Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Plaża

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Plaża - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Plaża - Page 4 Empty
PisanieTemat: Plaża [odnośnikPlaża - Page 4 I_icon_minitime02.05.15 3:16

First topic message reminder :

Plaża

Plaża wypoczynkowa nad brzegiem morza w Cliodnie słynie z niezwykle miękkiego i czystego piasku, codziennie nocą przemierza jej hektary kilkunastu czarodziejów, którzy dbają, by taką właśnie pozostała. Woda jest przejrzysta, kryształowa; żyje w niej wiele urokliwych magicznych stworzeń, w tym rzadki gatunek rybek świecących nocą różnymi kolorami jak świetliki.
Czarodzieje rozkładają się na kocach i leżakach, inni po prostu na piasku, damy chronią się przed słońcem eleganckimi, płóciennymi parasolami. Czarodzieje mogą bez przeszkód przebywać na plaży z dziećmi, które nie kontrolują swoich mocy, bowiem miasteczko Cliodna jest silnie chronione przed mugolami.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lisbeth Borgin
Lisbeth Borgin

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7869-lisbeth-borgin https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : zaklęta w mroku Nokturnu
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Actus hominis, non dignitas iudicetur
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

Plaża - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Plaża [odnośnikPlaża - Page 4 I_icon_minitime16.04.20 22:37

Gdyby miała w tym momencie specyfiki, które mogłyby mu zaszkodzić – z rozkoszą wykorzystałaby je do zemsty. Zemsty, która najlepiej mogła posmakować rozłożona w czasie, a nie podczas buntowniczej dyskusji owianej stekiem okrutnych frazesów. Musiała więc czekać, przymierzać się do ponownego ataku, by ostatecznie… Cóż, to on miał paść ofiarą – nie ona. Była na to zbyt dumna, zbyt arogancka i zbyt pewna siebie, bo choć dla niej czarna magia kojarzyła się z dwuznacznością dzierżonej władzy, nie była doskonałym narzędziem w przyjmowaniu strategii pełnej gorliwego odwetu.
Lord Travers swym występkiem zaburzał poukładane plany, ściśle związane z codziennością młodego dziewczęcia. Dewastacja tychże postanowień wiązała się także z utratą szansy na kolejne zlecenia. Układała więc powoli w głowie nowe scenariusze działań, jakich zamierzała się podjąć, dlatego powrót do domu stawał się niemal obsesją. Haverlock mógł tego nie pojmować, wszak jego niespokojny duch żył wodami – nie lądem, przez co Lisbeth obecnie zamiast cieszyć się ułudą wolności, trwała w przeświadczeniu o własnej porażce, która drżała pod naporem nawarstwiających się emocji, które od siebie odpychała skrupulatnie.
- Zaraz wylądujesz za burtą – stwierdziła, a słodki uśmiech rozciągnął zaróżowione wargi. Była w tym rozczulająca, jakże słodka i niewinna. Postronny mógłby nawet stwierdzić, że jest to dyskusja prowadzona przez dwójkę przyjaciół lub damę z wysokiego rodu, która cieszy się z obecności na statku, na którym nigdy nie zdołała się znaleźć. Prawda była jednak zgoła inna, bo pomimo iż serce panienki Borgin dudniło w więzieniu żebrowym w niewysłowionej ekscytacji, tak ona sama pozostawała niewzruszona. Nie ufała mężczyznom, a tym bardziej ich dziwnym zachciankom, których nie dało się wyjaśnić w logiczny sposób.
- Żartujesz sobie, prawda? Odciągasz mnie od obowiązków i sądzisz, że ja to tak zostawię? O, nie, mój drogi… Tym razem, to ja ci tego nie podaruję i obiecuję, że jeszcze na kolanach będzie błagał o wybaczenie – zapominała o konwenansach, lecz przecież Hav nie był typowym szlachcicem. Przypominał jej coś nieodgadnionego, skąpanego w efemerycznych kłamstwach. Chełpiła się jego towarzystwem, a zarazem odczuwała cudaczny, niewysłowiony lęk. Lęk przed nieznanym, nad którym nie potrafiła panować; uwielbiał bowiem kontrolę, którą odbierał za każdym razem, gdy niespodziewanie przedzierał się przez kolejne ścieżki jej życia. W meandrach żył buzowała krew, a narastająca frustracja zaczynała być przysłaniana przez niemoc, która ogarnęła ją w chwili, gdy horyzont miasta stawał się w młodzieńczym umyśle coraz bardziej odległy.
- Och, lordzie, skoro planowałeś ze mną tak niebywałą randkę, należało wysłać list z dogodnym terminem, do którego mogłabym się dopasować – zaczęła swoją tyradę, a z każdym słowem robiła krok w jego stronę. Wydawała się być władcza, dominująca, a zarazem poddana męskim decyzjom, z którymi nie musiała się zgadzać. Nie była wszakże potulną lady, tylko czarownicą o niższym statusie krwi. - Założyłabym piękną suknię, biżuterię i nie okazałabym się taką niewychowaną dzikuską z Nokturnu – zakpiła, po czym ruszyła przed siebie. Potrzebowała chwili, by złapać oddech, uspokoić się i ukoić rozkołatane nerwami serce. Żałowała wszak, że ich znajomość przepełniona była nieoczywistymi zwrotami akcji, dla których – warto było żyć, o ile nie było się nią, Lisbeth Borgin, dziewczyną skrytą w mroku parszywej ulicy i wyzbytej z arystokratycznych tytułów.
- Czym sobie zasłużyłam na takie uznanie? – zapytała, nie kryjąc ciekawości. Co jak co, ale była kobietą – one lubiły dociekać, drążyć. W tej materii, córka Gustava nie różniła się niczym od swoich równolatek i tych bardziej starszych. Przyglądała się twarzy Haverlocka, próbując odnaleźć odpowiedzi na jeszcze nie zadane pytania, ale im dłużej to trwało, tym bardziej wątpiła, że chce je odszukać.


Powrót do góry Go down
Haverlock Travers
Haverlock Travers

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Plaża - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Plaża [odnośnikPlaża - Page 4 I_icon_minitime19.04.20 23:31

Panna Borgin winna wpierw zastanowić się czy zemsta na kimś, z pozycją jaką posiadał lord Travers była posunięciem mądrym. Haverlock był jednym z tych, którzy mieli wiele do powiedzenia w dziedzinach, których inni mogliby się nie spodziewać, nic jednak dziwnego, gdy jego ród był numerem jeden w kwestii czarodziejskiego handlu morskiego, z kontaktami wokół całego globu. Taki ktoś, jak on mógł wiele, zapewne wiele więcej, niż dziewczyna mogła sobie wyobrazić.
Ach, uwielbiał charakterne kobiety! Te, w przeciwieństwie do mdłych szlachcianek nie nudziły mu się tak szybko, nawet jeśli i w tych przypadkach poważnie wątpił w większą inteligencję tych pięknych stworzonek, nawet jeśli znał kilka wyjątków, które w piękny, niemal finezyjny sposób potwierdzały jego wieloletnią regułę, zaszczepioną przez... W zasadzie, już chyba nie pamiętał, kto zasiał w nim te przekonania.  
Mężczyzna pokręcił głową w geście rozbawienia, słysząc groźbę jaką pokierowała w jego kierunku. Nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu, wszak to on był kapitanem tego statku i to on - nie ona, decydował o tym, kto wyląduje za burtę, o ile w ogóle przyjdzie komukolwiek opuszczać statek w taki sposób. Kolejne jednak słowa, jakie padły z ust dziewczyny sprawiły że intensywnie niebieskie tęczówki szlachcica pociemniały. Z dziwnym, niepasującym do niego, wystudiowanym spokojem podszedł do dziewczyny by z nieodgadnionym wyrazem twarzy ująć jej podbródek. Nie był to jednak mocny gest, wszak nie chciał zrobić jej krzywdy, jedynie zmusić, by spojrzenie orzechowych oczu zjednało się z jego spojrzeniem. Ach, jak wiele jeszcze musiała się nauczyć ta mała gołąbeczka, jeśli nie chciała zniknąć w okrutnym, męskim świecie.
- Pamiętaj z kim rozmawiasz, moja droga. - Szorstki kciuk delikatnie przejechał po delikatnej, gładkiej skórze wzdłuż kości jej żuchwy. Niezależnie od tego, jak układała się ich relacja, słodka Lisbeth nie powinna zapominać, że miała do czynienia z ekscentrycznym lordem wpływowego rodu. Słowa, jakie padły z jego ust były dziwną mieszaniną przypomnienia, swego rodzaju groźby oraz dziwnej obietnicy, której zapewne jeszcze on sam nie potrafił jeszcze zrozumieć.
Haverlock Travers zabrał dłoń z twarzy dziewczęcia, asekuracyjnie robiąc pół kroku w tył. Tak, na wszelki wypadek, gdyby dziewczynie wpadł do głowy jakiś głupi pomysł.
- Panno Borgin, nie sądziłem, że ma panna tak krótką pamięć. - Zaczął z psotnym uśmiechem na ustach, zakładając ręce na szerokiej piersi. - Wysłałem list z dogodnym terminem, w którym zawarta była dokładna data oraz godzina naszego spotkania. Moje pojawienie się nie było więc niezapowiedziane, gdyż dziś właśnie mamy ten dzień. - Uśmiechnął się szerzej wiedząc, że przecież nie mogła mu teraz wypomnieć braku jakiegokolwiek taktu, nawet jeśli takim się właśnie odznaczał. Nie zastanawiał się wiele, czas który winien poświęcić na rozmyślania przeznaczając na to, w czym był najlepszy - działanie. - Jeśli jednak obiecasz, że następnym razem mi nie odmówisz, ja mogę obiecać, że dostosuję się z terminem do Twojego planu dnia. - Dodał, uznając to za wspaniałomyślną propozycję.
Haverlock ostrożnie podszedł do dziewczyny, by subtelnie objąć ją ramieniem.
- Nie tutaj, moja droga, nie tutaj. - Powiedział przyciszonym głosem, wprost do jej ucha. Lepiej, gdy pewne rzeczy nie docierały do uszu niepowołanych osób. Nie czekając na jej odpowiedź ruszył w kierunku jego kajuty, pomagając pannie Borgin zejść po trzech, wilgotnych schodkach by zamknąć za nią dokładnie drzwi. Oczom dziewczęcia ukazało się przestronne, bogato zdobione pomieszczenie pełne wytwornych, cholernie drogich mebli oraz dekoracji w stylu marynistycznym. Kanapy, biurko pełne map, a w samym centrum stolik, zastawiony najróżniejszymi przysmakami.
- Wolisz wino czy herbatę? - Spytał grzecznie, prowadząc dziewczynę do stołu, by odsunąć przed nią krzesło.




I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Powrót do góry Go down
Lisbeth Borgin
Lisbeth Borgin

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7869-lisbeth-borgin https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : zaklęta w mroku Nokturnu
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Actus hominis, non dignitas iudicetur
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

Plaża - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Plaża [odnośnikPlaża - Page 4 I_icon_minitime25.04.20 18:48

Nie była jednoznaczna w całej swej postawie. Przypominała ulotność, która niewątpliwie mąci pozór spokoju, aż wreszcie staje się nieodłączną, uzależniająca. Czy nie takie były ich spotkania? Lubiła towarzystwo Traversa, który hipnotyzował ją swoją siłą i władczością, a zarazem nie zmuszał do uległości. Była przekorna, niepoukładana – daleko od doskonałych szlachcianek, którymi się otaczał. Nie można jednak było odmówić panience Borgin klasy, którą niewątpliwie posiadała, bo tę odziedziczyła po matce, podobnie jak talent do malarstwa i słabość do ekstrawaganckiego życia.
Nagły dotyk sprawił jednak, że zastygła w miejscu, patrząc na niego. Jasne tęczówki sunęły po krzywiznach męskiego oblicza, a dłoń nieświadomie osiadła na torsie Haverlocka. Serce uderzało donośnie, a myśli pędziły, zderzając się raz po raz w ścianach czaszki. Nawarstwiające emocje otępiły na moment Lisbeth, jakby nie była przygotowana na męską bliskość, której dopuścił się w sposób nagły.
- Z moim ulubionym lordem – odparła bez zastanowienia, starając się okiełznać roztargnienie, które obecnie przejmowało nad nią pełnię kontroli. Wiedziała, z czym wiążę się niespodziewany aspekt splecionych dłoni, sylwetek czy nawet subtelnych muśnięć. Wizje nadchodziły nagle, a towarzyszący temu ból był zbyt intensywny, by móc go zaakceptować w jakiejkolwiek formie.
Przekorność wybrzmiała więc w głosie ciemnowłosej, byle odepchnąć od siebie przekleństwo jakim było posiadanie trzeciego oka. Nie mogła wszakże dopuścić do tego, by w jego obecności dostrzegać przyszłe aspekty codzienności.
To było złe. Nieodpowiednie.
Nie mogło mieć teraz miejsca.
- Możliwe, ale… Nie przypominam sobie takiego listu, a mimo twojego pokrętnego charakteru i usposobienia – lubię twoje towarzystwo, więc nie widzę przeciwskazań, by spędzać z tobą czas… – wyjaśniła pospiesznie, doszukując się w pamięci pergaminu, na którym informował ją o tym spotkaniu. Nie była jednak w stanie nawet zacytować listu czy powtórzyć daty, w której sowa osiadła na jej parapecie. Zapewne – miał rację, ale nie chciała obecnie z nim walczyć, dlatego też z uległością poszła zgodnie z wyznaczonym kierunkiem, by to tam skupić się całkowicie na swym rozmówcy, którego przepełniania nieokreślona enigma, jaką chciała posiąść.
- Nie odmówię, ale najpierw ustalmy zasady… – zażądała, gdy wreszcie mogła przyglądać się najdroższym materiałom, które okalały kajutę Traversa. Uniosła nawet wymownie brew, jak gdyby nie robiło to na niej większego wrażenia, bo choć wychowywała się z dala od bogactw, znała ich smak. Brat dostarczał jej zbyt wiele drogocennej biżuterii, którą zachowywała lub wykorzystywała jako podkładka pod klątwy.
- Nie jestem jedną z wielu kobiet, którymi się otaczasz, więc – p r o s z ę – nie przekraczaj granic cielesności – powiedziała, patrząc mu z dozą wyzwania w spojrzeniu. Nie musiał rozumieć, bo choć nie znała przyjemności płynącej z intymności, to nie zamierzała dopuszczać do siebie kogokolwiek. Obietnice i postanowienia można łamać, ale Borgin była zbyt stanowcza w kreacji świata, jaki utworzyła w swej podświadomości.
- Poproszę wino – stwierdziła, siadając na krześle i analizując nieustannie przepych i splendor czterech ścian. Bogactwo odbijało się niemalże od fasady pomieszczenia, co uciskało dziwnym uczuciem na żołądek młodej czarownicy. Złoto nie miało żadnej wartości, wszak w każdej chwili można było je stracić, więc – po co się przywiązywać?
- Ty co zamierzasz pić? Nie wiem, czy należy przesadzić czy zachować zdrowy rozsądek w trakcie opróżniania kieliszka – zakpiła, bo wciąż nie poznała planów Haverlocka, dla których ją tutaj ściągnął.


Powrót do góry Go down
Haverlock Travers
Haverlock Travers

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8259-haverlock-travers#238681 https://www.morsmordre.net/t8313-skrzynka-odbiorcza-lorda-travers#240601 https://www.morsmordre.net/t8314-lord-haverlock-travers#240602 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t8315-skrytka-bankowa-nr-1988#240603 https://www.morsmordre.net/t8316-haverlock-travers#240604
Zawód : Król portu w Cromer i siedmiu mórz
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Nie da się bowiem konkurować z morzem o serce mężczyzny. Morze jest dla niego matką i kochanką, a kiedy nadejdzie czas, obmyje jego zwłoki i ukryje wśród koralu, kości i pereł.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Plaża - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Plaża [odnośnikPlaża - Page 4 I_icon_minitime27.04.20 0:48

Mężczyzna uniósł nieznacznie brew, gdy delikatna dłoń dziewczęcia spoczęła na jego piersi. W przeciwieństwie do niej, nie przeszkadzał mu dotyk drugiej osoby, zwłaszcza tak uroczych, słodkich kobietek jak panna Borgin. Ach, czyżby taki był na nią sposób? Nie wiedział o jej przekleństwie, nie miał również pojęcia o tym, że dziewczyna nie miała najmniejszego doświadczenia w relacjach damsko - męskich.
Niebieskie ślepia nie odrywały się od buzi dziewczyny, gdy niewiele myśląc nachylił się nad nią, zmniejszając między nimi dystans. Delikatnie, spokojnie jakby nie chciał jej spłoszyć a czas na chwilę się rozciągnął. Zatrzymał się dopiero, gdy ich twarze dzieliło ledwie pół centymetra, a wydychane powietrze mogło się mieszać. Uśmiech pojawił się na lordowskiej twarzy, gdy przez jedną, krótką chwilę nie odrywał spojrzenia od orzechowych oczu.
- Uznam to za komplement. - Z tymi słowami odsunął się, pozwalając tamtej chwili przeminąć, z czystym zadowoleniem wypisanym na ustach. Ach, uwielbiał takie gry! Pełne napięcia, niedomówień oraz zwykłych, prostych gestów potrafiących przyspieszyć krew pędzącą w żyłach. Kolejne słowa, dotyczące jego listu skwitował jedynie uśmiechem, tak samo jak fakt, iż nie miała przeciwwskazań do spędzania z nim czasu. A od tego jedynie kilka kroków od tego, co najbardziej go interesowało i co, być może, uda mu się osiągnąć.
Zainteresowanie odbiło się w jego oczach, gdy dziewczyna wspominała o jakichś zasadach. Ach, nie przepadał za nimi, zawsze mając problem z wpasowaniem się w normy a wszelkie zakazy, działały na niego niczym płachta na byka. Gdy powiedziała, o co chodzi… Ręce aż świerzbiły go by ułożyć je na jej delikatnym ciele, byleby postawić się dziwnej zasadzie.
- Nie lubisz, jak się Cię dotyka, moja droga? Czy to może wymóg Twoich bliskich? - Zapytał, unosząc z zaciekawieniem brew. Panna Borgin odstawała od schematu młodych, zapewne samotnych‌ (dziewczę to zdawało mu się być trzymane pod kloszem, stąd te wnioski) kobietek. Te zwykle aż prosiły się o odrobinę dotyku bądź zainteresowania, nie raz samym go inicjując udając dziwne przypadki. Do tej pory nie spotkał kobiety, która kategorycznie odmawiałaby jakiegokolwiek dotyku co przykuło jego zainteresowanie. Był ciekaw, co za tym stało; co sprawiło, że młoda i ładna dziewczyna od razu stawia takie, a nie inne zasady. Był pewien, że w relacjach z płcią przeciwną już nic go nie zaskoczy.
Nie przywołał służących, chcąc aby dzisiejsza kolacja minięła im w atmosferze konfidencjonalności wierząc, że taki przebieg spotkania będzie dla nich pomyślniejszy. Ostrożnie napełnił kieliszek Lisbeth, uśmiechając się na dźwięk jej słów.
- Należy… Ech, a na co Ty masz ochotę, droga Lisbeth? Chcesz zachować zdrowy rozsądek czy choć na jedną chwilę przesadzić i poddać się temu, na co rzadko masz sposobności? - Odpowiedział pytaniem na pytanie, z zaciekawieniem zerkając na swojego gościa. Nie chciał narzucać jej zachowania - wręcz przeciwnie życzył sobie aby dziewczyna poczuła się w jego towarzystwie swobodnie, by mogli przejść do tego, co chciał jej zaproponować. W odpowiedzi na jej pytanie napełnił swój kieliszek, który po chwili uniósł w niemym toaście, aby upić z niego kilka łyków.
- Częstuj się, mam nadzieję, że jedzenie przypadnie Ci do gustu. - Dodał jeszcze, czekając z nałożeniem swojej porcji, wszak to gość zawsze miał pierwszeństwo. - Jak mijają Ci dni? - Zadał pozornie proste, nic nie znaczące pytanie wyszukując w nim odpowiedzi która go interesowała.




I have sea foam in my veins
I understand the language of waves

Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Metamorfomag

Plaża - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Plaża [odnośnikPlaża - Page 4 I_icon_minitime27.01.21 21:58

18 sierpnia 57'

Długi czas zwlekał z odpowiedzią na list otrzymany od mężczyzny, któremu najwyraźniej ktoś bardzo mocno podpadł tudzież to właśnie on sprawiał problemy potencjalnej ofierze. Zlecenie było trudne, praktycznie niemożliwe do realizowania szczególnie za zaproponowaną kwotę galeonów, dlatego szatyn nie podjął się zadania od razu. Cenił każdego sykla, ale przy tym miał własny rozum i wiedział, że pogoń za jedną monetą bez względu na ryzyko było zwykłą głupotą lub desperacją, a w końcu aż tak źle u niego nie było. Pragnął inwestować, bogacić się i nie obawiał się przy tym ilości oraz ciężkości pracy, ale zabawa z przekleństwami to nie był jednak ciepły stołek w Ministerstwie Magii. Jeden błąd mógł kosztować do zbyt wiele, a w końcu czarna magia przyzwyczaiła go do własnej nieprzewidywalności.
Po długich negocjacjach przystał na propozycję, która go satysfakcjonowała. Mimo skomplikowanej strukturze przekleństw oraz ich ilości zdecydowanie zmniejszył poziom ich zaawansowania, dzięki czemu istniało mniejsze prawdopodobieństwo wpadki – właśnie na tym najbardziej mu zależało. Wykreować zasięg klątwy obejmującej większą powierzchnię było niemożliwe, dlatego musiał skupić się na kilku mniejszych, tak aby ofiara nie mogła pomóc sobie chociażby szczęściem.
Przygotowania były mozolne, w szczególności jeśli rozchodziło się o przygotowanie baz, dlatego rozpoczął je kilka dni przed planowaną wyprawą do celu. Rozpaliwszy płomień pod kociołkiem zaczął całą procedurę począwszy od wlania żółci kobry – plugawej ingrediencji – a następnie fiolki krwi. Oczekiwał, aż mikstura nabierze właściwej temperatury, a następnie przelał zawartość do szklanego, szczelnego pojemnika. Uczynił tak jeszcze kilkukrotnie, lecz korzystając z innych składników dodatkowych i finalnie serc chcąc mieć spory zapas baz pod ręką, tak aby nawet w przypadku niepowodzenia móc spisać nowy pergamin. Takowych również nie żałował i spakował do skórzanej torby cały plik. Etap warzenia fundamentu przekleństw trwał trzy dni i kiedy tylko zyskał pewność, że powinno mu to wystarczyć zabrał resztę niezbędnych rzeczy, zmienił wygląd swej twarzy w znacznie starsze, ostrzejsze rysy, po czym opuścił mieszkanie.
Kłąb czarnej mgły osiadł na chłodnym piasku plaży w Norfolk, po czym wyłoniła się z jej odmętów męska sylwetka. Drew rozejrzał się badawczym wzrokiem dookoła siebie, aby zyskać pewność, że pozostawał sam w tym dość popularnym miejscu. Nie chciał mieć ogona, podobnie jak jakichkolwiek świadków, bowiem mimo zadbania o anonimowość wizualną preferował działanie z ukrycia. Jakakolwiek para oczu zawsze zwiększała ryzyko, gdyż nigdy nie można było mieć pewności do kogo należała. Konieczność stoczenia pojedynku nie stanowiła dla niego przeszkody nie do pokonania, znał swe umiejętności i wiedział, że w boju był trudnym przeciwnikiem, jednakże przy tym znał kapryśność magii i niezwykle istotny element szczęścia. Zwykle powiadało się, iż sprzyjało ono lepszemu, lecz w praktyce już wielokrotnie przekonał się, że nie miało to przełożenia na rzeczywistość. Nie musiał daleko szukać wpadki, która choć finalnie okazała się jedynie małym potknięciem, to w trakcie zjeżyła włos na głowie. Wraz z Deirdre byli wprawieni w czarnoksięską sztukę, a mimo to dwóch przeciętniaków o mało nie spuściło im łomotu przy wieży astronomicznej. Wówczas wspominał o tym z przymrużeniem oka, lecz w głębi siebie wiedział, że do sromotnej klęki dzieliła ich wyjątkowo wąska granica.
Szybkim krokiem skierował się w głąb lądu, a następnie odbił w jedną z wąskich, wciąż piaszczystych ścieżek, która prowadziła do niewielkiej, sezonowej posiadłości. Widok, jaki zastał upewnił go, iż ofiarą nie mogła być przeciętna osoba, lecz ktoś zdecydowanie bardziej wysoko postawiony. Nigdy nie wnikał w powody sporu uznając to za zbyt wścibskie, dlatego pozostawało mu snuć domysły, choć i takich zwykle unikał. Płacił, wymagał i na tym kończyła się rozmowa na linii zleceniodawca – zaklinacz. Wówczas jednak uśmiechnął się kpiąco pod nosem rozumiejąc, że prawdopodobnie nie rozchodziło się o nic innego jak galeony; być może miał nader wielki dług? Może ofiara zawierzyła mu w pewnym interesie i straciła na nim nader wiele, aby tak po prostu odpuścić? Prawdy nigdy nie przyjdzie mu się dowiedzieć, ale w końcu i tak nie była mu do niczego potrzebna. Liczyła się tylko rychła zapłata za czas, umiejętności i wykorzystane bazy, do których zdobyć ingrediencje nie było nader łatwo.
Zatrzymując się pod drewnianym płotem wpierw upewnił się, czy aby na pewno ktoś wcześniej nie zadbał o stosowne zabezpieczenia. Wypowiedziawszy kilka inkantacji odetchnął z ulgą, bowiem nie wykrył nic sygnalizującego o niebezpieczeństwie, dzięki czemu pewnie nacisnął klamkę furtki i wszedł na niewielki ogródek. Skierowawszy się bezpośrednio pod drzwi wejściowe otworzył zamek i przekroczył progi letniej posiadłości, która zwłaszcza w środku budziła niemały podziw. Wszystko zdawało się być jeszcze bardziej eleganckie jak na zewnątrz, aczkolwiek zamiast nacieszyć oko wybornymi meblami skupił się na wyeksponowanym barku i jego zawartości. Wygiął wargi w szerokim uśmiechu, kiedy jego wzrok przykuła otwarta butelka starej, dobrej szkockiej i chwyciwszy ją w dłoń uzupełnił stojące nieopodal, zdobione złotym reliefem szkło. Zdecydowanie bardziej preferował pracować z alkoholem w ręku, dlatego po upiciu sporego łyka i rzecz jasna ponownym wypełnieniu whiskaczówki – udał się na piętro, aby od tego miejsca rozpocząć mozolne zapisy. Zapasów wystarczy na długie godziny, a właśnie tyle miało zająć mu nałożenie sporej ilości przekleństw.
Przykucnął w wąskim korytarzu i wysunął ze skórzanej torby pergamin oraz kałamarz, do którego wlał zawartość bazy o sercu z ludzkiego oka. Wolno wymieszał zawartość krańcem różdżki, a następnie wolnym ruchem wsunął w otwór jej czubek i rozpoczął kreślenie skomplikowanych składni runicznych na drewnianej posadzce, która „ugięła” się pod jej naciskiem. Poruszał się po obwodzie zaznaczając dokładne miejsce działania przekleństwa lodowego diademu i finalnie skierował się na sam środek, aby wyryć ostatnią, wiodącą runę – Isę. Nie miała ona swej pozycji odwróconej, jednakże doskonale wiedział, iż należało kreślić ją od dołu do góry, aby nie zmarnować całego nakładu pracy. Dźwignąwszy się na równe nogi upewnił się, iż wszystko było gotowe, po czym opuścił runiczny krąg i wypowiedział zaklęcie aktywujące. Nie musiał się martwić, iż wpadnie sam w swe sidła – nie zamierzał już więcej pojawiać się na szczycie bogato zdobionych schodów. Po wszystkim powrócił na najniższe z pięter i upijając zawartość szkła ponownie je uzupełnił.
Klątwa Matni należała do równie skomplikowanych, choć i tak była znacznie prostsza niżeli ta, którą w pierwowzorze „zamówił” zleceniodawca. Miała ona obejmować swym zasięgiem część salonową, dlatego udał się w owe pomieszczenie i przykucnął na drewnianej posadzce. Tym razem zamiast bazy z sercem z oka użył ludzkiej krwi. Spokojnym, acz zdecydowanym ruchem wymieszał czarną maź i zamoczywszy kraniec wężowego drewna rozpoczął pracę z kolejnymi runami. Ponownie rozrysował skomplikowany okręg zapisując w nim działanie przekleństwa, a następnie przeszedł do jego środka, aby zwieńczyć rytuał znakiem Sowilo. Opuścił dany obszar i wypowiedział cicho zaklęcie Ordior zyskując pewność, że i tym razem czarnomagiczna sztuka mu sprzyjała.
Mijały kolejne minuty zmieniające się w godziny. Szatyn mimo opróżnienia połowy butelki nie tracił swej koncentracji na zadaniu i sprawnie przeklinał kolejne pomieszczenia. Nie rozumiał, dlaczego mężczyźnie zależało na tak wielkiej ich ilości – w końcu wystarczyłaby jedna, aczkolwiek znacznie bardziej wymagająca tuż przy wejściu – ale nie miało to dla niego większego znaczenia. Liczył się tylko i wyłącznie zarobek, który wkrótce miał zasilić jego sakwę.
Finalnie pozostało już tylko nałożyć klątwę odporności na klamkę, która uodparniała ofiarę na działanie wszelkich eliksirów. Tym razem niezbędny był mu pergamin, na jakim zapisał szereg znaków i związał je z przedmiotem za pomocą runy wiodącej. Zaraz po wyjściu i zamknięciu drzwi skorzystał z zaklęcia Colloportus, po czym uaktywnił przekleństwo. Wszystko zdawało się być gotowe na przybycie ofiary, dlatego nie wahając się ani chwili dłużej zmienił się w kłąb dymu i udał na Śmiertelny Nokturn. Dopiero tam posłał sowę do zleceniodawcy informując go o ukończeniu zlecenia. Wiedział, że klątwy nie zakańczały swego działania mimowolnie, dlatego nawet jeśli ofiara pojawi się tam dopiero po nowym roku to i tak wpadnie w sidła swego oprawcy.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
 

Plaża

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Norfolk-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21