Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sowia poczta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sowia poczta   21.03.16 12:22

First topic message reminder :

Sowia poczta

Sowia poczta znajduje się w niepozornym budynku z ciosanych kamieni tuż obok banku Gringotta. Choć to największy punkt pocztowy w całym Londynie, nie posiada on żadnego szyldu - o jego przeznaczeniu świadczą sowy, które łypią na przechodniów z niewielkich okien. W holu o wyraźnie zużytej, kamiennej posadzce - codziennie przez urząd przewijają się dziesiątki czarodziejów! - znajduje się kilkanaście okienek pocztowych, gdzie pracujące osoby z chęcią udostępnią ci potrzebnego ptaka. Bez większego problemu możesz wynająć poza wszelkimi gatunkami sów także papugi, tukany oraz ptaki drapieżne doskonale sprawdzające się na dłuższych, międzynarodowych trasach. W pobliżu ścian umiejscowiono przetarte już kanapy z niewielkimi stolikami, gdzie można zaadresować list lub dopiero go stworzyć.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   25.11.17 22:52

Obserwowanie tego całego zajścia było z początku rozeznaniem się w sytuacji, by w razie czego zareagować. W końcu był cholernym gliniarzem i nawet jeśli na zwolnieniu, to Raiden w ogóle na to nie patrzył w ten sposób. Był sfrustrowany tym czekaniem i myśleniem nad tym, ile jeszcze dni mu zostało do ponownego wejścia do Ministerstwa Magii. Znając jego słabości do kobiet i alkoholu, można by przypuszczać, że nie był pracoholikiem, który dla pracy zrobiłby praktycznie wszystko. A jednak czasem pozory mogły zmylić - szczególnie, że Carter w każdej tej kwestii odnajdywał się jak ryba w wodzie. Nic nie spełniało go bardziej niż świadomość rozwiązanej sprawy, uratowanie czyjegoś życia lub pociągnięcie do odpowiedzialności właściwego człowieka. Nad tym wszystkim jednak wisiało widmo rodziny, która odkąd tylko zaczęła istnieć służyła w imię sprawiedliwości. Z taką historią ciężko było walczyć, chociaż akurat Raiden wpisywał się idealnie w opis większości członków tej nieco spaczonej na punkcie ratowania świata rodziny. Nic więc dziwnego, że tak silnie ciągnęło go ku zawodom związanym z pomocą innym. Wyłapywanie wilkołaków było wszak jedynie jedną z wielu dróg, która zaprowadziła go dalej - do wyjazdu z Wielkiej Brytanii i skupieniu się na bardziej szerszej profesji jaką była służba społeczeństwu jako jeden z funkcjonariuszy czarodziejskiej policji. Podczas pobytu w Chicago nauczył się, że to życie nie było takie proste jak się niektórym wydawało. Pilnowanie teraz tego co słuszne było zadaniem dla kamikadze, chociaż akurat tym się nie przejmował. Bardzo frustrowało go skorumpowanie władz, których zadaniem było zapewnienie szczerych relacji wśród czarodziejów i czarownic. Tak się nie stało ani w Ameryce, jednak to w Ministerstwie Magii w Londynie dało się poczuć fałsz na wiele mil. Cały budynek dosłownie tym śmierdział, a odór przyprawiał go czasami o odruch wymiotny. Teraz nie wiedział jak to wyglądało, skoro usunięto odpowiedzialne za ten smród osoby, ale jednak... Na ulicach wcale nie działo się lepiej, a to nie rządzący przechadzali się po nich każdego dnia, a szarzy obywatele. To właśnie ich należało chronić - nawet przed złymi władzami.
Dlatego gdy zobaczył, że sytuacja w zaułku zaczęła nabierać tempa, skierował się w tamtą stronę, jednak dziewczyna go wyprzedziła. Biegła w jego stronę i Raiden chciał ją zatrzymać, ale w ogóle nie patrzyła gdzie stawiała kroki. Takim też sposobem wpadła prosto na niego, a wyciągnięta ręka została odtrącona. Biedne kasztany potoczyły się po kocich łbach, wpadając do kałuży wypełnionej paskudnym... Czymś. Carter nawet nie chciał się dowiadywać, co się tam znajdowało. Szkoda było jedynie smacznych kasztanów, których historia skończyła się niezbyt szczęśliwie. Mruknął jedynie nieco zasmucony i zawiedziony straceniem przekąski, ale było to jedynie ciche westchnięcie, które zniknęło w dźwiękach codziennego ruchu ulicznego i krzyków niezbyt stabilnego na umyśle mężczyzny. Najwidoczniej tak się wystraszył, że nie dostrzegał faktu, że został sam. Rai posłał w tamtym kierunku uważne spojrzenie, po czym przeniósł je na drobną blondynkę, do której uśmiechnął się ciepło.
- Spokojnie. Nic się nie stało - odparł bez cienia fałszu, zdając sobie sprawę, że to musiał być dla niej szok. Raczej nie przywykła do podobnych gwałtownych zachować, skoro najpewniej cały zastęp służących broniło ją przed prostakami z niższych warstw społecznych. - Dobrze się pani czuje? - spytał kontrolnie, widząc, że była bardziej przestraszona niż poszkodowana fizycznie. Urażona duma na pewno miała się później odezwać. Brak kontaktu z prawdziwym światem czasem zadziwiał i nieznajomość ulic stolicy własnego państwa również. Dziewczyna wyróżniała się w tłumie znacząco, dlatego nic dziwnego, że przyciągnęła uwagę tego szaleńca. - Muszę panią poprosić o przysługę. Wyśle pani list do Szpitala Świętego Munga, by przybyli medycy? Jestem z policji, a ten mężczyzna idealnie pasuje do rysopisu zbiega z ich oddziału. Zrobiłbym to sam, ale ktoś musi go przypilnować. Zrobi to pani? - spytał, mówiąc spokojnie i uspakajającym tonem, chcąc dodać otuchy dziewczynie.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Liliana Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 https://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 https://www.morsmordre.net/t3085-liliana#50574 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
-
21
Szlachetna
Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
5
22
0
5
0
1
9
3
Półwila

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   03.12.17 21:04

W mojej głowie jawiły się myśli co by było gdyby i miałam ochotę się rozpłakać - trochę ze wciąż trzymającego się we mnie strachu, ale też z ulgi, że jednak moje wyobrażenia się nie spełniły. Gdybym się zastanowiła, mężczyzna nie wydałby mi się już przerażający. Jak to możliwe, że osoba, która przed chwilą wyglądała tak groźnie, teraz stała się całkiem żałosna?
Chciałam stąd zniknąć, znaleźć się daleko od spojrzeń innych ludzi, ale musiałam wpaść na jakiegoś przechodnia. Próbowałam się uśmiechnąć, ale zupełnie mi to nie wyszło. Unikałam wzroku mężczyzny, zawstydzona tym, co przed chwilą zapewne widział. Inaczej nie zapytałby jak się czuję, wpadnięcie na kogoś nie było ku temu wystarczającym powodem. Przypatrywałam się kasztanom, nienadającym się już do zjedzenia. Wyjęte z kałuży byłyby okropne brudne, być może odpowiedniej jedynie dla osób pomieszkujących na ulicy.
Nic się nie stało. Odetchnęłam, brakowałoby tylko gbura, który zrobiłby głupią awanturę za utopienie kasztanów. Nie, żebym miała się przejąć czymś takim - normalnie na pewno nie - jednak obecnie nie potrzeba było mi dużo, żeby bardziej się zdenerwować. Dobrze było, dla odmiany, usłyszeć jakieś miłe słowo.
- Nie najlepiej - przyznałam zgodnie z prawdą, chyba tylko dlatego, że wciąż byłam zestresowana i to spowodowało, że powiedziałam prawdę. Przeważnie stwierdziłabym, że wszystko jest w porządku, chociaż ewidentnie nie było. Nie chciałabym jednak, żeby przypadkowo spotkana osoba na ulicy się przejmowała - nie można było od razu wiedzieć czy jest odpowiednia, a nie miałam w zwyczaju przyjmować pomocy od byle kogo. Chciałam być miła, przynajmniej do momentu, kiedy zaczął mówić o wysyłaniu listu, Mungu i policji. Cała wewnętrzna ja zjeżyłam się na tę wiadomość, ostatnio nie miałam najlepszych doświadczeń z policją antymugolską. Kojarzyli mi się z niekompetencją i robieniem absurdalnych rzeczy, na przykład aresztowaniem szlachcianek tylko dlatego, że znalazły się w nieodpowiednim miejscu i czasie. Mężczyzna obok mnie co prawda nie doprecyzował jakiego rodzaju jest policjantem, ale czy to mogło się tak bardzo różnić?
- Niestety, nie mogę panu pomóc - odpowiedziałam wciąż uprzejmie, chociaż nie dało się nie usłyszeć, że w tonie mojego głosu zaszła zmiana. Słowa były jakby głośniejsze, bardziej stanowcze. - Gdyby pan go unieruchomił, nie potrzebowałby pomocy w wysłaniu listu - podsunęłam mu ten pomysł. Nie odeszłam chyba tylko dlatego, że bałam się, że w napadzie niewyjaśnionej wściekłości pośle mnie do Tower. Nawet jeśli nie miałabym tam spędzić wiele czasu, to perspektywa postawienia stopy w takim miejscu mnie przerażała. A policjanci byli nieobliczalni. Nie zamierzałam mu wyjaśniać, że nie jestem skrzatem domowym, żeby biegać i wykonywać jego polecenia. Spojrzałam w stronę wciąż będącego w zaułku szaleńca, a na mojej twarzy zarysowało się nie do końca dobrze skrywane obrzydzenie. Naprawdę, tego typu człowiek miał trafić do Munga? Nic dziwnego, że potem szpital wyglądał jak wyglądał, skoro przywożono tam również obdartusów z ulicy, którzy najlepiej, gdyby zostali w swoich zaułkach i z nich nie wychodzili. Już dawno Mung powinien zostać rozdzielony dla różnych grup społecznych, podczas gdy mugolaki z ulicy w absurdalny sposób mieszały się z szanowanymi, czystokrwistymi czarodziejami.


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   13.05.18 22:09

Naprawa magii

Tu także w wyniku rozładowania magii zapanował istny chaos - moc magiczna była niestabilna, niebezpieczna. Choć za dnia Ministerstwo nie dopuszczało nikogo w pobliże okolic, w których magia szalała najbardziej, ministerialne próby zaprowadzania porządku kończyły się klęską. Nie minęło parę dni, gdy czarodzieje zaczęli zastanawiać się, czy aby na pewno Ministerstwo chce, aby magia została doprowadzona do porządku - postanowili więc wziąć to w swoje ręce.

Odkąd Ministerstwo Magii oznaczyło to miejsce jako niebezpieczne, pojawienie się w nim mogło grozić aresztowaniem przez Oddział Kontroli Magicznej. Do czasu uspokojenia się magii nie można rozgrywać tu wątków innych niż te polegające na jej naprawie.

Opis okoliczności

Kamienica tuż obok banku Gringotta wypełniła się niestabilną mocą. Większość sów, które przed wybuchem mieszkały w tym miejscu, w ogóle zrezygnowała z wlatywania do środka. Ptaki gromadziły się wokół sowiej poczty, przysiadując na gzymsach okolicznych budynków, w dużej mierze zasiadając na parapetach banku, którego ściany szybko się zabrudziły, nadając instytucji nieestetycznego wyglądu. Te sowy, które ryzykowały wleceniem do swojego byłego domu, umierały w dziwnych, niewyjaśnionych okolicznościach. Podobno w pobliżu dało się słyszeć piski i trzepot wielkich skrzydeł, lecz nikt nie wiedział, co dzieje się z listonoszkami i dlaczego ilość przylatujących w te okolice sów nieustannie maleje. Ci, którzy odważyli się wejść do środka, nie natknęli się jednak na dużą ilość ptasich korpusów spoczywających na ziemi, za to całe wnętrze budynku pokrywały olbrzymie, lepkie pajęczyny.

Etap I
Wypełniające kamienicę pajęczyny lepiły się do wszystkiego, z czym się zetknęły. Idąc coraz wyżej, gęstość siatki utkanej przez niezidentyfikowany gatunek zwiększała się, pojawiały się również zalepione, zwisające łbami w dół ptaki. Czarodzieje, którzy znaleźli się w środku, mogli szybko zrozumieć, że tkwią w pajęczym gnieździe - a ucieczka nie będzie łatwa, gdyż zza ich pleców wyłoniła się gigantyczna akromantula w towarzystwie swoich licznych dzieci.

Wymaganie: Zwalczanie pająków powinno zająć jedną turę, ale w tym czasie każda z postaci powinna dwukrotnie rzucić zaklęcie Arania Exumei (i dwukrotnie wykonać rzut kością). Sukces odniesie się tylko wtedy, gdy wszystkie cztery zaklęcia będą rzucone poprawnie.

Klęska sprawi, że czarodzieje będą zaatakowani przez zbyt dużą liczbę pająków - i zmuszeni do odwrotu.

Walka
Przed rozpoczęciem kolejnego etapu należy odczekać co najmniej 24h. W tym czasie do lokacji może przybyć kolejna (wyłącznie jedna) grupa chcąca ją przejąć, by naprawić magię na sposób inny, niż miała być naprawiona dotychczas.

Walka odbywa się zgodnie z forumową mechaniką oraz z arbitrażem mistrza gry do momentu, w którym któraś z grup zdecyduje się na ucieczkę bądź nie będzie w stanie prowadzić dalszej walki.

Etap II
Wymaganie: ST ujarzmienia magii jest równe 150, a sposób obliczania otrzymanego wyniku zależny jest od wybranej metody naprawiania magii.

Uwaga - jeżeli postać posiada zerowy poziom biegłości organizacji, mnoży statystykę nie razy ½, a razy 1. Postać posiadająca pierwszy poziom biegłości mnoży razy 1½.

W metodzie neutralnej każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+Z; wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Rycerzy Walpurgii każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(CM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

W metodzie Zakonu Feniksa każdy gracz uzyskuje wynik o wartości k100+(OPCM * poziom biegłości organizacji); wyniki obu graczy sumuje się i tę sumę należy przyrównać do wymaganego ST.

Etap III
Istniało duże prawdopodobieństwo, że ustabilizowanie dziwnej magii zakłóci wykluwanie się pajęczych mutantów - ale jeszcze większe wskazywało na to, że to właśnie one przyczyniały się do tej straszliwej anomalii. Pozostanie tu mogło być niebezpieczne, tym bardziej, że żółtawe jaja zawieszone w kokonach były bliskie wyklucia. Nie były jednak niezniszczalne. Jeśli dobrze się je rozpoznało i miało się wiedzę na ich temat, wiedziało się, że przekłucie centrum krwiście czerwonej plamy spowoduje natychmiastowe obumarcie pajęczych płodów.

Wymaganie: Prawidłowe rozpoznanie czułego miejsca jaj. ST wynosi 40, doliczany jest bonus z biegłości "opieka nad magicznymi stworzeniami".

Błędne rozpoznanie odpowiedniego miejsca, a więc niepowodzenie akcji, wiąże się z natychmiastowym pryśnięciem w twarz wyjątkową lepką i parzącą, pajęczą wydzieliną, skutkiem czego oboje tracicie po 20 pż.



[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down
Vera Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5958-vera-leighton https://www.morsmordre.net/t6046-listy-do-very https://www.morsmordre.net/t6048-vera https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48
łamaczka klątw
24 lata
Półkrwi
Panna

Never hate your enemies.
It affects your judgment.

34
0
0
0
0
1
5
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   28.05.18 21:59

10 sierpnia

Jeszcze nigdy nie włamywała się do budynku użyteczności publicznej. Takim bez wątpienia była sowia poczta, zlokalizowana na Pokątnej, tuż obok banku Gringotta. Vera pojawiła się na miejscu pod osłoną nocy, w dzień wiązało się to ze zbyt dużym ryzykiem. Po zmroku uwaga pracowników ministerstwa słabła, za co łamaczka klątw była wdzięczna. Pełnienie wart przy anomaliach obarczone było ryzykiem, ich brak - tej nocy działał, miała nadzieję, na ich korzyść. Skinęła głową Tonks - obecność ratowniczki działała pokrzepiająco, dobrze było wiedzieć, że przynajmniej jedna z nich zna magię leczniczą - i ostrożnie zbliżyła się do budynku. Cokolwiek sprawiało, że sowy opuściły swoje stanowisko, trzymały się na dystans, musiało być nadal we wnętrzu kamienicy. Wkroczyła do środka jako pierwsza, z uniesioną różdżką, przez niedomknięte drzwi. Zachowała ciszę, nawet kiedy na twarzy odczuła nagle lepką, pajęczą nić. Nieprzyjemne wrażenie wejścia w pajęczynę, gorsze niż w lesie, niespodziewane, jeszcze nie tak dawno przewijały się przez to miejsce tłumy ludzi, wysyłających listy i paczki, tylko potęgowało niepokój. Gdy tylko miała pewność, że nie przyciągnie tym uwagi z zewnątrz, przywołała odrobinę światła. Pajęczyny były wszędzie, gdzie by nie spojrzeć - czy taką ilość sieci mógł wytworzyć zwykły pająk?
W głąb pomieszczeń było tego jeszcze więcej, słabe światło wydobywało zwieszające się spod sufitu sowie trupki, owinięte w kokony pajęczej nici, wciąż możliwe do rozpoznania. Pająk, który tego dokonał, musiał być naprawdę duży - i jakby w odpowiedzi na te myśli, jeszcze zanim zdążyła wypowiedzieć je na głos i podzielić się nimi z Just, ciszę przerwał dźwięk. Klekotanie żuwaczek dorodnej akromantuli, otoczonej swoimi dziećmi. To dla nich zachowane były martwe sowy, nie miała żadnych wątpliwości. Ani też chęci, by podzielić los pechowych ptaków. Nie zastanawiała się - Arania Exumei - krzyknęła, jej głos zabrzmiał wyżej niż zwykle, pewniej, gdy po raz drugi wymówiła zaklęcie. Jeśli nie uda się odstraszyć pająków, trzeba będzie przedrzeć się na zewnątrz, porzucić anomalię. Wizytą konkurencji, jeżeli się taka przydarzy, będą się martwić na bieżąco.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   28.05.18 21:59

The member 'Vera Leighton' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 42

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


--------------------------------

#3 'k100' : 6

--------------------------------

#4 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
25
15
0
13
6
0
4
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   28.05.18 23:06

Co prawda początkowo, miała do Very inną prośbę, potrzebowała korepetycji, możliwie szybko, podstawowa znajomość Starożytnych Run mogła być dodatkową zdolnością, którą postrzegano by przychylnie na egzaminie, który zbliżał się wielkimi krokami. Niewiele czasu jej zostało. Jednak, pchnięta jakimś dziwnym przeczuciem uznała, że najpierw... najpierw chciałaby spróbować znów zmierzyć się z anomaliami. Ostatnio udało jej się naprawić tylko jedną, każdą kolejną która odwiedziła opuszczała jako przegrany i nie chciała pogodzić się z tym faktem. Chciała ponownie wspomóc organizację, dla której oddała już dusze, serce - w kawałkach - posiadał jednak ktoś inny. Wysłanie listu do Bathildy nie było łatwe, myślała jeszcze długo, nim ostatecznie podjęła decyzję, jednak gdy Baron wyleciał niosąc pergamin, nie miała już żadnych wątpliwości.
Na Pokątną dotarła chwilę spóźniona, jeszcze nie umiała dokładnie wyliczyć ile czasu zajmie dojście gdzieś - wcześniejsze poruszanie się przy pomocy teleportacji i kominków zdecydowanie zajmowało go mniej. Wybacz - szepnęła cicho, zatrzymując się przed znajomą kobietą. Sięgnęła jeszcze raz do kieszeni płaszcza z prawej wyciągając różdżkę, w lewej sprawdzając, czy jedna fiolka wiecznego płomienia nadal jest w niej bezpieczna. Była - jak do tej pory nie spotkała nikogo w miejscu naprawiania anomalii, jednak nadal, mimo wszystko, wchodziły tutaj nielegalnie. Ruszyła za Verą, sama nie zapalając światła. Przez plecy przeszły jej ciarki, kiedy i ona nie uchroniła się przed pajęczyną. Uniosła lewą dłoń by ściągnąć cholerstwo z twarzy i wtedy to usłyszała. Okropny, przyprawiający o gęsią skórkę dźwięk. Vera zareagowała jako pierwsza, a jednak coś poszło nie tak. Różdżka wymsknęła się z jej ręki. Rozejrzała się, szybko uświadamiając sobie, że pająków było więcej niż ich. Nie były w stanie sobie z nimi poradzić. Schyliła się łapiąc za różdżkę towarzyszki, a potem ujęła jej nadgarstek. - Wiejemy. - zarządziła nie czekając na odpowiedź pociągnęła ją do wyjścia. I ciągnęła jeszcze chwilę aż nie była pewna, że olbrzymie pająki nie podążają ich śladem. Nadal wzdrygała się gdy przez myśl przetaczał się dźwięk. - Okropne cholerstwa. - mruknęła zwalniając i puszczają dłoń znajomej. Zerknęła jeszcze raz za plecy jakby sprawdzając czy rzeczywiście nic nie podąża ich śladem. Tonks wyglądała już lepiej, i trochę lepiej sypiała, jednak nadal równie samotnie. Cienie pod oczami nie były jednak już tak duże, choć oczy nadal świeciły się znajomym smutkiem i bólem. Zatrzymała się na chwilę by unieść głowę i spojrzeć w niebo, którego o dziwo dziś nie zasłaniał kołnierz z chmur.
- Trzymaj. - wyciągnęła w jej stronę rękę z jej własnym narzędziem. - Spróbujemy gdzieś jeszcze? - zapytała spoglądając w twarz łamacze klątw. Nikły uśmiech przewinął się przez jej twarz. Jak, Leighton, dasz się namówić? Sowia poczta była już daleko za nimi.

| zt




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
33
20
0
1
0
0
6
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   18.06.18 0:07

Niestety, okazało się, że i tym razem magia zaułka okazała się znacznie potężniejsza niż dwójka Zakonników. Nie bez powodu wielu już próbowało okiełznać magię tego miejsca i zawiodło, to była silna anomalia. A ona, choć nie robiła tego pierwszy raz, wciąż wiedziała, że naprawianie anomalii to balansowanie na krawędzi, bo była to magia całkowicie nieprzewidywalna. I nawet jej rozległa wiedza oraz umiejętności w zakresie obrony przed czarną magią nie mogły stanowić gwarancji sukcesu. Oboje znali się na rzeczy, nie byli Zakonnikami od dziś – ale polegli i musiała to z niechęcią przyznać, wyczuwając wibracje podłoża i fale złej mocy, która lada chwila mogła wybuchnąć. Dalsze pozostawanie tam byłoby ryzykowne, dlatego także musiała opuścić różdżkę i wziąć nogi za pas, biegnąc do swojej miotły. Wraz z Billym wybiegli z zaułka i wskoczyli na miotły, odlatując stamtąd i oddalając się od zasięgu zdestabilizowanej magii.
Gorycz porażki towarzyszyła jej, ale nie pozwalała spocząć na laurach. Zamierzała próbować do skutku, a wiedziała, że w okolicy znajduje się jeszcze jedna anomalia, którą mogli odwiedzić, i Billy najwyraźniej też o niej wiedział, bo oboje zgodnie skierowali się w stronę budynku sowiej poczty, dawniej będącego niewątpliwą pomocą dla czarodziejów pozbawionych własnych słów, a teraz opustoszałego i ogarniętego anomalią.
Bywała tu w przeszłości, odkąd jej hogwarcka sowa wyzionęła ducha i jakoś nie miała głowy do kupienia nowej, ale teraz miejsce to nie przypominało tego, co pamiętała. Nawet sowy już nie chciały tu mieszkać, najwyraźniej wyczuwając zagrożenie.
Wylądowała na ziemi i oparła miotłę o ścianę, ostrożnie zbliżając się do drzwi. Czuła, że Billy idzie tuż za nią; musieli być przygotowani na to, że coś może ich za chwilę zaatakować. Obejrzała się jeszcze przez ramię, by upewnić się, że nikt ich nie śledzi, nikt nie widzi, jak wchodzą do budynku, do którego zakazano wchodzić. Musieli być ostrożni, bo nie tylko ludzi z ministerstwa należało się wystrzegać.
Wnętrze sowiej poczty było szczelnie pokryte pajęczynami. Tu i ówdzie zwisały kokony zapewne zawierające martwe sowy, a Sophia uświadomiła sobie, że to przypomina jej gigantyczne pajęcze gniazdo, znacznie większe niż te, które budowały zwykłe pająki. Nie musieli długo czekać, żeby naprzeciw nich błysnęły złowieszcze ślepia i zaklekotały szczypce. Byli w legowisku akromantul.
- Arania exumei! – rzuciła w stronę pająków. – Arania Exumei! – powtórzyła zaklęcie, wiedząc, że muszą uporać się z pająkami zanim będą mogli przystąpić do naprawy magii.





Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   18.06.18 0:07

The member 'Sophia Carter' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 23

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


--------------------------------

#3 'k100' : 84

--------------------------------

#4 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Billy Moore
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f106-hartlake-road-18-2 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
szukający Jastrzębi z Falmouth
27
Mugolska
Kawaler


I have no hope in solitude


20
8
0
0
0
0
17
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   18.06.18 23:16

Podróż na miotłach nie była długa, przeklęty zaułek od budynku Sowiej Poczty dzieliło zaledwie kilkaset metrów – więc po paru minutach lądowali już przy niezbyt zachęcająco wyglądającej kamienicy, z której na odległość biło paskudną magią. I nie tylko nią: ledwie przekroczyli próg, Billy musiał zasłonić twarz rękawem, bo dotarł do niego paskudny, kwaśno-słodkawy smród, kojarzący mu się z zepsutym jedzeniem, które zbyt długo leżało w koszu na śmieci. Nietrudno było się domyślić, skąd dobiegał odór; podłogę pomieszczenia, do którego weszli, zaścielały truchła sów w różnym stopniu rozkładu, a inne, owinięte pajęczyną, zwisały z podsufitowych belek i samego stropu, stanowiąc groteskową dekorację tętniącego niegdyś życiem lokalu.
Zdecydowanie b-b-bardziej wolałem ogień – mruknął sam do siebie, unosząc wyżej różdżkę i zawieszając na moment spojrzenie na potężnej pajęczynie; nigdy nie należał do osób, które drżały na widok przemykających po kuchni pająków, ale klekoczący odgłos, który rozległ się gdzieś za ich plecami, i tak sprawił, że po karku przebiegł mu nieprzyjemny dreszcz. Odwrócił się z duszą na ramieniu, tylko po to, żeby dostrzec potężne cielsko akromantuli, która zdecydowała się przywitać ich wraz z towarzystwem czarnych, kosmatych dzieci.
Sophia zareagowała jako pierwsza, ciskając zaklęcia w pierwsze dwa pająki, jednak przy drugim uroku coś poszło nie tak, choć Billy nie potrafił jednoznacznie stwierdzić, co; wyczuł jednak zmianę w otaczającej ich energii, a fakt, że z pajęczyny wynurzyło się sześć kolejnych pająków, tylko dodatkowo pogorszył sytuację. – To chyba nie jest n-n-nasz dzień – rzucił, tylko pozornie lekko – w jego głosie wyraźnie dało się wyczuć napięcie, nie miał najmniejszej ochoty podzielić losu martwych sów.
Upewnił się, że Sophia podąża za nim, po czym rzucił się z powrotem do drzwi, po drodze torując sobie drogę przez lepkie warstwy pajęczyny. Wydostawszy się na świeże powietrze poczuł ulgę, choć druga porażka tego wieczoru bynajmniej nie poprawiła mu humoru. Nie miał ochoty zostawiać tego w ten sposób – odwrócił się więc przez ramię, odnajdując spojrzeniem swoją towarzyszkę. – Do t-t-trzech razy sztuka? – rzucił, chwytając w dłoń miotłę; miał na liście jeszcze jedno miejsce, które mogliby odwiedzić.

| zt x2 Sad




the darkest places in hell
are reserved for those
who maintain their neutrality
in times of moral crisis
Powrót do góry Go down
Gabriel Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6145-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t6193-gabrysiowe-listy https://www.morsmordre.net/t6192-ja-nie-mam-recepty-na-szczescie https://www.morsmordre.net/f90-manor-road-35 https://www.morsmordre.net/t6194-gabriel-tonks
kolekcjonuję czarnoksiężników jak karty z czekoladowych żab
29
Mugolska
Kawaler
kocham i tęsknię, chociaż to takie niemęskie
20
10
5
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   Yesterday at 23:08

Anomalie ogarnęły cały Londyn - nie ominęły także tak publicznego miejsca, jak Sowia Poczta. Tym samym niejako paraliżowało życie społeczne. Nietrudno było zorientować się o problemach występujących w tym miejscu; Tonks nie miał zamiaru pozostawiać tego do momentu, w którym pojawią się przeciwnicy i opanują magię w kolejnym miejscu. Wrócił do kraju i chciał działać, zatem gdy zorientował się, że Susane poszukuje kompana, zgłosił się niemalże od razu. Doskonale pamiętał dziewczynę jeszcze z czasów szkolnych, mimo iż wspomnienia mogły zatrzeć się po latach. Uważał jednak, że Lovegood to bardzo barwa postać i nie sposób było wymazać ją z pamięci. Ucieszył się, gdy po raz pierwszy spotkali się w Zakonie; wierzył, że Sue jest osobą zaufaną, mimo iż poznał ją, kiedy była jeszcze dzieckiem i wiele mogło się od tego czasu zmienić. Z ulgą i czystym sumieniem mógł stwierdzić, że mimo obrośnięcia w nowe doświadczenia i nabycia dodatkowych umiejętności to podczas edukacji żaden zielony, obślizgły gad nie zdołał spaczyć jej światopoglądu.
Idąc Pokątną nie zwracali na siebie zbyt wielkiej uwagi, wejście do środka również nie stanowiło wielkiego problemu. I chociaż z natury Gabriel należał do grona dżentelmenów to z uwagi na okoliczności, tym razem postanowił wejść do środka jako pierwszy. Można powiedzieć, że instynkt aurorski go nie zawiódł. Środek pokryty był wielkimi i lepkimi pajęczynami. Akromantule, tak brzmiała pierwsza diagnoza Tonksa, prawdopodobnie dlatego, że to jedyny gatunek magicznych pajęczaków, który znał. Podeszwy kleiły się do plątaniny siedzi. Weszli w głąb pomieszczenia, co być może okazało się błędem, skoro za ich plecami pojawiła się wielka akromantula i jej młode. Skrzywił się, wyciągając różdżkę w stronę stworzeń.
- Arania Exumei - wypowiedział formułę zaklęcia, mając nadzieję, że anomalia okaże się być łaskawa i pozwoli na działanie magii. - Arania Exumei - powtórzył zaklęcie, posyłając strumień magii w innym kierunku.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sowia poczta   Yesterday at 23:08

The member 'Gabriel Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 58

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


--------------------------------

#3 'k100' : 27

--------------------------------

#4 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
 

Sowia poczta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Smocza poczta
» Poczta Magnus De Mertio
» Poczta Alice
» Poczta Sabinki
» Poczta Louise

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18