Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Podwodna scena
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Podwodna scena

To jedyne miejsce, w którym można zobaczyć trzy syreny będące gwiazdami i ozdobą tego miejsca: Partenopę, Ligeę i Keto. Partenopa jest najmłodsza i najsmuklejsza, ma delikatną, jeszcze nieco dziecięcą twarz okalaną przez miękkie srebrne włosy sięgające pasa, rozsypujące się w wodzie śnieżnym welonem. Jej ogon błyszczy srebrną łuską. Ligea zwykle wiąże włosy w kunsztowne upięcie, są krucze, nosi się w ciemnych odcieniach zgrywających się z jej granatową łuską. To siostry, Keto jest ich matką - najstarszą i o najbardziej kobiecych kształtach, wciąż piękna z racji długowieczności; jej złote, kręcone włosy wiązane są u dołu rzemieniem w bardzo luźny kuc. Ich pokazy odbywają się w przysłoniętym ciężką czarną kotarą akwarium, które daje doskonałą widoczność na ich ruchy pod wodą; tańczą Partenopa i Ligea, Keto zwykle wynurza się u szczytu akwarium i rozpoczyna śpiew - jej głos jest najsilniejszy, przeszywa pomieszczenie przejmującą, miękką melodią, która rządzi wodą; koi ją lub sprowadza sztorm. Widownia składa się z czarnych, stromo usytuowanych fotelach oraz trzech lóż usytuowanych dokładnie naprzeciwko akwarium. Samo akwarium połączone jest z Tamizą, ale ponoć trzy muzy Fantasmaogrii nieczęsto do niej wypływają - tutaj mają znacznie czystsze, chronione potężną magią wody.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Podwodna scena - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Obserwował gniewne iskry w jej pięknych oczach, z wolna gasnące pod potokiem jego słów, krystaliczna toń jej tęczówek zaszła nagle strachem – uzasadnionym, strachem, któremu się nie dziwił. Tylko głupiec nie lękał się mocy tak potężnych. Drżała, jej alabastrowa cera zdała się jeszcze bledszą; przez cienką skórę doskonale widział siatkę błękitnych jak jej krew połączeń. Niezmącona pewność siebie i królewska wyniosłość ustąpiły zaskoczeniu, dlaczego nie powiedział jej o tym wcześniej? Lękał się? Przed ślubem – nie chciał, dopiero teraz wiedział, że musiała go wspierać, niezależnie od tego, jak krętą ścieżką miał zamiar podążać. Wcześniej, mógłby ją objąć strach, w popłochu mogłaby wypowiedzieć zbyt wiele słów przed choćby własnym ojcem. Nie zamierzał jej stracić, a teraz, kiedy na jej palcu błyszczała złota obrączka z kwiecistym grawerem, łącząca ich dusze aż po śmierć, wreszcie mógł wyzbyć się tajemnic ciążących na sercu. I był jej to winien.
- Nie wypowiadamy jego imienia – wyjaśnił, nieco karcąco, bo przecież nikt już nie miał odwagi tego robić. Nie odkąd zamanifestował swoją siłę, jasno odróżniając siebie, pana, od nich, już nie przyjaciół. Kim właściwie byli, sunącymi się za nim cieniami. – Nazywamy go Czarnym Panem. Już niebawem będzie o nim głośno, a każdy czarodziej, nie tylko w Anglii, zadrży na dźwięk jego imienia. To ktoś bardzo potężny i bardzo mądry. Urodzony przywódca. On... sam zadecyduje, kiedy wyjdzie z cienia.
Jej szept, zmartwiony przecież, pełen – czyżby – troski wzruszył go. Z dotychczasowej pogardy rodził się obraz oddanej, wiernej żony, zmartwionej o jego los, przejętej ryzykiem, jakiego podejmował. Kochał ją – i tak długo zabiegał o wzajemność. Jakkolwiek naiwne nie były jej słowa, otuliło go ciepło jej frasunku. Zacisnął dłonie mocniej na eleganckiej, kutej w morskie motywy balustradzie loży, powracając wzrokiem ku wciąż całkiem pustej sali znajdującej się pod nimi, ku granatowej płachcie, wciąż subtelnie podwiewanej przez podmuchy wywołane przeciągiem.
- Nie zabił mnie – odpowiedział spokojnie, jeszcze mnie nie zabił; początkowo był inny, budował zaufanie. Teraz tylko rządził – wzbudzając strach – lecz mimo to Tristan nie chciał się od niego odwracać. Mamiły go wszystkie rysowane przez niego wizje, mamił go sen o żywej Marie. Siła, którą mu dawał, nie była tylko obietnicą; odczuwał ją. Posiadał ją. Mógł nią zabić.  – A co mnie nie zabije, może mnie jedynie wzmocnić. Nie lękaj się, chciałem tego. To był jedyny sposób. – Bym stał się potężniejszy; bym dotknął części jego niezwykłości.
Nie zabiłby mnie, bo jestem mu potrzebny, Evandro.
Poczuł jej dłoń na swoim policzku; subtelny dotyk delikatnej skóry jak muśnięcie skrzydeł rajskiego ptaka. Właściwie od razu odwrócił się w jej stronę, powoli, nie chcąc, by spłoszona wycofała rękę. Odnalazł wzrokiem wpierw jej oczy, później usta, poruszone, czerwone jak krew, nie przerywając słodkiego napięcia.
- Nie pozwolę – odparł również szeptem, równie powoli unosząc dłonie, by złożyć je na jej wcięciu w talii, subtelnym ruchem zachęcając, by podeszła bliżej, chcąc zamknąć w szczelnej, ciasnej klatce ramion. Swój skarb, swoją różę, najpiękniejszą ze wszystkich. Swój rubin, cenniejszy od wszystkich skarbów mieniących się pośród jego dziedzictwa. Nachylił się nad nią, przywierając brodą do jej skroni przykrytej jedwabiem jasnozłotych włosów. Musiała zrozumieć, że to wszystko robił również dla niej. Że dzięki temu – żadne wydarzenie z przeszłości już nigdy się nie powtórzy. Nigdy. Spotkał się przecież z wilkołakiem, który stanął na drodze jego siostrze; spotkał się i rozerwał go na strzępy. Dzięki niemu. Dzięki temu, czego go nauczył. – Chcę, byś żyła w świecie, który jest ci należny, Evandro. Spójrz, co się dzieje, szlam rozlewa się wszędzie. Nasza siła, nas, czarodziejów niosących najstarszą tradycję, maleje, a przecież to my daliśmy podwaliny wszystkiemu, co istnieje. Chcę, byś żyła w świecie, w której twój tytuł i twoja czystość są szanowane. Nie dam się stłamsić. Nie dam się zalać szlamem. I nie pozwolę, by ten szlam zbliżył się do ciebie. – Jestem przy tobie. I już zawsze będę. – Moja krew się nie poleje – oświadczył z przekonaniem, które zaskoczyło nawet jego samego. – Moja nie - O to się martwisz, moja słodka nimfo? Uniósł dłoń, by odsunąć z jej oczu kosmyk błyszczących, niemal srebrzystych włosów, który wypadł z perfekcyjnie upiętej fryzury; wyglądała dziś wyjątkowo. Zjawiskowo, choć zjawiskiem była sama w sobie, niepowtarzalnym doznaniem estetycznym, które najchętniej zachowałby tylko dla siebie. – Już nie – nie po tym, co przeszedłem. Nie teraz, kiedy tak wiele potrafię. Wreszcie jestem w stanie być ci tarczą.
- Przepraszam – szepnął, rozmiękczony jej dotykiem; nie powinien był zostawiać jej samej na tak długo. Powinien być silniejszy. Przejść przez to łatwiej, szybciej dojść do siebie. Uprzedzić ją.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Podwodna scena - Page 2 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Powrót do góry Go down

Wahała się, nie do końca wiedząc, co zrobić, na co mogła sobie pozwolić w tej niełatwej sytuacji. Powinna mówić czy milczeć? Milczeć i pozwolić mu dobrać w spokoju odpowiednie słowa? Dotykać czy nie drażnić, nie przekraczać pewnej granicy? Kimkolwiek był ten Czarny Pan, Tristan był w niego zapatrzony jak w obrazek – nie mogła więc próbować z tym otwarcie walczyć, by nie wzbudzić w małżonku złości i nie zerwać cienkiej nici porozumienia. Wszak w końcu zaczął coś mówić, coś tłumaczyć… Bała się jednak, że następnym razem nie wróci już do domu poturbowany, a zaginie bez wieści. Któż mógł wiedzieć, do czego zmusi ich następnym razem ten bezimienny, potężny czarodziej? Skrzywiła się lekko, gdy kontynuował swój wywód, gdy mówił o potędze, o mądrości i o tym, że jeszcze cały świat zadrży przez ich Panem. Czyż nie tak samo drżeli teraz przed Grindewaldem? Nie chodziło przecież o to, by zamienić jednego tyrana na drugiego; by zastąpić szaleńca kolejnym. Znała Tristana tyle długich lat, znała też jego wrażliwą duszę, jego młodzieńczy zapał i wiedziała, że ten potężny czarodziej również mógł go przejrzeć – poznać jego słabości, poznać zmartwienia i troski, a później obiecać wszystko, czego tylko pragnął, byle zyskać jego wierność, byle wypełniał jego rozkazy bez zastanowienia…
Na pewno nie tylko on został zwabiony w jego sidła. Jak wielu innych służyło Czarnemu Panu? Jak wielu innych zostało naznaczonych tatuażem? A wpierw ryzykowało życiem, by zasłużyć na tę ozdobę?
Walczyła ze łzami powoli napływającymi jej do oczu; nie tak miało to wyglądać, ich miesiąc miodowy, ich pierwsze dni wspólnej drogi. Mieli rozwiązywać swoje problemy, mieli pracować nad swoją relacją, nie myśleć o niczym poważniejszym – jednak nie było na to czasu. Były inne, znacznie poważniejsze zmartwienia. Czarny Pan ukradł jej małżonka, ukradł jej prawo do radości, prawo do walki o porozumienie. Nie mogli w spokoju cieszyć się sobą, kiedy nad ich głowami wisiało widmo przysięgi, którą złożył tamtemu czarnoksiężnikowi i tego, co ze sobą niosła. Czuła, że została rzucona na głęboką wodę, a tym samym prędko odarta ze wszelkich dziewczęcych, naiwnych złudzeń, które jeszcze nie zostały jej odebrane. Musiała stać się lwem i lisem, by nie zostawić go z tym samego, by nie zdradzić się przed nim z obawami o jego rolę w planie Czarnego Pana, a również by nie próbował uchronić ją przed prawdą. Wszak dopiero teraz postanowił jej coś, cokolwiek powiedzieć i to tylko dlatego, że inaczej niż prawdą trudno byłoby wytłumaczyć ostatnią z sytuacji. Jaką miała pewność, że będzie mówił jej o swych planach? O kolejnych spotkaniach i podejmowanych trudach?
Nie uciekała, gdy opierał dłonie na jej talii, gdy zamykał ją w klatce swych ramion; potrzebowała tego, tej bliskości, zwłaszcza kiedy pojedyncza łza spłynęła po jej bladym, bledszym niż zwykle, policzku. Próbowała być dzielna, lecz złość i bezradność brały górę, gdy Tristan, jej Tristan, mówił, że chciał tego, że był to jedyny sposób. Pokręciła krótko głową, wyginając usta w niezrozumiałym grymasie. Kiedy trwali tak, głowa przy głowie, policzek w policzek, nie przestawała błądzić dłonią po jego licu; nie musiała martwić się konwenansami, przynajmniej nie nimi.
- Już nie – powtórzyła za nim głucho, cicho, lecz przecież był na tyle blisko, z pewnością ją słyszał. – Jesteś potrzebny. Potrzebny swemu rodowi, swym siostrom, swym rodzicom… Ja Cię potrzebuję. Nie ryzykuj, proszę. – Próbowała mówić z rozwagą, ważąc kolejne słowa, lecz rozbudzone w niej emocje brały górę, doprowadzając do szału, do drżenia całego wiotkiego ciała; szeptała rozgorączkowana, bojąc się najgorszego. I choć chciała ślepo wierzyć w jego zapewnienia, to nie mogła, nie powinna; chciała być wsparciem, kompanem, partnerem. – Nie ryzykuj bardziej niż trzeba – poprawiła się szybko, doskonale wiedząc, że nie może wymagać od niego porzucenia swych planów, swej wielomiesięcznej, o ile nie wieloletniej, relacji z tym przeklętym czarnoksiężnikiem, jeśli nie chciała zostać odstawiona na bok, trzymana w niewiedzy. – Rozumiem, dlaczego to robisz, Tristanie. Wiem, widzę, że nasz świat dąży w złym kierunku, że szlam pnie się coraz wyżej, że zalewa nas ze wszech stron. Ja to naprawdę rozumiem. Lecz nie chcę żyć w tym lepszym świecie, o którym mówisz, jeśli Cię w nim zabraknie. – Serce trzepotało jej w piersi niczym szalone; bo czy nie oszalała, skoro otwarcie mówiła, co czuje? Skoro czuła takie rzeczy? Lecz przecież jego słowa sprawiały, że czuła się jak najdroższy skarb, jak delikatna porcelana, którą chciał za wszelką cenę chronić; czuła, że łączy ich coś wyjątkowego, choć już prawie przestała w to wierzyć.
Kiedy dosłyszała słowa przeprosin, próbowała uciszyć go kładąc na jego ustach kilka palców. Prędko jednak rezygnowała z tego pomysłu, dłonią skłaniając go, by pochylił się w jej kierunku, by w spokoju mogła odnaleźć jego usta swymi. Pocałowała go czule, tęsknie, ze smutkiem. Lecz kolejny pocałunek był już mocniejszy, odważniejszy i bardziej pożądliwy.
- Zabierz mnie do domu – wyszeptała między kolejnymi pocałunkami; wierzyła, że nie będzie musiała prosić dwa razy.
Evandra C. Rosier
Evandra C. Rosier
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Smile, because it confuses people. Smile, because it's easier than explaining what is killing you inside.
OPCM : 0
UROKI : 1
ELIKSIRY : 30
LECZENIE : 4
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila
Podwodna scena - Page 2 E0d6237c9360c8dc902b8a7987648526
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t578-evandra-lestrange https://www.morsmordre.net/t621-florentin#1749 https://www.morsmordre.net/t629-evandra#1794 https://www.morsmordre.net/t1074-sypialnia-evandry#6552 https://www.morsmordre.net/t4210-skrytka-bankowa-nr-5#85655 https://www.morsmordre.net/t982-evandra-lestrange#5408

Powrót do góry Go down

Nie rozumiał jej czerwieniejących się oczu; czyż nie powinna być dumna? Stanął jako jeden z pierwszych u boku najpotężniejszego, najmądrzejszego czarnoksiężnika nie tylko tych czasów, ale i być może kiedykolwiek stąpającego po ziemi i zapisanego na kartach czarodziejskich ksiąg. Stanął, naznaczony jego łaską, kąpiący się w jego chwale. Przyciągnął ją bliżej ku sobie, opierając o własne ciało; nie wypuszczając ze szczelnej klatki ramion, z czułością odnajdując jej ściśniętą gorsetem sztywną, kusząco wąską talię. Przyglądał się jej twarzy – nieskazitelnej, alabastrowej, błyszczącej wciąż tym niecodziennym blaskiem wilej urody, która przed laty porwała jego serce. Przyglądał się samotnej perlistej łzie, proroczo płynącej po białym jak kreda policzku. Zdjął ją szorstkim wierzchem dłoni, nim ucałował jej srebrzyste włosy, kryjąc ją we własnym cieniu, w objęciu, pod brodą, na szerokiej klatce piersiowej; należała do niego. Coraz mocniej pachniała różą, wciąż jaśminem i nieustannie – samą sobą, nie musiał widzieć jej sylwetki, by rozpoznać jej skórę: zapach, fakturę i ogniste dzikie ciepło nieposkromionych magicznych przodkiń.  
- Boisz się, Evandro?  - zapytał z czymś na wzór niedowierzania: bo on nigdy dotąd nie był równie pewien swojego. Dostrzegł grymas na jej twarzy, odezwał się od razu – chcąc go rozgromić, przywrócić uśmiech na te piękne, choć blade dziś usta. – Niepotrzebnie – odsunął głowę, by spojrzeć wprost w nieprzebrany błękit jej oczu. Zdawał się drżeć, tak eteryczny jako tło czarnych źrenic, krystalicznych zza wysiłkiem powstrzymywanych łez. – On nas chroni – Rozumiesz, Evandro? Jest po naszej stronie. Nic nam nie grozi, póki jesteśmy pod jego protekcją. A nie wyjdziemy z niej nigdy, bowiem on wart jest tego, żeby mu służyć. Daje mi siłę. Daje mi potęgę. Pozwala poznać tajniki magii obce prostym ludziom, znajdujące się poza zasięgiem śmiertelników. On - przywróci światu właściwy porządek. Dziś już nie było problemem obronić ciebie. Dziś już nie dopuściłbym do śmierci Marianne.
Przytaknął bez słowa, już nie. Drżała w jego ramionach  - jak motyl złapany w szczelny uścisk dłoni – lecz on był spokojny. Jego usta – same usta – uśmiechnęły się na jej słowa. Był jej potrzebny.
- Jestem nieprzerwanie oddany mojej rodzinie – zapewnił ją bez chwili zawahania; nie sądził, by interesy Rosierów były kiedykolwiek sprzeczne z wolą Czarnego Pana. A jeśli okażą się sprzeczne – okaże się również, że nestor jest już za stary na pełnienie swojej funkcji i powinno się go zastąpić nowym, takim o godniejszych poglądach. – Jako brat, jako syn – uchwycił jej dłoń, której palce jak pająk błądziły po jego policzku, muskając go przyjemnym chłodem. Zamknął ją w uścisku. – I jako mąż – Pewność w jego głosie nie ustępowała, wierzył, że dzięki temu ona – ostoja jego przyszłej rodziny – była lepiej chroniona. Musiała zrozumieć, łykał zapewnienia Czarnego Pana o wiecznej potędze z łatwością, ale nie naiwną: jego słowa nie były puste. Jego wpływ, wpływ na samego siebie, dostrzegał przecież już teraz. Mowa Evandry, słodka jak miód, pieściła jego uszy słodyczą ambrozji; opadła kurtyna obojętności. Martwiła się o niego. O to w tym wszystkim chodziło, najdroższa? – Nie będę – obiecał równie cicho, ciesząc się tak jej troską, jak i zrozumieniem, nie przejrzawszy podstępu, jaki zapowiadał powolną – i beznadziejną – walkę z jego nowym Panem. Nie mogła sprawić mu piękniejszego daru, niż przyznać się do słabości, jaką było żywione do niego uczucie. Stał dość blisko, by czuć trzepoczące w jej piersi serce; stał dość blisko, by czuć na sobie każdy jej oddech. I, wreszcie, również dość blisko, by usłyszeć dokładny kształt każdego szeptanego przez nią słowa. Już otwierał usta, już chciał odpowiedzieć, kiedy złożyła na jego ustach miękkie palce, ich dotyk był równie delikatny, co muśnięcie skrzydeł motyla; wiedziała, co czuł. Mówił jej to wiele razy.
Nie musiała prosić go nachalniej, nie musiała wyrazić swojej prośby sugestywniej; bez zawahania nachylił się ku jej ustom, rozsmakowując się w tym krótkim, nostalgicznym pocałunku, niosącym za sobą zapach pierwszych wzruszeń. I w drugim: już bardziej pożądliwym, bez zawahania dając porwać się tej pasji; zaborczo mocniej zaciskając palec na jej talii - i przyciągając ją ku sobie władczym gestem. Była drobna, krucha, delikatna; jak leśna nimfa, w której wciąż tkwił matczyny pierwiastek pierwotnej dzikości, której eteryczność zawładnął kolejno wszystkimi jego zmysłami. Jak róża - obwarowana ze wszystkich stron kolcami, skrząca najkrwistszą czerwienią. Jej głos brzmiał kuszącą rozkoszą i niedopowiedzianą obietnicą. Nazwała Dover domem. Była Evandrą Rosier, panią jego ogrodu, lady Kent, a jego dom był teraz jej domem. Odruchowo ścisnął palce dłoni, na którym nosił obrączkę; złoto pierścienia wbiło się znamiennie w jego skórę- namacalnie. Obrączka - była symbolem posiadania.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - szepnął, delikatnie biorąc ją pod ramię; jeśli tylko tego chcesz, wracajmy do domu Evandro. Jej słowa, jej postawa, a nawet jej samotna łza - rozmiękczały jego czarne serce; rozwidlone ścieżki splatały się znów w jedną, przebywszy daleką drogę równolegle obok siebie. Wziął ją w ramiona, schował jej głowę pod brodę i usłużył ramieniem, kiedy wspinała się po niewysokich schodkach prowadzących do wyjścia z loży.
Nie pozwolę trwać światu, w którym nie ma ciebie.

/zt x2



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Podwodna scena - Page 2 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier

Powrót do góry Go down

21 sierpnia

Żyła w świecie pełnym muzyki i nigdy nie było jej mało tego cudu, dlatego też, gdy tylko nadarzyła się okazja, skorzystała z zaproszenia do podwodnego baletu. Cieszyła się, że będzie mogła doświadczyć niecodziennego przedstawienia, a na dodatek towarzyszyć jej w tym będzie bliska osoba. Dawno już nie mieli z Flavienem okazji pobyć wyłącznie w swoim towarzystwie; zawsze przebywał z nimi ktoś z rodziny lub zaprzyjaźnionych rodów, nie mieli więc szansy na rozmowę od serca, a Marine czuła, że chyba takiej właśnie potrzebowała. W przeciągu kilku miesięcy jej życie zmieniło się tak bardzo, że pod koniec sierpnia ciężar tych zmian zaczął ją już nieco przytłaczać. Wciąż zamierzała dzielnie stawić im czoła, lecz bywały momenty, w których potrzebowała zapewnienia, że ze wszystkim sobie poradzi. Wiedziała, że kuzyn nie będzie karmił ją fałszywą nadzieją, gdyby w jego ocenie coś miało pójść nie tak i racjonalnie spojrzy na kwestie, które zostaną mu przedstawione.
Pojawili się w magicznym porcie korzystając ze Świstoklika, podróż nie była więc długa, lecz niestety okazała się trochę męcząca. Zawirowania przy przenoszeniu się z miejsca na miejsce sprawiły, że pannie Lestrange nieco zakręciło się w głowie, poprosiła więc Flaviena aby spacerem pokonali drogę do Fantasmagorii. Na nieszczęście szybko zyskali towarzystwo, ponieważ lord i lady Bulstrode koniecznie chcieli pozdrowić ich i zamienić kilka słów z dawno niewidzianymi znajomymi. Marine mogła więc mieć kuzyna tylko dla siebie dopiero w momencie, gdy oboje zasiedli już w loży, szykując się do obejrzenia wyjątkowego przedstawienia.
- Jeśli kiedykolwiek zacznę szczebiotać równie głupiutko, co lady Bulstrode, będziesz miał pełne prawo wyśmiać mnie za to – stwierdziła, poprawiając delikatny materiał swojej sukni i pilnując, by nie wcisnął się pomiędzy siedzenie i oparcie wygodnego fotela.
Na moment wychyliła się do przodu, zerkając na rząd krzeseł znajdujący się pod lożą; pomieszczenie wypełniało się, a na widowni zasiadało coraz więcej ludzi. Panna Lestrange nie miała więc wiele czasu na prywatne rozmowy, gdyż nieładnie było gawędzić w trakcie trwania niezwykłego spektaklu.
- Opowiedz mi proszę co straciłam z dnia zaślubin Parkinsonów – poprosiła cicho, nachylając się w kierunku kuzyna i spoglądając mu w oczy. Odruchowo sięgnęła ręką, by wygładzić jego szatę; w czułym geście ukryła wyjątkowo dużo przywiązania i ponownie wróciła myślami do kwestii rychłego rozstania się z rodziną.
Zbladła nieco, lecz gdyby siedzący obok kuzyn zechciał o to zapytać, wymigałaby się efektami ubocznymi świstoklika. Nie chciała go martwić przed występem, zasługiwał na odrobinę spokoju i możliwość szczerego radowania się oraz przeżywania muzyki.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Podwodna scena - Page 2 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064

Powrót do góry Go down

Muzyka potrafiła być ukojeniem, cierpieniem i gniewem, praktycznie każdym uczuciem znanym człowiekowi; dlatego pozostawała tak piękna oraz dojmująca, przenikająca odbiorcę na wskroś. Tylko ci, którym słoń nadepnął na ucho nie byli w stanie docenić piękna płynącego w skrupulatnie utkanych brzmieniach, ale tacy ludzie zwykle nie byli w żaden sposób godni uwagi. Byłem bardzo złączony z rodzinnym dziedzictwem i choć los poskąpił mi talentów, to tym wrażliwiej podchodziłem do pulsujących w powietrzu wygrywanych rytmów. I to właśnie dlatego nie trzeba było mnie namawiać na wizytę w podwodnym balecie, lokalu lorda Rosiera zakupionego dla naszej dalekiej kuzynki. W gruncie rzeczy miałem dość mieszane uczucia kiedy decyzja o pojawieniu się w tym miejscu zapadła; z jednej strony czułem pewnego rodzaju ekscytację na myśl o nowym doświadczeniu, z drugiej uważałem, że miejsce wszystkich syren znajdowało się na wyspie Wight, nie w magicznym porcie centrum Londynu. Ponoć do środka wpuszczano jedynie czarodziejów czystej krwi, więc również i tu plebs nie miał szans na wyrafinowane doznania świata sztuki. Co prowadziło mnie do konkluzji o bezsensowności istnienia tego przybytku, ale nie zamierzałem się w to wtrącać. Ani tym bardziej mówić swojej opinii na głos. Osłodą miało być idealne towarzystwo Marine, które pozwoliłoby mi przechylić szalę własnych odczuć na jedną ze stron. Ostatecznie wybrałem optymistyczne nastawienie względem naszego wyjścia. Upewniwszy się, że wyglądałem nienagannie w ciemnoniebieskiej szacie, oboje ruszyliśmy do świstoklika.
Podróż zniosłem chyba lepiej niż wciąż nieprzyzwyczajona lady Lestrange, świeżo upieczona absolwentka Hogwartu. Podałem jej swoje ramię, by mogła się na nim wesprzeć podczas powolnego spaceru w kierunku La Fantasmagorie. Już chciałem zacząć jakiś przyjemny temat rozmowy, by umilić nam upływające w podróży minuty, ale napotkani przypadkowo Bulstrodowie zniweczyły te plany. Lekko otwarte usta zamieniły się w uprzejmy uśmiech; powitania poszły lawinowo, kurtuazyjna rozmowa weszła gładko, bez żadnych zgrzytów. Okazało się, że oni również wybierali się na spektakl do podwodnego baletu, więc droga zamiast być krótsza, wydłużyła się nieprzyzwoicie. Na szczęście czcze gadki nie były niczym trudnym, choć na pewno męczącym. Poniekąd czułem się zaszczuty, kiedy szli z nami do miejsca oddawania płaszczy i kiedy wchodzili z nami na salę. Rozdzieliliśmy się dopiero na rozwidleniu prowadzącym do różnych lóż, co przyjąłem niejako z ulgą; choć twarz pozostawała niezmiennie uprzejma.
- Zrobię to z dziką radością. Odbiję sobie wszystkie stłumione śmiechy z lady Bulstrode jakie dotąd udało mi się zdusić w sobie – odparłem cicho, ale zająłem swoje miejsce przytrzymując poły szaty. Zerknąłem kontrolnie na scenę, na której jeszcze nic się nie działo, po czym powróciłem spojrzeniem do Marine. – Ale wiem, że ta chwila nigdy nie nadejdzie – stwierdziłem ni to zadowolony, ni to rozczarowany, że jeszcze nie jeden raz przyjdzie mi wywoływać w sobie stoicki spokój. – Państwo młodzi prezentowali się olśniewająco, sale również zostały urządzone niebywale gustownie – zacząłem krótką, treściwą relację. Cóż, w końcu odbywał się u Parkinsonów, a z czego jak z czego, ale z dobrego gustu byli znani na pewno. – Wbrew plotkom nie znalazłem wcale tak wiele osób spoza arystokracji, choć nastroje faktycznie były mocno napięte. Co najmniej, jakby wpuszczono upitego krewnego, którego nie należało ganić, ale wzbudzał zniesmaczenie – kontynuowałem, zerkając na kuzynkę. – Oprawa muzyczna była niemal doskonała – dodałem; wiadomo, że w pełni doskonała mogła być tylko od Lestrangów. – Wszystko w porządku? – spytałem, nie wiedząc, czy ulotne uczucie niepokoju było zasadne czy nie.


na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Flavien Lestrange
Flavien Lestrange
Zawód : pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 https://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 https://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5579-skrytka-nr-1373#130152 https://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148

Powrót do góry Go down

Gdyby los pokierował jej życiem inaczej, na pewno mimo wszystko wciąż odnalazłaby drogę do najpiękniejszej ze sztuk; gdyby jej rodowód nie był przesiąknięty muzyką, a korzenie nie sięgały ziemi, z której wyrośli prawdziwi wirtuozi i wielcy artyści, Marine pozostałaby wierna swojemu artyzmowi. Dzięki niemu potrafiła ukoić swoje emocje, nawet jeśli były niezwykle rozchwiane, potrafiła sięgnąć w głąb siebie i odnaleźć odpowiedzi na pytania, które przed sobą stawiała. Rozwijała się, jakkolwiek patetycznie mogło to brzmieć, lecz nie była nikomu winna wymówek. Lestrange w muzyce odnajdywała siłę i tak miało pozostać już do jej ostatniego dnia.
Gdy droga do celu robiła się trudna, nieoceniona okazywała się również pomoc kogoś bliskiego. Być może nie doceniała Flaviena tak mocno, jak na to zasługiwał; choć od ukończenia szkoły spędziła z nim odpowiednią ilość czasu, w perspektywie rychłego opuszczenia Wyspy Wight wciąż wydawało jej się, że tych wspólnych chwil było za mało. Być może powinna siedzieć z nim teraz na plaży i po prostu dzielić komfortową ciszę, lecz wybrali inną możliwość i musieli z niej teraz skorzystać.
Nie wypadało jej pojawić się na ślubie Marcela i Odette, choć darzyła pannę młodą szacunkiem i sympatią, a rodzina pana młodego była zaprzyjaźniona z jej własną. Odkąd na palcu serdecznym lewej dłoni lśnił turmalinowy pierścionek zaręczynowy, priorytety uległy zmianie i nieistotnym było, czy nie wykluczały się z preferencjami Marine. Była wdzięczna, że kuzyn zamierzał uchylić jej rąbka tajemnicy, jednocześnie nie skazując jej na katusze szczegółów, które sprawiłyby, że pożałowałaby swojej nieobecności.
- Niemal doskonała – wyłapała, powtarzając opinię Flaviena z figlarnym przekąsem. Mężczyzna miał rację, oboje wiedzieli, że ideał zostanie osiągnięty już niebawem, na zbliżającym się ślubie młodej śpiewaczki.
Korzystając z faktu, że spektakl wciąż jeszcze się nie rozpoczął, mogła w najlepsze konwersować z kuzynem, nie zważając na to, że tematy, jakie poruszała, w murach jej własnego domu mogłyby zostać uznane za niemalże szalone. Co dzieje się w Fantasmagorii, zostaje w Fantasmagorii.
- On wybrał ją ponad wszystkie inne, ponad panny o krwi szlachetniejszej – westchnęła, lecz w tonie jej głosu nie kryła się krytyka – Myślisz, że to miłość? Dostrzegłeś tam uczucie? – obeznany w ludzkich emocjach Flavien na pewno był na tyle spostrzegawczy, by wyłapać wszystko, co działo się na ślubie i weselu pomiędzy młodą parą.
Pokręciła głową, zbywając pytanie o samopoczucie. Wszystko przecież musiało być w porządku.



The past is gone. It went by, like dusk to dawn. Isn't that the way everybody's got the dues in life to pay?

dream on


Marine Yaxley
Marine Yaxley
Zawód : śpiewaczka, dama
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Isn't it lovely, all alone? Heart made of glass, my mind of stone. Tear me to pieces, skin to bone

"Hello, welcome home"
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Podwodna scena - Page 2 060da7246cff3ea68a8b3d81a5de583b
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5142-skrytka-bankowa-nr-1190 https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064

Powrót do góry Go down

Nigdy nie miałem dowiedzieć się jak mocno naznaczone było życie niemal każdej szlachetnie urodzonej damy. Po ślubie zostanę niezmiennie na wyspie Wight, w miejscu, od którego rozpoczęło się moje istnienie. Zachwycającym, pełnym eterycznego wdzięku, ze wszech stron inspirującego; zostanie zrodzonym właśnie w tym miejscu prawie zawsze oznaczało obranie ścieżki artystycznej, najgłębszej i najczulszej zarazem. Kojącą oczy i uszy, będącą trwałą podwaliną całego świata. To od niej rozpoczął się proces ukulturalniania człowieka na przestrzeni wieków, to ona łagodziła bestie i wreszcie to ona nadawała życiu sens. Cała reszta była prymitywną potrzebą zaspokojenia fizjologicznych potrzeb lub niedosytu władzy, poczucia namiastki potęgi. Co, oczywiście, również było ważne, przecież bez jedzenia umarlibyśmy bezapelacyjnie, ale prawdziwej głębi oraz wartości człowieka nadawała jedynie sztuka. My, potomkowie Lestrangów, wiedzieliśmy o tym najlepiej. Nieważne jak wielkie były dokonania innych rodów, to zawsze ten nasz mieliśmy wynosić na piedestał i nazywać się prawdziwymi znawcami meandrów wszelkiego artyzmu. I właśnie to było naszą zgubą. Marine wychodząc za mąż za kogokolwiek noszącego szlachetne nazwisko mogła być pewna, że w tamtych stronach nie odnajdzie skarbów przechowywanych przez naszą wyspę. Pozostającą wspólną wartością nawet po przejściu do innego rodu, ale jednocześnie czymś już odległym, nie tak bliskim kiedy po wyjściu z tarasu można było zanurzyć stopy w chłodnym piasku. Będącą punktem na mapie, podróżą dłużą lub krótszą, ale niebędącą już nigdy na wyciągnięcie ręki. To musiało boleć. Sam nie wiem jak zdołałbym przetrwać czas izolacji, zrozumienia, że od tej chwili przyświecać będzie mi inny cel. Krzewienie wartości nowej rodziny, w tym przypadku tak całkowicie odmiennej od naszej; nadal nie wyobrażałem sobie przeistoczenia wyspiarskiej lilii w bagienną lilię Fenland. A jednak chwila ta nadchodziła nieuchronnie, może stąd wynikają obawy kuzynki?
Uśmiechnąłem się, nie komentując na głos oprawy muzycznej minionego wydarzenia, nie wypadało. Ceniłem Parkinsonów, ale to jednak my przodowaliśmy w tej dziedzinie i nic nie mogło równać się instrumentalnemu kunsztowi naszej rodziny. Bez względu jak inni staraliby się wyprzeć te informacje ze swojej głowy. Zaraz zresztą mieliśmy poddać się podróży w głąb Wight, choć tym razem sztucznie, poprzez występ wynajętych do tego lokalu syren. Byłem ciekaw czy stworzenia prezentowały się równie urokliwie co u nas.
Spojrzałem zaciekawiony na Marine, zastanawiając się na ile jej pytanie zostało podszyte ciekawością, a na ile wyściełane było drugim dnem. Nie musiałem zastanawiać się długo nad odpowiedzią, była oczywista.
- Jeśli mam być szczery, to dawno nie widziałem tyle uczucia na szlacheckim ślubie – odparłem w końcu, neutralnie. Bez sentymentów, wzruszeń i westchnień. Ot, zwyczajnie. – Myślę, że tak patrzą na siebie ludzie zakochani – dodałem zaraz, tym razem w lekkim zamyśleniu. Nigdy nie doznałem takiego stanu. Nie, by trwał dłużej niż kilka miesięcy. Nie wiem jak sprawa wyglądała u państwa młodych, ale sprawiali wrażenie, jakby znali się od zawsze, a głębokie uczucie jakim się darzyli trwało już bardzo długo. Cóż, mogłem się mylić. – Zastanawiasz się czy to możliwe? – spytałem z troską. Czy to możliwe, by kochać? W naszym środowisku? Czy to nie zbyt śmiałe myśli, wizje, marzenia… plany?


na brzeg
wpływają rozpienione treny
w morzu płaczą syreny,
bo morze jest gorzkie

Flavien Lestrange
Flavien Lestrange
Zawód : pomocnik dyrektora artystycznego rodowej opery
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
De la musique avant toute chose,
Te pour cela préfère l’Impair.
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5559-flavien-lestrange#129850 https://www.morsmordre.net/t5572-jean-claude#130040 https://www.morsmordre.net/t5570-flavienowe#130037 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t5579-skrytka-nr-1373#130152 https://www.morsmordre.net/t5578-flavien-lestrange#130148

Powrót do góry Go down

Początek listopada

To miała być niespodzianka. Swoisty prezent, być może również niewielka forma zadośćuczynienia - za to, że Letycja musiała się o niego martwić. Ostatnim czego pragnął, to aby jego rodzina musiała się o niego niepokoić. Jednocześnie był w sposób niemal boleśnie świadomy, jak wiele faktycznie mają z jego winy powodów do zmartwień. Uznał więc, że jedyne, co może zrobić, to wnieść do życia każdego z osobna odrobinę radości. I to właśnie ku kuzynce w pierwszej kolejności zwrócił swoją uwagę, oferując jej zaproszenie na spektakl, którego, jak przypuszczał, nie miała okazji wcześniej oglądać.
- Widziałaś kiedyś z bliska syreny? - to była jedyna podpowiedź, której udzielił Letycji, gdy zapytała go o to, jaki był cel ich podróży. Był niemal pewien, że jego kuzynka nie miała jeszcze okazji, aby na własne oczy obserwować te przedziwne morskie stworzenia. Stworzenia, których fizjonomia łączyła to, co najdoskonalsze w kobiecych kształtach z dziką egzotyką i tajemnicą morskich głębin. On sam widywał już syreny - nigdy nie były to jednak piękne muzy, jak te tutaj. Podczas swoich podróży miał styczność z naprawdę wieloma nadzwyczajnymi gatunkami, jednak kreatury, na które zwykle padał jego wzrok, były wściekłe, szalone i drapieżne. Jedna z takich syren, wyłowionych siłą spomiędzy skał u wybrzeży Sekwany niemal odgryzła mu palec. Z tego co kojarzył, jej łuska posłużyła później do wyrobu pięknej biżuterii.
O trzech gwiazdach mieszkających w sercu La Fantasmagorie słyszał wiele - jednak wszystkie epitety, którymi określano ich piękno oraz sztukę, którą prezentowały publiczności były na tyle abstrakcyjne, że ciężko było zdecydować, co jest bliższe prawdzie. Niektórzy określali ten spektakl jako przerażający, co akurat Burke mógł zrozumieć, bo przecież syreny specjalizowały się w sianiu strachu w sercach mężczyzn. Inni twierdzili jednak, że nie sposób znaleźć piękniejszego przedstawienia - głos najstarszej z występujących artystek miał być ponoć słodki niczym miód, a połyskująca łuska dwóch młodszych tancerek nęciła i kusiła niczym śmiertelna pułapka. Już się nie mógł doczekać.


His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

Od czasu krótkiej rozmowy tuż po zakończeniu szczytu w Stonehenge, Letycja nie miała zbyt wielu okazji do spotkań z kuzynem. Pochłonięta pracą, rzadko opuszczała swój przytulny gabinecik; jeśli już miało to miejsce, zwykle oddawała się prędko objęciom Morfeusza albo nękała skrzaty o kolejne porcje jej absolutnie ulubionych, korzennych ciasteczek. Ucieszyła się więc szczerze na propozycję Craig'a, choć nie zdradził jej celu ich podróży. Uśmiech czający się w kącikach jego warg, świadczył jednak o tym, że niespodzianka z całą pewnością należała do tych przyjemniejszych. Zaufała mu w tej kwestii całkowicie; dotychczas nigdy jej nie zawiódł, zabierając ją w coraz to nowe, zawsze coraz wspanialsze miejsca. Tym razem nie było inaczej.
Słysząc podpowiedź padającą z ust kuzyna, pokręciła delikatnie głową, a onyksowe spojrzenie zabłyszczało z zainteresowaniem. Choć panienka Burke nie była nigdy przesadną entuzjastką magicznych stworzeń, bardzo intrygowały ją zdolności, które posiadały owe organizmy. Syreny nie stanowiły tutaj wyjątku. Choć z jednej strony fascynował ją ich widok na postarzałych rycinach, dokładne opisy pozbawiły ją prędko złudzeń. Piękno owych stworzeń potrafiło niejednego wywieźć na manowce, a nawet pozbawić życia. Czy jednak miała się czego obawiać, mając u boku swego drogiego kuzyna? Powiodła spojrzeniem po jego bladej twarzy, a kącik jej spowitych krwistą czerwienią ust uniósł się ku górze.
Widziałam je jedynie na rycinach — odparła miękko, odgarniając z twarzy kosmyk, któremu udało się wysunąć ze starannego upięcia. Obsydianowe grzebienie do włosów, tak gorąco polecane przez mateczkę, nie potrafiły utrzymać w ryzach jej niesfornych, długich włosów.
Czy to prawda, że są tak niebezpieczne? — zapytała, mając nadzieję, że kuzyn posiada nieco więcej praktycznej wiedzy niżeli ona sama. Nieustanne pragnienie poszerzania swoich horyzontów ujawniało się w każdej z dziedzin; nie do końca było istotne, czy była ona powiązana z wybraną przezeń ścieżką życia.  
Dziewczę powiodło uważnym, świdrującym wręcz spojrzeniem po kunsztownie urządzonym pomieszczeniu. Często widywała podobne wnętrza, toteż nie wywarło to nań większego wrażenia, jednak wizja obserwacji tych tajemniczych stworzeń budziła weń ogromną ekscytację. Musiała Craig'owi przyznać, wiedział doskonale w jaki sposób sprawić jej radość.
Laetitia Burke
Laetitia Burke
Zawód : aspirująca magiuzdrowicielka od chorób genetycznych
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Fear not old prophecies. We defy them. We make our own heaven and our own hell.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7010-laetitia-burke#184235 https://www.morsmordre.net/t7100-atropos#188019 https://www.morsmordre.net/t7099-atropa-belladonna#188014 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t7105-skrytka-bankowa-nr-1627 https://www.morsmordre.net/t7104-letycja-burke#188061

Powrót do góry Go down

- Ryciny nigdy nie są w stanie w pełni oddać prawdziwości natury - odpowiedział, zamyślając się na chwilę. Nawet najwspanialszym rysunkom zawsze czegoś brakowało. Tej głębi. Tego błysku, tekstury futra, napięcia mięśni. Ale to dobrze! Dobrze, bo to oznaczało, że Craig mógł dziś pokazać swojej kuzynce coś nowego, coś prawdziwego i pięknego.
- Najprawdziwsza prawda - odpowiedział, kiedy schodzili po stopniach prowadzących ku tej jednej, prawdziwie wyjątkowej sali. Craig nie słyszał o innym miejscu, któe byłoby podobne podwodnemu baletowi lorda Rosiera. Nikomu nie udało się zorganizować tak niezwykłego widowiska, którego nie tworzyli ludzie, ale istoty jednocześnie krwiożercze jak i nieziemsko piękne. - Są piekielnie silne i bez trudu potrafią powalić rosłego mężczyznę. A jeśli wyczują krew, och, moja droga. O tym lepiej nie myśleć - całe szczęście jednak, że trzy artystki La Fantasmagorie były zdecydowanie bardziej cywilizowane. Naturalnie, mając w pamięci dzikie i nieokrzesane potwory, które widywał nad Loarą, w pierwszej chwili miał opory przed obejrzeniem spektaklu trzech syren. Bardzo prędko zdał sobie jednak sprawę, że jego obawy są zupełnie bezpodstawne. Gdyby nie upewniono się, że publiczność jest całkowicie bezpieczna, na pewno żadne tańce nie miałyby miejsca. Lord Rosier w końcu nie mógł ryzykować, szczególnie zważywszy na fakt, że balet ten został podarowany jego małżonce. Dlatego też Burke nie wahał się ani chwili dłużej, oferując swojej drogiej kuzynce wizytę właśnie w tym niezwykłym miejscu. I kiedy wkroczyli finalnie do sali, gdzie zamiast sceny rozciągało się obszerne, błękitne akwarium. W pomieszczeniu panował półmrok, więc lekko falująca woda rzucała na publikę delikatne refleksy świetlne. Całość dawała raczej niepokojące wrażenie, jakby z wody faktycznie miało wynurzyć się coś krwiożerczego. Cisza przed burzą.
- Te jednak nie zrobią ci krzywdy - uśmiechnął się Burke, nachylając się lekko w stronę swojej kuzynki. Ujął ją mocniej pod rękę, kierując się w stronę foteli na samym przedzie. To miał być wyjątkowy spektakl, cała sala była bowiem pusta, dzisiejsze przedstawienie Burke zarezerwował tylko dla ich dwojga. Wszystko po to, aby Letycja mogła w pełni nacieszyć swoje oczy widokiem połyskującej łuski oraz by jej uszy doceniły dzikie, głębokie syrenie śpiewy.


His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

Letycja zamyśliła się na krótką chwilę, na wspomnienie starannych rycin przedstawiających owe, równie piękne co i drapieżne stworzenia. Kiedy była dzieckiem, jej uwagę najbardziej przykuwała misterna struktura łusek, pokrywających umięśnione ciała syren. Zawsze wyobrażała sobie, że w świetle dnia muszą one mienić się kolorami tęczy. Czy rzeczywistość zamierzała sprostać jej oczekiwaniom? Czy ich szpiczaste końce były tak piekielne ostre jak podpowiadała jej wyobraźnia? Akurat tego aspektu, nie miała w zamiarze poddawać w wątpliwość, pozostawiając owe pytanie bez odpowiedzi.
Dziewczę kroczyło ramię w ramię z kuzynem, krokiem równie dostojnym i pewnym. Nie wyglądała na przestraszoną, na jej białej niczym mleko skórze, wykwitły nawet rumieńce ekscytacji, a czarne oczy zabłyszczały dziko.
Czy łatwiej je obezwładnić z pomocą magii? — zapytała, jawnie zainteresowana — Zapach krwi budzi w nich żądzę zabijania? — dopytała, zapisując w myślach, by podczas wieczornej sesji naukowej przejrzeć woluminy traktujące o syrenich zmysłach. Nawet oddając się nieprzyziemnym wcale przyjemnościom, nie potrafiła ugasić swojej ciekawości.
Panienka Burke usadowiła się wygodnie na obitym czarnym aksamitem fotelu, usiłując objąć spojrzeniem obszerne akwarium. Półmrok, który panował w sali, dodawał jedynie enigmatycznej aury nadchodzącemu pokazowi. Po dłuższej chwili, zwróciła się do kuzyna zdecydowanie ciszej, jakby nie chciała psuć atmosfery donośnym gwarem rozmów:
Zapewne gdyby miały ku temu okazje, niewiele by z nas zostało, czyż nie? — uśmiech błąkał się po jej bladych wargach, a spojrzenie zawisło na półcieniach rzucanych przez falującą w akwarium wodę. Widać było, że już nie mogła się doczekać, kiedy ujrzy te niesamowite stworzenia. Skupienie wymalowane na jej bladej twarzy w połączeniu z dziecięcą wręcz ekscytacją sprawiło, że rysy jej twarzy nieco złagodniały. Nie wyglądała już jak wiecznie naburmuszona panna z dobrego domu, a raczej jak absolutna entuzjastka owych, morskich stworzeń. Przy swym kuzynie nie musiała się jednak ukrywać ze swoją radością. W końcu taki był jego cel, gdy ją tutaj zaprosił.
Laetitia Burke
Laetitia Burke
Zawód : aspirująca magiuzdrowicielka od chorób genetycznych
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Fear not old prophecies. We defy them. We make our own heaven and our own hell.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7010-laetitia-burke#184235 https://www.morsmordre.net/t7100-atropos#188019 https://www.morsmordre.net/t7099-atropa-belladonna#188014 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t7105-skrytka-bankowa-nr-1627 https://www.morsmordre.net/t7104-letycja-burke#188061

Powrót do góry Go down

- Owszem. A jakże inaczej? - w końcu od tego istniała magia, by za jej pomocą czarodzieje dokonywali rzeczy niezwykłych. Ponadto, Burke nie kojarzył nikogo, kto chciałby się siłować z oślizgłym, płetwiastym i do tego bardzo silnym stworzeniem, wyposażonym w ostre kły i pazury. Istniały oczywiście zaklęcia, które tylko odbijały się od ich łuskowanej skóry i nie robiły im krzywdy, ale ludzkość znała również takie, które świetnie sprawdzały się przeciwko syrenom.
- Jak w przypadku każdego drapieżnika - jako morskie stworzenia, istoty te miały bardzo wyczulony zmysł węchu. Krew rozpuszczona w wodzie pobudzała je. Nie, od syren zdecydowanie należało się trzymać z daleka - chyba, że ktoś mógł poręczyć za nie własną głową i reputacją. A tak właśnie było w przypadku baletu należącego do Rosiera.
- Te tutaj nie są dzikie. Przynajmniej nie całkiem - odparł, sadowiąc się na jednym z foteli. W tym momencie niestety musiał przyznać się do niewiedzy. Nie było okazji by dopytać Tristana, skąd właściwie pochodzą trzy rybie piękności i jak udało się je przysposobić do tańca, a nie do mordowania wszystkiego co chodzi na dwóch nogach. Ubodło to odrobinę jego dumę, jako że lubił uchodzić za doskonale poinformowanego, szczególnie w oczach swojej kuzynki - Gdyby te tutaj były dzikimi zwierzętami, nie potrafiłyby tworzyć pięknych spektakli, nie sądzisz? - wtedy to byłoby jak oglądanie zwierząt w zoo. Natura sama w sobie potrafiła być piękna, temu nie mógł zaprzeczyć. Jednakże jak osoba mocno powiązana ze światem sztuki, Craig doskonale wiedział, że czysta dzikość nie mogła być nazwana arcydziełem. Mogła być inspiracją, źródłem natchnienia dla artysty. Sama w sobie wciąż pozostawała jednak tylko błyskiem pazurów, spływającą posoką i ostatnim tchem umierającej ofiary. Bezduszny, pusty cykl życia i śmierci. Teraz mieli być świadkami połączenia tych dwóch światów - poskromionej dzikości, przekształconej w coś więcej niż słodką obietnicę mordu, którą syreny zwykły składać mężczyznom. Zanim rozległ się cichy dźwięk oznaczający rozpoczęcie przedstawienia i światła powoli przygasły, Burke dostrzegł tę ekscytację, kryjącą się w oczach Letycji. Musiał przyznać, że ucieszył go ten widok.
- To ponoć prawdziwe artystki. - ostatnie słowa wypowiedział już właściwie szeptem. Goście honorowi znaleźli się na miejscu, więc spektakl się rozpoczynał.


His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

Pokiwała nieśpiesznie głową, zastanawiając się jakie inkantacje mogłyby okazać się skuteczne w przypadku spotkania z syreną. Zapewne nie były to podstawowe zaklęcia, których nauczano ich w szkole, biorąc pod uwagę fizjonomię owych stworzeń — okazałyby się zapewne całkowicie nieskuteczne. Może warto byłoby się z nimi zapoznać? Zapisawszy w myślach kolejne zagadnienie warte późniejszego przestudiowania, powiodła uważnym spojrzeniem po migoczącej refleksami słabego światła, powierzchni wody.
Chyba nie chciałabym zobaczyć syreny wpadającej w krwiożerczy szał — podsumowała jedynie, układając dłonie na aksamitnych podłokietnikach. Pomimo okropieństw jakimi jawiły się syreny, Letycja wręcz nie mogła się doczekać rozpoczęcia pokazu.
Zdaje mi się, że finezja ich poruszania czy piękno śpiewu są im nadane od natury, ich pozorne poskromienie dzikości jest zapewne jedynie drogą do przetrwania, która bierze górę w przypadku każdego gatunku — dodała, tonem równie cichym i łagodnym co chwilę wcześniej. Przygasające światła sprawiły zwiastowały rozpoczęcie spektaklu, toteż dziewczę oparło się wygodnie o oparcie, wwiercając spojrzenie w przejrzystą taflę wody.
Pierwsza pojawiła się najmłodsza z syren, Partenopa, zachwycająca swą smukłością i połyskującym srebrem łuski. Biel jej włosów przywiodła Lecie na myśl wile, które równie skutecznie, z pomocą swego piękna zwabiały ofiarę. Letycji zdała się wręcz krucha, jej blada twarzyczka przywodziła na myśl raczej bezbronne dziewczę, niż krwiożercze monstrum. Jakież czasem pozory potrafiły być mylące. Kilka chwil później, z głębi wyłowiła się kolejna, kruczowłosa tym razem piękność. Kolor spowijający jej łuski, przywiódł dziewczynie na myśl szafiry, błyszczące na piaskowym dnie oceanu. Twarz kolejnej z syren wydała jej się jednak zdecydowanie bardziej poważna, dojrzalsza. Zastanawiałaby się pewnie nad jej możliwym wiekiem dłużej, gdyby nie miękki, wyjątkowo dźwięczny głos kolejnej, która jakby znikąd pojawiła się u szczytu akwarium. Tembr głosu zdawał się kierować nurtem wody, spokojna tafla zamieniała się w groźną falę, gdy tylko jej śpiew przybierał na sile. Złoto fal włosów jak i błyszczącej łuski najstarszej z syren, zdawało się idealnie współgrać z delikatnym turkusem wody. Letycja cicho westchnęła, całkowicie urzeczona i wręcz zachwycona owym widokiem.
Są niesamowite — wydusiła szeptem, nie mogąc oderwać wzroku od trzech bogini. Czy miała jakiekolwiek prawo dziwić się mężczyznom, że tak łatwo ulegali ich wdziękom?
Laetitia Burke
Laetitia Burke
Zawód : aspirująca magiuzdrowicielka od chorób genetycznych
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Fear not old prophecies. We defy them. We make our own heaven and our own hell.
OPCM : 1
UROKI : 5
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7010-laetitia-burke#184235 https://www.morsmordre.net/t7100-atropos#188019 https://www.morsmordre.net/t7099-atropa-belladonna#188014 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t7105-skrytka-bankowa-nr-1627 https://www.morsmordre.net/t7104-letycja-burke#188061

Powrót do góry Go down

Na to pytanie też nie znał odpowiedzi. Na pewno poskutkowałyby zaklęcia normalnie używane do konfrontacji ze zwierzętami gruboskórnymi. Czy jednak istniały takie stworzone specjalnie z myślą o walce z syreną? Nie wiedział. Nie interesował się tym tematem na tyle. Rad był jednak, że Letycja zainteresowała się tematem, choć, Salazarze uchowaj, nie sądził by musiała kiedyś faktycznie bronić się przed jednym z tych stworzeń.
Słysząc słowa kuzynki, Craig spojrzał na nią w zamyśleniu. Nie zastanawiał się nigdy nad tym, ale w jej wypowiedzi mogło kryć się naprawdę dużo prawdy. Im bardziej rozwijała się technologia i przemysł, tym gorzej musiało się żyć dzikim zwierzętom. Przecież rezerwaty tworzono nie tylko po to, by chronić magiczne stworzenia przed mugolami. Chodziło też o to, by uchronić faunę oraz florę przed wpływami industrialnymi. Z tego co wiedział, syreny Rosiera miały możliwość pływania w Tamizie - mogły bez trudu wypływać do rzeki. Gdyby więc zechciały, mogłyby odejść. A jednak wolały zostać tutaj, w chronionym, czystym zbiorniku, gdzie mogły także rozwijać swoje talenty i pokazywać wdzięki publiczności. Z jednej strony był pod wrażeniem, z drugiej - właściwie zrobiło mu się trochę przykro.
Nie miał jednak czasu na dłuższe dywagacje na ten temat. Gdy tylko w wodzie dostrzegł tajemnicze błyski, które zdradziły mu, że oto na scenę wkraczają artystki, Burke odruchowo lekko napiął mięśnie. Natura doskonale wiedziała, jak wykorzystywać słabości potencjalnych ofiar. Nie istniał gatunek doskonały, każdy jeden przejawiał jakąś cechę, którą dało się wykorzystać przeciwko niemu. Człowiek nie był tu wyjątkiem. Nawet czarodzieje, którzy przecież potrafili władać magią, wciąż ulegali pokusom, a magiczne zdolności i różdżki przestawały mieć znaczenie, jeśli drapieżnik odpowiednio sprawnie podszedł swoją ofiarę. Słabością mężczyzn były między innymi kobiety - i tylko ślepiec nie byłby w stanie docenić tego, jak zniewalającą urodą dysponowały gwiazdy baletu Rosiera. Nie mógł oderwać wzroku od pląsów dwóch młodszych syren, a głos trzeciej przeszywał go na wskroś. Przez kilka chwil zapomniał nawet, że tuż obok niego zasiadała Letycja - był tylko on i tańczące syreny. Wiedział, że ten występ będzie pełen wrażeń, nie mógł się jednak domyślać, że podziała na niego aż tak intensywnie. To było piękne i przerażające jednocześnie. Obudziła się w nim jakaś tęsknota, jakieś pragnienie - miał ochotę zerwać się z miejsca i dołączyć do trójki pluskającej się w wodzie. Jednocześnie pragnienie to nie było na tyle silne, by faktycznie miał to zrobić. Czy to syreny się hamowały, czy może w grę wchodziły jakieś czary ochronne, Craig pozostał na swoim miejscu aż do zakończenia spektaklu. Trójka syren wycofała się w głębiny, jasna i ciemna łuska zniknęły odmętach błękitnej wody, a głos trzeciej po raz ostatni rozbrzmiał w powietrzu - i także zamilkł. Craig dopiero teraz zdał sobie sprawę, że wstrzymuje oddech. Wypuścił go więc dyskretnie, dopiero po chwili zerkając na swoją towarzyszkę.
- Zdecydowanie... niesamowite.

Ostatni post tu


His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou


Ostatnio zmieniony przez Craig Burke dnia 27.02.20 23:30, w całości zmieniany 1 raz
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 8
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823

Powrót do góry Go down

| 24.03

Szum rozmów rozmywał się, cichł, odbijając się coraz wątlejszym echem od marmurowych ścian korytarza - większość widzów jednego z premierowych spektakli wyszła już z pomieszczenia kryjącego w sobie perłę la Fantasmagorii, podwodną scenę, zmierzając nieśpiesznie ku restauracji. Deirdre znała niemalże na pamięć kierunek wędrówki szlachetnego ludu, nie kończącego wieczoru pełnego artystycznej przyjemności tylko na delektowaniu się sztuką. Spędzali w magicznym balecie nieraz niemalże całą noc, przesiadując w restauracji, gdzie przy wyjątkowo drogich posiłkach i trunkach sprowadzanych przez najlepszych sommelierów, omawiali detale występu, gładko przechodząc do spraw mniej artystycznych. Dobre widowisko otwierało serca i dusze, pozwalało rozluźnić się, przeżyć katharsis, na moment odrywając się od rzeczywistości, a w Fantasmagorii dbano, by poczucie odrealnienia trwało jak najdłużej. Do magicznego baletu nie wpuszczano sów w naglącymi listami, dbano o wysoki poziom klienteli, a wygodne wnętrza zachęcały do spędzenia w murach przybytku wielu godzin, gwarantując zaspokojenie niemalże wszystkich potrzeb. Mericourt nie mogła pozbyć się wrażenia, że w pewien sposób zatoczyła krąg, znów znajdując się w bardziej moralnej wersji Wenus - tego wieczoru także towarzyszyła jednemu mężczyźnie, wiekowemu lordowi Fawleyowi, zabawiając go rozmową, prowadząc do loży, racząc ciekawostkami o występie, a później żegnając go ze szczerą nadzieją, że fantasmagoria potrwa dla niego jeszcze dłużej, gdy zasiądzie przy drogich przekąskach wraz ze swoimi przyjaciółmi z wyższych sfer.
Skłoniła mu się nisko, z szacunkiem, widząc w oczach wiekowego czarodzieja wdzięczność oraz pewien smutek, że nie będzie towarzyszyła mu przy posiłku - odmówiła z dobrze udawanym żalem, wspominając o czekających ją obowiązkach. Takowe faktycznie majaczyły gdzieś w tle wieczoru, ale tak naprawdę potrzebowała po prostu chwili dla siebie; ciągle nie czuła się w pełni sobą, a kilka godzin spędzonych w la Fantasmagorii zmęczyło ją bardziej niż zwykle.
Ostatni goście zniknęli za załomem korytarza - dopiero wtedy uroczy, tajemniczy i wyważony uśmiech zniknął z twarzy madame Mericourt. Powoli odwróciła się i przeszła przez drzwi do podwodnej sceny, którą przed momentem opuścili wszyscy widzowie - fotele już skrywały się w półmroku, wybrała więc ten najbliższy, opadając w jego wyjątkową miękkość. Wypuściła z westchnieniem powietrze z płuc, przyciskając opuszki palców do skroni; czuła zbliżający się ból głowy, atakujący zawsze wtedy, gdy pełne pokarmu piersi domagały się przystawienia dziecka. Nie chciała jednak wracać do domu od razu, lubiła to zmęczenie, lubiła wersję siebie, w której nie musiała służyć za źródło mleka i magicznej mocy. Wyciągnęła przed siebie nogi w wysokich butach i sięgnęła ku tyłowi głowy, wyciągając z ścisłego koka długą, szylkretową pałeczkę, utrzymującą misterną fryzurę w ryzach. Sekundę później czarne, jedwabiste i zadziwiająco proste włosy spłynęły na kark i ramiona, otulając ją kosmykami wręcz żałobnej woalki.
Dopiero wtedy dostrzegła, że nie jest na sali sama; że miejsce oddalone od niej o kilka siedzeń zajmuje nieco skulona, kobieca postać. Deirdre zamarła na moment - choć nie zrobiła nic uwłaczającego, powinna mieć się na baczności, nie mogła okazywać znużenia i osłabienia, miała być perfekcyjną opiekunką tego miejsca. Zalało ją poczucie winy i zawstydzenia, szybko jednak przemienione w pęd do działania. Wyprostowała się i odruchowo poprawiła przód przypominającej kimono sukni, śmiało spoglądając w zadziwiająco niewinną, śliczną twarz nieznajomej. Przytłumione światło świec nie pozwalało dokładnie rozpoznać jej rysów, ale na pewno miała do czynienia z lady lub wysoko urodzoną czystokrwistą, której należny był szacunek i uwaga.
- Przepraszam, nie spostrzegłam lady tutaj - powiedziała cicho, powoli podnosząc się z fotela, by zrobić krok w stronę jasnowłosej kobiety. - Czy mogę w czymś pomóc? Coś lady zaniepokoiło w przedstawieniu? Ma lady jakieś życzenia? - spytała troskliwie, ale nienachalnie; madame Mericourt była tu po to, by pomóc, by uczynić wieczór spędzony w Fantasmagorii najprzyjemniejszym. Nieznajoma z jakiegoś jednak powodu została tutaj po zakończeniu spektaklu - może szukała samotności, może coś poruszyło ją na tyle, by potrzebowała chwili oddechu? Deirdre zaplotła dłonie na podołku, z bliska mogąc już bardziej przyjrzeć się czarownicy - sama czuła się dziwnie, w Fantasmagorii praktycznie nigdy nie nosiła rozpiętych włosów, tak samo w Wenus: w pracy dbała o perfekcję fryzury, o ukrycie swego atutu. Miękkie kosmyki opadające na ramiona kojrzyły się jej tylko z Białą Willą, z nieskrępowaną nagością, ze swobodą zahaczającą o ekshibicjonizm. Nie mogła jednak znów spinać włosów - poświęcała całą swą uwagę rozmówczyni, która z każdą sekundą zdawała się jej kogoś przypominać.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I know it hurts
you know I'd quench that thirst

{feel your body closing, I can rip it open}
OPCM : 40
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Podwodna scena

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach