Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Podwodna scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Podwodna scena - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Podwodna scena - Page 3 Empty
PisanieTemat: Podwodna scena   Podwodna scena - Page 3 I_icon_minitime05.03.16 22:10

First topic message reminder :

Podwodna scena

To jedyne miejsce, w którym można zobaczyć trzy syreny będące gwiazdami i ozdobą tego miejsca: Partenopę, Ligeę i Keto. Partenopa jest najmłodsza i najsmuklejsza, ma delikatną, jeszcze nieco dziecięcą twarz okalaną przez miękkie srebrne włosy sięgające pasa, rozsypujące się w wodzie śnieżnym welonem. Jej ogon błyszczy srebrną łuską. Ligea zwykle wiąże włosy w kunsztowne upięcie, są krucze, nosi się w ciemnych odcieniach zgrywających się z jej granatową łuską. To siostry, Keto jest ich matką - najstarszą i o najbardziej kobiecych kształtach, wciąż piękna z racji długowieczności; jej złote, kręcone włosy wiązane są u dołu rzemieniem w bardzo luźny kuc. Ich pokazy odbywają się w przysłoniętym ciężką czarną kotarą akwarium, które daje doskonałą widoczność na ich ruchy pod wodą; tańczą Partenopa i Ligea, Keto zwykle wynurza się u szczytu akwarium i rozpoczyna śpiew - jej głos jest najsilniejszy, przeszywa pomieszczenie przejmującą, miękką melodią, która rządzi wodą; koi ją lub sprowadza sztorm. Widownia składa się z czarnych, stromo usytuowanych fotelach oraz trzech lóż usytuowanych dokładnie naprzeciwko akwarium. Samo akwarium połączone jest z Tamizą, ale ponoć trzy muzy Fantasmaogrii nieczęsto do niej wypływają - tutaj mają znacznie czystsze, chronione potężną magią wody.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Isabelle Carrow
Isabelle Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : 0
UROKI : 4
ELIKSIRY : 19
LECZENIE : 11
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 xyz

Podwodna scena - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Podwodna scena   Podwodna scena - Page 3 I_icon_minitime29.09.19 22:25

24.03

Wieczór w Londynie miał przynieść chwilę relaksu, ucieczki od własnych trosk i obowiązków. Prawdę mówiąc, Belle chętniej spędziłaby go w pracowni alchemicznej, ale nie mogła już przecież wymawiać się zdrowiem, anomaliami i ciążowym brzuchem. Musiała bywać.
Spędziła cały dzień z dwoma młodszymi kuzynkami. Jak prawdziwa dama, oprowadzała je po Londynie, szukając dziewczęcego szczebiotu. Były u Madame Malkin, w sklepie jubilerskim, w parku, w kawiarni... wszędzie, oprócz ukochanego przez Belle sklepu zielarskiego. Nie stanowił on atrakcji dla młodych panien.
Podobnie zresztą jak syreni balet, który Isabelle chciała zobaczyć od jakiegoś czasu. Pora przedstawienia okazała się nieco zbyt późna dla młodziutkich znajomych - i całe szczęście! Po obiadokolacji w Fantasmagorii udały się w swoje strony, a Belle została pod opieką wiernej służącej i w upragnionej samotności.
W tyle głowy wciąż miała troskę o dziecko i pragnienie powrotu do syna, ale macierzyńskie uczucia walczyły w niej z pragnieniem chwili dla siebie. Liczyła na to, że syreni balet ją rozweseli, że wszystkie troski znikną w obliczu podziwu dla śpiewu syren.
Wręcz przeciwnie.
Syreni śpiew był zachwycający, ale przeraźliwie smutny. Najmłodsza z syrenich wokalistek wcieliła się w rolę naiwnej księżniczki, beznadziejnie zakochanej w księciu. Pomimo ostrzeżeń rodziny, opuściła bezpieczne morskie fale aby zdobyć serce ukochanego - i umarła z rozpaczy, ponieważ okazało się, że cyniczny książę uwiódł ją i poślubił kogoś innego. Finał składał się z rozpaczliwej arii jej matki (Belle przeczytała wcześniej w programie, że to naprawdę matka młodziutkiej wokalistki), gdy morze oddaje królowej ciało jedynaczki.
Lordowie klaskali i śmiali się, podziwiając krągłości syren i pomysłowość scenografii - smutna opowiastka była dla nich tylko tłem, rozrywką.
Isabelle przeżywała zaś katharsis, wciągnąwszy się w historię. Ale nie takie katharsis, jakiego oczekiwała. Nie przyniosło jej ulgi ani oderwania od rzeczywistości. Wręcz przeciwnie - najpierw sama czuła się jak mała księżniczka, zakochana w nieodpowiednim mężczyźnie, który układa sobie życie z kimś innym. Rozpacz syrenej matki przypomniała jej zaś o swojej nowej roli. O tym, że jej piersi mają za mało mleka, że synek nie przyzwyczaił się do niej całkowicie. Kilka tygodni byli rozdzieleni z powodu choroby Isabelle; czy odróżniał ją w ogóle od mamki?
Łzy zaczęły płynąć po jej twarzy jeszcze w trakcie przedstawienia i nie przestały podczas oklasków. Spuściła głowę, pozwalając innym wyjść z jej rzędu i czekając aż sala opustoszeje. Uspokojenie nie nadchodziło, gorycz ściskała jej gardło. Była świadoma, że jej świta czeka wiernie we foyer i że musi wyjść do nich spokojna, z podniesioną głową, by nie wzbudzać jeszcze więcej niepokoju wśród Carrowów. Na szloch będzie mogła pozwolić sobie dopiero w sypialni... albo teraz, w tej ciemnej, pustej sali. Czy tak miała wyglądać jej jedyna chwila samotności, na przelewaniu kolejnych łez?
Skulona, spuściła głowę i przygryzła mocno wargi, pozwalając łzom płynąć i zasłaniając twarz dłonią.
Głupota poddawania się emocjom w miejscu publicznym uderzyła ją zaledwie kilka minut później, gdy usłyszała nad sobą kobiecy głos. Speszona, zamarła na chwilkę, a potem podniosła głowę. Nie było sensu ocierać łez ani udawać spokoju, nie mogła ukryć swojego stanu. Miała lśniące, czerwone oczy, zapuchnięte policzki i wyglądała jak smutny chomik ktoś, kto nie ukryje, że przed chwilą płakał. Jeśli nieznajoma dama chciała uczynić jej wieczór najprzyjemniejszym to mogła po prostu zniknąć albo wybierać bardziej optymistyczne przedstawienia; Isabelle nie dojdzie do siebie w ciągu kilku sekund.
-Nie, dziękuję, po prostu się... wzruszyłam. - spróbowała wybrnąć i zachować resztki godności. Wzięła urywany oddech i spojrzała uważniej na stojącą nad sobą kobietę o orientalnej urodzie i pięknych, długich włosach. Dotarło do niej, że to chyba ktoś z obsługi - na to wskazywał nieco usłużny ton nieznajomej.
-Przepraszam, pewnie już zamykacie... - uświadomiła sobie, speszona. Długo tutaj siedziała?
Nie powinna pewnie przepraszać, to ona była tutaj klientką i szlachetnie urodzoną damą, a nieznajoma powinna jej usługiwać. Ale teraz to Isabelle była w rozsypce; powinna poddać się łzom we własnym buduarze, a nie tutaj. Pomimo uprzejmego uśmiechu, czarnowłosa dama wyglądała na nieco zmęczoną, pewnie chciała iść do domu. A poza tym roztaczała wokół siebie dziwną, onieśmielającą aurę. Była piękna i pewna siebie, w odróżnieniu od nieśmiałych alchemiczek, z którymi wiarołomny mąż nie mógł wytrzymać dłużej niż pół roku.




Stal hartuje się w ogniu

Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
you should see me in a crown
your silence is my favorite sound
watch me make 'em bow
one by one
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Podwodna scena - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Podwodna scena   Podwodna scena - Page 3 I_icon_minitime01.10.19 12:13

Gdy tylko znalazła się bliżej skulonej na fotelu kobiety, światło z kryształowego kandelabru, dyskretnie wskazującego przejścia do bocznych lóż, spłynęło na twarz nieznajomej, sprawiając, że przestała zasługiwać na to miano. Wielkie oczy były wilgotne, tak samo jak policzki podkreślone nieco przetarty m szlakami łez różem, lecz nawet w chwili słabości Isabelle Nott przypominała swą podobiznę, uśmiechającą się radośnie z kronik towarzyskich datowanych na mijający rok. Deirdre nie poświęcała im wtedy zbyt wiele uwagi, zapamiętując ruchome obrazy tylko z powodu szacunku do Percivala, ich sojusznika, który w końcu szczęśliwie spełnił obowiązek wobec rodu, pojmując za żonę młodziutką lady. Rozpisywano się o tym w samych zachwytach, lecz to nie artykuły z informacjami o ślubie, opiewające detale sukni panny młodej, sprawiły, że zapamiętała uroczą twarz czarownicy – to też późniejsze wieści, mroczniejsze, okrutne, spychające damę na skraj arystokratycznego nieba wyryły podobiznę żony zdrajcy w źrenicach Deirdre na tyle doskonale, by rozpoznała ją nawet w półmroku.
Nie dała po sobie poznać żadnych uczuć, ani zaskoczenia, ani satysfakcji, ani tym bardziej pogardy, wpatrując się w dość żałosną postać z taką samą troską, jak przed kilkunastoma sekundami. Brzydziła się płaczem, nienawidziła słabości, a odkąd sama doświadczyła potwornego upokorzenia, reagowała na podobne bodźce z jeszcze większą awersją. Umiejętnie opanowaną – zrobiła jeszcze krok do przodu i zajęła miejsce tuż obok siedzącej czarownicy, przekręcając się w jej stronę, tak, by przesłonić swym ciałem ewentualne wścibskie spojrzenia z korytarza.
- Lady Carrow, prawda? – spytała cicho i miękko, modulując głos tak, by koił i łagodził, nawet jeśli w środku aż skręcała się z dyskomfortu. Isabelle nie zasługiwała na miano lady; na pewno wiedziała o zdrajcy, lecz to, co w oczach Mericourt ją skreślało, stanowiło jednocześnie o jej największej wartości. Posłuszeństwo nakazywało ochronę wyklętej arystokratki, wykorzystanie informacji, które mogła posiadać – tak samo jak talentów i wiedzy. I Deirdre zamierzała zrobić wszystko, by zyskać zaufanie jasnowłosej – traktowała to jako kolejne zadanie do wypełnienia; szansę, by zasłużyć na zadowolenie Tristana.
- Proszę się nie krępować, lady Carrow. Nikogo już tu nie ma – ciągnęła tym samym, melodyjnym tonem, powoli porzucając wyniosłą uprzejmość na rzecz tej bardziej ludzkiej, pozbawionej jednak mogącej budzić wstyd litości. Sama znajdowała się niegdyś w sytuacji Isabelli, dlatego mogła podejrzewać, czego kobiecie brakuje i jakich reakcji wolałaby uniknąć. – Wzruszenie to normalny odruch, świadczący o wielkiej wrażliwości artystycznej. A to niezwykle pożądana i rzadka cecha – skomentowała z lekkim uśmiechem, pozwalając wymówce wślizgnąć się w odpowiednie miejsce konwersacji, nawet jeśli szczerze wątpiła w to wytłumaczenie. Owszem, balet zapierał dech w piersiach, był piękny w każdym calu i wokalnej skali, ale nieco zapuchnięta twarz kobiety wskazywała na szloch będący wynikiem emocji. Mericourt potrafiła to rozpoznać. – Spektakl i we mnie wzbudził silne uczucia, choć widziałam go już wiele razy. Kobiece poświęcenie i zagubienie w męskim świecie zawsze drażni niepewną strunę mego serca – dodała dyskretniej, pozwalając sobie na szczerość; podszytą niewyczuwalną manipulacją. Obnażała własną słabość, by Isabelle nie czuła się samotna; by podkreślić wspólnotę i wrażliwość; by pozwolić nawiązać się cieniutkiej nitce porozumienia, po jakiej później mogłaby wejść prosto do świata byłej lady Nott. Deirdre rozumiała, że nie może spłoszyć blondynki, bo choć nie zgadzała się z protekcją, jaką roztoczył nad nią Śmierciożerca, to wypełniała jego wolę z wrodzonym – wyuczonym? – wyczuciem, przekazując Isabelli w spojrzeniu całą troskę, uprzejmość i łagodność, podkreśloną delikatnym uśmiechem.
- Bez pośpiechu, lady Carrow, może lady spokojnie pozwolić emocjom opaść. Bankiet na pewno nie ucieknie – odpowiedziała ciepło, chcąc pozbyć się speszenia widocznego na rozemocjonowanej, wilgotnej buzi Isabelli. Powstrzymała odruch, by otrzeć policzki kobiety, która oddała się zdrajcy, która nosiła w sobie plugawe nasienie, a niedawno wydała je na świat – fascynacja zepsuciem nasilała się w Deirdre z każdym tygodniem. Opanowała się jednak, splatając dłonie na podołku sukni, podkreślającej podtrzymane gorsetem krągłości. – Czy chce lady zostać sama? Nie chciałabym narzucać swego towarzystwa – zagadnęła miękko, dając Isabelle wybór – wiedziała, że tego najczęściej pragną mniej lub bardziej zbuntowane damy, od zawsze trzymane w klatce, bez możliwości popełniania własnych błędów i podejmowania ryzykownych decyzji.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Isabelle Carrow
Isabelle Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : 0
UROKI : 4
ELIKSIRY : 19
LECZENIE : 11
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 xyz

Podwodna scena - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Podwodna scena   Podwodna scena - Page 3 I_icon_minitime08.10.19 3:36

Drgnęła lekko, słysząc swoje nazwisko. Odruchowo wyprostowała się i otarła oczy wierzchem dłoni. Starała się zachować spokój, ale wprawne oko Deirdre mogło dostrzec w gestach rozmówczyni irytację i zniecierpliwienie. Złość na siebie, na swoją słabość, na to, że Belle została nakryta w chwili, w której starała się uciec przed wszystkim i przed wszystkimi.
-T...tak. - odparła Isabelle, usiłując zapanować nad własnym urywanym oddechem i nad gniewem, który wciąż budziło w niej używanie panieńskiego nazwiska. Minęło tyle miesięcy, powinna przyzwyczaić się do nowej-starej tożsamości... ale przecież zdążyła się już przyzwyczaić do bycia lady Nott. Do beztroski i szczęścia.
-Dziękuję. - mruknęła, spuszczając wzrok, ale w głębi duszy wdzięczna za odpowiedni dobór słów neiznajomej. Z pewnością umiała...pocieszać, a przynajmniej wyczuwać cudze skrępowanie. Isabelle skinęła leciutko głową na wspomnienie wrażliwości artystycznej. Prawdziwa przyczyna jej łez leżała w sumie gdzie indziej, ale kłamstwo było całkiem wygodne.
Kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo. Jej życie od kilku miesięcy było jednym, wielkim kłamstem i wątpiła, aby była to w stanie zrozumieć jakaś dama lub pani z obsługi Fantasmagorii. Na kilka sekund, Isabelle wyobraziła sobie życie nieznajomej o pięknych włosach - życie, w którym najwyższym komplementem było pewnie rozanielone spojrzenie jakiegoś szlachcica, a najwyższym dylematem dobór kawioru do szampana, albo szampana do kawioru.
Tylko nie przejmuj się spojrzeniami szlachciców. Oni wszyscy kłamią, kłamią, kłamią. - poradziłaby nieznajomej, gdyby rozmawiały bez kłopotliwych konwenansów.
Przynajmniej Fantasmagorie gwarantowało towarzystwo czarodziejów czystej krwi. W przeciwnym razie, Isabelle znów nie mogłaby się opędzić od myśli, czy Percival grzeje łoże jednej z tutejszych plebejuszek pań.
-Za...cierpliwość. - uzupełniła swoje podziękowania, przygryzając lekko wargę i podnosząc oczy na nieznajomą. -Zapamiętam pani uprzejmość, pani...? - była ciekawa, z kim ma do czynienia. Niegdyś doceniała każdy przejaw grzeczności, zostawiając sute napiwki uśmiechniętym kelnerkom i odźwiernym o ciepłych oczach. W sumie, prawie już zapomniała o swoim zwyczaju. Chyba dawno nie uśmiechała się do kogoś całkowicie obcego. Od kilku miesięcy uciekała przecież od wszystkich spojrzeniem, uciekała od plotek i osądów.
-A więc tak opisałaby pani spektakl jednym zdaniem, że to opowieść o kobiecym poświęceniu w męskim świecie? - spytała, uśmiechając się blado. Zamrugała, a łzy w oczach ustępowały ognikom czegoś, co kiedyś mogłoby być rozbawieniem, ale teraz było raczej gorzką ironią. -Program wspominał, że to historia miłości, ponad podziałami. Nie wiem, czy widzowie określiliby miłością zdradę księcia, czy też do powstrzymana się od analizy wystarcza im uroda syren. - skrytykowała program wieczoru, bo mogła sobie na to pozwolić, była tu klientką. Nie krytykowała jednak samej nieznaomej, bo nie miała pojęcia, kto pisze tutaj programy. Zapewne jakiś mężczyzna. W świecie Isabelle kobiety musiały trzymać w dłoni hafty, a nie pióra, a miejsce przy alchemicznym kociołku trzeba było sobie pazurami wywalczyć.
-Wierzy pani w miłość ponad podziałami? - zapytała nieco nieobecnie, okręcając sobie lok na palcu. Nadal spoglądała na Deirdre, ale nie oczekiwała odpowiedzi od niej - oczyma wyobraźni widząc raczej Percivala i jakąś szlamę, zastanawiając się czy o ich miłości też będą kiedyś pisać opery. Z pewnością była ciekawsza niż podręcznikowe małżeństwo z przyjaciółką z sojuszniczego rodu, zbyt idealne aby mogło być prawdziwe. A miłość zdradzonej żony to chyba nic wartego opisywania.
-Raczej nie zdążę na bankiet, w domu czeka na mnie syn. - ucięła, nie ruszając się jednak z miejsca. Deidre przyłapała lady Carrow w chwili paraliżującego marazmu, który dopadał ją, ilekroć dopadły ją wspomnienia. Uczyła się nie myśleć o Percivalu i swoim położeniu, uczyła się nie poddawać takim nastrojom, szczególnie w obecności rodziny i dziecka. Ale teraz wszyscy byli daleko, a ona była sama, sama, wreszcie sama.
W towarzystwie dziwnie przenikliwej damy, której ton koił nieco smutki Isabelle. Z jednej strony chciała tu zostać sama ze sobą, ale z drugiej - nie mogła się zebrać na odprawienie nieznajomej. Choćby dlatego, że tej udało się ją nieco rozbawić. Kontrast między kobiecym poświęceniem, a historią miłosną, nadal podtrzymywał lekki uśmiech na ustach Isabelle.
-Chociaż... czy macie na bankiecie czekoladowe trufle? - spytała nagle, przekrzywiając lekko głowę. W sumie a co, należy się jej coś od życia! -Nie mogę tam po nie iść, nie w takim stanie, ale hojnie się odwdzięczę jeśli ktoś mógłby przynieść je albo tutaj, albo do mojego powozu... - zasugerowała żartobliwie. Nie była co prawda pewna, ile gotówki ma przy sobie i jak hojna może być jej hojność, ale to tylko szczegół.




Stal hartuje się w ogniu

Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
you should see me in a crown
your silence is my favorite sound
watch me make 'em bow
one by one
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Podwodna scena - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Podwodna scena   Podwodna scena - Page 3 I_icon_minitime12.10.19 14:46

Zwrócenie się do poruszonej kobiety panieńskim nazwiskiem było nie tylko zgodne z prawdą - nie należała już przecież do rodu z Nottinghampshire - ale miało także umiejscowić Isabelle w odpowiedniej perspektywie. Niełatwo było zapomnieć o szczęściu w ramionach mężczyzny, lecz jeśli młoda szlachcianka miała stać się przydatna sprawie Rycerzy Walpurgii, musiała zostawić za sobą niedawną przeszłość, na dobre pożegnać się z rolą żony zdrajcy, wyżartej toksycznym eliksirem plamy na eleganckiej prezencji arystokratycznej rodziny. Zauważyła lekkie drgnięcie, drobne opóźnienie w odpowiedzi; doświadczyła na własnej skórze podobnego zagubienia. Musiały minąć tygodnie nim przyzwyczaiła się do nowego nazwiska, choć w jej przypadku zmiana personaliów była najsłodszym prezentem, wyczekiwanym dowodem uznania, a nie stygmą publicznego upokorzenia.
- Nie ma za co dziękować, lady Carrow. Jestem tu po to, by każdy z gości mógł czuć się w Fantasmagorii najlepiej, jak to tylko możliwe - odpowiedziała miękko, utrzymując na twarzy wyrozumiały, uprzejmy, pełen szacunku i zrozumienia uśmiech, pozbawiony nawet krzty perfidii. Wdzięczność, jaką okazała jej Isabelle, stawiała damę w świetle odmiennym od tego, jakie padało na wyniosłe i często narcystyczne lica innych arystokratek, spoglądających z góry na orientalną opiekunkę magicznego baletu. Nie rozczulało to Deirdre, ale pozwalało lepiej zrozumieć charakter Isy, składając go z drobiazgów, gestów, słów, by finalnie zweryfikować go i poznać na tyle dobrze, by mogła wzbudzić w czarownicy zaufanie. - Madame Mericourt. Pracuję tu od kilku miesięcy, ale dopiero niedawno na dobre wróciłam do pełnienia swych obowiązków - może dlatego nie miałam jeszcze przyjemności lady poznać - przedstawiła się delikatnie, licząc na to, że równie łagodna rozmowa pomoże kobiecie odzyskać psychiczną równowagę, mocno zachwianą poruszającym spektaklem. Który widocznie nie przypadł Isabelli do gustu. Krytyczna reakcja na sztukę nie wywołała na twarzy Dei żadnego rumieńca, pokiwała jedynie ze zrozumieniem głową. Wyrozumiałość i cierpliwość, to one stanowiły o podwalinach sukcesu w początkach relacji. - Prawdziwą sztukę ciężko opisać jednym zdaniem. Tak samo jak człowieka. Zbyt wiele niuansów, zbyt wiele detali - a każdy może odebrać jedną historię lub cechę w zupełnie inny sposób - skomentowała powoli, w zamyśleniu, wygodniej opierając się o fotel, ciągle jednak przekręcona nieco w bok, tak, by móc spoglądać na powoli żegnającą łzy brunetkę. Była ładna, filigranowa, odpowiednio zaokrąglona, o wielkich oczach i arystokratycznie niewielkim, prostym nosku. Śliczna kobieta. Dziwne, że Percival zrezygnował z wygodnego życia u boku tak uroczej niewiasty dla bolesnej śmierci poprzedzonej dobami tortur. Deirdre przesunęła w zamyśleniu ostrym paznokciem po aksamitnym obiciu podłokietnika, uśmiechając się do swych myśli - lub do wypowiedzi Isabelli. - Czyli nie podobał się lady spekakl? - spytała zafrasowana; miała zapewnić gościom najlepszą rozrywkę, miała więc nadzieję, że mimo wszystko Isabelle nie uzna wieczoru za zmarnowany. Przejęcie opinią lady pasowało też bez wątpienia do zawodowej roli, jaką odgrywała.
Tak jak zdziwienie oraz dłuższa refleksja nad niespodziewanie zadanym pytaniem. Kącik pełnych, umalowanych na intensywną, wręcz agresywną czerwień warg uniósł się w górę. - Nie wierzę - odpowiedziała w końcu, przenosząc spojrzenie na scenę, by dać lady Carrow trochę intymności. - Bo miłość to nie tylko wzniosłe wiersze i porywy serca. To też wspólne poglądy, wspólna droga, którą wytycza się dla dzieci. To przyszłość, jaką się wspólnie planuje - kontynuowała ściszając głos, odrobinę zawstydzony obnażeniem się z tak intymnymi opiniami na temat uczuć i związku. Odkaszlnęła lekko, zerkając z ukosa na Isabellę. Chciała zaszczepić w niej myśl o tym, że Percival nie był jej pisany; że szaleńcze uczucie nie wystarczało - liczyła się praca nad relacją oraz budowanie nadchodzących miesięcy i lat, razem. Dla wspólnego dziecka. Uśmiech Deirdre przybrał na czułości, tym razem jak najbardziej szczerej, choć nie do odróżnienia z wcześniej odegranymi emocjami. - Syn - powtórzyła lekko, powracając spojrzeniem do spokojnej już buzi Isabelli. - Też mam syna. Ma zaledwie kilka tygodni - dodała cicho, bardziej do siebie, odgarniając miękkim gestem włosy z jednego ramienia na drugie. Budowanie pomostu pomiędzy nią a lady Carrow: stawiała kolejne przęsło. - Wychowuje się bez ojca - kontynuowała na granicy szeptu, trochę zawstydzonego; pozwoliła lekkiemu rumieńcowi na wykwitnięcie na policzkach; myślała wtedy o czymś ostrym, pikantnym, odurzającym, a efekt tożsamy był z zamierzonym odegraniem zażenowania. - W każdym razie - oczywiście, są czekoladowe trufle oraz pralinki sprowadzane prosto z Francji - gładko powróciła do głównego, kulinarnego pytania, poprawiając się trochę na fotelu, jakby chciała zatrzeć echo zbyt odważnego wyznania. Odkaszlnęła lekko, poprawiając przód sukni, ciasno opinającej ściśniętą gorsetem talię. - Oczywiście, droga lady. Zadbam o to, by odpowiednio zapakowane trafiły do powozu Carrowów. Myślę, że pozwolą osłodzić gorycz wyniesioną ze spektaklu - dodała uprzejmie, choć z niejakim smutkiem, tak, jakby opinia lady Carrow naprawdę ją zafrasowała. - Czy mogę jeszcze coś dla lady zrobić? Chciałabym, by ta piękna twarz znów rozjaśniła się choć lekkim uśmiechem - dorzuciła ciszej, bardziej przyjacielsko niż służebnie, składając ręce na podołku. Znów mogła to robić, pokaźny brzuch nie przeszkadzał już w powracaniu do wyćwiczonych, profesjonalnych gestów.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Isabelle Carrow
Isabelle Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : 0
UROKI : 4
ELIKSIRY : 19
LECZENIE : 11
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 xyz

Podwodna scena - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Podwodna scena   Podwodna scena - Page 3 I_icon_minitime20.10.19 0:45

Przechyliła lekko głowę, ciekawa jaka konkretnie jest funkcja Madame Mericourt w tym przybytku. Może właśnie to było powodem jej uprzejmości i wdzięczności - żywe zainteresowanie światem i tym, co nieznane. Najpełniej realizowała je w alchemii, ale ostatnio (głównie ze względu na syna o nieszlacheckim nazwisku) ciekawiło ją również codzienne życie, poza szlachecką złotą klatką. Nie miała pojęcia, jak zarabiają na życie zwykłe kobiety - w jej wyobraźni, rysowały się gdzieś pomiędzy bezbarwnymi urzędniczkami Ministerstwa, a szwaczkami i kelnerkami z niższych sfer. Wytworna Madame Mericourt wydawała się taka... szykowna, piękna i przedziwnie niezależna, niemieszcząca się w znanych Isabelle kategoriach. W dodatku opis jej pracy był ogólny i uprzejmy, niezdradzający żadnych szczegółów o konkretach.
-Jakie są pani obowiązki, madame? - zapytała, bo dbanie o to, "by każdy czuł się w Fantasmagorii" najlepiej nic jej nie mówiło. Chociaż była bardzo emocjonalną osobą, to lepiej rozumiała fakty, niż ogólnikowe sformułowania o uczuciach. Może właśnie w tym tkwił klucz do jej obecnego zagubienia - dramat w jej życiu prywatnym wymykał się wszelkiej logice i wzbudzał w niej burzę sprzecznych emocji. Macierzyństwo wcale nie pomagało. Kochała swojego synka całym sercem, ale zarazem nieustannie martwiła się o jego przyszłość, a perspektywa wychowywania "bękarta" wzbudzała w niej gorycz i poczucie niesprawiedliwości.
-Spektakl... byłby naprawdę zachwycający, gdyby nie antyklimatyczny finał. - skomentowała wspaniałomyślnie. Jej ciotka, lady Fawley, uczyła ją wiele o tym, jak doceniać prawdziwą sztukę. Isabelle powinna zastosować się do jej nauk i przyjąć z pokorą świadomość, że balet o małej syrence był prawdziwą sztuką. Były tam piękno, emocje, tragedia i katharsis, którego Isabelle doświadczyła na własnej skórze. Z drugiej strony, sztuka wcale jej nie uspokoiła, a wręcz przeciwnie - rozdrapała stare rany. Przyszła tutaj tylko po to, aby odpocząć, więc może wieczór faktycznie był zmarnowany?
-Wszystko zaczęło się obiecująco, wokale były znakomite, scenografia zapierała dech w piersiach, a historia wciągała... ale syrenka umarła, i nie boli mnie nawet to, że umarła, ale to, że historia księcia nie miała żadnej konkluzji. Żadnej kary, żadnej goryczy, żadnych wyrzutów sumienia. Tak, jakbyśmy mieli skupić się tylko na bólu córki i jej matki i przyjąć z pokorą świadomość, że tamten zdrajca żyje sobie dalej - długo i szczęśliwie, z nową kobietą. - spróbowała zrecenzować sztukę, ale z każdym kolejnym słowem była mniej obiektywna. Łzy schły, a w jej oczach zapłonął ogień. Niesprawiedliwość piekła i bolała - w sztuce i w życiu.
W dodatku Belle rozmawiała teraz z zupełnie nieznajomą, anonimową kobietą. Nie mogła żalić się ani zapalać przy wesołych lady lub nadmiernie martwiących się służących. Madame Mericourt była jednak związana tylko z Fanatasmagorie, a nie ze skomplikowanymi, szlacheckimi układami (w końcu, gdyby była kimś ważnym, Belle zapamiętałaby jej krucze włosy i skośne oczy z jakiejś innej okazji). Zarazem, była współczującym, kulturalnym i inteligentnym rozmówcą. Dlatego lady Carrow mogła na moment opuścić swoją maskę, zapomnieć o spokoju - nawet, jeśli chodziło tylko o sztukę. W końcu jakaś pracownica z Fantasmagorie na pewno nie powiąże recenzji z prywatnym skandalem pewnej zhańbionej szlachcianki, a nawet jeśli, to nie ma jak wykorzystać tego przeciwko niej.
Była za to mądra - tak mądra, jak ciotki Isabelle, jak nestorowie, jak wszyscy szlachcice, którzy wytyczali dla dzieci właściwą drogę. Belle nie sądziła, że ludzie z... hm, wyższej klasy niższej (tak to się nazywa?), mają podobne poglądy, a jednak. Podświadomie buntowała się przeciw szlacheckim, jak się jej zdawało, pomysłom na życie, ale to była przecież mądrość, a nie złota klatka. Mądrość, podzielana przez kogoś spoza ich kręgów. Mądrość, która mogła uchronić ją przed upieraniem się na małżeństwo z porywu serca i skłonić do akceptacji oświadczyn kogoś rozsądniejszego. Kogoś, z kim mogłaby planować wspólną przyszłość i dzielić poglądy.
Z Percivalem dzielili dobre serce, pasję (z jej strony) i sympatię (z jego strony?), ale to było za mało, za mało, za mało. Chociaż w teorii ich miłość nie była "ponad podziałami", dzieliło ich więcej, niż Belle mogła się spodziewać. Była zbyt zaślepiona swoim zauroczeniem i graniem idealnej żony, by pytać go o politykę.
-Ma pani rację. Za naiwność drogo się płaci. - westchnęła, również spoglądając na scenę - miejsce kaźni małej syrenki. -Może to zakończenie jednak jest sprawiedliwe...
Wiadomość o synu lady Mericourt szczerze ją zdumiała. Belle otworzyła szeroko swoje oczęta i westchnęła, ze zdumionym współczuciem. Kilka tygodni? Bez ojca?
-Madame...! - pewnie rok temu patrzyłaby na Deirdre z litością, ale teraz wpatrywała się w nią z nagłym zrozumieniem i nadzieją. Czy to możliwe, by ta spotkana przed chwilą kobieta niosła podobny ciężar?
I to na swoich barkach... sama...? Syn Isabelle nie miał ojca, ale ona sama miała protekcję swojego rodu - pieniądze, służbę i możliwości. Gdzie jest teraz dziecko madame Mericourt, skoro ona sama pracuje?
-Mój synek też ma kilka tygodni... i... nie ma ojca. - wyszeptała, bo empatia przezwyciężyła w niej wszelkie zachwycenie. Zamrugała, bo jej oczy znów się zaszkliły - ale tym razem nie płakała nad sobą, tylko nad panią i panem Mericourt.
-Tak bardzo mi przykro. Jeśli mogę spytać... monsieur Mericourt też był powiązany z Fantasmagorie? - nie słyszała o nim, ale miałoby sens, jeśli jego żona przejęłaby po nim część interesu. W przeciwnym razie, co robiłaby tutaj, a nie przy swoim dziecku?
-Dziękuję bardzo... za trufle i wszystko, naprawdę wszystko w porządku. Wieczory tutaj są naprawdę godne polecenia, z przyjemnością wrócę na inny...ehem, kolejny w repertuarze spektakl. - dodała pośpiesznie, ucieszona słodyczami, ale zarazem lekko zawstydzona i zafrasowana tym, że przysparzała kłopotów samotnej matce. Chciałaby zrekompensować jej smutek i stres, chociażby polecając (inny) spektakl przyjaciółkom.






Stal hartuje się w ogniu

Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
you should see me in a crown
your silence is my favorite sound
watch me make 'em bow
one by one
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Podwodna scena - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Podwodna scena   Podwodna scena - Page 3 I_icon_minitime06.11.19 12:53

Konkretne pytanie Isabelli nie brzmiało wścibsko - Mericourt rozumiała potrzebę ocenienia, z kim arystokratka miała do czynienia. Podobne wątpliwości zgłaszały inne, wysoko urodzone czarownice, owszem, dodając do tego nutkę uszczypliwości, lecz odpowiedź za każdym razem brzmiała tak samo. - Towarzyszę wyjątkowym gościom podczas spektakli. Przygotowuję premiery oraz bankiety z tej okazji. Koresponduje z znamienitymi artystami, negocjuję warunki występu gwiazd, kontaktuję się z marszandami - mówiła powoli, z lekkim uśmiechem, wymieniając zakres swych obowiązków, by lady Carrow mogła się z nim zapoznać. Winna była jej szacunek, znajdowała się w krwistej hierarchii wyżej, przynajmniej do czasu - do momentu, w którym Tristan oprzytomnieje i przestanie zapewniać przyjaciółce z dawnych lat ochronę. Czy tylko przyjaciółce? Deirdre przekręciła głowę w bok, w geście zainteresowania tym, co Isabelle opowiadała o spektaklu, lecz tak naprawdę sama zastanawiała się nad tym, co mogło przed laty tę dwójkę połączyć. Czyżby miała przed sobą jedną z pierwszych, szkolnych miłostek Rosiera? Ta świadomość wcale nie wywołała bólu, raczej zaciekawienie. Wyklęta lady Nott mogła skrywać w sobie wiele tajemnic; być kimś innym niż wydawała się na pierwszy rzut krytycznego oka, śledzącego poczynania zdradzonej żony podczas wykwitnych bankietów.
Deirdre dalej spoglądała na przemawiającą brunetkę z szacunkiem, kiwając głową, gdy ta skończyła pełną emocji recenzję spektaklu. Ostrą, niewybredną, brutalnie szczerą, trafiającą też w sedno sensu baletu. Sztuka obnażała to, co w widzu najwrażliwsze, ujawniała skryte pragnienia lub lęki, uwypuklała najświeższe rany. Nic dziwnego, że to część tanecznej opowieści o zdradzieckim mężczyźnie poruszyła Isabelle tak głęboko. - Ma lady rację, brakowało tu jego części historii. Historii nie o odkupieniu, a o winie. O tym, co uczynił swym najbliższym - zgodziła się z arystokratką miękko, nieco gorzkim tonem, mając nadzieję, że buduje kolejny, trwały most porozumienia. Pomiędzy stanami - kobiety, niezależnie od pochodzenia, często padały ofiarami tych samych, męskich zachowań.
Nawet, jeśli były one po części wyimaginowaną opowieścią, przeżywaną jednak przez madame Mericourt z tak realnym bólem, że nikt nie wątpiłby w przygniatający jej wątłe ramiona ciężar wdowieństwa. - Przepraszam, nie powinnam dzielić się takimi informacjami, to nie miejsce na wylewanie swego żalu - wychrypiała, zakłopotana, nerwowo przesuwając włosy z jednego ramienia na drugie, w następnym akcie niespokojnego gestu. Była opiekunką Fantasmagorii i odwiedzających ją gości, nie kimś, kto dzielił się z szanowanymi personami prywatnymi trudnościami. Deirdre zacisnęła usta, skrępowana, próbująca jednak się uśmiechnąć: smutno, ale z sympatią. Kolejne przęsło do mostu dołożone; konstrukcja zaufania stawała się coraz bardziej stabilna. - A więc mamy równolatków. Ciekawe, kim staną się za kilkanaście lat - zastanowiła się na głos cicho, podejrzewając, że tak właśnie robią dobre matki: myślą o przyszłości swego potomstwa, wizualizują sobie te małe dusze w dorosłych już ciałach; spoglądają we własną śmiertelność, która jednak w przypadku Deirdre nie musiała być ostateczna. Wierzyła w to, w czarną magię, w diabelskie moce - ale teraz, przy przejętej lady Carrow przywdziewała akceptowaną maskę macierzyństwa. - Powinniśmy być dla nich silne. Uwierzyć w siebie, wychować tak, by w przyszłości stali się dobrymi czarodziejami, mężami, ojcami - kontynuowała miękko, znów jednak zawstydzona tą poufałością. - Proszę mi wybaczyć, lady, nie powinnam udzielać lady żadnych rad. Sama na pewno wiesz, co najlepsze dla ciebie i dziecka - zreflektowała się, poprawiając przód sukni. Odetchnęła głębiej, ciesząc się, że Isabelle spytała o Bastiena, o magicznej pamięci męża, który tyle dla niej znaczył.
- Mój mąż był znanym marszandem, pochodzimy z Francji. Opiekował się artystami związanymi z Magiczną Operą Paryską - odparła, przenosząc spojrzenie z powrotem na wygasłą już scenę, chcąc ukryć doskonale odegraną tęsknotę i smutek. - Po jego śmierci nie mogłam dłużej zostać w miejscu, które razem dzieliliśmy. Zbyt wiele wspomnień. Praca w la Fantasmagorii okazała się więc doskonałą szansą, świeżym startem dla mnie i dla Marcusa - zakończyła ciepło, mając nadzieję, że tą rozmową zasieje w duszy Isabelle płomień nadziei. A także, że to oficjalne spotkanie nie będzie ostatnim. Była cenna dla Tristana, cenna dla Rycerzy Walpurgii, a życie, które do niedawna nosiła pod sercem, mogło stanowić idealną przynętę na zdrajcę. Kto wie, może i sama lady Carrow pielęgnowała w sobie rosnącą nienawiść wobec tego, który okrył ją hańbą? Planowała surową karę za to, jak potraktował ją wobec całej szlachty? Uśmiechnęła się wdzięcznie do Isabelli. - Proszę nie dziękować, towarzyszenie lady to dla mnie przyjemność. Dobrze czasem porozmawiać z kimś tak...ludzkim - odkaszlnęła dyskretnie, powoli podnosząc się z głębokiego fotela. - Również mam taką nadzieję - i nie omieszkam zaprosić lady na kolejny spektakl. Oby trafił w lady gusta bardziej od tego dzisiejszego - skłoniła lekko głowę przed siedzącą czarownicą. - A lady miłe słowa dotyczące Fantasmagorii są dla mnie niezwykłą pociechą - dodała, splatając przed sobą dłonie. Tak, jak lubiła to robić - w końcu, po pozbyciu się ciążowego brzucha, mogła powrócić do dawnej, uprzejmej, perfekcyjnej postury. - Potowarzyszyć lady jeszcze chwilę? Czy odprowadzić lady do powozu? - spytała miękko, żałując, że rozpuściła już włosy: w la Fantasmagorii zawsze pojawiała się spięta, w pewnej roli, perfekcyjnie wygładzona. Gotowa przychylić nieba każdemu gościowi - nawet jeśli przylgnęła do niego dość kontrowersyjna łatka byłej żony zdrajcy.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Isabelle Carrow
Isabelle Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7146-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/t7207-listy-isabelle https://www.morsmordre.net/t7154-zhanbiona-dama-isabelle-carrow https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t7206-skrytka-bankowa-nr-1757 https://www.morsmordre.net/t7256-isabelle-carrow#195434
Zawód : Alchemiczka, szlachcianka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
Stal hartuje się w ogniu
OPCM : 0
UROKI : 4
ELIKSIRY : 19
LECZENIE : 11
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
 xyz

Podwodna scena - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Podwodna scena   Podwodna scena - Page 3 I_icon_minitime08.11.19 7:30

Z zainteresowaniem wysłuchała słów Madame Mericourt, układając swe pełne usteczka w zaskoczone "o".
-O! Proszę mi wybaczyć, ale... nie sądziłam, że zakres pani obowiązków jest tak odpowiedzialny i obszerny. To bardzo ciekawe! Czyli kształciła się madame w zakresie prowadzenia teatrów i przygotowywania bankietów? - założyła nieco naiwnie. Nie wiedziała, czy w ogóle są od tego szkoły, ale we Francji można było przecież znaleźć wszystko.
Nie miała też pojęcia, jakież szalone myśli przemykają przez głowę Deirdre. Tristan miał w szkole ogromne powodzenie, czemu miałby zwrócić uwagę na nieśmiałą, chorowitą kujonkę? To jej podobał się przystojny Rosier, ale postanowiła uodpornić się na jego urok, aby - nie mając szans na odwzajemnienie zauroczenia - móc się z nim przynajmniej zaprzyjaźnić. Może właśnie dlatego ich znajomość przetrwała tyle lat - bo chociaż przy niej Tristan nie musiał martwić się żadnymi flirtami, kłamstwami, ani komplikacjami?
Sama zaś miała młodego Rosiera za podrywacza, ale teraz wierzyła, że jest idealnym mężem. Kto szukałby kogoś innego, mając w sypialni półwilę? To Percy - wydziedziczony skandalista - był zakochany w kimś podejrzanym. Zdaniem Belle, ktoś o pozycji nestora musiał wieść przykładne życie. Obowiązkiem arystokratów było dbać o honor swojej rodziny i dlatego sama dusiła w sobie chęć łez i krzyku. Zamiast rozpaczać albo chować po kątach (tak, jak nakazywała jej zhańbiona duma), przywdziewała najlepsze suknie, przyklejała uśmiech do twarzy i bywała - na sabatach, na ślubach, na mieście, aby pokazać, że zostawiła skandal ze sobą i że z dumą nosi nazwisko Carrow. Wszystko dla rodziny.
Zacisnęła lekko usta, z goryczą przytakując słowom swej towarzyszki. Nie wypadało jej okazywać swoich emocji ani mówić o Percivalu, a to właśnie o nim przypominał jej wiarołomny książę.
Gdy Madame się zakłopotała, Isabelle westchnęła ze współczuciem i spontanicznie ujęła kobietę za dłoń. Ścisnęła lekko jej rękę, w geście uspokojenia i solidarności.
-Ależ Madame, proszę nie przepraszać! Rozumiem, jakie to brzemię, samotnie wychowywać dziecko. W dodatku w Fantasmagorie na pani barkach spoczywa duża odpowiedzialność, a spektakl już się skończył... naprawdę, nie sposób wciąż zachowywać się jak posąg. - żarliwie pocieszyła samotną matkę, miała wszak współczujące i dobre serce.
-Ooch, kształciłam się we Francji. Przepiękny kraj! Jak się poznaliście? - spróbowała nieco rozweselić rozmówczynię, nieświadoma tego, że może co najwyżej usłyszeć kolejne kłamstwa. O mężu, nie o dzieciach. Rozpromieniła się na dźwięk imienia Marcusa - chciała pochwalić się również swoim synem, jak przykładna matka.
-Mój nazywa się James, zdrobniale Jaime. - Jaime, James Benjamin. Fakt, że "trzeci kuzyn jej matki" to w istocie przyjaciel Percy'ego, napawał Belle perwersyjną satysfakcją. Oby jej syn był tak bohaterski i silny, jak ten, którego imię nosił!
-Ciekawe... - powtórzyła głucho za Deirdre, ale ciepły uśmiech zaczął powoli znikać z jej twarzy. Aż, przy ostatnim zdaniu, usta odruchowo wygięły się w podkówkę.
-Nie, ja... dziękuję za rady, bo... czasami sama nie wiem, co dla niego najlepsze. - szepnęła, spuszczając głowę. Powinna wiedzieć? Może była wyrodną matką - już brakowało jej mleka, już musiała posiłkować się mamkami, już Percy sugerował, że może wcale nie wyznaczyła ich synowi najlepszej przyszłości. Co zamierzasz, wychować go w Sandal Castle? - słowa, wypowiedziane wtedy z troską, teraz dźwięczały jej w głowie z dziwnym okrucieństwem.
-Ja... tak, chętnie wrócę do powozu. - odparła nieobecnie, od wzmianki o dobru dzieci nie słuchała już słów Deirdre o Fantasmagorii, pochłonięta nagłym zmartwieniem i ukłuciem winy. Lęki odezwały się w niej ze zdwojoną siłą.





Stal hartuje się w ogniu

Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
you should see me in a crown
your silence is my favorite sound
watch me make 'em bow
one by one
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
And their hope grew with a hunger to live unlike before

Podwodna scena - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Podwodna scena   Podwodna scena - Page 3 I_icon_minitime08.11.19 12:44

Zdziwienie Isabelli nie spotkało się z bliźniaczą reakcją Deirdre: ponownie lady Carrow dzielnie dotrzymywała kroku innym damom, zaintrygowanym tak intensywnie pracująca czarownicą. Niektóre piękności, odwiedzające la Fantasmagorię, okazywały jej współczucie, ale te z młodszego pokolenia odnosiły się do niej z szacunkiem i odrobiną zdrowej ciekawości. Wdowa, dopiero niedawno chowająca do ziemi ukochanej męża, do tego z małym dzieckiem, powinna leczyć swoje rany w domowym zaciszu, cierpieć z dala od ludzkiego wzroku. Ciężka praca kłóciła się z takim podejściem, ale madame Mericourt łamała schematy nie tylko swym orientalnym wyglądem. – Dziękuję – skłoniła lekko głowę: wyklęta Isabelle zaskakiwała ją. Otwartością, obyciem, podejściem do nieznajomej. Słodyczą, kojarzącą się jej raczej z młodą dziewczyną niż żoną i matką, tak boleśnie doświadczoną przez los. Zanim poznała ją osobiście, uznawała zdradzoną damę za wyrachowaną, rozdartą moralnie czarownicę, kogoś pokroju Percivala; za szkodliwe nasienie, szkodzące błękitnej krwi. Rzeczywistość zweryfikowała tą opinię, śliczna Bella była co najwyżej naiwna, o zbyt wielkim sercu i sarniej ufności. Dawało to nadzieję na skierowanie kobiety w odpowiednią stronę, by stała się przydatna – i silniejsza. – Jedynie obserwowałam działania mego męża i jego przyjaciół. Nie mogę pochwalić się profesjonalną edukacją w tym zakresie, ale wieloletnim doświadczeniem w artystycznym światku – już tak – dodała niezbyt skromnie, ale jej rola w magicznym balecie wymagała pewności siebie. Nieprzesadnej, choć wolała wyjść na arogancką niż zahukaną – gdyby wymagający goście la Fantasmagorii odkryli choć drobną słabość, zostałaby pożarta żywcem, a do tego dopuścić nie mogła.
Odwzajemniła uścisk dłoni: tak delikatnej, że aż przypominającej niedorzecznie drogi materiał. Miękka skóra nienarażona na fizyczną pracę, wypielęgnowane paznokcie, gracja w każdym geście, nawet w tym wspierającym. Deirdre stroniła od dotyku, ale znosiła gorsze jego formy. Kąciki pełnych ust znów uniosły się w górę, z wdzięcznością. – Lady wyrozumiałość rozgrzewa moje serce. To nietypowe, okazać tyle dobra nieznajomej – skomentowała cicho, odmalowując na swej twarzy całą gamę potrzebnych w takiej sytuacji emocji. Rozczulenia, lekkiego zawstydzenia, rozrzewnienia, rodzącej się między nimi sympatii. Naprawdę była przecież posągiem, niewzruszonym dziełem, ciągle hartowanym projektem Rosiera, rzeźbą ciosaną do perfekcji. A wraz z surową krytyką odpadały z niej kolejne najsłabsze warstwy: niedługo miała stać się już kompletna.
- W Beauxbatons? – podjęła, rada, że Isabelle podniosła temat lżejszy, bardziej salonowy, ale jednak bliski sercu arystokratki. A więc znali się z Tristanem ze szkoły; razem przeżywali trudności młodego wieku. – Zgadzam się, to kraj, który przyjął mnie niezwykle ciepło; w którym mogłam być w pełni sobą – wyznała, tym razem w pełni szczerze; francuskie obyczaje były luźniejsze, mniej zwracano uwagę na orientalne pochodzenie Deirdre, a jeśli już, było ono podszyte fascynacją a nie konserwatywną niechęcią. – Poznaliśmy się na bankiecie brytyjskiego ambasadora, przebywałam tam jako stażystka i asystentka londyńskiego dyplomaty. Wystarczył jeden taniec, bym zrozumiała, że to ten jedyny – kontynuowała niższym, subtelniejszym tonem, pewna, że zwierzenia dotyczące miłości wzbudzą zaufanie i zrozumienie lady Carrow. Odkaszlnęła lekko, nieco nerwowo poprawiając włosy, jakby przyznanie się do tak intensywnych emocji nie było na miejscu. Poruszały kwestie delikatne, wrażliwe, tak bardzo typowe dla czarownic: mężczyźni i…dzieci. Skośne oczy roziskrzyły się perfekcyjnie odegranym rozczuleniem, gdy brunetka wyjawiła imię ukochanego dziecka. Syna zdrajcy. Złego, ohydnego owocu; kogoś, kto pulsował zatrutą krwią. – Śliczne imię. Pasujące do odważnego chłopca, który za kilkanaście lat zaopiekuje się matką – komplementowała wybór, zastanawiając się, czy Jaime ma oczy swego plugawego ojca, które najchętniej wydrapałaby własnymi rękami.
Tymi samymi, którymi teraz obejmowała lekko drżące dłonie przejętej Isabelli. – Na pewno wiesz. Po prostu słuchaj siebie, słuchaj swojego syna. Chroń go przed szaleństwem i złem – powiedziała cicho, z pewnością, chcąc wesprzeć lady Carrow, pokazać, że sobie poradzi: i że jej obowiązkiem jest chronienie dziecka przed szkodliwym wpływem. Nie musiała mówić czyim, oficjalnie mogła nie znać personaliów Percivala, ale informacje o okrucieństwie, które spotkało Isabelle, docierała do wszystkich kręgów. Przesunęła miękko lodowato chłodnymi palcami po wierzchu dłoni Isabelli, przesyłając jej pokrzepiający uśmiech. – I jeśli będziesz potrzebowała oderwania od rzeczywistości, la Fantasmagoria służy swoim repertuarem. A ja: wsparciem. Nie wahaj się napisać sowy, lady Carrow – zaoferowała nienachlanie, powoli podnosząc się z krzesła. – Oczywiście. Dziękuję za rozmowę, lady Carrow – i za szczerą opinię na temat spektaklu – skłoniła się lekko przed arystokratką, a później poprowadziła ją ku drzwiom sali: tam oddała ją w opiekę odźwiernych, a sama ruszyła w stronę sali bankietowej, by zadbać o osłodzenie życia nowej przyjaciółce. Dzisiejszy wieczór miał otworzyć Dei drogę do wspaniałej przyjaźni – i do jeszcze przyjemniejszej zemsty.

| zt :pwease:




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

Podwodna scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: La Fantasmagorie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19