, ale niewiele z tego pamiętała. – Ale tobie będę życzyć powodzenia, jeśli planujesz wziąć udział.
Charlie, zgodnie ze swoim planem, wzięła udział w zbieraniu malin, konkursie alchemicznym i robieniu wianków. Była więc zadowolona z dobrej zabawy, a skoro jedną konkurencję wygrała, to teraz mogła kibicować innym w ich zmaganiach.
- Jakoś się udało, choć napotkałam na swojej drodze pewne przeszkody, ale udało mi się je pokonać i nazbierać najwięcej malin – rzekła; jako osoba dość nieśmiała nie miała w zwyczaju się przechwalać, stąd te lekkie rumieńce.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   31.05.18 0:15

|Z łapania wianków!

Nie spodziewałem się, że będzie aż tak miło. Atmosfera festiwalu zdecydowanie zawładnęła moim zachowaniem - nie wiem czy w innych okolicznościach również tak odważnie rzuciłbym się do wody po cokolwiek. Za to w tamtym momencie wyłowienie wianka wydawało mi się jedyną słuszną opcją i absolutnie nie żałowałem swojego wyboru! To było całkiem ekscytujące - poza tym Frances nie mogła zostać skazana na wróżbę o staropanieństwie. Była zbyt dużym przeciwieństwem takiej kobiety. Chociaż z drugiej strony potrafiłem sobie wyobrazić nas za pięćdziesiąt lat, kiedy łamie nas w krzyżu, ale wciąż mieszkamy samotnie w tych samych mieszkaniach i spotykamy się na codzienne ziołowe herbatki.
Może to i lepiej, że Frances nie wiedziała o czym myślę.
Jej wianek cały czas zdobił moją mokrą głowę, a odłamki tajemniczej rzeczy spoczywały bezpiecznie w kieszeni musztardowych spodni. Nałożyłem do nich zielonkawą koszulę w delikatne wzorki - nie wiem czy to do siebie pasuje, według mnie tak. W każdym razie w tym momencie i tak były mokre i porozciągane. Tym bardziej odpowiadało mi pójście w pobliże ogniska - suszenie magią mogło zakończyć się tragicznie dla mnie i dla osób w moim otoczeniu. A ostatnie czego chciałem dokonać to w jakikolwiek sposób uszkodzić Frances. To miał być bardzo przyjemny dzień i na razie wszystko szło po mojej myśli. - Słyszysz muzykę? To już niedaleko - stwierdziłem, kiedy do moich uszu przedostały się pierwsze dźwięki skocznych taktów. Ach! Nogi aż same wyrywały się do tańca. Wyprzedziłem Frankę o parę kroków i odwróciłem się przodem do niej (miałem nadzieję, że się o nic nie potknę), już teraz rozpoczynając trochę pokraczny taniec. No, po prostu ciężko było jednocześnie iść tyłem i tańcować. Na szczęście byliśmy już bardzo blisko ogniska, więc dość szybko zatrzymałem się i podszedłem do Franki. - No dobrze, koniec wygłupów, to ty powinnaś go nosić - zdjąłem z siebie już trochę podsuszony wianek i włożyłem go delikatnie na głowę Frani. Prezentowała się w nim zjawiskowo! - Jak kwiat paproci - dokończyłem na głos swoją myśl, po czym rozejrzałem się zachwycony wokół siebie, widząc jak dziesiątki ludzi cieszą się życiem: tańczą, skaczą i podśpiewują. To wszystko było takie cudowne, naprawdę, to aż niesamowite!
A może tylko ja zachwycam się takimi rzeczami, nie wiem.
- Czy mogę prosić panią do tańca? - Zapytałem szarmancko jakby w moich żyłach płynęła o wiele szlachetniejsza krew, podając jej swoją dłoń. Przeczyło to ze skoczną melodią, którą akurat wygrywała orkiestra, ale przecież nie mogłem zadać tego pytania inaczej.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
30
Szlachetna
Kawaler
Ти си сав мој бол
6
19
10
0
0
0
4
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   31.05.18 9:58

Uważnie przyglądał się czarownicy, a obecnie swojej „wybrance”. Chciał się upewnić, że ta na pewno czuje się dobrze w jego towarzystwie. Nie mógłby sobie pozwolić na to, żeby kolejny raz unieszczęśliwić kolejną kobietę albo co gorsza zanudzić lub zdenerwować. Nie należał w końcu do kategorii „książąt z bajki”. Jego sposób życia wyraźnie odciskał piętno na jego twarzy… Nie mówiąc już o jego charakterze. Był miły, tak mu się wydawało, ale zdawał sobie sprawę z tego, że potrafił być prawdziwym utrapieniem. Niby roztaczał wokół siebie pozorną aurę pewności, w rzeczywistości bywał jednak wyjątkowo niepewny i nieśmiały. Był w końcu osobą, która ciągle próbowała wczuwać się w czyjąś skórę. To z kolei generowało masę pytać. Co jeżeli kogoś zamęczał swoimi głupimi opowiastkami? Co jeżeli powiedział coś nieodpowiedniego? Panna „Ch” niby była zadowolona z wyłowienia jej wianka, ale czy na pewno? A może nie powinien tego robić? Co jeżeli upatrzyła sobie kogoś albo ktoś upatrzył jej wianek, a on zwyczajnie „sprzątnął” go sprzed nosa? Mówiła, że nie, że i tak nikt by go nie wyłowił, a co jeżeli miało być inaczej, a on wszystko zwyczajnie popsuł?
Starał się nie zdradzać swoich myśli, choć długiego zapatrzenia nie dało się z pewnością ukryć. Otrząsnął się, gdy wrócili do tematu zawodów Quidditcha. Momentalnie się uśmiechnął, wokół jego oczu ponownie pojawiły się małe zmarszczki. Wiedział tylko jedno – on przynajmniej nie będzie się nudzić, a i spędzi czas w miłym towarzystwie. Kiwnął głową. Mógł się spodziewać, że Wrightowie będą latać.. jego kuzyni pewnie też będą. W końcu… takie były ich rodziny. Zafascynowane lataniem i zawodami. Na wzmiankę o siostrze trochę się zaskoczył.
Siostra? – powtórzył po niej z niedowierzaniem. – Miło, że masz jakieś rodzeństwo – stwierdził. On nie miał i często tego żałował. Był jedynakiem, a kwestia dlaczego wciąż pozostawała tajemnicą. Rodzice przez te wszystkie lata zdawali się wyjątkowo mocno dogadywać, choć może nie pałali do siebie wielką, namiętną miłością, a bardziej przyzwyczajeniem. Ostatnio dopiero zdawali się w sobie „rozkochiwać”, szczególnie po majowych anomaliach. Matka obchodziła się z ojcem jak z jajkiem, nawet jeżeli nic złego ostatecznie się nie stało i nic złego mu już nie groziło. – Może cię znajdzie. Tutaj chyba nie da się zgubić, mam nadzieję – dodał po chwili. – Szkoda, wielka szkoda. Jazda konna jest całkiem przyjemna, zupełnie inna od latania, ale też wyjątkowo przyjemna. Sam długo nie siadałem na koniu, ale to dobra okazja, żeby sobie przypomnieć to i owo – westchnął ciężko. W podróży nie miał pilnować swoich umiejętności. Poza tym miał inne sprawy na głowie… – Zawsze możesz przyjść i pooglądać albo pokibicować. Ja, w każdym razie, jestem szczęśliwy, że udało ci się wygrać jedną konkurencję! – Zawołał wesoło.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Frances Montgomery
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
ekspedientka, wkrótce nauczycielka Zaklęć
26
Mugolska
Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
15
20
0
0
0
0
4
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   31.05.18 14:09

Tak, tak było o wiele lepiej, niż gdyby miała wciąż stać na plaży i zapadać się w piasku wypatrując nieopodal linii horyzontu czegoś, co już dawno nie jest jej wiankiem. Po kilku krokach wzdłuż ścieżki prowadzącej do ogniska dobiegł ją jednostajny trzask ognia na suchych gałęziach; jedyne w swoim rodzaju tło do granej na żywo melodii.
- Słyszę. – bo zawsze słyszała, kiedy nie rozpraszał jej natłok myśli i mogła spróbować nacieszyć się chwilą. Od dzieciństwa była przywiązana do muzyki, otaczała się nią możliwie jak najczęściej, a odkąd zamieszkała sama, śpiewem wypełnia sobie ciszę, jaka podczas najzwyklejszych czynności zaczęła jej dokuczać. Podśpiewywała układając książki na półkach, wieszając pranie (przeprosiła się z mugolską suszarką wystawioną na balkon, kiedy zaklęcie doprawione anomalią skurczyło jej kilka bardzo ładnych bluzek i nadpaliło ich rękawy). Tylko w kuchni śpiew przerywały okrzyki przerażenia i przekleństwa, a do wtóru im przewracały się garnki w zlewie. Frania zastanawiała się czasem, czy Florean, gdyby zdarzyło mu się wejść akurat do domu, słyszy te pioseneczki, pogwizdywania i jej gastronomiczne konflikty z samą sobą. Nawet gdyby połamali sobie nogi, a sowy odmówiły im posłuszeństwa i kontakt między nimi urwałby się, zawsze byli blisko siebie; ich mieszkania dzieliła tylko ściana starej kamienicy. Lubiła to w mieszkaniu na Pokątnej – wszędzie było blisko, a ludzie żyli bardziej ze sobą, niż po prostu obok siebie, nawet w niespokojnych czasach zniechęcających do ufności. Frances niemal codziennie utwierdzała się w przekonaniu, że nie mogła lepiej trafić – bliskość rodzeństwa Fortescue nie tylko gwarantowała miłe towarzystwo, ale też możliwość skorzystania z ich talentu do tworzenia deserów kiedy tylko dusza zapragnie. Kiedyś będzie musiała przeprosić Floreana za wszystkie niezapowiedziane wizyty tuż przed snem i płaczliwe prośby o gałkę lodów nugatowych. Może zbierze jej się na przeprosiny za te pięćdziesiąt lat, jeśli (kiedy!) nadal będą sąsiadami. To nie byłaby wcale taka zła przyszłość, spokojna i sentymentalna; ostatnio zresztą każda wizja zakładająca, że dotrwają w jednym kawałku i w tym samym gronie do późnej starości była tą optymistyczną. Ale Frania nie chciała teraz myśleć o starości.
- Co jak kwiat paproci? – zapytała, przekonana, że nie dosłyszała początku zdania wśród dźwięków muzyki i śmiechu tańczących ludzi. Drgnęła od chłodu, gdy ostatnie krople wody kapiące z wianka spłynęły po jej karku między pasmami włosów. Coraz więcej z nich wymknęło się z warkocza i opadało na jej ramiona i plecy w nieładzie. Nie wianek, a ptasie gniazdo powinno znaleźć się na tak nieporządnej głowie.
Podała rękę Floreanowi, dygnąwszy przedtem z odrobiną nadętej gracji, którą podpatrzyła przed laty u diw teatralnych. Niepotrzebny był jej żaden szlachcic i ceremoniał wielkiego balu, ale to przecież bardzo miłe, kiedy taki radosny chłopiec jak Florean zdobywał się dla niej na te wszystkie dżentelmeńskie zagrywki.
- Ależ oczywiście, z radością zatańczę z panem.


Powrót do góry Go down
 

Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Boczne ognisko
» Płonące ognisko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18