Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stara chata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stara chata   25.11.16 18:22

Stara chata

Gdzieś wśród szkockich wzgórz stoi stara chata. Nikt już nie pamięta, kiedy ją postawiono ani kto to zrobił. Zapewne z tego powodu krążą o niej liczne legendy. Jedni mówią, że żyją tam duchy, inni, że to kryjówka wilkołaków, a są też tacy, którzy twierdzą, że rezyduje tam sam król wampirów, kimkolwiek miałby być. Chata swoim wyglądem podsyca kolejne mrożące krew w żyłach opowieści. Z powybijanymi oknami i skrzypiącymi drzwiami, które łomoczą przy nieco silniejszym wietrze. W dodatku, gdy podejść do niej nocą, można zobaczyć, że w środku świeci się światło.


Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
30
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Stara chata   24.07.17 20:14

Odkąd przeszedł próbę do Gwardii Zakonu Feniksa jego paranoja znacznie się pogłębiła. Co rusz oglądał się przez ramię, spał z różdżką pod poduszką i budził go nawet najlżejszy szmer. Na spotkania chodził w miejsca odludne w które nie zapuszczał się nikt normalny, a zmierzając na miejsce teleportował się najpierw w pięć innych, by zgubić ewentualnych szpiegów śledzących każdy jego ruch. Hereward zdecydowanie popadał w groźne stadium paranoi, w którym u w każdym widział wroga, a każdy napotkany po drodze krzak oceniał pod kątem zdolności obronnych bądź potencjału do ukrycia się między jego liśćmi. Prawdopodobnie potrzebował lekarza. Problem polegał na tym, że z żadnym nie mógł porozmawiać o tym, co go męczyło. Musiał poradzić sobie z własnymi demonami zupełnie sam, a póki co wcale nie szło mu to najlepiej. Potrzebował urlopu. Z dala od Hogwartu i dyrektora, który z każdym oddechem Barty'ego stawał się niebezpieczniejszy, bo im dłużej Hereward przebywał w zamku, i tuż pod jego czujnym okiem knuł, tym bliżej ten był odkrycia Zakonu Feniksa. Trudno więc było chociażby na chwilę zapomnieć o stresie, nerwach i niebezpieczeństwie. Dlatego Barty wybierając miejsce spotkania upatrzył sobie chatę, do której nikt o zdrowych zmysłach się nie zapuszczał, a wcześniej pojawił się w pięciu zupełnie innych miejscach pełnych ludzi, w których zgubić mógł kogoś, kto chciałby podążać jego śladem. Tradycyjnie pojawił się kawałek od celu i zmierzając do niego wolnym, spacerowym krokiem, paląc papierosa, rozglądał się szukając ewentualnych zasadzek i kryjówek. Znalazł ich sporo zanim przypomniał sam sobie, że popada w paranoję. Uspokoił się nieco, ale na wszelki wypadek i tak obejrzał się za siebie jeszcze siedem razy zanim dotarł do chaty i rzucił try sprawdzające zaklęcia na najgroźniej wyglądające krzaki. Oczywiście wcale nie czuł się bezpieczniej, dlatego na sam koniec dorzucił jeszcze jeden czar, tym razem obejmujący większy obszar, które wykazało obecność sarny, lisa, trzech wiewiórek i setki owadów. Hereward nie miał czasu sprawdzać już, czy są wśród nich animagowie. Na wszelki wypadek wywiał z pomieszczenia wszystkie muchy, biedronki i pająki. A potem stanął przy wejściu i rozglądał się czujnie. Zabił cztery mrówki, które podeszły nieco za blisko i mogły być potencjalnymi szpiegami. A potem zmienił miejsce, gdy uzmysłowił sobie, że był tuż obok mrowiska. A w nim przecież animag-podsłuchiwacz byłby zupełnie niezauważony. Analizują okoliczne krzaki czekał na pojawienie się Alasdaira, z którym umówił się na to niebezpieczne spotkanie pełne potencjalnych szpiegów.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Alasdair Diggory
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4118-alasdair-collen-diggory https://www.morsmordre.net/t4147-brennus#82646 https://www.morsmordre.net/t4148-prawie-alistair#82657 https://www.morsmordre.net/f180-marylebone-lane-78 https://www.morsmordre.net/t4415-a-c-diggory#94395
członek Wiedźmiej Straży
29
Czysta
Kawaler
We can easily forgive a child who is afraid of the dark; the real tragedy of life is when men are afraid of the light.
13
15
0
0
0
0
3
9
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Stara chata   24.07.17 22:51

Powiedzmy, że gdyby z natury nie był wyluzowany, Alasdair od dawna byłby w takim samym stanie co Hereward.
I nie chodziło już o pracę w Wiedźmiej Straży, która była... hm, trudna do opisania. Wszystko się waliło, komplikowało, roboty było co niemiara. Śmierci, zmiana głowy zaprzyjaźnionego Biura Aurorów, włamania, cała ta popieprzona sytuacja międzynarodowa, radykalizowanie się społeczeństwa, co utrudniało jego działania w zakresie mugolskiej policji... Zresztą praca w Ministerstwie coraz mniej przypominała to, co właściwe, a stawała się grą polityczną - czyich rozkazów słuchać, jak postępować; decyzje, które stronnictwo zadowolić, czy działać w zgodzie z własnym sumieniem, czy też ulec złudnej gładkiej gadce polityków, którzy mówią, że wiedzą od ciebie lepiej? Jakaś paranoja.
Ale zapewne przeżyłby wszystko, gdyby tylko nie te przeklęte wizje. Nawiedzały go teraz tak często, że czuł się, jakby miał nieustanną migrenę. Raz szybki rzut oka na jakieś zniekształcone błyski światła, innym znów razem jakieś nieco bardziej konkretne, ostrzejsze obrazy, którym jednak było tak blisko delirium, iż równie dobrze mogły być całkowicie fałszywe. Czuł się kompletnie skonfundowany; wszak jego wizje nigdy nie były tak silne... Wiedział jednak, że aż zbyt często dotyczyły ludzi, których znał, miał pod tym względem prawie trzydzieści lat praktyki. A to oznaczało, że albo czasy są ciężkie i jego przyjaciele częściej znajdują się w niebezpieczeństwie, albo tego niebezpieczeństwa specjalnie szukają.
Myśl wydawała się absurdalna, szczególnie, jeśli choć trochę znało się Herewarda. Bartius był człowiekiem, którego z pewnością Al nie określiłby tchórzem, ale żeby ryzykować własnym życiem tuż pod nosem kogoś tak niebezpiecznego jak Grindelwald? Niemniej jednak twarz przyjaciela pojawiała się w jego wizjach niezwykle często, podobnie było też z innymi, ale o ile mógł zrozumieć, czemu w jego wizjach pojawia się Garrett, o tyle Herewarda już za nic nie mógł pojąć. Przecież był profesorem w Hogwarcie. Co może być tak niebezpiecznego w szkole magii, poza samym jej dyrektorem?
Tym razem również coś widział. Wizja była mętna, ale wywnioskował, że Bartiusowi grozi niebezpieczeństwo. Znowu.
Teleportował się do miejsca, które wybrał Hereward, i przekroczył próg chaty.
- Tylko nie w głowę! - ostrzegł, zanim jego oczom ukazał się rudy czarodziej. Biorąc pod uwagę to pustkowie i rozpadające się deski nad głową, mógł oberwać czymś paskudnym, jeśli się porządnie nie zapowie.







The only thing
necessary for the
triumph of evil
is for good men to do
nothing.
Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
30
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Stara chata   28.07.17 0:30

Nie był przyzwyczajony do ciągłego stresu, życia w nieustannym niebezpieczeństwie. W gruncie rzeczy Hereward był wygodnym człowiekiem i bardzo cenił sobie komfort chodzenia po domu w kapciach i piszczenia na dudach bez konieczności ciągłego oglądania się za ramię i nasłuchiwania niechcianych kroków. Nic więc dziwnego, że gdy przyszło mu uważać na każde wypowiedziane słowo, na każdy grymas na twarzy, a nawet na każdą myśl, sytuacja zaczęła go nieco przerastać. Bał się. Nie o siebie, nawet nie o bliskich, dopiero jednak uczył się życia w ciągłym zagrożeniu i to go przerażało. Był przesadnie ostrożny. Jeszcze. Sam o ty nie wiedział, ale za jakiś czas miał się przekonać, że i to minie, a on przywyknie. Nauczy się rozpoznawać niebezpieczeństwa racjonalnie i uważać w sposób mniej paranoiczny. To, jak wszystko, kwestia czasu. Póki co jednak łypał groźnie na przemykające mrówki próbując znaleźć wśród nich szpiega. Jeszcze zanim Al się pojawił, profilaktycznie oddalił się kawałek od mrowiska. Tak na wszelki wypadek.
- Bardzo zabawne - mruknął do przyjaciela zamiast powitania. Obdarzył Diggory'ego ostrożnym spojrzeniem, potem zaryzykował uśmiech w ostatniej chwili gryząc się w język i powstrzymując cisnące się na usta pytanie - czy nikt cię nie śledził. A potem uzmysłowił sobie, że to może nie być Alasdair, tylko sam Grindelwald po zażyciu eliksiru wielosokowego. Ta myśl była jednak na tyle absurdalna, że nawet Hereward wyrzucił ją z głowy. Gdyby najgroźniejszy żyjący czarnoksiężnik postanowił się go pozbyć, nie musiałby bawić się w przebieranki i śledzenie Barty'ego po szkockich zakamarkach. Miał go pod nosem codziennie, w Hogwarcie. Wystawionego jak gęś na drętwotę. Wystarczyło jedno machnięcie różdżką, żeby się go pozbyć. Wystarczyło, żeby dyrektor tego chciał. Ciarki przebiegły Herewardowi po plecach, gdy po raz dziesiąty w ciągu jednej godziny zdał sobie sprawę, jak blisko śmierci cały czas się znajdował.
- Nie wyglądasz najlepiej - stwierdził z bladym uśmiechem na ustach, chociaż sam prawdopodobnie nie wyglądał lepiej. Nie dręczyły go wprawdzie wizje o niebezpieczeństwie prześladującym jego bliskich ale był go na tyle świadomy że nie potrzebował trzeciego oka, by nie spać w nocy spokojnie.
Wyciągnął z kieszeni niewielką manierkę i upił łyk, a potem rzucił Alasdairowi.
- Sok dyniowy, prosto z Hogwartu - wszyscy wszak wiedzą, że to w szkole podają najlepszy. Nauczyciele zaś nauczyli się, że świetnie komponuje się z odrobiną ognistej.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Alasdair Diggory
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4118-alasdair-collen-diggory https://www.morsmordre.net/t4147-brennus#82646 https://www.morsmordre.net/t4148-prawie-alistair#82657 https://www.morsmordre.net/f180-marylebone-lane-78 https://www.morsmordre.net/t4415-a-c-diggory#94395
członek Wiedźmiej Straży
29
Czysta
Kawaler
We can easily forgive a child who is afraid of the dark; the real tragedy of life is when men are afraid of the light.
13
15
0
0
0
0
3
9
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Stara chata   28.07.17 22:52

Może to faktycznie była kwestia przyzwyczajenia. W sumie Al wiedział, że mugole, kiedy newsy z gazet i radia wpływają na nich w sposób paranoiczny, budują bunkry na coś, co nazywają apokalipsą zombi. Alasdair nie był pewny, czy chodziło im o inferiusy, czy też o jeszcze inne stworzenia, a poza tym w końcu na nic takiego się nie zapowiadało, ale przezorny zawsze ubezpieczony... No i niektórzy wyrastali z teorii spiskowych, a niektórzy się w tych bunkrach zamykali. Czasem aurorzy wpadali w podobną paranoję, Diggory kojarzył kilka takich nazwisk.
A skoro Bartius zachowywał się co najmniej dziwnie, zupełnie jakby również wpadł w lekką paranoję... Kolejna cegiełka wskakiwała właśnie na miejsce w Wielkiej Teorii Spiskowej Alasdaira Collena Diggory'ego. To po prostu nie mógł być przypadek, błagam was. Hereward, jakiego znał Al, nigdy w życiu nie zachowywałby się w taki sposób, gdyby nie miał do tego podstaw. Tak, byłby zaniepokojony, ale nie podskakiwałby na każdy trzask gałązki na wietrze... A już na pewno nie patrzyłby takim wzrokiem na kopiec mrówek. No jasne, jeśli to te czerwone sukinsyny, to Al zapewne też miałby ochotę spalić je wraz z królową matką, ale jak na razie nic nie wskazywało na to, by w jakiś sposób chlały każdą wystawioną w ich stronę dłoń lub stopę.
- Dzięki, że doceniasz - rzucił, uśmiechając się szeroko. W otoczeniu przyjaciół zazwyczaj nie siedział jak ta trusia i wypatrywał niebezpieczeństwa z każdej strony, jak mu się to zdarzało w robocie. W sumie też mógłby zacząć pewnie się zastanawiać, czy Hereward naprawdę jest prawdziwym Herewardem, czy jego wiadomość nie została przechwycona... Ale w swojej kilkuletniej karierze nauczył się już rozpoznawać charakterystyczne oznaki, że coś jest nie tak. Już zszedł z tego poziomu fiksacji na punkcie bezpieczeństwa, w którym właśnie znajdował się Bartius. Gdyby coś było w tym spotkaniu dziwne (poza nerwowością przyjaciela), już dawno by o tym wiedział, tyle tylko, że okolica była pusta, ludzi żadnych w promieniu kilku kilometrów, a Brennus pewnie prędzej by zagryzł każdą niepowołaną dłoń, niż pozwolił, by ktokolwiek dobierał się do alasdairowej poczty. Poczciwa wredna sowa.
Odnalazł wzrokiem jakieś stare krzesło i ostrożnie na nim usiadł. Tylko tego jeszcze brakowało, żeby spróchniałe drewno zawaliło się pod jego ciężarem. Nie, żadnych obitych pośladków.
- Wolę komplementy w drugą stronę, ale dziękuję. - Złapał lecącą w powietrzu manierkę i pociągnął łyk, czując mimowolnie, jak napływają do niego wspomnienia... tych wszystkich szlabanów, zakazanych wypraw nocną porą, robienia psikusów ślizgonom. Tylko się teraz nie rozklejaj, Al! - Ech, fajnie byłoby mieć dojścia do tego soku. Teraz żyję już tylko o herbacie, ewentualnie o kawie.
Zmarszczył brwi. Pewnie nie powinien mówić o tej kawie, skoro to był taki top top secret, ale teraz nie cofnie. Hereward zresztą wiedział, że każdy porządny czystokrwisty czarodziej zapewne określiłby Diggory'ego mianem kochasia szlam, mugoli albo czymś w tym stylu.
Uderzył manierką w nadgarstek, zastanawiając się, jak kulturalnie wyłożyć temat. Niestety, Alasdair nie należał na nadmiernie delikatnych, jeśli nie musiał akurat udawać.
- Czemu wciąż pakujesz się w tarapaty? - spytał, odrzucając manierkę.







The only thing
necessary for the
triumph of evil
is for good men to do
nothing.
Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
30
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Stara chata   06.08.17 1:53

Był zmęczony, przepełniony niepokojem i wiecznymi zmartwieniami. Nie potrafił nic na to poradzić. Ani na swoją paranoję, ani ma mrówki-szpiegów. Popadanie w obłęd niosło za sobą większy spokój niż próbowanie z nim walczyć. Tak łatwo było wytłumaczyć wszystko, co robił, znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie. Nie musiał walczyć z samym sobą, przeklinać własnej nadwrażliwości. Paranoja była bezpieczna. Wydawała się wygodna. Jak zapadanie się w ciepłym budyniu, który jeszcze nie zdążył poparzyć.
- Zawsze do usług - mruknął z lekkim uśmiechem, który pojawił mu się na ustach. Może spotkania ze znajomymi, którzy nie są wciągnięci w Zakon Feniksa miały zbawienny wpływ na jego paranoję. A może Alasdair miał w sobie po prostu coś, co działało n ludzi zaskakująco łagodząco. A może Barty najzwyczajniej w świecie potrzebował normalnej rozmowy i zwykłych uszczypliwości nie bojąc się nieustannie, że ktoś go usłyszy. W końcu, co złego może wyniknąć z komplementowania własnego wyglądu. To znaczy, bo należy to wyjaśnić, Alasdair wcale w oczach Herewarda nie wyglądał dobrze. Bartius najzwyczajniej w świecie więc skłamał. Jednakże niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie powiedział nieprawdziwego komplementu. Szczególnie, że sam Diggory podobnej prawdomówności od niego nie oczekiwał.
- Wiesz, masz znajomego w Hogwarcie - dodał pociągając kolejny łyk soku i oddając manierkę z powrotem do Alasdaira. Merlin nie doniesie tak ciężkiej paczki, ale są przecież sowy szkolne, znacznie silniejsze, nie takie rzeczy dostarczały już uczniom, z odrobiną soku dyniowego też powinny sobie poradzić. - Powiedzmy, że w zamian kiedyś pokażesz mi, co takiego niezwykłego jest w kawie.
Hereward niespecjalnie rozumiał mugolskie napoje. Dodatkowo jako Brytyjczyk zwykł pijać herbatę. Mocną, słodką i zabieloną mlekiem. Taka była najlepsza, szczególnie w zimowe wieczory, kiedy siadał przy kominku i wpatrywał się w tańczący za oknem śnieg. Nigdy mu się ten widok nie znudzi. Za każdym razem zachwycają go tańczące na wietrze białe płatki. Jak wtedy, gdy dopiero był uczniem i jak później, gdy został nauczycielem.
Barty jako chociażby Zakonnik nie był w żaden sposób uprzedzony do świata mugolskiego. Ale zupełnie go nie rozumiał i nie interesował go w najmniejszym stopniu. Rzeczywistość bez magii jawiła mu się po prostu jako... nudna.
- Słucham? - Zamarł na chwilę wpatrując się w przyjaciele, próbując odszukać w nim jakiekolwiek oznaki kpiny. Przez chwilę przemknęło mu nawet przez myśl, że to nie mrówki były szpiegami, tylko Alasdair. Odpędził od siebie jednak tę myśl i przypomniał sobie, że ma do czynienia z jasnowidzem. Spojrzał na niego nieco niepewnie, ale z mniejszym przerażeniem. - Widziałeś coś??
Przyszłość była dla Herewarda zagadką, podobnie jej czytanie. Kojarzyła mu się z upiornymi obrazami malowanymi przez Betty. Podchodził więc do niej bardzo ostrożnie i z odpowiednią, bezpieczną wręcz dozą strachu.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Alasdair Diggory
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4118-alasdair-collen-diggory https://www.morsmordre.net/t4147-brennus#82646 https://www.morsmordre.net/t4148-prawie-alistair#82657 https://www.morsmordre.net/f180-marylebone-lane-78 https://www.morsmordre.net/t4415-a-c-diggory#94395
członek Wiedźmiej Straży
29
Czysta
Kawaler
We can easily forgive a child who is afraid of the dark; the real tragedy of life is when men are afraid of the light.
13
15
0
0
0
0
3
9
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Stara chata   13.08.17 23:23

Powiedzmy, że panowanie nad sobą było zawsze najtrudniejsze. O wiele łatwiej było poddawać się ciągotom i instynktom, zamiast zachowywać trzeźwy osąd, i dotyczyło to właściwie wszystkich, których znał Al. Nic dziwnego, to było ludzkie - każdy miał swoje demony. Może to zresztą lepiej, że Hereward miał lekką manię na punkcie bezpieczeństwa. Zawsze były dużo gorsze przywiązania, chociażby do mocnego alkoholu albo adrenaliny i ryzyka.
Bardzo możliwe, że towarzystwo wyluzowanego Alasdaira wpływało na Bartiusa uspokajająco. Diggory miał w zwyczaju martwić się o przyjaciół właściwie niemalże przez cały czas, ale jeśli się go nie znało, trudno było to zauważyć; za często rzucał żartami lub odpowiadał ironicznie, bawił się z rozmówcą, odciągał jego uwagę od trudnych tematów. I zazwyczaj to działało, sprawiało, że sam czuł się lepiej, podobnie jak osoby, które zaszczycał konwersacją. Zdarzało mu się również doprowadzać ludzi do szewskiej pasji, ale powiedzmy, że nie tylko w tym się specjalizował.
- Masz to jak w banku.
Alasdair kiedyś również nie rozumiał, co takiego jest w tym mocnym, czarnym naparze z substancji, która równie dobrze przypominała proch strzelniczy, a smakowała - lekko słodko, lekko gorzko, lekko kwaśnie... Niczym gęsty, spieniony dym, do którego wystarczyło dodać trochę mleka, by sprawić, że zmieni diametralnie swój charakter na delikatny, mleczny. Pewnie smak kawy wydawałby mu się o wiele bardziej zwyczajny, gdyby jego przygoda z tym napojem miała więcej niż kilka lat, i może dlatego właśnie tyle tak zwyczajnych rzeczy w mugolskiej warstwie rzeczywistości wydawało mu się tak magicznych. To było to nieznane, które odkrywał z każdym dniem, w którym nauczył się żyć i nie zwracać na siebie uwagi, by chronić to, co tak pokochał. I pewnie, gdyby nie ona, nic z tego nie byłoby dla niego czymś, o co trzeba było walczyć, ale teraz, gdy oglądał mecze piłki nożnej w pubie z dobrym piwem w ręce, gdy jeździł na łyżwach w parku zimową porą, gdy potrafił dobrać dobry strój, by nie przyciągać do siebie wzroku mugoli zielonymi kropkami na czerwonym krawacie - tak, teraz było to coś, co cenił ponad wspomnienia z dzieciństwa, które wiązały się z magią, a jednak były dla niego tak zwyczajne.
Aż tak Barty się nie mylił, Alasdair był szpiegiem... Czasami.
Nie umknęła mu mimika przyjaciela. Żył z tym darem tak długo i tak nieczęsto odkrywał się z nim przed innymi, że zapominał, jak bardzo te wizje mogą przerażać. Jego przerażały cały czas... Ale był do tego przyzwyczajony. Inni ludzie - nie, szczególnie że wiedział, że Hereward ma własną historię związaną z jasnowidzeniem, która nie była bynajmniej usłana różami.
- To, co zwykle. - Zbył bardziej obszerną odpowiedź machnięciem ręki. - Moje wizje nie są szczególnie szczegółowe czy jasne, zazwyczaj bardziej przypominają cykliczny ból głowy niż przepowiadanie przyszłości. Liczy się to, że przynajmniej raz na 2 tygodnie mam wizję, jak pakujesz się w kolejne tarapaty. Nie sądzę, by nauczanie w Hogwarcie, nawet pod okiem Grindelwalda, było aż tak niebezpieczne. Zresztą one... zdają się nie dotyczyć Hogwartu. Wyglądają, jakbyś miał dużo brudów pod paznokciami.







The only thing
necessary for the
triumph of evil
is for good men to do
nothing.
Powrót do góry Go down
 

Stara chata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Płacząca wierzba przy stawie
» Charlotte McWeaveer
» Tymczasowa "Chata Wróżki"
» Serge vs Danito
» Stara Wioska na Słowacji [Kazuya]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18