Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Most Miłości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Most Miłości - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Most Miłości - Page 4 Empty
PisanieTemat: Most Miłości   Most Miłości - Page 4 I_icon_minitime11.04.16 16:12

First topic message reminder :

Most Miłości

Most przebiegający przez Tamizę łączy przedmieścia z centrum Londynu. Aby zadbać o spokój oraz poczucie jak największego komfortu spacerujących nim zakochanych wyłączona na nim ruch samochodowy i rowerowy. To miejsce jest wyjątkowe bowiem to właśnie tu zaczynają się najpiękniejsze historie miłosne. Każdy, kto swoje uczucia zamknie w kłódce i przypnie do metalowych barierek mostu, będzie zawsze szczęśliwy, a jego druga połówka nigdy go nie opuści. Po zamocowaniu kłódki kluczyk trzeba wrzucić do Tamizy przez lewe (od serca) ramię. Nie wiadomo, czy to przeznaczenie, czy magiczne stworzenia czuwają nad dwójką zakochanych, ale Londyńczycy wierzą w nietuzinkowość tego miejsca. Przy wejściu na most z obydwu stron zawsze znajdują się skrzypkowie, którzy grają najbardziej wzruszające utwory o miłości. Podobno jest to najlepsze miejsce na oświadczyny oraz ślub. Most jako deptak łączący dalszą część miasta z centrum jest odwiedzany najczęściej przez mugol, ale także czarodzieje ulegają magii tego miejsca licząc na pomoc w zdobyciu prawdziwej miłości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Most Miłości - Page 4 YtUdlyQ

Most Miłości - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Most Miłości   Most Miłości - Page 4 I_icon_minitime31.05.18 11:47

Cóż za lekkość była w tym deszczu! Przemoczony, ciążący materiał był niczym w porównaniu do uniesienia serca, Ollivander niemal czuł, jak organizm wznosi się do lotu - cudowne to było odczucie. Nawet z egoistycznej pobudki, by tylko je zatrzymać, w grę nie wchodziło zezwolenie mężczyźnie na odejście; chciał by trwał, by trwali jak najdłużej, dlatego nie mógł inaczej - z powolnym, poważnym skinięciem głowy oraz zagadkowym cieniem uśmiechu zaoferował nieznajomemu ramię w odpowiedzi na propozycję. Bardziej niż jego imię (choć wciąż istotne, lecz wszystko w swoim czasie), różdżkarz pragnął dotrzeć do sedna zauroczenia. Zdawało się, że ma tysiące powodów i nie zdąży ich wszystkich wymienić za życia, ale po namyśle - tak przecież rozproszonym - nie miał pojęcia, co jest rzeczywistą przyczyną. Dojrzałość? Uśmiech? Inteligentne spojrzenie? Pal licho, niech liczy się chwila! Krótki, niski, lecz przyjemny śmiech podsumował wypowiedź na temat nieznajomych, a kolana ugięły się nieznacznie w iście dworskim dygnięciu. Szlag, same zmiękły, czy właśnie zachował się jak niemądra panna na wydaniu? Niechże tylko Mulciber nie raczy oceniać go po tym geście! - Ulysses Ollivander - przedstawił się również, zachowując stosownie spokojny, aczkolwiek wesoły ton głosu - stare przyzwyczajenia nawet pod wpływem okraszonego miłością deszczu pozostawały na swoim miejscu. Teraz mogli ruszyć dalej, podziwiając zarówno siebie, jak i otoczenie. Architektura ciemniała z wolna, znaczona kroplami, kiedy kierowali się do akacjowej alei w akompaniamencie pogodnej rozmowy (i walca) - czemu czas mijał tak szybko, choć nie pędzili? Obawiał się, że chwila moment i będzie po wszystkim, z pewnością żaden z nich nie chciał podobnego rozwiązania. Przy owej obawie konwersacja urwała się, on zaś stanął skonsternowany pod akacjowym drzewem, w zmartwieniu przez chwilę obserwując kwiaty.
- Nie zwykłem wierzyć w przeznaczenie, Ignotusie - zaczął, wracając spojrzeniem do oczu towarzysza - tam, gdzie powinno być już na zawsze - dopóki nie dało mi jawnego dowodu na swoje istnienie - lekkie przygryzienie wargi, moment zawahania, obawa przed wystawieniem się na ocenę. Ocenę świata, owszem, lecz bardziej - jego ocenę. - Wybacz jeśli zabrzmię infantylnie, lecz to silniejsze ode mnie. Wizja spędzania z tobą czasu, nawet wbrew woli świata, potajemnie, to najbardziej kuszący obraz, jaki pojawił się w moim życiu - wyznał półszeptem, uprzednio rozglądając się na obydwie strony - ach, byli sami! Obawiał się tylko, że zbyt szybko prowadzi sprawy naprzód, dlatego dłoń trzymana na ramieniu towarzysza drgnęła nerwowo, a palce lekko zacisnęły się na przemoczonej szacie. Wszystko albo nic, wolał być szczery niż żałować do końca życia, że rozstaną się w tej alei i nigdy więcej się nie spotkają.




psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
Ignotus Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

Most Miłości - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Most Miłości   Most Miłości - Page 4 I_icon_minitime06.06.18 1:28

Czułem się zupełnie nie na miejscu stojąc na samym środku Londynu, w deszczu, którego strugi wpadały a kołnierz. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadzało, gdy pochłonięty towarzystwem mężczyzny wsłuchiwałem się w krople opadające w rytmie walca. Ulysses. Wyobraziłem sobie, jak mój język będzie układał się przy wymawianiu jego imienia, spróbowałem go, zasmakowałem na chwilę, bezgłośnie i niewyraźnie poruszając ustami. Zupełnie zignorowałem to, jak niemądrze musiałem wówczas wyglądać, uśmiechając się przy tym zbyt szeroko. Imię smakowało koszoną trawą i kwiatami. Tak samo jak deszcz, który wleciał mi do ust, gdy nadmiernie szczęśliwy wpatrywałem się w stojącego naprzeciw mnie Ulyssesa Ollivandera. Nie chciałem otrzeźwieć z głupawego nastroju, w jakim się znalazłem zupełnie niespodziewanie. Jeżeli był to jakiś przedziwny sen, miałem nadzieję, że potrwa jak najdłużej. Nie pamiętałem bowiem, kiedy ostatnio odczuwałem podobną lekkość bytu, co w tej właśnie chwili, rozmawiając z przed momentem zupełnie obcym człowiekiem, od którego teraz nie potrafiłem oderwać wzroku. Łakomie pochłaniałem wszelkie zmarszczki, które pojawiały się na jego twarzy, kiedy się odzywał, wsłuchiwałem się w jego głos oczarowany, zachwycony każdą chwilą, w której zechciał się odezwać. To było głupie, niedojrzałe i zupełnie nienaturalne, ale czemuż miałbym się tym właściwie przejmować skoro najwyraźniej nam obu pasował obecny stan rzeczy?
- Wiem o czym mówisz - uśmiechnąłem się, gdy moje imię w ustach mężczyzny wywołało we mnie przyjemny dreszcz, - Ulyssesie - dodałem nieco ciszej, wolniej, tym razem już naprawdę mogąc zasmakować tego niezwykłego imienia, rozkoszować się tym, jak miękko leżało na moich ustach.
- Pokrętne są ścieżki fortuny - zastanowiło mnie przez chwilę, czy Cassandra wieszcząca katastrofy, tę też przewidziała? Bo choć zdecydowanie nie czułem, że oto stoję w obliczu jednej z nich, zepchnięta gdzieś na najdalszy możliwy obecnie plan logika, podpowiadała, że tak właśnie jest. Całkiem nieświadomie jednak wybrałem ją póki co ignorować. Świadomie podjąłbym dokładnie taką samą decyzję. Podobnie jak zupełnie świadomie pozwoliłem wybrzmieć kolejnym słowom, które, gdyby nie niezwykła okoliczność spotkania najbardziej wyjątkowej osoby na świecie, zabrzmiałyby całkiem idiotycznie.
- Nie wiem, skąd wzięło się we mnie podobnie mocne pragnienie na odejście stąd choćby i na sam koniec świata, byleby w twoim towarzystwie, ale myśl ta sprawia, że czuję się tak szczęśliwy, jak nie byłem od dawna. I jeśli mogę pozwolić sobie na tak dużą szczerość, jeśli zażyczysz sobie byśmy wyruszyli w tej chwili, nie będę się zastanawiał ani przez moment.
Była to prawdopodobnie najgłupsza deklaracja, jaką złożyłem w całym swoim życiu. A jednak te słowa, choć zupełnie infantylne, dokładnie tak, jak obawiał się tego Ulysses, sprawiały, że czułem się jeszcze szczęśliwszy. Nabierałem dziwnego przekonania, że potrafilibyśmy porozumiewać się i bez słów, więc czegokolwiek byśmy sobie teraz nie powiedzieli, nie miało znaczenia, nie mogło być niewłaściwe. Podniosłem wolną rękę, by zacisnąć ją na palcach zgiętych w zdenerwowaniu, zakryć je uspokajającym gestem przed opadającą na ans strugami wodą i zmartwieniami. Byliśmy tutaj, pod akacją, osłonięci nieco od deszczu, we dwójkę. Nie było trzeba do szczęścia już niczego więcej.




And I find it kinda funny, I find it kinda sad
The dreams in which I'm dying
are the best I've ever had
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Most Miłości - Page 4 YtUdlyQ

Most Miłości - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Most Miłości   Most Miłości - Page 4 I_icon_minitime15.07.18 22:30

Białe kwiaty akacji wyglądały w deszczu wyjątkowo smętnie i fakt ten nieco ubódł Ollivandera - chciał przecież zabrać Ignotusa w miejsce zachwycające dobitnie swoim urokiem, urokiem w pełni okazałości - lecz przemoknięte płatki prędko odeszły na dalszy plan, gdy w grę weszły wzniosłe słowa oraz współdzielone zdania o przyszłości. Ostrzegawcze brzęczenie było jakby niewyraźne, zbyt słabe na dłuższe zatrzymanie się przy nim i przeanalizowanie absurdów, na jakie dziś przyszło mu trafić. Niknęło pod wpływem bodźca w postaci starszego mężczyzny, przegnane brązem tęczówek, od których za nic nie chciał odrywać wzroku - jak zahipnotyzowany błądził w ich głębokiej barwie, przez moment zatracając się w niej zupełnie - a przecież było jeszcze tyle rzeczy do zaobserwowania; anemicznie chuda sylwetka, choć cała postać nie emanowała w żaden sposób słabością, dłonie poznaczone tatuażami - chciał znać ich historię, lecz jeszcze obawiał się pytać. To, co teoretycznie powinno odrzucać, zaczynając zwłaszcza od płci kochanka, działało zupełnie odwrotnie; kiedy zaczął zauważać niestandardowe szczegóły Mulcibera, pragnął poznawać go coraz bardziej, jakby fizyczność budowała podstawę psychologicznego portretu - prawie zachłysnął się własnymi wnioskami oraz próbami analiz, kiedy do rzeczywistości (powiedzmy) sprowadzony został przez przyjemnie brzmiący głos, formujący słowa, które chciałby pamiętać już zawsze. Mimo tego - zawahał się, wspominając dom oraz wszelkie sprawy, trzymające go w kraju. Mogły wydawać się dziwnie błahe i nieważne na tle przemokniętej akacjowej alei, wciąż jednak trwały i trzymały się pamięci. Pokręcił więc stanowczo głową, przecząc - nie będą wyjeżdżać. Poradzą sobie tutaj, w Anglii, na pewno mieli mnóstwo spraw do układania. Zresztą, lubił wyzwania, aczkolwiek mieli za mało czasu na omawianie wszystkiego w publicznym miejscu - darował sobie słowa, chłonąc na ich miejsce czystą obecność.
Wystarczył nieznaczny dotyk, by dreszcz przebiegł przyjemnie po ciele, rozchodząc się od przykrytej dłonią dłoni. Mięśnie rozluźniły się pod wpływem uspokajającego gestu żeby za chwilę znów powrócić do spięcia - świadome bliskości reagowały, wyczulone na każdy ruch, łaknące go; spojrzenie nie powędrowało na boki, zapominając o kontrolowaniu, czy na ścieżce przypadkiem nie pojawia się jakieś niechciane towarzystwo - w obliczu impulsu będące niczym. Niewielka różnica wzrostu sprawiała, że nie potrzebowali piąć się ku sobie na palcach - wystarczyło, że pewna dłoń powędrowała na wystający obojczyk, mijając go odczuwalnym muśnięciem, dążąc do objęcia mokrego karku. Krople zatańczyły między palcami, jasne włosy łaskotały lekko skórę, woń kwitnącej akacji ledwo przebijała się przez zapach Ignotusa i nietypowego deszczu, kiedy Ulysses bez wahania zadarł brodę do góry, w kompletnej ignorancji zasad racząc towarzysza pocałunkiem. Zdawał się na własną ciekawość, ryzykując odepchnięciem i odrzuceniem, przekonany równocześnie o słuszności tego kroku - cóż było lepszym dowodem niż niedawne słowa? Słowa z ust, na których zęby zacisnęły się lekko, gdy dłoń łagodziła uścisk, nim bliskość stała się subtelniejsza, choć wciąż zdecydowana. Wyjątkowe uczucie nakazywało różdżkarzowi pozostać przy Mulciberze stanowczy moment - skoro już się na to decydował, nie mógł rezygnować po ułamkach sekundy.




psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees
Powrót do góry Go down
Ignotus Mulciber
Ignotus Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza

Most Miłości - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Most Miłości   Most Miłości - Page 4 I_icon_minitime21.07.18 23:59

Lubiłem deszcz. Miał w sobie coś oczyszczającego, świeżego i odżywczego. Powietrze zdawało się po nim zawsze lżejsze, przejrzystsze. Przez chwilę rozważałem idiotyczny pomysł podzielenia się moimi przemyśleniami, które zwykle zachowywałem dla siebie. Miałem przeczucie, bo inaczej tego nazwać nie sposób, że Ulysses akurat zrozumie, co miałem na myśli lepiej niż ktokolwiek inny. Ugryzłem się jednak w język zanim nieroztropnie wypowiedziałem słowa, których z pewnością zacząłbym prędzej czy później żałować. W towarzystwie Ollivandera bardzo wygodnie się bowiem milczało. Bez niewyjaśnionego i niemiłego przymusu wynajdywania tematów do rozmowy, cisza, która między nami panowała była pozbawiona skrępowania, niewymuszona i przyjęta z ulgą, w tej chwili mógłbym to przysiąc, przez obu z nas. Spotkaliśmy się ledwie chwilę temu, a miałem wrażenie jakbym znał go równie dobrze, co samego siebie. I choć w innych okolicznościach byłoby to przynajmniej niepokojące, byłem przekonany, że i dla niego stanowię otwartą księgę. A może raczej, co było wręcz przerażające, chciałem, by właśnie tak było. Z przyjemnością poddawałem się analizie tych błękitnych, przenikliwych oczu, które przeszywały mnie do głębi, pobudzając we mnie idiotyczną chęć pochwalenia się wszystkim. Chciałem, by pytał, żebym ja mógł odpowiadać. Ale śledził moje blizny w milczeniu, a ja nie miałem odwagi przerywać mu i tłumaczyć. Stałem więc w deszczu czytelny jak otwarta księga, sparaliżowany przyjemnością, jaka płynęła z bycia przeszytym jego spojrzeniem. Zwykle nie lubiłem, gdy ludzie przyglądali mi się w taki sposób, jakby jednym spojrzeniem potrafili odkryć wszystkie moje sekrety, które tak skrzętnie zwykłem ukrywać przed całym światem. Ale to nie było zwyczajne spotkanie, a Ulysses nie był zwyczajnym człowiekiem. I chwila, przede wszystkim ta magiczna chwila, nie miała w sobie nic zwyczajnego. Starałem się wyryć ją sobie dokładnie w pamięci. Gdybym jeszcze potrafił przywoływać patronusa, to właśnie byłoby to wspomnienie, które towarzyszyłoby jego każdorazowemu pojawieniu się. Zapach kwiatów, akacja, strugi deszczu i wpatrzone we mnie intensywnie przenikliwe, błękitne oczy.
Nie zdziwiło mnie nagłe zadarcie głowy, ciepły oddech Ulyssesa na moich wargach, gdy przybliżył się bardziej niż pozwalały na to konwenanse, o których w tej chwili zupełnie zapomniałem. Nie było nic istotniejszego niż para błękitnych oczu, w którą się wpatrywałem i byłem gotowy zniszczyć wszystko, co stanęłoby nam w tym momencie na drodze. Uniosłem dłoń, która do tej pory zaciskała się na jego i położyłem ją delikatnie na policzku, chłonąc jego ciepło opuszkami palców zanim pochyliłem się nieznacznie, odwzajemniając pocałunek decydując się raz na zawsze, że nie zamierzam już nigdy Ollivandera odrzucić, na dobre uciszając cichy głos oporu w głowie, pozwalając zatriumfować instynktowi i przeczuciu, że oto właśnie jestem w miejscu, do którego przez ten cały czas nieświadomie dążyłem. Nie rozejrzałem się nawet wokół, żeby sprawdzić, czy ktokolwiek nas teraz widział, nie obchodziła mnie publiczność. Jedyne, co potrafiłbym przed nią czuć to duma, że te oto błękitne oczy wpatrują się we mnie, nie w nikogo innego. I gdy tak złączeni staliśmy pod akacją, mógłbym przysiąc, że nawet słońce zaczęło wyglądać zza chmur.




And I find it kinda funny, I find it kinda sad
The dreams in which I'm dying
are the best I've ever had
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
Ulysses Ollivander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler

and somehow
the solitude just found me there

OPCM : 20
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Most Miłości - Page 4 YtUdlyQ

Most Miłości - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Most Miłości   Most Miłości - Page 4 I_icon_minitime22.07.18 22:54

Umiłowanie do ciszy i milczenia wcale nie przeszkodziłoby mu w słuchaniu; słowa Ignotusa chłonąłby z największą przyjemnością, zapamiętując wszystkie historie, pragnąc odnaleźć jego postać w każdej z opowieści, jakie byłby skory mu zdradzić.  Niestety przez własną, nienaturalną niecierpliwość stracił okazję do spędzenia czasu w ten magiczny sposób. Nie żałował - nie tej bliskości, pięknie skrojonych ust zdolnych do najpiękniejszego uśmiechu, przyciśniętych do własnych warg i mocnej szczęki pod palcami, oprószonej kilkudniowym zarostem, kiedy już uniósł drugą dłoń do policzka, z niewypowiedzianą przyjemnością prowadząc knykieć zgiętego kciuka po wyraźnej linii. Oddalał się niechętnie, stopniowo łagodząc początkową łapczywość i powoli unosząc powieki, by wzrok mógł prześlizgnąć się z rozgrzanych warg na ciepłe spojrzenie z aurą głębokiej tajemniczości, niezmazywalnej nawet po tak intensywnym doznaniu. Kącik ust drgnął w wyrazie zadowolenia, kiedy gładki policzek Ollivandera zetknął się z kontrastowo szorstkim i już prawie wymruczał do ucha Mulcibera parę pięknych słów, szukając między buzującymi myślami odpowiedniego cytatu, kiedy promienie słoneczne spłynęły na nich zbyt intensywną falą, lekki powiew odgonił wyjątkowy zapach, a umysł otrzeźwiał, utrzymując się jeszcze w dziwnym odrętwieniu. Myśli płaskie jak deski obijały powoli łeb, z każdym uderzeniem wprowadzając w coraz gorszy stan. Początkowy bezruch zmienił się w zaskoczony, nagły odskok od nieznanego ciała. Męskiego.
Potrzebował chwili, by zrozumieć, że żadna ilość chwil nie będzie do zrozumienia wystarczająca. Wspomnienie Ignotusa wciąż było żywe pod opuszkami palców, czaiło się na ustach i w pobudzonym ciele, lecz odbiór osobliwego doświadczenia zmieniał się z sekundy na sekundę, dążąc do zupełnego przeciwieństwa. Brwi uniesione w zaskoczeniu spłynęły w dół, a czoło ozdobiły lekkie zmarszczki, kiedy niebieskie spojrzenie przechodziło chłodem, niechęcią i dozą oburzenia. Otumaniony alchemicznym dziełem oraz pijany absurdem nie widział, że Mulciber wybudza się z kilkusekundowym opóźnieniem - może przez osłabiony zmysł węchu, może bodziec został odcięty od Ollivandera moment wcześniej. Ba, w ogóle nie wiedział, że Ignotus także był eliksirem naszprycowany.
- Czy pan...? - nawet nie potrafił dokończyć pytania, mając wrażenie, że musiał zostać napojony amortencją, by to wszystko mogło zajść - na stepujące skrzaty, nie miał pojęcia, że istniała możliwość...
... szlag.
Miał nadzieję, że pamiętał wszystko z tej dziwnej przygody, którą teraz - z bólem, lecz jednak - próbował sobie przypomnieć. Początek był niejasny - jak, do cholery, miał pozwolić komukolwiek na wlanie amortencji do gardła? I ten takt walca, ciągle wiercący dziurę w mentalnej zawierusze! Zacisnął szczękę, szukając w sobie spokoju i próbując powrócić do normalnego stanu, gdzie opanowanie grało pierwsze skrzypce, a emocje schodziły na dalszy plan, wyciszone do bólu. I dobrze, że jakaś część jasnego umysłu powróciła, bo już prawie zaczął bawić się w groźby, które w tej sytuacji przedstawiałyby się niczym piszczenie wystraszonej dziewczynki. - Proszę mi to wyjaśnić -  burknął tylko, łypiąc chmurnie na towarzysza. Tak bliscy, a tak obcy! Rozejrzał się zaraz po otoczeniu, poruszając nieznacznie chmurnymi brwiami. Deszcz. Jasna cholera, czy anomalie znowu brały sprawy w swoje ręce? Zamknął oczy i pokręcił lekko głową, chcąc wymazać świeże wspomnienia. Bez skutków, a raczej - z opłakanym. - Nieważne, niech czas wymaże to z pamięci - burknął, kiwnąwszy głową, nim oddalił się pospiesznie, omijając most szerokim łukiem. W takt cholernego walca.

| zt
[bylobrzydkobedzieladnie]




psithurism (n.)
the sound of rustling leaves or wind in the trees


Ostatnio zmieniony przez Ulysses Ollivander dnia 22.08.18 22:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
Raiden Carter

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Most Miłości - Page 4 Tumblr_nd9k6t8Tpx1rjxr81o8_r1_250

Most Miłości - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Most Miłości   Most Miłości - Page 4 I_icon_minitime29.07.18 7:44

wbijam, żeby zakończyć wątek Most Miłości - Page 4 2573766412

Miał dosyć. A przy okazji miał dość towarzystwa, przy którym musiał spędzić ten czas niefortunnego przykucia. Przecież ta cholerna kłódka nie mogła wiedzieć o tym, że bardziej ta pusta lala pociągać go nie mogła, a ich wcześniejsze, pierwsze spotkanie było równie nieprzyjemne. Nie chciał jej obrażać, ale nie mógł się powstrzymać, gdy miał do czynienia z ewidentnym zanikiem mózgu. Wszystkie te półwile takie były? Do tego ta łamana angielszczyzna wpasowywała się idealnie w wizerunek niedokształconej, a może niedorozwiniętej, panny, z którą przyszło mu się znów widzieć. Jej ignorancja dla ludzkiego życia przechodziła wszelkie pojęcie i Raiden nie potrafił, nie chciał nawet tego zrozumieć. To właśnie ten fakt tak bardzo negatywnie nastawił go do młodej kobiety i nie umiał się już przestawić. Ich relacja być może nie byłaby taka spięta, gdyby wykazała się chociaż odrobiną współczucia dla swoich kolegów i koleżanek podczas tamtej tragedii. Zresztą umiała grać, prawda? nie mogła udawać rozpaczy? Przynajmniej odrobinę? Nikt nie mógł jednak cofnąć czasu, a Carter na pewno tego nie chciał, bo musiałby przeżywać tamto spotkanie od nowa. Miał zupełnie inne marzenia niż ponowne niedowierzanie i zagubienie podczas przesłuchiwanie tępego świadka.
- Świetnie - warknął na jej słowa, ale najwidoczniej tak się rozogniła, że dosłownie rozwaliła wiążącą ich kłódkę. No, w końcu! Raiden od razu zaczął wyplątywać nadgarstek z łańcucha, bo ten zaczął się wżynać mocno w skórę. Widział poważne zaczerwienienie, ale już miał plan, że pójdzie do Pomony i może zarzuci kuzynowi jakąś herbatką z Hong Kongu, która na miejscu go uzdrowi. I po kłopocie. Po ostatnim śladzie wpadki z półwilą w roli głównej. Zaraz też jego spojrzenie powędrowało na niefortunną towarzyszkę niedoli, którą przecież również złapał ów łańcuch. Moment temu chciał odejść jak najdalej, ale nie wybaczyłby sobie, gdyby nie upewnił się, że wszystko było w porządku. Westchnął głęboko, przejeżdżając dłonią po twarzy i zmienił zupełnie ton. - Nic ci nie jest? - spytał może wciąż z pretensją w głosie po tym całym wydarzeniu, ale zmartwienie było szczere. W końcu jedno otarcie więcej dla niego to nic szczególnego. Dla niej mogło stanowić koniec świata. Upewni się, że wszystko gra i zrobi w tył zwrot. Bo przecież nie był jej nic winny.

|zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again



Ostatnio zmieniony przez Raiden Carter dnia 02.08.18 6:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Odette Parkinson
Odette Parkinson

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3715-odette-baudelaire https://www.morsmordre.net/t3724-skrzynka-odetki#67817 https://www.morsmordre.net/t3723-odetka#67806 https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3771-skrytk-bankowa-nr-937#69396 https://www.morsmordre.net/t3770-odette-baudelaire#69394
Zawód : śpiewaczka operowa
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Staniesz w ogniu, ogień zaprószysz,
I od ciebie dom twój się zajmie!
Stleją ściany, sprzęty najdroższe,
A ty z ogniem będziesz się żenił.
OPCM : 11
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Półwila

Most Miłości - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Most Miłości   Most Miłości - Page 4 I_icon_minitime01.08.18 11:28

To nie jest sprawą inteligencji - tej mi nie brakuje, chociaż muszę przyznać, że ostatnio wiele rzeczy pozapominałam. Może miałabym ambicje, żeby nadrobić zaległości oraz odświeżyć sobie pamięć, ale czasy temu nie sprzyjają. Teraz nikogo nie interesuje wiedza kobiet, byleby tylko pięknie wyglądały i nie przynosiły wstydu mężczyznom. Czyli najpewniej nie odzywały się nic ponad kurtuazyjne pogawędki o samopoczuciu oraz pogodzie. Rodzice oczekiwali ode mnie wiele - zbyt wiele. Nie licząc się z moimi planami oraz marzeniami próbowali wtłaczać do głowy wiedzę na wiele różnych tematów, w tym potrzebną do zostania uzdrowicielem. Ale to nie byłam ja. Nie interesowały mnie organy wewnętrzne obcych osób, zostałam stworzona do wyższych celów. Do krzewienia kultury oraz sztuki, do ubarwiania szarej rzeczywistości dnia codziennego - jestem jak ptak zachwycający słowiczym trelem, jak element natury. Potrzebny, ale delikatny. Należy go chronić za wszelką cenę. Niestety inni nie mają podobnego podejścia. Wolą zamykać się w swoim przygnębiającym światku, wolą myśleć, że ich droga jest jedyną słuszną. Cóż, mam podobnie. Dlatego dwie tak uparte osobowości nie mogły się dogadać, tak po prostu. Smutno mi z tego powodu, ale to ten oto mężczyzna wystawia sobie opinię. Nam kobietom pozwala się na więcej - kaprysy, delikatność, kruchość. Wszystkie przewiny zwykle są wybaczane, pewnie z powodu lekceważącego stosunku do płci piękniejszej. Ale żeby obrażać? To się nie godziło mężczyźnie. Pokazywał on wtedy tylko to, jaki był słaby oraz bezradny wobec drugiej osoby. Może wszyscy funkcjonariusze są strasznymi chamami oraz prostakami - nie wiem, dotąd nie spotkałam żadnego. Ten tutaj wystawiał swojemu fachowi bardzo negatywną opinię. A ja? Cóż, nie mam obowiązku przejmować się obcymi sobie ludźmi. Każdy umiera, prędzej czy później. Dlaczego robić z tego taką aferę? Nie jestem zbyt empatyczna, to prawda. Życie nauczyło mnie, że dobroć nie popłaca. Współczucie to tylko słabość, która nie sprawdza się w świecie pełnym chaosu. Za to sztuka zawsze - jak najbardziej. Zawsze będzie bawić i cieszyć oko, kiedy za oknem zbliżają się deszczowe chmury.
Widzę, że kolega boi się ognia. Tym bardziej powinien uważać na to, co mówi. Tego ognia to mam pod dostatkiem. Przekonała się o tym zawodząca kłódka, która wreszcie ustępuje pod naporem gorąca z moich dłoni. Żałuję jedynie, że temu mężczyźnie udaje się wyswobodzić z metalu - jak dla mnie to powinien zostać przykuty do mostu jeszcze na cały dzień, żeby przemyślał swoje impertynenckie zachowanie godne byle menela, a nie stróża prawa, jakim się dumnie tytułuje. - Nie - odpowiadam krótko, kiedy i mi udaje się zabrać rękę z kajdanek. Pocieram przegub nadgarstka jakby upewniając się, że na pewno wszystko jest w porządku. Patrzę spode łba na tego faceta - co on taki nagle troskliwy się zrobił? To na pewno jakiś podstęp. - Żegnać - rzucam zatem lodowato, dając do zrozumienia, że nie chcę go spotkać już nigdy więcej. Żwawym krokiem udaję się w stronę, w którą zamierzałam iść. Byleby tylko zgubić natręta i uwolnić się od jego głupoty.

zt.




Oni będą ślicznie żyli,
oni miłość obłaskawią,
tygrys będzie jadł z ich ręki.
Powrót do góry Go down
 

Most Miłości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19