Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Piekarnia z czekoladziarnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Piekarnia z czekoladziarnią   10.03.12 22:48

First topic message reminder :

Piekarnia z czekoladziarnią

Nieopodal katedry św. Pawła, na parterze jasnej, strzelistej, wąskiej kamienicy, identycznej, co wszystkie pozostałe w tejże okolicy, znajdują się oszklone, dębowe drzwi o łukowym zakończeniu i pozłacaną tabliczką:
Cukrowy Zakątek

Jest to niewielkie pomieszczenie o dużych oknach, za którymi brudnymi ulicami spieszą przed siebie tłumy londyńczyków. Ciasne wnętrze sprawia miłe, spokojne wrażenie - w powietrzu unosi się słodki zapach chleba, ciast i czekolady, na kremowych ścianach wiszą kolorowe obrazki, a białe, lśniące rzeźbione stoliczki połyskują w blasku poustawianych na nich różnobarwnych świec. Przy drzwiach wisi malutki dzwoneczek obwieszczający przybycie nowych gości, nieopodal zaś stoi wiekowa szafa grająca, z której sączy się cicho jakaś spokojna melodia. Na śnieżnobiałych regałach pod ścianą postawiono kilka rzędów książek, z których bardzo chętnie korzystają wszelcy tutejsi bywalcy. Wysoka lada ugina się tymczasem pod ciężarem różnorakich ciast, ciasteczek, bułeczek, bułek, czekolad, napojów, deserów, słodyczy i innych przysmaków, podczas gdy sympatyczna właścicielka dba, aby każdy klient wyszedł z jej sklepu z pełnym żołądkiem oraz uśmiechem na ustach. I to widać, gdyż niemal wszyscy mieszkańcy Londynu bardzo chętnie zaglądają w to miejsce. Codziennie dostrzec tu można zarówno całe rodziny, jak i same dzieciaki, a także studentów i grupki przyjaciół, zawsze wesołych, zawsze zrelaksowanych, jak gdyby nastroje niepokojów zupełnie nie dotyczyły piekarni. A może to po prostu jakaś magia, jakaś specyficzna aura wyczarowana jednym machnięciem różdżki?


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Louis Bott
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott https://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 https://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 https://www.morsmordre.net/f95-baker-street-69 https://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Student astrofizyki i kosmologii, pracuje dorywczo, uliczny grajek
21
Mugolska
Kawaler
I don't recognize these eyes
I don't recognize these hands
Please believe me when I tell you that
0
0
0
0
0
0
5
4
Mugol
this is not who I am

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   14.10.16 20:25

Przyglądałem im się z uśmiechem na twarzy. No i proszę, proszę jakiego mam grzecznego królika! Daje się głaskać dzieciom. Doprawdy uroczy widok! Szkoda tylko, że nie potrwało to zbyt długo, bo już po chwili cały czar prysł. Znaczy kobieta - zapewne matka dziewczynki - wszystko zepsuła.
- Ale ona nie zrobiła przecież nic złego! - zawołałem za nimi. Kto to widział, żeby krzyczeć na dziecko za to, że pogłaskało (za pozwoleniem!) królika? Idiotyczne. Wprawdzie wdawanie się w tego typu dyskusje z rodzicami dzieci nie było najrozsądniejszym pomysłem, ale jakoś tak mi się wymsknęło. Palnąłbym pewnie jeszcze coś, ale właśnie na horyzoncie zobaczyłem kelnerkę.
Oho, przemknęło mi przez głowę, no to koniec naszego pobytu w kawiarni.
Przesunąłem się, chcąc zasłonić własnym ciałem puchate zwierzątko (choć przecież i tak było na to już za późno), a kiedy przy tym zerknąłem za siebie zdałem sobie sprawę z tego, że królika już nie ma na stoliku - pędził w stronę łazienek. Znowu się przestraszyłem, że Eileen gdzieś się schowa i jej nie znajdę... ale nim zdążyłem zareagować, zobaczyłem ją ponownie - już w swojej ludzkiej postaci. Uśmiechnąłem się do niej promiennie.
- Wszystko przez tą matkę - odparłem. - Gdyby tak nie zareagowała, może nie byłoby tego całego zamieszania - wyjaśniłem. Przyglądając jej się uparcie. No bo to takie zabawne - dopiero co siedziałem tu z królikiem, nie? Ciekawe co kelnerki pomyślą...? Chociaż nie, uznają, że przez to zamieszanie nawet nie zauważyły kolejnej klientki.
- Dobre, nie? - przyznałem. - Też mi smakuje - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i jakby na potwierdzenie własnych słów, również wpakowałem sobie kawałek do ust. Z entuzjazmem pokiwałem głową, kiedy powiedziała, że chętnie zobaczyłaby pokaz iluzji.
- Tak? To jak tylko wyczaję jakieś jej występy, to dam ci znać. Na pewno ci się spodoba.
A czy Lily była w moim wieku? Nie, nie zauważyłem niczego niezwykłego w jej pytaniu.
- Trochę starsza - odparłem bez wahania. Tak... z pięć lat? - nie powiedziałem tego jednak na głos. Wciąż pamiętam jaki byłem zaskoczony, kiedy mi o tym powiedziała. Zupełnie nie wyglądała na swój wiek. Zresztą podobnie jak Eileen.
- I jak ci się podoba zupełnie inny świat? - zagadnąłem. Skoro już była w ludzkiej postaci, to mogła poopowiadać swoje wrażenia z wycieczki.
- Chyba nie taki straszny, co? - z uśmiechem sięgnąłem po swoją szklankę soku.




Look up at the night sky
We are part of this universe, we are in this universe, but more important than both of those facts is that universe is in us.

Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Zamężna
your worst battle
is between what you know
and what you feel
12
4
10
3
16
0
5/37
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   24.10.16 17:51

Nie wiedziała w czym leżał problem, przecież w Hogwarcie każde dziecko przywoziło ze sobą jakieś małe zwierzątko. Czasami były to oślizgłe żaby, czasami szczury, częściej sowy, rzadziej jaszczurki, ale zawsze było to coś. Nie przeszkadzało jej, kiedy jakieś dziecko przynosiło ze sobą na zajęcia z zielarstwa jakiegoś drobnego zwierzaka i stawiało go tuż obok doniczki, żeby ten miał baczenie na działania swojego małego właściciela. Oczywiście tolerowała to, dopóki owe coś nie zostawiało za sobą istnego, ziemistego piekła rozsypanego po całej podłodze. Mimo wszystko nie wywiesiła przy wejściu do szklarni ostrzeżenia o zamienianiu w worek ziemi każdego przynoszonego ze sobą pupila.
- To wszyscy mugole są tacy? - spytała, oglądając się za wychodzącą matką, która najwyraźniej miała zamiar niedługo wyrwać córce ramię ze stawu. Kiedy drzwi wejściowe do kawiarni się zamknęły, odwróciła się na powrót w stronę Lou i uśmiechnęła się do niego szeroko. - No, ujmując ciebie, oczywiście!
Otrzepała z palców okruszki po cieście, kiedy ostatni kawałek wylądował w jej ustach. Oczywiście mówiąc "ostatni kawałek" mam na myśli kęs oderwany z większego trójkąta odkrojonego od całości. Nie była przecież łakomczuchem! A może...?
- Wycz... wczaję? - powtórzyła niezbyt pewna tego, co jej język próbował wynieść poza obręb jamy ustnej. Spotkania z Louisem zawsze obfitowały w nowe doświadczenia, zwłaszcza te najprostsze - słowne. - Wyczaję. Co to właściwie znaczy?
Była starej daty. Teraz wiedziała to na pewno. Dlaczego nagle to sobie uświadomiła? Bo wszystko to, o czym mówił Lou, w pewien sposób wydawało się całkiem świeże i nowe, jakby dopiero co zostało postawione na sklepowej półce.
- Oh, jasne, że nie jest straszny. Jest piękny. Chociaż ludzie... tak, ludzie wydają się mniej otwarci na pewne nowe rzeczy. No na przykład królik w kawiarni - nagle ściszyła swój głos, żeby nie być posądzoną o jakieś utargi z puchatym stworzeniem, które tak nagle wyparowało. - Teraz używanie czarów na Pokątnej jest zakazane, ale kiedyś wszyscy animagowie mogli swobodnie wchodzić do jakiegokolwiek sklepu w swojej zwierzęcej postaci i nikt nie zwrócił im na to uwagi.
I nagle zdała sobie z czegoś sprawę. Sytuacji łudząco podobna do tej, która właśnie teraz upiornie unosiła się nad światem czarodziejów. Magia miała wyjść z ukrycia, a tymczasem Ministerstwo zakuło ją w kajdany, nie pozwalając, by czyjekolwiek dłonie używały jej na najbardziej magicznych korytarzach, tworzących swoiste przejście między światami. Co się działo z tym światem.
Zamrugała szybko, żeby pozbawić swoją myślową przestrzeń tych ponurych rozmyślań.
- A jednak jesteśmy tacy sami... - mruknęła do Lou, pozwalając, by kąciki ust uniosły się w bladym uśmiechu. - Opowiedz mi o tym, czego uczycie się na tym... jak to było. Na uniwersytecie. Wiem, że już tyle razy mi o tym opowiadałeś, ale chcę posłuchać jeszcze raz.
Przesiedzieli w kawiarni całe popołudnie, rozmawiając i pochłaniając po końca marchewkowe ciasto. A potem rozeszli się do swoich spraw z uśmiechem na ustach i duszą lżejszą o kilogram zmartwień.

| zt x2




The responsibility of love:
To keep another's heart safe

Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   18.11.16 21:55

|z rycerza

Przejechał dłonią we włosach, czując, że dzień naprawdę się kończył, a jeden dzień wolnego nadchodził krok za krokiem. Nigdy by nie podejrzewał, że ten wolny dzień będzie równocześnie jednym z najbardziej szalonych i zaskakujących w jego życiu. Równocześnie strach, który miał go oblecieć miał się zaraz przeistoczyć w radość, a później w jeszcze większe pożądanie niż kiedykolwiek. Może właśnie myśl o odpoczynku pochłonęła go na chwilę dłużej. Raiden dalej tkwił w błogiej nieświadomości, gdy patrzył z uśmiechem na blondynkę. Owa pani alchemik rzuciła mu pytające spojrzenie, gdy powiedział o kawie o tej porze zupełnie jakby zaproponował jej gorącą herbatę w największy upał. Dla niego nie było to nic dziwnego. Wieczorem, ba!, nawet w nocy pijał czasem kawę i to w większych ilościach niż powinien, ale kto tam słuchał tych wszystkich przewrażliwionych uzdrowicieli zafiksowanych na punkcie zdrowego żywienia? Przyjął z kolejną dawką ciekawej ulgi fakt, że skusiła się mu towarzyszyć. Interesowało go to zadziwiające spotkanie. Czy kryło się za tym coś więcej? W końcu nie wierzył w przypadki, a czy życie mówiło mu, że powinien się przyjrzeć jeszcze małej blondynce? Może naprawdę pomimo pozorów, które stwarzała maczała palce w czymś nielegalnym? Po tylu latach pracy wpierw jako brygadzista, a potem magiczny policjant Carter potrafił rozpoznać, gdy ktoś coś ukrywał. Czy to samo widział w pannie Bennett? Wiedział jedno - ich spotkanie nie było przypadkowe.
- Kawę znajdziemy wszędzie - odparł lekko wzruszając ramionami, ale zaraz też przechodząc na tył autobusu, by lekko szturchnąć biletera, który przysypiał i zapomniał chyba o ich przystanku. Zaraz jednak hamulce Błędnego Rycerza zostały wbite w podłogę, a dwójka pasażerów wysiadła zaraz naprzeciwko wspomnianej przez Amelię piekarni z czekoladziarnią. Za jakieś dwie ulice dalej powinno być Ministerstwo Magii i również czekający dzielnie jego samochód. Odwrócił się do swojej towarzyszki i zaprosił gestem do wciąż otwartego lokalu, gdzie pomimo późnej godziny wciąż był tłum. Tłum mężczyzn, ale również i pięknych kobiet. Raiden uśmiechnął się, oddychając głęboko i kierując się w stronę lady, równocześnie kontrolując, by Bennett się nie zgubiła.
- Jedna kawa i... - rzucił, opierając się jednym łokciem o blat i patrząc wymownie na blondynkę. Spędzili razem chwilę, po czym rozeszli się każde w swoją stronę. Jedynie Raiden dalej się zastanawiał czy obserwacja nie byłaby dobra...

|zt x2




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   05.01.17 19:49

Ruszyła za nim. Faktycznie prowadził ją do piekarni niedaleko. Przedstawił się przy tym, a Lotta znów uśmiechnęła się, choć dość blado. Pomyślała sobie, że przedstawianie się pełnym imieniem w jakiś sposób do niego pasuje, choć wszyscy których znała do tej pory, czy przynajmniej większość osób od razu używała zdrobnień.
- Lotta. Charlotte właściwie, ale nikt mnie tak raczej nie nazywa. - Charlie nie bardzo jej się podobało, za to Lotta mogło być zdrobnieniem równie dobrze od kilku innych imion. Choć zwykle jej to nie przeszkadzało. Weszła za nieznajomym, czy raczej już-znajomym do przyjemnie pachnącego, ciepłego wnętrza. Czuła się trochę nie na miejscu. Zawsze w takich przytulnych pomieszczeniach miała wrażenie, że nędzny życiorys ma wypisany na czole. Trochę z resztą chyba miała. Czuła się jak stary, zniszczony mebel wstawiony do eleganckiego salonu. Mimo to po prostu ruszyła z Lexem do jednego ze stolików.
- Mikołaj to taki mugolski mit. Czy historyjka? Nie wiem. W każdym razie ma białą brodę, jest gruby, nosi czerwone ubrania i rozdaje grzecznym dzieciom prezenty świąteczne. - wyjaśniła, bo może i Alexander z brodą wyglądał dość zabawnie, ale całkowicie nie przypominał postaci z opowieści, którą można czasami usłyszeć od mugolskich, czy półkrwi dzieciaków.
- Często zbierasz dzieciaki z ulicy na czekoladę? - dodała, bo nadal nie była pewna, czy bardziej dziwi ją propozycja, czy fakt, że się zgodziła pójść. Nowy znajomy wydawał się niegroźny, choć Lotta nie była szczególnie ufną osobą. Do tego krępowała ją ta cała sytuacja i to miejsce. Uciekała wzrokiem na witrynę, żeby nie patrzeć, czy ludzie na nią patrzą, czy może to tylko jej wrażenie.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   07.01.17 21:33

Dziewczyna przedstawiła się, a Alex stanął jak wryty w miejscu. Rude włosy, niebieskie oczy i piegi... nie, nie, nie. Przestań. To był tylko zbieg okoliczności. Jednak mimo to ten krótki moment wystarczył, by Selwyn zadumał się na moment, zastanawiając się, czy tak mogłaby wyglądać jego siostra gdyby tylko dane jej było dożyć tego wieku. Stojące przed nim dziewczę liczyło chyba odpowiednio wiele lat by służyć za model.
- Czyli rozumiem, ze nie grasz w pełne imiona? Możesz mówić mi Lex - powiedział zrównując się z Charlotte i usiadł razem z nią przy stoliku. Kelnerka przyniosła każdemu z nich po menu i oddaliła się w celu obsłużenia innych stolików. Alexander popatrzył na Lottę i uśmiechnął się lekko. Choć ledwo się znali jakoś przyjemnie mu się przebywało w jej towarzystwie, tak jakoś odświeżająco na niego to działało. Taki totalnie oderwany z rzeczywistości fragment, skutek jednej spontanicznej decyzji. A jaki przyjemny.
- Hm - mruknął na historię o Mikołaju i zmarszczył lekko czoło w zamyśleniu. - Grzecznym prezenty... a niegrzecznym? Jakiś mugolski odpowiednik łajnobomby może? - zapytał, po czym zerknął przelotnie na menu. Znał je już chyba na pamięć. Wrócił spojrzeniem do dziewczyny, trochę zaskoczony jej pytaniem. Może nie tyle pytaniem a tym, co niosła odpowiedź, którą dla niej miał. Dziwiła go wielce, bowiem była czymś, czego tak właściwie normalnie nie robił.
- Pierwszy raz mam taką miłą okazję. Przeważnie nie wyściubiam nosa ze szpitala albo z rezydencji, zależy - wzruszył ramionami, całkiem nieświadomie dając Charlotte wskazówkę co do swego pochodzenia. W tym momencie do ich stolika podeszła kelnerka pytając, czy może już zebrać zamówienie.
- Na pewno dwa razy gorąca czekolada, ta z piankami. I... muffinki? Czy masz ochotę na coś innego? - rzucił Lotcie spojrzenie spod uniesionej brwi, a uśmiech na zachętę błąkał się gdzieś po jego ustach. Nie wiedział co w niego wstąpiło, wykorzystał w dniu dzisiejszym swój cały miesięczny limit uśmiechów. Uśmiechów podszytych smutkiem, ale zawsze.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   08.01.17 16:57

Skinęła głową na zdrobnienie, które spodobało jej się zdecydowanie bardziej, niż pełne imię.
- Niegrzeczne dzieci dostają rózgi zrobione z wierzby płaczącej. Chyba żeby je nimi bić, ale nie jestem pewna. Mikołaj mnie nie odwiedzał, więc nie mój problem. - cóż, rodzina Charlie była raczej magiczna, o Mikołaju można było usłyszeć, ale rodzice Lotty się w takie rzeczy nie bawili. Jako mugole raczej z resztą też nie zawracaliby sobie tym głowy, ale to już zupełnie inna sprawa.
Wspomnienie o rezydencji za to trochę zdziwiło Lottę. Uniosła lekko brew przyglądając się rozmówcy przez krótką chwilę.
- Co może smucić człowieka, który ma wszystko?
Nie wierzyła w większość rzeczy, jakie mówiła jej rodzina. Wiedziała, że nie ma to większego sensu, a jednak część poglądów udało się zaszczepić młodej dziewczynie. Na przykład nieufność względem osób bogatych, szlachciców. Większa, niż jeśli chodzi o przeciętnych zjadaczy chleba. Nagle jednak okazywało się, że jeden z tych bogoli, którzy czują się lepsi, bo mieli farta tak po prostu, bezinteresownie jej pomógł.
Jednocześnie od tej osoby nie trudno wyczuć dziwnie smutną aurę. Czego komuś takiemu może brakować? Zaraz jednak podeszła kelnerka, której obecność sprawiła, że Charlie przypomniała sobie gdzie jest i, jak bardzo nie powinno jej w tym miejscu być. Speszyła się, kiedy Lex pytał, na co ma ochotę, czuła się jakby było to wybitnie nie na miejscu, trochę jak żebraczka i nie ważne, że nie miała ku temu większych podstaw.
- W porządku.
Skinęła głową i mruknęła byle ta cała sytuacja po prostu się skończyła, a kelnerka odeszła. Poczuła, jak pieką ją policzki, znów wbiła wzrok w witrynę, kiedy kobieta odeszła.
- Na jakim oddziale pracujesz? - spytała o pierwsze, co wpadło jej do głowy chcąc, żeby jej towarzysz coś mówił może trochę, żeby uciec od ciszy, która o dziwo zaczęła ją krępować po odejściu kobiety.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   12.02.17 22:18

Tym razem obie jego brwi poleciały wysoko do góry, na czoło.
- Wierzbowe rózgi? Merlinie, nie zazdroszczę - pokręcił głową. - Ale właściwie to brzmi dość ciekawie. Bo dzieci na świecie są miliony, a Mikołaj jeden. Musiałby chyba być czarodziejem, by każde dziecko dostało to, na co zasłużyło. Czarodziejem z wielką armią sów. Swoją drogą to ja sam chyba zastanowiłbym się dwa razy przed zrobieniem czegokolwiek, co mogłoby podpaść pod bycie niegrzecznym. Z moją szkolną historią chyba miałbym piękną kolekcję tych rózg, nawiasem mówiąc - wyszczerzył się łobuzersko, sam nie do końca się poznając. Coś się z nim działo dziwnego, przy dziewczynce jakby wszystko co złe umykało gdzieś. Jej kolejne pytanie przejaśniło mu w głowie, jak odpowiadał to w jego umyśle zaczęła kiełkować teoria, że to magia przebywania z dzieckiem przemienia go w ten sposób. Rzeczywiście, zwyczajnie nie miał okazji do przebywania z kimś młodszym od siebie o więcej niż jakieś dwa, trzy lata; dzieci rzadko były pacjentami na jego oddziale, za co zresztą chwała Merlinowi. Niewiele było rzeczy gorszych od obserwowania dzieci z problemami o podłożu psychologicznym. Takie przypadki jednakże też miały miejsce - nie dało się więc tego nijak uniknąć.
Następne pytanie sprawiło, że znieruchomiał, utkwiwszy wzrok gdzieś mniej więcej pośrodku pomalowanego na biało stołu. Pomalutku jednak uniósł głowę i niepewnie spojrzał na rudowłosą istotę przed nim. - Jesteś spostrzegawcza - powiedział, a następnie zagryzł dolną wargę, nie będąc pewnym co powiedzieć następnie. Zdecydował się na bardzo uproszczoną, ogólnikową wersję prawdy. - Nie wszytko da się kupić, Char, też nie każdemu pełna sakiewka da szczęście - rzekł ze smutnym uśmiechem.
Kelnerka przyszła i poszła, a Lex zauważył, że pod piegami policzki dziewczyny pokrywają się szkarłatem rumieńca. Skuliła się przy tym w sobie, zupełnie tak, jakby chciała zniknąć. Wiedział, co było grane. Zadała mu pytanie, jednak mogło chwilę poczekać. Miał misję do wykonania; sprawić, by jego towarzyszka poczuła się bardziej komfortowo.
- Hej, Lotta - zagadnął, starając się zrobić wszystko delikatnie. - Nie wiem o tobie zbyt wiele, ale nie chciałbym, byś się krępowała. Przepraszam, jeżeli to przeze mnie, nie miałem tego na celu. Chciałem po prostu miło spędzić czas w miłym towarzystwie, ale jeżeli nie chcesz tu być możemy stąd wyjść, jeżeli tylko masz na to ochotę - uśmiechnął się ciepło, po czym kontynuował. - Rozejrzyj się, wszyscy tutaj zajęci są własnymi sprawami, każdy ma mały, prywatny świat. Zróbmy może też jeden z tego stolika, hm? - zapytał, a wtedy właśnie podeszła do nich kelnerka z zamówieniem. Na stole pojawiły się dwa kubki z gęstą gorącą czekoladą oraz jeszcze parujący talerz ciemnobrązowych muffinek z różnymi nadzieniami. Wypieki i napoje pachniały obłędnie; Alexander podziękował kobiecie, a gdy już się oddaliła zacmokał z uznaniem i spojrzał to na Charlottę, to na stojące przed nimi dobroci. - Szkoda by było to jednak tak zostawić, nie? - zarzucił przynętę, jednocześnie przy pomocy wskazującego palca przesuwając talerz słodyczy odrobinę bliżej panienki Moore.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   13.02.17 0:39

Czasem na prawdę bawiła ją przepaść pomiędzy magicznym i niemagicznym światem i to, jak bardzo nieoczywiste mogą być dla drugiej osoby rzeczy w których wychowała się inna. Patrzyła na Alexandra, który uznał, że Mikołaj musiał być czarodziejem i pokręciła głową.
- Żadne sowy. Zostawiasz mu ciasteczka i szklankę mleka, żeby odpoczął w każdym domu i one o północy znikają, a pojawiają się prezenty. To po prostu inny rodzaj magii. Mugole czarują dla swoich bliskich, kiedy mają na to ochotę. - nawet uśmiechnęła się łagodnie, trochę smutno, trochę zrobiło jej się głupio na to, jak to wszystko melancholijnie zabrzmiało. A jednak podobał jej się ten zwyczaj, wydawał jej się uroczy.
Łobuzerski uśmiech rozmówcy za to i ją lekko rozbawił. Jej melancholijny nie-znajomy odzyskał trochę życia na opowieść o mugolskim rozdawaczu prezentów?
- No, dawaj. Jakie jest twoje największe przewinienie?
Spytała nawet zaciekawiona, zakładając przy tym ręce na piersi. Lubiła słuchać o wybrykach, szczególnie jeśli działo się przypadkiem coś fajnego, albo sam obiekt był dość kreatywny. Ostatecznie czy bunty i przygody nie są tym, co najbardziej pociąga nastolatki? Może i Lotta jest dość nietypowym dzieciakiem, ale nadal dzieciakiem. - Nie zawiedziesz mnie chyba teraz historyjką o tym, że nie napisałeś jakiegoś wypracowania na czas?
Dodała lekko prowokującym tonem, wpatrując się w oczy lekarza przez chwilę. Na jego słowa - w sumie morał, którego mogła się spodziewać - skinęła tylko głową. Nie dopytywała, był przecież obcym człowiekiem i nie musiał się jej zwierzać. Choć była ciekawa. Jak wygląda życie w rezydencji, jakie są plusy i jakie mogą być minusy, jak świat wygląda z perspektywy takiej osoby i czego jej może brakować. Nie mają problemów materialnych, zawsze mają duże rodziny, wszyscy młodo biorą śluby! Nie znała do tej pory żadnego szlachcica, więc i przyjęła opisywaną czasami gdzieś bajkę. Trochę jak te o księżniczkach i książętach, których życie składa się tylko z pięknych sukien i uroczych romansów, które zawsze kończą się dobrze.
Kiedy kelnerka odeszła, speszyła się znów słysząc łagodny ton Lexa. Zerknęła na niego. Faktycznie trochę miała ochotę stąd uciec. Nic złego się nie działo i wszyscy byli po prostu zajęci sobą, a jednak ona była tu zwyczajnie nie na miejscu.
- W porządku. Po prostu... - zerknęła znów w witrynę, ale wzruszyła ramionami. Widział, co ją peszyło, nie było sensu się tłumaczyć. Chciała raczej uciąć ten temat. Jakby byli tu tylko oni dwoje. Zapomnieć o tym, że jest tu ktoś jeszcze.
- Zajmujesz się dzieciakami? - wróciła po prostu do swojego pytania. Nie znała się na oddziałach, na szczęście nie bywała w Mungu zbyt często, a już na pewno nie na tyle często, by zacząć się w nim odnajdować, nie wiedziała czy dzieci leżą na tych oddziałach co dorośli, czy może mają swoje osobne miejsca i lekarzy? Czy dzielą to w zależności od typu schorzenia?
Tak, czy inaczej pomyślała sobie, że jej rozmówca musi coś takiego robić. Miał w sobie coś, bo wzbudziło w niej zaufanie dość szybko, z jakiejś przyczyny też dobrze się czuła w jego towarzystwie, choć od wielu osób w podobnej sytuacji już dawno by uciekła zażenowana tym, co musi nimi kierować. Uśmiechnęła się nawet łagodnie, bo choć w jej głowie to wszystko brzmiało głupio, jego słowa chyba jej pomogły. W każdym razie przestała się rozglądać i kulić.
Sięgnęła więc po jedną z babeczek. Pachniały świetnie, tak samo z resztą jak czekolada.
- Nie ma opcji, żeby cokolwiek zostało. - oznajmiła, zjadając pierwszą. Pyszne, słodkie, ciepłe. Można się z tego świata nie wynosić?




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   05.03.17 14:20

Muffinki wyglądały genialnie, nie sposób było im się oprzeć. Alexander pokiwał głową, zgadzając się z dziewczyną, że nie zostanie nic.
- Ani jeden okruszek - dodał, samemu sięgając po jeden z wypieków. Kakaowa z nadzieniem ananasowym, Merlinie. Jakie to było dobre. - A wracając do Twoich pytań - kontynuował, gdy był już pewien że dziewczę nie umknie mu nagle z kawiarni. - Moim największym szkolnym przewinieniem było podszycie się pod niejaką Druellę Rosier i wypuszczenie w damskiej łazience podkradzionych wcześniej z opieki nad magicznymi stworzeniami chochlików kornwalijskich - powiedział niby od niechcenia sięgając po gorącą czekoladę, jednak błysk w jego oku mówił o tym, że bawił się wtedy doskonale. Dawno w sumie nie wspominał szkolnych czasów, toteż zanurzył się na moment w obrazach przywołanych w pamięci. Minęły właściwie ledwie trzy lata odkąd ukończył Beauxbatons, a miał wrażenie, iż były to zdarzenia z innego życia. Teraz wszystko było takie... inne, bardziej poważne, a przede wszystkim straszniejsze. Bo czasy, które właśnie nastały nie należały do tych, które można by zakwalifikować jako przyjemne i lekkie. Zagrożeni byli wszyscy, także siedząca naprzeciw niego charłaczka. A może zwłaszcza ona. Zmiany przyniesione wraz z początkiem roku pięćdziesiątego szóstego uderzyć miały przecież właśnie w tych najbardziej niewinnych - mugolaków, mugoli, niemagicznych, także pewnie wielu czarodziejów półkrwi i czystych, którzy będą prezentować niezgodne z nowym ładem przekonania. Bowiem wprowadzenie ów ładu było podług wiary Alexandra tylko kwestią czasu.
Otrząsnął się jednak z letargu, wracając do tu i teraz, przeczesując zdarzenia ostatnich chwil w poszukiwaniu pozostałych pytań zadanych mu przez rudowłosą ptaszynę.
- Co do pracy to nie, nie pracuję zbyt często z dziećmi. Ale może to i lepiej. Jestem młodszym uzdrowicielem na oddziale magipsychiatrii - powiedział, wgryzając się ponownie w muffinę. Zerkał przy tym to na Charlottę, to na ich otoczenie. Nie wiedział bowiem do końca co dziewczę będzie o nim sądzić. Psychiatria nie była zbyt lubianą dziedziną przez większość społeczeństwa, miał jednak nadzieję, że dla niej nie będzie to powodem do zmiany jej nastawienia. Sam też miał parę pytań, lecz musiał dobrze ubrać je w słowa, by nie sprawić, że siedząca przed nim panienka znów poczuje się wybitnie niekomfortowo.
- A ty? Co robisz na co dzień? - zdecydował się na bezpieczną wersję, jednocześnie znów w sposób podprogowy przesyłając w tym pytaniu informację, że traktuje ją na równi sobie. Upił znów łyk tej genialnej, rozgrzewającej czekolady, siadając odrobinę wygodniej na krześle. Było całkiem przyjemnie, nieprawdaż?




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   05.03.17 16:48

Jadła powoli, coraz mniej się przy tym rozglądając. Trochę się uspokajała. Nadal czuła się nie na miejscu, jednak w końcu docierało do niej, że nikogo to nie obchodzi. A ją obchodził pełen kubek gorącej czekolady. Już od pierwszych łyków poczuła przełodzenie, dziwną gorzkość na końcu języka - i wcale jej to nie przeszkadzało. Słuchała jednocześnie o wybryku Alexandra, unosząc lekko brwi.
- Jakim cudem w takim razie siedzisz tu przede mną żywy? - uśmiechnęła się nawet łagodnie zadowolona też z tego, że jej rozmówca najwidoczniej się trochę ożywił. Szkoła musiała być dla niego znacznie radośniejszym czasem. Lotta uwielbiała słuchać o Hogwarcie. Nie słyszała o pozostałych szkołach magii za wiele, jednak każdą informację o brytyjskiej szkole przyjmowała bardzo chętnie. Ktokolwiek mówił, zazwyczaj były to piękne, kolorowe opowieści pełne przygód i magii.
Chochliki kornwalijskie miała w sklepie kilka razy, jednak już od pierwszej chwili pani Pickle kazała jej szczególnie uważać na te istoty.
Na informację o pracy rozmówcy uniosła za to lekko brwi. Nie myślała o tym, z czym musi na co dzień mieć do czynienia, jakich ludzi leczy, jak to musi wyglądać: nawet, jeśli wpływanie na czyjąś psychikę, nawet w dobry sposób brzmiało trochę przerażająco.
- Mądrala. - podsumowała jedynie. Wpadło jej do głowy, że znała trochę osób, które chętnie by z nim w takim razie zapoznała, jednak nie chciała się aż tak uzewnętrzniać. Pomyślała za to, że ten chochlikowy rozbójnik musiał być albo cholernie zdolny, albo niezłym kujonem, skoro tak.
Wzięła kolejną muffinę, tym razem z wiśniowym nadzieniem. Ten, kto pierwszy wpadł na pomysł łączenia czekolady i wiśni, powinien dostać Order Merlina, zdecydowanie. Gdyby więcej ludzi częściej jadło takie pyszności, świat byłby lepszym miejscem.
I to na muffince się skupiła chwilę dłużej, kiedy zadano jej pytanie. W końcu wzruszyła ramionami. Właściwie to mogła się chwalić, bo miała sporo szczęścia. Miała gdzie mieszkać, dostała dobrą pracę, pewnie wiele niemagicznych dzieciaków wychowanych w magicznych rodzinach miało więcej pecha - o wiele więcej.
- Pracuję w sklepie ze zwierzętami. - nie jest to medycyna, czy inny ambitny zawód, nie miała żadnych właściwie kwalifikacji, kiedy dostała tę pracę, dostała ją właściwie tylko dzięki temu, że trafiła na swojej drodze na dobrą osobę, która chciała pomóc jedenastoletniej dziewczynce. Ale od tej pory dużo się nauczyła. Dobrze się czuła w sklepie i przerażała ją myśl o tym, że miałaby musieć szukać czegoś innego. Dobrze się czuła będąc w czymś dobra, znając jakąś dziedzinę trochę lepiej niż inni, bardzo się starała, wyszukiwała informacje o zwierzętach, wypożyczała książki i przyglądała się zwierzętom, które z kolei chyba zazwyczaj ją lubiły.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   05.03.17 18:27

Jej zdziwienie go ujęło - niewiele było osób, które tak naprawdę doceniały subtelną sztukę psotnictwa. Popatrzył konspiracyjnie na boki, po czym nachylił się do Charlotte jakby mówiąc jej niesamowity, niepojęty sekret.
- Może dlatego, że nigdy nie udowodniono kto tak naprawdę był sprawcą - powiedział z lekkim uśmiechem, zaraz jednak cofnął się i wrócił do obracania w dłoni kolejnej muffinki. - Bardzo ciężko było w tej sytuacji rozstrzygnąć czy byłem to ja czy Druella, więc profilaktycznie oboje przez dwa tygodnie sprzątaliśmy zagrody abraksanów - powiedział, krzywiąc się lekko na nieprzyjemne wspomnienia związane z odchodami tych magicznych koni. - Trzeba im to przyznać, w Beauxbatons potrafią być na polu wymyślania kar niezwykle kreatywni - westchnął, zastanawiając się, czy aby na pewno ten i wszystkie inne jego wybryki były tego warte. Zaraz jednak porzucił te rozmyślania, odpowiedź była tylko jedna: oczywiście, że tak. Mimo, że Druella była aktualnie jego wręcz zaprzysiężonym wrogiem, a sam miał przez swoje psoty nie raz i nie dwa kłopoty to wspominał to dobrze. Wtedy były to jedyne przerywniki między wytężoną szkolną pracą. No, może nie jedyne, ale zdecydowanie te najbardziej nieprzewidywalne i emocjonujące - bardziej nawet niż szkolny klub pojedynków.
Kolejna muffina którą wziął do ręki była śmietankowa z jagodami i zielonym jabłkiem. Prawie jęknął z zachwytu, rozmarzony wzrok unosząc ku sufitowi i delektując się tańczącymi na języku smakowymi nutami. Ukradkiem zerknął na Charlottę, która również wydawała się być niezwykle ukontentowana tym, co właśnie z zapałem pałaszowała. Jakoś cieplej mu się zrobiło na sercu gdy widział, że jego drobny gest potrafił zdziałać coś dobrego. Odnajdywał wtedy wiarę w wysiłek na rzecz słusznej sprawy, odkopywał pokłady energii, o które w ostatnich dniach było mu coraz ciężej. Było też coś w tej małej, co kojarzyło mu się niezwykle pozytywnie - nie był jednak w stanie określić, co to tak właściwie było. Postanowił jednak dać się ponieść tej chwili, nie pamiętając o świecie poza małym stolikiem w uroczej piekarni. Nie byle jakiej zresztą piekarni - piekarni z czekoladziarnią, co objawiało się niesamowitym napojem w ich kubkach.
- Może i mądrala, nie wiem. Lecz jeżeli rzeczywiście, to w czasie tej rozmowy nieustannie utwierdzasz mnie w przekonaniu, że w takim razie trafił swój na swego - odparł, po czym upił jeszcze łyk tego cudownego specjału, jakim była tutejsza czekolada. Uśmiechnął się, gdy usłyszał odpowiedź na swoje pytanie. Ludzie z sercem dla zwierząt to dobrzy ludzie, takie przynajmniej miał przeświadczenie. Przesunął talerz z ostatnią muffinką w kierunku dziewczyny, jednocześnie się odzywając.
- Wiem już w takim razie, gdzie chodzić po krakersy dla mojej sowy. O ile oczywiście powiesz mi, gdzie można cię znaleźć. Nie odmówiłbym okazjonalnego wyskoczenia na czekoladę w przyszłości - powiedział, mając nadzieję, że nie jest zbyt nachalny. Rzeczywiście bowiem na myśl, że niedługo pewnie każde rozejdzie się w swoją stronę zrobiło mu się autentycznie przykro; miał nadzieję, że nie będzie to pierwszy i ostatni raz, kiedy się z nią widzi.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Charlotte Moore
avatar

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t3142-charlotte-moore-budowa https://www.morsmordre.net/t3147-poe#51864 https://www.morsmordre.net/t3146-char#51861 https://www.morsmordre.net/f287-smiertelny-nokturn-13-12 https://www.morsmordre.net/t3187-charlotte-moore#53052
Pracownica sklepu ze zwierzętami
16
Szlachetna
Panna
Altruiści i idioci umierają młodo.
0
0
0
0
0
0
6
0
Charłak

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   05.03.17 19:14

Beauxbatons. Lotta zmarszczyła brwi, nie słyszała o tej szkole, choć to właściwie nic dziwnego. Nie słyszała też, żeby w Hogwarcie mieli magiczne konie, ani tym bardziej żeby zmuszali uczniów do sprzątania między nimi - i nie wątpiła, że gdyby tak było, uczniowie byliby o wiele lepiej zdyscyplinowani! Uśmiechnęła się lekko.
- Potrafisz bez zaklęć zmieniać wygląd, tak? - przypomniała sobie o brodzie, jaką wyczarował, dopiero teraz uświadamiając sobie, że na prawdę mógł zmienić się całkowicie w tamtą dziewczynę. Niesamowita umiejętność i szalenie przydatna, to na pewno. Raczej też niezbyt często, skoro Lotta w ciągu swojego szesnastoletniego niemal życia nie spotkała się do tej pory z taką umiejętnością - albo jej rozmówca się do tego nie przyznał.
To tak, jakby w niektórych gnieździł się aż nadmiar magii.
Magii, którego dla niej zabrakło. Przez chwilę chyba nawet dało się wyczuć jej zazdrość, nic jednak nie mówiła i jej pytanie na prawdę było wynikiem ciekawości, nie bezpodstawnego wyrzutu.
- Szkoda, że wybrałeś zawód w którym ci się to nie przydaje. - stwierdziła jeszcze. Szkoda marnować tak niesamowitą umiejętność podczas, gdy w wielu zawodach pewnie bardzo ułatwiałaby mu życie. Choć tak to wygląda z boku - może magipychiatria została wybrana z powołania? - Mam nadzieję, że w szpitalu nie rozpuszczasz chochlików. - dodała jeszcze. Chyba rozmówca na prawdę poprawił jej humor.
Na odbicie chyba-komplementu prawie nie zareagowała. Nie wydawała się być zadowolona, bo i uznała to za dość pustą uprzejmość bez większych podstaw. Nie powiedziała tego jednak na głos, bo... jakoś nie umiała zachować się nieuprzejmie w stosunku do kogoś, kto nie dość, że jej pomógł to jeszcze zachowywał się w taki sposób. Był... w jakiś taki niejasny sposób serdeczny i ciepły, jakby na prawdę go obchodziła, jakby w jakiś sposób chciał trochę pokolorować jej dzień - choć była przecież dla niego całkowicie obcą osobą, przypadkowym dzieciakiem, który na niego wpadł i naburczał na powitanie.
Wzięła więc ostatnią muffinkę. Wychodzi na to, że wyjadła większość czekoladowych. Ta była z jagodami i wyglądała cudownie.
- Pokątna. Zwierzyniec Pani Pickle. Mały sklep na rogu, prawie przy Nokturnie. - mały, ale przytulny. Była ciekawa, czy jej rozmówca faktycznie postanowi ją odwiedzić, czy jednak zapomni o tym spotkaniu, kiedy wróci do swojej codzienności. A propo codzienności. - Chyba czas się zbierać.
Zerknęła za okno odrobinkę niechętnie, bo wszystko poza tym małym światkiem wydało jej się nagle trzy razy bardziej szare. Mimo to... cóż, to było na prawdę miłe popołudnie, cieszyła się z niego.




One day
the Grave-Digger had been approached by the stranger, who asked the way to town. He seemed strangely familiar, although they had never met.
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
13
0
16
5
0
6
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   05.03.17 21:29

Śledził zmiany wyrazu jej twarzy, zmarszczenie brwi, zamyślenie w oczach. Obserwowanie ludzi było jego pracą, jednak starał się nie przytłaczać jej spojrzeniem, toteż zmieniał punkt obserwacji, spoglądając to na ludzi w kawiarni, to na tych za oknem.
- Potrafię - potwierdził, nie drążył jednak tematu. Mogło to by być drażliwe dla Charlotty, a nie chciał psuć jej tego popołudnia - robił przecież wszystko, by było ono jak najlepsze, a i tak zauważył jakby cień zazdrości przemykający przez jej lico. Nie był właściwie do końca w stanie powiedzieć, co nim pokierowało. Chyba dobroć serca, którą starał się pielęgnować dzień w dzień. Albo po prostu impuls. Tak czy siak, ta jedna decyzja sprawiła, że oboje spędzili całkiem miło ten czas, więc zdecydowanie nie miał czego żałować. Trochę zaintrygowało go to rude stworzenie i choć nie chciał zbytnio sam przed sobą się przyznać to chciałby dowiedzieć się o niej więcej. Nie miał zbyt dobrego pojęcia o tym, jak osoba taka jak ona radzi sobie w świecie stricte magicznym. Sama dzisiejsza sytuacja, w której padła ofiarą czyjegoś zaklęcia wzbudził w nim niepokój, a jego misją było przecież chronienie słabszych i niesprawiedliwie traktowanych. Mimo to siedząca przed nim nastolatka wydawała się być niezwykle zaradna, jakoś radziła sobie przecież przez te kilkanaście lat, i to chyba nie najgorzej.
Uśmiechnął się znów na jej kolejne słowa. Oj, miał wiele okazji do używania metamorfomagii, ale przecież nie może jej opowiadać o eskapadach z Zakonem Feniksa, albo tych do gniazd akromantul w poszukiwaniu skradzionych przepowiedni. Nie wątpił jednak nawet przez ułamek sekundy, że bardzo by się jej te opowieści spodobały.
- Nie martw się, przydaje się naprawdę często, choć już nie grywam w teatrze. Ale zamierzam kiedyś do tego wrócić. Do grania, nie rozsiewania chochlików, oczywiście - uśmiech odrobinę urósł na jego twarzy, a zrobił się jeszcze większy, gdy dziewczyna powiedziała, gdzie ją może znaleźć. - Zapamiętam - obiecał. Na jej kolejne słowa jednak odrobinę zmarkotniał, kiwnął jednak głową. Przywołał kelnerkę, zapłacił rachunek, dopił czekoladę i nim się obejrzał już wyszli na zewnątrz. Uparł się jeszcze, by odprowadzić ją kawałek (w końcu okolice Nokturnu nie były zbyt przyjemne, jednak nawet nie znał setnej części prawdy o tym, jak bardzo zaradna jest Charlotta).
A później się pożegnali i Alexander znów zanurzył się w problemach swojej szarej, deszczowej codzienności.

| zt x2




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Evey Howell
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4730-cecylia-evey-howell https://www.morsmordre.net/t4800-poczta-evey https://www.morsmordre.net/t4799-agentka-howell https://www.morsmordre.net/t4805-cecylia-evey-howell
auror
30
Mugolska
Panna
Promise me you’ll always remember: You’re braver than you believe, and stronger than you seem, and smarter than you think.
14
14
0
0
4
0
4
4
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   16.03.18 23:08

02.06.1956 | z kwiaciarni

Czekoladziarnia...
Słowo brzmiące w jej uszach niczym zapowiedź najwspanialszego popołudnia jaki tylko mogłaby sobie wymarzyć. Będąc wierną miłośniczką słodkości, nie potrafiła odmówić na podobną propozycję. Na dodatek nie miałaby żadnych zastrzeżeń jeśli okazałoby się, iż musi przejść dość znaczny kawał drogi dla tej przyjemności - była gotowa podjąć "trudy" podobnej wyprawy wierząc, że na jej końcu czeka odpowiednia nagroda a towarzyszem będzie Bertie. Najwyraźniej jednak mężczyzna postanowił oszczędzić jej nogi, wybierając miejsce znajdujące się w pobliżu. To zaś jedynie pogłębiło pozytywne odczucia w stosunku do niego. Gdzieś głęboko jednak czuła, iż jest coś dziwnego w całej tej sytuacji. Nagłe uniesienia serca nie były do niej podobne, a wręcz nigdy wcześniej jej się nie zdarzały. Obce jej było uczucie zauroczenia, nigdy nie miała okazji zachwycać się nad latającymi w jej brzuchu motylami, które miały ubarwić jej świat na wszystkie kolory tęczy. Postawiona w zupełnie nowej dla niej sytuacji, odczuwała pewną niewygodę, którą potrafiła jednak maskować za uśmiechem i cichym postanowieniem zachowania się naturalnie (a przynajmniej w taki sposób, by ukazać się w tej lepszej strony). W podświadomości wiedziała jednak, że jest w tym wszystkim coś innego, a sam mężczyzna może się śmiało określać mianem wyjątkowego. Nikt wcześniej bowiem nie wydawał jej się być odpowiedni (o ile chociaż na chwilę uzyskał jej uwagę), a teraz zaczynała wierzyć, że pustka jaką do tej pory nie odczuwała jakoś znacząco, może zostać wypełniona przez kogoś specjalnego. Przez jej głowę z prędkością światła przebiegła myśl o Jaydenie - jaka byłaby jego reakcja? Czy polubiłby mężczyznę? A może już się znają?
- Myślę, że to co wiele osób każdego dnia - praca - odpowiedziała dość swobodnie. Przez jej myśl przemknęła lekka wątpliwość. Czy jej towarzysz nie jest przypadkiem jednym z tych, którzy dość sceptycznie patrzą na pracujące kobiety? Trudno było jej w to uwierzyć, bowiem nie wyglądał na taką osobę. Sprawiał wrażenie totalnego przeciwieństwa tradycjonalistów, którzy poglądy na pozycję kobiet w świecie mogliby dzielić z protoplastami własnych rodzin.
- A ciebie? - spytała po krótkiej chwili pozwalając przy tym, by na jej twarzy odmalowało się szczere zainteresowanie jego odpowiedzią. Miała przy tym nadzieję na to, że usłyszy odpowiedź podobną do swojej, co może dałoby jej możliwość na poznanie jego zawodu i przy tym (prawdopodobnie) zainteresowań. W tym momencie bowiem wydawało jej się to być dość istotne, tak jak zresztą cała postać rozmówcy.




I know my value.Anyone else's opinion doesn't really matter.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Piekarnia z czekoladziarnią   25.03.18 13:18

Tak, to było dziwne. W wypadku Bertiego jednak umiarkowanie dziwne, ponieważ zestawione z wolnym od nudy i standardów życiem Botta. Młody cukiernik czy to przez wzgląd na swoją tendencję przyciągania wydarzeń z lekka mówiąc nietypowych, czy przez swoją wykraczającą poza wiele standardów rodzinę, czy przez wiele innych czynników jakie kierują jego życiem przywykł do tego, by nie patrzeć na wydarzenia z perspektywy norm.
Szczególnie, że zdarzało mu się zauraczać. Co tu wiele mówić, Bertie uwielbiał kobiety, lubił się za nimi uganiać, zapraszać, wywoływać uśmiech na ich twarzach. I jasne, Bertie uwielbia jakieś 99.9% ludzkości, jednak kobiety należą do tej bardziej ubóstwianej części.
Oczywiście między nimi były też szczególnie wyjątkowe przypadki i także ta jedna jedyna, choć ta posada bywała niestety dość zmienna. Trudno jednak oczekiwać czegoś innego po młodym człowieku poszukującym swojego miejsca w świecie!
- A czym właściwie się zajmujesz? - spytał zaraz po uzyskaniu poprzedniej odpowiedzi. Sprawiał czasem wrażenie ignoranta, nie był jednak na tyle głupi by nie wiedzieć że człowiek po prostu musi się utrzymywać. Będąc z kimś zapewne wolałby prowadzić dom, był jednak bardzo nastawiony na to, by każdy człowiek decydował sam za siebie i swoją wolnością rozporządzał tak jak miał ochotę. Kobieta pracując nikogo nie krzywdzi, choć coś w środku mówiło mu, że nie powinna musieć tego robić, że powinna to być opcja.
Tak czy inaczej teraz po prostu chciał więcej wiedzieć. Uwielbiał to uczucie, odrobinę przyspieszone bicie serca, dziwne zadowolenie, uśmiech który bez pytania wpełza na usta i wszystko jest przyjemniejsze i weselsze z każdą chwilą kiedy ta druga osoba jest obok. Nie ważne, co to wywołuje, skoro się nie znali, mógł odwoływać się tylko do jej niewątpliwej urody, jednak na pewno zamierzał ją poznać.
- Też z pracy. Jestem cukiernikiem, więc można powiedzieć że tutaj zabieram cię na tajne przeszpiegi. - dodał ostentacyjnym szeptem, pochylając się przy tym do niej na wypadek gdyby ktoś zamierzał ich podsłuchiwać. Zaraz z resztą byli w lokalu, zajęli jeden z niewielkich stolików blisko okna. Dostali kartę, do której zaraz zerknął. Była ładna, w przyjemnych kolorach, pełna wszelkiej maści kaw, czekolad, herbat, ciast, ciastek, torcików, ciasteczek. Na pewno nie równie wspaniałych jak w Słodkiej Próżności, ale niewątpliwie pysznych. - Więc na co masz ochotę? - zagadnął po dłuższej chwili. - To zawsze ciężki problem kiedy trzeba ocenić ile zniesie mój żołądek. - dodał szczerze, bo i najchętniej wziąłby wszystko.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
 

Piekarnia z czekoladziarnią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Piekarnia "Gorąca Bułka"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18