Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 "Pod ziemią"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: "Pod ziemią"   17.07.17 1:51

First topic message reminder :

"Pod ziemią"

Niegdyś miejsce to stanowiło podziemny łącznik pomiędzy Pokątną a mugolską częścią Londynu. Aktualnie przejście zostało zaadoptowane na sprzyjające prywatności miejsce spotkań czarodziejów. Na pierwszy rzut oka zwyczajowe "Pod ziemią" przypomina karczmę — znajduje się tu wąski bar z niewielkim zapleczem usytuowany w jednej z wnęk, a wzdłuż ścian ustawione zostały stoły, przy których można napić się ognistej whisky, a także zjeść niezbyt wymagającą strawę. W tunelu znajduje się wiele świec stanowiących jedyne źródło światła, a z sufitu zwisają otwarte klatki, w których częściej śpią nietoperze niż sowy. Miejsce to nie jest tłumnie odwiedzane, ale zawsze można tu spotkać czarodziejów lubujących się w rozmaitych zakładach i kościanych grach.
Możliwość gry w kościanego pokera.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: "Pod ziemią"   12.05.18 23:58

Uśmiechnęła się jednym kącikiem ust, przewracając oczami, bo o ile sama uznawała temat za zamknięty, odnosiła wrażenie, że siedzący obok mężczyzna wcale nie zamierzał tak szybko odpuścić.
- Wiem, że chciałbyś się w nich znaleźć, ale moje sny zaprząta zdecydowanie coś innego. Nieustannie od kilku lat. - Co z pewnością nie należało do najprzyjemniejszych i najmilszych rzeczy, jakie mogłaby i chciałaby sobie wyśnić. Truchło chłopca, który zginął przypadkowo, grupka porywaczy, spowity mrokiem las Hogsmeade i ponura pogoda, która tamtego wieczoru zwiastowała same problemy a dzisiejsza aura była bardzo podobna, a potem Odette, która znajdowała się na miejscu tamtej osoby i ona jako sprawca z krwią na rękach. W najlepszym wypadku w ogóle nie śniła lub nie spała, przynajmniej nie z własnej woli a otumaniona nasennymi eliksirami i ziołowymi mieszankami ciotki. Czasem zastanawiała się, dlaczego Drew nigdy nie zapytał o powody jej nocnego trybu życia - widywali się przecież najczęściej bardzo późnym wieczorem, gdy wszystkie przyzwoite kobiety tego świata już dawno leżały pod ciepłą pierzyną domowego łoża - ale nie przeszkadzało jej to. Nie zamierzała się przed nikim tłumaczyć.
Solene przeniosła wzrok na żarzącą się końcówkę papierosa, której popiół po chwili strąciła leniwie do popielniczki. Papieros zaczął jej powoli smakować; koniec końców nie była szczególnie wybredna, skoro każdy z nich niósł za sobą dokładnie to samo i koił w podobny sposób.
- Aurorzy podejrzewają, że to coś bardziej skomplikowanego - a może podejrzewali? W końcu była ostatnią osobą, którą o czymkolwiek informowano a teraz, gdy śledztwo ponoć zamknięto, stroniła od wszelkich kontaktów z tą grupą ludzi - a ja sądzę, że nie było w tym żadnego spisku. Nie posłuchali. - Prościej było uważać, że świat wokół jej nie zagrażał i że była nieśmiertelna, skoro już kolejny raz wywinęła się z rąk porywaczy. Zamierzała zrobić to i następnym razem, zbyt wiele chciała jeszcze uczynić, by poddać się bez walki. - Uważasz, że złapanie go trochę ulepszyło świat? - Spytała nagle, zaskakując samą siebie łatwością, z jaką przyszło jej podzielenie się zaprzątającą głowę myślą z Macnairem. Ale temat poruszony w rozmowie ze Skamanderem nie dawał jej spokoju od kilku dni; chociaż osobiście wątpiła, by złapanie porywacza w jakikolwiek sposób poprawiło sytuację w magicznym półświatku, może się myliła? Może faktycznie była zgryźliwa i przestała dostrzegać wszelkie pozytywne aspekty? Pytała szczerze, normalnie, bez zbędnych złośliwości, chyba po raz pierwszy w tejże relacji podchodząc do dyskusji z taką powagą, zastanawiając się, czy jej towarzysz wyczuje tę zmianę nastawienia.
Kolejna szklaneczka ognistej w międzyczasie pojawiła się przed jasnowłosą bez jej wyraźnej woli, jednak krótkie spojrzenie i gest barmana wskazujący mężczyznę w rogu sali, upewnił ją w przekonaniu, że nie powinna była tutaj zostawać na dłużej, niż to konieczne. W mimowolnym odruchu rozejrzała się dyskretnie wokół, przysuwając się bliżej Macnaira, który - jak na ironię - był jedyną osobą w tym miejscu, której ufała na swój sposób.


Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 5
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: "Pod ziemią"   17.05.18 23:48

Nieszczególnie ciekawił go temat jej snów, ale koniec końców wolał debatować na temat takowych niżeli poszukiwać innego, bardziej zawiłego tudzież związanego bezpośrednio z nim. Zwykle unikał rozmów, a tym bardziej pytań o własną osobę toteż uniósł wymownie brew wyraźnie dając znak, iż oczekuje na dalsze wyjaśnienia. -Zatem, co spędza Ci sen z powiek?- spytał wykrzywiając wargi w półuśmiechu po czym chwyciwszy szklankę upił jej zawartości z wyraźną dozą zadowolenia. Ognista w owym miejscu smakowała zdecydowanie bardziej niżeli ta wypełniająca butelki w nokturnowskich spelunach.
Macnair nigdy nie pytał o jej nocy tryb życia, bowiem sam preferował takowy i nie uważał tego za coś szczególnie dziwnego. Faktycznie o wiele trudniej spotkać było kobietę z dobrego domu późną porą, ale wychodząc z założenia, iż wciskanie nosa w nie swoje sprawy było po prostu niegrzeczne, nigdy nie interesował się owymi powodami. Nastały burzliwe czasy, każdy oglądał się za siebie doszukując podejrzanego zachowania nawet w najprostszych czynnościach tudzież uprzejmościach zatem mając na uwadze własne bezpieczeństwo winien sam zachować rozum i dostosować możliwości do sytuacji. Drew od dziecka znajdował się w półświatku, znał je jak własną kieszeń, dlatego nocne przechadzki po Nokturnie nie stanowiły dla niego problemu – właściwie nierzadko odnosił wrażenie, iż to on był tym, którego starano się omijać szerokim łukiem. Wbrew pozorom był inteligentnym gościem, nie pakował się w nie swoje problemy i nie szukał takowych nawet po dużej dawce krążącego w żyłach alkoholu, więc w teorii był nieszkodliwy, choć praktyka potrafiła zaskoczyć.
Na słowo „aurorzy” zachował kamienną twarz, ale gdzieś z tyłu głowy zapaliła mu się czerwona lampka. Nie zamierzał mieć z nimi do czynienia zważywszy na swe przekonania oraz magiczną sztukę, którą pałał się wbrew prawu. Gardził pewnymi zasadami, wychodził z założenia, iż tylko ludzie słabi i pozbawieni wewnętrznej motywacji unikali najpotężniejszej dziedziny zaklęć starając się stłamsić ją w zarodku przez swą nieudolność. Fascynowały go klątwy, widział przyszłość w starożytnych księgach dających o wiele więcej wiedzy niżeli mogłoby się wydawać i był pewien, że w końcu nastaną czasy, kiedy nie będzie musiał tego ukrywać. Czarny Pan – jedyny słuszny, prawdziwy przywódca – da im te możliwości, da je tym wybranym.
-Nie mi sądzić czy świat jest lepszy, Solene.- bo nie był. Jeszcze nie teraz, nie gdy Ci wszyscy popaprańcy i szlamy przechadzały się beztrosko po ulicach Londynu bezczeszcząc dobre imię czarodziejów. Mrok miał ich zabrać ciskając w swą ciemność, a wszyscy inni, czystej krwi przysięgnąć lojalność ich Panu. -Nastały czasy, w których nie ma granicy dobra i zła. Jak widzisz takowe w teorii, czym są dla Ciebie?- spytał unosząc nieznacznie brew w zaciekawieniu. Zastanawiał się jak rozumiała obie definicje i jaka prawda była dla niej tą właściwą – w końcu było ich tyle ilu rozmówców.
Spoglądając na trzymany przez nią alkohol sam upił swojego. Nie przeszkadzał mu fakt, iż mężczyźni uporczywie narzucali się dziewczynie, podobnie jak nie kwestionował faktu, że znajdowali się coraz bliżej siebie.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Zawód : projektantka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: "Pod ziemią"   18.05.18 21:36

Nie odpowiedziała; nie chciała poruszać z nim tego tematu, gdy miała świadomość, że bardzo szybko może stracić nastrój a dwie szklaneczki whiskey przemienią się stopniowo w całą butelkę lub coś mocniejszego. Mierzenie się z duchami przeszłości nie było tym, czego potrzebowała, dlatego z ulgą podjęła się dyskusji.
Zło i dobro... – zaśmiała się perliście, odwracając wzrok na bar i ostatecznie decydując się na wypicie sprezentowanego przez nieznajomego trunku; być może zgubnie, bo za szybko, jednak wierzyła, że jej towarzysz – mając na uwadze dalej niespełnioną przysługę – nie pozwoli jej zrobić krzywdy dzisiejszego wieczoru – czy ta granica kiedykolwiek istniała? Ja, mój drogi, przestałam wierzyć w dobro już kilka lat temu. – Jak mogła wierzyć w dobro, skoro w gruncie rzeczy nie spotkało jej nic dobrego w życiu? Pozory wolności w dzieciństwie, karane, gdy coś nie spodobało się rodzicom; późniejsza ucieczka z domu, przed przymusowymi zaręczynami ze starym wdowcem, który pragnął zamknąć ją w złotej klatce; kilka prób porwań, kłótnia z siostrą i wbicie Odette noża prosto w plecy, zawód miłosny, ciągłe mieszkanie pod okiem wujostwa. Wiedziała, że być może jej problemy były niczym w porównaniu z tym, co działo się wokół, jednak nigdy specjalnie nie przejmowała się losami świata i innych ludzi, będąc zdecydowanie egocentryczną jednostką. – Zdradzić ci sekret? – spytała, nachylając się konspiracyjnie nad uchem mężczyzny – wolę podejrzewać, że każda osoba, którą napotkam, jest moim potencjalnym zagrożeniem, żeby uniknąć rozczarowań i nie stracić czujności. Dwukrotnie straciłam i cóż dobrego mi to przyniosło? Absolutnie nic. Nie pytaj więc, jak wygląda dla mnie granica dobra i zła, bo nie jestem do tego odpowiednią osobą. – Wiedziała do czego powoli zmierzał ten temat, jednak ona nigdy nie rozmawiała z nikim o swoich poglądach; sądziła, że nie powinna wypowiadać ich na głos, w miejscu publicznym zwłaszcza.
Świat, który jest wewnętrznie skłócony, nie ostoi. Katastrofy lubią przychodzić nieoczekiwanie, dlatego rozkoszuj się swoją whiskey, Drew. Kto wie, co się zdarzy tej nocy? – Wierzyła w podziały, tak została wychowana, a i ślepa nie była: doskonale wiedziała, co dzieje się wokół nich. Póki co starała się nie brać żadnej strony, dopóki nie musiała, chociaż czuła, że niebawem wszystko miało się zmienić.
Dopiła drinka, po czym podniosła się z miejsca z zamiarem założenia na siebie wilgotnego płaszcza. Zachwiała się jednak gwałtownie, w ostatnim momencie łapiąc się kurczowo męskiej ręki.
Ironią losu jest to, że jesteś jedyną osobą, której tutaj w pewien sposób ufam – stwierdziła cicho – odprowadzisz mnie do domu? – Zacisnęła palce na jego przedramieniu, drugą zaś na oparciu stołka barowego.

zt




are you something real or just the shell of one who's left this world behind?
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 5
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 30
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: "Pod ziemią"   24.05.18 15:30

Słysząc jej śmiech uniósł nieznacznie brew starając się pojąć jego nagły przypływ, bowiem sama podjęła trudną kwestię dobra oraz zła. Skoro po pozbyciu się oprawcy świat miał się stać rzekomo „lepszy” to musiała mieć w głowie chociażby pospolitą definicję, aby na jej podstawie móc ułożyć własne pytanie tudzież myśli. Dla szatyna tym pierwszym nie było działanie zgodnie z prawem, popieranie ochrony mugoli, zapewnianie bezpieczeństwa szlamom wskutek oskarżania tych, co postanowili dbać o czystość krwi i przede wszystkich zwalczanie najpotężniejszej z rodzajów magii, więc w istocie mogli się nie zrozumieć. Nigdy nie ukrywał, iż jego poglądy znacznie różniły się od tych standardowych, społecznie przyjętych.
-Oczywiście, że istniała.- zapewnił zgodnie z własną wiedzą, a następnie upił sporą ilość alkoholu ze świeżo wypełnionego szkła. Nie zamierzał dzisiaj nader mocno nadużyć procentów, ale zważywszy na obecną sytuację nie widział innego wyjścia – tylko głupiec pchałby się w sam środek pogodowego załamania. -Kiedy prawo do nazywania się czarodziejem mieli jedynie Ci, których krew nie ubrudzona była mugolskim szlamem.- zwieńczył swą myśl ignorując jej zdanie na temat mieszanki, którą obecnie obarczyła ich władza. Uważał, że działali na szkodę, rujnowali to co stworzyli im pradziadowie i dążyli do całkowitego załamania bariery pomiędzy światem lepszym – magicznym – a prostym i bezwartościowym – mugolskim.
Nie odrywał spojrzenia od jej oczu, kiedy zbliżyła się wargami do jego ucha w ten swój kokieteryjny sposób, w dodatku sprawiając, iż jego nozdrza wypełniły się jej słodkim zapachem. Często się zastanawiał czy były to perfidne zagrania, czy po prostu robiła to w dość nieświadomy sposób zapominając o własnej aurze pobudzającej w mężczyznach ogrom wyobraźni. Był to dar? Czy tak naprawdę przekleństwo? -Podobno do trzech razy sztuka.- wygiął wargi w kpiącym wyrazie nie szczędząc sobie złośliwości i nie robiąc nic z rzekomych porwań. Przeszłości nie można było zmienić, więc nie widział sensu, aby powracać do niej w dialogu tudzież nawet w myślach.
-Świat doskonale wie, jak winien się ułożyć. Należy tylko pozbyć się ludzi, którzy takowy układ zaburzają.- podkreślił swoje słowa ponownie, a następnie idąc w ślady dziewczyny dopił whisky licząc, iż uda im się wyjść na zewnątrz i bez szwanku trafić do domu. -Bardziej ciekawym pytajnikiem byłoby z kim coś się stanie tej nocy.- posłał jej szelmowski uśmiech, a następnie wstał ze stołka barowego poprawiając czarną, długą szatę. -Mojego? Z przyjemnością.- stwierdził z wyczuwalnym sarkazmem po czym wysunąwszy przedramię w jej kierunku oczekiwał, aż takowego się chwyci, by móc ruszyć do wyjścia, a następnie do odpowiedniej dzielnicy.

/zt






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Aidan Bagman
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6349-aidan-bagman https://www.morsmordre.net/t6352-fenrir#160575 https://www.morsmordre.net/t6351-nie-gryze-choc-czasem-warkne#160571 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6361-skrytka-bankowa-nr-1597 https://www.morsmordre.net/t6353-a-bagman
Zawód : Łamacz Klątw, do niedawna przemytnik i krętacz
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
My fingers claw your skin, try to tear my way in
You are the moon that breaks the night for which I have to howl
OPCM : 20
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: "Pod ziemią"   10.08.18 18:07

2 sierpnia

Czubek języka szczypał mnie dziwnie, jakbym wbijał w niego zęby za każdym razem, gdy przełykałem kolejny łyk ognistej whisky. Piłem ją powoli każdym kolejnym łykiem zabijając niemiłosiernie dłużące się sekundy. Odkąd wróciłem do Londynu bardzo często zdarzało mi się odczuwać znużenie dniem, znużenie tym wszystkim co działo się dookoła, czas wlekł się mi straszliwie, minuta za minutą odliczając kolejne chwile bezczynności. Miałem co prawda trochę pracy, jednak tych zleceń nie było tak wiele, jak wtedy, gdy wędrowałem swobodnie poza w]Wyspami Brytyjskimi, na dodatek większość z nich była… Delikatnie mówią nudna. Duma bolała mnie za każdym razem, gdy łamałem złośliwie nałożone na zegarek zaklęcie, gdy odbezpieczałem czary nałożone na skarby odziedziczone po złośliwej ciotce, jednak nie pozostawało mi nic innego jak zacisnąć zęby i wykonać zlecenie, nie mogłem wzgardzić żadnym, jeśli chciałem się utrzymać.
Nie mogłem również brać tych ciekawszych, bo przecież obiecałem sobie, że wreszcie wyjdę na prostą i odrzucę przyjmowanie niekoniecznie zgodnych z prawem ofert. Wszystko wewnątrz mnie jednakże rwało się do przygód, do akcji, nie byłem stworzony do stagnacji, bezruch mnie dobijał, a w połączeniu z przejmującą samotnością…
Westchnąłem głośno, po czym pociągnąłem kolejny łyk palącego płynu. Tak, samotność była najgorsza, samotność, która nie ciążyła mi tak, gdy mogłem działać, teraz gdy większość moich zleceń ograniczała się do tych robionych na szybko, bądź takich które w ogóle nie wiązały się z wyrwaniem się z miasta, zaczęło mi bardzo doskwierać to, że w moim otoczeniu nie było bliskich osób. Zatęskniłem za posiadaniem towarzyszy, w końcu jedyną żywą istotą do której mogłem otworzyć usta był Fenrir. Traf chciał, że on niestety nie mógł mi odpowiedzieć. Żyłem teraz w mieście, w którym sześć lat temu spaliłem za sobą wszystkie mosty, nie dziwiłem się więc temu, że nie mam do kogo się odezwać, ba, rozumiałem to w pełni i tak na dobrą sprawę nawet nie szukałem na siłę możliwości naprawienia tego wszystkiego. Będąc całkiem ze sobą szczerym, nie potrafiłbym nawet spojrzeć w oczy osobom, które porzuciłem sześć lat bez słowa wyjaśnienia, bałem się tego za bardzo, a nie chciałem również nawiązywać nowych znajomości. W mieście, które tak bardzo przypominało mi o przeszłości ciężko było mi budować nową przyszłość. Dlatego więc w dni takie jak dzisiaj, kiedy łaknienie otoczenia się ludźmi było silniejsze niż moja niechęć do ponownej socjalizacji, w takie właśnie dni pozwalałem sobie zawędrować do tego baru. Siadałem wtedy przy wolnym stoliku blisko innych osób i w jakimś dziwacznym odruchu nasłuchiwałem głosów otaczających mnie nieznajomych, nie wsłuchując się dokładnie w ich słowa, szanowałem ich prywatność, a jedynie w barwę głosu czując się dziwnie uspokojony faktem, że ludzie obok mnie żyją własnym, spokojnym życiem.




Ostatnio zmieniony przez Aidan Bagman dnia 16.08.18 21:45, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lunara Greyback
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5054-lunara-greyback#108735 https://www.morsmordre.net/t5376-piorka#121476 https://www.morsmordre.net/t5430-lunkowe#123439 https://www.morsmordre.net/f96-salisbury-milford-mill-road-19 https://www.morsmordre.net/t5442-lunara-yvonne-greyback#124096
Zawód : Opiekunka hipogryfów
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Bycie stałym punktem we wciąż zmieniającym się świecie, jest największym wyczynem wojownika.
OPCM : 13
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8 (14)
SPRAWNOŚĆ : 5 (11)
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: "Pod ziemią"   12.08.18 20:53

- Grace, no, tu cię mam!
Zawsze kiedy Lunara widziała się z kimś ze swojej watahy, na jej ustach pojawiał się szeroki uśmiech a ton głosu od razu uderzał w uniesione, radosne tony. Kobieta bez żadnego skrępowania pochyliła się ponad barem i przytuliła jedną z pracujących tam dziewczyn. Zaraz potem, gdy już puściła swoją rozmówczynię, Greyback sięgnęła po niewielką, skórzaną i nieco już znoszoną torebkę, którą miała przewieszoną przez ramię. Pokazała ją Grace, a kobieta spłonęła lekkim rumieńcem wstydu - No ja mam nadzieję, ze ci głupio! Zostawiłaś to u mnie, głuptasku. A przecież kazałam ci pilnować. Brad byłby zawiedziony, gdybyś ją zgubiła.
To już się chyba zdarzało notorycznie. Po pełni wilkołaki nie raz i nie dwa zostawiały u Lunary w domu swoje rzeczy. Jeszcze gdyby chodziło o zniszczone ubrania, które trzeba wyrzucić, to nie byłoby problemu. Greyback w końcu miała już wprawę w pozbywaniu się ich, kilka dodatkowych szmatek nie robiło jej różnicy. Ale jednak kiedy w grę wchodziły jakieś ważne przedmioty osobiste, to już się robiło kłopotliwe!
Grace miała szczęście, że Lunara była akurat w okolicy. Mogła jej dzięki temu podrzucić tę torebkę. Co prawda przedmiot nie był w sumie zbyt wielki, przy dobrych wiatrach nawet sowa mogłaby go odnieść właścicielce... ale jednak Lunara wolała nie ryzykować. Po pierwsze, Piórka wcale nie była jakimś wybitnie dużym ptakiem, mogła sobie jednak z takim bagażem nie poradzić. A po drugie... to po prostu było trochę durne ptaszysko. No i pewnie znów by podziobało Grace. Lunara wolała tego raczej uniknąć. Grace pewnie też.
- Do zobaczenia, kochanie. Nie przeforsuj się - po zamienieniu jeszcze kilku słów ze swoją znajomą, Greyback uśmiechnęła się jeszcze na pożegnanie, a potem powoli skierowała kroki do wyjścia. Grace była kochanym stworzeniem. Takim roztrzepanym i głupiutkim. Bardzo młoda dziewuszka, nie skończyła jeszcze nawet dwudziestu lat, a już miała tak pod górkę! Życie kobiety było wystarczająco ciężkie, bez zmagania się z dziką bestią, która postanawiała wyrwać się na miesiąc co pełnię. Lunara pomagała, jak mogła. Jej i wielu innym. I chociaż sama bardzo rzadko wyściubiała nos ze swojej mieścinki, bardzo lubiła obserwować, jak pozostali, obarczeni klątwą sobie radzili. I dlatego, chociaż zwykle narzekała, że musi odnosić im zapomniane przez nich przedmioty, tak naprawdę lubiła wpadać ot, choćby tutaj, do tego lokalu, żeby spotkać Grace. Nigdy jednak nie wpadała na długo - tak samo jak i teraz. Oddała swojej podopiecznej torbę i miała zamiar od razu się zmyć. Swoje kroki skierowała więc w kierunku wyjścia, jednak nie zdołała nawet dojść do połowy lady - bo coś przykuło jej uwagę. Przystanęła więc, zerkając dyskretnie na profil jednego z klientów. Wydawał jej się... mocno znajomy.




You know that hiding ain't gonna keep you safe,
Because the tears on your face,
They leak and leave a trace,
So just when you think the true love's begun, run!
Powrót do góry Go down
Aidan Bagman
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6349-aidan-bagman https://www.morsmordre.net/t6352-fenrir#160575 https://www.morsmordre.net/t6351-nie-gryze-choc-czasem-warkne#160571 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6361-skrytka-bankowa-nr-1597 https://www.morsmordre.net/t6353-a-bagman
Zawód : Łamacz Klątw, do niedawna przemytnik i krętacz
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
My fingers claw your skin, try to tear my way in
You are the moon that breaks the night for which I have to howl
OPCM : 20
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: "Pod ziemią"   12.08.18 21:50

Czas mijał, kolejne łyki odmierzały mi upływające minuty, kolejne cierpkie uszczypnięcie w język przypominało, że już niedługo znajdę się sam. A o ile tu mogłem twierdzić, że chwile dłużą mi się w dość wyraźny sposób, o tyle tam w domu… Tam czas jakby się zatrzymywał, a zdenerwowana wędrówka od ściany do ściany wcale nie sprawiała, że przyśpieszał choćby na chwilę. Niestety, chociaż alkohol i otaczający mnie czarodzieje zdawali się tak pozytywnie wpływać na przebieg mojego wieczoru, coraz wyraźniej widoczne dno szklanki, a także świadomość tego, który to już raz zamówiłem whisky, dały mi wyraźnie znać, że wszystko zmierza ku końcowi. Moja kieszeń nie pozwoliłaby mi na ciągłe zamawianie większej ilości trunku, a siedzenie tutaj bez niczego z czasem okazałoby się zbyt kiepskim rozwiązaniem. Nie mogłem nadużywać uczynności pracowników, ryzykować, że zirytuje ich swą przedłużającą się obecnością, że za bardzo rzucę się w oczy, zwrócę na siebie uwagę innych, przypnę do siebie opinię dziwaka…
Jakbym już nim nie był. Westchnąłem odstawiając na stolik prawie już pustą szklankę, obiecując sobie, że jeszcze tylko ten łyk i się podniosę, wrócę do szarej i miernej rzeczywistości, bo tak należało, nie mogłem zagłębiać się w alkoholowym letargu, gdy próbowałem wyjść na prostą i postawić swoje życie na nogi. Musiałem więc zebrać się w sobie, jednak zanim wykonałem ten ostatni gest poczułem się dziwnie nieswojo, a mój instynkt niemal zawarczał niczym siedzący wewnątrz mnie wilk. Przez lata tułaczki nauczyłem się ufać swojej intuicji, wyczuliłem ją mocno, co pozwalało mi przeżyć w wielu niekorzystnych sytuacjach, a więc, gdy nieprzyjemne uczucie nie ustało domyśliłem się już, że ktoś mnie obserwuje. Ale kto? Czy w Londynie mieszkał ktoś mi nieprzychylny? Bo nie było to raczej przyjaciel, przecież nie zdążyłem jeszcze nawiązać takich relacji, a wszystkie mosty dawno za sobą spaliłem, więc…?
Odetchnąłem głębiej, po czym wyprostowałem się i rozciągnąłem plecy udając, że leniwie się przeciągam, by następnie powieść spojrzeniem po otoczeniu powoli unosząc szklankę do twarzy. I kiedy już właśnie myślałem, że to tylko złudzenie, że tylko mi się wydawało, że jestem przewrażliwiony i głupi, mój wzrok spoczął na kobiecie, która stała niedaleko ode mnie, na środku korytarza, jakby sama się nad czymś zastanawiała. Może bym ją zignorował, może bym odpuścił i naprawdę uznał, że to złudne wrażenie, jednak jej twarz była zbyt podobna do tej, która tkwiła wśród zamglonych wspomnień przeszłości. Na tyle dawnych, że nie mogłem przypasować jej do żadnego imienia i historii, nie od razu, jednak na tyle intensywnych, by nie zaginęła dawno mimo usilnych prób od odcięcia się wszystkiego co było dawniej.
Napiłem się więc whisky już otwarcie przyglądając się kobiecie, usilnie próbując przypomnieć sobie na kogo patrzę. I upewnić się, że i to nie jest żadnym psikusem ze strony znudzonego mózgu.




I created a monster, a hell within my head
I created a monster

a beast inside my brain

Powrót do góry Go down
Lunara Greyback
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5054-lunara-greyback#108735 https://www.morsmordre.net/t5376-piorka#121476 https://www.morsmordre.net/t5430-lunkowe#123439 https://www.morsmordre.net/f96-salisbury-milford-mill-road-19 https://www.morsmordre.net/t5442-lunara-yvonne-greyback#124096
Zawód : Opiekunka hipogryfów
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Bycie stałym punktem we wciąż zmieniającym się świecie, jest największym wyczynem wojownika.
OPCM : 13
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8 (14)
SPRAWNOŚĆ : 5 (11)
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: "Pod ziemią"   16.08.18 2:06

W pierwszej chwili sama chciała zignorować to przedziwne uczucie. Tę głupią myśl, może tylko głupie przywidzenie? Okazało się jednak tak intensywne i niemal drażniące, zupełnie jak swędzące miejsce, którego nie sposób było podrapać. Nawet gdyby chciała, prawdopodobnie nie mogłaby teraz po prostu wyjść z lokalu - to przedziwne przeczucie, które prześladowało jej umysł, ilekroć spróbowała się przyjrzeć mężczyźnie, siedzącemu przy barze, nie dałoby jej spokoju. Początkowo wcale nie chciała się wgapiać w jego osobę. Uważała się w końcu za osobę kulturalną i co najmniej dobrze wychowaną, doskonale wiedziała, że tak nie wypada. Próbowała zerkać ukosem, udając, że poszukuje czegoś w swojej własnej torebce lub spogląda na wiszące w górze klatki, nierzadko zamieszkałe przez całe rodziny nietoperzy. Dość szybko jednak zarzuciła takie podchody, odrzucając też w diabły dobre maniery - zbyt ją niepokoiła ta przedziwna osobistość. Znała ten profil, znała tę twarz - tego była pewna. Gdy zawiodło dopasowanie aparycji do konkretnego nazwiska, Lunara spróbowała dopasować go do jakiegoś konkretnego miejsca. Wydawało się to zajęciem wręcz karkołomnym - zważywszy na to, z iloma osobami miało się przecież styczność każdego dnia. Ale on musiał być kimś ważniejszym. Nie byle przechodniem, na którego bez powodu zwróciła uwagę, gdy pewnego dnia  szedł po drugiej stronie ulicy. Jego osoba odegrała w jej życiu jakąś konkretną rolę - być może małą i niewiele znaczącą, ale z pewnością wartą choćby zapamiętania. Dlaczego więc nie mogła sobie przypomnieć jego imienia? Na pewno musiała je znać.
Drgnęła, niczym lekko spłoszone zwierzę, kiedy ujrzała jego twarz od frontu. On też się na nią patrzył. Ich mierzenie się spojrzeniami przez chwilę przywiodło jej na myśl dwa drapieżniki, śledzące się wzrokiem, niepewne co planuje ten drugi. Skoro i on przestał się nawet kryć z tym, że ją obserwuje, Lunara uczyniła to samo. I im dłużej spoglądała w jego oczy, tym większej nabierała pewności - że go zna. A chwilę później - skąd go zna.
- Aidan - niemal szepnęła, nabierając pewności. Elementy układanki wskoczyły na miejsce, zupełnie naturalnie, jakby od dawna już tam leżały, tylko ona nie potrafiła tego dostrzec. To oczywiste, że miała problem z przypomnieniem sobie jego twarzy. Przecież ostatni raz widzieli się lata temu. Lata temu przestał też zupełnie odpisywać na listy, które przynosiła mu Piórka. Niezadowolona sowa często się potem gniewała na swoją panią - po każdym, równie bezowocnym kursie siadywała na szczycie szafy, zupełnie ignorując Lunarę przez następny tydzień!
- Aidan! - odezwała się tym razem głośniej, i w zaledwie trzech krokach zaraz znalazła się obok. Po jego oczach widziała, że i on miał problem z przypisaniem jej twarzy do konkretnej osoby, postanowiła jednak dać mu jeszcze chwilę.




You know that hiding ain't gonna keep you safe,
Because the tears on your face,
They leak and leave a trace,
So just when you think the true love's begun, run!
Powrót do góry Go down
Aidan Bagman
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6349-aidan-bagman https://www.morsmordre.net/t6352-fenrir#160575 https://www.morsmordre.net/t6351-nie-gryze-choc-czasem-warkne#160571 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6361-skrytka-bankowa-nr-1597 https://www.morsmordre.net/t6353-a-bagman
Zawód : Łamacz Klątw, do niedawna przemytnik i krętacz
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
My fingers claw your skin, try to tear my way in
You are the moon that breaks the night for which I have to howl
OPCM : 20
UROKI : 10
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: "Pod ziemią"   16.08.18 18:53

Wiele mogłem się spodziewać po takim miejscu, zaczepek, kłótni wśród klientów, złośliwych uwag, bo przecież siedziałem całkiem sam i wzbudzałem niepotrzebne zainteresowanie i podejrzenia, ale mimo tego, iż przecież byłem w centrum Londynu, miasta, w którym żyłem kiedyś o wiele… intensywniej niż teraz, nigdy bym nie podejrzewał, że zostanę po prostu rozpoznany przez jakąś niepodejrzanie wyglądającą kobietę. Jakąś, ponieważ nie od razu rozpoznałem jej twarz, a naprawdę się starałem! Nie było to jednak za łatwe po tylu latach usilnego wyrzucania z głowy wszystkiego co było, chciałem zatopić przeszłość, nie zostawić po niej zbędnych wspomnień, spalone mosty nie dawały mi przecież powrotu, po co miałem wciąż z nostalgią spoglądać na porzuconą wyspę? Jedynymi wspomnieniami, które pielęgnowałem intensywnie, wręcz w masochistycznym odruchu były te o rudowłosej piękności, najważniejszej kobiecie mojego życia, której rolę i tak starałem się umniejszyć by żal i tęsknota nie zjadały mnie żywcem. Nie koniecznie mi się to udało, co uświadomiłem sobie, gdy zobaczyłem jak wędruje ulicą tak blisko mnie, trzymając za rękę małego chłopca, zapewne naszego syna…
Tym razem jednak nie chodziło o tę najważniejszą kobietę, jednak gdy obserwująca mnie dama po raz kolejny wymówiła moje imię zbliżając się do mnie, mój mózg powoli wyciągnął z kłębka splątanych wspomnień wreszcie to, które wiązało się z głosem, a później i wszystkie kolejne, by zaraz za tym zalała mnie fala wstydu. Spięte odruchowo mięsnie zmusiłem do lekkiego rozluźnienia, nie potrzeba było się przygotowywać do żadnego starcia, znałem stojącą przede mną osobę i prawdę powiedziawszy, jeśli miałem dostać od niej jakiekolwiek razy zasłużyłbym na nie całkowicie.
- Dzień dobry, Lunaro – odezwałem się w końcu cicho, zawstydzonym wręcz po paru chwilach patrzenia na nią, poza tym nie wykonałem jednak żadnego gestu. Nie wiedziałem nawet co mógłbym zrobić. Miałem wstać do niej i przywitać się z nią normalnie, jakby te sześć lat nie minęło? Czy może lepiej od razu uklęknąć by poprosić towarzyszkę o wybaczenie za zerwanie kontaktu bez żadnego uprzedzenia, bo przecież z jej życia zniknąłem całkiem bez słowa.
Odchrząknąłem nerwowo, po czym opuściłem wzrok na pustą już szklankę, żałując, że nie mam w niej choć odrobiny alkoholu, choćby na jeden łyk, który pozwoliłby mi zatuszować na chwilę zmieszanie i niepewność, które nastąpiły po przywitaniu. Zamiast tego mogłem jedynie patrzeć na szkło i marzyć by znaleźć się z powrotem w domu i nie musieć stawiać czoła błędom przeszłości. Ale tak lekko nie było, odpowiedzialność czekała na mnie spersonalizowana w postaci dawnej koleżanki.
- Miło cię widzieć – powiedziałem w końcu po chwili niezręcznego milczenia.




I created a monster, a hell within my head
I created a monster

a beast inside my brain

Powrót do góry Go down
 

"Pod ziemią"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18