Wydarzenia


Ekipa forum
Teatr Palladium
AutorWiadomość
Teatr Palladium [odnośnik]29.04.16 1:32
First topic message reminder :

The Palladium

★★★
Teatr Palladium powstał w 1910 r., to największy i najsłynniejszy teatr w Anglii albo i całej Wielkiej Brytanii. Aby znaleźć się w czarodziejskiej części teatru, należy przejść przez jedną z kotar mniejszych bocznych scen, które dla mugoli wydają się na tyle nudne, że ci instynktownie omijają to miejsce.
W teatrze występują gwiazdy najwyższego formatu, stałym gościem jest tutaj piękna Belle, niezwykle często goszczą artyści ze Stanów Zjednoczonych. Główna scena otoczona jest doprawdy imponującą widownią dodatkową upstrzoną wygodnymi kilkuosobowymi lożami balkonowymi.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy Walpurgii i +10 dla Śmierciożerców.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:17, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Teatr Palladium - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Teatr Palladium [odnośnik]12.08.21 16:43
Gdy z łagodnym uśmiechem uniosła swoje spojrzenie na Elaine, widziała w niej przede wszystkim elegancję i delikatność damy. Spędzała z nimi tak dużo czasu - z damami. Te uwielbiały otaczać się pięknymi osobami, a najlepiej przecież było, gdy te piękne osoby nie stanowiły dla nich konkurencji. Leanne twardo stąpała na ziemi, na tyle twardo by wiedzieć, że nie ma najmniejszych szans, by stać z tymi kobietami w jednym szeregu. Była dla nich jak ładna torebka - nie wstyd się z nią pokazać, jednak nie przeszkodzi również w aspiracjach, które sobie obrały. Znała więc damy na tyle dobrze by wiedzieć jak ich wychowanie sprawia, że są piękne, dumne i zablokowane. Interpretuje się to jako nieosiągalność, bo rzeczywiście, nieosiągalne dla większości również były. Tak samo jak ich pozycje i ich pieniądze. Elaine, jej droga przyjaciółka, również taka właśnie była. Jej spojrzenie miało w sobie dystans, miało niepewność gestu. Czy to wypada? Czy wypada przybyć do przyjaciółki po spektaklu, w nocy...?
A co powiedzieliby wielcy lordowie, gdyby słodką Leanne zamienić na przyjaciela.
Choć spojrzenie panny Moon powędrowało jawnie w stronę lady dopiero, gdy ta wyciągnęła do niej dłoń, czuła, że jest obserwowana z uwagą. Spojrzeniem, które doskonale znała i które widziała u Avery już wielokrotnie.
- Nie, można wyjść otwartymi drzwiami. Ale czy w ogóle chcesz wyjść? - Spytała, łapiąc mocno dłoń blondynki, by podpierając się nią, postawić obie stopy na deskach sceny. Zupełnie bose stopy. Pomimo żadnej różnicy wzrostu między kobietami, Elaine teraz górowała dzięki swoim eleganckim obcasom. Palce lekko trzymały jeszcze przez chwilę miękką dłoń kobiety. Delikatne przesunięcie po nich wystarczyło, by wiedzieć, że te dłonie nie uświadczyły ciężkiej pracy, a może i miały na sobie często wygładzające skórę maści lub kremy od alchemika. Ludzkie dłonie potrafią powiedzieć tyle o człowieku i jednocześnie każde z nich były tak cudownie wspaniałe. Dłonie wprawionego żeglarza miały na sobie zacierki od grubych lin i często z marszczeń na nich można było układać maleńkie kaniony i doliny od morskiej wody. Usta żeglarzy czasami smakowały słono. Dłonie kobiet były tak różne. Raz zniszczone od pracy, raz pozacinane papierkami, raz suche od wystawiania ich na zimno, raz ciepłe... A dłonie dam zawsze były gładkie i delikatne... Jeśli zaś takie nie były - oznaczało to sekrety. - Może podarujesz mi taniec? - Spytała z rozbawieniem. - Widziałaś mój dzisiejszy występ? - Pytanie o taniec nawiązywało do niego dosyć mocno, przetańczyła praktycznie cały. Był on niemą, symboliczną opowieścią, przez większość czasu ścierali się w tańcu mężczyzna w białym garniturze i kobieta w czarnej sukni w akompaniamencie dramatyczniej muzyki skrzypcowej.
Interpretacja pozostawała dowolna.
Zachichotała urokliwie, nieco rozluźniając tym atmosferę, która zaczynała się robić nieco gęsta, gdy stały naprzeciw siebie, a Leanne uciekała gdzieś myślami. - Masz okropny francuski akcent.


ite, missa est

Leanne Spencer-Moon
Zawód : aktorka
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We are the reckless
We are the wild youth
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10366-lettice-anne-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t10372-eurypides https://www.morsmordre.net/t10373-zycie-to-jest-teatr https://www.morsmordre.net/f389-ramillies-place-10-2 https://www.morsmordre.net/t10447-skrytka-bankowa-nr-2307#315761 https://www.morsmordre.net/t10379-leanne-spencer-moon
Re: Teatr Palladium [odnośnik]23.07.22 15:51
4 kwietnia 1958
Hep! (stąd)
Świat połknął ją i wypluł na nowo – powinna się tym chyba przestać przejmować jak najszybciej, lecz wrażenie teleportacji, już wcześniej mało przyjemne, teraz wydawało się rozmywać ją całą i sklejać na nowo Niechętnie dawała się porwać temu nurtowi, mając wielką ochotę aby walczyć z tym, co się działo, ale wiedziała jednocześnie, że nie mogła. Jeżeli zrobi sobie krzywdę, nie da rady towarzyszyć dziś Garfieldowi, a jeżeli nie da rady mu towarzyszyć, to zdecydowanie go w jakiś sposób zawiedzie. Przez chwilę więc wirowała niczym niesiony nurtem przedmiot, obijający się o brzegi zanim nie skończył swojej podróży…właśnie, gdzie.
Z małego, prostego pomieszczenia przeniosła się do większej przestrzeni, a kiedy opadła na ziemię, wyraźnie mogła poczuć za plecami miękką kurtynę – sięgnęła dłonią, ale nie znalazła oparcia, opuściła więc rękę aby oprzeć się o ziemię. Miejsce było przestronne, zadbane, a co najważniejsze, również nie było opuszczone; śpiew dobiegł ją jednak z pewnym opóźnieniem.
Wiedziała, że nie znajduje się w pierwszej lepszej podrzędnej lokacji, ale śpiew zdecydowanie wybijał się ponad zwykłe miejsca, chociaż nie zamierzała umniejszać żadnej śpiewaczce. Musiała jednak postępować ostrożnie, zdając sobie sprawę, że jeżeli zostanie nakryta, może się to skończyć nieprzyjemnie, a nie wiedziała, kiedy na nowo magiczne siły dziwacznej sytuacji postanowią przerzucić ją poza ten teren – o ile w ogóle! Mogło się skończyć tak, że zaraz jeszcze komuś podpadnie i skończy się to na tym, że zdążą ją jeszcze wrzucić do Tower albo innego prowizorycznego więzienia.
Zbliżając się ostrożnie do szczeliny w kotarze, która wydawała się nie dość, że sporych rozmiarów, to jeszcze ciągnęła się bez końca – a przynajmniej tak mogło się wydawać. Stając ostrożnie przy jej krawędzi odważyła spojrzeć się na scenę, dostrzegając nieznajomą jej postać, której jasne włosy odbijały światło ze skierowanych na nią reflektorów. Widziała poza tym parę osób na sali, lecz wydawało się to jedynie jakąś próbą, gdyż niewielu z nich rzeczywiście zwracało uwagę na stojącą na scenie śpiewaczkę, zajmując się czymś, czego z tej odległości nie widziała. Musiała zastanowić się, jak teraz spokojnie opuścić to miejsce, nie wiedząc nawet, od której strony to zacząć. Gdzie tu było wyjście???



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Teatr Palladium [odnośnik]25.07.22 18:57
All the lights are sparkling for you it seems
On the downtown scenes, shady blue

Wiele osób marzyło o tym, by pewnego dnia stanąć na scenie, by zabłysnąć niczym gwiazda na nocnym firmamencie. Niestety — niewielu z nich wiedziało, jak wiele wysiłku wymagało osiągnięcie poziomu zadowalającego, takiego zupełnie przeciętnego. Zresztą — samą ciężką pracą, nawet połączoną z prawdziwym diamentem talentu nie było pewności, że dotrze się na poziom, po którym coraz pewniej poruszała się Valerie. Jej kariera na Wyspach nabierała rozpędu z każdym kolejnym miesiącem, Vanity mogła nawet momentami rozpędzić się i myśleć o progresie w kategoriach tygodni, może dni. Trzy dni temu śpiewała przecież przed najważniejszymi osobistościami kraju, przed samym Ministrem Magii, przed swym narzeczonym—rzecznikiem, lordami i damami, całą masą zwyczajnych mieszkańców stolicy. Głód ambicji dopiero zaczynał się w niej budzić, układał się jeno w jej ciele, pobudzony dodatkowo sukcesem nawiązanej współpracy z czarodziejską operą w Hampshire. Uwadze Czarownicy nie umknął też zaręczynowy pierścionek, chociaż i w tym — ku zaskoczeniu Valerie i drobnej złości, której Cornelius nie chciał przy niej okazywać — pomogła jej własna matka. Wieści o ślubie stały się jednak faktem i to dość szeroko znanym. A za życzliwość pisma oraz w szczególności jego redaktorki naczelnej narzeczeństwo miało zapłacić między innymi chwilami wytchnienia na zbliżającym się wielkimi krokami recitalu Valerie.
To właśnie próbie do tego wydarzenia mogła przyglądać się zza kotary Thalia. Valerie zajmowała centralne miejsce na scenie, trenując repertuar, do którego nie sięgała zbyt często — nie znała języka francuskiego, to mogłoby być dla laika wystarczające wytłumaczenie, dlaczego śpiewała przede wszystkim po angielsku lub niemiecku, lecz jako wykształcona śpiewaczka opanowała do perfekcji wokalizę nie tylko dwóch wcześniej wspomnianych języków, ale także umożliwiającą wykonywanie kanonu dzieł muzycznych — włoską i francuską właśnie. Zainspirowana zimową wizytą w syrenim balecie La Fantasmagorie oraz rozmowami z Deirdre o jej artystycznej przyszłości, postanowiła postawić na poszerzenie repertuaru. Śpiewała już pieśni propagandowe — w rodzinnym Shropshire i na scenie przed pałacem Buckingham — śpiewała także oryginały dzieł Wagnera w Hampshire, ale teatr Palladium i pani redaktor zasługiwali na coś jeszcze innego.
Piosenka, którą wykonywała, mogła Thalii wydać się niemalże intymna. W szczególności pierwsza część, gdy czasami ściszała głos ocierając się niemal do szeptu. Później jednak powracała z całą mocą w refrenie. Mogło się wydawać, że już ta wersja — obdarta przecież z podkładu muzycznego, broniąca się wyłącznie przez umiejętności Valerie — była kompletna.
Nic bardziej mylnego.
— Teraz powinny wejść skrzypce — przerwała w połowie słowa, wychodząc z kręgu światła, które jeden z czarodziejów odpowiedzialnych za oświetlenie wycelował w nią. Nie na długo — to, zaczarowane, podążyło za nią, wciąż zatrzymując ją w centrum uwagi. Vanity podeszła jednak bliżej siedzącego w pierwszym rzędzie reżysera, który skinął głową i nakazał siedzącemu obok młodemu mężczyźnie — zapewne asystentowi — zanotować którąś z wymienianych niedosłyszalnym dla Thalii szeptem uwag.
Sytuacja nie trwała dłużej niż trzy minuty. Po tym Valerie wyprostowała się i obejrzała przez ramię za kulisy. Nieszczęśliwie dla Wellers, skrzyżowała z nią spojrzenia.
— Możesz przynieść mi trochę wody? — spytała, jeszcze nie nakazując. Powachlowała się jednocześnie dłonią, próbując schłodzić się po wysiłku, powracając na moment uwagą do ułożenia światła. — A to... nie mogłoby być nieco chłodniejsze? W takim cieple dekoracje będą wyglądać na wyblakłe... — mruknęła swą uwagę z delikatnym niezadowoleniem zakamuflowanym w słodyczy tonu. Już na pierwszy rzut oka widać było, że zależało jej, by wszystko na czas występu prezentowało się perfekcyjnie. Jeden element sceny oraz jej najbliższego otoczenia jednak odstawał od jej wizji.
— Długo jeszcze mam czekać? — jej uwaga powróciła do Thalii, przy której czekał już kolejny młodzieniec, z przygotowaną szklanką wody w temperaturze pokojowej. Nie odzywał się do żeglarki, ale spoglądał na nią tak wyczekująco, że sama mogła pojąć sugestię, że gotów był oddać jej tę szklankę po to, by mogła zanieść ją znajdującej się na scenie pani Vanity.




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : 5 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Teatr Palladium [odnośnik]31.07.22 1:52
Nie miała wiele okazji do przebywania w teatrze – po prawdzie za dzieciaka zdarzało jej się to tylko wtedy, kiedy pozwalało im na to domkniecie rocznego budżetu i byłby to przydrożny teatr, w którym wystawiane były drobne pacynkowe przedstawienia. W teatrach czy operze zjawiała się dopiero z dostawą, a kończyło się to na tym, że wynudzona lekko gwiazdkami na zapleczach kierowała się gdzieś dalej, tam, gdzie nikt nie musiał jej szukać, stając gdzieś na drabinie, tak aby mogła ostatecznie znaleźć się nad sceną. Obserwując wszystko mogła mieć tę ułudę piękna którą nie rozwijały ludzkie charaktery, coś, w co mogła wierzyć.
A teraz, gdy spoglądała na wszystko, co działo się dookoła, poczuła że trafiła na nowo w miejsce pełne próżności, gdzie jak widać, machać trzeba na ludzi po szklankę wody. Czy miała do czynienia z osobą, która bucika też nie zawiąże? Przypominały jej się te wszystkie szlachcianki, przemierzające szkolne korytarze, które wystawiały nogę aby zawiązać im sznurowadło i uważając, że w ten sposób kokietują mężczyzn. A mężczyźni dawali się na to nabrać, wiedząc, że to oznacza, że prędzej dobiorą się takiej do spódnicy – a potem to ona będzie płakać.
Zderzyła się spojrzeniem z chłopakiem, który spoglądał na nią z oczekiwaniem. Spojrzenie, które mu rzuciła, wydawało się raczej spalać ludzi żywcem, ale złapała szklankę, odpychając go aby poszedł w stronę z której tam przyszedł. Może niech jeszcze przyniesie kawiorek i szampanik, tak na wszelki wypadek. A ona sama miała teraz zanieść szklankę wody komuś, kogo szczerze kochać nie musiała. Miała nadzieję, że ci ludzi dostają chociaż mniej więcej dobrą płace za jakieś bardzo bzdurne rzeczy.
Miała też coś, co potrzebowała przygotować, wsunęła się więc głębiej za zasłonę i dopiero wtedy, kiedy była gotowa, wysunęła się z niej, kierując się w stronę kobiety – piękna, ciemnowłosa, nie do rozpoznania na pierwszy rzut oka do rudej żeglarki i o to właśnie chodziło.
- Proszę wybaczyć, szklanka nie była odpowiednio czysta. – Spojrzała na Valerie. Przynajmniej nie wyglądała w tym momencie jak skończony flejtuch, wstając i ciesząc się z tego, że dziś postanowiła pożyczyć coś od Yvette. – Piękna piosenka, jeżeli mogę coś na ten temat powiedzieć…

Rzut na zmianę



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Teatr Palladium [odnośnik]04.08.22 17:05
Świat muzyki nigdy nie był piękny; mylili się ci, którzy uważali przebywanie na scenie za spełnienie marzeń, osiągnięcie szczęścia ostatecznego. Sztuka zawsze była bowiem kapryśną kochanką. Taką, o której względy bili się niemal wszyscy, a walka ta nie należała do przyjemnych, nawet obserwowana przez osoby podobne Thalii. Te, które miały wiele okazji do obserwowania różnego rodzaju okropności w swym krótkim bądź co bądź życiu.
Świat muzyki, pewnie bardziej od innych podświatów sztuki, skupiał się bowiem nie tyle na pokazywaniu piękna życia per se, co maskowaniu jego brzydoty. Bywali w końcu malarze, którzy robili kariery, przygotowując dzieła horrendalnie wręcz nieestetyczne. Były rzeźby odbiegające od kanonów, zawieszenie wzroku, na których powodowało olbrzymi wręcz dyskomfort. I takie dzieła odnajdowały swych adoratorów, amatorów, czasem wyprzedzając klasycznie piękną konkurencję. W muzyce nie było miejsca na brzydotę. Jeżeli nie potrafiło się śpiewać, jeżeli melodia nie docierała do serc, ściskając je w niezapomnianej tęsknocie za czymś, co można, ale nie trzeba było przeżyć... Czy w ogóle był sens zajmować się tym, oddawać całe życie?
Valerie uznawała, że nie.
Mogła być zresztą kapryśna tak długo, jak owe kaprysy, wzgardzone przez Thalię sprawiały, że wykonywała swoje obowiązki z należytą starannością i zapierającym dech efektem. Odepchnięty młodzieniec nie zareagował podniesieniem rabanu, ale prędko ulotnił się za drzwi prowadzące na jasno oświetlony (w porównaniu z bezpośrednimi kulisami) korytarz, dając Wellers odrobinę czasu na przygotowanie się do wyjścia na scenę.
Gdy wreszcie się na niej pojawiła, od razu zwróciła uwagę śpiewaczki. Metamorfomag nie mogła być jednak pewna, czy stało się tak przez wzgląd na jej nową aparycję, czy też przez trzymaną w jej ręku szklankę z wodą. Faktem było to, że szklanka ta została przez Vanity przejęta całkiem prędko i zwinnie.
— Dziękuję — potrafiła przecież doceniać to, gdy ktoś wykonywał swą pracę dobrze, choćby była tak łatwa jak doniesienie jej szklanki z wodą. Oczy śpiewaczki przymknęły się przez czas dość powolnego picia. Łykała bowiem niewielkie porcje wody, pozwalając jej spływać w swoim tempie w dół gardła, nawilżając jego ścianki. Dopiero po opróżnieniu połowy szklanki i wyrażeniu swej opinii przez kobietę, która mogła się co prawda znać na śpiewaniu, lecz nie mogła raczej mieć doświadczenia w kwestii występu, spojrzenie Valerie ześlizgnęło się na moment na reżysera i jego asystenta. Uniosła porozumiewawczo brwi, z lekkim rozbawieniem i okruszkiem ciekawości decydując się na podjęcie dialogu. Nawet jeżeli w normalnych okolicznościach byłby stratą czasu.
— Ach tak? Zna pani francuski i odnosi się do warstwy tekstowej, czy może to melodia stała się pani ulubioną?
Z pozoru nie było w tym pytaniu nic podchwytliwego.
Ale pozory wszędzie — w życiu i w sztuce — mylą.




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : 5 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Teatr Palladium [odnośnik]28.08.22 21:22
Mogła mówić i myśleć tylko z własnej perspektywy. Zdarzało jej się poznawać artystów, lecz mało kiedy kogoś, kto występowałby na tak wielkich deskach. Może kiedyś, ale te znajomości dawno już zmieniły się w mgliste wspomnienia. Kiedy sama stawała na scenie, było to raczej przystanięcie obok kogoś aby mu coś podać, albo udawanie i wygłupy kiedy ganiała kogoś, kto akurat sięgnął po szalik i robił z siebie idiotę przed pustą wizytą. Ba, chwilę temu stała na deskach teatru, lecz jedynie z sytuacją pełną samotności albo i intymności.
Jej świat był brzydki, brudny i jej świat uszlachetniało naprawdę niewiele. Muzyka nie kryła jego brzydoty, nie dla niej, bo nie chciała słuchać o tym jaki jest świat, a jaki nie jest – a miał być dla niej ułudą, bo potem czekało jedynie rozczarowanie wobec tego, jak bardzo ją bolało. Bycie nie tyle zwykłym, co nie bycie jakimkolwiek elementem układanki.
Czy zaś obchodziły ją kaprysy Valerie? Nie, raczej nie, jak zawsze oceniała szybko i niekoniecznie prawdziwie. I bywało tak zawsze, zwłaszcza, że musiała przygotować się do jak najwcześniejszej oceny postrzegając kogoś za zagrożenie albo i nie. Może gdyby poznała Valerie lepiej, co było mało prawdopodobne, patrząc na ich tryby życia, podchodziłaby do tego nieco inaczej, ale teraz, kiedy mogła jedynie obserwować to, jak skupia się jedynie na sobie i swoich pragnieniach, nie umiejąc nic innego od tupnięcia nóżką po to, aby dostać szklankę wody, miała wrażenie, że wysłana w to miejsce została jedynie za karę. Cieszyła się, że młody zniknął, wpatrując się w niego ze złością, ale ostatecznie wróciła do wyjścia na scenę, jakimś cudem z misją zupełnie neutralną.
Dopiero kiedy dostrzegła kobietę nieco wyraźniej, stojąc obok, złość nieco przeszła, spoglądając jeszcze po okolicy. Pragnęła dowiedzieć się nieco więcej o tym, z kim właśnie rozmawiała, nie była jednak na tyle naiwna aby zapytać, z kim właściwie miała do czynienia. Nie wiedziała w końcu, na jaką próbę wpadła…w sumie to niewiele wiedziała.
- Nie, nie znam francuskiego. – Potrząsnęła głową, w tym wypadku wiedząc, że zbyt łatwo byłoby zweryfikować, a zresztą nie miała powodów, aby podawać, że tak naprawdę było. Przechyliła jednak głowę na moment, lekko przygryzając wargę w poszukiwaniu odpowiednich słów.
- To…muzyka nie zawsze musi być zrozumiana co do słowa, aby budzić emocje, prawda? Przynajmniej ja tak zawsze miałam. – Celestyna, Belle, umiały swoimi czarującymi głosami wyśpiewać to, czego sama nigdy nie określiła, lecz zdecydowanie czuła. – To jakby…nie da się opisać tego dokładnie, ale się to czuje. – Czy artyści mieli tak samo?



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Teatr Palladium [odnośnik]30.08.22 17:36
Drobne westchnienie wydostało się z ust Valerie, gdy posłyszała słowa, że jej rozmówczyni nie znała francuskiego. A nie było to westchnienie zwykłe — było przejęte, na wskroś przesiąknięte smutkiem, zupełnie tak, jakby i teraz Valerie sięgała po dramatyzm potrzebny do odpowiedniego dla występu wybicia emocji. Zanim jednak zabrała głos ponownie, raz jeszcze przytknęła usta do krawędzi szklanki, upijając z niej kolejny łyk.
— Sehr schade — niemieckie głoski, zupełnie kontrintuicyjne wobec wcześniejszego pytania o język francuski spłynęły z ust Valerie z zaskakującą miękkością. Wielu lat potrzebowała śpiewaczka, by wreszcie pozbyć się angielskiego, zbyt łagodnego dla uszu mieszkańców Berlina akcentu. Teraz role się odwracały — wciąż zdarzało się, że potrafiła wymawiać słowa w charakterystycznie szorstki sposób, w szczególności gdy rozmawiała z ludźmi pochodzącymi ze Shropshire. Tamtejszy akcent pozwalał na kilka fonetycznych różnic, których nie wybaczała wysoka odmiana angielskiego. — Wielka szkoda — wyjaśniła po chwili, na wypadek gdyby jej rozmówczyni nie znała również tego języka. Na moment przeniosła spojrzenie na siedzącego w dalszym ciągu w pierwszym rzędzie reżysera. Mężczyzna wydawał się nie mieć problemu z niezapowiedzianym przedłużeniem się pobytu personelu pomocniczego na scenie. Co więcej, w jego oczach Valerie odnalazła specjalny rodzaj wskazówki. I nie mogłaby tego nie wykorzystać.
Jeżeli mieli sprawić, że przyszłe koncerty — może nie ten, te odbywać miał się w obliczu wyrobionych przez lata konwenansów, ale współpraca Valerie z Palladium z pewnością nie była jednorazowa — przyciągną jeszcze więcej osób głodnych muzyczno—emocjonalnego katharsis, potrzebowali też czegoś, co czasami zwykli nazywać nowym spojrzeniem. A jeżeli nadarzyła się ku temu okazja...
— Nie potrzeba wielkich słów, by opisać to, co się czuje — wtrąciła więc, odkładając szklankę z wodą na brzegu sceny. Nie spoglądała na Thalię, zajęta przez moment układaniem sukni na swym ciele. Dopiero wtedy, gdy wiedziała, że leżała perfekcyjnie, wskazała kobiecie pierwszy rząd, wolne miejsce po lewej stronie reżysera. — A nam dzisiaj, jeżeli pozwolisz, wystarczą proste komunikaty. Jeżeli nie jesteś pilnie potrzebna gdzie indziej, zapraszam na publiczność. Wykonam kilka utworów, a ciebie poproszę, z panem reżyserem oczywiściemówiąc to, przyłożyła dłoń ozdobioną w zaręczynowy pierścionek do lewej strony klatki piersiowej, posyłając jednocześnie niezwykle słodki uśmiech w stronę wymienionego przez nią człowieka. — O skupienie i próbę odgadnięcia, o czym jest to piosenka.
Rzadko kiedy miała czas i chęci na próby szukania kontaktu z prostszym rodzajem publiki, a jednak coraz częściej wychodziła ze swą sztuką właśnie do nich. Do ludzi niekoniecznie znających operę, historie wyglądające na nich z wystawnych plakatów reklamujących to, czy inne przedstawienie. W Shropshire było jej nieco prościej — znała przecież ludzi, tamtejszą mentalność, przekaz dostosowywała zupełnie intuicyjnie, lecz Londyn był zupełnie inny.
A Valerie Vanity potrzebowała spojrzeć na siebie oczami jej przyszłej publiki.




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : 5 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Teatr Palladium [odnośnik]04.09.22 22:45
Nauka obcego języka była przydatna, a wiedziała to doskonale posługując się mową trytonów. Chciałaby też uczyć się innych języków, lecz mało kiedy zostawała w obcym kraju na tak długo, aby móc się go uczyć od mieszkańców, zbyt wiele zajęć mając aby móc poświęcić się tej nauce raz a porządnie. Mimo to, spodziewała się, że kiedyś nadejdą takie dni, gdzie będzie mogła uczyć swoje dzieci, zachwycone obrazkami, czytając im bajki w innym języku i tłumacząc, co one znaczą. Może kiedyś, lecz na pewno nie dziś, nie jutro, nie w najbliższych latach…
- Być może po prostu uznano, że wystarczy mi inna edukacja aby raczej pomagać niż się prezentować. – Odpowiedziała skromnie, ale wiedziała, że była to prawda. Tym próbowali się zajmować w sierocińcu, wysyłając ich do więzień i zakonów, ucząc prostych czynności w kuchni, prania czy sprzątania, nie zaś sprzątania – mało kiedy osoby mogły poszczycić się innymi zajęciami, nawet jeżeli obdarzono kogoś głosem syreny bądź talentem godnym…bardzo utalentowanego malarza.
- Czy jest lepiej bez nich? – Bez wielkich słów. Bez owijania w bawełnę tego, o czym się prawdziwie myślało. Bez poszukiwania problemów, tylko rozwiązań. Chciała chyba o coś jeszcze zapytać, ale w tym momencie piosenkarka wskazała jej miejsce w pierwszym rzędzie i przez chwilę spodziewała się, że spoglądając na nią, Valerie zamierza ją wyprosić, mimo to jednak chodziło o coś z goła innego. Drobne „Oh” wyrwało się z jej ust, nie wiedząc, czy jednak miała mieć na to szansę, czy zaraz nie pociągnie jej los aby wyrzucić ją w innym miejscu. Mimo to, nie powinna odmawiać…i trochę nie chciała. Skoro miała się przekonać o czymś, mogła przekonywać się teraz.
- W takim razie z przyjemnością. – Skinęła głową, spoglądając jeszcze na pierścionek, nie wiedząc, czy mowa była tutaj o zwracaniu się do reżysera, który był ukochanym – a może bardziej chodziło o coś innego? Zgadywać nie chciała, jeżeli dostawała tę rolę będąc narzeczoną, to trzeba było jedynie liczyć na to, że zaśpiewa równie pięknie jak wcześniej i że zatrudniono ją bo talent. Albo liczyć na nepotyzm tak zawsze, co nie było dalekie od prawdy w wielu wypadkach.
Dlatego ostatecznie usiadła w pierwszym rzędzie, spoglądając jeszcze na znajdujących się obok niej mężczyzn, tak jakby chciała od nich uciec, ale wróciła wzrokiem na scenę, czekając na występ. Może to miał być ten jasny punkt dzisiejszego dnia.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Teatr Palladium [odnośnik]10.09.22 19:54
Oczywiście, że nauka języków obcych stanowiła spory atut. Valerie dowiedziała się o tym dość późno — do czasu nagłego zamążpójścia za obcokrajowca myślała bowiem, podobnie jak cała jej rodzina, że jej przyszłość nierozerwalnie związana jest z Wielką Brytanią. Gdyby nie musiała uczyć się języka w trybie przyspieszonym, gdyby od samego początku potrafiła porozumieć się nie tylko z nową rodziną, ale przede wszystkim z mieszkańcami Berlina, prawdopodobnie jej życie, jak i życie jej córki, potoczyłoby się inaczej. Kto wie, czy zmiana byłaby na lepsze, czy na gorsze. Z pewnością byłoby inaczej.
Dlatego też korzystając z ostatnich kilku lat przed posłaniem Hersilii do szkoły, rozważała poważnie wszystkie placówki edukacyjne w Europie. Nie była przekonana do wysłania córki do Hogwartu, przynajmniej jeżeli sytuacja będzie wyglądać tak, jak wygląda w tej chwili. Beauxbatons wysuwało się na pierwsze miejsce potencjalnych szkół, ale w takim wypadku musiała wyposażyć córkę w odpowiednie zdolności lingwistyczne... Te myśli towarzyszyły jej przede wszystkim, gdy Thalia mówiła o sobie, swym wykształceniu. Nie wszyscy byli przecież przeznaczeni do rzeczy wielkich, a jeszcze mniejsza grupa osób do sławy. Nic w tym dziwnego, świat od zawsze dbał o zachowanie odpowiednich proporcji.
— Bez słów? Słowa, jako takie, odpowiadają tylko za niewielką część komunikacji. Zdecydowanie więcej można zrozumieć przez ton, mimikę, gesty — zaczęła wyliczać, odnosząc się także do własnego doświadczenia. Pierwsze miesiące małżeństwa nawigowała właśnie dzięki przekazom niewerbalnych. — W muzyce jest podobnie. Oczywiście, warstwa liryczna jest istotna, ale nie jest pełnią przekazu. Opery pisane przez Włochów, Niemców czy Francuzów mogą być z powodzeniem zrozumiane także przez Brytyjczyków nieznających tych języków. Ale do tego potrzebna jest odpowiednia interpretacja.
Uśmiechnęła się szeroko, gdy jej propozycja została przez kobietę przyjęta. Na potwierdzenie swoich słów postanowiła przedstawić jej występ w kolejnej wersji językowej. Giuseppe Verdi napisał przecież La Traviata na podstawie francuskiej powieści, więc przeskoczenie z francuskiego na włoski nie nastąpiło zupełnie niespodziewanie. W ostatnim roku swej niemieckiej przygody miała okazję wcielić się w rolę Violetty na zlecenie Opery Zimowej w Poczdamie. Dzisiaj musiały sobie poradzić bez charakterystycznej, radosnej muzyki, która zazwyczaj towarzyszyła Libiamo ne' lieti calici. Ale to nawet lepiej — dzięki temu, zakładając, że jako pracownica Teatru Palladium mogła chociaż kojarzyć podstawowe, popularne motywy muzyczne, melodia nie zdradzi jej przedwcześnie tematyki utworu. Musiała też wejść w połowie — nie mając partnera, który mógłby poprowadzić postać Alfreda, zaczęła samotnie.
Wysoki, czysty sopran miał nieść ze sobą melodię miłości; kochanki oznajmiającej, że wszystko, co nie jest przyjemnością, jest przecież głupiutkie i niewarte uwagi, a tylko w ramionach ukochanego może odnaleźć radość. W końcu prawda płynąca z tej próbnej strofy była oczywista: urokiem miłości było to, że była jak kwiat. Rozkwitała i więdła, aż nie można było czerpać z niej przyjemności. I właśnie dlatego melodyjny głos Valerie niósł ze sobą także nutę drobnej ekstrawagancji, emocji, która nawet w czasach wojny kazała zapomnieć, choć na chwilę o toczącym się wokół konflikcie. Zapraszała do zatopienia się w przyjemności, picia na chwałę miłości.
W końcu nie było na świecie nikogo, kto miłości nie znał.




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : 5 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Teatr Palladium [odnośnik]05.10.22 11:29
Na swoje szczęście bądź nieszczęście, zależy z której strony się patrzyło, nie musiała przejmować się posyłaniem dziecka do szkoły. Ale przyszłość oddała już dawno temu, wiedząc, że nigdy nie czeka jej nic przyzwoitego i gdy znalazła się na miejscu, wracając do Anglii po latach, to przeświadczenie odżyło w niej i tak właśnie to widziała. Hogwart, paradoksalnie, wydawał się jej jednak lepszym miejscem teraz niż kiedyś – neutralny, odcięty od polityki. Takie powinny być szkoły, zapewniając miejsce dla rozwoju wszystkim. Świat już wystarczająco mocno krzywdził dzieci.
- A gesty? Te zawsze wydawały mi się równie ważne podczas oper co w wypadku śpiewu. – Ale przecież były występy, w których śpiewający jedynie stali, co wedle niektórych pozwalało skupić się na muzyce, wedle niektórych odejmowało jakiegoś uroku. Przychyliła by się bardziej do tego pierwszego, wiedząc, że emocje działy się również w tonie czy mimice i to było najważniejsze. – Gdyby wybierać, które pieśni najbardziej oddają uroki emocji, które by pani wybrała? – Ciekawa była preferencji, ale może zbyt szybko wypytywała o takie rzeczy?
Usiadła na wybranym dla niej miejscu, z początku spięta. Nie przywykła do znajdowania się w pierwszych rzędach, tam, gdzie uwaga mogła ją dosięgnąć, tam, gdzie rzeczywiście mogły dotrzeć do niej oczy innych. Najczęściej cieszyła się z możliwości pozostania gdzieś z tyłu, gdzie jej umiejętności kwitły, tam, gdzie mogła przemykać pomiędzy cieniami. Mimo to, zdecydowała się wybrać miejsce na fotelach na przodzie, obitych miękką tkaniną i spoglądać na scenę jakby rzeczywiście przez chwilę mogła cieszyć się byciem kimś z widowni, zwykłym niezwykłym człowiekiem.
Spojrzenie powędrowało w stronę Valerie, ale gdy padły pierwsze nuty, powoli zaczęła się odprężać, wzrokiem mętnie spoglądając gdzieś na postać stojącą na scenie. Słowa nie mówiły jej absolutnie nic, może tam i ówdzie pojedyncze słowo wydawało się znajome, ale prawda była taka, że ostatecznie treść zostawała dla niej zagadką. Mimo to, świergocące melodie wydawały jej się nagle pozbawione realizmu, oderwane bardzo od rzeczywistości. Spoglądając przed siebie, czuła jakby tym bardziej czuła się jak intruz, siedzący na wygodnym miejscu gdy przed nią rozbrzmiewały wzruszające, podniosłe melodie – oderwanie od rzeczywistości nie bolało bardziej niż w tym miejscu.
Odetchnęła głęboko, niemo nie umiejąc skorzystać z zaproszenia które wygrywała jej melodia, daleka od komfortu w nieznanym jej miejscu. Próbowała się rozluźnić, to jednak nic nie dawało – piękny głos docierał do niej, lecz po pięknych uczuciach, które wzbudzał, dalej pojawiał się niepokój. A gdy melodia się skończyła, gotowa była unieść dłonie i zaklaskać, ale wszystko nagle rozmyło się, pędząc przed siebie i znikając wraz z nią w wirze teleportacji.
Hep!
zt



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Teatr Palladium [odnośnik]08.10.22 13:50
Pytanie o gesty sprawiło, że twarz śpiewaczki rozjaśniła się znacząco; ciężko było jednak stwierdzić, czy uśmiech Valerie miał w sobie coś z rozczulenia, czy był jej prawdziwym uśmiechem, a może tylko maską przywdzianą na tę szczególną okoliczność. Niemniej jednak nie dziwiła jej pewna naiwność tego pytania. Niewielu ludzi przecież było prawdziwie wykształconych w kierunku muzycznym, by móc objąć swym rozumieniem wszystkie mechanizmy rządzące nawet nie tylko operą, ale samym przekazem śpiewnym.
— Wspomniałam wcześniej o gestach — przypomniała brunetce delikatnie rozbawiona, jednakże to rozbawienie maskowało tylko delikatnie mrowiące uczucie irytacji. Nie lubiła, gdy ktoś nie skupiał się na jej słowach, nie wtedy, gdy sam poniekąd prosił o uzyskanie jakiejś informacji. Poza takimi sytuacjami potrafiła — z trudem, lecz dzięki małżeństwu z okrutnym człowiekiem całkiem sprawnie — przełknąć taką zniewagę, choć nigdy nie zapominała twarzy osób, którzy dopuścili się takiego lekceważenia. — Wobec odpowiedniej muzyki ciało same pragnie się poruszyć. Prawdziwą sztuką jest niewykorzystywanie gestów w trakcie śpiewania, przynajmniej nie cały czas. W operze działa to odrobinę inaczej, opera jest jednak formą aktorstwa, przedstawieniem karmiącym wiele zmysłów jednocześnie, lecz wykonywanie utworu, na przykład przez solistkę, która machałaby rękoma, robiła niekontrolowane miny lub poruszała się po scenie w chaotyczny sposób, sprawiłoby, że publiczność nie byłaby w stanie skupić się na przekazie. Ten rozmyłby się pomiędzy nadmiarem ozdobników.
I to było problemem początkujących śpiewaczek. Tak samo jak wśród aktorek można było wskazać te, które chciały grać za bardzo, co zresztą zdradzało jak na dłoni ich brak doświadczenia, tak samo wśród śpiewaczek łatwo było odgadnąć, która z dziewcząt nie ma za dużo scenicznego doświadczenia. Scenicznej charyzmy można było się nauczyć, lecz zdecydowanie więcej można było osiągnąć, gdy posiadało się do niej naturalny talent — tak jak Valerie Vanity.
Kobieta, która zanurzyła się na moment w przemyśleniach, przeszukując w pamięci utworów, które najlepiej oddawały emocje.
— Otrzymałam ciężki orzech do zgryzienia — odparła po chwili, śmiech podobny do tysiąca poruszanych na wietrze dzwonków poniósł się po scenie, gdy Valerie powracała do swej pewności, jeszcze chwilę nurzając się w wodach zamyślenia. — Moim zdaniem najtrudniej wzbudzić u odbiorców szczery smutek. Dlatego też dla prawdziwego poznania tej emocji, swoistego duchowego oczyszczenia, wybrałabym chyba lament Dydony, królowej Kartaginy z opery Purcella. Och, może kiedyś... — rozmarzone westchnienie wydobyło się z piersi śpiewaczki. Odegrać rolę Dydony mogło być jej trudno, jeżeli reżyser uzna, że chciałby wystawić ją w wersji mezzosopranowej, ale może kiedyś szczęście się do niej uśmiechnie i otrzyma angaż w wersji wyłącznie sopranowej.
Teraz jednak nie miała przecież skupiać się na smutku; tego było wokół już zanadto, pragnęła więc śpiewać ku chwale miłości, ku chwale chwili, tak, jakby upijała się właśnie własnym szczęściem, jakby chciała ściągnąć tu i teraz także swojego ukochanego, by i on mógł dostąpić słodyczy życia, którą niosła w swych śpiewnych głoskach. Lata spędzone na kształceniu śpiewu sprawiały, że trafiała w odpowiednie dźwięki bez większego problemu, widziała przecież zadowolenie skrzące się w oczach reżysera siedzącego naprzeciw niej, rozprężenie, w które wszedł z asystentem. Ciągnęła więc pieśń dalej, wkładając w nią tyle samo serca i umiejętności, jakby występowała teraz przed pełną salą — nie zaś tylko przez trójką osób, z których dwójka była w pełni świadoma tego, jakiej klasy gwiazdę mieli przed sobą.
Po zakończeniu melodii skłoniła się skromnie, gotowa już o spytanie Thalii o wrażenia, lecz w tym samym momencie chwilową ciszę przecięło głośne hep, dziewczyna zginęła z jej pola widzenia, a Valerie zacisnęła usta w wąską kreskę.
— Cóż za maniery — podsumowała to nagłe opuszczenie teatru bez słowa pożegnania, krzyżując ręce na piersiach. Do gry prędko wszedł jednak reżyser, zajmując śpiewaczkę kolejną rozmową; miał przecież rację. Powinni skupić się na odpowiednim przygotowaniu do nadchodzącego recitalu. Możliwe, że kierunek podsunięty przez Thalię, stworzenie występu opartego na przejściach między emocjami będzie czymś nowym, czymś świeżym.
Czymś, co podbije serca londyńskiej publiki.

| z/t




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : 5 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759

Strona 15 z 15 Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Teatr Palladium
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach