Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Boczna ulica
AutorWiadomość
Boczna ulica [odnośnik]17.07.17 1:49
First topic message reminder :

Boczna ulica

Jedna z bocznych uliczek Hogsmeade. Niczym nie wyróżnia się wokół innych ulic w magicznych wioskach: dość szeroka, z charakterystycznymi, nierównymi budynkami. Rzadziej odwiedzana przez uczniów, nie ma tu bowiem dla nich szczególnych atrakcji, raczej domy mieszkalne i kilka zakładów rzemieślniczych: można znaleźć tu krawca, zegarmistrza, czy podobno najlepszego w całej Szkocji kowala.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Boczna ulica - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Boczna ulica [odnośnik]08.02.19 11:00
Spacer uliczkami Hogsmeade, jedynej wioski w całej Anglii i Szkocji zamieszkanej wyłącznie przez czarodziejów, przywodził Sigrun na myśl wspomnienia lat szkolnych. Nie wspominała ich z czułością i rozrzewnieniem właściwym większości kobiet, takiej czułości miała w sobie niewiele, nie była także sentymentalna, przyznać jednak musiała, że to były naprawdę dobre lata. Ona i Christopher mieli jeszcze trójkę starszych braci, a każdy z nich uczył się w Hogwarcie. Powracając do domu, do Harrogate w Yorku, nie omieszkali opowiadać rodzeństwu historii ze szkolnych murów, niejednokrotnie ubarwionych wyobraźnią, by bliźnięta przebierały nogami z niecierpliwości i wyczekiwały własnego listu z Hogwartu. Zawsze trzymali się razem, trafili także do jednego domu, byli niemal nierozłączni - i oprócz bliźniaczego brata niewiele więcej Sigrun wtedy było potrzeba. Wszystko nieco utrudniała nauka, której nie znosiła, do której nie miała głowy, a także szlabany wlepiane przez nauczycieli i prefektów, najczęściej Gryffindoru, bo to właśnie z nimi zawsze miała największe zatargi. Czerwono-złoci idioci, tak zwykła ich nazywać, prychając z pogardą pod nosem. W lwiej - o ironio - większości szlamolubcy i wielcy obrońcy uciśnionych.
W pierwszej chwili sądziła, że ma do czynienia właśnie z nimi, pomyliła się jednak. Młodzieńcy na szkolnej szatach mieli żółto-czarne naszywki, najwyraźniej byli więc wychowankami domu Helgi Hufflepuff, co czyniło całą tę sytuację jeszcze bardziej zabawną. Czyż Hufflepuff nie słynął z umiłowania prawości i sprawiedliwości?
- Proszę, proszę, Puchon z diablim zielem, zaskakujące - zaśmiała się Sigrun, splatając ręce na piersiach. Spojrzenie brudnobrązowych tęczówek podążyło za uciekającym chłopcem. - Chyba nie za bardzo możesz liczyć na swojego kolegę, co? - spytała czarownica, czyniąc kilka kroków w stronę rudego chłopaka; spojrzała z żalem na skręta, który wylądował w błocie. - Marnotrastwo to bardzo zła cecha, słyszałeś o tym? - ciągnęła dalej, a w jej głosie rozbrzmiała kpina. - Skąd to macie? - w tym pytaniu była już po prostu ciekawość. Nie przypominała sobie, aby za jej szkolnych czasów, te dwanaście, trzynaście lat temu możliwe były podobne ekscesy. Po pierwsze substancje nielegalne, zakazane sięgnęła wcześnie, ale zawsze podczas okresu wakacji, spędzanego w domu; mając trzech starszych braci to nie takie trudne, zdobyć je. Im dłużej przyglądała się rudemu (dziwne, że nie był Gryfonem, skoro był rudy, prawda?), tym bardziej nie mogła oprzeć się wrażeniu, że widziałą go w Gospodzie pod Świńskim Łbem.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Boczna ulica [odnośnik]12.03.19 14:13
- Ja... Ja... - jąka się. Każde kolejne słowo nieznajomej trafia do niego dopiero po kilku sekundach, te z kolei ciągną się w nieskończoność. Bo sytuacja jest niezbyt sprzyjająca, a wyjątkowo mocny temat właśnie zaczyna wchodzić. Ta, upaleni Puchoni, faktycznie niezbyt częsty widok. Wychowankowie domu znamienitej Helgi Hufflepuff zawsze byli trochę lekceważeni, ale może właśnie stąd brała się ich siła? Może było trochę łatwiej w Hogwarcie kiedy się miało opinię człowieka prawego, pracowitego i niekoniecznie walecznego?...
- Yyyyy... - kolejne głoski ciągną się, nawet nie układając w konkretne słowa. Na kolegę nie mógł liczyć, ale odpłaci mu się pięknym za nadobne kiedy cholerny Paddington znowu będzie miał problemy z zielarstwem. Albo podczas treningów puchońskiej drużyny. Oooo i tak były wyczerpujące, dla Paddy'ego od teraz będą wręcz mordercze. Nie, tak naprawdę nie mógłby mu tego zrobić; zemsta nie była wpisana w naturę Sproutów - Nie jesteśmy zbyt odważni. - wzrusza ramionami - Słyszałem, proszę pani. - kiwa głową w odpowiedzi na jej kolejne pytanie. I jemu nie jest w smak marnotrastwo połowy pięknego, soczystego skręta, ale cóż może począć, kiedy kobieta wciąż mierzy go badawczym spojrzeniem? Kiedy nagle skraca dzielony ich dystans, on cofa się krok w tył.
- Jest pani z policji? Jeśli tak to od razu zaznaczam, że nic nie powiem. - nie był przecież konfidentem. Zdawał sobie sprawę z faktu, że gdyby okazała się funkcjonariuszką to miałby mocno przesrane na każdej płaszczyźnie, a juz szczególnie w momencie, w którym odmówił wszelkich zeznań. Musiałaby zawiadomić szkołę, a szkoła rodziców... Jeśli mama od razu nie utrąciłaby mu łba to pewnie zrobiłaby to Pomona. Być może trafiłby do aresztu i tam został przesłuchany przez dwóch policjantów - dobrego i złego glinę, bo zawsze wlasnie tak to wyglądało, a że najprawdopodobniej nie puściłby pary z ust, to ostatecznie musiałby wymienić cieplutkie łóżeczko w dormitorium na twardą, wiezienną prycze. Połowę najlepszych lat spędziłby za kratkami, zaś po wyjściu rodzina nie chciałaby go nawet znać! Za stary juz by był żeby dostać się do jakiejkolwiek drużyny Quidditcha, poezji i tak nikt nie czyta, wiec z braku laku musiałby zostać włóczęgą... Takie wlasnie najczarniejsze scenariusze przychodziły mu do zjaranego łba, więc przygryzł mocno dolną wargę wbijając spojrzenie w nieznajomą.
Hyacinth Sprout
Zawód : uczeń
Wiek : 16 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
every day i'm hufflin'
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6018-hyacinth-sprout https://www.morsmordre.net/t6096-parapet-hiacynta#146288 https://www.morsmordre.net/t6095-ziarenko-sproutow#146286 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6097-hiacynt-sprout#146513
Re: Boczna ulica [odnośnik]12.03.19 18:16
Nigdy nie miała zbyt pochlebnego zdania o Puchonach. Sądziła, że to co o nich powszechnie sądzono po prostu jest prawdą. W jej oczach, a także wielu, wielu innych, byli po prostu nijacy. Nie pasowali nigdzie indziej, lądowali więc w domu Helgi Hufflepuff. Brakowało im odwagi (zazwyczaj bardzo głupiej, bo i Gryfonach nie myślała za dobrze) wychowanków domu Gryffindora, bystrości umysłu Krukonów i przede wszystkim sprytu i ambicji Ślizgonów. Byli żadni. Zazwyczaj jednak przestrzegali regulaminów i prawa (Tiara zazwyczaj wyśpiewywała coś o ich prawości i sprawiedliwości, blablabla), w tym tkwiła ich też nudnosć, dlatego Rookwood naprawdę zdziwiła się widząc ryżego Puchona ze skrętem diabelskiego ziela w dłoni. Nie, nie czuła się specjalnie oburzona, miała skrzywiony kręgosłup moralny i sięganie po zakazane używki nie robiło na niej najmniejszego wrażenia - sama była ich absolutną fanką i korzystała z nich wielokrotnie, a diable ziele było naprawdę najlżejszą - raczej rozbawiona. Zwłaszcza jąkaniem i speszeniem chłopaka. Nie wiedział co jej odpowiedzieć.
- Zapomniałeś języka w gębie? - zakpiła Sigrun, nadal wwiercając się w niego wyczekującym wyjaśnień spojrzeniem. To było wręcz zabawne: wtrącanie go w jeszcze większe speszenie.
W szkole jedną z jej ulubionych rozrywek było dręczenie innych uczniów. Razem z bliźniaczym bratem, Christopherem, urządzali sobie polowania na szlamy i dzieciaki, które zwyczajnie działały im na nerwy - Gryfonów, zdrajców krwi, bądź po prostu irytujących - dopadali ich w korytarzu i traktowali złośliwymi urokami. Spierali się kto rzuci bardziej plugawe zaklęcie.
Nigdy z tego nie wyrosła. Z dręczenia innych. Przez te wszystkie lata nie dość, że nabrało to na sile, to poszło w bardzo złym kierunku - rozmiłowała się w czarnej magii i zadawaniu prawdziwego cierpienia. Teraz nie miała jednak powodu, aby traktować obcego Puchona czarnomagiczną klątwą w biały dzień, w środku miasteczka - bo i po co? No, może dlatego, że był rudy, to wystarczający powód, ale spoglądanie w jego zawstydzoną twarz wydawało jej się teraz po stokroć zabawniejsze.
- No to podnieś to. Nieładnie śmiecić - wskazała brodą na wciąż tlącego się skręta.
Powstrzymała prychnięcie śmiechem, kiedy zapytał czy jest z policji - powinna była odebrać to jako obelgę.
- Nie, ale i tak mogę powiadomić szkołę i twoich rodziców. Chyba, że masz tego jeszcze, co? - zagadnęła Sigrun, uśmiechając się kącikiem ust.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Boczna ulica [odnośnik]14.03.19 11:22
Zapomniał języka w gębie, to fakt. Dodatkowo w jednym momencie zrobił sie całkowicie czerwony pod piegami, tak szkarłatny, że pociągła twarz prawie zlewała się z rudością włosów, w dosyć zabawny sposób kontrastując z żółcią i czernią puchońskich barw. Milczał, jeszcze mocniej przygryzając wąskie wargi.
- Mhm. - kiwnął tylko głową, schylając się po skręta; obejrzał go ukradkiem zanim blant wyładował w jednej z obszernych kieszeni płaszcza. Może jeszcze uda sie go uratować? Może wystarczy wymienić bibułkę? Póki co cieżko mu było ocenić. Oddycha z niejaką ulgą słysząc, że nieznajoma nie jest z policji, ale jej kolejne słowa wcale nie napawają go optymizmem. Krzywi się lekko i składa dłonie jak do modlitwy bo i do kobiety będzie się modlić żeby go nie wydała.
- Proszę, niech pani nie zgłasza tego do szkoły, wyleją mnie! - a przecież ten rok tak dobrze się zaczął! Przede wszystkim jeżeli chodzi o Quidditcha! Trenowali ciężko i często, bo trzeba było jak najlepiej wejść w sezon. Przecież całe wakacje obmyślał i dopracowywał strategię! Przecież był juz prawie na końcu swoich nauk!... To wszystko miało iść na marne przez jednego, głupiego skręta? W tym momencie zdał spbie sprawę, że jego dalsze życie zależy tylko i wyłącznie od stojącej na przeciw blondynki... No, może to lekka przesada, ale nastolatki zwykle mieli skłonności do przesadyzmu i Cyntek nie był wyjątkiem. Kolejne kilka sekund bił się z własnymi myślami - zdradzić jej, że rzeczywiście ma tego wiecej, czy udać, że to była ostatnia porcja?
- Mmm... no mam. - wzdycha w końcu. Rozgląda sie dookoła, a że na horyzoncie nie dostrzega żywej duszy, to wsuwa dłoń do kieszeni, wyciągając z niej niewielki woreczek i ukradkiem pokazując go Sigrun. W tym samym momencie wbija w nią błagalne spojrzenie intensywnie niebieskich oczu; o co jednak niemo prosi tym razem? O łaskę, coby nie mówiła nikomu o zaistniałej sytuacji? A może o to, by nie ograbiała go z całego zapasu nielegalnego suszu? Ciężko stwierdzić...
Hyacinth Sprout
Zawód : uczeń
Wiek : 16 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
every day i'm hufflin'
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6018-hyacinth-sprout https://www.morsmordre.net/t6096-parapet-hiacynta#146288 https://www.morsmordre.net/t6095-ziarenko-sproutow#146286 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6097-hiacynt-sprout#146513
Re: Boczna ulica [odnośnik]15.03.19 18:43
Nie mogła zaprzeczyć temu, że ta dziwna sytuacja po prostu ją szczerze ją bawiła. Sigrun Rookwood miała paskudny charakter, naprawdę paskudny, do tego cholernie złośliwy. Lubiła patrzeć na cudze nieszczęście, zmieszanie i strach - och, tak, strach w cudzych oczach podobał jej się zwłaszcza. Zazwyczaj w zgoła innej sytuacji. Jako dorosła kobieta nie zwykła napadać dzieci w ciemnych zaułkach; wolała trudniejsze ofiary, które stanowiły dlań pewne wyzwanie. Tacy chłopcy żadnym wyzwaniem nie byli. Wystarczyło kilka słów, aby ryży młodzieniaszek składał dłonie jak do modlitwy, w błagalnym geście, prosząc ją o łaskę. Właściwie nie miała zamiaru tracić na niego czasu, chodzić po szkole, powiadamiać na nauczycieli - to nie było tego warte, zresztą: co ją to w ogóle obchodziło? Postanowiła się krótko zabawić jego kosztem. Przez jeszcze kilka chwil trzymać go w niepewności. Chłopak wyraźnie się bał, mocno przejął groźbą donosu. Och, tak, mogli wylać go za to ze szkoły. Odbiorą mu różdżkę i nigdy nie stanie się pełnoprawnym czarodziejem. Będzie zmuszony żyć jak mugol, jak charłak, jak robak niewarty istnienia. Przechyliła lekko głowę, przyglądając się jak podnosi z ziemi niedopałek skręta na jej rozkaz, uśmiechając się kącikiem ust. Barwa jego policzków upodobniła się niebezpiecznie do koloru włosów. Nienawidziła rudych. Nienawidziła ich w szkole, nie znosiła ich po szkole, kojarzyła ich z Weasleyami i Prewettami - słynnymi zdrajcami krwi.
- Spotykacie się z dilerem w Gospodzie pod Świńskim Łbem? - spytała Sigrun, stanowczym tonem domagającym się odpowiedzi.
Zbliżyła się o kilka kroków, wciąż z rękoma splecionymi na piersiach, zerknęła na woreczek pełen diablego ziela. Tak naprawdę nie zamierzała okradać dzieci, to było poniżej jej godności - była dorosłą kobietą, zarabiała wcale nieźle, miała własne zapasy wszelkich używek, na jakie tylko przychodziła jej ochota. Nie zaszkodziło jednak jeszcze chwilkę się podrażnić. Robiła to choćby przez sam fakt, że młody Puchon po prostu był rudy.
- Wiesz, że jeśli to zgłoszę, to nie tylko wyrzucą cię ze szkoły, ale i zabiorą ci różdżkę? Nigdy nie będzie mógł używać czarów, będziesz musiał żyć jak charłak - spytała pozornie poważnym tonem, wchodząc w rolę surowej nauczycielki. Kłamała często i gęsto, choć rzadko przybierała właśnie taki ton.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Boczna ulica [odnośnik]23.03.19 18:51
Znowu nie wiedział co właściwie powinien powiedzieć; przecież gdyby tamten gość dowiedział się, że wspominał o nim... komukolwiek to od razu powiesiły go za kostki pod sufitem i czekał aż cała krew z ciała napłynie mu do mózgu i rozsadzi głowę. Aż poczuł nieprzyjemny uścisk w okolicach skroni. Z drugiej strony miał przed sobą nieznajomą kobietę, po której sam nie wiedział czego się spodziewać. Więc zniżył głos, rozglądając się nerwowo naokoło.
- Spotkaliśmy się tam raz, dzisiaj, nie znam go, nie jest moim dilerem. Spotkanie ustawił znajomy znajomego. - mówi, zgodnie zresztą z prawdą. Nie ma zielonego pojęcia kim ów człowiek był i jak w rzeczywistości zarabiał na życie - nawet nie wyglądał na dilera, ale może po prostu tak świetnie się maskował? Choć nogi same rwały się do cofnięcia jeszcze o krok, stał w miejscu, jedynie wbijając w kobietę spojrzenie, czekając na kolejne pytania, kolejne słowa, które albo przyniosą pewną ulgę albo wręcz przeciwnie.
- Naprawdę? - hiacyntowe oczy rozszerzają się w wyrazie niemego zdziwienia - Nie chcę żyć jak charłak! - zaczyna lamentować. Nie to, żeby miał coś do niemagicznych, ale przecież sam od zawsze należał do tego drugiego świata, magia zawsze była obecna w jego życiu i nie chciał żeby to się zmieniło. Już widział zawód w oczach rodziców oraz rodzeństwa i to sprawiło, że ciarki ponownie przebiegły mu po kręgosłupie - Dlatego jeszcze raz proszę, wręcz BŁAGAM panią, żeby pani nikomu o tym nie mówiła! Zrobię wszystko! - i w tym momencie faktycznie jest w stanie zrobić wszystko czego Sigrun zapragnie byle dała mu wreszcie spokój, byle pozwoliła mu odejść, uprzednio obiecując, że cała ta sytuacja pozostanie tajemnicą. Czy było to w ogóle możliwe? Ciężko stwierdzić - nie sprawiała zbyt dobrego pierwszego wrażenia, miała przeszywające, chłodne spojrzenie i zacięty wyraz twarzy, ale czy gdyby faktycznie chciała mu zaszkodzić, nie zrobiłaby tego od razu? Czy istniała szansa, że jednak tylko się tak droczy? Jeśli tak, to były bardzo nieprzyjemne żarty. Przygryza mocno dolną wargę, tak mocno że prawie czuje metaliczny posmak krwi na języku.
Hyacinth Sprout
Zawód : uczeń
Wiek : 16 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
every day i'm hufflin'
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6018-hyacinth-sprout https://www.morsmordre.net/t6096-parapet-hiacynta#146288 https://www.morsmordre.net/t6095-ziarenko-sproutow#146286 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6097-hiacynt-sprout#146513
Re: Boczna ulica [odnośnik]23.03.19 20:26
Cóż za panika w oczach młodzieńca! Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że za chwilkę zacznie się trząść jak osika. Śmiać jej się chciało z tego jak ogromne przerażenie może wzbudzić w dzieciaku wizja wyrzucenia ze szkoły, czy doniesienia o diablim zielu rodzicom i nauczycielom. Powstrzymywała jednak śmiech cisnący się na pełne usta, zachowała kamienny wyraz twarzy, minę wciąż miała poważną, spojrzenie surowe. Wciąż robiła sobie z niego niemal okrutne żarty, wprowadzając w błąd, pozwalając wierzyć, że naprawdę na niego doniesie - chociaż fakt, że jakiś Puchon palił diable ziele po zaułkach Hogsmeade obchodził ją tyle, co zeszłoroczny śnieg.
- Każdy tam mówi. Veritaserum rozwiąże ci język. Pewnie podadzą ci je podczas oficjalnego przesłuchania. Sprawa będzie musiała zostać zgłoszona na magiczną policję... - oświadczyła Sigrun poważnym tonem i nawet powieka nie drgnęła jej przy wypowiadaniu podobnych kłamstw.
Prędzej by uschła, niż doniosła na handlarza magicznych używek, które w jej przekonaniu powinny być całkowicie legalne - każdy miał wszak prawo by się truć tym, czym zechciał,k czyż nie? - ale o tym Puchon wiedzieć nie musiał.
- Naprawdę. Czarodzieje, którzy nie ukończyli magicznej edukacji nie mają prawa, by używać czarów. Muszą żyć jak mugole, jak charłaki. To obrzydliwe, nie uważasz? - drążyła temat, krzywiąc się przy tym; sama wizja podobnego życia napawała Rookwood szczerym obrzydzeniem.
Rudzielec zaczął ją wręcz błagać, aby nikomu nie mówiła. Przyglądała mu się z przechyloną lekko głową, udając, że się nad tym zastanawia, że rozważa to w myślach bardzo poważnie.
- No nie wiem, nie wiem... - westchnęła, rozkładając ręce w takim geście, jakby to wcale nie zależało od niej, jakby czuła się w obowiązku coś z tym zrobić. Zignorowała krople krwi na jego wargach, które dostrzegła - niewiele ją to obchodziło. Nie czuła wyrzutów sumienia. Porzuciła tę wątpliwą rozrywkę chyba dlatego, że jej spojrzenie przypadkowo padło na zegarek - i zrozumiała, ze nie ma już czasu, aby stać z jakimś dzieciakiem w ciemnej uliczce i spierać się z nim o diable ziele.
- Być może nikomu o tym nie powiem. Być może - stwierdziła, pozostawiając go w niepewności. - Zapamiętam jednak twoją obietnicę. Będziesz moim dłużnikiem, rozumiemy się? - stwierdziła twardym, nieznoszącym sprzeciwu głosem.
Nie obiecała, że nikomu nie powie, nie obiecała, że zapomni - uśmiechnęła się nieprzewrotnie i odwróciła, aby odjeść w swoją stronę bez pożegnania.

| zt


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : 40
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 56
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Boczna ulica [odnośnik]24.03.19 18:31
Blednie jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle możliwe. Veritaserum? Oficjalne przesłuchanie? Magiczna policja? Tych kilka słów krąży po jego zjaranej łepetynie, odbijając się od ścianek czaszki z głośnym hukiem. Bo zaiste aż mu od tego huczało w uszach.
- Obrzydliwe? - zmarszczył brwi, a na jego policzki wpłynęło nieco czerwieni. Paskudny ton głosu, paskudne skrzywienie! Ta kobieta podobała mu się coraz mniej! Nie chciał żyć bez magii, ale nie uważał, że to obrzydliwe. Po prostu inne. Pochodził z rodziny o magicznych korzeniach, mógł pochwalić się czystą krwią, ale nie miał nic do mugoli. Ani on, ani nikt z jego rodziny. Wielu z jego przyjaciół pochodziło z mieszanych, tudzież niemagicznych rodzin i nie widział w tym nic a nic obrzydliwego. Obrzydliwy za to wydał mu się jej wyraz twarzy, gdy tylko o tym wspomniała. Ale milczał, gryząc się w język by nie palnąć jakiegoś głupstwa. Już i tak narobił sobie problemów i nie potrzebował ich jeszcze więcej. Czekał z zapartym tchem na każde kolejne słowo, a gdy stwierdziła, że być może zostanie to między nimi, trochę mu ulżyło. Może zapomni? Może faktycznie nie puści pary z ust? Pewnie przez kilka kolejnych dni będzie się stresował, czy magiczna policja nagle nie wpadnie mu do dormitorium, żeby go zakuć w kajdany i wyciągnąć z zamku, ale strach w końcu minie, a on znowu będzie mógł spać spokojnie.
- Tak, rozumiemy. - no lepszy rydz niż nic... Co zresztą mogłaby od niego chcieć? Czy kiedykolwiek będzie miał okazję spłacić dług? Nie sądził. Czas jednak pokaże. A tymczasem, kiedy wreszcie zniknęła mu z oczku, to odetchnął głęboko, w ten sposób dając upust wszelkim negatywnym emocjom. Oparł się o ścianę jednego z budynków i sięgnął do kieszeni, wyciągając zeń niedopalonego skręta. Obejrzał go bardzo dokładnie, mrużąc lekko oczy i umieścił między wargami, odpalając końcem różdżki. No teraz to już ufał, że nikt inny się nie napatoczy, a przecież musiał się odstresować, po takiej nieprzyjemnej sytuacji. Kolejne kłęby dymu wypełniły jego płuca, zaś usta wyciągnęły się w lekkim uśmiechu. Diable ziele było jednak totalnie cudowne.

/zt
Hyacinth Sprout
Zawód : uczeń
Wiek : 16 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
every day i'm hufflin'
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 3
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6018-hyacinth-sprout https://www.morsmordre.net/t6096-parapet-hiacynta#146288 https://www.morsmordre.net/t6095-ziarenko-sproutow#146286 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6097-hiacynt-sprout#146513
Re: Boczna ulica [odnośnik]22.10.19 12:27
| 20 I

Dla Caelana było to zupełnie nowe przeżycie. Nigdy wcześniej nie był w Hogsmeade, nie znał rozkładu uliczek, reputacji poszczególnych lokalów, musiał więc całkowicie - i jedynie trochę niechętnie - zawierzyć w tej kwestii towarzyszącemu mu Macnairowi. Ze spotkania zapamiętał nazwę karczmy, Trzy Miotły, w której mieli nająć pokój i stworzyć punkt bezpośredniego kontaktu. Lecz czy znajdzie się ktokolwiek, kto chciałby z nimi rozmawiać...? Przekonanie do siebie zamieszkujących wioskę czarodziejów mogło potrwać, również przypomnienie im, że władza Ministerstwa sięga i tutaj, w okolice osławionego i rozpaczliwie chronionego Hogwartu. Dlatego też im wcześniej zaczną, tym wcześniej wybadają grunt, gdyby zaś potrzebowali pomocy, zawsze mogli skontaktować się z Ignotusem czy jednym z nieobecnych na spotkaniu Rycerzy. Chciał jednak wierzyć, że z pierwszymi, nie tak radykalnymi działaniami poradzą sobie bez najmniejszego problemu. Dlatego też ucieszył się na wieść, że w Świńskim Łbie pojawiają się przemytnicy, czarodzieje spod ciemnej gwiazdy - nie powinni mieć problemu ze znalezieniem wspólnego języka.
Skręcili w jedną z bocznych uliczek, powoli spacerując zaśnieżoną ścieżką wiodącą między malowniczo wyglądającymi domkami i niewielkimi zakładami rzemieślniczymi. Marynarz wodził dookoła uważnym wzrokiem, paląc przy tym kolejnego już papierosa; próbował jak najszybciej zapamiętać, co gdzie się znajduje, a przy tym pociągnąć Drew za język. - Wynajęliśmy pokój - zaczął, spoglądając ku twarzy idącego obok towarzysza. Nadal nie był pewien, co im z tego przyjdzie... ani jak będzie im się razem pomieszkiwać, nawet jeśli robili to dla dobra ich wspólnej sprawy, dla ich Czarnego Pana. - I co dalej? Gdzie idziemy? - Nie miał nawet pojęcia, czy idą w jakimś konkretnym kierunku, czy tam, gdzie ich nogi poniosą. Czuł się niepewnie, jak na nieznanym lądzie, chętnie zająłby się więc czymś, o czym miał choćby blade pojęcie. - Już przyglądają nam się z nieufnością, choć jeszcze nic nie zrobiliśmy. To tutaj normalne? - sarknął, podchwytując spojrzenie jakiejś nieudolnie chowającej się za firanką staruszki. Uśmiechnął się do niej sztucznie, wymuszenie, nie zatrzymując się choćby na chwilę. - Musimy znaleźć tutaj takich, którzy podzielają odpowiednie poglądy i przekonać ich, żeby zostali naszymi obserwatorami - dodał ściszonym głosem, a następnie zaciągnął się przygotowanym własnoręcznie skrętem. Poprawił poły szarpanego wiatrem płaszcza, ślizgając wzrokiem od jednego szyldu do drugiego. Wszystko to było dla niego nowe. - Zaczniemy od Świńskiego Łba? Czy masz lepszy pomysł?



paint me as a villain
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Re: Boczna ulica [odnośnik]14.11.19 21:38
Ostatnimi czasy był coraz częstszym gościem uliczek Hogsmeade i jak wcześniej bywał tu jedynie podczas szkolnych wyjść, a następnie biznesów to wówczas trafiał z ręki Rycerzy Walpurgii. Doskonale pamiętał przesłuchanie barmana Świńskiego Łba i z uwagi na fakt, że gen metamorfomagii wyjątkowo nie chciał z nim współpracować musiał szczególnie uważać na przypadkowe wpadnięcie na ów jegomościa. Wiedział jak działał system małego „miasteczka” – plotki rozchodziły się szybko, ludzie słyszeli o wiele więcej, dlatego dla początkowego dobra ich misji wolał unikać picia ognistej we wspomnianym barze. Oczywiście tylko i wyłącznie we własnej „twarzy”. Początkowo rozważali z Mulciberem ciche i szybkie morderstwo, jednakże finalnie doszli do wniosku, iż niepotrzebnym było wzbudzać sensację. Zakon Feniksa, bo w końcu to im deptali po piętach, szybko zorientowałby się kto stał za zabójstwem i tym samym zniszczyliby resztę pozostałych – jeśli w ogóle takowe istniały – dowodów. Błądzili wodzeni za nos, ale musieli sprawdzić każdy, nawet najmniejszy trop.
Właściwie podbudował go fakt, że towarzyszem w powierzonej misji miał być Caelan. Lubił gościa, choć był skończonym gburem, szanował umiejętności i biznesowy zmysł. Było zdecydowanie zbyt wcześnie, aby określić czy zakup Mantykory był dobrym ruchem, jednakże był w tej kwestii optymistą. Nie musieli się z niczym spieszyć – wolno stawiali lokal na nogi wprowadzając tam własne porządki, albowiem chcieli doprowadzić ów ruinę do ładu, aby nie brzydzić się wypić drinka i nie być zmuszonym uciekać wzrokiem od zmaltretowanych kelnereczek.
Skręcając w odpowiednią alejkę objął wzrokiem malowniczy, znajomy rejon. Nigdy nie przykładał jakiejś szczególnej wagi do walorów estetycznych, jednakże Goyle zdawał się być zachwycony ów widokami. Czyżby obudziła się w nim wewnętrzna wrażliwość? -Mam nadzieję, że z dwoma łóżkami, bo nie ukrywam, iż nie do końca na poważnie brałem naszą ostatnią rozmowę i fakt, że pragniesz się do mnie przytulić w nocy.- uniósł kącik ust wyginając tym samym twarz w ironicznym wyrazie, a następnie zaciągnął się Stibbonsem. Pozwolił, aby nikotynowy dym uniósł się nad jego głową, bowiem dało mu to czas na szybki namysł – było kilka miejsc, w które mogli się udać, jednakże wpierw rozpocząłby od wynajętego gniazdka. Jeśli mieli czuć się tam swobodnie, to musieli mieć pewność, że nikt ich nie będzie tam szukać tudzież co gorsza podsłuchiwać rozmów.
-Sprawdźmy jakie nastroje panują w Trzech Miotłach.- zaproponował licząc, że marynarz przyzna mu rację. Nim jednak usłyszał odpowiedź spostrzegł, że towarzysz posyła – o zgrozo – uśmiech jakiejś starej wariatce, której wieczornym hobby było podglądanie innych czarodziejów. Czyżby nasz Goyle lubił podobnych zboczeńców? Zaśmiał się pod nosem na podobną myśl, a następnie szturchnął go łokciem. -Może przygląda Ci się z pożądaniem, a ty pomyliłeś się w obliczeniach.- zasugerował kpiąco i przechylił ku wargom wypełnioną po brzegi piersiówkę. Alkohol wyraźnie rozgrzewał – choć złudnie – w równie mroźne dni, z resztą zawsze znalazłoby się odpowiednie wytłumaczenie i powód dla przyjmowanych procentów. -Są inne sposoby jeśli nie będą chcieli współpracować. Mieliśmy nie prowadzić otwartej walki, ale ktoś wspominał, iż ta w tajemnicy jest także niewskazana?- wiedział, że Caelan doskonale zrozumiał co miał na myśli, w końcu nierzadko rozumieli się bez słów.
-Jeśli wolisz iść tam musisz dać mi chwilę.- odparł, a następnie narzucił kaptur na głowę, aby żadne ciekawskie spojrzenie nie dostrzegło, iż właśnie planował zmienić swój wygląd. Planował przybrać zupełnie inną postać, poddać zmianie nie tylko twarz, ale i swój wzrost oraz wagę.

| Upodobnienie sylwetki do innej konkretnej osoby (maks. różnica <5 cm wzrostu i <5 kg wagi) lub przybranie innego kształtu nieskonkretyzowanej osoby, różniącej się o maks 10 cm wzrostu i maks 10 kg wagi.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Boczna ulica [odnośnik]14.11.19 21:38
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 66
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Boczna ulica - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Boczna ulica [odnośnik]25.11.19 20:30
Hogsmeade wyglądało jak miasteczko, które mogło znaleźć się na wyidealizowanej kartce świątecznej lub służyć za tło bajki na dobranoc - i dlatego wcale mu się nie podobało. Widoki były zbyt sielskie, zaspy śniegu zbyt białe, a skrywające się pod nimi domki zbyt malownicze. Goyle mimowolnie wyobrażał sobie biegające to tu, to tam chłystki obrzucające się śnieżkami, wybuchające przy tym salwami śmiechu... Jak gdyby historia nie rozgrywała się na ich oczach. Nikt nie powinien się czuć bezpiecznie, a przynajmniej nikt spośród tych, którzy odrzucali wyższość idei Czarnego Pana. Ukrywających szlamy, knujących przeciwko tradycjonalistom ignorantów. I z tego powodu przybyli do tej kryjącej się w cieniu Hogwartu wioski - by przypomnieć niezdecydowanym, że powinni się do nich przyłączyć. Odrzucić brednie o tolerancji, współistnieniu, pokojowej koegzystencji...
- Coś ci się pomyliło - odpowiedział cicho, spokojnie, lecz przy tym szorstko. - To nie ja nie mogłem się doczekać wylądowania we wspólnym pokoju - przypomniał mu, pamięcią powracając do ich rozmowy z Mantykory; te wspomnienia były jeszcze wyraźne, jaskrawe - dopiero nocne świętowanie wspólnej inwestycji zlewało mu się w jedną całość. - I tak, zadbałem o dwa osobne łóżka - w tym wypadku bardziej cenię sobie wygodę niż oszczędność. - Przelotnie spojrzał ku idącemu obok czarodziejowi, ani nie pozostając zupełnie obojętnym na jego zaczepki, ani nie dając mu się jeszcze sprowokować. Mogli sobie żartować, okraszać swą misję swym specyficznym humorem, mimo to musieli pozostać skupieni, z uwagą obserwować mieszkańców, odnotowywać w pamięci wszelkie podejrzane komentarze czy gesty.
Pokiwał krótko głową, gdy Drew zaproponował powrót do karczmy, w której to wynajęli pokój; w porządku, niech i tak będzie. Najwidoczniej miał swoje powody, dla których przedkładał Trzy Miotły nad Świński Łeb. Chwila powagi nie trwała zbyt długo, Macnair nie zamierzał odpowiedzieć na jego pytanie bez typowej dla siebie kpiny. - Jeśli tak twoim zdaniem wygląda pożądanie, to już wiem, skąd to silne przekonanie, że masz powodzenie u kobiet - odciął się, odrywając wzrok od pokurczonej, przypominającej sępa kobieciny. Następnie wyciągnął dłoń w kierunku towarzysza, wyraźnie oczekując przekazania piersiówki z drogocennym płynem; nie zamierzał spacerować o suchym pysku, jeśli byli odpowiednio przygotowani. - Mhm, powinniśmy się skupić na wybadaniu gruntu, a później zacząć działać, ostrożnie i z wyczuciem - zawtórował mu cicho, kiedy już wziął szczodry łyk alkoholu i zaciągnął się dopalanym skrętem. Nie mogli prowadzić otwartej wojny, jeśli nie chcieli wzbudzić niezdrowego zainteresowania, ściągnąć sobie całego Zakonu Feniksa na kark. - Słyszałem, że w Świńskim Łbie możemy spotkać czarodziejów mówiących w naszym języku... - urwał, wzruszając przy tym ramionami. Skoro już Macnair zaproponował Trzy Miotły, mogli trzymać się tego planu. Nie zamierzał jednak oponować, jeśli ten zmienił zdanie i zechciał ruszyć na spotkanie z przemytnikami, drobnymi złodziejaszkami i lokalnymi hazardzistami. - Czy ty właśnie...? - znów urwał, bo choć przez naciągnięty na głowę kaptur nie widział twarzy towarzysza, to zawsze czuł się nieswojo, gdy metamorfomagowie dokonywali przemiany przy nim. - Psia mać, prowadź - zakończył burkliwie, z pewną dozą rozdrażnienia, nie pytając nawet, czy mu się udało albo gdzie w końcu idą.



paint me as a villain
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Re: Boczna ulica [odnośnik]02.12.19 21:02
Groźny Pan Goyle wyobrażał sobie biegające dzieciaki w malowniczym miasteczku, które swą aurą i krajobrazem przypominało te ze świątecznej kartki, zaś Drew widział nad nim łunę sugerującą nic innego jak tlący się dym nad jego zgliszczami. Tak mogło się to skończyć – tak mógł wyglądać przykry finał nieposłusznego sprzeciwu wobec obecnej władzy, słusznej ideologii. Jeśli mieli zapłacić wszyscy za grzechy jednostek nie widział w tym większego problemu, liczył się bowiem efekt bez względu na konieczność poniesionych kosztów. Ludzie musieli zedrzeć błękitne opaski z oczu i zacząć racjonalnie patrzeć w przyszłość – czarodziejskie korzenia, niezwykle potężny londyński ród nie mógł przetrwać mieszając się z paskudztwem pokroju mugoli tudzież szlam, robactwa jakie skradło dar czystokrwistym. Podejście, swego rodzaju litość oraz szacunek wobec istnienia ich różnił, w końcu podobnie było w rzekomo prostej analizie kelnerek, lecz dzięki właśnie temu skrajnemu myśleniu mogli wzajemnie siebie hamować tudzież napędzać do pewnych działań. Zdaniem szatyna nie działało to na ich duet negatywnie, a wręcz przeciwnie – niezwykle pozytywnie.
-Nie musisz się wypierać, nie przeszkadza mi Twoja żona.- wzruszył ramionami z uśmiechem kpiącym ironią. -Z kochanką także się dogadam. Jeśli liczyć je w liczbie mnogiej tym lepiej, nie będziemy się nudzić.- dodał w wyraźnym rozbawieniu. Prawdopodobnie nigdy powaga Caelana nie wywoła w nim złości tudzież znużenia, gość miał takie podejście do codzienności i Macnair zdołał do tego przywyknąć. Był przekonany, iż gdzieś pod tą sztywną maską kryło się poczucie humoru – w innym razie zapewne już dawno wylądowałby za burtą i podrywał syrenki – tylko niezbędne mu było kilka dzbanów wina lub uncji diabelskiego ziela. Cholera wie co on skręcał w tych swoich bibułkach – może nawet coś mocniejszego?
Na kolejną ripostę towarzysza zareagował typowym dla siebie wygięciem ust. Wyraźna kpina nie schodziła z jego warg, bowiem nie mógł ukryć, iż ów komentarz był naprawdę w sedno; dobrze sobie to żeglarz wymyślił. -Goyle, spytaj o to swoją żonę, powie Ci jak to jest z moimi przekonaniami.- rzucił szturchając go w ramię. Żartował, oczywistym było, że nie miał niczego konkretnego na myśli, gdyż tak naprawdę nawet nie przyszło mu poznać jego (nie)wybranki serca.
Zaraz po tym jak podał kompanowi piersiówkę ten upił z niej sporej ilości. Pasja do alkoholu, nigdy nie nazywana nałogiem, również ich łączyła – lubili kosztować różnych świństw udając, że to naprawdę wyjątkowe trunki, choć tak naprawdę ciężko było je przełknąć. Kto jednak o to dbał? Liczył się ich efekt, nie walor smakowy.
-Lubisz badać grunt, prawda? Szczególnie patrząc z góry na klęczące kobiety. spojrzał się na niego, a następnie puścił wymowne „oczko”. Nastrój mu dopisywał i z każdą chwilą coraz ciężej było mu o bezwzględną powagę. Rzecz jasna nie traciło to na jakości wykonywanych przez niego działań – był skupiony, doskonale wiedział co pragnął osiągnąć, jednak świadomość zakrapianego wieczoru oraz jeszcze trudniejszej nocy budziło w nim przekonanie, iż i tak nie zdążą osiągnąć tego co zamierzają w przeciągu kilku godzin. Natarczywość mogła iść zwieść, musieli zachować choć fundamentalne pozory.
Przemiana okazała się skuteczna – na jego twarzy zagościł młodzieńczy wyraz; zniknęły blizny oraz zarost, włosy znacznie przejaśniały. Sylwetka wydała się o wiele bardziej wysportowana, jednak stało się to kosztem jego wzrostu.
-Nie denerwuj się, nie przemienię się w seksowną blondynkę. Musisz skupić się na zadaniu.- rzucił kpiąco, a następnie bez krzty kurtuazji pchnął drzwi prowadzące do Świńskiego Łba, miejsca gdzie Zakonnicy gromadzili się snując paskudne plany. Szkoda, że ten przytułek nie spłonął razem z tą parszywą zgrają niczym Biała Wywerna.
Odnajdując wolne miejsce przy barze zajął jedno z krzeseł. Nie było one na uboczu – jak mieli w zwyczaju – zależało mu na pozostaniu w centrum uwagi oraz głosów rozmów, które wkrótce miały do niego docierać. Pragnął wybadać teren, podsłuchać lokalnych czarodziejów i znaleźć odpowiednich do niecnej współpracy. -Przynieś cały galon, po cholerę chodzić kilka razy.- rzucił w kierunku zmierzającego do niego barmana – tego samego skurwysyna, którego niedawno przemaglowali wraz z Ramseyem. Darowali mu życie czyszcząc pamięć, albowiem nie chcieli wzbudzać podejrzeń i tym samym nakłonić wroga do zmylenia tropu. -Idioci, czy po nas widać jakbyśmy pili jak panienki?- uniósł brew spoglądają na Goyla. -Dziwka nawet by tym pogardziła.— pokręcił głową w rozbawieniu, a następnie zacisnął rękę na różdżce skrytej w płaszczu. Abspectus- wypowiedział w myślach kierując różdżkę w wolną przestrzeń za barem – chciał zobaczyć, czy na zapleczu było jakiekolwiek towarzystwo. Zwykle podobnie skryci czarodzieje mieli o wiele więcej do powiedzenia.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Boczna ulica [odnośnik]02.12.19 21:02
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 17
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Boczna ulica - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Boczna ulica [odnośnik]12.12.19 17:34
Przyzwyczaił się już do faktu, że Macnair regularnie wspomina Catrionę, nawet jeśli niewiele o niej wiedział i nigdy nie widział jej na oczy. Wszak zarówno poruszanie tematu jego żony, jak i hipotetycznych kochanek zdawało się być jednym z ulubionych zajęć metamorfomaga. Caelan nauczył się już nie tylko panować nad zdradzieckimi emocjami, ale i nie zwracać większej uwagi na te przytyki - a przynajmniej dopóty, dopóki nie mógł obrócić ich na swą korzyść. - Dochodzę do smutnego wniosku, że od dłuższego czasu musi brakować ci bliskości kobiety, stąd te wszystkie niewybredne komentarze - odpowiedział powoli, leniwie, kiedy już upił szczodry łyk alkoholu, a ciepło rozlało się po jego przełyku i niżej, w stronę żołądka. Nie spodziewał się przesadnie drogiego czy pieszczącego podniebienie trunku, w tej sytuacji najważniejsze było działanie - chcieli się rozgrzać, nie zaś degustować wytrawne, godne bogaczy napitki. Nie pytał też, skąd Drew brał te pomysły, dlaczego zawsze nawiązywał do blondynek - czyżby wiedział? Czyżby rozmawiał z Rookwood o ich... relacji? Nie, na pewno nie, inaczej nie dałby mu spokoju dopóki nie omówiliby wszystkiego, co łowczyni miała do zaoferowania, a co - jak żeglarz miał nadzieję - ofiarowywała niewielu. - Całe szczęście - burknął pod nosem, próbując pozbyć się z głowy wizji, które roztaczał przed nim towarzysz; może później przyjdzie na to czas, może spotkają chętne i jakże przyjazne mieszkanki Hogsmeade, lecz nie mogli zanadto wybiegać w przyszłość, jeśli nie chcieli zlekceważyć teraźniejszości. - Ale i tak nie lubię, kiedy to robisz - dodał i nieznacznie się przy tym wykrzywił.
Posłusznie podążył za Drew do Świńskiego Łba, odnotowując w pamięci, by później dopytać go, dlaczego zmienił swą aparycję. Świtało mu w głowie, że poruszali ten temat prywatnie lub na spotkaniu Rycerzy, lecz wolałby odświeżyć sobie pamięć, nim zrobi nieostrożny krok czy powie o jedno słowo za dużo. Powoli wodził dookoła wzrokiem, kiedy zajmowali miejsce przy barze - nie pozbywał się płaszcza, jeszcze nie teraz. Zwykle nie siadał na widoku, wolał skrywać się po kątach i obserwować innych, rozumiał jednak skąd wynikał wybór towarzysza. Nieco niższego, za to młodszego i wyraźnie lepiej zbudowanego towarzysza - czyżby ktoś leczył tu sobie kompleksy? - Dobrze prawisz - odpowiedział głośno, głośniej niż zwykle, podchwytując zapoczątkowaną przez niego grę. Stali bywalcy przyglądali im się z zaciekawieniem, najpewniej próbując przypomnieć sobie, czy widzieli ich już kiedyś, czy to pierwszy raz, gdy pojawili się w tej zapyziałej knajpie. - Lecz nie unoś się, młody. - Poklepał go po ramieniu, chcąc sprawiać wrażenie tego spokojniejszego, dojrzalszego i skłonniejszego do dyskusji. Niewiele później barman postawił przed nimi zamówienie, nawet słowem nie komentując niewybrednych przytyków przemienionego Macnaira; musiał przywyknąć do klienteli wszelkiego sortu. Żeglarz przeciągnął się, spoglądając to ku większemu skupisku czarodziejów po prawej, to ku samotnie szepczącej w kącie parce. Następnie sięgnął do kieszeni płaszcza i, kiedy już wziął pierwszy łyk piwa, wyciągnął z niej zarówno sakiewkę z tytoniem, jak i paczuszkę bibułek. - Grywa tu ktoś w karty? - rzucił po chwili, znów na tyle donośnie i wyraźnie, by mogli dosłyszeć go wszyscy. - Mam trochę drobniaków do przegrania - doprecyzował, powoli odrywając wzrok od zwijanego powoli i z wprawą papierosa, przenosząc go na twarz barmana, a później - na siedzących po prawej, głośnych i podchmielonych jegomościów.[bylobrzydkobedzieladnie]



paint me as a villain


Ostatnio zmieniony przez Caelan Goyle dnia 21.12.19 16:48, w całości zmieniany 1 raz
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874

Strona 2 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Boczna ulica
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach