Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zielona Wróżka
AutorWiadomość
Zielona Wróżka [odnośnik]22.05.16 0:01
First topic message reminder :

Zielona Wróżka

★★★
To miejsce idealne do nielegalnych utargów, ukradkowych spotkań bez zachowywania nadmiernej ostrożności. Jedno jest tutaj pewne - pracowników nie interesują intencje czy rodowód gości, stąd nigdy nie wiadomo, na jaką klientelę się natrafi. Lokal nie należy jednak do najtańszych - na odwiedzanie go mogą sobie pozwolić jedynie osoby co najmniej średniozamożne. Jak można by się spodziewać po nazwie zamieszczonej na zielonym szyldzie nad drzwiami wejściowymi, całe wnętrze utrzymane jest właśnie w tonacji głębokiej zieleni - podstarzała, lecz wciąż elegancka tapeta, obicia odrobinę zbyt wysłużonych, aksamitnych sof, a nawet kotary w bardziej prywatnych lożach, do których prowadzą zawiłe, wąskie korytarzyki. Stoliki skryte są w głębokim półmroku o niepokojącym, zielonym odcieniu, gwarantującym gościom dodatkową anonimowość. Powietrze wypełnione zapachami mieszających się ze sobą olejków eterycznych jest ciężkie. Jednak Zielona Wróżka słynie nie tylko z nielegalnych interesów odbywających się pod ciężkimi obrusami wyłożonymi na okrągłych stolikach - już od samego momentu otwarcia lokalu, a więc ponad pół wieku temu, dostać tutaj można było jeden z trunków, dziś już nielegalny. Pomimo zakazu nie zrezygnowano jednak ze sprzedaży; podstarzały barman i jednocześnie właściciel, po dziś dzień własnoręcznie wytwarza i nielegalnie handluje zieloną wróżką, mocnym alkoholem, który swoją nazwę zawdzięcza zielonej barwie oraz silnemu działaniu halucynogennemu.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:16, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zielona Wróżka - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zielona Wróżka [odnośnik]16.12.20 13:16
Anielski efekt, jaki wzbudzać mogły jej blade, tknięte złotem włosy, gładka buzia i subtelnie zaróżowione policzki - jakkolwiek potęgowany mdłym, iście czarodziejskim blaskiem szmaragdowych lamp - był jedynie zabawną iluzją. Ot, przewrotnością losu oraz doskonale wymieszanych genów, które na pierwszy plan wyciągnęły wyłącznie to, z czego przodkowie ze strony matki zapewne czerpali dumę: jedyną w swym rodzaju długowieczną urodę. Pod tymi utkanymi z jedwabiu powłokami skrywała się jednak wiedźmowata natura, nie mająca z anielskością zupełnie niczego wspólnego. Elvira była nie tylko okrutna i zawistna, ale w wielu momentach wulgarna, nieprzewidywalna, impulsywna. W miejscach, które początkowo jedynie muskała piórami, bardzo szybko pojawić się mogły głębokie wyrwy po szponach.
- A co to jest? Koncert życzeń? Targ plotek? - przekrzywiła głowę; błękitne oczy zmrużyły się, przez moment nabierając iście kociego wyrazu. - Noc jeszcze jest młoda, przyjdzie czas na wyznania. Pokaż mi się najpierw z jak najlepszej strony. - Stuknęła się z kobietą kieliszkiem, w gruncie rzeczy już pustym. Czy nie i w tym postąpiły zbyt szybko? - Mieszkasz na Nokturnie, znasz zasady. - Może i nie były z Tatianą blisko, ale nie wyobrażała sobie młodej dziewczyny z tej ulicy, która nie potrafiłaby rozeznać się w barowych towarzystwach i nie doceniałaby wartości informacji. Na nie wszak zwykle należało zasłużyć, choć czasem, przy odrobinie wysiłku, dało się wydrzeć podstępem.
- Zależy w jakim kontekście mówisz. - Pociągnęła zabawę słowem, wsłuchując się z przyjemnością w dźwięczną melodię chichotu; tego właśnie dzisiaj potrzebowała, na tym chciała utopić skupienie. - Było mi cię żal w znaczeniu sympatii, czy kpiny? Bo nie wiem, na które mam odpowiadać pytanie... i czy na pewno chcesz usłyszeć odpowiedź - Uśmiechnęła się nieco szerzej, obnażając białe zęby i przysuwając bliżej, tak że na moment oddychały tym samym, przesiąkniętym alkoholem powietrzem.
W słowa o cierpliwości mogła co najwyżej uprzejmie zwątpić; Tatiana żadnym zachowaniem, gestem nie dała z sobą powiązać łatki grzecznej dziewczynki - ani tamtej nocy ani dzisiejszej. Czasem zdarzało się, że Elvira napotykała na swojej drodze żałośnie słabe kobiety, które rozpaczliwie próbowały udawać samodzielność i walkę z konwenansami, lecz gra w odwrotną stronę bywała znacznie trudniejsza, łatwiejsza do przełamania. Zresztą, jasnym było, że w tym przypadkowym spotkaniu od początku nie chodziło o wzbudzenie w sobie nawzajem zaufania i dobrego wrażenia.
- A co? Uważasz, że nie podołasz? - Spojrzenie jasnych oczu zatrzymało się na ustach Rosjanki, a potem wróciło do butelki. Zielony płyn sięgał wciąż przynajmniej połowy, więc bez zbędnego wstydu porwała ją do ręki i w parodii skromności wetknęła za poły płaszcza. - Chodź, tylko się nie potknij. - zaznaczyła leniwie, bo sama zaraz po zerwaniu się na nogi odniosła wrażenie, że podłoga we Wróżce nie jest wcale tak gładka i równa, jak podpowiadałby rozsądek.
Prawdziwe podniecenie spłynęło na nią w łazienkach; ciepłych, zadbanych pomieszczeniach, w zupełności nie przypominających zrujnowanych kibli, na jakie człowiek natykał się w nokturnowskich barach. Tu było nieco jaśniej niż w spowitej cieniami głównej sali, choć świece wetknięte w kandelabry emitowały zielone światło, rzucając na lustra hipnotyzujące refleksy. Może powinna docenić świeżość oraz porządek, ale natychmiast po wejściu do środka gorące powietrze oblepiło z każdej strony, wdarło się w nozdrza i rozbudziło niegrzeczne pragnienia. Otworzyła butelkę i pociągnęła krótki łyk prosto z szyjki, żałując tego niemal natychmiast, bo Wróżka paliła dwa razy mocniej, gdy była nierozcieńczona i niedoprawiona cukrem.
- Szlag - sapnęła zduszonym głosem, odstawiając alkohol na umywalkę i podpierając się na niej rękami. Łzy nabiegły jej do oczu i przez dłuższą chwilę patrzyła nieprzytomne na własne, zaróżowione policzki, czekając, aż wrażliwe tkanki przełyku odżyją po krwawej przygodzie. Za swoimi plecami dostrzegła Tatianę; na lustrzanej tafli wydawała się jakoś po dwakroć piękniejsza, oczy miała większe, usta bardziej czerwone. - Będziesz stróżować pod drzwiami, czy wolisz przygodę? - zapytała wreszcie, minimalnie ostrożniej.
Nie takie miała plany - co za zaskoczenie - ale kiedy alkohol uderzał do głowy, a towarzystwo potęgowało butną odwagę, niewiele istniało pokus, którym byłaby zdolna odmówić. Odeszła od umywalki i przeszła się wzdłuż wszystkich kabin, szarpiąc za drzwi, aby upewnić się, że są zupełnie same. Nie robiła niczego nadzwyczaj nielegalnego, nie jak na ten lokal, ale po co miałaby rezygnować z rozkosznej prywatności?
- Tatianko, powiedz, czy jesteś tchórzem? - dopytała, sięgając do swej najgłębszej kieszeni i wyciągając z niej czarną, podejrzaną saszetę, którą od razu ścisnęła w garści.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]16.12.20 16:48
Koncert sprzeczności, spektakl ułudy, bezustanna parada fałszywych spojrzeń, uśmiechów, min i grymasów; pozory były w stanie zapewnić niemal wszystko – od pieniędzy, przez informacje, po szczęście; pozorne, ułudne, głupie i naiwne, zupełnie jak samo staranie się o nie.
Panna Multon nie była święta; nie była nawet aniołem, bądź urokliwą czarownicą za takowego przebraną; Tatiana wiedziała o tym doskonale – i wtedy, gdy na pół przytomnie spoglądała na sypiące się, jasne pasma – i teraz, kiedy Elvira opowiadała o kurwie w oczach, a Dolohov nie potrafiła opanować śmiechu.
Zacmokała cicho – daleko od niesmaku, bardziej z kolejną porcją rozbawienia; jak widać nawet taki koniec świata, obdarty z moralności rynsztok jak Nokturn, miał swoje pieprzone zasady.
Drgająca płomieniem gorzkość rozgościła się w krtani; nim Tatiana podniosła się ze swojego miejsca, nim jeszcze panna Multon zechciała podzielić się ze swoją towarzyszką wieczoru własnym poglądem na miłosierdzie, Rosjanka zdublowała dawkę – zielony alkohol na nowo zatańczył w eleganckim kieliszku, biały cukier znów zafalował w zielonych odmętach, łyżeczka znów z brzdękiem upadła na blat stolika; tym razem jasnoniebieskie ślepia pokryła drobna mgiełka łez, gdy jednym haustem pochłonęła przyrządzoną miksturę.
– Sympatii, Multon, masz ją wobec mnie. Widać po oczach – zawyrokowała nieco ochryple, z rozbawieniem, acz dziwaczną pewnością siebie, choć naznaczoną kolejnym, dźwięcznym chichotem drgającym w przestrzeni, jaka ich dzieliła.
Oblizała powoli wargi, wydawać by się mogło, że niemalże w tęsknocie za bezlitosnym posmakiem szmaragdowego alkoholu, nim nie podniosła się z miejsca i z lisim uśmieszkiem na ustach obserwowała, jak ozdobna flaszka znika za pazuchą blondynki.
Doprawdy, zabawna sprawa, że natknęły się na siebie tutaj. Tutaj, teraz, z podobnymi cieniami znaczącymi skórę pod oczyma, z takim samym zmęczeniem wpisanym w spojrzenie i drobne gesty, przemykające między bladością skóry, wśród wzniesionymi sarkastycznie kącikami ust i niecnymi zamiarami; tylko takie mogła przyjąć łazienka, i tylko takie mogły wirować w głowie Elviry.
Tylko takie Dolohov zamierzała zaakceptować.
Zamrugała kilkukrotnie wraz z jaśniejszym światłem godzącym w nawykłe do mroku źrenice; cichy pomruk wydostał się chrapliwie z gardła, gdy zamykała drzwi do damskiej toalety.
– Kotku, spokojnie, mamy dużo czasu – odpowiedziała, wciąż z tym lisim uśmiechem błądzącym po wargach, skupiającym w sobie całe morze niedopowiedzeń. Butelka z brzdękiem wparła się o porcelanową krawędź umywalki, oczy panny Multon skupiły na zaróżowionych polikach; Tatiana zawędrowała spojrzeniem wraz za nią, krzyżując je w lustrzanej tafli; jak pomocna przyjaciółka ratująca z opresji bądź drapieżnik czyhający za plecami zapędzonej w kozi róg ofiary – wedle interpretacji.
– Słodkaś – cichy pomruk wydostał się z gardła, w międzyczasie wysunęła z kieszeni płaszcza własną różdżkę, jakby od niechcenia wskazując zaklęcie na drzwi – Colloportus.
Wsparła plecy o jedną z wyłożonych jasnymi kafelkami ścian, obserwując spacer Elviry wzdłuż pustych kabin, nim nie przeniosła się w kierunku umywalek; butelka z zieloną wróżką znalazła się w bladym uścisku smukłych palców, nader szybko odkorkowana ponownie, kiedy Dolohov odwróciła się tyłem do lustra, przysiadając nieco na blacie z rzędem umywalek.
– To tak jakby zapytać, czy woda jest mokra. Albo czy w Rosji sypie śnieg – stwierdziła, walcząc z wywróceniem oczyma czy parsknięciem śmiechem. Rejestrując ciemne zawiniątko w dłoniach Elviry wzniosła brew ku górze, przywołując dziewczynę do siebie gestem wolnej od butelki dłoni – Cóż to za skarby?



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]16.12.20 16:48
The member 'Tatiana Dolohov' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 53
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zielona Wróżka - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]25.12.20 19:18
Nie nawykła do ludzi odzywających się do niej w tak pewny, lekki sposób - zwykle to ona wiodła prym w śmiałym wyrokowaniu, w odstręczaniu innych od siebie tonem niepozostawiającym niczego do dyskusji (a tego nikt przecież nie lubił, dla każdego ważne było sądzić, nawet złudnie, że jego zdanie jest najważniejsze, że sprawuje kontrolę). Poza niewielkimi wyjątkami - z których każdy jeden koniec końców okazał się podejrzanie szybko zakorzenić w jej życiu - mało było czarodziei zdolnych dotrzymać jej kroku, czy może raczej; wystarczająco cierpliwych, butnych, aby próbować. Tatiana bez śladów wahania odpowiadała na podejmowane przez Elvirę słowne gierki, złośliwe i nieporadne, dokładnie takie, jakich należało się spodziewać po rozwydrzonej pannicy z kompleksem wyższości.
Rzucane przez nią wyzwania nie były w ani gramie tak interesujące jak wieczne pyskówki Chang, ani równie pociągające co arogancja Macnaira, lecz w wieczór taki jak ten odpowiadały jej najmocniej - nie zbyt bezczelne, ale i nie mdłe. Swobodne. Satysfakcjonujące.
- Miłość aż się ze mnie wylewa, cieszę się, że to zauważyłaś - odparła ironicznie, zanim zamknęły się w ciepłej łazience.
W niewielkim pomieszczeniu było ciszej, lecz przez to cichutki, drżący szum w głowie zdał się potęgować, podeszwy ślizgały na błyszczącej podłodze, w przepalonym przełyku zaczęło zbierać na mdłości. Marnowanie czasu nie miało sensu, teraz już nie, choć na słodki głos Tatianki uniosła głowę znad umywalki i posłała jej uważne spojrzenie; wpierw w lustrze, później przez ramię.
- Żebyśmy go nie miały zbyt dużo - rzuciła nieco oschlej, nie mając najmniejszego zamiaru obściskiwać się z nikim w publicznym miejscu; nie dziś, nie teraz, za trzeźwa była na to. Zresztą, również nie na tyle głupia, by się w ten sposób narażać, narkotyki to chuj a nie przestępstwo, zwłaszcza w lokalu, który sam działał pół-legalnie, ale nawet mgliste światełko Zielonej Wróżki mogłoby ją boleśnie ugryźć w dupę za nierząd i zgorszenie. Czy jakie tam jeszcze nazwy na to powymyślano.
- Słodka jak cukier, ale palę jak Wróżka - skontrowała z rozbawieniem, by nie dać dziewczynie za szybko się wkurwić. - Mądrze - dodała, słysząc inkantację zaklęcia, którego sama, tym bardziej w tym stanie, za pewne nie byłaby w stanie rzucić.
Zadane wcześniej pytanie było właściwie retoryczne; plany na najbliższe minuty miała już dobrze rozrysowane w przesiąkniętym szmaragdem umyśle, ale skoro Tatianie zależało na odpowiedzi i to tak wyjątkowej, nie zamierzała (nie umiałaby) powstrzymywać wysokiego chichotu, nieco tylko uderzającego o drwiące nuty.
- Żarty sobie robisz ze mnie, czy z angielskim dalej nie po drodze? - Nie wierzyła w to, by dziewczyna mogła mieć w rzeczywistości na myśli to, co wypłynęło z jej czerwonych ust. - Zaraz się przekonasz, zasłużyłaś - Przygryzła wilgotne wargi, a potem sięgnęła do wewnętrznej kieszeni płaszcza, aby odszukać w nim czarny, skórzany notes podręczny, niewielki, ale wystarczający do celu. - Chodź bliżej, tylko nie piszcz. - Rozwiązała sznurki saszety i odsypała na notes część błyszczącego proszku, akurat na dwie kreski. - Lepiej ci się będzie piło - powiedziała z nutą uzdrowicielskiej wyższości, tak jakby właśnie przepisywała receptę, ale przykucnęła przy umywalce jako pierwsza. Im dłużej się będzie zastanawiać, tym więcej uleci z niej pewności, a po co.
Mówią, że kto nie próbuje, ten nie ma - a Elvira dobrze znała umiar, była odporna na uzależnienia, kierowała nią przecież wyłącznie zdrowa ciekawość.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]30.12.20 21:43
Przypadki budowały codzienność; nawet tak parszywe wieczory przecierały szlaki z głupiutkim losem i jeszcze głupszymi zbiegami okoliczności. Tatiana nie spodziewała się znaleźć w Londynie nawet jednej, nieco ciekawej duszy – nieważne, czy ciekawość określana była za pomocą rozmowy, czy ilości wlewanego w siebie alkoholu – a jednak, finalnie przecierała szlaki w tak absurdalny, jakże jednak przyjemny sposób.
Przyjemniejszy od rażących w ślepia żarówek; i nie tak upojny jak to, co miało dopiero nadejść.
Pozwoliła sobie na wzruszenie ramion i ciepły uśmiech; odrobinę zmęczony, odrobinę rozleniwiony, przypominający grymas wykonywany przy okazji zapadania się w ciepłej, miękkiej pierzynie.
Nie chciała teraz myśleć o tym, że wszystko miało swoją cenę – nawet szczeniackie, nieodpowiedzialne, dyktowane impulsem chwile – świadomość braku bezinteresowności pokornie spoczęła na poboczu uśpionych myśli, dostatecznie ukojonych ciężkimi haustami zielonej wróżki, która zaczynała królować w przełyku i ciele Rosjanki, które wraz z kolejnymi krokami jakby miękło, a wzrok przyzwyczajał się do ostrego światła.
– Bo? – podjęła od razu, prychając cicho; nawet ktoś tak zdegenerowany jak panna Dolohov nie przepuszczał przez myśli takiego scenariusza – zabawne, że akurat w tym aspekcie wypadała przy Elvirze niewinniej. Angielskie zwyczaje naprawdę potrafiły wpędzać w konsternacje, a całe morze rozwiązłych przywar zniknęło pod niewiedzą; w Rosji nie było czegoś takiego.
Pozwoliła sobie za to – zaskakujące, że udało jej się to, mimo kołyszącego taktu wygrywanego w otumanionej głowie – na wywrócenie oczyma, słysząc rozchichotaną uwagę z ust dziewczyny. Machnęła tylko ręką, raz jeszcze sięgając po butelkę – zgubnie – z zielonym napitkiem.
Pierdolona Anglia.
Flaszka z brzdękiem spoczęła znów na krawędzi umywalki.
– Prawie jak dzień dziecka – cichy pomruk zadowolenia popłynął między kafelkami łazienki, nim zbliżyła się do dziewczyny, zaraz potem obserwując z uwagą jej notesik, migotliwy proszek – na jego widok w jasnych ślepiach zatańczyły drobne iskierki – na końcu uśmiech na wargach Multon i kolejną sekwencję jej ruchów.
– Chyba musimy częściej się spotykać... – zawyrokowała; z całkowitą pewnością, takowe spędzanie czasu w towarzystwie jasnowłosej można było śmiało zaliczyć do niebywale przyjemnych.
Oblizała wargi; nieznacznie, w oczekiwaniu, lubieżnie.
Wyglądała niemalże rozkosznie nachylając się nad błyszczącym cudem, i z delikatnie usmolonymi błyskotką nozdrzami.
Dolohov nie była cierpliwa i kiedy tylko Elvira uniosła się znad notesiku, sama przeszła do rzeczy.
A potem – za rutynowym pociągnięciem, któremu towarzyszył charakterystyczny dźwięk, za drapiącym, niemal palącym dotykiem wewnątrz kanalików, za kocim pomrukiem i namiastką uśmiechu – potem przyszło niebo.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]07.01.21 13:11
Nie od razu załapała, w jaki sposób zabrać się za proszek, choć przykucnęła przy umywalce jako pierwsza; zwabiona, zauroczona jego migotliwym blaskiem, przywodzącym na myśl drobiny drogich kryształów zatopione w czystej mące. Wróżkowy Pył był prawdopodobnie brudny, zmieszany, stanowiący jedynie domieszkę narkotyku w nieokreślonej masie, bo przecież nie miała jeszcze na tyle zaufanych kontaktów w ciemnych kręgach, aby móc się poszczycić najlepszym towarem na rynku. Wiekiem Elvira nie była młoda, lecz tu stąpała jak dziecko ścigające pierwszy raz ujrzanego kota; trochę chwiejnie, koślawo, za to z olbrzymią determinacją i - najważniejsze - ciekawością. Może w innej sytuacji poczułaby ukłucie wstydu po nachyleniu się nad notesem: to była dziwna pozycja, a ona nie w pełni radziła sobie z wciągnięciem proszku do nosa i w pierwszych sekundach zakrztusiła się, krzywiąc z powodu kwaśnego posmaku na tyle języka.
Szczęśliwie, była na wstyd zbyt pijana, a to, co normalnie by ją sfrustrowało, teraz wydawało się absurdalnie wręcz zabawne. Oparła się plecami o zimną ścianę i zachichotała sama do siebie, pokasłując jeszcze cicho i wycierając nozdrza wierzchem dłoni. Na skórze zostały świetliste smugi, na które nie mogła się napatrzeć, dopóki głos Tatiany nie przywołał jej do porządku. Wszystko, o czym rozmawiały wcześniej zdało się utracić na znaczeniu - Elvira przynajmniej nie mogła sobie niczego przypomnieć ani przyłożyć do tego wagi, szczęśliwa ponad miarę, że ma towarzystwo i to tak wykurwiście seksowne.
- Nosz, dziewczyno, z tobą poszłabym na koniec świata - wymruczała niskim głosem, ale nie ospale; po pijackiej niestabilności nie został nawet cień, gdyż serce pompowało krew szybko i głośno, a rzeczywistość była dość ostra, by od kwiecia szczegółów rozbolało ją w skroniach. - Jak się czujesz? Dobrze ci jest? - zapytał z ciekawością, porywając leżący na umywalce notes i wpychając go do kieszeni. Następna w kolejce była butelka, resztki alkoholu parzące jak zielony ogień, które dopiła do końca, aby pozbyć się z ust ziemistego posmaku. - Bo wyglądasz lepiej niż kiedykolwiek. Wyglądasz... - Wyciągnęła dłonie, blade, a gorące, przytykając je do różowych policzków Tatiany, wsuwając na moment w miękkie włosy; na moment plącząc palce w kołtunach i nie mogąc ich wyciągnąć. - Kurwa, wyglądasz jakby cię wynieśli z pałacu. Jesteś pewna, że jesteś Ruskiem, a nie lady? Może cię porwali w dzieciństwie do tej dziczy. Może masz gdzieś fortunę? Tati... - Wypuściła ją z ramion, a potem spróbowała otworzyć drzwi; były zamknięte, więc kopnęła w nie z frustracją, bo roznosiła ją energia, którą szkoda byłoby marnować na wyciąganie różdżki. - Otwieraj te pierdolone drzwi, idziemy, kurwa, do Gringotta. - stwierdziła z upartą ostatecznością, opierając się plecami o ścianę obok i krzyżując ramiona na piersiach.
To była pewna pozycja, prawie dumna, choć w rzeczywistości wprawne oko dostrzegłoby, że lekko się po tej ścianie ślizga, a jasne włosy omiatają ramiona raz po raz, jakby nie była pewna, w którą stronę przechylić głowę. To nic, to nie miało znaczenia.
Miała sprytny plan i najlepszego wspólnika pod słońcem.

Zużywamy dwie sztuki Wróżkowego Pyłu

1. Barman usłyszał kopanie w drzwi, otworzył je zaklęciem, a potem dyskretnie wyrzucił nas na zewnątrz
2. Jakiś facet-klient usłyszał kopanie w drzwi, otworzył je zaklęciem i jest skonfundowany naszym stanem
3. Wszystko jest gitara, wychodzimy same, rich bitch


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]07.01.21 13:11
The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zielona Wróżka - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]07.01.21 19:05
Tłumaczenie się przed panną Multon, że nie był to jej pierwszy raz było zbędne; zbędnym było liczenie wychylonych łyków zielonej wróżki, zbędne pytania i obawy. Migotliwy proszek kusił błyskami, przypominał o tych idealnych, zamazanych i naznaczonych błogim śmiechem stanach; tych, które zwykle pamiętała jak przez mgłę, ale które przynosiły niebotyczne pokłady niezrozumiałej ulgi.
Nie zastanawiała się, nachylając nad notesik i wciągając zawartość proszku do jednej z dziurek nosa.
Charakterystyczne drapanie w nozdrzach, palące uczucie w przełyku, chwila w której głowa staje się zbyt ciężka, a świat znika pod kurczowo zaciśniętymi powiekami; jedynym przejawem życia są mocno zaciskające się na krawędzi umywalki palce.
Kiedy otworzyła oczy, wszystko było prostsze. Ładniejsze, zabawniejsze, tak kurewsko wręcz idealne.
Elvira pochwyciła butelkę – całe szczęście, bo jeden drobny ruch dłoni Rosjanki, a kryształ roztrzaskałby się o posadzkę łazienki, zielonym potokiem znacząc kafelki – podczas gdy Tatiana wbiła wzrok ponownie w lustro.
Własne odbicie, znane aż zbyt dobrze, mniej parszywe, ładniejsze niż zazwyczaj; gdzieś pomiędzy cudownym wyznaniem blondwłosej, a własnym chichotem w formie odpowiedzi, posłała sobie samej całusa.
– Najlepiej, kotku – wymruczałe słowa brzmiały ochryple, towarzyszył im zakrawający o bluźnierczą lubieżność uśmieszek; utrzymywał się na umalowanych czerwienią wargach, kiedy blade dłonie otuliły policzki, a niedługo później palce wsunęły w ciemne pasma włosów.
Przymknęła oczy, pozwalając sobie na krótki pomruk, kiedy kobiece dłonie przemierzające kosmyki przypominały dla niej w tamtej chwili najwspanialszą z pieszczot.
– Moja cudowna, jestem Anastazją Romanową – wyrzuciła z siebie, gwałtownie otwierając powieki, zupełnie jak gdyby doznała w tej chwili największego w życiu olśnienia – Ale nie mów nikomu, do diabła, nie możesz pisnąć ani słówkiem, bo mnie znajdą... – ton głosu momentalnie ściszony do szeptu zakończył się syknięciem; brzmiała zupełnie tak, jakby krew carskiej rodziny płynęła w niej od zawsze, a legenda o zaginionym dziecku była najprawdziwszą z prawd.
Tatiana Dolohov carską księżniczką, czyż nie była to najwspanialsza rewelacja wieczora?
Kiedy dłonie panny Multon zniknęły, a po nich został jedynie ślad jasnych włosów, falujących gdzieś w powietrzu, zamrugała kilkukrotnie. Raz jeszcze zwróciła się w stronę lustra; minęło kilka chwil nim dostrzegła kopiącą w drzwi dziewczynę i nim dudniące uderzenia okazały się być prawdziwymi, nie tylko tymi wygrywanymi we własnej głowie.
– Zrobisz sobie krzywdę – wypowiedziała nader miękko, z troską, jakąś dziwaczą czułością, podchodząc w międzyczasie do rozemocjonowanej pannicy, której jasna dłoń prędko została naznaczona uściskiem tej należącej do niej samej.
Po drodze gdzieś porzuciła dziwaczny, absurdalny pomysł wtargnięcia do czarodziejskiego banku – być może nawet w ciszy wyraziła nań aprobatę – kiedy Elvira oparła się o jedną ze ścian. Ogarnięcie wzrokiem okolicy było próbą ogarnięcia własnej głowy; spojrzenie osiadło na pustej butelce momentalnie.
– Nic mi nie zostawiłaś, szujo ty – wymamrotane słowa, być może do samej siebie, być może jako ogromny zawód i żal względem panny Multon – było ostatnimi jakie zdążyła powiedzieć, nim zamek poturbowanych drzwi wydał charakterystyczny dźwięk, a wraz z cichym skrzypnięciem zza framugi wyłoniła się ciemna głowa z długą brodą.
– Czego, kurwa? Nie widzi że damska? – nie musiała na niego patrzeć, ni analizować zbyt długo, by harde, głośne słowa opuściły gardło.
Gapił się na nie, nieco za długo, z niezrozumieniem wypisanym na twarzy, później chyba nawet zerknął na pokiereszowane podeszwą buta drzwi.
– Wkurwiacie mnie wszyscy, psia jego mać, jebana Anglia – podsumowanie godne carskiej księżniczki stanowiło recenzję lokalu, wieczora, bądź nieszczęśnika, którego zaniepokoiło dudnienie. Niedługo później Tatiana, bez zbędnych wyjaśnień, ignorując nawoływania obcego i żądne wyjaśnień słowa, pochwyciła rękę chybotliwej panny Multon, kierując się z nią do wyjścia.


zt x2



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 15
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]27.03.21 20:52
25 października
R&L
Wychodziła ze swojej strefy komfortu. “Zielona Wróżka” emanowała bladozielonym blaskiem, a poświata przykurzonych lamp rzucała szmaragdowy cień na profil idącej po pomieszczeniu kobiety. Eteryczne olejki, jakie zdecydowano się rozpylić w powietrzu drażniły krtań Ronji, kiedy poprzez dym specyfików niestojących nawet na jednej półce obok papierosów, próbowała dostrzec należącą do siebie lożę. Timulanda poprosiła ją o pomoc niecały tydzień temu, w skrócie opowiadając historię o podejrzanych wydarzeniach dziejących się w jej lokalu. Wedle podstawowego śledztwa, jakie starsza pani zdołała przeprowadzić, sprawcą całego rozgardiaszu była właśnie mała ozdoba półkowa. Torba Ronji ciążyła  nieprzyjemnie na ramieniu, podejrzenie przeklętego totemu dodające najwyraźniej dodatkowych kilogramów w postaci obaw. Podstarzały barman pobieżnie zmierzył Fancourt wzrokiem, kiedy wymijała podejrzaną klientelę w drodze do kolejnego z krętych korytarzy. Było ich tutaj mnóstwo i czarnowłosa musiała dużą uwagę przywiązywać do zmieniających się ozdób naściennych, by być pewną, że nie wróciła w to samo miejsce. Ciężkie kotary osłaniały co prywatniejsze kanapy, a ich bywalcy zdawali się zupełnie pochłonięci rozmową. Nie dziwiła im się, w tym miejscu anonimowość stanowiła gwarant przekroczenia progu lokalu i żaden czarodziej o zdrowych zmysłach nie pokusiłby się o zwrócenie uwagi nawet myszy pędzącej po podłodze tuż przy ścianie. Dotarła wreszcie do celu, z ulgą znajdując zarezerwowane uprzednio miejsce. Siadając wygodnie, zaopatrzona w parę skórzanych rękawiczek zręcznie wyjęła schowane zawiniątko, prezentując figurkę w pełnej krasie zielonawego światła. Z pozoru wyglądała na pozorną ozdobę o nieco egzotycznej formie. Przysadzisty drewniany kształt, barwiony zapewne naturalnymi barwnikami i wykończony groźnie prezentującą się miną jakiegoś nieznanego Ronji potwora z tubylczych baśni. Pani Beline słynęła z gromadzenia w swoim mieszkaniu różnorakich pamiątek, a te, które wydawały się kobiecie wyjątkowo „urokliwe”, dostępowały również zaszczytu dekorowania ścian i szafek „Wyniuchaj Troski”. Cóż ich gusta różniły się znacząco, bowiem kończąc analizę totemu, po kręgosłupie czarownicy przebiegł niepokojący dreszcz. Mogła mieć jedynie nadzieję, iż jest on wyłącznie spowodowany rosnącymi podejrzeniami, a nie ich faktycznym istnieniem.
Sofa, na której zasiadła Fancourt wydawała się powoli pochłaniać ją w wygodzie, podczas gdy szatynka oddała się spokojnej analizie wystroju i gości “Zielonej Wróżki”. Nie obawiała się nadejścia panny Zabini, ani motywów, jakie mogły kobietą kierować. Chociaż znały się jedynie z pobieżnych kontaktów w pracy, Ronja wielokrotnie słyszała o wybitnej wręcz skuteczności Lyanny gdy w grę wchodziły sprawy klątw. Nie ulegało zatem wątpliwości, że jeśli miały do czynienia jedynie z przesadnym wydziwianiem ze strony Timulandy, wszelkie plotki zostaną zdementowane szybko i sprawnie. Ostatnimi czasy brakowało Ronji kontaktu ze sprawami o tak podejrzanym charakterze, toteż cichy głos z tyłu głowy łudził się wręcz, że owa zagadka okaże się czymś więcej niż pustymi słowami. Nie należała do osób szukających adrenaliny, gdzie popadnie, ale nadarzającą się okazja do zajęcia umysłu czymś innym niż bieżącymi problemami wydawała się niesamowicie kusząca.
W tej samej chwili, pośród dymu i ciemności, brązowooka dostrzegła wreszcie swoją wyczekiwaną towarzyszkę, którą zaraz potem przywitała lekkim skinięciem głowy.
- Dziękuję za przybycie i szybką odpowiedź na list. Wiem, że nie miałyśmy ze sobą tak wiele do czynienia, ale ufam twojej ekspertyzie i cenię sobie bezpieczeństwo mojej przyjaciółki. - Nie wybaczyłaby sobie gdyby Timulanda ucierpiała przez jakąś małą, niewinną figurkę. Nigdy.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]28.03.21 13:10
Podobało jej się to miejsce. Zawsze miała pewną słabość do nietuzinkowych zakątków, choć tak naprawdę dało się ją teraz spotkać w bardzo różnych miejscach. Począwszy od eleganckich lokali tylko dla czystokrwistych, do których wkraczała z dumą ze swojego statusu, a skończywszy na szemranych pubach z dzielnicy portowej czy Nokturnu, gdzie z kolei pchała ją ciekawość, głód zakazanego, lub po prostu interesy. Unikała jedynie miejsc zeszlamionych, choć te szczęśliwie znikały z mapy Londynu i innych miast, bo wspieranie mugoli nie było teraz mile widziane.
Tak czy inaczej Lyanna potrafiła dopasować się do różnych miejsc i okoliczności w zależności od tego, w jaką rolę musiała akurat wejść. Czy miała być poważną, konkretną specjalistką w swojej dziedzinie, czy też niewinną pięknością, której przecież nikt rozsądny o nic dziwnego by nie podejrzewał. Jej uroda była bardzo zwodnicza, ale bywały sytuacje, kiedy działała na jej niekorzyść i musiała się wtedy postarać, by uznano jej wiedzę i umiejętności. Kobietom w męskim świecie łatwo nie było, a wśród runistów dominowali mężczyźni.
Choć sklep Borgina i Burke’a dostarczał jej wielu ciekawych zleceń, czasem zdarzało jej się podejmować i innych zadań, w końcu żaden galeon nie śmierdział, a dostatku nigdy za wiele. Nie czuła żadnych wyrzutów sumienia w związku z tym, że niektórzy głodują, a ją wciąż było stać na różne przyjemności. Gdyby tamci poparli jedyną słuszną stronę, także żyłoby im się dużo lepiej, a że woleli błądzić… Cóż, Lyanna nie miała współczucia wobec tych, którzy woleli popierać szlamolubów. Popieranie przegranych nie popłacało, ale głupcy tego nie rozumieli.
Ścieżki jej i Ronji przecięły się w dotychczasowym życiu kilkukrotnie. Nie były sobie bliskie, bo Lyanna nie miała w swoim życiu przyjaciół, ale przez wzgląd na tę dawną styczność zgodziła się pojawić na spotkaniu. I tak miała dzisiaj czas, poza tym była to dobra sposobność, by zjawić się w Zielonej Wróżce.
Wkroczyła do lokalu pewnym krokiem, zgodnie ze swoim zwyczajem odziana od stóp do głów na czarno. Wyglądała jakby była w wiecznej żałobie, ale Lyanna po prostu uwielbiała czerń, która dodawała powagi, co często się przydawało. W czerni wyglądała dużo bardziej profesjonalnie niż gdyby ubrała się w jasne barwy. Jej ubiór, poza tym że był czarny, był też dość staromodny; pod dopasowanym w talii płaszczem sięgającym kostek miała równie długą i dopasowaną czarną suknię, która nie dorównywała może tym noszonym przez damy, ale wciąż pozostawała gustowna i odpowiednia dla czarownicy czystej krwi. Odkąd zerwała z haniebną i nieprawdziwą etykietką półkrwi tym chętniej podkreślała fakt swojej czystości. Już nie była wyrzutkiem, ale i tak było dla niej za późno, by ułożyć sobie życie. Zresztą przywykła już do niezależności i nie chciała tego zmieniać, poza tym jedyny mężczyzna, którego niegdyś kochała, od przeszło miesiąca był martwy. Zginął na jej oczach i niemal codziennie pojawiał się w jej snach, przypominając o tym, co wydarzyło się w podziemiach Gringotta.
Była blada, a wrażenie bladości potęgowała czerń ubioru i makijaż, którym podkreśliła oczy, by zamaskować cienie pod nimi. Lodowo błękitne spojrzenie przesunęło się po wnętrzu lokalu, wreszcie lokalizując charakterystyczną sylwetkę panny Fancourt wyróżniającą się wyglądem na tle bladolicych Angielek. Zbliżyła się cicho i niemal bezszelestnie, odwzajemniając skinienie głowy; najwyraźniej mimo upływu czasu od ostatniego spotkania została rozpoznana. Z wyglądu nie zmieniła się znacząco poza tym, że jej rysy nieco się wyostrzyły i nie były już tak miękkie jak kilka lat temu, no i trzymała się pewniej i dumniej, nie trapiło jej już to dawne poczucie niższości przyginające jej ramiona w dół, które próbowała ukryć, ale nie zawsze się udawało. Teraz stawała przed Ronją jako dorosła, silna czarownica świadoma swych umiejętności i swego dobrego statusu.
- Oczywiście, dla mnie to nie problem. Chętnie zapoznam się z tym, co chcesz mi pokazać, twój list wzbudził we mnie ciekawość – powiedziała, zasiadając naprzeciwko kobiety i splatając okryte czarnymi, skórzanymi rękawiczkami dłonie na brzegu stolika, spoglądając wyczekująco. – Minęło wiele czasu odkąd spotkałyśmy się po raz ostatni, jednak wierzę, że jeśli problem dotyczy klątw, będę sobie w stanie z nim poradzić. Nawiasem mówiąc, wybrałaś naprawdę interesujące miejsce, ciekawe czy wciąż można się tu napić Zielonej Wróżki.
Zwykle nie lubiła przytępiać swojego umysłu, ale po śmierci Theo zdarzało jej się zaglądać do kieliszka częściej niż normalnie. Próbowała sobie jakoś poradzić z tamtymi zdarzeniami, zwłaszcza że była ze swoją stratą zupełnie sama.
Była dobrą runistką, z każdym kolejnym zleceniem coraz lepszą. Doskonaliła się i rozwijała, sięgając nie tylko po to, co dozwolone, jednak o tym, że oprócz łamania klątw potrafiła je nakładać, nie każdy wiedział. Nie chwaliła się tym faktem wszem i wobec, ale wychodziła z założenia, że poznanie tylko jednej strony medalu byłoby ogromną stratą. Nie tylko dla jej głodu wiedzy, ale i dla zawartości jej sakiewki. Za zaklinanie można było naprawdę dobrze zarobić, a to, że ktoś na tym cierpiał, było tylko skutkiem ubocznym. Ona nie brudziła sobie rąk bezpośrednio. W każdym razie, nie w tym aspekcie, bo mugolki które pozbawiła krwi, żeby wziąć kąpiel dla urody, z pewnością by się z tym nie zgodziły. Ale i tego Ronja wiedzieć nie mogła. Patrząc na Lyannę nie sposób było się domyślić, jak wiele zepsucia i degeneracji kryło się pod tą piękną twarzą okoloną grzywą długich i gęstych, ciemnych włosów.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]28.03.21 19:27
Nie ocenia się ludzi po wyglądzie. Starodawną prawdę szerzono przez większość wczesnych etapów edukacji młodego czarodzieja, aż wreszcie w którymś momencie, narracja gwałtownie zmieniała kierunek i oto ludzi powinno się oceniać po niczym innym niż właśnie własnej prezentacji. Dla Ronji było to wskazanie co najmniej przesadzone. Owszem, bywały chwile, w których obserwacja aparycji przynosiła ciekawych realizacji, drobnych faktów, które, chociaż w ogólnym rozrachunku nie wnosiły nic do sprawy, dodawały istotnych szczegółów ogółowi sytuacji. Z tą myślą obserwowała idącą pewnym krokiem, a następnie siadającą na miejscu naprzeciwko niej Lyannę. Zmieniła się od czasów ich spotkań w biegu podczas pracy w Ministerstwie. Zaraz jednak Fancourt do głowy przyszło kolejne uświadomienie, że w istocie, nie było chyba osoby pozostającej od zawsze taką samą.
Cera Zabini w zielonkawym świetle kinkietowej lampy była upiornie wręcz blada, a bladoniebieskie oczy zdawały się przeszywać ciało Ronji na wskroś. Fancourt bez trudu zauważyła subtelną przemianę w powierzchowności swojej towarzyszki, bez wątpienia będącą odzwierciedleniem również jej wewnętrznych trudów. Nie była już tą samą młodą klątwołamaczką, którą niegdyś przyjmowała w Mungu. Czarny jak noc ubiór, gustowny i pełen klasy, wydawał się nawet kosztowniejszy w odróżnieniu od prostego czarnego płaszcza jej samej, spod którego wystawała suknia sięgająca nieco ponad kostkę o długim golfie w nierzucającej się w oczy, grafitowej barwie. Chociaż szczęście dopisywało jej rodzinie i póki co nie musieli zmieniać warunków swojego życia przez wzgląd na wojnę, dla własnej wygody i bezpieczeństwa, Ronja przywykła do praktykowania stylu skromnego, wyróżniającego się wyłącznie azjatyckimi wstawkami. Również w tym przypadku, uważniejszy obserwator dostrzegłby pnącego się po tkaninie na łydce, a następnie udzie, wyszywanego złotawą nicią smoka. Dla Fancourt wtapianie się w tłum stanowiło podstawę do niczym nieprzerwanych obserwacji, bycia cieniem i głosem zza zasłony, wyłącznie narratorem - tak jak robiła to podczas dawnych sesji z klientami ministerialnego gabinetu. Lyanna ubiorem pragnęła sygnalizować coś zupełnie innego, skłonić swojego rozmówcę do pojęcia, iż nie ma do czynienia z bezbronną istotą, a kimś w pełni zdolnym do obrony, a co więcej - odpowiedniego ataku.
- Czas, szczególnie teraz zdaje się lecieć w dziwny sposób. Plącze się pod moimi nogami i przyśpiesza kiedy pragnę go zatrzymać, zwalniając w momentach, które wolałabym pominąć. Nie zmienia jednak faktu, że dobrze cię widzieć, wyglądasz fantastycznie. - Zabini od zawsze roztaczała wokół siebie urokliwą aurę, teraz jednak Ronja widziała w jej urodzie jeszcze jeden czynnik, który sprawiał, że doskonale skręcające się w fale, ciemne włosy i nieprzenikniony wyraz twarzy, nabierały wręcz drapieżnego poczucia. Ciężko było powiedzieć, czy wrażenie to potęgował wyłącznie ciężki klimat miejsca, w którym się znajdywały, czy faktyczność poczynionego spostrzeżenia.
- Przyznam, że to mój pierwszy raz, gdy tu jestem. Chciałam, by nasze spotkanie odbywało się w dyskretnym miejscu i wydaje się, że nie mogłam trafić lepiej. - Kelnerzy rzadko kiedy zaglądali do pojedynczych loż, pojawiając się wyłącznie na wyraźne wskazanie klienteli, zapewne nie chcąc przerywać ich dyskretnych obrad. - Nie widzę powodu, dla którego nazwa lokalu stanowiła jedynie jego ozdobę. Największa atrakcja nie powinna nigdy znikać, szczególnie w okresie, gdy widownia poszukuje w szklance wytchnienia od realiów świata. - Dodała, kiwając na zachętę kelnerowi, który zaraz potem zniknął za kontuarem baru. Sama zielona wróżka i jej halucynogenne działania nie wydawały się dobrym połączeniem do poważnych analiz, ale Ronja liczyła, iż nie była to jedyna udana pozycja na ich menu.
- Przechodząc od razu do rzeczy. Oto wspomniany przedmiot. - Wskazała wyłożoną figurkę, bacząc przy tym uwagę, by nieopatrznie nie dotknąć totemu.  - Moja znajoma jest podróżniczką, znalazła ją na pchlim targu bodajże w Brazylii i przywiozła do Anglii dobre kilka lat temu. Z początku trzymała ją w swoim domu, ale niedawno postanowiła, że będzie służyła za ozdobę w kawiarni, którą prowadzi. Wtedy zaczęły się problemy, goście narzekali na nagły ból głowy, sama właścicielka nie mogła skupić się na obsłudze i zwykłych czynnościach. Nie znam się na runach, a te wzory równie dobrze mogą być po prostu tradycyjnymi ozdobami, ale strzeżonego Merlin strzeże, wolę się upewnić. Pewnie miałaś do czynienia z setką fałszywych podejrzeń, może i w tym przypadku to po prostu moja znajoma cierpi na chwilowy brak szczęścia. - Ronja nie wykluczała, że całe zajście było jedną wielką pomyłką. Z drugiej strony, wielokrotnie już miały miejsce incydenty związane z pamiątkami Timulandy, które pozyskiwane z szemranych źródeł w krajach, o których nawet sama Baline nie wiedziała wystarczająco wiele, zakupienie przeklętego przedmiotu było dziecinnie wręcz łatwe. Jako doświadczona podróżniczka, staruszka zazwyczaj potrafiła rozróżnić autentyczny artefakt od podejrzanego bubla, ale niektóre z nich, tworzone z precyzją praktycznie identyczną do oryginału, pozostawały niewzruszone nawet dla wprawionego oka starszej czarownicy.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]30.03.21 14:41
Obecna Lyanna była zupełnie inna od swojej młodszej wersji. Gdzieś zniknęła tamta stłamszona przez ojca młoda dziewczyna dopiero pragnąca się uniezależnić i wybić ponad określającą ją hańbiącą etykietkę półkrwi. To była już przeszłość; teraz Lyanna od kilku lat wiodła już w pełni samodzielne i niezależne życie, odcięła się całkowicie od swojej rodziny i trudnych relacji z nią, zawodowo też dobrze jej się powodziło, w dodatku wiosną okazało się, że jednak przez całe życie była czystej krwi i tylko przez kilka nieszczęśliwych zbiegów okoliczności sprzed lat spędziła tyle czasu w kłamstwie. Czerpała też dumę z faktu popierania jedynej słusznej strony, jako zwolenniczka Czarnego Pana czuła się mocna, nie bała się poruszania po mieście, bo nie miała się czego bać ani czego ukrywać. Kiedy wielu poruszało się ukradkiem i bało się patroli, Lyanna kroczyła pewnie, wiedząc że nic jej ze strony władz nie grozi. Była też silną czarownicą potrafiącą robić rzeczy będące poza zasięgiem większości zwykłych obywateli, więc nie musiała żyć w takiej niepewności jak oni.
Ronja nie mogła jednak wiedzieć wszystkiego o swej rozmówczyni i trwała w błogiej nieświadomości tego, że naprzeciw niej, ukryta za fasadą pięknej młodej kobiety, zasiadała czarnoksiężniczka, rycerzyca Walpurgii i morderczyni.
I Lyanna przyglądała się Ronji, ciekawa jak potoczyły się koleje jej losów, kim była dzisiaj. Obie były kilka lat starsze niż wtedy, kiedy spotkały się po raz pierwszy, obie wyglądały poważniej i dojrzalej, ale cała reszta pozostawała niewiadomą, zwłaszcza że nigdy też nie miały okazji poznać się zbyt blisko. Zabini niechętnie dopuszczała ludzi blisko, już w szkole nauczyła się, że lepiej otaczać się murami i ukrywać za nimi własne słabości. Chciała by ludzie widzieli w niej siłę, choć kiedy wymagały tego okoliczności i kiedy mogło jej to przynieść korzyść potrafiła udawać słabą i bezbronną. Ale nie dziś, dziś występowała jako czarownica, której powiodło się w życiu i która odcięła się od przeszłości, by wkroczyć w nową i lepszą przyszłość.
Ronja niewątpliwie także była piękną kobietą o urodzie wyróżniającej ją z tłumu, jednak Lyanna nie uważała tego za wadę. Zwykła szufladkować ludzi na podstawie statusu krwi, a pochodzenie z innego kraju nigdy nie odgrywało dla niej takiej roli jak status krwi. Sama miała w swoich żyłach połowę francuskiej krwi, choć dopiero po dowiedzeniu się o czystokrwistości matki zaczęła akceptować jej dziedzictwo. Wcześniej matka była dla niej obiektem niechęci, osobą obwinianą o to, że jej status krwi był w połowie brudny i że rodzina Zabini nigdy jej nie zaakceptowała.
- Dziękuję, ty również – powiedziała, kiwając lekko głową. Przyznała też rację jej słowom odnośnie czasu, i Lyanna odnosiła podobne wrażenia. – To dobre miejsce na spotkania. Znam ich wiele, ale klimat tego jakoś wyjątkowo przypadł mi do gustu. – Lyanna była dobrze obeznana w różnych przybytkach, zdarzało jej się bywać również w tych szemranych, jednak w nich załatwiała zwykle te mniej legalne interesy związane głównie z zaklinaniem. – Skusiłabym się na nią, ale oczywiście już po tym, gdy zapoznam się z tym, co dla mnie masz. Wcześniej wolałabym nie zaciemniać swego umysłu.
Nigdy nie podchodziła do klątw z zamroczoną głową, do swojej pracy potrzebowała w pełni trzeźwego umysłu. Uważała na to, choć w ostatnich tygodniach rzeczywiście częściej niż zwykle szukała ukojenia w szklanicach alkoholu. Choć zawsze pozowała na osobę beznamiętną i wolną od sentymentów, bycie świadkiem śmierci Theo poruszyło nią mocno. Chociaż jej relacja z byłym ukochanym była burzliwa, choć był taki okres w życiu, kiedy wręcz nienawidziła go za to, że ją porzucił i życzyła mu wszystkiego najgorszego, to kiedy umarł uświadomiła sobie, że tak naprawdę nigdy nie przestała go kochać. Miała też świadomość tego, że równie dobrze Czarny Pan mógł zabić ją w ramach kary za porażki poniesione podczas misji, przecież stała wtedy tuż obok i równie dobrze to ona mogła zginąć. Jednak zginął Theo, a ona wciąż wiodła swój żywot, wiedząc już, że jedyny, którego kiedykolwiek kochała, nigdy nie wróci. Wybrał drogę którą wcześniej wybrała ona i ta droga go zabiła, ją też mogła.
Później przeszły do konkretów; Lyanna z ciekawością spojrzała na figurkę i wysłuchała opowieści Ronji.
- Może to jedynie zbieg okoliczności, a może rzeczywiście za tymi dziwnymi wydarzeniami stoi zaklęty przedmiot. Przywożone z zagranicy pamiątki często mogą być przyczyną problemów, jeśli sprytny zaklinacz ukrył na nich runy, których nieobeznana w temacie osoba nie będzie w stanie rozpoznać – powiedziała, oglądając przedmiot z zachowaniem niezbędnych środków ostrożności. Czasem faktycznie stykała się z tym, że czarodzieje przywożący z zagranicy niesprawdzone przedmioty z niepewnych źródeł później narzekali na różne dolegliwości i szukali pomocy runistów, i zwykle, choć nie zawsze, rzeczywiście stały za tym klątwy. – Niestety nie jestem w stanie tu na miejscu jednoznacznie uporać się z problemem, byłoby to zresztą bardzo niewskazane biorąc pod uwagę, że jesteśmy wśród ludzi, więc jeśli pozwolisz, wolałabym przedmiot zabrać i zbadać w domowym zaciszu. Będę potrzebować pomocy ksiąg, gdyż stosunkowo rzadko mam do czynienia z przedmiotami o takim pochodzeniu. O wiele częściej stykam się z alfabetami runicznymi obecnymi w Europie, w przypadku innych wolę nie wyrokować niczego bez dokładniejszego sprawdzenia.
Do Anglii niekiedy docierały przedmioty z innych kontynentów, też miała okazję takie badać i unieszkodliwiać podczas swej nauki klątwołamaczki, ale najczęściej ściągała klątwy będące dziełem rodzimych zaklinaczy. Sama też była jedną z nich, i czasem pewnie zdarzało się, że w ręce jakiegoś klątwołamacza trafiało dzieło jej rąk.
- Jeśli okaże się, że jest tu klątwa, spróbuję ją złamać w bezpiecznych warunkach i zwrócę figurkę za kilka dni. Twoja znajoma jest pewna, że nic innego nie mogło być nośnikiem klątwy? – dopytała jeszcze, bo choć rzeczywiście przyczyną mogła być owa figurka, łatwo było skierować podejrzenia na przedmiot niepewnego pochodzenia, to równie dobrze przeklęty mógł zostać inny przedmiot, sam lokal lub nawet właścicielka, jeśli ktoś zdobyłby fiolkę jej krwi. – Swoją drogą nie wiedziałam, że teraz zajmujesz się takimi sprawami. Już nie jesteś uzdrowicielką?
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]31.03.21 13:02
Do polityki Fancourt miała stosunek taki jak do mugoli. Dopóki istniała i funkcjonowała swoim torem, nie stanowiła dla niej tematu koniecznego do poruszania. Nie istniał świat bez tych, którzy pociągali za sznurki, jakkolwiek rajsko wyglądałby takie czcze wyobrażenia. Natura, by zachować równowagę, zawsze wypychała niektóre jednostki przed szereg. Nie ulegało jednak wątpliwości, że jeśli do swej sprawy musieli przekonywać przemocą, oznaczało to, iż brak było ku niej argumentów odpowiednich na potyczki słowne. A to nigdy nie znaczyło nic dobrego. W momencie zatem, w którym władza sięgnęła do rozwiązania siłowego, tym samym straciła u Ronji zaufanie do jej systemu, który chociaż wadliwy, musiał przecież istnieć. Kim byliby bez reguł i zasad? Na równi ze zwierzętami, żyjący w ryzach dzikich praw lasu? Przecież nawet ich prymitywny instynkt, jasno nakreślał zasady ataku. Nie dopuszczały się go, dopóki nie wyczuwały zagrożenia. Jakim zagrożeniem charakteryzowali się mugole, tego Ronja nie mogła pojąć w pełni. Czytywała opisy Walczącego Maga, mimo tego, iż przy bliższej analizie dało się dostrzec w nich nutę przesadzenia. Jak inaczej mieliby postępować przerażeni ludzi, wyrzucani ze swych domów przymusem, nieświadomi istnienia magicznej siły napędzających życie tak wielu z  nich.
- Miejmy nadzieję, miewa ona wiele szalonych pomysłów i nieszczególnie zdziwiłabym się gdyby ten konkretny okazał się nieudany.  - Nie kłamała myśląc o Timulandzie. Gorący piasek Egiptu pod stopami, ostatnie krople wody w skórzanym bukłaku i myśl coraz głośniej obijająca się o świadomość: umrą tutaj. Stary sarkofag z gasnącą pochodnią, a pośród tego całego chaosu stały uśmiech Baline i pewność siebie, że wyjdą z tego wszystkiego i będą jeszcze co miały opowiadać wnukom Ronji.
- Naturalnie, tyle czasu ile potrzebujesz bez żadnego pośpiechu. Tak czy siak, cieszę się, że możesz pomóc. Rozumiem, że sprawa może nie być tak prosta, sama nigdy również nie zetknęłam się z artefaktami tamtych okolic. - Owszem, miała już na swoim koncie kilkanaście większych wypraw i wiele mniejszych, ale ministerialne wyprawy charakteryzowały się raczej określonym ukierunkowaniem. Miejsca zasiedlane przez smoki, środkowa Europa, niekiedy Skandynawia i rzadziej Egipt. Koszt pojedynczej misji ciężko odbijał się na generalnym skarbcu, toteż każda podejmowana w związku z nim decyzja musiała być odpowiednio zaplanowana.
- Raczej tak, to jedyny przedmiot, któremu zmieniała lokalizację w niedawnym czasie, zatem odpowiedź wydaje się oczywista. - Fancourt rozumiała, że rzadko kiedy w istocie taka jest. Często nawet w trakcie dowiadywali się ważnych, niekiedy kluczowych szczegół, które pomagały spojrzeć im na sytuację z zupełnie nowej perspektywy. W tym jednak przypadku pozostawało Ronji zdać się na ekspertyzę specjalistów.
- Gdyby udało ci się ją złamać, byłabym wdzięczna. - Z tymi słowami rozluźniła się nieco bardziej i wygodniej rozsiadła w loży. Postawiony przed nią kieliszek alkoholu do połowy opróżniła, czekając na swoją rozmówczynię i dopiero teraz gotowa była wziąć kolejny łyk mocnego trunku. Nie miała nic przeciwko eksperymentom, szczególnie ciekawiły ją tego rodzaju specyfiki, które oddziaływały na ich rozum, kreując zupełnie nową rzeczywistość w halucynogennych wymysłach.
- To tylko przysługa, dalej uzdrawiam, ale już nie na zlecenie Ministerstwa. Rok temu zrezygnowałam po ostatniej misji. Biurokracja, splot kilku niefortunnych przypadków, to po prostu nie było już dla mnie. - Nie chciała wspominać o dotyku meduzy, z podobnych względów, dla których Lyanna chodziła z głową uniesioną wysoko. Pragnęła, by ludzie widzieli w niej siłę i pewność, a nie czające się na horyzoncie genetyczne uwarunkowanie do cierpienia. Świadoma była ironii tej sytuacji, a także tego jak bardzo przypominało to nastawienie czystości krwi, ale to, że rozumiała pobudki, nie znaczyło, iż sama dojrzała na tyle, by ich unikać.
- Pracuję teraz dla jednego z arystokratycznych rodów, ale przyjmuję też wolne zlecenia, więc jeśli ktoś z twojego otoczenia potrzebuje usług magipsychiatry, daj znać. - Uśmiechnęła się lekko, wyczuwając zabawny podtekst własnych słów. Presja, jakiej poddawani byli klątwołamacze, jak również skutki ich profesji często pozostawiały na ich ciele i umyśle blizny, których nie dało wyzbyć się eliksirem czy maścią.
- A gdzie ciebie powiódł los? Dalej działasz na własną rękę, czy znalazłaś stałe zatrudnienie? Musimy koniecznie spróbować zielonej wróżki, jeśli skończyłyśmy zawodowe omawianie. Nie można dać walorom lokalu się zmarnować. - Uniosła dwa palce na posępnego barmana, jednocześnie kładąc opuszki palców na szczycie szklanego naczynia.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]01.04.21 14:02
Lyannie od dziecka wpajano silne poglądy antymugolskie, które jednak zaczęły w niej silniej kiełkować dopiero wtedy, kiedy sama została skrzywdzona przez mugola. Niechęć do czarodziejów o nieczystej krwi miała zaś podłoże bardziej osobiste, Zabini, spędziwszy większość życia w błędnym przekonaniu że jest ledwie półkrwi, zawsze marzyła o tym, żeby być kimś więcej. Odtrącona przez własną rodzinę, wzgardzona przez ojca niegdyś pragnęła akceptacji, tak jak i pragnęła akceptacji czarodziejów czystej krwi. Aspirowała do grona lepszych od siebie, nigdy nie identyfikując się z warstwą półkrwi, która dla niej była ledwie szarą masą. Dopiero w dorosłości przestało jej zależeć na aprobacie rodziny, zrozumiała że dla Zabinich już zawsze będzie nikim bez względu na to, czego by nie osiągnęła, ale wciąż ciągnęło ją do prestiżu i elitarności, zaś w połowie brudny status uważała za hańbę, za wstydliwy sekret, którym wolała się nie chwalić, korzystając z tego, że nazwisko Zabini było czystokrwiste. W Hogwarcie wolała nie mieć żadnych przyjaciół niż szukać ich wśród uczniów półkrwi; czystokrwiści zaś nie uważali jej za prawdziwie swoją i tym sposobem żyła wiecznie na rozdrożu, nie przynależąc prawdziwie nigdzie: w swoim mniemaniu lepsza od tych półkrwi bo przecież prawie czysta, ale przez czystokrwistych uważana za gorszą, mniej wartościową.
Przed byłym już i obecnie dodatkowo martwym ukochanym przemilczała fakt bycia półkrwi, pozwalała mu myśleć, że była równie czystokrwista jak reszta rodziny Zabini, ale to przemilczenie w końcu wyszło na jaw i została porzucona, co było naturalne i zrozumiałe, żaden szanujący się czarodziej czystej krwi nie chciałby się wiązać z czarownicą półkrwi, która urodziłaby mu półkrwi dzieci.
Ale to wszystko było przeszłością, Lyanna odkryła prawdę o sobie, a jej poprawny status krwi został już pomyślnie zalegalizowany, więc mogła zaistnieć dla świata jako czarownica czystej krwi, już nie musząca się niczego wstydzić ani odstawać. Nie była już czymś gorszym, była równa zarówno reszcie swojej rodziny, jak i innym czarodziejom noszącym ten sam status krwi.
Życie ukształtowało ją tak a nie inaczej, posiadała jasno sprecyzowane poglądy na wiele spraw, była silną i niezależną czarownicą, która potrafiła funkcjonować bez rodziny i bez mężczyzny, i która pragnęła uczestniczyć w uczynieniu tego świata lepszym i czystszym miejscem. Dążyła też do wszechstronnego magicznego rozwoju i lubiła zajmować się ciekawymi przedmiotami, dlatego nie zrażała się swoim stosunkowo niewielkim doświadczeniem z artefaktami z tamtej części świata. Zamierzała potraktować nowe zlecenie jako okazję do tego, by dowiedzieć się czegoś nowego, więc przedmiotowi przyjrzała się ostrożnie, ale z ciekawością, zastanawiając się nad jego historią i nad tym, jakie przekleństwo mogło na nim ciążyć. Lubiła poszerzać swoją wiedzę.
- Zawsze to jakieś nowe wyzwanie, więc podejmę się go i zbadam przedmiot w odpowiednim ku temu miejscu – powiedziała, także upijając łyk swojego trunku. Tutaj nie mogła spróbować złamać klątwy, nigdy nie robiła tego w miejscach publicznych, przy ludziach. Jak ktoś dawał jej przedmiot do odczarowania zabierała go, łamała klątwę w bezpiecznym miejscu i zwracała już uwolniony przedmiot. Teraz dodatkowo był to artefakt do którego zbadania potrzebowała pomocy ksiąg, żeby mieć pewność, że nie pomyli się w swojej ocenie. Najlepiej znała się na rodzimych klątwach, miała też dużo do czynienia z przedmiotami ze Skandynawii, gdzie swego czasu spędziła ponad rok i gdzie nauczyła się bardzo wiele w kwestii klątw, więcej niż wcześniej w ministerstwie. – Złamię klątwę, jeśli jakaś tu jest, i listem zawiadomię o możliwości odbioru przedmiotu. Zawsze tak postępuję w tego typu sytuacjach.
Wierzyła, że będzie się w stanie z tym uporać, była w końcu coraz lepsza w swoim fachu, o wiele bardziej doświadczona niż wtedy, kiedy się poznały i kiedy dopiero stawiała pierwsze kroki na drodze klątwołamaczki.
- Rozumiem, sama zerwałam z ministerstwem już lata temu – rzekła. Nie było to dla niej, nie uśmiechało jej się współpracowanie z aurorami ani bycie skrępowaną mnóstwem zasad i przepisów, w dodatku często spotykała się z seksistowskim traktowaniem przełożonych i otrzymywała dużo nudniejsze zadania niż jej koledzy, bo była młodą kobietą, i zdaniem niektórych powinna siedzieć w domu a nie zajmować się czymś tak niebezpiecznym jak łamanie klątw. Poza tym akurat wtedy wydarzyła się ta sytuacja z rozstaniem z Theo i tym sposobem zrezygnowała z pracy w ministerstwie już kilka miesięcy po skończonym kursie, po czym z bratem i jego ekipą klątwołamaczy ruszyła w świat, rozpoczynając karierę niezależnej klątwołamaczki. Teraz ministerstwo stało ideologicznie po tej samej stronie co ona, ale i tak tam nie wróciła, woląc już związać się z interesem rodu Burke, którzy lepiej płacili i nie zabraniali parania się czarną magią. – Też pracuję dla jednego ze szlachetnych rodów, ale przyjmuję i inne zlecenia, gdy pozwala mi na to czas, dzięki czemu mogłam spotkać się dziś z tobą i podjąć się twojej sprawy – dodała, nie zdradzając jednak, z jakim rodem nawiązała współpracę. Osobom spoza środowiska powiązanego z rycerzami nie chwaliła się swoim częstym zachodzeniem na Nokturn, tak jak i nie chwaliła się wszem i wobec tym, że zna czarną magię. Choć wiedziała że Ronja jest czarownicą czystej krwi, nie mogła mieć całkowitej pewności co do jej światopoglądu, dlatego pozowała na normalną czarownicę bez żadnych brudnych spraw na koncie. Pozostawało jej liczyć na to, że skoro kobieta mogła poruszać się po Londynie, to nie była żadną buntowniczką, ci z reguły uchylali się od rejestracji różdżek i nie poruszali się po mieście tak jawnie. Zresztą Lyanna nie posądzałaby jej o to, Ronja zawsze wydawała się bystrą i rozsądną czarownicą. Poza tym nie każdy musiał przynależeć do rycerzy, wystarczyło żeby nie przeszkadzał i nie popierał ich zeszlamionych wrogów. – Jeśli będę potrzebować pomocy to przynajmniej wiem, gdzie szukać – skinęła lekko głową, tak naprawdę pomoc magipsychiatry przydałaby się już teraz, ale nigdy nie lubiła przyznawać się do swoich słabości. Poza tym były to rzeczy, o których nie mogła wspominać osobom niewtajemniczonym. Musiała być twarda i samotnie przepracować przeżycia z tamtego dnia. – I myślę że teraz, kiedy już wiem to co najważniejsze, możemy spróbować specjalności tego miejsca.
Przedmiot zabezpieczyła i spakowała, zajmie się nim później, kiedy odzyska pełną trzeźwość umysłu. Nie musiała nawet zajmować się tym dzisiaj, równie dobrze mogła zbadać go jutro albo i pojutrze, bo musiała jeszcze w międzyczasie zajrzeć do odpowiednich ksiąg. A teraz mogła po prostu się wyluzować, poszukać zapomnienia o niedawnych wydarzeniach w kieliszku intrygującej substancji.
Lyanna Zabini
Zawód : łamaczka klątw i zaklinaczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
.
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5959-lyanna-zabini https://www.morsmordre.net/t5962-ceres https://www.morsmordre.net/t5961-lyanna https://www.morsmordre.net/f276-okolice-guildford-samotnia-nad-rzeka-wey https://www.morsmordre.net/t5963-skrytka-bankowa-nr-1488 https://www.morsmordre.net/t5964-lyanna-zabini
Re: Zielona Wróżka [odnośnik]02.04.21 11:44
Krew miała ogromną moc. Płynęła w żyłach ich organizmów, podtrzymując wszelkie funkcje życiowe i zapewniając w ciele obecność magicznego pierwiastka. Dla większości przeciętnych czarodziejów, była określeniem szczebla - statusu społecznego, który w jakiś sposób stanowił wytłumaczenie jednych zachowań ponad drugimi. Ale Ronja widziała tę prawdziwą krew. Nieszlachetną, zmieszaną z gruzem i kurzem, cieknącą po jej twarzy, dłoniach i odzieży. Cudza krew, tych, którzy nie zdołali uciec przed klątwą egipskiego sarkofagu. Szkarłat wyrwany przez rumuńskie smoki, umierających w męczarniach. Fancourt widziała krew czystą i mugolską, zmywała z palców i krew arystokratów, których życie uratowała. Każda wyglądała tak samo, dając swoim właścicielom dokładnie te same właściwości - istnienie.
Kobieta zdawała sobie sprawę, że urodziła się na uprzywilejowanej pozycji. Jej przodkowie ze strony ojca kładli przez wiele dziesiątek lat nacisk na zachowanie odpowiedniej klasy społecznej swoich potomków, natomiast rodzina Liu w przeszłości miała nawet swoje miejsce na dworze chińskiego cesarza. Przekonali się oni jednak, zwłaszcza przykładem matki Ronji, że status nic nie znaczył dla kataklizmu i wojny. W nowym kraju zaczynała od zera jako nieumiejąca angielskiego osobliwa czarownica o charakterystycznych rysach twarzy. Zatem młoda Fancourt pod każdym względem nie musiała obawiać się o nieprzetarte szlaki przyszłości, od zawsze mniej lub bardziej wiedząc, co tamta ma do zaoferowania. Za dziecka nie poświęcała temu tematowi szczególnie wiele uwagi, ale im starsza się stawała, tym bardziej zastanawiała ją myśl, ile tak naprawdę z ich życia jest już z góry określone, a ile pozostaje jeszcze w sferze ich bieżących decyzji.
Pokiwała głową, analizując w spokoju informacje posłyszane od Zabini, szczególnie nie dziwiąc się, że tamta również wolała mówić o swojej pracy ogólnikowo. Nie były bliskimi przyjaciółkami, zatem nic nie zobowiązywało ich do wchodzenia w szczegóły prywatnego życia. Coś jednak w postaci Lyanny ciekawiło Ronję i kazało przypuszczać, iż za płótnem pięknej, młodej kobiety skrywała się znacznie większa skarbnica wiedzy, niż mogłaby sądzić.
- Nie ma potrzeby podchodzić do tego tak oficjalnie. Chętnie porozmawiam też z tobą towarzysko, bez presji gabinetu uzdrowicielskiego. - Uśmiechnęła się delikatnie, najpierw na swoją rozmówczynię, a potem na podstarzałego barmana, który postawił przed nimi obiema dwie szklanki soczyście zielonego trunku.
- Muszę przyznać, że nigdy nie miałam do czynienia z wróżką w swojej pierwotnej postaci. Słyszałam, iż smak jest wybitny, a to, co nadchodzi po nim jeszcze lepsze. Miałaś kiedyś do czynienia z podobnymi specyfikami? - Z ciekawością zwróciła wzrok ku niewielkim szklankom stojącym przed nimi obiema. O napitku wiedziała tylko tyle, iż przygotowywany był na bazie anyżu, miał również silne działanie halucynogenne. Ażurowa łyżeczka czekała pilnie, aż kobieta podniesie fiolkę z zimną wodą i zaleje nią kostkę cukru. Od kilku dobrych lat interesowała ją niezmiernie właściwości wszelkiego rodzaju specyfików oddziaływających bezpośrednio na układ nerwowy spożywającego. Uzdrowicielskie doświadczenie kazało przypuszczać, iż nie od razu dosięgną ich skutki spożywanego alkoholu, o zawrotnej czterdziestoprocentowej mocy.
- Twoje zdrowie. - Rozpuszczony cukier był już gotowy, gdy Ronja podniosła szkło do ust i pozwoliła, by zielona ciecz spłynęła po jej gardle. Nie uważała takie przyjemności za zbędne ani szczególnie niebezpieczne, przy czym świadoma była konsekwencji ich długofalowego spożywania. Wszystko w nadmiarze szkodziło, szczególnie, że na świecie istniały znacznie niebezpieczniejsze używki od ich alkoholowego przysmaku. Fancourt myślami jednak była przy ewentualnych sposobach użycia go w pracy. Może do leczenia traum wszelkiego rodzaju? Umysł uwolniony od przyziemnych zmartwień zwracał się często ku tematom i krańcom nigdy dotychczas nie poruszanych, wręcz zagrzebanych w swojej samoświadomości.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Strona 4 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Zielona Wróżka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach