Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9 ... 14  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Leśna Polana   16.10.15 22:27

First topic message reminder :

Leśna polana

Polana w lesie, nieopodal wybrzeża, uszy przytulnie pieści miarowy szum falującego morza. Wysoka trawa przeplatana wyrośniętymi polnymi kwiatami otoczona jest krzewami różowego bzu, których przesiąknięty słodyczą zapach otumania i porywa w krainę fantazji. Miejsce jest bardzo dobrze skryte przed oczami niepowołanych, trudno jest się tutaj dostać na własną rękę.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Annabelle Apollinaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1572-annabelle-apollinaire http://morsmordre.forumpolish.com/t1584-poczta-panny-aa#15830
Stażystka w Czarownicy
21
Mugolska
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
5
20
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   04.11.15 17:47

Merlin mi świadkiem, że wytrzymanie z tą paniusią kosztowało mnie wiele wysiłku i samokontroli. Chociaż z początku spotkanie zapowiadało się całkiem miło - ot, wręczę pannicy zdjęcia, ona wręczy mi woreczek z galeonami i rozejdziemy po uprzednim buziaku pokoju - to rzeczywistość pokazała, by nie mówić hop, póki się faktycznie nie przeskoczy. Harriett postawiła twarde warunki dyskusji, ale zrobiła jeden kardynalny błąd - poruszyła temat, który w szantażach był wątkiem tabu: dotknęła mojej rodziny. Nie, nie byłam przesadnie przywiązana do rodziców, ale kochałam ich całym sercem i nie miałam zamiaru dopuścić, by byle wywłoka, która jednego dnia obmacywała się ze swoim byłym kochasiem w parku, a drugiego zapewniała rozrywkę mężowi w łóżku (a może nawet tego samego!) dalej się tak zachowywała. Nawet jeśli miałam stracić szansę na podreperowanie swojego budżetu i znalezienie w Londynie kolejnego wroga. Nagła potulność - a raczej rezygnacja - brzęcząca w kolejnych słowach kobiety wcale nie złagodziła mojego bojowego nastawienia. Wręcz przeciwnie, początkowa niechęć i odraza przerodziła się we wściekłość, że damulka tak łatwo przechodzi z jednego tematu na drugi. Czego innego mogłam się jednak spodziewać po kimś, kto skacze z kwiatka na kwiatek jak wytrawna bywalczyni (wchodząca od strony zaplecza) ponoć ekskluzywnego domu uciech prowadzonego w dalszych dzielnicach Londynu? Nie zamierzałam zmarnować szansy, zabawienia się kosztem tej paskudnej dziewuchy i zmusiłam się nawet do lekkiego uśmiechu, chociaż w środku aż mną skręcało, by trzasnąć ją w twarz i patrzeć, jak ładna buźka zaczyna puchnąć.
- Och, nic wielkiego - powiedziałam cicho, otwierając szeroko oczy i rozglądając się konspiracyjnie dookoła, szukając ciekawskich par oczu i uszu, które mogłyby się wydawać zainteresowane naszą rozmową. Pochyliłam się w stronę Harriett, czując przez chwilę łaskoczący zapach (jej perfum?), który na króciutko moment sprawił, że zapomniałam o swoim planie. Dopiero po chwili dostrzegłam, że zapach wcale nie pochodzi od kobiety, ale unosi się w powietrzu, cudownie mamiąc wonią miłości. Najwyraźniej któremuś alchemikowi praca szła o wiele sprawniej niż pozostałym. Wybudziłam się z odrętwienie, spoglądając w oczy półwili z tak bliska, że prawie mogłam wyczuć jej oddech na mojej twarzy. Szkoda tylko, że nie był to oddech urywany, pobierany dramatycznymi haustami przerażenia. - Potrzebuję przysługi. Drobnej lub większej - wzruszyłam ramionami, jakby bez znaczenia było dla mnie, czy poproszę o autograf Benjamina czy o zamordowanie mojej przeciwniczki w drodze do czyjegoś męskiego serca. - Nie dzisiaj, ale kiedyś... w przyszłości, gdy będę w potrzebie. To o wiele cenniejsze niż napełniony galeonami mieszek - wyjaśniłam oczywistość. Pieniądze były mi potrzebne, ale możliwość wydania rozkazu, choćby najmniejszego, panoszącej się pani Naifeh była o wiele bardziej cenna i podniecająca, niż wizja zakupów na Pokątnej. Mój uroczy uśmiech zmienił się w jednej chwili w drapieżne oczekiwanie, gdy przeniosłam niespodziewanie dłoń na kobiecą szyję, a potem wsunęłam palce w jej włosy i mocno pociągnęłam. Szybkie szarpnięcie prawie niezauważone przez postronnych widzów sprawiło, że głowa mojej rozmówczyni uskoczyła lekko do tyłu, a ja przysunęłam się jeszcze bliżej. Ot, dwie przyjaciółki, które szepczą sobie jakieś sekrety. - Ale jeśli jeszcze raz powiesz coś o mojej rodzinie, wydłubię ci oczy i wsadzę w dupę, zanim zdążysz powiedzieć "ała" - syknęłam, mocniej zaciskając dłoń na jej włosach. No i proszę, jednak znalazło się trochę miejsca na zademonstrowanie mojego francuskiego temperamentu. A zapowiadał się taki przyjemny dzień.


Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   06.11.15 15:37

Może nie zawsze grzeszyłam przebłyskami intelektu, wielu rzeczom pozwalając się toczyć samoczynnie i bez mojej kontroli, pławiąc się w beztrosce i licząc na uśmiech losu, a w efekcie tylko stopniowo dawałam się ograbiać z mojego wrodzonego optymizmu, ale taka taktyka niegdyś sprawdzała się idealnie. Dawałam z siebie wszystko, nie oczekując niczego w zamian, żyłam tymi małymi, szczęśliwymi chwilami, nie zazdroszcząc innym lepszej sytuacji rodzinnej czy materialnej, a podarowaną mi biżuterię traktowałam jako całkiem przyjemny w wyglądzie środek do płynności finansowej i klucz do powrotu w rodzinne strony. Z czasem jednak dałam pochłonąć się próżności, która początkowo tylko pasowała do mojego wizerunku wyjętej z rzeczywistości eterycznej gwiazdki wielbionej przez wszystkich, a która stopniowo przylegała do mnie coraz bardziej. Perły i diamenty nie były już przejawami zbytu, tylko niezbędną częścią mojej codziennej garderoby, których zaczęłam chcieć więcej i więcej, jakby zimne, oszlifowane kamienie mogły zapchać dziurę w moim sercu. Może dlatego też byłam niemalże pewna, że młoda Francuzka zażyczy sobie absurdalnie drogiej biżuterii lub, mniej wyrafinowanie, sakiewki pełnej złota? Gdy kobieta nie odwróciła się na pięcie, by opuścić moje towarzystwo, byłam już niemalże pewna tego, że dojdziemy do porozumienia satysfakcjonującego nas obie, jednak ledwie powstrzymałam się od wykrzywienia ust w grymasie pełnym niezadowolenia, gdy ta przysunęła się do mnie tak blisko, że bez żadnych problemów widziałam ciemne plamki w jej tęczówkach i źrenice zwężone jak u zwierzęcia szykującego się do ataku, a z jej ust wydobyły się słowa przekreślające moją wizję.
- Rozczaruję panią, ale nie handluję przysługami, szczególnie tymi nieokreślonymi. Wielka szkoda, bo pan Wright już dawno pozbył się bogactw, a gazety przy pomyślnych lotach zapłaciłyby pięciokrotnie mniej ode mnie za dobry materiał, podczas gdy ten jest co najwyżej mierny. Ale najwyraźniej próbuje pani zgrywać zbyt wyrafinowaną, by prosić o pieniądze. Postawa godna pochwały, chociaż pani sukienka okres swojej świetności ma już raczej za sobą. - po rezygnacji czy potulności w moim głosie nie zostało już ani śladu, kiedy wybrałam w końcu ostateczną ścieżkę i twardo zaprotestowałam przeciwko postawionym mi warunkom, wolałam jednak znosić z dumą niedogodności związane z serią oceniających spojrzeń w mieście czy burzliwą dyskusją z Zaimem na temat durnych plotek, które szybko wybiję mu z głowy, niż poniżać się do bycia zależną od tej łachudry i mieć nad sobą wiszącą groźbę konieczności spełnienia jej wydumanego kaprysu. A skoro podjęłam już tę kosztującą mnie wiele decyzję, musiałam iść dalej w zaparte, dlatego też nawet nie mrugnęłam, zduszając w zarodku marzenia Francuzki o trzymaniu mnie w garści przez czas bliżej nieokreślony i spojrzałam na nią butnie w oczekiwaniu na reakcję. Krótki, elektryzujący impuls przeszył moje ciało, gdy dłoń kobiety szybko znalazła się na mojej szyi, by po chwili szarpnąć mocno za włosy, jednak zamiast krzyczeć czy przeżywać zatrzymanie akcji serca, posłałam jej niemalże kpiący uśmiech.
- Och chyba pani bransoletka zaplątała się w moje włosy, musi być pani bardziej ostrożna. - zaświergotałam słodko, chwytając przy tym jej rękę, by zaciskając na niej mocno swoje palce i wykręcając dość boleśnie, wyplątać ją ze swoich włosów i przez parę chwil unieruchomić jeszcze moją uroczą szantażystkę. - Najwyraźniej jednak nie masz pojęcia kim jestem, więc powiem ci, że przeszłam zbyt wiele, byś zrobiła na mnie wrażenie. Takie jak ty zjadam na śniadanie, znajdź więc innego naiwniaka i nie wchodź mi więcej na odcisk albo pożałujesz, że w ogóle się urodziłaś. - oświadczyłam, kierując swoje słowa prosto do jej ucha i wciąż ściskając jej rękę, jakby dochodzące z niej bodźce miały rozjaśnić nieco w głowie mojej towarzyszce. W kwestii francuskiego temperamentu warto chyba zauważyć, że większość swojego życia spędziłam właśnie w tym uroczym kraju, a tygodnie spędzone w rękach porywaczy znacznie zwiększyły moją odporność na złamane paznokietki, szarpnięcie włosów czy groźby. Ale punkt za próbę, Annabelle.




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
Annabelle Apollinaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1572-annabelle-apollinaire http://morsmordre.forumpolish.com/t1584-poczta-panny-aa#15830
Stażystka w Czarownicy
21
Mugolska
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
5
20
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   06.11.15 16:37

Czekałam z utęsknieniem na reakcję tlenionej cizi, wyobrażając sobie w myślach, jak z jej twarzy znika wyzywający uśmieszek, a oczy gasną pod świadomością nieubłaganego losu. Jeden głupi błąd kosztował ją masę nerwów; jedno nieostrożne spotkanie w parku, jeden pocałunek - co z tego, że ponoć niechciany i wymuszony - zapoczątkował falę zdarzeń, która właśnie osiągała swój kulminacyjny punkt, by gwałtownie opaść... Rozleje się delikatnym pluskiem po uspokojonym w końcu morzu, czy runie gwałtownie, rozpryskując dookoła zgromadzony w sobie bród tajemnic? Miałam nadzieję, bardzo cichą i tłumioną przez zdrowy rozsądek, że wypucowana panienka okaże się na tyle zadufana w sobie, że odmówi mojej skromnej propozycji. Nadzieję podsycaną niezdrową niechęcią do kobiety, której słowa o mojej rodzinie i mojej matce wciąż boleśnie dźwięczały w uszach. Chciałam ją sprowokować? Nie wiem, może faktycznie liczyłam na to, że popełni kolejny błąd i dostarczy mi kolejny powód na to, by w kolejnym wydaniu Czarownicy znalazła się skromna wzmianka o spotkaniu Harriett Naifeh oraz Benjamina Wrighta w parku... wraz z zapowiedzią, że kolejny numer dostarczy ciekawskim czytelnikom zdjęcia, które będą doskonale obrazowały opisaną sytuację. Wewnątrz aż się paliłam, rozdarta między cichą nadzieją, a zdroworozsądkowym oczekiwaniem. Na szczęście nie musiała robić nic więcej - moja wściekłość w połączeniu z gorącymi prośbami kierowanymi do losu sprawiły, że zdradliwa zołza podjęła decyzję za mnie, odmawiając pójścia na zaproponowany układ.
Zdusiłam w sobie uczucie triumfu - na to przyjdzie jeszcze czas, za kilka godzin w samotności, gdy będę układać zjadliwe zdania, które pojawiają się w moim piśmie i gdy będę się zastanawiać, czy wysłać panu Zaimowi specjalny numer z moim autografem. Chociaż podejrzewałam, że taki ślepiec jak on i tak nie doceniłby tego wysublimowanego gestu. Żenić się z półwilą! Phi! To jak zaproszenie do zdrady, na które trzeba będzie przymykać oczy i udawać, że ukochana żona wcale nie obściskuje się z pierwszym lepszym typkiem, który akurat zwrócił na nią uwagę. I że nie spotyka się w parkach ze swoimi byłymi ukochanymi, pozwalając im obłapiać się perwersyjnie, nie mówiąc już o całowaniu, które zgorszyłoby niejedną pannę lekkich obyczajów. Najwyraźniej jednak któryś z jej licznych kochanków musiał lubić ostrzejsze zabawy, ucząc blond panienkę kilku chwytów, bo gdy złapała mnie za rękę, z moich ust wyrwał się bolesny jęk. Bardziej byłam jednak przejęta faktem, że moje narzędzie pracy - byłam przecież dziennikarką - mogłoby ulec poważnej kontuzji, niż tym że w tym momencie nasze niekobiece wyczyny mogło swobodnie obserwować kilkanaście osób. Cóż, tym razem jednak to nie ja ryzykowałam ośmieszenie się tak brutalnym zachowaniem i postanowiłam grać rolę ofiary - którą wszak byłam.
- Co pani robi - jęknęłam z bólu, wcale nie cicho, wkładając w to całe swoje aktorskie serce. Kątem oka sprawdziłam, kto stoi najbliżej i może zwrócić na nasz swoją uwagę, po czym zawołałam głośniej. - Proszę się uspokoić, jesteśmy w miejscu publicznym! Co jest z panią nie tak?! - nie siliłam się już na cichy ton, starając się, by usłyszało nas jak najwięcej osób. Skoro Harriett wybrała opcję pod tytułem "zmierzę się z plotami", to dlaczego nie zacząć sprawdzać jej wytrzymałości już teraz? Byłam ciekawa, jak zareaguje, znajdując się nagle pod obstrzałem dziesiątek ciekawskich spojrzeń - nie tylko widowni, ale i zgromadzonych tutaj alchemików, którym nagle przerwano ciszę i spokój kobiecymi krzykami. - POMOCY! - Nie liczyłam na to, że ktoś zareaguje, podchodząc do nas i nas rozdzielając, a nawet wypraszając - już sam fakt, że zwróciłybyśmy na siebie uwagę, zadowalał mnie w stu procentach. Moja twarz nie była tak rozpoznawalna (jeszcze), jak towarzyszącej mi kobiety i to na jej niekorzyść działała cała sytuacja. A mi pozostawało jedynie grać biedną ofiarę, zaatakowaną przez tlenioną wilę, która najwyraźniej nie potrafiła się zachować odpowiednio w miejscu publicznym.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   07.11.15 16:05

To nie był najszczęśliwszy dzień dla Rity, której eliksir zaczął niebezpiecznie bulgotać pod koniec konkurencji. Inarze, po początkowym potknięciu, udało się uwarzyć eliksir względnie zadowalający, czego nie można powiedzieć o Allison, której wywar nadal wydawał się zaskakująco nieudany. Soren był natomiast niespodzianką całego konkursu, nikt bowiem nie spodziewał się, że konkurencja pójdzie mu tak dobrze a przede wszystkim – że prześcignie swoją utalentowaną i mającą doświadczenie siostrę. Evandra Lestrange radziła sobie natomiast doskonale, pomimo że nadal pozostawała daleko z tyłu za Billym, przez swój wili urok zwracała uwagę większości obserwatorów. Natomiast po Linecie Greengrass spodziewano się czegoś zgoła innego – młodej szlachciance nie udało się ukończyć kursu, a mimo to jej eliksir okazał się lepszy od wielu wykwalifikowanych alchemików. Bój był zażarty, jednak odbywał się w znakomitej ciszy, którą przerywały pojedyncze odgłosy. Nic więc dziwnego, że Annabelle i Harriet były co chwila uciszane, choć ich szepty zagłuszał szum morza oraz dźwięki pracy. Kiedy zaczęły się jednak przepychać, kilka osób odpowiedzialnych za organizację konkursu podeszło do nich i poprosiło grzecznie o wyjście.
W końcu nadszedł czas, aby rozstrzygnąć kwestię, dla której zebrali się dzisiaj wszyscy obecni – kto jest najlepszym alchemikiem na wyspach? Komisję stanowili najznakomitsi alchemicy Prewettów – a była ich trójka: dwie starsze, posiwiałe już kobiety a także krzepki, sprawiający wrażenie o wiele młodszego od swych towarzyszek mężczyzna – oraz senior rodu Slughornów, który stanowił element zaskoczenia dla dzisiejszego konkursu. Czwórka czarodziejów poczęła przechadzać się koło stanowisk nawet się między sobą nie porozumiewając, ich twarze były niewzruszone i kamienne, zatem ciężko było wyczytać, jak poszło poszczególnym konkurentom. Nie było jednak wątpliwości, że triumfatorem tego wieczoru jest Billy Havisham, przy którego kociołku komisja stała najdłużej z iskierką zachwytu wpatrując się w przyrządzony przez niego wywar. Kiedy stanęli przy kociołku Rity Sheridan jako ostatnim, senior Slughornów pochylił się nad naczyniem, aby przyjrzeć się jego zawartości. Eliksir, który do tej pory bulgotał, eksplodował prosto w twarz Udolfa Slughorna opryskując nie tylko jego ale także resztę komisji oraz samą Ritę. Zapadła chwila ciszy, po której kilkoro z nadzorujących podbiegło do rozgniewanego i zmierzającego ku wyjściu nestora. Następnie najmłodszy członek komisji – czterdziestoletni mężczyzna o ciepłym uśmiechu – ogłosił krótko, że zwycięzcą został Billy Havisham, a kolejno po nim najlepszymi byli Evandra Lestrange oraz Soren Avery. Pogratulował całej trójce wraz z dwójką starszych kobiet wręczając im nagrody. Billy otrzymał samomieszający kociołek, Evandra złoty sierp oraz róg jednorożca, natomiast Soren jedynie złoty sierp. Każdy z uczestników dostał dodatkowo fiolkę z eliksirem oraz zwój z sekretną receptą na niego. Wtem cała trójka ulotniła się najszybciej jak mogła pozostawiając zgromadzenie w wymownej, zrozumiałej ciszy.

Rita, Inara, Allison, Linette otrzymały 50 punktów.
Soren otrzymał 60 punktów.
Evandra otrzymała 70 punktów.
Billy otrzymał 80 punktów.




Punkty uzyskane za II i III turę:
Rita: 90
Billy: 184
Inara:114
Soren: 133
Evandra: 151
Allison: 101
Linette: 118


Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   07.11.15 17:28

Początkowo sekundy oczekiwania zdawały się ciągnąć w nieskończoność, ale może to tylko zasługa uderzającej w żyły fali adrenaliny, bo gdy po chwilowym szoku odzyskałam rezon i pozornie przejęłam kontrolę nad sytuacją, akcentując swoją dominację palcami wbijającymi się w miękką skórę nadgarstka młodej Francuzki, wszystko potoczyło się w szaleńczym tempie. Jęk bólu wydobywający się z jej ust sprawił, że coś we mnie drgnęło i chociaż odczuwałam ulotną satysfakcję z powodu tego, że jestem w stanie tak dobitnie zaprezentować, że nie dam sobą pomiatać, że potrafię obrócić karty na moją korzyść, tak satysfakcja ta pociągnęła za sobą pewną dozę pogardy. Oto ja, która zawsze była ponad tym wszystkim, która brzydziła się okrucieństwem i przemocą, dałam się głupio sprowokować do porzucenia wyznawanych przeze mnie wartości dla paru sekund durnego unoszenia się dumą. Kobieta jęknęła, a ja rozluźniłam nieco palce, lecz wciąż trzymałam jej rękę, by upewnić się, że weźmie sobie moje słowa do serca i niczego więcej nie wykombinuje.
Ale wykombinowała. Pierwsze jej całkiem głośne słowa były zapowiedzią zamieszania, które nagle próbowała wywołać, po raz kolejny obracając wszystko przeciwko mnie. Moje oczy zwęziły się nienawistnie zaledwie na ułamek sekundy, by chwilę później zrobić się prawie że okrągłe jak spodki z doskonale wystudiowanego zdziwienia wymieszanego z oburzeniem. Nie pozwolę się oczernić. Nie tym razem.
- Chyba nie sądziła pani, że pozwolę pani ukraść naszyjnik, który dostałam od męża? Zawsze wiedziałam, że duże zbiorowiska to świetna okazja dla złodziei, ale pani bezczelność przechodzi już ludzkie pojęcie! - wzburzyłam się, również podnosząc głos, gdy głowy ludzi stojących najbliżej nas zwróciły się z zainteresowaniem w naszym kierunku. Wieść o tym, że z utrapionej gwiazdki zmieniłam się nagle w boksera, rozeszłaby się z prędkością światła, jednak Francuzka nie wzięła pod uwagę tego, że moja rozpoznawalna twarz może być w dużej mierze moją zgubą, jak i atutem. Przecież zawsze jawiłam się publice jako poukładana, eteryczna i skrzywdzona przez los, dlaczego teraz mieliby wierzyć zupełnie obcej, młodej krzykaczce, zamiast mnie? Szczególnie, że już pocierałam z obolałą miną kark, jakby faktycznie chwilę wcześniej zamiast moich loków szarpnięta została diamentowa kolia, której zapięcie zostało nieco naruszone, gdy przed wyjściem z domu mały Seth, nad którym się pochyliłam, by ucałować go na pożegnanie, chwycił błyskotkę w rączki i pociągnął ku sobie. Kto wie, może na mojej skórze widoczne było zaczerwienienie po tym niefortunnym wypadku, a ja, w pośpiechu opuszczająca dom, wcześniej tego nie zauważyłam? - Och świetnie, że panowie interweniujecie, ta oto pani bezwstydnie próbowała zedrzeć mi z szyi naszyjnik, a teraz, gdy ją przyłapałam, oskarża mnie o przemoc fizyczną, czy to nie absurdalne? - odezwałam się słodziutko do organizatorów konkursu, którzy zaalarmowani zamieszaniem zbliżyli się do nas. Naturalnie chcieli nas wyprosić, moja rola jednak się nie skończyła, a interwencja ta działała tak naprawdę na moją korzyść. Puściłam rękę kobiety, mając już pewność, że nie ucieknie. - Nie chciałam robić zamieszania i wzywać policji, już i tak wywołana została zbędna scena, będę musiała przeprosić pana Prewetta za ten mały skandal, rujnujący jego wspaniały festiwal. - zasmuciłam się jeszcze nad wątpliwą moralnością pospólstwa, z wielkim przejęciem zwracając się wciąż do oddelegowanych do nas panów i wciągając ich w swoją grę, mającą ratować mnie przed plotkami. - Jest mi bardzo przykro, że doszło do tego incydentu, ale jest pani jeszcze taka młoda, ma pani przed sobą całe życie... Nie chcę wnosić oskarżenia przeciwko pani, naprawdę jestem gotowa puścić to wszystko w niepamięć, jeśli obieca mi pani przemyśleć swoje zachowanie i nigdy więcej nie uciekać się do podobnych czynów. - dodałam wspaniałomyślnie niczym rasowa pani miłosierdzia, gotowa wybaczyć zbłądzonej, zdesperowanej młódce szybką próbę wzbogacenia się. I któż teraz jest większą ofiarą?




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   08.11.15 15:12

Dłuższy czas wpatrywał się w twarz Havishama, okazał się najlepszym spośród zgromadzonych - a potężnych ludzi dobrze jest znać. Powtórzył w myślach jego nazwisko, obserwując wręczany mu kociołek, chwilę później nagrodę wręczono również Evandrze - wiedział, że niewiasta dobrze znała się na swojej profesji i nie powinien tych umiejętności lekceważyć, trucizna w ręku kobiety była bronią najpotężniejszą. Była zwyciężczynią, drugą spośród angielskich alchemików - przegrała z o wiele starszym mężczyzną, do którego zapewne brakowało jej wielu lat doświadczenia. Przyglądał jej się uważnie, kiedy odbierała należne nagrody, bez wyrazu, z chłodem w oczach, w myślach kalkulując kolejne posunięcie. Bliźniak Allison był zaskoczeniem, ale nie znał go na tyle dobrze, by wiedzieć, na ile poważnie traktuje eliksiry. Odnalazł spojrzeniem również Ritę, nie chcąc nawet próbować wyczytać jej myśli - wiedział, że nie łączyły ją ze Slughornami wybitnie ciepłe stosunki, ale nie był pewien, czy będzie zachwycona swoim pokazem. Allison i Inara uplasowały się gdzieś pomiędzy.
Wówczas zaniepokoił się jednak usłyszanym głosem Harriett, która najwidoczniej wraz ze swoją - całkiem ładną, swoją drogą - przyjaciółką najwyraźniej weszły w większą sprzeczkę. Wpierw tylko na nie zerkał, lecz kiedy jedna zaczęła wołać o pomoc, a druga  - oskarżać ją o kradzież, zerknął raz jeszcze ukradkiem ku centrum wydarzenia, upewniając się, że Evandra wraz z resztą zawodników wciąż zajęta jest zarówno odbiorem nagród, jak i przyjęciem gratulacji, po czym powoli minął tłum, udając się w kierunku pań. Już je uciszano, pracownicy już je wypraszali, wyglądało na to, że atmosfera zaczynała robić się gorętsza niż podczas rywalizacji. Naprawdę dawno nie widział Harriett, i tak winien się z nią przywitać - a wolał się przy tym upewnić, czy wszystko było w porządku. Zedrzeć naszyjnik, dobrze słyszał?
- Hattie - zawołał ją, gdy znalazł się bliżej.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Evandra C. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange https://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 https://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 https://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 https://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408
Alchemiczka
23
Szlachetna
Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
0
1
30
4
0
0
1
0
Półwila

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   08.11.15 15:14

W napięciu oczekiwała werdyktu jury, ciągle wierząc w swą wygraną - potrzebowała jej, by choć trochę poprawić swe samopoczucie oraz udowodnić co po niektórym, że nie jest przedmiotem, nie jest zabawką...  Poświęciła wiele długich lat na zgłębianie tajników alchemii i nie miała najmniejszych wątpliwości co do tego, że może stanąć na najwyższym stopniu podium.
Kiedy komisja przystanęła przy jej kociołku, próbowała wyczytać z ich twarzy cokolwiek, co mogłoby naprowadzić ją na właściwy trop - lecz czy miała się czym martwić? I barwa, i zapach eliksiru zgadzały się z opisem, wszystkie czynności wykonała z niebywałą precyzją... Wzdrygnęła się, gdy zawartość kociołka Rity wybuchnęła prosto w twarz nestora rodu Slughornów; co się stało? Co poszło nie tak? Przecież znała Ritę nie od dziś i wiedziała, na co ją stać.
Chwilę później najmłodszy z członków komisji zwięźle ogłosił wyniki - a jej serce przyśpieszyło niebezpiecznie. Była druga? Druga? Nie mogła w to uwierzyć. Jeszcze tego jej brakowało, przegranej w koronnej dyscyplinie, kolejnego ciosu w samo serce. Gdyby jeszcze nie obecność Rosiera; musiał odczuwać niemałą satysfakcję, kiedy widział jak przegrywa, na dodatek z mężczyzną. Wszak była jedynie kobietą, arystokratką, trofeum - nie dla niej takie zaszczyty.
Odebrała swe nagrody z kamienną twarzą, oszczędnie, lecz z nienagannymi manierami dziękując przedstawicielom komisji; miała ochotę zaszyć się na wyspie, w swym pokoju i nie opuścić go przez kilka kolejnych dni, jednak ciążący na palcu pierścień zmuszał ją do służalczego pozostania na festiwalu i gorzkiego przełykania przegranej na oczach wszystkich.
Zakładała, że zaraz po skończonym konkursie Rosier spróbuje do niej podejść, nawiązać jakiś kontakt - choć oboje wiedzieli, że to nie skończy się dobrze - dlatego niemałe było jej zdziwienie, gdy zamiast ku niej, ruszył ku innej kobiecie, jednej z tych, które przyszły zakłócać ich spokój swymi prywatnymi porachunkami. Naprawdę?
Wykrzywiła usta w złośliwym, pełnym wyższości uśmiechu; czy mógł ją jeszcze bardziej poniżyć? Publicznie wybierając inną kobietę, kiedy jego narzeczona stała ledwie kilka metrów dalej? Och, no tak - i tamta musiała być półwilą, a przynajmniej wyglądała na jedną z ich. Skoro Rosierowi udało się już jedną oznaczyć pierścieniem, nic nie zabraniało mu zabawić się z inną.
Odwróciła się na pięcie i czym prędzej skierowała się ku wyjściu z polany, chcąc zostawić cały ten wstyd daleko za sobą.

/zt


Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Alchemiczka
26
Szlachetna
Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
10
10
35
0
0
0
5
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   08.11.15 17:07

Westchnęła cicho, kiedy okazało się, że jej eliksir jednak nabrał właściwiej mocy. Wciąż, z nieskrywanym uśmiechem spoglądała na pojawiający się od czasu - bzowy płatek, by ostatecznie przywitać sędziów wdzięcznym dygnięciem. Cóż, nie poszło jej szalenie dobrze, ale eliksir nadawał się do użytku. Cicho zastanawiała się, czy znalazłoby jeszcze jakieś zastosowanie...dostałą w końcu fiolkę wywaru, więc może będzie mogła przetestować? W końcu..nie widziała po co innego mógłby jej służyć ów "cud".
Kiwnęła głową w stronę zwycięzców, mrużąc wesoło oczy do Billego. Nie przeszkadzało jej, że go nawet nie znała - ot radość przekazana najlepszemu alchemikowi.
Inara już po chwili podbiegła do ojca. Tristan, którego wcześniej wypatrzyła, zbliżył się, do dwóch kłócących się kobiet...ale nie miała zamiaru się zatrzymywać. Może napisze Rosierowi?
- Chodźmy już tato - ucałowała swego ojca w policzek i pociągnęła za ramię, by zniknąć z polany i pozostawiając za sobą zapach bzu - nie tylko tego z otaczających krzewów.

zt





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   08.11.15 17:13

Z powątpiewaniem patrzę do swojego kociołka. Winą za dopiero co stworzoną breję mogę obarczać wiele czynników: niesprzyjające okoliczności, groszy dzień, niekorzystne ułożenie gwiazd, a może po prostu niewystarczające zdolności. Dopiero gdy komisja przyjrzała się mojemu dziełu, macham różdżką usuwając niezbyt poprawnie uwarzony eliksir, co by nikt się przypadkiem nie potruł. Najwyraźniej nawet studia w jednym z najlepszych miejsc do studiowania alchemii, nie potrafiły ze mnie uczynić prawdziwego, zdolnego twórcy – gdy brak wrodzonego talentu, nawet lata praktyki nie pomogą. Nie to co Sorenowi, gdyby tylko zszedł z tej niebezpiecznej miotły, odniósłby naprawdę spektakularne sukcesy. Może to dobrze, kariera sportowca zazwyczaj nie trwa całe życie. Nie zazdroszczę mu, jestem po prostu dumna. Może trochę zawiedziona tym, że nie praktykuje eliksirów wraz ze mną. Teraz, po tej zaskakującej wygranej nie będzie miał wyjścia, jak częściej stawać nad kociołkiem. - Byłeś wspaniały – zwracam się do swojego bliźniaka z radosnym uśmiechem, gdy udaje mi się przecisnąć do jego - Absolutnie, niezaprzeczalnie cudowne, braciszku. Wiesz co? Pomyśl, co by było gdybyś częściej to robił. Cała Anglia zabijałby się o twoje eliksiry – szturcham cię lekko w ramię, puszczając perskie oczko. Zadowolenie i duma pozwalają mi zapomnieć o drobnej porażce nad własnym kociołkiem.




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Annabelle Apollinaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1572-annabelle-apollinaire http://morsmordre.forumpolish.com/t1584-poczta-panny-aa#15830
Stażystka w Czarownicy
21
Mugolska
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
5
20
0
0
0
0
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   08.11.15 17:23

Czułam się na wygranej pozycji, gdy kolejne słowa padały z moich ust, a organizatorzy najwyraźniej zaalarmowani coraz głośniejszym poruszeniem, kierowali się w naszą stronę. Byłam pewna, że za chwilę nas uciszą i każą wyjaśnić całą sprawę gdzieś poza terenem konkursu, który zresztą i tak powoli zmierzał do końca. Ale skąd miałam wiedzieć, że ta mała poczwara zechce dalej odstawiać teatrzyk? W dodatku dopuszczając się tak bezczelnego i żałosnego kłamstwa, że gdybym teraz siedziała, poderwałabym się z oburzeniem. Zamiast tego patrzyłam zszokowana na jej parszywą buźkę zastanawiając się przy tym, ilu jeszcze biednych męskich idiotów omotała jej niewinna twarz, zanim to paskudne babsko pokazało swoje prawdziwe oblicze. Ciekawe czy Zaim Naifeh wiedział już, jakiego potwora poślubił; jeśli nie, z pewnością niedługo sobie to uświadomi, już ja o to zadbam.
- Kradzież?! - wrzasnęłam, wyrywając się organizatorom, którzy przezornie złapali mnie za ramię i nie puszczali, chociaż wokół nich latały całkiem atrakcyjne słowne wiązanki (może i miałam francuski akcent, ale angielskie przekleństwa były wyjątkowo łatwe do zapamiętania). - Ty śmierdząca smoczym łojem wywłoko! - wyciągnęłam dłonie wyposażone w zaostrzone pazury (jednak się przydały) próbując dosięgnąć swojej ofiary, ale znów zostałam przytrzymana. - Ty marna imitacjo kobiety! Szkaradna poczwaro! Mam nadzieję, że lubisz o sobie czytać, bo będziesz częstym bywalcem okładek w Czarownicy! - krzyczałam dalej, ale moje krzyki były zagłuszane przez odległość, jaka stopniowo wzrastała między mną a Harriett. Dopiero po chwili zauważyłam, że jeden z organizatorów przerzucił sobie mnie przez ramię i beztrosko wynosił poza okrąg gapiów, który powoli się wokół nas tworzył. Kilkaset metrów później postawił mnie na ziemię, mruknął coś o zawistnych kocicach i wrócił na miejsce. Odprowadziłam go wkurzonym spojrzeniem i dokładnie w tej samej chwili zobaczyłam, jak moja niedoszła ofiara (oby wypadły jej wszystkie zęby) mizdrzy się do Tristana Rosiera. Tego samego, którego narzeczona opuszczała właśnie plac alchemicznych bojów. Jeśli mój reporterski nos mnie nie mylił, mogła być z tego całkiem niezła sensacja.

z/t


Powrót do góry Go down
Harriett Lovegood
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1388-harriett-lovegood#11320 https://www.morsmordre.net/t1508-alfons#13822 https://www.morsmordre.net/t1428-veni-vidi-amavi#12332 https://www.morsmordre.net/f170-canterbury-honey-hill https://www.morsmordre.net/t1818-harriett-lovegood#23281
spadająca gwiazda, ponurak
27
Czysta
Wdowa
stars kiss my palms and whisper ‘take care my love,
all bright things must burn
0
18
12
5
0
0
10
0
Półwila
the show must go wrong

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   08.11.15 23:09

Zawody alchemików dobiegły końca, a ja, pochłonięta prywatnymi dramatami, które z każdą chwilą coraz bardziej wartkim potokiem wyciekały do sfery publicznej, nawet tego nie zauważyłam. Jednym uchem zarejestrowałam ogłoszenie wyników, zaledwie zerkając przelotnie na rozdanie nagród, by wiedzieć później, komu ewentualnie powinnam gratulować sukcesu, chociaż w tym momencie po mojej głowie krążyły zgoła odmienne myśli, skupione na irytującym do granic możliwości manipulatorskim całokształcie nieznanej mi panny, która swoją obecnością zatruła całkowicie urok tego sierpniowego dnia. Teraz jednak krzyki Francuzki są muzyką dla moich uszu, dowodem mojego triumfu, a jej wyrywanie się, protesty i wyzwiska tylko potwierdzają moją wersję wydarzeń - któż z tu obecnych nie uwierzyłby pokrzywdzonej Harriett, mając w świadomości fakt, że ludzie przyłapani na błędzie, zawsze gorąco się go wypierają? Z pewnością w odpowiednim czasie przyjdzie mi słono zapłacić za to zajście i wstyd, jak niewątpliwie ściągnęłam na mierną, mściwą dziennikareczkę, znacznie utrudniając jej tym samym wejście w nowe środowisko, teraz jednak cieszyłam się tym, że chwilowo udało mi się wybrnąć z sytuacji.
Spojrzałam na wynoszoną przez ochronę, machającą wściekle dłońmi, nie mogącymi mnie sięgnąć kobietę z niemalże politowaniem, mówiącym proszę się nie pogrążać i wzdrygnęłam się, słysząc jej obelgi. Chociaż nazywano mnie już gorzej, podobne słowa nigdy nie przechodzą koło mnie obojętnie.
- Och, Czarownica prezentuje dość mierny, ale jednak poziom, wątpię więc, by zagrzała w niej pani miejsca po owym zajściu. - stwierdziłam jeszcze w roli urażonej do żywego damy, której uszy więdną od podobnego popisu braku kultury osobistej i oczywistym stało się to, że jeśli mam zamiar cieszyć się spokojem, Panna Kłopot z redakcji, którą właśnie mi wskazała, musi wylecieć jak najszybciej. Tak samo jak z Londynu czy w ogóle z Wielkiej Brytanii. Podziękowałam jeszcze miłym panom za interwencję, aż emanując swoim nieodpartym urokiem osobistym i drgnęłam nieznacznie, słysząc znajomy i, dla odmiany, wyjątkowo przyjemny dla ucha głos tuż obok mnie.
- Tris! Obawiam się, że wywołałam niemiłą sensację, nie w takich okolicznościach chciałam się z tobą spotykać po tak długim czasie. - powiedziałam, wciąż nieco zatroskanym głosem, gdy już odwróciłam się w kierunku Rosiera i dotknęłam lekko jego ramienia, jakby to miało mnie uspokoić po traumie spotkania z szantażystką, która postradała zmysły. Naturalnym dla mnie przywitaniem byłoby muśnięcie wargami policzka mężczyzny, jednak pod obstrzałem widowni, liczącej na tanią sensację, mogłoby to być nieodpowiednie, dlatego uśmiechnęłam się tylko promiennie, szczerze ciesząc się na widok Tristana. - Mam nadzieję, że masz się świetnie jak jeszcze nigdy. - dodałam, chcąc jak najszybciej wyprzeć z pamięci incydent z młodą Francuzką, która mignęła mi w oddali, już poza otoczeniem stanowisk alchemików.




I'm just gonna keep callin' your name
until you come back home

Powrót do góry Go down
Rita Sheridan
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t600-margerita-sheridan https://www.morsmordre.net/t714-poczta-rity#2428 https://www.morsmordre.net/t605-rita-sheridan https://www.morsmordre.net/f100-smiertelny-nokturn-13-3 https://www.morsmordre.net/t989-panna-rita
Trucicielka, lichwiarka, hazardzistka
30
Czysta
Panna
The black heart angels calling
With kisses on my mouth
There's poison in the water
The words are falling out
1
2
16
3
0
1
0
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   09.11.15 19:24

Ostatnie minuty konkurencji spędziła obserwując swoich przeciwników. Nie patrzyła już nawet w stronę swojego kociołka - czuła, że unosząca się z niego woń nie ma tego charakterystycznego zapachu eliksiru miłosnego i nie łudziła się, że coś z nim ugra. Zwłaszcza, że na jej oko kilku zawodników przygotowało całkiem porządne mikstury. W spokoju czekała więc na pojawienie się komisji i rozstrzygnięcie zawodów. Jednak, gdy ujrzała ową komisję cały jej spokój wyparował w ułamku sekundy. Udolf Slughorn. Pieprzony wujaszek Slughorn, musiał się oczywiście pojawić i wszystko popsuć! Czarownica zmrużyła wściekle czarne oczy i zacisnęła pięści. Nie przejmowała się przegraną, bo nie potrzebowała tytułu zdobytego na zwodach Prewettów, by znać swoją wartość jako alchemiczki. Jednak pogarda w spojrzeniu znienawidzonego krewnego? Tego nie mogła znieść, to byłoby zbyt dużo do przełknięcia. Zwłaszcza, że jedno szybkie zerknięcie na kociołek upewniło ją w tragicznym stanie jej mikstury.
Pomysł pojawił się w ułamku sekundy, gdy dostrzegła jak bardzo nestor rodu Slughornów angażuje się w zadanie sędziego. Stary piernik niemal właził w kociołki pozostałych zawodników, najwyraźniej udając, że zna się bardziej od pozostałych sędziów. Usta Rity, jeszcze chwilę wcześniej zaciśnięte w pełnym irytacji grymasie, teraz rozciągały się w leniwym uśmieszku. Na stole zostały jej jeszcze resztki składników - zaczekała więc, aż komisja zatrzyma się przy przedostatnim stanowisku i jak gdyby nigdy nic dorzuciła do bulgoczącego naparu kilka jagódek. Nic specjalnego... ale wystarczy by naruszyć kruchą równowagę mikstury. Podziękowała w duchu swoim złodziejskim nawykom, pewna, że nikt nie dostrzegł jej małego psikusa. Komisję powitała lekkim skinieniem głowy i podejrzanie słodkim uśmiechem. Eliksir bulgotał coraz bardziej agresywnie, wzbudzając pewną konsternację jury. Ale Slughorn i tak pochylił się na kociołkiem... I bum! Całość wybuchła mu w twarz. Z sykiem gorąca maź osiadła na jej pięknej szacie, ale nawet przez chwilę nie przejęła się tym drobiazgiem. Ramiona zadrżały jej od tłumionego z trudem śmiechu, gdy nestor rodu odwrócił się na pięcie i odmaszerował oburzony. Gdy jego tłuste cielsko oddalało się w podskokach, już nawet nie próbowała się hamować. Szczery i bezwstydny śmiech towarzyszył jej, póki nie opuściła polany - idąc z zadartą głową i dumnym spojrzeniem, jakby to ona właśnie wygrała. Nie czekała na rozdanie nagród. Nie potrzebowała ani receptury od łaskawych Prewettów. A doskonałej pracy mogła pogratulować Evandrze na osobności - wszak publicznie nikt nie powinien ich widzieć razem.
Szybko wróciła do domu. Przecież szczerze nienawidziła takich masowych imprez...

[zt]






She wears strength and darkness equally well
The girl has always been half goddess, half hell.

Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
pałkarz Os z Wimbourne
26
Szlachetna
Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
0
7
7
0
0
2
0
10
Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   09.11.15 21:16

Niespokojnie wybijał palcami rytm na drewnianym blacie swojego stanowiska. Przyglądał się w niepewności pozostałym uczestnikom, którzy poddawani byli ocenie przez szacowne jury. Tego właśnie nie lubił w tego typu zawodach. Oczekiwania, które doprowadzało człowieka do istnego szaleństwa. Quidditch był o wiele lepszy, bo efekty działań były widoczne natychmiast i w tym samym momencie podlegały ocenie. Nie musiał czekać nie wiadomo ile, żeby dowiedzieć się, czy tłuczek trafi do celu. Owszem, te sekundy potrafią rozwlec się do nieskończoności, ale koniec końców to inna kategoria oczekiwania. Rozluźnił się jednak, gdy sędziowie zgromadzili się przy ostatnim stanowisku. Avery nie miał pojęcia kim jest właścicielka kociołka i jego zawartości, ale mógł szczerze powiedzieć, że ją podziwiał. Sam chyba padłby na miejscu, gdyby jego eliksiry wystrzelił w twarz szacownemu Udolfowi Slughornowi we własnej osobie. Tymczasem kręcił jedynie z niedowierzaniem głową, powstrzymując nagły napad wesołości i pozwalając sobie jedynie na uniesienie kącików ust.
Ogłoszenie wyników było dla niego zaskoczeniem. Może nie do końca, bo spodziewał się wygranej najpoważniejszego z zebranych alchemików. Havisham wydawał się górować nad wszystkimi powagą i doświadczeniem. Evandrę poznał na nieszczęsnej stypie, nie wiedział nawet, że jest alchemikiem dopóki nie przeczytał jednej z rzetelnych gazet. Nie żałował jej wygranej, chociaż widziałby na jej miejscu Allison. Właśnie, jego siostra wyjątkowo nie zajęła żadnego miejsca na podium, co zdziwiło go najbardziej. Z uwagą przyglądał się jej podczas ocen jurorów i już widząc jak pozbywa się swojej zawartości kociołka, wiedział, że coś poszło nie tak. Koniec końców nie cieszyła go własna wygrana, bo bez niej nie był do końca zwycięzcą.
Odebrał nagrodę z należytymi szlachcicowi manierami, mimo wszystko ciesząc się ze złotego sierpa. Nie mógł zaprzeczać, że kochał eliksiry od zawsze i to, że po tylu latach bez praktykowania w tej dziedzinie zajął tak wysokie miejsce mile łechtało jego próżne ego. Dlatego, gdy Allie znikąd pojawiła się przy jego boku jego wargi od razu wykrzywiły się w uśmiechu. Cieszył się, a takie proste chwile szczęścia nie były dla niego czymś częstym.
- Byłem dopiero trzeci - mruknął rozbawiony ściskając ją krótko, ale mocno. - Nie przesadzajmy, po prostu miałem szczęście - odparł udając, że rozmasowuje ramię po jej ciosie - A jak powiedziałby to Amodeus tylko głupi ma szczęście. - Mówiąc to po raz pierwszy od przyjścia na polanę spojrzał przez ramię. Nie pomylił się ani o jotę. Prince już zmierzał w ich stronę, a Søren nie mógł się pozbyć dziwnego wrażenia, że jego obecność w czasie konkursu wyjątkowo mu pomogła.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   10.11.15 1:54

Jak zwykle skromny, może nie tyle niedowierzający w swoje zdolności, co zbyt dużą część swojego sukcesu spychający na zwykły łut szczęścia. Czemu nie specjalnie mnie to dziwi? Masz wiele naturalnych talentów, lecz zaprzeczasz ich istnieniu. Pewnie te idealnie posłane tłuczki na ostatnim treningu, który obserwowałam z trybun, były spowodowane sprzyjającym wiatrem? A może ułożeniem Plutona względem Wielkiej Niedźwiedzicy? Co najwyżej mogę być wdzięczna, że nie roztrząsasz mojego małego potknięcia.
- Ah tak? Zwykłe szczęście? Skoro to jednorazowe, to mam nadzieję, że wykorzystasz szansę i ten eliksir do podbicia serca jakieś panny. Może jednej z twoich fanek? - rzucam zaczepnie, lecz tak naprawdę przemawia przeze mnie troska; nie chce byś został skazany na los podobny mojemu z powodu takiej błahostki jak zbytnia opieszałość w poszukiwaniu narzeczonej. Własny ślub jestem w stanie znieść, walczyć zaciekle o jego przerwanie, lecz na twoją krzywdę nie mogę patrzeć. Dlatego zrób coś i nie gniewaj się o ten czubek języka wystawiony tak, by nikt nie zobaczył.  
Jednak czy w ogóle mnie słuchasz? Patrzę za twoje ramię i widzę Amodeusa, spinam mięśnie, jakbym dopiero co dostrzegła ponuraka. Być może twój przyjaciel jest omenem, znakiem do opuszczenia polany. Rozglądam się jeszcze po przerzedzającym się tłumie - nie dostrzegam jednak nikogo kogo ujrzeć bym chciała i wręcz przeciwnie, kogoś kogo wolałabym unikać niczym szatańskiej pożogi. Chociaż nieobecność Selwyna napawa mnie radością - jeszcze tego brakowało, by widział moją porażkę nad kociołkiem i zdobył kolejny powód do uszczypliwości - to absencja Sylvaina, choć wcale mnie nie dziwi, sprawia, że trochę markotnieję. Spodziewałam się, że pojawi się tutaj, jeśli nie dla mnie to dla ciebie, bracie. Cóż, może się myliłam, a wasza przyjaźń uległa ochłodzeniu?
Zakładam jeszcze koronkowe rękawiczki, zanim całuję cię w policzek. - Nie obrazisz się, jeśli cię opuszczę? Zapomniałam, że jestem umówiona. Widzimy się wieczorem, prawda? - pytam retorycznie, wiedząc, że pojawisz się w namiocie. Drobne kłamstewko, nie mam w planach żadnego spotkania, co nie znaczy, że nie natknę się na jakąś sympatyczną duszę. Odbudowywanie znajomości po tylu latach jest żmudne, uwierz. Nie chcę cię za sobą ciągać, szczególnie, że spędzamy ze sobą zaskakująco dużo czasu, a być może masz w planach inne spotkania, choćby przy szklance Ognistej z Amodeusem, czyż nie?
- Panie Prince - witam się i żegnam jednocześnie, gdy przechodzę obok twojego przyjaciela. Dłuższe przebywanie w swoim towarzystwie nie wydaje się zbyt dobrym pomysłem, głównie przez wzgląd na ostatnie listy, dlatego ściskając w dłoni małą fiolkę eliksiru, wymykam się z polany zostawiając za sobą rozpraszającą woń lilaku.

| zt dla Allison




I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Arystokrata, smokolog
27
Szlachetna
Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
36
30
0
0
1
42
5
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Leśna Polana   10.11.15 2:04

Przyśpieszył, kiedy dostrzegł, że panie, w kierunku których zmierzał, zaczęły przechodzić do rękoczynów, towarzyszka Harriet chyba jednak nie była jej przyjaciółką - wskazywały na to agresywne pazury wyciągnięte ku półwili. Szczęśliwie, ktoś odciągnął kobietę i wyrzucił ją z polany - co za parszywe słownictwo przy damie - ze strzępów rozmowy dało się jednak wyłapać jej sens, awanturnica musiała być dziennikarką Czarownicy. Od pismaków gorsza mogła być już tylko mugolska zaraza, rzucił za nią spojrzeniem, kiedy jej pogróżki milknęły już na obrzeżach polany. Na szczęście ochrona usunęła ją szybko, a sposób, w jaki Harriett jej za to podziękowała, nie umknął uwadze Tristana; nigdy nie przestał podziwiać czaru półwili. Nie spojrzał na centralną część konkursu, skąd właśnie odchodziła Rita, nie dostrzegł również, że miejsce to opuściła Evandra - pewien był, że minie dłuższa chwila, nim jego narzeczona zbierze oficjalne gratulacje od jury.
- Każda okoliczność jest dobra, Hattie - odparł, jego ramię drgnęło, kiedy chciał objąć kobietę na powitanie, lecz pojął niezręczność chwili, kiedy nie zbliżyła ust do jego policzka. Żadne z nich nie chciało przeobrazić wszak tego niewinnego spotkania w sensację, a przepychanki Harriett z dziennikarką rzeczywiście sprawiły, że duża część widowni - zamiast obserwować ceremonię wręczenia nagród - przyglądała się teraz pani Naifeh. Nie dziwił im się, bójka dwóch pięknych kobiet zawsze była ciekawym widowiskiem. - Wszystko w porządku? - Uważnie przyjrzał się jej twarzy, jak dawno jej nie widział, miesiąc, dwa? Wciąż piękna i wciąż doskonała, choć poślubiona arabowi - zasługiwała na coś lepszego.
- Słyszałem fragment waszej... - awantury - rozmowy, żałuję, że nie zareagowałem wcześniej. Sądziłem, że przyszłyście razem. - I nie była to wyłącznie kurtuazja. Czasy, w których Harriett codziennie błyszczała na okładkach Czarownicy, raczej już minęły, ale powinien się domyślać, że dziennikarze wciąż nie dawali jej spokoju. Wszystko wskazywało na to, że ta dziewczyna przeszła samą siebie i chciała ukraść pamiątkę, jaką Hattie otrzymała od męża - niezależnie od tego, co sądził o Zaimie, czy mogła zachować się bardziej żenująco? Dziennikarki Czarownicy były gorsze od hien, dla sensacji gotowe dojść częstokroć po trupach. Kobiety takie jak Harriett czy Evandra wzbudzały grom zazdrości, a przez to stawały się dla nich najbardziej łakomym kąskiem. Tristan nie chciał początkowo wtrącać się w rozmowę zachowaną w dyskretnym tonie, być może już wtedy dziennikarka zaczynała chachmęcić - lecz Hattie zachowała klasę.
- Jak nigdy - przytaknął stanowczo, kłamiąc bez mrugnięcia powieką, od śmierci siostry nigdy nie miał się świetnie, dobrze, ani nawet względnie, ale lubił oszukiwać świat, że jest inaczej. W patriarchalnym świecie arystokracji mężczyzna nie miał prawa do słabości. - Jesteś sama? - Kolorowy Zaim rzucał się w oczy z daleka, lecz tym razem go nie spostrzegł, cóż, nic dziwnego, akurat był jej przecież potrzebny.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
 

Leśna Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 14Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9 ... 14  Next

 Similar topics

-
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Jasna Polana
» Polana za rzeczką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18