Wydarzenia


Ekipa forum
Łuk Durdle Door
AutorWiadomość
Łuk Durdle Door [odnośnik]07.11.15 18:42
First topic message reminder :

Łuk Durdle Door

Nieco oddalony od Weymouth rozległy piaszczysty brzeg plaży, na którym co jakiś czas wznoszą się ostre, niebezpieczne skały, spośród których największą jest wapienny łuk Durdle Door. Mnogość naturalnych przeszkód uczyniła to miejsce trudnym szlakiem konnym wytyczonym dla doświadczonych jeźdźców, którzy już od wieków pokonują się wzajemnie w pomysłach na ominięcie piętrzących się na plaży kamieni, dosiadając skrzydlatych rumaków.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łuk Durdle Door - Page 54 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]20.11.23 14:16
The member 'Artemis Lovegood' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 57

--------------------------------

#2 'k100' : 11
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łuk Durdle Door - Page 54 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]20.11.23 15:28
Pierwotna, szarpiąca ciałem ekscytacja, ustępowała wyścigowemu skupieniu. A chociaż serce wciąż wybijało radosny rytm, niemal równo do melodii stukotu kopyt o podłoże, to cel znajdował się już dalej, w powtórzonej w myślach trasie, w ruchu mięśni, które pracowały pod skórą zwierzęcia, w cieple, które biło od aetonanowej szyi i pędu wiatru, który szarpnął czernią włosów i zamykając jej usta. Potężne skrzydła siwka, nawet jeśli wciąż nie były rozłożone, zdawały się falować, gotowe do rozpięcia i uniesienia w niebo - Dalej kochany, gnaj, zatańcz - szepnęła, gdy w końcu slalom żywych przeszkód został za nią, a przed nią sypał się piach z kopyt pędzącego przed nią aetonana i ogromnej postury jeźdźca. I wciąż nie liczyło się, która będzie na linii mety. W piersi, serce wciąż trzepotało, jak ruchliwy skowronek skrzydłami, wzmacniając jednocześnie lekkość i zgranie, jakie osiągała ze swoim wierzchowcem. Czuła, jakby płynęła, a moment, w którym rumak odbił się od ziemi, wzbijając powietrze, miała zapamiętać na długo. Na długo.... do czasu, gdy nagła jasność objęła przestrzeń wokół niej. Jasność, która w kilka uderzeń serca potem, zmieniła się w bezkresną ciemność. Zanurzyła się w pustce. Bez myśli, bez uczuć. Jakby to nicość była wszystkim co znała. I nawet jeśli wcześniej, do głosu chciała wedrzeć się panika, to wszystko - rozmyło się, pozostawiając ją całkowicie bezwładną.
Spadała. To pierwsze, powracające wrażenie, które świstem wiatru szarpiącego puszczonym jak szmacianą lalkę - ciałem, dotarło do zmysłów. Z gardła wyrwał się krótki, urwany krzyk i dopiero, gdy rozmazany wzrok i pozostałe zmysły wróciły względną jasność, poruszyła się, starając obrócić ciało tak, by dostrzec - lecących w dół - pozostałych uczestników wyścigu. A obok, właśnie wybudzający się aetonan. Uderzająca jak bat adrenalina, kazała jej działać natychmiastowo. I chociaż różdżka, bezpiecznie wciśnięta w kieszeń przy pasie, wciąż dawała pewne opcje, wiedziała, jak niewiele potrafiła w dziedzinach magii, które teraz, w tej ekstremalnej sytuacji, mogły jej pomóc. Zdecydowała się działać intuicyjne, wołając najpierw po imieniu jej wierzchowca - Espines! - tylko, by w całym chaosie i zapewne strachu, zrozumiał, że była obok. A potem sięgnąć siodła, grzywy, czy choćby targanych pędem wodzy, by podciągnąć się bliżej. Wiedziała, że aetonan musiał się obrócić kopytami w dół, by mogła trafić na jego grzbiet i nie utrudniać mu manewru. Rozpędzonego upadku w wodę wolała sobie nawet nie wyobrażać.

| Korzystając ze zwinności/umiejętności jeździeckich, próbuję wrócić na aetonatowy grzbiet (złapanie w locie i wdrapanie się na grzbiet) - poświęcam na to dwie akcje


...światło zbudź,
Co stracone znajdź,
I wróć mi dawny skarb

Aisha Doe
Aisha Doe
Zawód : tancerka, przyszły alchemik, siostra
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Prick your finger on a spinning wheel
But don’t make a sound
OPCM : 4
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 3 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 22
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11832-aisha-doe#365247 https://www.morsmordre.net/t12177-poczta-aishy#375018 https://www.morsmordre.net/t12269-aisha-doe https://www.morsmordre.net/f386-dom-bathildy-bagshot https://www.morsmordre.net/t12176-szuflada-skrytka-aishy#375010 https://www.morsmordre.net/t11838-aisha-doe#365410
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]20.11.23 15:28
The member 'Aisha Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 62, 40
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łuk Durdle Door - Page 54 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]20.11.23 21:47
Roger był tak skupiony na tym, aby przeżyć na końskim grzbiecie, że nie zauważył pierwszych oznak złego. Dopiero gdy coś błysnęło, a ptaki zaczęły spadać na ziemię, zorientował się, że coś wyraźnie jest nie tak. Trudno mu było jednak rozglądać się wokół, gdy Harcerz stanął dęba. W pierwszym odruchu chwycił się go mocno, gubiąc strzemiona. Czując jednak, że i tak zsuwa się z konia, postanowił samodzielnie się ewakuować, zeskakując w bok, gdy zwierzę opadało już z powrotem na cztery kopyta. Jęknął cicho, lądując na piasku – mimo pewnego zaplanowania upadek i tak do przyjemnych nie należał.
Próbując podnieść się na nogi, sięgnął po różdżkę i szybko ocenił sytuację; na plaży zaczął panować zupełny chaos. W ciągu zaledwie kilku chwil nie był w stanie zrozumieć, co się tu tak właściwie dzieje i jaki jest tego powód, jednak nie trzeba było być przecież specjalistą, aby widzieć, że nie jest wcale dobrze. Co robić? Nie znał tak silnych zaklęć, które pozwoliłoby mu ochronić wszystkich wokół. Brak jasnego wroga, jakim mogłyby być zaczarowany przedmiot, czy wielka burzowa chmura też nie ułatwiał sytuacji.
W końcu podjął decyzję. Skoro nie znał powodów zagrożenia i nie wiedział, jak z nim walczyć, należało przynajmniej spróbować wykluczyć te najbardziej oczywiste. Chociaż było wątpliwe, aby lokalna plaża, jako miejsce, w którym regularnie odbywały się podobne wyścigi, była objęta klątwą, Roger postanowił sprawdzić, czy aby na pewno; być może cały ten chaos był faktycznie wynikiem jakiegoś śmierdzącego czaru. Choć nie znał się na starożytnych runach szczególnie dobrze, podstawowa umiejętność zwykle wystarczała mu do tego typu prostego sprawdzenia terenu, czy przedmiotu. Dlatego machnął różdżką, wypowiadając:
Hexa revelio!
Obawiał się jednak, że jeśli to naprawdę była jakaś czarnomagiczna klątwa to i tak nie zdoła z tym zbyt wiele zrobić, a przynajmniej nie sam. Kto wie, na plaży nie brakowało ludzi. Może znalazłby się ktoś, kto byłby w stanie zrobić więcej.

| starożytne runy I



Serenely splendid heron,
staring into river,
wind that blows your feathers

Roger Bennett
Roger Bennett
Zawód : szukam tropów i rozwiązuje sprawy
Wiek : 35 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I will write peace on your wings and you will fly all over the world.
OPCM : 20 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Czego potrzebujesz?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11848-roger-bennett https://www.morsmordre.net/t11892-losos#367625 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f429-devon-plymouth-ford-park-road-13 https://www.morsmordre.net/t11893-skrytka-bankowa-nr-2575#367639 https://www.morsmordre.net/t11894-roger-bennett#367641
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]20.11.23 21:47
The member 'Roger Bennett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 79
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łuk Durdle Door - Page 54 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]20.11.23 22:43
Opanowanie wystraszonych aetonanów okazało się trudniejsze niż sądził, trzymał wodze mocno – ale nie na tyle, żeby powstrzymać wyrywającego się Chochlika. Poczuł jak rzemień przesuwa się wzdłuż jego skóry, za nieprzyjemnym wrażeniem podążył gorąc, a później ostre pieczenie. Zaklął, rozluźniając palce i zamachał dłonią, jakby instynktownie próbował złagodzić w ten sposób ból; niewiele to pomogło, ale nie pozwolił, żeby powierzchowna rana zatrzymała go na dłużej, skupił się na bracie – pozwalając wierzchowcom odbiec dalej. Miał nadzieję, że trafią z powrotem do swojego hodowcy.
Ruch na krawędzi pola widzenia go zaalarmował, odwrócił się – w samą porę, żeby zobaczyć, jak nieznajomy chłopak (Freddy) zsuwa się ze swojego siodła i upada (zapewne boleśnie) na piach. Miał zamiar mu pomóc, zdążył jednak zrobić zaledwie pół kroku w jego stronę, kiedy niebo ponad ich głowami eksplodowało nagłym blaskiem.
Nie zrozumiał, co się stało. Osłonił oczy instynktownie, odrywając dłoń od czoła dopiero, kiedy dziwne światło (ktoś krzyczał o fajerwerkach, może to było to – choć w umyśle Williama pojawiła się mętna, przelotna myśl, że nigdy wcześniej nie widział fajerwerków tak jasnych) zastąpił głęboki granat wieczoru. Zbyt głęboki, czuł się tak, jakby w słoneczny dzień wszedł do pogrążonego w półmroku domu; zamrugał kilkakrotnie powiekami, starając się przyzwyczaić do ciemności, kątem oka dostrzegając przecinający powietrze kształt. Martwy ptak wylądował bezwładnie na piasku kilka metrów od nich, nieco dalej spadł kolejny. Cichy, nieuformowany jeszcze niepokój zaczął narastać w jego klatce piersiowej, padające trupem zwierzęta kojarzyły mu się tylko z jednym – z dniem, w który nad Wielką Brytanią pojawiła się kometa. Rozejrzał się dookoła, próbując odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości, z każdą chwilą lepiej rozumiejąc, skąd brał się wypełniający żyły lęk.
Było za cicho.
Wrzawa umilkła, ucichł też tętent końskich kopyt; jedynym dźwiękiem, który ściągnął jego uwagę, był szmer wody – to ku niej zwrócił więc spojrzenie, a kiedy jego wzrok zatrzymał się na jasnoszarym pasie biegnącym poziomo wzdłuż horyzontu, podłużnej linii oddzielającej morze od nieba, poczuł, jak serce przestaje mu bić.
To nie mogło być to – ale nie mogło być też czymkolwiek innym.
Przez chwilę sądził, że znalazł się we śnie; w jednym z tych koszmarów, w których stał na łące białych kwiatów w Oazie, nie mogąc się poruszyć – będąc w stanie jedynie bezsilnie patrzeć, jak rosnąca z każdym oddechem fala zbliża się do wyspy, żeby ostatecznie połamać drzewa jak wykałaczki i spłukać zbite z drewna chaty. Moment uderzenia wyrywał go ze snu, budził się zlany potem, wciągając gwałtownie powietrze, zaskoczony, że nie ma w nim ani grama dławiącej wody. Tak samo mogłoby być teraz, mógłby zwyczajnie zaczekać, aż jasny kształt urośnie, a potem zacisnąć powieki i obudzić się we własnym łóżku – ale coś mu mówiło, że to wcale nie był sen. Okoliczności były nie takie, to, że znajdował się na plaży w Weymouth nie miało żadnego sensu; nie miała go również obecność Theo, nie było go przecież tamtego dnia w Oazie. Czy jednak to, czego był świadkiem teraz, było z tym w jakiś sposób powiązane? Czy unicestwione dusze znalazły wreszcie sposób, żeby się zemścić?
Czy to miało znaczenie?
Weź się w garść, Moore.
Theo – wyrzucił z siebie na wydechu, starając się ukryć napływającą do głosu panikę – ale wątpił, by mu się to udało. Odwrócił się w stronę brata, żeby zacisnąć dłoń na jego ramieniu, mocno – może zbyt mocno. – Theo, musisz mi p-p-pomóc zabrać stąd tych ludzi. – W jego słowach nie było grama żartu, twarz stężała; on też. Uniósł wzrok na widownię, nie mieli pojęcia – nie wiedzieli jeszcze, co ich czekało, chyba że ktoś skojarzył już cofającą się wodę z tym, co miało nadejść. – Za chwilę całe wybrzeże zmiecie fala, widziałem to już – w Oazie – wyjaśnił lakonicznie, błagając o to, żeby brat po prostu przyjął jego słowa bez zadawania dodatkowych pytań. Nie było na nie czasu. – Ty też. Uciekaj! – krzyknął, przenosząc na moment spojrzenie na nieznajomego chłopaka (Freddiego).
Odwrócił się, wzrokiem odszukując oddaloną o parę metrów siostrę. Liddy wciąż siedziała na aetonanie, czy mogli jednak przewidzieć, jak zachowa się zwierzę, kiedy nieuchronne zagrożenie się do nich zbliży? – Liddy! – zawołał, biegnąc w jej stronę, wyciągając ramiona, żeby pomóc jej zsiąść z końskiego grzbietu. – Liddy, m-m-musisz uciekać, za chwilę uderzy w nas fala. Zmiecie wszystko na swojej drodze. Nie wiem, jak daleko sięgnie, t-t-trzeba ostrzec ludzi, niech uciekają, niech biegną do świstoklików. – Festiwal lata był dużym wydarzeniem, odbywającym się w niepewnych czasach – z pewnością przewidziano jakiś plan ewakuacji? – Znajdź – znajdź Hannah i Amelię. Proszę – wydusił przez zaciśnięte gardło, rozpychający się we wnętrznościach strach prawie odebrał mu oddech; czy były bezpieczne? Czy ktokolwiek był?
Sięgnął do paska, mocno chwytając różdżkę w dłoń, której nie znaczyły zranienia. Machnął nią mocno. – Accio, miotła! – rzucił; jego miotły nie było na plaży, została w namiocie, nie wiedział, ile czasu zajmie jej dolecenie tutaj – ale musiał spróbować. – Weź ją, kiedy p-p-przyleci – powiedział, nadal zwracając się do siostry. Później przesunął różdżkę, przytykając ją do własnej krtani. – Sonorus – wypowiedział ciszej; musiał ostrzec wszystkich, ale byli zbyt mocno rozproszeni – nie mieli szans, żeby go usłyszeć.

| 1. accio; 2. sonorus; będę jeszcze pisać :pwease:




here, where the world is quiet;
here, where all trouble seems
dead winds' and spent waves' riot
in doubtful dreams of dreams

William Moore
William Moore
Zawód : lotnik, łącznik, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Żonaty
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30 +5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 30
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t12096-william-moore https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]20.11.23 22:43
The member 'William Moore' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 74

--------------------------------

#2 'k100' : 34
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łuk Durdle Door - Page 54 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]21.11.23 11:38
Ziemia drżała od końskiego galopu, powietrze było przesycone od mieszających się odgłosów. Patrząc przez wizje aparatu nie dostrzegł wszystkiego na czas. Nie zauważył niebezpieczeństwa, które czaiło się gotowe do ataku. Widział jedynie jak Gwen traci równowagę, jak spada na ziemię, jak uderza plecami o piasek.
-Zaraza - mruknął pod nosem chowając aparat. Dostrzegł jak woda się cofa. Zmarszczył nieznacznie brwi. Coś się czaiło w powietrzu. Wtedy też wszystko nastąpiło jakby cały świat przyspieszył.Panikujące aetonanty, spadający ludzie, wybuch światła. Okrzyki i lekka panika. Krew płynęła szybciej.
Widział jak Gwen wyciąga różdżkę i celuje nią w tych, którzy pikowali w dół, wprost na taflę wody.
Zamarł kiedy ptaki zaczęły spadać na ziemię, pierwsze zobaczył obok Evy, ta zaś wydawała się być nieruchoma. Dopiero poruszenie tłumu sprawiło, że sam odzyskał rezon. Sięgnął po różdżkę, a aparat schował do torby. W pierwszym odruchu chciał rzucić się w stronę Gwen, ale przecież obok siebie miał Kerstin. Dziewczynę, która bała się magii i była przy niej bezbronna. Nie mógł ot tak zostawić jej samej i drugiej kobiety.
Kolejne spojrzenie na plażę przekonało go, że Gwen jest cała i zdrowa. Widział jak podchodzi do niej mężczyzna. Musieli uciekać. Czuł to w kościach, że należało się udać do świstoklików, ewakuować wszystkich.
Ludzie zaczęli się zrywać ze swoich miejsce. Jedni ratowali spadających inni zbierali swój dobytek, aby opuścić miejsce wyścigów.
-Musimy się schronić! - Zawołał do Kerstin i Evy starając się przebić przez wrzawę jaka zapanowała wokół nich. -Najlepiej uciekać z tego miejsca. - Rozejrzał się wokół. -Macie swoje świstokliki, którymi możecie wrócić do domu? - Był gotów je wysłać do Greengrove Farm, potem będzie myślał o tym jak sam tam wróci. Obawiał się, że spanikowane zwierzęta zaraz rzucą się w tłum. Cofająca się woda, wybuch, który ktoś wziął za fajerwerki - to nie mógł być przypadek. Nie po tym co już widział i czego doświadczył. -Wyprowadzę was. - Podał Kerry dłoń, a w drugiej trzymał różdżkę gotów zareagować jeżeli tylko będzie taka konieczność. Jak tylko odstawi kobiety w bezpieczne miejsce wróci po Gwen.



Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]21.11.23 20:15
Zaskoczenie Liddy było adekwatne do tego, które je czułam. Bo w sumie myśl, że Jim odpuścił wyścig NA KONIACH był dla mnie niezrozumiały. Ale jednak, jeśli to nie Jim chciał, a Marcel go potrzebował - albo nie chciał - to czy i ja nie odpuściłabym czegoś, czego chciałam na poczet tego? Otworzyłam usta, a potem je zamknęłam. Potem znów zamknęłam.
- Że zabrali Blue, że dziękują za jedzenie i leczenie i że widzimy się w stajni. - streściłam krótki list. - I żeby nie mówić Celine. - dodałam po krótkiej chwili, bo to zdawało się jasno świadczyć o reszcie. Pokiwałam zaraz jednak głową.
- Wyobraź sobie Liddy, jaką będą mieli minę, jak któraś z nas im zamacha pucharem przed nosem. - dorzuciłam, rozciągając tą wizję przed nami. - Ale jak wygram, to będę musiała podziękować Jimowi, bo sporo mi pokazał. - zastanawiałam się dalej, wędrując obok niej. W końcu wybierając też konia - Gaję. Zaśmiałam się na jej odpowiedź.
- A może, wlecimy razem, co? To by było. Jakbyśmy w trzy jednocześnie doleciały. - zastanowiłam się na głos. A potem zaczął się już wyścig. Chwilę przed startem spojrzałam na Aishę i uśmiechnęłam się do niej mocno. Podekscytowanie rozlało się we mnie całkiem.
Ruszyłam, skupiając się tylko na trasie i Gai - polubiłam ją, mimo tej krótkiej chwili którą mieliśmy ze sobą. Skupiłam na tym, by zjechać na bok i ominąć tych, którzy z siodła wypadli. Gnaj Gaja, leć, biegnij, szybciej byle, z wiatrem, pod wiatr. Odcinek na plaży zdawał mi się krótki, ale nie mogłam nie zauważyć że w sumie przede mną, tylko jedna osoba była. To chyba był pan który w labiryncie też był z nami. Everett do niego mówili? Jakoś tak.
- Dalej, Gaja. - popędziłam konia, uderzając w jego boki. A kiedy ten oderwał nogi - znaczy kopyta od ziemi najpierw poczułam panikę. Co dalej? To tak samo jak po ziemi się robi? Oby. Oby. Oby. Jakoś intuicyjnie pochyliłam się na przód łapiąc za szyję Gai i w strzemionach stając. - onienienienienienie. - mruczałam, pewna, że zginę za chwil kilka. Nie za dobrze, oj nie za dobrze. Jednak było po plaży pojechać a nie się rwać na jakieś loty pod niebem. Lidkę za to obwiniałam najpierw w głowie, ale to moja nie jej wina była. Jak wezmę i zemrę to tragedia, bo przecież ani nie pocałowałam nikogo, ani testamentu nie spisałam dobrze.
Wniosek? Trzymać się muszę. Chociaż ciężkie to było strasznie. Okropnie. I dlaczego nikt wcześniej żadnych i n s t r k c j i do tego nie dał??? Znaczy to też winna byłam przecież sama sobie. Głupia. Głupia Neala. Trudniejsze niż na konie nie będzie, nie? NIE. Było. BYYYYYŁO. Pot na czoło mi wstąpił - z wysiłku i potrzeby żeby wziąć i nie zginąć i o dziwo. O dziwo się jakoś udało. Błysnęły różdżki. Dobra. Dobra, więc chyba tam teraz powinniśmy lecieć. - Gaja, próbujemy, ale tak bez umierania, okej? - powiedziałam do klaczy, łapiąc głębokie oddechy po panice. Ale nagle pojaśniało wszystko. Pojaśniało na tyle, że oczy musiałam wziąć i przymknąć. To też jakiś sygnał był? Kompletnie nieprzemyślany przecież z oczu łzy mi pociekły. Ale Gaja leciała - to dobrze, ro dobry koń. Marcewek, albo jabłek dostanie sporo jak skończę. Mrugnęłam raz, potem drugi bo po tej jasności ciemniej jakoś było. Głowa mi pulsowała - może od wysokości? Mrugnęłam znów. Potem drugi raz, trzeci, czwarty i zamarłam. Serce zacisnęło mi się w gulę całkowitą. - Gaja. - powiedziałam czując jak panika wibruje w moich głoskach. - GAJA!!!! W GÓRĘ!!!!- wydarłam się ale Gaja nie reagowała, a ja trzymałam się nadal jej szyi patrząc, jak zbliżam się do końca drogi. Dosłownego. ŻycIowego. Łzy zaczęły mi płynąc, ale leciały w bok po policzkach. Nienienienienienienie. Pociągnęłam nosem. NIE. Drżałam. Drżałam cała. Ale odciągnęłam jedną rękę. Umrę, albo coś zrobię i umrę. Wybrałam drugą opcję. Myśl Neala. Myśl, myśl, myśl. Coś było. Coś na pewno było co może ci pomóc. Nam pomóc. I wtedy w głowie rozdzwoniło się tylko jedno. Złapałam mocniej nogami siodło, ręce przenosząc na jego przód żeby się złapać. Wsunęłam rękę w kieszeń spódnicy łapiąc za różdżkę. - No dalej. - mruknęłam do siebie szarpiąc się z tkaniną. - Lento! - krzyknęłam wskazując na siebie. - Lento! - krzyknęłam drugi raz wskazując na Gaję. Choć zmroziło mnie że nie tylko ja mogłam lecieć w dół, to nie byłam w stanie rozejrzeć się wokół. Patrzyłam z przerażeniem tylko w dół. - Merlinie, błagam. LENTO! - krzyknęłam trzeci raz przez łzy wskazując różdżkę znów ku sobie. Egoistka, nie altruistka. Tyle ze mnie było.

| mam nadzieję, że nic nie pokickałam, rzucam 3xLento - na siebie, na konia, na siebie


she was life itself. wild and free. wonderfully chaotic.
a perfectly put together mess.
Neala Weasley
Neala Weasley
Zawód : asystentka uzdrowiciela, pomocnica w Sanatorium
Wiek : 17!!!
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
your mind
is playing
tricks on you,
my dear
OPCM : 10 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15 +6
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
felix felicis
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]21.11.23 20:15
The member 'Neala Weasley' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 61

--------------------------------

#2 'k100' : 96

--------------------------------

#3 'k100' : 53
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łuk Durdle Door - Page 54 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]22.11.23 10:33
Stojąc przy Gwen, Artemis zaczął powoli rozumieć powagę sytuacji. Rzeczywistość wypluwała dziwności, jak Artemis zwykł wypluwać pestki z winogron, które zawsze rujnowały całe przeżycie owocowej słodyczy.
Oprócz wcześniejszego uczucia podniecenia, które targnęło czarodziejem w reakcji na niecodzienną sytuację (przygoda!), ciało zaczęło wysyłać sygnały pełne niepokoju. Alarmowało go, że pora rozgrzać mięśnie i być może wziąć nogi za pas. Zaczęło pulsować mu w skroniach. Uzbrojona w różdżkę dłoń zadrżała, jakby chcąc przypomnieć o sobie, że Lovegood ma w zanadrzu narzędzia, które mogą się przydać. Artemis nie był jednak pewien, czy powinien próbować powtórzyć zaklęcie, którego użyła Gwen i ratować nieszczęśników na aetonanach? Ci mieli zaraz runąć z niebios. Nieznajoma Artemisowi Justine była w ogonie wyścigu, a zatem najbliżej ich samych. Reszta była poza zasięgiem rażenia zaklęć - niestety, w tej chwili musieli polegać tylko i wyłącznie na sobie. Artemis poczuł ścisk w żołądku na wyobrażenie ich potencjalnej śmierci. W tej chwili nie byli niczym innym, jak ten ptasi, martwy deszcz. Bezradność. Artemis po raz kolejny odczuł bezradność, smak tak inny od słodyczy winogron.
Postanowił, że postara się zadbać o siebie i tych, którzy byli na ziemi. Miał nadzieję, że uzdrowicielskie zaklęcie pozwoli Gwen ruszać się sprawniej.
- Mico! - zawołał Artemis, ze świstem obracając różdżką i zupełnie niepotrzebnie przy tym podskakując. Zawsze warto mieć szybkie nogi, szczególnie gdy nie wiadomo, co zaraz będzie kąsać cię po piętach. Oprócz skupieniu się na tym, by zaklęcie wypaliło, myślał wciąż o winogronach. Ile to już czasu odkąd miał je w ustach? Przez problemy z zaopatrzeniem, jego dieta zubożała znacznie w ulubione owoce. Czy w sumie wszystkie winogrona mają pestki? Hm, gdy przeżyje dzisiejszą noc i wróci do domu, poczyta o tym nieco.
Spojrzał na swoją towarzyszkę Gwen, wciąż oczekując jej odpowiedzi. Miała trochę piachu w swoich pięknych, rudych włosach.

| Post uzupełniający trzecią akcję angażującą
Artemis Lovegood
Artemis Lovegood
Zawód : archiwista
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
W skroni szum i tętent
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11947-artemis-lovegood https://www.morsmordre.net/t11998-fado https://www.morsmordre.net/t12220-artemis-lovegood#376218 https://www.morsmordre.net/f304-somerset-dolina-godryka-rudera https://www.morsmordre.net/t12046-skrytka-bankowa-2593 https://www.morsmordre.net/t12030-artemis-lovegood
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]22.11.23 10:33
The member 'Artemis Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 33
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łuk Durdle Door - Page 54 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]22.11.23 13:40
Rozległ się tętent końskich kopyt, pęd powietrza mijających ją koni omiótł jej twarz razem z tumanem kurzu, ale Piegus nie ruszył się z miejsca kompletnie ją ignorując.
- No Piegus… wyścig… ruszaj…! – spróbowała go jeszcze raz zmobilizować do ruszenia się z miejsca, ale na próżno. Neala i Aisha minęły ją w szaleńczym pędzie, a jej ogier odmówił jakiejkolwiek współpracy. Obok odgrywały się dantejskie sceny z jej braćmi i ich rumakami w rolach głównych i na chwilę zagapiła się widząc jak Theo upada, Billy próbuje mu pomóc, a ich wierzchowce zaczynają się kopać… a potem nagle jakby spod ziemi wyrósł kolejny jeździec, w którym rozpoznała Freda. Freda, który również nie utrzymał się na końskim grzbiecie i padł w piach. Spróbowała skierować Piegusa w jego stronę ściągając wodze, ale jej aetonan nadal odmawiał współpracy. Nie chciała się poddawać i jeszcze chwilę szarpała się z Piegusem…
Gdy nagle oślepiło ją światło. Odruchowo zamknęła oczy i schyliła głowę, ale niewiele to pomogło, bo gdy błysk minął, a ona otworzyła oczy przez dobrą chwilę jeszcze widziała mroczki na czarnym tle. Oszołomiona mrugała próbując przyzwyczaić wzrok do ciemności… Nie wiedziała co się stało, ktoś krzyczał o fajerwerkach, słyszała głos brata… a potem zobaczyła spadający z nieba cień. Jeden, drugi, trzeci… To ptaki. Martwe ptaki. Działo się coś bardzo złego - widziała to i czuła jak ciarki przebiegają jej po plecach, ale nie wiedziała co dokładnie i jak ma zareagować. Rozglądnęła się oszołomiona wokół. Słyszała głos Billa, ale wciąż nie do końca wszystko do niej docierało. Co się działo? Dlaczego? Przecież…
Kolejny ptak runął z nieba na ziemię. A potem zobaczyła biegnącego do niej brata. Piegus odwrócił się niespokojnie, a że wcześniej wcale nie chciał współpracować to wahała się tylko przez chwilę… po czym odczytując intencje Billa, sama zeskoczyła z grzbietu aetonana na dziwnie miękkie nogi. Była blada jak ściana, ale słuchała jak brat wyrzuca z siebie kolejne słowa.
Spojrzała w stronę morza, do którego jeszcze niedawno mknęli jeźdźcy - gdzieś tam była Aisha i Neala – a potem w kierunku widowni, gdzie siedziała ciężarna Eve, a potem na linię lasu - gdzieś na terenie festiwalu znajdowała się ciężarna Hania z Amelką… Co miała robić? JAK miała wybrać? I jakim cudem miała to zrobić w tak krótkim czasie? Myśl, Liddy, myśl!
- Mam miotłę – wydusiła z siebie wreszcie nagle budząc się z pierwszego szoku. Musiała działać. Nie mieli czasu, tak?
Mam swoją miotłę! – powtórzyła wyciągając różdżkę, a z kieszeni spodni… maleńką miotełkę. Była zmniejszona magicznie, wystarczyło ją przywrócić zaklęciem do normalnych rozmiarów.
Serce tłukło jej się jak oszalałe, w głowie jej huczało… Każdy wybór był zły. Każdy wybór był krzywdzący, ale… musiała wybrać. Teraz. Jak wtedy w tym przeklętym morzu, kiedy podtrzymywała nieprzytomnego Jima na powierzchni wody, a Marcel się nie wynurzał. To był taki sam wybór! I choć łamało jej się serce i wiedziała, że brat ją znienawidzi… Merlinie, naprawdę ją znienawidzi… to nie mogła go posłuchać.
- Nie… Nie mogę… Billy, nie mogę… - wyjęczała łamiącym jej się głosem potrząsając głową. – Przepraszam… Nie mogę… Nie wiem gdzie one są, mogę ich w ogóle nie znaleźć… jeśli ta fala zaraz uderzy, to oni są w największym niebezpieczeństwie – wskazała ręką w kierunku morza. Owszem, może jeźdźcy na aetonanach mogli wzbić się w powietrze, ale byli przecież ci na zwykłych koniach, albo ci, którzy spadli po drodze. Ich fala pochłonie jako pierwszych.
- ...a ja na miotle… P-przepraszam… Ja się tu przydam bardziej. Przepraszam, Billy - powtórzyła ostatni raz z rozpaczą i rozdarciem odbijającymi się w jej oczach.
Wiedziała, że ma rację, ale to wcale niczego nie ułatwiało. Nie. Bo jeśli… jeśli coś się stanie Hani i Amelce… to to będzie jej wina. Jej. Bo świadomie zdecydowała ich nie szukać i nie ratować. Właśnie w tym momencie. Ale na pewno... na pewno sobie poradzą. Ktoś im pomoże...
Nie. Dość. Nie mogła teraz w ogóle o tym myśleć. Musiała się skupić na tym co tu i teraz. Mieli mało czasu, a jeśli miała uderzyć fala... jeśli ich wszystkich miało pochłonąć rozszalałe morze... Skup się! Od czego masz zacząć?!
Przeniosła spojrzenie z brata na Freda znajdującego się gdzieś za jego plecami na aetonanie.
- Freddy, czekaj! Jedź w stronę widowni. Tam jest Eve. Spróbuj ją znaleźć. Zabierz ją, pomoże ci z koniem – wyrzuciła z siebie. - I każ im się wynosić! - dodała co do pozostałych ludzi, a potem spojrzała na trzęsące jej się dłonie, w których wciąż trzymała różdżkę i miniaturową miotłę. Spokojnie, robiłaś to już tysiące razy…
- Reparifarge – skierowała koniec różdżki na miotełkę leżącą spokojnie w jej lewej dłoni.

k100 - Reparifarge (ST 70)
i będę jeszcze pisać



OK, so now what?

we'll fight

Liddy Moore
Liddy Moore
Zawód : Fotografka i lotniczka w Oddziale Łączności "Sowa"
Wiek : 19
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
You can count on me like:
1, 2, 3
I'll be there
OPCM : 7 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej
Cause that is what friends are supposed to do, oh yeah
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11536-lydia-moore https://www.morsmordre.net/t11607-do-liddy#359106 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t11627-szuflada-lydii#359479 https://www.morsmordre.net/t11609-liddy-moore#359138
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]22.11.23 13:40
The member 'Liddy Moore' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 91
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łuk Durdle Door - Page 54 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łuk Durdle Door [odnośnik]22.11.23 13:50
Doe, która leciała wraz z koniem w dół była lekka i zwinna, kiedy otrząsnęła się z pierwszego szoku była w stanie w locie złapać za fruwające wodze i zbliżyć się do łapiącego równowagę aetonana.
To tylko informacja dla Aishy.
Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Łuk Durdle Door - Page 54 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 54 z 60 Previous  1 ... 28 ... 53, 54, 55 ... 60  Next

Łuk Durdle Door
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach