Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Butik madame Malkin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Butik madame Malkin   26.03.15 20:15

First topic message reminder :

Butik madame Malkin

Nowy rok w szkole? Spopielona przez smoka szata? Dziecięcy sok z Gumijagód wylany na ubranie przez już nie tak kochaną córkę chrzestną? Zmiana pracy? Kłopoty po zmianie wzrostu czy wagi? Niesamowicie ważne wydarzenie? Czarodziejski bankiet? Najzwyklejsza w świecie chęć kupienia sobie czegoś nowego? A może coś jeszcze innego? Na te i wszelkie inne okazje jest jedna odpowiedź - sklep Madame Malkin, gdzie odnaleźć możesz wszystkie stroje, jakich potrzebujesz do pełni szczęścia. I nie tylko! Poza gotowymi ubraniami, właścicielka oferuje jeszcze projekty wykonywane na życzenie klienta. Na co jeszcze czekasz? Wstąp tu już teraz, póki możesz skorzystać ze specjalnych obniżek!


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
0
4
5
6
20
0
5/45
0
Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   08.08.17 23:25

Wbiła uważne spojrzenie w kobietę, która znajdowała się zdecydowanie zbyt blisko jej torebki. Lekko zmarszczyła brwi, zaraz jednak jedynie skinęła głową. Poczuła się odrobinę niepewnie, jednak nie chciała robić tutaj awantury. To w końcu tylko zwykła pracownica. Nie było sensu podejrzewać jej o cokolwiek, równie dobrze mogła zwyczajnie przesuwać torebkę, żeby nie spadła, lub mógł to być dźwięk z innego miejsca. Julia, choć lekko teraz podejrzliwa, nie chciała wysuwać się z bardzo poważnym oskarżeniem i skinęła głową na słowa pracownicy butiku. Tak, weźmie tę sukienkę i dość myślenia o ubraniach na najbliższy czas.
Kobieta zaraz z resztą zajęła się pracą, oglądaniem stroju i rzecz jasna wyszukiwaniem poprawek - bo te były, nie wszędzie sukienka leżała jak powinna, a butik nie z tego zyskał swoją renomę, że sprzedaje niedopracowane produkty. Szczególnie za takie ceny.
- W porządku.
Odpowiedziała więc jedynie, zgadzając się zaczekać. Nie miała na ten dzień wielu planów, a dobrze byłoby odebrać zakup jeszcze dzisiaj i mieć to z głowy. Zerknęła za nią jeszcze, zaraz znów patrząc w lustro. W tej chwili z resztą z drzwi obok wyłoniła się nowa postać, bardzo niska kobieta odrobinę starsza od niej spojrzała na nią z niekrytym zdziwieniem i kinęła lekko głową.
- Dzień dobry. - odezwała się, nie kryjąc niezadowolenia. Julia lekko uniosła brwi, nie do końca rozumiejąc, o co chodzi. - Miło panią powitać, jednak na przyszłość prosiłabym zaczekać aż pracownik sklepu panią obsłuży.
Dodała w końcu.
- Tak się stało.
Odpowiedziała krótko, zaledwie sekundę patrzyły na siebie, nim nieznajoma kobieta dostrzegła Maszę - będącą wcale nie przy pracowni, za to bardzo blisko drzwi. I wszystko w jednej chwili stało się jasne. Pracownica ruszyła w stronę drzwi, sięgając po różdżkę, nie miała jednak szans dogonić złodziejki, która trzasnęła drzwiami i wmieszała się w tłum w zaledwie sekundę.
W Julii gotowała się złość - głównie jednak na samą siebie. Pozwoliła zrobić z siebie idiotkę, podejść się, wykorzystać... cóż, jak się okazuje swoją łatwowierność. Pieniądze odżałuje - jednak jej ego ucierpiało, jeśli jeszcze kiedyś spotka tę kobietę... eh.
Marne szanse.
Póki co mogła jedynie ściągnąć z siebie tę cholerną sukienkę, nie odpowiadając na pełne oburzenia słowa prawdziwej - chyba! - pracownicy butiku, która po części usiłowała zapewne chronić jego dobre imię.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Masza Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4721-masza-dolohov-budowa-nie-zagladac https://www.morsmordre.net/t4735-poczta-maszy#101445 https://www.morsmordre.net/t4734-masza-i-niedzwiedz#101443 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t4736-masza-dolohov
Złodziejka, handlarka i oszustka
28 lat
Półkrwi
Zamężna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
11
14
0
0
10
0
3
2
Czarownica

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   10.08.17 0:40

Wyszłam ze sklepu słysząc za sobą głos prawdziwej krawcowej, już mnie goniła, już chciała mnie dopaść, ale w porę zamknęłam za sobą drzwi, puściłam się biegiem i wmieszałam w tłum. Nawet nie potrafiłam pohamować swojej radości. Udało mi się okraść bogatą szlachciankę i przyznam szczerze, że czułam pewnego rodzaju satysfakcję z tego, że to ja zniszczyłam jej pogląd na świat i uczuliłam na oszustów, których może być pełno wokół niej. Od dzisiaj nie będzie już normalnie, tak jak zawsze, patrzeć na innych ludzi. Gdzieś z tyłu głowy będzie pamiętać jak pewnego dnia została oszukana, wykiwana jak małe dziecko, pozbawiona pieniędzy przez nieznajomą sobie osobę. Teraz już zawsze będzie uważać i będzie podejrzliwa na każdym kroku. Ja się już dawno pozbyłam skrupułów, w momencie kiedy kradzież, oszukiwanie, handlowanie jest sposobem na zarobek, to czasami trzeba przewartościować to, co jest dla ciebie ważne. Albo wyrzuty sumienia, albo pieniądze. Wolałam pieniądze, mogłam za nie przygotować jedzenie dla siebie i syna, kupić coś czasami po ludzku w sklepie, zapłacić Cassandrze długi za leczenie. Na to wszystko potrzebowałam brązowych, srebrnych i złotych monet.
Ukryłam się w jednej z ciemnych uliczek, otworzyłam sakiewkę, którą ukradłam i do ręki wysypały mi się monety. Oczy mi się zaświeciły, nawet nie byłam w stanie policzyć teraz ile ich jest. Na pewno bardzo dużo, przeliczę dokładnie w domu. Tam też miałam część schować na czarną godzinę przed Siergiejem, aby nie przepił wszystkiego. Zanim wróciłam do domu zdążyłam jeszcze zrobić zakupy, dzisiaj miała być uczta. Prawdziwa uczta.
Byłam szczęśliwa, w przeciwieństwie do szlachcianki, byłam szczęśliwa. Kobieta będzie miała nauczkę, aby nie nosić przy sobie tak dużej kwoty pieniędzy. Niestety przez to, że byłam zauważona w sklepie, raczej nie będę mogła już się tam pojawić, aby przeglądać suknie lub poszukać kolejnej ofiary. Po tym incydencie będą bardziej ostrożne, już raczej nie będą zostawiać sklepu bez nadzoru. Cóż, czasami trzeba było ponieść jakieś minusy, te były całkiem znośne, tym bardziej patrząc na to ile udało mi się dzisiaj zarobić. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Dzisiejszy dzień można było spokojnie uznać za jeden ze szczęśliwszych w ostatnim czasie.


zt dla Julki i Maszy




Złamałeś tyle serc
A teraz robisz to i mnie
A ja się na to wszystko godzę
W nadziei na choć kilka chwil
I będę wciąż tu tkwić tak beznadziejnie
wierna ciBo całe moje życie to Ty
Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   04.05.18 0:46

22 czerwca

Właściwie lubiła wizyty w Butiku madame Malkin. Nie dlatego, że lubowała się w strojeniu, czy też przymierzeniu nowych fasonów sukien - to zdecydowanie mocniej pasowało i lepiej leżało na Fantine. Raczej bywała tutaj rzadko - jak na arystokratę, co też wyrwało się kiedyś jednej z ekspedientek. Nie czuła jednak potrzeby cotygodniowej wizyty w tym miejscu. Zamiast w wizyty w butiku wolała udać się do miejskiej biblioteki i zajrzeć w dopiero co sprawdzone pergaminy na temat wychowania młodych smoków w jednej z rumuńskich placówek. Zdawała sobie sprawę, że mogła po nie zwyczajnie wysłać skrzatkę, ale lubiła ten stary budynek - pachniał historią i starymi dziejami.
Dzisiaj jednak minęła bibliotekę spoglądając na nią z lekką tęsknotą i ruszyła dalej by na Pokątnej zawitać w sklepie, który zdążyła poznać jeszcze za młodu. Wcześniej przychodziły tutaj wszystkie razem - ona, matka, Fantine i Mari i spędzały tutaj zdecydowanie dłużące się (przynajmniej dla Melisande) godziny. Wszystko jednak ustało, wraz z pożegnaniem najstarszej z sióstr. Matka miała coraz mniejszą ochotę na spędzanie czasu z córkami (chociaż Mela odnosiła wrażenie, że tyczy się to jedynie jej). Nigdy zresztą nie zależało jej na towarzystwie matki - nie potrafiły znaleźć wspólnego języka. Z ulgą przyjęła więc mniejszą ilość jej obecności wokół siebie. Wypady do butiku stały się też odrębną czynnością dla każdej z nich, czasami uproszona przez siostrę zgadzała się wybrać się wraz z nią.
Pchnęła drzwi a dźwięk dzwoneczka powieszonego nad drzwiami zaalarmował wszystkich w sklepie o jej obecności. Nie zdziwiła się, gdy prawie kilka sekund później pojawiła się przy niej jedna z kobiet z uśmiechem przywleczonym na twarz. Czasami Melisande zastanawiała się, jak wyglądają wszyscy sprzedawcy wracając do domu - czy sztuczny uśmiech nadal gościł na ich twarzach? Czy może schodził ściągając na nią proporcjonalną ilość zmęczenia?
Nie umiała powiedzieć.
Swoje sprawunki załatwiła szybko, badając w palcach jakość spódnic w krwawych rodowych odzieniach. Nadal jednak skąpanych w czerni, która oblekała wszystko informując świat o noszonej żałobie. Jeszcze nie potrafiła uwierzyć, że jej ociec - jedyny sprzymierzeniec poza Tristanem - odszedł z tego świata. Kolejna dziura pojawiła się w wątłym organie bijącym między żebrami. Jak wiele bliskich przyjdzie jej pożegnać nim sama zejdzie z tego świata?
Finalnie wszystko zdawało się być odpowiednie - zarówno kroje, jak i kształty. Przymierzyła kilka spódnic, pozwalając sobie na zerknięcie w lustro i zbadanie swojej własnej osoby. Na sam koniec wszystko zapakowano w brązowy papier, a ona wezwała Prymulkę, która zabrała pakunki prosto do ich rodowej posiadłości. Sama zaś wyszła na powietrze planując jeszcze chwilę przespacerować się po Pokątnej. Zresztą musiała jeszcze zajrzeć do Esów i Floresów, potrzebowała nowego pióra - jej stare strasznie stępiało i zaczęło zostawiać brzydkie kleksy - a tego nie zamierzała akceptować. Oplotła się ramionami szczelniej i ruszyła w wyznaczonym kierunku.


Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   05.05.18 2:17

Wizyta w banku Gringotta była niestety konieczna. Naprawdę nie znosił rozmów z goblinami, podczas których musiał mierzyć się z pełnymi wyższości spojrzeniami od istot zdecydowanie niższych. Przynajmniej mógł patrzeć, jak potem, gdy już zmuszone zostaną wyjść zza swych wysokich kontuarów, wyciągają szyje po to, aby wbić w niego swój wzrok. Jednak wizyta na Pokątnej nie mogła zakończyć się załatwienie tylko jednej sprawy, choć o wielkiej wadze, miał jeszcze jedną rzecz do zrobienia. Udał się wzdłuż ulicy do kolejnego lokalu, w myślach powtarzając listę ingrediencji, o jakie poprosiła go szanowna matka. Skoro już się tam wybierasz, mój drogi – tak właśnie mu rzekła.
Dostrzegł cień żywej sylwetki pomiędzy kilkoma nieruchomymi manekinami obecnymi na wystawie, na których wisiały zdobne szaty. Ten cień był znajomy, ale w sposób drażniący, bo i sama sylwetka – ta jedna konkretna – zapamiętana została niezbyt ochoczo, a więc z przymusu. Wiedział, że musiał kątem oka dostrzec jakąś lady, za którymi kazano mu swego czasu wodzić wzrokiem w trakcie sabatów. Być może w ten sposób podpowiadano mu, że jednak ma szansę samodzielnie wybrać przyszłą żonę. Albo zwyczajnie próbowano wbić o głowy bardziej okrzesaną postawę wobec tych najbardziej znamienitych dam, do bliskości z którymi nigdy nie był przekonany. Szczerze wierzył, że skazywanie jakiejkolwiek panny na jego towarzystwo zawsze stanowić będzie przykrość, jeśli nie koszmar.
Nie był ciekaw, cóż to za lady szuka nowych sukni w butiku madame Malkin, to nie było przecież jego sprawą. Zapewne ruszyłby dalej bez jakichkolwiek głębokich przemyśleń, szybko zapominając o tej drobnej obserwacji, gdyby nie dostrzegł przy kolejnym poruszeniu smukłej sylwetki niezwykle wyraźnie kobiecej twarzy. Najbardziej niesforne włosy rodu Rosier, tak przynajmniej mawiały pomiędzy cichymi chichotami niektóre panny. Sam nigdy nie dostrzegł w brązowych włosach czegokolwiek niesfornego, jednak nie znał się specjalnie na fryzurach, w końcu sam ledwo panował nad własnymi kłakami.
Trzymał się z dala od Rosierówny, jak zresztą od wszystkich osób, z którymi łączyło ją nazwisko. Rodowe animozje wciąż pozostawały żywe, od dziecka był więc uczony niechęci wobec wszystkich z wrogich rodów. Widok Melisande przypomniał mu jednak o istnieniu jej starszego brata. Myśl o Tristanie na nowo rozbudziła w nim złość, choć łudził się, że udało mu się zapanować nad emocjami na rzecz zdrowego rozsądku. Świeżo upieczony mąż w objęciach jego przyjaciółki. Na samą myśl zacisnął mocno zęby. Czy ten jegomość na wszystkim musi położyć swe łapska? Oplata każdą niewiastę i rani kolcami.
Kiedy kobieca sylwetka umknęła ze sklepu i poszła dalej, Alphard instynktownie ruszył za nią. Długi i żwawe kroki sprawiły, że dość szybko ją dogonił. Musiał jeszcze tylko ściągnąć na siebie uwagę damy.
Lady Rosier – zwrócił się do niej tonem uprzejmym i przynajmniej jemu nie przeszkadzał fakt, że w tej samej chwili stał tuż za jej plecami. Ale w jego głosie krył się chłód, niezadowolenie, w całej jego postawie było wiele z surowości.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   05.05.18 16:59

Nigdy nie obchodziły jej pokątnie przemykające plotki - zwłaszcza te dotyczące jej osoby. Nie zastanawiała się nad nimi, ani nie rozpatrywała ich pod żadnym z możliwych kątów - choć znała większość z nich. Współczuła wszystkim którzy nie potrafili odnaleźć ciekawszego tematu do rozmów niźli ona. Ciche chichoty młodych dam o niewielkim rozumku, które cichły gdy wchodziła do pomieszczenia w jej odczuciu były jednie oznaką zazdrości i braku poczucia własnej wartości. Ona była inna - uprzejmie odpowiadała na każde pytanie, rozmawiała z każdym kto przystanął przy niej, poświęcała rozmówcy zawsze swoje zainteresowanie - nawet wtedy, gdy temat rozmowy zwyczajnie ją nużył. Nie okazywała go jednak, chciała zostać dyplomatą, musiała więc potrafić rozmawiać z ludźmi, pozwalać odchodzić im z przeczuciem, że przeprowadzili wartościową rozmowę - a może czasem nawet taką, która była dla nich sukcesem. Pozostawiała ich zupełnie nieświadomych własnego wpływu. Sabaty były więc dla niej nie tylko przykrym obowiązkiem, ale i miejscem ciągłych ćwiczeń. Miała wybór - mogła zwyczajnie zostać damą, pić popołudniowe herbatki z nieszczerymi damami tylko czekającymi na jej potknięcie, plotkować razem z nimi o niemodnym kroju koronki na sukni innej lady która akurat nie przebywała z nimi w pokoju. Mogła oddawać się całymi dniami nicnierobieniu czy też spełnianiu swoich zachcianek. Mogła, ale to nie była droga, która by ją satysfakcjonowała.  Była Rosierem, klejnotem, nagrodą, zagadką, niewiadomą, różą. Była wszystkim tym, czym nikt inny nie mógł być. Nigdy nie zadzierała nosa, ale też jej podbródek nigdy nie opadał - unosił się dumnie znacząc jej sylwetkę pewnością. Stalowe spojrzenie - tak podobne do jej brata - z rozwagą obserwowało otoczenia wyciągając wnioski, zostawiając je dla siebie by możliwie wykorzystać je w odpowiedniej chwili. Nie odpuszczała. Przyziemne sprawunki na które większość lady poświęcało godziny, czy dnie, ona starała się załatwić możliwie jak najszybciej. Na swojej głowie, którą otulały niesforne włosy, miała ważniejsze sprawy niźli dopasowane stroje i złote świecidełka. Nie odmawiała ich sobie, jednak nie stanowiły one głównego nurtu jej życia.
Pokątną przemierzała spokojnie - nie śpieszyło jej się dzisiaj. Z zainteresowaniem zerkała na wystawy sklepowe, jedną z dłoni jednak przezornie trzymając na ukrytej w połach krwiście czerwonej szaty zarzuconej na ramiona. Obcasy butów wytaczały cichy, równomierny rytm, gdy stawiała krok za krokiem zmierzają w kierunku księgarni w której zamierzała zaopatrzyć się w potrzebne przedmioty - może zakupić też jedną z ksiąg, jeśli sprowadzono jakiś ciekawy tytuł.
Jednak jej wędrówka została przerwana - nie zdziwiło jej, że ktoś ją rozpoznał początkowo nie rozpoznając persony do której należał głos wypowiadający jej nazwisko. Odwróciła się przybierając na wargi lekki, niewymuszony uśmiech, który nie zniknął nawet gdy spojrzenie trafiło już na jej rozmówcę. Zdziwiła się - choć udało jej się opanować zwyczajowe odruchy twarzy pozostawiając ją w układzie, który sama obrała. Wyciągnęła dłoń skrytą w materiale i obiema dłońmi załapała za materiał spódnicy by unieść ją lekko, gdy sama prezentowała wręcz perfekcyjne dygnięcie.
- Lordzie Black. - odpowiedziała melodyjnym głosem. Nie potrafiła nie zastanawiać się nad powodem, który sprawił że postanowił się do niej zbliżyć. Poza wymianą kilku poprawnie pozytywnych komentarzy w czasie sabatów pozostawali dla siebie obcy, a wiedzeni rodzinnymi powinnościami nie spoufalali się ze sobą. Dzieliła ich wrogość, negatyw relacji do których doprowadziła historia i ich przodkowie. Oni jedynie postępowali wedle wytycznych. Dlaczego więc teraz postawił przerwać tę zmowę milczenia. Czemu podszedł na środku ulicy witając się pozornie uprzejmy tonem - tak samo obłudnie odgrywanym co i jej. Melisande czasem zastanawiała się, czy wyuczeni w ciągu lat zachowań, fraz, gestów i mowy jedynie odtwarzali utarte wzorce, czy też sami się nimi po części stawali. I, czy, gdy ściągnąć im z ramion i barków wszelkie ograniczenia - czy wtedy byliby inni, czy ona nadal pozostawała by życzliwie dobrotliwa dla każdego. A może zwyczajnie zmęczona taką postawą zaprezentowała by inną twarz.
Coś jej się jednak nie zgrywało. Jak puzzel, który ktoś na siłę wcisnął w miejsce w którym powinno stać coś innego. Spojrzenie szybko prześlizgnęło się po mężczyźnie stojącym na przeciw. Zdawało jej się, że jego nazwisko idealnie go opisuje. Czarny, cały składał się z bieli i szarości, kantów i surowości, zimna i chłodu. Zerknęła w jego oczy, nawet one zdawały się ciemne niczym noc. Na próżno było szukać w nim żywszych kolorów. Nic nie wskazywało na cieplejsze podmuchy, czy ogniste wybuchy. Uniosła dłoń - kompletnie się zapominając - skubnęła dolną wargę, jak zawsze gdy dostrzegała problem i zabierała się za jego rozwikłanie. Opamiętała się jednak równie szybko, jak szybko wpadła w swój krótki trans. Splotła dłonie przed sobą.
- Wybieram się do Esów i Floresów. - zaczęła spokojnie rozważając wszystkie za i przeciw, każde kolejne zdanie które powinna powiedzieć i które powinno pozostać skryte w milczeniu. Powinni trzymać się z dala od siebie, jedynie witać i ruszać dalej. A jednak zatrzymał ją w jakimś celu - i wątpiła by zrobił to po to, by publicznie przy spojrzeniach innych bezimiennych ludzi wyciągnąć przeciwniej niej coś, o czym mogła nie mieć pojęcia. Powinni trzymać się od siebie z daleka, a jednak właśnie fakt iż zatrzymał ją tutaj, sprawiał, że nie potrafiła oprzeć się wrażeniu że pod maską niechęci, po czernią i chłodem kryje się coś jeszcze. Coś ledwie widoczne w ciemnych tęczówkach ulokanych na kamiennej twarzy. A może zwyczajnie lubiła tajemnice i zagadki - a on, mimo że poznali się lata temu nadal taką pozostawał. Zdawała sobie też sprawę, że każda z jej decyzji będzie niosła konsekwencje. Ale w czasach gdy czarodzieje o brudnej krwi zaczynali poczynać sobie coraz śmielej, ci, którzy pielęgnowali ideę czystości winni wszak złączyć się by wspólnie zaradzić rodzącemu się problemowi - czyż nie? - Winnam liczyć na lorda towarzystwo? - zapytała więc, przekrzywiając lekko głową i marszcząc brwi. Czekała na odpowiedź zwyczajnie ciekawa co otrzyma. Jej postawa nie obleczona była mrozem, chłód nigdy do niej nie pasował - jednak nigdy nie była też słońcem jak Mari. Bardziej brylowała gdzieś pomiędzy nie potrafiąc jeszcze całkowicie odnaleźć swojego sensu i miejsca


Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   12.05.18 20:54

Intensywny odcień szaty zwisającej z ramion szlachcianki był wręcz hipnotyzujący. Królewska czerwień nie pasowała każdemu, chodziło o sposób noszenia się z tym kolorem, aby przypadkiem barwa nie stłamsiła człowieka, gdy ten przybierze nieodpowiednią postawę. Zazdrościł spokoju i pewności, z jaką przychodziło jej stawianie kolejnych kroków, który prezentowały się elegancko,. Niepozbawione były pewnej nuty nonszalancji świadczącej o niezważaniu na opinie innych, jednak wcale nie można było w tym odnaleźć podłej arogancji. Ta jedna obserwacja – poczyniona na podstawie kilkunastu kroków zaledwie – pozwoliła mu nabrać przekonania, że ma do czynienia z lady znającą własną wartość, lecz o niezaburzonym obrazie własnej osoby. Żadna Rosierówna nigdy nie była dla niego szczególnym obiektem obserwacji, panny te widywał tylko podczas uroczystości, które gromadziły przedstawicieli wszystkich rodów mogących pochwalić się brakiem skazy na swej krwi. Każde jego przekonanie na temat Melisande mogło być błędne, gdyż nie było pomiędzy nimi nic poza chłodną powierzchownością. Nadal nosili maski, choć Alphard nie był pewien, czy utrzymywał w tej chwili tę, jaką mu nadali inni, czy może sam sobie ją stworzył przez jedną kąśliwą myśl, która zaczęła kiełkować, gdy dostrzegł damę przez sklepową witrynę. Winy brata nie są winami siostry. Ale czy tak na dobrą sprawę wybór Deirdre może postrzegać jako czyjąś winę? Rozważał tę kwestię tyle razy, lecz nie potrafił przyjąć oczywistej odpowiedzi. Ruszył, nim zdołał na dobre przemyśleć sytuację, a miał na to kilka chwil, nim panna wyszła ze sklepu.
Na jej twarzy nie dostrzegł wyrazu zaskoczenia, gdy już się ku niemu zwróciła. Powitała go dokładnie tak, jak to zrobić powinna. Wykonane przez nią dygnięcie – rzecz jasna nienaganne – rozbudziło w nim jednak gorycz. Postrzegał je jako teatralny gest, niemiły zarówno jemu, jak i jej. Bardzo chętnie odstąpiłby od tych powinności wynikających w etykiety, całej tej błazenady złożonej z odpowiedniej gestykulacji i słownictwa. Ale nie mógł sobie na to pozwolić, dlatego w odpowiedzi skinął uprzejmie głową, na wszelki wypadek przypominając sobie w myślach o zachowaniu bladego uśmiechu, jaki nie sięgał jego oczu. Tylko w dzieciństwie dane mu było zaznać prawdziwej radości, bo z każdym przeżytym rokiem dawne uciechy traciły swój blask. Musiał wreszcie wejść w dorosłe życie – posępne i pełne kłopotów.
Niebieskie tęczówki kryły w sobie dozę podejrzliwości, jednak zwątpienie nie zostało głośno wyartykułowane. Dama próbowała odkryć jego intencje, w końcu jego zachowanie było mocno zaskakujące. Sam wiedział, że chłodne wyminięcie się na ulicy byłoby o wiele bardziej adekwatne. Znów zachował się niezgodnie z przewidywaniami. Jakże wielkim był kontrastem dla perfekcyjnej otoczki, jaką otoczyła się lady Rosier. W swoim odczuciu zawsze był tym niepasującym elementem, który raził w oczy. Burzył spokój innych i tym razem nie mogło być inaczej. Jednocześnie tego też chciał, namącić w spokojnym ogrodzie kolczastego rodu. Zarazem nie przypuszczał, aby rozmowa na ulicy mogła wdać się komuś we znaki.
I ja tam właśnie zmierzam – oznajmił bez najmniejszego skrępowania, nie brzydząc się wcale tym drobnym kłamstwem. Choć właściwie nagiął tylko prawdę, bo przecież rzeczywiście zmierzał w tamtym kierunku. – Jeśli tylko lady na nie zezwoli – odparł śmiało na zadane przez nią pytanie, spoglądając na nią ze stanowczością, jakby chciał nagiąć jej wolę według własnego uznania tylko siła spojrzenia. Jednak zaglądanie w cudze oczy kryło w sobie niebezpieczeństwo, mimo to nie odwrócił wzroku, łagodząc swoje oblicze wygięciem kącików ust w subtelnym uśmiechu. Dziwnie musiał wyglądać on, żywa czerń, z damą szkarłatną w każdym calu. Jakim sposobem mógłby ją zachęcić do siebie, jeśli jednak uprzejmość okaże się niewystarczającym argumentem do zaakceptowania jego towarzystwa? Do głowy przyszła mu jedynie konwersacja.
Jak się miewa rodzeństwo lady? – spytał niby lekko, jakby nie przywiązywał wagi do samego pytania, jak i ewentualnej odpowiedzi. Jednak w ciemnych oczach jarzyła się złość. Przedmiotem jego zainteresowania w żadnej mierze nie była młodsza siostra, to myślenie o lordzie łatwo rozbudzało w nim gniew. Może to była zazdrość? Nie, prędzej poczucie urazy, że przy osobie, której śmiało zdradzał pewne myśli, teraz będzie musiał ważyć swoje słowa. – Zastanawiam się, czy nie minęło już zbyt dużo czasu, aby powinszować ożenku szanownego brata.
Całkiem wiarygodnie udało mu się odtworzyć konwersacyjny ton, choć wiele wysiłku kosztowało go utrzymanie pozorów spokoju.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   13.05.18 2:01

Tego się nie dało nauczyć - ta umiejętność i jednocześnie posiadanie poczucia własnej wartości zrodzonej na tym skąd się pochodziło i kim się było, nabywało się z czasem który potrzebny był by zrozumieć. Lata nauk odbieranych nie tylko od guwernantek, ale i matki i ojca sprawiły, że była właśnie taka. Już lata tematu odnalazła brzękadło, które potrafiło uspokoić jej matkę i jednocześnie pozwoliło pozostawać jej sobą. Była jednak świadoma, że miała ona dużo wpływ na to, jaka była teraz i nie mogła być jednoznacznie pewna, czy jest jej za to wdzięczna.
Była dumna z tego skąd pochodzi. Wartości rodzinnie pielęgnowano w niej od pokoleń - utożsamiała się z nimi i uznawała się za jednakie z przekonaniami które nosiła reszta rodziny w sercu. Może nie zawsze się rozumieli, może porywy jej wielkiego serca pociągały ją dalej, za granice jasno określone dla dam, ale wszyscy jednakowo wierzyli w jedno. Byli silniejsi razem niźli osobno, niczym ciasno splecione krzewie róż potrafiące zranić kolcami które posiadały, broniące tego, co dla nich najważniejsze.
Z powrozu mogła nie wydawać się groźna. Być może fizycznie wcale taka nie była. Ale była silna- była tego pewna, tak jak tego, że po nocy nastaje nowy dzień - a to zaś napawało ją dumą, którą niezmiennie unosiła jej podbródek. Nie zadziornie, zbyt wysoko - jedynie na tyle, by znaczyć jej jednostkę pewnością i prowadzić krok prosty, który zupełnie nieświadomie skupiał na niej spojrzenia. Te zaś nie onieśmielały jej, od dziecka była w centrum zainteresowania, od dziecka musiała zachowywać się odpowiednio grać. Czasem zastanawiała się czy będzie to robić już do śmierci.
Melisande nadal niezmiennie próbowała przejrzeć intencje stojące za ciemnymi tęczówkami stojącego na przeciw niej mężczyzny - jednak bez skutku. Zdawał się nie do przejścia, skryty za czarną kurtyną utkaną z postawy, ubioru i włosów. Lewa brew drgnęła nieznacznie unosząc się ku górze nie wierząc w zwykły splot przypadków - zwyczajnie w nie nie wierzyła jednak pozostawiła te myśli jedynie dla siebie. Wytrzymała jego spojrzenie, nie było dla niej niczym nowym. Nie był pierwszym mężczyzną który śmiało spoglądał w jej tęczówki sądząc, iż dzięki mocy swojego spojrzenia nagnie ją do jego woli. Ona zaś czasem dobrodusznie, lub widząc w tym swój własny szeroko nakreślony plan pozwalała komuś na to. Na nieprawdziwe przekonanie iż to on tego dokonał - nie miała pojęcia czemu sądziła jednak, że on jest inny niż wszyscy ci, których spotykała wcześniej.
- Szczęśliwy zbieg przypadków, lordzie Black. - skomentowała jedynie odwracając się ponownie w kierunku w którym zmierzała wcześniej wiedząc - czy może raczej sądząc, albo mając nadzieję - że zaraz zrówna z nią kroku. Nie myliła się, już za chwilę obje wędrowali obok siebie - ona ubrana w rubin i cień obok niej. Była niemal pewna, że gdyby wyeliminować jasność jego skóry nocą całkowicie stapiały się z cieniem nocy.
Zerknęła w jego stronę odrywając spojrzenie od jednej z witryn gdy zapytał o rodzeństwo nie potrafiąc zrozumieć. Nie potrafiła nie zastanawiać się czy pytanie powodowane jest jedyni kulturą, czy czai się za nim coś więcej - coś, o czym ona nie miała pojęcia. Uniosła lekko kącik ust.
- Fantine zwyczajowo bryluje na salonach. Doskonale lord zdaje sobie sprawę, że nikt nie skupia tak na sobie uwagi jak moja siostra, lordzie Black. - nie kłamała, nie musiała zresztą. Pozwoliła sobie na chwilową szczerość - może nie całkowitą, jednak większą niźli powalała sobie zawsze zwyczajnie badając jednocześnie jego zamiary jak i zachowanie. Próbując i testując, mówiąc i obserwując. Zresztą Fantine czuła się na salonach jak ryba w wodzie - wodziła za nos zalotników i pławiła się w uwadze, którą poświęciła jej reszta. W przeciwieństwie do niej - zdawała się to lubić. Nikt nie był bardziej czarujący niźli ona i nikt nie potrafił efektywniej przyciągać spojrzeń. - Tristan zajmuje się rezerwatem, anomalie odcisnęły na nim swoje piętno. Ale i one przyniosły coś dobrego. Dzięki nim udało nam się pochwycić Wyspiarza Rybojada. - zdała kolejną krótką relację. Co prawda informacja o ich niedawnym nabytku i odkryciu zdążyła już okrążyć pewne grono, jednak nie wszyscy byli tego świadomi. Nie było to też tajemnicą, a ona sama miała w tym swój udział - nie tylko merytoryczny, ale i praktyczny - wszak to właśnie Melisande rzuciła zaklęcia, które pozwoliło nadać Rybaczce materialną formę. - Na gratulacje nie jest nigdy za późno, lordzie Black. - stwierdziła dalej, pokonując kolejną odległość - Jednak winien lord złożyć je mojemu brat - listownie, lub osobiście - nie zaś mnie. - zakończyła zwyczajnie tym samy tonem, stricte neutralnym, nie zawierającym w sobie nic, poza zwykłą informacją. Takie były fakty i na ten moment ich postanowiła się trzymać. Przemilczała fakt wypadku Evandry podasz pierwszomajowych anomalii, nie wspominała też o odkryciu których dokonały z Fantine. Evandra i Tristan byli wszak szczęśliwi - na tyle, na ile można była być szczęśliwym w świecie w którym funkcjonowali.


Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   17.05.18 1:36

Niekiedy był skłonny uwierzyć, że to przeznaczenie kształtuje człowieczy los, niekiedy popycha ku sobie ludzi, na różne sposoby krzyżując ich drogi. Istnienie jasnowidzów mogło stanowić ogromne oparcie dla tego przekonania. Jeśli jednak wisiało nad nim jakieś fatum, nie chciał oddać mu prymu tak po prostu, rezygnując z tym samym z samostanowienia o sobie. Przede wszystkim wierzył, że to człowiek tworzy siebie, bo choć bywa kształtowany przez najbliższych na ich podobieństwo, w końcu sam zaczyna nadawać sobie kształt. Ścieżką, po której każdy kroczy, jest konsekwencją podjętych decyzji. Okoliczności pozwoliły mu spotkać na swej drodze lady Rosier, lecz sam zdecydował o tym, że chce nawiązać z nią rozmowę. Dopiero przyjdzie mu przekonać się, czy dokonany wybór był słuszny.
Dama ruszyła przed siebie, zaś lordowi nie pozostawało nic innego, jak posłusznie za nią ruszyć, co uczynił bez słowa sprzeciwu. Otrzymał niewyrażoną wprost zgodę na towarzyszenie Melisande i nie zamierzał zaprzepaścić tej szansy, choć jakiś czarodziej kroczący po przeciwnej stronie ulicy posłał im niedowierzające spojrzenie, jakby bez trudu rozpoznał ich sylwetki oraz bezbłędnie połączył je z odpowiednimi nazwiskami. Jednak Alphard nie miał okazji obdarzyć go większą uwagą, skupiając się na utrzymaniu godnej postury bez jakże idiotycznego unoszenia ku górze podbródka.
Los musi być dla mnie łaskawy, skoro obfituje w tak miłe przypadki – odrzekł niby rozbawiony, lecz w jego oczach nie należało szukać radosnych iskier. – Choć twierdzę, że w pewnych sprawach człowiek powinien szczęściu dopomóc.
Niezbyt interesowało go to, co też myślała o tym spotkaniu, bardziej zależało mu na tym, aby wieść o nim dosięgła odpowiednich uszu i rozdrażniła kogo trzeba. Wiedział, że tak obrana taktyka może się na nim prędzej czy później zemścić, lecz nie miał czasu, aby dobrze ją przemyśleć. Czasem bywał tak bardzo nierozsądny.
Niezwykle trudno oderwać spojrzenie od tak czarującej istoty – odparł spokojnie, gdy pod pozorną uprzejmością skrzętnie ukrył wszelką kpinę, nie dając jej niepostrzeżenie wypłynąć na wierzch. Był w zapanować nad swoimi emocjami i z każdą chwilą coraz bardziej doceniał wszystkie nauki wpajane mu od najmłodszych lat dotyczące tworzeniu pozorów. Pokusił się o uprzejmy uśmiech, choć czuł, że ten nie będzie w stanie zamydlić oczu uważnej obserwatorce. O wiele bardziej zainteresował go temat Tristana i chciał to ukryć, choć czuł, że prawy kącik ust nieznacznie mu drgnął, wcale nie z nagłej wesołości, to irytacja wzrastała w nim na dobre. – Cieszy mnie ten bezsprzeczny sukces.
Wolał nie wypowiadać się w temacie, o którym miał mgliste pojęcie. Nigdy nie interesował się tym, jak rezerwaty działają, choć bywało, że stykał się z podstawą prawną ich funkcjonowania. Nieprzyjemności, jakie dotknęły Tristana w skutek anomalii nijak go nie cieszyły, ponieważ i inny czarodzieje musieli się z nimi mierzyć.
Nie wypada gratulować rozrostu rodu jego członkini? – spytał śmiało, posyłając przy tym nikły uśmieszek, w którym nie było nawet cienia sympatii, za to w czarnych tęczówkach kryły się same pogardliwe uczucia. O wiele chętnie patrzyłby jak ta kolejne gałąź rodu, reprezentowana przez Tristana, całkowicie obumiera, tymczasem ona miała wydać kolejne owoce. Nowa lady Rosier miała jedno istotne zadanie, wydać na świat potomstwo, najlepiej w jak największej ilości, choć w ostateczności wszyscy zadowolą się jednym męskim potomkiem. – Zapewnienie ciągłości rodu to powód do gratulowania wszystkim, którzy szczycą się jednym nazwiskiem.
Myśl o Deirdre uderzyła w niego znowu, tak bardzo natręta, powracająca zbyta często ostatnimi dniami. Czy właśnie nie warzyły się jej losy? Jeśli jej nieszczęście miałoby być szczęściem Evandry, co wybierze Rosier? Zmarszczył brwi z niezadowolenia, zbijając usta w wąską kreskę.
A jak ty się miewasz, lady? Wydajesz się być w dobrym zdrowiu.
Niegrzecznym byłoby pominięcie jej osoby, choć wcale nie był zbytnio zainteresowany tym tematem. Czego właściwie oczekiwał od tej rozmowy? Sam już nie wiedział, pogubiony we własnych myślach, wiszącą nad nim złością i wypełniającą go goryczą. Kolejny krok postawił bardziej nerwowo, chcąc jak najszybciej znaleźć się przed księgarnią, lecz szybko się opamiętał, nadal dbając o swoją maskę chłodnej powagi.




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   23.05.18 20:04

Melisande lubiła wierzyć, że to oni - sami jako istoty rozumne - kierują swym losem i tylko ich decyzje mają na niego wpływ, nie zaś mistyczne siły umiejscowione we wszechświecie, którego nie dało się rozumieniem pojąć, bowiem istniał niby byt i funkcjonował niby bóg, a jednak nikt nie posiadał ku temu rzeczywistych dowodów.
Nadal się zastanawiała, każdy jeden krok ofitował w mnogość myśli, którym dziwnym sposobem udawało się zmieścić w ułamku chwili. Nie wiedziała czy zrobiła dobrze, może popełniła karygodny błąd, może zaufała intuicji niepotrzebnie, jednak ta cicho podszeptywała jej, że przywolenie wydane Alphardowi może w przyszłości zaowocować. Nie była tylko pewna, czy owocom, które zrodzą to spotkanie bliżej będzie ku soczystym jabłkom, czy też zginłej ich odmianie. Wszystko jednak miało się okazać wraz z czasem, któremu należało pozwolić zadziałać.
Nie zwróciła uwagi na człowieka po przeciwnej stronie ulicy - przynajmniej nie dala tego po sobie poznać. Kątem oka dostrzegła jego spojrzenie, pełne niedowierzenia, może lekkiego szoku. Nie potrfiła powiedzieć czemu, ale rozbawiło ją to. To nie ona szokowała towarzystwo, raczej spełniała swoją rolę roztaczając lekki, nienachalny blask. Nie pchała się w światła reflektorów czy na okładki gazet, nie widziała w tym rozrywki, a jedynie udrękę.
Przytaknęła głową na jego słowa, jakby jednocześnie im wtórując i dziękując za nie. Lekki uśmiech, rozciągnął jej wargi wygładzając twarz, zdawał się też łagodzić ostrzejsze jej kanty, sprawiając że w wygląda wręcz niewinnie. Wzrok i pozór jednak potrafił płatać figle.
- Wszak sami za swój los odpowiadamy, a na końcu nie przyjdzie obwiniać nam nikogo poza sobą. - zawtórowała mu wypowiadając płynnie słowa. Swoje własne, nie wyczytane, a nie zasłyszane gdzieś i jedynie powtarzane do znudzenia, czyniąc je własnymi. Niczym złodziej, który zamiast zapracować, wolał kraść cudzą pracę. Zawiesiła spojrzenie na witrynie mijanego sklepu, gdy mówił. Nie skomentowała w żaden sposób słów, które padły na temat jej siostry. Nie czuła takiej potrzeby, nie czuła też by interesował go jej temat. Choć zdanie nie posiadało w sobie żadnych emocji, zdawało się kończyć ten wątek. Zostawiła więc go. Brew jednak mimowolnie powędrowała jej do góry chwilę później. Szczęśliwie dla niej nadal wpatrywała się w witrynę, choć odbicie w szybie mogło ją zdradzić. Zmarszczyła lekko nos, a potem zupełnie nieświadomie uniosła dłoń by skubnąć wargę. Zaraz jednak opuściła ją zła na siebie, za to, by pozwoliła wymknąć się charakterystycznemu gestowi, który zdradzał jej zamyślenie. Splotła dłonie przed sobą, jakby chcąc jedną przytrzymać drugą przed ponownym wyrwaniem się. Ubrała usta w uśmiech i wraz z nim zwróciła twarz w kierunku swojego towarzysza.
- Nas również. - przyznała szczerze. Wyspiarz Rybojad był osiągnięciem, którym nie mogły poszczycić się inne rezerwaty. Zaś ona sama dołożyła do tego małą cegiełkę, teraz miała dołożyć drugą, skupiając się na badaniach poświęconych smoczycy.
Pytanie które zawirowało między nimi, padające z jego ust, ponownie skupiło jej spojrzenie na jego twarzy. Zerkała na ostry profil, a gdy zwrócił ku niej spojrzenie zgłębiała ciemne tęczówki. Miał rację, popełniła błąd, maleńki, krótki, jednak tak zwyczajnie widoczny. Jednak, mimo że kochała rodzinę ponad wszystko i chciała jej dobra, gratulacje które spływały i na jej ramiona stały się z czasem uciążliwe, a nawet męczące. Głównie dlatego, że większość z nich więcej nosiła w sobie obowiązku, niźli szczerych odczuć - te nie były w tym inne.
- Ma lord rację, dziękuję za dobre słowo. - odpowiedziała poprawiając się, mówiła jednak naturalnie, zwyczajnie przyznając się do popełnionego błędu, chwilowego poddania się złemu osądowi sytuacji i wciągnięcia przez irytację. Kolejny pytanie nie zdziwiło jej. Zaśmiała się lekko, czysto, dźwięk ten nie był  szyderczy, nie niósł też znamion kpiny. Zaraz jednak związała usta w wąską linię odkrywając, że znów potknęła się o własne nogi i to przy kimś, kto przez lata był jej obcy i wrogi.
- Proszę wybaczyć, lordzie Black. - jej dłoń uniosła się i na chwilę zacisnęła na jego przedramieniu, zaraz jednak zreflektowała się zabierając ją i znów splatając przed sobą. Zdecydowanie postępowała nie tak, więc czemu nie czuła się winna? - Wbrew pozorom i wszystkim plotkom, jestem więcej niż pewna że istnieją ciekawsze temat od mojego zdrowia i całej mojej osoby. - przekręciła lekko głowę, zastanowieniem spoglądając w jego stronę. Czemu go interesowała - właśnie teraz - skoro wcześniej mijali się latami bez słów, jedynie zaszczycając się zminy spojrzeniem. Co uległo zmianie? I jaka była w tym jej rola?
Nie wiedziała.


Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   01.06.18 16:59

Jakoś nie potrafił zawierzyć jej uśmiechowi, choć prezentował się doprawdy nienagannie, prawie prawdziwie. W tej chwili nie dowierzał niczemu – zarówno jej gestom i słowom, jak i własnym, nawet swoje myśli uznając za zwodnicze. Ostrożnie podchodził do całej rozmowy, coraz bardziej żałując, że zdecydował się na ten absurd. Teraz musiał uważać na wszystko, zwyczajne wyprostowanie pleców mogło go zdemaskować, takie przynajmniej towarzyszyło mu wrażenie. Na jej słowa uprzejmie przytaknął, bo prawda jest, że każdy jest kowalem swojego losu. Choć przyszłość determinują i inne czynnik, jakże niezależne od człowieczej woli.
Wierzył, że udało mu się całkiem zręcznie udać, iż cieszy go sukces różanego rodu. Być może już wcześniej słyszał jakieś wzmianki na ten temat, ale jak zwykle nie poświęcił mu większej uwagi. Inne rzeczy go nurtowały, zwłaszcza w ostatnich dniach, w których niewiele szło po jego myśli. Śmiech lady Rosier był kolejną rzeczą, której nie mógł kontrolować, nie był wręcz gotowy na usłyszenie tego dźwięku. To wytrąciło go z równowagi, ale wystarczyło, że zacisnął prawą dłoń w pięść, naciągając boleśnie mięśnie, aby zdusić w sobie frustrację. Gdy już ją rozluźnił, odnalazł względną równowagę. Towarzysząca mu dama musiała chwycić się jego ramienia, aby jej dosłownie nie utracić.
Nie wiem, czy mądrze jest bezgranicznie ufać plotkom, dlatego nie do wszystkich przywiązuję wagę – odrzekł spokojnie, nie odrywając już od rozmówczyni uważnego spojrzenia, czyniąc je wręcz nachalnym. Rzucał jej tym samym wyzwanie, chcąc sprawdzić, czy zniesie jego upór, którego już nawet nie próbował łagodzić uśmiechem; na jego twarzy gościła maska chłodnej powagi. – I nie sądzę, żeby jakakolwiek lady mogła pozwolić sobie na umniejszanie własnej wartości, wszak każdej przypada przez wzgląd na szlachetne urodzenie ważne zadanie.
Nie musiał mówić wprost, że zadaniem tym jest korzystne zamążpójście, które traktowano jako powinność wobec rodu. Wiele się niegdyś mówiło o odrzuceniu zaręczyn przez Melisande i w jego mniemaniu wcale nie był to temat ciekawy, nawet jeśli zrodził wiele plotek. Jego słowa nie miały być dla niej afrontem, chciał jedynie wykazać, że jej zdrowie, cała jej osoba, może mieć znaczenie, choć może nie aż tak wielkie, co sylwetka męskiego potomka rodu. Sam Alphard nie umniejszał nigdy kobietom, zbyt często widział, jak zabijano potencjał w młódkach, aby w przyszłości łatwiej stawały się posłusznymi żonami dla szanownych lordów. Nigdy jednak nie odważył się głośno wypowiadać tez o pełnej emancypacji kobiet w czarodziejskim społeczeństwie.
Mój starszy brat i twa kuzynka są już po słowie, dlatego pozwoliłem sobie zakłócić twój spokój. Jeśli uraziłem cię swoją postawą, proszę o wybaczenie. Pytanie o twoje samopoczucie uznałem za przejaw uprzejmości, choć może być ono nużące, gdy pada praktycznie przy każdej tego typu rozmowie.
Kierowały nim inne pobudki, zdecydowanie bardziej egoistyczne i podłe. Jednak warto było je ukryć mocno prawdopodobnym wytłumaczeniem, które pasowało do sytuacji, w jakiej znalazły się ich rody. Coraz bardziej zbliżająca się wizja połączenia węzłem małżeńskim Cygnusa i Druelli wciąż była mocno abstrakcyjna. Może Melisande uzna, że rzeczywiście pozwolił sobie zaczepić ją na ulicy z powodu chęci ocieplenia ich relacji w ramach szeroko zakrojonej polityki Blacków w tym względzie?




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
Melisande Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
badacz-behawiorysta smoków
24
Szlachetna
Zaręczona
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
10
10
0
7
5
0
9
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   09.06.18 22:13

Nauczono jej tego - nienagannego zachowania, zakładania maski, uśmiechu, który kradł serca i zmiękczał dusze. Potrafiła perfekcyjnie panować nad mimiką, dokładnie tak jak i nad słowami, które padały z jej ust. Potrafiła, choć nie zawsze chciała, nie zawsze też musiała. Teraz jednak nie pozostawała inna od tego, jaka była na co dzień - swobodna, lekka, uprzejma i nienagannie poprawa - do czasu gdy na kilka chwil zacisnęła dłoń na jego przegubie. Nie, tego nie powinna była. Ale jakoś nie potrafiła czuć się z tego powodu wina. Nie rozumiała - i to frapowało ją najmocniej. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego teraz, bo tylko latach wzajemnego oschłego taktowania postanowił zrównać z nią krok i wejść w rozmowę. Więc choć słowa dobywały się z jej ust skrzętnie odpowiadając na pytania, jej myśli odbywały odległe podróże próbując doszukać się sensu i początku ich spotkania za każdym razem wpadając na ścianę. To oczywiste, że jego zachowanie mogło mieć zaczynek w zaręczynach między Cygnusem i Druellą, jednak nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że to wcale nie jest powodem.
- Mądrze jest  zawierzać faktom i prawdzie. - wysnuła własną teorię, nie zaprzestając swobodnego wędrowania ulicą Pokątną. Kolejny z mijających ich czarodziejów obdarzył ich spojrzeniem z lekko uniesionymi brwiami, ale nie zwracała na to uwagi. Nie był jej wart. - Choć znów - ruszyła w rozważania dalej. - mawia się, że każda plotka posiada w sobie jej ziarno. - przeniosła spojrzenie z jednego ze straganów wprost na idącego bok niej mężczyznę. Stalowo niebieskie spojrzenie, tak jednakie jak to, które posiadał jej brat, spoczęło na jego profilu lustrując go uważnie. - Czy to znaczy więc, że należy im zawierzyć? - zapytała, choć nie była pewna, czy jedynie formułuje jedno z retorycznych pytań rzucanych w eter, czy rzeczywiście, oczekuje na nie odpowiedzi. Zasznurowała usta na jego kolejne słowa. Ważne zadanie, tak, przypomniał jej jedynie, że nadal nie posiadła męża z którym ową powinność musiałaby wypełnić. Spłodzić syna, przedłużyć linię rodu. Wiedziała, doskonale zdawała sobie sprawę, że każdy krok przybliża ją do ożenku, jednak serce kompletnie nie rwało ją w tamtą stronę.
- Nie umniejszam swojej wartości, jestem jej w pełni świadoma, lordzie Black. - odpowiedziała mu spokojnie, choć ostra wyższość wkradła się w wypowiadane słowa. Była Rosierem, klejnotem wśród róż, największym prezentem, jaki ktokolwiek mógł otrzymać, damą świecącą najjaśniej na firmamencie innych gwiazd. Nie musiał jej mówić kim była, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. - Jeśli chciałeś mnie poznać, Alphardzie, wystarczyło żywo się mną zainteresować. - odpowiedziała nie odwracając spojrzenia od jego twarzy, pozwalając sobie na pominięcie tytułu. Może nie powinna, ale przyśpieszył bicie jej serca - prawdopodobnie ze złości, nie widziała innego powodu i nie doszukiwała się go. - Co cię interesuje, Melisande? Gdzie chodzisz, gdy potrzebujesz chwili oddechu? Co sprawia, że twoje serca ogarnia zachwyt? To tylko jedno z wielu. Zechcesz spróbować z własnym? - zapytała odważnie, pewnie, unosząc lekko wyżej podbródek. Spojrzenie zdawało się zdawać niezmiennie jedno i to samo pytanie, a może dwa: Dlaczego mnie zatrzymałeś? Czemu teraz? Usta jednak nie wymawiały ich na głos.


Powrót do góry Go down
Alphard Black
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5607-alphard-black https://www.morsmordre.net/t5622-tezeusz#131593 https://www.morsmordre.net/t5621-black-hole-in-your-soul https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t5637-a-r-black
pracownik Międzynarodowego Urzędu Prawa Czarodziejów
27
Szlachetna
Zaręczony
Livin’ in the heartache was never something I pursued
10
9
2
0
3
11
9
6
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   16.06.18 3:17

Ze swojej strony zakończył już wątek o plotkach, niezbyt pocieszając się tym, że lady Rosier miała podobne zdanie w tej materii co on sam. Przeciwnie, ten fakt go rozdrażnił, bo zawsze łatwiej utrzymywać pogardliwy stosunek wobec osoby, z jaką nie można się porozumieć na żadnej płaszczyźnie. O wiele prościej byłoby mu urazić Fantine, w jego mniemaniu pannę zapatrzoną w siebie, nieczułą wobec innych i posiadającą tylko jedną ambicję o brylowaniu na salonach. Tymczasem jej starsza siostra sprawiała wrażenie bardziej zainteresowanej otoczeniem, przede wszystkim pozostawała rozważna i wnikliwa. Doskonale udawało jej się utrzymywać pozory uprzejmości, jednak jak zwykle prawdziwe odczucia zdradzały oczy, te rzekome zwierciadła duszy nie poddające się w pełni mocnej woli. Wyraźnie zirytowała ją sugestia o konieczności zamążpójścia, co Alpharda całkiem zadowoliło i musiał powstrzymać się od uśmieszku.
Żywe zainteresowania byłoby prawdziwą bezczelnością z mojej strony, zważywszy na wcześniejszy brak zażyłości. Ośmielę się wysnuć tezę, że nijak nie ucieszyłaby cię tego typu dociekliwość.
Nie peszyło go jej odważne spojrzenie, tak naprawdę dawało mu sporą satysfakcję. Udało mu się ją sprowokować, wcale nie odsłaniając przy tym swoich intencji. Czuł jednak, że w jego postawie można było zauważyć oznaki niechęci. Miał cichą nadzieję, że sugestia, iż coś o niej wie, ponownie ją rozjuszy.
Skoro już otrzymałem twoje przyzwolenie na zadanie bardziej dociekliwego pytania, zamierzam skorzystać z tej szansy w pełni, o pani – odparł śmiało z uśmieszkiem czającym się w kącikach ust, w jakim można było się doszukać przede wszystkim wyrazu bezczelności. – Co sprawia, że jesteś tak zachowawcza względem mnie, Melisande? Rodowe niesnaski, sama moja osoba czy może brak pewności co do moich intencji? Czy zastanawiasz się nad tym, dlaczego stałem się burzycielem twego spokoju? – z każdym pytaniem jego spojrzenie słowa stawały się ostrzejsze, tak jak i spojrzenie ciemnych oczu. – Wierz mi lub nie, sam nie wiem, cóż to znaczy – dodał nad wyraz lekko, jakby nie przejmując się ta kwestią wcale. Nagle zaczął sprawiać wrażenie beztroskiego, wolnym krokiem sunąc wzdłuż ulicy i nieuchronnie zbliżając się do księgarni. W końcu musieli dotrzeć do celu i Black zatrzymał się przed witryną, zerkając niedbale na wystawione w gablocie pozycje.
Jakież to smutne, że nie wszystko da się odnaleźć w książkach – stwierdził całkiem konwersacyjnym  tonem, nawet przywołując na twarz uprzejmy uśmiech. Za to w jego spojrzeniu wciąż kryło się coś nieprzyjemnego. – A pewne rzeczy zawarte są tylko w nich, na przykład te wszystkie bajki o potędze prawdziwej miłości.
Nie zamierzał przekroczyć progu lokalu, choć wcześniej twierdził, że przyszło im zmierzać w tym samym kierunku. Wysilił się na kolejny uśmiech, rzecz jasna nieszczery, co z pewnością dobrze widoczne było w jego krzywiźnie.
Pozostaje mi życzyć miłego dnia, lady – pożegnał ją tymi słowami i zaraz ruszył dalej, ani razu nie odwracając się za siebie. Z każdym postawionym krokiem czuł, jak rośnie w nim rozgoryczenie na samego siebie. To zajście nie było potrzebne i wcale nie sprawiło mu tak wielkiej przyjemności, jak podejrzewał.

| z tematu




And my heart is a hollow plain
For the devil to dance again

Powrót do góry Go down
 

Butik madame Malkin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Butik madame Malkin
» Sklep Madame Malkin
» Madame Hydra
» Marlene Malkin

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18