Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Stara chata
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Stara chata

Gdzieś wśród szkockich wzgórz stoi stara chata. Nikt już nie pamięta, kiedy ją postawiono ani kto to zrobił. Zapewne z tego powodu krążą o niej liczne legendy. Jedni mówią, że żyją tam duchy, inni, że to kryjówka wilkołaków, a są też tacy, którzy twierdzą, że rezyduje tam sam król wampirów, kimkolwiek miałby być. Chata swoim wyglądem podsyca kolejne mrożące krew w żyłach opowieści. Z powybijanymi oknami i skrzypiącymi drzwiami, które łomoczą przy nieco silniejszym wietrze. W dodatku, gdy podejść do niej nocą, można zobaczyć, że w środku świeci się światło.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stara chata - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Magiczne drewno rozgrzane w jego dłoni nie pozostawiało złudzeń - zaklęcie się powiodło i już po chwili dostarczyło mu przydatne informacje, a mianowicie w środku znajdowały się trzy osoby i z tego co wyczuł dwie znajdowały się jakby bliżej, jednakże nie miał wątpliwości co do tego, że wszyscy są w Starej Chacie, tak jak podejrzewała Just. Sięgnął po dwukierunkowe lusterko i skinął głową, jakby bardziej do siebie, czekając na starszego brata.
Mike pojawił się tuż obok niego chwilę później, rzucając zaklęcie, które pozwoliło im na zajrzenie do wnętrza budynku. - W środku znajdują się trzy osoby, dwie z nich są bliżej - chyba obydwaj wiedzieli co to oznaczało. Chłopca pilnowała dwójka czarodziejów, jeżeli oczywiście mieli szczęście i w środku faktycznie znajdował się zaginiony syn Marlona.
Skupił się na obrazie, który pojawił się przez iluzję szyby, zastanawiając się, czy będą mieli na tyle szczęścia, aby ujrzeć coś już teraz i zebrać więcej informacji.
- Trzeba się dowiedzieć czy w środku jest chłopiec i gdzie są czarodzieje go pilnujący, mamy wejść do środka i jeżeli to możliwe nie prowokować walki - najważniejsze było dostarczenie przerażonego dziecka do jego rodziców, a nie zgrywanie bohatera i wdawanie się w pojedynki jeżeli to nie było konieczne. Przez dłuższą chwilę obserwował w milczeniu, starając się skupić na dostrzeżeniu jak najwięcej szczegółów. Jednocześnie starał się nie myśleć jak dziwnie czuł się tu w obecności swojego brata. Nie mógł sobie przypomnieć, czy wcześniej mieli okazję wspólnie pracować. A nawet jeśli, zadania dla Zakonu były zupełnie inne od tego, co zlecano im w Biurze, szczególnie w ostatnim czasie. Niezależnie od tego, czy udało im się dostrzec jakąkolwiek sylwetkę przez magiczne szkło, zacisnął pewniej palce na swojej różdżce, po czym uniósł ją delikatnie i wypowiedział cicho inkantację zaklęcia. - Homenum Revelio - chociaż cichy, jego głos był zdecydowany, starał się skumulować całą swoją moc i sprawił, aby różdżka po raz kolejny rozgrzała się w jego dłoni od przypływu magii.
Gabriel X. Tonks
Gabriel X. Tonks
Zawód : zagubiony w wojennej zawierusze
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I've got a message that you can't ignore
Maybe I'm just not the man I was before
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6145-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t6193-gabrysiowe-listy https://www.morsmordre.net/t6192-ja-nie-mam-recepty-na-szczescie https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t6795-skrytka-bankowa-nr-1529 https://www.morsmordre.net/t6194-gabriel-tonks

Powrót do góry Go down

The member 'Gabriel Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 21
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stara chata - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Zaklęcie Gabriela nie powiodło się, ale iluzja szyby, wyczarowana przez Michaela, wciąż się utrzymywała. Miała działać jeszcze przez chwilę, więc Tonks nie powtórzył nieudanego zaklęcia brata, chcąc przekonać się, czy Abspectus okaże się użyteczne.
-Czekaj, może podejdą bliżej mojego zaklęcia... - powstrzymał Gabriela gestem ręki, chcąc przekonać się, czy jego szyba okaże się użyteczna. Wstrzymał oddech z napięciem, nie chcąc marnować tutaj zbyt wiele czasu.
Na szczęście, po krótkiej chwili dwie męskie sylwetki pojawiły się za szybą i przeszły do innego pomieszczenia.
-Trzy osoby, powiadasz? - mruknął z namysłem. Mężczyźni byli dorośli, więc istniała szansa, że trzecia sylwetka to poszukiwany przez nich chłopak. Który właśnie został sam w pomieszczeniu.
-Trzeci został tam sam, więc nie ma czasu do stracenia. Wchodzimy, może uda nam się ich zaskoczyć. - a najlepiej zgarnąć porwanego i uniknąć walki. Wziął głęboki wdech, żałując, że nie zdążył kupić peleryny niewidki. Tak czy siak, liczył się z koniecznością konfrontacji. Najważniejsze było bezpieczeństwo chłopca, ale do jego odratowania wysłano dwóch aurorów. Mike wierzył w umiejętności własne i brata i nie wątpił w to, że w razie konieczności zdołają unieszkodliwić napastników.
-W razie czego... bierz chłopaka, a ja ich zatrzymam. - powiedział kategorycznie. Może i Gabriel był starszy w hierachii Zakonu, ale był jego młodszym braciszkiem. Całe życie przed nim i Mike nie miał zamiaru pozwolić mu ryzykować na tyłach. Młodszy Tonks wiedział, gdzie jest Oaza i co dalej zrobić z odratowanym, więc to starszy powinien się narażać i powstrzymywać napastników. Może i myślał teraz trochę pesymistycznie, ale takie już jest zawodowe schorzenie aurorów. Zbyt wielu z nich nie dożywało wieku średniego.
-Panno. - mruknął, celując w siebie. Chciał stworzyć iluzję własnej osoby i tym samym jak najbardziej rozproszyć uwagę idealnych napastników. Niezależnie od wyniku jego magii, musieli się jednak śpieszyć i wejść do środka. Cicho ruszył w stronę chaty, mając nadzieję, że Gabriel zdoła otworzyć zamek i szybko wtargną do środka.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You and me, baby, ain't nothing but mammals.
OPCM : 46
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Stara chata - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 21
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stara chata - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Zaklęcie nie wyszło, ale to nieistotne. Zawsze po wszystkim analizował swoje błędy, a nie w trakcie, kiedy potrzebna była każda minuta. Przymrużył nieco oczy, czekając zgodnie z sugestią brata, aż ktokolwiek zjawi się może w zasięgu wzroku braci Tonks. I faktycznie nie mylił się. Dwóch rosłych mężczyzn, którzy byli nieświadomi tego, że ktokolwiek ich obserwuje, pojawiło się w salonie. Przy odrobinie szczęścia trzecią osobą znajdującą się w środku był właśnie chłopiec, którego chcieli zabrać z powrotem do jego rodziców.
- Dobra, wchodzimy razem, postaram się chociaż jednego z nich ogłuszyć zaraz na wstępie, jeżeli zaskoczą nas przy wejściu i biegnę szukać dzieciaka - zwrócił się do brata. Chociaż tego nie chciał, musiał wystawić starszego brata na pierwszą linię ognia, wszakże Michael nie wiedział gdzie znajduje się Oaza a co za tym idzie, nie byłby w stanie szybko i bezpiecznie dostarczyć młodego na miejsce. Musieli być dobrej myśli, prawda? Zacisnął mocniej palce na swojej różdżce, dużo bardziej zdecydowanie. - Jak będziemy mieli młodego to biegiem do mioteł i unikamy jakiejkolwiek walki - zasugerował. Jasne, nie obędzie się bez kilku wprawnie rzuconych zaklęć, ale chociaż nie był fanem ucieczki to w tym momencie nie starcie było najważniejszą sprawą, a właśnie odbicie dzieciaka, który pewnie teraz był przerażony. Skierował swoje kroki w stronę wejścia. Różdżkę naprowadził na zamek i wypowiedział inkantację zaklęcia otwierającego zamki. Nie spodziewał się, że zaklęcie zadziała, ale ku jego zdziwieniu drzwi powoli otworzyły się, skrzypiąc oczywiście. Skrzywił się nieznacznie i postawił pierwszy krok, wchodząc do środka. Przedsionek prowadził zaraz na korytarz, z którego można było się udać w do jednego z pomieszczeń, które podglądali, w górę na strych lub do piwnicy. Widocznie mężczyźni byli tak przekonani o renomie tego miejsca, że nie pokusili się o żadne większe zabezpieczenia. Mało tego, skrzypiąca, zapadająca się konstrukcja działała na korzyść aurorów, ponieważ mogli się przygotować. Gabriel trącił ramię Michaela i wskazał mu schody prowadzące na górę. W końcu od czegoś trzeba było zacząć. Wiatr świszczący między wybitymi oknami i trzaskające witryny skutecznie maskowały pojawienie się intruzów. Dlatego postanowił z tego skorzystać i zaczął powoli i ostrożnie wspinać się po schodach na górę.
Gabriel X. Tonks
Gabriel X. Tonks
Zawód : zagubiony w wojennej zawierusze
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I've got a message that you can't ignore
Maybe I'm just not the man I was before
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6145-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t6193-gabrysiowe-listy https://www.morsmordre.net/t6192-ja-nie-mam-recepty-na-szczescie https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t6795-skrytka-bankowa-nr-1529 https://www.morsmordre.net/t6194-gabriel-tonks

Powrót do góry Go down

Z ulgą obserwował widocznych mężczyzn, których obecność i zachowanie wskazywało na to, że chłopak jest przetrzymywany w tej samej chacie - i że tymczasowo nikt nie ma na niego oka. Zresztą, dlaczego mieliby doglądać go dniem i nocą? Chata była na pustkowiu, a oni zapewne odebrali pojmanemu różdżkę i zadbali o magiczne zamknięcie okien i drzwi. Na szczęście, Gabriel sprawnie otworzył zamek i Michael nie wątpił, że brat poradzi sobie z zabezpieczeniami na piętrze i zdoła wyprowadzić zakładnika z chaty. Przyjął instrukcje Gabriela skinieniem głowy, w pełni zgadzając się z jego planem. Może i był najstarszym z rodzeństwa, ale to Justine i Gabriel byli starsi rangą w Zakonie, a Just kazała mu zdać się na doświadczenie brata. Poza tym, wolał walczyć z przeciwnikami samemu niż narażać młodszego braciszka i jeszcze młodszego zakładnika. Był doświadczonym aurorem, a prywatnie smutnym wilkołakiem - sam uznawał siebie za idealnego kandydata na mięso armatnie.
Nie, żeby miało dojść do czegoś krwawego, bo przecież zamierzali przechytrzyć porywaczy. Michael miał na plecach miotłę i był gotów odfrunąć z chaty zaraz za Gabrielem.
-Rozproszę ich i będę za tobą. - szepnął do Gabriela z bladym uśmiechem. Gdy brat znalazł się na schodach, Michael wycelował różdżkę w głąb chaty, ku pomieszczeniu przeciwległemu do schodów.
-Canateria Ficta. - szepnął. Chociaż nie był asem transmutacji, to zaklęcie przekształcania fal dźwiękowych leżało w zasięgu jego możliwości. Posłuszna mu magia powinna wyciszyć ich kroki i sprawić, że znajdujący się w salonie mężczyźni usłyszą w rogu (dalekim od Gabriela i Michaela) szuranie. Dźwięk miał być daleki od odgłosów ludzi i przypominać harcujące myszy, którymi powinni zająć się mężczyźni.
Następnie rzucił na siebie i Gabriela niewerbalne zaklęcie Kameleona i ostrożnie ruszył za bratem.
Michael przystanął na piętrze, w drzwiach do jedynego prowadzącego z klatki schodowej do reszty pomieszczeń przedpokoju.
-Clausana Foreno. - mruknął, stając w drzwiach i pieczętując je zaklęciem. Dopóki będzie tu stał, porywacze nie przedostaną się za drzwi, musieliby najpierw pokonać aurora. Gabriel był bezpieczny i Michael kupował mu czas na spokojną ucieczkę.
Gabriel był już z przodu, mógł usłyszeć brata i domyślić się jego planu i spokojnie przeszukać inne pomieszczenia - zgodnie z tym, co pokazało mu rzucone niedawno zaklęcie, chłopak mógł znajdować się w niewielkiej sypialni, niedaleko przedpokoju. Jeśli młodszy Tonks wszedł do środka, ujrzał nieprzytomnego, ale żywego chłopca, który leżał na łóżku - zapewne otumaniony
Michael nadal stał w drzwiach, czekając na sygnał od brata.

1. Wyciszenie st 50
2. Kameleon na siebie st 50
3. Kameleon na Gabsa st 50
4. Clausana Foreno st 60 (opcm)


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You and me, baby, ain't nothing but mammals.
OPCM : 46
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Stara chata - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 94

--------------------------------

#2 'k100' : 22

--------------------------------

#3 'k100' : 70

--------------------------------

#4 'k100' : 97
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stara chata - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Wielokrotnie słyszał, że własna duma i pewność siebie może człowieka zgubić. Tak też - zdaniem Gabriela - było w tym momencie. Porywacze nie spodziewali się wizyty dwóch doświadczonych aurorów, którzy zamiast wpaść z oddziałem specjalnym od frontu, wejdą niepostrzeżenie pod osłoną zaklęć, umiejętnie rzuconych przez jego starszego brata. Tonks nie mógł mieć przy sobie bardziej zaufanej osoby, nawet jeżeli Mike ostatnimi czasy w to wątpił. Chyba będzie musiał przełknąć to, że młodsze rodzeństwo także mogło się nim przejmować i chcieć go ochronić, tym bardziej, że cokolwiek działo się w życiu Michaela, ciągnęło go w stronę mroku.
Skinął bratu głową i ruszył przed siebie. Priorytetem było znalezienie chłopca i ucieczka możliwie bez zwracania na siebie uwagi. Wiedział, że im szybciej stąd wyjdą tym lepiej zarówno dla nich, jak i dla młodego czarodzieja, który z pewnością nie zasłużył na taki los. Złamał zabezpieczenia do drzwi prowadzące do sypialni zaraz przy schodach. Było to drugie pomieszczenie, do którego zajrzał i okazało się jedynym zabezpieczonym magicznie wejściem. Uśmiechnął się pod nosem, po złamaniu zabezpieczeń wszedł do środka. Mały chłopiec leżał spokojnie na łóżku. Zapewne spał otumaniony jakimś eliksirem tudzież zaklęciem. Cokolwiek to było powinien go jak najszybciej zbadać jeden z uzdrowicieli, którzy sprzyjali sprawie Zakonu. Wyciągnął różdżkę i skierował ją w stronę malca, chcąc rzucić na niego również niewerbalne zaklęcie kameleona. Co prawda asem transmutacji nigdy nie był, ale już raz udało mu się rzucić dobre zaklęcie podczas obezwładniania anomalii to dlaczego nie miałoby mu wyjść teraz?
Niezależnie od wyniku zaklęcia postanowił wziąć chłopca na ręce i znieść na dół. Tym samym pozbawiał się możliwości sprawnego rzucania zaklęć, ale nadal żywił nadzieję, że nie będzie to potrzebne. Tym samym wychylił się, skinąwszy głową w stronę Michaela, kiedy znalazł się w polu widzenia brata. Mogli ruszać, a Tonks miał nadzieję, że bezpiecznie odprawią małego do rodziny w Oazie.

kameleon na chłopca st50
Gabriel X. Tonks
Gabriel X. Tonks
Zawód : zagubiony w wojennej zawierusze
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I've got a message that you can't ignore
Maybe I'm just not the man I was before
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6145-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t6193-gabrysiowe-listy https://www.morsmordre.net/t6192-ja-nie-mam-recepty-na-szczescie https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t6795-skrytka-bankowa-nr-1529 https://www.morsmordre.net/t6194-gabriel-tonks

Powrót do góry Go down

The member 'Gabriel Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 95
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stara chata - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Zaklęcie z zakresu transmutacji zadziałało - Michael poczuł jak fale dźwiękowe wokół niego przekształcają się, wyciszają kroki jego i Gabriela i mkną we wskazanym kierunku, ku przeciwległemu kątowi domu. Nie usłyszał już jak zmieniły się tam w tupot szczurów, ale do jego uszu dotarły przytłumione przekleństwa porywaczy. Rozpoznał wśród nich inkantację zaklęcia Confringo, więc wywnioskował, że mężczyźni zaczęli bawić się w polowanie na nieistniejące szczury. Powodzenia.
Uśmiechnął się pod nosem, z satysfakcją przypominając sobie, że czasem spryt jest lepszym wyjściem niż siła. Tak, jak teraz. Serce zabiło mu szybciej, więc zacisnął dłoń mocniej na różdżce, próbując zmusić się do ostrożności i cierpliwości. Nie będą bezpieczni, dopóki Gabriel i chłopiec nie znajdą się dalej od chaty. A najlepiej on, Gabriel i chłopiec, ale pomimo troski brata, Michael liczył się najmniej w tym równaniu. Czekał aż brat wykona swoją część zadania, stróżując na schodach niczym pies wartownik - gotów pogryźć każdego, kto im przeszkodzi.
Wytężył wzrok, gdy Gabriel znów pojawił się w zasięgu jego spojrzenia - był zamaskowany jego własnym zaklęciem i najwyraźniej z powodzeniem zakamuflował też chłopca. Na szczęście, młodszy Tonks zwrócił uwagę starszego gestem, a po jego ułożeniu rąk, Michael poznał, że ma już ze sobą zakładnika. Sam nie był jeszcze zakamuflowany (szczęście przy rzucaniu Kameleona było dla niego pojedyncze, nie podwójne...), więc rzucił na siebie niewerbalne zaklęcie Kameleona.
Korzystając z tego, że fale dźwiękowe nadal tłumiły ich kroki, nie czekał na rezultat własnego zaklęcia i szepnął cicho do Gabriela, przejmując chwilowo dowodzenie:
-Biegiem, ale ostrożnie, do drzwi. Teraz poprowadzę, ale przy wyjściu mnie wyprzedzisz i pobiegniesz do mioteł. Ja zabezpieczę tyły. - we dwójkę powinni być w stanie unieść chłopca i stąd odfrunąć, koordynując własne ruchy, ale w razie czego Gabriel zmniejszy wagę dziecka zaklęciem i poradzi sobie bez niego. Skinął głową bratu, a potem ruszył w stronę wyjścia. Otworzył drzwi dla Gabriela, a gdy ten znalazł się za progiem, zerknął w stronę salonu. Porywacze nie wychylili się jeszcze zza drzwi, ale umilkli, nasłuchując ("Co do...? Ej, to chyba nie szczury!"). Michael poczekał sekundę aż brat wyjdzie, przestąpił próg zaraz za nim, a potem obejrzał się i wycelował różdżkę wgłąb wnętrza chaty.
-Pavor Veneno. - jeśli zaklęcie się powiedzie, magiczna mgła wzbudzi w lokatorach chaty zniechęcenie i dezorientację. Zanim zorientują się co się dzieje, Mike i Gabriel będą daleko. Wiązka magii miała trafić daleko od progu drzwi i samego Michaela, ale nie miał zamiaru ryzykować, że i jego dosięgnie mgła - szybko zatrzasnął drzwi i szepnął jeszcze:
-Colloportus. - niech nie będzie im zbyt łatwo stąd wyjść, niech porywacze sami staną się więźniami.
Nie czekając na wynik zaklęć, puścił się biegiem za Gabrielem, w stronę skrytych wśród drzew mioteł.
-Wiejemy!


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You and me, baby, ain't nothing but mammals.
OPCM : 46
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Stara chata - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Powrót do góry Go down

The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 57

--------------------------------

#2 'k100' : 57

--------------------------------

#3 'k100' : 19
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stara chata - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Musiał przyznać, że akcja została przeprowadzona bez najmniejszych zarzutów. Poczuł chociaż chwilowy spokój, czując ciężar ciała małego zakładnika. Dzieciak z pewnością nie zasłużył na taki los. Na widok okrucieństwa, które prezentowali poplecznicy czarnoksiężnika narastała w nim frustracja i niezrozumienie. Czy oni nie mieli wyobraźni? Nie mieli dzieci, rodzin? Jeżeli mieli, to Tonks mógł im jedynie współczuć. Gdy wyszedł z pokoju, wykonał serię gestów, które miały zwrócić uwagę jego starszego brata, a jednocześnie potwierdzić, że miał już chłopca i mogli się stąd zawijać. Można powiedzieć, że mieli szczęście, zamiast siły, użyli sprytu i być może uniknęli bezpośredniego starcia.
- Jasne, tylko wiesz, uważaj na siebie - mruknął w stronę starszego brata, ale bez zbędnych sprzeczek oto, kto tu jest większym bohaterem wykonał polecenie. Przeszedł przez próg, cały czas trzymając chłopca na rękach. Martwił się, czym oni go faszerowali? Chłopak na pewno nie zapadł w tak głęboki sen sam z siebie. Obejrzał się jeszcze, żeby mieć pewność co dzieje się z Michaelem, bo przecież nie umiałby go tak po prostu zostawić. Jednakże po pierwszym zaklęciu puścił się biegiem w stronę ukrytych mioteł. Obejrzał się raz przez prawe ramię, aby upewnić się, że to kroki Mike'a słyszy za swoimi plecami.
- Lecimy na północ, potem się rozdzielimy, ja odstawię młodego w bezpieczne miejsce, a ty leć do domu, dam ci znać, jak tylko chłopiec będzie bezpieczny - zwrócił się do starszego brata, gdy tylko wzbili się w powietrze. Niestety, nie mógł zaprowadzić brata ze sobą, jak na razie Michael był jedynie sojusznikiem Zakonu, chociaż Gabriel ufał mu bezgranicznie i z pewnością pokazał wejście do Oazy, gdyby tylko od niego zależało. Jednakże nie mogli robić wyjątków, a i Gabriel nie był osobą, która stała w hierarchii Zakonu na tyle wysoko, aby podejmować jakiekolwiek decyzje samodzielne. Dlatego kiedy tylko mieli pewność, że znajdują się wystarczająco daleko od starej chaty, rozdzielili się. I już z uczuciem ulgi mógł udać się do Oazy, gdzie na chłopaka czekali rodzice.

/zt x 2
Gabriel X. Tonks
Gabriel X. Tonks
Zawód : zagubiony w wojennej zawierusze
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I've got a message that you can't ignore
Maybe I'm just not the man I was before
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6145-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t6193-gabrysiowe-listy https://www.morsmordre.net/t6192-ja-nie-mam-recepty-na-szczescie https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t6795-skrytka-bankowa-nr-1529 https://www.morsmordre.net/t6194-gabriel-tonks

Powrót do góry Go down

[ 0 2 . 0 2 . 5 8 ]

Ulysses Vale rzadko widział sens w swojej pracy, nic dziwnego jednak - rzadko widział go w czymkolwiek. Nie był jego zwolennikiem - uwielbiał logikę, ale sens zawsze niósł za sobą coś większego, jakieś ciężkie poczucie odpowiedzialności, jakieś nieznośne zalążki wyższych celów. Latami pielęgnował w sobie cierpką nienawiść do idei - do głośnych słów i jeszcze głośniejszych czynów, do nadziei na lepsze i piękniejsze; na brak zimowego głodu, na krystalicznie czystą krew, na wolność i na dominację. Poznał zbyt wielu ludzi ogłupionych sensem. Wśród tych, którzy u jego boku tropili wilkołaki było ich na pęczki - Ulysses mógłby tworzyć listy złożone z imion i jaskrawych poglądów. O niebezpieczeństwie, brudzie, źle; zło - jak mu się zdawało - było określeniem płytkim i kruchym. Milkło, gdy ktoś zadawał zbyt wiele pytań. Bestia nie była złem, nie była brudem, nie była wrogiem. Była przedsięwzięciem, pieniędzmi, uznaniem.
Była czerwonym punktem na mapie.
Punktem. Tym, który nakreślał na kolejnych nazwach miast i wiosek, paląc jedenastego papierosa tej nocy w kwaterze łowców. Długie, monotonne tygodnie pełne bezowocnych poszukiwań, tropienia własnych śladów i plucia sobie pod nogi przekleństwami - ale w końcu był. Punkt. Czerwony, jaskrawy, poprawiony tuszem kilka razy. Punkt na północy - pustej i surowej. Między szkockimi wzgórzami, gdzieś w zamglonej, mokrej zieleni. Odległy, prawie zbyt oczywisty, a jednak jakimś cudem przeoczony. Punkt ostatni.
Miał talent do wtapiania się w okolicę - nie zwykł rzucać się w oczy prezencją; zawsze tak samo cichy, o bezgłośnym kroku i ledwie zauważalnym oddechu. Tym razem jednak niewiele potrzebował, by być niezauważonym, gdyż otaczający go krajobraz okazywał się być równie chętny do pozostania w cieniu. Poranek był pochmurny, szary i pozbawiony słońca - jeden z tych poranków, gdy świat zdaje się nie chcieć się budzić, a w ludziach narasta przekonanie, iż nie przebudzi się już nigdy. Ulysses przyglądał się temu obrazowi z umiarkowaną lecz nadal skupioną ciekawością - temu obrazowi północnego spokoju i uśpionych wzniesień, górującej nad nim niczym masywne ruiny starych zamków. Szedł doliną niczym turysta, choć przecież chłód zaczynał mu już doskwierać, kusza ciążyć, a ślady znów się urywały. Skórzane, myśliwskie buty przekopywały się przez brudny śnieg, gdy on, nadal pewny w swoich cichych krokach, przemierzał kolejne metry. W końcu zza wzgórz i grubych pni drzew wyjrzał ku niemu cel wędrówki. To był jego czerwony punkt - ten cholerny, rozpadający się domek bez szyb i bez ducha.
Każdy cal tego domu wydawał się być opuszczony w najbardziej niepokojący i niekomfortowy ze wszystkich sposobów - martwy. Pustka była tutaj zasiedziałym gościem, wgryzającym się w grube ściany. Jak długo niepochowany trup rozkładająca się tutaj w samotności od wielu lat - w tym wietrze i mrozie, pod śniegiem. Cóż, zawsze uważał pogrzeby za wyjątkowo nudną stratę czasu.
Przystanął przy wejściu, nagle widocznie zbity z tropu. Gotów był na walkę z drzwiami, choćby kilka zaklęć, trochę mocowania się - te jednak okazały się nie być zamknięte. Uniósł w zaskoczeniu brwi. Były nie tylko niezamknięte, były otwarte. Przez czarną szparę wkradała się do środka zima. Śnieg leżał w progu, wiatr targał zardzewiałym łańcuszkiem zamka. Vale nie mógł oprzeć się wrażeniu, że coś znów szło nie po jego myśli, nie miał zamiaru jednak odpuszczać. Drzwi skrzypnęły głośniej niż się spodziewał, nie miało to już jednak znaczenia, bowiem wraz z pierwszymi krokami stawianymi w ciemnym wnętrzu rudery, Ulysses przestał być niewidoczny. Wręcz przeciwnie - dość dosadnie dawał o sobie znać. Ruchy stały się bezczelniejsze, on wypuścił z siebie głośne, prawie rozbawione prychnięcie, a gdy wyciągał nóż i zatapiał go w pozostałościach płynnego srebra, ostrze otarło się o krawędź framugi z metalicznym brzdękiem.
- One for sorrow, two for joy - zaczął wyliczać spokojnie, sennie wręcz. W chacie mgliście było od kurzu, cicho w sposób zupełnie nienaturalny. - Three for a girl, four for a boy. - Przecisnął się przy ścianie, przy wybitym oknie. Chłód dostawał się do środka mocnymi podmuchami porannego wiatru. - Five for silver, six for gold - wyrecytował głośniej, z cieniem śmiechu kryjącym się w akcentowanych słowach. Pchnął drzwi - jedyne w tym opustoszałym budynku - a te prawie wypadły z zawiasów.
Zamarł z nożem uniesionym na wysokości ramienia, w tej dziwnej, prawie morderczej pozie, z twarzą zimną i pustą, choć w pierwszej sekundzie przemknął przez nią cień niepokoju. Szoku być może. Jak? W mętnym, szarym świetle mężczyzna przypominał ducha bardziej niż żywego człowieka. Czy to już szaleństwo? Zgubił jego kroki kilka miesięcy temu, wydawać by się mogło, że zniknął, a teraz pojawił się w tej ruderze, gdzieś na północy, gdzieś w miejscu, w którym być go nie powinno.
Seven for a secret never to be told - dokończył więc w myślach, opuszczając broń, a rysy ozdobiło coś na kształt uprzejmego uśmiechu. Nienawidził rzeczy niedokończonych. Polowań, wyliczanek, całej tej cholernej sprawy Williama Moore’a.
- Ach, świetnie...zastanawiałem się właśnie, czy ktoś zaproponuje mi herbatę. - Jedna ręka dalej trzymała nóż, druga zaciskała się na różdżce, poza była jednak nad wyraz sztuczna. Wiadomym było, iż Ulysses nie zdecyduje się na ruch. Nie wszystkie wojny potrzebowały ofiar.
Niektóre potrzebowały tylko przeciwników.


it's classic horror! if the monster learns appropriate restraint, it becomes an angel.

Ulysses Vale
Ulysses Vale
Zawód : łowca wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
when i call myself a shell
i mean–a used up bullet casing.
as in, the aftermath of something lethal.
as in, an echo of inflicted evil
OPCM : 8
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10724-ulysses-vale#326292 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10754-vale#326472 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10785-u-vale

Powrót do góry Go down

To miał być jego ostatni przystanek.
Przerzedzające się leniwie ciemności przechodziły w chłodną szarość zimnego, ponurego poranka, osiadającego nieśmiało na łysych gałęziach rosnących rzadko drzew. Wczesnego – niemal identycznego do tych, które zapamiętał z odległej przeszłości, przedzierającego się okrutnie przez drewniane, okienne framugi, podczas gdy on sam z trudem wygrzebywał się z ciepłej pościeli, próbując rozbudzić się na tyle, by móc bezpiecznie teleportować się na zasnute gęstą mgłą boisko. Dzisiaj puste – z butwiejącymi ławkami na trybunach i blaknącymi stopniowo proporcami, z ciszą tak głośną, że kiedy po raz ostatni gnany sentymentem je odwiedził, ta zdawała się wdzierać do uszu i ogłuszać, ciężkim milczeniem upamiętniając losy pogrążonej w żałobie drużyny. Stojący na leśnej polanie dom wyglądał podobnie: jak pusta, martwa skorupa, opuszczona zbyt wcześnie i w pośpiechu, wypełniona jedynie echem wspomnień nienależących już do nikogo; nadgryziona zębem czasu tak mocno, że przez chwilę – stojąc przy tylnych, ledwie trzymających się na zawiasach drzwiach – zastanawiał się, czy przypadkiem się nie pomylił.
Czy to możliwe, że zmęczenie zaprowadziło go na nie ten próg?
Poprawił wżynający mu się w ramię, skórzany pasek ciężkiej torby, stabilniej opierając na nim miotłę, a wolną dłonią przecierając suche od wiatru oczy; spędzona na roznoszeniu paczek noc dawała mu się we znaki, niewidzialną, ale niemal namacalną ręką ciągnąc go w dół, skłaniając kolana do ugięcia się, namawiając do krótkiego odpoczynku pod rozsypującą się ścianą. Bał się tego stanu – sennego zawieszenia pomiędzy dniem a nocą, ostatnich minut czujności, chwil kuszących nadchodzącym odpoczynkiem. To właśnie w takich momentach, jeszcze kilka tygodni temu, zwykły nawiedzać go koszmary – ożywające na jego oczach wytwory umysłu; cienie, które wypełzły za nim z podziemi Azkabanu, a później przez długi czas nie chciały się rozproszyć, odbierając zaufanie do samego siebie, zasiewając zwątpienie co do prawdziwości otaczającej go rzeczywistości. Nie widywał ich już – minęło sześć tygodni odkąd po raz ostatni dostrzegł kątem oka ubraną w więzienną szatę marę kobiety, ciągnącej za sobą martwe ciało dziecka – ale zapach zepsucia unoszący się w wąskim, rozciągającym się tuż za drzwiami korytarzyku, sprawił, że mimowolnie o niej pomyślał, z jakiegoś irracjonalnego powodu dochodząc do wniosku, że jej dom mógł teraz wyglądać tak samo.
Nie ma jej tutaj – powiedział do pustych, zawilgotniałych ścian, o jedną z nich opierając miotłę; jego głos wypełnił przestrzeń jedynie na sekundę, urywając się jakby za szybko i dziwnie głucho. Zignorował nieprzyjemny dreszcz przebiegający po plecach, zsuwając z głowy kaptur lotniczej kurtki; teraz słyszał lepiej, wsłuchując się we własne kroki i skrzypienie otwieranych kolejno drzwi, za które zaglądał pobieżnie, wreszcie trafiając tam, gdzie chciał: do kuchni, rozpoznawalnej tylko ze względu na obecność dużego stołu i niskich drzwi prowadzących do spiżarni, poza tym – obdartej zupełnie z mebli i sprzętów, rozkradzionych prawdopodobnie przez szabrowników.
Przeszedł przez nią szybkim krokiem, zatrzymując się dopiero przy blacie i odkładając na niego torbę; ze środka wysunął paczkę, bezkształtną, owiniętą w gruby, brązowy papier, starannie przewiązaną sznurkami. Nie wiedział, co było w środku – mógł się tego jedynie domyślać – zdawał sobie jednak sprawę, że dla ukrywającego się w tej okolicy człowieka zawartość tego niepozornego pakunku mogła zadecydować o przetrwaniu kolejnych dni. Odwrócił się na pięcie, stawiając kolejny krok i następny, wstrzymując oddech i przez moment wyłącznie słuchając, aż dudnienie stawianej na podłodze stopy zabrzmiało nieco inaczej; to wtedy wypuścił ze świstem powietrze, przykucając, żeby rękawem odgarnąć warstwę kurzu z podłogi – odsłaniając układające się nieco inaczej deski, na jednej z krawędzi zakończone uchwytem zakamuflowanej klapy, widocznym tylko wtedy, gdy wiedziało się, czego szukać.
Sięgnął do niego dłonią, zdrętwiałe palce w skórzanej rękawiczce zdążyły jednak ledwie musnąć zmatowiałą powierzchnię metalu, gdy do jego uszu znów dotarło skrzypienie – z tym, że tym razem z całą pewnością nie rozległo się ono w kuchni.
Wyprostował się natychmiast, w ułamku sekundy całkowicie rozbudzony, w pierwszej chwili zamierając w bezruchu; metaliczny zgrzyt wywołujący nieprzyjemne skojarzenie z otwierającymi się kratami celi znów popchnął jego myśli w stronę Azkabanu, ale coś mu mówiło, że tym razem to nie jego wyobraźnia była odpowiedzialna za dudniące w klatce piersiowej serce. Zrobił krok do tyłu, przybliżając się do stołu i pozostawionej na nim paczki, odruchowo sięgając po różdżkę; zaciskając palce na gładkim drewnie, w drzwiach kuchni lata moment spodziewając się ujrzeć jednego z Rycerzy Walpurgii albo szmalcownika, patrol magicznej policji albo – jeśli miałby szczęście – korzystającego czasami z tej kryjówki sojusznika Zakonu Feniksa.
W żadnym z przypuszczeń, nawet tych najdalej idących, nie wizualizował sobie jego.
Najpierw dotarł do niego jego głos; zmieniony upływającym czasem, ale wciąż niemożliwy do nierozpoznania, odbijający się od murów wersami dziecięcej wyliczanki; zdradzającymi go na tyle wcześnie, że gdyby się postarał, pewnie jeszcze zdążyłby uciec – był szybki, chwycenie paczki i przeskoczenie przez parapet kuchennego okna nie powinno sprawić mu problemu – ale chociaż zdawał sobie z tego sprawę, to przez kilka długich sekund nie poruszył się nawet o krok, utrzymywany w miejscu ciężarem obowiązku, a może przeszłości – nie był pewien. Może przez chwilę liczył, że tak naprawdę tylko mu się wydawało, że go usłyszał; że Ulysses Vale był jedynie nową formą, w którą przyoblekły się jego halucynacje, ale los nie zwykł traktować go tak życzliwie.
Stał tam – z nożem połyskującym w jednej dłoni i różdżką w drugiej, wpasowując się we framugi drzwi niczym w ramy obrazu albo krawędzie lustra, odbijającego w sobie przeszłość, o której nie chciał pamiętać, a którą mimo to przez ostatnie lata skrupulatnie śledził – upewniając się, że pewnego dnia nie doścignie go pierwsza. Bezskutecznie. – Co ty tu r-r-robisz? – zapytał, ignorując słowa o herbacie, ignorując też to, że pytać o to nie miał prawa – i to, że poniekąd przecież już wiedział. Nie był głupi, podążał krokami Vale’a wystarczająco uważnie, by zdawać sobie sprawę z wybranej przez niego ścieżki zawodowej; to nie mógł być przypadek, że tu był – tak samo, jak przypadkiem nie była podróżna torba na stole ani kurz odgarnięty z podłogi – ale wiedziony jakimiś resztkami naiwności, wbił spojrzenie w znienawidzoną twarz mężczyzny (wciąż pamiętał ją taką, jak wtedy – oświetloną pomarańczową łuną pożaru, wygiętą w wyrazie młodzieńczego gniewu), w myślach powtarzając wszystkie zaklęcia, którymi mógłby w niego cisnąć.
Którymi musiał w niego cisnąć; był odpowiedzialny za bezpieczeństwo poszukiwanego przez niego człowieka, był członkiem organizacji, która obiecała mu schronienie; strażnikiem sekretu, którym – tym razem – nie mógł się podzielić.


podpal ten świat
zabierz stąd nas
zatrzymaj świt
zostaw im wszystko
William Moore
William Moore
Zawód : lotnik na usługach Macmillanów
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore

Powrót do góry Go down

Ulysses wiedział, że duchy przeszłości mogą go udusić i dlatego właśnie on dusił je pierwszy. Pod poduszkami, w okolicznym jeziorze, w pozamykanych pomieszczeniach piwnicy pod swoim domem. Latami czekał aż przestaną oddychać, aż przestaną krzyczeć i drapać paznokciami ściany, a potem ich szczątki chował głęboko, gdzieś na ziemiach rodzinnego cmentarza, a może jeszcze głębiej. W końcu znikały, wraz z nimi ich krzyki, wraz z krzykami każdy ostatni wyrzut sumienia. Głupi był jednak sądząc, iż może pochować je wszystkie.
Niektóre żyły nadal.
Niektóre - ku jego wielkiej frustracji - były w tej żywotności nad wyraz uparte.
Nie miał pojęcia dlaczego William Moore wgryzł się tak głęboko i świadomość własnej niewiedzy powodowała u niego mdłości. Zdarzało mu się stać w kwaterze łowców, przed lustrem i nad strumieniem wody, próbując zetrzeć z odkrytych kawałków skóry plamy krwi. Były dni, kiedy nie chciały znikać, wżarte w tkankę jak tatuaż lub znamię i za każdym razem, gdy gdzieś w oddali wybrzmiewało wspomnienie Moore'a, Ulysses z niechęcią stwierdzał, iż ten bardziej niż pochowane duchy przeszłości przypominał taką plamę właśnie. Szorował od ponad dziesięciu lat, a on nadal był. Była jego twarz, te młode oczy wpatrzone w niego tak jakby widziały wszystkie te rzeczy, których widzieć nie powinny, które Vale tak sprytnie ukrywał pod płaszczem powagi, porządku i pustych uśmiechów. Była krew lecąca z rozciętej wargi, odbity tłuczek i potłuczona czaszka, a potem też ogień malujący się za długim cieniem nastoletniej sylwetki. Trzask pękających desek, ten haust adrenaliny, kiedy rzucał się ku niemu, chcąc wytrącić różdżkę z jego dłoni. Wiliam Moore pozostał duchem żywym, pozostał niemożliwą do zmycia plamą, którą Ulysses zaprzysiągł śledzić, by ta nie rozlała się za bardzo - za daleko.
Przyglądał mu się teraz z tym zimnym, opanowanym zainteresowaniem, który na jego twarzy gościł tak często od kiedy był dziwnym, milczącym dzieckiem. Obaj byli zdenerwowani, widocznie żaden z nich nie spodziewał się natrafić na drugiego - jakże nierozsądnie, w końcu ich życia miały skłonność do przenikania się wzajemnie - a jednak w Williamie więcej było emocji, więcej niepokoju w jego głosie i determinacji w jego wzroku. Jak zwykle. Wiele było dni, kiedy Ulysses piekielnie mu tego zazdrościł; wiele było takich dni już w Hogwarcie.
- Z-z-zwiedzam - odparł w końcu, z jadowitą złośliwością przedrzeźniając jego zająkniecie i coś na kształt rozbawionego uśmiechu wkradło się na twarz. Nie było w tym geście niczego poza młodzieńczą kpiną, jakimś naiwnie dziecięcym pragnieniem podburzenia krwi.
Stali naprzeciw siebie, gotowi do walki tak jak tamtego lata, gdy wybuchł pożar. Tutaj spłonąć mogłaby jedynie ta martwa chata, kilka okolicznych drzew. Miejsca takie jak to służą za spokojne, ciche groby; w miejscach takich jak to trup może leżeć długo, niezauważony i samotny. Mógłby to być jeden z nich, a Ulysses nigdy nie był na tyle butny, by nie widzieć swojej śmierci w tym scenariuszu. Nie jeżeli William nadal tak ciasno trzymał w dłoni różdżkę.
Miał jednak w sobie na tyle pewności, by opuścić broń, a potem z wręcz bezczelną nonszalancją oprzeć się ramieniem o framugę drzwi, wzrok nadal wbijając w swojego towarzysza. Przez znajomą choć zmienioną przez czas i wojnę twarz, do palców zaciśniętych na różdżce. Widok nieprzyjemnie znajomy, w tym momencie niewygodny i niebezpieczny, a mimo to Vale uniósł jedynie brwi, sam trzymając i różdżkę i nóż w błogim rozluźnieniu, zupełnie niegotowe do szybkiego użycia.
- Co zamierzasz zrobić, Billy? - spytał, akcentując skrót jego imienia z widoczną, przesłodzoną satysfakcją. Jego głos był równie lekki i melodyjny co zwykle, jak zwykle zbyt cichy by wybrzmieć groźbą. - Pozbycie się mnie nikogo nie uratuje. Zostawiłem poszlaki i namiary w kwaterze. - Westchnął głęboko, wręcz teatralnie, jakby pragnął wyrazić szczery smutek w związku z tą przebrzydła sytuacją. Nigdy nie był jednak dobrym aktorem, zabrzmiał więc raczej jak zirytowany dzieciak. - Jeżeli ja tam nie wrócę, tutaj wróci ktoś inny. - Wzruszył lekko ramionami, a po chwili skrzyżował je na piersi. Nóż nadal błyszczał w dłoni, na nim połyskiwały resztki płynnego srebra.
Miała minąć jeszcze jedna długa sekunda - sekunda, która zdawała się trwać całe lata, być może osiemnaście lat - nim Ulysses zmusił się do kolejnego, szerokiego uśmiechu. W tym martwym domu zimno było i duszno od kurzu, deski skrzypiały pod stopami, ściany zdawały się kruszyć i walić na głowę. Być może gdyby teraz rozejrzał się dokładniej, gdyby oderwał wzrok od człowieka stojącego naprzeciw, byłby w stanie dostrzec pył starty z podłogi. Przez ten moment jednak przeklęty wilkołak liczył się jakoś mniej. Daleko przecież nie ucieknie - miał ochotę zaśmiać się krótko. Och, Avery ukręciłby mu za to kark.
- Widziałem cię na listach gończych - jego głos odbił się niebezpiecznie od niszczejących ścian. Przypomniał sobie plakaty na ścianach londyńskich kamienic, kilka znajomych twarzy nazywanych niebezpiecznymi. William Moore, Michael Tonks; Ulysses uśmiechał się błogo, gdy przypalał te drukowane, ruchome portrety gasnącym papierosem. - Pięć tysięcy? - Zacmokał z niezadowoleniem. - Na pewno jesteś warty nieco więcej.


it's classic horror! if the monster learns appropriate restraint, it becomes an angel.

Ulysses Vale
Ulysses Vale
Zawód : łowca wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
when i call myself a shell
i mean–a used up bullet casing.
as in, the aftermath of something lethal.
as in, an echo of inflicted evil
OPCM : 8
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10724-ulysses-vale#326292 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10754-vale#326472 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10785-u-vale

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Stara chata

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach