Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarz - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime10.03.12 23:07

First topic message reminder :

Cmentarz

Znajdujący się za wzgórzem cmentarz jest stosunkowo niewielki. Otacza go zieleń rozłożystych łąk oraz kamienny, rozpadający się już murek - niegdyś o wiele większy, dziś sięgający jedynie połowy jarda. Ponad czterema rzędami maleńkich, nadgryzionych zębem czasu grobów dawnych mieszkańców Salisbury górują przepiękne brzozy, w których cieniu umiejscowiono kilka drewnianych ławeczek. Panuje tu cicha, spokojna atmosfera. Zewsząd pachnie kwiatami, słychać szumy sunących w powietrzu owadów. W oddali zaś, tuż za wzgórzem, znajduje się wioska - czerwone dachy przepięknie odcinają się na tle zieleni i błękitu nieba, jakby przypominając, że zaledwie sześćset jardów dalej toczy się normalne życie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarz - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime11.02.18 0:21

The member 'Amelia Bell' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :
Cmentarz - Page 3 N2btFvL


Powrót do góry Go down
Billy Moore
Billy Moore

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f106-hartlake-road-18-2 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : szukający Jastrzębi z Falmouth
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler


I have no hope in solitude


OPCM : 23
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime18.02.18 22:21

Potrzebował kilku nierównych oddechów, żeby zrozumieć, co właściwie się stało – i paru następnych, głębszych i spokojniejszych, żeby przejść nad tym do porządku dziennego. Oczywiście, że należało się spodziewać niekontrolowanych wybuchów magii; wiedział doskonale, że takie sytuacje miały miejsce, anomalie nie szalały nad Anglią od wczoraj, a mimo to z jakiegoś powodu nie przypuszczał, że kwestia niepanujących nad własną mocą dzieci, może dotyczyć również i jego. Naiwnie i głupio z jego strony – może by mu było łatwiej, gdyby zdołał najpierw uwierzyć, że wydarzenia, których od wczoraj był bardziej niemym świadkiem niż uczestnikiem, działy się naprawdę. Wypuścił powoli z płuc drżące powietrze, przecierając twarz otwartą dłonią; chyba przyszła najwyższa pora, żeby przestać jedynie bezradnie przyglądać się rzeczywistości, którą samodzielnie sobie zgotował.
Sama perspektywa wywołała w jego umyśle falę lodowatego przerażenia, ale nie pozwolił, żeby strach odcisnął piętno na jego twarzy. Nie, kiedy tuż obok znajdowała się osoba, która z całą pewnością bała się znacznie bardziej od niego – i która dopiero co straciła w tragiczny sposób lwią część swojego świata. Nie chciał nawet próbować domyślić się, co musiało dziać się pod jasnymi włoskami; chociaż wiedział doskonale, jak to było stracić mamę, to już wyobrażenie sobie, że jego jedyną bliską osobą na świecie jest ktoś, kogo w ogóle nie znał, leżało poza granicami możliwości zdezorientowanego umysłu. Co z kolei nie oznaczało wcale, że panikował mniej; obserwowanie, jak dziewczynka zasłania się przed niewidzialnym przeciwnikiem, po czym niezdarnie upada na mokrą ziemię, zanosząc się płaczem, wywołało w jego klatce piersiowej mieszankę emocji tak intensywnych i paskudnych, że prawie zapomniał, jak się oddycha.
Choć porażony elektrycznymi ładunkami instynkt z całych sił przekonywał go, żeby się odsunął, to na przekór zrobił krok do przodu, zatrzymując się tuż przy pięciolatce. Powietrze wokół niej wciąż wydawało się trzaskać od wyładowań, jednak stłumił pierwotne odruchy i wyciągnął ramiona, żeby ostrożnie pomóc jej podnieść się z ziemi. – Cśś – mruknął uspokajająco; nie miał zbyt wielkiego doświadczenia z dziećmi, a przynajmniej nie takiego, które nie należałoby do zamierzchłej przeszłości – nawet najmłodszy z jego braci już dawno wyrósł z okresu, kiedy trzeba było go przekonywać, że biegające po ogrodzie gnomy nie odgryzą mu w nocy palców u stóp. Nie miał jednak przywileju ani możliwości zapytania kogokolwiek o poradę; nie teraz, być może nie w najbliższym czasie; póki co nie zastanawiał się jeszcze, jak powie rodzinie i przyjaciołom o tym dramatycznym zwrocie w swoim życiu. – Am-m-melko – kontynuował, próbując zwrócić na siebie jej uwagę, modląc się w duchu, żeby chociaż przestała płakać; czuł się paskudnie, słuchając wypełniających powietrze żałosnych pociągnięć nosem, czuł się winny – najprawdopodobniej słusznie. – Nic się nie st-stało – dodał, po czym zacisnął zęby, starając się nie krzyknąć, gdy kolejna fala ładunków przemknęła przez jego ciało, sprawiając, że włosy na głowie stanęły mu dęba. Nie miał pojęcia jak, ale potrzebował ją uspokoić, bo coś mu mówiło, że szalejące emocje i niestabilna magia nie były dobrym połączeniem.
Delikatnie pomógł jej podnieść się z ziemi, nieco niezdarnie poprawiając ubrudzony błotem płaszczyk. – J-j-już dobrze – powiedział cicho, niepewny, czy próbował przekonać do tego Amelkę, czy samego siebie. – Opowiesz mi coś? – zapytał, w (zapewne bezsensownej) próbie odciągnięcia jej uwagi od przeskakującego po jej ciele prądu. Całe szczęście, że zdawał się nie krzywdzić przynajmniej jej.
Sięgnął do kieszeni, wyłuskując stamtąd kwadratową, lnianą chusteczkę w żółto-czerwoną kratę, po czym niepewnie wyciągnął dłoń w stronę dziewczynki, próbując jak najostrożniej wytrzeć mokre ślady na policzkach i pod noskiem. Miał nadzieję, że nie zauważyła, jak od niestabilnej energii elektrycznej drżały mu palce.

(170/230)




soldier keep on marching on
head down till the work is done


Powrót do góry Go down
Amelia Bell
Amelia Bell

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t5496-amelia-bell https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5513-amelia-bell https://www.morsmordre.net/f106-hartlake-road-18-2
Zawód : niezapominajka
Wiek : 5
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Though your heart is far too young to realize
The unimaginable light you hold inside.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime29.04.18 0:15

Czasami słowa zawodziły nawet dziecięcą wyobraźnię. To, co zwykle tak łatwo gościło na języku dziewczynki, wyrazy szczere, bez społecznych naleciałości, które wymagały większego taktu, tym razem tamowało łkanie i fala, która runęła przełamując budowaną powolutku tamę. Przecież miała być dzielna. A mimo to - wszystko runęło, jak ustawiane uparcie klocki przy silnym podmuchu wiatru . I nawet jeśli nie rozumiała co tak przeraźliwie bolało ją w małej piersi, poddawała sie płynącym emocjom, jak wartkiej wodzie, która porwała z nurtem mały, zerwany z gałęzi liść.
Sama magia - przynajmniej na początku ujawnienia u dziewczynki, stanowiła tajemniczy, ale fascynujący element jej króciutkiego żywota. W końcu objawiała się łagodnie, jakby wpisując się w dziecięcą naturę. A to, czego doświadczała od... zaśnięcia mamy, napawało ją coraz większym lękiem. Tym bardziej, gdy otaczający ją ludzie odsuwali się, upatrując w niej źródło nieszczęść. I sama powoli zaczynała w to wierzyć. Odsuwała się jeszcze nieśpiesznie, cicho wierząc, że rzeczy dzieją się tak strasznie, tylko teraz. Może zrobiła coś, co rozgniewało płynącą w jej żyłach magię? Chciałaby zapytać, ale ciepłe rozmowy z mamą skończyły się, pozostawiając jej pytania niewypowiedziane i bez odzewu. Właściwie, ja większość otaczających ją wydarzeń i zbierających się pytań. Tak, jak pojawienie się w jej małym światku - tajemniczego Taty.
Bolały ją powieki od zaciskania, a chłód wdzierał się na mokre policzki, szczypiąc coraz silniej, jak stara ciotka, która próbowała się z nią czasem przywitać. Bolały i paluszki, które z całych sił ściskała, jakby chciała zgnieść niewidzialną barierę, która drgała na skórze przeskakującymi iskierkami prądu. Bolała ją i zaciskająca się krtań, z której wypływały coraz bardziej nieskładne przeprosiny, przeplatane z niezidentyfikowanym w formie szlochem. Obraz rozmazał się, a przysłonięte ramionami spojrzenie topiła w wilgotnych już od łez rękawkach. Upadek też bolał, ale podkulone nóżki nie chciały się wyprostować, przeszywane olejnymi dreszczami.
Zazwyczaj zostawiano ją na chwilę samą. Głosy cichły, przestraszone, często przesiąknięte bólem spojrzenia, odsuwały się na bok. Milczenie gasiło w końcu lęk i dopiero po jakimś czasie sprawdzano, czy z dziewczyną było wszystko w porządku. Nie trudno było zauważyć, że magia najczęściej krzywdziła  znajdujących się w pobliżu ludzi, ją samą oszczędzając, albo przynosząc niespodziewany efekt, jak niekończące się długością włosy.
Tym razem było inaczej. Szloch nie umilkł, gdy poczuła dotyk dłoni, które podniosły ją do góry. Powoli odsunęła ramiona, odsłaniając zaczerwienioną od płaczu buzię. Spazmy łez wciąż szarpały delikatnym ciałkiem, ale zaskoczenie obecności, która nie umknęła, tak jak inne, wdarła się iskrą nadziei - Mu-musis uciekać ode mnie - wydusiła pomiędzy szlochaniami, ale postawiona na nogi, nie próbowała się poruszać. Drżała - wsyscy uciekają, tak tseba - próbowała tłumaczyć, coraz szerzej otwierając szaro-zielone źrenice. Cofnięcie się nie wchodziło w grę, pewne, ciepłe dłonie podtrzymywały ją i cierpliwie doprowadzały do porządku - Cy nie boli? - odpowiedziała przestraszona, gdy kolejna tańcząca iskra przeskoczyła na Billy'ego. Łkanie wzmogło się, gdy próbowała jedna cofnąć się o krok, ale głos, który słyszała nie ustępował. Cierpliwy, spokojny? Pozwoliła wytrzeć nosek i ubrudzone łzami policzki. Podniosła głowę wyżej, tym razem wpatrując się wprost w twarz Taty. Szlochanie już tylko od czasu do czasu drgało w głosie. Niepewnie wyciągnęła rączkę, zaciskając na rękawie męskiego płaszcza - Tu się nie opowiada, tylko słucha - zacisnęła małe usteczka i zerknęła na świeżo zasypany grób - tak mama powiedziała, jak babcia zasnęła - powinna była wypuścić z paluszków, zaciskany materiał, ale uporczywie trzymała się. Jakby własnie znalazła ratującą ją tratwę. Tata.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarz - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime29.04.18 0:15

The member 'Amelia Bell' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :
Cmentarz - Page 3 6joQUZP


Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
Rowan Sprout

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you take my hand,
Please pull me from the dark,
And show me hope again...

OPCM : 10
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 21
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime12.05.18 2:52

Melodia płynie w powietrzu niezwykle miękko, kojący ton współgra z trzaskiem drew kominka poddającym się dobrowolnie pochłaniającym je językom ognia i tylko jakaś doprawdy niecna nutka fałszu sprawia, iż w nucenie wkrada się jakiś dysonans burzący jakże przyjemny dotąd odbiór muzyki. Dźwięki jednak stopniowo cichną, ograniczane do z lekka bezsensownego mruczenia, gdy smukłe palce wplatają się w gęstą kurtynę płomiennorudych włosów. Rude sploty poddają się zręczności dłoni, pozwalają układać się w misterną fryzurę chroniącą kosmyki przed wszelkimi potencjalnymi uszkodzeniami. Czerń spojrzenia z uwagą śledzi każdy ruch odbijany w szerokim lustrze, gotowy wychwycić wszelką niedoskonałość, każdą krzywiznę bądź odstający jeden włosek — dbałość o szczegóły, do niedawna tak jeszcze obca, zdawała się obecnie niemalże nieodłącznym towarzyszem młodej uzdrowicielki. Głośne wypuszczenie powietrza nosem zbiega się z krótkim zerknięciem w stronę wiszącego nad drzwiami zegara, które prześlizguje się instynktownie po mknących na powierzchni plakatów sylwetkach zawodników quidditcha, oddających się wykonywaniu ulubionych zwrotów. W zadowoleniu przyjmuje fakt, iż pozostało do rozpoczęcia zmiany jeszcze niecałe dwadzieścia minut — pyszniące się na biurku dwa malinowe ciastka wraz z parującą, czarną kawą doprawioną kilkoma kroplami mleka wymagają odpowiedniej dozy czasu rozkoszowania się nimi, nie zaś pospiesznego wciśnięcia do ust w nadziei, iż zadławienie nie przyjdzie tak od razu i ta marna namiastka całodniowego posiłku wystarczy, by w miarę mogła trzymać się na nogach. Już pragnie się odwrócić, już ręką sięga ku łakociom, gdy drzwi do gabinetu Sproutówny otwierają się, a w nich pojawia się zdyszana pielęgniarka. Jeden rzut oka wystarczył, by Rowan doskonale wiedziała, co się wydarzy.
Już nigdy nie zjem normalnego śniadania, prawda? — pyta dosyć retorycznie Red i choć pewnego rodzaju zrezygnowanie znaczy jej głos, tak pozbawione jest ono niechęci, czy też swoistego niezadowolenia. Bo ona lubiła swoją pracę, przemieszczanie się pośród obskurnych korytarzy Munga nigdy nie wywoływało weń iście cierpiętniczych min (no, może z wyjątkiem czasu, gdy była stażystką na magipsychiatrii), a praca z ludźmi zwykła dostarczać jej odpowiednią dawkę satysfakcji. Jednak natury rudzielca nie sposób oszukać, tak też jakaś porcja narzekania zawsze musiała się pojawić, aby życie nie było zbyt piękne. Pielęgniarka uśmiecha się przepraszająco, a następnie otwiera usta wyjaśniając powód swojego przybycia. Cholera.
Cmentarz wita ją chłodem oraz głośnym szmerem, tak niepasującym do spokojnego miejsca spoczynku zmarłych. Dziewczę nie musi się nawet zastanawiać, by prędkim krokiem — na ile prędki może być krok kogoś noszącego wysokie obcasy — mogła zacząć kierować się w stronę zamieszania. Limonkowa szata wygląda dumnie spod czerwonego płaszcza, gryząc się przeokrutnie w takim zestawieniu kolorów — nie pozostawia jednak miejsca, na próżne zastanawianie się kim jest. Mrużąc czarne ślepia, Sprout dostrzega kilka osób pochylających się nad nieruchomą sylwetką, gdzieś nieopodal stoi zapłakana dziewczynka. Tak, to musiał być wyjątkowo emocjonujący dzień.
Proszę się odsunąć — zarządza, wzrokiem skanując tych kilka osób, które jeszcze nie umknęły na widok przedstawiciela wysłanego z św. Munga — Zostałam wezwana, czy ktoś może mi wyjaśnić, co się stało? — zapytała, jednocześnie przyklękając nad nieprzytomnym mężczyzną. Przytknęła palec wskazujący oraz środkowy do szyi, szukając tętna. Żyje. Odpowiedziało jej głównie milczenie oraz kilka zerknięć w stronę dziecka, co mogło powiedzieć jej wiele, ale w zasadzie nie mówiło nic. Rowan krzywiąc się, ponownie przeniosła spojrzenie na pacjenta, by zaraz to mogła zastygnąć w bezruchu. Billy Moore. Billy Moore. Przed nią leżał cholerny William `Billy` Moore, szukający Jastrzębi. TEN Billy Moore, którego plakat wisiał na jednej ze ścian prywatnego gabinetu magomedyczki. Był tutaj. Tak blisko. O rany. I trochę umierał. Umierał. Znaczy, no nie umierał, ale był nieprzytomny. A to źle. Bardzo źle. Ocknęła się, wyciągając zaraz różdżkę, skierowała ją na poszkodowanego.
Surgito — wypowiada zaklęcie, w nadziei, iż magia się jej posłucha na tyle, by mogła zwrócić przytomność jasnowłosego. Co prawda nikt mu raczej nie opowie w przypadku porażki, jak nieudolną uzdrowicielką była — ale uniknąć żenujących dla niej momentów w obecności SZUKAJĄCEGO JASTRZĘBI Z FALMOUTH nie zawadzi. Oby jeszcze anomalie były dlań łaskawe. Billy Moore. Niewyobrażalne.




I'd rather watch my kingdom fall

...I want it all or not at all
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarz - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime12.05.18 2:52

The member 'Rowan Sprout' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 57

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Cmentarz - Page 3 Ql0OTyi


Powrót do góry Go down
Billy Moore
Billy Moore

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f106-hartlake-road-18-2 https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Zawód : szukający Jastrzębi z Falmouth
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler


I have no hope in solitude


OPCM : 23
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime02.06.18 15:54

Ciemność smakowała inaczej niż zwykle; bardziej miękko, ale i mdło, mniej rześko, ciszej, spokojniej. Prawie jak sen, chociaż niezupełnie, bo brakowało charakterystycznej, trzymającej się jego powiek ciężkości; ta, znacznie bardziej wyczuwalna, postanowiła zatrzymać się na jego klatce piersiowej, utrudniając mu oddychanie – zupełnie jak wtedy, gdy rozpędzony tłuczek uderzył go prosto w mostek, wyciskając z płuc całe powietrze i fundując mu prawie tydzień bolesnej walki o każdy wdech. Przez moment wydawało mu się, że to właśnie się stało; spadł z miotły, potłukł się i teraz leżał na chłodnej trawie w otoczeniu szepczących członków drużyny. Pewnie gdyby się wysilił, bez problemu wyłowiłby spośród nich charakterystyczny, dźwięczny głos Penny, i ten odrobinę ostrzejszy, należący do kapitana. Zamiast tego, ktoś kazał im się odsunąć – ale jak miał to zrobić, skoro jego własne ciało nie chciało go usłuchać, leżąc bez ruchu i nie pozwalając mu na drgnięcie choćby o milimetr?
Spróbował zacisnąć dłoń, żeby sprawdzić, czy zdrętwiałe palce dotkną jedynie pustki, czy zamkną się wokół trzepoczącej skrzydełkami, złotej piłeczki – musiał wiedzieć, jak skończył się mecz, czy złapał znicza, czy wprost przeciwnie, ściągnął na drużynę druzgoczącą porażkę – ale jego umysł i ciało zdawały się być osobnymi, egzystującymi niezależnie bytami; musiał naprawdę mocno uderzyć się w głowę, czy to właśnie tam ugodziła go złośliwa, furkocząca piłka?
Trzeźwość umysłu powróciła wraz z lekkim zapachem miodu i mandarynek, wyciągając go na powierzchnię wciąż jeszcze zamglonej rzeczywistości. Czuł się słabo i tak, jakby za moment miał osunąć się w nicość ponownie, ale mimo to spróbował uchwycić się świeżego powietrza i osiadającej na ubraniach wilgoci, szukając w świeżej pamięci ostatnich wspomnień. Jeszcze poszatkowanych i osnutych kłębkami miękkiej waty, ale już powoli zaczynających odbijać się echem w jego obolałej czaszce; płacz wystraszonej Amelki, ładunki elektryczne przeskakujące do jego dłoniach, musisz uciekać ode mnie; odpowiedział jej, że nie ucieknie, nie tym razem, bo uciekał już zbyt długo – naiwnie, zapewne powinien był jej posłuchać, ale nie mógł znieść myśli pozostawienia jej samej sobie, gdy najwyraźniej w świecie ogarniało ją przerażenie. Z jakiegoś powodu pamiętał też swoje własne – kiedy jako dziecko mimo starań nie potrafił wydusić z siebie pełnego zdania, dopingowany jedynie szyderczym śmiechem rówieśników. Samotność nigdy mu wtedy nie pomagała, jedynie spychając głębiej w poczucie bezużyteczności i beznadziejności. Nie chciał tego dla niej, dlatego na jej pytanie o ból kręcił przecząco głową, mimo że czuł się tak, jakby mokrymi rękami wyciągnął wtyczkę z niezabezpieczonego gniazdka elektrycznego. Później chciał jej coś jeszcze odpowiedzieć, że opowiadanie też było w porządku, bo nawet śpiący czasami słuchali – ale nie zdążył, ogarnięty tą samą ciemnością, z której objęć właśnie mozolnie się wynurzał.
Ale jak?
Z trudem uchylił powieki, czując się trochę jak wtedy, gdy razem z Josephem założyli się o to, kto pierwszy wypije całą butelkę Ognistej; światło raziło, barwy atakowały jaskrawością, a głosy wdzierały się do jego czaszki z brutalną siłą; widział nad sobą burzę czerwieni i przez moment wydawało mu się, że powietrze nad nim płonie – ale to tylko słoneczne promienie tańczyły w złotorudych włosach pochylającej się nad nim kobiety. Uzdrowicielki, podpowiedział mu umysł, choć nie był pewien, skąd wzięła się tam ta informacja. Zawiesił spojrzenie na jej twarzy, czekając, aż obraz zupełnie się wyostrzy i nie wiedzieć czemu zastanawiając się, iloma dokładnie punktami Sroki wygrały z Osami w ostatnią sobotę. – Ampfrldstfe – wybełkotał niezrozumiale, mając jeszcze problemy z odnalezieniem własnego języka, który wydawał się wyschnięty na popiół i jeszcze dodatkowo przyklejony do podniebienia. Odchrząknął. – A-amelka? – zapytał, próbując podnieść się na łokciach i rozejrzeć dookoła, podczas gdy horyzont wykonywał pełny piruet. Musiał upewnić się, że z dziewczynką wszystko było w porządku.

PŻ: 23/230, 1/3 tury przytomności




soldier keep on marching on
head down till the work is done


Powrót do góry Go down
Amelia Bell
Amelia Bell

Nieaktywne dzieci
Nieaktywne dzieci
https://www.morsmordre.net/t5496-amelia-bell https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5513-amelia-bell https://www.morsmordre.net/f106-hartlake-road-18-2
Zawód : niezapominajka
Wiek : 5
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Though your heart is far too young to realize
The unimaginable light you hold inside.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime02.07.18 1:05

To było tak bardzo, bardzo dziwne. W jednej, króciutkiej sekundzie świat wokół małej dziewczynki zwolnił. Rozpaczliwie łkanie gasło, puszczając zaciskające się więzy na małej krtani. Coś niebezpiecznie dusiło, szarpało dziecięca piersią i Amelka przestawała walczyć. Przynajmniej, dopóki nie pojawiło się światło. Głos z przeszłości, oddalony, niepewny, a jednak obecny. Teraz był blisko, jak pojawienie się legendy, którą słyszała - w rzeczywistości. Nie rozumiała, bardzo nie rozumiała, co właściwie działo się z otaczającym ją, małym światem, kumulującym się dziś do zdjęcia, które zaciskała w paluszkach i materiału rękawa z męskiego płaszcza. Tylko tyle i aż tyle, wystarczyło, by obraz stał się wyraźniejszy, oddech łatwiejszy do przełknięcia. A potem znowu wszystko runęło.
Nie chciał uciekać. Tak jej powiedział i mu uwierzyła. Bez jakiegokolwiek zaprzeczenia, bez zawahania, z dziecięcą ufnością, którą ofiarowała w wyciągniętych rączkach. Tylko po to, by nagle, bez ostrzeżenia, zapadła cisza. Nagła, urywająca słowa, upadająca na ziemię razem z męską sylwetką tuż przed nią, tuz pod stópki. Zaciskany materiał rękawa wysunął się z paluszków, ale żadna dłoń nie zatrzymała przyspieszającego zawrotnie czasu. Bryźniecie śniegu, gdy ciało taty spotkało się z ziemią i jej własny krzyk, który rozdarł powietrze.
Zrobiło jej się przeraźliwie słabo. Łzy puściły się biegiem po zaróżowionych od chłodu policzkach sunąc zabrudzona drogą, która przed chwila pokonywały - Nie, nie nie nie, plosę, plosę..nie.. - słowa mieszały się z łkaniem, gdy przewróciła się najpierw na kolana, potem, w strachu zaczęła się cofać. Nie chciał od niej uciekać, więc ona musiała to zrobić. Zasnął...zasnął jak mama. Czy mama zasnęła też przez nią?
Nie widziała zamieszania, które chwilę potem rozgorzało. Nie miała siły na nic, ponad rozpaczliwe wycofywanie się, by w końcu natrafić na mur. Opadła pod ścianą, kuląc pod siebie nóżki i zasłaniając głowę ramionami. To musiała sie skończyć, zawsze sie kończyło - Psefpflaaa...saam - łkała cicho. Nie widziała, czy ktokolwiek sie zbliżał. Nie czuła żadnych dłoni, które ja odciągały, ani obejmowały. Zasnęła tatę. Ona też chciała zasnąć. Gdzieś, w świecie rozmazanym przez łzy, widziała kobietę, która pochyla się nad Billym. I bała się jeszcze bardziej. Nie słyszała cichego głosu, który ją wołał. Chciała, by wszystko sie skończyło. A przerażony umysł i zmęczone płaczem usta w końcu usłuchały rozpaczliwej prośby. Cicha, błoga ciemność otuliła ją i wyrwała ze złego snu. Obudzić miał ją Tato.

| Dla Amelki zt


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cmentarz - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime02.07.18 1:05

The member 'Amelia Bell' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - DN' :
Cmentarz - Page 3 N2btFvL


Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
Rowan Sprout

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you take my hand,
Please pull me from the dark,
And show me hope again...

OPCM : 10
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 21
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

Cmentarz - Page 3 Empty
PisanieTemat: Re: Cmentarz   Cmentarz - Page 3 I_icon_minitime29.08.18 2:17

To był zaledwie ułamek sekundy, pojedyncze uderzenie serca, chłodniejsze muśnięcie wiatru na zaczerwienionych raptownie policzkach. Płomień tchnący podekscytowaniem oraz zaskoczeniem rozprzestrzenia się po wnętrzu, pochłaniając jakże niszczycielsko nieskończone połacie zdrowego rozsądku i przed całkowitym spopieleniem chroni ją głęboko zakorzeniony profesjonalizm, dzielnie oraz uparcie stojący na drodze szalejącej pożodze. To on właśnie, wspierany przez godziny zaciskania zębów nad książkami medycznymi, nie pozwala by w zrywie nagłej potrzeby uzewnętrznienia swego przywiązania do quidditcha, mogła utracić twarz oraz godność, czym prawdopodobnie poddałaby pod wahanie swe umiejętności oraz kompetencje. Dlatego też w ledwie ułamek sekundy na bladą twarz wkrada się maska obojętności i niekwestionowanego spokoju, w ciemnych niczym noc oczach tli się zwyczajowa zawziętość oraz czujność, a kącik dużych, ładnie skrojonych ust drga, gotowy w każdej chwili przywołać pełen niezadowolenia grymas wymownie wykrzywiający karminowe wargi. Wykonuje gest, bardziej z przyzwyczajenia niźli starannie, wypowiada zaklęcie, obserwując w zadowoleniu, jak silny strumień czarów mknie w stronę nieprzytomnego mężczyzny, tylko po to by zaraz mogła mocniej zacisnąć szczupłe palce na uchwycie różdżki — ciepło uderza ją niemalże natychmiast, promień jest zdecydowanie silniejszy, niźli powinien i wręcz w swoistym optymizmie spodziewa się, iż bezwładne ciało pokryje się wszelkiego rodzaju piórkami, albo też okolica zaroi się od przebudzonych zmarłych. Nic się jednak takiego nie dzieje, anomalie oszczędziły ich tym razem i Red jest w stanie dostrzec pierwsze oznaki przebudzenia się blondyna. Ich spojrzenia stykają się ze sobą, niezrozumiały bełkot dociera do jej uszu, przez co panna Sprout rozgląda się nieco bezradnie wokół. Kim była Amelka? Niemal natychmiast zauważa drobną, stanowczo zbyt kruchą dla tego świata sylwetkę, zanurzoną w objęciach jakiegoś starszawego jegomościa. Zatroskana twarz oraz powolnie kiwnięcie głową od jego strony oznaczają, iż prawdopodobnie udało się rudzielcowi ustalić tożsamość tajemniczej panienki.
Jest tutaj, bezpieczna — odpowiada, przykładając dłoń do piersi Billy'ego, zmuszając go ostrożnie do powrócenia do poprzedniej pozycji — Pan z kolei, musi się udać niezwłocznie do św. Munga i tak... — nacisk na to słowo był wyraźny, ciężki, niepodważalny — ...jest to konieczne. Przy okazji upewnimy się, że małej również nic nie jest — protest, jaki powoli zaczął jaśnieć w błękitnozielonych, nieco nazbyt zaszklonych oczach zniknął niemalże natychmiast. Kimkolwiek była dziewczynka — a przecież bystry umysł Rowan potrafił połączyć nader zręcznie fakty — należała do osób istotnych dla szukającego i nieważne, jak wielka tkwiła w nim niechęć do wizyty w szpitalu, dobro dziecka było najważniejsze i zamierzał się temu poddać. Kiwa więc głową z ulgą, ręką zachęcając tymczasowego opiekuna Amelki do zbliżenia się, uda się z nimi — Wszystko będzie dobrze — zapewnia, uśmiechając się łagodnie, kiedy czerń ponownie odbiera świadomość poszkodowanemu. I tak jest, bo gdy tylko świstoklik przenosi ich do szpitala, a zaznane słabości i obrażenia zostają wyleczone, po raz pierwszy ojciec może wziąć w objęcia swoją malutką córeczkę. I to jest przecież dobre.

| zt x2, za zgodą zainteresowanych + kradnę Amelkę




I'd rather watch my kingdom fall

...I want it all or not at all
Powrót do góry Go down
 

Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Wiltshire, Salisbury-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19