Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

  Sklep jubilerski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sklep jubilerski    15.11.15 21:58

First topic message reminder :

Sklep jubilerski E. Kruegera

Potrzebujesz wyjątkowego pierścienia zaręczynowego dla ukochanej? Marzysz o wykwintnej ozdobie, klejnocie który potowarzyszy ci przez całe życie? Szukasz drobnej magicznej błyskotki? W tym sklepie z pewnością odnajdziesz to wszystko. Sprzedawane precjoza wykonywane ręcznie przez najwybitniejszych rzemieślników są prawdziwymi arcydziełami sztuki jubilerskiej, a ich absolutne piękno urzeka każdego, kto na nie spojrzy. Biżuteria godna królewskich skarbców dostępna dla zwykłych, szarych ludzi, jeśli tylko są w stanie zapłacić…


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep jubilerski    25.09.16 3:04

Nie miał zbyt wiele czasu na analizowanie panicznych gestów i wsłuchiwanie się w naznaczony przerażeniem zbitek słów, które dopiero po głębszym zastanowieniu zaczynały układać się we względnie sensowną całość. Jasnowłosa pracownica zielarskiego sklepu - imienia nie dosłyszał, zagubiło się wśród pozostałych, niezręcznie jąkanych sylab - zdawała się wskutek wyjątkowo nieprzychylnego zbiegu okoliczności wdepnąć w sam środek sprawdzianu odwagi. Nie miała szczęścia, wybierając akurat tę uliczkę.
A choć Garrett nigdy nie ufał instynktom ani podskórnym przeczuciom, to już po pierwszym spojrzeniu nabrał niemalże stuprocentowej pewności, że nieznajoma nie miała z całym tym zamieszaniem absolutnie nic wspólnego. Jeżeli w wyimaginowanym aurorskim kodeksie znalazłaby się definicja niewinności, tuż obok niej umieszczono by fotografię przejętej Luny. Z jej rozedrganą z przejęcia wargą, wpisaną w spojrzenie obawą i rozwichrzoną aureolą jasnych włosów. Opuściwszy już różdżkę, Garry wysłał dziewczynie nieco łagodniejsze spojrzenie, nie chciał jej przecież, broń Merlinie, pod żadnym pozorem przestraszyć - objęły go wyrzuty sumienia, mógł przecież zachować się subtelniej, a nie doprowadzać Merlinowi ducha winną młodą kobietę na skraj załamania nerwowego.
- Czyli nie zna pani tego mężczyzny? - upewnił się mimo wszystko, choć pytanie to zasługiwało na miano retorycznego; przecież doskonale znał odpowiedź, wyczytywał ją z panicznego błysku w oczach jak u zdławionej przerażeniem łani. Oczywiście, że nie znała, trafiła tu przypadkiem, zabłądziła, ale wrodzona (lub nabyta? już sam nie wiedział) ostrożność nakazywała mu stresować nieznajomą jeszcze bardziej. Przyszpilać pytaniami, nie pozwolić z przerażeniem czmychnąć w sąsiednią alejkę i udawać, że nigdy nic nie zaszło.
- Spokojnie - powiedział dość mimowolnie, chcąc odpędzić strach rozmówczyni; jego głos brzmiał ciepło jak mleko z miodem - nie musi się pani niczego bać. - A przynajmniej nie z jego strony. Garrett odwrócił na chwilę spojrzenie od twarzy okalanej jasnymi kosmykami i powędrował nim do półprzytomnego złodzieja. Ten nie ruszał się już kompletnie, sytuacja została opanowana - auror zerknął przelotem na wcześniej spotkaną kobietę, która stała się ofiarą nadgorliwego złodzieja damskich torebek. Wszystko jest pod kontrolą, zdawało się mówić jego spojrzenie, ale przed tym musiał zabezpieczyć wszystkie możliwe rozwoje spraw, upewnić się, że znów nie dojdzie do jakiejś tragedii.
Nieszczególnie miał ochotę na kolejną pogoń za kryminalistą.




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Wielość
nieskończoność
n/d
n/d
I show not your face but your heart's desire.
0
0
0
0
0
0
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sklep jubilerski    30.09.16 20:26

Bardzo chciała uciec. Właściwie to zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu - najlepiej ze skutkiem natychmiastowym. Niestety, magiczna rzeczywistość odmawiała jej podobnego ratunku, skazując na niewyraźne (a może głupie) tłumaczenia, których prawdopodobnie nikt nie rozumiał. Włącznie z nią samą. Dlatego trwała uparcie w swej maksymalnej defensywie, próbując uspokoić rozedrgane serce, które nadawało całej widzianej perspektywie, niemożliwie przyspieszonego aneksu.
nawet, gdyby chciała się podnieść, czuła jak w nogi wstąpiła charakterystyczna watowatość, uniemożliwiająca właściwie poruszania. A na pewno podniesienie się do właściwej, pionowej pozycji. Zamiast tego, kurczowo zaciskała dłonie przed sobą, zaplecione niby w dziwnej modlitwie, kierowanej do wszystkich bogów jacy istnieli (albo nie). A przynajmniej do postawnego mężczyzny, którego rola urosła do ram nadprzyrodzonej, ognistowłosej istoty zdolnej ją wybawić. bądź...skazać na coś bardzo nieprzyjemnego i zimnego, związanego z Tower, o której wystarczająco dużo nasłuchała się z gazet, by czuć dodatkowy, paniczny lęk.
- N-nie - mówiła szybciej, niż pomyślała, ale dla naturalnej pewności skierowała wzrok na jegomościa, który stał się przyczyną jej nieszczęścia, I nawet, gdyby kiedykolwiek spotkała nieznajomego złodzieja, w stanie - w jakim się znajdowała - pamieć nie przyniosłaby żadnych sensownych danych - Nie pamiętam go - dodała pośpiesznie, starając się mówić bardziej zrozumiale. I zdecydowanie odetchnęła z ulgą, gry prawdopodobny auror opuścił różdżkę, nie celując już w przestraszoną dziewczynę. Nie chciała oberwać czymkolwiek, nawet przypadkowo. Nawet swojej nie używała, a niestety władze znały się na czarach dużo lepiej niż przeciętna zielarka, jak ona.
- N-nie? - odezwała się pewniej, mrugając szybko, gdy dostrzegła nikły uśmiech u rudowłosego - Nie..zamkniecie mnie? ....Mogę już...już sobie pójść? - rozluźniła palce, tym razem opuszczając je na ziemię, wspierając się pewniej - ja..nic nie powiem...chyba, że coś trzeba powiedzieć? - błagam, niech już nie trzeba nic mówić. Nie, Luna nie nadawała się na bohatera, niestety gorzko zdawała sobie z tego sprawę. Ale nauczyła się być niewidoczna, przemykając z mieszkania do sklepu, zamykając się wśród swoich specyfików i książek. Była czarownicą - jedną z wielu, która prawdopodobnie nigdy nie miała doświadczyć czegoś większego. Chyba, ze los własnie rzucił ją w wir wydarzeń, które miały nauczyć ją czegoś nowego. Nie była tylko pewna - czego dokładnie.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley https://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 https://www.morsmordre.net/t630-garrett https://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 https://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
żyjąc - pomimo
żyjąc - przeciw
wyrzucam sobie grzech niepamięci
41
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep jubilerski    02.10.16 20:00

Pracował z ludźmi na tyle długo, by umieć odgadywać prawdziwe intencje kryjące się za skrupulatnie budowanymi pozorami; miał za sobą wiele przesłuchań, zdemaskował wystarczającą ilość krętaczy, kryminalistów i mających na sumieniu ciężkie zbrodnie czarnoksiężników, żeby potrafić rozpoznać też szczerą niewinność. Na obliczu nieznajomej malowała się nawet skrucha za występek, którego się nie dopuściła - Garrett znów wysłał jej spokojne, zaskakująco łagodne spojrzenie mające na celu ostateczne zademonstrowanie kobiecie, że mogła czuć się bezpieczna. Choć według szeroko pojętych norm potencjalny świadek powinien zostać skierowany wprost na przesłuchanie, Garrett nie miał serca, by pozwolić kobiecie na dalsze zatapianie się w otchłaniach hybrydy stresu i rozpaczy; zamiast tego podszedł do półprzytomnego złodzieja i odebrał mu torebkę, nawet na chwilę nie przestając wskazywać jego twarzy końcem różdżki. Jegomość jednak ani nie drgnął, wbijał nierozumiejące, rozmyte spojrzenie daleko w przestrzeń, najwyraźniej nie tylko nie wiedząc już, gdzie jest, ale także z jakiej przyczyny.
- To chyba należy do pani - zwrócił się z uśmiechem do milczącej dotąd Alexandry (najpewniej przejętej mającą miejsce kolekcją różnych wypadków?), układając usta w lekki uśmiech; coś przyjemnego zakłuło go w okolicach mostka, jak za każdym razem, gdy postępował zgodnie ze swoim kompasem moralnym. - Może mogłaby pani odprowadzić w bezpieczne miejsce naszą zaniepokojoną towarzyszkę? - zaproponował kobiecie, uznając ostatecznie, że tak będzie lepiej - jeżeli zostanie tu sam, a świadkowie będą niedostępni. Odejmie im to trosk. - Jestem aurorem, zadbam o to, żeby został ukarany za swój występek - przyznał się wreszcie, oficjalnie zrzekając się miana bohatera z przypadku na rzecz tytułu... profesjonalisty?
A potem rzucił kolejne niewerbalne zaklęcie; z końca jasnej niczym kość słoniowa różdżki wyleciała srebrzysta jaskółka. Zatrzepała eterycznymi skrzydłami, kilkakrotnie zatańczyła w obrotach, aż wreszcie wzbiła się do ostatecznego lotu i rozmyła się w powietrzu - wszystko po to, by dostarczyć informację o zaistniałym wypadku prosto do Ministerstwa Magii. Dla złodziejaszka kilka nocy spędzonych w Tower będzie stanowić wspaniałe okoliczności do przemyślenia swoich poczynań i niecnych występków.
Obserwując, jak dwie kobiety znikają w labiryncie wąskich uliczek, oparł się o ścianę nieopodal półleżącego, półsiedzącego kryminalisty i z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyjął wymiętą paczkę papierosów.
- Za rozmowny to ty nie jesteś, co? - rzucił w przestrzeń, a balansujący na granicy nieprzytomności mężczyzna nie odpowiedział. Garrett pokręcił głową, rozpalił papierosa i wypuścił w zimowe powietrze kłąb nikotynowego oddechu. Oczekiwanie w milczeniu na nadejście służb nigdy nie należało do jego ulubionych sportów narodowych.

| zt




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
Hannah Wright
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b
Wytwórca mioteł
26
Półkrwi
Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
20
12
0
0
0
0
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep jubilerski    23.05.18 17:28

18 sierpnia

To był dla niej wyjątkowo ważny dzień, czekał ją chrzest bojowy odkąd dołączyła do Zakonu Feniksa i denerwowała się tym jak diabli. Wiedziała, że nie może zawieźć ludzi, którzy na niej polegają, którzy jej zaufali i powierzyli jej ważną sprawę, lecz przede wszystkim to miał być sprawdzian dla niej samej — tego, w co zawsze wierzyła, test mobilizacji a nie umiejętności, którymi mogła wspomóc przyjaciół, i słabości, które stały na przeszkodzie w osiągnięciu sukcesu. Przygotowywała się do tego tak pilnie, jak przed laty uczyła się wytwórstwa mioteł razem z dziadkiem. I nie była w tym wszystkim sama - mogła liczyć na Fredericka, Benjamina, Brendana, Samulea, a przede wszystkim Just i Jackie. Postanowiła zadbać o swoją sprawność fizyczną, by móc reagować szybko, odświeżyć zaklęcia z zakresu obrony przed czarną magią i nauczyć się nowych uroków, które mogłyby jej się przydać w walce. Nie była żołnierzem, ale mogła nim się stać, by walczyć o to co słuszne, o sprawiedliwość, by ukarać tych, którzy wprowadzali zamęt i dyktowali warunki za pomocą terroru. Nie mogła kłamać, nie była gotowa, by stanąć oko w oko z najgorszym złem, ale nie brakowało jej ambicji i wiary w siebie i innych i zamierzała dać z siebie wszystko, by udowodnić, że zasługiwała na to, by być wśród nich. Nawet jeśli nie była aurorem, była w stanie powstrzymać rozprzestrzeniającą się zarazę.
Josephine zdradziła jej informacje o poszukiwanym artefakcie i sprawie, która się względem niego toczyła. Nie pierwszy raz próbowano napaść na sklep Kruegera. Mieścił się niedaleko sklepu jej dziadka, często słyszała o włamywaczach i złodziejach, którzy próbowali wykraść okazałe pierścienie, kolie i wartościowe brochy, ale ta sprawa była inna. Nie wątpiła w prawdziwość odnalezionych przez nią informacji, ale musiały to sprawdzić. Pierścień, któremu powinny się przyjrzeć miał znajdować się w sklepie po nieudanej próbie rabunku. Powinien, lecz czy to rzeczywiście był trop, którego szukały? Nie znała właściciela za dobrze, wyłącznie z widzenia. Uśmiechała się do niego, gdy mijali się na Pokątnej, lecz nigdy nie zamieniła z nim żadnego słowa, wyglądał na kawał gumochłona. Może jednak znajoma twarz pomoże w negocjacjach i uda im się przyjrzeć pożądanemu przez złodziejów artefaktowi?
Czekała na pannę Fenwick kilkanaście jardów od sklepu jubilerskiego, bliżej wejścia na Pokątną. Miała na sobie długą, bordową spódnicę, białą koszulę i czarną, opinającą talię damską kamizelkę. Wyglądała schludnie, zamierzała zrobić dobre wrażenie, lecz nie przed Josephine, a sprzedawcą, z którym zamierzała podjąć negocjację na temat niezwykłego przedmiotu, który niedawno miał zostać skradziony. Miała nadzieję, ze go jeszcze miał, a przede wszystkim, że okaże się to czymś, czego mógł poszukiwać Zakon Feniksa.




Here we are don't turn away now. we are the warriors that built this town from dust.
Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 https://www.morsmordre.net/t3429-poczta-josephine#59532 https://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 https://www.morsmordre.net/f129-enfield-lavender-hill-145-8 https://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
W całym magicznym świecie gasną światła. Nie ujrzymy ich już za naszego życia.
27
0
0
0
10
0
8
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sklep jubilerski    28.05.18 22:25

Nie każdy zły uczynek powodowany jest złymi intecjami. Uspokajałam tym własne sumienie, teleportując się w pobliże sklepu jubilerskiego. Jeśli ten pierścień był tak drogocenny, że zależało na nim wielu osobom, wątpiłam, by pozyskanie artefaktu miało wiele wspólnego z legalaną ścieżką działania. Musiałyśmy działać sprawnie, a przede wszystkim wkupić się w łaski sprzedawcy, by pokazał nam przedmiot, wokół którego powstało już spore zamieszanie. Oczywiście, o ile sklep Kruegerów wciąż był w jego posiadaniu – wiele jednak na to wskazywało, według otrzymanych akt nie podjęto kolejnej próby kradzieży, a pierścień był na tyle niezwykły, że jego sprzedaż nie stanowiła łatwej kwestii; gwarantowało nam to wystarczającą ilość czasu do działania, choć nie chciałam, by w międzyczasie niezwykłe świecidełko trafiło w ręce jakiegoś obrzydliwie bogatego szlachcica.
Wiedziałam, że musimy zrobić wszystko, by pozyskać pierścień lub chociaż ruszyć jego tropem, gdyby sklep rzeczywiście pozbył się przedmiotu. Nie miałam zamiaru kwestinować legalności naszych działań, bo być może, dzięki odpowiedniej ilości złota, nie będziemy musiały wkraczać na przestępczą ścieżkę. Choć z końcem czerwca miałam drobny problem z własną pamięcią, z pozyskanych wspomnień – którym poświęciłam godziny czasu zanużona w myślodsiewni – dowiedziałam się wszystkiego o Zakonie, a przyjaźnie nastawieni członkowie służyli pomocą i opowieściami, uzupełniając luki w otrzymanych obrazach. Dołączenie do Zakonu stanowiło element historii życia tamtej Josephine, jednkaże nie mogłam mu się jakoś specjalnie dziwić. Świat drżał w podstawach, Ministerstwo nie spełniało już własnej roli – to wszystko wpływało korzystnie na powstawanie organizacji, które chciały zaprowadzić porządek na swój sposób, nie przyglądając się biernie upadkowi magicznego świata. Nie kwestionowałam swoich dawnych decyzji, nie było na to miejsca w świecie, w którym najważniejszy jego fundament zbierał swoje kawałki z pogożeliska. Z Hannah nie miałam okazji jeszcze współpracować, w końcu miała to być jej pierwsza misja. Zapewne po części obawiałam się dzisiejszego dnia tak samo jak ona, w końcu realnie nie pamiętałam własnego uczestnictwa w rozwoju Zakonu, a odzyskane wspomnienia z odsieczy pokazały mi, że nie wszystko było takie łatwe jakby się chciało – szczególnie gdy niektóre działania mają niewiele wspólnego z legalnością. Miałam nadzieję, że wcześniejsze opracowanie dokładnego planu, pozwoli nam nie zawalić i tego zadania – każda z nas miała odpowiednie zdolności, które mogłyśmy wykorzystać w celu pozyskania pierścienia. Przywitałam się z oczekującą już na mnie panną Wright. Przed wejściem do sklepu poprawiłam ułożenie sięgającej kostek, czarnej spódnicy – dzisiaj zdecydowanie nie przypominałam siebie: makijaż dodał mi powagi, obcasy butów stukały o chodnik, a z rozwagą skomponowany strój i upięte włosy stwarzały pozory chłodnej elegancji. Nie znałam właścicieli sklepu – z wzajemnością – w końcu nie miałam zbyt wielu powodów, okazji, a tym bardziej możliwości do kupowania przyjaciołom – a co dopiero samej sobie! - drogocennej biżuterii. Chciałam to wykorzystać jako atut i wystąpić w roli rzeczoznawcy, współpracującej z panną Wright. Miałam nadzieję, że nasze wspólne działania zmuszą jubilera do pokazania nam pierścienia, a także doprowadzą do ewentualnego zbicia jego ceny. Póki co pozwoliłam Hannah działać, gotowa w każdej chwili odegrać swoją rolę - oby tylko wystarczająco przekonująco.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Hannah Wright
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b
Wytwórca mioteł
26
Półkrwi
Panna
Gołębia nie zaduszę,
me czary są bezkrwawe
w czarodziejską potrawę
wrzucę mą własną duszę..
20
12
0
0
0
0
5
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep jubilerski    15.06.18 23:28

Kiedy ujrzała ją, ruszyła się z miejsca, wychodząc dziewczynie na przeciw. Bez skrępowania wyciągnęła ku niej ręce i przytuliła ją na przywitanie — nieważne, że nie miały ze sobą wiele do czynienia, że poza spotkaniem Zakonu Feniksa wciąż niewiele je łączyło. Dla Wright wystarczył fakt, że tkwiły w tym razem, że jej przyjaciele ufali Josephine, pokładali w niej nadzieje. Wszystko inne przyjdzie z czasem, rozwinie się samoistnie, wraz z upływem czasu, gdy poznają się lepiej — musiały jednak dbać o siebie wzajemnie, tak samo się strzec i chronić dzisiejszego popołudnia. Nawet jeśli ich zadanie nie wyglądało na niebezpieczne, jeśli nie wymagało od nich walki, Hannah bardzo poważnie do tego podchodziła, podobnie do współpracy z samą Josie.
— Denerwuję się — przyznała jej się, po chwili przykładając dłoń do czoła. Niepotrzebnie obarczała ją jeszcze własnymi nerwami — słyszała, co przeszła. — Ale wszystko będzie dobrze — stwierdziła, posyłając dziewczynie lekki uśmiech, po czym również wygładziła swoje ubranie, odchrząknęła i ruszyła przodem do sklepu. W całym tym pięknym planie tkwił jeden szkopuł — nie potrafiła kłamać. Nie była w stanie spojrzeć sprzedawcy prosto w oczy, wymyślić na poczekaniu lotną historyjkę i wyciągnąć od niego poszukiwane informacje — a może nawet samą błyskotkę. Musiała zachowywać się naturalnie, mówić — wszystko zgodnie z prawdą, o ile nie chciała momentalnie spłonąć sumieńcem.
Wewnątrz było chłodno — rozejrzała się dookoła przelotnie, lecz głównie poszukiwała właściciela sklepu, którego w pierwszej chwili nigdzie nie dostrzegła. Zbliżyła się do kontuaru z wyciągniętą ręką w kierunku blatu. Nie widziała nigdzie dzwonka, lecz nie było w tym nic dziwnego. Jubiler nie powinien wychodzić, zostawiając tyle drogocennych przedmiotów na wystawie. Mogłaby się założyć, że zwinęłaby coś w ułamku sekundy, choć nie była złodziejem i nie brała nic podobnego pod uwagę. Przed samym kontuarem cofnęła się wystraszona, gdy mężczyzna w okularach wyrósł jak spod ziemi.
— Ale mnie pan wystraszył, panie Krueger!— rzachnęła się, trzymając się za pierś i oddychajac głęboko. Obejrzała się na Josephine, szukając w niej oparcia. Postanowiła jednak zaryzykować. — Słyszałam, że ostatnio pana napadnięto. Ludzie mówią. — Wskazała kciukiem za siebie, na drzwi. — Ale podobno napad udaremniono. Całe szczęście. Czy zdążyli coś zabrać, lub zniszczyć? Czy byli zainteresowani czymś... konkretnym? To straszne, co teraz się dzieje. Ludziom wydaje się, że mogą być bezkarni — mruknęła ze szczerym westchnięciem. Czuła, jak do twarzy napływa jej krew, zaczynało jej być gorąco. Nie wiedziała, ile będzie w stanie w ten sposób brylować. Przez chwilę nerwy zaczynały brać górę, aż w końcu zdała sobie sprawę, że to nic takiego. Nie musiałą kłamać, ani oszukiwać, a jedynie wykorzystać swoje umiejętności, z których korzystała na co dzień. Handel z hurtownikami, importującymi drewno nie było proste — zmieniali swoje ceny, casem próbowali ją oszukać. Sklep trzymał się, bo potrafiła ogarnąć go twardą ręką, wziąć się w garść i zająć wszystkimi sprawami twardo. Teraz też musiała taka być — nieugięta, zdyscyplinowana i twarda. Przede wszystkim twarda.
Wzięła głęboki wdech i spojrzała w stronę gabloty, robiąc nieco zamyśloną, poważną minę.
— Szukamy pierścienia, ale to musiałby być niezwykły pierścień, wyjątkowy. Nie chodzi o żadną szczególną okazję, raczej o sam przedmiot. Ma pan może coś takiego? — spytała, spoglądając na mężczyznę.




Here we are don't turn away now. we are the warriors that built this town from dust.
Powrót do góry Go down
 

Sklep jubilerski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Sklep Odzieżowy
» Sklep z bronią "Trebusz"
» Sklep Warzywny
» Sklep Płatnerski
» Sklep z truciznami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18