Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Mary Celeste
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Statek Widmo Mary Celeste

Właściwie nie wiadomo gdzie ani na jakich wodach Mary Celeste została zatopiona, wydarzyło się to około stu lat temu. Czarodzieje, którzy na nim umarli, nie zaprzątnęli sobie szczególnie głowy śmiercią - w momencie katastrofy odbywał się wielki bal. I bal ten trwa do dzisiaj, duchy tańczą od stu lat nieprzerwanie, ubrane w powłóczyste odświętne suknie i eleganckie wyjściowe szaty. Każdy może wejść między duchy i dołączyć do tej niekończącej się wiecznej zabawy. Czasem zdają się nie zauważać gości, czasem sami zapraszają ich do tańca; nie zwracają uwagi na strój ani urodzenie.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Mary Celeste - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Valerij nie potrafił uchwycić swoich myśli. Gdzieś mu wszystko umykało, pędziło, nie potrafiło zatrzymać się na chwilę w miejscu, sprawiając, że tym samym posiadał w głowie tak dziwnie obca pustkę, niepewność co do tego co się właściwie w tym momencie działo. Wszystko dochodziło do niego jak gdyby z opóźnieniem. W tym momencie niewątpliwie leżał na deskach pomostu. Ciało podpowiadało mu, że wcale z tej pozycji nie chce się ruszać, że tak jest dobrze, że tak powinien zostać. Był osłabiony przez truciznę krążąca w jego żyłach. Jako naukowiec, truciciel doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to właśnie jej efekt z każda chwilą coraz bardziej się potęguje, osłabia go. Świadomość tego sprawiała zaś, że umysł nie wył alarmująco na temat tego, że nie może tu tkwić w bezruchu. Trudno powiedzieć, które z tych głosów wygrałoby walkę, gdyby nagle nie okazało się, że jest tu też Cynerik potrzebujący jego pomocy. Dolohov doczołgał się ku niemu i pomógł wywlec lordowskie ciało na stały grunt. Przeraziło go to jak wiotkie się stało, oddech miał nierówny, rwany.
- Na bok, trzeba go położyć na boku... - wydusił z siebie, mało zgrabnie próbując umiejscowić nieprzytomnego w chcianej pozycji. Gdy tylko im się udało ciało tego zaczęło odkasływać wodę, Valerij był pewien że na moment nawet jego kompan odzyskał świadomość, ta jednak gdzieś zaraz ponownie zniknęła. Valerij co prawda nie był uzdrowicielem, wykształconym medykiem, lecz ostatnio spędzał dostatecznie dużo czasu przy badaniach z Cassandrą by zrozumieć podstawowe mechanizmy rządzące ludzkim ciałem. Wiedział, że ciało samo było wstanie się wybronić z wielu dolegliwości, jeśli dało się mu ku temu możliwość - na przykład tak jak teraz, pozwalając na to by Cynerik oczyścił drogi oddechowe z nadmiaru brudnego płynu. Zaraz po tym Dolochov siedząc na klęczkach podparł ramionami się o własne uda. Czuł niewyobrażalne zmęczenie, jednak doskonale rozumiał co mówiła obca czarownica. Wiedział, że nie mógł trafić do Munga, wiedział, że nie było wskazanym by obracał się w tłumie wśród nieznajomych wraz z nieprzytomnym Cynerikiem. Oboje rzucali się w oczy.
Pociągnął nosem, zaczesał palcami wilgotne pasma włosów do tyłu przyklejając je do czaszki.
- Nie wiem - była to odpowiedz na wszystkie pytania i sugestie. Sytuacja decyzyjna taka jak ta nieco go przerastała - Po kolei... - poprosił. Ciągle był w lekkim szoku, trudno mu było ocenić w pełni dysponowanymi możliwościami - Spróbujmy go podnieść, zobaczę czy dam radę z nim ustać - Zasugerował na początek, przerzucając sobie ramię bezwładnego mężczyzny przez bark, drugą ręką po tym jak nieco go dźwignął ujął nad biodrem. Najtrudniejsze zadanie było przed nim - musiał się i Cynerika dźwignąć do pionu. Czarownica musiała mu w tym pomóc - Na trzy - zaproponował, a następnie na rzeczone hasło niezgrabnie, mozolnie się podniósł, przyjmując na siebie coraz to większy ciężar szlachcica. Fantastycznie. Jakoś razem stali - Odsuń się zobaczę jak sobie z nim poradzę... - powiedział, a potem powolnym krokiem zaczął sunąć do przodu, wiedząc, że było bez szans na to by zaszedł z nim aż na Nokturn bez korzystania z kominka - Chyba dam radę... - nie biło z niego przekonanie - O tej porze pewnie Parszywy Pasażer wolałbym jednak uniknąć potrzeby zagłębiania się w tamte okolice. Są niebezpieczne. Wiesz może gdzie indziej może znajdować się inny kominek...?

Valerij: 108/208
Valerij Dolohov
Valerij Dolohov
Zawód : Alchemik, złodziej
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zaręczony
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 6
UROKI : 2
ALCHEMIA : 33
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4909-dolohov-budowa#106821 https://www.morsmordre.net/t5027-valerij-dolohov#107940 https://www.morsmordre.net/t5028-wybuchowy-alchemik#107941 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t5051-skrytka-bankowa-nr-1263 https://www.morsmordre.net/t5026-valerij-dolohov

Powrót do góry Go down

Charlie po upewnieniu się, że drugi wyciągnięty mężczyzna żyje i oddycha, pomogła przetoczyć nieprzytomnego na bok i ułożyć go tak, jak pobieżnie pokazywali podczas jednego ze szkoleń w trakcie mungowego alchemicznego kursu, gdzie wpojono jej też podstawową wiedzę z zakresu anatomii. Szkoda, że nie zaklęć leczniczych, które teraz bardzo by się przydały. Miała wrażenie że w pewnym momencie poruszył się, ale może tylko jej się zdawało? Niestety się nie ocknął, ale najważniejsze że oddychał. Mógł mieć na ciele obrażenia, których nie było widać w obecnych warunkach, więc trudno było powiedzieć, co mu jest, i czy przenoszenie go było bezpieczne. Ale nie mógł tu zostać, a sprowadzanie uzdrowicieli za pomocą Medico przestało działać z chwilą majowego wybuchu anomalii. Nie mogli więc ich tu przyzwać.
Widziała też, że przytomny mężczyzna również nie wyglądał na okaz zdrowia i możliwe, że wciąż był w lekkim szoku po wcześniejszym wypadku, cokolwiek się wydarzyło. Sama była drobną, niezbyt wysoką dziewczyną pozbawioną znaczącej siły fizycznej, ale jako jedyna tutaj była w pełni zdrowia, więc musiała się postarać i przyjąć na siebie część ciężaru. Byłoby im lżej gdyby mężczyzna był przytomny i mógł sam utrzymać równowagę; miała wrażenie że nieprzytomni ludzie są znacznie ciężsi niż w normalnym stanie.
Założyła z powrotem buty i zabrała resztę wcześniej porzuconych szpargałów, które zostawiła na pomoście przed skokiem do wody, po czym przykucnęła z drugiej strony nieprzytomnego, także zarzucając sobie na ramiona jego rękę, a drugą dłonią próbując go podeprzeć, by nie poleciał bezwładnie do tyłu. Stękając i wzdychając pomogła go podźwignąć i trzymała go wciąż.
- Pomogę go podtrzymywać. Pan też wygląda, jakby miał tu zaraz zemdleć, a on jest zupełnie bezwładny i nie pomoże nam w prowadzeniu go – powiedziała. Mogli go co najwyżej wlec, co wyglądało dość karykaturalnie, ale mogli zacząć posuwać się do przodu. Zeszli z pomostu; woda ściekała po łydkach Charlie i chlupotała jej w butach, czuła też coraz bardziej intensywne zimno przenikające ją za sprawą mokrych ubrań, ale nie odważyła się wysuszyć ich magią. Nie w dobie anomalii. Wolała trochę pomarznąć niż samej lekkomyślnie się zranić.
- Idąc tu widziałam wcześniej jakiś pub, był jeszcze otwarty. Podejrzewam, że w takich miejscach musi być kominek – odezwała się, wolną ręką pokazując kierunek. W większości znanych jej lokali były kominki, bo nie każdy czarodziej lubił teleportację i wielu na co dzień jej nie używało. – Spróbowałabym tam, bo to najbliższe miejsce, jakie przychodzi mi teraz do głowy. Może użyczą wam trochę proszku Fiuu.
Nie znała dobrze dzielnicy portowej, ale musieli spróbować. Sama też musiała wrócić do siebie kominkiem, więc wciąż podtrzymując nieprzytomnego zaczęła zmierzać w tamtą stronę. W trójkę posuwali się do przodu powoli, ale oddalili się od nadbrzeża, zmierzając w stronę zabudowań.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton

Powrót do góry Go down

Zaśmiał się nerwowo pod nosem wlepiając swoje spojrzenie w deski pomostu na którym stał. Starał się nie myśleć o przytłaczającym go ciężarze wspierającego się na nim nieprzytomnym towarzyszu, o tym jak słabo się czuje, jak bardzo wiotkie, a jednocześnie zesztywniałe są jego wszystkie mięśnie. Na prawdę... Utrata świadomości w tym momencie byłaby błogosławieństwem. Nie chciał czuć zmęczenia, strachu, niepewności, a przede wszystkim bólu nasilającego się z każda chwila. To tylko dzięki niemu zmuszał się do tego by jednak się nie poddawać. Było to swego rodzaju ciche przypomnienie o tym że czas mu uciekał, a krążąca po jego ciele trucizna z każdym oddechem, uderzeniem serca przybliżała go do niewiadomego. Musiał dostać się do uzdrowiciela. Musieli. Jednak nie do byle jakiego. Był wdzięczny obcej, że im pomagała, lecz z chwili na chwilę stawała się nie tylko nieznajomym wybawcą, a problemem. Valerij wiedział, że im mniej osób widziało go w towarzystwie Cynerica tym lepiej, im mniej osób mogło poświecić im uwagi tym również lepiej. Nie chciał więc wcale iść do wskazanego pubu. Może nikt by nie zwrócił na nich uwagi. W końcu było późno, alkohol się lał. A co z barmanem? Ten na pewno był trzeźwy, a język podobnie giętki.
- Dobrze... - powiedział, zatrzymując się - Może jednak....tak, dobrze. Zróbmy tak. Poczekam tu wraz z nim, poproś kogoś z wewnątrz - poprosił podpierając się zaraz potem o kawałek jakiejś beczki. Z trudem stał, podtrzymując swojego towarzysza. Jego prośba brzmiała rozsądnie - nie wiadomo było czy w ten sposób dociągną się do tego pubu, a tak dziewczyna mogła wezwać kogoś na pomoc - Dziękuję za to co robisz - powiedział jej, jeszcze przed tym gdy znikła w półciemnościach, a gdy to już w pełni nastąpiło Dolohov spiął się cały sobą i poprawiając chwyt na towarzyszu zaczął się przemieszczać. Nie miał zamiaru czekać na nieznajomą. Był jej wdzięczny za to, że ich wyłowiła z wody. Gdyby nie to to obaj najpewniej by się potopili. Dalej jednak musieli iść sami i lepiej będzie dla niej, dla nich, jak po powrocie ich nie zastanie. Tak też się stało. Valerij z trudem i z wielkim nakładem siły dociągną Cynerika do jednej z kryjówek przemytników w którym to znajdował się kominek dla tychże. Znikł w płomieniach wraz z towarzyszącym mu szlachcicem. Ta noc miała jednak jeszcze trwać.

|zt x2 (Cyneric & Valerij) -> puf
Valerij Dolohov
Valerij Dolohov
Zawód : Alchemik, złodziej
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zaręczony
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 6
UROKI : 2
ALCHEMIA : 33
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4909-dolohov-budowa#106821 https://www.morsmordre.net/t5027-valerij-dolohov#107940 https://www.morsmordre.net/t5028-wybuchowy-alchemik#107941 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t5051-skrytka-bankowa-nr-1263 https://www.morsmordre.net/t5026-valerij-dolohov

Powrót do góry Go down

Charlie z oczywistych względów nie miała pojęcia, że jej niespodziewani „towarzysze” czegoś się obawiają i wcale nie chcą zostać zauważeni. Nie znała ich ani ich nazwisk, było całkiem prawdopodobne, że nawet nie rozpozna ich później, bo wokół było ciemno i widziała tylko, że obaj byli wysocy i zarośnięci. W ludzkim ciele nie miała tak dobrego wzroku w ciemności jak w kocim. Zrobiła to, co w swoim mniemaniu zrobić powinna – wyciągnęła ich z wody, z której najwyraźniej nie mogli wydostać się sami. Choć od paru miesięcy należała do Zakonu, jeszcze nie miała bezpośredniej okazji do ratowania innych, głównie warzyła mikstury, ale czasy się zmieniały. Nie można było pozostawać biernym i zobojętniałym na tragedie innych, zwłaszcza że w społeczeństwie i tak szerzyła się obojętność i znieczulica. Ludzie woleli nie zauważać tego, co niewygodne.
Czuła się też w obowiązku, by mężczyzn zaprowadzić do kominka, w końcu wyglądali na słabych i rannych, więc nie chciała porzucić ich samotnych na ulicy i odejść, choć jej też było ciężko niemal wlec ciało postawnego, nieprzytomnego mężczyzny.
W pewnym momencie przytomny z mężczyzn zatrzymał się.
- Hmm... Dobrze – przytaknęła Charlie, której ręka drżała już z wysiłku; zapewne nabawi się zakwasów od dźwigania tego wielkiego faceta. – Zaraz wrócę. Przyprowadzę kogoś.
Zostawiła ich, zamierzając przyprowadzić kogoś, kto mógłby mężczyznom pomóc lepiej niż ona. Udała się do pubu, gdzie mimo niepozornego wyglądu szybko przyciągnęła uwagę, bo była przecież cała mokra. W ciepłym pomieszczeniu zrobiło jej się dużo przyjemniej i miała ochotę zostać na dłużej, rozgrzewając przy kominku zziębnięte, drżące ciało, ale trzeba było dokończyć sprawę z rannymi mężczyznami, ale chwilę trwało, zanim w tłumie podchmielonych czarodziejów znalazła takiego, który wyglądał na jeszcze trzeźwego i nie podśmiewał się z jej obecnego przemoczonego wyglądu, i mogła powiedzieć mu, jaka jest sytuacja.
Niestety gdy wyszli na zewnątrz okazało się, że mężczyzn już tam nie ma. Pozostały tylko mokre ślady obok beczki, przy której ich zostawiła. Rozejrzała się, ale już ich nie zauważyła, najwyraźniej postanowili oddalić się sami i poszukać pomocy na własną rękę. Zaskoczyło ją to, biorąc pod uwagę ich stan, ale uznała, że najwyraźniej nie chciało im się na nią czekać, lub po prostu wcześniej zgarnął ich ktoś, kto sam zaoferował swój kominek. Prawdopodobnie nie dowie się, co stało się z nimi dalej, więc mogła zająć się sobą. Wróciła do pubu i sama skorzystała z kominka, by przenieść się do domu.

| zt.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : 11
UROKI : 0
ALCHEMIA : 46
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10/51
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton

Powrót do góry Go down

10 listopada

Siedziałem niedawno w mieszkaniu i przysłuchiwałem się piorunom, kiedy moje myśli powędrowały do malowniczego Weymouth i festiwalu lata. Przede wszystkim tęskniłem za tamtejszą pogodą. Lato było wtedy upalne (jak na lato przystało), a promienie słońca przyjemnie ogrzewały skórę, muskając ją opalenizną. Teraz tylko wiało i padało, a wszechobecne pioruny skutecznie zniechęcały do wyjścia na zewnątrz. Szczególnie mnie, bo nie cierpiałem burzy. Zawsze wydawało mi się, że piorun uderzy właśnie we mnie, jakby tylko na to czekał. Mimo wszystko zastanawiałem się gdzie zabrać Frances - zgodnie postanowiliśmy nie dać się tej tragicznej pogodzie i wszystkim innym przeciwnościom losu by spróbować wieść w miarę normalne życie. Nie mogliśmy w nieskończoność spotykać się w mieszkaniu czy nudnym pubie w Hogsmeade. Już byłem bliski poddania się i zaproponowania tego nieszczęsnego baru, lecz ta myśl o Weymouth zainspirowała mnie do czegoś zgoła innego. Przypomniałem sobie z jakim zaangażowaniem opowiadałem Frances o duchach, a ona zdawała się być nieco przytłuczona tymi informacjami. Większość ludzi tak reaguje na duchy, w ogóle nie miałem jej tego za złe, ale to wszystko z niewiedzy. Dlaczego nie pokazać by jej co tak naprawdę mnie w nich fascynuje? Poczułem natychmiastową potrzebę podzielenia się z nią czymś, co było naprawdę moje. Niezwykle ciężko było zainteresować kogoś historią magii - mogliśmy co najwyżej obejrzeć jakiś kamień za miastem, który dla mnie był niesamowicie ważnym zabytkiem, ale dla reszty społeczeństwa pozostawał kamieniem. Natomiast duchy... Duchy to coś innego, tajemniczego, choć teoretycznie często mamy z nimi do czynienia, a szczególnie mieszkająca w Hogwarcie Frances.
Znałem jedno idealne miejsce. Minęło mnóstwo czasu odkąd ostatnio tam byłem, dlatego sam odczuwałem rosnącą ekscytację na myśl o wejściu do środka. Dla żartu dobrałem do swojego codziennego stroju muchę i cylinder, a w dłoniach trzymałem przygotowany specjalnie dla Frances wachlarz i eleganckie rękawiczki. Stresowałem się, bo naprawdę chciałem, żeby ten wieczór się udał. Czułem potrzebę zapomnienia, chociażby na chwilę, o tych wszystkich problemach; o Zakonie i walce o lepsze jutro. Jutro może poczekać, dzisiaj chcę być jedynie młodym beztroskim człowiekiem bez zobowiązań. Schowałem się pod daszkiem nieopodal okazałego statku, wyglądając zewsząd znajomej sylwetki. Aż wreszcie się pojawiła, a ja nie mogłem nic poradzić na uśmiech, który rozświetlił moją twarz. - Dobry wieczór- przywitałem się z lekkim ukłonem, chociaż tak naprawdę absolutnie nic nie wiedziałem o szlacheckiej etykiecie, a moje zachowanie było jego marną podróbą z mugolskich filmów i książek. Ale kto by się tym przejmował. - Mam nadzieję, że nigdy nie słyszałaś o Mary Celeste, bo inaczej całą niespodziankę szlag trafi - już nie mogłem się doczekać jej miny kiedy wejdziemy pod pokład w sam środek stuletniego balu. - Proszę, to dla ciebie - powiedziałem, podając jej obydwa upominki.


Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Florean Fortescue
Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Mary Celeste - Page 3 MV5BYTlhMDUxOTUtYjMxOS00ZjRkLWJkMDctZTNhNzkxMjllM2VkXkEyXkFqcGdeQXVyNTk1NTMyNzM@._V1_
Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674

Powrót do góry Go down

Przez burzę nie sypiała zbyt dobrze. Huk piorunów niosący się po murach zamku ciągle wybudzał ją ze snu, i tak już płytszego niż zwykle. Jeśli Frances zdarzało się ostatnio myśleć o wakacjach, to właśnie w tych trudnych chwilach próby powrotu do odpoczynku, i myślała wtedy tylko o tych ciepłych miesiącach, które miały dopiero nadejść. Im więcej miała na głowie, tym szybciej umykał jej czas zanim zdążyła w ogóle zastanowić się, jak go rozplanować, ale i tak kolejne lato wydawało jej się bezlitośnie wręcz odległe. Niezmiennie paskudna pogoda potęgowała jeszcze wrażenie, że kalendarz – skołowany anomaliami jak cała reszta świata – nie wiedząc, co robić, zawisł w bezruchu po prostu, i to w najgorszym możliwym miejscu. Gdyby nie plan lekcji i listy od Floreana (każdy, w przeciwieństwie do jej niepoukładanych, chaotycznych wiadomości, opatrzony datą), miałaby spory problem z określeniem się w czasie. Dzień, w którym miała nieco więcej czasu i sposobność, by opuścić na trochę Hogwart – a więc dzień, na który umówili się z Floreanem – nadszedł w związku z tym trochę niespodziewanie.
Nie wiedziała, co Florean zaplanował z myślą o ich spotkaniu. Mówiąc szczerze, nie miałaby nic przeciwko siedzeniu w Hogsmeade, ani nawet drzemce uciętej przypadkowo w kamienicy na Pokątnej, ale jeśli przygotował „niespodziankę”, to także było bardzo miłe. Podejrzewała, że gdyby mogli rozmawiać jak zwykle, zupełnie swobodnie, pewnie by się wygadał (jak robił prędzej czy późnej niemal za każdym razem), a Frances mogłaby się odpowiednio przygotować; nie wiedziała jednak, dokąd zmierza, więc mogła tylko wziąć pod uwagę rzeczy, których była stuprocentowo pewna – nieznośną ulewę i wiatr. Nie pomyślałaby w życiu, że powinna raczej przygotować się jak na bal idąc do dzielnicy portowej, z którą nie miała najlepszych skojarzeń.
Tam okazało się, że żeby jakoś oszukać czas, Florean wybrał miejsce, w którym ten już dawno (i dosłownie) się zatrzymał. A raczej okaże się zaraz, kiedy tylko ją tam zaprowadzi, bo Frania, jak można się spodziewać po jej stroniącej od kontaktów z duchami osobie, o statku widmo nie słyszała.
- Nigdy w życiu. – zaprzeczyła zatem, zapewniając tym samym, że niespodzianka pozostanie niespodzianką.
Cylinder Floreana – bardzo elegancki i widoczny ze sporej odległości nawet wśród odważniej niż większość ludzi ubranych czarodziejów sam w sobie nie zdziwił jej aż tak, jak mógłby, gdyby nie przyzwyczaiła się wcześniej do jego niecodziennych upodobań w kwestii mody. Bardziej zdumiała się, gdy wyszło na jaw, że i dla niej przyniósł drobiazgi mogące być tylko elementem przebrania w zestawieniu z grubą kurtką przeciwdeszczową.
- Dziękuję. – nie zadając jeszcze pytań, które chciałaby zadać przejęła od niego wachlarz oraz rękawiczki.
Frances Montgomery
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : 15
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery

Powrót do góry Go down

Wydawało mi się, że przestałem pod tym daszkiem przynajmniej pół godziny, choć mój zegarek uparcie wskazywał upływ zaledwie dziesięciu minut. To wszystko przez ten okropny deszcz i jeszcze bardziej okropną burzę. Czy kiedyś się skończy? Minęło już dziesięć dni odkąd się zaczęła, więc jeszcze trzymałem się nadziei, że tak. W końcu w Wielkiej Brytanii bez przerwy wiało i padało, ale jednak te opady wydawały się inne, bardziej niepokojące. Czasem wręcz czarnomagiczne. Przyprawiały mnie o gęsią skórkę, ale nie zamierzałem się przez nie poddać i siedzieć ciągle w mieszkaniu. To znaczy, miewałem wcześniej takie myśli, ale odkąd zacząłem częściej spotykać się z Franią, nabrałem większej ochoty na normalne życie. O ile takowe było jeszcze możliwe, ale postanowiłem kurczowo trzymać się tego ostatniego szczebla i nie dać się zrzucić. Na razie szło mi to naprawdę dobrze, a poza tym pozwalało mi to oderwać myśli od problemów dnia codziennego.
- To dobrze - ulżyło mi, bo jeżeli Frania teraz kłamała i doskonale wiedziała co znajduje się na statku Mary Celeste to połowa naszego spotkania nagle traciła sens. Naprawdę chciałem pokazać jej coś nowego, co być może ją zainteresuje albo przynajmniej wystarczająco zdziwi, żeby później długo wspominała ten dzień. Bo wyobrażałem sobie, że na osobie niezaznajomionej z duchami taki bal może wywrzeć ogromne wrażenie - oby tylko moje wyobrażenia nie mijały się z prawdą. - W takim razie zapraszam na statek - dodałem, podając jej dłoń, chociaż zrezygnowałem z dostojnego kroku i po prostu puściłem się biegiem do wejścia - za bardzo padało. Na szczęście bal odbywał się pod pokładem, więc otworzyłem niewielkie drewniane drzwiczki i pozwoliłem sobie wejść pierwszy, sprawdzając czy nie widać tam żadnego ducha. Zachęciłem Franię do wejścia, pomagając jej zdjąć mokry płaszcz - swój też przewiesiłem gdzieś przez jakąś belkę. - Gotowa? - Upewniłem się, po czym wprowadziłem Frances w fascynujący świat duchów. Martwa orkiestra wygrywała pięknego walca, a elegancko ubrane pary lewitowały parę centymetrów nad parkietem. Każdy z nich ubrany był w odświętne stroje, śmiali się i cieszyli, chociaż nie żyli już od kilkuset lat. Oczywiście oczy zaświeciły mi się na ten widok - nigdy mi się nie znudzi. Spojrzałem na Frances, mając nadzieję, że i jej ten widok przypadnie do gustu. Pozwoliłem jej tym skromnym gestem wejść w mój świat. - I jak? - Nie mogłem się powstrzymać przed zadaniem tego pytania, bo z jej twarzy mimo wszystko nie dało się wszystkiego wyczytać, a ja potrzebowałem informacji zwrotnej. Po chwili złapałem ją za nadgarstek i zaprowadziłem na parkiet pomiędzy tańczące pary. Było tam chłodniej, to przez ich przezroczyste ciała. - Może być trochę nieprzyjemnie kiedy cię dotkną - uprzedziłem, chociaż sam już przestawałem zwracać na to uwagę. Rozglądałem się z ciekawością - byłem tutaj parę razy, ale udało mi się zamienić słowo zaledwie z dwoma czy trzema duchami. Wciąż wyczuwałem w tym miejscu ogromny potencjał na historie i zamierzałem stopniowo je wszystkie poznać.


Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Florean Fortescue
Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Mary Celeste - Page 3 MV5BYTlhMDUxOTUtYjMxOS00ZjRkLWJkMDctZTNhNzkxMjllM2VkXkEyXkFqcGdeQXVyNTk1NTMyNzM@._V1_
Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674

Powrót do góry Go down

Już przed wejściem na pokład Mary Celeste Frania marzła od deszczu i wiatru, ale wśród duchów panował inny rodzaj zimna, przenikający aż do kości. Frances natychmiast poczuła się tu wyjątkowo nie na miejscu, jak zwykle zresztą, gdy zdarzało się jej zobaczyć ducha. Podczas hogwarckich uczt lub spacerów korytarzami zamku zawsze przechodził ją dreszcz, ilekroć jakaś zjawa pojawiała się w jej polu widzenia. Nie był to dreszcz strachu ani obrzydzenia, a mimowolna reakcja ciała na świadomość, że oczy niezaprzeczalnie widzą coś, czego nijak nie powinno być w tym samym miejscu, co ona.
Czuła się nieswojo w kontaktach z duchami wciąż nie mogąc zrozumieć tak swobodnego i trwałego przenikania się życia i śmierci, jakie im przypadło w udziale.  W jej pojmowaniu były to tak odmienne i rozdzielne od siebie stany, że możliwość zawiśnięcia pomiędzy nimi tak jak robią to duchy godziła w cały jej światopogląd. Oczywiście, nie miała na ich temat większego pojęcia i istniało duże prawdopodobieństwo, że te odrobiny, które rozumiała zapadły jej w pamięć niepozbawione błędów i nieścisłości, a teraz na ich podstawie formował się zniekształcony obraz prawdy, ale Frances nie miała nic innego, czym mogłaby się posłużyć tu i teraz.
Nie mogła jednak wysupłać żadnej podpowiedzi z tego, co było wiadomo jej o świecie duchów, bo ten jego odłamek, do którego wprowadził ją Florean zupełnie nie przypominał… nieżywego. Swoboda i beztroska, z jaką bawili się zebrani tu eleganci była zachwycająco pełna życia. Frances nigdy nie widziała aż tylu duchów w jednym miejscu, a pojedyncze zjawy, jakie zdarzało jej się spotkać były jak smutne i obce fragmenty obrazów, które ktoś zapomniał zamazać na płótnie przy malowaniu nowych czasów.
Na pokładzie Mary Celeste, kiedy to dwoje żywych dwudziestowiecznych czarodziejów przejęło rolę obserwatorów z innej epoki, patrzyło się na ten bal zupełnie inaczej, zupełnie jakby… w głowie Frances zaświtała pewna myśl.
- Myślisz, że oni – szepcząc z przejęciem – kiedy wreszcie udało jej się uformować jakieś słowa – nagle się zawahała. Z niespotykaną dla siebie rezerwą ważyła słowa cierpliwie i uważniej niż zwykle. O ile bywała w innych sytuacjach niezwykle mało subtelna, to stojąc w otoczeniu duchów nabierała nieporadnej delikatności, momentami przypominającej bardziej zahukanie niż uprzejmość. – Myślisz, że wiedzą? – dokończyła pytanie nie wypowiadając jednak żadnego z słów pokroju martwi, nie żyją i im podobnych, lecz zanim otrzymała odpowiedź coś dziwnego się wydarzyło.
Wyjątkowo silny dreszcz szarpnął całym jej ciałem, wyrywając z bezruchu, na który cierpliwie pozwalał jej Florean. Frances poczuła jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody; zimno dotąd napływające ze wszystkich stron, nieprzyjemne ale do zniesienia nawet bez kurtki, teraz przenikało przez nią na wskroś, a stało się tak dlatego, że duch wysokiego wąsacza w dziewiętnastowiecznym generalskim mundurze potknął się o stojącą jak słup soli żywą kobietę.
- Niechże panienka tak nie stoi pośrodku sali! – ofuknął ją, poruszając przy tym zabawnie bujnym wąsem. Był najwyraźniej bardzo zdeterminowany, by zrobić wrażenie na swojej półprzezroczystej partnerce w półprzezroczystej sukni na krynolinie, bo nie zatrzymując się na dłużej podjął z powrotem krok do walca, zostawiając za sobą szczękającą zębami Frances.
Frances Montgomery
Frances Montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : 15
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery

Powrót do góry Go down

Trudno mi było oderwać wzrok od Frances. Przyglądałem jej się z ciekawością, starając się zauważyć każdą zmianę na jej twarzy: czy jest zainteresowana otaczającymi ją duchami czy wręcz przeciwnie - przytłaczają i nie ma ochoty dłużej tutaj marznąć. Cały czas miałem nadzieję, że jednak pobyt na Mary Celeste przypadnie jej do gustu, bo jednak nie da się ukryć, że jest to miejsce szczególnie i niepowtarzalne. Znam kilka lokali, w których da się znaleźć duchy, ale żadne z nich nie jest tak żywe jak to. Chyba dlatego cieszę się, że Frances zadaje mi pytanie. Uśmiecham się pod nosem, spoglądając bujającego się nieopodal oficera, którego wygląd nijak nie wskazuje na brutalną śmierć. - Też się nad tym zastanawiałem - mówię w końcu, choć odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Zresztą w przypadku duchów nic takie nie jest, nawet śmierć. - I doszedłem do wniosku, że tak. Wiedzą to jakoś podświadomie, inaczej pewnie próbowaliby stąd wyjść... ale traktują ten bal poważnie, jakby żyli i nic się nie zmieniło, chociaż od zatonięcia minęło ponad sto lat - nie wiem czy Frances rozumie co próbuję przekazać, ale przeszło mi przez myśl, że trochę przypominamy te tańczące duchy. Ostatnimi czasy świat nam się wali, a jednak przyszliśmy tutaj zapomnieć, jak gdyby nigdy nic.
Przenikający przez nią duch był tylko kwestią czasu, więc z rozbawieniem obserwowałem jak Frances zastyga, gdy przez jej ciało przechodził wąsaty mężczyzna. - W porządku? - Upewniłem się mimo wszystko; cały czas pamiętałem, że Frances nigdy nie miała do czynienia z duchami, a więc i te (dla mnie całkiem naturalne) sytuacje musiały być dla niej czymś niezwykłym, może nieco stresującym. - Da się do tego przyzwyczaić - dodaję z uśmiechem, który jakoś nie może zejść z moich ust, ale po prostu tak się cieszę, że mogłem przyprowadzić tutaj kogoś bliskiego - pokazać kawałek siebie, może w trochę niecodzienny sposób, ale za to jakże skuteczny. - To jest jak obcowanie z żywą historią, chociaż martwą - mówię zafascynowany, spoglądając na przechodzącą obok pannę w obszernej sukni. W zasadzie nikt nie zwracał na nas uwagi, ale to dobrze, zainteresowanie ze strony kilkudziesięciu (kilkuset?!) duchów raczej nie jest czymś co życzyłaby sobie Frances, przynajmniej tak mi się wydaje, ale nawet ja prawdopodobnie czułbym się z tym nieswojo. - Może faktycznie zejdźmy im z drogi - stwierdzam, kiedy kolejne duchy przeszły nieopodal. - Chyba, że wolisz zatańczyć - dodaję, bo orkiestra na tym statku nigdy nie przestaje grać.


Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Florean Fortescue
Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Mary Celeste - Page 3 MV5BYTlhMDUxOTUtYjMxOS00ZjRkLWJkMDctZTNhNzkxMjllM2VkXkEyXkFqcGdeQXVyNTk1NTMyNzM@._V1_
Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674

Powrót do góry Go down



Wychodziłem na głupca, małe dziecko, które w napadzie jakiejś błahostki wychodzi na nieumiejętnego czarodzieja, a przecież wiedziałem, że potrafię! Przeklęte źdźbło wrzucone do ognia rozprzestrzeniło nie tylko irysowy zapach, ale również moją porażkę w próbie rzucenia zaklęć. Z pewnością winę ponosiło palenisko, nic innego! Ogień, a raczej żar, który został z niego rozsypany, tlił się na ziemi, powoli obejmując pojedyncze źdźbła traw. Kwiaciarka zniknęła, a wraz z nią uciekły wszystkie moje nadzieje na spokój jarmarkowego wieczoru. Pewien i pełen gracji krok uległ rozstrojeniu, momentalnie kończąc wirującego natural fleckerla. W części ciała, gdzie trzymałem bliską ramę, poczułem nagły chłód, któremu towarzyszyły dreszcze. Nie wiedziałem już, co jest czym spowodowane, bo ból rozprzestrzeniający się od palców, aż po czaszkę nie był w stanie ustać tak szybko. Jedyne co wirowało to cała moja percepcja, którą starałem się opanować. Wybiłem się z rytmu, jakbym postawił krok do tyłu od palców, nie od pięty co z pewnością miało miejsce w rzeczywistości. Nic jednak nie powstrzymało mnie od zwiększenia dystansu z nieznajomą. Słowa o większym staraniu się wryły mi się w głowę. Nie potrzebowałem żadnych lekcji, szczególnie od jakiejś kobiety. Moje pulsujące skronie zmusiły mnie do ściągnięcia brwi. Za kogo do cholery ona się uważała? Czy KGB nie powinno ściągnąć mnie od razu w kajdany?
Zaczęła stawiać kroki i mówić coś w niezrozumiałym języku, zapewniając wcześniej, że nie rozumie. Dobrze znałem ten zwrot w języku angielskim, zdarzało mi się go nadużywać na początku naszego przybycia do Londynu z bratem. Czy mogłem jej ufać?
Obcy dźwięk z tła przyciągnął moją uwagę, choć otępione zmysły nie były w stanie podpowiedzieć mi praktycznie niczego. Jedynie widok jej grymasu wysnuł w moim umyśle pewną teorię. Ktoś niepożądany się zbliżał, a skoro ona - ta, która znała inkantacje z ksiąg nietrafiających do każdego czarodzieja, była niezadowolona, to i ja powinienem mieć się na baczności. Nie posiadając dość siły na stanięcie w żadnych szrankach, wręcz unikając takich sytuacji, miałem sekundy na decyzję. Wiedziałem, że wcześniej schowała moją różdżkę do kieszeni, teraz ponownie racząc mnie słowami Dostojewskiego, którego czytywałem w języku angielskim, starając się przy tym uczyć słów i zwrotów. Chciała mnie przekonać, wiedziałem to, tylko jak zaufać, kiedy nie ufa się nikomu? Ponownie zamknąłem swoją dłoń w jej, tym razem w całkiem innym geście... choćby pan miał być tylko sam jeden takim, jaki pan jest. Kąciki moich ust uniosły się nieco wyżej. Chyba byliśmy przeklęci. Irysy wciąż pachniały. Musieliśmy jeszcze zatańczyć.
Prowadzony przed siebie nie wiedziałem, w jaki sposób okiełznać gonitwę wszystkich myśli, które ostrzegały mnie przed kobietą, a jednak nawet widok statku mnie nie odstraszył. Bieg przemienił się w żwawy krok, aż w końcu weszliśmy na pokład, gdzie morze niecielesnych dusz kołysało się we własnym rytmie. To już raj, czy przedsionek piekła?
Потанцуем.
- Moja różdżka - spróbowałem z wyciągniętą wolną dłonią, choć równie dobrze mogło to być zaproszenie do tańca. Tym razem nie starałem się z ukłonami, sam nie bardzo wiedziałem co myśleć, choć wizja braku tak osobistego przedmiotu, może nawet części mnie, sprawiała, że pomimo irysowego zapachu czaiło się jakieś dziwne uczucie. Czyżbym pierwszy raz się obawiał? Kuriozalnie w moim spojrzeniu błysnął jakiś promyk. - za taniec. - dokończyłem elegancko, kłaniając się lekko głową, bo przecież nie puściłem jej ręki w biegu. Była zbyt cenna, różdżka, nie ona.

| Żywotność: 161/206
Kostya Kalashnikov
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

Nie odpowiedział na żaden z języków, wyraźniej tym powodując pewien dyskomfort z tyłu głowy. Zostali przedzieleni barierą, której zerwać nie można było pochopnie, dopiero miarowe niszczenie nauką mogłoby w niej cokolwiek wskórać. Pozostały więc domysły.
Lubiła morze, ocean, wodę – bardziej od ognia. Zanurzanie się w głębinach chłodnych Szkockich jezior w nieprzerwanej tradycji od szkolnych lat, przesiadywanie w łaźniach czy zwykłe moknięcie w deszczu – doceniała każdy moment zetknięcia z tym żywiołem. Pamiętała też dokładnie tańce na pokładach statków, gdy wszystko wydawało się bujać w nieprzerwanym rytmie natury. Decyzja względem celu biegu, który rozpoczęła, była oczywista. Chciała tonąć pośród duchów, niczym w mętnej wodzie jeziora. Rozwiany kobaltowy szalik, mknął jeszcze chwilę za nią, niczym w istocie ta woda wylana z dzbanuszka. Odrzuciła kwiat lilii w śnieg, gdy biegli. Kurczowo trzymała rant spódnicy, podobnie jak dłoń mężczyzny, nie chcąc zgubić nieznajomego, aż wreszcie mogli zwolnić kroku, a ciężkie powietrze wybyło z płuc z kolejną salwą śmiechu. Kiedy ostatnio pozwalała sobie na takie zachowanie w Londynie? Pięć lat temu? Osiem? Nie licząc felernego spotkania z dziwną substancją, po której pałętała się bez celu w londyńskich ogrodach. Strojne, przezroczyste materiały sukni balowych zamiatały parkiet bez naruszania jakiejkolwiek materii. Byli i ich tu nie było. Ona sama czuła się, jak te duchy – żywa, lecz nie całkiem. Trupioblada z wyrwą w duszy. Pomimo bolesnego bezczeszczenia chłodem własnych płuc, nie czuła życia. Mróz przypominał grudniowy wieczór, gdy podobnie zdyszana wracała ze swych podróży, zastając w progu pustkę.
Na wysuniętą prośbę przewróciła lekko oczami. Czy naprawdę, aż tak obawiał się, że nie odda mu różdżki? Pokręciła głową z uśmiechem, szukając w jego oczach zwątpienia lub potwierdzenia własnych myśli. Ostatecznie jednak sięgnęła do kieszeni. – Oczywiście, sir. Za taniec – roześmiała się i nim zaczęli tańczyć, wręczyła właścicielowi jego należność, kładąc na drewnie ostatnie spojrzenie. Czy była to zarejestrowana różdżka? Może nie powinna tracić tak cennej własności, mogącej nie być dotkniętą urzędową powinnością? Jednak złodziejką nie była, a odwaga do czynu bledła, wraz z fioletem opatulającym myśli. Zaufał jej, więc ona zaufała mu, oddała, co było jego, by chwilę później usłyszeć ciche nucenie duchów, które najwyraźniej nie zwróciły na nich większej uwagi. A ten tytuł honorowy? Przecież się bawili, a to był bal. On był takim lordem, jaką ona była lady – strawieni oboje szaleństwem letniego, ciepłego powiewu. Tutaj było inaczej – chłodno i zimno, trzeźwo, a para ulatująca z ust jaśniała między promieniami przebijającego się księżyca. Jeszcze dalej majaczyły światła ulic, rozproszone mglistym powietrzem zimy, która powoli poczynała prószyć dalszym śniegiem.
Kołysząc się w półmroku, zerkała na pięknie odziane duchy, przez chwilę zastanawiając się, czy tak wyglądały właśnie sabaty, na które uczęszczała szlachetnie urodzona część jej rodziny. Zasępiła się mimowolnie, a woń polnych kwiatów, choć szumiała w głowie, wydawała się lżejsza, mniej nagminna i oczywista. Nie ponaglała głosu do dźwięcznego chichotu, zaledwie utrzymywała policzki wciąż wyżej w zadowalającej radości, spływającej z kolejnych tanecznych kroków. Jak można było żyć tak bez trosk? Zerknęła na nieznajomego dosyć pytającym spojrzeniem. – Ręka bardzo boli? Może potrzebuje pan uzdrowiciela? – uniosła lekko brew, poważniejąc nieco bardziej. Do Munga nie mieli daleko, a z pewnością ktoś zdolny zająłby się nimi, nawet tak późną porą, wystarczyło powołać się na nazwisko Blacków. Nie przerywała jednak walca, zaledwie spowolniła go odrobinę, przypatrując się bacznie i szukając odpowiedzi ponad słowami, bo one nie wydawały się adekwatne. Nawet jeśli biegle prawiłby w jej ojczystym języku, to wciąż próbowałaby rozwikłać tę prawdę. Przeklęta natura przedkładania inny na przód, by to im pomóc, zapominając o sobie. Resztki odwagi odpędzały wciąż zdrowy rozsądek, który nakazałby jej zostawić tego parszywca na pastwę nicości. Natomiast wciąż trwał bal, nieprzerwany i kołyszący się przy zmrożonym brzegu.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Powrót do góry Go down

Irys zdawał się nas ścigać. Podniesione kąciki ust nie ustępowały nawet w momencie, gdy do otumanionego umysłu powoli docierało, kim w rzeczywistości musieli być nadchodzący nieznajomi. Starałem się unikać kłopotów, które mogłyby przyciągnąć mundurowych, a teraz? Poddawałem się jakiejś idiotycznej lekkości, zadowoleniu wręcz, pozwalając się przy tym prowadzić nieznajomej. Przeczyłem praktycznie wszystkiemu, na co mój trzeźwy i rześki umysł próbowałby mnie nakierować. Robiłem głupstwo, a jednak takt wybijany w tych skaczących iskrach płomyków, które dawno zostawiliśmy za sobą, goniły nas na każdym kroku. Nie potrafiłem zrozumieć, czy ta zbrodnia była warta wiedeńskiego walca? Czy zbrodnia bez tańca była tą godną zaliczenia? Wciąż zachodziło mi w głowę, dlaczego czarnomagiczna moc obróciła się przeciwko ręce władającej różdżkę? Sykomora nigdy wcześniej mnie nie zawiodła, choć z drugiej strony był to pierwszy raz, kiedy w sposób tak bezczelny podnosiłem ją na swojego rozmówcę z chęcią zrobienia krzywdy. Byłem przekonany, że winą był narkotyczny zapach, który bawił mnie nawet pomimo nieudanych zaklęć, jakbym również stał się jednym z tych głupców. Wyróżniałem się, musiałem, nie mogłem tak po prostu zniknąć w tłumie, choć zważywszy na aktualną sytuację, musiałem, co więcej - ona przewodziła kierunkiem naszych kroków.
Znaleźliśmy się na statku. Nie wiedziałem już, czy lekkie kołysanie było spowodowane moim stanem, czy też kwestią była woda z Tamizy bardzo delikatnie przebijająca się przez irysy. Nic nie było w stanie zaprzepaścić naszego wirowania, na które zaprosiłem ją zaraz po schowaniu różdżki w bardziej wygodnym miejscu niż rękaw. Tym razem miałem okazję trzymać ramę jak należało w pełni świadom tego, od pięty szło się w przód, a palców w tył. Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć, jak można pomylić tak dominujące wręcz elementy, które wpływały na możliwości taneczne.
Nucenie duchów przygrywało nam takty. Świadom tego, w jaki sposób działał dotyk widm, prowadziłem nasze kroki tak, aby nie przeszkadzać zarówno im, jak i sobie, choć w rzeczywistości nikt nie zwrócił na nas uwagi. O dziwo tym razem nie widziałem w tym problemu, jakby irysowy zapach purpury odbierał już nie tylko zdrowy rozsądek, ale również cząstkę mnie. Nigdy wcześniej nie znajdowałem się w sytuacji, gdzie nie grałem najważniejszej roli, zwyczajnie nie mogło tak być! Umysł powoli dochodził do siebie, sprzeciwiając się takiemu traktowaniu mojej osoby. Ona odpłynęła w swoją stronę, ja zaś począłem się zastanawiać, coraz bardziej przepędzając urzekającą swobodę, którą zapewniło zioło wrzucone do paleniska. Zrobiliśmy niemały raban, a to tyczyło się również przestraszenia kwiaciarki i popchnięcie żarzących się węgielków na zimną, grudniową ziemię. Nie zamierzałem nikogo przepraszać, bo te słowa nigdy nie wychodziły z moich ust bez powodu, a te teraz wydawały się zbyt błahe. Nikt przecież nie ucierpiał, a nawet jeśli, to co za różnica? Skoro ktoś nie jest w stanie się obronić, ewidentnie zasługuje na taki los. Złapałem jej nagły ruch głowy, przez który zaraz miałem okazję spojrzeć w ciemne tęczówki, których ze względu na światło nie byłem nawet w stanie odróżnić od źrenicy. Ciekawe czy wiedziała, jak intrygujący miała wzrok. Przy padającym pytaniu zaczął zwalniać. Do umysłu docierało coraz więcej. Pojawił się już nie tylko sam ból głowy, ale również dłoni, jakby przy jej słowach moje ciało przypomniało sobie, że posiadam obrażenia. Zwodniczy irys ponownie pozwolił mi na sielankę, która z każdym krokiem zaczynała ustawać, a statek delikatnie bujał całym naszym światem. - Dziękuję. - przytaknąłem w jakimś mniejszym, czy też większym geście wdzięczności dosyć niezrozumiale dając znać, że nie potrzebuję pomocy. Nie miałem pojęcia, w jaki sposób działało to u Brytyjczyków, ale jedno było pewne, mój umysł zaczynał być coraz bardziej sprawnym. Widziałem, w jak niekorzystnej sytuacji się znajduję, choć nie wiedziała, jak się nazywam, co pozwalało mi na nieco anonimowości w razie, gdyby przeczytała moją chęć rzucenia zaklęcia w sposób nie do końca pozytywny. Z drugiej strony miała wiedzę na temat o wiele potężniejszych zaklęć, a jeśli nawet nie, to skrzętnie wystawiała haczyki na wędce. Nie wiedziałem co o tym sądzić, chyba powinny rozboleć mnie nogi.
Zwalniając wirujący taniec jeszcze bardziej, odsunąłem się w końcu, z pewną nieprzyjemnością przyjmując zimno wodnej bryzy na odklejone od drugiej sylwetki ciało. Skłoniłem się nisko, przekładając jej lewą dłoń w swoją prawą, żeby zaraz pocałować ją lekko w kostki. - Przyjemność z mojej strony... Pani. - nie mogliśmy wirować wiecznie. Irysy straciły już swoją moc. Musiałem odnaleźć Kiro, z pewnością posiada jakieś eliksiry na moje obrażenia. Ostatni raz rzuciłem okiem na damę, którą odprowadziłem nawet wzrokiem do drzwi kamienicy na Brook Street. Numer siedemdziesiąt dwa...
До встречи.

| Żywotność: 161/206
| zt. x2
Kostya Kalashnikov
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Mary Celeste

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach