Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ruiny Mer-Akha, Walia
AutorWiadomość
Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]17.07.17 1:41
First topic message reminder :

Ruiny Mer-Arkha

Mer-Arkha było ongiś, jeszcze przed ustanowieniem Walii Walią, miastem goblińskim  - jedną z ich najpotężniejszych twierdz, owianą chwałą i mrożącymi krew w żyłach legendami, opowiadającymi tak o męstwie oraz odwadze, jak i braku litości, pragmatyzmie i krwawych, pozbawionych litości podbojach. Mer-Arkha zostało jednak zrównane z ziemią tysiące lat temu przez przodków najdawniejszych rodów celtyckiego pochodzenia - kładąc kres goblińskiej ekspansji w tym rejonie. Pozostałości po mieście wydają się być żywą lekcją historii - choć nieliczne, to te, które pozostały, wydają się zachowane w doskonałym stanie. Nic dziwnego, gobliny uchodzą za doskonałych budowniczych - ani wojna ani wiatr nie zetrą ich konstrukcji w pył. Oprócz trzech nadkruszonych domów ujrzeć można fragment niegdyś ogromnego muru obronnego, studni oraz wysokich miejskich schodów, a także niedużą część sali tronowej, włączając w to sam - podniszczony, ale zachowany - imponujący kamienny tron, na którym zasiadał w tamtym czasie gobliński król, Gambra Waleczny. Fakt, że ruiny znajdują się raczej dalej od cywilizacji niż bliżej i zarośnięte są wysokimi drzewami, nie powstrzymuje mugoli przed dotarciem tutaj - czasem przewijają się pojedynczy turyści, którzy mnożą teorie spiskowe odnośnie tego, czym właściwie te ruiny są - zwykle stawiając na pozaziemską cywilizację.

Jeśli posiadasz przynajmniej III poziom biegłości historia magii, możesz służyć za przewodnika czarodziejów po tym miejscu i opowiedzieć więcej o dawnej wojnie oraz związanych z nią legendach.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 12.03.19 13:37, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 13 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]12.09.20 19:44
Cienie i lustra zdawały się zdominować przestrzeń dziwnego domu. Jego rozmiarów, przynajmniej od środka, nie dało się określić jego rozmiarów, zniekształconych przez długie oraz zawiłe korytarze luster. Mało osób zwykło zachodzić do tej chaty, jeszcze mniej decydowało się by pozostać na dłużej, uważnie przyjrzeć się znajdującym się tu taflom bądź zbadać ich powierzchnię opuszkami palców. Mało… Nie dziwnym był więc fakt, że dwójka podróżnych skupiająca uwagę na lustrach zwróciła uwagę mężczyzny, czającego się gdzieś w cienistym mroku właściciela kramu.
Obserwował.
Korzystając z ukrycia i nieodpowiedniej uwagi zwiedzających przyglądał się ich ruchom oraz wsłuchiwał się w brzmienie ich głosów. Żywioły, miedź, przepływ magii… Bystre oczy zalśniły w ciemności zainteresowaniem. Co żeś mi dziś przyprowadził, piękny losie? Wyrecytował w myślach, na jedną, krótką chwilę przenosząc spojrzenie ciemnych tęczówek ku sufitowi pomieszczenia.
Chwila obserwacji wystarczyła, by wysnuł śmiałą teorię, iż to kobieta była osobą decydującą w tej dwójce. Ba, ten fakt wcale go nie zdziwił. Znał kobiecą inteligencję. Wiedział, że doskonale wiedziały jak stanąć, jak się odezwać oraz jakie subtelne spojrzenie posłać by owinąć sobie męskie serca wokół palca, przejmując sterowanie nad ich umysłami. Sprytne bestie, których towarzystwo spowity w cieniu mężczyzna upodobał sobie najbardziej. Pozbycie się mężczyzny subtelne skierowanie kroków mężczyzny w inną stronę nie było trudne. Wpierw jedno lustro, później drugie, trzecie, czwarte… Zgubił go labirynt lustrzanych tafli.
Tak, teraz mógł przystąpić do działania.
Jego kroki były ciche, balansujące gdzieś na granicy słyszalności nie zdradzały jego obecności. Sztuka ćwiczone na przestrzeni wielu lat, zdawała się przynosić odpowiednie skutki. Stanął odrobinę z boku, tak by jego postać nie pojawiła się w tafli oglądanego przez dziewczynę lustra.
- Przypadło pannie do gustu? - Spytał ostrożnie, głosem słyszalnym lecz odrobinę przyciszonym, jakoby znajdowali się w sanktuarium nie godnym podniesionych głosów. Ciemne, bystre tęczówki w ciemności tego pomieszczenia zdawały się zlewać ze źrenicami, nie odrywając spojrzenia od stojącej przed nim dziewczyny. Sam mężczyzna był istotą nad wyraz dziwną, gdzieś między zjawą a czarodziejem. Fizyczny lecz w pewien sposób nie materialny; stojący na wyciągnięcie ręki lecz jakoby oddalony o setki mil. Rysy jego twarzy były ostre, odrobinę kanciaste, przywodzące na myśl strzeliste góry. Skóra głowy nie była przyozdobiona ani jednym włosem, a brwi były tak jasne, że niemal niewidoczne. Tak, dziwną istotą był tutejszy władca luster.
- Szkło z najlepszych surowców przetopione przez rzemieślników z dalekich stron. Warstwa zwierciadła wykonana z czystego srebra, ręczne rzeźbienia przyozdobione miedzią… - Kąciki ust mężczyzny wygięły się w pokracznym uśmiechu. - Tak, to dobry wybór… O ile pannę na niego stać, panno…? - Ręce mężczyzny, skryte obszerną, czarną szatą splotły się na jego piersi w wyraźnym oczekiwaniu odpowiedzi, na to, co nie zostało jeszcze wypowiedziane.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 13 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]13.09.20 11:26
Nie wiedziała, w którym momencie Calder zniknął jej z oczu. Brak jego głosu wcale nie zniechęcił jej do dalszego mówienia i tłumaczenia na język naukowy swoich skomplikowanych, splątanych w kłębek myśli, cały czas przecież miała wrażenie, że jest tuż obok, kilka kroków za, obok albo przed nią – poprawnym stwierdzeniem było jedynie „wrażenie”; Calder zniknął z jej pola widzenia, choć zdawało się, że lustra jeszcze znają jego cień, sylwetkę mijającą kolejne ramy srebrzystych tafli. Fascynacja jednym z nich, dokładnie tym, które stało przed nią w swej intymnej nagości, odbijając od siebie jej własną sylwetkę, lśniąc w świetle świec odbijanym od każdego załamania na zdobionej ramie. Było piękne, cudowne, odrobinę przypominało jej to, w które usilnie wpatrywała się w dzieciństwie; dokładnie to, w którym szukała śladów świata zamkniętego po drugiej stronie. Głos mężczyzny, tak niepodobny do tego, który należał do Caldera, wytrącił ją z równowagi. Zareagowała na niego spięciem mięśni, umysł odnalazł mroczne cienie przeszłości, głębokość i jednoczesna subtelność tembru skłaniały ją do sądzenia, że to Aspen. Czyżby wrócił z zaświatów po zemstę?
Obróciła się tak, by go dobrze widzieć, prawa dłoń powędrowała do paska sukni, o który zaczepioną miała różdżkę. Rączka z figowego drewna była chłodna, jakby chłonęła magię obecną w budynku i odpowiadała na nią w tym samym języku. Wzięła głęboki wdech. Nie mogła zdradzić zaniepokojenia, człowiek nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego, to było jego terytorium, musiało być. W końcu przyszła tu w interesach i jeśli nie wyjdzie z pracowni z potrzebnymi lustrami, badania się przesuną, a do tego nie mogła doprowadzić.
Owszem. Właśnie takiego szukałam – lekko uniosła brodę, obserwując jego twarz, rozszyfrowując emocje skrywane pod maskę skóry. Był… magnetyzujący. Jak lustra, które sprzedawał, a które swoją zdradliwą naturą mogły zabić. Była ostrożna. Słuchała go uważnie, każde słowo analizując i pytając sama siebie, jakie miał intencje. – Yana Dolohov – wstydziła się tego nazwiska, ale to jedyne, jakie miała, a przedstawienie się samym imieniem w takiej sytuacji mogło zostać uznane za obraźliwe. – Złoto, które obmywa ramę, jest złotem głupców czy drobinkami karatu? Od tego również powinna zależeć cena, w kwestii której, mam nadzieję, się dogadamy. Bo widzi pan, panie… – przymrużyła lekko powieki, nie odstępując mu kroku w kreowaniu maleńkich wyzwań. Nie zbliżała się o krok, nie oddalała, nie uciekała. – Należę do czarodzieja, którego moc sięga dalej, niż kogokolwiek, kto chodził po tym ziemskim padole. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwej, nie ma też rzeczy zbyt drogiej, by nie był zdolny jej posiąść, a idąc za tym – wszystko, czego pragnie i potrzebuje, staje się jego własnością. Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać posłał mnie, by zdobyć lustro, o którym mówimy – delikatnie przechyliła głowę na bok, nienachalnie przyglądając się czarodziejowi stojącemu przed nią. – Nie przekonuję pana, raczej wskazuję drogę, którą powinniśmy kroczyć. Te lustra przydadzą się jego sprawie, a twój czyn nie zostanie zapomniany, jeśli tylko oddasz je w moje ręce.
Miała przy sobie pieniądze, ale jego ton wskazywał na to, że lustrzany kunszt i tak kosztował więcej. Musiała więc sprawnie operować drobną umiejętnością perswazji, jaką posiadała, zdając sobie jednocześnie sprawę z tego, że rzucanie Jego imieniem na prawo i lewo nie zostanie odebrane dobrze. Teraz jednak miała ku temu powód.


we're all killers
we've all killed parts of ourselves

to survive

Yana Dolohov
Zawód : badaczka, numerolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ty mi ciągle
z dna pamięci
wypływasz jak

t o p i e l e c

OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7237-yana-dolohov#194477 https://www.morsmordre.net/t7240-hieronim https://www.morsmordre.net/t7239-kiedys-o-mnie-uslysza#194529 https://www.morsmordre.net/f274-smiertelny-nokturn-2 https://www.morsmordre.net/t7794-skrytka-bankowa-nr-1773#217747 https://www.morsmordre.net/t7714-yana-dolohov
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]13.09.20 13:37
Nie drgnął nawet, gdy uwaga dziewczęcia skupiła się na jego osobie. Trwał tak, w statycznej formie wodząc ciemnym spojrzeniem po rysach jej twarzy. I wiedział, że z pewnością ją zapamięta. Yana Dolohov. Ta która chciała stworzyć wrota z lustra. Nie wiedział, dokąd te lustra miałyby prowadzić, podejrzewał jednak, że sprawa może być co najmniej interesująca.
- Miło mi cię poznać, Yano. - Odparł głosem chłodnym, zdającym się wydobywać gdzieś z oddali jego organizmu. Próżno było szukać w nim przyjacielskich nut bądź uprzejmości, dało się jednak zauważyć dziwną ciekawość.
- Zdobienia wykonano z czystego, prawdziwego złota, panno Dolohov. - Odparł jedynie na zadane pytanie, nie kwapiąc się aby zdradzić swoją własną tożsamość. Był panem luster, władcą tego miejsca, a jeśli dziewczę było na tyle bystre, jak się zdawało, winno samo domyślić się jego imienia.
Kolejnych słów jakie opuszczały usta dziewczyny słuchał uważnie, z dłońmi splecionymi na piersi i spojrzeniem nie odrywającym się od jej twarzy. Wiedział o kogo chodzi. I jak doskonale wiedział o kim jest mowa, tak nie podobały mu się zawoalowane groźby, płynące z jej ust. Ciemne spojrzenie powędrowało po jej przedramionach, poszukując znaków, które potwierdziłyby go w przynależności do Czarnego Pana.
- Ten, Którego Imię Wzbudza Strach z pewnością ma ważniejsze sprawy, niż kierowanie swojego spojrzenia w kierunku zapomnianego przez Merlina miejsca, do jeszcze bardziej zapomnianej chaty. - Odpowiedział, powolnie unosząc ramiona we wzruszeniu. - Nie łatwe jest życie w tych okolicach, Yano. Twoje oczy doskonale widzą kunszt, z jakim została wykonana tafla, nie godzi się sprzedawać tego lustra w niższej cenie. Byłoby to urazą dla rzemieślników. - Stanowczość wybrzmiewała w jego głosie. Nie zwykł ułatwiać zadań, zwłaszcza tych, tak usilnie bijących się o miejsce przy korycie. Ministerstwo czy Rebelianci… Ich działania, w głowie mistycznego mężczyzny przypominały miliony innych, bezsensownych działań, jakie świat oglądał od setek lat. A on, przynajmniej tym razem, nie miał zamiaru dokładać do tego swych dłoni. Jeśli chcieli osiągnąć sukces, jesli czegoś potrzebowali, winni zapłacić taką samą cenę, jak każdy inny.
- Chociaż… Jesteś naukowcem, prawda? Słyszałem słowa, jakie padły z Twoich ust. Wzbudziłaś moją ciekawość. I tylko dlatego byłbym skłonny odrobinę opuścić cenę… Lecz pod jednym warunkiem. - Oczy dziwnego czarodzieja błysnęły złowrogo, a ten zrobił dwa kroki w tył, by ułożyć wyjęty z kieszeni kawałek pergaminu oraz gęsie pióro. - Sprzedam Ci lustro za połowę ceny, jeśli zobowiążesz się wyświadczyć mi kiedyś przysługę. Za rok, dwa, trzy albo i dziesięć. - Dziwny grymas przypominający uśmiech wykrzywił ostrą twarz. Interesy oraz odpowiednie negocjacje były jego konikiem, zwłaszcza, gdy obiekt był równie intrygujący. - Połowa ceny oraz jeden, niewielki podpis i lustro będzie Twoje. Inaczej, musisz poszukać go w innym miejscu. - Dodał, w zapraszającym geście wyciągając ku niej dłoń, w której palcach zaciśnięte było pióro. Prosty, bezpieczny układ.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 13 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]13.09.20 18:07
Starała się go obserwować dokładnie, ale oczy uciekały co chwila na boki, szukały w lustrzanych odbiciach sojusznika. Caldera jednak nie było, zniknął gdzieś w odbiciach luster, zagubił się w świecie, którego nie znało żadne z nich – wydawało im się tylko, że potrafię go dotknąć, posmakować, ale w gruncie rzeczy obrazy po drugiej strony, choć kuszące i wyglądające na prawdziwe, były nie do zdobycia. Stała więc w tym budynku sama, w tej nienaturalnej ciszy, metalicznej i szorstkiej, słyszała bicie własnego serca.
Wypadałoby się przedstawić – nie groziła, ale stres wywołany poczuciem niebezpieczeństwa rozkazał jej zwerbalizować własne myśli tonem, który nie chciał usłyszeć sprzeciwu. To było zbyt naturalne i bezwolne, by móc się przeciwstawić woli własnego umysłu. Wypchnęła powoli powietrze przez nos, marszcząc brwi, pod którymi srebrne tęczówki pociemniały ostrzegawczo. Jej głos był wciąż stanowczy, ale najwyraźniej jego słowa wywarły na niej wrażenie, które podpowiadało, by zeszła z tonu z uwagi na podejmowane relacje. Musiała mieć dzisiaj to lustro. – Tego wymagają maniery, prawda?
Nie zależało jej na przydomku, który nosił, a o którym często z lekkim uśmiechem wspominał Bonnard – być może, bo sądził, że z uwagi na doświadczenia zwyczajnie mu wolno, a może z prostego szacunku podszytego starczą pewnością siebie. Pan Lusterko. Pieszczotliwe, nawet dziecinne, infantylne, ale wystarczyło wiedzieć, jakimi lustrami handlował, by dostrzec w tym określeniu pewną moc. Chciała znać jego prawdziwe imię. Przełknęła znów ślinę i jak zwykle starała się ukryć rodzący się strach dumą.
Cel, jakiemu posłużą, jest najwyższą dla nich nagrodą – ktokolwiek stworzył to lustro, czy były to gobliny, czarodzieje czy rzemieślnicy na usługach szlachty. I brnęła w tę argumentację, chociaż wyraźnie widziała, że nie działała na jegomościa. Kim był, skoro nawet wspomnienie o Lordzie Voldemorcie nie robiło na nim żadnego wrażenia? Cieniem jej przerażenia czy ambicji, które wiecznie żerowały na heroicznej odwadze? Powinna odpuścić czy brnąć w to dalej? Zacisnęła zęby, mimo własnego korowodu myśli słuchając, co miał do powiedzenia. Bo jego usta cały czas się poruszały, bez pośpiechu, ważąc uważnie każde słowo, co tym bardziej wzbudzało niepokój. I finalnie postawił warunek. Galeony przestały mieć takie znaczenie. Ruch zdradziły tylko jej gałki oczne, które obniżyły się, a źrenice zogniskowały na pergaminie i piórze. Poczuła ściągające się wargi, poczuła jak schną w przypływie stresu i obawy. Czy naprawdę tak bardzo zależy ci na badaniach, by zdecydować się oddać swoje bezpieczeństwo za jedno lustro? Czy tak bardzo oddałaś swoje dłonie Rycerzom Walpurgii, by podpisać umowę, której nawet nie mogłaś przeczytać? Przeniosła czujny wzrok na mężczyznę i już wyciągała palce w stronę lotki, na końcu której lśnił czarny tusz, kiedy gdzieś z tyłu głowy zalśniło wahanie. Poświęcenie. Yano, czy oby na pewno?
Palce prędko uchwyciły pióro i pokierowały nim tak, by złożyło za nią podpis – zawinięte Dolohov, eleganckie, choć odrobinę drżące od emocji ściskających gardło, pełne, surowe, wyglądające jak ucharakteryzowane cyrylicą. Oddała mu je i wolną dłonią złapała mocno górną krawędź ramy.
Odwiedzisz mnie sam czy może powinnam czekać na twojego chłopca na posyłki? – spytała uszczypliwie, nie bacząc na to, że w tonie głosu słychać pretensje i złość.
Lustro było już jej własnością. Najprawdopodobniej oddała za nie swoje życie. Czy było warto? Na takie i podobne pytania przyjdzie jeszcze czas.


we're all killers
we've all killed parts of ourselves

to survive

Yana Dolohov
Zawód : badaczka, numerolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
ty mi ciągle
z dna pamięci
wypływasz jak

t o p i e l e c

OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7237-yana-dolohov#194477 https://www.morsmordre.net/t7240-hieronim https://www.morsmordre.net/t7239-kiedys-o-mnie-uslysza#194529 https://www.morsmordre.net/f274-smiertelny-nokturn-2 https://www.morsmordre.net/t7794-skrytka-bankowa-nr-1773#217747 https://www.morsmordre.net/t7714-yana-dolohov
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]13.09.20 20:03
Kąciki ust dziwacznego mężczyzny uniosły się delikatnie ku górze, w wyrazie dziwnego rozbawienia.
- Zwą mnie Panem Lusterko. Czasem, ktoś w żarcie stwierdzi, że jestem Władcą Luster… Imię jakie nadała mi matka, jest w tym momencie nie istotne. Niczego się z niego nie dowiesz. - Odpowiedział, nie spuszczając dziewczęcia z oczu. Była w jego domu, wszelkie maniery oraz kurtuazje zdawały się być jego działką. To nie jej przyszło dziś dyktować warunki. To on niego zależał powodzenie jej myśli, a buta oraz duma w jej głosie nie były w stanie zmienić jego zdania.
Potrzebowała lustra. A każdy winien wiedzieć, że za lustra z jego pracowni płaci się najróżniejsze ceny. Uczciwe, gdyż nigdy nie żądał czegoś, czego czarodziej nie był w stanie mu zaoferować. Przyszło im żyć w takich czasach, że nawet rzezimieszki nie bili za nic. Wszystko posiadało swoją cenę, a zwłaszcza działania, mające przybliżyć do zwycięstwa. I żadne słowa nie były w stanie zmienić jego przekonania.
- Cele, jakie Ci przyświecają, nie każdy uzna za nagrodę. Złoto posiada większą wartość od ideologii. - Pewność wybrzmiała w cichym głosie, pozbawionym innych emocji. Doskonale wiedział, jak rozgrywa się wojny. Podniosłe idee nie miały z tym wiele wspólnego gdy na arenie pojawiało się złoto oraz wpływy. Wielu było takich, którzy gotowi byli sprzedać własne życie za sakiewkę złota bądź obietnice dobrobytu i wysokich stanowisk.
Gdy obserwował, jak dziewczyna ujmuje w dłoń pióro przeszło mu przez myśl, że niczym się od nich nie różni; że również jest w stanie zaprzedać duszę, by zdobyć to czego potrzebowała - w tym wypadku lustro. Kto wie, czy była aż tak oddana idei głoszonej przez Czarnego Pana? Pan Lusterko zaczynał szczerze w to wątpić.
- Dowiesz się w swoim czasie, Yano. - Odpowiedział, z satysfakcją biorąc w dłonie kawałek podpisanego dokumentu. Ciemne spojrzenie uważnie powiodło po zapisanym nazwisku, jakoby chciał się upewnić, czy złożony przez nią podpis faktycznie należy do niej.
Następnie schował pergamin do kieszeni, by przy pomocy różdżki owinąć lustro w szary papier pakunkowy oraz niewielką, prostą wstążeczkę mającą przytrzymać zabezpieczenie tafli. - Wyjście drzwiami na wprost. Do zobaczenia, panno Dolohov. - Coś w głosie mężczyzny, w sposobie, w jaki wymawiał jej nazwisko podpowiadał, że oto nie widzą się po raz ostatni. Nie, z pewnością nie jest to ostatni raz. Pan Lusterko zawsze oczekiwał spłacenia zaciągniętych długów.
Nie czekał, aż kobieta opuści pomieszczenie. Powolnie obrócił się na pięcie, by zniknąć dystyngowanym krokiem zniknąć za jednym z luster. Ciemność zdawała się odrobinę opuścić pomieszczenie, a panna Dolohov za drzwiami zauważyła swojego towarzysza.
Zupełnie jakby nic się nie stało.

zt. x2 <3


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 13 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]25.10.20 8:47
13 września 1957, piątek

Trzynasty dzień września był nieco bardziej wietrzny niż pozostałe. Zimne kamienne mury robiły na dziewczynie o wiele mniejsze wrażenie niż nierozszyfrowane zapiski dostępne w zbiorach muzeów. Wokół Ruin Mer-Akha rosły legendy, ale żadna z nich nie była na tyle fascynująca by móc określić, w opinii Aquili, to miejsce wybitnym w swojej roli zrujnowanej twierdzy. Tym razem jednak to nie samo miejsce odgrywało największą rolę, a to co działo się na jego terenie. W ten weekend odbywał się tu Targ Antyków na który zjeżdżali czarodzieje z Brytanii. Chociaż wysłannicy Ministerstwa Magii nie wyróżniali się w tłumie, z pewnością znajdywali się tam patrolując wydarzenie, dla bezpieczeństwa wszystkich. Dziewczyna nie pojawiła się jednak w Walii by rozmyślać na temat zagrożeń i politycznych dywagacjach, a jedynie by możliwie szybkim krokiem przejść targ i znaleźć przedmioty warte jej uwagi.
Dziesiątki straganów, formujących wąskie alejki, kusiło pozłacanymi figurkami, kaszmirowymi szalami z (podobno) XVII wieku oraz drobnymi klejnotami o zupełnie niewiadomym pochodzeniu. Każdy z kupców chciał jak najszybciej sprzedać cały swój towar za jak największą ilość galeonów, nie zważając ani na historię tych przedmiotów ani tym bardziej na wzniosłość miejsca w którym się znaleźli.
Aquila szła szybko, wypatrując jedynie obiektów które chwycą jej oko na pierwszy jego rzut. Tłum napierający do przodu sprawiał, że co i rusz obijała się o ramionach nieznanych jej czarodziejów, co nie było najbardziej komfortową sytuacją. Jakaś czarownica zmierzyła ją pogardliwym spojrzeniem, inna zagrodziła drogę śmiejąc się pod nosem i kompletnie nie zdając sprawy z tego z kim ma do czynienia. Ludzi zaczynało przybywać, ku uciesze kupców, a ze środka alejki nie można już było wypatrzyć na straganach niczego, poprzez szpiczaste tiary i bujne czupryny niektórych gości Mer-Akhi. Spacerując w tym tłumie wszelka autonomia Aquili Black, która powinna być odpowiednia do terenu na jakim się znalazła, została całkowicie zaburzona. Okrążały ją podejrzane i nigdy wcześniej niespotkane twarze, a poszukiwania upragnionych antyków stawały się mekką.
W ciągu ostatnich tygodni kwestionowała swoje wybory wielokrotnie, za każdym razem żałując podjętej pochopnie decyzji, jednak tym razem starała się być silna wmawiając sobie, że "nic złego jej nie grozi". Ostatecznie udało jej się przejść przez jedną z kilku alejek i chociaż wyszła z niej bez drogocennej zdobyczy, to uniknęła zmiażdżenia.
Poprzez dziwne dreszcze rozchodzące się po jej układzie nerwowym była pewna zbliżającej się paniki, to jednak nie nastąpiło. Może fakt wydostania się z tłumu był wystarczająco uspokajający, a może świadomość własnej siły tak zadziałała, ale przez chwilę Aquila była bardziej pewna siebie niż przez ostatnie miesiące. Do momentu gdy nie zobaczyła twarzy jednego ze starszych czarodziejów który przez ostatnie lata podjadał zdecydowanie częściej niż powinien. Jego czerwone policzki, zadarty nos i krzaczaste brwi kojarzyły się zbyt jednoznacznie... Wyglądał jak świnia...
Black zaczęła rozglądać się wokół siebie, starając się znaleźć chociaż jeden przyjacielski wzrok który potwierdziłby to co widziała. Paskudną, brudną, obrzydliwą świnię. Przecież to nie było możliwe...
- Nie, nie, nie... Tylko nie to - mówiła do siebie pod nosem z przyspieszonym oddechem.

[bylobrzydkobedzieladnie]



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.


Ostatnio zmieniony przez Aquila Black dnia 25.10.20 17:07, w całości zmieniany 1 raz
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]25.10.20 15:17
W każdy piątek trzynastego Gwen zastanawiała się nad tym, na ile to powinien być dla niej objaw pecha, a na ile: mistyczności i prawdziwego czarodziejstwa. Co prawda, magiczni zdawali się do tego zbiegu przypadków przywiązywać mniejszą wagę, niż mugole, ale i tak czasem takie myśli pojawiały się w głowie panny Grey.
W ostatnim czasie nie mogła sobie jednak pozwolić na to, aby za długo skupiać się na takich myślach. Od uwiezienia Justine minęło już trochę czasu, ale Gwen wciąż widziała przed oczami cierpiąca przyjaciółkę, której siostra – z powodu może bohaterskiego, ale tez dość nierozsianego  – od niemal miesiąca tkwiła już w Azkabanie, wpadając w ręce popleczników Czarnego Pana. Choć ze starszą z sióstr Tonks nie czuła się mocno związana to sympatia, która czuła do pozostałych członków jej rodziny była wystarczająca, aby malarka traktowała ją jak własną i nie potrafiła przestać o niej myśleć.
Dziś jednak musiała jedynie pamiętać, aby uwiezienie Justine traktować jak przestrogę. Założyła na sobie typowo czarodziejska szatę, skrywając twarz pod kapeluszem z szerokim rondem, który ukrywał część rysów jej twarzy w cieniu. Włosy związała w ciasny kok, za pomocą zaklęcia Capillus zmieniając ich barwę na mniej rudą. Uwielbiała ich kolor, ale dobrze wiedziała, że nawet w tłumie potrafi on zwrócić uwagę. A to była ostatnia rzecz, na która miała ochotę.
Na targ w Mer-Akha wybrała się z powodów, nomen omen, zakonnych. Jeden z uciekinierów znajdujących się w Oazie chciał przekazać informacje o tym, ze żyje, swojej żonie oraz wręczyć jej złoto, które udało mu się uratować przed ucieczką. Nie było to wielkie zadanie, jednak Gwen naprawdę polubiła mężczyznę i szczerze chciała mu pomóc, a jako osoba zainteresowana sztuką lepiej niż większość osób przebywających w Oazie wiedziała, jak po takim miejscu poruszać się w miarę naturalnie.
Niestety, choć szukali uważnie, nie potrafiła zauważyć znajdującej się na stoisku kobiety. Widziała jej zdjęcie, toteż nie powinno być to szczególnie trudne, ale nie mogła pozbyć się myśli, że po prostu jej tu nie ma. Że stało się jej coś złego, że i ją ktoś próbował dopaść, tyle, że z bardziej udanym skutkiem. Och, oby nie, oby twarz kobiety lata moment wyłoniła się zza kolejnej osoby w tym tłumie…
Nic takiego jednak  nie miało miejsca, a panna Grey, choć usilnie próbowała, nijak nie potrafiła wczuć się w tłoczny klimat targu. Nie był szczególnie radosny, co nie było niczym dziwnym zważając na wojenne czasy, ale przecież (tym razem wcale nie rudowłosa) Gwen bez problemu wsiąkała w świat sztuki i starych przedmiotów. Tym razem jednak nawet niemal mistrzowsko wykonane obrazy zdawały się nieszczególnie ją interesować.
Gdy rozglądała się po raz kolejny jej spojrzenie padło na młodą, dobrze odzianą kobietę, której rysy twarzy wydawały się malarce dziwnie znajome. Nie do końca potrafiła przypomnieć sobie, skąd znała tę twarz, ale zdecydowanie, nie była jej zupełnie obca, chociaż chyba nigdy nie łączyło ich coś więcej. Widziała jednak, że z kobietą działo się coś złego. Jako dość spostrzegawcza, bez problemu dostrzegła jej przyśpieszony oddech czy dziwny niepokój, który sprawił, że jej ciało było dziwnie, nienaturalnie wręcz napięte.
Marszcząc brwi i w pierwszej chwili nie myśląc o konsekwencjach, Gwen przecisnęła się przez tłum, zbliżając się o kobiety od boku, tak aby ta była w stanie zorientować się, że ktoś idzie w jej stronę.
Przepraszam, proszę pani? – spytała miękkim głosem, na ułamek sekundy dotykając ramienia lady Black. Tylko po to, by ta na pewno zorientowała się, że ktoś się do niej odzywa: – Czy wszystko jest w porządku? Przepraszam, może to wścibskie, ale nie wygląda pani najlepiej. – Przekrzywiła delikatnie głowę, czekając na odpowiedź czarnowłosej.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]26.10.20 15:36
Świat zaczynał wirować. Szare kamienie ruin twierdzy wyglądały jakby miały posypać się w dół, spadając tłumowi na głowy. Aquila Black łapiąc resztki powietrza powoli doznawała ataku paniki. Nienawidziła świń, brzydziła się wszystkim co mogłoby chociaż przypominać te paskudne zwierzęta. Jak wiele osób tak czystego pochodzenia, cierpiała na świniowstręt, który objawił się po raz pierwszy gdy skończyła 3 rok życia. Niefortunnym przypadkiem dostała wtedy w prezencie świnkę-skarbonkę. Porcelanowa zabawka została przez nią rzucona, z całą siłą drobnej 3 latki, na ścianę, co i tak sprawiło, że rozbiła się w drobny mak. Aquila płakała i krzyczała wtedy jeszcze długo, a jej matka próbowała uspokoić ją bez najmniejszego skutku. Choroba zwykle nie przeszkadzała jej w normalnym funkcjonowaniu, w końcu gdzie w Londynie można było znaleźć wolne świnie?
Tym razem jednak atak był wyjątkowo silny. Łapiąc się za głowę, gdy świnie ogonki migały jej przed oczami, poczuła na ramieniu czyjś dotyk. Instynktownie odskoczyła upadając na ziemię, prosto w brudną i wydeptaną trawę.
Stała przed nią szczupła i wysoka kobieta lekko rudawymi włosami, na głowie spoczywał jej duży kapelusz. Miała wyraźnie zaznaczoną linię biustu, delikatne dłonie i ludzki głos, ale jej twarz...
- Odejdź ode mnie, potworo! - krzyknęła wyciągając różdżkę.
Twarz kobiety porośnięta była ciemnymi i twardymi włoskami, a jej oczy były wyłupiaste i o wiele za małe względem twarzy, jednak posiadające ogromne, ciemne źrenice. Nos zadarty był do góry i spłaszczony tak, że jego dziurki sterczały na wprost, a on sam był różowy, długi i wydawał się być pokryty dziwną mazią.
- Jesteś obrzydliwa, jak takie stworzenie jak Ty śmie mnie tknąć?! - próbowała wstać by przybrać pozycję, gotowa do walki z monstrum, ale ślizgała się na błocie.
Aquila Black trzymała różdżkę w pogotowiu, będąc gotową na obronę przed odrażającym stworzeniem jakie właśnie na nią spoglądało. Te uszy, teraz lekko oklapnięte przez kapelusz na jej głowie... Ten obrzydliwy świński ryj. Dziewczynie zebrało się na wymioty, a skóra zaczęła ją piec tak jakby ktoś bił ją pokrzywami. Rozejrzała się dookoła by chociaż przez chwilę przestać patrzeć na tragiczną postać, ale to nie pomogło.
Każdy gość tego targu wyglądał dokładnie tak jak monstrum stojące przed nią. Przeklęty targ zamienił się w chlew świń, które niewzruszone spacerowały alejkami, udając czarodziejów.
- AAAAAAAAAAA!!!! - z płuc dziewczyny wydarł się przeszywający krzyk. - Przed chwilą to wszystko wyglądało inaczej! Czy wszyscy zmienili się w świnie?! CZY JA ZMIENIŁAM SIĘ W ŚWINIE?!
Wypuściła z ręki różdżkę i zaczęła dotykać swojej twarzy, zostawiając na niej brudne ślady błota. Próbowała dotykiem wyczuć czy jej non albo uszy uległy przemianie, ale wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]26.10.20 20:17
Co się tu właściwie działo? Elegancka, młoda kobieta rzucała się i krzyczała, jakby coś ją nawiedziło. Gwen, chociaż naprawdę szczerze chciała pomoc, co z resztą często było jej pierwszym odruchem, nie wiedziała, co powinna zrobić, aby nie wyrządzić nieznajomej większej krzywdy, niż ta sama sobie wyrządzała. Tłum wokół z resztą chyba też nie wiedział, choć panna Grey w duchu modliła się, aby zaraz ktoś pojawił się tu z wielką, czarną teczką, krzycząc: proszę się odsunąć, jestem lekarzem!. Niestety, nic takiego nie miało miejsca i przynajmniej na razie dziewczyna była na tym przeciwnym placu boju całkiem sama.
W pierwszym odruchu po prostu zrobiła krok w tył, nie chcąc aby panikująca dziewczyna zrobiła jej krzywdę. Widziała, że nieznajoma nie zachowuje się normalnie, więc nieszczególnie przejmowała się obelgami. Poza tym w swoim życiu słyszała już znacznie więcej gorszych rzeczy, i to z ust bliskich jej osób. Szaleńczą mowę naprawę trudno było traktować poważnie.
W oczach Gwen błysnął jednak strach, gdy dziewczyna wyciągnęła różdżkę. W takiej panice można było komuś naprawdę zrobić poważna krzywdę. Różdżka była narzędziem przydatnym, ale tez wręcz śmiertelnie niebezpiecznym i wystarczyła chwila, aby ciemnowłosa przypadkiem rzuciła w nią jakieś niekoniecznie przyjemne zaklęcie. Malarka wyciągnęła więc dłonie przed siebie, biorąc głęboki oddech.
Spokojnie, proszę się uspokoić. Nikt tu pani nie chce zrobić krzywdy, naprawdę – mówiła, starając się zachować spokój, jednak jej głos drżał delikatnie.
Zmarszczyła brwi, próbując zorientować się, co tu właściwie się dzieje, patrząc na kobietę ni to ze zmartwieniem, ni politowaniem. Chciała ją jakoś uspokoić, ale obawiała się, ze jakakolwiek próba wyciagnięcia pomocnej dłoni skończy się atakiem ze strony elegancko ubranej i pokrytej błotem kobiety.
Nikt się nie zamienił w świnię, proszę pani. Proszę na mnie spojrzeć. Nie jestem świnią, ani pani nią nie jest. Ciii, spokojnie, uwaga wszystkich w takim miejscu to nie jest najlepszy sposób – próbowała przemówić jej do rozsądku, mówiąc jak najdelikatniej i jak najciszej. Krzyk rodził krzyk; spokojny ton miał szanse analogicznie uspokoić kobietę. Przynajmniej na to liczyła Gwen.
Widząc, że kobieta wypuszcza z ręki różdżkę i zaczyna dotykać się po twarzy, rozmazując nań kolejne smugi błota, malarka wpadła na pomysł. Ostrożnie i powoli, tak aby nie zwrócić uwagi lady Black, wysunęła z kieszeni różdżkę, delikatnie kierując ją w stronę spanikowanej dziewczyny:
Lentio Somnia – szepnęła. Nie sądziła, aby to proste zaklęcie uspało kobietę będąca w stanie wysokiego pobudzenia, ale miała nadzieję, że przynajmniej nieco ją wyciszy. Łagodnie, ale na tyle, by była w stanie z nią porozmawiać, a przynajmniej: wziąć ją z tego tłumu. Niezależnie od tego, skąd brało się jej dziwne zachowanie i kim ciemnowłosa była, Gwen zdawała sobie sprawę z tego, że żadna kobieta nie chciała być zostawiona zupełnie sama w takiej sytuacji.
Przeszło jej tez przez myśl, że powinna nauczyć się przynajmniej podstawowych czarów leczniczych. To nie była pierwsza sytuacja, w której proste Paxo mogło okazać się przydatne. Wolała go jednak nie używać bez głębszych studiów nad tematem. Leczenie ludzi mogło być niebezpieczne (nie bez powodu blizny pokrywały jej przedramiona), a ona nie chciała skrzywdzić kogoś przez braki we własnej wiedzy.
Ostrożnie kucnęła przy kobiecie, gotowa, aby w razie czego pomoc jej wstać.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]26.10.20 20:17
The member 'Gwendolyn Grey' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 23
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ruiny Mer-Akha, Walia - Page 13 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]26.10.20 20:38
Każde słowo starało się przechodzić tuż obok uszu Aquili, nie wpadając do środka. Chociaż słyszała wyraźnie, nie rozumiała jego najmniejszego sensu. Suknia, cała umorusana w błocie, stała się ciężka od nabranej wilgoci, a kamienie, które przez materiał wbijały się w uda dziewczyny, zaczęły szarpać tkaninę z każdym ruchem.
Kolejne spojrzenie na tłum. Patrzyły się na nią czarnymi oczami z dziwnie wykrzywionymi minami. Kolejne spojrzenie. Ubrany w czerwoną kamizelkę i skórzane spodnie knur kwiczał w śmiechu. Kolejne spojrzenie. Świnia w niebieskiej sukni wskazywała na nią racicą nachylając ryj do sterczącego ucha innej.
Szok, zmieszanie, przerażenie, resztki nadziei, że zaraz się obudzi. Wszystkie te uczucia piorunowały ciało młodej dziewczyny zostawiając po sobie brudne ślady trawy na ubraniu.
- Co robisz- - spojrzała na postać stojącą nad nią, która w ręce trzymała różdżkę i wypowiadała pod nosem formułkę. - Jak śmiesz...? JAK ŚMIESZ?!
Aquila starała się znaleźć pod palcami różdżkę która przecież jeszcze chwilę temu była w jej dłoni, jednak napotkała jedynie na kleistą ziemię. Nie myśląc wiele chwyciła parę grudek błota i rzuciła nimi w kreaturę, po chwili znów wracając ręką do tego samego punktu, w którym na szczęście znajdywała się już odkopana z trawy różdżka. Chwyciła ją pewnie w palce, ponownie celując na przeciwko siebie, prosto w świński ryj.
- Nie ruszaj się albo utnę Ci ten pysk - wycedziła przez zęby starając się podnieść z ziemi i przybrać pozycję obronną.
Z różdżką wymierzoną w monstrum udało jej się podnieść, prawie potykając się ponownie o długą i brudną już suknię.
- Jeśli umiesz mówić masz mi natychmiast wyjaśnić co tu się dzieje, potworze.
Tak bardzo piekły ją ręce, chociaż na dłoniach nie pojawiła się ani jedna czerwona plama, co działo się przy kontakcie ze świniami w przypadku osoby cierpiącej na świniowstręt. Aquila jednak nie miała o tym pojęcia, dalej próbując opanować wymioty i nie stracić z oczu przerażającej świni, która przed chwilą śmiała celować w nią różdżką...
Świnia, która śmiała celować w nią różdżką... Coś się nie zgadzało. Przez sekundę przez myśl dziewczyny przemknęła nawet myśl o animagu, który dokonał nieudanej przemiany, jednak odgoniła je od siebie. Cały targ był teraz pełen podobnych potworów, a jakie było prawdopodobieństwo na spotkanie w jednym miejscu dziesiątek animagów, którym akurat tym razem nie wyszła przemiana w swoją zwierzęcą formę, zwłaszcza tak ohydną.
- Mów! - wykrzyczała ile sił w płucach zwracając na siebie uwagę każdego z gości targu.

[bylobrzydkobedzieladnie]



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]27.10.20 0:29
Gwen przeraziło, ile agresji tkwiło w tej może nie najniższej, ale dość drobnej istocie. Może i była przestraszona, nie wiedząc, co się z nią dzieje, ale była też niewyobrażalnie butna i arogancka, atakująca jedyną, która chciała jej pomóc, mimo że jej strój umorusany był błotem, a w dłoni brakowało różdżki. Czy ona naprawdę chciała pomagać komuś takiemu? Czy nie powinna odwrócić się na pięcie i sobie po prostu pójść? Być może to byłoby bardziej rozsądne, ale skoro powiedziała już Wingardium to chyba wypadało dodać Leviosa. Chyba nie potrafiła jej tak po prostu zostawić, zwłaszcza, że mogła mieć złe przeczucia, co do ciemnowłosej lady.
Niestety, malarce nie udało się bezproblemowe uspokojenie panny Black, bo różdżka odmówiła jej posłuszeństwa, co niestety zdarzało się nawet najlepszym. Umiejętności Gwen nie były może mistrzowskie, ale uroki wychodziły jej raczej coraz częściej niż zadziej i naprawdę coraz pewniej czuła się, korzystając z magii ofensywnej. Jak widać, mogła być przydatna nie tylko w samej walce… chociaż niestety, tym razem po prostu jej się nie udało. Być może po prostu za słabo się skupiła. Niestety, jej zachowanie tylko pogorszyło nastrój krzyczącej o świniach kobiety, a malarka musiała przyznać, że poczuła się nieco głupio. Nie chciała przecież jej bardziej przestraszyć, ani zaatakować. Miała naprawdę dobre intencje.
Przepraszam, nie chciałam pani przestraszyć. – Automatycznie schowała różdżkę do kieszeni. – To był tylko urok… eeee… usypiający, ale w tym stanie co najwyżej pomógłby się pani uspokoić – powiedziała, powstrzymując się przed dodaniem tak mi się wydaje. Bala się, że kobieta mogłaby uznać to tylko za kolejny atak.
Cofnęła się. Oho, jednak znalazła różdżkę i nie miała zamiaru jej odkładać, a wiec znów stanowiła potencjalne zagrożenie. Dla niej i wszystkich obecnych w okolicy. Ręka Gwen znów powędrowała w stronę kieszeni. Malarka była gotowa, aby wyjąc ją w każdej możliwej chwili. Nie powinna mieć z tym problemu: miała w końcu całkiem zręczne ręce.
Proszę odłożyć różdżkę. To jest niebezpieczne – powiedziała, nie chcąc jednak wywoływać pojedynku, dopóki to nie było absolutnie konieczne.
Pacyfizm, Gwen, pamiętaj o pacyfizmie. Johny by to pochwalał, prawda? Nie chciała być drugą Justine, która przez nieuwagę lub głupi pomysł wyląduje w Tower. Musiała pamiętać, że nie mogła czuć się w tłumie w pełni swobodnie. Nie teraz, nie w tych czasach. Chociaż kusiło ją, aby spróbować rozbroić kobietę. Dla bezpieczeństwa wszystkich wokół.
Ja… chyba to pani musiałaby mi wyjaśnić. Czy coś pani brała? Jakieś leki? Choruje pani na coś? Targ wygląda zupełnie normalnie. Proszę, odejdźmy bardziej na bok, bo widzę, że niektórzy spoglądając na nas coraz to uważniej. Proszę, chce pani tylko pomoc. Niech pani tylko opuści różdżkę – tłumaczyła.
Miała nadzieje, że nieznajoma powoli zacznie się uspokajać i da sobie pomóc, nie rzucając kolejnymi wyzwiskami. To naprawdę było coraz mniej przyjemne, a choć malarka nie chciała chować urazy, agresja nieznajomej, nawet w przypadku ataku paniki, wcale jej się nie podobała. Nie świadczyła najlepiej o charakterze młodej kobiety, choć Gwen naprawdę starała się odsuwać od siebie podobne myśli.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]27.10.20 15:46
Świat dalej wirował, ale coraz wolniej. Nawet ból żołądka i silna potrzeba zwymiotowania zaczynały ustawać w miarę upływu czasu. Aquila starała się dokładnie przeanalizować sytuację w której się znalazła. Ludzie świnie, ludzie świnie... LUDZIE świnie.... Na wszelki wypadek zamknęła gwałtownie oczy by zaraz potem otworzyć je ponownie, sprawdzając czy aby na pewno nie obudzi się z tego koszmaru. Tak jednak się nie stało.

Gdzie jestem?
Pieczenie ustawało.

Targ w Ruinach Mer-Akha nie jest przeklęty, prawda?
Prawda.

Dlaczego wszyscy wyglądają jak świnie?
Świat zatrzymał się.

Panna Black potrzebowała chwili by skupić wzrok na jednej konkretnej rzeczy. Kobieta która stała przed nią z wyraźnie nie wyglądała już tak jak przed paroma minutami. Dalej na jej twarzy widniały czarne twarde włosy, ale z długiego świńskiego ryja nie zostało nic. Aquila, dalej trzymając różdżkę, cofnęła się o krok jeszcze bardziej zdezorientowana niż przed chwilą.
- Ja nie wiem co się stało... - rozejrzała się dookoła siebie w poszukiwaniu potwierdzenia tego czego przed chwilą doświadczyła.
Dalej twarze gości targu były zdeformowane i nie przypominały już świń. Zresztą, dudziarz który wyszedł z zza zakrętu wyglądał całkowicie normalnie i na całe szczęście zebrał uwagę gapiów. Kolejne spojrzenie na kobietę.
- Nic nie rozumiem - powiedziała kręcąc głową.
Łzy stawały jej na końcu nosa, a kompletnie obcy świat którego właśnie doświadczyła wydawał się odejść, oby na zawsze. Schowała różdżkę, próbując uspokoić drżenie rąk i przypomnieć sobie czy kiedykolwiek doświadczyła podobnej sytuacji, jednak nic nie przychodziło jej na myśl.
- Pani...? - przerwała uświadamiając sobie, że nie ma bladego pojęcia jak nazywa się i kim jest stojąca na przeciwko niej kobieta. - Czy mogłaby Pani... - odchrząknęła - czy mogłaby mi Pani... eee... Czy mogłabym spytać co się tu stało? - spojrzała kątem oka na swoją kompetnie zniszczoną suknię, która pokryta była błotem i kawałkami trawy.
Próbowała dłońmi chociaż odrobinę zetrzeć z siebie ten brud, jednak nie przyniosło to najmniejszego rezultatu. Cóż za upokorzenie, jeszcze w tłumie. Jeśli ktokolwiek ją rozpozna, jutro w gazecie przeczytają o tym żałosnym wydarzeniu wszyscy mieszkańcy Londynu, w tym jej ojciec...
- Przepraszam za pytanie, ale czy przed chwilą wszyscy wyglądali jak świnie? - w końcu jej roztrzęsiony głos doszedł do normalności.
Była jedna sytuacja, kompletnie różna od tej której właśnie doświadczyła dziewczyna, jednak na tyle bliska by móc je skojarzyć. Podczas jej I roku w Hogwarcie, bojujący piątoklasista, prawdopodobnie mogolskiego pochodzenia, uwziął się na nią, wyśmiewając jej pochodzenie... Jak śmiał? Przez okrągły miesiąc groził jej, że zamieni wszystkich których zna w świnie. To były jedynie głupie wybryki mugola, które zresztą zostały szybko ukrócone po tym jak jak Aquila powiedziała na ten temat komuś starszemu. Sytuacja ewidentnie nie mająca żadnego związku z tym co się właśnie wydarzyło.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]27.10.20 17:36
Gwen odetchnęła z ulgą. Kobieta zaczęła się uspokajać i choć w brudnej sukni wyglądała jak siedem nieszczęść to nie wydawała się już aż tak agresywna, jak jeszcze chwilę temu. Panna Grey wzięła głęboki oddech, rozluźniając się odrobinkę, choć musiała się wciąż pilnować. Może nieznajoma po prostu była niestabilna emocjonalnie i lada moment znów ją zaatakuje? Nigdy nie wiadomo, jeśli chodzi o nowo poznane osoby, zwłaszcza w tych czasach. A Gwen naprawdę nie chciała narażać się na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Jeszcze coś by jej się stało! Jakby Zakon nie miał wystarczająco wiele na głowie. Nie miała zamiaru rebeliantom dawać kolejnego powodu do zmartwień.
Spokojnie, spokojnie – powtarzała, podając kobiecie rękę, aby pomoc jej wstać z ziemi. Widziała przyspieszony oddech, widziała, że ciemnowłosa wciąż jest niespokojna, ale chyba było coraz lepiej. Teraz pozostało tylko zabranie jej z tego zatłoczonego miejsca, aby ludzie nie mieli już na co się gapić. Chociaż katem oka Gwen zauważyła, że gdy tylko emocje zaczęły opadać, część ludzi powoli zaczęła się rozchodzić. I dobrze, to nie była ich sprawa. W Londynie mieli bezustannie za dużo widowiska, jeśli to ich interesowało.
Wzięła kolejny głęboki oddech, sama próbując uspokoić swoje wariujące w piersi serce.
…Gwen – dokończyła za kobietę. Wolała nie dzielić się swoim nazwiskiem, jeśli to nie było absolutnie konieczne, zwłaszcza, że ktoś mógł przyglądać się tej sytuacji zbyt uważnie. – Ja… szczerze mówiąc, nie wiem. Choruje pani na coś? To był jakiś atak choroby? Przepraszam, jeśli to nie jest zbyt dyskretne, ale rozumie pani, może potrzeba uzdrowiciela? – dopytała.
Widząc, ze kobieta jest już przynajmniej stosunkowo stabilna, panna Grey delikatnie chwyciła ją za moment na ramie, zachęcając w ten sposób, aby nieco się przemieścić:
Chodźmy stąd, tu za dużo ludzi patrzy, nie ma co zwracać ich uwagi – powiedziała, starając się znaleźć jakieś nieco bardziej ustronne miejsce.
Gdy już znalazły się nieco na boku, Gwen miała okazje przyjrzeć się kobiecie jeszcze raz, tym razem nieco spokojniej. Spod warstwy błota wyłaniała się bowiem piękność o wspanialej, zimowej urodzie, tak różnej od jej własnej. Delikatne dłonie oraz rysy, podobnie jak kosztowny strój zdecydowanie świadczyły o tym, że panna Grey nie miała do czynienia z byle kim, a to, że malarka nie do końca wiedziała, kim nieznajoma jest, robiło z niej kogoś potencjalnie ryzykownego. W końcu większość bogatych czarodziejskich rodzin wspierała Czarnego Pana, a przedstawicieli tych przeciwnych mu mniej lub bardziej znała. Choćby z widzenia, z Oazy. To jednak nie miało teraz właściwie znaczenia.
Nie wiem, skąd pani wzięła… te świnie, ale tak jak mówiłam, nikt się w nic nie zamienił – wyjaśniała po drodze, tak spokojnie jak tylko potrafiła: – Pomogę pani się wyczyścić, dobrze? – spytała, gdy już przystanęły z boku.  
Wyciągnęła ostrożnie różdżkę, sprawdzając, czy kobieta nie ma nic przeciwko.
Evanesco! – Wycelowała w jej strój. Chwile później powtórzyła to na swojej szacie: – Evanesco!
Wolała nie celować w twarz nieznajomej, nie chcąc jej przypadkiem zrobić krzywdy, ale na pewno pozbawione błota stroje będą mniej rzucały się w oczy.


Przypominała sobie, że Jaskółka porównywała śnienie do ogrodu, mówiła, że można dzięki niemu choć na chwilę opuścić więzienie, naprawdę
poczuć niebo.
Gwendolyn Grey
Zawód : malarka, ilustratorka "Czarownicy"
Wiek : 21
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Bo tylko tak idzie wytrzymać: śmiejąc się z ponurych zdarzeń. A im chętniej się mnożą, tym częściej należy się śmiać.
OPCM : 20
UROKI : 24
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Za rogiem zawsze będzie czyhał jakiś nowy koszmar
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5715-gwendolyn-grey-budowa https://www.morsmordre.net/t5762-varda https://www.morsmordre.net/t5761-gwen-grey#135984 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5764-skrytka-bankowa-nr-1412#135988 https://www.morsmordre.net/t5763-gwen-grey#135987
Re: Ruiny Mer-Akha, Walia [odnośnik]28.10.20 2:24
Łzy napływały do oczu Aquili, chociaż wykorzystywała każdą energię, która została w jej ciele, by to powstrzymać. Nie chciałaby przypadkiem by jakaś obca kobieta, która jeszcze przed chwilą miała świńskie oczka zamiast niebiesko-zielonego spojrzenia.
- Pani Gwen? - nie była pewna czy było to jej imię czy nazwisko. - Pani Gwen. Proszę mi wybaczyć, ale czuję się bardzo zagubiona. Lady Aquila Black - przedstawiła się.
Dziewczyna powoli odzyskiwała swoją etykietę, starając się wyciszyć atak paniki, który właśnie przeżyła. Nowo poznana kobieta nie wyglądała na groźną, chociaż nie miała bladego pojęcia czy była jakkolwiek zamieszana w to co właśnie zdarzyło się na targu. Co jeśli była niebezpieczną postacią? Twarz schowana pod kapeluszem z szerokim rondem gdy przybrała ludzkich rys nie była już tak wyraźna. Z drugiej strony, nawet sam zarys ust czy nosa nie mówił jej nic. Panna Black właściwie nie była w stanie rozpoznać postaci skrywającej się w cieniu pod nakryciem głowy.
- Pani Gwen, to oczywiście sprawa bardzo prywatna, ale ze względu na okoliczności, jestem zmuszona wyjaśnić, że prawdopodobnie przeżyłam atak jednej z chorób która jest dość powszechna w moim rodzie... Ale nie... Nie potrzebuję uzdrowiciela, ale jestem szczególnie wdzięczna za Pani troskę. Liczę, że Pani pobyt na tym wspaniałym targu nie został zaburzony przez ten incydent - wolała nie opowiadać o szczegółach świniowstrętu.
Z jednej strony nie wstydziła się tej choroby, świadczyła ona o błękitnej i czystej krwi która płynęła w żyłach dziewczyny, jednak czy na pewno dobrym pomysłem byłoby spowiadanie się obcej kobiecie z takich problemów? To byłoby bardzo nieeleganckie.
- Przepraszam, że... - spojrzała na plamki które zostały po tym jak Aquila obrzuciła Gwen błotem - ...że pobrudziłam Pani... hm... szatę... - chociaż z drugiej strony, nie była to najbardziej dostojna szata którą widziała.
Cóż, z pewnością nie spotkała na targu kobiety która pochodziła z rodu podobnego do niej, w końcu na pewno byłaby ubrana nieco bardziej dostojnie. Zachowała się jednak bardzo elegancko i altruistycznie, co z pewnością wskazywało na dobre wychowanie.
Propozycja kobiety o oddaleniu się od targu była zdecydowanie dobrym pomysłem, aczkolwiek przebywanie z obcą jej osobą i obcym i, jak widać, niezbyt przyjaznym miejscu, mogło się skończyć źle. Postanowiła jednak zaryzykować, biorąc pod uwagę fakt, ze Pani Gwen przecież pomogła jej w trakcie najgorszego ataku choroby, starając się przynajmniej uspokoić. Trzymając na dystans młodą czarodziejkę, dalej starała się zetrzeć dłońmi ślady błota, jakby miało to cokolwiek pomóc. Nie była dobra z magii użytkowej, praniem ubrań zajmowały się skrzaty domowe. Aquila nigdy nie pozwoliłaby sobie użycie delikatnych, bladych rączek do tego typu zajęcia.
- Proszę spróbować - zabrała dłonie z sukni licząc na zbawienne zaklęcie czarownicy.
Jej ubiór wskazywał na to, że na pewno o wiele lepiej radziła sobie w bardzo przyziemnych zaklęciach, takich ja te czyszczące. Black nigdy nie zaryzykowałaby pokazania się w takim stanie w Londynie. Dopiero usłyszane z jej ust "Evanesco" wywołało ciche złapanie resztek tchu... Przecież to jedwab.... Postanowiła, chociaż przez zaciśnięte zęby, nie komentować tej strasznej zbrodni jaką popełniła kobieta wobec drogiej sukni, którą dziewczyna ledwo co dwa miesiące temu zakupiła na zamówienie u madame Malkin. Tkanina sukni mogła zostać całkowicie uszkodzona takim zaklęciem, jedwab wymagał o wiele więcej opieki. Ale dobrze, przecież stać ją było na następną, chociaż na pewno pozostał jej na języku pewien niesmak.
- Pani Gwen, jeszcze raz dziękuję za Pani pomoc. Nie musiała Pani tego dla mnie robić... Jestem wdzięczna - kiwnęła lekko głową. - Rozumiem, że mogę również być wdzięczna za Pani dyskrecję w sprawie tego wydarzenia, prawda? Mówiąc szczerze nie jestem pewna powodu tego co miało miejsce... Czy... Czy była Pani świadkiem czegokolwiek odbiegającego od normy, co mogłoby dać mi jakąkolwiek wskazówkę na temat pochodzenia tych wizji? - rzuciła na kobietę podejrzliwie spojrzenie.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Strona 13 z 15 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15  Next

Ruiny Mer-Akha, Walia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach