Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Potańcówka braci Fancourt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Potańcówka braci Fancourt   16.07.16 18:33

First topic message reminder :

Potańcówka braci Fancourt

Nawet czarodzieje od czasu do czasu potrzebują się rozerwać i w rytm rock and rolla odtańczyć skocznego jive'a. Dwaj bracia Fancourt założyli przed paroma laty wypełniony muzyką lokal na wzór mugolskich potańcówek. Gwarantują wszystkie czynniki zapewniające przednią zabawę - najznamienitsze szlagiery, olbrzymi parkiet, klimatyczne oświetlenie i doborowe towarzystwo. Gdy ktoś zmęczy się tańcem, może odpocząć przy jednym ze stolików otaczających gęsto zaludniony parkiet. W powietrzu nieprzerwanie dryfują szklanki wody i kieliszki słabego, najpewniej rozcieńczonego czerwonego wina.
Choć nawet w trakcie tygodnia można tu ujrzeć co najmniej kilkanaście par wirujących w energicznym tańcu, prawdziwe tłumy spotyka się dopiero w weekendy - a przynajmniej tak było przed wprowadzeniem jednego z dekretów Minister Magii. Dalej czarodzieje gromadzą się tutaj, by dobrze się zabawić, jednak nie tak licznie, jak mieli w zwyczaju. Czyżby ponownie nastały czasy, w których lepiej nie wychylać nosa poza dom?


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alasdair Diggory
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4118-alasdair-collen-diggory https://www.morsmordre.net/t4147-brennus#82646 https://www.morsmordre.net/t4148-prawie-alistair#82657 https://www.morsmordre.net/f180-marylebone-lane-78 https://www.morsmordre.net/t4415-a-c-diggory#94395
Zawód : członek Wiedźmiej Straży
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
We can easily forgive a child who is afraid of the dark; the real tragedy of life is when men are afraid of the light.
OPCM : 13
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   20.02.17 15:47

Poniedziałek. Dzień, w którym budzisz się rankiem, wyciągany z uśpienia i weekendowego zapomnienia. Na wpół świadomy wciągasz na siebie ubrania, pobudza cię dopiero ciepła herbata czy kubek kawy. I wracasz do życia, przypominasz sobie o tym, że świat biegnie nawet bez twojej obecności. Wchodzisz do gmachu Ministerstwa i dowiadujesz się w czasie papierkowej roboty, kto ostatnio wziął ślub, kto umarł, kto się zaręczył, a kto zatrzasnął w kiblu w piątek. Nic niezwykłego. Czasem okazuje się jednak, że dużo się zmieniło w ciągu tych dwóch dni, a może nawet jednej nocy - tak też bywało, szczególnie od czasu referendum. A gdy wszystko zmienia się, zanim nawet zdążysz zauważyć i nie jesteś pewny jutra, co robisz?
Al poszedł pić. Brzmi trywialnie? Po prostu nawiedzało go ostatnio byt wiele niepokojących wizji. Czuł się jak jakaś delikatna arystokratka nawiedzana bynajmniej nie przez licznych kochanków, a migreny. Nie było to najbardziej pożądane przez niego porównanie, ale chyba najbliższe prawdy. Każdy inny pracownik Ministerstwa, mając na głowie cały ten pierdolnik mógł po pracy wrócić do domu, cmoknąć żonę w policzek, zjeść obiad i pobawić się z dziećmi, ewentualnie posiedzieć przy kominku z książką. A on? Wrócił do domu - nawet nie zdążył zdjąć butów, bach, wizja. Jeśli akurat nic go nie nawiedziło podczas zdejmowania płaszcza, a chciał usadowić się w fotelu z książką, tak jak wspomniany pracownik Ministerstwa - bach, nic z tego, zapraszamy na projekcję filmu krótkometrażowego pt. "Świat spływa krwią, a twoi przyjaciele narażają się na niebezpieczeństwo". Chyba powinien ograniczyć kontakty z Biurem Aurorów chociażby dla czystego spokoju umysłu... Ale dobrze wiedział, że to niemożliwe, więc zamiast spędzać czas w domu, postanowił wlać w siebie tego wieczora wystarczająco procentów, by nie być zmuszonym przeżywać to wszystko jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze. Może gdyby czasy były inne... Ale najwidoczniej robiło się coraz bardziej niebezpiecznie.
Siedział właśnie przy barze, gdy obok siebie usłyszał znajomy głos. Odwrócił głowę w tamtym kierunku i uśmiechnął się na widok Raidena.
- Zmęczyło cię już damskie towarzystwo? - zażartował, podając brygadziście dłoń na powitanie. Ile oni szlabanów odbębnili razem nikt już nie pamięta. Carter od czasów Hogwartu przewijał się w życiu Alasdaira - najpierw podczas wspólnego czyszczenia pucharów w Izbie Pamięci, potem na korytarzach Ministerstwa. Zdarzało im się również widzieć w bardziej towarzyskich okolicznościach, lista była długa.







The only thing
necessary for the
triumph of evil
is for good men to do
nothing.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   22.02.17 19:39

Tak to już było. Że czasami chciało się samemu pójść napić. Samemu, ale oczywiście nie był to alkoholizm. Dookoła niego była całkiem spora grupka ludzi i pomimo początku tygodnia świetnie się bawili. Co było naprawdę godne podziwu z tego względu, że Anglicy byli dość sztywnym narodem. Przeważała teraz młodsza część społeczeństwa, ale nietrudno było zauważyć osoby nawet starsze od Raidena. Barman chodził w tę i z powrotem i obsługiwał klientów, a na końcu stanął przed nim i podał jego zamówienie. Starszy siwobrody mężczyzna wyglądał na kogoś, kto zdecydowanie czuje się jak ryba w wodzie z tą muzyką i lokalem. Policjant odprowadził go spojrzeniem, wiedząc, że te dziadek duchem zapewne był młodszy duchem od większości angielskiej młodzieży, po czym złapał szkło i wypił spory łyk. Spojrzał na leżący obok kapelusz. Wrócił myślami do Aspena. Mimo że wyjechał za ocean do dalekiej Ameryki, dalej jego kuzyn odbierał go tak jak wcześniej. Było to pocieszające. Potrzebował się z nim spotkać. Potrzebował z nim porozmawiać, o tym co podejrzewał, ale również chciał przypomnieć sobie lata, gdy miał dziewiętnaście lat. Słysząc otwierane drzwi, powoli odwrócił się w tamtą stronę w nadziei na zobaczenie jakiejś znajomej twarzy. Westchnął, przejeżdżając spojrzeniem po zebranych w środku gościach. Zwrócił się ponownie do baru, gdy poczuł na sobie czyjeś spojrzenie. Spojrzał wolno w prawo i zobaczył całkiem ładną dziewczynę, która mu się przyglądała. Uśmiechnął się lekko pod nosem. Już miał wstawać, gdy ktoś przyciągnął jego uwagę.
- Myślisz, że co ja tu robię? - rzucił, czując jak uśmiech wychodzi mu na usta, z chwilą w której poznał młodszego od siebie Diggory'ego, z którym przeżył naprawdę wiele podczas nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Można było ich nazywać duetem od szlabanów, chociaż nikt nie przodował w nich tak bardzo jak właśnie Raiden. Głupie żarty, których ofiarą padał Alasdair później stały się jedynie powodem do śmiechu, chociaż początkowo wcale takimi nie były. Carter w końcu zobaczył w nim dobry materiał na bojownika o wolność w tym popapranym świecie i nawet nie wiedział, że połączył ich jeszcze raz ten sam Departament. - A ty? W sumie... Co tu robisz? - spytał zaskoczony i przesunął się lekko w bok, by zrobić dawnemu znajomemu ze szkoły miejsce.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Alasdair Diggory
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4118-alasdair-collen-diggory https://www.morsmordre.net/t4147-brennus#82646 https://www.morsmordre.net/t4148-prawie-alistair#82657 https://www.morsmordre.net/f180-marylebone-lane-78 https://www.morsmordre.net/t4415-a-c-diggory#94395
Zawód : członek Wiedźmiej Straży
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
We can easily forgive a child who is afraid of the dark; the real tragedy of life is when men are afraid of the light.
OPCM : 13
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   24.02.17 21:32

Al roześmiał się, sięgając po swoją  Ognistą Whisky. Jego wzrok poleciał w stronę, w którą patrzył wcześniej Raiden, i wychwycił z tłumu całkiem ładną brunetkę. Czyżby wpatrywała się dość intensywnie w plecy jego znajomego? Zauważywszy jego spojrzenie, odwróciła wzrok, najwidoczniej zmieszana, że przyłapał ją na lustrowaniu wzrokiem brygadzisty. Nic zresztą dziwnego, pod wpływem alkoholu ludzie zachowywali się zazwyczaj zupełnie inaczej. Mugole jakoś to sobie tłumaczyli, Alasdair pamiętał, że czytał o tym w jakimś raporcie, ale prawdę powiedziawszy wiedzę o anatomii miał znikomą. Wiedział, gdzie znajdują się poszczególne kończyny i że lepiej ich nie odcinać, to chyba tyle.
W każdym razie czym późniejsza godzina, tym wyższe było zazwyczaj upojenie alkoholowe gości baru. Do tego rytmiczna muzyka, roztańczone ciała na parkiecie... Najłatwiejsze miejsce, by skończyć przypadkowo w czyichś ramionach. Można było też kulturalnie wlewać w siebie Ogdena, jak ta grupa mężczyzn w rogu pomieszczenia, wypuszczająca z ust kłęby dymu i dyskutująca żywo o wyższości jednej drużyny Quidditcha nad drugą, chociaż trudno było powiedzieć, która niby miała być najlepsza, bo wymieniali nazwy w zadziwiającym tempie, a do Alasdaira dolatywały zaledwie ułamki zdań i pojedyncze słowa. Doskonała dyspozycja... Mecz życia... Najgorszy zwód, jaki widziałem... Dostał tłuczkiem niczym kotłem od teściowej...
- W przeciwieństwie do ciebie muszę damskiego towarzystwa poszukiwać - wyjaśnił, jakby to była niezwykle skomplikowana operacja. - Szukam ładnej buzi, a później udaję przy niej, że jestem kanadyjskim zastępcą Ministra Magii. Czasem mi się nawet udaje!
Znów zerknął za plecy Cartera. Tak, tamta ruda czarownica z uroczymi piegami na nosie była zdecydowanie w jego guście. Najlepsze w rudych było chyba to, że istniało minimalne ryzyko natrafienia przypadkiem na jakąś półwilę czy inną niebezpieczną bestię z pazurami długości harpunów. Z blondynkami nigdy nie wiesz.
- U tamtego gościa można obstawiać wyniki meczów. Czasem stawiam na kuzynkę, tak z czystej ludzkiej przyzwoitości.
Nie był bynajmniej uzależniony od hazardu, ale czasem lubił zawierzyć własnemu losowi. Szczególnie jeśli nie miał tego dnia żadnych złych ani przerażających wizji. Inaczej patrzenie na zakłady nie zawsze wywoływało pozytywne konotacje.
- A co u ciebie? - zagadnął, nie mogąc uspokoić kolana, które chodziło w rytm muzyki lecącej od strony parkietu.







The only thing
necessary for the
triumph of evil
is for good men to do
nothing.
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   26.02.17 10:51

Nie można było odmówić temu dzieciakowi dawnego poczucia humoru, którego na szczęście nie wyzbył się wraz z wiekiem. Bo za dużo osób dookoła niego się zmieniało. Za dużo znikało i za dużo nie wracało. Powrót do Anglii, gdzie czekało go to samo, co w chwili, w który kończył Szkołę Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie był już kompletnie pozbawiony wszelkich pozytywnych odczuć. Wcześniej sądził, że przybycie do ojczyzny będzie wiązało się jedynie z bólem. Z bólem po stracie rodziców, z którymi nie widział się jedenaście lat i już nigdy z nimi nie porozmawia. Potem Sophia z którą musiał się porozumieć, chociaż serce łamało mu się za każdym razem, gdy patrzyła na niego jak na obcego. Wytrwali jednak. A potem pojawiło się dziecko i... Ponowne przypomnienie o tym jak bardzo Anglia zabija swoich patriotów - śmierć Cilliana. Wydawało mu się, że jego życie jest jak wielka kapryśna sinusoida. Raz w górę wydawało się, że jest lepiej, ale zaraz gwałtownie opadała - by powiedzieć, że się mylił. Teraz nie wiedział, w którym jej momencie się znajdował. Jechał w górę czy wciąż w dół? Ciężko było się w tym połapać.
- Myślę, że twoja skromność jest fałszywa - odparł ze śmiechem na słowa Alasdaira. - Nie wiem jak ci się to udaje. Ten akcent jest koszmarny - dodał, czując się jakby od ich ostatniego spotkania minął jakiś tydzień. Nie ponad dekada. Nie mógł nie zauważyć tego spojrzenia Diggory'ego, więc odwrócił się, by zerknąć w tym samym kierunku. Uśmiechnął się do siebie, widząc naprawdę ładną buzię rudowłosej panny, która chyba wpadła komuś w oko. Zaraz jednak wrócił, słysząc głos towarzysza. - Nie gram - skwitował, chociaż nie była to cała prawda. W końcu jakiś czas temu walczył na ringu w nielegalnych walkach. Można było powiedzieć, że była to praca. Bo była. Jednak przypominająca o przeszłości. - Oh - sapnął Raiden na pytanie, co u niego. Wypił spory łyk swojego alkoholu i pokręcił głową. - Zmieniło się praktycznie wszystko. Pewnie słyszałeś o wypadku pod koniec grudnia, gdy pewne małżeństwo zostało zaatakowane przez wilkołaka? - Wciąż mówił o tym jakby to było już pewne. Nikt nie mógł się przecież dowiedzieć, że śledził tę sprawę. I udział wilkołaka już finalnie odrzucił. - Wróciłem od razu na ich pogrzeb, nie mogąc nawet zidentyfikować ciał - dodał, wciąż wspominając swój gniew, w chwili w której dowiedział się o śmierci rodziców. To wciąż się w nim tliło. Nienawiść do odpowiedzialnych za to ludzi. Marlene i William Carter byli niezwykle oddanymi sprawie promugolskiej ludźmi. Uciszenie ich mogło być jednym z pierwszych kroków do wprowadzenia tak bardzo antymugolskiej polityki. Najpierw oni, a potem... Cała reszta posypała się jak liście na jesień. - I pewnie wiesz że aurorzy padają jak muchy - mruknął, schodząc na poważniejsze tematy. Mieli jednak cały wieczór i na pewno nie zamierzali jedynie martwić się tymi ponurymi sprawami.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Rather be the hunter than the prey...
OPCM : 10
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 21
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   16.10.18 18:04

| przybywamy stąd

To przecież nie powinno być takie trudne — wiedziała o tym wręcz doskonale. Zabrać swoje rzeczy, pozostawić limonkowe szaty w niewielkiej szafie stojącej w gabinecie, zapełnionym czekającymi raportami z przeprowadzonych kuracji oraz plakatami największych gwiazd quidditcha z podpisami tychże. Minąć przepełnione ponad miarę sale, zignorować pospieszne sylwetki pielęgniarzy oraz uzdrowicieli zmierzających do kolejnego pacjenta. Ominąć szerokim łukiem wejście do izby przyjęć, nie dać się złapać przełożonemu gotowemu wcisnąć kolejne karty, narzekając przy tym szumnie o brakach w personelu — zupełnie tak, jakby ilość nadgodzin oraz presji ciągnącej od rozszalałych anomalii nie miała z tym nic wspólnego. To nie było trudne, przywołać na pobladłe lica obojętny wyraz twarzy, surowość zakląć w czeluściach ślepi mogącą odstraszyć nawet największych śmiałków. Nie było, a jednak nie potrafiła tego zrobić. Dlatego też brała na siebie wiele zmian, poczuciem winy znaczony był każdy wolny dzień, a jej zawrotne życie towarzyskie jakoś tak przygasło. Jej jedynym ambitnym planem było pójście w przyszłym tygodniu do zwierzęcej menażerii, by móc zakupić tam jakieś niewielkie, proste w utrzymaniu zwierzątko. Wyglądało to więc źle, jeszcze gorzej, że Red wypowiadając słowa w stronę starszego Botta, musiała nader prędko zauważyć, jak żałosne wydawało się jej życie. Praca, dom, dom, praca. Kicha trochę, jakby to któryś z jej znajomych powiedział. Niemniej spędzenie reszty dnia z kimś i to nie w zaciszu własnego mieszkania, było wystarczająco kuszące, by mogła przystać na propozycję Matta. Tak, tak, wcale nie chciała iść tam dla jedzenia. Bo Rowan Sprout się nie opycha. I tego się trzymajmy.
Podróż Błędnym Rycerzem chyba od zawsze kojarzyła się jej ze ściśniętym boleśnie żołądkiem oraz retrospekcjami z własnego niezbyt długiego życia. Każdy błąd uczyniony smakował goryczą, jeszcze większą był fakt, że nie jest w stanie ich w żaden sposób naprawić, jeśli rozpłaszczy się na szybie niczym ta mało estetyczna miazga. Dojechali jednak sprawnie, choć panienka Sprout musiała przez moment krótki użyczyć sobie ramienia towarzyszącego jej lekkoducha, gdyż uginające się pod nią nogi nie zezwalały na miarę prosty chód. Naprawdę, naprawdę tęskniła za teleportacją niekończącą się bolesnym rozszczepieniem. Kiedy wnętrze uzdrowicielki się uspokoiło, z ulgą mogła zacząć przyglądać się wystrojowi pomieszczenia. Faktycznie, nie wyglądało najgorzej.
Chyba tylko raz, potem Daphne próbowała sama stworzyć coś wedle starych przepisów, ale wszystko było dosyć hmm...oślizgłe — przyznała, poprawiając cienki paseczek torebki. Brwi zmarszczyła lekko, rzeczywiście brakowało w powietrzu aromatów potraw, miast tego był zapach alkoholu oraz potu. Urokliwie — Jasne, zamów mi coś — klepie mężczyznę po ramieniu, sama kieruje się w stronę toalety. Nie wygląda źle, chociaż poprawienie ust czerwoną szminką oraz zmierzwienie ognistych kosmyków, by wydawały się bardziej uniesione i gęstsze. Powinna napisać do mamy o kolejną porcję odżywki, te sklepowe dawały marne efekty. Poprawiwszy niezbyt liczne mankamenty, jakie zauważyła w swym wyglądzie, wróciła do bruneta.
Więc...bierzemy udział w niewidzialnej degustacji przy milczącej, acz nastrojowej muzyce? — pyta nader pogodnie Sprout, opierając się o stołek barowy, na którym usiądzie zapewne, jeśli zauważy stojący kieliszek czegokolwiek, co zawierało alkohol. Jak widać, wbrew pozorom wybredna nie była. Raczej.




I'd rather watch my kingdom fall
...I want it all or not at all
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 18/33*
SPRAWNOŚĆ : 28/48
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   17.10.18 19:57

- Hehe, no - wszystko tam pływa w maśle przez to takie łykowate. No ja sam nie byłem znawcą zagranicznych kuchni, a tym bardziej francuskiej. Właściwie mało czymś się interesowałem co wychodziło gdzieś poza granice Anglii czy też ogólnie wysp brytyjskich. Jednak znałem Lily, a te kilka lat spędziła właśnie we Francji i tymi jakimiś specjałami po powrocie kilka razy mnie gościła. Nie było to jakieś złe, lecz ciężko było się tym ich żarciem najeść, a jak już ci się to udało to szło odnieść wrażenie, że wypiło się kubek roztopionego masła. Ugh.
Z uśmiechem i dobrym humorem na chwilę rozstałem się ze swoją towarzyszką i zmierzyłem w stronę baru, który też dziś jakoś sprawiał wrażenie inności. Co prawda dalej dało się wyczuć w całym tym pomieszczeniu ten typowy aromat potańcówki - zapach parkietu, nieco nieświeże powietrze (jednak z powodu tego, że nikt nie tańczył to nie duszne), trochę dymu z petów które czuć było mocniej po zbliżeniu się do przesiąkniętego nim wysokich puf przy barze. Barman był jednak porządniej ubrany, a barowy blat uginał się zamiast od kolorowych drinków czy tak właściwie potraw po które przyszliśmy to od dzbanów wypełnionych wodą, zastawy szklanek i misek...?
- Na pierwszy ogień, lecieć będą zupy co? - zagaiłem beztrosko wsuwając się na pufę. Widziałem, że gościowi robi się zmarszczka niezrozumienia - Nie wiesz, kiedy ma ruszyć ta degustacja, co? Ech - wzdycham od razu zakładając, że chyba przyszliśmy jakoś za wcześnie - Zapodaj jakimś jasnym sikaczem i lampką wina - nakazuję zatem sięgając po drobne i tym razem to ja zmarszczyłem brwi kiwedy gość mi mówi, że dziś alkoholu innego prócz lekkiego szmpana nie wydają bo impreza zamknięta. No nic, zamówiłem.
- Gorzej - zakomunikowałem - Wygląda na to, że nie wydają też nic poza musującym sokiem - podsuwam rudej jej lampkę nie będąc zdziwionym, że dostałem wejściówkę z darmo. I tak jakoś trawiłem tą informację oraz zastanawiałem się gdzie przenieść dalej będąc kompletnie nieświadomy tego, że stoliki pokryte zielonymi płachtami miały robić za podesty dla psidwaków, że ten pas wolnego parkietu miał być wybiegiem wzdłuż którego właściciele czworonogów mieli pokazywać dumny chód swych rodowodowych zwierzaków ku zachwytowi sędziów. To wszystko miało dość do mnie lada moment. Już teraz jakoś zaalarmowały mnie niepokojące odgłosy wylewających się na salę przez wejście rzędy prowadzonych na smyczach psidwaków różnej maści, wielkości oraz kształtów. Patrzyłem na ten pochód rozdziawiając usta i ściągając brwi. Odłożyłbym je na barowy blat gdyby nie chwilowy szok. Pobladłem, a na skórze pojawiła się gęsia skórka. Chrząknąłem pod nosem wracając do rzeczywistości. Odstawiłem na blat swój soczek - Chyba przenieśli imprezę gdzie indziej. Choć, zmienimy lokal.. - mówię do Ro wstając z krzesła. Byłem przy tym nienaturalnie spięty - Sora, że tak wyszło, lecz zaraz ci odbiję. Na Brick Lane jest super żarcie i klimat. Spodoba ci się - przekonuję mając nadzieję, że nie jest miłośniczką zwierząt bo czuję potrzebę wydostania się stąd. Tak, robiłem się trochę nerwowy, a gdy nieopatrznie tuż za moimi plecami coś szczeknęło to w głowie pojawiła się pustka. Podskoczyłem wydając z siebie jakieś zmyślne Nokturnowe przekleństwo i jak stałem tak w drugiej sekundzie przeskoczyłem za barowy blat z sercem w gardle lustrując kobietę podchodzącą pod pięćdziesiątkę z jakimś puchatym, jazgotliwym psidwaczkiem na rękach. Na rękach. Odetchnąłem z ulgą.




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Rather be the hunter than the prey...
OPCM : 10
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 21
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   18.10.18 15:11

Czerwona szminka sunie gładko po dużych, ładnie skrojonych ustach lekko rozchylonych. Poprawia ognisty kosmyk opadający na oczy, przeglądając się lekko krytycznie w lustrze — jak na osobę, mającą za sobą chaotyczną oraz pracowitą zmianę, wygląda wcale nie najgorzej (w zasadzie to świetnie, lecz jakaś fałszywa skromność musi zaistnieć) i nawet da radę śmiało wytrzymać kilka godzin na nogach. Marszczy zaraz lekko brwi, gdy do łazienki wchodzą dwie obce i wyraźnie zaaferowane czarownice. W zasadzie nie było w tym nic dziwnego, w końcu to toaleta publiczna, zdziwienie budziły tylko ich słowa prawiące o zeszłorocznej zwyciężczyni o szumnej nazwie Pusia III i to trochę pannę Sprout skonsternowało. Zaraz jednak wzrusza ramionami sama do siebie, bo to jakby nie jej sprawa i generalnie, to wolałaby nie wiedzieć, o co chodzi. Dlatego też przy wtórze stukotu obcasów czarnych szpilek wartych więcej, niż gotowa jest przed sobą kiedykolwiek przyznać — powraca do towarzysza, przyglądając się w zaciekawieniu wnętrzu. Sądziła, że inaczej to będzie wyglądało, chociaż nie powinna się spodziewać normalnych, typowych rzeczy oraz zdarzeń w obecności kogokolwiek z rodziny Bottów.
Cóż za strata — mruczy Red, przyjmując kieliszek z cichym podziękowaniem. Upija łyk, wzrok zaraz kierując w stronę narastającego hałasu. Ze zdziwieniem wita pojawiające się na wymyślnych smyczach psidwaki, przez chwilę lękając się, iż do czynienia będą mieć z kuchnią azjatycką — zaraz jednak wystrój oraz wygląd zwierząt łączą się w jedno i Rowan poważnie zastanawia się, czy to nie jest czas na romans jej dłoni z własnym czołem. Matt zabrał ją na pokaz psów, o których chyba nawet pobieżnie czytała, wysłuchując jednocześnie paplaniny tłustawego szczura, zalegającego na jej ramieniu.
Serio? Nie zauważyłam — odpowiada lekko mężczyźnie, przyglądając się napływającym gościom. Nie wszyscy posiadali psy, toteż część musiała być widzami. W zasadzie nigdy nie była na takim wydarzeniu, szampan też nie smakował znowu tak źle — Żartujesz? Możemy zostać, te psiaki wyglądają naprawdę... — milknie, zwracając większą uwagę na raptownie spiętego bruneta. Hm, okej? Nie widywała zbyt często zdenerwowania u starszego Botta, który chyba już zawsze będzie jej przywodził na myśl lekkoducha pokroju Bojczuka. Takie zachowanie było więc dosyć niespodziewane i intrygujące. Co doprowadziło go do takiego stanu? Nie musiała najwyraźniej zbyt długo czekać, by się dowiedzieć, gdyż nieopodal przechodziła jakaś starszawa kobieta w psiną w ramionach. A potem stało się to. Odsuwa się nieco, kiedy Matthew wydaje z siebie z lekka piskliwe przekleństwo, a następnie zmienia swoje położenie. Ach, jej bohater.
Bott...ty i psy? — pyta w zdziwieniu, a potem przewraca ślepiami. Miało być miło, kopanie leżącego, a potem obserwowanie, jak próbuje się podnieść, nie należy raczej do gatunku zachowań miłych — Nieważne — macha ręką, a potem zasłania twarz, wydając z siebie ciche kichnięcie — Och, nie. Czyżby dopadła mnie niespodziewana alergia na sierść? Niesłychane. Chyba twoje Brick Lane może być dla mnie jedynym ratunkiem — oświadcza z powagą, kciukiem wskazując na wyjście. Aby tylko dostać się do drzwi, należało przejść obok sporej liczby pupili, które wciąż gnieździły się nieopodal, podczas gdy właściciele czekali na przydzielenie do odpowiednich miejsc. I Rowan była doprawdy okropną osobą, bo w duchu aż umierała z ciekawości, jak będzie wyglądała ta przeprawa. Nie pokazała jednak po sobie rozbawienia, miast tego z oczekiwaniem spoglądała na towarzysza. No dalej Bott, obiecałeś niezapomniany wieczór, nieprawdaż? I jakoś tak podświadomie miała wrażenie, że ten rzeczywiście taki będzie, choć nie w sposób, jaki wyobrażał sobie hulaka.




I'd rather watch my kingdom fall
...I want it all or not at all
Powrót do góry Go down
Matthew Bott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : Wolny strzelec
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 18/33*
SPRAWNOŚĆ : 28/48
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   19.10.18 1:16

Skrzywiłem się i chociaż wyczuwałem tą nutę ironii ze strony Rowan to jednak bardzo sam chciałbym faktycznie nie zauważyć tego całego zbiegowiska. Oczywiście jednak się nie dało. Sala zaczęła się z chwili na chwilę zapełniać nie tylko miłośnikami czworonogów chcących po napawać swoje oczy różnego rodzaju sierściuchami. Ja do tych ludzi nie należałem i cieszyło mnie w tym momencie, że widziałem większość tych zwierzaków na smyczach. Podskakiwały sprężystym krokiem przy nogach swych właścicieli. No nie powiem - niepokojące w chuj. W sensie myśl, że miały by się zaraz zerwać i wgryźć komuś w gardło. Banda idiotów bez wyobraźni - tak sobie o wszystkich tych czubkach pomyślałem, patrząc zaraz z wyrzutem na Rowanę słysząc jej pomysł o zostaniu tu.
- Nie, nie wyglądają - poprawiłem kategorycznie jej niedopowiedzianą myśl - Niektórym bliżej do przeżutego kotleta niż zwierzęcia - burknąłem chcąc zniechęcić rudzielca do zostania tu no bo przecież nie powiem wprost, że mi się tu nie podoba kiedy sam tu ją ściągnąłem, co nie? Na szczęście nie musiałem - życie wzięło sprawy w swoje ręce i zweryfikowało wszystko za sprawą szczeku zwierzęcia który po prostu mnie spłoszył. Zareagowałem nerwowo i instynktownie znalazłem się za pierwszą możliwą trwałą przeszkodą oddzielającą mnie od źródła jeszcze nie do końca zidentyfikowanego powodu tego ramadanu. Potem okazało się, że krwiożercza bestia jest nie tylko mało inwazyjna, lecz również pod kontrola właścicielki. Ale co się najadłem strachu, a zaraz potem wzbierającego wstydu to moje.
- Co ja i psy - burknąłem w stronę pielęgniarki mierząc ją spojrzeniem w stylu nic więcej nie mów. Naburmuszony i skrzywiony stałem tak, jakby nie było, za ladą kolo barmana który chyba ciągle łączył fakty co się odwaliło. Badawczo owzroczyłem Rowan w chwili w której odegrała swoją scenkę mającą najpewniej zgrabnie pozwolić mi wyjść z twarzą z całego zajścia. Będę jej za to wdzięczny do końca życia.
Na barze zostawiłem opłatę za szampana uiszczając sowity napiwek, następnie na powrót znalazłem się przystosowawcze za pomocą której udało mi się ujść bezpiecznie ku wyjściu. Tej nocy byłem gotowy spełnić jej każde wymyślne, gastronomiczne życzenie.

zt




Do you wanna stick around to see

How bad can I be?

Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Rather be the hunter than the prey...
OPCM : 10
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 21
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Potańcówka braci Fancourt   19.10.18 17:02

Spoglądała na mężczyznę z wyczekiwaniem zaklętym w ciemnych tęczówkach oraz jedną dłonią na boku podpartą. Stopniowo wnętrze budynku jęło się wypełniać psim jazgotem oraz szemraniem głosów zebranych czarodziei, szczekanie oraz piski mimowolnie wywoływały lekkie drgnięcie kącików ust — nie było tylko pewnym, czy było to spowodowane irytacją na hałas, czy też jakimś niezrozumiałym rozczuleniem. Dość rzec, iż panna Sprout nie podzielała niechęci starszego Botta, ze zwierzętami wydawała się większych problemów nie mieć, a awersją obdarzała głównie te, które mogły ją w znacznym stopniu obślinić, albo pobrudzić. Bo cóż, nie po to wydawała pieniądze ponad miarę, by ubierać się ze smakiem oraz według najnowszej mody, aby jakiś sierściuch bądź inna stwora od razu je zniszczyły. Co to, to nie! Ale ten pokaz mógłby być interesujący, zostałaby z chęcią, racząc się przy tym lekkim szampanem, komentując co dziwniejsze fryzury uczynione na pupilach. Niektóre psidwaki wyglądały doprawdy uroczo, większa część jednak wywoływała ironiczne uniesienie brwi. I te nazwy psów oraz hodowli! Jak można nazwać zwierzę Danae Strumyk Plumka Wartkim Nurtem z hodowli Wszyscy Jesteśmy Dziećmi Tęczy — no dobra, to akurat zmyśliła, ale hej! Podobna nazwa widniała w gazecie, tak też podejrzewała, iż większa część ma właśnie taki gust. Mogłaby więc zostać, ale tego nie zrobi, bo ten dureń stojący za barem, zerkający nieufnie w stronę małego pieseczka, zaproponował jej wyjście i wbrew pozorom Rowan Sprout nie była aż tak okrutną osobą. Miała serce, tylko starała się z niego nie korzystać zbyt często. Teraz była jednak skłonna to uczynić, być miłą i w ogóle niesamowitą sobą. Tak też czyni swoje małe przedstawienie, czekając, aż Matt załapie, o co jej chodzi. I robi to, bo zaraz opuszczają budynek, nieco może zbyt szybkim krokiem dla rudzielca, a potem kierują się tam, gdzie ona zechce. Idą więc, ku jego uciesze do francuskiej restauracji.

| zt




I'd rather watch my kingdom fall
...I want it all or not at all
Powrót do góry Go down
 

Potańcówka braci Fancourt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Apartament braci Mortis

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18