Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Butik madame Malkin

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Butik madame Malkin - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Butik madame Malkin - Page 5 Empty
PisanieTemat: Butik madame Malkin   Butik madame Malkin - Page 5 I_icon_minitime26.03.15 20:15

First topic message reminder :

Butik madame Malkin

Nowy rok w szkole? Spopielona przez smoka szata? Dziecięcy sok z Gumijagód wylany na ubranie przez już nie tak kochaną córkę chrzestną? Zmiana pracy? Kłopoty po zmianie wzrostu czy wagi? Niesamowicie ważne wydarzenie? Czarodziejski bankiet? Najzwyklejsza w świecie chęć kupienia sobie czegoś nowego? A może coś jeszcze innego? Na te i wszelkie inne okazje jest jedna odpowiedź - sklep Madame Malkin, gdzie odnaleźć możesz wszystkie stroje, jakich potrzebujesz do pełni szczęścia. I nie tylko! Poza gotowymi ubraniami, właścicielka oferuje jeszcze projekty wykonywane na życzenie klienta. Na co jeszcze czekasz? Wstąp tu już teraz, póki możesz skorzystać ze specjalnych obniżek!


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Elise Nott
Elise Nott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 18/19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Butik madame Malkin - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   Butik madame Malkin - Page 5 I_icon_minitime04.12.18 23:40

Elise unikała okazji, kiedy mogły dać jej się we znaki anomalie. Bała się ich na tyle mocno, że wolała zredukować użycie magii do minimum po tym, jak kilka razy przydarzyły jej się nieprzyjemne incydenty, takie jak niedawny atak świniowstrętu, czy inne wypadki, zwykle niegroźne, ale wystarczające, by przestraszyć młódkę, która do najodważniejszych osób na świecie nie należała. Na szczęście w rodowym dworze miała do dyspozycji skrzaty domowe, które wykonywały różne czynności za domowników, i nieużywanie różdżki na co dzień nie doskwierało jej aż tak, jak pewnie doskwierało zwykłym ludziom, którzy nie mieli na usługach skrzatów. Na początku czuła, że to nieco uwłaczające, ale ostatecznie przecież nie musiała funkcjonować jak pospolita mugolka i robić wszystkiego samodzielnie.
Poza domem również musiała uważać, i to jeszcze bardziej. Londyn jawił jej się jako miejsce znacznie mniej bezpieczne – ale nawet w normalnych czasach młodej kobiecie nie wypadałoby podróżować samodzielnie. W mieście zawsze zjawiała się w towarzystwie kogoś z rodziny, zwykle z użyciem świstoklika. I zwykle w konkretnym celu. Większość swego czasu od momentu ukończenia Hogwartu spędzała jednak w Ashfield Manor. Spacerowała po korytarzach dworu i ogrodach, grała na fortepianie lub czytała literaturę piękną, a także pisywała listy do kuzynek i przyjaciółek, jeśli akurat nie dane było im się spotykać.
Na brak ubrań również nie narzekała. Miała wiele sukni, a i tak regularnie kupowała nowe. To było jak nałóg – powiększanie swoich zbiorów sukni, bucików i błyskotek. Nie odczuwała żadnych wyrzutów sumienia w związku z tym, że niektórzy ludzie ledwo wiążą koniec z końcem, podczas gdy ona trwoni rodowe galeony na zbytki – jak większość jej podobnych dziewcząt. Nie interesowały jej problemy innych, niżej urodzonych.
Stała sobie w pobliżu witryny, obserwując ulicę za oknami sklepu, a potem skupiła się na osobach obecnych w sklepie. Jej ciotka poszła coś przymierzyć, kuzynka oglądała ciuchy, a jakaś młoda kobieta, w której twarzy było coś znajomego, kupowała jakiś dziwny, skurczony płaszcz – dziwny z perspektywy osoby, która ubierała się bardzo staromodnie, i zarówno jej suknie, jak i płaszcze sięgały samej ziemi. W Hogwarcie słyszała czasem rozbawione uwagi gawiedzi, jakoby szlachecki stan zatrzymał się w rozwoju parę wieków wstecz, zarówno jeśli chodzi o modę, jak i mentalność.
Świat magii był na tyle niewielki i hermetyczny, że nie dziwiło jej, że inna młoda dziewczyna może wyglądać nieco znajomo, zapewne chodziły w podobnym czasie do Hogwartu, choć raczej nie na ten sam rok – nie pamiętała jej ze szkolnych lekcji. Gdyby była szlachetnie urodzona, Elise na pewno by ją rozpoznała, ale jeśli była niższego stanu, pewnie nie poświęcała jej większej uwagi – dlatego było to jedynie bardzo nikłe, ulotne wrażenie. Społeczność Hogwartu nie była duża, ale komuś takiemu jak Elise Nott szkoda było miejsca w pamięci na utrwalanie w niej twarzy nieznaczących ludzi i łączenie ich z konkretnymi nazwiskami. Tych, którzy się liczyli w jej świecie, kojarzyła przynajmniej z widzenia lub chociaż ze słyszenia, że osoba taka istnieje.
Nie wiedziała, czemu właściwie zawiesiła na niej wzrok – być może z nudów zwróciła uwagę na w gruncie rzeczy ładną twarz, która wywoływała bliżej nieokreślone skojarzenia.
Ale po chwili i ona usłyszała krzyk. Madame Malkin rzuciła jakieś zaklęcie, zapewne w trakcie prac przymiarkowych, a jeden z szalików wiszących na wieszaku kawałek dalej ożył i rzucił się w kierunku jej ciotki. Starsza czarownica padła zemdlona, a madame Malkin wrzasnęła ze strachu. Centymetr krawiecki, który trzymała w dłoni, także ożył i owinął się wokół jej kostek, wywracając ją. Wszystko działo się tak szybko, że Elise nawet nie zauważyła, jak jeden z manekinów zatrzasnął w składziku jej kuzynkę, a w jej stronę rzuciło się kilka par butów, które wydawały dziwne, zwierzęce odgłosy. Elise wycofała się, prawie wywracając przy tym inny manekin. Wisząca na nim szata spadła i także zaczęła oplatać się wokół Elise.
- Niech ktoś to ode mnie zabierze! – krzyknęła młódka, wystraszona nie na żarty. Zapewne to jakaś anomalia ożywiła te ubrania; słyszała, że coś podobnego działo się niedawno w jednym z pomieszczeń Domu Mody Parkinsonów – tam też ubrania ożywały i próbowały dusić ludzi.


Powrót do góry Go down
Morie Cunningham
Morie Cunningham

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6713-morrigan-cunningham#175005 https://www.morsmordre.net/t6726-listy-do-m#175277 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6725-morrigan-cunningham#175275
Zawód : redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
don't underestimate
the seductive power of
a decent vocabulary
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 21
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Butik madame Malkin - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   Butik madame Malkin - Page 5 I_icon_minitime05.12.18 19:44

Widziała jak Madame Malkin próbuje uwolnić się z marnym skutkiem od krawieckiego centymetra, który ją związał. Uznała jednak, że czarownica poradzi sobie z tym problemem... Wyglądała bardziej jakby kontrolowała sytuację, niżeli dziewczyna stojąca przy witrynie sklepowej, za którą również pogoniła część obuwia, próbująca zaatakować Morie. Za to pracownica sklepu zareagowała bardzo szybko - bez problemu poradziła sobie z atakującymi butami, rzucając kilka zaklęć obronnych. Morrigan więc chwilowo zwróciła pełną uwagę na dziewczynę, która ewidentnie sobie nie radziła.
Rozpoznała jej głos, jej manierę i wygląd dosyć szybko. Młódka nie zdążyła się za bardzo zmienić od czasu Hogwartu, jednak Cunningham nie mogła sobie przypomnieć jej imienia. Nie rozmawiała z nią w sumie nigdy, nie próbowała nawet. Nie czuła potrzeby przejmowania się młodą dziewczyną z wysokiego rodu, ale przyznać trzeba, że przez usta czarnowłosej przeszedł cień uśmiechu, gdy spojrzała na przestraszoną szlachciankę. Nie przepadała za tymi ludźmi. Oczywiście - nie wszyscy byli tacy, ale większość, których spotkała na korytarzach szkoły, zwłaszcza tych w zielonych barwach to nadęci bufoni z kompleksem wyższości nad wszystkimi, nieważne jak sprawni byli w magii. Dla osoby, która bardzo starała się nauczyć jak najwięcej i pokazać to na większym forum było to bardzo irytujące. Bo jak ktoś, kto nie robi w tym temacie zupełnie nic może czuć się lepszy od niej?! Od dziewczyny, czasami nawet nazywanej geniuszem transmutacji! Oczywiście, było to powiedziane na wyrost, nie była żadnym geniuszem, jedynie jej wiedza była wyższa niż większości uczniów w momencie, gdy kończyła szkołę. Nie czuła się z tego powodu szczególna, zwłaszcza że nawet w swoim roczniku nie była jedyną osobą z podobnym poziomem umiejętności w tej trudnej dziedzinie magii.
Morie pokręciła więc głową, zaczęła napawać się przyjemnym widokiem, ale stwierdziła, że nie będzie aż tak okrutnym człowiekiem. Wyciągnęła różdżkę i skierowała ją w stronę młodej czarownicy.
- Odwróć się! - krzyknęła, a gdy ta mniej więcej wykonała polecenie, rzuciła szybkie Reducio, dzięki czemu suknia, która próbowała udusić dziewczynę stała się tak mała, że nie była w stanie objąć swoimi rękawami nawet nadgarstka młodej szlachcianki. Podbiegła do niej czym prędzej i zrobiła podobną rzecz również z najbliższymi agresywnymi parami butów - wtedy te stały się tak małe, że można było zwyczajnie je rozdeptać. - Na co czekasz, wyciągaj różdżkę.
Miała gdzieś to, że dziewczyna może się strasznie oburzyć. We dwie miały większe szanse na ogarnięcie tego burdelu niż samotnie. Niestety polecenie na chwilę rozproszyło jej uwagę. Tuż przed nią pojawił się śliczny, brązowy bucik, który pewnie w innych okolicznościach nawet by kupiła, a ten w tej chwili zaczął tłuc ją po głowie, kompletnie burząc jej koncentrację, co sprawiało, że nie mogła rzucić żadnego zaklęcia, a wiszący na wieszaku szalik złapał jej nadgarstek i ścisnął tak, że różdżka wypadła z jej dłoni.





    In all the good times
    I find myself longing for change
    and in the bad times
    I fear myself
Powrót do góry Go down
Elise Nott
Elise Nott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 18/19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Butik madame Malkin - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   Butik madame Malkin - Page 5 I_icon_minitime06.12.18 2:06

Och, zdecydowanie nie tak powinna wyglądać wizyta w tym w gruncie rzeczy spokojnym sklepiku. Elise nie spodziewała się problemów, i choć jeszcze chwilę temu była znudzona i oczekiwała z niecierpliwością na pójście dalej, załatwienie wszystkich spraw i opuszczenie obrębu Pokątnej, tak teraz wydarzyło się coś, co sprawiło, że zapomniała o nudzie. Być może to różdżka madame Malkin i nieznośne anomalie zasabotowały jej własny interes i ożywiły ubrania i manekiny, które zaczęły atakować osoby obecne w sklepie. Buty kopały ją po nogach, podskakując gniewnie na podłodze i wydając niesmaczne zwierzęce odgłosy. Elise próbowała odskoczyć, a potem kopać i deptać buty, ale w długiej do ziemi sukni było to utrudnione, bo jej stopa plątała się w powłóczysty zielony materiał. W końcu nieznacznie go zadarła, ale i wtedy obuta w elegancki pantofelek stópka nie radziła sobie z ożywionymi butami. Jeden z nich, wyglądający na męski i ciężki, boleśnie przydepnął jej nogę, tak, że Elise syknęła.
Nie sięgnęła po różdżkę głównie ze strachu przed kolejnymi anomaliami, zresztą w pierwszej chwili nie wiedziała, jakim czarem skutecznie uporać się z tym nagłym kryzysem. Elise Nott nie grzeszyła wysoką inteligencją, ale nawet ona wiedziała, że prowokowanie dodatkowych anomalii mogłoby pogorszyć sprawę. Jeszcze tego brakowało, żeby oprócz ubrań musieli się bronić przed gryzącymi wężami lub innym paskudztwem. Merlin jeden wie, co jeszcze mogły przywołać te wstrętne anomalie.
Tak czy inaczej w Hogwarcie nigdy dobrą uczennicą nie była, ale w szkole wychodziła z założenia, że nie potrzebuje dużo umieć, skoro i tak nazwisko i koneksje otwierają jej wszystkie liczące się drzwi. Pracować nie zamierzała, a wiedzy niezbędnej na salonach uczyła się przede wszystkim w rodzinnym domu. Szlacheckie i artystyczne umiejętności chłonęła jak gąbka, z entuzjazmem i radością, których nigdy nie umiała wykrzesać z siebie w szkole nad podręcznikami wypełnionymi nudną teorią zaklęć i innymi zawiłymi regułkami. Tylko niektóre przedmioty ją ciekawiły, większość traktowała po macoszemu, otrzymując dość przeciętne oceny, choć lubiła żyć w przekonaniu, że gdyby chciało jej się uczyć tych wszystkich regułek, z łatwością wyprzedziłaby wszystkie szlamy i mieszańców. Była przecież lepsza, bo miała czystą krew, niezmąconą mugolskim brudem. Cóż z tego, że zamiast się uczyć, wolała zajmować się przyjemniejszymi sprawami?
Jej umiejętności w czarach nie były takie złe, na pewno umiała rzucić więcej uroków niż pamiętała definicji z ich teorii wykładanej na lekcjach – ostatecznie czarownica krwi szlachetnej musiała umieć przyzwoicie posługiwać się różdżką i radzić sobie z podstawowymi urokami oraz zaklęciami obronnymi, by nie wyjść na charłaka lub nieudacznika. Ale nie była też wybitną czarownicą. Kiedy zaczęła ją dusić jedna z sukienek, zaczęła się z nią szarpać, próbując zedrzeć z siebie oplatający ją od tyłu materiał. Słysząc krzyk i polecenie, najpierw bezwiednie się odwróciła, a dopiero potem poczuła oburzenie tym, że ktoś jej rozkazuje. Suknia jednak zaczęła się kurczyć i opadła na ziemię, ingerencja kobiety pomogła.
Spojrzała na twarz znajomej-nieznajomej kobiety, która znalazła się blisko niej i jakby nie patrzeć, pomagała jej.
- Kolejne anomalie mogą pogorszyć sprawę! – rzuciła głośno, ale w tym momencie kobietę zaatakował kolejny but, a potem szalik, który owinął się wokół jej ręki z różdżką. Elise próbowała sięgnąć po swoją, ale gdy skierowała ją na szalik, próbując się go pozbyć, jego drugi koniec oplótł i jej nadgarstek, ściskając go tak mocno, że rozluźniła palce i także upuściła różdżkę na podłogę. – Świetnie, teraz obie jesteśmy związane jednym szalikiem! – jęknęła, bo tak było w istocie; jeden szal swoimi końcami owinął się wokół rąk obydwóch z nich, wiążąc je ze sobą. Drugą ręką zaczęła szarpać za materiał, próbując go rozplątać. Ich różdżki leżały bezużyteczne na podłodze, a kawałek dalej madame Malkin, z kostkami wciąż oplecionymi czarodziejskim centymetrem, próbowała przesuwać się po ziemi ku własnej różdżce, którą upuściła, wywracając się wcześniej. Jej ciotka wciąż leżała zemdlona na podłodze w półotwartej przymierzalni.
- To moja ciotka, mam nadzieję, że żyje – dramatyzowała, bo jeszcze by tego brakowało, żeby jej krewna wyzionęła ducha przez ubrania, i to takie wcale nie z górnej półki. Może tylko się wystraszyła i zasłabła, była kobietą dość wiotkiego zdrowia. Przyjście tu było naprawdę fatalnym pomysłem. Wyraźnie zdenerwowana, ze złością kopnęła jeden z drepczących w ich stronę butów.


Powrót do góry Go down
Morie Cunningham
Morie Cunningham

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6713-morrigan-cunningham#175005 https://www.morsmordre.net/t6726-listy-do-m#175277 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6725-morrigan-cunningham#175275
Zawód : redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
don't underestimate
the seductive power of
a decent vocabulary
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 21
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Butik madame Malkin - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   Butik madame Malkin - Page 5 I_icon_minitime07.12.18 16:40

Trudno było uwierzyć, że wychował je jeden dom w Hogwarcie, a przez niewielką różnicę wieku można było spokojnie przyznać, że również przez tych samych nauczycieli były uczone. To jak Morie podchodziła do magii było dziwnym zjawiskiem, spowodowanym przez zjawisko anomalii. Zwykła osoba, która nie korzystała z pomocy skrzata akceptowała ewentualne ryzyko - magia wariuje, no trudno, jakoś przecież musimy żyć, musimy się bronić. Natomiast Ci bardziej uprzywilejowani... Powoli zaczynali rezygnować z tego, czego najbardziej bronili i to ze strachu. Zwykłego strachu. I słowa dziewczyny tylko to potwierdzały, co Cunningham od razu wyłapała. To było przedziwne zjawisko według Morie. W końcu szlachetne rody najbardziej broniły właśnie używania magii, a teraz, kiedy zaczęły być lekkie trudności potulnie z niej rezygnowali, bo mogą się poparzyć? Prawda była taka, że nie każde zaklęcie wywoływało jakieś skutki uboczne, a jako czarownica Morrigan nie znała zbyt wielu innych form obrony. To trochę jak zwalczanie ognia ogniem, ale to musiało działać. Chociaż to, że nie znała innych form obrony było trochę naciągane - żadnych poważnych, bo po swoich doświadczeniach z facetami w barach nauczyła się jeszcze innej metody. Bardziej prymitywnej.
Złapała dłonią za lakierek, który bił ją po głowie i cisnęła nim w jakąś sukienkę, która próbowała do nich podejść.
- Uwierz mi, sama nie jestem jakaś specjalnie szczęśliwa z tego powodu, laluniu! - fuknęła Morie. I jak dla niej mogła krzywić ten swój śliczny, prosty nosek ile chciała i oburzać się ile tylko mogła, bo prawda była taka, że ciemnowłosa naprawdę nie lubiła tych nadzianych czystokrwistych czarodziejów. Prawdopodobnie z powodu swojej rodziny, która była dosyć skomplikowana w każdym aspekcie, zaczynając od ciągłych sporów po wszelkie tajemnice, które przed nią skrywali. Te doświadczenia doprowadziły to tego, że Morrigan nie oceniała ludzi za to kim była ich rodzina, nawet najbogatsza i najbardziej wpływowa, a wolała analizować postępowanie, wiedzę i osiągnięcia. A ta laleczka, która była teraz z nią spleciona czy tego chciały czy nie, nie dość, że uważała się za nie wiadomo kogo, bo ich rodziców było stać na domowego skrzata i obstawę do sklepu z ciuchami, to trzęsła portkami (znaczy sukienką, bo portek nie miała) przed kilkoma parami butów i to jeszcze ze średniej półki. Morie natomiast nie bawiła się w rozdeptywanie butów - jej luźne spodnie, które dopiero wchodziły do magicznej mody w ostatnim czasie pozwalały jej na o wiele większą swobodę ruchów niż suknia Elise. Zwyczajnie kopnęła but, który próbował na nią zawarczeć, zbliżywszy się do dziewczyny. Przedmiot uderzył o ścianę wydając ciche łupnięcie. - Martw się o to, żebyś sama tutaj nie została pożarta przez jakiś płaszcz z przeceny. Straszna śmierć, co?
Nie widząc innego wyjścia z sytuacji, musiała odetchnąć i przemyśleć sobie na spokojnie co powinny teraz zrobić.
- Hej, słuchaj, musimy współpracować, żeby się z tego uwolnić. Twoja różdżka jest bliżej... - powiedziała Morie, patrząc, że tamta była obok manekina stojącego niedaleko z koszulą, która krzyżowała rękawy zupełnie jak bodyguard. Różdżka Morrigan natomiast poszybowała trochę dalej, w okolice witryny, niemal wpadając pod jedną z ustawionych tam eleganckich szafek. - Widzę, że masz dużo wigoru, więc kopniesz manekina w stopkę, żeby się wywalił, wtedy ja złapię Twoją różdżkę... - powód, przez który to Morie miała złapać różdżkę był prosty - w tej ciężkiej sukni Elise na pewno trudno było się schylać, czyż nie? - Oddam Ci ją i rozłączysz nas...
Kiedy to powiedziała poczuła mocniejszy ucisk na nadgarstku. Tak silny, że aż syknęła i zauważyła, że jej dłoń zaczyna być czerwona. Trzeba było działać szybko!





    In all the good times
    I find myself longing for change
    and in the bad times
    I fear myself
Powrót do góry Go down
Elise Nott
Elise Nott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 18/19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Butik madame Malkin - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   Butik madame Malkin - Page 5 I_icon_minitime08.12.18 20:35

Elise była wręcz podręcznikowym przykładem Ślizgonki. Nie było w Hogwarcie odpowiedniejszego dla niej domu, choć nie ulegało wątpliwości, że w Beauxbatons odnalazłaby się dużo lepiej. Była przekonana, że tam nie musiałaby się uczyć tyle teorii, a mogłaby więcej czasu poświęcić na doskonalenie się artystycznie. Niestety jej ojciec nalegał na Hogwart, więc spędziła siedem lat odcięta od dworskich luksusów i skazana na zbyt częste towarzystwo ludzi o nieszlachetnym pochodzeniu, co było, szczególnie z początku, bolesne i nieprzyjemne dla rozpieszczonej i rozkapryszonej młódki.
Dla Elise tak naprawdę najważniejsza była czystość krwi. Magię znał każdy czarodziej, była naturalna i oczywista – ale nienaganną czystością krwi, sięgającą ponad tysiąca lat wstecz rodową historią i tradycjami, oraz ogromnym majątkiem nie każdy mógł się pochwalić, więc to było dla niej nawet bardziej elitarne i niezwykłe. Być czarownicą mogła być każda magiczna kobieta, ale tylko nieliczne mogły być lady i pełnymi garściami czerpać z przywilejów, które dawał ich status. Tak więc bycie lady tak naprawdę było dla Elise ważniejsze niż samo bycie czarownicą. I o ile z używania na co dzień różdżki mogła zrezygnować (bo skrzaty większość czynności i tak wykonywały za nią), tak wolałaby umrzeć, niż zrezygnować ze szlachectwa i przywilejów. Jej bycie czarownicą przez większość czasu, również w czasach przed anomaliami, sprowadzało się do tego, że różdżki mogła użyć, gdy tego chciała i potrzebowała, ale zwykle nawet nie było takiej potrzeby, bo łatwiej było wypowiedzieć imię skrzata, który materializował się obok i robił, co kazała. Do gry na instrumentach nie potrzebowała różdżki, do walki też nie – bo damy nie walczyły, a bronić powinni je mężczyźni. Jeśli opuszczała dom, to w towarzystwie i odwiedzała jedynie odpowiednie dla siebie miejsca, dlatego magia naprawdę rzadko była konieczna.
Była kobietą – a kobiety w szlacheckich rodach miały przede wszystkim być i wyglądać. Nie musiały umieć się bronić, ani nawet być szczególnie mądre i zaradne – były ozdobami. Ich główną rolą był piękny wygląd i artystyczne obycie, którym mogły czarować otoczenie. To mężczyźni byli tymi, którzy mieli być silni i odważni. A służba była od tego, by być na każde skinienie wysoko urodzonych i wykonywać wszystkie niewdzięczne czynności.
Nic więc dziwnego, że Elise była zwyczajnie niezaradna i w kryzysowej sytuacji traciła głowę i nie myślała szczególnie logicznie. Nikt jej tego nie nauczył. Nie musiała radzić sobie sama, tak jak ludzie znikąd, którzy nie dorastali pod kloszem, i nie byli zamknięci w złotej klatce pełnej ograniczeń i powinności. Całe życie wręcz zachęcano ją do takiej postawy, budując w niej przekonanie, że przez całe życie będzie pod opieką najpierw swojej rodziny, a potem męża. Kobietom nie wypadało być jak mężczyźni, ale jej towarzyszka najwyraźniej taka była. Miała na sobie (o zgrozo!) spodnie jak mężczyzna i była zwyczajnie bezczelna – ale czego spodziewać się po panience z gminu?
- Nie można tak mówić do lady! – obruszyła się Elise, marszcząc nosek i krzywiąc się na usłyszaną obelgę, bo wiedziała, że w ustach tej panienki „lalunia” z pewnością nie była komplementem. Niestety, jak na złość, były do siebie przywiązane jednym szalikiem i musiały znosić swoje stanowczo zbyt bliskie towarzystwo. I musiały razem kombinować, jak tu się uwolnić, bo Elise nie zamierzała zostać uduszona przez podrzędne ubrania dla ludu.
Zmusiła się jednak, by spojrzeć na młodą kobietę, kiedy ta znowu się odezwała. Nie miała ochoty jej słuchać, ale także zauważyła swoją różdżkę leżącą u stóp manekina, eleganckie i ciemne drewno grenadillu odcinało się wyraźnie od podłogi.
- Dobrze, spróbujmy. Chcę ją odzyskać – burknęła. Był tylko jeden problem – jej ręka wiodąca także była związana szalikiem, a drugą dłonią Elise mogłaby różdżką co najwyżej kogoś dźgnąć, ale na pewno nie czarować. Ale mimo wszystko wolałaby ją odzyskać i mieć przy sobie, dlatego z niechętną, złą miną ruszyła do przodu i kopnęła manekin w nogę, próbując go wywrócić. W tym samym momencie, w którym drewniany twór służący do prezentowania ubrań upadł na ziemię, usłyszała brzęk dzwonka i drzwi sklepu się otworzyły. Wszedł do niego czarodziej w średnim wieku, który uniósł wysoko brwi, widząc scenę rozgrywającą się w sklepie.
- Proszę, niech nam pan pomoże! To jakieś anomalie! Zaatakowały nas ubrania – odezwała się błagalnie Elise, starając się użyć całego swojego uroku i jednocześnie mając nadzieję, że mężczyzna nie uzna jej za szaloną. Nie lubiła się o nic prosić obcych, ale skoro nadarzyła się okazja, żeby ktoś im pomógł, musiała spróbować wywołać w nim chęć uratowania niewiast z opresji. Ostatecznie w rodzinnym domu powtarzano jej, że dobrze wychowani mężczyźni zawsze pomagają kobietom. Była więc przekonana, że mężczyzna miał wręcz obowiązek im pomóc. Madame Malkin, która właśnie rozplątywała owijający kostki centymetr, także dołączyła do krzyków. Jej nieprzytomna ciotka krzyczeć nie mogła, wciąż leżała na ziemi koło przymierzalni.


Powrót do góry Go down
Morie Cunningham
Morie Cunningham

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6713-morrigan-cunningham#175005 https://www.morsmordre.net/t6726-listy-do-m#175277 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6725-morrigan-cunningham#175275
Zawód : redaktorka Proroka Codziennego
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
don't underestimate
the seductive power of
a decent vocabulary
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 21
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Butik madame Malkin - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   Butik madame Malkin - Page 5 I_icon_minitime19.12.18 18:08

Morie uważała, że szkoła magii powinna uczyć magii, a nie poświęcać czas na szkolenia artystyczne. Wynikało to choćby z samej nazwy placówki. Może Morrigan jednak myślała bardziej prosto niż by sie wydawało. Ale sama należała w pewnym sensie do artystów - uwielbiała pisać poezję i prozę. Chociaż jej reportaże były całkiem profesjonalne jak na jej młody wiek, to swoich wierszy nie pokazywała nikomu ze wstydu. Bywały bardzo niedojrzałe i pozbawione formy, a jedynym sensem ich powstania była chęć upuszczenia odrobiny emocji, najczęściej tych złych. Jej wiersze wspominały jej byłego, sytuację w magicznym świecie czy nawet frustrację z powodu spotkania z takimi dziewczynkami jak ta tutaj. O tak, frustracja często towarzyszyła jej w życiu. Chociaż nie okazywała, ciągle był czymś zażenowana czy zdenerwowana. Coraz trudniej było jej spotkać na swojej drodze ludzi, którzy nie wywoływaliby chociaż małej odrobinki negatywnych emocji.
Irytowała ją jej laleczkowa postawa. W czasach, kiedy nawet w świecie tak zacofanym jak mugolski kobiety otrzymały już prawa głosu, a ruch walki o równość był niezwykle prężny pojawiała się taka czarownica z wyższych sfer, niby symbolizujących coś pożądanego (bo kto nie pragnie bogactwa i służby na każde skinienie. Morie by chciała, każdy by chciał). I okazywała się laleczką, która boi się podjąć jakiekolwiek ryzyko. Co to miało oznaczać dla magicznego świata? Zacofanie do czasów sprzed wynalezienia różdżki? Strach przed magią? Przecież to kompletne uwstecznienie się! Zniżenie do poziomu zwykłego zapchlonego mugola, który nic o magii nie wiedział. A niedługo dziewczynki zaczną brać lekcje chodzenia w sukience modnej pięćdziesiąt lat temu, a zapomną jak używa się Wingradium Leviosa. W głowach się poprzewracało im od tego złota!
- Ach, wybacz mi moja lady, zagalopowałam się. Ale to wszystko przez tojak bardzo mam to gdzieś! - warknęła. Może gdyby nie znajdowały się teraz w tak patowej sytuacji próbowałaby jakoś zachować pozory dobrego wychowania przy dziewczynie, żeby nie robić sobie większego wstydu, ale w tym momencie serio było jej jedno czy panna Nott będzie czuła do niej sympatię czy może będą na siebie strasznie warczały.
Morie chcąc nie chcąc ruszyła za nią. Nie miała innego wyboru. W dodatku ich ręce były złączone chyba w najgorszy możliwy sposób - obie zostały spętane za prawą rękę, zupełnie jakby szalik doskonale wiedział, że to właśnie ta ręka była u nich wiodąca. Usłyszała trzask przewracającego się manekina i szybko przykucnęła, chwyciwszy w lewą dłoń różdżkę dziewczyny. W tym momencie pojawił się mężczyzna w drzwiach. Wyglądał na człowieka z klasy średniej. Nie był ani specjalnie gruby, ani chudy, był ubrany całkiem nieźle, ale raczej nie bardzo bogato. Nie musiała nic mówić, gdy Elise już wydała z siebie te słowa, ale z kompletnym zażenowaniem oglądała jak mężczyzna z prędkością równą wiatru odwraca się i odbiega...
- Łoł... Nasz bohater. - bąknęła Morie po czym wyciągnęła rękę i podała Elise różdżkę prosto w spętaną dłoń. Wiedziała, że niewiele dziewczyna na tym ugra, ale ufała jej kreatywności... W pewnym sensie.
Madame Malkin udało się już rozwiązać swoje nogi, kiedy po jakichś pięciu minutach dziwnych prób rozwiązania szalika znów pojawił się mężczyzna. Okazało się, że jednak wezwał bardziej profesjonalną pomoc z anomaliami. Do pomieszczenia weszło kilku pracowników zajmujących się naprawą takich wypadków.





    In all the good times
    I find myself longing for change
    and in the bad times
    I fear myself
Powrót do góry Go down
Elise Nott
Elise Nott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6043-elise-nott https://www.morsmordre.net/t6157-poczta-elise https://www.morsmordre.net/t6156-panienka-nott https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t6159-skrytka-bankowa-nr-1507 https://www.morsmordre.net/t6158-elise-nott
Zawód : Dama, ozdoba salonów
Wiek : 18/19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ty się nazywasz lew, a lwa nie obchodzi zdanie owiec.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Butik madame Malkin - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   Butik madame Malkin - Page 5 I_icon_minitime20.12.18 0:38

Elise, jak większość młodych dam, miłowała sztukę i zawsze żałowała, że nie mogła uczyć się w Beauxbatons, gdzie większy nacisk kładziono na artystyczne aktywności. A więc, co za tym szło, ta placówka znacznie lepiej przygotowywała do salonowego życia niż Hogwart, jednocześnie nie zapominając o nauce magii. Elise nie planowała nigdy pracować zawodowo, więc nie musiała dbać o to, by być bardzo mądrą. Miała być przede wszystkim ładna, by dobrze wyjść za mąż. Nie potrzebowała równości i niezależności, całkowicie odpowiadała jej rola ozdoby, słabszej płci potrzebującej męskiej opieki. Była jak kwiat hodowany w szklanym ogrodzie, piękny i doskonały, ale niezdolny do życia poza stworzonymi dla niego warunkami. Pragnęła, by się nią opiekowano i osłaniano przed złem świata. Nie nauczono jej, jak radzić sobie samej, bo przecież zawsze kryła się za plecami rodziny, trzymana pod ochronnym parasolem roztaczanym przez ród.
Może byłaby kimś zupełnie innym, gdyby narodziła się w zwykłej rodzinie. Ale przyszła na świat jako Nott, odebrała więc takie a nie inne wzorce i z punktu widzenia normalnych ludzi była irytującą, głupiutką panienką nie znającą prawdziwego życia. Jej z kolei wydawało się, że pełne prozaiczności i szarości życie zwyczajnych ludzi musi być bardzo smutne – żyli bez luksusów i wygód, i nawet kobiety często były zmuszone do pracy zamiast oddawać się przyjemnościom i nie myśleć o takich sprawach.
- Chyba zapomniałaś, jak należy się zwracać do lepszych od siebie! Ale czego można się spodziewać po ludziach znikąd – wycedziła pogardliwie Elise, wlewając w te słowa całą swoją niechęć do niższych warstw społecznych, zwłaszcza tych, którzy nie respektowali wyższości szlachetnej krwi, a ta pannica najwyraźniej nie respektowała. Kto by pomyślał, że była Ślizgonka nie przyswoiła sobie naturalnej hierarchii społecznej, w której to Nottówna była kimś lepszym i bardziej wartościowym? Prawdopodobnie nie powinna się tak bardzo unosić, nie była już dzieckiem w początkowych latach Hogwartu (wtedy to często zadzierała nosa, oburzając się gdy ktoś nie respektował należycie jej tytułu i pozycji) ale cóż, wbrew pozorom trochę krewkiego charakterku w sobie miała, nawet jeśli zwykle go tłumiła, by nikt nie podał w wątpliwość faktu, że była damą idealną. Ostatecznie jej matka pochodziła z rodu Lestrange. Szarpnęła także szalikiem, nie bacząc na to, że swoimi ruchami sprawia Morie ból. Obchodziło ją przede wszystkim własne oswobodzenie się. Żałowała, że obok nie ma żadnego męskiego członka jej rodu, który mógłby dać półszlamie nauczkę za obrażanie lady. Gdyby nie strach przed anomaliami, po oswobodzeniu ręki wiodącej sama rzuciłaby w nią jakimś urokiem, ale i tak póki co nie mogła tego zrobić, choć energicznie szarpała się z szalikiem, dźgając go różdżką trzymaną w niewiodącej dłoni, ale wypaliła w nim tylko kilka niewielkich dziurek.
Niestety, mężczyzna który miał być ich wybawieniem (jak wierzyła w to Elise), odwrócił się na pięcie i wybiegł. Nottówna prychnęła, obruszona tym przejawem tchórzostwa, tak niepasującego do jej wyobrażenia mężczyzn, którzy powinni pomagać kobietom. W myślach już na niego pomstowała, ale okazało się, że jednak nie był aż takim tchórzem – kilka minut później wrócił w asyście kilku członków służb, którzy mieli za zadanie poradzić sobie z anomaliami. Dziewczęta zostały szybko uwolnione od szalika. Elise od razu przełożyła różdżkę do dłoni wiodącej i rozmasowała obolały nadgarstek. Udzielono także pomocy jej nieprzytomnej ciotce i wypuszczono ze składzika zamkniętą tam kuzynkę. Wszystkie trzy lady Nott postanowiły niezwłocznie opuścić to miejsce; służby zresztą same zaczęły wyganiać osoby postronne, by zbadać wnętrze sklepu i upewnić się, czy nie zaczęło się tam zagnieżdżać nowe ognisko anomalii.

| zt.


Powrót do góry Go down
Lyall Lupin
Lyall Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Zawód : brygadzista
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Oh honey, I really miss you
Oh honey, though it was only yesterday you kissed me
And that kiss, that kiss was so, so true
Oh honey, if only you could hold me now
'Cause you hold, you hold me, oh, so well
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Butik madame Malkin - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Butik madame Malkin   Butik madame Malkin - Page 5 I_icon_minitime13.11.19 12:08

bracia lupin1 marca
Nie podobało mu się to wszystko. Nie wiedział, dlaczego Randall uznał za dobry pomysł, żeby wybrać się do jakiejś panny — której nazwiska nawet nie umiał wymówić — w celu pozyskania wątpliwych informacji o siostrze. Lub jej przeklętym mężu. Lyall nigdy nie słyszał o Cassiopei Sauveterre, nie widział jej, nie rozmawiał z nią, ale po opowieściach nie sądził, żeby się specjalnie im przydała. Prawda była również taka, że negował ten ruch brata chociażby z tego względu, że nie znosił przebywania w mieście, gdzie czuł się jak w klatce. Nie znosił rozmów z ludźmi, nie potrafiąc odnaleźć się w społeczeństwie. Nie znosił zatrzymywania w miejscu, woląc ciągły ruch. Dlatego właśnie wszystko w nim krzyczało nie. Cały aż był spięty w momencie, w który teleportowali się w odpowiednie miejsce i zmierzali pod określony adres. Ulica Pokątna nie był na szczęście tego dnia szczególnie przepełniona, ale, tak czy inaczej, nie pocieszyło go to na tyle, żeby nie przybrał humorzastej aury, jaką na co dzień się odznaczał. Idąc u boku Randyego, nie mógł pozbyć się szalejących myśli i szukając wymówek, żeby nie pokazywać się w butiku madame Malkin. Nie powinni byli marnować na jedną z jej pracownic cennych chwil, gdy zarówno jeden, jak i drugi z braci mieli możliwość spędzenia całego dnia na sprawdzaniu tropu. Młodszy z Lupinów był jak pies, któremu niewiele wystarczyło, żeby puścił się ze smyczy w odpowiednim kierunku. Potrzebował do tego otwartego terenu, a tutaj... Tutaj były jedynie domy, uliczki i klaustrofobiczny smog życia codziennego londyńczyków. To Randall był zdecydowanie lepszy w te klocki. Od zawsze zresztą. Nic dziwnego, że czuł się dobrze między ludźmi i miał łatwość do nawiązywania nowych znajomości. Łobuzerski uśmiech i lekkie słowa topiły niejedno serce, podczas gdy toporność brygadzisty sprawiała, że inni mieli go za wywyższającego się i zamykali się przed nim. Dlatego dobrze było mieć brata obok siebie.
Umówili się na pierwszy dzień marca na spotkanie z panną Sauveterre, nie zamierzając zaskakiwać jej w żaden sposób na co również nalegał Randall. Lyall po prostu wszedłby do pracowni, zadał kilka pytań i uciekł jak najszybciej. Kolejny sposób na to, by wizyta trwała krócej niż normalnie, ale nie on o tym decydował. Niestety... Nie nawykł do pracy z ludźmi i chyba nigdy nie miało się to zmienić. Do tego nigdy nie widział kobiety, do której szli. Nie był na weselu siostry, dlatego jedyne co miał w głowie to fakt, że wspominana czarownica projektowała suknię ślubną Betty. Krawcowa... Co mogła wiedzieć o tym skurwielu? Posiadali kilka tropów i to na nich powinni się skupić. Oczywiście, że Lyall chciał go znaleźć. Chciał go złapać i ukarać za cały ból, który sprowadził na Betty. Obaj z Randallem nie mieli żadnych wątpliwości, że gdy przyjdzie co do czego, morderca ich siostry nie wyjdzie ze spotkania żywy. Lupin od razu powiedział bratu, co zamierza i nic nie miało go przed tym powstrzymać. Nawet jego bliźniak, który jako jedyny posiadał jeszcze kontrolę nad brygadzistą. Czy krawcowa miała stać się katalizatorem do przyspieszenia całej sprawy, czy miała być jedynie marnowaniem czasu? Mieli się o tym przekonać już za chwilę.
- Zastaliśmy Cassiopeię Sauveterre? - rzucił dość chłodno, wchodząc do środka i zwracając się do kobiety znajdującej się za ladą. W środku znajdowały się inne reprezentantki płci przeciwnej, które od razu ułożyły wzrok na dwóch czarodziejach. W końcu mężczyźni przychodzili tam tylko, gdy wymagała tego sytuacja.Lyall zerknął na brata i wzruszył ramionami, widząc, że to chyba jemu naturalnie przypadła rola odgrywania złego gliniarza. Jaka inna zresztą mogłaby? A mieli przecież tylko przyjść, porozmawiać... Dla młodszego z Lupinów sprawa wyglądała dość jasno i zrozumiale — tu chodziło o czyjąś śmierć i nie zamierzał stosować półśrodków, żeby druga strona czuła się lepiej. Szczególnie że przebywanie w kobiecym towarzystwie działało na niego niezwykle nieprzyjemnie. Na szczęście pracownica butiku skinęła głową i poprosiła, by chwileczkę poczekali. Brygadzista rozejrzał się nieśmiało, wyłapując ciekawe spojrzenia znajdujących się w lokalu dam i szybko odwrócił wzrok, wbijając go w blat przed sobą. Cichy śmiech rozniósł się po wnętrzu pomieszczenia. Unikał kobiet jak ognia, a teraz znajdował się w ich jamie. Szybciej bijące serce wolał zakamuflować mocno wbijającymi się w kieszenie płaszcza dłońmi. W pewnym momencie zza zaplecza wyłoniła się sama właścicielka z młodą dziewczyną u swego boku. Podeszły do nich i wyjawiły swoje imiona. A więc to była panna Sauveterre. - Randall i Lyall Lupin - przedstawił ich tak samo sucho jak wcześniej. Musiała więc wiedzieć dlaczego przyszli. I to na pewno nie chodziło o dobrze skrojone garnitury. Na które nie byłoby ich zdecydowanie stać.




❝ everyday a little death comes ❞
another day, another week, another month, another year, another night i spend alone until it's day again. our little star has moved away and all the world is a bleb. i only see i am not me without her.
Powrót do góry Go down
 

Butik madame Malkin

Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19