Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Piekarnia z czekoladziarnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Piekarnia z czekoladziarnią   10.03.12 22:48

First topic message reminder :

Piekarnia z czekoladziarnią

Nieopodal katedry św. Pawła, na parterze jasnej, strzelistej, wąskiej kamienicy, identycznej, co wszystkie pozostałe w tejże okolicy, znajdują się oszklone, dębowe drzwi o łukowym zakończeniu i pozłacaną tabliczką:
Cukrowy Zakątek

Jest to niewielkie pomieszczenie o dużych oknach, za którymi brudnymi ulicami spieszą przed siebie tłumy londyńczyków. Ciasne wnętrze sprawia miłe, spokojne wrażenie - w powietrzu unosi się słodki zapach chleba, ciast i czekolady, na kremowych ścianach wiszą kolorowe obrazki, a białe, lśniące rzeźbione stoliczki połyskują w blasku poustawianych na nich różnobarwnych świec. Przy drzwiach wisi malutki dzwoneczek obwieszczający przybycie nowych gości, nieopodal zaś stoi wiekowa szafa grająca, z której sączy się cicho jakaś spokojna melodia. Na śnieżnobiałych regałach pod ścianą postawiono kilka rzędów książek, z których bardzo chętnie korzystają wszelcy tutejsi bywalcy. Wysoka lada ugina się tymczasem pod ciężarem różnorakich ciast, ciasteczek, bułeczek, bułek, czekolad, napojów, deserów, słodyczy i innych przysmaków, podczas gdy sympatyczna właścicielka dba, aby każdy klient wyszedł z jej sklepu z pełnym żołądkiem oraz uśmiechem na ustach. I to widać, gdyż niemal wszyscy mieszkańcy Londynu bardzo chętnie zaglądają w to miejsce. Codziennie dostrzec tu można zarówno całe rodziny, jak i same dzieciaki, a także studentów i grupki przyjaciół, zawsze wesołych, zawsze zrelaksowanych, jak gdyby nastroje niepokojów zupełnie nie dotyczyły piekarni. A może to po prostu jakaś magia, jakaś specyficzna aura wyczarowana jednym machnięciem różdżki?


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   06.02.16 19:47

Czasami zapominałam, że istniały miejsca gdzie ludzie tylko się śmieją. Zapominają o troskach, bólu  i wątpliwościach. Wszystko zostawiają za sobą, chcą zapomnieć, chcą na chwilę odetchnąć. Wchodząc  do śodka piekarni miałam wrażenie, że mój cień wypełnia wszystkie zakamarki. Już niema radości ani słodyczy, przyszła lady Carrow i wszystko spowił lód. Ale minęło kilka sekund a jakieś dziecko znów zaczęło się śmiać, ekspedientka uśmiechnęła się na mój widok a ktoś inny ze smakiem zajadał się ciastem. Czyżby świata nie obchodziły moje rozterki? Ale może bo prostu znów dramatyzuje. Weszłam do  środka  zajmując stolik przy oknie tak by mieć swobodny widok na Londyńskie uliczki. Spojrzałam na zegarek, znów pojawiłam się za wcześnie. Skrzywiłam się nieznacznie zdając sobie sprawę, że chyba nigdy się tego nie oduczę. To inni powinni czekać na mnie a nie ja na nic.  Zaczynasz brzmieć jak własna matka zrugałam samą siebie.  Spędzanie tych kilku dodatkowych chwil na zamartwianiu się o przebieg spotkania nie było wskazane. Już wystarczająco trzęsły mi się ręce gdy pisałam do niej listy. Ale musiałam to zrobić. Muszę wiedzieć kim tak naprawdę jest Cynthia Vanity. Z tego co mi mówiono ze wszystkich kobiet mojego męża jedynie ona przypomina człowieka. Już jednej nienawidzę, drugiej się boję, trzecią darzę szacunkiem więc może przynajmniej z tą uda mi się nawiązać pozytywne stosunki. - Daj Merilnie - szepnęłam cicho. Na chwilę podniosłam się z miejsca by zamówić sobie czekoladę i zabrać jedną z książek. Kolejny romans epoki wiktoriańskiej….bardzo symbolicznie. Zaczęłam powoli czytać co jakiś czas biorąc łyk gorącego napoju. Słodki płyn niestety odciągał moje myśli od tekstu  kierując je  prosto na mojego męża.  Zadałam sobie pytanie czy nie poprosiłam o to spotkanie by mieć  nad nim przewagę. Dobre stosunki z Cynthią mogą być  niczym as w rękawie  a przy odpowiedniej okazji i nożem, który wbije prosto  w jego serce.  Przeniosłam wzrok na obrączkę na moim palcu. Czy to możliwe, że ktoś przeklął  ten kawałek metalu by zmienić mnie w…manipulacyjną dziwkę?  Na szczęście  z rozmyślań wyrwał mnie odgłos dzwonka. Poniosłam wzrok z  ulgą obserwują, że pani Vanity właśnie się  pojawiła. Posłałam w jej stronę przyjazny uśmiech. Cóż…zobaczymy co przyniesie przyszłość.


Powrót do góry Go down
Cynthia Vanity
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
33
Półkrwi
Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
7
5
0
8
1
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   08.02.16 20:12

|po wszystkim; uwaga! grozi cukrzycą

Ja jak zwykle spóźniona lawirowałam pomiędzy zebranymi na korytarzu czarodziejami, czarownicami oraz ich uroczymy dziećmi, niczym baletnica na scenie. Brakowało efektywnej muzyki klasycznej oraz młodziutkiej i chudziutkiej wykonawczyni, jednakże cała reszta się zgadzała. Zero potknięcia, precyzja ruchów wyuczona przez lata treningu, gotowa na upadek, ale nie doznająca owego upadku dzięki doskonałej koordynacji ruchowej.
Wyskoczyłam przez drzwi szpitala i deportowałam się w ciemny zaułek Londynu, gdzie żaden mugol nie mógł mnie teoretycznie dojrzeć. Prześledziłam wzrokiem uliczkę. Nie dojrzał, więc ułożyłam roześmiana swoją spódnicę, która nieco się pogniotła w pracy, i niedbale poprawiłam włosy, by aż zanadto nie straszyły klientów piekarenki, w której ostatecznie miałyśmy się spotkać.
Czy się stresowałam spotkaniem z Megarą? Chyba powinnam, jednakże wierzyłam, iż dziewczyna okaże się być milutką i młodziutką sympatyczną osóbką, zwłaszcza, że chciała się ze mną spotkać i mnie poznać. Czy ktoś, kto byłby pfe, zły i wredny, umawiałby się ze mną w cukierni i w ogóle chciałby ze mną rozmawiać? Z pewnością nie. Trochę inaczej miała się sprawa z moim pobytem u Deimosa, kiedy on wiedział już, iż wyjdzie za Megarę, ale postanowiłam nie zaprzątać tym sobie głowy, a zwłaszcza nie zamierzałam tym zaprzątać główki Megary. Powinna być szczęśliwa z życia, czerpać z niego jak najwięcej, a nie zadręczać się to co było i minęło, prawda?
Kiedy wyszłam zza zakrętu, zawiał wiatr, a moje włosy znów się nastroszyły. Roześmiałam się i właśnie w takim stanie wpadłam do środka, jak gdybym połknęła jakieś cukierki rozśmieszające.
Dzień dobry! – powitałam się z przebywającymi w tym przybytku, w którym od razu poczułam się jak w domu. Te zapachy... Mieszały się i krzyżowały, uderzały w mój nosek, wypełniając me płuca piękną wonią wypieków. Smakowałabym i jadłabym wszystko! Ale powinnam przejść na dietę, gdyż w takim tempie pochłaniania ciast i ciastek powiększę swój rozmiar trzykrotnie.
Zdjęłam swój płaszczyk i powiesiłam na wieszaku, by następnie ruszyć w kierunku namierzonej wcześniej dziewczyny.
Dobry, Megaro! Wybacz me spóźnienie, przepraszam najmocniej, ale szpital, pacjenci i to wszystko jest niczym jeden wielki chaos, który wciąga i nie chce wypuścić, o ile wiesz, co mam na myśli – stwierdziłam uśmiechnięta, wyciągając w jej kierunku dłoń.
Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Jestem trochę taka, jak to określono... Nietaktowna! I nie wiem kiedy, a przechodzę z per pani i pana na ty... To silniejsze ode mnie – przyznałam niezrażona, choć w każdej chwili Megara mogła mnie przekląć i wybiec stąd, wpierw obezwładniwszy moją osobę. – Mów mi Cynka albo Cynthia, jak wolisz, i nie krępuj się moim wiekiem. Czasami czuję się jak ta mała dziewczynka, co to zawsze pakowała się w kłopoty, więc wychodzi średnio na jedno – przyznałam, mrugając do niej okiem i siadając przy stoliku.
Och, wybacz – odparłam, kiedy buźka zdążyła mi się zamknąć. Zdałam sobie sprawę, że zalałam ją właśnie falą informacji. Ciekawe, czy przypominało to faktycznie morskie fale. Powinnam chyba zapytać o to Herewarda. – Pragnęłaś ze mną porozmawiać o czymś konkretnym? – zapytałam, obiecując sobie, że nie zaleję jej już kolejną falą ani gadatliwości, ani miłości, ani tym bardziej zazdrości o Deimosa.




» Ratujmy Ziemię! «
To jedyna planeta, na której występuje czekolada.
Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   11.02.16 15:56

Ten śmiech, ta radość były odrobinę przytłaczające a nawet przerażające. Ale przecież taką ją sobie wyobrażałam. Chodzące szczęście . Uśmiechnęłam się pod nosem na tę myśl. - Witaj- - podniosłam się z miejsca delikatnie ściskając jej dłoń. Zajęłam powrotem swoje miejsce już całkowicie zapominając o czytanej wcześniej książce. - Proszę się nie przejmować. To ja przyszłam za wcześniej-- słuchając o wciąganiu przez pracę mój uśmiech nabrał odrobinę ironicznego wyrazu. - Oczywiście, rozumiem. Pacjenci najważniejsi - I wtedy wypłynęła kwestia…nazewnictwa. Nie dało się nie zauważyć bezpośredniości Cynthi. Faktycznie, może powinnam stąd wyjść i trzasnąć drzwiami ale z drugiej strony tak było lepiej. Przynajmniej pozbędziemy się niepotrzebnej bariery i przynajmniej dziś nie usłyszę złowrogiego droga lady Carrow . - Nic nie szkodzi. Tak będzie nawet lepiej - przyglądałam się tej kobiecie z ukosa próbując przefiltrować jej osobę przez wszystko co wiedziałam na temat Deimosa. Jaki cudem ludzie ich pokroju wytrzymują z sobą w jednym pokoju? Czyżby Deimos miał jakieś pokłady pozytywnych uczuć o których nie mam pojęcia? A może to ona ma słabość do…niegrzecznych chłopców? Dla własnego bezpieczeństwa zostanę przy tej drugiej opcji. Jej wiek nie była dla mnie najmniejszym problem. Ostatnio jedynym rówieśnikiem z jakim mam kontakt to moja kuzynka. Wokół tylko poważni, dorośli ludzi którzy za wszelką cenę chcą żebym wydoroślała. To takie…nudne. Powodem mojego lekkiego skrępowania była relacja łącząca Cynthie i pana męża. Jeszcze nie do końca wiedziałam jak powinnam się do tego wszystkie odnieść. - W taki razie jestem Meg. Jak słyszę Megaro to mam wrażenie, że zrobiłam coś złego i zaraz dostanę burę - zaśmiałam się cicho. Coś w tym jednak było. Mojego pełnego imienia używali starsi krewni, brat… i Deimos. Na jej ostatnie pytanie spuściłam lekko wzrok. Nie, nie. Chciałam cię po prostu poznać nie miałyśmy okazji porozmawiać podczas ślubu. Teraz trochę mi głupio, że wyrwałam cię z pracy. - posłałam w jej stronę przepraszający uśmiech. - Widzisz… on nigdy tego na głoś nie powie ale jesteś dla niego ważna - wypowiedzenie imienia mojego męża na głos stało się dziwnie niebezpieczne. - Bardzo pragnęłabym tego by i między nami powstały jakieś pozytywne uczucia. – byłam wyraźnie speszona własnymi słowami ale to dobrze. Może szybciej wkupię się w jej łaski. Gorsza sprawa jeśli spyta skąd to wiem? Przecież nie mogę się tak po prostu przyznać, że kazałam dogłębnie prześledzić przeszłość swojego męża. - Nie zrozum mnie źle ale jak na razie jesteś jedyną - zamilkłam na chwilę nie do końca wiedząc jakiego słowa użyć. [b]- osobą z otoczenia mojego męża, którą nie przeraża wszystkich od progu.[ /b]- dla ukrycia skrępowania chwyciłam za swoją filiżankę upijając z niej łyk.


Powrót do góry Go down
Cynthia Vanity
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
33
Półkrwi
Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
7
5
0
8
1
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   16.02.16 18:23

Zaśmiałam się, słysząc słowa odnośnie czynienia złego i otrzymywania bur. Ponownie przed moimi oczami stanęła malutka blondyneczka, która wyśmiała swojego tatusia i czym prędzej uciekła w stronę drzew, po których skała niemal do późna w nocy, o ile do tego czasu nie spadła z nich, łamiąc sobie otwarcie ręki. Ach, czasy, które nie wrócą, a za którymi w sumie tęskniłam. Te wszystkie opowieści o krajach słowiańskich były ciekawsze i mniej bolesne od brutalnego obrazu powojennej Polski czy Czechosłowacji.
Hej, Meg! – odezwałam się nagle, brzmiąc niczym matka karcąca swoje dziecko. A jednak! Bura nadeszła, ale przynajmniej nie użyłam jej pełnego imienia! – na tę myśl roześmiałam się niewinnie, zasłaniając swoje usta ręką. Postanowiłam się... jakoś usprawiedliwić? Czy tym razem padnie z mych warg próba wymuszenia pewnych zachowań? Najwidoczniej musiałam nieco wychować Megarę, podobnie jak Deimosa. Te szlacheckie korzonki wychodziły im na gorsze.
Powiedzmy, że jesteś Alicją, a ja jestem Szalonym Kapelusznikiem... – By potwierdzić swe słowa, założyłam za ucho swe roztrzepane na wszystkie strony włosy. – Nie wiem, czy kojarzysz tę opowieść. Nieważne. Pragnę jedynie, byś dobrze się czuła w moim towarzystwie, zaś wszelkie skrępowania i wyrzuty sumienia wrzuciła do magicznego kosza na śmieci – przyznałam, uśmiechając się łobuzersko i niemal roniąc łzy przez tę zabawną wizję. W dzieciństwie zdecydowanie czytałam za dużo książek, zaś ojciec zrobił ten błąd, że mi ich nie zabierał! To piękne, co ze mnie dzięki temu wyrosło. Powinnam być mu wdzięczna. Powinnam w najbliższym czasie odwiedzić miejsce jego spoczynku.
Skoro już jesteśmy przy tej Alicji, to z Deimosa zróbmy może pana Gąsienicę... Jestem pewna, że nadal popala, mimo że przy każdym spotkaniu mu tego zabraniam. Dodatkowo jest nieco... sztywny. To wszystko przez te szlacheckie wychowanie... i mam nadzieję, że znów nie rażę tym twych uczuć. Nie mam pojęcia, jaki masz stosunek do szlachetności krwi. Zakładam jednak, że skoro spotkałaś się z własnej woli z kobietą półkrwi, to pogląd ten nie jest w twoim przypadku surowy. Plus dla ciebie, złotko! – przyznałam z mrugnięciem oka, biorąc do ręki menu, mimo że jeszcze nie skończyłam.
I co do naszego pana Gąsienicy... – Czyżby Megarze ciężko było wypowiedzieć imię swego męża? To z pewnością nie tak! Po prostu źle to interpretowałam. – Nie sądzę, bym była dla niego aż taka ważna. Może w czasach Hogwartu... Aktualnie, pomijając ten cały tydzień w Maarset, oczywiście, od czasów mojego wyjazdu po skończeniu szkoły, a potem ślubu, widujemy się raczej rzadko. A szkoda! Musisz wiedzieć, że – ściszyłam głos, by postronne uszy nic nie wyłapały – w Hogwarcie skrycie się w nim podkochiwałam – przyznałam się do jego własnej młodziutkiej żony, kiedy mu nie potrafiłam tego wyznać, i nie przyznałam się przed samą sobą za to do tego, że to uczucie nadal nie raczyło zniknąć. Jedynie się... wyciszyło? Ależ oczywiście, że nie istniało!
Wywróciłam oczami i pokręciłam głową. Sama nie wiedziałam, czemu jej to wyznałam, ale chyba pragnęłam, by poczuła się w końcu w moim towarzystwie swobodnie. Byłam pewna, że w końcu uda mi się to osiągnąć.
Nie może być też tak źle z deimosowymi znajomymi... Co prawda nie znajdzie drugiego takiego egzemplarza jak ja, ale nie sądzę, by byli aż tak bardzo straszni! Podobnie jest przecież z Deimosem! Niektórych mógłby przerażać... W sumie nawet mnie udało mu się przerazić, ale ogólnie to dobry człowiek! – przyznałam, wskazując jej kiwnięciem kartę. Uniosłam również paluszek w górę w celu uciszenia jej, jeśli chciałaby cokolwiek zaprzeczać.
Co sobie życzysz, Meg? Ja stawiam, a ty się uśmiechasz, jeśli faktycznie zależy ci na pozytywnych relacjach ze mną. – Brzmiałam stanowczo. Żarty żartami, ale potrafiłam pokazać też pazurki! – Masz śliczny uśmiech, ale strasznie ciężko go dojrzeć – dodałam jak najbardziej szczerze. Moim marzeniem stało się, by wywołać uśmiech nie tylko na jej wargach, ale i w oczach. Marzyłam, by jej oczy zalśniły z powodu niesamowicie wielkich pokładów radości, rozpierających ją od środka! Dokładnie o tym marzyłam dla niej.




» Ratujmy Ziemię! «
To jedyna planeta, na której występuje czekolada.
Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   01.03.16 14:47

Nie podobała mi się ta dziwna przemowa. Te porównania do postaci ze starej bajki wydawały się wyjątkowo nieadekwatne do naszej sytuacji. Co gorsza wyczuwałam w tym silną nutę moralizatorską. Niemal automatycznie włączył się we mnie sprzeciw. Okazało się, że mam odczynia z kolejną osobą, która postanowiła „pomóc” choć jeszcze wcale o nic nie poprosiłam. Nie potrzebowałam kolejnej rozmów pełnych rad odnośnie tego jak powinnam postępować ze swoim mężem. Załatwię to po swojemu doprowadzając do szybkiego rozwodu albo raz na zawsze pozbywając się, któregoś z nas. Nikt nie miał prawa się do tego wtrącać. Nie teraz Meg . Upomniałam się w duchu zanim oznaki mojego niezadowolenia staną się zbyt wyraźnie. Nie chciałam a może raczej nie mogłam pozwolić sobie na jaką kol wiek niechęć w stosunku do Cytnthi. Mogła przecież stać się jednym z moich najcenniejszych sojuszników. Czy jej się to podobało czy nie…
Potrząsnęłam lekko głową starając się już skupić tylko na jej słowach. Mimo tych usilnych prób nie mogłam się powstrzymać od zastanawiania się nad tym jak ta dwójka mogła tyle ze sobą wytrzymać. Gdzieś z tyłu głowy pojawiała się myśl, że może jeszcze nie wiem wszystkiego o Deimosie ale na szczęście zniknęła tak szybko jak się pojawiła. Czy już wspominałam o tym, że jestem uparta i często bywa zdecydowanie zbyt pewna siebie? Na wzmiankę o moich poglądach dotyczących czystości krwi w ostatniej chwili powstrzymałam się przed rozglądnięciem się na wszystkie strony. Chciałam się upewnić czy przypadkiem nie obserwuje mnie czyjeś uważne spojrzenie, które chętnie później rozpowie co też znowu wymyśliła lady Carrow. Sytuacja zaczęła robić się niebezpieczna… już coraz więcej ludzi wiedziało o moim zdaniu w tej dość newralgicznej dla większości szlachty kwestii. To co ratowało mnie przed wykluczeniem to właśnie małżeństwo z Deimosem. Niespodzianka! Ojciec nie wydał mnie za Deimosa tylko dla tego by ten mnie utemperował. Ta transakcja ratowała go przed wydziedziczeniem kolejnego dziecka. Czegoś podobnego ród nie przetrwał by dwa razy w jednym pokoleniu. Trzeba było szukać innych rozwiązań. To w którym odpowiedzialność za moje czyny spada na inny ród wydawało się najlepszym. Nie można ufać Mafoyą ta myśl przeszła mi jeszcze przez głowę gdy Cynthia powiedziała coś co szybo przykuło moją uwagę. Oparłam policzek na zaciśniętej pięści uważnie przyglądając się mojej towarzyszce. Ze wszystkich sił starałam się nie uśmiechnąć ale raczej marnie mi to wychodziło. - To wiele wyjaśnia. - nie wyglądałam na zaskoczoną tym i słowami. Przecie podejrzewałam to od momentu w którym po raz pierwszy dowiedziałam się o tej znajomości . Z Drugiej strony dziwnie było usłyszeć co takiego w odniesieniu do człowieka, który był moim mężem. - Co jest Meg? Czybyś była zazdrosna? - usłyszałam w głowie swój własny kpiący głos. Oczywiście, że nie byłam zazdrosna! Jak dla mnie wszystkie mogły go sobie zabrać! Bylebym miała święty spokój! Na słowa o „dobrym Deimosie” zareagowałam jedynie uniesieniem brwi. Marlin raczy wiedzieć jak wiele myśli przewinęło się w tej jednych chwili przez moją głową. - Nie masz zbyt częstego kontaktu ze szlachtą co? - usłyszałam nagle swój dziwnie spokojny głos. Wtedy coś mnie olśniło. Coś podobnego mogła powiedzieć tylko kobieta, która wciąż coś do niego czuje. Ogarnęło mnie dziwne uczucie rozbawienia. Chyba nie przypuszczałam, że ta rozmowa przybierze taki obrót.
- Nie dość, że wyciągnęłam cię pracy to jeszcze chcesz płacić? - spytałam już znacznie przyjaźniejszym tonem. - No ale skoro tak stawiasz sytuację. To nie mam wyjścia.- uśmiechnęłam się jednocześnie wywieszając białą flagę. - Ciasto malinowe brzmi dość apetycznie.- przyznałam zaglądając w kartę. - Jeśli mogę spytać…jak się poznaliście? Bardzo mnie to ciekawi.- mówiłam szczerze. Problem polegał na tym, że ten temat wymagał ode mnie sporo wysiłku. W końcu musiałam zapomnieć, że chodzi o mojego męża i kobietę, która chyba wciąż coś do niego czuje. Nie jestem zazdrosna!


Powrót do góry Go down
Cynthia Vanity
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
33
Półkrwi
Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
7
5
0
8
1
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   03.03.16 21:03

Z początku miałam wrażenie, że Megara mnie udusi z powodu tych moich obszernych monologów. Musiałam przyznać, że mogły kogoś – kto mnie nie znał – zasypać zbyt gwałtownie, tak, by wywołać u niego też reakcję na ten nieoczekiwany atak. Dokładnie. Coś w tym stylu... Niemal już widziałam oczami wyobraźni, jak odgryza mi się niezadowolona, przeklinając całą rodzinę, niczemu winnych, Vanity. Odetchnęłam jednak z ulgą, kiedy okazało się, że swą prostotą zjednałam sobie również jej duszyczkę. Czyż to nie ja byłam jedną z najbardziej kochanych uzdrowicielek w Świętym Mungu? Punkt dla mnie!
Czemu? Co prawda większość osób szlachetnej krwi woli wizyty prywatne, ale wielu wpada również do Munga. Zwłaszcza przy ciężkich wypadkach... Wtedy są już na mnie skazani, a ja po prostu nie uznaję musu traktowania ich inaczej niż innych. Nie widzę tego, że powinnam być inna niż normalnie – odparłam szczerze, stawiając przed Meg całą prawdę o moim stosunku do szlachetności krwi. Może trochę zbyt walecznie i pewnie. Nie chciałam swoją postawą kogokolwiek obrażać, po prostu zaznaczyć, że każdy był dla mnie równy, zaś ja zamierzałam być uczciwa wobec siebie i wobec swoich rozmówców. Pewnie właśnie też stąd brały się moje spięcia z władzą Świętego Munga i niektóre skargi... Byli jednakże również tacy, którzy kochali mnie taką, jaką byłam. To ważne, czyż nie?
Owszem i to nawet uczynię. Ciasto malinowe zaś jest doskonałym wyborem... Ja lubuję się w szarlotkach oraz ciastach czekoladowych, ale dziś mam ochotę na torcik gruszkowy – odparłam, zamawiając go od razu. Podziękowałam cukierniczce i zwróciłam twarz w kierunku Meg.
Meg, Meg, Meg... Chyba naprawdę zależało jej na dobrych relacjach ze mną, bo miałam wrażenie, iż zmieniła nastawienie. Kochana... A ja niekochana, że ją do tego zmuszałam, ale, cóż, chciałam dobrze i byłam pewna, że z naszych spotkań będzie uradowana za każdym razem. Pragnęłam wręcz tego całą sobą. Powinnam ją pokochać, skoro przyjaźniłam się z Deimosem i skoro byłam dla niego aż tak ważna...
Jak się poznaliśmy? – powtórzyłam rozbawiona. Przed moimi oczami stanęła wizja Carrowa, który upiększa historię naszego poznania tak, by wyjść z tego z uniesioną, dumną twarzą. O, nie, Mój Ślizgonie! Rzeczywistość była zgoła inna...
Deimos... Nie wiem, czy wiesz, ale jest ode mnie o rok młodszy, i, cóż, myślał, że uda mu się mnie zastraszyć, bym odrabiała za niego prace domowe... Tylko że ja nie byłam pierwszą lepszą Krukonką – odparłam rozbawiona i również rozczulona. Czasy Hogwartu... czasy, które bez wahania chciałabym przeżyć ponownie. – Zaproponowałam mu układ. Wtedy miała odbyć się bodajże jakaś impreza, a ja nie miałam pary... i potem jakoś tak poszło. Przysługa za przysługę. Czasami w środku nocy załatwiał mi kakao, aby bym napisała mu wypracowanie – dodałam jako przykład. Bardzo smaczny i kompletnie nie przypominający Deimosa, jakiego mogła znać Megara. Musiałam przyznać, że smak kakao nadal kojarzył mi się z tymi nocami spędzonymi nad książkami oraz z samym Ślzigonem.




» Ratujmy Ziemię! «
To jedyna planeta, na której występuje czekolada.
Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   07.03.16 23:10

Tak to już ze mną jest. Tysiąc dwieście myśli na minutę  i żadna z nich nadająca się do wypowiedzenia na głos. Część z nich krążyłam wokół pytania czy ja brzmię równie niedorzecznie gdy wygłaszam swoje poglądy na temat równości krwi. No tak tyle, że ja ich nie wygłaszam bo mi nie wolno.  Za potwierdzenie po której stronie stoję musi wystarczać fakt, że otaczam się mieszańcami …ugh!... co za okropne słowo! Była jeszcze sprawa tych prywatnych wizyt.  Choć nie winem jakbym się starała nie mogłam pozbyć się wspomnienia mojej ostatniej rozmowy z Adrianem.  Tak samo jak wtedy tak i podczas rozmowy z Cynthią mogłam jedynie przypuszczać ile jeszcze razy będę musiała prosić  o wizytę uzdrowicieli. Za każdym razem będzie pojawiał się inny ale za to każdy usłysz tą samą bajkę, że chodząc po ciemku wpadłam to na szafkę to ścianę i stąd te siniaki na twarzy. Rany na szyi? Zbyt mocno zapięty naszyjnik czy przyciasny kołnierz od sukienki. Przecież czego nie robi się dla urody? Jakiego kłamstwa się nie przyjmie dla kilku złotych moment i wdzięczności rodu Carrowów?  Czy jestem takim złym i okrutnym człowiekiem, że ciekawi mnie wyraz twarzy Cynthi gdy postawi się ją w podobnej sytuacji? Nie…nie…to tylko zmęczenie.
Słuchałam odpowiedzi na swoje pytanie z niekłamaną ciekawością. Plecami lekko opierając się o krzesło ani na chwilę nie spuszczałam wzroku ze swojej rozmówczyni. Chciałam wiedzieć co za emocje pojawiają się na tej rozpromienionej twarzyczce na myśl o tamtym dniu. Trochę się zwiodłam odnajdując na niej niewiele więcej poza typowym uniesieniem na wspomnienie dawno minionym lecz szczęśliwych (z perspektywy czasu) chwil. Mimo tego lekkiego uczucia niedosytu w pewnym momencie musiałam zasłonić usta dłonią. Nie po to by ukryć uśmiech lecz by powstrzymać wybuch śmiechu. Wizja Deimosa próbującego wymusić coś na drugim człowieku nie była niczym nadzwyczajnym. Mogłam odczuwać jedynie lekkim smutek zdając sobie sprawę, że ta cecha towarzyszyła mu prawdopodobnie od zawsze. Za to świadomości, że siedząca tu przede mną kobieta tak  niepozorna z wyglądu była wstanie go  w pewien sposób podporządkować. była naprawdę rozbrajająca. Wzmianka o kakale  wydała się wyjątkowo rozczulająca przez co w pewnym momencie nie byłam już wstanie zapanować nad uśmiechem. Oczywiście, że w moje serce  boleśnie wbijała się szpilka czy dwie ale przez te kilka następnych chwil mogłam to jeszcze ignorować . - Musisz mnie tego koniecznie nauczyć. - przyznałam zachowując się zupełnie tak jakbyśmy nie rozmawiały o tym samym człowieku. W jakimś stopniu była to przecież prawda. Mój Deimos był zupełnie inny od jej Deimosa. - Jak poskromić Deimosa lekcja 1- - z mojego gardła wydobył się cichy, ledwie słyszalny śmiech. - Chyba, że piszą  tym w książkach? - zażartowałam unosząc nieznacznie brwi. Oczywiście, że porady na takie tematy można było znaleźć w tak umiłowanych przeze mnie tomach. Tyle, że najczęściej mieściły się  w romansach a ja przecież nigdy nie zaprzątałam sobie nimi głowy. One były odpowiednie dla rozchichotanych młodych dam nie mających nic lepszego do roboty w przerwach pomiędzy nauką gry na harfie a nauką łaciny. Ja miałam zmieniać świat więc nie mogłam zajmować się głupstwami. Te kilka lat później ciąż nie mam głowy do romantycznych uniesień i  wciąż chce zmieniać świat. Ciekawe czy to oznacza, że jest uparta czy tylko dziecinna.


Powrót do góry Go down
Cynthia Vanity
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t984-cynthia-vanity#5464 https://www.morsmordre.net/t1056-gabrys#6288 https://www.morsmordre.net/t1055-arcydobra-uzdrowicielka-wita#6280 https://www.morsmordre.net/f221-moonflower-avenue-24-7 https://www.morsmordre.net/t1057-cynthia-vanity
uzdrowicielka na oddziale wypadków przedmiotowych, cukierniczka, właścicielka Słodkiej Próżności
33
Półkrwi
Wdowa
Dziś rano cały świat kupiłeś,
za jedno serce cały świat,
nad gwiazdy szczęściem się wybiłeś,
nad czas i morskie głębie lat.
7
5
0
8
1
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   17.03.16 17:44

Sama nie wiedziałam, co tak naprawdę należało zrobić, by poskromić Deimosa. Robiłam to machinalnie, pozostając sobą, a jednocześnie zadzierając nieco nosa. Mogłam może nawet pokusić się o stwierdzenie, iż swoim uporem stałam nad przepaścią? Drobne przegięcie, a w końcu spadnę w otchłanie i zniknę, jak gdybym nigdy nie istniała. Jak Fredrick. Jak gdybyśmy nigdy nie istnieli... Jakoś trudno było mi w to uwierzyć, w to, że Deimos byłby zdolny zrobić mi coś złego. Prawdę powiedziawszy, ten jeden raz przeraził mnie niemal na śmierć, ale jeden króciutki epizod czym był w całym morzu naszego ponad trzydziestoletniego życia?
Meg, po prostu bądź upartą jak na kobietę przystało! I tyle! – przyznałam ostatecznie. Zawahałam się jednakże na myśli, czy przypadkiem Deimos nie miał do mnie słabości... To by wiele wyjaśniało. Między innymi dlatego, czemu nadal... przy mnie trwał? Mój tydzień w Maarset powinien mi był wszystko pięknie wytłumaczyć, ale bałam się sięgać pamięcią do tamtego czasu. Nie tylko z powodu Megaery, z którą właśnie siedziałam i zajadałam ciasto.
Myślę jednak, że przy mężczyznach należy zachowywać granicę... by nie urazić ich dumy – dodałam przyciszonym głosem, nieco pochylając się nad stolikiem. Na mych wargach gościł szeroki uśmiech, gdyż właśnie zgłębiałam męską psychologię. Moim zdaniem, panowie nadal potrzebowali czuć, iż mają kobietę pod kontrolą. Niekoniecznie musiało to być równe z rzeczywistością, bo, wiadomo, nadchodziły kompletnie inne czasy, ale potrzebowali czuć kontrolę, więc należało niejako tę żądzę zaspokoić, czyż nie?
A może spróbuj z nim prowadzić interesy... i w ten sposób go sobie podporządkowywać? Nie mam pojęcia, jaki Deimos jest na co dzień. Może potrzebuje czuć korzyści ze znajomości z kobietami? Nie wiem. To tylko spekulacje – odparłam ostrzegawczo, śmiejąc się z powodu tejże wizji. Fredrick miał w zwyczaju podobnie czynić ze mną, by mnie namawiać do rzeczy, na które brakowało mi rzekomo czasu. Jeśli zrobię to, to ty to... i jakoś mu się udawało nakłonić mnie do wielu wyjść i zjedzenia kilkudziesięciu porządnych posiłków.




» Ratujmy Ziemię! «
To jedyna planeta, na której występuje czekolada.
Powrót do góry Go down
Megara Carrow
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t662-megara https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
stażystka w ministerstwie
20 lat
Szlachetna
Zamężna
Once upon a time...
5
8
5
0
5
0
0
2
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   28.03.16 13:57

Ona nie jest wstanie mi pomóc Byłam tego pewna od razu gdy usłyszałam jej radę. Istniały tylko dwa wyjaśnienia tej sytuacji. Albo mówiłyśmy o dwóch różnych mężczyznach. Albo tą dwójkę łączyło coś czego nie rozumiem i czego z pewnością nie będę chciała rozumieć. Zakończmy więc na tym, że i tak źle i tak niedobrze. Mogłam się jedynie uśmiechnąć i kiwnąć lekko głową w geście zrozumienia. Normalnie gdyby ktoś powiedział mi, że mam być uparta w stosunku do Deimosa najprawdopodobniej zaczęłabym się śmiać ale każda okoliczność wymaga przecież innych metod. Duma? O tak tego z pewnością Carrowi nie brakowało. Okazywało się jednak, że Cynthia nie wie jak obejść się z Deimosem. Może ta myśl o dziwnej więzi była przesadzona?
- Te męsko damskie sprawy są takie nużące - mruknęłam cicho odpowiadając na jej uśmiech w podobny sposób. - Nie wiem co takiego złego jest w byciu starą panną[ /b]- przyznałam się z dziwną szczerością głosie. [b]-Ale proszę zachowaj to dla siebie. Gotowi jeszcze zrobić z tego kolejny punkt na liście długich powodów do wydziedziczenia. - zaśmiałam się pod zupełnie tak jak gdybym nie mówiła o wyrzuceniu na ulicę przez własną rodzinę. Dziwę, że po tym co spotkało Lycusa potrafię się śmiać z takich rzeczy. Może właśnie dla tego. Słuchałam dalej próbując coś wyłuskać z kolejnego potoku słów pani Vanity. Po raz kolejny poczułam lekkie rozczarowanie, które zrzuciłam na karb tego że przecież nie rozmawiam z arystokratką. Nie było to zarzut w stosunku do mojej rozmówczyni. Po prostu jak ostatni głupiec zapomniałam, że mój świat różni się od jej. Kto się nie urodził arystokratą pewnie nigdy ich nie zrozumie. Westchnęłam z rezygnacją w duchu. Aż mnie korciło, żeby wspomnieć że główną korzyścią Deimoa jest to, że nie musi wydawać pieniędzy na dziewczęta z Wenus ale na szczęście w porę ugryzłam się w język. Nie chciałabym odstraszyć mojej drogiej rozmówczyni. Niestety nasz wspólny czas dobiegał powoli końca. Po skończeniu ciasta uniosłam na nią wzrok. - Bardzo cię przepraszam ale muszę cię opuścić. Nie można pozwoli by pan mąż miał powody to narzekań. - podniosłam się z miejsca i grzecznie pożegnałam Cynthie dodając cicho. - Będę wdzięczna jeśli nie wspomnisz mu o naszym małym spotkaniu. - uśmiechnęłam się ciepło i chwilę później opuściłam cukiernie.

/zt


Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott https://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 https://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 https://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 https://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you that
0
0
0
0
0
0
5
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   18.09.16 15:29

[20 lutego]

Strasznie się ucieszyłem na wieść, że Eileen postanowiła przyjechać na weekend do Londynu. Listy listami, ale trochę brakowało mi jej towarzystwa. Była pierwszą czarownicą, jaką poznałem, pokazała mi Dziurawy Kocioł, Pokątną, tyle opowiadała o swoim świecie i przywoziła mi czekoladę(!), od której najwyraźniej zdążyłem się już uzależnić. Siłą rzeczy bardzo ją polubiłem!
Po tej całej akcji w Tower bardzo długo w ogóle nie chciałem myśleć nawet o czarodziejach i ich części Londynu, ale mimo to do niej pisałem. W sumie oboje to przeżyliśmy, nie? Z kim innym miałbym o tym rozmawiać jak nie z nią? No, jeszcze z kuzynem Mortem, ale ten przepadł jak kamień w wodę. Robił tak od czasu do czasu, sam stryjek mi o tym powiedział, więc się nie martwiłem o niego specjalnie, ale... odpadła mi osoba, której mógłbym powierzyć swoje przemyślenia na tym polu. To akurat było strasznie irytujące - miałem od cholery znajomych, ale nie mogłem się z nimi podzielić niczym, czego doświadczyłem po tamtej stronie Dziurawego Kotła. Dla mojej otwartej natury było to wyjątkowo uciążliwe, ale jakoś dawałem radę. Dobrze, że miałem Eileen.
Pojawiła się przed południem w domu stryja i zanim na dobre wyszła z kominka, została przeze mnie solidnie i serdecznie wyściskana.
Nie gadaliśmy zbyt długo, bo już miałem obmyślony cały plan dnia, a nasz grafik był naprawdę napięty! Wciągnąłem tylko czarne tenisówki (już wysłużone, bo chodziłem w nich jeszcze w liceum!) na dziurawe skarpety, czarną, skórzaną kurtkę na zwykłą koszulkę i proszę bardzo, byłem gotowy do drogi. Wyszlibyśmy właściwie od razu, gdyby nie to, że kiedy zobaczyłem Eileen w postaci królika, to na dobrą chwilę zamieniłem się w pięciolatka. No co? Zawsze marzyłem, żeby mieć jakieś zwierzątko! A króliki to w ogóle są świetne i puszyste i mają takie długie uszy i poruszają tak zabawnie noskiem i...
Dobra, nie wiem jakim sposobem w końcu wyszliśmy na zewnątrz w chłodne, szare, londyńskie południe. To znaczy ja wyszedłem, miękkie zwierzątko trzymałem za pazuchą tak, by mogła wystawić łebek i oglądać mugolski świat.
Musiałem wyglądać na totalnego oszołoma, kiedy maszerując przez miasto gadałem sam do siebie. To znaczy mówiłem oczywiście do Eileen, ale prosty Londyńczyk i tak by tego nie pojął, prawda? A mi się jadaczka nie zamykała pewnie z podekscytowania. Opowiadałem jej o wszystkim - o każdym budynku, który mijaliśmy, gdzie można dobrze zjeść, gdzie tanio się napić, że tutaj parę dni temu była ekstra impreza, a tam mieszkają rodzice jednej z moich koleżanek, opowiadałem o Big Benie i przeróżnych zabytkach (choć pobieżnie, bo z historii byłem cienki bolek). Chciałem przejść też po uniwersytecie, ale to mi się jednak nie udało. Portier krzywo na mnie patrzył, choć nawet na chwilę zamknąłem dziób, a zza pazuchy nie wystawał nawet koniec króliczego ucha.
- Spróbujemy jeszcze później - szepnąłem do Eileen, kłaniając się starszemu mężczyźnie z uśmiechem i grzecznie wycofując.
Sam nie wiem kiedy zrobiło się tak późno i jeszcze chłodniej. Miałem wrażenie, że nawet ona drży pod połą kurtki, więc szybko skierowałem się gdzieś, gdzie można było się ogrzać... i coś zjeść.
Zapytacie co można zjeść w piekarnio-czekoladziarni będąc z królikiem? Ha, i tu was zaskoczę!
- W ogóle ostatnio na uniwerku była iluzjonistka, wyobrażasz sobie? - opowiadałem żywo, kiedy już zająłem miejsce w jakimś najbardziej niewidocznym kącie kawiarni. Szczęśliwie jeszcze nie zapłaciłem za dwa kawałki ciasta marchewkowego i sok o tym samym smaku, więc może tak szybko mnie stąd nie wyrzucą. Zresztą... na drzwiach nie widziałem żadnego znaku zakazującego wprowadzania królików!
Eileen wyjąłem w końcu z kurtki i postawiłem na blacie naszego stolika przy jej cieście. Trochę soku wlałem na spodeczek.
- Była czaderska! Gdybyś tylko widziała te sztuczki! Wszyscy studenci byli zachwyceni i dam sobie głowę uciąć, że widziałem w tłumie też kilku profesorów - wyszczerzyłem się do niej. - A tak w ogóle to smacznego - dodałem pogodnie, by zaraz zacząć snuć kolejną opowieść już na inny temat.




Look up at the night sky
We are part of this universe, we are in this universe, but more important than both of those facts is that universe is in us.

Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   22.09.16 16:51

Dobrze pamiętała, co działo się w Tower, chociaż paradoksalnie straciła wtedy pamięć. Mimo to widziała w głowie przemykające obok siebie plamy barw i znajome sylwetki osób, które za wszelką cenę próbowały wydostać się z tego ponurego miejsca. Nie znała przyczyn, przez które się tam znalazła, ale oczywiście dzieliła się wrażeniami z Louisem, ilekroć dostała od niego list. Tylko... ten człowiek, który owe listy przynosił... na brodę Merlina, jak on się zwał?! Listołap? W życiu tego nie zapamięta! W każdym razie był bardzo miły i nie zwrócił uwagę, że panna Wilde mieszka aktualnie w domu, któremu prędzej było do rudery absolutnej niż do godnego kogokolwiek mieszkania. Może jednak zwrócił na to uwagę... i może jednak dlatego uciekał, jakby sam diabeł z rogami do gonił.
Samą propozycję wyjścia na zewnątrz, na mroźny, zimowy Londyn, przyjęła z ogromnym entuzjazmem. Nie miała zbyt wiele pracy w swojej chatce gajowego (albo gajowej, chociaż to dziwnie brzmi), więc wyrwanie się od niej na weekend nikomu nie zrobiłoby różnicy. Więcej zajęć czekało ją właśnie wiosną, kiedy to dojdzie do skutku zaplanowane przez nią przesadzanie dyń rosnących niemal tuż przy kamiennej chatce. Miała jednak odrobinę czasu, zanim to nastąpi.
Dlatego, gdy już porządnie się wyściskali, a Louis zdążył powiedzieć jej ludzkiej postaci, co też takiego działo się w jego życiu w ostatnim czasie, zmniejszyła się do rozmiarów swojego ego (no takie małe było i puchate!) i wskoczyła mu pod pazuchę, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że może być małą sensacją wśród mugoli.
I obserwowała. Wodziła wzrokiem od jednego człowieka do drugiego, próbując zapamiętać jak najwięcej szczegółów; zadzierała brązowawy łebek ku górze, by chociaż spróbować dostrzec ogrom i piękno mijanych miejsc. Jej pamięć znała ich zarys, chociaż nie potrafiła ich nazwać ani przydzielić im odpowiedniego rozmieszczenia w Londynie. Wsłuchiwała się również w opowieści Louisa, bo co to za zwiedzanie, skoro nic z tego nie wyniesie? A to zapamiętała, co działo się w domu zeszłej soboty, że była "niezła impreza" i "tanie napoje". A może to był alkohol? Ognista? Nie, nie.
Jednak przydałaby się szklaneczka na rozgrzanie, bo im dłużej chodzili, tym bardziej zaczynała marznąć. Mogłaby przysiąc, że kiedy docierali do piekarni, futro miała niemal postawione na baczność z tego zimna. Jak tylko została postawiona na stoliku, otrzepała miękkie futerko i stanęła na tylnych łapkach, obserwując bacznie Louisa. Z tyłu czyjeś ręce opuściły talerz, pomieszczenie wypełnił krótki, kobiecy pisk i dudnienie butów na obcasie biegnących po podłodze. Królik wyprostował się i uśmiechnął się dumny z siebie, że wywołał takie zamieszanie. Kicnęła bliżej Lou i sięgnęła łapkami do pyszczka, żeby zmyć z siebie resztki zimnego powietrza z zewnątrz. Oczywiście słuchała go w międzyczasie!
"Iluzjonista? Pewnie jakiś oszust! Czarodziej na pewno nie, nie można czarować w miejscach publicznych.", pacnęła ostrzegawczo Lou w dłoń. Od kiedy go poznała, czuła się tak, jakby w jakiś sposób była za niego odpowiedzialna. Wzięła w łapki kawałek ciasta i uniosła go do pyszczka, szamając go ze smakiem. Kolejna kelnerka nie wyglądała na zadowoloną z obecności królika w piekarni.




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott https://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 https://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 https://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 https://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you that
0
0
0
0
0
0
5
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   25.09.16 20:50

Nie mogłem się napatrzeć na to pocieszne stworzonko. Tak, tak! Pamiętałem, że to Eileen, no ale... miała takie zabawne łapki i miękkie futerko i te uszy! Nie powstrzymałem się i oczywiście pogłaskałem ją delikatnie po łebku i za uszami. Pięknie wyglądała na tym blacie w kawiarni, nie ma co! Gdybym miał aparat fotograficzny...
Chyba jakaś kobieta nie podzielała mojego zdania w tym zakresie. Kiedy usłyszałem pisk, odruchowo odwróciłem się, żeby spojrzeć w tamtą stronę, a potem stłumiłem śmiech znów zwracając się do Eileen.
- Pięknie, zaraz nas przez ciebie wyproszą - rzuciłem jej półgłosem tylko odrobinę uszczypliwie. Ona się tu doskonale bawi w straszenie ludzi, a to mi się oberwie jak przyjdzie co do czego. Jak tak można, co? Nie byłem jednak na nią ani trochę zły z tego powodu. Chyba w ogóle nie potrafiłbym być na nią zły za cokolwiek.
Parsknąłem śmiechem, kiedy poczułem pacnięcie jej miękkich łapek, kiedy wspomniałem o iluzjonistce.
- Nie, nie, ona jest naprawdę w porządku - odparłem rozbawiony, jakbym naprawdę czytał w jej myślach. Och, rozumienie jej w tej postaci póki co nie sprawiało mi najmniejszych problemów.
- Ma na imię Lily - dodałem i choć wcześniej sądziłem, że nie będę ciągnąć tego tematu, teraz zmieniłem zdanie. - I świetnie się z nią rozmawiało o kosmosie. Bo wiesz, tak wyszło, że po jej występie poszliśmy na piwo - uśmiechnąłem się na to wspomnienie. - Wiem, że jej magia to tylko sztuczki, ale wiesz, to genialne, że nawet mając tego świadomość, można o tym zapomnieć widząc co wyczynia - potrząsnąłem głową z podziwem. - No i znalazłem jej piersiówkę. Do tej pory nie wiem jakim cudem alkohol wypływał z niej w hektolitrach, jakby miał się nie skończyć - wyszczerzyłem się i wreszcie wpakowałem kawałek swojego ciasta do ust. Kątem oka zauważyłem kelnerkę. Nie wyglądała na zadowoloną z naszej obecności w tym przybytku.
- Wiesz, obawiam się, że musimy się spieszyć z jedzeniem - mruknąłem do królika.




Look up at the night sky
We are part of this universe, we are in this universe, but more important than both of those facts is that universe is in us.

Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   29.09.16 12:50

Przymrużyła swoje królicze oczy, poruszając przy tym śmiesznie noskiem i łebkiem tak, jakby rzeczywiście się śmiała. Ludziom się wydawało, że ich domowe zwierzęta za Chiny Ludowe nie nauczą się wyrażać emocji. No, ujmując koty i psy, one mają dość rozbudowaną zdolność mniej lub bardziej wyraźnej mimiki emocjonalnej, ale króliki? Kto by się spodziewał! Na pierwszy rzut oka nie widziało się zbyt wiele, ale jeśli siedziało się wystarczająco blisko, można było dostrzec wesołą zmianę w zarysach tego brązowego pyszczka.
Przyjmowała te drobne, przyjemne pieszczoty z namaszczeniem, bo w końcu nieczęsto zamieniała się w królika, by doświadczyć czegoś równie miłego. Ludzie nie mieli w zwyczaju głaskać po głowach i karczkach przypadkowo spotkanych na swojej drodze kobiet.
Wsunęła sobie do pyszczka kawałek ciasta, bez ustanku przypatrując i przysłuchując się Louisowi. W którymś momencie plasnęła łapką w sok marchwiowy i zaczęła go z niej zlizywać, jednak zatrzymała się na moment, kiedy jej towarzysz rozmowy wspomniał o bezdennej piersiówce. Popatrzyła na swoją pomarańczową łapkę, pokazała ją Lou, zachybotała się na stoliku i padła na grzbiet niczym pijane dziewczę, które musiało przed chwilą pociągnąć kilka głębszych łyków z tej bezdennej piersiówki. Iluzjonistka i jednocześnie alkoholiczka? A może to faktycznie była czarownica, ale postanowiła osiągnąć wyższy poziom magii i czarować... bez czarów?
Podparła się na łapkach i z powrotem usiadła na zadku, kręcąc nie tylko swoim puchatym omykiem, ale też i łebkiem.
Nie zauważyła nawet, kiedy do ich stolika podeszła mała dziewczynka, która najwyraźniej uciekła mamie, bo zobaczyła to miękkie, pijane zjawisko na stoliku.
- To pana królik? Wytresowany? Jest śliczny! Mogę go pogłaskać? - blond urokliwość uśmiechnęła się szeroko, aczkolwiek bez dwóch jedynek na dole, do pana Botta.
Eileen odwróciła się do Louisa, patrząc na niego trochę z powątpiewaniem, a trochę z gotowością na wyruszenie po przygodę. Została autentycznie mianowana jego pupilkiem!




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott https://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 https://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 https://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 https://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you that
0
0
0
0
0
0
5
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   05.10.16 21:31

Nie miałem zbyt wiele do czynienia w swoim życiu ze zwierzętami... jak przez mgłę pamiętam psa gospodarza w Walii, ale to było jak miałem może pięć, sześć lat i na tym moje doświadczenie w tym zakresie się kończyło. Zawsze marzył mi się pupil - jakikolwiek, serio! Psiak, kot, chomik... cokolwiek. No ale wyszło jak wyszło. Teraz zapewne nie umiałbym się zająć takim stworzeniem, o rozumieniu jego ukrytych przekazów i "mimiki" w ogóle nie wspominając! Ale Eileen nie była do końca zwierzęciem. To znaczy: w ogóle nie była, rzecz jasna! W postaci królika jedyne co, to nie mówiła... ale nie było takiej potrzeby: normalnie jakbym słyszał jej głos w swojej głowie. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Przyglądałem się z uśmiechem jak szamie ciasto, opowiadając jej o iluzjonistce. Tylko w pierwszej chwili nie załapałem o co chodzi jej z tym sokiem. To znaczy przestraszyłem, kiedy nagle się zachwiała. Zareagowałem zresztą momentalnie (nawet nie wiedziałem, że tak umiem) - nie pozwoliłem króliczce uderzyć o blat, tylko pacnęła grzbietem miękko na moją wyciągniętą dłoń. Przez chwilę naprawdę się bałem, że z tym sokiem jest coś nie tak, że może ją zatrułem albo co... Załapałem dopiero, kiedy jak gdyby nigdy nic znów usiadła. Przewróciłem oczami z ulgą i z niedowierzaniem, że dałem się nabrać na coś takiego.
- Nie, nie, to rekwizyt. Wiesz, do sztuczek - wyjaśniłem. - Nie jest najlepszą zawodniczką w piciu, możesz mi wierzyć - odparłem z rozbawieniem. Alkoholicy chyba mieli mocne głowy... tak mi się przynajmniej zdawało. W końcu ponoć to się da wytrenować, czy coś.
- Kiedyś muszę cię zabrać na taki pokaz! - ożywiłem się nagle. - Na pewno byłabyś zachwy... - przerwał mi znienacka dziecięcy głosik tuż obok. Odwróciłem zdziwiony wzrok od towarzyszki na małą intruzkę.
Jeśli na czymś znałem się mniej niż na zwierzętach, to z pewnością były to dzieci. Do niemowlaków w ogóle bym się nie zbliżył, ale takie kilkulatki były całkiem w porządku. Szczególnie, kiedy zachwycone zaczynały skakać w takt wygrywanej przeze mnie muzyki. Zazwyczaj matki czy niańki je wtedy odciągały z niesmakiem. Tym razem jednak wcale nie rozchodziło się o muzykę.
Spojrzałem to na dziewczynkę, to na puszyste zwierzątko i znów na kilkulatkę.
- Nie obiecuję, że da się pogłaskać. Wiesz, to królicza dama - ostatnie dodałem do dziecka konspiracyjnym szeptem, choć miałem świadomość, że Eileen wszystko usłyszała. Usłyszałaby nawet, gdyby nie była obecnie długouchym stworzeniem z doskonałym słuchem. Uśmiechnąłem się zresztą do Panny Królik zawadiacko.





Look up at the night sky
We are part of this universe, we are in this universe, but more important than both of those facts is that universe is in us.

Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   12.10.16 20:39

Do tej pory rzadko kiedy miała okazję udawać człowieka w ciele królika, dając przy tym jako takie wrażenie nieudawanej mimiki, która miała bardziej utożsamiać zwierzęcą postać z typowo ludzkim zachowaniem. Mogłaby trochę poćwiczyć. Oczywiście nie licząc tej sytuacji, w którą wskoczyła niemal bez przygotowania.
W jej króliczej główce narodziła się myśl, że nawet z chęcią poszłaby na taki pokaz iluzji, więc z entuzjazmem nią pokiwała. Ludzie w jakimś stopniu łaknęli magii, chociaż nie zawsze świadomi byli tego, że ta żyła tuż obok nich, tuż pod ich nosami, kierowana gestami dłoni i ginącymi w powietrzu inkantacjami przez ludzi teoretycznie takich samych jak oni. Połączenie obu światów, zwłaszcza tak nagle, wznieciłoby tylko niepotrzebną panikę, ale nie trzeba było też atakować niewinnych mugoli. Eileen była więc zdania, że dopóki będą współistnieć ze sobą, nie czyniąc przy tym szkód, wręcz przeciwnie, próbując uczyć się od siebie, wszystko będzie w porządku.
Dziewczynka uniemożliwiła jej sięgnięcie łapką po kolejny kawałek ciasta, kiedy dziewczynka skradła całą jej uwagę. Uszy zastrzygły, obracając się delikatnie na boki, jakby chciały wyłapać każdy możliwy, najdrobniejszy półton w okolicy. Nosek poruszył się zabawnie, zainteresowany tym, co widzą ciemne, niemal metalowe ślepia. Niewielka dłoń dotknęła futra najpierw na łebku, później ruchem ślizgowym posuwając się dalej, aż na sam kłęb, gdzie zazwyczaj głaska się małe gryzonie. Nie stawiała się, widząc, jak na policzkach dziewczynki pojawiają się czerwone pąsy. Nie trwało to jednak zbyt długo. Zaalarmowana matka dziewczynki natychmiast podbiegła niemal do stolika i chwyciła swoje dziecko za rękę, rugając je w drodze do wyjścia. W tym samym momencie zauważyła, jak w kierunku ich stolika szybkim krokiem idzie kelnerka.
I już wiedziała, co się kroiło.
Dlatego długim susem zeskoczyła ze stołu i pomknęła w stronę łazienek. Tam niepostrzeżenie zamieniła się w kobietę, a kiedy kelnerka zagubiona zatrzymała się w drzwiach, pisnęła i krzyknęła, że królik pobiegł pod jej nogami i zniknął za ścianą. Poprawiła wianek z warkocza zapleciony na głowie, po czym wróciła do Louisa. Jak gdyby nigdy nic.
- Jakiż wredny babsztyl! Żeby królikom nie pozwalać siedzieć w kawiarni - odparła, prychając pod nosem tak, żeby jedyną osobą, która mogła ją usłyszeć, był Lou. - Ale tak między nami - nachyliła się do niego. - Ciasto marchewkowe mają przepyszne.
Nie mogła się opanować i większy, oderwany od całości kęs wsunęła sobie do ust.
- I powiem ci, że chętnie wybiorę się na taki pokaz iluzji. Ta Lily jest w twoim wieku?
Czy ktoś widział kiedyś królika swatkę? Nie? To macie niepowtarzalna okazję, żeby go zobaczyć.




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
 

Piekarnia z czekoladziarnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18