Wydarzenia


Ekipa forum
Zielona Wróżka
AutorWiadomość
Zielona Wróżka [odnośnik]22.05.16 0:01
First topic message reminder :

Zielona Wróżka

★★★
To miejsce idealne do nielegalnych utargów, ukradkowych spotkań bez zachowywania nadmiernej ostrożności. Jedno jest tutaj pewne - pracowników nie interesują intencje czy rodowód gości, stąd nigdy nie wiadomo, na jaką klientelę się natrafi. Lokal nie należy jednak do najtańszych - na odwiedzanie go mogą sobie pozwolić jedynie osoby co najmniej średniozamożne. Jak można by się spodziewać po nazwie zamieszczonej na zielonym szyldzie nad drzwiami wejściowymi, całe wnętrze utrzymane jest właśnie w tonacji głębokiej zieleni - podstarzała, lecz wciąż elegancka tapeta, obicia odrobinę zbyt wysłużonych, aksamitnych sof, a nawet kotary w bardziej prywatnych lożach, do których prowadzą zawiłe, wąskie korytarzyki. Stoliki skryte są w głębokim półmroku o niepokojącym, zielonym odcieniu, gwarantującym gościom dodatkową anonimowość. Powietrze wypełnione zapachami mieszających się ze sobą olejków eterycznych jest ciężkie. Jednak Zielona Wróżka słynie nie tylko z nielegalnych interesów odbywających się pod ciężkimi obrusami wyłożonymi na okrągłych stolikach - już od samego momentu otwarcia lokalu, a więc ponad pół wieku temu, dostać tutaj można było jeden z trunków, dziś już nielegalny. Pomimo zakazu nie zrezygnowano jednak ze sprzedaży; podstarzały barman i jednocześnie właściciel, po dziś dzień własnoręcznie wytwarza i nielegalnie handluje zieloną wróżką, mocnym alkoholem, który swoją nazwę zawdzięcza zielonej barwie oraz silnemu działaniu halucynogennemu.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:16, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Zielona Wróżka - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zielona Wróżka [odnośnik]30.10.21 8:53
We wspólnym tańcu na ostrzu noża najważniejsze jest zaufanie. Nie trzeba słyszeć melodii, ale zaryzykować, poddać się prowadzącemu. Od dziecka związana z muzyką półwila z łatwością odnajdywała rytm, wyczuwając kiedy można zrobić krok do przodu, a kiedy unik; jaki obrót, aby utrzymać dystans, a który, by diametralnie go zmniejszyć. Damskie grono było najczęstszym towarzystwem Evandry, które to nauczyła się rozpoznawać, odszukiwać skrywane pragnienia, a następnie z zadziwiającą, ale i subtelną wprawą pozwalać czuć się lubianym i docenianym. Teraz miała przed sobą czarownicę, która po raz kolejny już udowodniła, że każda etykieta, jaką chce się jej dodać, jest błędna, niedokładna. Wodziła ją za nos, nie pozwalała zaspokoić palącej ciekawości, której głód wzmagał się z każdą chwilą.
Gdyby nie silne przywiązanie do etykiety, na wzmiankę o braku sumienia prychnęłaby ironicznie. Zamiast tego uniosła brwi, w milczeniu słuchając dalszych wyjaśnień, analizy zysków i strat. Czy choć przez moment łudziła się, że ktoś z tych dwojga miał na celu jej dobro? Do pewnego momentu tak właśnie było, szczerze ufała mężowi, w słuszność jego działań, lecz przecież nie wszystko trwa wiecznie.
Nie mogła już dłużej słuchać zapewnień o wielkiej miłości Tristana. W tym jednym momencie odwróciła wzrok, przesuwając nim po wnętrzu zadymionej sali, skąd docierały do nich wyłącznie rzędy jarzących się zielenią lamp. Z każdą upływającą chwilą słowo “miłość” traciło na znaczeniu, zupełnie wytarte i wyświechtane, dawny blask i waga niknęły między jednym a drugim uderzeniem serca. To mnie nie obchodzi, miała odpowiedzieć, nim rozdrażniona zasznurowała usta. Nie uniosła nawet dłoni, by niedbałym gestem odgonić niechciany temat - który zresztą poruszyła na własne życzenie. Powróciła do głębokiej czerni spojrzenia Deirdre dopiero wtedy, gdy wprost odpowiedziała na zadane pytanie. W milczącej pustce umysłu zrodziły się na nowo wątpliwości przeplatane złością. Potrzebowała dodatkowego, głębszego oddechu, by uspokoić ścisk w żołądku. Znów te nasuwające się pytania: czy ich relacja trwa dłużej, niż Rosierowe małżeństwo? Jeśli tak, to czy wypowiadana przez Tristana przysięga została z premedytacją sfałszowana, czy kłamał prosto w jej w oczy, wiedząc, że nigdy nie będzie w stanie jej wypełnić? A może liczył na to, że otrzymane wreszcie wspólne życie z małżonką odsunie na bok wszelkie pobudki, jakie kładły się cieniem na jego szlacheckim imieniu? Spoglądając na Deirdre wcale nie mogła mu się dziwić. Zdawała się mieć to, czego Evandrze brakowało - siłę i pewność siebie - czy tego właśnie pragnął? Czy dlatego wspaniałomyślnie sprezentował jej La Fantasmagorie, by bez żadnych przeszkód czy wzbudzania podejrzeń móc widywać się z zatrudnioną tam Deirdre? Dla kogo właściwie miał to być prezent?
- A więc wszystko jasne - skwitowała tylko z krótkim skinieniem głowy, wymuszając uśmiech, choć po prawdzie uzyskane odpowiedzi zrodziły tylko więcej pytań, które dziwnym trafem łączyły się w większe fragmenty poznanej dotychczas układanki. Przez cały ten czas sądziła, że odsunął się od niej, by dać jej potrzebną do wyzdrowienia przestrzeń, ale czy nowy, prawdziwy obraz Tristana nie wskazywał, że zwyczajnie znudził się zabawką, która wreszcie stała się jego?  Widząc uśmiech Deirdre również na jej licu rozbłysło rozbawienie, wzbogacone o jedno z tych powłóczystych spojrzeń, kiedy ważyła swą niecierpliwość. Czy chciała aż tak wprowadzać ją do swojego życia oraz planów? Skośnooka dbała o to, by roztaczać wokół siebie aurę szczerości, jak blisko było temu do prawdy, a ile do umiejętnej manipulacji? Decyzja nie musiała zostać podjęta od razu.
- To ekscytujące, kiedy nie masz pewności co się stanie. Dlaczego nie pozwolić, aby to życie nas poprowadziło ku nieznanemu? - Sama także uniosła brwi, jakby sprawdzała czy madame Mericourt naprawdę uważa ją za tak nierozważną, by ryzykować wszystko. Dobrze zdawała sobie sprawę z tego, co leży na szali, z jej własnym losem włącznie. - Obiecuję zaspokoić twoją ciekawość, kiedy tylko je odkryję. - Zamknięte w głębokiej pamięci wspomnienie sprzed lat miało wznosić dotychczas widmo strachu przed własną naturą. Niechęć do pozostawania w ukryciu pogłębiała się z każdym dniem, tylko czy pozwalając sobie na ryzyko nie posunie się o krok za daleko?
Wyprostowała się na miękkim oparciu, wodząc za Deirdre wzrokiem, kiedy podniosła się z miejsca, a czerń zakryła lśniący na ręce znak. Evandra pokręciła głową, czując jak alkoholowy ciężar chce ciągnąć ją ku dołowi, a jednocześnie wypełniała ją pewna lekkość, nieznane dotąd wrażenie, które mieszało się z nutą żalu. Czy to ze względu na spotkanie, jakie miało właśnie zbliżać się ku końcowi? Brutalnie przerwana rozmowa budziła poczucie niedosytu. Uniosła wzrok na twarz czarownicy, na moment odbiegając wyobraźnią za sugestią kąpieli, jednak dziwnym trafem nie znalazła w swej wizji męskiej sylwetki, a inną, kobiecą. Z przestronnych pomieszczeń łaźni wyrwała się zaintrygowana poradą i połechtana komplementem. Osypująca się na ramię kaskada czarnych włosów przesłoniła je kurtyną, odurzona mieszaniną ciężkich zapachów nie zdołała powstrzymać pierwszego odruchu, przymknęła powieki, na dłużej zatrzymując w sobie hipnotyczne powietrze. Ciepły oddech przywołał dobrze już znane mrowienie idące od ucha, wzdłuż szyi aż ku dołowi. Napotkane spojrzenie wbiło w pewne onieśmielenie, powstrzymujące dłonie przy sobie, choć te w wyobraźni biegły już wzdłuż karku Śmierciożerczyni. Delikatnie muśnięcie warg na jasnym policzku pozwoliło na powrót wziąć oddech, by lepiej utrwalić w pamięci to emocjonujące wrażenie.
- Wyczekuj mojego listu, madame - usłyszała swój ściszony głos w odpowiedzi, gdy wzrok wciąż podążał za czernią oczu Deirdre. - Liczę, że wkrótce znów się spotkamy. - Odprowadziła ją spojrzeniem, aż znikła w gęstych oparach tytoniowego dymu. Jeszcze przez chwilę zajmowała miejsce przy stoliku, prostym gestem odprawiając kelnera. Podnosząc się z miękkiej kanapy, nadal czuła na swym policzku palący dotyk, który płonąć tak przecież nie powinien. Niespiesznym krokiem udała się do wyjścia, jakby czując że gdy tylko przekroczy próg Zielonej Wróżki, magia tego miejsca zniknie bezpowrotnie.

| zt x2



show me your thorns
and i'll show you
hands ready to
bleed
Evandra Rosier
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka, filantropka
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 16 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]22.02.24 20:57
/ 5 września '58

Jak niepoprawnie jest wkraczać do jaskini lwa, gdy jest się zaledwie drobnym, zagubionym lwiątkiem. Powrót do dawnych zwyczajów ją kusił i od czasu do czasu tym zwyczajom ulegała zrzucając to jednak na karb bezsenności, wewnętrznego chaosu, gonitwy myśli, których nie była w stanie zatrzymać bez odpowiedniego wzmocnienia. Była swoim największym krytykiem i nie potrzebowała by ktokolwiek wygłaszał jej morale w temacie zachowania – czasem aby się odnaleźć należy ponownie się zgubić. Tkwił w tym zapewne jakiś sens, niedostępny dla prostych ani dla bujających w obłokach. Na mapie Londynu było wiele miejsc, które mogłaby wybrać na spotkanie, ale była okrutną masochistką. Lubowała się w sprawdzaniu własnych granic, stabilności zbudowanych murów. Lubiła to uczucie zwodzenia, a już w szczególności, gdy zwodziła samą siebie.
Zielona Wróżka jako miejsce przyciągała wszystkich, którym brakowało atrakcji we własnym domostwie. Starte lekko obicia kanap zapraszały do zagrzania miejsca, a unosząca się tu woń eterycznych olejków nadawała ciężkości zarówno ciału jak i błądzącym myślom. Dawniej przychodziła tu o wiele częściej – z ludźmi, którymi nie wstyd było nazwać przyjaciółmi, a którzy teraz pozornie znaczyli niewiele. Byli tylko elementem historii. Sławna zielona wróżka nie była jedynym powodem, dla którego warto było się tu pofatygować, ale o wszystkich innych teraz zdążyła już zapomnieć. Dzisiejszego wieczora jednak nie chodziło o oddanie się przyjemnościom, a pozorne interesy. Po kataklizmie, który dotknął ich ziemie miejsc do spotkań z osobami, których gust przewyższał podrapane stoliki Dziurawego Kotła było niewiele. Dziwiła się i zarazem cieszyła, że to również nie runęło w posadach. Kataklizm odsłonił o wiele więcej niżeli spaloną ziemię, a ludziom o wiele chętniej pozbywali się dobytku. Potencjalny klient miał jej przekazać artefakt, który później miała odnieść do sklepu. Czasem nie rozumiała, dlaczego ludzie tak bardzo boją się zbliżać w okolice Alei Śmiertelnego Nokturnu, ale czasem rozumiała ich aż za dobrze. Nie miała zamiaru zatracać się w tych rozmyślaniach w końcu nie robiło jej to żadnej różnicy – zawsze był to powód do napicia się dobrze przygotowanego trunku.
Zajęła miejsce w loży, której lokalizacje dokładnie opisała w liście. Na szczęście wnętrze było niemalże puste. Może nie w smak było ludziom goszczenie się, gdy świat pogrążył się w tak wielkiej tragedii. Do każdego mieszkańca Wysp zapewne dotarła wieść o ilości martwych ludzi, hrabstwa pochłonął ogień – Durham również. Po to też tu była, nie mogli popaść w obłęd. Wszystko małymi kroczkami, powoli.
Jakby wyczytując własne myśli skierowała wzrok w stronę uchylających się drzwi, ale osoba przekraczająca próg od razu ruszyła w stronę baru. Odwróciła spojrzenie i ponownie przejechała palcem po grubym szkle stojącego przed nią trunku. Czas uciekał. Będzie bardzo zła, jeśli przyjście tu okaże się być pomyłką, a w złości nigdy nie przychodziły jej najlepsze pomysły. Może faktycznie lwiątko nie powinno wybierać się do jaskini lwa? Zagubione lwiątko.



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : 7 +2
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15 +1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]23.02.24 19:10
Zielona Wróżka była miejscem gdzie nie bywał często. Sam w sumie nie wiedział dlaczego. To miejsce było pod wieloma względami podobne do Palarni, którą prowadził. Miał w zwyczaju raz na jakiś czas odwiedzać konkurencję, obserwować jak idzie im interes, jak zachowuje się obsługa, a poza tym jak rozbudowane mieli menu. Lubił obserwować ludzi, nauczył się tego w domu. Motto jego rodziny było znane „Uszu używaj częściej niż języka”, on jeszcze dodałby do tego oczy, bo ludzie przeważnie zakładali, że nikt ich nie obserwuje. Przez lata lawirowania między szlachtą opanował słuchanie i patrzenie do perfekcji, a to przydawało się w pracy.
Pomimo nawału obowiązków związanych z Palarnią i organizowaniem pomocy dla poszkodowanych w Durham, jakimś cudem udało mu się znaleźć chwilę czasu by znów wrócić do obserwowania konkurencji. We Wróżce nie był dawno i zastanawiał się jak radzi sobie stary właściciel po kataklizmie. Jakimś cudem Nokturn nie ucierpiał za bardzo, w sklepie popękały raptem szyby i kilka eksponatów pospadało z półek, ale nic poza tym, nic czego nie można było naprawić przy pomocy prostych zaklęć. Wychodziło na to, że ten przybytek również nie odniósł większych obrażeń. Wbrew pozorom to była dobra wiadomość. Chociaż była to konkurencja, to zawsze napędzało to interes. Kiedy przedsiębiorcy starali się zyskać jak największą klientelę interes się kręcił. Burke nie narzekał na brak klientów. Ciężkie czasy sprawiały, że ludzie szukali odskoczni, miejsca gdzie mogli zapomnieć o smutkach i tragediach otaczającego ich świata. I tutaj wkraczał on, dając im dostęp do najlepszej jakości opium, który pozwalał im się przenieść w inne miejsca, w szczęśliwe miejsca pozbawione bagażu emocjonalnego, który towarzyszył im przez ostatnie dni.
Przekroczywszy próg lokalu, na razie jedynie omiótł obojętnie wnętrze spojrzeniem, po czym na spokojnie kierował się do baru. Stary właściciel, który jednocześnie był również barmanem jak zawsze stał za ladą i obsługiwał klientów, z tym swoim obojętnym wyrazem twarzy. Mimo wszystko Xavier był w stanie zauważyć błysk w jego oku, kiedy spostrzegł go zbliżającego się do baru.
- Lord Burke, cóż za niespodzianka. - powiedział kiwając głową, jednocześnie stawiając przed nim szklankę i nalewając do niej odpowiednią ilość Ognistej.
To, że był to ulubiony alkohol lorda nie było tajemnicą i nawet jeśli bywał tutaj rzadko, to znał się ze starym Robbinsem na tyle by ten wiedział co mu polać.
- Widzę, że nadal na posterunku. - Xavier uśmiechnął się lekko, po czym skinął głową w podziękowaniu sięgnął po szklanice.
Od razu rzuciło mu się w oczy, że nie była ona odpowiednio wypolerowana. W Palarni by to nie przeszło, u niego musiało być wszystko idealne. Upił jednak łyka alkoholu. Przez moment prowadził z mężczyzną niby to niezobowiązującą rozmowę, chociaż oboje doskonale wiedzieli, że wcale nie była to tylko niezobowiązująca rozmowa. W końcu jednak Xavier odwrócił się w stronę sali i zaczął się dokładnie przyglądać otoczeniu w jakim się znalazł. Obserwował obsługę, to jak się zachowują w stosunku do klientów. Analizował wystrój, który nie zmienił się od lat i, któremu zdecydowanie przydałoby się odświeżenie. W pewnym momencie jego spojrzenie padło na kobietę siedzącą samotnie przy stoliku w rogi. Z tyłu jego głowy pojawiło się wspomnienie. Zaplecze sklepu, śmiech, godziny wspólnie spędzone na analizowaniu klątw i magicznych artefaktów. Kącik ust mimowolnie drgnął ku górze. Myślał, że o tym wszystkim zapomniał, tyle się wydarzyło od ich ostatniego spotkania.
Przez chwilę rozważał wszystkie za i przeciw, ale kiedy doszedł do wniosku, że znajduje się w miejscu, gdzie każdy zajęty jest sobą, podniósł się z miejsca. Ze szklanką w ręku ruszył spokojnym krokiem między stolikami w kierunku kobiety.
- Antonino, cóż za spotkanie. - odezwał się spokojnie zatrzymując się przy stoliku i patrząc na nią łagodnie, ale uważnie, analizując jej twarz.

k6


I know what you are doing in the dark

I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 10 +2
UROKI : 11 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 18 +2
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]25.02.24 15:46
Trudno było wrócić do dawnych obowiązków, gdy świat pogrążony był w skutkach kataklizmu. W Ministerstwie nie mówiło się o niczym innym, ściganie niezarejestrowanych, monitorowanie rzucanych zaklęć – to wszystko zeszło na drugi plan. Całkowicie nieistotna stała się papierologia, choć Antonia i tak ze swoją skrupulatnością nie umiała przejść obok niej obojętnie. Kopane w pośpiechu mogiły, odprawiane co chwile pogrzeby, wydobywane spod gruzów trupy, to stało się aktualnie najważniejsze, bowiem nie da się odbudowywać państwa i kreować jego potęgi na truchłach niewinnych mieszkańców. Ludzi ogarniały wątpliwości czy ich powrót do życia sprzed tragedii nie zostanie oceniony jako nazbyt prędki, bezuczuciowy. Szatynka nie miała tego typu rozterek, wszak żołądek skręcał jej się na samą myśl o tym co przyszło im stracić, ale oceniała to w kategorii porażki, a nie współczucia. Oczywiście nie powiedziałaby tego głośno, wśród obcych i oceniających twarzy, ale najistotniejsze z wniosków zawsze zatrzymywała dla siebie. Skoro praca w Ministerstwie zdawała się być istnym chaosem, wojna na sekundę przymknęła oczy dając czarodziejom przestrzeń na odnalezienie ładu, Antonia uchwyciła się tego co znane i pewne. Nutka irytacji i napięcia wkradła się do jej ciała, gdy kolejne minuty mijały, a umówiony z nią mężczyzna się nie pojawiał. Narcystycznie nie potrafiła godzić się z tego typu porażkami nawet jeśli niekoniecznie miała na nie jakikolwiek wpływ.
Nie zwracała większej uwagi na otoczenie. Od czasu do czasu dało się słyszeć dźwięk otwieranych drzwi, ale nawet to nie skłoniło jej do podniesienia wzroku. Nie chciała uchodzić za ciekawską, czekającą z utęsknieniem na towarzystwo. Wzrok wlepiła w obijający się o dno alkohol, a dłonią w skupieniu kreśliła wzory na mokrym szkle. Z rozmyślań pełnych irytacji wyrwał ją znajomy głos. Uniosła spojrzenie na mężczyznę przez dłuższą chwilę jedynie się mu przyglądając. – Lordzie Burke – zaczęła opierając się wygodnie o ciemnozielony materiał. – Dobre czy niekoniecznie? – zapytała unosząc przy tym brew w pytającym geście. Dzielili razem historię młodocianej fascynacji. Powroty do domu w czasie przerw świątecznych zwykle spędzała w sklepie nie chcąc dzielić wspólnej przestrzeni z matką, do której gniew pielęgnowała w sobie przez cały pobyt w Instytucie, a Xavier zwykł dotrzymywać jej towarzystwa. Nie z dobroci serca, a własnych pobudek co jej odpowiadało. W tamtym czasie miała wrażenie, że to jej wystarcza, egoistycznie pragnęła poznać tą część własnej tożsamości. Minęło wiele lat, przeszła przez wiele dróg, doświadczyła niezliczonej liczby wzlotów i upadków. Nie wracała do ich relacji i nie wylewała łez w poduszkę, ale skłamałaby mówiąc, że nie był częścią jej kształtującej się osobowości. – Czyżby w Palarni skończył się alkohol? – kąśliwość w jej głosie była żartobliwa. Wątpiła by mężczyzna przyszedł tu w czysto towarzyskich pobudkach, ale nie czuła się przy nim skrępowana, nie ważyła w myślach słów. Może to przez dzielącą ich przeszłość, a może historię ich rodzin – nieważne. Przesunęła się na kanapie robiąc mu obok siebie miejsce, ale nie zapraszając słowem. Jeśli będzie chciał to usiądzie – pozostawiała to już w jego gestii.



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : 7 +2
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15 +1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]03.03.24 18:03
Jego codzienność nigdy nie była łatwa. Zawsze oczekiwano od niego wiele, nawet kiedy był jeszcze za młody by dokładnie to zrozumieć. Teraz, wspominając swoje młodzieńcze lata chciało mu się śmiać. Jak mógł w ogóle myśleć, że wtedy było ciężko. W porównaniu z tym co przyniosło mu jego dorosłe życie, wtedy się wręcz nudził. Nigdy jednak nie narzekał, to nie było w jego naturze, teraz również nie zamierzał. Takie było jego życie i przyjmował je ze wszystkimi plusami i minusami, nigdy nie zmieniłby go, nie ważne co by się nie działo.
Nie zmieniało to jednak faktu, że nawet jeśli pojawił się tutaj kierowany sprawami palarni, jednocześnie odbierał to jako chwila wytchnienia, która była mu tak potrzebna. Niektórzy postrzegali go jako człowieka, który nie odpoczywał, tylko pracował. W zasadzie nie mijało się to bardzo z prawdą, zwłaszcza w ostatnim czasie, kiedy koszmary spędzały mu sen z oczu i jedyne co mu pozostawało w bezsenne noce to zagłębianie się w księgi i manuskrypty w celu rozwiązania zagadki, która nie chciała opuścić jego umysłu. Obsesja na tym punkcie rosła z dnia na dzień, nie opuszczała jego głowy, co niesamowicie utrudniało mu codzienne życie.
I w tym momencie, jak na zawołanie znów dopadły go znajome demony. Gdzieś w swoim otoczeniu usłyszał tak dobrze znaną melodię. Nadal nie potrafił rozszyfrować o czym śpiewała tajemnicza dziewczyna, którą widział po tym jak jakiś cudem połączył się z tajemniczym artefaktem, jednak zaczynał się do tego przyzwyczajać. Nie był w stanie w pełni zignorować piosenki, która zapętlała się w jego umyśle, jednak udało mu się opanować to na tyle by funkcjonować jako tak bez przeszkód. Nie zmieniło to jednak faktu, że pojawienie się nagle piosenki sprawiło, że o mało co nie zareagował na pytanie Antoniny.
- Myślę, że tego się jeszcze przekonany. - odpowiedział spokojnie, a kącik jego ust lekko drgnął ku górze.
Poznali się lata temu, w tym momencie wydawałoby się, że to było w poprzednim życiu i poniekąd tak było. Oboje się zmienili, tego był pewny. On sam widział to po sobie doskonale, ale jak bardzo zmieniła się ona? Z całą pewnością nie była już tą samą nastolatką, z którą spędzał czas na tyłach sklepu, siedząc godzinami nad artefaktami i rozmawiając na tematy, które były ich wspólnymi pasjami. Pytanie tylko jak bardzo różniła się od tej, którą znał?
- No cóż...Wróżką u nas się jednak nie uraczysz. - pokręcił lekko głową, po czym przyjął jej nieme zaproszenie do zajęcia miejsca obok siebie.
Odpiął guziki marynarki, po czym usiadł spokojnie stawiając szklankę z alkoholem na blacie stolika.
- Czasami dobrze jest zmienić środowisko...zobaczyć jak działają inne lokale i zanotować sobie do jakiś sytuacji nie chce się by doszło na własnym podwórku. Niedoczyszczone szklanki na przykład. - odparł unosząc brew ku górze, a cień rozbawienia przemknął po jego twarzy, jednocześnie lekko pukając palcem w swoje szkło – A ciebie co tu sprowadza? Postanowiłaś odpocząć od ministerialnego zgiełku? - przeniósł na nią spojrzenie brązowych oczu, starając się z całej siły ignorując francuską piosenkę w jego uszach.


I know what you are doing in the dark

I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 10 +2
UROKI : 11 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 18 +2
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]13.03.24 13:58
Ludzie negowali ucieczkę. Traktowali problemy jako kolejną szansę do zmierzenia własnego charakteru i pewnie częściej przynosiło im to zysk zamiast straty. Dezercja jednak nie zawsze oznaczała tchórzostwo. Czasem należało być egoistą, skupić się na sobie i własnych bolączkach zamiast na siłę pchać się w bagno, które w swej istocie ma pogrążać, mącić zszargany umysł. Nie myślała tu o ucieczce przed walką czy nawet porzuceniu swoich sojuszników, ale przede wszystkim o chwilowym wycofaniu się z nadzieją, iż złapanie oddechu przyniesie upragniony spokój. Antonia wycofała się tylko raz, kiedy to jej własne ciało bez względu na sprzeciw zaczęło się rozpadać. Widziała to w wystających kościach, wypadających włosach, zapadniętych policzkach i pogłębiających się sińcach pod oczami. Wycofała się jedynie na chwile by wrócić przydatna, w całej swej okazałości. Byłaby ostatnią osobą zdolną do oceniania kogoś z powodu chęci oderwania się od męczącej rzeczywistości. Dla jednych takową ucieczką było zamknięcie się w bezpiecznym miejscu, a dla innych chwilowa zmiana obowiązków i otoczenia. Wielbiła racjonalizm, a tylko marzyciel, a może nawet i głupiec twierdziłby, że w jego życiu wszystko jest idealne, dobre, oblane słodkim lukrem. Sama nie bez powodu kupiła mieszkanie na Nokturnie. Nie ciągnęło jej przecież do zatęchłych uliczek, a do tego co odludne.
Nie odpowiedziała na słowa mężczyzny, a jedynie przytrzymała na nim spojrzenie nieco dłużej. Patrzyła jak jego usta unoszą się w uśmiechu, ale jej nie uczyniły tego samego. Wszak brzmiało to trochę jak wyzwanie, a ta nigdy nie pozostawała na podobne obojętna. Zwykle w rozmowach z innymi pozostawała czujna w obawie, że coś znaczącego umknie jej zanim zdąży odpowiednio zareagować. Nie mogłaby dzielić z kimś życia, na pewno nie z kimś kto wymagałaby od niej ciągłej obecności. Umęczyłoby ją to – ciągłe skupienie uwagi.
- Tak, to wielka strata – odparła na jego kolejne stwierdzenie. – Czy to jednak nie byłoby nudne? Mieć wszystko w jednym miejscu, nie wyściubiać nosa poza to co znane? Tak przynajmniej miałeś powód by tu zajrzeć. – dodała lekko sugerując jego cel wizyty. Nie sądziła by ten zjawił się tu właśnie po to by ów wróżką się uraczyć, ale skoro już tu był dlaczego nie? Jej ciężko było przejść obok okazji obojętnie choć szczerze wcale nie pragnęła wracać na podobne tory.
Skierowała swój wzrok na własną szklankę, gdy wspomniał o niedoczyszczonym szkle. Wzruszyła ramionami udając obojętność, choć jej perfekcjonizm przekrzykiwał każdą komórkę ciała. U niej też by to nie przeszło. Niedoczyszczone szkło, abstrakcyjna ilość pierdół wokół, obtarty materiał kanap. Nauczyła się jednak robić dobrą minę do złej gry. – Właściwie to dbam o nasze wspólne interesy – zaczęła wracając spojrzeniem do oczu mężczyzny. – Ale jeśli nie jesteś moim tajemniczym klientem, to widocznie zostałam wystawiona do wiatru. – dodała unosząc kącik ust w leniwym uśmiechu. – Może nie widać, ale ten fakt okropnie boli. – nie lubiła wracać z niczym, nie lubiła, gdy sprawy nie były doprowadzane do końca, a ta jak widać miała mieć całkowicie inny finał niżeli wcześniej to zakładała. - Zdradź co u ciebie, niby żyjemy w jednym hrabstwie, a mam wrażenie jakbyśmy spotkali się po latach.



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : 7 +2
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15 +1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]27.03.24 19:50
Tak dobrze już znana mu piosenka cały czas rozbrzmiewała w tyle jego głowy, nie dając się do końca ignorować. Starał się jak mógł, skupiając całą swoją uwagę na siedzącej obok niego kobiecie. Przyglądał jej się, jednak nie nachalnie, analizując jej twarz, jej mimikę. Już lata temu nauczył się tego, było to od niego wymagane w czasach młodzieńczych. Nie bez kozery niektórzy nazywali ich szarymi eminencjami wśród szlachty, a ich rodzinne motto brzmiało „Używaj uszu częściej niż języka”. On sam osobiście dodałby tam jeszcze oczy, bo jednak słuchem nie wszystko można było wychwycić. Z resztą, lubił obserwować innych, poznawać ich przyzwyczajenia, sekrety, tak że osoba obserwowana nie zdawała sobie sprawy. Zaczął się zastanawiać jakie sekrety skrywa Antonina. Ich ścieżki rozeszły się na kilka lat i pomimo że, tak jak sama wspomniała, mieszkali w jednym hrabstwie nie mieli specjalnie kontaktu. W zasadzie to żadnego, no może oprócz mijania się raz na jakiś czas w sklepie.
- To prawda, ale u mnie uraczysz się czymś równie dobrym, o ile nie lepszym. - pokiwał lekko głową obracając szklankę w dłoni – Życie w ogóle samo w sobie byłoby nudne gdyby wszyscy popadli w rutynę. Jakież ciekawsze jest życie człowieka, który nie popada w stagnację i próbuje nowych rzeczy. Nawet niby nic nieznaczące wyjście z własnych czterech ścian może być dużym urozmaiceniem. - odparł spokojnie, po czym upił łyk alkoholu i spojrzał na nią uważnie, ale łagodnie zarazem.
Rozumiał jej frustracje. Jego samego nic bardziej nie irytowało jak ludzka niesłowność i brak poszanowania czyjegoś czasu. Osobiście nie cierpiał się spóźniać, zawsze pojawiając się wcześniej na umówione spotkanie, a jeśli już okazało się, że na nie nie dotrze, zawsze informował. Zwłaszcza jeśli chodziło o interesy, a ze słów panny Borgin domyślił się, że właśnie o to chodziło. Jednocześnie gdzieś tam wewnętrznie ucieszył go fakt, że jednak nie porzuciła swojego zainteresowania artefaktami. Wiedział, że pracuje w ministerstwie w wydziale niewłaściwego użycia czarów, nie znał dokładnie zakresu jej pracy, jednak jakoś mimowolnie sądził, że jakoś specjalnie dużo nie ma to wspólnego z artefaktami. A przecież w przeszłości wiele o tym rozmawiali, była to ich wspólna pasja, której poświęcali dużo czasu.
- Niestety przykro mi, ale muszę cię rozczarować. Nie jestem twoim tajemniczym klientem, jednak wiem jak irytujące jest bycie wystawionym do wiatru. - powiedział spokojnie odsuwając lekko od siebie na wpół opróżnioną szklankę – No cóż... - westchnął cicho wyjmując z wewnętrznej kieszeni marynarki papierośnicę i odpalając papierosa, jednocześnie zostawiając srebrne pudełko na stole gdyby miała ochotę się poczęstować – Nie było mnie jakiś czas w kraju, wróciłem w lipcu. Po śmierci Charlotty potrzebowałem czasu i wyjechałem na wykopaliska. Jestem już jednak i na nowo powoli zatracam się w swój pracoholizm. - mimowolnie uśmiechnął się lekko pod nosem, jednak w tym uśmiechu nie było krzty wesołości.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że nawet pomimo że oficjalnie jego żałoba już się skończyła i powinien zacząć rozglądać się za nową kandydatką na lady Burke, to osobiście wcale się nie otrząsnął. Znał jednak swoje obowiązki względem rodziny i nawet jeśli nadal myślami był przy zmarłej żonie, musiał w końcu wziąć się do roboty.


I know what you are doing in the dark

I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 10 +2
UROKI : 11 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 18 +2
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]03.04.24 11:37
Rutyna miała w sobie tyle samo wad co i zalet. Gdyby ktoś zadał jej pytanie co miłuje bardziej – chaos czy porządek trudno byłoby jej jednoznacznie na to odpowiedzieć. Z jednej strony ulegała własnym demonom, głosikowi podpowiadającemu jej niecne działania, nie nadstawiała drugiego policzka, nie bała się konsekwencji, bo w życiu istniała tylko jedna, którą należało się martwić, a mianowicie była nią śmierć. Z drugiej zaś widząc chaos opanowujący struktury i sterujący ich losem czuła niechęć. Wniosek wysuwał się sam. Świat powinien działać jak w zegarku by ona sama mogła siać w nim chaos. Nie było w tym racjonalnego myślenia, bowiem za tym spokojnym spojrzeniem czaiła się iskierka szaleństwa i każdy kto zdążył poznać ten pierwiastek jej osobowości nigdy później nie wątpił w jego obecność.
- Czym dokładnie? – zapytała a nuta zaciekawienia pojawiła się w jej głosie. Pozwoliła mu pochwalić się własnym asortymentem, wynieść na wyżyny wspaniałości stworzone przez siebie miejsce. Nie w jej intencji ani interesie było podburzanie wykonanej pracy, w końcu ludzie, którym brakowało zajęcia w życiu prędzej czy później tracili na znaczeniu dla ogółu społeczeństwa. Wzrok skupiła na jego twarzy próbując dostrzec w nim tego młodzieńca, którego dawniej znała. W większości przypadków ludzie nie zmieniali się tak bardzo, pozostawała choć niewielka część dawnej historii. Ta przeszła niechęć do spędzania czasu wśród najbliższej rodziny wciąż jej pozostała. Nie tęskniła za matką, ojcem, a jedyną osobą, którą akceptowała, a może nawet kochała był jej brat. W niektórych przypadkach ucieczka zdawała się być bardziej użyteczna. Ona uciekając przed koniecznością dzielenia przestrzeni z rodziną uczyła się kolejnych run, pojmowała istotę klątw, odnajdywała własną kobiecość – to wszystko w czterech ścianach sklepu będącego rodzinną spuścizną. – Więc bronisz się przed stagnacją? Usidleniem? – uniosła brew w pytającym geście dość dokładnie dobierając dwuznaczne słowa. Dom, dzieci, rodzina, to pokrętnie brzmiało jak definicja rutyny.
Wzruszyła nieznacznie ramionami, gdy stwierdził, że nie był osobą, na którą przyszło jej czekać. – Może wcale nie powinno nam być przykro z tego powodu – dodała spokojnie unosząc szkło w jego kierunku. Daleko jej było do duszy towarzystwa. Najlepiej czuła się we własnym, nie widziała sensu w ciągłej paplaninie, przerywaniu ciszy tylko po to by nie doznać dyskomfortu. Wierzyła jednak, że pewne spotkania nie dzieją się bez przyczyny i możliwe, że to ciągłe mijanie się i unikanie spojrzeń finalnie musiało skończyć się na szklance wypełnionej trunkiem.
Nie znała tego rodzaju smutku, tego rodzaju ucieczki. Nie wiedziała, jak to jest stracić ukochaną osobę, bo ta jedyna wciąż chodziła po tym ziemskim padole. Do nikogo się nie przywiązywała, nie widziała w tym sensu ani własnego interesu. To co mogła zrozumieć to próba kompensacji, znalezienia czegoś co odbuduje pustkę. Xavier pogrążył się w pracy szukając w niej uciechy, czegoś namacalnie stabilnego, ale Antonia w takich momentach nigdy nie kierowała uwagi na to co racjonalne. Zatracała się w czymś całkowicie przeciwnym. – Przyniosły oddech? Oczekiwane ukojenie? A może pracoholizm jest wciąż ucieczką? – zapytała nawiązując do wykopalisk. – Nie znam tego rodzaju straty, smutku. – dodała nie tłumacząc się ze swej bezpośredniości, a jedynie z ciekawości, której może nie powinna okazać.



   
Udziel mi więc tych cierpień
 płaczmy razem na nie! ach, nie dziel ich, niech
wszystko mi samej zostanie
Antonia Borgin
Antonia Borgin
Zawód : pracownik urzędu niewłaściwego użycia czarów & znawca run
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
ognistych nocy głodne przebudzenia
i tych uścisków, żar co krew wysusza,
wszystkie rozkosze ciała - i cierpienia
wszystkie, jakie znosi dusza
OPCM : 7 +2
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15 +1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4668-antonia-borgin https://www.morsmordre.net/t4725-vermeer#101224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t4733-skrytka-bankowa-nr-1201#101427 https://www.morsmordre.net/t4726-antonia-borgin#101398

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Zielona Wróżka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach