Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Teatr na klifach

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Teatr na klifach - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime16.07.16 18:11

First topic message reminder :

Teatr na klifach

Wśród nagich, granitowych skał klifów nadmorską straż pełnią kamienne rzędy widowni, usytuowane w zboczu. Wzorowany na swych antycznych poprzednikach, Teatr Minack uosabia w sobie esencję sztuki teatralnej. Chociaż na pierwszy rzut oka cały przybytek wydaje się być niepozorny, to jednak jego twórcy szczegółowo zadbali o odtworzenie całej infrastruktury starożytnej. Gdy akurat nie są w teatrze wystawiane żadne sztuki, Minack jest doskonałym miejscem na wybranie się na popołudniowy spacer - zasiadając na widowni można wtedy obejrzeć niezwykły spektakl, jaki prezentuje zachodzące na horyzoncie słońce, powoli opadając ku morskiej toni.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime06.01.21 23:48

Gwen przygryzła wargi, powstrzymując się przed powiedzeniem i zrobieniem czegoś głupiego. Musiała panować nad własnymi emocjami i uczuciami. Michael sprawiał jednak, że malarka czuła się tak, jakby topniała od środka. W brzuchu czuła motylki i gdyby nie obecność innych chłopaków z Oazy pewnie nie byłaby w stanie powstrzymać się, żeby… żeby właściwie co? Nie bądź głupia, Gwen – pomyślała sama do siebie. On jest dużo starszy, ma cały bagaż doświadczeń, jest bratem twojej przyjaciółki… Nie mogła się tak przecież zachowywać. Ale to wcale nie zmieniało faktu, że Tonks był jednym z najcieplejszych i najmilszych ludzi, jakich znała i naprawdę nie chciała, aby czuł się źle. A czuł się. To było widoczne jak na dłoni.
Powstrzymując kolejne wzruszenie ramionami, odezwała się:
Jeśli tak uważasz. – W końcu najważniejszym było, aby to odbiorca jakoś się z jej pracami utożsamiał, prawda? – Ale jest… smutny. A mamy wokół za dużo smutnych spraw. Nie chcę, by to, co maluje, przytłaczało innych, chociaż czasem samo wychodzi. – Trudno było malować rzeczy pełne nadziei i radości, gdy samemu w duszy odczuwało się głównie niepokój i smutek, prawda? Gdy się zmuszała, potrafiła osiągnąć taki efekt, owszem, w końcu była profesjonalistką. Ale nie czuła się z tym wcale dobrze.
Wysłuchała słów Michaela dotyczących nakładania pułapki, katem oka jednak wciąż kontrolując pozostałych pomocników.
Znam podstawy. Potrzebuje do pracy – wyjaśniła. Kiwała głową, dając znak, że rozumie. To znaczy chyba. Mniej więcej. Musiała przyznać przed sobą, że nie potrafiła się do końca skupić, bo zamiast patrzeć na trajektorię wyznaczaną przez Tonksa, wolała przyglądać się jego jasnym oczom, smutnej minie i… i… przypominać sobie tamtą pełnię i… Och. Przestań. – Mogę nałożyć coś łatwiejszego, ale o tym chyba wolałabym jeszcze poczytać. Magia to nie zabawka, sam wiesz. A to mogłoby skończyć się źle – wyjaśniła przepraszająco. Naprawdę nie czuła się na siłach, aby próbować. Za bardzo ją rozpraszał. Co gorsza, c h c i a ł a, by ją rozpraszał. Na Merlina.
Próbując się skupić, odstawiła mniejszy, zapakowany obraz i chwyciła za inną ze swoich prac, która również była na tyle cenna, aby spróbować ją dodatkowo zabezpieczyć.
Nałożę na niego Nierusz, dobrze? A ty jak chcesz... możesz wziąć tamten, o! Ten z bachanką! – Baśniowy obraz pewnie zawiśnie w jakimś dziecięcym pokoju bogatego francuza.
Tak jak powiedziała, tak zrobiła, choć nakładanie zabezpieczenia zajęło jej trochę więcej czasu, niż powinno. Serce Gwen biło nieco zbyt szybko i nie potrafiła kompletnie nic z tym zrobić. Gdy w końcu skończyła, ponownie odłożyła obraz i podeszła do Tonksa, który akurat mówił o Justine. Przęłknęła z trudem ślinę, delikatnie kładąc dłoń na jego przedramieniu:
Może… może lepiej, że wtedy była pełnia – powiedziała ostrożnie, marszcząc brwi. – Ja… nie było mnie tam. Ale z tego co wiem… jeśli byś tam był… mógłbyś tylko pogorszyć sytuacje. Chyba że byś ją powstrzymał, ale… wiesz, nie znam jej dobrze. Ale Justine nie jest chyba osobą, która DAŁABY się powstrzymać, prawda? A dwoje z was w Azkabanie… – Och, na Merlina, nie zniosłaby tego. – Wyciągniecie ją. Ona żyje, prawda? – Ściszyła głos: – Gdyby nie, to zaklęcie na domu… Mogłabym do was wejść. A nie mogę. Więc żyje i wciąż możecie… – Nie musiała chyba kończyć, prawda?
Nagle sobie o czymś przypomniała. W jej oczach pojawił się pojedynczy, radosny błysk. Odsunęła się od Michaela, ruszając w stronę swojej torby leżącej przy wejściu do magazynu:
Właściwie to… miałam to dać Kerry, ale to chyba nie ma znaczenia. Ostatnio… ćwiczyłam trochę ładne pisanie i wpadłam na pomysł, żeby… żeby zrobić komiks. Nie znam się na nich, ale… ale… no, miałam taki pomysł i… zobacz. Możesz go właściwie wziąć. Skończyłam już, a i tak nic z nim więcej nie zrobię. – Wzruszyła ramionami, podając Tonksowi pozbawiony linii, mugolski zeszyt zapełniony do połowy. – Wpadłam na pomysł po tym, jak z Floreanem pomagałam… jednemu takiemu… panu, który był przez klątwę przywiązany do drzewa. – Bo wcale, w c a l e inspiracją nie był (nie mógł być!) Michael.
Gdy Michael otworzy zeszyt,  ujrzy komiks o wilku, który czasem zmienia się w człowieka i dlatego nie lubią go ani inne wilki, ani ludzie. Ale to on musi wyruszyć w podróż, aby ocalić swoją rodzinę. W trakcie drogi zaś poznaje urokliwą goblinkę, która jako jedyna jest względem niego dobra. Para zakochuje się i choć wilk ostatecznie ratuje swoich krewnych, odkrywa, że tak naprawdę to właśnie goblinka była jego prawdziwą rodziną i pod koniec oświadcza jej się, przekazując jej wykonany z drewna i kamieni księżycowych pierścień.




Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : auror, wilkołak gończy Longbottoma
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jeśli mnie oswoisz, moje życie nabierze blasku.
OPCM : 41
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/17
SPRAWNOŚĆ : 11/23
Genetyka : Wilkołak
Teatr na klifach - Page 5 Eric-Northman-Screen-Test-S4-true-blood-22322446-432-244

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime07.01.21 23:24

Zerknął na Gwen ze smutnym zrozumieniem. Jasne, że malowała smutne rzeczy, w końcu sama pewnie była smutna. Trudno było zachować spokój i pogodę ducha w obecnych czasach, szczególnie jeśli miało się mugolską krew. Nawet w dworze Macmillanów trudno było uciec od wojny, w końcu Anthony był poszukiwany, a nagroda za jego głową była jeszcze większa niż za innych „buntowników.”
-Skoro trafi do Francji, to może tam odczytają go inaczej. Mam wrażenie, że cała Anglia jest… smutna. - uśmiechnął się blado. Nie znał się na malarstwie i nie wiedział, że jego słowa były prawdziwe nawet przed wojną, że wielu czarodziejskich i mugolskich artystów jeździło na południe Europy w poszukiwaniu światła w słonecznym klimacie.
Błogo nieświadom, co wyobraża sobie o anatomii panna Grey (choć, być może, naiwinie uznałby to za zainteresowanie zawodowe - czy jako przyzwoita panna miała w ogóle dostęp do męskich modeli?). -Oczywiście. Do pułapek trzeba cierpliwości. - przytaknął. -Sama oceń, którym obrazom wystarczą prostsze zabezpieczenia. A ja nałożę Oczobłysk na bahankę. Błyskotek chyba może narobić za dużo bałaganu? - uśmiechnął się blado. -Mam nadzieję, że Francja nie miała wiosną plagi bahanek owocówek, osobiście wszystkie bahnaki strasznie mi obrzydły. - zauważył, podchodząc do obrazu. Zabezpieczył go podobnie jak poprzedni, pracując w ciszy gdy Gwen skupiała się na własnej pułapce.
Drgnął lekko, gdy położyła dłoń na jego ramieniu. Wykrzywił z frustracją usta, spojrzenie mu pociemniało. Lepiej że wtedy była pełnia? Nie, nie, nie, dało się coś zrobić, Gwen się myliła, wszyscy się mylili. Nie cofnął jednak ramienia, dotyk panny Grey był w dziwny sposób pokrzepiający. Pozwalał mu się skupić, pamiętać, że jest bezpieczny, że jest z przyjaciółką, że nie może całkowicie poddać się gniewowi. Ale i tak się mu poddał, choć tylko trochę.
-Nie, nie pogorszyłbym sytuacji, nie byłbym BEZCZYNNY. Jak Vincent, który był tego świadkiem, który nie zrobił nic, bo myślał, że to nic nie da, bo bał się o własną skórę, bo… nie wiem, czemu wszyscy zakładają, że Just jest uparta albo niezniszczalna? To moja młodsza siostra, nie chciała przecież się zabić, chciała coś osiągnąć. A gdybym wywołał dywersję, miałaby szansę na ucieczkę, nie byłaby jedyną osobą, na której skupiła się uwaga tłumu… - wyznał, zapalając się i mówiąc coraz szybciej, choć coraz bardziej żałośnie i bardziej bezradnie… aż nagle ton jego głosu zmienił się na inny, obcy, warkliwy: -Dałbym radę, choćby zabić ich jak najwięcej, wyrwać jelita i serca i poszarpać mięśnie…. - wychrypiał, patrząc gdzieś w dal, widząc przed oczyma czerwień i na moment zapominając o całym świecie. Wreszcie zamrugał, przypomniał sobie, że Gwen stoi obok. Poczuł ukłucie wstydu. To odwróciłoby od niej uwagę… - usprawiedliwił się niepewnie - przed panną Grey i przed samym sobą. Wziął głęboki wdech, usiłując przestać o tym myśleć. Nie mógł stracić nad sobą kontroli, nie znowu.
-Fidelius… masz rację. Nie myślałem jeszcze o tym. - mruknął cieplejszym tonem. -Minister Longbottom planuje odsiecz, ale nawet ja nie znam szczegółów. Ponoć czekamy na odpowiedni moment. - westchnął, sfrustrowany.
Gwen chyba wyczuła jego wzburzenie, bo taktownie zmieniła temat. Ruszył za nią aby zobaczyć komiks - kojarzył, że podobne opowiastki były modne w czasach jego dzieciństwa. Miło było móc dzielić się mugolskim doświadczeniem, może dlatego tak dobrze rozumieli się czasem z Gwen.
-Mogę go przejrzeć, mamy czas? - upewnił się, a potem zabrał się za przewertowanie zeszytu. Uniósł lekko brwi, a na koniec roześmiał się w głos. Pierwszy chyba raz, od czasu zniknięcia Justine! -Nie wiem, skąd masz takie pomysły, ale to naprawdę dowcipne! - pochwalił Gwen, nie mając bladego pojęcia, że złośliwe plotki panny Figg dotarły nawet do niej, poza progi Ministerstwa. -Goblinka, ha ha, dobre sobie!




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime08.01.21 2:25

Panna Grey jakoś nieszczególnie zwracała uwagę akurat na kwestię listów gończych. Przynajmniej nie dopóki krążyła wokół dworu i Oazy, a właściwie ostatnio nawet nieszczególnie się oddalała. Nawet teraz siedziba Macmillanów była przecież blisko, a gdy załatwiała swoje zawodowe sprawunki to nie zapuszczała się na niebezpieczne tereny. Chociaż i tam starała się zawsze zachować ostrożność. To jednak nie było teraz szczególnie ważne.
Chyba trochę tak. – Westchnęła. – Może. Ale pieta chyba nie powinna być z resztą odczytywana inaczej. – Wzruszyła ramionami. W końcu matka opłakująca śmierć własnego dziecka to nie jest coś, co powinno gdziekolwiek i kiedykolwiek wzbudzać dobre emocje. To nie było naturalne, gdy młodzi odchodzili przed swoimi rodzicami. Już śmierć Bertiego ją dotknęła; już uwięzienie Justine ledwo znosiła. Co by było, gdyby miała trzymać w swoich ramionach własne, martwe dziecko?
Zaczęła pakować obraz, na który skutecznie nałożyła już zabezpieczenie. Gdy skończyła, podała go jednemu z chłopaków, aby położył go bezpiecznie wśród innych przygotowanych prac i wydała mu kilka kolejnych, drobnych poleceń. Wysłuchując kolejnych słów Michaela, pokiwała głową.
Chyba tak. Jeszcze brokat by się przykleił do obrazu… Tego się nigdy nie da doczyścić. Nawet magią. – A próbowała, oj próbowała. W końcu uczyła pięciolatka plastyki. Miała liczne doświadczenia z brokatem. Chwilę później pokazała Tonksowi kolejny obraz, którym mógł się zająć. Tym razem przedstawiał pejzarz z okolic Doliny Godryka.
Zaśmiała się cicho na komentarz o bachankach, a w jej spojrzeniu pojawiły się pojedyncze, radośniejsze iskierki. To było tak niedawno! Michael, ten drugi, Scaletta, pomagał jej pozbyć się ich z mieszkania i wtedy ich obecność wydawała się jej całkiem poważnym problemem. Ale teraz? Oddałaby królestwo za bachanki, jeśli tylko to oznaczałoby brak wojny w Anglii.
Nie dało się jednak uśmiechać, ani zachować pogody ducha, gdy wkraczał temat Justine i jej porwania. Nie spodziewała się tak gwałtownej, tak… agresywnej reakcji ze strony Tonksa. Michael kojarzył jej się ze wcieleniem spokoju i dobroci. Z kimś, kto nie zrobiłby nigdy drugiej osoby krzywdy. Teraz jednak dostrzegła w jego mimice coś nienaturalnego, coś wilczego.
To wytrąciło ją z równowagi na tyle, że w pierwszym momencie nie wiedziała co powiedzieć. Nic więc dziwnego, że wręczyła mu komiks. Skinęła głową na pytanie o czas. Nie mieli go zbyt dużo, ale w głowie malarki najpierw nastała pustka, a następie myśli zaczęły kłębić się jak szalone i panna Grey potrzebowała dłuższej chwili, aby je wszystkie pozbierać. Jak przez mgłę zauważyła, jak Michael się uśmiecha, a potem śmieje. Mimowolnie również podniosła kąciki ust, ale myślami była zupełnie gdzieś indziej.
Marcella… cały czas o tym mówiła – powiedziała, starając się brzmieć radośnie, ale zdecydowanie jej to nie wyszło. Głos Gwen był przytłumiony, a spojrzenie dalej nieobecne.
Wzięła głęboki oddech. Skoro miała z nim porozmawiać to raz a porządnie, prawda? Zerknęła kątem oka na pracowników, sprawdzając, czy aby na pewno dają sobie radę (chyba robili wszystko, by w tej chwili unikać malarki i Tonksa, wyczuli że coś się dzieje) i ignorując ich tymczasowo znów zbliżyła się do Michaela. Spojrzenie odzyskało ostrość, a z każdym kolejnym słowem jej głos zyskiwał coraz większą pewność:
Michael, na… nawet nie waż się tak mówić. Tak jak przed chwilą. Rozumiesz? Nie wiem, kim jest ten cały Vincent, ale Michael, na Boga, spójrz na mnie! – Niemal tupnęła nogą. – Jesteś aurorem. Spróbuj pomyśleć jak auror, nie jak brat. Albo choćby po prostu spójrz na to z boku, to nie jest takie trudne, Michael, oni to zrobili WŁAŚNIE PO TO. By złapać takich, jak Justine. By złapać CIEBIE. NIE dałbyś jej czasu na ucieczkę, NIE UDAŁOBY CI SIĘ pomóc, rozumiesz? Tam się roiło od ich ludzi. Justine podjęła własną decyzję. Głupią decyzję. I co? Kerry nie może się pozbierać, pół Zakonu jest, wybacz za wyrażenie, w dupie, a wy szykujecie samobójczą misję. Co by było, jakby Ciebie jeszcze zamknęli? Michael, błagam, myśl – powiedziała, a jej głos powoli zaczął się załamywać: – Ja wiem, że to trudne, Mike. Ja wiem… przecież to nie pierwsza wojna…
Przerwała na chwilę, biorąc głęboki oddech i próbując odegnać cisnące się do jej oczu łzy. Co prawda jej rodzina była bezpieczna, ale przecież gdy ojciec był w Londynie, bomby mogły spaść na miasto w każdej chwili. I mógł nie przeżyć. Już spokojniejszym i znacznie słabszym głosem zaczęła mówić dalej – Michael musiał przestać tak myśleć, jeśli miał w czymkolwiek Zakonowi pomóc.
Z resztą… nie wiemy, co byłoby gdyby, Michael. Pan Anthony… Smamander, to… to chyba twój kolega? Powiedział mi jakiś czas temu, żeby… żeby nie myśleć o przeszłości, bo to nic nie zmieni. Jesteśmy tu i teraz i… i nie ważne co zrobimy… Nie mamy na tamto wpływu. Nie masz ich zabijać, wyrywać jelit, ani… ani robić takich rzeczy, Mike. Masz ratować swoją siostrę. Nie jesteś sprawiedliwością. My nią nie jesteśmy. Oni tak myślą i zobacz, do czego to doprowadziło. – Po policzku Gwen spłynęła łza, a dziewczyna chwyciła znajdującą się najbliżej ramę obrazu, zaciskając na niej mocno dłoń. Jej ciało zadrżało mimowolnie, choć panna Grey bardzo usilnie starała się odegnać emocje. One tu przecież i tak w niczym nie pomogą.




Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : auror, wilkołak gończy Longbottoma
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jeśli mnie oswoisz, moje życie nabierze blasku.
OPCM : 41
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/17
SPRAWNOŚĆ : 11/23
Genetyka : Wilkołak
Teatr na klifach - Page 5 Eric-Northman-Screen-Test-S4-true-blood-22322446-432-244

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime11.01.21 18:19

Ciepły śmiech panny Grey i piękny pejzaż z Doliny Godryka jakoś pokrzepiły Michaela. Nagle zdał sobie sprawę, że od aresztowania Just chyba ani razu nie przystanął i nie spojrzał na spokojnie na Dolinę - często odwiedzaną, piękną. Odechciało mu się nawet chodzić na plażę, która zawsze przynosiła mu pewne ukojenie. Teatr na klifach też był zresztą piękny, czuć tutaj było morską bryzę, a zabawne słowa Gwen o brokacie przynosiły namiastkę normalności. Dobrze, że przyjął to zlecenie dla panny Grey - może pomógł jej, ale pomógł też sobie.
Do czasu. Wilczy gniew nadal pulsował w jego krwi, stając się wyraźnym również dla Gwen. Komiks pozwolił na odwleczenie tematu, ale raz wypowiedzianych słów o jelitach nie dało się cofnąć.
-Marcella? - powtórzył ze zdziwieniem, a potem zarumienił się nagle, zażenowany. -Że też jej się nie znudziło. - westchnął pod nosem. Czasy wspólnej pracy w Ministerstwie wydawały się nienaturalnie odległe.
Uniósł lekko brew, gdy Gwen powróciła do tematu Connaught Square, gdy próbowała mu prawić kazanie. Ku własnemu zdziwieniu, przyjął jej słowa z nienaturalnym chłodem, tak jakby ostatnie tygodnie wypleniły z niego zapalczywość. Zamiast słuchać, zamiast się gniewać, myślał o nich. O poplecznikach Voldemorta w Londynie, o ich krwi i flakach.
-Dałbym im radę, nawet nie jako starszy auror... - zaczął, a Gwen mogłaby przysiąc, że dostrzegła w jego tęczówkach złotawą poświatę. A może to tylko promienie słońca? -...to w innej postaci. - tak, to byłoby samobójstwo, ale kupiłoby Justine czas, a rzeź byłaby tego warta.
-Myślisz, że nie jestem na nią wściekły? Na nią, na Zakon... powinniśmy działać, teraz, JUŻ, wszyscy mówią że misja musi być zaplanowana, ale i tak minęło zbyt wiele czasu. - gdy Gwen zaczęła mówić o Kerrie, jego oczy na powrót stały się szarobłękitne i tylko szarobłękitne, a w głosie na powrót pojawiły się emocje. -...ale ślubowałem posłuszeństwo Ministrowi Longbottomowi i Gwardii. - dodał z nutą goryczy. Obowiązywało go nadal, nawet jeśli się niecierpliwił i powątpiewał. Od podstaw organizowali wojsko, sam tłumaczył Hagridowi wagę porządku i posłuszeństwa, nie mógł... się wyłamywać.
Choć czasem bardzo chciał.
-Może nie pierwsza, ale pierwsza tak poważna. Złamaliśmy kodeks tajności, mugole zostali wysiedleni z Londynu, ta władza nie waha się przed niczym. - westchnął, nie dbając już zupełnie o poprzednie wojny, nie mając siły roztrząsać dawnych komplikacji politycznych. Może kiedyś się tym interesował i chętnie nad tym zastanowił, ale nie teraz. Teraz liczyły się teraźniejszość i malująca się w mrocznych barwach przyszłość.
-Jesteśmy jedyną sprawiedliwością, jaka pozostała. I nie używaj Skamandra do prawienia mi kazań, on wymierzył sprawiedliwość szlachciankom w Stonehenge. - uśmiechnął się jakoś zimno, okrutnie, nienawistnie. Skamander miał rację, wszyscy powinni zginąć, mogli pogrzebać arystokratów żywcem i ucztować na ich krwi.
Poczuł, że dzieje się z nim coś niedobrego. Wziął głęboki wdech.
-Pokażę ci jeszcze jedną pułapkę. - pośpiesznie zmienił temat, nachylając się nad pudłem, w które był już zapakowany obraz. -Lepkie ręce, nie mogłem jej nałożyć na sam obraz, ale pudło będzie idealne. Uniemożliwią rabusiom chwycenie za pudło, zmodyfikuję pułapkę tak, by aktywowała się dopiero za dobę, po przetransportowaniu na statek... - wyjaśnił, a potem zaczął nakładać pułapkę. Powoli, by Gwen mogła obserwować.




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Powrót do góry Go down
Gwendolyn Grey
Gwendolyn Grey

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime11.01.21 19:15

Zażenowanie Tonksa nie uszło uwadze panny Grey. Przeszło jej przez myśl, że całkiem uroczo się czerwienił. Niby taki poważny, dorosły auror! Niestety, nie było czasu na roztrząsanie tej kwestii dłużej. Gwen być może i wolała pozostać przy tym temacie, ale obiecała przecież Kerstin, że spróbuje z jej bratem porozmawiać. No i próbowała. Ze skutkiem… chyba wcale nie takim, jakiego się spodziewała, bo agresja, która wstąpiła w Michaela dość mocno ją zaskoczyła. Nie żeby znała go nadmiernie dobrze… ale na Merlina, Justine musi wrócić, jeśli Tonks ma pozostać sobą.
Otwarła szeroko oczy, słysząc kolejne słowa Michaela. On… chciał… wilkołakiem… co?
Mike… ty nawet o tym nie próbuj myśleć! Na Merlina, w innej postaci prędzej samą Just rozszarpałbyś na strzępy, niż jej pomógł. Nie pomyślałeś o tym? – Och, musi chyba spytać Frances o ten eliksir, może… może dzięki niemu Tonks niemiałby takich pomysłów? Rozumiała, że wilkołactwo było straszną chorobą i w pełni akceptowała Michaela takim, jakim był, ale o takich rzeczach to mówić absolutnie nie powinien! Wtedy coś też ją tchnęło. Zmarszczyła brwi: – Starszy auror?
Wzięła głęboki oddech. Było mu ciężko. Doskonale o tym wiedziała i nie miała zamiaru umniejszać jego bólu. Och, przecież gdyby mogła to zamieniłaby się z jego siostrą miejscami! Kerstin pewnie by mniej płakała… No i Michael na pewno również. Co siostra, to siostra. Ona w ich życiu pojawiła się stosunkowo niedawno. Nie była aż tak istotna.
Przecież wiesz, że to trudne – powiedziała już spokojnym, nieco zrezygnowanym tonem. – Pan Harold przecież… przecież musi myśleć o nas wszystkich, Michael. Nie tylko o Justine… Ja… nie możemy… nie możemy głupio ryzykować. I tak już teraz wszystko tracimy. – Westchnęła. –  Ślubowałeś – przyznała.
Przygryzła wargi. Chyba o innych wojnach mówili. Zdecydowanie o innych. Panna Grey nawet nie pomyślała o pozostałych wojnach czarodziejów.
Dla nas… tutaj… tak… ale co powiesz tym osiemdziesięciu milionom sprzed dekady? – mruknęła zrezygnowana, słuchając kolejnych słów aurora. Starszego aurora, jak się okazało. Nie wiedziała, że awansował. Że teraz, w trakcie wojny w ogóle mógł awansować. – Szlachciankom? W Stonegenge…? Mike, ja chyba… no, wiem, że tam było bardzo nieprzyjemnie, ale… czy pan Skamander tylko nie chronił innych? – Wydawało jej się, że tak.
Coś w oczach Tonksa sprawiało jednak, że na plecach Gwen pojawiły się dreszcze. Z Michaelem naprawdę działo się coś złego i naprawdę potrzebował wsparcia. Tylko czy aby na pewno ona była na siłach, by mu je dać?
Chyba więc lepiej, że Michael zaproponował powrót do pułapek. Wystarczająco już się nagadali, a pracy wciąż było dużo. Przytaknęła więc, trochę z ulgą przyjmując powoli uspakajającego się Tonksa. Tym razem naprawdę starała się skupić na jego ruchach, następnie zabezpieczając kolejne obrazy.
Gdy wszystkie prace zostały zaś zaczarowane tak, aby nikt ich nie ukradł ani przypadkiem nie zepsuł, zaczęła pomagać chłopakom z Oazy w pakowaniu. Nosiła co mniejsze paczki, wkładała ramy do kartonów. Opisywała wszystko zwykłym, mugolskim długopisem (były znacznie sprawniejsze, niż magiczne pióra) i starała się nie myśleć o tym, że to jej poruszanie ważnych tematów przy okazji nie wyszło tak, jak sobie tego życzyła i że jej próba rozmowy z Michaelem mogła przynieść raczej negatywne skutki. Naprawdę się o to bała.
W każdym razie, jeśli transport pójdzie po ich myśli, już wkrótce do brzegów Francji przybije łódź wyładowana jej pracami, które trafią do znajomego. A potem finanse zasilą jej oszczędności i kto wie, może będzie w stanie jakoś wspomóc Kerry? Dobrze wiedziała, że wcale im się nie przelewało. Nawet biorąc pod uwagę aurorski awans.

| zt dla Gwen




Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : auror, wilkołak gończy Longbottoma
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jeśli mnie oswoisz, moje życie nabierze blasku.
OPCM : 41
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/17
SPRAWNOŚĆ : 11/23
Genetyka : Wilkołak
Teatr na klifach - Page 5 Eric-Northman-Screen-Test-S4-true-blood-22322446-432-244

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime11.01.21 20:36

Przygryzł mocno dolną wargę, prawie do krwi, bo oczywiście, że o tym pomyślał. Ale Justine to moja siostra, nie rzuciłbym się... Jesteś pewien? Zdążyłaby uciec, jest sprytna.
-N...nieważne, Gwen. Czasu się nie cofnie. - wymamrotał, czując, że nie chce i nie może dłużej tego roztrząsać. Dłonie już zaczęły mu lekko drżeć, a przecież był w pracy. Musiał się skupić, opanować. Ostatnio zbyt często miewał takie myśli, zbyt często wyobrażał sobie przemoc i napady agresji. Wiedział, że nie powinien, że musi trzymać wilka na smyczy. Mimo wszystko, krwawe wyobrażenia przynosiły mu jakieś dziwne, pokrętne pocieszenie.
-Masz rację. - wymamrotał ze wstydem. Dobrze, że Gwen przyjaciółką rodziny, bo przy innych sojusznikach nie powinien sobie pozwalać na takie opinie, na wyrażanie frustracji. Był starszym aurorem, powinien świecić przykładem. Powinien, powinien, powinien. Z chęcią niósł ten ciężar, ale czasem ciążył zbyt mocno.
-Martwisz się czasem? - wypalił nagle, rad ze zmiany tematu, ale równie zmartwiony. -Że mugole nauczą się kiedyś odpowiadać agresją na magię, że okażą się równymi przeciwnikami? Potrafią dorównywać nam okrucieństwem, brakuje im tylko narzędzi... - westchnął, wspominając niedawny koszmar senny, w którym błąkał się po zrujnowanej, pozbawionej magii Anglii. -Taak, powiedzmy, że chronił. - skwitował Stonehenge ze złośliwym uśmieszkiem. Znał Anthony'ego i wiedział, że robił to, co uważał za słuszne.
Jeszcze rok temu nie wiedział, czy bez wahania wsparłby jego zaklęcie, gdyby tam był.
Teraz już sądził, że tak. Wojna go zmieniała, być może na gorsze. A może po prostu próbował przetrwać i ochronić innych, za wszelką cenę. Może zaczynał widzieć świat w kategoriach "my" i "oni."
-Ach, a co do mojego tytułu... dostałem awans, kilka tygodni temu. - pochwalił się z bladym uśmiechem, gdy stanęli nad obrazem.
Pułapki wymagały cierpliwości, sprzyjały wyciszeniu. Cierpliwie pokazał Lepkie Ręce Gwen, a potem zabezpieczył różnymi pułapkami resztę obrazów. Następnie pomógł chłopcom z Oazy ładować wszystkie paczki na transport, posiłkując się Wingardium Leviosa, a czasem siłą mięśni. Dzięki pomocnikom, Gwen uwinęła się ze wszystkim szybko, a Mike był rad z łatwego zarobku oraz rozmowy. Pomimo dyskomfortu, Gwen trochę mu pomogła.

/zt :pwease:




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Powrót do góry Go down
Anne Beddow
Anne Beddow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Zawód : powsinoga
Wiek : 17
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 14
UROKI : 6
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime03.02.21 13:53

2 XI 1957

Łapała powietrze łapczywie, dziko, desperacko, ignorując ucisk pod żebrami, ból w łydkach i rozpędzone stopy, które stawiały kroki niemal na oślep. Przeskakiwały między wysoką trawą, skalnymi wzniesieniami i żwirowymi dróżkami – tymi dziwnym trafem znajomymi, które wcale a wcale nie zmieniły się na przestrzeni lat. Nie zmienił się krajobraz wzniesionych klifów, nie zmienił szum morskich fal; po chwili zdała sobie sprawę, że nie zmieniło się nawet ułożenie kamiennych siedzisk, powbijanych w trawiaste ścianki, poukładanych w półokrąg, tworzących specyficzne schodki prowadzące do podnóża wzniesienia – do sceny.
Teraz pustej, smętnej, nieczułej na gwałtowne zrywy nadmorskiego wichru.
Takiej samej jak kiedyś, takiej samej, jaką ujrzała, gdy powiedział jej o wizji.
Spektaklowy występ, grasujące na kamiennej posadzce sylwetki, emocjonalne, piękne, majestatyczne – aktorzy. I wtedy zrozumiała; i miejsce i wiadomość, choć wciąż nie wiedziała skąd ta pochodzi. Nie było innego wyjścia. Ani innej drogi.
I nie mogła się zatrzymywać, nie zwlekać, nie teraz, gdy był jednocześnie tak blisko i tak daleko; zupełnie jak gdyby gdzieś w gąszczu rozszalałego wiatru i muskającego odsłonięte łydki chłodu czuła jego obecność, niemal namacalną. Wróżba nie mogła być przypadkiem; nie w ustach kogoś obcego, kogoś kto nie znał jej, nie znał jego, nie znał ich. Gwiazdy, bądź cokolwiek, to, co wpłynęło w umysł młodego Francuza, a później natchnęło słowa, nie mogło się mylić.
A jej nie zostało już przecież nic; już dawno temu straciła wszystko, by móc pozwolić sobie na najdrobniejsze zawahanie.
Zabawnie, jak prędko odżywały wspomnienia; jak potrafiła sobie przypomnieć dzień, w którym słońce świeciło wysoko, skwar parzył odsłonięty kark, a dzieci, choć przejęte wycieczką i zaciekawione nieznanym, marudziły w najlepsze, smętnym krokiem włócząc się za opiekunem. Peter nie musiał wtedy tam być, nie musiał udawać, nie musiał w ogóle wracać; a mimo to to zrobił, znów był chłopcem z sierocińca, jednym z nich, choć dorosłość powoli podawała mu dłoń – dojrzałym był już od dawna, od wielu lat, dla Anne niemal od zawsze; dorosłym i małym chłopcem zaklętym w jedno stworzenie. Dwie połówki, które nadawały rytm, podnosiły z ziemi i ocierały łzy. Wtedy nie wyobrażała sobie funkcjonowania bez niego.
Teraz nie wyobrażała sobie życia bez niego.
I chyba naprawdę nie potrafiła, bo znów przyspieszyła, teraz niedbale zbiegając z kamiennych schodków pomiędzy rzędami siedzisk w dół; tam, gdzie kiedyś się zaszyli, między sceną a wielkim głazem, który niegdyś być może pełnił dla aktorów miejsce pozornej swobody, w którym mogli zmienić kostiumy.
I wtedy, dobiegając już niemal do samego dołu, obejrzała się za siebie; wzrok omiótł widownię, pustą, opuszczoną, gdy stała pod samą sceną, szukając spojrzeniem małej, granatowej kropki – wełnianego swetra, który kiedyś, w innym świecie, został na siódmym siedzeniu trzeciego rzędu prawej strony.
Pustka.
Naznaczona smętnym westchnieniem; wdrapała się na samą scenę, rozglądając wokół, szukając czegoś – czegokolwiek – może wskazówki, może listu, może strzałki nakreślonej węglem na jednym z kamieni. Uskoczyła gdzieś na bok, w plątaninę mniejszych i większych głazów, pozwalając szumowi morza zagłuszyć własne kroki.




czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : cień
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a jeśli nie uwierzysz,
żeś wolny, bo cię skuto,
będziesz się krokiem mierzył
i będziesz w dłoń ujęty
przez czas, przez czas – przeklęty.
OPCM : 19
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime06.03.21 23:28

Gdzieś pośród granitu skał zamajaczyła jego sylwetka; wspiął się ponad łagodne łuki widowni, zaszedł od zachodu, ścieżką wydeptaną przez samego siebie. Głowa wciąż pulsowała boleściwym uciskiem, przebłyski upajającego wczoraj przynosiły tylko zażenowanie;
wdrapał się na punkt, z którego nie można już było wspiąć się wyżej, nie tutaj - przez chwilę po prostu tam siedział, na wpół ukryty przed oddechem morza, przed sceną, na której grał tylko wiatr.
Nie wiedział już, jaki to ma sens; ile razy powróci do tego miejsca, opierając na kilku słowach całą wiarę w to, że spotka tu Anne. Pozostawała nieuchwytna - a szukał śladów po niej we wszystkich miejscach, o których z sentymentem opowiadał Peter. Potrafił snuć historie, które prowadziły płomieniem ciepła przez najzimniejszą noc. Nie były to jednak bajki wyssane z palca, takie, jakie podchmieleni marynarze seplenili nad kolejnym kuflem piwa - w opowieściach przyjaciela refleksami emocji błyszczały wspomnienia; a w większości z nich pojawiała się także ona.
Ania.
Znajdź ją.
Nic więcej nie uformowało się na rozedrganych ustach, barwionych krwią, która przybrała niepokojąco ciemny odcień; jeden pęcherzyk powietrza przebiła krótka chwila, a potem pękło też kruche życie. W silnym ciele. Człowieka, który był w stanie rzucić świat do swych stóp.
Znajdź ją - a potem?
Do tego etapu jeszcze nie dotarł, nie zastanawiał się nad tym, co właściwie stanie się, kiedy faktycznie spojrzy jej w oczy (będzie potrafił to zrobić?). Co powie? Czy będzie musiał cokolwiek powiedzieć? Czy na niezadane pytanie nie odpowie sobie sama?
Znajdź ją.
Tylko tyle - jedno zdanie, jedna prośba i jedna obietnica.
A minęły dwa miesiące - przez ten czas nie trafił na nikogo, kto miałby z nią niedawno kontakt; na nikogo, kto potrafiłby wskazać mu miejsce, gdzie powinien zacząć szukać. Szukał więc we wspomnieniach. Przybłąkał się do starej chaty (opuszczonej, obcej, zupełnie tak, jakby duch tego miejsca wiedział już, że wygnano Zakonników poza Londyn), zanurzył w myślodsiewni; zatonął raz jeszcze w tamtych dniach, w tamtych nocach. I tylko drżące dłonie zdradzały reakcję rozszarpywanego bólem ciała; dłonie, i może jeszcze dwie zbłąkane łzy, które pomknęły na dno naczynia, niknąc pośród płynnego lustra.
Słuchał tego, co mówił Peter, próbując koncentrować się na tym, co mogłoby naprowadzić go na jej trop; i choć on z przeszłości pozwalał słowom płynąć gdzieś obok, jak obraz, na który patrzy się w całości, to ten z teraźniejszości pochylał się nad detalami. Nazwami. Drobiazgami.
Kornwalia.
Peter wracał do tego miejsca wielokrotnie - również w swych opowieściach; do Teatru Minack, do dnia, w którym Anne postanowiła uciec, skrywając się w znajdującym się nieopodal domu, stojącym na krawędzi klifu już tylko w połowie.
Odnalazł ten dom. Zostało z niego jeszcze mniej, na wpół zawalony skrawek walczył z żywiołem, który odbierał mu cegłę po cegle, deskę po desce. Zaryzykował, wślizgując się do środka - nie zastał tam jednak śladów bytności, może je przeoczył? Może gdzieś pośród kurzu pokrywającego posadzkę kryła się ścieżka prowadząca do wyglądającego względnie bezpiecznie miejsca, gdzie można by przenocować?
Jakiś dźwięk oderwał go od tych myśli, wzrok pomknął na scenę, ku dziewczęcej sylwetce;
tylko mu się to wydaje?
To tylko reminiscencja tego, co wyobrażał sobie, słuchając Petera?
Znalazł ją?
Ona znalazła jego?
A może to jedynie duch, nic więcej? Może spóźnił się, tak jak wtedy?
Gdy on umierał mu na rękach.
Poderwał się gwałtownie, strącając butem żwir. Opadł na najwyższy kamienny rząd widowni, nieświadomie przemknął po tych samych głazach, po których ledwie chwilę wcześniej zbiegała i ona.
- Anetschka? - niezgrabnie powtórzył wielokrotnie słyszane czułe zdrobnienie, przepełnione braterską troską; on sam nigdy wcześniej jej tak nie nazwał - robił to tylko Peter. Ale dziś to słowo wyrwało mu się samo; szukał przecież jego Aneczki.
Nie podszedł zbyt blisko, nie wszedł na scenę; pozostał tuż przed nią, na jednym z kamiennych schodów.
Znajdź ją.
Znalazł.
I co teraz?
Co dalej?





innego końca świata nie będzie


Powrót do góry Go down
Anne Beddow
Anne Beddow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Zawód : powsinoga
Wiek : 17
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 14
UROKI : 6
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Teatr na klifach - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Teatr na klifach [odnośnikTeatr na klifach - Page 5 I_icon_minitime09.03.21 12:55

Skalne łuki, wzniesienia i upadki kamiennej natury utkwionej w trawiastych polach i nierówny krajobraz otulony morską bryzą; ta raz po raz zaglądała pod warstwy ubrań wraz z chłodem, rozdmuchiwała jasne pasma włosów, które co chwila utrudniały pole widzenia, znacząc zgaszonym złotem obszar, który tak desperacko, uważnie, równocześnie niebywale pospiesznie rejestrowała, zupełnie jak gdyby bała się, że zabraknie jej czasu.
A tego miała przecież całą masę, choć paradoksalnie przesypywał się przez jej palce coraz szybciej; całą masę czasu przeznaczonego na krążenie bez celu, na wędrówki bez wyraźnego punktu podróży, na poszukiwania z miejsca na miejsce, słowa rzucane w eter z nadzieją, że może tym razem ktoś go widział.
Równie często wysuwała spomiędzy stronnic zniszczonego dziennika zdjęcie Petera; ruchome, ładne, odrobinę wygięte, wciąż żywe; czasem nawet zdarzało się, że ktoś faktycznie go kojarzył, nawet znał – jak chociażby Trixie, na którą natknęła się w Dolinie Godryka. Ale to był najwyższy poziom ofiarowywanej łaski; wciąż nikt nie wiedział, gdzie jej brat przebywał.
Przepowiednia Juliena, choć doprawdy nie potrafiła zrozumieć zasad rządzących jasnowidztwem, była jak najjaśniejsze światło w ciemnym tunelu – mały, słoneczny punkcik w gęstym mroku, po który pragnęła – musiała – sięgnąć, złapać, już nigdy nie puszczać.
Na przekór z próbami uspokojenia własnego oddechu ganiła w myślach samą siebie, że musiało minąć tak wiele, by faktycznie zrozumiała, że wszystko może kończyć się tam, gdzie zaczęło – w teatrze na klifie, gdzie spędzali tak wiele czasu, do którego wracali od tamtego słonecznego, upalnego dnia. To było ich miejsce.
Teraz zdawało się należeć tylko do niej; tylko do niej, jej szybkiego kroku, dudniącego serca, strachu łączącego się z nadzieją, przeplataną ze świstem morskich wiatrów.
Przeplataną z zawołaniem; może jej się tylko zdawało?
Może to sobie wyobraziła? Może odchodziła już od zmysłów?
Może była szalona, kiedy zatrzymała się gwałtownie wśród wyższych i niższych skał, zryw unieruchomił ciało, a oddech zniknął na kilka momentów, zupełnie jak gdyby bała się dopuścić jakiegokolwiek odruchu ludzkiego, bo nawet taki najlichszy mógłby strącić to, co usłyszała.
Własne imię, ale wypowiedziane w sposób, w jaki tylko on je wypowiadał.
Odwróciła się przez ramię pospiesznie, stawiając krok – w ostatniej chwili łapiąc równowagę kiedy stopa ześlizgnęła się z wilgotnej powierzchni głazu; zeskoczyła niżej, potem wdrapała wyżej, stając na scenie.
I zobaczyła go.
Odrobinę niżej, odrobinę dalej niż na wyciągnięcie ręki. Czy był w ogóle prawdziwy?
Serce zabiło szybciej, mocniej, boleśniej, ale czuła się tak, jakby w jednej sekundzie się zatrzymało. To nie był Peter, choć odezwał się jak Peter; ale i tak go rozpoznała.
– Dobry Boże – ledwo słyszalne westchnięcie uleciało spomiędzy warg, kiedy niemalże mimowolnie pomknęła przed siebie, chcąc – musząc – przekonać się co do tego, że naprawdę tutaj stał.
I kiedy palce napotkały fakturę materiału otulającego skórę, ciało - żywe, materialne, nie takie, które było jedynie iluzją, duchem, wytworem jej wyobraźni, wiedziała; wiedziała, że to był Keat.
A tam gdzie był Keat, zazwyczaj był też Peter.
Objęła go niemal na oślep, zaciskając własne powieki jak gdyby chciała powstrzymać płacz, kładąc policzek powyżej jego klatki piersiowej, może nawet chcąc usłyszeć bicie serca, które byłoby kolejnym dowodem na to, że tutaj stał.
On musiał wiedzieć, może nawet mógł ją do niego zaprowadzić; teraz, zaraz, wziąć za rękę i wyjaśnić wszystko, od początku aż do końca.
Oderwała się od niego dopiero po chwili, odrobinę oszołomiona – i jego obecnością, i własną reakcją – przez moment czując się tak, jakby w istocie dostrzegła jaśniejący punkt w ciemnościach tunelu. Dostrzegła i zacisnęła na nim palce.
– Boże, przepraszam, ja... ty, ty tu jesteś, och, jeju.. – wypuszczała słowa niemal przypadkowo, walcząc z własnym przyspieszonym oddechem, sercem kołaczącym w piersi napędzanym nadzieją. Bo tym dla niej był; w końcu wszystko miało się skończyć, bo Keat musiał wiedzieć gdzie jest Peter.
I już wszystko miało być dobrze.




czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Powrót do góry Go down
 

Teatr na klifach

Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kornwalia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21