Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Budynek administracji
AutorWiadomość
Budynek administracji [odnośnik]04.02.17 13:57
First topic message reminder :

Budynek administracji

Dwie mile od głównej bramy rezerwatu, we wschodniej jego części, znajduje się rozłożysty, kamienny budynek, który tylko oficjalnie nosi nazwę Siedziby Administracji. Większość pracowników nazywa go po prostu Gniazdem: to tutaj znajduje się serce Peak District. W rozbudowywanych rok po roku wnętrzach mieści się gabinet głównego zarządcy oraz nadzorców obydwu obszarów rezerwatu, a także pośrednie gabinety, miniaturowa sowia poczta, kominki sieci Fiuu, niezwykle bogata biblioteka z wspaniałym zasobem książkowej wiedzy o smokach i pieczołowicie prowadzone archiwum. Chcąc załatwić przepustkę albo inne sprawy wagi niemalże państwowej, należy udać się właśnie w to miejsce, w którym opiekunowie smoków zaczynają i kończą pracę, składając raporty lub znosząc ministerialne kontrole.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Budynek administracji - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Budynek administracji [odnośnik]10.11.19 16:33
Był mocno sceptyczny co do szans powodzenia tej wyprawy. Po pierwsze – wieści o pojawiającym się w okolicy smoku, z relacji (rzekomo) naocznych świadków przypominającym spiżobrzucha ukraińskiego, były wyjątkowo mało spójne: część faktów wydawała się zbieżna, owszem, jednak po bliższym przyjrzeniu się detalom, łączona historia rozłaziła się w szwach. Bestia, jeśli wierzyć opowieściom, pojawiała się w kilku miejscach jednocześnie, czasami bez trudu przelatując nad łysymi wzgórzami, innym razem mając ranne skrzydło, które uniemożliwiało jej wzniesienie się w powietrze; zdarzało się, że przypisywano jej winę za zniszczenia, które na pierwszy rzut oka wyglądały raczej na ślady po wyjątkowo zaciętym pojedynku, niektórzy twierdzili też, że smok bał się ludzi, szerokim łukiem omijając wszystkie mugolskie i czarodziejskie zabudowania. Przeglądając te doniesienia, Percival dochodził do wniosku, że prawdopodobnie mieli tu do czynienia prędzej z rozdmuchaną po okolicznych wioskach legendą, powtarzaną i przekształcaną przez mieszkańców, niż z faktycznym spiżobrzuchem, który jakimś cudem wyrwał się na wolność, ale pogłoski trzeba było sprawdzić – smokologowie z Peak District już od paru tygodni przeczesywali więc teren, starając się poskładać odnajdywane ślady w całość, parę dni temu odnajdując wreszcie coś, co swoją niezwykłością wywołało uniesienie wielu brwi: na zboczu górskiego pasma rzeczywiście istniała grota, która do złudzenia przypominała smoczą jamę. Problem polegał na tym, że tuż nad wejściem widniały wyryte runy, ułożone w konstelację, której żaden ze smoczych łowców nie potrafił odczytać. Przerysowano więc znaki starannie na pergamin i ściągnięto z Londynu łamacza klątw; Percival czekał na niego w gabinecie zarządcy, pochylony nad resztą notatek, planując przejrzeć je jeszcze raz, choć prawdę mówiąc wolałby zajmować się w tym czasie podopiecznymi rezerwatu, niż gonić za zjawą, która najprawdopodobniej wcale nie istniała.
Uniósł spojrzenie w reakcji na skrzypnięcie drzwi, na wargach już zatańczyły mu słowa powitania – ale zostały skutecznie starte entuzjastycznym okrzykiem nieznanego mu młodzieńca, przez moment wpatrującego się w niego z mieszaniną emocji, których nie potrafił logicznie wytłumaczyć. Wyprostował się, mrugając kilkakrotnie powiekami i nawet nie kryjąc własnej dezorientacji; opanował się sekundę później. – Ślubu – powtórzył zupełnie płaskim, grobowym tonem, zastanawiając się milcząco nad dwiema rzeczami: kim był ten dzieciak, i kto właściwie go tutaj wpuścił. – Musiałem wyjść naprawdę oszałamiająco, skoro moja twarz aż tak zapadła panu w pamięć – dodał, unosząc wyżej jedną brew; jego ślub miał miejsce prawie rok wcześniej, fotografie w Czarownicy zapewne pojawiły się niewiele później. – Czy mogę panu w czymś pomóc? – zapytał po chwili, głosem, który sugerował, że była to ostatnia rzecz, na jaką miał ochotę.
Zagadka rozwiązała się chwilę później, gdy młody czarodziej w końcu postanowił się przedstawić. – Ach. Tak, oczywiście – odpowiedział, wychodząc zza biurka i dopiero wtedy przypominając sobie, że sam zapomniał o uprzejmościach, choć podejrzewał, że – sądząc po otrzymanej reakcji – jego imię i nazwisko nie było dla Steffena tajemnicą. – Percival Blake, jestem dowódcą grupy smoczych łowców. Zapraszam – wskazał dłonią na fotel po drugiej stronie biurka, po czym sam do niego podszedł. – To szkic znaków, które zostały odnalezione nad wejściem do groty. Oprócz tego znajduje się tam kilka innych, na pierwszych rzut oka wyglądających na przypadkowe: tutaj i tutaj. – Przesunął w stronę mężczyzny pergaminy ze starannymi szkicami. – Proszę – dodał, w odpowiedzi na jego prośbę wyciągając również plik czystych arkuszy i pióro, którego sam używał. – Czy potrzebuje pan czegoś jeszcze? – zapytał; miał niewielkie pojęcie co do przebiegu samego procesu.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : 33
UROKI : 42
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Budynek administracji [odnośnik]10.11.19 21:50
-Tak, chyba miał lor...pan wtedy dłuższe włosy! - zauważył Steffen, z grzeczności udając, że Percival naprawdę wyszedł oszałamiająco. W istocie, był wtedy bardziej zainteresowany jego śliczną małżonką, bo to o niej "Czarownica" chciała wiedzieć jak najwięcej.
Z grzeczności nazwał również Percivala panem, bo zdążył się już nauczyć, że lorda Brendana i lorda Alexandra dziwnie drażnił tytuł lorda.
Przyjrzał się Percivalowi z ciekawością - spodziewał się, że to jako lord będzie miał bardziej okiełznaną fryzurę, a teraz będzie biegał z nieuczesaną czupryną i w brudnym wdzianku. Wyglądał zaś całkiem... normalnie!
Ale za to potwierdził, że to naprawdę on. Steffen sam ledwo w to wierzył, więc wciąż wlepiał ciekawskie spojrzenie w skandalistę zeszłego roku, aż ośmielił się poprosić:
-Czy mógłbym prosić o autograf? Jest pan bardzo znany wśród czytelników "Czarownicy"! - wypalił, zanim ugryzł się w język. -Znaczy... moja mama ją czyta, jest fanką. - odchrząknął nerwowo.
Z wdzięcznością przyjął zmianę tematu na bardziej profesjonalny, bo - zupełnie nie wiedzieć czemu - zaczęło robić się jakoś niezręcznie. Zanotował w pamięci nowe nazwisko lorda Notta. "Blake" - konkretne i melodyjne, prawdę mówiąc nieco ładniejsze od "Farley." Steff nie wierzył, że w przeciągu kilku tygodni spotkał już dwóch wyklętych szlachciców. Co za ekscytująca zima!
-Tylko czasu! - obwieścił optymistycznie, pochylając się nad notatkami. Zaczął mamrotać coś pod nosem, szeptem powtarzając sobie runy. Szybko kreślił piórem po papierze zapewnionym przez Percivala, szkicując runy, ich tłumaczenia i konfiguracje. Gdy zapiski stały się zbyt nieczytelne, z powodu kilkunastu strzałek i pytajników, Steffen zaczął je przepisywać i po kolei eliminować znaki zapytania. Po jakimś kwadransie odsapnął i uśmiechnął się pod nosem z satysfakcją. Wziął papier w ręce i chciał podać najbardziej aktualne zapiski Percy'emu, ale zmarszczył lekko brwi, orientując się, że...
-Muszę przepisać to panu na czysto. Ale od razu wyjaśnię o co chodzi! - znów położył kartkę na stole i wskazał na pierwszą runę, od której biegła strzałka do dwóch kolejnych.
-Te trzy runy układają się w symbol klątwy Eris. To klątwa miejsca. Jeśli pańska ekipa wejdzie do groty lub wgłąb groty... trudno powiedzieć, gdzie dokładnie jest aktywowana... to wszyscy rzucicie się sobie do gardeł. Znaczy, dosłownie i metaforycznie. Klątwa zmienia sojuszników we wrogów, a jej działanie zależy od zdolności tego, kto ją nałożył. W łagodnych przypadkach kończy się na zażartych kłótniach, zerwaniu współpracy i rękoczynach... ale czytałem też o tym, jak klątwa doprowadziła przyjaciół do rzucenia na siebie nawzajem Avady. Mugoli z kolei potrafi nakłonić do rozszarpania sobie gardeł lub wydłubania oczu, dosłownie. - wzdrygnął się lekko, spoglądając na Percivala wymownie. -Ale to jeszcze nie koniec! - dodał, a jego oczy rozbłysły niepokojącym ożywieniem. Zawsze reagował ekscytacją na tak ciekawe przypadki, ale pan Blake nie znał go jeszcze na tyle dobrze, by to wiedzieć.
-Runy obok same z siebie nie aktywowałyby klątwy, ale łączą się z runami Eris i układają w dodatkową klątwę To! To, znaczy klątwa "To", wywołuje przerażenie u wszystkich, którzy znajdują się w danym miejscu. Panikę i chęć ucieczki, ale w połączeniu z gniewem wywołanym Eris, ofiary klątwy jeszcze szybciej stracą zdolność racjonalnego myślenia i najprawdopodobniej zaczną obwiniać się nawzajem zanim zdołają uciec. Komuś naprawdę zależało, by nikt nie zapuścił się wgłąb tej groty, hm? - podsumował, odgarniając włosy z czoła.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Budynek administracji [odnośnik]13.11.19 14:12
Przyglądał się młodemu czarodziejowi z rosnącym niedowierzaniem, otwierając usta, jakby chciał coś powiedzieć - ale jedynie zamykając je bezgłośnie po chwili milczącego zastanowienia. Czy to możliwe, że ktoś zwyczajnie postanowił zrobić sobie z niego żarty? Ten scenariusz, chociaż odrobinę surrealistyczny, z każdą chwilą wydawał mu się coraz bardziej prawdopodobny - jedyny problem z obronieniem tej teorii polegał na tym, że nie miał pojęcia, kto mógłby chcieć w ten sposób zabawić się jego kosztem. W innych okolicznościach obstawiałby Bena, ale Wright znał go zbyt dobrze, by nie wiedzieć, że kwestie związane z pozbawieniem go nazwiska i unieważnionym ślubem - zwłaszcza, odkąd na świecie pojawił się jego syn - nie miały szansy go rozbawić, a jedynie rozdrażnić; z pozostałymi pracownikami rezerwatu nie łączyła go z kolei zażyłość na tyle zaawansowana, by mógł spodziewać się z ich strony podobnych dowcipów. Chyba, że Bojczuk?.. Skrzywił się nieprzyjemnie na samą myśl, z opóźnieniem orientując się, że Steffen znów coś do niego powiedział.
Nie lubił, gdy przyłapywano go na nieuwadze w trakcie prowadzonej rozmowy, ale z dwojga złego wolałby chyba nie usłyszeć pytania, które na pełną minutę zawisło w powietrzu, dryfując między nimi niczym gotowa do aktywowania łajnobomba. Wziął głębszy oddech, prosząc Merlina o cierpliwość. - Panie Cattermole - odezwał się powoli, głosem o temperaturze o kilkanaście stopni niższej niż powietrze na zewnątrz. - Przyznam, że nie wiem, z czego dokładnie jestem znany wśród czytelników Czarownicy, ale biorąc pod uwagę, że uwaga tego... czasopisma zdaje się być skupiona głównie na skandalach obyczajowych, to nie jest to raczej nic, co czyniłoby ze mnie rozdającą autografy gwiazdę. Mogę też pana zapewnić, że nie aspiruję do tej roli. - Zamilknął na moment, zastanawiając się mgliście, czy nie powinien wyprosić ciekawskiego jegomościa za drzwi - ale (niestety) naprawdę potrzebował kogoś, kto sprawnie przetłumaczy stanowiące zagadkę runy. Pozostawało mu więc jedynie mieć nadzieję, że wiedza w dziedzinie klątw stała u jego rozmówcy na wyższym poziomie niż dyskrecja i wyczucie. - Może przejdźmy do celu spotkania?.. - bardziej stwierdził niż zapytał, wskazując dłonią w kierunku biurka i stojącego przed nim fotela. Rzadko bywał nieuprzejmy, jednak mało co wytrącało go z równowagi tak skutecznie, jak niespodziewane wycieczki do przeszłości.
Kiedy Steffen zabrał się do pracy, odetchnął dyskretnie z ulgą, początkowo siadając po drugiej stronie biurka i przyglądając się procesowi powstawania skomplikowanych (i z jego perspektywy wyjątkowo chaotycznych i niezrozumiałych) notatek, czas jednak dłużył mu się niesamowicie; nie chciał jednak przeszkadzać runiście mało pomocnymi wtrąceniami, zajął się więc segregowaniem pozostałych informacji, które udało się zgromadzić członkom jego grupy: map, notatek i lekko zamazanych fotografii, poruszających się niemrawo dzięki wywołaniu w magicznych odczynnikach.
Podniósł spojrzenie dopiero, gdy ciche mamrotanie Steffena ucichło, a gdzieś na krawędzi jego pola widzenia dostrzegł poruszenie; odłożył na bok pióro i pergamin, żeby spojrzeć na to, co przepisywał siedzący naprzeciwko czarodziej - z samych run i symboli rozumiał niewiele, ale to, co mówił, zarysowało przed nim perspektywę co najmniej przerażającą. Komu mogłoby zależeć na zabezpieczeniu groty w ten sposób? - Jest pan pewien? - zapytał, spoglądając na mężczyznę, ale właściwie nie miał żadnych podstaw, by wątpić w słuszność interpretacji - może poza myśleniem życzeniowym. - Czy jest jakiś bezpieczny sposób, żeby sprawdzić, jak dawno temu klątwa została nałożona? I czy jest wciąż aktywna? - Zmarszczył brwi, zastanawiając się jeszcze nad jedną kwestią: jeżeli klątwa miała powstrzymać niepowołane osoby przed dostaniem się do środka, to czy istniała możliwość, że smok - o ile istniał - pełnił podobną rolę? - I czy takie klątwy oddziałują też na magiczne stworzenia? - zapytał jeszcze po chwili, czując, że pytanie należało do tych oczywistych - ale woląc narazić swoją dumę na szwank, niż popełnić katastrofalne przeoczenie.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : 33
UROKI : 42
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Budynek administracji [odnośnik]14.11.19 6:22
Przyglądał się upadłemu szlachcicowi z rosnącą ciekawością. Spodziewał się mistrza oratorstwa, ale Percival wyglądał nieco jak łapiąca powietrze, wyjęta z wody ryba. Może było tutaj zbyt duszno? A może nieswojo czuł się w swoim nowym środowisku, w zwykłej pracy? Steffen nie spodziewał się w końcu, że to jego "tryb fana" wprawił byłego Notta w taką konsternację.
Nie spodziewał się też tak oburzenia, które wychwycił głównie ze słów Percivala. Jako dziennikarz plotkarskiej gazety pozostawał w końcu rozkosznie niewrażliwy na jakiś tam chłód w czyimś tonie! Nie sądził też, że popełnił jakiekolwiek faux-pas. Jak ktoś bierze wystawny ślub, a potem wywołuje największy skandal roku to chyba  nie liczy się z anonimowością? Jeśli Percival chciał chronić prywatność swojej żony (która wprost kwitła w błysku aparatów fotograficznych i wydawała się bardzo zadowolona z tłumku na własnym weselu) to mógł się hajtać dopiero po wydziedziczeniu! Anonimowy Blake nie interesował już w końcu nikogo, poza Rycerzami Walpurgii i pewnym wścibskim reporterem.
-O wypraszam sobie, niektórzy czytelnicy doceniają również pańskie poglądy polityczne! - zapalił się Steff. Dowiedział się o Stonehenge z Proroka Codziennego, do którego czytania nie można było się przyznawać w dzisiejszych czasach. O ile sam Blake nie wyglądał na donosiciela, to ściany miewają przecież uszy. -Podobno nawet ktoś z redakcji zaproponował plebiscyt na najbardziej uroczego rebelianta przeciw konserwatywnemu truchłu i z pewnością by pan wygrał, ale po pierwsze tytuł był za długi, a po drugie... - po drugie jedynym konkurentem był lord już-nie-Selwyn -...nawet po zmianie tytułu na Zbuntowane Ciacha to, uhm, redakcja nie publikuje kontrowersyjnych treści! - ochoczo podzielił się z Percivalem kulisami pracy w najciekawszym angielskim czasopiśmie.
-Znaczy, tak słyszałem od mojej eks. - dodał pośpiesznie, gryząc się w język i uświadamiając sobie, że nie może wciąż się powoływać na własną matkę. Serce nieprzyjemnie ścisnęło mu się przy tym kłamstwie, ale Blake nie miał pewnie powodów wątpić w to, że wszyscy na świecie (wszyscy poza Steffem) mają jakieś eks. Był w końcu przystojnym, zbuntowanym ciachem, a nie młodym fajtłapą zadurzonym w szlachciance.
Miał za to w życiu to szczęście, że uwielbiał obie swoje prace, więc nie stracił ani rezonu, ani entuzjazmu, gdy zajmował się klątwą. Energia wciąż z niego kipiała: mówił szybko, pisał szybko, myślał szybko.
-Nie ma pan zdjęcia tych run? Szkic nie posiada niestety detali, które mogłyby zdradzić nam ślady upływającego czasu. Runy są starożytne - a masło maślane, ale arystokraci chyba nie musieli wiedzieć, skąd się bierze masło -więc z nich samych nic się nie dowiemy, ale wyżłobienia w skale, uszczerbki w wyrytych znakach, ślady mchu... to wszystko może dać nam pojęcie o tym, czy zostały nałożone niedawno czy też przed wiekami. Klątwę należy aktywować zaklęciem, ale mało który profesjonalny runista tego nie robi, to taki odruch zawodowy, zwłaszcza w przypadku miejsc... - zamyślił się, próbując sobie przypomnieć jakiś znany mu przypadek, w którym ktoś nałożył klątwę i zapomniał jej aktywować. W przypadku ochrony miejsc mijałoby się to trochę z celem.
-Co za interesujące pytanie! - aż klasnął w dłonie, patrząc na Percivala z uznaniem. -Prawdę mówiąc, nigdy nie badałem związku między runami i smokami, więc nie wiem czy klątwy mogą oddziaływać na te stworzenia... ale smokom chyba nie szkodzi ogień, no i z założenia taki dziki smok byłby pewnie wrogo nastawiony do pańskiej grupy, więc to chyba bez różnicy, prawda?


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Budynek administracji [odnośnik]17.11.19 2:02
Nie spodziewał się, że sytuacja, w której się znalazł, mogła z dziwnej stać się jeszcze dziwniejsza, ale wyglądało na to, że nie docenił swojego rozmówcy – bo ten, zamiast po jego chłodnej odpowiedzi zmieszać się i wycofać, zareagował… oburzeniem? Percival nie był pewien, czy trafnie zinterpretował brzmiące w głosie czarodzieja emocje, gdy ten z jakiegoś powodu zaczął zapamiętale bronić honoru czytelników Czarownicy, rzekomo zainteresowanych jego poglądami politycznymi. Uniósł wyżej brwi; nie miał pojęcia, że kobiece pisemko w ogóle dotykało tematów politycznych, a chociaż raczej do niego nie zaglądał, woląc nie odnaleźć przez przypadek swojego zdjęcia w jakimś mało poważnym plebiscycie (wyjątek stanowił okres, w którym na łamach gazety regularnie pojawiał się Ben – wtedy jeszcze jako wschodząca gwiazda Quidditcha, z piękną półwilą uczepioną muskularnego ramienia), to wydawało mu się, że był w stanie mniej więcej określić kategorię, w którą wpadały publikowane tam treści.
Cofnął się o krok, w obronnym geście zaplatając ramiona na klatce piersiowej. – Co czytelnicy Czarownicy mogą wiedzieć o moich poglądach pol… Zaraz, co? – Pytanie urwało się w połowie, gdy dotarł do niego wreszcie sens słów Steffena. Najbardziej uroczego rebelianta przeciw konserwatywnemu truchłu? Zbuntowane ciacha? Zamrugał szybko powiekami, wpatrując się z konsternacją w twarz swojego rozmówcy, jakby próbując ocenić, czy mówił poważnie. Wstępne oględziny wskazywały na to, że tak, i Percival nie był pewien, jakie odczucia powinien wzbudzić w nim ten wniosek. – To kto w końcu jest fanem tej Czarownicy? – Zapytał, nie mając bladego pojęcia, dlaczego właśnie tę kwestię uznał za wartą rozwikłania; w tamtym momencie niewiele już zresztą wiedział – jego myśli przypominały chaotyczną plątaninę diabelskich sideł, w środek których ktoś wrzucił iskrzące się fajerwerki. – Pan, pana mama, czy była dziewczyna? – doprecyzował. Coś mu się w tym wszystkim mocno nie zgadzało i skupił się na tym na tyle, że zapomniał o własnym oburzeniu, być może nieco uspokojony myślą, że jego rozmówca raczej nie miał w planach wciągania go w prywatną rozmowę o rzeczach poważnych.
Do tych przeszli zresztą niedługo potem, z nietypowego wstępu przechodząc do meritum, to jest – do tłumaczenia run, które Steffenowi poszło wyjątkowo sprawnie; na tyle, że Percival miał lekkie problemy, żeby za nim nadążyć. – Tak, proszę dać mi chwilę – przytaknął, sięgając po teczkę, którą dopiero co odłożył. Otworzył ją na pierwszej stronie, wyciągając plik ruchomych fotografii i przeglądając je szybko raz jeszcze. Nie wszystkie nadawały się do pokazania runiście – niektóre były kiepskiej jakości, inne w ogóle nie przedstawiały rzeczonej okolicy, na niektórych w kadrze pojawiał się też duży, rozmazany palec fotografa – ale po chwili poszukiwań udało mu się odnaleźć kilka, które z różnych ujęć przedstawiały wejście do jaskini oraz zbliżenie samych symboli. – Tutaj, tutaj i tutaj. Zostały zrobione niedawno, przed tygodniem – wyjaśnił, rozkładając przed czarodziejem fotografie i spoglądając na niego pytająco. On sam nie był w stanie wiele ocenić na ich podstawie, ale liczył na to, że jego rozmówca znał się na rzeczy. Na pewno nie brakowało mu do tego zadania zapału ani entuzjazmu.
Percival uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem, słysząc odpowiedź Steffena. Początkowy dystans zdawał się wyparowywać. – Nie, nie, nie chodziło mi o same smoki. – Pokręcił głową. – To potężne stworzenia magiczne, kryjące w sobie silną magię – podejrzewam, że równie prastarą, co runy. Myślę, że człowiekowi trudno byłoby w ten sposób zrobić krzywdę smokowi. To była już bardziej moja dygresja – widzi pan, jakiś czas temu trafiłem do miejsca, w którym magia w sposób dosyć widoczny oddziaływała na zachowanie mieszkających tam zwierząt – dlatego zastanawiałem się, czy klątwy również mogą to robić. – Spojrzał z nadzieją na łamacza, jakby licząc na to, że będzie w stanie rozwinąć temat. – Ale wracając do naszego problemu – jak trudno byłoby złamać taką klątwę? – zapytał, palcem stukając lekko w jedną z fotografii.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : 33
UROKI : 42
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Budynek administracji [odnośnik]20.11.19 8:03
Nie spodziewał się, choć powinien się przecież spodziewać, że szlachcic, który wyrzekł się nazwiska i rodziny w Stonehenge okaże się... trochę bardzo dziwny. Steffen nie przywykł do bycia wypytywanym o cele i czytelnictwo "Czarownicy", więc - nieco wbrew swojej zasadzie anonimowości - poczuł się w obowiązku zawalczenia o honor swojej redakcji. Ubodło go szczególnie ostatnie pytanie Percivala - wszak wszyscy byli fanami "Czarownicy", a jego dociekanie świadczyło tylko o smutnym niedostosowaniu do życia w normalnym społeczeństwie!
-"Czarownica" to najbardziej poczytny magazyn towarzyski czarodziejskiego świata, spełniający zarówno powierzchowne, jak i głębsze cele i dostarczający informacji różnorakim czytelnikom. - odparł, prostując się i mierząc Percivala nieco wyzywającym spojrzeniem. Nie miał zamiaru dać się onieśmielić! Szczególnie komuś, kto z taką łatwością przyjął do wiadomości, że jest najgorętszym rebeliantem roku. -Może w niektórych kręgach modniejsze jest czytanie "Anatomii Aetonanów" - szczególnie u Carrowów! -Ale sięgając po bardziej przyziemne czasopisma znajdzie pan szersze grono rozmówców! A właśnie, może zgodziłby się pan na wywiad albo na zdjęcie? Znam kilkoro osób, które hojnie by za to zapłaciły! - spojrzenie mu złagodniało i wlepił w Percivala wręcz błagalne oczęta. To byłby taki gorący temat, były Nott spełniający się w rezerwacie Greengrassów! Właściwie, jakim cudem dalsze losy Percivala pozostały anonimowe? Ktoś, jakiś dziennikarz-bohater, powinien odkryć ciąg dalszy perypetii Notta i przybliżyć jego losy fankom owego bujnego zarostu (dlaczego, dlaczego niektórzy z łatwością hodują takie niesforne brody, a Steff mógł liczyć tylko na rzadki wąśik?!).
Z równym zapałem, jak za propozycję wywiadu, zabrał się również za przeglądanie fotografii. Oczy mu rozbłysły, na twarzy pojawił się zachwycony uśmiech.
-Wspaniale, wspaniale, co za detale! Widzę tutaj mech, wykruszenia, hm, a nawet ślady początkowej erozji... - zamruczał, nachylając się nad jednym ze zdjęć. -Naprawdę sporo można doprecyzować na ich podstawie! - podniósł triumfalne spojrzenie na pana Blake, zamierzając go oświecić. -Teraz z całą pewnością mogę stwierdzić, że runy nałożono mniej niż pięćset, ale więcej niż sto lat temu! - dumny z siebie, jakże znacząco zawęził chronologię klątwy.
-Oooch... a może... jak skończymy... mógłby mi pan pokazać jakiegoś smoka? Nigdy żadnego nie widziałem! - rozdziawił lekko ustach, słuchając o tych potężnych bestiach. Wycieczka po rezerwacie byłaby równie ekscytująca, co wywiad z Nottem, jeśli nie bardziej! A może mogliby połączyć przyjemne z pożytecznym?!
-Prawdę mówiąc, nie jestem pewien, czy klątwę mogło aktywować również zwierzę, zwykle zaczyna działać, gdy ktoś, w sensie człowiek, wkroczy na zaklęty teren. Ale jeśli aktywowałoby ją zwierzę to... cóż, albo by uciekło, albo spłonęło żywcem, czyli niewiele by tam pozostało! - doszedł do logicznej konkluzji.
Udał zamyślenie, chcąc dyplomatycznie poinformować pana Percivala o możliwościach zdjęcia klątwy.
-Cóż, to skomplikowana sprawa, a także męcząca i kosztowna wyprawa - daleka Rosja, dwie klątwy na raz, w dodatku niebezpieczne... no i ryzyko spotkania smoka... ale myślę, że za odpowiednią zapłatą, podjąłby się tego nawet klątwołamacz z moją ekspertyzą! - skwitował z pokerową twarzą, ale taktaktaktak marzył o wyjeździe na Syberię i przygodach wśród smoków!


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Budynek administracji [odnośnik]23.11.19 16:50
Powinien był się domyślić, że zadawanie podobnych pytań odbije mu się czkawką, a jedynym sensownym wyjściem z absurdalnej sytuacji było dyplomatyczne przytaknięcie i zastąpienie komentarza milczeniem, ale przez moment sądził – jakże naiwnie – że nawet jeśli nie przekona swojego rozmówcy do własnych racji, to przynajmniej uda mu się wpędzić go w zakłopotanie na tyle skutecznie, że porzuci niewygodny temat plotkarskiego czasopisma. Nic bardziej mylnego; Percival uniósł wyżej brwi, cofając się o krok i zaplatając ramiona na klatce piersiowej, w geście, który mógłby jawić się jako obronny, ale w rzeczywistości zwyczajnie powstrzymywał się w ten sposób przed pokazaniem Steffenowi drogi do drzwi. Gdyby nie fakt, że za jego umiejętności ręczyli inni pracownicy rezerwatu, którzy na pewno zweryfikowali jego tożsamość, zanim wpuścili go za bramę, naprawdę byłby skłonny przypuszczać, że ma do czynienia z żartownisiem lub – co gorsza – z zakamuflowanym reporterem, udającym jedynie łamacza klątw, przy przedostać się na strzeżony przed ciekawskimi spojrzeniami teren. To, że miał przed sobą runicznego specjalistę nie budziło jednak wątpliwości, Percival bardziej skłaniał się więc do teorii, że mężczyzna sam był zagorzałym fanem Czarownicy, którego uczucia przez przypadek uraził. Biorąc to pod uwagę, dalsze wplątywanie się w merytoryczną dyskusję na temat gazety było prawdopodobnie wyjątkowo nietrafionym pomysłem, ale nie potrafił się powstrzymać – składanie broni i pokojowe wycofanie nie leżało nigdy w jego naturze. Albo, mówiąc dosadniej, uparty był jak osioł. – A czy raczy mi pan wyjaśnić, jakie głębsze cele spełniają horoskopy – albo wielostronicowe próby rozwikłania, która arystokratka była najlepiej ubrana na sabacie? – Nie to, żeby wiedział, że Czarownica publikowała takie treści. – Nie mówiąc już o złośliwym obrzucaniu czarodziejów błotem. – Wciąż miał wydawnictwu za złe przeklętą relację z zeszłorocznego festiwalu lata, które to wspomnienie właściwie tylko dodatkowo podsyciło jego irytację; również się wyprostował, odwzajemniając śmiałe spojrzenie Steffena. Zignorował komentarz sugerujący, że nie miał o czym rozmawiać z innymi czarodziejami (głównie dlatego, że kryło się w nim ziarno prawdy, którego istnienia wolał wygodnie nie zauważać), ale na wysuniętą propozycję zdjęcia i wywiadu, rysy mu stężały. – Absolutnie nie – odpowiedział stanowczo, tym razem decydując się uciąć wątek w tym miejscu; nie miał zamiaru tłumaczyć Cattermole’owi, że grupa potężnych ludzi polowała na jego życie, więc starał się chronić własną prywatność – nie mówiąc już o perspektywie znoszenia docinków Bena przez następnych pięć lat.
Ktoś mógłby przypuszczać, że po tym burzliwym wstępie będą mieć problem ze skupieniem się na istocie wizyty runisty w rezerwacie, ale zmiana tematu rozmowy przebiegła zaskakująco płynnie, choć Percival od czasu do czasu wciąż zerkał na pochylonego nad zapiskami czarodzieja nieco podejrzliwie – jakby się spodziewał, że za moment mimo wszystko wyciągnie zza pazuchy magiczny aparat fotograficzny i zrobi mu zdjęcie z zaskoczenia. Ten zdawał się jednak w pełni przenieść swoją uwagę na wręczone mu fotografie, najwyraźniej dostrzegając w nich coś wartego zachwytu, mimo że sam Blake zaledwie chwilę temu uznał je za zupełnie bezwartościowe. – Czyli twórca klątwy prawie na pewno już nie żyje – mruknął, bardziej do siebie niż do Steffena, marszcząc mocno brwi; otrzymana właśnie informacja nijak nie składała mu się w całość z żadną ze snutych do tej pory teorii – za wyjątkiem tej, która twierdziła, że umiejscowienie jaskini było zbiegiem okoliczności, a rzekomo widywany nad okolicą smok – zupełną bujdą. – Czy klątwy wygasają z czasem? A może nabierają mocy? – zapytał, unosząc spojrzenie znad biurka na swojego rozmówcę, i odchylając się nieco do tyłu.
Pytanie o możliwość zobaczenia na własne oczy smoka było jednym z tych, które u odwiedzających rezerwat czarodziejów pojawiało się często – spora część z nich wyobrażała sobie Peak District jako coś w rodzaju ogrodu magizoologicznego, w którym ziejące ogniem bestie siedziały zamknięte w chronionych zaklęciami klatkach, wokół których można było przechadzać się alejkami – i zazwyczaj spotykało się z grzeczną odmową, ale tym razem krótka wycieczka właściwie byłaby Percivalowi na rękę. No i być może widok smoka odwróciłby uwagę Steffena od jego własnej osoby. – Właściwie to powinienem jeszcze przed wyjściem zajrzeć do jednego z naszych ogniomiotów – jeżeli nie ma pan nic przeciwko, żeby mi towarzyszyć, możemy dokończyć rozmowę po drodze – zaproponował, dając mężczyźnie czas na odpowiedź – a samemu wracając myślami o klątwy. – Jeszcze nie podjęliśmy decyzji co do samej wyprawy, ale dobrze wiedzieć, że w razie czego możemy liczyć na wsparcie fachowca pańskiego formatu – odpowiedział, zerkając na Steffena z ukosa; żartobliwa (ale pozbawiona złośliwości) kpina w jego głosie była ledwie wyczuwalna.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : 33
UROKI : 42
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Budynek administracji [odnośnik]24.11.19 23:12
Steffen spoglądał na szlachcica z rosnącą dezorientacją. O ile rozumiał, że jego koledzy mogli podchodzić do takich czasopism lekceważąco, o tyle ten pan był przecież w słusznym wieku i miał żonę i krewne płci pięknej. Czyż nie czytały one najlepszego angielskiego brukowca?
-Nie wierzy pan w horoskopy? Przecież piszą je prawdziwi jasnowidzowie... - wtrącił nieśmiało. -Ostatnio pisali, że czekają nas ciężkie czasy i zawody miłosne i mieli rację... - dodał jeszcze ciszej, rozpamiętując gorycz zaręczyn Isabelli. Gdzieś kiełkowała mu myśl, że wszystkich czekały teraz ciężkie czasy (no, może poza Rosierami), a większość czytelników horoskopów przeżyła kiedyś zawód miłosny... ale szybko odgonił podejrzenie, że artykuły mogą być pisane pod publiczność.
-Och, ależ o panu pisano całkiem przychylnie! To podobno... - pańska żona ma słabość do plebsu, ale to chyba dobrze? Wszak sam nie był już szlachcicem, może z nowym nazwiskiem lepiej podobał się lady Isabelle. Myśl błysnęła u Steffena niczym błyskawica, ale na szczęście ugryzł się w język. Zakaszlał nerwowo. -To podobno dobrze dla rodu, być najlepiej ubraną lady albo najprzystojniejszym szlachcicem. W każdym razie, jeśli kiedyś zmieni pan zdanie to skontaktuję pana z moją... - to była mama, czy dziewczyna? -...eks, która tam pracuje i której może pan opowiedzieć swoją wersję wydarzeń! - zachęcił ciepło. W duszy obiecał sobie, że musi jeszcze raz wypytać Botta o Festiwal Lata - sam nalegał, żeby w artykule opublikować nie tylko nazwisko nadobnej lady, ale też jej zabawowego towarzysza.
Serce ścisnęło mu gorące współczucie - najpierw pan Ollivander się rozwodzi, potem (a nawet wcześniej) żona pana Notta chodzi gdzieś z Mattem, w szlacheckich rodzinach szerzy się lód i obojętność, nic dziwnego że Percival zwariował i został bohaterem Stonehenge, a potem wyjechał hodować smoki.
Wiedziony tym współczuciem, włożył całe serce w wyjaśnianie natury klątwy temu biednemu człowiekowi. Niech chociaż wyprawa na Syberię mu się w życiu uda.
-Klątwy są aktywowane zaklęciem Ordior i potem nie powinny ani słabnąć ani przybierać na sile, o ile zostały nałożone prawidłowo i w pobliżu nie ma żadnych magicznych anomalii. Działają dzięki magii zawartej w runach, które - jak widać ze zdjęć - nie ukruszyły się ani nie rozmazały, więc powinny działać tak jak w zamierzeniu. - wyjaśnił cierpliwie. To niesamowite, że jego uczyli takich rzeczy już w Hogwarcie, a szlachcicowi brakowało zupełnych podstaw!
Mathieu Rosier też na pewno nie jest ode mnie mądrzejszy. - przemknęło mu przez głowę.
-Czy ten rezerwat rywalizuje z tym Rosierów? - zapytał spontanicznie, wlepiając w Percivala nieodgadnione spojrzenie. Na ustach zamigotał mu łobuzerski uśmiech - może powinien dać ekipie z Peak District jakąś zniżkę?
-Oooch, tak, dziękuję! A czemu nazywa się ogniomiot, czy nie wszystkie smoki miotają ogniem z definicji? - ucieszył się szczerze perspektywą spotkania smoka i aż podskoczył w miejscu. Rozweselony, nie zauważył nawet kpiny w głosie Percivala - zbyt skupiał się na bujnych wyobrażeniach o sercowych perypetiach tego zaskakującego czarodzieja.
A może by zaproponować redakcji ranking szlachciców o złamanych sercach?


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Budynek administracji [odnośnik]25.11.19 15:45
Powstrzymanie poirytowanego prychnięcia wymagało od niego imponujących pokładów opanowania, wzmocnionego dodatkowo (z trudem odnalezionymi) resztkami cierpliwości. Zdawał sobie sprawę, że niektóre z jego kuzynek namiętnie śledziły publikowane w Czarownicy horoskopy (raz nawet przyłapał na ich czytaniu Bena, choć Wright twierdził uparcie, że tylko szukał sprawdzonego sposobu na walkę z plagą bahanek owocówek), ale jeżeli chodziło o samego Percivala, to jego wiara w prawdziwość astromagicznych przepowiedni plasowała się mniej więcej na tym samym poziomie, co przekonanie o istnieniu chrapaków krętorogich. Nie podważał umiejętności jasnowidzów - wprost przeciwnie, wiedział doskonale, że po magicznym świecie kręcili się prawdziwi wieszcze - ale wątpił, by zajmowali się na co dzień przewidywaniem przyszłości dla mas, spragnionych jakiejś odmiany w życiu. - Kto by się dzisiaj spodziewał ciężkich czasów - mruknął z powątpiewaniem, tym razem nawet nie starając się ukryć sceptycyzmu; w trakcie ogólnokrajowego kataklizmu, jakim okazały się anomalie, i następującej zaraz po nich wojny, podobne przepowiednie ocierały się już o zwyczajne lenistwo.
W reakcji na próby przekonania go o niezwykle ważnym znaczeniu tytułu najlepiej ubranej arystokratki dla ogólnego dobra rodu jedynie westchnął przeciągle. - Jeżeli kiedyś poczuję taką potrzebę, na pewno się do pana odezwę - odpowiedział z rezygnacją, głosem, który świadczył raczej o tym, że prędzej smoki w rezerwacie zaczną zionąć lodem, niż Percival zdecyduje się na udzielenie wywiadu na temat swoich doświadczeń w czasie letniego festiwalu Prewettów.
Całe szczęście, że jego rozmówca równie dobrze co w aktualnych plotkach (dopiero teraz zaczął się zastanawiać, jakim cudem Steffen w ogóle pamiętał, co na jego temat pół roku wcześniej napisała Czarownica, ale nie ośmielił się zadać tego pytania) orientował się w starożytnych runach; pokiwał głową, kiedy mężczyzna cierpliwie odpowiedział na jego pytanie, jednocześnie niwecząc ciche nadzieje, że - być może - klątwa z czasem rozmyła się sama. Tak, jak w duchu podejrzewał, nie było to jednak aż takie proste - co w razie ewentualnej wyprawy czyniło obecność w grupie łamacza niezbędną. - Rozumiem. Czy istnieje możliwość, żeby przesłał pan do nas całą tę analizę w formie pisemnego raportu? Mogę udostępnić panu zdjęcia i notatki, na pewno zrobi pan to rzetelniej, niż ja - odezwał się po chwili, rzucając Cattermole'owi pytające spojrzenie. Trochę było w tej prośbie wyrachowania - nie znosił papierkowej roboty, zwłaszcza, gdy musiał pisać o rzeczach, na których się nie znał - ale po krótkim namyśle uznał, że warto było spróbować.
Kolejne pytanie jego rozmówcy na moment zbiło go z tropu. Co do klątw i wypraw miał rezerwat Rosierów? Czyżby jego towarzysz tam również został wezwany na konsultację? Miał nadzieję, że nie; rosyjskie bezdroża nie były miejscem, w którym miał ochotę wpaść przypadkowo na Tristana. - Można tak powiedzieć - odpowiedział w końcu, decydując się na wybranie opcji najbardziej dyplomatycznej, gdy milczenie zaczynało się już zbyt mocno przedłużać.
Podniósł się z fotela, konsultację na temat tajemniczej klątwy uznając za zakończoną; o ile Steffen nie miał do dodania jakiejś przełomowej teorii, mogli chyba opuścić gabinet, w którym zresztą zaczynało się robić już odrobinę duszno. - Nazwy ras zazwyczaj odzwierciedlają jakąś cechę gatunkową. Wbrew pozorom nie wszystkie smoki zieją ogniem, a ogniomioty katalońskie robią to wyjątkowo widowiskowo. No i bywają bardzo agresywne - wyjaśnił, ożywiając się nieco, gdy rozmowa przeskoczyła na tematy zdecydowanie mu bliższe. - Nie musi się pan jednak obawiać; para, która mieszka w naszym rezerwacie, to już starsze okazy, odratowane z banku Gringotta. O ile się ich nie rozdrażni, nie stanowią zagrożenia - dodał szybko w ramach uspokojenia, obchodząc biurko i wskazując na drzwi. - Możemy? - Miał nadzieję, że jego towarzysz nie postanowi mimo wszystko zrobić przysługi swojej byłej dziewczynie i przeprowadzić wywiadu w jej imieniu.

| zt x2? :pwease:


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : 33
UROKI : 42
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Budynek administracji [odnośnik]23.02.20 22:36
21 stycznia

Minęło kilka dni, odkąd Remi zaczęła pracować dla rezerwatu smoków Peak District. Nadal była tą myślą bardzo podekscytowana i cieszyła ją możliwość spełniania marzeń. Nie miało znaczenia nawet to, że minie wiele czasu, zanim zostanie dopuszczona do bezpośredniego zajmowania się smokami, zwłaszcza tymi dorosłymi. Była młoda i była kobietą, więc jej nauki poprzedzające taki moment miały być długie.
Pierwszego dnia oprowadzono ją po budynkach rezerwatu, pokazując rozkład poszczególnych pomieszczeń. Tam biblioteka, tam archiwum, tam pracownia alchemików, przejście do części widokowej oraz do zagrody z młodymi smokami... Wszystko to jej pokazano, by wiedziała, jak się po tym miejscu poruszać. Zapoznano ją także szczegółowo z obowiązkami, zaznaczając, że w pierwszych tygodniach przede wszystkim musi przyswoić jak najwięcej wiedzy na temat historii rezerwatu, jego misji, zamieszkujących go trójogonów edalskich (zarówno jako gatunku, jak i poszczególnych osobników, które mieli pod opieką) i ogólnych informacji o smokach. Co prawda Remi jak na swój wiek wiedziała już sporo, bo miała ojca smokologa i miała okazję trochę z nim podróżować po zagranicznych rezerwatach, ale i tak zgodziła się na to wszystko bez szemrania, nie mogąc się już doczekać zanurzenia w tutejszych zbiorach. Tak na dobrą sprawę chciała robić wszystko, była pełna zapału i wiary w to, że trafiła w najlepsze możliwe miejsce, gdzie mogłaby pracować. Każdego napotkanego smokologa zasypywała mnóstwem ciekawskich pytań, chcąc wiedzieć więcej i więcej o tym niezwykłym miejscu oraz o swoich przyszłych obowiązkach.
Tego dnia, gdy rano pojawiła się w rezerwacie, na samym początku posłano ją do cieplarni, gdzie miała nazrywać składników, które wypisano jej na pergaminowej liście, a następnie dostarczyć je do pracowni alchemicznej. Wyglądało na to, że rezerwat sam hodował część potrzebnych roślin. Może to zadanie nie miało wiele wspólnego z opieką nad smokami, ale skoro kazano jej to zrobić, to to zrobiła. Wzięła koszyk i nazrywała niezbędnych roślin, wiążąc je w pęczki, by się nie pomieszały. Na to uczuliła ją osoba zlecająca jej to zadanie, a to tylko dołożyłoby pracy później alchemikowi... albo jej, gdyby to jej kazano naprawiać bałagan. W każdym razie zaniosła cały koszyk roślinnych ingrediencji do pracowni alchemicznej, gdzie pracowała akurat jakaś starsza czarownica.
- Wiesz już, jakich eliksirów najczęściej używają nasi pracownicy? – usłyszała pytanie, gdy tylko postawiła koszyk na jednym z blatów.
- Podejrzewam, że na pewno środek wzmacniający smoki – rzekła szybko, by zabłysnąć wiedzą. Ten eliksir był na tyle prosty, że nawet ona potrafiłaby go przygotować, w Norwegii zresztą kilka razy to robiła. – I wszelkiego rodzaju maści na poparzenia i inne zranienia, do których łatwo dochodzi podczas pracy ze smokami.
Alchemiczka skinęła głową, po czym poprosiła ją o to, by asystowała jej w przygotowywaniu eliksirów dla smoków. Może w pewnym sensie chciała sprawdzić umiejętności Remi w tym zakresie. Panna Cattermole nie miała nigdy alchemicznego zacięcia, ale chcąc pokazać się z dobrej strony zgodziła się z entuzjazmem i zademonstrowała, że w istocie potrafi uwarzyć prosty środek wzmacniający i posiadała ogólne pojęcie o tym, co w miejscach takich jak to było potrzebne zarówno smokom, jak i ich opiekunom. Czarownica kilkukrotnie udzielała jej uwag i instrukcji, każąc dodawać składniki wolniej i nie mieszać tak szybko, ale ostatecznie przygotowana przez nią mieszanka została oceniona może nie jako wyśmienita, ale poprawna. Dobre i to, przynajmniej nie wysadziła kociołka ani nie popełniła innego rażącego uchybienia, które sprawiłoby, że czarownica opowiedziałaby przełożonym o tym, że nowa stażystka jest niekompetentna.
Alchemiczka pokazała jej też, gdzie są przechowywane poszczególne mikstury; jako stażystka na pewno regularnie miała być po nie przysyłana. I rzeczywiście jeszcze tego samego dnia musiała do pracowni wracać, kiedy grupka smokologów wybierających się w teren poprosiła ją o przyniesienie im paru fiolek środka wzmacniającego smoki, a także, na wszelki wypadek, słoiczek pasty na poparzenia. Sama odnalazła je na półkach, pamiętając udzielone jej parę godzin wcześniej instrukcje. Przy okazji opowiedzieli jej kilka anegdotek dotyczących realiów pracy ze smokami, najwyraźniej pragnąc uczulić młode, podekscytowane dziewczę na to, że nie jest to praca miła, łatwa ani usłana różami. Ale Remi zapewniała, że pasjonują ją smoki i pragnie się o nich uczyć, a także z nimi pracować.
Smokolodzy odeszli, a ona odprowadzała ich wzrokiem, zazdroszcząc im wyjścia w teren, do rezerwatu. Ale to nie dla niej, w każdym razie nie teraz, nie dzisiaj ani nie w najbliższych dniach i tygodniach, choć może kiedyś. Nadzieję dawało jej to, że Greengrassowie podobno byli postępowi, więc jak udowodni im, że się nadaje, że ma wiedzę i umiejętności, to kiedyś może pozwolą jej pracować z innymi na równych zasadach. Póki co musiała pozostać w zabudowaniach i czekać na kolejne zadania. A że nie pozwalano jej tutaj na nudę i bezczynne wałęsanie się z kąta w kąt, zaraz ktoś znowu znalazł jej inne zajęcie.
Inny smokolog, jeden z tych, którzy sprawiali sympatyczniejsze wrażenie, poprosił ją, by poszła za nim do biblioteki. Zapewne sam by sobie z tym poradził, ale najwyraźniej chciał dać Remi zajęcie i okazję do zrobienia czegoś. Mieli bowiem uporządkować dokumenty w archiwum, które ktoś niefrasobliwy przez nieuwagę pomieszał. Były tam bardzo ciekawe rzeczy dotyczące rezerwatu, więc układanie wszystkiego zajęło Remi dużo więcej czasu niż normalnie, ponieważ z ciekawością czytała zapiski i omawiała ze smokologiem poszczególne kwestie, przy okazji ucząc się kolejnych ważnych informacji dotyczących historii rezerwatu, która nie była krótka. Istniał on już na długo przed tym, zanim ona pojawiła się na świecie.
Choć na ogół była osobą energiczną, która miała problem z usiedzeniem spokojnie w jednym miejscu, zawartość dokumentów zainteresowała ją do tego stopnia, że czas spędzony na ich ogarnianiu mijał bardzo szybko, tym bardziej że miała towarzysza, który chętnie odpowiadał na jej pytania i dzielił się swoimi opowieściami, a ona mogła już pochwalić się tym, czego zdążyła dowiedzieć się do tej pory.
- Może gdy skończymy to układać, przejdziemy się na pomost widokowy? Często widać stamtąd smoki, mógłbym pokazać ci konkretne osobniki, a ty miałabyś okazję poobserwować je w naturalnym środowisku.
- Chętnie! – zgodziła się z ekscytacją, bo choć dokumenty które układali były bardzo ciekawe, to jednak zobaczenie żywych smoków, choćby z daleka... Ta myśl budziła w Remi wielką radość.
Tak więc zaraz po skończeniu porządkowania archiwów wybrali się na pomost widokowy. Nie była to tylko rozrywka, a element nauki, bowiem Remi, jako nowy, wdrażający się w obowiązki pracownik będący na początku swojej drogi jako smokologa, uczyła się wszystkiego od podstaw i stopniowo, kawałek po kawałku, budowała swoją wiedzę o tym miejscu, jego rytmie pracy oraz, co najważniejsze, o smoczych mieszkańcach, do których jeszcze nie wolno jej się było zbliżać, ale których mogła oglądać z bezpiecznego miejsca, w towarzystwie pełnoprawnego smokologa, który objaśniał jej różne rzeczy, gdy szli. A potem, w którymś momencie, kazał jej przystanąć i pokazał na coś ręką; Remi od razu spojrzała w tamtą stronę i dostrzegła poruszające się drzewa, z których spadł strząśnięty śnieg, a zaraz później znad ich koron wystrzeliła potężna, skrzydlata sylwetka dorosłego smoka o wielkich, skórzastych skrzydłach, długiej szyi i tułowiu pokrytym twardymi, ciemnymi łuskami. Gad za sprawą zaklęć ochronnych nie mógł ich widzieć, za to Remi widziała jego, jak przelatywał nad pomostem, może dwadzieścia metrów nad ich głowami, odlatując w inny zakamarek rezerwatu. Mężczyzna bez problemu potrafił nazwać tego smoka po imieniu, pamiętał też, ile ów egzemplarz ma lat.
- Też chcę kiedyś tyle wiedzieć o każdym z tutejszych smoków – powiedziała z nieskrywanym podziwem, a także z mocnym postanowieniem tego, by równać do góry i stawać się coraz lepszą, na tyle dobrą, by po okresie nauki i wdrażania się pozwolono jej już na bardziej odpowiedzialne zadania.
Postali tam jeszcze trochę. Mieli szczęście, pokazało się jeszcze parę innych smoków. Remi poznała imię i wiek każdego z nich, pokazano jej też pewne charakterystyczne, odróżniające je cechy, po których mogła w przyszłości je rozpoznawać. Któryś smok miał na przykład ubytek w łuskach na piersi, inny bliznę na skrzydle, a jeszcze inny posiadał ukruszony róg. Remi aż żałowała, że nie wzięła notatnika, więc pozostawało jej zapamiętywać takie szczegóły. Dopytywała też o inne szczegóły, jak na przykład zachowanie i temperament poszczególnych osobników. Które były spokojniejsze, a które szczególnie niebezpieczne i wymagające większej uwagi? Czym były karmione i czy często raniły swoich smoczych opiekunów? Była ciekawska i chciała chłonąć wiedzę o tutejszych smokach, choć wiedziała, że w ciągu tych paru dni, które miała za sobą, nie mogła poznać wszystkich informacji i miną miesiące, zanim sama będzie mogła tak dużo powiedzieć o każdym z podopiecznych rezerwatu.
Końcówkę swojej dzisiejszej pracy spędziła w budynkach administracyjnych, wykonując inne zlecone jej pomniejsze zadania, a po zakończeniu dniówki mogła wrócić do domu mądrzejsza o kolejne doświadczenia.

/zt.
Remi Cattermole
Zawód : aspirujący smokolog w Peak District
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
-
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8007-remi-cattermole https://www.morsmordre.net/t8024-poczta-remi https://www.morsmordre.net/t8023-smocza-pasjonatka#229143 https://www.morsmordre.net/f156-derbyshire-okolice-mayfield-jabloniowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8034-skrytka-bankowa-nr-1942 https://www.morsmordre.net/t8033-remi-cattermole
Re: Budynek administracji [odnośnik]03.08.20 20:17
| 20 maja

Nie minęło wiele czasu od opublikowania przez Walczacego Maga idiotycznej serii listów gończych - i choć przy Percivalu Benjamin udawał absolutnie spokojnego, co obiektywnie wychodziło mu ze skutkiem raczej miernym, tak naprawdę niezwykle przejął się konsekwencjami tej niskiej, politycznej zagrywki. Bynajmniej z troski o własne życie, przywykł do chwiania się na jego krawędzi, ryzykował właściwie od dziecka, sprowadzając na siebie kłopoty mniejszego bądź większego (częściej) kalibru. Tym razem jednak nie odpowiadał tylko za siebie i najbliższych, a poza przejęciem współtowarzyszami wojennej niewoli sen z powiek spędzały mu także sprawy rezerwatu. Lord Greengrass przecież mu zaufał, powierzając tak ważną funkcję, którą sprawował już prawie rok. Nie mógł tak z dnia na dzień zostawić Peak District, zawodząc nestora oraz współpracowników, a przede wszystkim - smoków, którymi się opiekował, wprowadzając w ich życie spokojną rutynę.
Pojawił się więc w rezerwacie po dwóch dniach, postanawiając dać sobie trochę przestrzeni i przygotować się do nowej rzeczywistości. Przeszedł przez bramę rezerwatu jeszcze przed wschodem słońca, jak zwykle niosąc ze sobą pękaty plecak pełen niezbędnych rzeczy. Gestem powitał strażników stojących przy bramie, przez moment zastanawiając się, czy czasem nie wymierzą w niego różdżek - ale nic takiego się nie zadziało, mógł ruszyć dalej. Ominął budynek administracji, postanawiając nie kusić losu: jeśli na dębowym biurku leżało już wypowiedzenie, najpierw chciał zadbać o podopiecznych. Zwłaszcza o Okruszka, który z każdym miesiącem stawał się coraz silniejszy. Nie wyszedł jeszcze z okresu nastoletniego, był upierdliwy i nie znał swojej siły, lecz Jaimie widział w nim nie lada potencjał. Ostrożnie przekroczył próg jednego z terrariów, rozpalając machnięciem różdżki przytłumione światła: smoki nie lubiły gwałtownych zmian oświetlenia, nic dziwnego, że ich wrażliwe ślepia były najdelikatniejszą i najłatwiejszą do zranienia częścią silnego ciała. Tak jak przewidywał, młode smoki, porozdzielane już do osobnych klatek, od razu zaczęły trzepotać skrzydłami i wydawać powitalne dźwięki. - No już, spokojnie, zaraz was nakarmię, bydlaczki.... - mruknął uspokajająco, zakładając ochronne rękawice i kierując się na zaplecze, by przy pomocy magii wyciągnąć z niego worki pełne mięsa. Wołowego, tak, zasługiwały dziś na takie frykasy: nie byle wieprzowina, a pełne składników odżywczych ścięgna oraz inne łykowate fragmenty, idealne dla nastoletnich smoków, doskonalących proces rozrywania ofiar. - Jutro zabiorę was na prawdziwe polowanie, co wy na to? - spytał retorycznie, nie robiąc sobie niewiele z faktu, że smoki nie rozumieją ludzkiej mowy. Według niego w jakiś sposób odczytywały dzięki temu jego nastrój, przyzwyczajając się do człowieka oraz kojarzyły, że ten nie robi im krzywdy, a nawet donośny głos nie musi oznaczać złych zamiarów. Odbezpieczył stalową część pierwszej klatki i zamachnął się, wrzucając do środka ciężki płat mięsa, nieoddzielony od kości. Podobnie uczynił z następnymi, jak zwykle czujny, ale i pewny, że wygłodniały smok nie zaciśnie szczęki od razu na jego ramieniu. Tak właśnie się stało i po pół godzinie mógł obserwować zwyczaje żywieniowe swych podopiecznych, w tym Okruszka. To w takiej sytuacji najlepiej można było ocenić rozwój uzębienia oraz nozdrzy ogniowych u trójogonów, a także proces zachowania równowagi. Wright sięgnął do plecaka i wyciągnął z niego gruby dziennik; otworzył go i zaczął prowadzić notatki, uzupełniając brakujące tabele. Rozwój smoków z Peak District był dokładnie opisywany i mierzony, miał być rzetelną podstawą badań oraz ewentualnych kontroli z Ministerstwa Magii, pozwalał też odpowiednio wcześnie wykryć wszelkie nieprawidłowości. Jaimie przysiadł przed klatką z pożywiającymi się smokami, wprowadzając odpowiednie notatki. Stan zębów poszczególnych osobników wydawał się ogólnie dobry: rozszarpywały mięso bez bólu, sprawnie, radząc sobie także z częściami z kością. Tylko jeden z mniejszych smoków miał jakieś problemy, raczej żuł tkankę niż ją gryzł i połykał. Ben zaznaczył to w tabelce. Ten sam osobnik miał też trudności z utrzymaniem równowagi: dwa lewe ogony nie wykształciły się w pełni, były słabsze, a więc smok przesuwał się na prawo, bo tak łatwiej było mu pochylać się nad jedzącymi braćmi i walczyć z nimi o najsmakowitsze kąski. Niestety, takie działania wykrzywiały kręgosłup stworzenia, utrudniając wzmocnienie mięśni bocznych ogonów. Przekładało się to także na mniej efektywne korzystanie ze skrzydeł. Utrudnione wybicie z ziemi ograniczało zasięg, a napięte powięzie specyficznych, smoczych szkieletów, degenerowały cały system ruchu. Taka z pozoru drobnostka mogła zakończyć się dla smoka tragicznie, zwłaszcza w naturalnym środowisku, należało więc rozpocząć smoczą rehabilitację. Benjamin najchętniej zająłby się tym osobiście, lecz nie miał czasu - ufał jednak staremu Fickersowi, magicznemu fizjoterapeucie specjalizującemu się w urazach smoków. Kiedyś pracował w Gringocie, teraz zaś nadrabiał popełnione występki przeciw temu wspaniałemu gatunkowi, przydając się w rezerwacie. Wright szybko dokończył raport oraz obserwacje, a później na małym bloczku papieru nakreślił zadania dla Fickersa, które przy pomocy różdżki posłał w powietrze. Później dopilnował zamknięcia i zabezpieczenia klatek, pożegnał podopiecznych i ruszył w dalszy obchód.
Słońce już wschodziło, napotykał więc coraz więcej pracowników rezerwatu Peak District, żaden jednak nie próbował go znokautować - pozdrawiali go normalnie, uśmiechem lub uniesieniem dłoni. Ben podejrzewał, że nie do wszystkich mogły dotrzeć złe wieści; na razie jednak skupił się na kolejnym punkcie swych obowiązków, czyli porannej odprawie w wschodniej części rezerwatu. Przed wejściem do holu budynku administracyjnego wziął głębszy oddech, po czym przybrał zwyczajową minę: sympatyczną, szczerą, ale zdecydowaną. W środku pomieszczenia znajdowała się już poranna zmiana smokologów oraz uzdrowicieli, którą powitał typową formułką. Nie musiał stawać na górnych schodkach, by wszystkich widzieć: oparł się plecami o kolumnę i wyciągnął przed siebie skórzany i dość spracowany kajet. - John, Thomas, Daniel - wy ruszacie na wzgórza razem z trójką młodych trójogonów, muszą się wylatać. Nie będzie z nimi tego najmniejszego łapserdaka, nim musi zająć się Fickers. Mały wymaga rehabilitacji, na jakiś czas oddzielimy go od braci, żeby miał szansę na spokojniejszy rozwój. Dobrze też, żeby zobaczył go uzdrowiciel i miał kontrolę nad procesem zwiększania zakresu ruchu w skrzydłach i ogonie - rozpoczął rozdzielenie zadań, pewny siebie, spokojny, wypełniający raporty, by móc złożyć je nestorowi pod koniec miesiąca. - Technicy - przygotujcie się na dostawę pokarmu. Będzie piętnaście skrzyń, od razu trzeba przetransportować je do chłodni i ziemianek. Otwórzcie ze dwie od razu, upewnijcie się, że nie przysłali nam jakiegoś zgniłego ścierwa - zwrócił się do rosłych chłopaków odpowiadających za strefę techniczną rezerwatu. - Trzeba też wzmocnić zachodnie terrarium, smoki są coraz silniejsze i musimy przygotować się na to, że lada tydzień zaczną ziać na siedem fajerek. Zaklęcia ognioodporne przygasły, odświeżcie je i przyjrzyjcie się konstrukcji zaklęć ochronnych, możliwe, że one także osłabły z czasem - kontynuował, podnosząc wzrok. Jak zwykle skupiał się na konkretach, przekazując następne obowiązki. - Muszę was też przestrzec...zapewne niedługo złoży nam wizytę Ministerstwo Magii, nasz ukochany Departament Wpieprzania się W Nie Swoje Sprawy... - zawiesił zabawnie głos, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Chyba nikomu nie było. - Uważajcie więc na wszystko, co robicie. Nie dajcie się wyprowadzić z równowagi. Jesteście świetnymi smokologami i prawdziwymi profesjonalistami. Nie macie się czego obawiać. A smoki są w najlepszych możliwych rękach. Ufają wam - i ja też wam ufam - dodał trochę niemrawym tonem, nie umiał nigdy przemawiać, ale obecna posada wymagała wzmocnienia morale. Wcale nie odnosił się do ewentualnego poszukiwania zbiega: Ministerstwo Magii już dawno wzięło sobie na celownik Peak District, mogli więc narobić sporego łajna, ale był pewien, że pracownicy rezerwatu byli czyści. A ci frajerzy z Kent mogli im czyścić buty. Uśmiechnął się więc do kamratów pokrzepiająco, rozdzielił ostatnie zadania, przypomniał raz jeszcze tubalnym głosem o bezpieczeństwie (niech no tylko zobaczę kogoś bez rękawic ognioodpornych, to nogi z tyłka powyrywam), po czym z ciężkim sercem ruszył ku swojemu gabinetowi, by wypełnić wszelkie zaległości. Jeśli jutro miało go tu już nie być, chciał pozostawić to miejsce zadbane, bez niedokończonych spraw i niepotwierdzonych działań. Zrobiłby wszystko, by zapewnić smokom jak najlepszą opiekę, nawet jeśli sam nie będzie w stanie tego zrobić.

| zt


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : 45
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 40
Genetyka : Czarodziej
Budynek administracji - Page 4 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Budynek administracji [odnośnik]15.08.20 17:49
Nie rozumiałem czego ta kobieta ode mnie chciała, w czym miała problem i dlaczego wprost mi go nie wyłuszczy tylko uważa, że ja wszystko powinienem wiedzieć. Traktowała mnie jakbym wszystkiemu był winien, jak również jakbym świadomy był złego uczynku o którym nie miałem żadnego pojęcia. Nie zamierzałem tak z nią rozmawiać, tak by robiła ze mnie jakieś zwierze i to do tego w miejscu w którym pracowałem. Wyceniłem ją pogardliwym spojrzeniem spod przymrużonych powiek zostawiając ją zaraz za plecami. Przyśpieszyłem kroku tak, by zostawić ją jak najszybciej w tyle żałując, że spotkałem ją ponownie. Nawet jeśli zamierzała mnie nawoływać to udawałem, że je n ie słyszę. Jeżeli sprawa była poważna niech idzie na magiczną policję, a jak nie to niech spierdala - pomyślałem pochodząc do Carla który już teraz zrugał mnie za to, że jestem w pracy, a do moich obowiązków nie należało zabawianie zwiedzających. I w sumie słusznie mi się oberwało tak więc w pokornej ciszy, lecz widocznie wymalowanym na twarzy niezadowoleniu chwyciłem przygotowane przez niego skrzynie. Zgodnie z założeniem na jednej wypełnionej ognioodpornymi pelerynami położyłem tą drugą pełną dokumentów i chwyciłem obie na raz. Z gniazda podążyłem dalej za Carlem niosącym pod pachą trzecią. Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz trochę się bałem, że kobieta wyłoni się znikąd i znów zacznie mi zawracać głowę, lecz szczęśliwie tak się nie stało. Odetchnąwszy z ulgą kontynuowałem podróż za starym. Ostrożnie stawiałem kroki po oblodzonym chodniku aż nie doszliśmy do magazynu. Odpowiednie magiczne bariery sprawiały, że wewnątrz było ciepło. Dużo cieplej. Skóra na twarzy, jak i rękach wręcz mrowiła mnie z powodu różnicy temperatury. Poruszałem się oczywiście dalej za Carlem, lecz nie bardzo patrzyłem przed siebie pozwalając by ciekawość przyciągała mnie do badania ogromnych klatek czy innych smoczych pułapek, łańcuchów, słojów z dziwnymi zawartościami.


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Budynek administracji [odnośnik]15.08.20 19:02
- Robota czeka, a ty sobie jakieś pogaduchy urządzasz – mruknął, mrugając do niego swoimi zniszczonymi zębiskami, jakby ich obraz miał dodatkowo dzieciakowi pogrozić. – Nazbierało się tego towaru, cholibka, i trzeba to wszystko przeładować, zanim wróci ten zasrany szefu i znów będzie w lakierkach pokazywał na prawo i lewo, co jest niezrobione – kontynuował wywód wyraźnie niezadowolony, że byli tylko we dwóch, w dodatku smarkacz gdzieś znikał, zamiast robić pożytek z tych swoich dumnych mięśni. Takich to im tu trzeba, ale bez niepotrzebnego kłapania dziobem. – A ta pannica, to kto w ogóle, co? Jakaś twoja kochanica? – zerknął nagle zainteresowany dziewczyną, która mu gdzieś mignęła u boku Botta. Carl poprawił ciężką skrzynię pod pachą i zaklął pod nosem, kiedy kilka drzazg zadrapało i tak już wysłużony kubrak. – Trzeba będzie z tym lodem coś zrobić – stwierdził, ledwo potrafiąc utrzymać się na nogach na tak niepewnej powierzchni.
Zanim zdążył jednak sprawę głębiej przemyśleć, znaleźli się przed tym drugim magazynem. Ciepłe skrzydła wysłużonych drzwi otworzyły się dla nich, przyjemny powiew gorąca opatulił skostniałe szyje. Zerknął na boki, jakby czegoś tutaj poszukiwał. – Tamto skrzydło, zostawimy to i zgarniemy trochę żelastwa od Boba – zakomunikował, pamiętając, że jeszcze rano ów Bob coś mu tam biadolił nad uchem o świeżej dostawie smoczych zabawek. Merlin jeden wie, jak z tym dziadostwem należało się obchodzić, ale na szczęście to już nie była jego robota. Miał tylko pilnować, by rzeczy znajdowały się tam, gdzie miały. A co z tym zrobią, to już zadanie dla tych całych smokologów. Ech, ci to mają życie. Gapią się na smoczyska i podrzucają im przekąski. Łażą w tych swoich odpornych na płomień z paszczy pelerynkach jak królewicze, a potem zgarniają całe worki galeonów. Jakby mu taki płaszcz dali, to i sam by wlazł do smoka. – Tutaj chyba będzie w porządku – zachrypiał nagle, odstawiając ciężką skrzynie na głęboką półkę. Gdzieś w tle, za rzędem skrzypiących regałów mignęła mu sylwetka innego pracownika. – Tylko uważaj na te słoiki… - dopowiedział, widząc już w wyobraźni deszcz tego płynnego abrakadabra. – Jak ci taki na łeb spadnie, to się pożegnasz z tą wdzięczną czupryną, Bott – skomentował jeszcze.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Budynek administracji - Page 4 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Budynek administracji [odnośnik]15.08.20 21:10
- No już przecież mówiłem, że sama się uczepiła. Ja jej o nic nie prosiłem - wywróciłem oczyma podnosząc barki (bo ramiona miałem zajęte) w bezradnym geście, a może nawet skardze czując się w jakiś dziwny sposób jak szesnastolatek. Dawno tak wiele razy w przeciągu miesiąca nie byłem strofowany. Mierziło mnie to, jednak nie robiłem z tego jakiejś afery no bo przecież oczywistym było, że mogli sobie na to pozwolić. Wiedziałem jedno wielkie nic. Musiałem uczyć się od zera. Nokturn, jak i port nauczył mnie że bycie na odpowiednim szczebelku hierarchii wiązało się z korzyściami, jak i konsekwencjami. Dziś to ja byłem chłopcem z którego sobie żartowano i poprawiano, za jakiś czas mogło być już na odwrót. Wiedząc to się nie denerwowałem.
- Nie wiem - odpowiedziałem szczerze - Jednego dnia kleiła się do mnie jak ślimak do mokrego kamienia, a dziś chyba mi grozi. Powalona sprawa, Carl. Nie mówiłem jej w ogóle gdzie pracuję ani nic, a teraz pojawiła się znikąd i ja nie wiem co o tym sądzić. Miałeś tak kiedyś...? - postanowiłem zaryzykować próbą dowiedzenia się czegokolwiek od starszego kolegi, który pewnie nie jedną kobietę w życiu miał. Przynajmniej nie wyobrażałem sobie tego inaczej - łowcy smoków mieli wzięcie, co nie - Pójdę może potem do alchemików. Może mają jakiś eliksir bo łupać to zaklęciami czy łopatą to nie wiem czy jest sens - mruknąłem wyobrażając sobie, że na to mógłby zlecieć cały boży dzień. Kwiałem głową potakującą na kolejne rozkazy czy też bardziej zalecenia starego Carla krocząc za nim jak pisklę za kacza matką. Gość nawet chodził trochę jak kaczka więc pasowało. W każdym razie zacząłem przenosić dziwnego kształtu metalowe eee... konstrukcje z ciekawością zerkając na połyskujące słoje.
- Tak...? A niby cemu? - dopytałem odkładając kawałek złomu we wskazanym miejscu i zapierając się rękoma na biodrach wpatrywałem się w rzędy słoików robiąc za raz machinalnie krok do tyłu. Kontrolnie przesunąłem palcami po włosach. Wolałem mieć je tam gdzie miałem... Zaraz wróciłem do dalszej pracy. Dziś było jeszcze sporo do zrobienia.

|zt


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Budynek administracji [odnośnik]28.01.21 14:52
| 10.10

Potrzebowała dyscypliny. Skupienia wyłącznie na jednej rzeczy, wzięcia się w garść, pozbierania chaotycznych myśli. Nie mogła wiecznie uciekać w świat fantazji, liczyć, że problemy rozwiążą się same. Nie rozwiążą się, sprawdzała osobiście. Rzeczywistość mogła płonąć ostrym szkarłatem wojny, ale ta jeszcze nie dotknęła drobnej sylwetki Eunice. Jeszcze. Jak wiele czasu posiadała, nim zbrodnie aktualnego, bezprawnego rządu upomną się o nią i jej rodzinę? Nie zamierzała pozwolić, żeby strach dyktował warunki jej życia. Z każdym dniem wzrastała w niej determinacja popychająca Greengrass do przodu. Musiała sama zadbać o siebie, swoją przyszłość - choć problemy typowej arystokratki wydawały się w obecnej sytuacji takie beznadziejnie płytkie. Niestety, matka codziennie sączyła w nią jad wątpliwości oraz beznadziei; wkrótce szatynka zaczęła wierzyć, że rodzicielka miała rację. Poczucie własnej wartości drastycznie upadło, wiara we własne możliwości przestała niemalże istnieć. Długie dnie spędziła na zadręczaniu swej i tak udręczonej duszy - co, jeśli naprawdę zostanie zmuszona do jałowej egzystencji w cierpieniu u boku kogoś, na kogo nie będzie mogła patrzeć? U boku którego nie będzie czuć się ani szczęśliwa, ani nawet bezpieczna? Wątpliwości skrupulatnie drążyły skałę aż powiedziała sobie dość. Koniec z bezkresnym użalaniem się nad sobą, musiała powrócić do porzuconego ostatnio planu - nadszedł czas, w którym przestanie liczyć na innych, a zacznie polegać wyłącznie na sobie. Bez względu na to jak mocno potrzebowała teraz oparcia, zwłaszcza tej jednej, konkretnej postaci. Nie, czas skupić się na możliwościach, nie czczych marzeniach.
Udział w projekcie przestrzeni rekreacyjnej dla pracowników administracyjnych wybłagała chodząc do zarządców z ogromną rolką pergaminu - równym, starannym pismem argumentując swoją kandydaturę na to stanowisko. Nie była pewna, czy o ostatecznym wyniku zadecydował jej upór trwający równy tydzień jak nawiedzała nieszczęśników w biurach, czy nazwisko, ale wreszcie skwapliwie pozwolono jej na doglądanie planowanej inwestycji. Nie posiadała się z radości, upatrując w decyzji szansę na wykazania się, zwłaszcza w oczach lorda nestora; naprawdę nie chciała popadać w jego niełaskę, która niechybnie odbiłaby się na niej z podwójną mocą. Przekonanie go do swojego planu obrała jako główny cel egzystencji, wreszcie odsuwając na bok nieprzynoszącą pożytku poezję oraz harfę. Pozostawała niezrażona, że zadanie nie miało nic wspólnego ze smokami, na to także przyjdzie pora. Obecnie nadszedł czas działania.
Bramę przekroczyła z zadartym podbródkiem oraz iskrą nieugiętości błyszczącą w oczach. Pod pachami niosła stertę map obrazujących zarówno główne budynki jak i niewykorzystane tereny dookoła. Żywiła nadzieję, że współpraca z mężczyzną zatrudnionym przez zwierzchnictwo w ostatnim czasie także i teraz okaże się owocna - liczyła na profesjonalizm, ponieważ jego wkład będzie rzutował na późniejszą ocenę pracy Nice. Jednocześnie nie zamierzała popadać w skrajność ani fanatyzm, nie lubiła zrażać do siebie ludzi, aczkolwiek bezpośredniość często działała na niekorzyść czarownicy. Póki co nie nastawiała się ani pozytywnie, ani negatywnie, wraz z przyzwoitką czekając na gościa nieopodal wejścia. Ekscytacja rozsadzała Eunice od środka, ledwie powstrzymywała miarowe poruszenia stopą, choć prawdopodobnie byłoby to ledwie dostrzegalne spod długiej sukni. Prostej oraz skromnej, idealnie nadającej się do pracy. Skup się.
- Dzień dobry, panie Grey - powitała go z przyjaznym uśmiechem, nie do końca wiedząc jak powinna się do niego zwracać. Czarodziej nie wydawał się być dużo starszy, ale jednak nie znali się zbyt dobrze, dlatego postanowiła nie spoufalać się od samego progu. Wyciągnęła dłoń do uścisku. - Nazywam się Eunice Greengrass i chciałabym przedstawić oczekiwania zarządców wobec tego przedsięwzięcia - zaczęła od razu, powoli kierując ich na odpowiedni teren. - Jak pan się domyśla, bądź pana poinformowano, myślimy o stworzeniu ogrodu w pobliżu budynku administracyjnego. Nie znam się na tym, dlatego potrzebuję pana fachowej opinii - kontynuowała jak gdyby nigdy nic. - Mam za to kilka pomysłów, nie wiem, na ile są realne - ciągnęła dalej, aż nagle przystanęła skonsternowana w miejscu. - Momencik, to było nietaktowne. Potrzebuje pan czegoś? Do picia, jedzenia? Może chwila oddechu po podróży? - zaproponowała, klnąc w myślach, że z całej tej ekscytacji zapomniała o podstawach dobrego wychowania. Całe szczęście, że matki nie było w pobliżu; jej pełen dezaprobaty oraz rozczarowania wzrok był ostatnim, czego Nice teraz potrzebowała. W przeciwieństwie do odpowiedzi mężczyzny, na którego spoglądała wyczekująco i przepraszająco jednocześnie.

[bylobrzydkobedzieladnie]


don't deny your fire my dear, just be who you are andburn



Ostatnio zmieniony przez Eunice Greengrass dnia 28.01.21 21:23, w całości zmieniany 1 raz
Eunice Greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : 10
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass

Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Budynek administracji
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach