Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sklep jubilerski
AutorWiadomość
Sklep jubilerski [odnośnik]15.11.15 21:58
First topic message reminder :

Sklep jubilerski A. Blythe

★★★
Wytwory jubilerskie rodziny Blythe od pokoleń zachwycają kunsztem i wysoką jakością wykonania. Znajdziesz tutaj zarówno pierścionki zaręczynowe dla ukochanych dam, jak i podarunki na wszelkie okazje; od naszyjników, kolczyków i tiar pełnych szlachetnych kamieni po pierścienie z rodowymi sygnaturami.  Właściciel samodzielnie tworzy każde dzieło i na życzenie klienta wprowadza pożądane modyfikacje. Ponadto w tymże sklepie można wykupić usługę wykonania magicznego talizmanu, po dostarczeniu odpowiednich komponentów. Wszystko ma jednak swoją cenę, a zgodnie z wyznawaną zasadą, Blythe nie zwykł się targować.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:26, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 Sklep jubilerski  - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sklep jubilerski [odnośnik]19.05.21 19:11
Listopad w Londynie był inny.
Nie przypominał w niczym tego, który pamiętał tak dobrze z rodzinnego Blythbourghu. Jesienią stolica przynosiła ciężkie chmury barwy ołowiu, lodowaty wiatr i kapryśny deszcz, który nie oszczędzał nikogo. Dominowała szarość; ponura, przygnębiająca szarość, która niczym dementor zdawała się wysysać z mieszkańców resztki optymizmu. Krążąca wokół wojna nie polepszała nastrojów, chociaż - jeśli stało się po właściwej stronie - nie było się czego obawiać.
Przynajmniej pozornie.
Jesień w domu - dziwne, bo mieszkał już trochę w Londynie, a nadal nie potrafił go tak nazywać - niosła ze sobą barwy złota skrzące się w opadających smętnie liściach, nasyconego pomarańczu wcześnie zachodzącego słońca i dymu unoszącego się z kominów domostw. Widok, który niegdyś był tak typowy i codzienny, dzisiaj w przegniłym sercu budził coś na kształt sentymentu; powrót jednak nie wchodził w grę. W Blythbourgu mieszkały przede wszystkim duchy - tych, którzy odeszli - i wspomnienia lepszych, lżejszych dni. Licząc już trzydzieści lat na karku, nie odnalazł w sobie odrobiny zbędnego czasu, który chciałby przeznaczyć na smutki i żale; pewne rzeczy pozostawały niezmienne.
Najbardziej ponura myśl dotyczyła oczywiście rodziny - tej, której już nie miał, i być może nigdy miał nie odzyskać.
Londyn najwidocznej gwarantował rozwinięcie interesu, spory zarobek i mnóstwo kontaktów; nie ofiarowywał jednak w darze przebaczenia.
Kąciki ust drgnęły na moment w parodii uśmiechu, gdy obserwował, jak deszcz uderzał miarowo o szybę sklepu, zasłaniając widok na precjoza ukryte w środku. Za dnia, w promieniach słońca, biżuteria wyeksponowana na wystawie, mrugała zalotnie do przechodniów i zachęcała do wejścia do środka. Dzisiejszy ruch zakrawał o smutny żart; pogoda pokrzyżowała zakupowe plany nawet tych najbardziej obojętnych na jej działanie. Atticus zerknął na zegar wiszący na ścianie, przez chwilę rozważając swoje opcje - a jako, że nie było ich zbyt wiele - postanowił wrócić do znajomej rutyny dalszej pracy.
Cichy dźwięk dzwoneczka umiejscowionego nad drzwiami zwykle objawiał nadejście nowego klienta; dziś jednak, gdy szum deszczu za oknem skutecznie wygłuszał wszystko inne, początkowo nie zwrócił uwagi na cudzą obecność. Dopiero głos - cichy, jakby odrobinę niepewny - skierował spojrzenie brązowych tęczówek na stojącą w sklepie młodą kobietę. Zbliżył się niespiesznie, odkładając ostrożnie trzymaną wcześniej w dłoniach kolię na odpowiednie miejsce, przybierając na ustach uśmiech wyrażający jedynie uprzejme zainteresowanie.
- Ciężko stwierdzić, proszę pani - w głosie dało się wyczuć ostrożną rezerwę; lekko uniesione brwi zdradziły chwilowe wahanie, gdy wzrok skupił się na owiniętym w chusteczkę zawiniątku. - Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by ktokolwiek chciał coś zwrócić.
I dlaczego, na brodę Merlina, działo się to za jego kadencji?
- Mogę? - przesycone grzecznością pytanie uprzedziło dłonie, która - w przeciwieństwie do wyuczonych słów - wcale nie czekały na pozwolenie. Powoli odwinął chusteczkę, by dojrzeć skrywany w materiale skarb w postaci pierścionka. Srebrna, cienka obrączka obejmowała czule pojedynczy szafir, który - jak dostrzegł po chwili obserwacji - pasował barwą do oczu stojącej przed nim kobiety; dwa mniejsze kamienie przylegały do głównego, tworząc spójny obraz eleganckiej, choć dość skromnej biżuterii. Nagle poczuł coś na kształt niepokoju, bo chociaż drobiazg wydawał się dziwnie znajomy - z pewnością wyszedł spod rąk jego dziadka - tak miano właścicieli tkwiło za gęstą mgłą niepewności.
Milczał chwilę, w końcu skupiwszy pełną uwagę na jasnowłosej damie stojącej po drugiej stronie lady. Wydawała się dziwnie... znajoma? Jakby skądś ją kojarzył, chociaż pamięć okazała się wyjątkowo zawodna w tym momencie.
- Proszę wybaczyć śmiałość, ale tego typu praca z pewnością została wykonana na zamówienie. Nie widziałem drugiego, chociażby nieco podobnego egzemplarza. Czy wolno mi spytać o pani godność?
Ciekawość zawoalowana w słowa dotyczące wykonywanego zawodu nie mogły budzić przecież podejrzeń; im dziewczyna dłużej zwlekała z odpowiedzią, tym bardziej próbował doszukać się w jej twarzy - czego właściwie? Być może choćby małej podpowiedzi; nagle wydawała się bardziej znajoma niż ledwie chwilę temu.
Atticus Blythe
Zawód : jubiler, twórca talizmanów
Wiek : 30 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
The desire of gold is not for gold. It is for the means of freedom and benefit.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9791-atticus-blythe#296938 https://www.morsmordre.net/t9850-jutrzenka#298336 https://www.morsmordre.net/t9848-hands-made-of-gold#298297 https://www.morsmordre.net/t9909-atticus-blythe
Re: Sklep jubilerski [odnośnik]27.05.21 0:13
Czuła, jak krew krążąca w jej żyłach przyspiesza. Głos brzmiał tak samo, jak przed laty — jakby ktoś niespodziewanie zagrał piosenkę, którą kiedyś się bardzo lubiło, ale jednak z jakiegoś powodu zapomniało się o niej.
Nigdy się nie pokłócili, nigdy żadne z nich nie powiedziało drugim złego słowa — a przynajmniej Aurora chciała w to wierzyć. Ona bowiem, do stojącego naprzeciwko niej mężczyzny nie czuła ani krztyny żalu. Wręcz przeciwnie — była mu poniekąd wdzięczna, że właśnie zachował się z klasą i godnością, gdy w jakimś stopniu doszli do obopólnego porozumienia, że to jednak nie jest to.
A ileż łatwiej by było, gdyby się pokłócili? Gdyby doszło między nimi do wielkiej kłótni? Teraz, widząc go, mogłaby po prostu odwrócić się na pięcie i wyjść ze sklepu, udając, że nic się nie wydarzyło — nie stałaby teraz, jak łania w świetle zbliżającego się Błędnego Rycerza.
Nie chciała przecież, żeby wiedział, jak źle się jej powodzi… Wolałaby swojego niedoszłego męża spotkać w najlepszym wydaniu. A nie… proszącą o zakup pierścionka z jego własnego sklepu. Miał takich bez liku, na cóż mu stary złom jak ten?
Wtem pojawił się cień nadziei — mężczyzna nie poznał jej. Sprawa więc jeszcze nie była przesądzona! Jeszcze mogła uciec stąd bez wyłomu w honorze.
Z drugiej strony jednak… Co powie mamie, gdy wróci z pierścionkiem? Że nie kupił? Z miejsca pozna, że kłamie. Aurora nie potrafiła kłamać, a każda próba kończyła się wypiekami na jasnej twarzy.
Obserwowała nerwowo, jak odwija chusteczkę. Jej mama nigdy nie nosiła tego pierścionka przy pracach domowych, czy okołodobowych. Uważała, słusznie z resztą, że każda taka czynność zniszczy piękno biżuterii, a pan Sprout zawsze był dumny z tego, gdy żona zakładała ozdobę w święta i okolicę.
I chociaż było to w zasadzie już tylko formalnością, Aurora, skinęła głową, gdy spytał, czy może, chociaż przecież najchętniej by stąd uciekła.
Obserwowała w skupieniu podobnym do tego jego, jak on ogląda niewielki pierścionek. Ponadczasowość formy, piękno wykonania… niewielu rzemieślników, czy może lepiej powiedzieć — artystów umiało w ten sposób operować metalem, żeby uzyskać kształt. I chociaż z pewnością kamieni większych i mniejszych wyszło stąd wiele, to ich drobne zdobienia pozostały nie do podrobienia.
Pomimo tego Aurora poczuła, że mężczyzna chciał ją sprawdzić, upewnić się, że błyskotka nie jest jakąś podróbą. I chciała go zapewniać, że nie jest, że ma listy zapewniające o autentyczności, ale ostatecznie nie mogła się zdobyć na mówienie o tym. Zwłaszcza że to on zapytał o jej godność.
Jej wargi lekko się poruszyły, ale z jakiegoś powodu początkowo nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Tłumaczyła sobie w głowie, że to głupie, że przecież nie było pomiędzy nimi żadnej waśni, a tu proszę. Jak ciele w niemalowane wrota wpatrywała się w przystojną twarz. Już wtedy doceniała jego klasyczną urodę, teraz jednak zmężniał. Widać, z czego z resztą się cieszyła, że wojna mimo wszystko pozwala mu na prowadzenie biznesu.
A ona?
Ogródek Sproutów tej jesieni nie obrodził tak dobrze, jak zwykle, jakby przeczuwał swoimi korzeniami, że coś jest na rzeczy. Że coś złego wisi w powietrzu. Słabsze plony oznaczało mniej pieniędzy. Mniej pieniędzy oznaczało zaciśnięcie pasa, żeby móc skupić się na potrzebach pani Sprout, której zdrowie niedomagało.
Nie było więc wstydem, że chciała podreperować domowy budżet, prawda? Zwłaszcza na wyraźną prośbę własnej matki.
- Nazywam się Aurora Sprout. Poznaliśmy się kiedyś. Witaj Atticusie. - Powiedziała, podnosząc na niego wzrok. Wciąż nieco speszony, ale jakby w jednej chwili gotowy do podjęcia ewentualnego wyzwania.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 Sklep jubilerski  - Page 5 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Sklep jubilerski [odnośnik]01.06.21 14:27
Od bardzo dawna uważał cierpliwość za jedną ze swoich największych zalet.
Ta sama, wysoko ceniona i doszlifowana przez lata zdolność nie pozwoliła mu na ponaglenie nowoprzybyłej, zatrzymując potok niekoniecznie grzecznych słów. Rodzice wychowali go dobrze, ale wciąż tkwiło w nim ziarno niepokoju, co zważywszy na aparycję gościa powinno raczej zaskakiwać. Wystarczyło jedno, pozornie obojętne spojrzenie, by wiedział, że żyją na zupełnie innej stopie - a ona wyróżnia się z tłumu angielskich, lodowatych dam skromnością i czymś, co - być może błędnie - uznał za nieśmiałość.
Dziwne wrażenie, że gdzieś już ją widział, nie opuszczało go ani na moment. Praktycznie od chwili, gdy ujrzał dziewczynę za ladą, toczył zaciekłą, pozbawioną słów bitwę z własnym umysłem; wspomnienia zostawały jednak ukryte za mgłą milczenia. Twarz nie okazała cienia emocji ani oznak wewnętrznej bitwy; wygięte w półuśmiechu usta okazywały jedynie coś na kształt uprzejmego zainteresowania drobną blondynką i sprawą, z którą zwróciła się bezpośrednio do niego. Jedynie przez moment, napędzany fascynacją, próbował dojrzeć cos znajomego w drobnej twarzy i złotych kosmykach; coś znaczącego w błękicie tęczówek - wskazówkę, znak, cokolwiek. Drobna iskierka niepokoju przemknęła wzdłuż kręgosłupa.
Czy to możliwe, by była jedną z tych, które wypełniały samotne noce?
Jedną z tych, którym obiecywał wiele, nie zamierzając dotrzymać słowa?
Profesjonalizm zawsze wygrywał z ciekawością, i chociaż ten przypadek mógł uznać za zgoła inny, nie zmienił znajomej rutyny zachowania; palce bez zniecierpliwienia odkryły skarb otulony wcześniej prostą, haftowaną chusteczką. Nie musiał używać magii, by wiedzieć, i nie potrzebował doszukiwać się specjalnych drobiazgów, które potwierdziłyby autentyczność; jeśli coś raz wyszło spod ręki członków rodu Blythe, rozpoznałby to na końcu świata.
Ciche westchnienie mogło zostać odebrane za oznakę znużenia, lecz w rzeczywistości ciążyła świadomość, że przedmiot miał powrócić do stwórcy, zamiast zdobić palec jakiejś damy, dla której został przecież wykuty. Czujne spojrzenie chłodnych, brązowych oczu powoli powróciło na twarz dziewczyny, czekając na odpowiedź na wcześniej zadane słowa. Wydawała się dziwnie speszona, zupełnie, jakby za moment miała odwrócić się i odejść; Atticus nie doszukiwał się jednak drugiego dna w sytuacji, która zwyczajnie wymykała się spod ciasnych konwenansów zachowań.
I kiedy był już gotów ponaglić rozmówczynię - grzecznie, rzecz jasna - to ona przerwała mur naznaczonego skrępowaniem milczenia.
Wtedy wszystko stało się jasne.
- Och - krótkie westchnienie zaskoczenia wyrwało się z ust nieproszone; brzmiało niemalże jak ulga. Pełne niedowierzania spojrzenie jeszcze raz objęło sylwetkę Aurory, trochę niedowierzając, trochę jeszcze wątpiąc; ale wahanie zniknęło szybko, a Blythe równie sprawnie odzyskał rezon.
Mógłby skłamać i zrzucić zapominalstwo na ogrom pracy; zamiast tego wybrał prawdę.
- Oczywiście! Wybacz, Auroro, minęło chyba zbyt wiele czasu od ostatniego spotkania - a przynajmniej cząstkową prawdę, tą zawoalowaną i skrzętnie omijaną. - Cudownie cię widzieć, chociaż wolałbym spotkać się w nieco milszych okolicznościach. Dlaczego tak właściwie chcesz sprzedać pierścionek? - interesy miały pierwszeństwo nad całą resztą rzeczy, które mogli - i z pewnością będą - omawiać. Długie, zwinne palce obróciły błyskotkę; zdobiący pierścień szafir mrugnął zalotnie w świetle, przykuwając uwagę. - Mogę się mylić, ale chyba został wykonany na jakąś specjalną okazję, może rocznicę?
Powoli odłożył biżuterię z powrotem w miękkie objęcia chustki, podchwytując błękit spojrzenia Aurory.
- Należy do twojej mamy?
Nagła łagodność w głosie mogła zaskoczyć, ale wraz z poznaniem jej tożsamości, wspomnienia wracały powoli. Pamiętał, z jakim szacunkiem i nieukrywaną miłością panna Sprout mówiła o swojej rodzinie; pamiętał również to, że nie potrafił tego zrozumieć.


Maybe
I am more of her, but when I pray with fear, then only the thought, — that you are somewhere gives me relief.
Atticus Blythe
Zawód : jubiler, twórca talizmanów
Wiek : 30 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
The desire of gold is not for gold. It is for the means of freedom and benefit.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9791-atticus-blythe#296938 https://www.morsmordre.net/t9850-jutrzenka#298336 https://www.morsmordre.net/t9848-hands-made-of-gold#298297 https://www.morsmordre.net/t9909-atticus-blythe
Re: Sklep jubilerski [odnośnik]04.06.21 19:12
Och, gdyby Aurora była jedną z tych, z którą spędzał noce, z pewnością nie pojawiłaby się na progu jego sklepu. Aurora, być może nie była szlachcianką i nikt nie zabierał jej na spacery do rezerwatu jednorożców, żeby upewnić się, że dalej jest nieskalana, ale miała swoją godność. Niestety — omamiona, jak się jej wydawało uczuciem, zapomniała o swoich zasadach, ale gdy miała zostać wydana za Atticusa, naprawdę była zupełnie niewinna. Chciałoby się rzec, że tylko wtedy była również naiwna, ale niestety, to jej pozostało do dziś. Ale Atticus przed laty okazał jej jedynie życzliwość — nie oceniał, gdy oboje byli pełni wątpliwości co do tego małżeństwa. Z pewnością nie był złą partią. Mężczyzną był przystojnym i ustawionym, a Aurora miała w sobie wrodzoną potrzebę zostania żoną i matką. Pomoc w domu i pomoc innym miała we krwi. Dodatkowo ich krew nie byłaby zupełnie rozwodniona. To wszystko zdawało się przemawiać na korzyść małżeństwa, a sama Aurora z pewnością po jakimś czasie przywiązałaby się do mężczyzny. Pytanie, czy on kiedykolwiek byłby w stanie przywiązać się do niej? Jeśli nie miłością, to chociażby szacunkiem i wiernością?
To wszystko pozostawało w tym momencie w strefie gdybania, gdy oto stała przed nim, wpatrując się w niego spłoszona, zdecydowanie zawstydzona.
Dlatego tak długo milczała i potrzebowała odwagi, by zdradzić się ze swoim imieniem. Przecież w jakimś stopniu idealnie opisywało to całe życie Aurory — zbyt mało ważna, żeby porzucić ją dla tytułów. Zbyt przeciętna, by pamiętać jej twarz.
Wyszło więc na to, że mogła skłamać. Nie przyznać się do imienia. Ale to nie w jej stylu. Nie umiałaby tak wyprzeć się siebie. Nie wstydem jest przecież sprzedawać. Wstydem byłoby kraść.
Widziała, że jej się przyglądał. Analizował ją może… Ale po cóż miałaby kłamać? Po cóż miałaby się narażać na więcej wstydu, niż sama sobie przyniosła w ostatnich tygodniach?
- Nic się nie stało. - Nawet gdyby czuła w tym monecie do niego głęboką niechęć, to nie wyraziłaby tego na głos. Była zbyt łagodna w naturze. A przynajmniej do czasu. Wyprowadzona z równowagi Aurora była nie do poznania, ale też, co gorsza, nie do zatrzymania w swym gniewnie. Osobom, które nie widziały ją w szale, trudno sobie stan takowy wyobrazić, ale to dobrze. Zawsze był to rzecz jasna element zaskoczenia. Nawet Castor schodził jej wtedy z drogi. - Rzeczywiście, to już kilka lat… Nie zmieniłeś się nic, a nic. - Przyznała, pozwalając sobie wreszcie na uśmiech, chociaż wciąż w pewnym sensie niepewny. Potrzebowała chwili, by się oswoić i nie czmychnąć spod jego spojrzenia. Zwłaszcza że Atticus najwyraźniej nie planował poświęcić jej prywatnego czasu. Może jednak miał do niej żal? Och ileż by dała za możliwość czytania w myślach.
- Tak, to pierścionek mojej mamy… - Zaczęła ostrożnie, przyglądając się błyskotce w jego dłoniach. Nie wiedziała, jak powinna przedstawić tę historię, żeby nie wyjść na zupełną ofiarę losu. - I to mama uznała, że chce go sprzedać. - Dodała, bo przecież nie było to kłamstwo. - Zawsze była dumna. - Nie wiedziała, że Castor zdradzał byłemu szefowi stan zdrowia ich matki. Że Atticus był świadomy tego, że zimowe miesiące nie sprzyjały rekonwalescencji, ani tym bardziej zbiorom w Dolinie Godryka, które w tym roku były szczególnie słabe. A pani Sprout nie chciała bezczynnie siedzieć, gdy jej dzieci i mąż próbowali zarobić na utrzymanie wszystkich i jeszcze składniki na eliksiry, by Aurora mogła sporządzić lekarstwa.
Ale tak, aurora stawiała swoją rodzinę bardzo wysoko. Nawet wyżej od własnego dobrego imienia. Że muszą wyprzedawać majątek. Guzik prawda. Nie musieli. W spiżarni mieli zapasy. Ale co jeśli stan się pogorszy? Czy Aurora wtedy pozwoliłaby się odciągnąć od łóżka mamy, by wybrać się na taką wyprawę? Nie.
- To nie tak, że przestał jej się podobać. Wręcz przeciwnie. Wybrała go, bo uważała, że jest najpiękniejszy, a przez to i najwięcej warty. - Sama Aurora nie nosiła biżuterii, bo zwyczajnie w ich domu panowała tradycja, że biżuterii samemu sobie się nie kupowało. To miał być podarek. A ona takowego nigdy nie otrzymała. - Nie spodziewałam się ciebie tu spotkać. Nie, żebym nie cieszyła się na twój widok. Jestem raczej nieco zaskoczona. - Przyznała z wrodzoną szczerością, która jednak mogła rozjaśnić mu nieco jej zmieszanie.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 Sklep jubilerski  - Page 5 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Sklep jubilerski [odnośnik]09.06.21 20:29
Zmęczony umysł często płatał figle w najmniej spodziewanym momencie. Atticus szczerze żałował, że nie mógł cofnąć czasu i wybrnąć z sytuacji nieco bardziej taktownie. Nie chciał urazić stojącej przed nim kobiety, która początkowo wydawała się zupełnie obca; teraz jednak, gdy jej łagodny głos przeciął chwilową ciszę, nie miał już ani cienia wątpliwości. Być może tyle wystarczyło, by wiedzieć; wsłuchać się w łagodne brzmienie i wpatrywać się w nieśmiałe, niebieskie oczy, by wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą.
Jakie były szanse, że ze wszystkich osób w Londynie, natknie się właśnie na niedoszłą narzeczoną?
Pamiętał dobrze czas, w którym się spotkali. Wola rodziców stanowiła wówczas początek dla relacji, bo obydwoje zdawali się być kierowani tymi samymi nićmi posłuszeństwa. Wystarczyło kilka schadzek i wymienionych ostrożnie słów, by nieufność powoli została między nimi zniesiona. Szybko przekonał się, że Aurora znacznie różniła się od kobiet, którymi zwykle się otaczał; nie mogąc zapomnieć o Fancourt, jakby podświadomie zawsze wybierał jej przeciwieństwo. Nie dla niego były drżące i delikatne mimozy, łagodne i czułe dziewczęta z sercem na dłoni - bo nazbyt dobrze wiedział, że prędzej czu później złamałby setki składanych obietnic i wtrącił subtelną duszę w okowy wzajemnej niechęci i nienawiści. Z Aurorą było tak samo; pragnienie prostego życia, wiernego męża i ślicznych dzieci, kochającego domu będącego bezpieczną przystanią i stabilizacji zdawały się być tym, co napędzało Sprout do działania. Nie wątpił w to, że w roli małżonki odnalazłaby się doskonale; problem polegał na tym, że nie widział siebie samego w roli męża.
Gdyby zniszczył jej niewinność i dobro, zapewne byłaby to jedna z tych rzeczy, których Blythe - zwykle obojętny na odczucia innych - nie mógłby sobie wybaczyć.
Wycofał się więc w odpowiednim momencie, z ulgą przyjmując, że Aurora postrzegała wszystko podobnie. Dzięki temu uniknęli nieporozumień wynikających z mętnych wyjaśnień - takich, których on nie chciał głosić, a ona słuchać. Ich drogi rozeszły się w pewnym punkcie, a teraz znów tutaj była; pozornie taka sama, a jednak czuł podskórnie, że wiele się zmieniło.
- To bardzo łaskawe z twojej strony, lubię starzeć się z klasą - uśmiech, który nastąpił zaraz po słowach, zdradzał historię szczerego rozbawienia; jedynie oczy pozostały nietknięte żadnym przejawem wesołości, skupione na drobnej, kobiecej sylwetce stojącej za ladą. - Ty za to wypiękniałaś od naszego ostatniego spotkania, jeśli wolno mi tak powiedzieć. - lekkie skłonienie głowy było przejawem szczerego komplementu, nie ukrytych intencji; swego czasu obydwoje zdawali się cenić wzajemną szczerość.
Kolejne słowa panny Sprout przywołały Atticusa z powrotem do rzeczy, które znał najlepiej - pieniędzy i interesów. Pierścionek stracił jednak na zainteresowaniu Blythe'a już po pierwszych oględzinach; spojrzenie brązowych oczu nie oderwało się od blondynki nawet na moment. Wyraz twarzy nie zdradził niczego, chociaż powoli zaczął domyślać się prawdy; wziął głębszy wdech, jakby tym prostym gestem próbował dodać sobie niezbędnej odwagi.
- Rozumiem. Odkupię go - krótka decyzja zapadła momentalnie; palce ponownie podchwyciły błyskotkę, zamykając ją w szczelnym uścisku dłoni. - Mogę zaproponować taką samą kwotę, za jaką kupiliście go poprzednio u mojego dziadka. Nie widzę żadnych śladów użytkowania, stan jest bez wątpienia idealny. Odpowiada ci taka oferta?
Z pewnością o wiele hojniejsza, niż być powinna; nawet, jeśli tak było, Blythe nie zdradził się z niczym. Profesjonalizm zdawał się płynąć w krwi każdego z jego rodziny; Atticus był z pewnością najbardziej chlubnym przykładem spuścizny rodu. Kąciki ust drgnęły lekko, gdy wyraziła swe zaskoczenie; nawet, jeśli odczuwał podobnie, nie odniósł się do tego więcej. Interesy przede wszystkim.
- Co więcej, nie wystawię go na sprzedaż - ze spokojem przesunął chusteczkę po blacie, oddając ją w drobne dłonie Aurory. - Będzie czekał na powrót do właścicielki, gdy czasy będą lepsze.
Tyle mógł jej obiecać za dawną szczerość i nieustającą dobroć; tyle ofiarować z powodu nieplanowanego spotkania i ponownego odnowienia kontaktu. Teraz cierpliwie oczekiwał na reakcję Sprout, ważąc leciuteńki ciężar pierścionka w nadal zaciśniętej dłoni.


Maybe
I am more of her, but when I pray with fear, then only the thought, — that you are somewhere gives me relief.
Atticus Blythe
Zawód : jubiler, twórca talizmanów
Wiek : 30 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
The desire of gold is not for gold. It is for the means of freedom and benefit.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9791-atticus-blythe#296938 https://www.morsmordre.net/t9850-jutrzenka#298336 https://www.morsmordre.net/t9848-hands-made-of-gold#298297 https://www.morsmordre.net/t9909-atticus-blythe
Re: Sklep jubilerski [odnośnik]17.06.21 0:29
Gdyby poznał ją od wejścia, gdyby pozwolił sobie na to, żeby z miejsca ją rozpoznać, najpewniej zawstydzona Aurora nie byłaby w stanie wydusić z siebie ani słowa. Ostatecznie bowiem, chociaż nieznacznie udało jej się oswoić z myślą, że przez te kilka chwil stała naprzeciwko swojego niedoszłego męża. Dobrze jednak było wiedzieć, że żadne z nich nie miało żalu. A przynajmniej w tym momencie Atticus nie wyglądał się na człowieka, który mógłby chować urazę.
Już wtedy, pomimo dość różnych poglądów, co wyszło dość szybko, potrafili nawiązać nić porozumienia, która, chociaż mogła kiedyś dawno temu prowadzić do małżeństwa, tak w rzeczywistości stanowiła idealną bazę do przyjaźni. A może Aurora po prostu nie umiała inaczej patrzeć z miejsca na mężczyzn? Może bała się zaangażowania, dlatego z miejsca zakładała potencjalnie łatwiejsze rozwiązanie?
Ale przecież życzyła mu jak najlepiej! Musiało go życie dobrze traktować, skoro udało mu się w tak trudnych czasach utrzymać sklep jubilerski.
Jednak, czy Aurora była taką, jaką ją widział? W pewnym sensie tak — była oddana rodzinie do końca. Jednak nie znaczyło to, że planowała kiedykolwiek być bezwolną ozdobą, odzywającą się za pozwoleniem. Jej marzycielskie spojrzenie rozmywało się, ilekroć ktoś dokuczał Castorowi. Nieliczni znajomi mówili wtedy, że widać było, dlaczego jej domem był Gryffindor. Z dziwnej dziewczyny przywodzącej na myśl raczej mysz niż kota, w okamgnieniu potrafiła przeistoczyć się w terytorialną lwicę.
Znikało to wraz z zagrożeniem, a więc nieliczni mogli zobaczyć gniew w jej na ogół niebieskich oczach. A Atticus niczym sobie nie zasłużył na to, by tego gniewu doświadczyć. Nic więc dziwnego, że miał ją za drżącą istotę — teraz przecież nie prezentowała mu się inaczej.
Jej niewinność i naiwność w pewnym momencie stanowiły swoiste przekleństwo. Nie wszyscy mężczyźni bowiem byli równie szlachetni co on. Ale to było dość łatwe do przewidzenia — zakazany owoc smakuje ponoć najlepiej. Czy Atticus inne traktował w taki sposób, w jaki całkiem niedawno ktoś potraktował Aurorę?
Gdyby znała jego myśli, najpewniej jednak doceniłaby to, że nie chciał jej wykorzystać. Nie miała pojęcia o tym, co przeszedł na przestrzeni ostatnich lat. Mogła się jedynie domyślać, w którą stronę są skierowane jego oczy. Ale jednak potrafił wobec niej wydobyć całkiem ludzkie uczucia. A według Aurory, był to zawsze pierwszy krok. Nieważne bowiem jak przebiega nasza droga, cel powinien być wspólny — być dobrym i szczęśliwym człowiekiem, zgodnie z własnym sumieniem.
Lubiła w ich znajomości właśnie to, że mogli zrzucić maski tych, którzy idealnie pasują w rodzinne wymagania. Przy nim, z zachowaniem oczywiście wszystkich dobrych manier, mogła być sobą. Dlatego wiedziała, że gdy coś mówił, to mówił to szczerze.
- Starzeć się? Atticusie… Jesteś wciąż młody. Widzę to po oczach. - Odparła bez cienia zawahania. A przynajmniej do momentu, gdy nie zauważyła, jak intensywnie się w nią wpatruje. Powinna chyba pożałować tego, że znali się kiedyś całkiem dobrze, bo przez to miała wrażenie, że czyta z niej jak z otwartej księgi. W pierwszym momencie poczuła ulgę, gdy powiedział, że odkupi pierścionek, ale zaraz podniosła na niego niebieskie spojrzenie. Błękit letniego nieba przybrał tam barwę zbliżającej się burzy, gdy nieco ściągnęła brwi.
- Litujesz się nade mną? - Spytała ostrożnie. Dumna zawsze była. Nie w sposób pogardzający dla innych, nie. Chodziło raczej, że nigdy nie przyjmowała jałmużny. Jak wtedy gdy Ares zaproponował, że kupi jej dom obok swojego, żeby mógł ją odwiedzać, nawet po ślubie. - Proszę, nie myśl, że nie jestem ci wdzięczna za twoją propozycję, bo jestem ogromnie… Nie chcę jednak, żebyś był na tym w jakikolwiek sposób stratny. Wojna zbiera swoje żniwo wszędzie. I to nie jest tak, że głodujemy… Mama po prostu… No ona jest dumna. - Stwierdziła, jakby sama nie była.
On może i potrafił się w tym momencie zachować zupełnie profesjonalnie, ale Aurora miała te swoje momentami dzikie serce, które sprawiało, że reagowała emocjonalnie.
- Powiedz, że nie będziesz stratny Atticusie, a wtedy będę mogła się zgodzić na twoją bardzo hojną ofertę. - Chusteczkę zmięła w dłoniach. Kolejna rodzinna pamiątka, jednak tamta naprawdę zupełnie bezwartościowa dla kogoś postronnego. - Nie żartuje! - Powiedziała, tym razem ona wpatrując się w niego intensywnie. - Dosięgnę stąd twoje ucho i wytarmoszę cię jak kiedyś moja ciotka… - Podczas jednego ze spotkań, gdzieś zgubili osobę, która miała nadzorować przyzwoitość ich spotkań. Spotkana podczas spaceru daleka ciotka Sprout, niższa jeszcze od Aurory, próbowała wtedy dosięgnąć morale mężczyzny, próbując wytarmosić go za ucho.
Na samo wspomnienie sceny, której on pewnie nawet nie pamiętał, uśmiechnęła się lekko, jakby zapominając, jak poważne pytanie mu zadała.



Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 Sklep jubilerski  - Page 5 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Sklep jubilerski [odnośnik]07.11.21 22:49
Atticus nieprzerwanie przyglądał się swojej klientce, nie porzucając swojego nacechowanego szczerym rozbawieniem uśmiechu, nie obejmującego w dalszym ciągu oczu mężczyzny.
Kimże jestem, by zaprzeczać twym słowom? — Wyrzekł to retoryczne pytanie, nie zaprzeczając kolejnemu przejawowi szczerości ze strony Aurory, mającej charakter nad wyraz bezpośredniego pochlebstwa.
Gdzieżbym śmiał. Za kogo mnie masz? — Zapewnił bez wahania Aurorę, najpewniej w ten sposób odpędzając burzowe chmury, które w pewnym sensie zbierały mu się nad głową. Nie oferował jej jałmużny. Zaoferował jej nad wyraz hojną cenę za ten pierścionek przez wzgląd na dawne czasy i bezgraniczną dobroć Aurory. Brał pod uwagę obraz sytuacji wynikający pośrednio ze słów klientki. Okazywanie litości czy kwestionowanie wersji osób stojących po przeciwnej strony lady było nieprofesjonalne. — Nie będę stratny — Nic nie wskazywało na to, by zamierzał wycofać się z tego postanowienia. — Jeśli tylko dosięgniesz mojego ucha... — Słowa te mogły zasugerować Aurorze, że w jakimś stopniu to pamięta.
Gdy tak Aurora rozmawiała sobie z Atticusem, z znajdującego się w głębi sklepu zaplecza wyłonił się zatrudniony przez tego mężczyznę pomocnik. Młodzian był uzbrojony w miotłę, a jego twarz była pokryta bliznami będącymi szpecącą pamiątką po przebytej smoczą ospie.
Panie Blythe! Skończyłem wszystkie powierzone mi przez pana zadania, mogę wyjść dzisiaj wcześniej? Chyba, że pan ma coś przeciwko temu. Nie wiedziałem, że pan ma klientkę... to ja poczekam na zapleczu aż pan skończy — Zwrócił się nieśmiało do przełożonego, wspierając się na trzonku miotły.
Przepraszam cię Auroro na chwilkę. Przyjąłem do pracy pomocnika — Atticus uznał to, że to zasadne w tej sytuacji, by przeprosić swoją klientkę i zająć się sprawą zdającą się nie cierpieć zwłoki. — Wróć na zaplecze, zaraz przyjdę — Polecił pomocnikowi, który się wycofał w głąb sklepu. Najpewniej pozwoli mu wyjść trochę wcześniej, o co wnosiła matka tego młodziana.
To cała kwota jaką mogę zaoferować za ten pierścień. Obowiązki wzywają — Przekazał kobiecie całą ustaloną w toku rozmowy kwotę, chowając po chwili pierścionek i ostatecznie pożegnał się z nią. Musiał pomówić z tym chłopakiem.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
 Sklep jubilerski  - Page 5 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sklep jubilerski [odnośnik]14.11.21 1:20
Aurora musiała przyznać, że jej początkowe obawy może nie zniknęły, ale zdecydowanie się zmniejszyły, jeśli chodzi o to, że właśnie jej były niedoszły narzeczony stał po drugiej stronie lady. Uważała, że minęło już wystarczająco dużo czasu, żeby można było swobodnie rozmawiać, zwłaszcza, że przecież nie rozstali się w złości, czy nieporozumieniach — wszystko ułożyło się tak, jakby po latach spotkali się jako przyjaciele. I to, co jej oferował, również podchodziło pod relację co najmniej sentymentalną, jeśli nie pozytywną.
- Dobrze… - Zgodziła się, uśmiechając się lekko, gdy powiedział o sięganiu ucha. Może takie drobne żarty pomagały w tym, żeby zupełnie mu zaufała. Ostatecznie przecież tutaj zaufanie musiało leżeć po obu stronach i Aurora nie mogła trochę uwierzyć, że miała aż takie szczęście.
Z zaplecza wyszedł pomocnik w sklepie, przerywając im rozmowę, więc Aurora musiała zakończyć swoje przemyślenia na ten temat. Bo i owszem, było miło, ale najpewniej prędko się nie spotkają. Istniała również spora szansa, że ten pierścionek zostanie u niego w sklepie na dłuższy czas, bo przecież wojna mogła się potoczyć różnie. Aurora miała jednak nadzieję, że niezależnie od wszystkiego, ta cała zawierucha oszczędzi jego sklep. Nie zasłużył, żeby ponieść jakąkolwiek karę. Patrząc na niego, nigdy by nie uwierzyła, że byłby zdolny kogoś krzywdzić. Ba, nawet nie podejrzewała go o coś podobnego.
Przyjęła więc pieniądze, chociaż w tym właśnie momencie nie umiała spojrzeć mu w oczy. Zupełnie jakby miała się czego wstydzić.
- Dziękuję. I przepraszam, że zajęłam ci tyle czasu. - Wiedziała, że nie miał jej tego za złe, ale i tak wolała się upewnić, że wszystko między nimi ok.
W każdym razie nie chciała sprawiać mu więcej kłopotów niż to konieczne.
Uśmiechnęła się jeszcze, upewniła się, że pieniądze są dobrze zabezpieczone i dopiero wtedy wyszła ze sklepu. Znów rozległ się cichy dzwoneczek, który całkiem niedawno obwieścił jej przyjście. Teraz był sygnałem pożegnania. Aurora wciąż czuła lekkie drżenie dłoni. Może życie po tej stronie nie byłoby takie złe, ale jednak niezależnie od wszystkiego najważniejsze było to, że chyba na miarę swoich wszystkich możliwości oboje byli całkiem szczęśliwi z tym, jak poukładały im się życia. Może właśnie dlatego, że były osobno.

/zt x2


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 Sklep jubilerski  - Page 5 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Sklep jubilerski
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach