Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Boczna ulica

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Boczna ulica - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Boczna ulica - Page 4 Empty
PisanieTemat: Boczna ulica [odnośnikBoczna ulica - Page 4 I_icon_minitime17.07.17 1:49

First topic message reminder :

Boczna ulica

Jedna z bocznych uliczek Hogsmeade. Niczym nie wyróżnia się wokół innych ulic w magicznych wioskach: dość szeroka, z charakterystycznymi, nierównymi budynkami. Rzadziej odwiedzana przez uczniów, nie ma tu bowiem dla nich szczególnych atrakcji, raczej domy mieszkalne i kilka zakładów rzemieślniczych: można znaleźć tu krawca, zegarmistrza, czy podobno najlepszego w całej Szkocji kowala.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Boczna ulica - Page 4 3baJg9W

Boczna ulica - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica [odnośnikBoczna ulica - Page 4 I_icon_minitime06.09.20 19:14

Fletcher wywrócił teatralnie oczami na słowa, jakie padły z ust dziwnego typka, kręcącego się koło jeszcze dziwniejszej czarownicy. Jego zachowanie wydawało mu się co najmniej dziwne. Żyli w końcu w latach 50-tych i każdy szanujący się mężczyzna powinien doskonale wiedzieć, gdzie jest miejsce kobiety. A to z pewnością było w kuchni, ewentualnie w sypialni spełniając zachcianki męża. Takie myślenie do tej pory Fletchera nie zawiodło.
- Przecież ja tylko mówię prawdę! - Mruknął, gdzieś między kolejnymi fragmentami swojej opowieści. Byl pewny, że sprzedana historyjka jest dobra i wiarygodna, tym samym nie mając wątpliwości, że pomoże mu się wykaraskać z tej, jakże dziwnej sytuacji.
Nie sądził, że w jego kierunku powędruje cios. Mrugnął świńskimi ślepiami ledwie na jedną, krótką chwilkę, a gdy je otworzył widział już wędrującą w jego kierunku pięść. Przewlekły ból rozlał się po jego szczęce. Mężczyzna zachwiał się, niemal odruchowo unosząc dłoń do miejsca, w którym przed chwilą znalazła się pięść dziwnego jegomościa, by chwilę później splunąć gdzieś w jego kierunku krwią oraz czymś, co zapewne było fragmentem jednego z pożółkłych od papierosów zębów Fletchera.
- Co kurwa?! - Wychrypiał z wyraźnym oburzeniem w głosie. Złość wymalowała się na dwulicowej twarzy opryszka, odczuwającego, co zabawne, dziwnie uczucie niesprawiedliwości. - Znalazł się porządny. Co, jeszcze Ci nie dała, że tak się starasz? A może nie masz czym się za nią zabrać? - Podły uśmiech zagościł na popękanych ustach Fletchera. Zdenerwować przeciwnika, wyprowadzić go z równowagi by móc wywinąć się z tej oślizgłej sytuacji - to było jego planem, przynajmniej w początkowej jego fazie. Szybko jednak odruchy i nawyki wzięły górę. Fletcher rzucił się biegiem w kierunku pokręconej parki, unosząc już brudne łapy by wymierzyć napastnikowi cios, będący odwdzięczeniem się za ukruszonego zęba. Czuł w ustach metaliczny posmak juchy, który jeszcze bardziej go irytował. I już, już był pewien, że go dorwiw gdy czar powędrował w jego kierunku.
Fletcher stanął jak wryty z wyrazem dziecięcej dezorientacji na twarzy. Umysł utracił władzę nad mięśniami sprawiając, że opryszek runął na ziemię, by chwilę później zalać się pełnym rozpaczy płaczem. Brudna dłoń powędrowała do zakrwawionych ust, by mężczyzna mógł wsunąć do niego kciuka, niczym pełne bólu niemowlę.
Fletcher pozostał na łasce oraz niełasce ścigających go czarodziejów.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść


ja też
OPCM : 29
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Boczna ulica - Page 4 66aab98705f7bc0cefe476433f25a02d

Boczna ulica - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica [odnośnikBoczna ulica - Page 4 I_icon_minitime06.09.20 22:32

To nie tak, że straciłem nad sobą panowanie, kiedy zamachnąłem się lewą ręką, aby wymierzyć mu mocny cios pięścią. Uchodziłem za człowieka opanowanego, potrafiłem zachować zimną krew, ciężko było mnie wyprowadzić z równowagi. Nie inaczej było tym razem. Nie zastanawiałem się długo nad tym ruchem, lecz uderzenie to wyprowadziłem z pełną premedytacją, celowo i z satysfakcją. Należało mu się za tak obrzydliwe słowa o pannie Potter. Należałyby mu się za słowa o każdej kobiecie, bo najwyraźniej do żadnej nie miał choćby za grosz szacunku. Zasłużył na to, aby potraktować go jeszcze surowiej. Powinien był wypluć wszystkie zęby, a nie jeden. Błoto pod naszymi stopami zmieszało się wraz z krwią. Nie odpowiadałem na jego zaczepne odzywki, sugerujące, że robię to tylko po to, aby zrobić na stojącej obok czarownicy wrażenie, zaciągnąć ją do łóżka. Wszyscy wiedzieliśmy, że tak nie było, a on, pomimo swej beznadziejnej sytuacji, dalej mnie prowokował. Wymierzyłem mu cios, udzielałem pomocy Kaelie, bo tak zrobić należało, bo tak zostałem wychowany.
- Współczuję każdej kobiecie, której los postawił cię na drodze - powiedziałem, a w moim głosie rozbrzmiała czysta pogarda.
Chciałem dać mu szansę, aby się wytłumaczył i wyjaśnił, jednakże jego prawda była stekiem wyzwisk, obelg i wulgarnych sugestii, na które panna Potter nie zasłużyła. Nie pozostałe zatem nic innego jak dojść do prawdy w inny sposób. Fletcher puścił się biegiem, jednakże nie zdołał czmychnąć przed promieniem mojego zaklęcia. Zatrzymał się w pół kroku, a kiedy dogoniliśmy go z Kaelie, ujrzałem na jego chytrej, świńskiej twarzy wyraz zdezorientowania i przerażenia.
Przeszukałem jego kieszenie i znalazłem w nich podejrzanie wyglądające medaliony i sakiewkę. Pytająco spojrzałem na Kaelie. Miał jej sprzedać talizmany, lecz próbował uciec i z towarem, i ze złotem.
- Nie ufałbym mu jako kupcowi. Odpuść - zasugerowałem. Lepiej, by decydowała się szybko, bo mieliśmy wokół kilkoro gapiów.
Medaliony wsunąłem z powrotem do jego kieszeni, sakiewka zaś powróciła w ręce właścicielki. Pozostawiliśmy Fletchera na ulicy. Lada chwila minie działanie mojego czaru, nie zdecydowałem się go zatem ściągnąć od razu, by uniknąć kolejnych obelg.
Oddaliliśmy się, a Fletcher pozostał jedynie niemiłym wspomnieniem,

zt Cedric i lusterko





when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Powrót do góry Go down
Regi Weasley
Regi Weasley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : zrobi co się da, żeby tylko dostać deser
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
magič
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Boczna ulica - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica [odnośnikBoczna ulica - Page 4 I_icon_minitime10.12.20 1:42

|6 sierpnia '57|

Nigdy nie potrafił osiągnąć stanu nirwany, a co dopiero choćby delikatnego spokoju. Jego rzeczywistość od początku pojawienia się w Londynie była nieco rozszarpana na drobniutkie kawałeczki, które przy spotkaniu ze znajomymi twarzami zdawała się nieco reperować, żeby w ciągu kolejnej doby ponownie być rozdartą i rozwianą w różne strony. Od dosyć dawna wszystko przestawało trzymać się całości, a Regi jak to Regi, starał się połapać w rozkręconym kołowrotku różnych, dziwnych zdarzeń, nad którymi nawet nie było jak zapanować. Wiedział, jak mało rozsądnym był powrót do ich skromnego domu, choć pragnienie ujrzenia swoich bliskich zdawało się wypalać jakąś sympatyczną cząstkę jego nieco już zepchniętej na margines postaci. Starając się utrzymać na pewnym poziomie intelektualnym, obrał jeden z najlepiej zapamiętanych celów z lat młodzieńczych — Hogsmeade...a może to tylko jakaś nieodparta chęć zauważenia na ulicy kolejnej znajomej twarzy?
Wciąż jeszcze nieco niepewien wszystkich ze znanych sobie przejść kanałowych, skorzystał po raz kolejny z możliwości ucieczki od portowego zgiełku. Przyzwyczajony do braku stresu w swoim życiu aktualny nadmiar bodźców sprawiał, że powoli wydawał się mieć paranoję, z którą dzielnie walczył. Czasowe osamotnienie zaczynało faktycznie działać na jego psychikę, w szczególności, że wciąż widywał ulotki ze znajomymi twarzami, a nawet własną rodziną, bo przecież od Skamander niedaleko Weasleya pada!
Znajdując się za granicami Londyńskiego zgiełku, praktycznie od razu teleportował się w pobliże Hogsmeade, raz jeszcze sprawdzając swoją twarz jednym prostym wyrzutem włosów do tyłu. Brak charakterystycznego dotyku włosów na karku był dobrym znakiem, który nieco zmotywował go do wyjścia na jedną z głównych ulic. Samo rozglądanie się po szyldach przywodziło masę wspaniałych wspomnień, które być może oddałby za możliwość spotkania się z rodziną, do której tak mu było tęskno. Jego uwagę przyciągnęły jakieś młokosy ganiające się koło Miodowego Królestwa, a może to było polowanie na Czekoladową Żabę? Tylko po co jeść cokolwiek z podłogi. zastanowił się przez chwilę, zaraz łapiąc się na zmugolszczeniu własnych rozważań. Kilkanaście porządnych tygodni w mugolskim świecie faktycznie momentami pokazywało odciśnięte piętno towarzyszki, która cały czas dziwiła się na jego niektóre zachowania. Z drugiej strony, gdyby tak się zastanowić, to w żadnym wypadku Weasley nie był w stanie wyobrazić sobie któregoś ze szlachetnie urodzonych rówieśników, którzy pozwalaliby sobie na taką frywolność jak jedzenie czegoś nieco już ubrudzonego...dobrze, że jego mama oberwała pałką w głowę, kiedy była z nim w ciąży przynajmniej też uchował się normalnym. Choć czy dobrze było nazywać normą osoby, które są zdrajcami i zbiegami? Czy jego dalsza rodzina i przyjaciele rodziny faktycznie mogliby zrobić coś tak strasznego?
Ponownie zmieszany wrócił do zmarkotniałego poczucia humoru, patrząc już bardziej pod nogi niż przed siebie. W ostatnim momencie zorientował się, że w jego polu rażenia, a raczej drogi, pojawiła się drobniutka postać, którą bardzo niefortunnie porządnie pociągnął z barku, a raczej całego swojego boku, zważywszy na różnicę wzrostu oraz masy. Ze względu na swoją Jeremiaszową postać nawet nie miał zamiaru kogokolwiek przepraszać, tym bardziej że przyjazna okolica nie zasługiwała na tak parszywą gębę do psucia nastroju i apetytu z jego strony. Mimo odrzutu, który sam odczuł na własnym, przemienionym ciele, chciał już kontynuować wędrówkę, łapiąc równowagę kolejnym krokiem, kiedy zauważając ją, zamarł.
Stojąc w dosyć mało estetycznym, bardziej akrobatycznym rozkroku powoli obrócił całą twarz w stronę drobnej brązowowłosej, którą przecież tak dobrze znał. Nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa zakleszczony w pełnym paraliżu własnego ciała. Był na granicy przerażenia i euforii, niepewny w jakim kierunku należało skoczyć.
Księgarnia mogła jeszcze poczekać, a wraz z nią każdy jego kolejny plan.




pan jest częścią mnie, ja częścią pana

Powrót do góry Go down
Elizabeth Dearborn
Elizabeth Dearborn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8855-elizabeth-cornelia-dearborn#263872 https://www.morsmordre.net/t8860-vivaldi#264039 https://www.morsmordre.net/t8858-ladybug#264029 https://www.morsmordre.net/t8863-przedpokoj#264132 https://www.morsmordre.net/t8916-skrytka-nr-2089#266537 https://www.morsmordre.net/t8861-lizzie-dearborn#264115
Zawód : uzdrowicielka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie pragniemy
czterech stron świata
gdyż piąta z nich
znajduje się w naszym sercu
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Boczna ulica - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica [odnośnikBoczna ulica - Page 4 I_icon_minitime14.12.20 0:20

Przez ostatni czas widok Hogwartu wychodzącego zza koron drzew stał się dla niej tak zwyczajny, że nie był już nawet nostalgiczny. Gdy wcześniej odwiedzała Hogsmeade, to był widok prawie zapierający dech w piersiach, pachnący śniegiem (nawet latem), kremowym piwem, pierniczkami. Jej pierwsza wizyta w magicznej wiosce była czasem tylko przed świętami. Mogła samodzielnie kupić całej rodzinie masę słodyczy, mamie, Cedricowi, Allyi, wszystkim! Teraz jednak to było pierwsze miejsce, które widywała po wyjściu z Oazy Harolda. Jej brat jednak czasami nawet rozumiał, że trudno jej było wytrzymać w zamknięciu. Wyspa była dla niej zdecydowanie zbyt mała. Widywała ciągle tych samych ludzi, bardzo często lubianych przez nią, ale brakowało jej wyjścia. Brakowało jej wolności, dawnych przyjaciół, spotkania przy ognisku bez strachu i myślenia, czy osoba, która się napatoczy przypadkiem wyceluje w nich różdżkę i będzie chciała ich skrzywdzić.
Tutaj przychodziła na małe zakupy. Nawet nikt specjalnie nie pytał skąd brała pieniądze - po prostu je miała, a o swoich innych zajęciach nie musiała mówić. Umówiła się z Cedric'iem, że gdy skończy swoje sprawy, wrócą razem do Oazy, a ona w tym czasie zrobi zakupy. Wioska nadal była pełna czarodziejów i raczej nie zachowywali się tak, jak w Londynie, a życie płynęło spokojnie. Piętno wojny jednak odciskało się nawet tutaj, głównie na ludziach. W niektórych sklepach brakowało zasobów przez kontrolowane dostawy, a ludzie wydawali się o wiele mniej radośni. Mogli mieć tyle różnych historii za sobą. Mogli być uciekinierami. Na chwilę nawet zawiesiła wzrok na mężczyźnie z okropną blizną na twarzy - wyglądał, jakby spotkał się z ogromną ilością ostrzy, pewnie z szarpiącą końcówką, które przesunęły się przez jego twarz, a następnie nie zagoiły się dobrze. Zostały czerwone, znaczące jego twarz i gdy człowiek wyłapał spojrzenie brunetki, zawstydzony się odwrócił, przy czym ona zrobiła dokładnie to samo. Nie powinna się gapić.
Może właśnie dlatego, że schowała się trochę we własnych ramionach, trochę odwróciła wzrok, trochę nie skupiła się na drodze, nie zauważyła, kiedy ktoś ją potrącił. Jabłka w siatce, które trzymała w dłoniach z rozprostowanymi ramionami, obiły się o siebie dosyć mocno, co trochę ją zdenerwowało. Syknęła pod nosem. Co za kompletny brak kultury, nawet nie usłyszała żadnego słowa od człowieka, który to zrobił w taki sposób. Ani przepraszam, ani zupełnie nic. Chciała ruszyć dalej, ale... Zatrzymała się. Wzięła głęboki oddech i odwróciła się przez ramię, wypalając z siebie: - Co pan sobie wyobraża? To wysoce niekulturalne, żeby nawet nie przeprosić.
Uniosła spojrzenie czekoladowych oczu na mężczyznę, który wgapił się w nią tak, że prawie znowu go skrzyczała, jednak zanim to się stało, rozpoznała w nim coś znajomego. Wprawdzie nie było ani rudej czupryny ani ciepłego uśmiechu, ale znała go pod tą twarzą. Była zaufaną osobą, już dawno poznała jego wszelkie oblicza, kiedy jeszcze uczył się magii leczniczej pod jej skrzydłami. Jego widok wywołał falę pozytywnych uczuć. Tak dawno nie dawał znaku życia, że naprawdę bała się o jego życie. Teraz tylu ludzi je traciło. Nie miała kontaktu z wieloma osobami, z którymi kiedyś pracowała w jednym dziale, a po ich pochodzeniu można było spodziewać się najgorszego. Dlatego gdy spojrzała w znajome i zupełnie żywe oczy mężczyzny, poczuła ciepło rozchodzące się aż od lewej strony piersi aż do żołądka. Jej twarz przyozdobił cieplutki uśmiech, który rozświetlił oczy, aż w końcu dziewczyna wykonała kilka kroków w jego stronę, aż w końcu objęła go mocno ramionami, a siatka z jabłkami zapewne uderzyła w jego uda lekko. - Reg... - powiedziała to cicho, tak, żeby nikt nie usłyszał kompletnego zdemaskowania mężczyzny i w końcu wypuściła powietrze z płuc. Cieplutkie, miłe powietrze, pełne nostalgii. Poczuła ulgę. Był tutaj i czuła, że jest prawdziwy, że to nie jest tylko zupełnie pusta powłoka dawnego przyjaciela.




I still get a little scared of something new but i feel a little safer when I'm with you. Falling doesn't feel so bad when I know you've fallen this way too.
Powrót do góry Go down
Regi Weasley
Regi Weasley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : zrobi co się da, żeby tylko dostać deser
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
magič
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Boczna ulica - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica [odnośnikBoczna ulica - Page 4 I_icon_minitime15.12.20 2:23

Urosła momentalnie wybrzmiało w jego głowie, choć wzrokiem rejestrował o wiele większe detale niż zmniejszoną różnicę pomiędzy ich wzrostem niż ponad dobre pół roku temu. Zanim jednak zdołał nacieszyć się widokiem, poczuł oszałamiający zapach, który zawsze kojarzył z jej osobą i medycznymi naparstkami...czy wrócił już do domu? Oczy momentalnie zaszkliły się na tę wspaniałą myśl. Była to pierwsza osoba, która rozpoznała jego tożsamość i szczerze powiedziawszy, na tę chwilę nie potrzebował nikogo więcej. Nawet nie zawracając sobie głowy żadnymi słowami, po prostu wyciągnął ręce, skracając jeszcze bardziej dystans pomiędzy nimi. Jego nieco bardziej zbudowana postać niemalże schowała całą ciemnowłosą damę pod swoim długim płaszczem, jakby próbując zabrać ją z tej niewdzięcznej ulicy, miasta, kraju, a nawet i planety. Lekko ponad dwudziestocentymetrowa różnica pozwalała mu zatopić swój nos w jej włosach, momentalnie zatracając się całemu w możliwości przebywania przy tak ważnej mu osobie. Wydawało mu się, że wraz z nagłą falą bodźców pojawiły się bardziej jaskrawe kolory, które widział przy każdym mrugnięciu okiem. Widział czubek jej głowy i nawet to wystarczyło mu, żeby zobaczyć, jak różnie układał się każdy z pojedynczych kosmyków z tyłu jej głowy. Wręcz momentalnie jedna z jego dłoni spoczywających na jej plecach przeniosła się na tył głowy, miarowo głaszcząc ją w sposób wręcz uspokajający. Sam Weasley nie wiedział, czy ten gest pomagał jej, czy jemu, ale pewne było, że mógłby się nie kończyć. Było to pierwsze spotkanie kogokolwiek znającego jego imię, kto wymówił jego imię, świadom tego, kim jest. Poczuł ciepło rozprowadzające się od jej przylegającego ciała, aż po same koniuszki placów, jakby przywracając mu poczucie komfortu w byciu sobą przemienionym w inną postać.
- Wiem...Lizz...wiem... - wyszeptał na tyle cicho, żeby usłyszała. Sam niedokładnie wiedział, co dokładnie wiedział, ale wiedział. Wiedział, że tak należało zrobić, pozwalając uldze przelać całą szalę goryczy, złości, odrzucenia i innych mniej ciekawych odczuć, które zaczynały po kilku miesiącach innego życia dominować nad jego niegdyś swobodną głową. Zarówno on, jak i ona przeżyli swoje, choć mimo to pozwolili sobie na zamknięcie w bańce bezpieczeństwa na tę jedną, czy dwie sekundy. - Taki jestem głupi. - przyznał bardziej przed sobą, niż przed nią, pozwalając sobie na zamknięcie oczu i czerpanie z najciekawszego bodźca, którym był węch, co z tego, że jabłka próbowały przypomnieć mu, że są ciekawsze elementy do czerpania przyjemności niż wąchanie dziewczyny, był przecież porządnym gościem i nawet kilka miesięcy życia pod przykrywką tego nie zmieni!
Zaraz jednak zreflektował się, że też wpadł na brunetkę, co po momencie dawki emocjonalnych wrażeń rodem kolejki górskiej, odbiło się na jego twarzy. Ze zmartwionym wyrazem twarzy i nieco błyszczącymi oczami odsunął się od niej na wyciągnięcie ręki, równając przy tym swoją twarz z jej poprzez schylenie.
- Nic Ci się nie stało? Jesteś cała? Wszystko w porządku? - zasypał ją gradem pytań, kompletnie nie zwracając uwagi na to, jak bardzo była to niecodzienna sytuacja. Gdyby nie to poczucie zmartwienia mógłby je przeżywać na nowo milion razy, a może było to jedynie złudne marzenie?




pan jest częścią mnie, ja częścią pana

Powrót do góry Go down
Elizabeth Dearborn
Elizabeth Dearborn

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8855-elizabeth-cornelia-dearborn#263872 https://www.morsmordre.net/t8860-vivaldi#264039 https://www.morsmordre.net/t8858-ladybug#264029 https://www.morsmordre.net/t8863-przedpokoj#264132 https://www.morsmordre.net/t8916-skrytka-nr-2089#266537 https://www.morsmordre.net/t8861-lizzie-dearborn#264115
Zawód : uzdrowicielka
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie pragniemy
czterech stron świata
gdyż piąta z nich
znajduje się w naszym sercu
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Boczna ulica - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica [odnośnikBoczna ulica - Page 4 I_icon_minitime04.01.21 22:21

Ta chwila była znamienna. Nie ma nic lepszego od znalezienia dawnego przyjaciela i doświadczenia tego, że był, że stał tutaj, że nadal pachniał zwietrzałą, tanią wodą kolońską. Nawet metamorfomagia nie była w stanie zmyć tego ciepła, które miał w sobie i nie zmieniała jego oczu, które mieniły się jak whisky w przezroczystej szklance mieniąca się gdy podstawiło się ją pod słońce. Nawet całkowita zamiana ciała nie sprawiała, że czuła się inaczej w jego ramionach niż kiedyś. Mógł próbować zmienić postać, ale pewne rzeczy pozostawały. Jej życie bardzo się zmieniło i każda namiastka tego, co utraciła była dla niej na wagę złota. Była ważna i mocno rozgrzewała jej serce, dokładnie tak jak teraz. Gdy żołądek wypełnił się ciepłem, w ramionach przyjaciela, który był teraz dla niej możliwie najlepszym prezentem jaki kiedykolwiek mogła otrzymać. Był jak światełko nadziei, że ci, których straciła gdzieś jeszcze są. Że żyją, że mają się dobrze. Nie miała wiadomości od tylu przyjaciół, ale nie miała im tego za złe. Czasy były trudne. Ona też nie mogła powiedzieć wszystkim o rzeczach, które były tajemnicami, trzymanymi głęboko dla bezpieczeństwa. - Jesteś, okropnie. - Potwierdziła, ale bez zarzucającego tonu, po prostu był ciepły, był rozczulony, wbiła w niego całą swoją tęsknotę za dobrymi czasami, tymi pełnymi śmiechu i beztroski. Prawie już nie pamiętała jak to jest bez zmartwień i strachu. Prawie czuła jak oczy zaczynają delikatnie piec od słonego płynu, szybko jednak zatrzepotała rzęsami, by ani jedna łza nie uciekła spod powiek. To nie miejsce i nie czas by płakać. - Regi... - Miała ochotę znowu powiedzieć jego imię, by po prostu nie zapomnieć tej chwili. Miała ochotę powtarzać je w nieskończoność. Czuła, że ramiona zaciskają się kurczowo na jej ciele, zupełnie jakby nie chciał jej puścić, ale nie był w tym odosobniony. Ona zacisnęła na jego plecach dłonie ze sobą, by po prostu mieć go przy sobie. Jak najdłużej. Bo tutaj nic mu nie mogło zagrozić i nic nie mogło jej go odebrać. - Oczywiście. Wiesz, że Cedric nigdy nie pozwoliłby, żeby coś mi się stało. - Nie wiedziała czy Weasley dobrze zna jej brata, ale z pewnością kojarzył go chociaż z jej długich opowieści - czasami ogromnych komplementów, a czasami oburzonych narzekań, co nie było niczym dziwnym między bratem i siostrą, zwłaszcza gdy słuchało się tego od tej młodszej osoby z tandemu. Spojrzała wprost w te oczy, miodowe, z przebłyskami małych ogników wyrastających jak małe źdźbła trawy. - Nie martw się o mnie. Co z Tobą? Masz jakieś schronienie? Nic ci się nie stało? - Złapała jego dłoń w swoją, dzieląc się swoim ciepłem. - Musisz mi wszystko opowiedzieć.
Potrzebowała tego. Potrzebowała tych wieczorów, gdy w gronie przyjaciół siedziała gdzieś na starej ławce i popijając chłodne, słabe piwo śmiała się tak głośno, że mogły słyszeć ją odległe gwiazdy na niebie. A Wielka Niedźwiedzica śmiała się razem z nią.




I still get a little scared of something new but i feel a little safer when I'm with you. Falling doesn't feel so bad when I know you've fallen this way too.
Powrót do góry Go down
Regi Weasley
Regi Weasley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : zrobi co się da, żeby tylko dostać deser
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
magič
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Metamorfomag

Boczna ulica - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica [odnośnikBoczna ulica - Page 4 I_icon_minitime10.01.21 0:58

Starając się przekazać jej całe to rozgoryczenie pomieszane z potworną tęsknotą do przeszłości, był również na tyle samolubnym, żeby zwyczajnie cieszyć się z możliwości spotkania. Nie interesowało go, że jego postać była tą charakterystyczną, obitą przez życie twarzą, gdzie zęby stanowiły pewne trofeum osiągnięć zdobytych na przestrzeni lat. Metamorfomag był zadowolony, że to nie za jego kadencji Jeremiowa twarz nabawiła się szczerbatego uśmiechu.
Cieszył się, że pamiętała o nieużywaniu pierwszego rodowego imienia, nieistotnym było to drugie, bo też nie każdy wiedział, jakie ono było! Czujność stała się pewnego rodzaju podstawą, choć nie było to szczególnie dziwne, kiedy posiada się przeszłość w pracy, gdzie jest się zmuszonym do wykorzystywania takich informacji. Zdecydowanie był to jeden z najbardziej udanych trików, które opanował już na początku swojej kariery i pomimo krwawych sytuacji, które wtenczas miały miejsce, wybawieniem była obecność uzdrowicielki. Po raz kolejny jej osoba jakoś wewnętrznie uspokoiła niedający spokoju huragan szalejący w jego głowie. Wypowiedziane słowa były pewnego rodzaju pomocą w wyłapaniu szczegółów, jak chociażby to, że Cedric wciąż żył, a to oznaczało, że jego współpracownicy musieli również przeżyć! Kilka kamyków ciążących na serduchu skruszyło się, kiedy tylko zrozumiał dobre wiadomości. Nawet na chwilę pozwolił sobie uciec od skierowanych doń pytań. Dopiero chwila ciszy wyrwała go z zamyślenia, zaraz przywołując, o co ciemnowłosa pytała.
- Radzę sobie. Mam dach nad głową i kilka robót przy centrum. - wyjawił cicho, starając się nie mówić nazwy miasta, które było obłożone potężnymi represjami ze strony Ministerstwa. Strach było choćby wyściubić nos, jednak w ten szczególny dzień był gotów nawet krzyczeć o gnidzie zasiadającej na stołku, czyli lordowi Malfoy! Na szczęście dźwięk własnego głosu wybił mu z głowy tak idiotyczny pomysł. Ich obecność poza Londynem nie gwarantowała żadnego bezpieczeństwa. Chłonął jej spojrzenie, choć na kilka sekund przeniósł je ponad jej drobną postać, chcąc zmonitorować część ulicy, którą wcześniej szła. - Najpierw musimy zgubić uwagę. Może pomogę z tymi zakupami? - zaproponował raźno, czując rozgrzewające ciepło, które promieniowało od jej dłoni, aż po końce palców u stóp! Jego ciało zdawało się na nowo poznawać przyjazny dotyk, który przecież niespełna rok temu był codziennością po nieudanych nocnych bijatykach. - To nie jest dobre miejsce... - skinął głową w kierunku wnęki prowadzącej do tyłów jednego z lokali. Znał okolicę na pamięć, jak każdy Hogwardzki absolwent, toteż niczym dziwnym było, że wskazywał za swoje plecy. Mimo wszystko czasem wolał brak słów niż ich nadmiar, dlatego delikatnie ścisnął jej dłoń, zapewniając w ten sposób, że wie, co robi. Być może był to jeden z testów zaufania, na które żadne z nich nie było gotowe, choć kiedy miał być dobry moment na jakąkolwiek rozmowę? Odchodząc do wnęki, mieliby przynajmniej pewność, że zejdą z widoku i tak mało uczęszczanej uliczki, na której jakby złośliwie, pojawiło się kilku przechodniów. Każdy zapragnął dnia z książką? Tak długo, jak mógł cieszyć się promykami w postaci dłoni Elizabeth w swoim chropowatym łapsku, był w stanie stać na ulicy bez typowej, zmarszczonej w złości gębie.




pan jest częścią mnie, ja częścią pana

Powrót do góry Go down
 

Boczna ulica

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja :: Hogsmeade-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21