Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Drewniana kładka
AutorWiadomość
Drewniana kładka [odnośnik]01.02.16 21:17
First topic message reminder :

Drewniana kładka

Gdzieś głęboko w dzielnicy portowej znajduje się jeden z wielu pomostków prowadzących do przycumowanych łódek. Pomost jest drewniany, ale drewno już niszczeje i trzeba uważać, żeby nie zapadł się pod stopami. Poza tym podczas deszczu deski stają się śliskie i nie sposób po nich chodzić. Niektóre łódki, które chyboczą na wodzie, wydają się być nieużywane od wielu lat, dlatego nie poleca się korzystanie z nich. Na samym końcu pomostu co wieczór zapalają się żółte światełka, które mają ostrzegać, albo informować marynarzy.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Drewniana kładka - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Drewniana kładka [odnośnik]01.11.20 3:54
Jasne tęczówki zawisły na twarzy mężczyzny znajdującego się obok, kiedy odpowiedział, kąciki jej ust powędrowały ku górze. Skinęła głową.
- W porządku. Czyli nie muszę się martwić. - stwierdziła postanawiając zaufać jego umiejętnością. Skoro twierdził, że potrafił, nie było powodów, dla których miała podważać wypowiadanego przez niego słowa. W krótkiej drodze ku obranemu celowi opowiadała o zmianach metamorfomagów. A może tylko jednego - siebie samej. Trudno było tutaj dokonywać porównać. Każdy musiał znaleźć własny sposób na zmianę. Pokonać powstrzymującego do demony. Zapanować nad darem, który do opanowania wcale nie był łatwy. Może takim się jawił, albo wyglądał, ale tylko każdy z tym genem wiedział, ile pracy włożył w to, by własna umiejętność działała wedle ich woli.
Jeszcze zanim weszła do środka skleciła krótki plan. Wysłuchała słów, które do powiedzenia miał Cedric, po czym skinęła głową. Faktem było, że ktoś w karty mógł grać. a postawny mężczyzna, chętnie pijący jak i grający, mógł wzbudzić zaufanie.
- Brzmi nawet jak plan. - mruknęła, klepiąc go lekko w ramię i wsuwając się do lokalu jako pierwsza. Rozejrzała się po miejscu. Zdawała sobie sprawę, że jako niewielki, chuderlawy chłopak najlepszą kartą, będzie litość. Ale zamierzała spróbować. Dlatego zasiadła przy barze, zamawiając kufel piwa. Kątem oka dostrzegła, jak po kilku łykach piwa do lokalu wchodził Cedric. Obrzuciła go niby znudzonym spojrzeniem, swoją uwagę znów kierując na barmana. Wciągnęła z kieszeni kilka galeonów i przesunęła w jego kierunku skupiając na nim uwagę. Trzeba było próbować na różne sposoby. Sama miała to szczęście, że codziennie mogła złożyć inną twarz, wybrać inną historię i próbować, próbować i próbować, póki nie osiągnie tego, czego chciała. Poprawiła się na krześle i położyła pieniądze na ladzie, przesuwając je w jego stronę.
- Panie, roboty szukam. - powiedziała, rozpoczynając rozmowę. Zapytanie stricte o statki, czy dane nazwiska, mogło wzbudzić jego czujność. Bardziej neutralne rozpoczęcie, z pozoru oderwane od tematu, mogło jej dać więcej. Wszystko zależało od tego, jak potoczy się ta rozmowa.

| zt <3



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Drewniana kładka - Page 7 Atomic-blonde-ice-bath
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Drewniana kładka [odnośnik]20.12.20 20:13
5 września

Przed wyjściem z domu przejrzała się w lustrze. Na nos wsunęła okulary, poprawiła brązową koszulę, by w miarę równo się układała. Przecież była wyprasowana, czemu znowu tak szybko się pogniotła... Może to jednak nie będzie taki problem? Rzuciła na siebie zaklęcie, które zmieniło jej jasnorude włosy na ciemnobrązowe, udając, że naprawdę to wystarczy, żeby nie rozpoznano jej na ulicach... Wiedziała, że wprawne oko łatwo wyłapie ją jako tę osobę, której wizerunek wisi od dawna na plakatach na każdym londyńskim budynku. Ale może chociaż da chwilę zastanowienia, na tyle długą, by mogła uciec sprawnie przez kolejnym patrolem tych pomiotów, którzy chcieli się nazywać policjantami, a pewnie zostali szybko uzupełnieni jakimiś pioneczkami, którzy nawet nie przeszli głupiego, rocznego szkolenia, wcale nie trudnego! Nie była orłem, ale dała rady go przejść. Irytowało ją to. Ale bardziej irytował ją brak pieniędzy. Praca u Macmillanów była okazjonalna bardziej niż codzienna, częściej miała wolne niż rzeczywiście musiała pilnować Virginii. Nikt za bardzo nie chciał opuszczać wygodnego domu, gdy na świecie tak źle się działo.
Zasunęła za ucho ciemne włosy, spakowała różdżkę, miotłę, ze dwa eliksiry, marynowaną narośl ze szczuroszczeta i pastę na oparzenia, tak z przezrorności. Jeszcze na lepszą rozmowę przed wyjściem łyknęła trochę zimnego rumu ze szklaneczki, tak by się w ogóle niczym nie denerwować. Ciekawe jak tym razem się to wszystko potoczy.
Po ostatnim wciąż bolało ją ramię.
Teleportacja nie działała na terenie Londynu. Czasami zastanawiała się gdzie w tym sens, żeby pozbawiać czarodziejów bardzo czarodziejskiej umiejętności teoretycznie w miejscu, które miało przecież być zupełnie wolne od mugolskich stóp. Kompletnie bez sensu. W powietrzu jednak było nieznacznie bezpieczniej niż na ziemi, dlatego wsiadła na miotłę, by skierować się w stronę portu. W miejsce spotkania.
Starała się wybrać miejsce znajome. O dziwo, samo rozłożenie ulic i największe speluny w porcie znała nieźle jak na osobę, która nigdy nie rozwijała tutaj swojej sieci kontaktów. Głównie dzięki rozganianiu bójek i sprowadzaniu na ziemię przemytników lub twórców nielegalnych świstoklików. Godzina była piękna, wieczorna, już prawie było zupełnie ciemno. A wydawało jej się, że przygotowywała się calutki dzień, właśnie na ten moment. Może dlatego, że chyba nikt nie lubił być bity, a jednak tak się działo, gdy pojawiała się w Londynie. Częściej coś się działo niż było spokojnie.


nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem


Ostatnio zmieniony przez Marcella Figg dnia 03.01.21 9:23, w całości zmieniany 2 razy
Marcella Figg
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Re: Drewniana kładka [odnośnik]20.12.20 20:13
The member 'Marcella Figg' has done the following action : Rzut kością


'Londyn' :
Drewniana kładka - Page 7 J576bod
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Drewniana kładka - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Drewniana kładka [odnośnik]21.12.20 13:30
stąd, w wyniku przebiegu zdarzenia zmiana daty na 19 wrześna - wklepuję tutaj, żeby nie edytować posta z kostką

Żaden detal nie został pominięty. Z lustra spoglądał na mnie nikt inny jak Abraxas Malfoy w pełnej krasie. Jedyne, co musiałem teraz uczynić, to nie uśmiechać się - choć i tak nie mogłem się powstrzymać, wyszczerzając lisie kły do swojego-nie-swojego odbicia.
Rzadki obrazek przedstawiający uśmiechniętego Abraxasa.
Wsunąłem na palec rodowy sygnet, ubrałem najlepsze szaty, jakie wyciągnąłem z kufra, wypucowałem buty na błysk. W takim orężu przemieszczanie się po mieście miało nie stanowić większego problemu. Choć nigdy nie przypuszczałem, że ten dzień rzeczywiście nadejdzie.
Podróż do dzielnicy portowej przebiegła gładko. Ze wskazówkami, którymi otrzymałem od Alexandra, zdecydowanie nadrobiłem kilometrów, ale ostatecznie - opłacało się. Mój wyrafinowany strój rzucał się  oczy, mimo tego nie przykuł jeszcze żadnego spojrzenia. Byłem ciekaw, co może przynieść - nie ze względu na to, co takiego straciłem, porzucając rodowe barwy. Ale czy pozycja Malfoyów w mieście była rzeczywiście tak wysoka, jak opiewano to w Walczącym Magu? Tutaj, w porcie, sytuacja ponoć nie przedstawiała się tak jasno. Mieliśmy to sprawdzić - razem z Marcellą. Nie znałem jej zbyt dobrze, dołączyła do Zakonu na krótko przed moim wyjazdem. Nie przeszkadzało to jednak, bym odpowiedział na jej wezwanie. Wspieraliśmy tę samą stronę.
Czekała już na mnie. Kiedy odwróciła się, zaalarmowana stukotem moich butów, na ułamek sekundy odmieniłem swoją twarz, po chwili wracając do narzuconej maski. Podszedłem bliżej, odzywając się dopiero wtedy, gdy znaleźliśmy się o krok od siebie.
- Nie przejdziemy dalej. - Poinformowałem ją, końcem brody wskazując na ulicę, która prowadziła dalej w port. Choć od przejścia dzieliła nas długa droga, a sylwetki otulała ciemność, z łatwością można było dostrzec grupę strażników oraz magiczną barierę. - Możemy spróbować na około, albo powęszyć w innej części portu. Co ty na to? - Łypnąłem na nią czujnym okiem. Twarz Abraxasa mogła okazać się niewystarczająca, kiedy jego towarzyszką była poszukiwana z plakatów Marcy.  

ztx2


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym


Ostatnio zmieniony przez Frederick Fox dnia 11.01.21 22:08, w całości zmieniany 1 raz
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Drewniana kładka - Page 7 Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Drewniana kładka [odnośnik]03.01.21 19:38
2 VIII

Poza cyrkiem wszystko było inne, pogrążone w chaosie. Tutaj próżno było szukać krwawych sporów, żadna wojna nie toczyła się pomiędzy barwnymi wagonami czy wysokimi namiotami, a to przez to, że cyrkowa brać przyzwyczajona była do różnorodności. Zawsze stanowili wspólnotę, tkwili na uboczu społeczeństwa, które zainteresowane było nimi tylko na czas trwania kolorowych spektakli. Czystość krwi nie miała aż tak wielkiego znaczenia, choć ostatnio istotność tej kwestii uległa pewnej zmianie. Ale wciąż dbali o swoich, na mugolskie pochodzenie spoglądali z przymrużeniem oka, po cichu kryli przed władzą cyrkowców o niewystarczająco czystej krwi. Inni zagrożeni wcale ich nie obchodzili i na razie czuli się bezpiecznie, póki funkcjonariusze całą swoją uwagę skupili na podupadłej stolicy. Wolność cyrku nie została naruszona, zatem nie było czym się przejmować. Przynajmniej Delilah bardzo chciała w to wierzyć, jednak brak obecności Marcela nieustannie ją dręczył od kilku dni. To wciąż był dzieciak, dlatego bała się, że mógł zostać wciągnięty w jakieś bagno.
Delilah świadomie nie opuszczała spokojnej przestrzeni, skoncentrowana na codziennych, wielogodzinnych treningach. Jej ciało coraz lepiej odnajdywało się w powietrzu, ale teraz to umysł nie mógł dojść ze sobą do całkowitego ładu. Nigdy nie była zachłanna, chciała tylko móc występować bez dodatkowych zmartwień i wielkiej presji. Wystarczało jej to, że miała co jeść i gdzie spać. Coś się jednak zmieniło, dyskomfort wkradł się do głowy, osłabiając fundamenty egoizmu. Zaczęła rozmyślać o losach swej matki, o parszywym ojcu, o tym, że nikt sobie rodziców nie wybiera. Musiała udać się do Londynu, osobiście przekonać co tam się dzieje. Uznała, że jej, jako czystokrwistej czarownicy, nic nie grozi, choć i temu poglądowi nie wierzyła całkowicie.
Zdecydowała się nie zmieniać rysów swojej twarzy, przecież nie była żadnym przestępcą. Ruszyła do świstoklika i po jego ściśnięciu poczuła szarpnięcie w okolicy pępka. Nogi straciły oparcie, ciało znalazło w niebycie, a chwilę później znalazła się w jednej ze ślepych uliczek, na końcu której znajdowała się stara skrzynia. Będzie musiała tu wrócić, ale nie przejmowała się tym zanadto, wszak wiele portowych dróg znała na pamięć. Przymknęła oczy, wziął głęboki wdech, poprawiła jeszcze płaszcz i ze ściśniętą w prawej dłoni różdżką wyszła z zaułka na szerszą alejkę, kierując się w stronę doków. Miała nadzieję, że tej nocy nic złego się nie przydarzy, choć pośród artystycznej trupy krążyły głosy, że w ostatnich miesiącach do Londynu ściągały różne podejrzane typy spragnione wrażeń.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Drewniana kładka [odnośnik]03.01.21 19:38
The member 'Delilah Carrington' has done the following action : Rzut kością


'Londyn' :
Drewniana kładka - Page 7 PB0XXgd
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Drewniana kładka - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Drewniana kładka [odnośnik]04.01.21 19:48
Doki bywały domem. Specyficzne ciepło i zrozumienie można było odnaleźć wśród brudnych kufli i ciężkiego chmielu, wśród karcianych rozgrywek i salw śmiechu niosących się echem po nieciekawej reputacji przybytkach; bywała tu często po to, by zagrać w karty. Wypielęgnowana latami fasada pozwalała wygrywać w pokera częściej niż było to mile widziane, dodając do sakiewki kilka dodatkowych galeonów, z pubów uciekała zaś kiedy współgracze zbyt głośno zgrzytali zębami i klęli pod nosem. Twarze zaczerwienione mocniej niż od samego alkoholu dawały świadectwo budzącej się złości, a z pięścią czy kastetem Wren nie miałaby szans. Nauczyła się rozpoznawać momenty pozwalające na ucieczkę. Odwracali na moment wzrok, spoglądali na barmana, być może zamawiając następne piwo, a gdy spojrzenia powracały do stołu, już jej nie było. Szwendała się potem uliczkami portu, wdychała niekoniecznie świeże czy piękne powietrze, ciesząc się ciemnością i wszechobecną beztroską. Tu nikt nie trzymał się zasad dobrego wychowania. Elegancja była mitem pozbawionym znaczenia, na podium wspinała się dobra zabawa, wzajemne obicie mordy a potem podanie sobie ręki na zgodę.
Tego wieczora było inaczej. Coś w jej piwie zmąciło jej myśli, sprawiło, że chwiała się na nogach po kolejnej ucieczce, podtrzymując się o pobliskie ściany czy drewniane konstrukcje; żołądek piekł ją od środka, przełyk przypominał rozgrzane do czerwoności żelazo, w gardle natomiast czuła przejmującą suchotę, abstrakcyjną względem wychylonego tego wieczora alkoholu. Powinna być nawodniona, szczęśliwa, rozanielona - tymczasem z każdym krokiem coraz bardziej kręciło jej się w głowie i nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się na drewnianej kładce.
Drewno jakby zadrżało pod nogami, zakołysało się w rytmie lekkiego, późnowieczornego wiatru, a gdy Wren opadła na kolana i wychyliła się za krawędź pomostu, treść żołądka wyleciała z niej z niebywałą prędkością. Wymiotowała do wody, jak typowy dokowy włóczęga, wyrzucając z siebie nieznaną substancję, którą musieli dziś dorzucić do jej kufla. Podłe gnidy. Dorwie ich, dorwie na pewno, odpłaci się... Przysięgła to w myślach, a potem zwymiotowała raz jeszcze, zanim usiadła na chłodnym drewnie i otarła usta rękawem jesiennego, brązowego płaszcza. Co za wstyd - lecz przynajmniej poczuła się lepiej, wnętrze już tak nie piekło, a gdzieś z boku pojawił się anioł. Piękny, tak piękny, jak zapamiętała go z lat młodzieńczej swobody, z wysokich żerdzi sowiarni, ta cudowna, niby stworzona z gumy istota objawiła się jej znowu, dlaczego?
- Jeszcze nie dziś - wymamrotała niemrawo pod nosem, stwierdzając tymi słowami, że nie była gotowa na śmierć. Niech Merlin przygarnie ją do siebie innego dnia, teraz miała przecież wiele spraw do załatwienia. Azjatka spróbowała podnieść się z kładki, dłoń ułożywszy na jednej z wystających, drewnianych belek. - Jesteś śliczna, aniołku, ale nigdzie z tobą nie idę - dodała, dumnie unosząc głowę. W jej kieszeni melodyjnie dźwięczały wygrane galeony. Co za wspaniały wieczór - nie licząc zatrucia.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Drewniana kładka [odnośnik]01.10.21 18:31
5 lutego 1958, po spotkaniu Rycerzy

- Poczekaj - wypowiedziałam cicho, stając tuż za jego plecami. Całą drogę od Nokturnu poprzez magiczny port, a następnie doki spędziłam w cieniu, przemykając za nim, pewna, że mnie nie widzi. Do tej pory zresztą nie mam pojęcia, dlaczego to zrobiłam i zamiast pozwolić mu zwyczajnie iść przed siebie, tak gdy po prawicy znalazła się drewniana kładka, zatrzymałam go słowem. Nie wyciągnęłam jednak w jego kierunku dłoni. Nie byłam poruszona naszym wcześniejszym spotkaniem, nie to było problemem. Ciężko zresztą było w tym wypadku mówić o jakiś drastycznych emocjach, bo owe mną nie rządziły. Byłam zwyczajnie zdziwiona i skonsternowana, zwłaszcza gdy omijał mnie wzrokiem, lub co gorsza, kiedy patrzył na mnie z obojętnością. Czemu więc poczułam palącą potrzebę wyjaśnienia mu tego wszystkiego, zamiast domagać się wyjaśnień od niego? Głęboki wdech doprowadził do moich płuc zapach ryby, nie było to najprzyjemniejsze miejsce w mieście, lecz musiało wystarczyć na tę rozmowę. Obok nie było zresztą nikogo, kto mógłby się jej przysłuchać, a ja mówiłam cicho i nad wyraz spokojnie, jak zwykle.
- Nie sądziłam, że też tam będziesz - odpowiedziałam w końcu niebieskimi oczami szukając jego morskiego spojrzenia, przykrytego ciemnością. Jak zacząć tę rozmowę i sformułować pierwsze zdania? Przepraszam? Nie... Za co? Nie byłam nawet jego kobietą, ot zwykłą kochanką starego kolegi ze szkoły, nie miałam obowiązku tłumaczenia się mężczyźnie, a jednak coś w środku nakazywało mi to robić, jakbym zupełnie zapomniała, że on też nie powiedział mi całej prawdy o sobie. Teraz, gdy spotkanie w tak szerokim i znamienitym gronie mieliśmy za sobą, przynajmniej mieliśmy całkowitą pewność na temat własnych poglądów. Nie wątpiłam wcześniej, że Rookwood ma je prawidłowe, ale teraz te zostały potwierdzone. Znałam go już na tyle, że zdawałam sobie sprawę, że nie będzie chciał ckliwie podchodzić do tematu i przerzucać się emocjami, bo i tych miałam wrażenie, że czasem faktycznie nie miał, serce mając chłodne. - Sigrun cię sprowadziła? - spytałam naprawdę ciekawa, ale przecież i tak znałam już odpowiedź. Wzrok odwróciłam gdzieś w stronę Tamizy, zaraz potem jednak wracając spojrzeniem do mężczyzny. Nie do końca byłam pewna co i czy w ogóle chce słuchać, tak więc nie miałam zamiaru zatrzymywać go, jeśli obrał cel podróży. Rzeczywiście stąd nie było daleko do Enfield, nie byłam pewna, może zmierzał do mnie? Miotłę wciąż trzymałam w ręku, rzadko kiedy zresztą poruszałam się bez niej, o czym doskonale wiedział. Mógł podążać w kierunku powozów, aby potem teleportować się z miasta. Mógł wszystko i nie musiał się tłumaczyć. Nie wyciągnęłam w jego stronę dłoni, ale otworzyłam się nieco bardziej. Sama nie wiem dlaczego. Może ta ostatnia podróż do Derbyshire i oślepienie mnie na krótki czas wywołało we mnie poczucie pokory? - Czemu usiadłeś obok mnie? - zadałam w końcu trudne pytanie, ciekawa, jakie powody nim rządziły, choć obawiałam się, że usłyszę odpowiedź w stylu "bo tam było wolne". Miałby zresztą rację, miejsc nie zostało wtedy dużo, ale podświadomie liczyłam na faktyczne słowa wyjaśnienia. Musiałam wiedzieć, na czym stoję i czy dalej będzie zaspokajał moje potrzeby, bym ja mogla zaspokajać te jego.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Drewniana kładka [odnośnik]06.10.21 3:37
Kiedy spotkanie wreszcie dobiegło końca, wychynął w chłód Nokturna, podobnie jak reszta Rycerzy i ich popleczników, wracając do wszystkiego tego, czego dotyczyło ich życie poza sprawami idei, którą dzielili. Nie śpieszyło mu się, sunął przez ponure uliczki może nieco leniwie, z przyjemnością doświadczając rześkości zimowego powietrza, w którym czaił się jakiś ciężar, w charakterystyczny dla tej dzielnicy. W pierwszym odruchu, jego kroki skierowały się w stronę Enfield. Była to decyzja podświadoma i kompletnie nieprzemyślana, jednak z każdym kolejnym mijanym metrem, do głowy napływały kolejne myśli. Kolejne wątpliwości, czy na pewno jest to właściwy kierunek. Nie był, odpowiedział sobie wreszcie sam, wciąż wpatrując się w brukową kostkę gdzieś przed sobą, od czasu do czasu tylko oglądając się na sylwetki mijanych ludzi i fragmenty elewacji. Coś podpowiadało mu, że Runcorn niekoniecznie może chcieć go dzisiaj widzieć. Sformułowanie brzmiało mu dziwnie ciężko, może trochę niewłaściwie, jednak lżejsze słowa jak na złość nie tłoczyły mu się w głowie. Chłód powietrza przestał przynosić ze sobą przyjemne orzeźwienie, a umysł mętniał. Nie znosił tego typu momentów. Sprawiały, że czuł się jak dziecko we mgle, szukające po omacku nie wiedzieć czemu.
Dopiero słowo, jedno słowo, wyrwało go wreszcie z kłębowiska myśli, których nawet nie był w stanie pochwycić. Głos był znajomy, miły dla ucha i zdecydowanie niespodziewany. Nie zauważył jej cienia, który do tej pory przemykał za jego plecami, ale czemu miał się dziwić? W końcu najwyraźniej to była jej specjalność. Tropienie, śledzenie i zdobywanie informacji. Pytanie tylko, jakie informacje chciała wyłudzić od niego?
Odwrócił się, tylko częściowo, stając do niej bokiem i spoglądając jej w oczy, jakby machinalnie chcąc zdefiniować ich kolor. Żeby wiedzieć, na czym stoi.
- Mógłbym powiedzieć dokładnie to samo - odpowiedział, chociaż miał wrażenie, że wcale tak nie było. Z jednej strony, kiedy ją zauważył w sali, jej twarz wydawała się znajdywać nie na miejscu. Z drugiej jednak, miał wrażenie, że nie mogło być inaczej. Że pasowała tam jak ulał, tak samo jak i on.
Jej kolejne słowa jednak, zdawały się nieprzyjemnie piec. Delikatnie, ledwo zauważalnie, jednak wciąż w wystarczający sposób, by był tego nad wyraz świadomy. Runcorn zdawała się potwierdzać to, co już wcześniej przewijało się przez jego głowę. Że jego własna praca nie była ważne i jedyne co się liczyło, to figura siostry wisząca nad nim.
- Sigrun przekazała mi list - odpowiedział chłodno i jego spojrzenie też zdawało się stracić na paru stopniach. Jego obecność w Białej Wywernie była sumą wielu sytuacji i słów. Była wynikiem rzeczy, które zostały puszczone w ruch jeszcze w momencie, kiedy nosił na sobie szkolny mundurek, a po korytarzach przetaczały się ponure informacje o tym, że Komnata Tajemnic została otwarta. Jego serce zawsze było we właściwym miejscu, jednak z jakiegoś paranoicznego powodu miał wrażenie, że nic z tych rzeczy nie jest ważne.
Kolejne pytanie. Równie kłopotliwe, ale w zupełnie inny, nowy sposób. Jeśli Rita posiadała jakąś wadę, to niewątpliwie była nią umiejętność zadawania niewygodnych pytań. Pytań, na które odpowiedzi przychodziły mu ciężko, bo musiałyby sięgać w miejsca, które były dla niego słabością. Był oczytany, posiadał wiedzę i płynące z tego umiejętności, jednak nikt nigdy nie nauczył go, jak traktować swoje własne emocje. Istniały, ale zawsze stłumione pod grubą warstwą pozorów i sztywnych kołnierzyków koszuli, które przytrzymywały krawaty. Czemu? To było dobre pytanie i jednocześnie tak drażniące. Bo mógł. Bo chciał. Bo była jego. Bo odpowiadało mu jego towarzystwo...
- Kłamałaś - odpowiedział zamiast tego, zmieniając temat i nawet nie tłumacząc o co właściwie w tym jednym słowie chodziło. Wiedziała. Wiedział, że wiedziała. I nawet jeśli nie do końca obchodziło go to, że kłamała, to wydawało się to idealna drogą ucieczki.
Augustus Rookwood
Zawód : Poszukiwacz Śmierci, badacz, naukowiec, numerolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Quiet, crawl to the in-between
Silent, secretive feeling
Of fearsome hatred that reaches the skies
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9814-augustus-rookwood https://www.morsmordre.net/t9940-macaria#300561 https://www.morsmordre.net/t9939-sierpnius#300560 https://www.morsmordre.net/f374-harrogate-skarpa https://www.morsmordre.net/t10009-skrytka-bankowa-nr-2232#302530 https://www.morsmordre.net/t9941-a-rookwood#300562
Re: Drewniana kładka [odnośnik]06.10.21 9:53
Może i wydawało mi się, że swoje kroki skieruje w stronę mojego domu, nauczony i przyzwyczajony do tego, że go przyjmę w swoich progach, a potem w swoim ciele. To widocznie było jedynie złudzenie, bo mijając Magiczny Port, oddalałam się od tej myśli. Zatrzymanie go nie było przeze mnie do końca przemyślane, ale nie zrobiłabym nic inaczej, już po czasie pewna, że ta rozmowa musiała się odbyć w takiej, albo innej formie. Oczywiście, mogliśmy udawać, że nic się nie stało i nasze życia zostawić z boku, gdy to spełniamy własne potrzeby, ale czułam, że tak jest dobrze. Stanął do mnie bokiem, lecz spoglądał w pełni, a ja w jego spojrzeniu nie wyłapałam niczego, co chociaż podpowiedziałoby mi co myśli. Szarzały moje słowa i szarzały moje oczy, gdy odpowiadał zdawkowo, ale czego innego miałabym się spodziewać. Czemu jednak miałam wrażenie, że czuję się winna bardziej niż on? Że to jemu należało się wyjaśnienie, a mi nie? Gorzki smak poczucia utraty pewnej formy przywiązania, jakie budowało się we mnie w jego stronę, spłynął po języku w dół gardła, gdy przełykałam ślinę. Bezpieczna przystań na drewnianej kładce pękała w metaforze tego ciężaru, ale ja nie zdradzałam własnej niepewności, pozostając chłodną i nie przybliżając się ani o krok, a jedynie obserwując go z odległości. Zamarznięta rzeka była ciemna tej nocy, lecz doskonale odbijała to wszystko, co przechodziło przez moją głowę. Pasowaliśmy do siebie niczym pięść do nosa. On - publikujący naukowiec, persona szanowana o wyjątkowym umyśle. Ja - obserwator, zawsze w cudzym cieniu, gdzie też znalazłam sobie przestrzeń.
- Mógłbyś - potwierdziłam bardziej pod nosem niż do niego. To nie były oszustwa, zwyczajnie o tym nie rozmawialiśmy, skoro pochodziliśmy z konserwatywnych rodzin, a świat wyglądał, tak jak wyglądał, ale poczucie, że nie różnimy się poglądami od siebie zdawało się być naturalne. Dziś jednak boleśnie przypomniałam sobie, że miałam wiele szczęścia, bo wcale tak być nie musiało, pomimo tego, że Rookwood pochodził z dobrej rodziny o ugruntowanych wartościach. Jego siostra w istocie była Śmierciożerczynią, jedną z głównych dowodzących tej armii, ale jej talenty były znacznie różne od tego, co mógł zaoferować Augustus. Zdawało mi się, że poczułam gorycz w jego głosie, gdy wspomniał o liście, ale nie byłam tego pewna, nie chciałam też dopytywać. Widziałam, że odwrócił o kilka stopni wzrok, jakby w niechceniu, tak więc nie poruszałam dalej jej tematu. Kiedyś spytam... O ile będzie okazja.
Nie oczekiwałam deklaracji z jego strony i potężnych zapewnień, chciałam zrozumieć jego procesy myślowe, choć im człowiek był inteligentniejszy, tym trudniejsze to było, a przede mną stał numerolog, któremu ni jak nie mogłam dorównać. Znów czułam się gorszą od niego, tylko dlatego, że się do mnie zbliżył na tym dziwnym poziomie naszej relacji. Gdybym dostrzegła go na ulicy, byłby tylko tłem, elementem układanki, która ni jak nie mogła mieć na mnie wpływu, ale jednak poprzez dziesiątki godzin, w których trakcie leżeliśmy na moim łóżku, oglądając zacieki na suficie, splątani nogami lub z siwym dymem wypuszczonym z ust po kolejnych uniesieniach. Ojczym dobrze mnie wyuczył, brat wytresował wręcz, pewne zachowania miałam tak mocno zakorzenione przez nich w głowie, że nawet świadomie i podświadomie ich nie dostrzegałam. Uznałam więc, że ma rację i spuściłam głowę niżej. Chyba pierwszy raz mnie taką widział, nie pamiętam, abym kiedyś podobnie się upokorzyła. - Tak, kłamałam - potwierdziłam jego słowa, bo nie było czego już kryć. Wszystko to, czego dowiedział się o mnie razem z resztą ludzi obecnych przy stole, mógł usłyszeć sam w ciemni mojego domu. Miał mnie za zwykłą urzędniczkę, dziś zaś odkrył moje prawdziwe talenty. Nie byłam jednak pewna, czy podsumował fakt, czy może wypowiedział to słowo z pewną frustracją. Nie mniej, dzwoniło ono w uszach, a ja miałam wrażenie, że moje oczy przybierają bardziej barwę lazuru, bo i potężne poczucie winy paliło w przełyku, jak zgaga. - Jestem tropicielem dla Ministerstwa... i Czarnego Pana - wyszeptałam, ale nie spojrzałam mu w oczy, chyba zbyt zawstydzona, że to wszystko dzieje się w takiej formie. Czy tego chciałam, czy nie, był jedną z osób, którym ufałam najbardziej, a jednak nie otworzyłam się wcześniej? Po co jednak teraz mówiłam, kim byłam, skoro już doskonale to wiedział po spotkaniu?
Nie chciałam cię w to mieszać. Myślałam, że masz większe problemy niż ja. Moje myśli galopowały, szukając odpowiedniego tłumaczenia. Wstydziłam się. Bałam się. Nie potrafiłam zaufać. A może prawdę...?
- Kobiety zwykle mają inne zajęcia, mniej angażujące i ryzykowne. Sądziłam, że tak będzie ci wygodniej - aby nie wiedzieć i myśleć, że jestem urzędniczką, cichą starą panną. Tak. Tak było wygodniej. Był konserwatystą, a ja z domu od Earnesta wyniosłam to, jakie obowiązki mam ja, a jakie mężczyzna. Jako Wiedźmi Strażnik nie spełniałam ich, a potrzebowałam tej akceptacji.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Drewniana kładka [odnośnik]20.10.21 1:04
Otaczający ich wieczór, skutecznie ograniczał jego możliwości wyczytania czegokolwiek, a dzieląca ich odległość wcale tego nie ułatwiała. On sam bronił się, by nie wykonać kroków w jej stronę, by skrócić dystans i zajrzeć w jej oczy. Oczy, które miały w swej naturze zwyczaj, który jakże często ułatwiał ich rozmowy. Nie był pewien, czy te drobne zmiany koloru zwróciły jego uwagę na samym początku, jednak szybko stało się dla niego jasne, że nawet jeśli celowo nie zaczął ich interpretować czy uczyć się, to w pewnym momencie czytanie jej reakcji stało się o wiele prostsze. Dzielący ich dystans jednak, wydawał się w tym momencie na rękę. Stanowił dziwną, dla niego nawet poetycką metaforę przepaści, na którą zdawała się wskazywać oczywista tajemnica odkryta przed chwilą w gospodzie. Krążyli wokół siebie od dłuższego czasu, nieustająco zbliżali, nawet jeśli powoli i topornie, a mimo tego było tak wiele rzeczy, których o sobie nie wiedzieli. Rzeczy, których nawet nie były aż takimi tajemnicami, które zdawały się wisieć w powietrzu, ale wciąż niewypowiedziane, bezpiecznie powtarzane tylko w myślach właściciela.
Z zainteresowaniem patrzył na jej reakcję. Jak pochyla głowę, jak przyznaje mu rację. W pewien sposób poczuł w tym momencie rozczarowanie. Tego typu odpowiedź była tak... na język cisnęło mu się słowo 'kobieca', a przecież miał wrażenie, ze większość ważnych kobiet w jego życiu, wcale by tego nie zrobiła. Rita zainteresowała go, bo wydawała się... inna. Nawet jeśli brzmiało to miałko i trochę naiwnie, to tak właśnie było. Nie szukał kogoś, kto przewróci jego życie do góry nogami, ale kogoś, kto wydawał się posiadać umysł lotny i potrafiący manifestować własne zdanie. Chciał, żeby odbiła piłeczkę. Żeby powiedziała mu, że on też przecież nie był z nią wystarczająco szczery. Że w odpowiedzi na jej kuchenne rewelacje, otrzymała od niego wielkie, puste nic. Była jedyną, która już raz się odsłoniła i teraz odsłaniała się kolejny raz.
Wyglądała trochę niczym mała dziewczynka. Zawstydzona, jakby została przyłapana na czymś okropnie niewłaściwym, za co czekała ją kara. Augustus jednak nie uważał jej 'występków' za zasługujących na potępienie, ani nie stawiał siebie w pozycji kogoś, kto miał wyciągać z tego jakiekolwiek konsekwencje. Przynajmniej do tego momentu. Im dłużej na nią patrzył, tym bardziej dochodził do wniosku, że nie przeszkadza jej co zrobiła, ale że to on na tym... powiedzmy ucierpiał. Że to jego zaufania zdawała się zawieść, że to jemu musiała się tłumaczyć. Że to on rzucił to jedno, oskarżycielskie słowo. Czuł się dziwnie; mętlik w głowie huczał, a jednocześnie miał wrażenie, jakby nie mógł pochwycić ani jednej sensownej myśli. Nie sądził przecież, że może jej jakkolwiek zależeć. Że może jej zależeć tak bardzo, żeby się tym przejmować. Doszukiwał się w tym jakiegoś podstępu; maniakalnie chciał znaleźć powód, który nie był pogłębioną zażyłością. Powód, za którym nie stały emocje, a sucha, chłodna logika, jednak im dłużej szukał, tym sam coraz bardziej czuł się zawstydzony swoją nieudolnością i krótkowzrocznością.
Ruszył się wreszcie, zmusił zastane kończyny do ruchu, zmniejszając dystans i znajdując się tuż przy niej. Wieczorna pora nad drewnianą kładką posiadała ten jeden plus, że zdawali się tkwić w tej zimowej scenerii sami. Sami ze swoimi problemami i sami ze sobą, co było niezmiernie pocieszające.
- Wygodniej mnie czy tobie? - zapytał cicho, jakby nie do końca wierząc jej intencjom. Jakby ta odpowiedź miała być jakąś kolejną wymówką, niekoniecznie dla niego, ale dla niej samej. - Dlaczego to robisz? Dlaczego się tak zachowujesz? - jego głos wciąż pobrzmiewał delikatnie, a spojrzenie utkwione było w jej jasnych, lazurowych oczach. - Dlaczego zachowujesz się, jakbyś usilnie chciała stanowić mniej. Na prawdę nie uważasz, że oboje popełniliśmy ten sam błąd? Na prawdę wolisz się bezsensownie kajać? - jego głos z każdym kolejnym słowem rozbrzmiewał coraz głośniej. Zyskiwał na żywotności, jednak w żaden sposób nie można było powiedzieć, że dochodziło do tego zdenerwowanie lub zachodziła próba zwykłego krzyku. Był spokojny, ale dla postaci Rookwooda nie było to niczym nadzwyczajnym. Jego oczy jednak, zdawały się wręcz gorączkowo szukać jakiejś dodatkowej odpowiedzi czy wskazówki w jej własnych.
Augustus Rookwood
Zawód : Poszukiwacz Śmierci, badacz, naukowiec, numerolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Quiet, crawl to the in-between
Silent, secretive feeling
Of fearsome hatred that reaches the skies
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9814-augustus-rookwood https://www.morsmordre.net/t9940-macaria#300561 https://www.morsmordre.net/t9939-sierpnius#300560 https://www.morsmordre.net/f374-harrogate-skarpa https://www.morsmordre.net/t10009-skrytka-bankowa-nr-2232#302530 https://www.morsmordre.net/t9941-a-rookwood#300562
Re: Drewniana kładka [odnośnik]22.10.21 1:32
Pytania głucho grzmiały w mojej głowie.
Dlaczego, dlaczego, dlaczego...? Nawarstwiały się, goniły za sobą, a ja nie miałam już czego się chwycić, bo samym pytaniem obdarł mnie z kłamstwa, które przecież i tak mu powiedziałam w swej szczerości.
Dlaczego, dlaczego, dlaczego...? Czy w ogóle istniała jakakolwiek jasna odpowiedź? Mogłam szukać, domyślać się, kłamać, formułować coraz to nowe teksty, które były tak naprawdę wykręcaniem się od tego, czego sama nie potrafiłam przed sobą przyznać.
Przenieśmy się teraz do momentu gdy pierwszy raz poczułam się niechciana w domu mojego ojczyma. Byłam owocem zdrady, sekretem, który przestał nim być jeszcze zanim pojawiłam się na świecie. Od zawsze znienawidzona, trzymana, bo wypadało przez psychopatę, który syna napuszczał na matkę. Przypomnijmy sobie tamte zacieki w sypialni, które na moim suficie tworzyły lepszą konstelację gwiazd, niż tą, która wisiała za oknem. Jak w obrazek wpatrywałam się w nią przed snem, dokładnie znając rozmieszczanie każdej kropki i kreski, a i czasem łapałam na tym Augustusa, pewnie je liczył, tak jak ja liczyłam schodki w drodze do swojego pokoju jako dziecko, aby wiedzieć, który z nich nie skrzypi. Dziś znałam swe ruchy na pamięć, zawsze omijając ten jeden konkretny, ale nie potrafiłam odnieść wrażenia, że to całkowicie mój dom. Złe duchy po Earneście pozostały na Chase Side 21. Jego ciało przed dziesięciu laty zakopane w ogródku już dawno zaczęło się rozkładać, zżerało je robactwo i należało mu się to, więc dlaczego, dlaczego, dlaczego...?
Miałam prawie trzydzieści lat. W gronie arystokracji, w której przyszło spędzić mi pół sylwestrowej nocy, byłabym starą panną. W gronie Rycerzy byłam tropicielem i szpiegiem. W gronie Cassandry przyjacielem i matką chrzestną. W gronie matki zaginionym wspomnieniem, którego nijak nie mogła odzyskać. A w gronie Augustusa byłam kim? Kochanką, z której sypialni bliżej jest do Ministerstwa, dawną znajomą z murów szkoły, kim? I czy w ogóle potrzebowałam to wiedzieć? Byliśmy sobie dziwnie bliscy, nie kłóciliśmy się, nie mieliśmy zresztą o co... Niektóre rozmowy były trudniejsze, inne nie, a jednak potrafiliśmy razem milczeć. Odbiegać od siebie spojrzeniem na sufit, a potem palić lichy tytoń, oplatając się nogami, tylko dlatego, że tak. Gdzie zgubił się moment, w którym korzystaliśmy z siebie dla własnych potrzeb, a zaczęły dylematy? Dziś nie byłam pewna, czemu jest na mnie zły. Błądziłam niczym dziecko w pieprzonej mgle, usilnie próbując udowodnić mu, że jestem warta, chociaż dalej nie wiedziałam czego właściwie. Był zły, potrafiłam rozpoznać tę emocję. Nie skakał mi do gardła, nie czułam jego agresji czy gniewu, ale głos mu się zmienił, nabrzmiewał, stawał się nietypowy, głośniejszy, inny. Na ułamek sekundy speszyłam się, odwracając wzrok w dół, na wspomnienie o tym, jak zaczynała się każda kłótnia prowadzona przez pana dyrygenta Earnesta Runcorna pośród ferii oklasków publiczności złożonej z mojego brata. Zaraz jednak ten wrócił na swoje miejsce, wpatrując się w niebieskozielone spojrzenie mężczyzny. Nie krzyczał, a jednak wyraźnie docierały do mnie jego słowa.
Dlaczego, dlaczego, dlaczego...? Zawsze byłam w cieniu, nigdy nie chciałam z niego wychodzić. Najtrudniej było patrzeć pod słońce, ja chciałam mieć je za plecami, gdy na miotle przemierzałam kolejne mile kraju we własnej samotni, odnajdując swój cel.
Miał rację, wiedziałam, że ma. Dlaczego więc nieprzyjemne uczucie ścisnęło moje gardło, gdy moje oczy robiły się jedynie bardziej szare, a wargi się zaciskały. Miał rację, ale nie chciałam, aby ją miał. Brzmiał rozsądnie, logicznie i normalnie, potrzebowałam takiego człowieka, który nie daje się ponieść emocjom, którym nie szarga gniew, ma spójność myśli i spokój, a jednak dzisiaj wolałabym, aby uniósł dłoń i uderzył mnie nią, niż żeby mówił mi prawdę. Oczywiście, że zawsze to wiedziałam. Usilnie pragnęłam być z tyłu, usilnie pragnęłam zniknąć. Wolałam kajać się, bo znałam konsekwencje za brak usłużności wobec ojca i brata, ale przecież Augustus nie był nimi. A może był? Może tak właśnie widziałam każdego mężczyznę, którego wpuszczałam głębiej w swoje życie, niż tylko do przedsionka. Kurwa, nie byliśmy dziećmi, a ja czułam, że punktuje mnie jak tę samą dziewczynkę, której pragnieniem było wyskoczyć przez okno i polecieć do chmur, aby tylko uwolnić się z ziemskiego piekła. Moje myśli jąkały się, ale pierwsze zdanie, które miałam wypowiedzieć, musiało być sformułowane tak, aby nie pozostawiło wątpliwości. Być może milczałam chwilę za długo, być może spojówki miałam już w kolorze tej mazi, co londyńczyk nazwałby ją śniegiem.
Czego TY ode mnie chcesz? — wypowiedziałam głośno, marszcząc brwi. Byłam pewna, że widzi mnie taką pierwszy raz. Wściekłą. — Mam być szczera, ale wolisz gdy milczę. Mam być kobietą, ale jesteśmy równi. Mam się nie kajać, ale mam być sobą — czułam jak mój głos rosnie. Cholera, to nie było dla mnie naturalne, a jednak teraz ciężko było mi to powstrzymać. Dałam się temu ponieść, zbliżając się o krok do niego, a potem następny. — Mam dawać ci miejsce do spania, ale wolisz wychodzić bez słowa — kolejny krok i teraz stałam już tuż przy nim. Byłam więcej niż pół głowy niższa i wpatrywałam się w niego z tej wysokości, równocześnie czując, jakbym rosła we własnych oczach. — Chcesz wiedzieć, dlaczego tak się zachowuję? — głos mi się trząsł, ale nie płakałam, nie byłam nawet bliska temu. Zagalopowałam się w swoich słowach. Nie chciałam mu tego mówić, nie chciałam, aby zrozumiał to, jaka jestem. Po co to mówiłam...? Dlaczego, dlaczego, dlaczego...? Och, przecież wiedziałam dlaczego. Bo tak, gdy byłam dzieckiem, tak mnie uczono. — Bo czuję, że to prawda! — wypowiedziałam, już niemal krzycząc. — A ty... Ty nie myśl sobie, że tak jest zawsze — kontynuowałam podniesionym tonem, nim zdążył mi przerwać. — Czuję, że to prawda, dlatego, że wpuściłam cię do mojego życia — zmierzyłam go jeszcze grafitowym spojrzeniem od góry w dół i od dołu w górę. — Miałeś być tylko kochankiem, a teraz stoimy na jebanym pomoście w dokach i co? Myślisz, że nie czułam twojego wzroku tam? Że wierzę, że to przypadek, że usiadłeś akurat koło mnie? — jebana gorycz we mnie rosła. — Dlaczego TY to robisz? Dlaczego TY się tak zachowujesz? — spytałam w końcu, kończąc wywód, ale nie odchodząc ani na krok w tył, pozostając centymetry od jego twarzy, wściekła. Nigdy w życiu chyba nie wypowiedziałam tylu słów na raz przy nim. Cholera, nigdy w życiu nie wypowiedziałam chyba tylu słów na raz w ogóle. Nie zachowywałam się jak ja, ale jednak miałam wrażenie, że w każdym swoim ruchu i tak pozostawałam dziwnie racjonalna. Trudno byłoby mnie pomylić z rozemocjonowanym dzieckiem. Nie beczałam, nie byłam smutna, byłam na coś zła.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Drewniana kładka [odnośnik]27.10.21 2:53
Lubił zadawać pytania. Pytania, które trafiały w punkt. Które bezbłędnie sięgały celu, w swojej naturze bardziej zmuszając jego rozmówcę do samodzielnego myślenia lub zwyczajnie prowokując. Chciał słyszeć odpowiedzi, splątane słowa, które nosiły ślady zmieszania, kiedy rozmówca zauważał, że rozmawia z kimś, kto doskonale wie o czym mówi. Zachowanie to miało jednak drugą stronę, która objawiała się tym, że on sam niekoniecznie chciał na podobne pytania odpowiadać. Zwykle były problematyczne i wcale nie dlatego, że Augustus nie wiedział, co działo się w jego głowie; tego był świadom czasem niemal aż nazbyt boleśnie, wszelkie niewygodności jednak, na dłuższą metę po prostu starannie ignorując.
W miarę jak obracał się w towarzystwie Rity zauważył, jak wiele myśli plątało się po jej głowie i jak mało z nich znajdowało światło dzienne. Tylko między nimi, kłębiła się niezliczona wręcz ilość niedopowiedzeń - był w stanie jednak to tolerować, przekierowując swoje zainteresowanie w inne partie ich relacji. Czasem jednak, w takich chwilach jak ta, chciał zwyczajnie wiedzieć. Nigdy nie chwaliła mu się, jak to tak na prawdę z nią było. Duchy przeszłości jednak wyraźnie wisiały nad nią i ciągnęły się niczym cienie kładące się przy zachodzącym słońcu.
Nie rozumiał jej gniewu. Nie rozumiał jego podstaw i co ostatecznie pchnęło ją w jego stronę. W jego pytaniu nie kryło się nic, co miało w jakikolwiek sposób ją sprowokować. Ściągnął usta i brwi zmarszczyły się lekko, kiedy każde kolejne wypowiadane przez nią słowo, zyskiwało na mocy. W obliczu jawnej wrogości, coś chciało zmusić go, by kiedy ona skracała dystans, on wykonał krok w tył, jednak zignorował to. Nie było to z resztą coś trudnego. Nie spodziewał się, by ta dziwaczna złość przerodziła się w cokolwiek innego, jak zwykle słowa.
Jego oczy zdawały się szarzeć na jej podobieństwo. Powoli biły coraz większym chłodem, a kiedy skończyła wreszcie swoją tyradę, biła z nich pustka, dziwnie inna od zwyczajnej obojętności.
- Czyli to moja wina, tak? - powiedział cicho, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Jego sylwetka natomiast, zdawała się zesztywnieć. - Jaki właściwie miałaś plan? Że wpuścisz mnie do swojego łóżka i w najlepszym razie znudzę się tobą po miesiącu, jak co drugi mężczyzna mijany na Nokturnie? - jego głos, początkowo obdarty z emocji, zaczął lekko się zmieniać, barwiąc frustracją. - Jeśli chciałaś oszczędzić sobie pytań, których nie chciałaś słyszeć, trzeba było już dawno dać mi to jasno do zrozumienia - cisza, trwająca tylko chwilę, wystarczająca by nabrać powietrza w płuca - Kogo obchodzi zajęcie miejsca obok? Mam też uwierzyć, że nagle zaczęło ci przeszkadzać, że na ciebie patrzę? Kolejne głupie pytania, które donikąd nie prowadzą. - uniósł podbródek, odrywając wreszcie od niej spojrzenie i delikatnie, ledwo zauważalnie kręcąc głową. Wzrok powędrował gdzieś w dal, koncentrując się na jakimś mało znaczącym elemencie otoczenia.
- Sama to zaczęłaś, kiedy powiedziałaś mi w kuchni co się stało, co zrobiłaś... a teraz każesz mnie za to, że biorę w tym udział? Jeśli tak bardzo ci to przeszkadza, wystarczy jedno słowo i przestanie być to twoim problemem.- spojrzenie wróciło na jej twarz, a głos był zwyczajnie niezadowolony. Nie był jednak zły, nie tak jak ona. Czuł się, jakby nie była w stanie objąć rozumiem faktu, że ktoś faktycznie mógł postrzegać ją nieinstrumentalnie. Owszem, posiadała wachlarz jakże przydatnych czy przyjemnych umiejętności, jednak nie było to wszystko. Miał wrażenie, że chciała więcej zainteresowania, że chciała być zauważona, a mimo tego biła się z nim, jakby był wszystkimi tymi najgorszymi rzeczami, które siedziały jej w głowie.
Augustus Rookwood
Zawód : Poszukiwacz Śmierci, badacz, naukowiec, numerolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Quiet, crawl to the in-between
Silent, secretive feeling
Of fearsome hatred that reaches the skies
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9814-augustus-rookwood https://www.morsmordre.net/t9940-macaria#300561 https://www.morsmordre.net/t9939-sierpnius#300560 https://www.morsmordre.net/f374-harrogate-skarpa https://www.morsmordre.net/t10009-skrytka-bankowa-nr-2232#302530 https://www.morsmordre.net/t9941-a-rookwood#300562
Re: Drewniana kładka [odnośnik]27.10.21 3:38
Nie wiem, czy kiedykolwiek w moim życiu odbyłam podobną rozmowę. Zwykle byłam zimna, spokojna i powolna w swoich myślach, a tutaj czułam, jak cała krew odpływa mi z głowy, a potem z twarzy i idzie w dół, aż do palców, które mimowolnie drgały pod wpływem emocji. Czułam gniew, a przecież tak bardzo oszukiwałam się, że wcale go we mnie nie ma. Chłodne kalkulacje ustępowały miejsca maniakalnemu spokojowi wypisanemu na twarzy, który wracał tam z każdym jego słowem. Szarość oczu nie ustała, te otwierały się szerzej, gdy słuchałam, co ma mi do powiedzenia. Zaczął cicho, miałam wrażenie, że nawet nie mrugnął, ale napinał swoje ciało, sztywniał mu kark. Ten sam pozbawiony emocji człowiek, co opowiadał mi o liczbach i ich znaczeniu, teraz wylewał z siebie frustracje, prosto na mnie. Złamany instynktownie przeze mnie dystans z powrotem nakreślał, przypominając mi, jak powinna wyglądać ta rozmowa. Zagalopowałam się we własnych słowach, ale nie żałowałam ani jednego. W miarę upływu czasu coś, co wcześniej kipiało we mnie gniewem, milkło, przykryte kolejną emocją. Goryczą, zawodem i bólem. Miał rację w każdym swoim słowie, czego wcale nie chciałam dopuścić do świadomości. Czułam jedynie, jak gubię się we własnych spostrzeżeniach, co przecież nigdy wcześniej mi się nie zdarzało. Stateczny i spokojny, to właśnie dlatego tak wygodnie było nam żyć osobno w trakcie wspólnych nocy. Czyż nie taki był tego cel? Zaspokoić pragnienia i żądze? Miałam wrażenie, jakby ktoś oszukał całą moją osobę, przedstawił go w zupełnie innym charakterze, a teraz oczekiwał, że dostosuję się do podjętych zmian i zrozumiem, o co chodzi? Nie odpowiedział na żadne moje pytanie, jedynie odbijał je, punktując wszystkie zależności, do jakich między nami doszło przez ostatnie miesiące. Nie odwróciłam wzroku, chociaż Augustus spojrzał gdzieś w górę. Czułam jego niezadowolenie, tak jakby zawiódł się mną. Durne uczucie, które przecież nie powinno nigdy tam się znaleźć, a które było mi znajome. W czasie gdy patrzył dalej, gdzieś za mnie, ja wcisnęłam dłonie do kieszeni płaszcza. Coś podpowiadało mi, abym uciekała, skończyła tę rozmowę, dała sobie spokój i nie wracała do tej irytacji, która chyba pojawiła się w jego głosie. A może tylko mi się zdawało? Nie potrafiłam przeskoczyć przez to wszystko.
Nie potrzebnie pozwoliłam sobie na emocję, teraz to widziałam, a on perfekcyjnie udowodnił mi to w kolejnych swoich pytaniach, gdy ja dalej nie otrzymałam odpowiedzi na moje. Jak łatwym byłoby wyciągnąć teraz różdżkę i przycisnąć mu ją prosto do krtani? Jak prostym rzucić zwykłe lamino i rozciąć płaty skóry na jego szyi, aby zalał się gorącą krwią i przestał mówić? Nie chciałam mówić nic więcej, chociaż na usta cisnęły mi się kolejne gorzkie słowa. Powstrzymałam się jednak, wciągając głębiej w płuca powietrze, a palce zaciskając na orzechowej różdżce, wciąż jednak nie wyciągając jej z kieszeni płaszcza. Gdy skończył mówić, ja zrobiłam krok w tył, czując, jak chwieje się pode mną stara drewniana kładka, ale nawet teraz nie obchodziło mnie to, że woda, nad którą zawisła zapewne jest głęboka. Zamarznięta Tamiza nie puściłaby mojego ciała w głąb, byłam bezpieczna. Wrogiem był mi teraz on. Pragnęłam udowodnić mu, że jest głupcem, że nie powinien tak mówić, że byłam lepsza, silniejsza, mądrzejsza, ale to wszystko byłoby jedynie kłamstwem. Wypuściłam z dłoni różdżkę, a ta z powrotem opadła na kieszeń płaszcza, a następnie ręce wyciągnęłam na chłód. Kolejny głęboki wdech zranił moje płuca, gdy musiałam podjąć decyzję na temat przyszłości tej nocy. Mogłabym teraz poczęstować go papierosem, tak często przecież leżeliśmy w skopanej pościeli i paliliśmy lichy tytoń, czemu więc teraz nie widziałam go, jak tamtego mężczyzny? Był mi tak samo obcy i tak samo bliski, jak wcześniej, ale jego oczy były inne. Kojarzyły mi się z moimi. Wtedy też spięte ciało rozluźniło się, a ramiona opadły w dół.
Skończ mówić — powiedziałam spokojnie, lecz bez tonu rozkazu w moim głosie. Przypomniał mi się sylwester spędzony w opuszczonym pubie w Irlandii i gra w pytania, która szybko zamieniła się w obserwacje. Z ust wypuściłam zimne powietrze, które od razu zamarzło na wietrze. — Widać romans nie umie iść w parze za sprawami czysto zawodowymi — głowę uniosłam wyżej. — Milczeliśmy przez wiele miesięcy, a teraz wystarczyło jedno spotkanie w gronie obcych ludzi, aby kontrola tego co mamy odeszła gdzieś w dal — wykonałam wyjątkowo ostentacyjny krok w przód, aby ponownie znaleźć się obok niego. Moje oczy płonęły dalej szarością, frustracją, którą jednak dusiłam w sobie.
Co to o nas mówi? — wycedziłam przez zęby, lecz uśmiech nie spłynął na moje usta. Nie płakałam i nie miałam do niego żalu. Właściwie to czułam się lepiej niż wcześniej. — Boimy się, że się dowiedzą? — głowę przechyliłam tak, aby obejrzeć jego lewy profil. — A może straciliśmy właśnie naszą samotność? — teraz zerkałam na prawy i czułam, że w obydwu przypadkach mam rację. Pozostawało dowiedzieć się, które z tych pytań dotyczyło kogo. Ta rozmowa przypominała dziesiątki zadanych pytań, lecz brak w niej było odpowiedzi.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Drewniana kładka [odnośnik]15.11.21 4:31
Kolejne słowa opuszczały jego usta, a wraz z nimi uchodziła z niego frustracja. Emocja ta schodziła powoli, sączyła się nieznośnie, wciąż pozostawiając gorzki posmak na języku. Ale w całej tej swojej tyradzie, w całym tym punktowaniu jej i ich wspólnych zależności czy problemów... W całym tym wszystkim nie próbował jej poniżyć. Nie chciał sprowadzić jej ani milimetr poniżej siebie samego, a przynajmniej usilnie próbował. Nie taki w jego oczach był cel tej rozmowy, a i nic dobrego by przecież z tego nie wyniknęło. Wciąż jednak widział, jak wiele z tych niedopowiedzianych rzeczy wisi nad nimi, niczym najczarniejsze chmury i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo sam nie chce wyrzucać z siebie czegokolwiek pierwszy. Najwyraźniej jednak, oboje mieli dokładnie ten sam problem, jakby to z nich, które otworzy się pierwsze, miało przegrać jakąś tajemną, kuriozalną grę na śmierć i życie. A przecież powiedzenie wyraźnie mówiło, że wygrany bierze wszystko, prawda?
Zamilkł. Posłusznie jakby, ale tak na prawdę nie miał nic więcej do powiedzenia. Kolejne punkty ich relacji nie były potrzebne. Lista kolejnych wad i problemów mogła zostać schowana na później. O wiele, wiele później, bo wyglądało na to, że ich oboje ta rozmowa, nawet jeśli niezwykle krótka, okropnie wręcz zmęczyła. Zdawali się też wyraźnie wahać na temat tego, gdzie chcieli by skończyła się ta dzisiejsza noc. Niepewni niczym kładka pod ich stopami. Jeden niewłaściwy krok mógł skończyć się kąpielą w lodowatej wodzie Tamizy. Tak samo jedno niewłaściwe słowo mogło sprawić, że było to ich ostatnie spotkanie na stopie prywatnej.
W miarę jednak jak mówiła, jak zadawała kolejne pytania, które niekoniecznie należały do rodzaju tych, które potrzebowały odpowiedzi tu i teraz, uzmysławiał sobie jedną, bardzo ważną rzecz. Nie był gotowy na to, żeby pozwolić jej odejść. Może i było to wyrazem jakiejś słabości, może i przywiązanie, jakie wyraźnie się utworzyło między nimi, okazało się zbyt silne, jednak w tym momencie nie wydawało się dla niego to aż takim problemem. Nie w momencie, kiedy ona sama znowu wykonała krok, tym razem w jego stronę, na powrót skracając dzielący ich dystans.
Nie bał się, jeśli o to chodziło. Nie tego, że ktokolwiek by się o nich dowiedział. Bo przecież gdyby tak było to ani jego siostra, ani też Silke nie dowiedziałyby się o jej istnieniu. Może i ktoś ze złośliwości próbowałby zarzucić mu, że właśnie też dlatego nie chciał, by ich znajomość się zakończyła - by nie musiał tłumaczyć się z wcześniejszych słów. Może i po części tak było, ale zdecydowanie nie było to jego siłą napędową w tym przypadku. Nie bał się też utraty swojej samotności, tę kwestię zdążył już rozważyć i przemyśleć parę razy i poniekąd dziwił się, że ona nie podchodziła do tego w podobny sposób.
Uniósł dłonie, ujmując jej twarz. Zdecydowanym gestem, jednak wciąż delikatnie. Na tyle, że gdyby tylko chciała, z łatwością mogłaby się odsunąć. Szybko jednak wykonał kolejne ruchy, pochylając głowę, a w końcu i całując ją. Mocno, nie pozostawiając wątpliwości co do tego, że cokolwiek działo się między nimi, i jakkolwiek dużo wątpliwości to nie rodziło, tak na prawdę mu to nie przeszkadzało. Nie sądził też, że sytuacja wymagała większej ilość słów. W końcu jakby nie patrzeć... kazała mu już nie mówić.
Augustus Rookwood
Zawód : Poszukiwacz Śmierci, badacz, naukowiec, numerolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Quiet, crawl to the in-between
Silent, secretive feeling
Of fearsome hatred that reaches the skies
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9814-augustus-rookwood https://www.morsmordre.net/t9940-macaria#300561 https://www.morsmordre.net/t9939-sierpnius#300560 https://www.morsmordre.net/f374-harrogate-skarpa https://www.morsmordre.net/t10009-skrytka-bankowa-nr-2232#302530 https://www.morsmordre.net/t9941-a-rookwood#300562

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Drewniana kładka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach