Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Sala numer jeden   30.03.15 23:57

First topic message reminder :

Sala numer jeden

Niedawna wojna zrobiła z Mungiem swoje - znaczna większość pomieszczeń potrzebuje remontu; pociemniała biała farba na sufitach, którą bardziej określić można jako szaro-żółtą lub zwyczajnie szarą, w zależności od oświetlenia, parapety pomalowane paskudną olejną farbą, wszelkiego rodzaju rysy, obdrapania, ślady po stuknięciach... Chybotliwe łóżka, pod których nogi częstokroć podstawiane są drewniane klocki lub kawałki gazet, by jakoś je ustabilizować, z lekka nieszczelne okna, na które niby rzucane są wszelkiego rodzaju zaklęcia, lecz raczej z dosyć marnym skutkiem... Długo by wymieniać wszelkie mankamenty.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Mortimer Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1830-mortimer-flint https://www.morsmordre.net/t2260-blodeuwedd#34252 https://www.morsmordre.net/t3032-wspolna-jazn-interplanetarna#49666 https://www.morsmordre.net/f132-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood https://www.morsmordre.net/t4072-m-i-flint#78986
niebieski ptak, kolekcjoner wspomnień
25
Szlachetna
Zaręczony
les monstres aussi
tombent amoureux.
0
5
0
22
0
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   24.01.17 16:25

Iskra bólu rozpierzchła ciemność - Lyra Travers odzyskała przytomność, lecz w tym momencie nie trudziłem się jeszcze informowaniem jej o tym, iż znajduje się w Mungu - miałem wrażenie, że mijałoby się to z celem, bowiem zamglony wzrok kobiety świadczył o tym, że potrzebuje jeszcze chwili, by stać się w pełni świadoma tego, co się wokół niej dzieje. Zamiast tego zdecydowałem się na zaaplikowanie remediów, które należało najpierw przygotować w odpowiednich ilościach. Zwróciłem się ponownie w stronę stażysty, który przyniósł lekarstwa.
- Uzupełniający krew, dwie miarki - standardowa procedura w przypadku tak znaczącego ubytku krwi; w tym przypadku nie potrzebowałem upewniać się, czy mam rację. - I jedna wywaru wzmacniającego powinna w zupełności wystarczyć - najważniejsze było to, aby podawać go regularnie w wyznaczonych przez uzdrowiciela odstępach czasu.
Sam, natomiast, nie czekając na Notta, po raz kolejny tego dnia spróbowałem rzucić zaklęcie tamujące krwotok. Być może tym razem się uda? - Fosilio ab intra - musnąłem różdżką skórę podbrzusza.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   24.01.17 16:25

The member 'Mortimer Flint' has done the following action : rzut kością


'k100' : 55


Powrót do góry Go down
Raphael Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2915-raphael-nott https://www.morsmordre.net/t3084-willem#50546 https://www.morsmordre.net/t3065-nieporzadek-w-chaosie https://www.morsmordre.net/f302-great-ormond-st-34-3 https://www.morsmordre.net/t3099-raphael-nott#50775
uzdrowiciel; choroby genetyczne
26
Szlachetna
Kawaler
Loving you was
The most
Exquisite form
Of self
Destruction.
3
3
0
18
1
1
0
5
Czarodziej
 Trzeba żyć bez względu ile razy runęło niebo.

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   24.01.17 17:37

W milczeniu przyglądał się zaradności swojego protegowanego. Z jednej strony powierzanie mu prawie w całości zdrowia lady Travers, a także jej dzieca, było dosyć odważne, ale z drugiej gdyby ten zajmował się jakimś półkrwakiem mógłby już nie przykładać się tak do swojego zdania. Zresztą, był przekonany, że dopóki tu jest nie może stać się nic złego. Nie wynikało to z kwestii zbyt wybujałego ego, ale znajomości swoich umiejętności i poczucia kontroli nad sytuacją. Krwotok został zatamowany, a to on w tej chwili stanowił największe zagrożenie. Opieka nad rozwijającym się w kobiecie życie nigdy nie należała do jego specjalizacji, więc nim nastąpi specjalistyczna w tej kwestii konsultacja, pozostawało mu zapewnić pacjentce jak najlepszą opiekę.
- Rozcieńcz eliksiry wzmacniający z wodą, zbytnio skondensowany może być niebezpieczny dla płodu - rzucił do stażysty z fiolkami w ogóle na niego nie patrząc. Kiedy upewnił się stuprocentowo, że zaklęcie Flinta zadziałało taktownie opuścił poły sukienki. Obmyciem i troskliwą opieką nad chorą zajmie się pielęgniarka, które nie wprawi jej w zakłopotanie. Zwłaszcza, że ta została już wybudzona. Poprawił okulary i pochylił się nad kobietą kierując różdżkę w okolice klatki piersiowej.
- Renervate. - Było zdecydowanie w tej chwili potrzebne. Prawdopodobnie mogło zaniechać tym drobnym, niepokojącym go wciąż skurczom. Spojrzał na drobną twarz i delikatnie złapał ją za dłoń. - Lady Travers, czy mnie pani słyszy? Nie musi pani mówić, jeśli nie czuje się na siłach. Proszę ścisnąć moją rękę.




and we are the reason
they write love songs so sad

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   24.01.17 17:37

The member 'Raphael Nott' has done the following action : rzut kością


'k100' : 3


Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   24.01.17 18:01

Po kolejnej utracie przytomności Lyra znowu odpłynęła w krainę kojącej ciemności. Nie poczuła podróży świstoklikiem ani przenosin do sali Munga. Nie była świadoma niczego, póki nagle ze stanu nieprzytomności wyrwało ją lekkie ukłucie. Jej przebudzenie nie było nagłym i gwałtownym powrotem do rzeczywistości, trochę trwało, zanim zdała sobie sprawę z tego, gdzie jest i co się wokół niej dzieje. Podobnie jak i wcześniej, najpierw przyszedł do niej ból i ta porażająca słabość, która wydawała się ogarniać całe jej ciało. Była tak osłabiona, że nie była w stanie się poruszyć, chociaż otumaniony umysł podsyłał wizję strachu, urywki wspomnień z Pokątnej. Napaść, od której wszystko się zaczęło, rozmowę z Carterem, nagłą falę bólu, zasłabnięcie, a potem przebudzenie się w sklepie przesyconym wonią perfum... Wszystkie te urywki łączył lęk, jaki czuła, kiedy uświadomiła sobie zagrożenie, jakie spadło na jej nienarodzone dziecko. Nawet jej wygląd odzwierciedlał odczuwane przez nią emocje. Z bladej twarzy dziewczęcia zniknęły charakterystyczne piegi, a włosy nieznacznie pociemniały. Po policzku spłynęło kilka łez.
Jej powieki zatrzepotały chaotycznie, gdy otworzyła oczy i próbowała dostrzec zarysy otoczenia. Biel. Nieprzyjemnie znajoma biel, kiedyś już przeżyła podobne bolesne przebudzenie w takiej scenerii. Wiedziała, gdzie się znajduje, a w jej oczach znowu błysnął strach, ale i nadzieja, że jej dziecko zostanie uratowane. Nadal wierzyła, że nie wszystko stracone.
Ktoś do niej mówił. Jęknęła cicho, próbując skupić się na słowach uzdrowicieli. Kiedy jeden z nich złapał ją za dłoń, odwzajemniła lekki, słaby uścisk pokazując tym samym, że go słyszy. Mimo bólu i niepokoju, była gotowa cierpliwie znieść dalsze leczenie, nawet jeśli będzie nieprzyjemne, byle tylko mały Travers wyszedł z tego cało. Grzecznie połknęła podane jej eliksiry, próbując skupić wzrok na sylwetkach mężczyzn stojących obok jej łóżka.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   24.01.17 20:56

Zaklęcie Mortimera okazało się skuteczne, krwotok ustał. Próba udzielenia pomocy przez Raphaela zakończyła się jednak klęską. Po przyjęciu eliksirów Lyra pozostawała słaba, lecz wkrótce miało się to zmienić - powoli odzyskiwała siły. Młoda arystokratka powróci do nich dopiero po paru dniach, wtedy będzie mogła opuścić szpital. Nie doszło do poronienia, choć w dalszym toku ciąży mogą nastąpić komplikacje - Lyra będzie musiała korzystać z opieki uzdrowiciela i zachowywać wyjątkową ostrożność.

| To koniec ingerencji MG, dziękuję za grę. Mortimer - możesz potraktować tę rozgrywkę jako wątek z pracą i rzucić kością w temacie ze skrytką bankową. Możecie kontynuować wątek we własnym zakresie.
Jako że data Waszego wątku nie jest sprecyzowana, Lyra nie może pisać wątków poza szpitalem do końca fabularnego kwietnia. W Mungu przebywała co najmniej pięć dni.


Powrót do góry Go down
Mortimer Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1830-mortimer-flint https://www.morsmordre.net/t2260-blodeuwedd#34252 https://www.morsmordre.net/t3032-wspolna-jazn-interplanetarna#49666 https://www.morsmordre.net/f132-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood https://www.morsmordre.net/t4072-m-i-flint#78986
niebieski ptak, kolekcjoner wspomnień
25
Szlachetna
Zaręczony
les monstres aussi
tombent amoureux.
0
5
0
22
0
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   25.01.17 5:42

| bardzo dziękuję za grę!

Gdy uzyskałem pewność, iż udało mi się zatamować krwotok, przesunąłem się, by zrobić miejsce stażyście, który podszedł do lady Travers z odpowiednio przygotowanymi eliksirami. Z kamienną obojętnością skuwającą mą twarz przyglądałem się nieudanej próbie rzucenia zaklęcia przez Notta - być może przez chwilę odczułem nawet coś na kształt satysfakcji, gdy zakończyła się ona klęską, lecz nie dałem tego po sobie poznać - po dzisiejszym popisie na Pokątnej byłbym hipokrytą, gdyby w tym momencie pozwolił sobie na wymowne spojrzenie.
- Lady Travers, pani stan jest już stabilny, a dziecku nic nie zagraża - pospieszyłem z informacją, na którą bez wątpienia czekała przeraźliwie osłabiona kobieta - miałem nadzieję, że ta wiadomość wskrzesi w niej siłę potrzebną do dalszej rekonwalescencji, która będzie, cóż, długa - aż do samego rozwiązania młoda arystokratka musi zachowywać się nad wyraz ostrożnie, jeśli chce donosić ciążę. Niezbędny będzie również tygodniowy pobyt w Mungu, a gdy ten dobiegnie końca - stała opieka uzdrowiciela. Powstrzymałem się jednak przed wygłoszeniem tych kwestii, by Nott nie stał tak całkiem bezczynnie.
Darowałem sobie również wyręczanie Notta i rzucenie tego samego zaklęcia, które mu się nie powiodło, bo coś takiego w kręgach uzdrowicielskich uznawało się za ogromny nietakt. W momencie, gdy nie było już bezpośredniego zagrożenia życia, przyjęło się, iż zawsze powinno się dać czarującemu szansę na poprawne rzucenie zaklęcia, by nie dyskredytować go w oczach pacjenta. Ot, niepisana zasada - nikt z nas nie jest nieomylny i nawet doświadczonym uzdrowicielom zdarza się czasem potknąć na Anapneo. - Aqua Protecto - powiedziałem więc (jeśli liczyć pasmo niepowodzeń w sklepie z perfumami, to po raz czwarty, o ile mnie pamięć nie myli), gdyż nawodnienie organizmu było istotnym elementem kuracji w przypadku zagrożenia poronieniem.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   25.01.17 5:42

The member 'Mortimer Flint' has done the following action : rzut kością


'k100' : 57


Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
funkcjonariusz policji, brygadzista
31
Półkrwi
Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
15
27
0
0
0
0
1
11
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   31.01.17 16:01

Stan był stabilny. Tylko to przekazała mu jakaś młoda piguła, która wybiegła z sali, żeby przynieść kolejną porcję eliksirów. Raiden nie zamierzał wchodzić. Przecież wiedział nawet że mu nie pozwolą. Dlatego jedyne co mógł zrobić to natychmiast napisać do męża Lyry, chociaż ręce trochę mu się trzęsły i chyba nawet smagnął pergamin krwią... Chyba. Oby nic poważnego. Nie zamierzał martwić Glaucusa. Pamiętał go z Hogwartu. Nie sądził, że go jeszcze zobaczy, a przynajmniej nie sądził, że ten weźmie ślub za parę ładnych lat z młodszą od siebie... O dość sporo panną. Nawet nie zdążył spytać czy z dzieckiem wszystko w porządku, ale najwidoczniej oznaczało to, że tak. Chyba... Miał nadzieję, bo czekanie na krześle pod salą wcale nie pomagało się uspokoić. Obserwował uzdrowicieli biegających to tu to tam, a sam czuł się jak niepotrzebny kołek. Idiota. Gdyby zareagował odpowiednio, nie doszłoby do tego. W ogóle nie powinien zaczynać z nim rozmowy, ale... Raiden wiedział, że to było słuszne rozwiązanie. Skąd miał wiedzieć co się wydarzy? Ale mimo wszystko powinien... Był gliniarzem. Powinien ją ochronić, a nie doprowadzać do takiego stanu. Odetchnął głęboko, próbując się uspokoić. Przejechał dłońmi po włosach jakby starając się ocucić po tych wrażeniach. Powinien wracać do domu, umyć się i przebrać, a potem wrócić do Ministerstwa i złożyć raport. Do tego jeszcze ten cały odpowiedzialny za to pajac... Carter postanowił, że wróci później, by sprawdzić czy wszystko z Travers w porządku. W końcu to też była po części jego wina. Ale nie miał tu już nic do roboty. Był potrzebny gdzie indziej.

|zt




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   08.02.17 12:52

Po zażyciu eliksirów i rzuconych na nią zaklęciach Lyra zaczęła czuć się trochę lepiej. Chociaż nadal była bardzo słaba i ledwie trzymała się przytomności, jej ciałko przestało drżeć, a krwotok ustał. Sądząc po tym, jak wyglądała jej suknia, musiała stracić dużo krwi. Szybko odwróciła spojrzenie od plam czerwieni i przymknęła oczy. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz czuła się tak bardzo osłabiona, może nie licząc dni bezpośrednio po dawnym wypadku z lat szkolnych. Teraz jednak bardziej niż własna słabość martwiło ją coś innego, więc po chwili znowu podniosła błędny, zaniepokojony wzrok, rozpaczliwie doszukując się w ich twarzach odpowiedzi.
Dopiero, gdy uzdrowiciel powiedział, że jej dziecku nic nie zagraża, mogła odetchnąć z ulgą i zacząć się uspokajać. Po jej policzkach znowu spłynęło kilka łez, tym razem ulgi.
- Czy ono... będzie żyć? – zapytała słabo, ledwie słyszalnie. Kilka dni temu wciąż nie dowierzała, że nosi w sobie nowe życie i zostanie matką. Teraz nie wyobrażała sobie, że tej maleńkiej kruszyny mogłoby zabraknąć. Najwspanialszego owocu jej małżeństwa, istnienia, któremu chciała zapewnić dobrą przyszłość, gdy już pojawi się na świecie. Co powiedziałaby swojemu mężowi, gdyby je utraciła?
- Glaucus... – wyszeptała imię swojego małżonka. – Czy... on wie?
Z jednej strony chciała uchronić go od trosk, z drugiej pragnęła jego obecności. Czuła się wewnętrznie rozdarta, ale podejrzewała, że i tak zostanie powiadomiony, jeśli już nie został. Jak zareaguje na nieprzyjemne wieści? Obawiała się jego reakcji. W końcu to jej wina, że wybrała się dzisiaj na Pokątną i naraziła się na kłopoty.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Mortimer Flint
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1830-mortimer-flint https://www.morsmordre.net/t2260-blodeuwedd#34252 https://www.morsmordre.net/t3032-wspolna-jazn-interplanetarna#49666 https://www.morsmordre.net/f132-leicestershire-dworek-w-lesie-charnwood https://www.morsmordre.net/t4072-m-i-flint#78986
niebieski ptak, kolekcjoner wspomnień
25
Szlachetna
Zaręczony
les monstres aussi
tombent amoureux.
0
5
0
22
0
0
0
3
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   08.02.17 13:27

W takich chwilach trudno było pozostać niewzruszonym i udawać, że to, co dzieje się z pacjentem, interesuje mnie tylko na płaszczyźnie zawodowej. Skamieniałem, patrząc się na łzy żłobiące korytarze smutku w jej policzkach - i czym prędzej odwróciłem wzrok, czując się tak, jakbym oglądał lady Travers w negliżu - emocjonalnym, co prawda, lecz wciąż wydało mi się to niestosowne. Zbyt intymne, bym przyglądał się temu bez skrępowania.
- Z całą pewnością, proszę się nie martwić, z dzieckiem wszystko w porządku. Teraz powinna lady zadbać o siebie. Najlepiej zacząć od drzemki, sen działa skuteczniej niż najlepszy eliksir - powiedziałem, unikając patrzenia się w jej oczy. Zdecydowanie powinna teraz odpocząć, potem czeka ją niezbyt przyjemna rozmowa, podczas której ktoś z uzdrowicieli bez wątpienia będzie musiał przekazać jej wszystkie ograniczenia - całą listę zakazów oraz nakazów - konieczną do przestrzegania, jeśli Lyra Travers chce donosić tę ciążę. Ale zaprzątanie jej czymś takim głowy w tym momencie nie ma najmniejszego sensu.
- Oczywiście, został niezwłocznie powiadomiony, gdy tylko przetransportowaliśmy lady do szpitala, zapewne wkrótce się tutaj pojawi - rozwiałem jej zmartwienia, choć nie jestem pewien, czy stażysta, któremu zleciłem to zadanie, już się z niego wywiązał. Zaraz to sprawdzę. Aczkolwiek najlepiej czekała mnie chyba niezbyt przyjemna konwersacja z moim ulubionym uzdrowicielem - jeśli jednak chce ze mną o czymś porozmawiać, niech zrobi to na korytarzu, lady Travers należy się chwila spokoju.

ztx3
<3


Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   17.02.17 11:25

Nie przeczuwałem najgorszego. Odwiedziłem port, by dopilnować odpowiedniego rozładunku wszystkich skrzynek z zagranicznym towarem. Przez wyjście Anglii z MKCz wszystkie dotychczasowe procedury stały się jeszcze bardziej skomplikowane oraz wymagające uwagi. Całość procesów musiała przejść jak należy, a czas się bezlitośnie wydłużał; kolejne papiery, sterta druków do wypełnienia oraz większe obostrzenia na granicy. Przeczuwałem trudne czasy dla Traversów i choć wydawało mi się, że świat magiczny ma tyle oleju w głowie, by nie głosować na tak absurdalne zmiany, to wszystko było zbędną nadzieją. Nie wiem co ci ludzie sobie myśleli, ale najpewniej nie myśleli w ogóle. Przez to wszystko chodziłem trochę zły, a ogólne rozdrażnienie źle działało na moje kontakty z innymi ludźmi. Dlatego je wstrzymałem do czasu polepszenia nastroju.
List z wieściami o złym stanie Lyry zastał mnie właśnie nad mozolnym tłumaczeniem jednemu z marynarzy dlaczego zmieniły się przepisy. Tak jakby nie interesował się tym, co działo się w jego ojczyźnie. Nerwowo drapałem się po brodzie starając się nie stracić panowania nad sobą, co nie było zadaniem łatwym. Na domiar złego czyjaś obca sowa krążyła mi nad głową nie dając chwili spokoju. Zirytowany szarpnąłem za list, którego treść w ogóle nie poprawiła mojego samopoczucia. Zmiąłem go naprędce wciskając w kieszeń spodni, po czym z nikłymi słowami pożegnania skierowałem się w stronę ustronnego miejsca, skąd mógłbym dokonać teleportacji, a potem przejść się do szpitala.
Jego aura od zawsze mnie przerażała wywołując ciarki. To miejsce od zawsze kojarzyło mi się z przymusową umieralnią; nie zamierzałem tego jednak mówić żonie, takie informacje nie były jej do niczego potrzebne, a wzbudziłyby tylko nieuzasadniony niepokój. Musiałem się nieźle natrudzić chcąc dowiedzieć się gdzie dokładnie powinienem iść. W końcu na ostatniej prostej korytarza dostrzegłem drzwi o których mówił mi przypadkowo spotkany uzdrowiciel. Serce zaczęło mi łomotać w klatce piersiowej jeszcze szybciej.
Zapukałem krótko, zaraz i tak wtaczając się na salę, wbrew ewentualnym sprzeciwom, choć chyba już nikogo w pobliżu nie było. Zobaczywszy mizerniejszą niż zwykle Lyrę zmartwiłem się jeszcze bardziej. Usiadłem na skraju łóżka nachylając się nad nią i gładząc jej włosy.
- Co się stało? Kto ci to zrobił? – spytałem cicho. Myśląc już nad tym, co powinienem dalej zrobić. Ktoś musiał zapłacić za ten uszczerbek na rodzie Travers i choć nie wydawało się to w tej chwili słuszne, to złość oraz troska przysłaniały mi zdrowy rozsądek. – Jak się czujesz… czujecie? – spytałem jeszcze, starając się uspokoić. No bo… czujecie, prawda?





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   17.02.17 12:34

Musiało minąć dobrych kilka godzin. Lyra była naprawdę wycieńczona i słaba, więc zaraz po wyjściu uzdrowicieli zasnęła mimo trawiącego ją wciąż niepokoju. Ten dzień był dla niej bardzo trudny. Niewinna wyprawa na Pokątną zmieniła się w pasmo strachu, bólu i walki o życie jej nienarodzonego dziecka. Chociaż Lyra przez większość czasu była nieprzytomna, pamiętała ten moment, kiedy czarodziej, który ją złapał, rzucił na nią zaklęcie, a potem, podczas rozmowy z Carterem, gdy już myślała, że jest po wszystkim, nagle poczuła silny ból w podbrzuszu i zaczęła krwawić, po czym zemdlała w jego ramionach. Pamiętała też mgliście przebudzenie w dusznym, przesyconym wonnościami sklepie, ale potem odpłynęła znowu, budząc się tutaj, a cały strach do niej powrócił. Bardziej niż o siebie bała się o dziecko, wciąż tak małe, tak delikatne, całkowicie zależne od jej stanu. Dopiero, gdy powiedziano jej, że przeżyło, mogła uspokoić się i odpłynąć w krainę snu.
Obudziła się, czując czyjś ciepły i pełen troski dotyk na włosach. Poruszyła się z cichym jękiem i otworzyła oczy, zdając sobie sprawę, że kiedy spała, ktoś umył ją z krwi i przebrał w czystą, białą koszulę nocną. I chociaż na jej buzię wróciły już piegi, to policzki nadal były nie mniej białe niż pościel, w której leżała. Straciła dużo krwi, więc nawet nie była w stanie się zarumienić, kiedy zobaczyła, kto siedział obok jej łóżka.
- Glaucus – wyszeptała ledwie słyszalnie, patrząc na twarz osoby, która była dla niej tak ważna.
A więc uzdrowiciel mówił prawdę, jej mąż został powiadomiony i pojawił się tu. Z jednej strony cieszyło ją to, że był obok, a z drugiej czuła wyrzuty sumienia, że przysporzyła mu trosk, zmusiła do tego, że się martwił. Że naraziła ich dziecko, chociaż, opuszczając dzisiaj dom, nawet nie brała pod uwagę ewentualności, że coś takiego mogłoby się stać.
- Glaucusie, przepraszam – wyszeptała więc, a drobna, bielusieńka dłoń wyciągnęła się w jego stronę. – Dziecko... Przeżyło – dodała jeszcze, próbując w ten sposób uspokoić i jego, i siebie, ale po jej policzkach znowu zaczęły płynąć łzy. Czy jej maleństwo nadal było żywe? Mimo osłabienia lekko uniosła dłonią kołdrę, ale nie zauważyła na bieli materiału nowej plamy krwi. Miała nadzieję, że to oznacza, że wszystko jest w porządku. Zdumiewające, że wystarczył taki kryzys, groźba jego utraty, żeby odkryła w sobie więź z tym małym zaczątkiem nowego życia, które rozwijało się w jej ciele.
- Pewnie będę musiała zostać tutaj kilka dni – szepnęła po chwili wahania. Chociaż szczerze nie znosiła tego miejsca, kojarzącego jej się głównie ze strachem i bólem, była gotowa to znieść, byle tylko jej dziecko przeżyło i w przyszłości mogło się narodzić. Była zresztą zbyt słaba na powrót do domu, nawet lekkie ruchy szybko ją męczyły i choćby chciała, nie byłaby w stanie podnieść się z łóżka. Leżała więc, wpatrując się w męża i czekając na jego reakcję. Spodziewała się, że zapewne padną pytania o to, co dokładnie się wydarzyło, że wylądowała tutaj, chociaż Glaucus z pewnością miał świadomość tego, że Lyra, mimo bycia tak delikatną, niewinną istotką, miała skłonności do wpadania w kłopoty, mimo że wcale ich nie szukała.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
10
0
5
10
0
41
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   23.02.17 21:01

Nie potrafiłem pojąć, przejść nad tym do porządku dziennego. Złość oraz troska na zmianę dochodziły do głosu czyniąc ze mnie człowieka zagubionego we własnych emocjach. I życiu, które rozgrywało się na moich oczach, ale bez mojego wyraźnego udziału. Nie rozumiałem jak do tego wszystkiego doszło; kto zawinił, kto powinien zapłacić za ten podły czyn, kto śmiał… wiele pytań nękało teraz moją głowę, ale na żadne nie zyskiwałem odpowiedzi. Nie mogłem jednak drążyć tematu wbrew Lyrze, nie czuła się najlepiej i to nie był dobry moment na wyciąganie tego typu informacji. Choć nie ukrywam, że najchętniej już zainicjowałbym dochodzenie w tej sprawie. Musiałem wziąć kilka głębszych wdechów oraz jako-tako uspokoić się, bo moje zdenerwowanie na pewno nie poprawiały stanu zdrowia rudzielca. Kolejny, cenny oddech oraz zmartwiony wyraz twarzy.
Zaraz wyciągnąłem ku niej dłoń, chwytając jej drobną, ciepłą w swoje palce. Bałem się wielu rzeczy, a wszystkie krążyły wokół żony i… naszego dziecka. To było uczuciem nadzwyczaj dziwnym, niecodziennym. To chyba było tym, o czym mówili mi niegdyś rodzice. A czego ja nie pojmowałem żyjąc beztrosko u wybrzeży Ameryki nie dając znaku życia. Los bywał przewrotny i lubił dawać nauczkę wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewaliśmy.
- Już wszystko dobrze. Będzie dobrze – powiedziałem z przejęciem. Chciałem, by w to uwierzyła. Ja starałem się w to wierzyć. I pokazać, że tak naprawdę będzie. Ścisnąłem mocniej jej rękę jakby w obawie, że zaraz się rozpłynie lub stracę z nią kontakt. – Nie masz za co przepraszać. Cieszę się, że nie ta… przygoda nie skończyła się gorzej – odparłem stanowczo, choć pod koniec głos mi nieco drżał. Drugą wolną ręką muskałem wierzch dłoni Lyry. – To… dobrze – dodałem trochę nieprzytomnie, jakby nadal niewiele do mnie docierało. Mimo delikatnego uczucia ulgi, nie umniejszała ona mojemu zdenerwowaniu oraz zmartwieniu.
- Skoro to konieczne, to tak trzeba zrobić. Będę codziennie przychodził. Matka pewnie też będzie dotrzymywać ci towarzystwa, choć z tego nie do końca jestem zadowolony. Będzie się na pewno równie dużo martwić i zarażać tym stresem ciebie – mruknąłem trochę bez przekonania, czy mówienie im o tym jest najlepszym pomysłem. Nie chciałem jednak, żeby Lyra została w szpitalu zupełnie sama. Wiedziałem jak mocno nie lubiła tego miejsca.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Sala numer jeden   23.02.17 23:44

Chociaż zagrożenie już minęło, Lyra wciąż była wystraszona i myślała z lękiem o wszystkim, co wydarzyło się począwszy od chwili, gdy nieznajomy czarodziej chwycił ją i przystawił różdżkę do jej ciałka, a skończywszy na obudzeniu się w Mungu, gdzie uzdrowiciele próbowali ustabilizować jej stan i uratować jej nienarodzone dziecko. Dawno nie przeżyła takiego strachu. Nie wiedziała też, jak opowiedzieć o tym wszystkim mężowi. Przez chwilę po prostu leżała, wpatrując się w jego twarz i czując, jak jego duża dłoń zacisnęła się na jej drobnej rączce. Był tutaj, tak blisko niej, taki ciepły, i chociaż niewątpliwie podenerwowany, przywodził na myśl bezpieczeństwo i spokój. Lyra chłonęła to poczucie, po raz pierwszy od napaści na Pokątnej i późniejszej komplikacji czując się bezpiecznie. Łzy na jej policzkach były nie tylko efektem strachu, ale także ulgi, że dziecko przeżyło i że Glaucus był przy niej, chociaż wolałaby, żeby nie musieli widzieć się w takich okolicznościach jak te. Powinni teraz oboje siedzieć w posiadłości w Norfolk, może spacerować razem po rozkwitającym podwórzu lub po plaży, a tymczasem byli tutaj, w jednej z przygnębiających sal Munga, gdzie dziewczę dochodziło do siebie po wcześniejszym zdarzeniu. Dobrze chociaż, że przed jego przyjściem ktoś zadbał o to, żeby pozbyć się krwi Lyry i ubrać ją w coś czystego, dzięki czemu ten makabryczny widok został mu oszczędzony.
- To... się stało na Pokątnej – wyznała nagle. – Chciałam tylko... kupić sobie nowe pędzle. Tylko na chwilę zatrzymałam się... przy moim dawnym stanowisku malarskim... ktoś napadł mnie i rzucił na mnie zaklęcie.
Zapłaciła sporą cenę za chwilę sentymentów i wspomnień w miejscu, w którym kilka tak ważnych dla niej rzeczy się zaczęło. Nie przewidziała tego, że coś złego mogłoby się stać w zwyczajnym, uczęszczanym zakątku Pokątnej. Glaucusowi nie powiedziała wszystkiego. Nie miała siły na żadne szczegółowe opowieści, ale swego czasu obiecała mu, że nie będzie go okłamywać, dlatego postanowiła powiedzieć mu co zaszło na tyle, na ile była w stanie. Jej głos był słaby i mocno drżał, często urywała i jąkała się.
- Carter był przy tym. Zajął się nim, a potem... to on wezwał uzdrowicieli. Zabrali mnie tutaj... Nawet nie wiem... ile czasu minęło. Często traciłam przytomność...
Jej palce mocniej zacisnęły się na jego dłoni. Była bardzo słaba i obolała, było to widać nawet w jej oczach, chociaż nie wspomniała ani słowem o tym, jak wcześniej cierpiała, żeby go nie martwić. Teraz wciąż kurczowo trzymała się przytomności, chciała pozostać z Glaucusem, który właśnie obiecywał jej, że będzie ją odwiedzać.
- Dziękuję, Glaucusie. Będę na ciebie czekać – powiedziała. Jego towarzystwo z pewnością będzie jej pociechą podczas nieprzyjemnego pobytu i rekonwalescencji. – Napiszesz też do mojej mamy? – poprosiła go jeszcze, gdy wspomniał o swojej matce. Bardzo lubiła matkę swojego męża, ale pragnęła też zobaczyć swoją własną, która póki co jako jedyna z jej rodziny wiedziała o ciąży. Chociaż czy martwienie jej było dobrym pomysłem? Z drugiej strony jednak myśl o samotności w tym miejscu nie była zachęcająca, choć to i tak nie była wysoka cena za życie jej dziecka. Ich dziecka, bo przecież było Glaucusa w równym stopniu, jak i jej.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
 

Sala numer jeden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Sala numer jeden
» Sala numer jeden
» Sala numer dwa
» Sala numer dwa
» Sala operacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: Parter: Wypadki Przedmiotowe-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18