Wydarzenia


Ekipa forum
Plaża
AutorWiadomość
Plaża [odnośnik]02.05.15 3:16
First topic message reminder :

Plaża

Plaża wypoczynkowa nad brzegiem morza w Cliodnie słynie z niezwykle miękkiego i czystego piasku, codziennie nocą przemierza jej hektary kilkunastu czarodziejów, którzy dbają, by taką właśnie pozostała. Woda jest przejrzysta, kryształowa; żyje w niej wiele urokliwych magicznych stworzeń, w tym rzadki gatunek rybek świecących nocą różnymi kolorami jak świetliki.
Czarodzieje rozkładają się na kocach i leżakach, inni po prostu na piasku, damy chronią się przed słońcem eleganckimi, płóciennymi parasolami. Czarodzieje mogą bez przeszkód przebywać na plaży z dziećmi, które nie kontrolują swoich mocy, bowiem miasteczko Cliodna jest silnie chronione przed mugolami.  
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Plaża - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Plaża [odnośnik]13.12.16 14:00
Reakcja Lyry była dla Titusa nad wyraz zadziwiająca! Właściwie jego pijany umysł spodziewał się, że wpadnie mu w ramiona przy okazji zgniatając szamoczące się w dłoniach drobniutkie rybki, a tymczasem pani Travers nagle wylądowała na piasku, a Ollivander jak stał tak stał, tylko oczy mu się wyraźnie rozszerzyły, a łokcie nieznacznie wyprostowały, tak, że o mało nie wypuścił z uścisku świecących stworzonek. Wbił spojrzenie w Lyrę, ale milczał. Milczał chwilę i drugą... Właściwie zdawało się, że zamierza zignorować wszelkie pytania, ba! Pochylił się nad taflą wody pozwalając rybkom wypłynąć przez palce.
- Nie wiem... - rzucił w końcu półszeptem, opuszczając łeb i wzrok wbijając w pofalowane kłęby wody otaczające jego nagie kostki - Nie, nieprawda, wiem dlaczego. - stwierdził w końcu, odwracając twarz w kierunku swojej przyjaciółki - Bo podobasz mi się odkąd sięgam pamięciom. Znamy się od zawsze, wychowywaliśmy się razem i nagle, nie wiem nawet dokładnie kiedy, przestałaś być dla mnie tą rudą Weaseyówną z piegami, a stałaś się kimś więcej. Te wszystkie niby żarty o naszej wspólnej przyszłości, że weźmiemy ślub i będziemy ze sobą szczęśliwi... Ja miałem nadzieję, że to nie będą żarty, Lyra, ja nie przyszedłem na twój ślub nie dlatego, że nie mogłem, tylko nie chciałem patrzeć jak wychodzisz za kogoś innego, jak ktoś inny cię całuje i tańczy z tobą małżeński taniec... - westchnął. Uniósł rękę do głowy, przesuwając dłonią po czole. Właściwie do prawej zaraz dołączyła lewa i Titus na moment ukrył w nich twarz - Przepraszam... Masz rację, to nie powinno było się wydarzyć. - stwierdził, z wolna naciągając na stopy buty, równie niespiesznie opuszczając wilgotną szatę - Chciałbym być już w Lancashire... W ogóle myślę, że powinniśmy przestać się widywać, przynajmniej na jakiś czas. - nie patrzył na nią, bo zwyczajnie nie mógł - było mu teraz strasznie wstyd... Ale czuł też niejaką ulgę, że wreszcie zdołał to z siebie wyrzucić, niezależnie od okoliczności i tego, czy Lyra go zrozumie czy tylko się jeszcze bardziej zdenerwuje.


Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Titus F. Ollivander
Titus F. Ollivander
Zawód : uczy się różdżkarstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
first learn the rules,
then break them
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
Re: Plaża [odnośnik]13.12.16 14:55
Lyra wciąż była bardzo zaskoczona tym wszystkim. Siedziała na piachu, oddychając szybko i czując, jak płoną jej policzki. Titus również wyglądał na bardzo zdziwionego. Przez chwilę stał nad nią, wpatrując się w nią i dopiero po chwili pochylił się, by wypuścić rybki, znowu na nią spojrzał... i dopiero się odezwał.
Jego kolejne słowa zaskoczyły dziewczątko nie mniej, niż wcześniejsza próba pocałunku. Przez dłuższą chwilę słuchała go z rozdziawioną ze zdziwienia buzią. Nie spodziewała się tego. Jak to było możliwe? Przecież byli przyjaciółmi. Nigdy nie zauważyła żadnych oznak tego, że może Titus traktował to inaczej. Nawet mówienie o ślubie i wspólnym życiu traktowała po prostu jako przyjacielskie żarty. Uczestniczyła w nich, snując wyobrażenia wspólnego życia, ale nigdy nie wierzyła, że to mogłoby być realne. To były tylko puste słowa bez odzwierciedlenia w rzeczywistości, ale, jak się okazuje, Titus przez cały czas w nie wierzył. Przynajmniej dopóki pewnego grudniowego dnia nie pojawiła się u niego sowa z zaproszeniem na ślub Lyry i Glaucusa. Na który nie przyszedł, ale aż do tej pory Lyra była pewna, że to z powodu natłoku obowiązków młodego adepta trudnej sztuki różdżkarstwa. Nie wiedziała, że tak naprawdę mógł poczuć się skrzywdzony myślą, że jego przyjaciółka wychodziła za innego, i to u jego boku miała spędzić swoje życie.
Dlaczego niczego nie zauważyła wcześniej? Dlaczego była ślepa na sygnały wysyłane przez przyjaciela i musiało dojść do takiej sytuacji, żeby zobaczyła, że traktował ich znajomość inaczej niż ona?
- Och – szepnęła tylko, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć na te rewelacje. Znowu odwróciła głowę i pozwoliła kosmykom przysłonić czerwone ze wstydu policzki. Naprawdę miała ochotę stąd zniknąć. Cały przyjemny, lekki nastrój dzisiejszego spotkania gdzieś uleciał, pozostała tylko niezręczność. Może miał rację, że przez pewien czas powinni przestać się widywać, póki to całe napięcie nie opadnie. Ale nie chciała też tracić jego przyjaźni... Tylko czy dalej będzie możliwa, biorąc pod uwagę to, co się wydarzyło? Czy będą mogli tak po prostu wrócić do tego przyjemnego, radosnego punktu, gdzie byli po prostu przyjaciółmi? To za tamtą przyjaźnią teraz zatęskniła. Za czasami, kiedy wszystko było proste i lekkie.
- Chyba potrzebuję trochę... pomyśleć – dodała, jąkając się. Podobnie jak i on, czuła straszny wstyd. – Wybacz, Titusie.
Odsunęła się, jeszcze przez chwilę na niego patrząc. Po cichym, szybkim pożegnaniu oddaliła się kawałek, ale nie od razu się teleportowała. Dopiero po kilku minutach wyciszającego, uspokajającego spaceru przez ciemną plażę obróciła się w miejscu i teleportowała prosto do domu, wciąż jednak nie potrafiąc tak łatwo przestać myśleć o niezręcznym i zupełnie niespodziewanym końcu dzisiejszego spotkania.

| zt. x 2




come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Lyra Travers
Lyra Travers
Zawód : Malarka
Wiek : 19
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Plaża - Page 3 Ba3e6d5d7f4fbeb7824016f18b6a4c28
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley https://www.morsmordre.net/t838-zlotko https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t2780-skrytka-bankowa-nr-233 https://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Re: Plaża [odnośnik]22.02.20 11:03
| 14 kwietnia

Podniósł wzrok znad księgi i zauważył sówkę na parapecie. Zmarszczył brwi, zastanawiając się kto i w jakim celu mógłby pisać do niego wiadomość. Zaintrygowany, zaciekawiony postanowił otworzyć przesłany przez nią liścik. Przez chwilę pomyślał o Isabelli, która być może chciałaby się z nim zobaczyć. Znał jednak jej sowę bardzo dobrze i wiedziałby, gdyby pochodziła właśnie od niej. Miał nadzieję, że to nie kolejne wezwanie do działań. Po tym co stało się podczas misji z Mulciberem… Szczerze mówiąc Rosier nie był w najlepszej formie. W zasadzie był kompletnie bez formy. Nie miał na nic chęci i sił, koszmary dręczyły go całymi nocami, nie chciał jeść, ogólnie… Wyglądał dość specyficznie, jakby na skraju wyczerpania. Przyjmował eliksiry, jego narzeczona przygotowywała go dla niego specjalnie, zapewne z Fantine i Evandrą. Wszyscy skakali wokół niego i… no cóż. Próbowali postawić na nogi po tamtych dotkliwych doświadczeniach.
Otwarcie liściku było błędem. Zawirowało mu przed oczami i zakręciło się w głowie. Zapach róży i wiśni uderzył w jego nos, w połączeniu z cudownym swądem spalenizny. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować jego umysł ogarnęła paląca potrzeba. Musiał zobaczyć się z osobą, która wysłała wiadomość. Nie mógł jednak na spotkanie iść odziany tak niestosownie! Cóż pomyślałby jego tajemniczy wielbiciel, widząc go z nagannym zarostem, zburzonymi włosami, w pogiętym ubraniu. Zaraz, zaraz… Czy on miał na sobie skarpetki nie do pary? Zerknął na zegarek, tak mało czasu zostało do czasu spotkania, a ekscytacja zaczęła narastać. Tak wiele miał do zrobienia! Kąpiel, pielęgnacja, przystrzyżona broda, nowa koszula, pięknie lśniąca bielą. Wyglądał fantastycznie! Oby wielbicielka była zachwycona jego wyglądem, miał nadzieję, że spełni oczekiwania.
Dotarł na miejsce spotkania kwadrans wcześniej, miał ze sobą różę jak na Rosiera przystało. Chodził podenerwowany, a raczej zniecierpliwiony. Amortencja mieszała mu w głowie, a on po prostu nie mógł doczekać się tego niesamowitego spotkania. Poruszony Rosier zapomniał o całym świecie, nic nie miało dla niego znaczenia, nawet to, że ostatnie tygodnie były tak ciężkie. Prezentował się doskonale, ubrany w długi płaszcz, mając w końcu zaczesane, wypielęgnowane włosy. To cały on, błyszczący jak na Lorda przystało. Kiedy więc zobaczył sylwetkę zbliżającą się w jego stronę, przystanął, uśmiechając się szeroko. Nie mógł się doczekać.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death


Ostatnio zmieniony przez Mathieu Rosier dnia 23.02.20 11:47, w całości zmieniany 1 raz
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Plaża [odnośnik]23.02.20 0:05
14 kwietnia

Kiedy dotarła do niej niewielka sówka najpierw spoglądała na nią kilka krótkich chwil zastanawiając się, czy wie, do kogo może należeć. Ale szybka droga poprzez znane jej ptasie postacie nie przyniosła na myśl nikogo konkretnego. Sięgnęła więc po list zastanawiając się co i kogo może do niej sprowadzał. Wątpiła, by był to ten, którego chciała. On zamilkł nie odzywając się do niej ponownie. Przez chwilę obrała w dłoni kopertę. Może to ktoś, kto postanowił złożyć jej życzenia. Ledwie wczoraj miała urodziny. Kolejny rok przesunął się na liczniku jej wiosen, a ona właściwie przemilczała ten fakt. Uniosła dłoń by oprzeć łokieć o stół przy którym siedziała i spojrzeć za okno. Wszystko tak cholernie się skomplikowało.
Zawodziła na tak wielu płaszczyznach, że właściwie nie wiedziała już, czy robi cokolwiek dobrze. Miała nadzieję, że tak. Ale to były jedynie przypuszczenia. Dlatego jeszcze bardziej przykładała się do pracy, ratowania tych, którzy - w przeciwieństwie do niej - mieli jeszcze jakieś widoki na prawdziwe życie.
Z westchnieniem zerknęła znów na kopertę, którą odwróciła w palcach by w końcu ją otworzyć. Kiedy tylko otworzyła kopertę w jej nozdrza uderzył słodki zapach przynoszący na myśl to, o co zawsze lubiła najbardziej. Jasne tęczówki przesunęły się po dacie i miejscu, a słowa sprawiły, że drobna twarz zalała się różem.
Musiała iść. Czuła to tak dokładnie i mocno, że nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Musiała to było silniejsze od niej. Wiedziała dokładnie, że właśnie tak powinna zrobić. Że właśnie tam dzisiaj się znaleźć. Dlatego nie czekając wiele dłużej, nie myśląc teleportowała się w miejsce, opadając na piasek plaży nie przejmując się, że drobinki dostaną się do półbutów, które miała na nogach. Dopiero na miejscu przyszła do niej myśl, że ubrana była nieodpowiednie.  Że mogła postarać się mocniej, może bardziej. Spróbować sięgnąć po jakąś sukienkę, czy chociaż spódnicę. Ale nie zrobiła tego, pozostając w znajomym jej zestawie. Jasnej koszuli wetkniętej w spodnie. Tylko płaszcz był inny, lżejszy, w kolorze brudnej zieleni. Jasne włosy szybko zmieniła by stały się dłuższe a gdy zobaczyła sylwetkę zrozumiała, że to on. Ruszyła w jego kierunku powoli. Niepewnie, z lekkim zawstydzeniem, ale jednocześnie z potrzebą która przyciągała ją mocniej i bardziej. Był przystojny. Był. Istniał naprawdę.
- To ty. - szepnęła, zadzierając lekko brodę, by spod kaskady rzęs spojrzeć w jego kierunku.



The Devil whispered in my ear, you are not strong enough to withstand the Storm. Today I whispered in the Devil's ear,
I am the Storm.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +2
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Plaża - Page 3 1
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f437-lancashire-forest-of-bowland-stocks-reservoir-gajowka https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Plaża [odnośnik]23.02.20 11:55
Nie mógł się doczekać aż w końcu ją ujrzy. Najpiękniejsza, powabna, delikatna istota, tak niezwykła… Chciał, aby już była obok niego, niecierpliwił się, kiedy czas mijał, a każda sekunda zdawała się być wiecznością. Oczekiwał, tak długo to trwało, aż w końcu ją zobaczył. Zachwyt. Nie potrafił znaleźć innego słowa. Płaszcz tak pięknie podkreślał jej smukłe ciało, wyglądała jak najpiękniejsza… ona była najpiękniejsza. Jego serce biło szybciej, widok jej osoby sprawił, że zaczęło szaleć w piersi. Nieoczekiwane spotkanie, na które od kilku godzin czekał z utęsknieniem, licząc na bliskość jej osoby. W końcu mogli być blisko siebie, zaraz obok, czuć własny zapach, ciepło ciała, tak wspaniałą bliskość, której nie dane im było zaznać wcześniej. Byli tu sami, nikt nie spoglądał czujnym okiem. Swoboda mogła dać im tak wiele, świat oferował im taki ogrom możliwości.
- Jestem… Jestem tu dla Ciebie, najdroższa. – mruknął robiąc krok w jej stronę i wyciągając dłoń z różą. Najpiękniejszy kwiat dla najpiękniejszej kobiety. Róża była symbolem, była czymś więcej niż zwykłym kwiatem, a jakże miałby nie podarować jej tak wyjątkowej kobiecie? Zasłużyła na wszystkie kwiaty świata, żadna inna nie mogła się z nią równać, nie było drugiej takiej jak ona. Dla niej Mathieu zrobiłby wszystko, byleby tylko móc być obok. Tak jak teraz, poruszony dogłębnie całym zdarzeniem. – Nie mogłem się doczekać aż Cię ujrzę. Minęły tak długie godziny, ale jestem już dla Ciebie cały. – szepnął stając zaraz przed nią. Chciał czerpać z jej bliskości jak najwięcej, nie krępował się, stanął na tyle blisko na ile mógł. Chciał dotknąć jej jasnych kosmyków, rozwiewanych przez wiatr, delikatnej skóry. Była tutaj, tak realna i rzeczywista, była zaraz obok. Patrzył na nią jak zaczarowany, jego oczy widziały tylko ją. Sceneria nie miała znaczenia, mogli spotkać się w obskurnym barze, a ona olśniłaby miejsce swoją niezwykłą osobą. Nie ważne gdzie się spotykało, ważne z kim, a ona przecież… Wypełniała całe jego myśli, napawając niezrozumiałą ekscytacją i pragnieniem. Pragnął jej. Tylko to miało znaczenie w tym momencie, nic innego.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Plaża [odnośnik]28.02.20 21:49
Zała to uczucie, tak głębokie, dokładnie. Sprawiające, że nie mogła skupić się niczym, właściwie skupiając się tylko na jednym. Chodziła po domu w kółko czekając na wyznaczoną porę, co jakiś czas spoglądając w lustro jak nastolatka - którą przecież już od dawna nie była. Zastanawiając się nad kolorem włosów, dodatkowym splotem kosmyków. W końcu ubiorem by finalnie postawić na to, jaka była zawsze. Może z lekko różnicą odznaczającą się różem na policzkach. I gdy dostrzegła jego sylwetkę wiedziała właśnie, że to on. To było dziwne, niewytłumaczalne, irracjonalne, bo przez ten krótki czas przez jej myśli nie przebiegł pewien auror, który podobno skradł jej serce. W tej chwili była pewna, że jej organ należał właśnie do mężczyzny, którego miała przed sobą. Była tego tak pewna, jak pewnym jest się tego, że po nocy, zawsze nastąpi dzień. To uczucie, tak silne, wiedziała że będzie trwało. A gdy jej oczy, trafiły na sylwetkę była już tego pewna. Głos o niskim tembrze dotarł do jej ust sprawiając, że zadrżała lekko. Jasne tęczówki uniosły się, by spod kotary rzęs spojrzeć na niego. Zatrzymała się, pozwalając by to on podszedł do niej, niwelując odległość między nimi. Wzrok przesunął się w dół na dłoń która kierowała w jej stronę kwiat. Spojrzała na różę, którą trzymał, unosząc dłonie, by złapać ją łagodnie palcami.
- Nie znikniesz? - upewniła się, patrząc przez chwilę na kwiat, by zaraz unieść głowę na niego. W oczach zaszkliła się niewypowiedziana całkowicie prośba Chciała, żeby został. Był obok, przy niej. Pomagając jej kroczyć dalej przez świat. Ostrożnie, złapała tylko jedną z dłoni za kwiat, by prawą mieć wolną. Móc unieść ją i objąć policzek należący do niego. Przesunęła po nim, czując zarost pod palcami, drapiący jej skórę przyjemnie. Mimowolnie przysunęła się bliżej. Wiedziona własnym instynktem, może potrzebą czy nawet chęcią. Ten czas, ta osoba, musiała sprawdzić, czy wszystko jest prawdziwy i realne. Jak brutalnie byłoby obudzić się w środku takiego snu. Jednak on zdawał się całkowicie rzeczywisty.
- Moje uczucia jawią się podobnie. - odpowiedziała, nie spuszczając wzrok z jego tęczówkach na których zatrzymała się, bo nie liczyło się nic więcej. Nic dalej.



The Devil whispered in my ear, you are not strong enough to withstand the Storm. Today I whispered in the Devil's ear,
I am the Storm.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +2
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Plaża - Page 3 1
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f437-lancashire-forest-of-bowland-stocks-reservoir-gajowka https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Plaża [odnośnik]01.03.20 10:36
Miłość była pięknym uczuciem, głębokim, drogim i niesamowicie wyzwalającym, wzmagającym poświęcenia i pragienia. Dla pięknej kobiety, która stała przed nim mógłby poświęcić wszystko, porzucić życie Lorda w pięknym Chateau Rose, porzucić kosztowności pieniędzy, a nawet... swoje smoki. Stała przed nim tak rzeczywista i realna, tak piękna i tylko dla niego. Byli tu sami. To o wiele przyjemniejsze, dzikie spotkanie na plaży, pozbawione jakiejkolwiek kontroli, mogli sobie pozwolić na wszystko, on... on mógł sobie pozwolić na wszystko, był wolny, niczym ptak, niczym Biały Albion przecinający niebo nad Kredowymi Klifami. A ona była tu dla niego. Dlaczego miałby się ograniczać. Z jednej strony nie chciał, aby wybranka poznała go jako nadmiernie ekscytującego się i spragnionego do granic możliwości, ale... chciałby spijać słodycz z jej ust, tak kuszący i ledwie kilkanaście centymetrów od niego, wystarczyło zbliżyć się i czerpać z tej przyjemności. Zamagnetyzowane spojrzenie czekoladowych oczu przez chwilę zatrzymało się na jej ustach, tak bardzo ich pragnął, tak bardzo jej pragnął...
- Przysięgam ukochana, nie zniknę, jestem tu dla Ciebie... - szepnął przejęty, kładąc dłoń na jej policzku, gładząc go delikatnie, zaczepiając o kosmyk pięknych włosów. Była najpiękniejsza na świecie, najcudowniejsza, tak wyjątkowa... Każdy cal jej ciała był niesamowity, miał tak ogromne szczęście, że chciała właśnie jego. Dlaczego miał zwlekać i trzymać dystans, skoro oboje tak desperacko pragnęli siebie? To do niego należał pierwszy krok, to właśnie on powinien go zrobić. Jego dłonie niewinnie wylądowały na jej biodrach i przyciągnął ją do siebie, aż ich ciała stykały się całe, niemal czuł jak iskierki przeskakują pomiędzy nimi, tak elektryzujące, tak... niesamowite.
- Zatraćmy się... Zniknijmy gdzieś, tylko ja i Ty.... - szepnął, muskając jej usta, delikatnie i niepewnie, nie mając pojęcia czy piękna kobieta również będzie chciała zasmakować jego ust i jak głębokie są jej pragnienia. Potrzebował ten energii, którą wyzwalały ich ciała, chciał karmić się przyjemnością badania jej skóry cal za calem, niespiesznie, rozkoszując się każdą chwilą. Ta ekscytacja nie chciała ustąpić, samo spotkanie z nia było jak prezent od losu, tak wyjątkowy i wyczekiwany...



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Plaża [odnośnik]09.03.20 12:26
Nie sądziła, że będzie w stanie kiedyś odpuścić. Sądziła, że oddała swoje serce, że nie jest w stanie pokochać nikogo już tak mocno i tak czysto jak pokochała Sakamandera. Ale oto los dawał jej nową szansę. Jej, całkowicie straconej. Na zawsze już wędrującej samotnie. Wojowniczce. Gwardzistce. Swoją siłę miała odnajdywać w sobie. Teraz jednak było inaczej. Dzisiaj wszystko miało się zmienić. Chciała móc na kimś polegać. Chciała znów kochać, jednak bez bólu, który przyniosła jej pierwsza miłość. Bez poczucia samotności, czy bycia niewystarczającą. Miała nadzieję, że właśnie tak będzie z nim. Że zajmie się nią, pozwoli poczuć że gdzieś pasowała. Wiedziała jedno, nie chciała żeby odchodził. Potrzebowała go obok siebie. Tutaj, zaraz blisko. Nie chciała zostawiać go nawet na chwilę. Nie chciała zostawiać go już nigdy. Był i ona była. Tutaj, na tej plaży. Dzisiaj i miała nadzieję, że każdego kolejnego dnia. Że od dziś, nie będą kroczyć oddzielnie a razem sobą. Krok za krokiem pokonując i wspierając się wzajemnie. Potrzebowała oparcia, ostoi, która pozwoli jej pozostać sobą, będzie wierzyć w wybrane przez nią drogi i pomoże jej.
Jej dłoń uniosła, palce nieśmiało przesunęły po policzku okraszonym krótkimi włosami. Wypowiadane słowa brzmiały jak przysięga. Obietnica w którą wierzyła i której chciała powierzyć siebie samą.
- Zdradź mi swe imię. - poprosiła obejmując całą dłonią jego policzek. Ufnie wpatrując się w tęczówki skupione na niej. Był niesamowity. Przystojny, męski, przy nim, w jego ramionach nocne koszmary nie miałby jak się do nie dostać. Zostałby jej rycerzem, obrońcą w lśniącej zbroi zdolnym pokonać wszystkie złe mary, które odgrodził od niej nie pozwalając by ponownie odnalazły drogę. Przy nim, byłaby spełniona, pod spojrzeniem, którym patrzył na nią teraz. Poczuła ciepło dłoni, które znalazły się na jej biodrach. Były przyjemne, niosły ze sobą obietnicę której łaknęła. Pozwoliła się przyciągnąć, znajdując się bliżej. Każdy kawałek przestrzeni między nimi był zbędny. Owinął ją jego zapach, tak przyjemny i zaskakujący. Dotyk ciała przynosił przyjemne mrowienie.
- Dobrze, gdzie tylko zechcesz. - zgodziła się od razu, bez pytań, bez niepewności. Był jej przyszłością, był jej drogą, jej życiem. Wiedziała to. Przylgnęła do niego bliżej, bardziej, ufniej, przyciągając jego twarz bliżej siebie, nie pozwalając się odsunąć. W krótkiej przerwie, ledwie oddechu wyszeptała. - Opowiedz mi o sobie. - to było pragnienie, poznania go, całego, każdym zmysłem i dźwiękiem. Lubiła brzmienie jego głosu i smak ust. Ten dzień był początkiem nowej drogi. Ich drogi.



The Devil whispered in my ear, you are not strong enough to withstand the Storm. Today I whispered in the Devil's ear,
I am the Storm.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +2
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Plaża - Page 3 1
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f437-lancashire-forest-of-bowland-stocks-reservoir-gajowka https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Plaża [odnośnik]14.03.20 12:05
Spotkanie przepełnione ekscytacją, niezwykle silnym uczuciem i parnieniem. Ta kobieta była spełnieniem marzeń młodego Lorda i nic więcej nie miało dla niego znaczenia. Jej promienny uśmiech, piękne włosy, cudowne spojrzenie. Była ideałem, czystą perfekcją, nieskazitelna i niezwykła. A on tak bardzo do niej pasował. Był Lordem, miał pieniądze, władzę w pewnym sensie, jego Ród był znamienity, każdy ich znał i każdy się bał tego nazwiska. Przecież kilka miesięcy temu okazało się dla niego tak pomocne. Mógł zrobić dla niej tak wiele, w zasadzie wszystko, aby tylko uszczęśliwić ją bardziej. Był dla niej słodką tajemnicą, tak jak ona dla niego, a jednak siła pragnienia z każdą chwilą narastała, a on nie chciał się powstrzymywać, nie chciał z tym walczyć. Przecież byli sobie pisani, prawda? Wszystkie gwiazdy na niebie krzyczały do nich, że to jes właśnie miłość, w czystej postaci...
- Mathieu... - szepnął miękko, brzmiało tak przyjemnie i subtelnie, wyjątkowo. Uśmiechnął się, gładząc jej policzek, tak piękny i delikatny. Cała była piękna. - Zdradź mi więc swoje... najdroższa. - dodał, zbliżając się do niej. Plaża była pięknym miejscem, wspaniałym, mogli być tutaj sami, nikt na nich nie patrzył, nikt nie zwracał uwagi. A oni przecież tak bardzo się kochali, tak wielkim uczuciem pałali do siebie. Jak nigdy wcześniej do nikogo, to wyjątkowe uczucie było dla niego pełne tajemnic.
- Chodźmy... - złapał jej dłoń, pociągając za sobą. Mogli skierować swoje kroki wszędzie, mogli zobaczyć każde miejsce na świecie, mogli tak wiele. Po kilkunastu krokach jednak zatrzymał się zaraz obok niej. - Ukochana, powiedz mi... Co chciałabyś zobaczyć, gdzie chciałabyś się znaleźć? - spytał. Skoro to miała być ich najpiękniejsza noc, musiała być wyjątkowa. Mógł spełniać zachcianki swojej ukochanej, swojej lubej, miłości swego życia. Tak właśnie na nią patrzył, jak na doskonały obiekt westchnień. Czuł to przy niej, czuł tą wyjątkową, łączącą ich więź.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Plaża [odnośnik]17.03.20 16:58
Kiedy ktoś zapytałby jej wczoraj o to, czy da jeszcze kiedyś szansę miłości musiałaby zastanowić się nad tym długo. A bez odpowiednich argumentów nie była pewna, czy jej odpowiedź w ogóle mogłaby być twierdząca. Ale rozum w tym momencie zdawał się odsunięty na dalszy plan, kiedy górę brały uczucia wypełniające całe jej niewielkie ciało. Nie panowała nad ciepłem, które rozlewało się w jej niewielkim ciele z każdą chwilą. Nie umiała zapanować nad chęcią bycia blisko, obok, zawsze nie tylko dzisiaj. Oni, razem, przeciw całemu światu. To mogło się przecież udać, prawda? Wierzyła w to, gdy zatapiała się w jego spojrzeniu. Tak głębokim tak pięknym, niosącym ze sobą pewnego rodzaju obietnicę.
- Mathieu. - powtórzyła po nim cicho. Imię brzmiało jak najpiękniejsza muzyka, melodia, a ona chciała posmakować jak brzmi jego imię na swoich ustach. A brzmiało genialnie. Słodyczą i melodią, która wydawała się najpiękniejszą, jaką do tej pory dane było jej usłyszeć. Przymknęła powieki, kiedy jego dłoń przesuwała się po jej policzku z delikatnością i wyczuwalnym pod palcami ciepłem. Uchyliła je, kiedy odezwał się ponownie spoglądając na niego z ufnością i miłością. - Justine. - wypowiedziała cicho, bez problemu wyjawiając swoje pełne imię nie obawiając się go. Była szczęśliwa, w końcu, po tylu miesiącach bólu i rozterek. Problemów, wyborów, decyzji dylematów. A końcu nie czuła niepokoju tylko to - miłość, której nie potrafiła nawet ubrać dokładnie w słowa.
- Dobrze. - zgodziła się bez oporu, kiedy pociągnął ją za sobą. Z nim, mogłaby pójść wszędzie, niezależnie od tego, gdzie to właśnie miałoby by być. Musiało przecież istnieć jakieś miejsce przeznaczone wyłącznie dla nich - jeśli nie, wiedziała, że zrobi wszystko by je dla nich stworzyć. Kiedy zatrzymał się i ona stanęła unosząc na niego spojrzenie. Pokręciła łagodnie głową uśmiechając się lekko.
- Patrzę właśnie na to. A to miejsce znajduje się tam, gdzie i ty będziesz. Tam będę szczęśliwa. - zapowiedziała bez zawahania, ubierając usta w łagodny uśmiech. Unosząc dłoń raz jeszcze do jego policzka, zbliżając się do niego, niwelując przestrzeń między nimi. Nie pozostawiając nawet milimetra, który mógłby ich dzielić. - Pocałuj mnie. - poprosiła cicho, ale odważnie, unosząc spojrzenie znad kotary rzęs wprost na niego.



The Devil whispered in my ear, you are not strong enough to withstand the Storm. Today I whispered in the Devil's ear,
I am the Storm.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +2
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Plaża - Page 3 1
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f437-lancashire-forest-of-bowland-stocks-reservoir-gajowka https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Plaża [odnośnik]18.03.20 23:07
Miłość była zaskakująca. Wczoraj nie było nic, a dziś przepełnione uczuciem serce lgnęły do siebie w szaleńczym tempie. Rosier nigdy nie wierzył w miłość, głębokie uczucia, większość traktował w ramach obowiązku, jako tradycyjne zobowiązania wobec Rodu, który reprezentował. Był częścią historii, jak każdy. Nie sądził jednak, że będzie pragnął kogoś tak mocno. Miał szansę zaznać to wszystko, miał okazję kosztować szaleństwa z miłości, błagając o więcej. Nigdy nie zaznał czystego szaleństa z miłości, aż do teraz.
- Najpiękniejsze imię na świecie... - powiedział rozczulony do granic możliwości. Wyglądała tak pięknie i pobawnie, tak delikatnie, a do tego nosiła najpiękniejsze imię na świecie. Brzmiało tak dźwięcznie i subtelnie, przyjemnie układało się w ustach, zostawało na długo blisko niego. Tak niesamowita i cudowna kobieta, cała dla niego... Czyste wariactwo, ale nie mógłby inaczej tego opisać. Tak fantastyczne uczucie, rozpierało go od środka, wariował... jak największy szaleniec, po prostu wariował.
Chciała być obok niego... Otoczenie nie miało znaczenia, mogliby być na końcu świata gdzie nieprzychylna pogoda płatałaby im figle, a oni mogliby mieć po prostu siebie. Nikogo więcej. Nic nie stało na przeszkodzie, aby udali się na koniec świata. Tak samo jak nic nie przeszkadzało w spełnieniu jej przyjemnej prośby. Tak jak chciała. Rosier uśmiechnął się i nachylił w jej stronę, składając na ustach spragniony pocałunek. Namiętny i czuły, przepełniony wszystkimi emocjami, jakie kotłowały się w nim od dłuższego czasu. Przerwał aby złapać oddech.
- Nie możemy zostać tu wiecznie Justine... Musimy znaleźć idealne miejsce dla nas... - mruknął cicho i znów intensywnie wpił się w jej usta. Chciał więcej tych pocałunków, pragnął więcej energii i uczuć od niej. Skoro chciała po prostu być obok niego i nic więcej nie miało znaczenia, mogli robić to, na co tylko mieli ochotę. Na czyste szaleństwo w swojej obecności. Justine była dla niego, tak samo jak on był dla niej...




Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Here’s the misery that knows no end
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Plaża [odnośnik]09.04.20 17:12
Nie rozumiała stanu w który wpadła. Euforii, którą czuła. Uczucia, którego nie sądziła jeszcze doświadczyć. Ledwie wczoraj płakała przed przyjaciółką spętana uczuciem do mężczyzny, który nie chciał go odwzajemnić, odpychał ją i odsuwał. Zastanawiała się, jak pozwolić dotrzeć do siebie innemu, który przynosił ze wspomnienia i uczucia, które zdawały się zapomniane. Dziś, nic z tych rzeczy nie miało już znaczenia. Nie, kiedy stała naprzeciwko mężczyzny, który był dla niej wszystkim. Był jejwszystkim i nie była pewna, jak mogła wcześniej funkcjonować bez niego i swojego boku. Irracjonalne. Od dziś, nie zamierzała już więcej go zostawiać. Nigdy. Potrzebowała go przy sobie, był jej powietrzem, był jej oddechem, był jej przyszłością i życiem. Uniosła łagodnie wargi w uśmiechu, który zatańczył wokół jej oczu zadowolona ze słów, które usłyszała. Z emocji, które dźwięczały w wyrazach. Zachwycie, który wydobywał się na zewnątrz. Chciała go, łaknęła, potrzebowała. Sama już zapomniała jak bardzo. Cicha prośba wymknęła się z jej ust, pewnie, zachłannie, chcąc poczuć smak jego warg. Pozwoliła by przyciągnął ją bliżej. Sama przeniosła dłoń na kark, zatapiając zgrabne palce w ciemnych, krótkich włosach, przyciągając go bliżej do siebie. Przylgnęła do niego pewnie zatracając się w słodkim pocałunku. Właśnie tutaj, właśnie teraz, była dokładnie tam gdzie chciała być i skąd nie chciała odchodzić. Czuła wszystkie emocje, które przechodziły od niego do niej i z powrotem. W końcu poczuła, że na nowo pragnie życia. Zaśmiała się krótko, gardłowo na jego stwierdzenie.
- Mathieu… - szepnęła, ale nim skończyła jego wargi znów odnalazły te należące do niej, nie protestowała badając miękkość warg. Czując jak serce, które nie powinno istnieć bije na nowo. Zachłannie atakowała jego wargi, nie przejmując się otoczeniem, nie przejmując się niczym, co znajdowało się za nimi. Oderwała je jednak niechętnie, na chwilę, odsuwając się jedynie milimetry. - Pójdę za tobą. Wskaż tylko kierunek. - obiecała unosząc do góry błękitne tęczówki. Spoglądając na niego spod kotary ciemnych rzęs. Dzisiaj, mogło trwać dla niej wiecznie. Dzisiaj, nic więcej nie mogło mieć znaczenia.

| zt x2



The Devil whispered in my ear, you are not strong enough to withstand the Storm. Today I whispered in the Devil's ear,
I am the Storm.
Justine Tonks
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +2
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Plaża - Page 3 1
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f437-lancashire-forest-of-bowland-stocks-reservoir-gajowka https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Plaża [odnośnik]10.04.20 1:06

5 maja 1957 roku


Haverlock Travers był człowiekiem czynu, co do tego nikt nie mógł mieć wątpliwości. W swym postępowaniu wiele razy potwierdził tezę, jakoby Traversowie przedkładali czyny, nad słowa. Bo czy to działanie nie winno być najważniejsze? Lata pływania po najróżniejszych morzach i oceanach, dobijania zagranicznych targów i rozszerzania morskich wpływów sprawiły, że mężczyzna jedynie upewnił się w słuszności swoich poglądów. Wszak odpowiednio rzucony cruciatus znaczył o wiele więcej, niż wszelkie, pięknie słowa ozdabiane na listach barwnymi inicjałami.
W tym wszystkim lord Haverlock nie posiadał w swoim słowniku, jak i nie przyjmował do świadomości słowa nie. Nic więc też dziwnego, że gdy - po uprzejmym zaproszeniu - panna Borgin odmówiła spędzenia z nim czasu przeszedł do... bardziej radykalnych, podobnych do niego metod. Wszak jak można było odmówić lordowi? Jeśli ów lord nosił nazwisko Travers z pewnością nie można było tego zrobić. Decyzja była więc prosta, zupełnie nie podlegająca jakimkolwiek, głębszym przemyśleniom. W końcu to nie z nich był znany lecz z działania.
W Londynie pojawił się wraz z południem. Czasy były na tyle niestabilne, że teraz, większość statków należących do jego rodu stacjonowała albo w Cromer, albo przy rodzinnej posiadłości. Haverlock był jednak zwolennikiem podróży morskich, nic więc dziwnego, że słodka Lucy Lou zacumowała w porcie, pozwalając mu, przy okazji, załatwić kilka interesów z przedstawicielami Ministerstwa oraz rządcą londyńskiego portu. Problemy w Londynie działały na korzyść portowi w Cromer. A gdy wszystko było gotowe, Lord Travers wrócił na pokład swego statku, by ledwie kilka chwil później mógł zejść na ląd zwykły, niczym nie wyróżniający się, przeciętny czarodziej.  
Czas rozpocząć grę i jakże piękne przedstawienie.
Plan był prosty. Można by nawet rzec, że banalnie prosty. Odnalezienie Lisbeth zajęło mu ledwie dwadzieścia minut, ale czy w ogóle wyzwaniem można było uznać znalezienie kogoś, kogo doskonale wiedziało się gdzie szukać? Nie, z pewnością nie. A Haverlock Travers zawsze wiedział, gdzie mógł pozyskać odpowiednie informacje. Później, sprawa potoczyła się równie prosto i pomyślnie dla mężczyzny. Wystarczyła ciemna uliczka późnym popołudniem oraz odrobina logistyki by piękne dziewczę już kilka chwil później spoczęło z zasłoniętymi oczami na jego ramieniu. Ich spotkanie miało pozostać niespodzianką, skoro na uprzejmą prośbę odpowiadała w sposób, jaki mu się nie spodobał. W tym wszystkim jednak mężczyzna obchodził się z dziewczyną nader delikatnie, wszak nie był zwykłym zbirem lecz lordem z szanowanego i poważnego rodu.
Odbili od portu w Londynie gdy tylko Haverlock Travers postawił nogi na pokładzie swojej słodkiej Lucy Lou. Dziewczę mogło usłyszeć symfonię krzyków oraz ciężkich kroków odbijających się od drewnianego pokładu. Dźwięki, jakże cholernie bliskie jego sercu. W mieszaninie głosów ciężko było rozpoznać jeden, konkretny głos.
Haverlock Travers delikatnie, aby śliczna panna Borgin nie obiła sobie zgrabnego tyłka o wilgotne deski pokładu postawił w końcu dziewczynę na jej własne nogi. Następnie powrócił do swojej, w jego skromnym zdaniu najprzystojniejszej z przybieranych, twarzy by jeszcze delikatniej zsunąć opaskę z twarzy dziewczyny.
- Witaj na słodkiej Lucy Lou II! - Rzekł z psotnym uśmiechem i błyskiem w oku, uważnie przyglądając się dziewczynie intensywnie niebieskim spojrzeniem. Nie był pewien, czy ta ucieszy się czy spróbuje wydrapać mu oczy. A Lucy Lou była statkiem co najmniej pięknym. Trzymasztowy pełnorejowiec z żaglami zdobionymi herbem rodziny Travers; dziobem przedstawiającym piękną, kształtną syrenę owiniętą ciasno mackami potężnej ośmiornicy; bogato zdobionym w kolorach pomarańczu oraz granatu... Tak, słodka Lucy Lou z pewnością robiła wrażenie. Tak samo jak rozciągające się przed nimi szaroniebieskie, otwarte morze.
- Głodna? - Zapytał unosząc z zaciekawieniem brew, mając nadzieję, ze wzmianka o jedzeniu odwróci jej uwagę od tego... jakże subtelnego zaproszenia na małą wycieczkę. Sam Travers wyglądał na co najmniej zadowolonego z siebie. I ponoć baby na pokładzie przynosiły nieszczęście, istniały sprawy, w których można było się odrobinę poświęcić.


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Re: Plaża [odnośnik]13.04.20 18:25
W przeciwieństwie do mężczyzny, Lisbeth była przesiąknięta potrzebą działania z ukrycia. Spowita w okowach dystansu, mroku i pozornej swobody odczuwała ogrom emocji, które starała się tłumić w powłoce ciała. Podświadomość nieustannie kreowała kolejne scenariusze, a serce dudniło w piersi, gdy przypominała sobie o stawianych przed nią zadaniach, do których należało dojrzeć. Wspomnienia nie miały wszakże żadnej wartości, dlatego też w bezsprzeczności skupiała się na przyjętych postanowieniach, jakie miały ukoić nie tylko jej ciekawość, ale także ją całą, by wreszcie uwolnić się spod ciężaru konwenansów.
Zleceń było zbyt wiele, niektórzy ufali jej zbyt mocno.
Głupcy, cóż za cholerni głupcy.
Praca napędzała ją do kolejnych odmów. Nie chciała bowiem spędzać czasu z lordem, który dewastował po wielokroć harmonijność jej duszy. Musiała poświęcić się klątwom, które ze skrupulatnością nakładała na przedmioty, ucząc się nieustannie nowych rzeczy; uważała bardziej niż kiedykolwiek, wszak ból w lewej dłoni przytłaczał i odbierał trzeźwość umysłu.
Nie.
Krótkie, jakże wymowne i pełne butności. Nie powinni spotykać się w momencie, gdy panienka Borgin analizowała kolejne, czarnomagiczne relikwie, mające posłużyć jaka baza pod przekleństwo, którym uraczyć miała niewierną kobietę pewnego mężczyzny. Nie czyniła śmiertelnego zła, obawiając się zabijać, nie czując powinności ku temu, dlatego każda inkantacja przenikająca do wnętrza przedmiotu, miała za zadanie zniewolić głębię ścian czaszki, by to w nich dewastować ułudę spokoju.
Musiała jednak przerwać pracę, udając się do sklepu, który po części należał do jej ojca, a także wujków, wszakże tam winna zastać Caldera, będącego odpowiedzią na jej pytania. Serce zatrwożyło w piersi, gdy dostrzegła nieznajomego człowieka, zbliżającego się do niej i nie opuszczającego na krok kruchej sylwetki Lisbeth. Przezorność nakazała sięgnięcie po różdżkę, która spoczywała w prawej dłoni, a którą równorzędnie zasłaniało długie wykończenie rękawa ciemnego płaszcza. Nie zamierzała dać się złapać, a kto wie – czy ten przeklęty auror nie posłał za nią szpiegów, by doszukiwali się po jej stronie bezeceństwa.
(Kurwa mać.)
Już miała krzyczeć, wyrywać się, kiedy on zdołał przerzucić sobie postać damy mroku przez ramię (co za kpina!). Niekontrolowanie uderzyła piąstkami w jego plecy, czując jak zniszczona skóra napina się i wytwarza nieprzyjemne uczucie bólu, które było reakcją na obronę przed jego występkami. Układała plan uśmiercenia oprawcy lub rzucenia klątwy o najgorszym możliwym brzmieniu. Wydźwięk każdego zaklęcia zakrawałby o czysty gniew, lecz gdy rzeczywiście pojęła – kim ów człowiek był, emocje zaczęły opadać niczym kurtyna w teatrze.
Jak śmiał.
Jak mógł.
Nienawidziła rujnowania własnych zasad i postanowień, a Haverlock, mimo iż żywiła względem niego ogrom pozytywnych uczuć, rozniecił w niej ogrom niewłaściwego postrzegania rzeczywistości.
Została porwana. Tak, po prostu. Bez ostrzeżenia.
- Ty przeklęty, nędzny, parszywy… – już miała kontynuować wiązankę pełną oszczerstw, gdy pojęła, że nie znajduje się na lądzie. Oddech Lisbeth spłycił się, kiedy tylko starała się pojąć ten absurd, aż wreszcie usiadła przy jednej ze skrzyni, starając się poukładać w głowie rozsypane puzzle. Narastająca irytacja dawała o sobie znać, podobnie jak iluzja euforii. Nie cieszyła się z wykreowanej sytuacji, wszakże musiała zdążyć ze zleceniem, by nie stracić stałego klienta. Przeklinała Traversa nieustannie, a szczególnie w momencie, gdy z gardła ciemnowłosej wydobył się gorzki śmiech, rozciągający blade wargi w cynicznym uśmiechu.
- Jesteś bardziej szalony niż ja! – stwierdziła, nie potrafiąc unieść spojrzenia, które kierowałoby się na nieznaną wodę, a przecież ona… Nigdy wcześniej nie znajdowała się na statku, który mógł ją zabrać gdziekolwiek tylko chciała.
- Nie chcę jeść… Odstaw mnie do domu – zapewne, gdyby nie kreacja obecnego bytu ich dwojga – zachowałaby wszelkie normy społeczne i tytułowałaby go w sposób całkowicie mu należyty, ale… Haverlock zmusił ją do tego, by pokazać mu swą niepokorną naturę, tak przeciwstawną do tego co znał z salonów i spędów towarzyskich.

Lisbeth Borgin
Lisbeth Borgin
Zawód : zaklęta w mroku Nokturnu
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Actus hominis, non dignitas iudicetur
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7869-lisbeth-borgin https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/
Re: Plaża [odnośnik]14.04.20 2:39
Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy mężczyzny, gdy słodka panna Borgin zaczęła go wyzywać. No, był pewien, że emocje w żeńskiej części społeczności z pewnością wzbudza, nie sądził jednak, że były to emocje aż tak wielkie, by go przeklinać od najgorszych. A od przeklinania od najgorszych była zaledwie jedna, cienka ścianka do wielkiego uwielbienia... A przynajmniej to wywnioskował ze znajomości z pewną Włoszką. Przez myśl mu nawet nie przeszło, aby dziewczyna faktycznie go przeklęła. Wszak nawet przy takim poziomie specjalizacji jaki reprezentowała jej rodzina, do faktycznego przeklęcia kogoś potrzeba było pewnych specyfików. Jakiejś krwi dziewicy (no, sam chętnie na taką namiar by uzyskał) czy innych substancji, przy których robiło się zapewne jeszcze dziwniejsze rzeczy. O tym jednak, lord Travers raczej nie miał pojęcia. Czarna magia interesowała go w kwestii bardziej praktycznej, związanej z rzucaniem zaklęć w kierunku innych czarodziejów. Klątwy kojarzyły mu się bardziej z rodzajem rzemiosła. No ale to było w tym momencie najmniej istotne, czyż nie? Intensywnie niebieskie spojrzenie powędrowało w kierunku jasnowłosej dziewczyny, gdy ta zaczęła się śmiać. Nawet jeśli jej śmiech był gorzki, mężczyzna był niemal pewien, że pod koniec wspólnego dnia jeszcze mu podziękuje za to małe porwanko. Kto jak kto, Haverlock Travers gdy chciał, potrafił robić wrażenie na niewiastach. Zwłaszcza takich, jak Lisbeth - zamkniętych w klatce, z podciętymi skrzydłami siedzącymi na żerdzi i czekającymi na magiczną zmianę przewrotnego losu. Lord Travers jawił się zwykle niczym uosobienie wolności - wszak mógł zabrać biednego słowika, gdzie tylko padłoby życzenie w każdej, możliwej chwili i nie było to dlań większym problemem. Był sztormem na spokojnych wodach życia. Niespokojny, ze swoimi dziwnymi przekonaniami, wnoszącym zamęt we wszystkie możliwe sfery. Nawet jednak za takimi sztormami dało się tęsknić i ekscentryczny kapitan doskonale o tym wiedział.
Haverlock Travers skłonił się pięknie przed młodą damą o dziwo przykładnie, tak jak wymagała tego szlachecka etykieta, jakiej sam lord rzadko w pełni przestrzegał.
- Ach, moja droga! - Zaczął, wyraźnie rad ze słów, jakie opuściły jej słodkie usta. - Takie komplementy jeszcze przed deserem! Jeszcze chwila, a pomyślę, że mam u Ciebie specjalne względy! - Odpowiedział wesoło, posyłając w jej kierunku szczery uśmiech. Szaleństwo w jego oczach było pojęciem względnym, o różnorakim zabarwieniu. Bywało negatywne, oczywiście. Sam Travers uznawał jednak miano szaleństwa za wyjątkowe pochlebstwo. Wszak nie dorobił się łatki ekscentryka ot tak, bez żadnego, większego powodu!
Ach, jakże rozczulająca była jej chęć powrotu do ciasnej, dusznej klatki z której właśnie pozwolił sobie ją zabrać! Rozbawienie zapewne nie było tym, co dziewczę chciałoby zobaczyć na jego twarzy. A jednak w jej kierunku wędrowały promienne uśmiechy, obejmujące intensywny błękit tęczówek.
- Niestety, obawiam się, że przez najbliższe kilka godzin, nie będzie to możliwe. Nie zawracamy z obranego kursu, mogę jednak odwieźć Cię do domu, po tym jak dobijemy do wyznaczonego celu. Innej możliwości nie ma, chyba, że chcesz płynąć wpław, co osobiście odradzam. - Mówił pogodnie, bez większego przejęcia faktem, że właśnie oto zburzył plany dziewczyny, na cały dzień. Bo czymże były jej plany, w porównaniu z możliwoością spędzenia czasu w jego, jakże cudownym towarzystwie? Zapewne niczym wielkim, zwłaszcza, że sam nosił się z zamiarem zaoferowania dziewczynie pracy w jego porcie. Musiał jedynie znaleźć odpowiedni sposób, jak ją podejść.
Jeden z marynarzy podszedł do ich kapitana, by w kilku krótkich słowach, półszeptem zameldować o wykonaniu zadania. Ach, wybornie! Jak to wszystko pięknie zgrywało się w czasie!
- Zapraszam Cię do mojej kajuty, chłopcy właśnie nakryli do stołu. - Rzucił, wskazując dziewczynie dłonią kierunek, w którym powinna się udać. - Nie każ mi proszę zanosić Cię siłą, za chwilę będziemy się zanurzać i nikt nie może pozostać na pokładzie. - Dodał trochę mniej uprzejmym tonem, w którym przebrzmiewał brak chęci, co do jakichkolwiek sprzeciwów.


I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Haverlock Travers
Haverlock Travers
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Plaża
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach