Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Zielona Wróżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Zielona Wróżka   22.05.16 0:01

First topic message reminder :

Zielona Wróżka

To miejsce idealne do nielegalnych utargów, ukradkowych spotkań bez zachowywania nadmiernej ostrożności. Jedno jest tutaj pewne - pracowników nie interesują intencje czy rodowód gości, stąd nigdy nie wiadomo, na jaką klientelę się natrafi. Lokal nie należy jednak do najtańszych - na odwiedzanie go mogą sobie pozwolić jedynie osoby co najmniej średniozamożne. Jak można by się spodziewać po nazwie zamieszczonej na zielonym szyldzie nad drzwiami wejściowymi, całe wnętrze utrzymane jest właśnie w tonacji głębokiej zieleni - podstarzała, lecz wciąż elegancka tapeta, obicia odrobinę zbyt wysłużonych, aksamitnych sof, a nawet kotary w bardziej prywatnych lożach, do których prowadzą zawiłe, wąskie korytarzyki. Stoliki skryte są w głębokim półmroku o niepokojącym, zielonym odcieniu, gwarantującym gościom dodatkową anonimowość. Powietrze wypełnione zapachami mieszających się ze sobą olejków eterycznych jest ciężkie. Jednak Zielona Wróżka słynie nie tylko z nielegalnych interesów odbywających się pod ciężkimi obrusami wyłożonymi na okrągłych stolikach - już od samego momentu otwarcia lokalu, a więc ponad pół wieku temu, dostać tutaj można było jeden z trunków, dziś już nielegalny. Pomimo zakazu nie zrezygnowano jednak ze sprzedaży; podstarzały barman i jednocześnie właściciel, po dziś dzień własnoręcznie wytwarza i nielegalnie handluje zieloną wróżką, mocnym alkoholem, który swoją nazwę zawdzięcza zielonej barwie oraz silnemu działaniu halucynogennemu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Zawód : HIPNOTYZERKA
Wiek : 22 LATA
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
OPCM : 8
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   02.02.17 3:43

Darcy przez chwilę mogłaby się wydawać trochę nieobecna. Jej wzrok, skierowany wprost na niego, sięga jego oczu, ale nie duszy, a zwykle patrzy głębiej, wwiercając się w dość specyficzny sposób tym spojrzeniem w swoich rozmówców, jakby chciała odczytać nim ich pragnienia. Ten wzrok jest inny. Nie ma w nim żadnej innej nuty. W zasadzie, zdaje się, jakby patrzyła po prostu na wprost, całkiem przypadkiem w jego twarz. Mimo tej pozornej pozy, jej ruchy pozostawały wyważone. Kiedy jego dłoń opadła na jej palce, obejmując je w męskim, nienatarczywym uścisku, niemalże instynktownie, nieznacznie przekręciła rękę gładząc podświadomie jego skórę opuszkami palców. Jej ruch jest jednak inny niż zwykle. Bardzo ulotny, nie niepewny, po prostu… mało przekonujący. Nie ma w nim żadnej prowokacji. Czysty instynkt.
Nie obawiam się niczego — rzuciła dopiero po krótkim momencie, kiedy zdała sobie sprawę, że między nimi zapadła cisza. Smukłe palce zacisnęły się wtedy lekko na jego dłoni, a jej wzrok, niespodziewanie nabrał zdecydowania. Od razu odnalazła jego tęczówki, rzucając już nie machinalnie, a z całkowitą rozwagą:
Przecież jesteś tu ze mną, prawda?
Jego usta były zaskakująco ciepłe, kiedy dotknęły jej gładkiej skóry. Ich miękkość i ciepły oddech odznaczający się gęsią skórką na jej skórze, wprawiają ją w większy stan kontemplacji. Darcy tym razem jednak myślami jest bliżej. Przy nim. Przechyla głowę na bok, zaczesując wolną ręką włosy za ucho. Wydaje się czymś zniecierpliwiona. Jej ruchy, nawet jeśli ustabilizowane, wydają się inne. Jest w jej zachowaniu więcej naturalnych odruchów. Trochę spięcia, kiedy usta, ledwie dostrzegalnie, zaciska przy kącikach. Normalnie odpowiedziałaby na jego komplement, tymczasem skina mu tylko lekko w podziękowaniu głową.
Chciałabym… — zawahała się. Każda dama na jej miejscu winna to zrobić, a przynajmniej przed tym, co zaraz miało paść z jej ust — Żebyś komuś zaszkodził. W moim imieniu.
Unikała bezpośrednich zwrotów, może niepotrzebnie. Chowała prawdziwy przekaz za maską udawanej moralności, chociaż jej, w kontekście tej rozmowy zupełnie nie czuła. Nie do osoby, którą miała na myśli.
Skrzywdził — poprawiła się, precyzyjnie tym razem wypowiadając swoje życzenie. Cofnęła przy tym dłoń ze splotu jego palców. Ta sztywno spoczęła obok jego ręki, kiedy wyprostowała się z nienaturalną obojętnością wypowiadając konkretne imię i nazwisko:
Lorne Bulstrode.
Zawiesiła wzrok na mężczyźnie, od początku znając swój cel w składanym mu życzeniu. Być może nie takiego Quentin się spodziewał, dlatego ściszyła ton, dodając, bardzo pokornie jak na siebie.
Proszę.
Mimo, że nie była to szczera pokora, tylko ta, której się nauczyła. Jej doszkolenie niedługo mogłoby sprawić, że nie rozróżni się tej pokory od tej całkiem naturalnej.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 36
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   06.02.17 5:03

Staram się odczytywać twoje emocje, spijać każdy gest, nasiąkać mimiką twarzy - tak mocno ograniczoną przez powściągliwość. Nie potrafię jeszcze odczytywać nawet tych jawnych sygnałów, ale przecież wciąż się tego uczę. Chęci mam wielkie, tylko brakuje mi talentu. Czyniąc kolejny podpunkt na liście moich braków, o czym jednak uprzejmie staram się nie pamiętać. Jakiś czas temu przestałem poświęcać swoim ułomnościom więcej czasu niż wymagałaby tego sytuacja - życie konkretnie. Nawet jeśli zbyt wiele niepochlebnych myśli przetacza się po mojej głowie, nie odzwierciedla to żadnych sprecyzowanych odgórnie uczuć. Raczej żyję w trosce o pokonaniu wszystkich słabości, przezwyciężaniu lęków oraz niczym nieuzasadnionych obaw. Moje gesty są zdecydowane, chociaż niepozbawione emocji wlewanych w nie z premedytacją. Jeszcze jakiś czas temu nie odważyłbym się na podobne kroki względem ciebie. Najprawdopodobniej uciekałbym wzrokiem po wszystkich kątach Wróżki pesząc się oraz nie znajdując odpowiednich dla sytuacji reakcji. Teraz zdaję się być zdeterminowany oraz pewny tego, co chcę osiągnąć. A jest tego bez wątpienia wiele. Twoja aprobata właśnie należy do moich celów, czemu nie powinnaś w ogóle się dziwić. Zdaję sobie sprawę z twojego przywyknięcia do tego typu zachowań - arystokratka z domu Rosier parająca się hipnozą (oraz innymi tajnikami umysłu, o których nie wiem) od zawsze musi osiągać to, czego zapragnie. Jestem w stanie ofiarować ci cząstkę siebie, którą potencjalnie możesz chcieć zagarnąć dla siebie; poddać się tej wysublimowanej grze oraz podjąć wyzwanie.
Wierzę w twoje niezadowolenie oraz być może spięcie spowodowane doborem miejsca. Nie wydaję się być natomiast tym poruszony. Jestem dziwnie spokojny beznamiętnie lustrując lekko powiewającą kotarę, a także twoje oblicze. Powiedziałem już wszystko, co wymagałoby wyjaśnień, nie ma sensu tutaj niczego więcej dodawać. Słowa są ważne, kosztują zbyt wiele, żeby móc je bezkarnie trwonić. Zanim jednak przechodzisz do sedna, muszę się wtrącić.
- Jestem. Napijesz się czegoś? - pytam neutralnie, nie ośmielając się jednak wychodzić z propozycją skosztowania specjalności zakładu. Tego mogłoby być już za wiele i o ile ostatnio odkryłem przyjemność w stąpaniu po cienkim lodzie, o tyle szarża nadal nie jest moją domeną. Dlatego milknę czekając na artykulację twoich potrzeb, a później… tej prośby, którą miałem spełnić w razie przegranej w labiryncie. Wygrana zwolniła mnie z konieczności wzięcia pod uwagę twoich potrzeb w tej jednej, jasnej materii, a mimo tego czuję, że c h c ę usłyszeć to, co właśnie dociera do moich uszu. Przynajmniej przez ułamek sekundy jestem przekonany, że nasze pragnienia są ze sobą zbieżne. W mig okazuje się, że coś, co stanowiło życzenie możliwe do spełnienia, w tej konkretnej chwili okazuje się być niewykonalne. Zaciskam usta w wąską linię.
Cisza wibruje w powietrzu, przestrzeni między nami, wprawiając atmosferę w niekontrolowane gęstnienie. Nie poruszam się, jedyne opadanie oraz unoszenie się klatki piersiowej świadczy o mojej egzystencji. Po dłuższej chwili dochodzi do tego kilkukrotne mrugnięcie powiekami. Ściskam nieco mocniej twoją dłoń intensywnie zastanawiając się nad odpowiedzią. Już wiem, że ci się ona nie spodoba, skoro musi być przecząca.
- Co zrobił? - pytam jednak najpierw, chcąc wiedzieć dlaczego mam się tego podjąć. Co dziwniejsze, nie wydaję się być tą prośbą zaskoczony, ani odrobinę. Czy Tristan mówił ci dlaczego?




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Zawód : HIPNOTYZERKA
Wiek : 22 LATA
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
OPCM : 8
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   27.02.17 22:39

Darcy pokręciła przecząco głową. Nie chciała się rozpraszać. Jej myśli krążyły wokół konkretnego wydarzenia. Nie sposób było zignorować tor myślenia, jaki w tym momencie pokierował jej działaniami. Nie starała się jednak działać w sposób niecierpliwy. Zanim podjęła się omówienia tej kwestii, pozwoliła wcześniej Quentinowi dopełnić wszelkich grzeczności. Zaprowadzić ją do stolika, zaproponować coś do picia. Chwycić dłoń. Tego akurat nie zakładała w obowiązkowych punktach jego działania, dlatego ponadprogramowa uprzejmość wydała jej się miłym gestem. Teraz, ocierając się opuszkami palców o wierzchnią część jego dłoni, milczała, napawając się spokojem. Nie było przecież nic niestosownego w jej prośbie. Nie, jeśli Quentin planował kiedyś naprawdę zostać mężczyzną, który otoczy swoją żonę opieką.
Spoglądała na niego długo, kiedy w końcu usłyszał jej pragnienie. Nie oceniała jego reakcji. Jedynie ją śledziła. Nie poganiała go też w odpowiedzi, zdając sobie sprawę, że podjęli się teraz problematycznego zagadnienia. Poprawiła się na krześle i gładząc jego skórę palcami, na chwilę oddaliła się myślami w swoje własne rozważania. Zanim jego ton przebił się przez powietrze, a kąciki ust Darcy drgnęły w zastanawiającym pół-uśmiechu. Chciałaby móc mu powiedzieć co zrobił Lorne. Czy jednak powinna? Jeszcze nie tak dawno temu to lord Bulstrode mógł siedzieć na miejscu Quentina. Wtedy sądziła, że może mu ufać. Czy Burke’owi też mogła? Fakt, że nie zareagował gwałtownie na jej prośbę sprawiał to zaufanie nieco prostszym.
Unieszczęśliwił mnie — odpowiedziała tajemniczo, ale przecież taka była właśnie prawda. Uśmiechnęła się, jakby opowiadała zawadiacki żart, chociaż nic w jej słowach żartem wcale nie było. Po momencie, ścisnęła jego dłoń, a palce w bezruchu opadły na jego rękę, chłonąc jej chłód.
Naprawdę. Tylko tyle. Unieszczęśliwił mnie klątwą. Ja mogę być mu za to wdzięczna. Udowodnił, że u jego boku nie mogłabym zaznać szczęścia.
Po jakimś czasie uznała, że to tylko ją wzmocniło. Gdyby nie to wydarzenie, być może nie znalazłaby w sobie motywacji by zająć się na poważnie długo braną pod uwagę nauką legilimencji. Nie opanowałaby na pewno oklumencji. Nie dorosłaby. Tak szybko. Już teraz dostrzegała pewne różnice w spojrzeniu na świat, chociaż już wcześniej zdawało jej się, że była osobą dojrzałą.
Nie o siebie się martwię. Martwi mnie, że unieszczęśliwianie mnie, unieszczęśliwia moją rodzinę i moich bliskich przyjaciół.
Zawiesiła ton, nie chcąc ciągnąć tego dłużej. Nie wiedziałaby, czy chciałaby, żeby Quentin narażał swoją reputację dla takiej osoby, jaką był Bulstrode. Była też pewna, że tą sprawą zajął się już Tristan, tak jak obiecał. Ona chciała znać tylko jego reakcję, a nie potraktował jej  z góry, nie próbował jej tego wyperswadować, to już uważała za duży sukces.
Dziękuję — szepnęła prawie bezgłośnie, unosząc ich dłonie w górę, aby objąć jego w obie swoje i ucałować ją lekko — Nie chcę żebyś to dla mnie robił, ale chciałabym, żebyśmy nie obawiali się przed sobą o niczym rozmawiać. Chcę żebyś wiedział, kim ten mężczyzna jest i co mi zrobił.
Spojrzała w bok, opuszczając dłonie na stół. Zaraz jednak wzrokiem znów wyłapała jego spojrzenie. Jej było w jakiś sposób nieodgadnione, ale to, co przejawiało się w nim wyraźnie to prośba.
Nie rań mnie w ten sposób. Nigdy.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 36
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   03.03.17 12:07

Planuję. Zbyt wiele planuję. Rozmyślam, analizuję - myślę schematami. Niewiele było z tego w pożytku, jak dobitnie ostatnio pokazuje mi moje życie. Decyzja o zaręczynach wynikła spontanicznie, dzięki niej zyskałem więcej, niż mógłbym kiedykolwiek przypuszczać. Jedną z konsekwencji tych działań jest nasze dzisiejsze spotkanie. Spędzanie czasu może w niekoniecznie miejscu spełniające twoje marzenia, ale z pewnością dyskretnym. Pozwalającym na poruszanie najdelikatniejszych strun owianych naszymi własnymi tajemnicami. Zachowuję się normalnie, zwyczajnie - wcale nie jak spięty Burke marzący o jak najszybszym zaszyciu się w swoich mrocznych włościach Durham. Wręcz przeciwnie, czuję się na tyle komfortowo, żeby nie myśleć o nich wcale. Twój dotyk na moich dłoniach, ciepłe, chociaż krótkie muśnięcie ciepłych ust na chłodnej powierzchni skóry - nie doświadczyłem tego nigdy pomimo kilku lat małżeństwa. Bulstrode. Kto by przypuszczał, że członkowie tego rodu są aż tak straceni, tak małostkowi oraz miałcy? Ja na pewno nie. Wieloletnia przyjaźń między naszymi rodami zdaje się mówić coś innego. Tymczasem dla mnie oni są już skończeni. Już w chwili wypowiedzenia słów przez Tristana w Dover - teraz przypieczętowanymi przez równie mrożące krew w żyłach zdania spływające z twoich ust. Poruszam się niespokojnie, marszczę brwi, palce zaciskam mocniej na twojej dłoni. Obraz ich okrucieństwa nie mieści mi się w głowie. Złość napływa intensywnie tłoczona do żył. I najgorsze w tym wszystkim - niemożność pozbycia się tego nędznego robaka. Zacisk niewidocznej pętli na szyi.
Unieszczęśliwił. Tyle się domyślam po spotkaniu z twoim bratem. Chciałem wiedzieć coś więcej, z drugiej strony przyjmując tak nikłe informacje. Wystarczające do tego, żeby kogoś darzyć nienawiścią. Ciąg dalszy tej tragicznej historii miło zaskakuje (powierzonym zaufaniem) jednocześnie powodując wrzenie krwi. Bezsilność dociska moją klatkę piersiową, frustracja widoczna jest nie tylko w spojrzeniu, ale też na twarzy. Staram się ją ukryć, na próżno jednak. Przygryzam dolną wargę, ściskam twoje ręce, nabieram intensywnie powietrza. Liczę oddechy. Raz, dwa, dwadzieścia…
- To nie mężczyzna. To jakieś wynaturzenie - mówię w końcu, nie bez zniesmaczenia. Wręcz przeciwnie. Nie mogę pojąć jak można z premedytacją krzywdzić kobietę, a zwłaszcza ze szlachetnego, szanowanego rodu. Przekracza to zdolność mojego pojmowania. Klątwa. W płeć słabszą. Brzmi jak podły żart z dziedziny czarnego humoru, tylko nie widzę w tym nic humorystycznego.
Z tego wszystkiego zapominam, że twoja prośba aktualnie jest nie do wykonania. Uświadamiasz mi to w momencie, kiedy słyszę zapewnienia o braku przymusu. Z drugiej strony bardzo chciałbym zadać mu ból. Pozbyć się, żeby przypadkiem się nie rozmnożył.
- Na pewno dostanie za swoje. - Nie wierzę, żeby to wszystko uszło mu na sucho. Jednocześnie wstyd się przyznać, że nie posiadam takich umiejętności do wcielenia swoich pragnień w życie. Dlatego muszę skrzętnie omijać ten niewygodny temat. Zamiast tego koncentrując się na kolejnej fali irytacji. - Nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego. Nie oceniaj mnie tak nisko - mówię. Może odrobinę zbyt nerwowo, może za dużo w tym głosie pretensji, może za mocno pod wpływem impulsu rozluźniam uścisk. Wiem, że nie znamy się zbyt dobrze, ale i tak nie potrafię przełknąć spokojnie podobnej insynuacji. Nawet nie wiem kiedy się spinam, a przywołując obsługę każę nam przynieść specjalność zakładu - na rozluźnienie.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Darcy S. Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f116-dover-dwor-rosierow https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Zawód : HIPNOTYZERKA
Wiek : 22 LATA
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Ludzie są jak morze, czasem łagodni i przyjaźni, czasem burzliwi i zdradliwi. Przede wszystkim to jednak tylko woda.
OPCM : 8
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   19.03.17 2:46

Spuściła wzrok, obejmując nim ich dłonie. Jej zamknięte były w jego uścisku tak silnym, jakiego po nim się nie spodziewała, ani w tym momencie ani w ogóle, nie zakładała takiego zdecydowanie w jego uchwycie. To, że wiecznie ją zaskakiwał, nie powinno być zaskoczeniem właśnie dla niej wcale, a było. Milczała, w czasie kiedy i on się nie odzywał. Wsłuchiwała się w jego oddech, nieświadomie synchronizując z nim swój własny. Była spokojna o tok tej rozmowy, dopóki nie uniosła spojrzenia do jego twarzy. Nie podobała mu się jej prośba. Widziała naglą zmianę w jego mimice, poczuła rozluźnienie uścisku. Dłonie mogła swobodnie cofnąć z pod objęcia jego palców. Cofając je do siebie, rozmasowała je krótko. Czuła w dalszym ciągu napór jego opuszków na wnętrze dłoni. Skóra jeszcze paliła w miejscu, w którym ją ścisnął. Tylko raz widziała go tak zirytowanego. Quentin nie okazywał zirytowania w standardowy sposób, w jaki robili to inni. Na tyle spodziewanie i przeciętnie, że Darcy mogła być przygotowana na ich reakcje. On zamiast trzymać się schematów, wiernie prezentował swoją jednak zbyt powściągliwą osobowość. Chociaż nie okazał złości, drobne sygnały świadczące o jego rozdrażnieniu, zdawały się niczym czar defensywny rzucony prosto w twarz. Z ukrycia.
W pierwszym momencie nie wiedziała, jak powinna na to zareagować i nie musiała tego wiedzieć. Dopiero uczyła się polubownego odpowiadania na zmiany w jego zachowaniu. Te nie następowały często. Tym bardziej decyzja, co powinna teraz zrobić, przychodziła jej z trudem.
Odczekała aż Quentin złoży zamówienie i nie czekając na wyjście obsługi lokalu, wstała z miejsca. Dźwięk przesuwanego krzesła, w stopniowo narastającej między nimi ciężkiej atmosferze, ranił uszy. Szelest sukni, kiedy poruszyła się do przodu, słychać było bardzo wyraźnie. Zatrzymała się za plecami mężczyzny. Teraz było czuć i jej oddech, najpierw na karku, później na bocznej części twarzy, kiedy pochyliła się nad jego policzkiem.
Nie chcę — to były zwykłe słowa, ale brzmiały jak obietnica. — Nie będę. Oceniam cię wyżej, niż potrafię ci to pokazać.
Zabezpieczała się? Na okoliczność, gdyby jeszcze kiedykolwiek straciła czujność i wydała osąd zbyt łatwo, albo puściła słowa z ust zbyt lekko?
Przepraszam — glos ledwie przebił się przez dźwięk materiału ocierającego się o drewno oparcia jego siedziska, kiedy objęła rękoma jego szyję, składając pokorny pocałunek na jego policzku.
Wybaczysz mi?
Chciała mieć pewność. Opatuliła go szczelniej ramionami, wzdychając w zagłębienie jego szyi, kiedy przymykając oczy podzieliła się z nim nieśmiało jak na siebie – albo przynajmniej prawie bezgłośnie — swoimi myślami:
To nie jest dla mnie proste. Ufać ci.




And promise me this: you’ll wait for me only scared
of the lonely arms that surface, far below these birds.

Who am I, darling to you?
Who am I? I come alone here
Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 36
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   29.03.17 15:32

Nic nie jest proste. Dla mnie nawet każdy oddech, wszystko wymagało bezwzględnej analizy, nadania czynnościom odpowiedniej wagi. Jednocześnie wiem, że problemy należy pokonywać, a poprzeczki ustawiać coraz wyżej. Chcę pokonać twój problem. Nasz. Tylko nie mogę. Spętany obietnicami, deklaracjami, których jeszcze do końca świadom nie jestem. Hierarchią, czymś, co jest wyżej od samych nestorów. O czym nigdy ci nie powiem, gdyż nie mogę. Nie wiem jak sprawić, żebyś mimo to uwierzyła w moje chęci - tylko czy to właśnie nie nimi jest wybrukowane piekło? Z drugiej strony, czy to nie tam pokornie zmierzamy? Naznaczeni najczarniejszą, najplugawszą z magii? Część z nas brnie w nią jeszcze głębiej niż mógłby kiedykolwiek się tego spodziewać, część pozostaje na bezpiecznym brzegu - o ile tę mroczną dziedzinę można jakkolwiek tym mianem określić. Zaprzedajemy jej własne dusze ocierając się o zwykłe resztki udawanego honoru. A jednak - są byty ważniejsze od logiki.
W jednej chwili przechodzi palące pragnienie zemsty, sprawiedliwości. Rozpoczyna się sztorm. Wysokie fale złości spienione frustracją obijają się o nadbrzeże tyczące granice. Poza nią jest świat zewnętrzny, czyli emocje dające się wyczytać z mojej bladej twarzy. Naznaczonej teraz ostrymi, surowymi rysami. Krew wrze, w uszach odbija mi się jej bulgotanie w żyłach. Zaciskam swoje dłonie ucząc się jak maskować uczucia. Na darmo. Staram się na ciebie nie patrzeć bojąc się, że powiem lub zrobię coś, czego nie powinienem. Nie o agresję się rozchodzi, a bardziej o słowa, które też potrafią odpowiednio zadać cios. Zaciskam szczęki, rozluźniając je na krótką chwilę składania zamówienia. Zaraz na powrót je zamykam przykładając do siebie ich siłę.
Kiedy wydaje mi się, że wyjdziesz, skoro do moich uszu dociera cichy pisk odsuwanego krzesła, szelest sukni, a kąt oka rejestruje ruch, mam ochotę skapitulować. Bezradnie rozkładam na blacie ręce, pozwalając ramionom uciec na boki. Serce tłucze mi się w piersi do spółki z gotującą się w żyłach krwią. Zanim uda mi się zaplanować kolejny ruch, do nozdrzy wdziera się zapach twoich perfum, a wokół szyi czuję przyjemne ciepło. Nie potrafię nawet określić czy napinam się jeszcze mocniej, czy jeszcze mocniej rozluźniam. Wiele sprzecznych emocji kotłuje się w środku mojego własnego ja. Z uwagą słucham twoich słów starając się zrozumieć - to szczerość czy manipulacja? Którekolwiek z tych, nie wypada długo gniewać się na kobietę, zwłaszcza mając u boku nie byle jaką.
- Tak - odpowiadam krótko, konkretnie. Unoszę jedną dłoń, muskając twoje przedramię. - Co mam zrobić, żeby na to zaufanie zapracować? - pytam dobitnie. Chcąc uzyskać informacje. Bez owijania w bawełnę, bez podążania po omacku pomiędzy atrapami rozwiązań. Pragnę jasnego przekazu, żeby ustalić plan działania. Wierzę, że jeśli oboje otworzymy się na siebie przynajmniej minimalnie, droga do celu może okazać się łatwiejsza. I krótsza.
Jeszcze chwilę rozmawiamy, pijemy specjały, odprowadzam lady Rosier do domu, po czym wracam do Durham.

zt. x2




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Kapitan statku handlowego, przemytnik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty

Don't act like you can't act
Stand up like a man

OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   17.04.18 20:55

| 9 VI

Skoro już postanowił na dłużej zakotwiczyć w porcie, chciał wykorzystać ten czas - spędzany w rodzinnym Londynie - jak najlepiej. Rozumiał przez to załatwienie wszelkich zalegających interesów, przysłużenie się rycerskiej sprawie, a również spotkanie się z tą, której na morzu widywać nie mógł. I nie miał tu oczywiście na myśli swej czcigodnej małżonki, z którą kontakt ograniczał do niezbędnego minimum.
Listownie umówił się z Caley w Zielonej Wróżce, jednym ze swych ulubionych lokali na całych wyspach i nawet przez chwilę nie zastanawiał się nad tym, czy siostra mogła poczuć się nieswojo w takim miejscu. Spotykali się już w różnych okolicznościach, w różnych spelunach i uważał, że była ona Goylem nie tylko w metryce. Czekał na nią tamtego wieczoru w jednej z lóż, które oferowały większe prywatność i spokój - nie mógł jednak zaznać całkowitego spokoju, nie mógł pozwolić sobie na skosztowanie specjalności lokalu dopóty, dopóki jego towarzyszka nie pojawiła na miejscu. Choć Zielona Wróżka nie była lokalem, w którym burdy byłyby częścią planu dnia, to Caelan wolał nie usypiać swej czujności; podejrzewał, że nigdy nie wybaczyłby sobie, gdyby dopuścił do skrzywdzenia jej przez swe zaniedbanie.
Rozsiadł się wygodnie na jednej z podniszczonych aksamitnych sof, położył obok siebie swój nieodzowny cylinder i zdecydował się na zamówienie butelki rumu, którą napoczął jeszcze w samotności. Przybył na miejsce za wcześnie, toteż nie spodziewał się prędkiego przybycia Caley. Wyjął z kieszeni kawałek pergaminu, który okazał się niedbale przechowywanym listem i, dla zabicia czasu, zaczął go znowu czytać, choć jego treść znał już na pamięć. Wolał już to od niewesołych rozmyślań na temat pani Goyle, którą musiał teraz widywać zdecydowanie częściej niż by sobie tego życzył czy kolejnych chwil bezsilnej złości na te przeklęte anomalie, które uprzykrzały życie jego synowi... a może raczej wszystkim przebywającym w jego otoczeniu istotom.
Upił spory łyk rumu i skrzywił się przy tym nieznacznie, by w chwilę później poczuć się to znajome przyjemne ciepło powoli rozlewające się po jego ciele. Zamruczał coś cicho pod nosem, przejechał dłonią po ściętych krótko włosach i powiódł dookoła wzrokiem, wciąż nie zasłaniając loży wiszącą opodal kotarą; nie chciał przecież utrudniać siostrze zadania.




Pressure is increasing with every meter that we sink
But I won't let it get inside of me

Powrót do góry Go down
Caley Spencer-Moon
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t5568-idun https://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister https://www.morsmordre.net/f116-mansfield-road-11 https://www.morsmordre.net/t5567-skrytka-bankowa-nr-1368 https://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
Zawód : tłumaczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
the longer you dance with the devil
the longer you stay in
h e l l
OPCM : 0
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
In my dreams, I kill him every night

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   17.04.18 22:46

Wizyty w takich miejscach zawsze napawały ją pewnym rodzajem satysfakcji; delikatnej i krótkotrwałej, lecz wciąż przynoszącej uciechę, a tych nie miała przecież ostatnio w życiu specjalnie dużo. Panienka z dobrego domu nie powinna przestępować progu lokalu takiego, jak Zielona Wróżka, lecz Caley śmiała się w twarz zakazom tego typu. Nie była salonową pieszczoszką i jedynie ozdobą swojego męża, potrafiła o siebie zadbać i jeśli miała ochotę, stawiała stopę tam, gdzie tylko chciała. W młodości ekscytacji sprawie dodawała chęć ukrycia tego faktu przed ojcem, teraz zaś istniała możliwość zagrania mężowi na nosie. Jakże mogła nie skorzystać, jeśli dodatkowo mogła przy tym nadrobić stracony czas z jednym z członków rodziny?
Okresy, w których wszyscy jej bracia przebywali na lądzie, były niezwykłą rzadkością i teraz nie mogła nawet przypomnieć sobie, kiedy takowy nastąpił po raz ostatni. Wiedziała jednak, że w przeciwieństwie do Cadana, Caelan prędzej czy później powróci na morze i wypłynie w dal, na kolejne tygodnie dając stracić się z oczu. Był jej najstarszym bratem i chociaż różnica wieku sprawiała, że nie mieli szansy zostać najlepszymi przyjaciółmi, zawsze pozostawał dla niej ważny; jako mała dziewczynka szukała jego uwagi i aprobaty, jako młoda kobieta pragnęła, by widział w niej nie tylko smarkulę, a teraz chciała po prostu budować z nim dojrzałą relację, niepozbawioną oczywiście wszystkiego, na co dzięki byciu rodzeństwem mogli sobie pozwolić.
Na miejscu pojawiła się lekko spóźniona, ale miała nadzieję, że brat jej to wybaczy. Wizja kolejnego wieczoru zakrapianego alkoholem wcale jej nie odstraszała, wręcz przeciwnie; ucieczka w używki była jej sprawdzoną metodą oddalenia się od szarej, brutalnej rzeczywistości. Wymiana spojrzeń z jednym z pracowników lokalu utwierdziła ją w przekonaniu, że Caelan znajduje się już w środku i najprawdopodobniej zajął jedną z lóż, ruszyła więc wąskim korytarzykiem prosto na spotkanie z bratem. Zauważyła go z pewnej odległości, bo świadomie nie skrył się za kotarą, a łaskawie pozwolił się odnaleźć; półmrok miał tu zawsze barwę ciemnej zieleni, a to z kolei był dla wszystkich Goylów wyjątkowo twarzowy kolor.
- Czy to list od jednej z twoich zamorskich przyjaciółek? – zapytała na wejściu, uśmiechając się lekko ironicznie – Pewnie błaga, byś już wrócił, ale nie rób tego jeszcze, rodzina także musi się tobą nacieszyć – podeszła z drugiej strony, niż jego cylinder i składając powitalny pocałunek na męskim policzku ścisnęła także dłonią ramię brata.
Włosy miała spięte nad karkiem, ale ten stan rzeczy nie miał wcale utrzymać się długo. Czarna szata skrywała skromną kobaltową suknię, a gdy Caley zajęła miejsce obok brata, pozwoliła sobie na rozpięcie jednego z guzików pod szyją.
- Widzę, że zacząłeś beze mnie – skwitowała widok napoczętej butelki rumu, lecz w tonie jej głosu nie było zawodu ani przygany – To dobrze, że jesteś do przodu. Dwa dni temu piłam wino w towarzystwie Sigrun Rookwood i mam wrażenie, że stan wesołości jeszcze mi nie minął.
Na wspomnienie Siwego Dymu uśmiechnęła się tylko enigmatycznie, akurat w momencie, w którym w loży pojawił się pracownik, by przyjąć ich zamówienie. Prośba o Porter Starego Sue z dodatkiem spod lady mogła oznaczać tylko jedno – już za chwilę na stoliku przed nimi pojawi się karafka pełna zielonego trunku.




This time around I will be stronger, I've been
waiting for you. Touch me, I just wanna
see you bleed
Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Kapitan statku handlowego, przemytnik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty

Don't act like you can't act
Stand up like a man

OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   06.05.18 13:22

Nie dał się zaskoczyć. List czytał jedynie od niechcenia, by zająć czymś ręce i spróbować odciągnąć myśli od natarczywie powracających obowiązków, którymi powinien się zająć - nadchodzącą siostrę zauważył więc kątem oka, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, jak długo siedział już w Zielonej Wróżce i ile czasu zajęło mu wypicie takiej ilości rumu. Odchrząknął cicho, nim przywitał ją w jakikolwiek sposób i powiódł wzrokiem po jej twarzy, następnie po wybranym na tę okazję odzieniu - jak zwykle wyglądała pięknie. Była jedyną Goyle'ówną i choć Caelan wiedział, że cierpiała z tego powodu jako dziecko, że cierpiała dalej, to doskonale sprawdzała się w roli tej najpiękniejszej i najmniej zgryźliwej latorośli, klejnotu w koronie burkliwych żeglarzy - nawet jeśli klejnot ten nie był doceniany przez ich ojca.
- Niestety nie - odpowiedział krótko chrypiąc przy tym niemiłosiernie i złożył na policzku siostry coś, co miało przypominać swego rodzaju pocałunek. - Zamorskie przyjaciółki dosyć szybko zapominają o moim istnieniu, w przeciwieństwie do pani Goyle. - Caley mogła zdawać sobie sprawę z tego, że jego małżeństwo nie miało w sobie ani krztyny uczucia. Był to układ, na który dobrowolnie się zdecydował, wszak nie chciał, by to rodzice wybrali mu narzeczoną. Zaś jaka atmosfera panowała w domu siostry? Jak złym mężem był Spencer-Moon? Caelan nie miał o tym bladego pojęcia. Różnica wieku była zbyt duża, ich rozmowy skupiały się na innych tematach, a Caley zwyczajnie mogła nie chcieć wtajemniczać go - czy kogokolwiek innego - w szczegóły swego małżeńskiego pożycia.
Zdecydowanie lepiej było rozmawiać o zamorskich podróżach i smakować przy tym różnego rodzaju trunków. Wszak rzadko mieli okazję, by spędzać ze sobą czas, listy nie rekompensowały rozmowy w cztery oczy.
Kiwnął krótko głową, gdy wytknęła mu, że zaczął bez niej - nie wiedział, ile czasu spędzi we Wróżce sam, czy zdąży wypić całą butelkę przed jej przybyciem, czy nie, toteż nie prosił o dwie szklaneczki, nie mógł jej jeszcze polać, nim do ich stolika nie przybędzie ktoś z obsługi lokalu.
Nie zareagował w widoczny sposób, kiedy siostra wspomniała o Sigrun, jednak - chcąc lub nie - Caley zyskała tym samym całą jego uwagę. Dawno nie słyszał o Rookwood, jednak to, jak ją zapamiętał, sprawiało, że zaczął się bać o bezpieczeństwo swojej siostry. Nie wątpił w jej umiejętności, o nie - nie wątpił jednak również w szaleństwo kobiety, w której towarzystwie bawiła się kilka dni temu.
- Hm? - chrząknął cicho, tym samym wyrażając zainteresowanie rozpoczętym przez nią tematem. - A cóż to była za okazja? Nie wiedziałem, że znasz się z nią na tyle blisko. - Ulokował wzrok na jej delikatnej twarzy, próbując wyczytać z niej cokolwiek, co mogłoby mu pomóc w dojściu do sedna prawdy. Dzięki małżeństwu Cadana Rookwood stała się ich daleką rodziną, nie było co tego ukrywać, jednak co sprawiło, że Caley postanowiła spotkać się z nią sam na sam? To było niepokojące, jak wiele rzeczy potrafi się zmienić między jego kolejnymi wizytami na lądzie.
Kiwnął krótko głową pracownikowi Wróżki, kiedy ten przyniósł im w końcu specjał lokalu wraz z odpowiednimi do tego łyżeczkami, karafką wody i kostkami cukru. W chwilę później Caelan zasłonił zajmowaną przez nich lożę ciężkimi zasłonami, gwarantując im w ten sposób większą prywatność.
- Mam nadzieję, że mimo to dotrzymasz mi kroku, Caley. - Posłał jej coś, co miało przypominać uśmiech, i chwycił jedną z łyżeczek. Oraz że Zielona Wróżka rozwiąże Ci język.




Pressure is increasing with every meter that we sink
But I won't let it get inside of me

Powrót do góry Go down
Caley Spencer-Moon
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t5568-idun https://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister https://www.morsmordre.net/f116-mansfield-road-11 https://www.morsmordre.net/t5567-skrytka-bankowa-nr-1368 https://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
Zawód : tłumaczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
the longer you dance with the devil
the longer you stay in
h e l l
OPCM : 0
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
In my dreams, I kill him every night

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   27.05.18 20:07

Nic, nawet rum, nie było w stanie uśpić jego czujności. Lektura listu nie wyglądała na szczególnie ciężką, dlatego szybko odeszła w zapomnienie, a Caley nie próbowała zaglądać bratu przez ramię. Każdy miał prawo do swoich sekretów, a członkowie rodziny Goyle uczynili z tego prawdziwą konkurencję – przynależność do tajemniczej organizacji oraz brutalny małżonek były tylko wierzchołkami gór lodowych. Mimo wszystko blondynka nigdy nie czuła atmosfery zakłamania, wszakże chodziło przecież o prywatność lub chęć ochrony swoich bliskich. Musiałaby być hipokrytką, by zarzucać braciom chowanie swoich tajemnic, skoro sama nie zwierzała im się nawet w listach.
- Pani Goyle także będzie musiała poczekać – odparła bez sentymentu; doskonale wiedziała, jakie relacje łączyły jego bratową z mężem – Bo nie zamierzasz dziś wrócić do domu zbyt szybko, prawda? Może dacie radę zjeść wspólne śniadanie.
Caelan nie był osobą, którą można było przywiązać do siebie siłą, nawet siłą obowiązku. A ten wypełnił jeszcze zanim rodzice upomnieli się o zmianę stanu cywilnego, dlatego miał ten komfort i mógł wybrać kogoś, z kim będzie mu dobrze. Nie pod względem miłości, a najzwyklejszego w świecie układu. Początkowo Caley była tym nieco zdziwiona, choć nigdy nie krytykowała jego wyboru – miała jednak pewność, ze gdyby była na jego miejscu, wybrałaby osobę, do której czułaby coś więcej. Jeśli nie zauroczenie, to chociaż silne pożądanie. Bratowa była osobą, z którą zdążyła się już dobrze poznać, ale nie zaprzyjaźnić, jakby coś wciąż tworzyło między nimi barierę – być może było to nawet lepsze rozwiązanie, skoro Spencer-Moon miała na nią oko, gdy Caelan wypływał w morze. Nie zniosłaby skazy na reputacji brata, gdyby okazało się, że żona działa za plecami na jego niekorzyść.
Kontynuowanie tematu Sigrun Rookwood zdziwiło ją nieco. Odkąd brat był skory do plotek na temat jej koleżanek? Tłumaczka uśmiechnęła się pod nosem, węsząc niebezpodstawne zainteresowanie łowczynią wilkołaków.
- A jak blisko Ty ją znasz? – zapytała, uśmiechając się figlarnie, bo w duchu nie podejrzewała, że mogłaby spodziewać się bujnej opowieści o wspólnych przygodach najstarszego Goyla i zaprzyjaźnionej wdowy.
Nie miała jednak zamiaru długo trzymać go w niepewności, dlatego rozsiadła się wygodniej i już z całkiem spokojnym wyrazem twarzy zaczęła wyjaśnienia.
- Pod koniec maja brałyśmy udział w polowaniu organizowanym przez wspólnych znajomych jej ojca i mojego męża. Wcześniej jedynie ją kojarzyłam, jest wszakże kuzynką Eir. Upolowałyśmy wspólnie dorodnego jeleniaskosztujesz go już niebawemi po tym sukcesie umówiłyśmy się na kolejne spotkanie, dwa dni temu - wzruszyła ramionami; nie były z Sigrun najlepszymi przyjaciółkami, ale widziała w tej relacji potencjał na coś poważniejszego, niż tylko koleżeńskie pogaduszki.
Nie widziała powodów, dla których nie powinna zdradzać bratu wszystkiego, co łączyło ją z Rookwood. Czyżby miał dla niej poradę lub przestrogę? Była gotowa wysłuchać wszystkiego, co ma do powiedzenia na temat ich ewidentnie wspólnej znajomej.
Plotki przerwało pojawienie się pracownika, a na stole stanęła gwiazda wieczoru. Caelan zaciągnął zielone zasłony, dając im jeszcze większą namiastkę prywatności, a Caley sięgnęła po swój kieliszek i łyżeczkę, rozdzieliła także kostki cukru.
- To mogę ci obiecać – przyjęła jego uśmiech i odwzajemniła własnym, a następnie rozpoczęła rozpuszczanie cukru w łyżce wody – Wypijmy wiec za spotkanie i wszystkie wizje, które ono przyniesie – zielony płyn popłynął do kieliszków, zapowiadając niezapomniane wrażenia.





This time around I will be stronger, I've been
waiting for you. Touch me, I just wanna
see you bleed
Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Kapitan statku handlowego, przemytnik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty

Don't act like you can't act
Stand up like a man

OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   10.06.18 13:20

Pokiwał krótko głową w odpowiedzi na słowa Caley. Choć dzieliło ich kilka lat, potrafili ze sobą rozmawiać, ba, potrafili żyć w układzie, którego pozazdrościć mogło im niejedno rodzeństwo. A przynajmniej on tak o tym myślał. Szanowali swoje tajemnice, co pomagało unikać niewygodnych pytań i wtajemniczania w sprawy, które mogły okazać się zwyczajnie zbyt niebezpieczne. Caelan wiedział, że Caley nie jest miłośniczką szlamu, nie chciałby jednak, by została jedną z nich, z Rycerzy; łudził się, że dzięki temu jest bezpieczna, zaś jej życie upływa w spokoju. Nie mógł wiedzieć, jak bardzo się mylił.
- Oczywiście, Caley - odpowiedział cicho, wyjątkowo zgodnie. - Może. Może też damy radę minąć się całkowicie, co nam obojgu zaoszczędziłby niepotrzebnych przecież nerwów.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego wybór mógł uchodzić za fatalny. Wszak któż nie chciałby wyrwać się z ciasnych ram obowiązku i wybrać kogoś, z kim mógłby odnaleźć wspólny język? Jeśli nie kogoś, kogo... kochałby? Dla niego jednak było to obce pojęcie. Kobiety mogły mu się podobać, mogły pomagać zapomnieć o wszystkim, nie spotkał jednak żadnej, która zawróciłaby mu w głowie - czy jak, u diabła, niektórzy czarodzieje nazywali ten stan. Nie spotkał też żadnej, której mógłby całkowicie zaufać, z którą dzieliłby swe pasje, toteż zdecydował się na najrozsądniejsze, co mógł zrobić. Wybrał niegroźną, posłuszną i - w miarę - cichą, by nie musiał toczyć z nią wiecznych batalii i psuć sobie więcej krwi niż to niezbędne. Teraz jednak powoli trafiał go już szlag. Wolałby już chyba te batalie niż sporadyczne obdarowywanie się niezbyt miłymi komentarzami i nudę.
Był wdzięczny za pomoc Caley w pilnowaniu pani Goyle, kiedy on spędzał długie tygodnie czy nawet miesiące na morzu. Skaza na reputacji była tylko jednym z zagrożeń. Caelan cenił sobie pewność, że jego czcigodna małżonka nie wywiera złego wpływu na syna, nie kładzie mu do głowy jakiś bzdur, które później on musiałby prostować. Jednak jak czuła się z tym Caley? Czy nie prosił jej o zbyt wiele? Czy przebywanie w towarzystwie synów jego i Cadana nie sprawiało jej przykrości? Nie miał pojęcia.
Dostrzegł jej uśmiech i odpowiedział na niego przelotnym grymasem, który winien przypominać coś podobnego.
- Nie znam jej zbyt blisko, słyszałem za to niepokojące pogłoski - skłamał jak z nut; nie widział najmniejszego powodu, by opowiadać młodszej siostrze o tym, w jakich okolicznościach poznał Rookwood i jak przebiegała ich dalsza znajomość. Była to jedna z tych tajemnic, do których każde z nich miało prawo. Zaś Caley z pewnością nie domyślała się nawet połowy tego, co między nimi zaszło.
Kiwnął krótko głową, gdy opowiedziała mu o polowaniu i o kolejnym spotkaniu. Czyli dopiero co nawiązywały znajomość, wciąż miał więc szansę, by przestrzec ją przed szaleństwem Sigrun.
- Rozumiem, że dobrze się bawiłyście. Gratuluję również upolowanej zwierzyny. Jak podobało Ci się samo polowanie? - Prawdę mówiąc, nie miał pojęcia, czy było to jej pierwsza taka okazja, czy może kolejna. Skoro jednak jej mąż posiadał znajomych organizujących takie wydarzenia, mogła już nabrać wprawy. - Zaś co do samej Rookwood... Słyszałem po prostu, że ma dosyć wybuchowy charakter. Nie chciałbym, żeby coś Ci się stało - dodał po chwili, próbując przy tym podłapać jej spojrzenie; miał nadzieję, że zrozumie powagę sytuacji. Albo weźmie jego słowa za wariactwo, jednak przy następnym spotkaniu zachowa chociaż trochę większy dystans.
Teraz, kiedy siedzieli już odgrodzeni od reszty lokalu, czuł się swobodniej i nie miał obiekcji przed tym, nazwijmy to, plotkowaniem. Ani popijaniem Zielonej Wróżki.
- Wypijmy za to - przytaknął, tym razem uśmiechając się już nieco mniej krzywo. - Oraz za częstsze spotkania, skoro już zostaję na lądzie na dłużej. - Wzniósł do ust kieliszek z odpowiednio przygotowanym absyntem i wziął jego niewielki łyk, delektując się specjałem lokalu z należytą pieczołowitością. Ciekawy był, jakie wizje nawiedzą ich tego wieczoru.
- Jak w Ministerstwie? Da się wytrzymać? - zapytał w końcu.




Pressure is increasing with every meter that we sink
But I won't let it get inside of me

Powrót do góry Go down
Caley Spencer-Moon
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t5568-idun https://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister https://www.morsmordre.net/f116-mansfield-road-11 https://www.morsmordre.net/t5567-skrytka-bankowa-nr-1368 https://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
Zawód : tłumaczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
the longer you dance with the devil
the longer you stay in
h e l l
OPCM : 0
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
In my dreams, I kill him every night

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   08.07.18 17:10

Nie wtykali nosów w nie swoje sprawy, mogli na sobie polegać, a w dodatku nie tylko szanowali się, ale także lubili, co pomiędzy Goylami wcale nie było pewnikiem; rzeczywiście można więc było mówić o doskonałym układzie, o wiele lepszym niż te, które oboje zwali małżeństwami. Być może zbliżająca się wojna miała skonfrontować ich ze sobą w kwestii poglądów czy przynależności, lecz na razie ani Caley, ani Caelan nie wyczuwali nadchodzącej w tej kwestii burzy.
- Zawsze możemy zabłądzić na śniadanie do doków – zaproponowała, a ironiczny półuśmieszek zatańczył na jej ustach.
Chociaż w ostatnim czasie była częstym gościem dzielnicy portowej, dawno już nie miała okazji odczuwać surowości miejsca, które jej rodzina znała jak własną kieszeń. Złowrogie zaułki i podejrzane speluny, bary o wątpliwej reputacji i czające się na każdym rogu kobiety kupczące własnym ciałem – na co dzień nie ciągnęło ją do tego rodzaju rozrywek, jednak raz na jakiś czas odczuwała wręcz potrzebę znalezienia się w miejscu, które odbiegało od jej naturalnego środowiska tak bardzo, jak to tylko było możliwe. Smród bywał nie do zniesienia, a zaczepki pijanych w sztok żeglarzy wywoływały jedynie grymas pogardy na jej twarzy, lecz mimo wszystko lubiła wracać do miejsca, w którym czuła się dziwnie wolna i swobodna.
Wypady te ceniła jednak znacznie mniej od możliwości obcowania ze swoją rodziną; mimo iż los doświadczył ją okrutnie, dwukrotnie pozbawiając możliwości sprowadzenia na świat dziecka, nie czuła trawiącego ją żalu, gdy obejmowała swoich bratanków i spędzała z nimi czas. Ufała ich rodzicom, wierzyła w skrupulatne wychowanie, jakie zostanie im przekazane, nie mogła jednak nie skorzystać z okazji i nie stać się osobą, która będzie miała jakikolwiek wpływ na przyszłe pokolenie. Nie wpajała im do głowy niczego, z czym nie zgadzaliby się Caelan lub Cadan, obserwowała jedynie, jak powoli dorastają i starała się otoczyć ich resztką ciepła, które w sobie posiadała, a którego nie mogli lub nie chcieli dać im ojcowie. Na dodatek nie bała się odpowiadać na najbardziej nawet kontrowersyjne pytania i przymykała oko na psoty. Takie ciotki to skarb, prawda?
Sięgnęła po swój kieliszek, pociągając z niego pierwszy łyk mocnego trunku. Ostatnie miesiące zdecydowanie wprawiły ją w alkoholowych bojach, lecz Zielona Wróżka zawsze wywoływała na jej twarzy taki sam grymas jak wtedy, gdy Caley piła ją za pierwszym razem.
- Jak bardzo niepokojące? – dopytała, kontynuując poruszony przez brata temat Sigrun Rookwood – Czy ktoś sugerował Ci, że nasza znajoma brygadzistka może lubić kobiety w równym stopniu, co mężczyzn? – zapytała wprost, przypominając sobie dotyk dłoni blondynki na swojej talii i wspólny taniec w pubie.
Caelan krył się dobrze i siostra nie wykryła kłamstwa; być może równie dobrze, co on, działała już Zielona Wróżka. Spencer-Moon zakołysała kieliszkiem, wspominając polowanie.
- Pierwszy raz strzelałam z kuszy, a czy ty miałeś kiedykolwiek okazję to robić? Odczucia są zupełnie inne od tych przy rzucaniu zaklęć – zapewniła – Jest w tym coś satysfakcjonującego.
Rozmarzyła się, przypominając rozpiętość emocji, jaką osiągnęła, gdy grot wystrzelony z kuszy pomknął prosto ku zwierzynie, a sama Caley pędziła na koniu pozwalając, by wiatr rozwiewał jej włosy, a zapach lasu uderzał w nozdrza. Córka i siostra żeglarzy nie wstydziła się wcale swojej nowej pasji; tej przynajmniej nikt jej nie odmawiał.
- Na jak długo zostajesz? Cóż takiego cię tu zatrzmuje, skoro oboje wiemy, że nie pani Goyle? – świdrowała go spojrzeniem, bowiem odpowiedzi na to pytanie nie zamierzała przeoczyć ani zbagatelizować.
Pytanie o Ministerstwo miało swoje następstwo w kolejnym łyku alkoholu, dopiero później Caley zdecydowała się na ciche westchnięcie.
- Monotonnie, nudno. Staram się przyjmować więcej zleceń z zewnątrz, dopóki walka o władzę nie sprawi, że na wyższych szczeblach zasiądzie wreszcie ktoś kompetentny – dobrze, że otaczały ich ciężkie zasłony i mieli pewność, że nikt nie podsłucha ich plotek oraz zwierzeń.




This time around I will be stronger, I've been
waiting for you. Touch me, I just wanna
see you bleed
Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Kapitan statku handlowego, przemytnik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty

Don't act like you can't act
Stand up like a man

OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   21.07.18 17:34

Pokiwał krótko głową, kiedy zaproponowała wstąpienie do jakiegoś portowego lokalu na śniadanie; nawet jeśli był to tylko żart, Caelanowi wizja ta jawiła się wiele przyjemniej niż myśl o powrocie do domu, do anemicznej, nijakiej żony, która nie potrafi nawet tupnąć nogą, nie mówiąc już o urządzeniu mu prawdziwej awantury, na którą zresztą już dawno zasłużył.
- Niewątpliwie - odpowiedział krótko, usta wyginając w niewielkim, ledwo widocznym uśmiechu. Nie zastanawiał się do tej pory, jak często Caley bywała w dzielnicy portowej, jak często sama przechadzała się tymi niezbyt bezpiecznymi uliczkami, gdzie w każdej chwili ktoś mógłby próbować się jej narzucić, zagrozić, zrobić coś jeszcze gorszego. Wierzył jednak, że jego młodsza siostra zdawała sobie sprawę z tych wszystkich zagrożeń, jakie czyhały na nią w dokach, wśród nieokrzesanych marynarzy czy chowających się przed obrońcami prawa wyrzutków. Podejrzewał również, że jej - niezbyt lubianych przez Goyle'ów - małżonek nie pozwoliłby Caley na takie zachowanie; wszak cóż powiedzieliby wtedy inni? Za jakiego nieudacznika mogliby go mieć, gdyby dowiedzieli się, że żona go w ogóle nie słucha, że robi to, na co ma ochotę? W takich czasach przyszło im żyć, Caelan nie zastanawiał się nad tym często, nie zastanawiał się również nad tym, czy mogłoby to wyglądać inaczej. Jego po prostu nie obchodziło zdanie innych, co pozwalało mu tym samym zaoszczędzić sobie masy nerwów.
Obserwował swą siostrę, kiedy brała pierwszy łyk alkoholu, kiedy na jej ustach zagościł ten sam grymas, co za każdym razem; Zielona Wróżka była jednym z mocniejszych trunków, do tego trunkiem halucynogennym, nie dziwiło go więc, że wzbudzała tak silne reakcje już przy pierwszym łyku. Po kilku kolejnych oboje powinni przywyknąć do smaku, jednak co będą wtedy widzieć przed oczyma, o jak bardzo abstrakcyjny poziom dyskusji się pokuszą...?
Kiedy Caley zadała swoje pytanie, Caelan spojrzał na nią z uwagą i uniósł do góry brwi, przybierając na twarz wyraz niemałego zdziwienia; gdyby nie był tak  opanowanym czarodziejem, mógłby zadławić się pitym właśnie alkoholem lub, co gorsza, wypluć go na blat stolika. Czy Rookwood lubiła kobiety?
- Nie, nigdy nie słyszałem takich plotek na jej temat - podjął po chwili, kiedy już przełknął Zieloną Wróżką, którą miał w ustach. - Nie oznacza to jednak, że tak nie jest. Czy zrobiła coś, co skłoniło Cię do zadania tego pytania? - Jeśli tak było, zdecydowanie wolałby o tym wiedzieć. Dostawiała się do niej? Zdawał sobie sprawę z szaleństwa Rookwood, z jej braku zasad moralnych, nie mógł sobie jednak tego wyobrazić - i lepiej, żeby nawet nie próbował tego robić, kiedy już alkohol wejdzie mu mocniej i zawładnie jego myślami w większym stopniu.
Słuchał jej dalej, tym razem chłonąć słowa siostry dotyczące wspomnianego wcześniej polowania. Brzmiała, jakby naprawdę sprawiło jej przyjemność, jakby strzelanie z kuszy było czymś wyjątkowym. Oczywiście, nie negował tego, jednak sam nie miał bladego pojęcia, jakie jest to uczucie; jego życiem była żegluga.
- Nie, nigdy nie strzelałem z kuszy - przyznał po chwili, nieśpiesznie upijając kolejny łyk alkoholu, delektując się nim. To nie był rum; nie chciał go pić szybko, nie chciał też wypić całej butelki samodzielnie. - Brzmisz jednak, jakby sprawiało Ci to przyjemność, Caley. Dlatego mam nadzieję, że będziesz mieć więcej okazji do polowań. O ile, oczywiście, nie zapomnisz o swoim bracie i podzielisz się z nim ustrzeloną zwierzyną. - Cieszył się, że udawało jej się odnaleźć w życiu coś, co dawało jej wspomnianą wcześniej satysfakcję. Domyślał się, że ani praca w Ministerstwie, ani życie u boku Spencer-Moona nie dawały jej zbyt wiele okazji do odczuwania podobnych emocji. Zaś o tym, co mogło przyprawiać ją o szybsze bicie serca, Caelan nie miał bladego pojęcia.
- Jeszcze nie wiem. Zapewne tak długo, aż nie uznam, że mam już serdecznie dosyć. - Wzruszył ramionami, nie uciekając przed wzrokiem towarzyszki. Nie dziwił się jej, że była podejrzliwa; od dawna nie zawitał w Londynie na dłużej. - W tej chwili zatrzymują mnie głównie interesy. Przywiozłem kilka pamiątek, które muszę przekazać innym. Muszę odnowić kilka kontaktów. - Jego siostra musiała zdawać sobie sprawę z niezbyt legalnego interesu, który prowadził na boku, nie miał więc zamiaru ukrywać przed nią, że czasem zmuszany był do przejścia się tu czy tam i przypomnienia niektórym ludziom, że obiecali mu coś załatwić, ewentualnie - że zamawiali coś i przyszedł czas na zapłatę. - Poza tym... Coś wisi w powietrzu, Caley. Nie chciałbym, żeby coś zagroziło naszej rodzinie, kiedy ja będę daleko. - Był ciekaw, czy podejmie ona temat, czy będzie kontynuować i zdradzi tym samym, jakie są jej przemyślenia i odczucia. Jego informacje były zgoła inne od tych, które mogła posiadać ona; nie mógł jej jednak wtajemniczyć, tak było dla niej bezpieczniej.
- Rozumiem - odpowiedział krótko, gdy odniosła się do pytania o pracę. - Wypijmy za to, żeby w końcu się tak stało.




Pressure is increasing with every meter that we sink
But I won't let it get inside of me

Powrót do góry Go down
Caley Spencer-Moon
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5536-caley-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t5568-idun https://www.morsmordre.net/t5569-cry-little-sister https://www.morsmordre.net/f116-mansfield-road-11 https://www.morsmordre.net/t5567-skrytka-bankowa-nr-1368 https://www.morsmordre.net/t5566-caley-spencer-moon
Zawód : tłumaczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
the longer you dance with the devil
the longer you stay in
h e l l
OPCM : 0
UROKI : 20
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica
In my dreams, I kill him every night

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   02.08.18 20:25

Zbyt wiele lat spędziła na udawaniu, że nie obchodzi ją, co pomyślą inni, gdy w głębi duszy zależało jej na utrzymaniu opinii o swojej osobie. Kulminacyjny moment okłamywania samej siebie nastąpił, gdy odmówiła ucieczki za morze i potulnie powróciła na łono rodziny, oddając się w dyspozycję ojca, który tylko czekał by móc przejąć na nowo stery życia jedynej córki. Szybko wybrał jej męża, a pierwsze miesiące z obrączką na dłoni Caley spędziła żyjąc w wyparciu, co zresztą robiła do dziś. Jednak utrzymywanie pozorów zaczęło męczyć ją coraz bardziej, nienawiść do męża przelewała czarę, a stąd prowadziła prosta droga do zachowań, które nie wszystkim wydałyby się w obecnych czasach odpowiednie. Nie miała z tego powodu wyrzutów sumienia, chociaż skrzętnie dbała o to, by nikt nigdy nie domyślił się o prawdziwych uczuciach względem Cedrika; karmieni fałszem obserwatorzy mieli zapewnić jej nie tyle święty spokój, co ewentualne alibi.
Tak też było w przypadku spotkania z Sigrun, mającego miejsce dwa dni temu. W pewnym momencie do kobiet dołączyli trzej nieznajomi mężczyźni, ale rozmyli się w tłumie tak szybko, jak przestali spełniać swoją dekoracyjną niemalże funkcję. Ktoś postronny nie mógłby tego zinterpretować inaczej, niż tylko próbami dwóch czarownic na zbycie narzucających się dżentelmenów. O tym, co działo się później na parkiecie, Caley wolała nie wspominać nikomu, lecz Zielona Wróżka i luźna atmosfera zaczęły powoli rozwiązywać jej język.
- Nic niepokojącego – zapewniła od razu, widząc jak twarz brata stężała ledwie zauważalnie – Widocznie ma taki rodzaj charyzmy, który kazał mi zastanowić się nad jej działaniami. To był tylko taniec, nic więcej – wyznała wreszcie swój niewinny sekret, a gdyby wiedziała, że i Caelanowi zdarzało się z panią Rookwood tańczyć, być może pozwoliłaby sobie teraz na żart odnośnie gustowania w Goylach.
Nie usprawiedliwiała znajomej kobiety nawet w swoich myślach; prawda była taka, że wieczór w Siwym Dymie zaliczała do udanych i nic nie było w stanie tego zmienić. Jeśli tylko tego rodzaju rozrywki mogły ją zapewnić, że cokolwiek czuje, zamierzała oddawać się im regularnie.
Słysząc o zwierzynie, uśmiechnęła się lekko zanim sięgnęła ponownie po swój kieliszek i zbliżyła go do ust. Magiczny trunek sprawił, że w jej myślach królować zaczęła wizja Cedrika jako wyjątkowo dorodnego wieprza, przebitego grotem wystrzelonym właśnie z kuszy żony. Tym łupem na pewno podzieliłaby się nie tylko z najstarszym bratem, ale i wszystkimi chętnymi.
- Możesz liczyć nie tylko na ustrzelone króliki, jeśli i dla mnie przywiozłeś jakąś pamiątkę – poruszyła wymownie brwiami, bo oboje wiedzieli co kryło się pod tą grą słów. Kamienie szlachetne i ingrediencje interesowały ją zawsze najbardziej, lecz nigdy nie naciskała i przyjmowała darowane prezenty z odpowiednią pokorą. Mogła później zamykać się w swojej pracowni na długie godziny i dni, tworząc błyskotki lub pożyteczne sobie mikstury.
Zamyśliła się na moment, gdy Caelan poruszył temat rzekomego zagrożenia. Starała się zachować równe z bratem tempo spożywania alkoholu, lecz niewątpliwie to on miał o wiele mocniejszą głowę, a ona wiedząc, że może mu zaufać, nie trzymała swoich opinii na wodzy tak, jak robiłaby to w innym towarzystwie.
- Sądzisz, że zbliża się sztorm? – przyjrzała mu się badawczo próbując ocenić, który dokładnie miał na myśli; ten mający rozegrać się w czarodziejskim społeczeństwie, czy ich rodzinie – Chciałabym utrzymać się na powierzchni, masz dla mnie jakieś wskazówki?
Nie trzeba było dwa razy namawiać jej do toastu, dlatego też kolejny łyk Zielonej Wróżki wkrótce zapiekł jej gardło, lecz tym razem nie wywołał już grymasu. Ciekawość dawała o sobie znać, dlatego kolejne pytania były już kwestią czasu.
- Czy Cadana zatrzymują na lądzie te same interesy, co Ciebie? A może śmierć przyjaciela przelała jego czarę goryczy? Wiesz coś więcej na ten temat? – spróbowała wybadać, czy najstarszy brat jest zorientowany w temacie i może tym samym rozwiać lub potwierdzić jej wątpliwości.




This time around I will be stronger, I've been
waiting for you. Touch me, I just wanna
see you bleed
Powrót do góry Go down
Caelan Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Zawód : Kapitan statku handlowego, przemytnik
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty

Don't act like you can't act
Stand up like a man

OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Zielona Wróżka   15.08.18 11:58

Wciąż wpatrywał się w Caley w oczekiwaniu na wyjaśnienia. Nie wiedział, co sprowokowało ją do zadania tego pytania, do zasugerowania, że Rookwood gustuje nie tylko w mężczyznach, ale i kobietach. W pewien sposób obawiał się tego, co usłyszy - nie chciał i nie powinien wyobrażać sobie swojej dawnej kochanki dostawiającej się do Caley, do jego młodszej siostry. Nie tylko dlatego, że gdyby tak faktycznie było, postawiłoby go to w bardzo krępującej i niewygodnej sytuacji; gdyby ktoś to zobaczył, gdyby ktoś zaczął rozpuszczać plotki na jej temat... Ojciec z pewnością nie byłby szczęśliwy. Ani Spencer-Moon. Caelanowi nie przeszkadzałyby pomówienia - wszak ludzie zawsze musieli o czymś mówić, zawsze musieli obmawiać innych za plecami. Nie chciałby jednak, by Caley spotkały jakiekolwiek nieprzyjemności ze strony ich surowego ojca czy ślepo zapatrzonego w niego Cedrica.
To był tylko taniec? Pokiwał krótko głową, choć trudno było powiedzieć, by jej odpowiedź rozwiała wszelkie obawy. Pozostawało jednak mieć nadzieję, że nikt nie uznał dwóch tańczących ze sobą kobiet za coś niezwykłego, co byłoby warte opowiedzenia o tym innym.
- Przy następnym spotkaniu miej ją na oku. Pamiętaj o swoich podejrzeniach - odpowiedział po chwili, kiedy już przetrawił te informacje i zepchnął obraz tańczących ze sobą kobiet na skraj świadomości. Może w ten sposób mógł utwierdzić ją w przekonaniu, by trzymała się od Rookwood na dystans, by zachowała bezpieczną odległość, a tym samym nie miała okazji, by przekonać się o jej wybuchowym charakterze. O tym szaleństwie, które niewątpliwie skrywała pod niewinnie wyglądającą buźką.
Nawet nie podejrzewał, co działo się w głowie Caley, jak wyobrażała sobie własnego męża, jakie miała wobec niego plany; umiała zachowywać pozory, trzymać swe emocje na wodzy i nie zdradzać się z nimi nawet przed nim.
Zauważył jej sugestywne spojrzenie, wymowne poruszenie brwiami; w odpowiedzi uśmiechnął się mimowolnie, kiedy już przełknął kolejny łyk Zielonej Wróżki. Alkohol robił swoje, powoli rozluźniał nawet takiego ponuraka jak on.
- Nic się nie zmieniłaś - podsumował krótko, powoli odstawiając kieliszek na blat stolika. Wiedział już, co mogło ucieszyć ją najbardziej, co mogło okazać się dla niej przydatne, a że obiekty jej zainteresowania łączyły się z jego niezbyt legalnym zajęciem... Starał się przywozić jej coś, cokolwiek, z każdej zamorskiej podróży. Dlatego też sięgnął do kieszeni leżącego obok płaszcza i położył przed Caley niewielką paczuszkę owiniętą burym papierem, obwiązaną sznurkiem. Nie dbał o opakowania.
- To na co jeszcze mogę liczyć, oprócz królików? - zapytał cicho, popychając zawiniątko w stronę towarzyszki. Powinna znaleźć w nim kilka kruchych fiolek z ingrediencjami alchemicznymi, do tego niewielki szafir. Oczywiście, nie liczył na nic w zamian, nie oczekiwał od niej żadnej rekompensaty; jedynie podejmował jej grę.
Westchnął cicho, gdy podjęła temat zbliżającego się zagrożenia; z jednej strony chciał o tym porozmawiać, z drugiej - wiedział, że niektórych rzeczy nie może jej powiedzieć. Albo że mówienie ich może sprawić jej przykrość.
- Sam nie wiem, Caley. Boję się, że powrót syna marnotrawnego nie wróży nic dobrego. Bardziej obawiam się jednak tarć między tradycjonalistami i bardziej postępowymi czarodziejami, dla których przestała się liczyć czystość krwi czy nasza historia - powiedział w końcu, pilnując się, by nie zdradzić jej zbyt wiele; zastanawiał się, na ile jego siostra była świadoma, na ile ostatnie doniesienia Proroka Codziennego wydawały jej się podejrzane. Nie wiedział wtedy o planowanym ataku na Ministerstwo Magii - gdyby tylko mógł ją ostrzec, z pewnością spróbowałby to zrobić... w jakiś zawoalowany sposób.
Caley poszła za ciosem, od sztormu do Cadana - alkohol robił już swoje, rozwiązywał języki i podsycał ciekawość.
- Wydaje mi się, że to drugie - przyznał po chwili; najpierw musiał upić kolejny łyk Wróżki, nim zebrał myśli i dokonał szybkiego rachunku z ostatnich dziwnych zachowań ich brata. - Nie wiem o żadnych interesach, które by teraz prowadził. Ten wypadek odcisnął na nim swoje piętno... I to nie byle jakie, skoro nadal tu siedzi. Łudzę się, że to chwilowe i niebawem ujrzymy go na pokładzie jakiejś łajby. - Spojrzał na siostrę na tyle uważnie, na ile mógł w tym stanie. Chciałby mu pomóc, nie wiedział tylko jak się do tego zabrać. Ani czy nie zostanie przegnany na cztery wiatry, jeśli tylko podejmie się próby uświadomienia mu, że robi źle. - Nie odwiedzałaś go może ostatnio? Eir nic Ci o nim nie mówiła?




Pressure is increasing with every meter that we sink
But I won't let it get inside of me

Powrót do góry Go down
 

Zielona Wróżka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Zielona Wróżka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18