Wydarzenia


Ekipa forum
"Pod ziemią"
AutorWiadomość
"Pod ziemią" [odnośnik]17.07.17 1:51
First topic message reminder :

"Pod ziemią"

★★
Niegdyś miejsce to stanowiło podziemny łącznik pomiędzy Pokątną a mugolską częścią Londynu. Aktualnie przejście zostało zaadoptowane na sprzyjające prywatności miejsce spotkań czarodziejów. Na pierwszy rzut oka zwyczajowe "Pod ziemią" przypomina karczmę — znajduje się tu wąski bar z niewielkim zapleczem usytuowany w jednej z wnęk, a wzdłuż ścian ustawione zostały stoły, przy których można napić się ognistej whisky, a także zjeść niezbyt wymagającą strawę. W tunelu znajduje się wiele świec stanowiących jedyne źródło światła, a z sufitu zwisają otwarte klatki, w których częściej śpią nietoperze niż sowy. Miejsce to nie jest tłumnie odwiedzane, ale zawsze można tu spotkać czarodziejów lubujących się w rozmaitych zakładach i kościanych grach.
Możliwość gry w kościanego pokera.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:23, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 11 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: "Pod ziemią" [odnośnik]12.01.24 15:02
The member 'Yana Blythe' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 11 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]12.01.24 20:45
Nie spodziewała się usłyszeć o tym, że leworęczność zaraża. Dlatego też przez ułamek sekundy spojrzała znów na jego twarz, nie na rękę, szeroko otwartymi, szarozielonymi oczami. Zdążyła mrugnąć tylko raz, nim zaśmiała się — właściwie pierwszy raz tego dnia, odrzucając wreszcie łzy, twarz wygiętą w strachu, uciekające spojrzenie. Gdyby nie stan, w jakim się znajdowali i to, że schronili się pod ziemią, wystarczyłoby tylko trochę wyobraźni, aby przenieść ją o dzień do tyłu. Jakby znów stali nad brzegiem jeziora, ledwie chwilę przed ruszeniem biegiem — nie w strachu przed śmiercią, przed nieznanym, ale do ogniska, aby po prostu potańczyć.
— Nie mów głupot, tym się nie da zarazić — jej ton był zupełnie miękki, wciąż niósł w sobie echa wcześniejszego śmiechu. Śmiała się jednak nie z niego, ale z nim. Domyślała się, że mogła być to cecha, którą chciało się ukryć, widziała przecież w szkole, jak nauczyciele próbowali siłą wymuszać pisanie wyłącznie prawą ręką. I pamiętała, jak wielką trudność sprawiało to niewielkiej grupie uczniów. Zawsze im współczuła, to przecież coś, czego nie mogli kontrolować. Chociaż pewnie, gdyby nie coraz to śmielsze próby pomocy w szpitalu, dałaby się nabrać na przenoszenie się mańkuctwa. — To coś, co czyni cię tobą. Nie powinieneś się tego wstydzić — dodała na koniec, ponownie szeptem, lecz wypowiedzianym ze szczerym przekonaniem. Może kiedyś będzie miała okazję zadać mu jeszcze kilka pytań. Czy lubił, gdy kładziono mu sztućce po lewej stronie? Czy zapinanie guzików mogło być trudne? Jeżeli tak, mogła to przecież z łatwością rozwiązać. Myśli pomknęły na moment dalej, gdy — chyba pod wpływem bliskości, rozgrzanego policzka — zaczęła zastanawiać się, jak powinna kiedyś go przytulić, aby nie sprawić mu dyskomfortu, nawet najmniejszego. Prędko skarciła się jednak w myślach, nie powinna wybiegać w przyszłość. On... Był przecież taki miły. Odważny. Uczynny. I przystojny, przecież nawet z rozbitym nosem, w słabo oświetlonym pubie jej oczy wędrowały tylko do niego, nie tylko w wdzięczności za uratowanie życia. A ona... Usłyszała przecież krążące o niej plotki i w pierwszej chwili pragnęła tylko zapaść się pod ziemię, to wszystko nie tak. Czy mógł chcieć spotkać się jeszcze — kiedyś, jeżeli świat jednak nie runie im na głowy? Czy swoją naiwnością, jeszcze sprzed ich poznania, mogła zniechęcić go do dalszej znajomości? Musiała zignorować to przedziwne uczucie, to kręcenie w żołądku. Chyba... od nerwów zrobiła się głodna. Bo to, wraz z rozgrzaniem policzków, musiało być objawem zmęczenia, niczego innego, prawda?
Zaplątana w pajęczynę własnych myśli nie zauważyła człowieka, który potknął się w ich stronę. Zatrzymany w zdziwieniu oddech odbił się wreszcie od ciała Marcela, gdy objął ją mocniej. Co ona by bez niego zrobiła?
— Dziękuję — zdążyła tylko z siebie wydusić, z zupełnie już zaczerwienionymi policzkami, nim odkrzyknął coś w języku, którego zupełnie nie zrozumiała. Ale to chwilowe rozstanie przyjęła z niespodziewaną ulgą; próbowała przygładzić tę część włosów, która rozwiała się w ucieczce, wcześniej będąc związaną podarowaną wstążką. Na moment przymknęła oczy, chcąc skorzystać z chwili i uspokoić się choć trochę. Serce wciąż biło niczym oszalałe, ale miała nadzieję, że już nie czerwieniła się aż tak bardzo, gdy odebrała miskę z Marcelowych rąk. W odpowiedzi na pierwsze pytanie skinęła głową na "tak". Inaczej wyobrażała sobie ten wieczór — od pojawienia się obok Marcela myślała najpierw o zabraniu trochę jedzenia z wystawnej kolacji, aby później wyruszyć gdzieś w miasto, pod rękę z zupełnym zaufaniem, którym zdążyła już obdarować blondyna. Po doświadczeniach tego wieczora wyglądało na to, że był to słuszny wybór.
— Jestem z Gloucestershire, mieszkam przy rezerwacie jednorożców — odpowiedziała na jego pytanie, gdy wrócili już do reszty. Ostatni raz uśmiechnęła się do niego dziękczynnie, gdy pomógł jej zasiąść. Miska z gulaszem, do tej pory trzymana w obu dłoniach, na moment odłożona została obok niej. Blue dalej się trząsł, ale wszedł na jej nogi, zajmując wygodną dla siebie pozycję. Maria poczęła głaskać go po głowie, powoli schodząc pomiędzy łopatki, aż wreszcie podrapała go za uchem, dopiero tak rozpraszając psidwaka wychylając się na bok, do miski z gulaszem, aby nabrać jego łyżkę i wsunąć ją do ust. Dzisiaj wszystko smakowałoby jak największe frykasy, ale gulasz był naprawdę smaczny i co ważniejsze pożywny.
Na prośbę Gianny uniosła na nią spojrzenie. I sama obdarowała ją swoim, już nienoszącym żadnego śladu dyskomfortu. Na każdego przyjdzie pora, każdy z nich dostanie odpowiednią pomoc. Skinęła głową, zgadzając się na taki plan. Chłopcy sporo przeszli, wyglądali z nich wszystkich najgorzej, ale Gia nie mogła liczyć na to, że w ferworze zadań zostanie zapomniana.
W trakcie jedzenia Marcel spytał o czarownicę na czele pochodu. Maria natychmiast odłożyła łyżkę, z trudem przełknęła to, co już miała w ustach. Podkuliła nogi, przyciągając Blue do siebie, jednocześnie rozglądnęła się wokoło. Nie wyglądało na to, żeby ktoś ich podsłuchiwał, ale ostrożność jeszcze nigdy nie zaszkodziła. Gestem przywołała Marcela — i wszystkich, którzy chcieli słuchać, do środka ich przestrzeni, ściszając głos do najcichszego, który mogła z siebie wykrzesać.
— To Deirdre Mericourt, namiestniczka Londynu — tak przynajmniej powiedziała jej Elvira, ale chyba nie miała powodu jej okłamywać, zwłaszcza w liście. Kuzynka wypowiadała się o tej kobiecie dobrze, ale Maria wiedziała swoje. Zagryzła mocno dolną wargę, wzrok uciekł gdzieś na bok, widać było, że czuje się wyjątkowo wręcz niekomfortowo. Że strach znów rzuca się na nią cieniem, gdy — raczej dla uspokojenia siebie niż szczenięcia — chwyciła go podobnie, jak chwytało się dziecko, przytulając łagodnie do swej klatki piersiowej. — Ale Marcel, ona jest niebezpieczna... — proszę, nie szukaj jej, błagało spojrzenie, gdy słowa ledwie przeciskały się przez gardło. — Ona... Ona nie bała się nawet skrzywdzić jednorożca — dodała, zaciskając mocno szczęki. Czuła, że łzy znów napływają jej do oczu. Wspomnienie spotkania z Mericourt wciąż było otwartą raną, wciąż wywoływało poczucie winy, że nie mogła pomóc Przebiśniegowi od razu. Tak bardzo się bała...
Gdy cofnęła się do wcześniejszej pozycji, zmusiła się do ponownego wyprostowania nóg. Wciąż wydawała się nieobecna i tak właśnie było. Najpierw zamknęła się we wspomnieniu z końca czerwca, później powróciła myślami do Elviry. Słowa Gii o powrocie bliskich wydawały się docierać do niej z innego świata, ale trafiły, usłyszała je i zrozumiała, choć na pierwszy rzut oka nie musiało to być takie jasne. Potrzebowała chwili, aby skupić się ponownie na tym, co tu i teraz. Prosto było skupić się na żonglerce — i na szerokim uśmiechu Marcela, który naprawdę odciągał od niej większość złych myśli. Niepokój co prawda pozostał, ale cofnął się gdzieś na skraje świadomości, wyciszony i przyczajony do ataku. Powrócił jednak dość prędko, na następny wstrząs, gdy wychyliła się do przodu w irracjonalnej chęci przysłonienia Blue własnym ciałem. Kolejna panika i krzyki nie działały dobrze na nikogo, ale szczenię musiało rozumieć jeszcze mniej niż oni.
— Dzięki Jim — odebrała od niego kufel, gdy tylko zdołała się wyprostować. I natychmiast upiła łyk, krzywiąc się przy tym od niespodziewanej goryczki. Jej przygoda po alkoholach w czasie festiwalu zataczała kolejny krąg, ale wciąż była pod wrażeniem tego, jak niedobre potrafią one być. Aż musiała zakąsić gulaszem.
— Psidwaki są bardzo samowystarczalne, jeżeli chodzi o ich pożywienie — odpowiedziała Yanie, trochę pewniej niż gdy ostatnim razem zabierała głos. Uwielbiała magiczne stworzenia, wiedziała o nich naprawdę sporo jak na swój wiek. — Lubią odpadki i szkodniki, zjedzą nawet gnoma i się nie pochorują — dodała, po chwili ponownie wyciągając rękę do szczenięcia. — Prawda? Kto jest dzielnym psidwaczkiem? — zwracając się do Blue zupełnie się zapomniała; użyła głosu, którym zazwyczaj mówiła do swego małego siostrzeńca, ale przynajmniej dzięki temu miała siłę się uśmiechnąć, nawet na dalsze dysputy magikynologiczne toczone między Gią, Vito i Marcelem.
— Możesz, tylko uważaj na ogony — zwróciła się ciepło do chłopca, gdy tylko minął pierwszy z wtórnych wstrząsów, a potem kolejny, jeszcze łagodniejszy w przebiegu. Wszyscy jakoś się trzymali, robili dobrą minę do złej gry do tego stopnia, że i Maria poczuła się w obowiązku wziąć się w garść, aby nie przestraszyć Vito. — Yano, podasz mu papierek? Połóż go na otwartej dłoni i przysuń do jego pyszczka — dodała, sięgając znowu po kolejną łyżkę gulaszu, na całe szczęście chyba bez kości. Ani tych wołowych, ani do pokera.
— Yana ma rację — powiedziała, prędko łykając jeszcze jedną łyżkę. Od biedy zje też zimny gulasz, trzeba było doprowadzić się do względnego porządku. — Vito, chciałbyś go potrzymać? — spytała chłopca, a jeżeli się zgodził, ostrożnie przeniosła psidwaka ze swej sukienki na jego kolana. Jeżeli nie, Blue musiał na kilka chwil poczekać obok, pewnie wróci do Marcela. Sama dźwignęła się na kolana, przesuwając miski i czyste szmatki najpierw w kierunku blondyna. Na spojrzenie Yany odpowiedziała skinieniem głowy, szybciej się uwiną, gdy zaczną pracować we dwie. Nie wiedziała, jakie kuzynka miała doświadczenie medyczne, najwyżej później sprawdzi jego efekty.
— Musimy przeczyścić ranę — spojrzenie na moment omsknęło się do jego niebieskich oczu, gdy usiadła na piętach przed nim. — Zjedz najpierw — wskazała brodą na jego miskę, nim wychyliła się do przodu, aby odlać do jednej z misek wody, w której umyła ręce. Dopiero z tej pozycji, chcąc mieć pewność, że nikt inny poza Carringtonem nie usłyszy jej słów, obiecała na koniec. — Postaram się, aby bolało jak najmniej.


Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni.
Maria Multon
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You poor thing
sweet, mourning lamb
there's nothing you can do
OPCM : 12 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t12111-maria-multon https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#360683
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]12.01.24 20:45
The member 'Maria Multon' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 11 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]12.02.24 14:06
Nim jeszcze ruszył na łowy, odłączając się od przyjaciół, zerknął na Marię z rozbawieniem.
— Próbował to paskudztwo na mnie przenieść, ale się okazało, że to bez sensu, bo grałem na dwie ręce, a i tak nie potrafiłem pisać — zaśmiał się, patrząc na przyjaciela, nieświadom tego, że dziewczęta prawdopodobnie umiały pisać i czytać zanim poszły do szkoły, a w niej nauka nie stanowiła dla nich żadnego problemu. Dla niego było to trudne, do dziś nie czytał płynnie i nie pisał biegle, z kwiecistych listów Weasley nie rozumiejąc za wiele. W taborze niewiele koleżanek to potrafiło, niewiele chciało się uczyć, nie uznając tego za szczególnie potrzebne. Być może on by tak sądził, ale kiedy przyszedł list z Hogwartu musiał cokolwiek rozumieć. Klepnął Marcela w ramię. O tym, że leworęczność była poważnym upośledzeniem nie zdawał sobie sprawy, choć słyszał jak pogardliwie mówiono o mańkutach.
Nie słyszał części rozmów, jakie toczyły się między nimi, nie był też świadkiem talentu aktorskiego Gianny, kiedy skłoniła młodego człowieka do spełnienia jej pragnień — teraz, bardzo prymitywnych, banalnych. Wrócił do nich dopiero z jedzeniem. Taniec z kuflami zakończyłby się mięsem w browarze, ale z ratunkiem przybył Marcello, który wylewając zupę uratował i jedno i drugie. Skoncentrowany na przetrwaniu i doniesieniu zamówienia do przyjaciół przestał myśleć o tym, co powodowało wstrząsy. Przynajmniej na chwilę. Skupiony na piwie, które częściowo wylało mu się na koszulę i przelało z kufla do kufla nim to wszystko nie minęło; na dobrach, na które wydał ostatnie monety bardziej niż na własnym życiu i życiu przyjaciół. Na chwilę. Było mu jednak ciepło z powodu wszechobecnego zgiełku, a pszeniczny trunek nie splamił i tak już brudnej z ziemi, trawy i kurzu koszuli, tylko zmoczył ją trochę. Odstawił kufle i przesunął po ziemi w stronę każdego, otrzepując obolałe ręce i palce, które w tak krótkiej drodze musiały wytrzymać taką ilość szkła i napitku.
— Twoje pierwsze? — spytał Marię, widząc jak skrzywiła się od piwnej goryczki. Neala wyglądała podobnie, kiedy spotkali się w Dorset na tańcach. A Maria wyglądała młodo, choć dziewczyny zawsze wydawały mu się starsze niż były w rzeczywistości, w jego oczach otaczała je aura dojrzałości. — Czekoladowe żaby — mruknął z rozmarzeniem, zerkając na Blue, a potem każdego po kolei. Usta wykrzywił mi lekki, nostalgiczny uśmiech, ale szybko minął. Jego myśli pomknęły od żab do nadziei o beztrosce nierozerwalnie związaną z festiwalem lata. Festiwal okazał się tygodniem nietrzeźwości i klapy, nie było mowy o szczęściu. A czekolada kojarzyła mu się jednak ze szczęściem. — Zbieracie karty? — spytał dziewczyny, przemykając ciemnym spojrzeniem otulonym gęstymi rzęsami od jednej do drugiej, zatrzymując ostatecznie na Yanie. — Mam Rogogona Węgierskiego! — rzucił z entuzjazmem, zaraz potem przypominając sobie o Neali. — Z Nealą dostaliśmy po żabie i trafiliśmy na takie same karty — spojrzał z przejęciem na Marcela. — Jakie jest na to prawdopodobieństwo? Jest szmaragdowy. Szkoda, że mam go w domu, pokazałbym wam — bo było się czym chwalić, dodał zaraz potem. Czy z nią było wszystko w porządku? Jego siostrą? Liddy, Fredem? A Eve? Był pewien, że ta katastrofa ich nie dosięgnęła, nie był przy wymianie zdań z Yaną, która znacznie lepiej orientowała się w tym, co mogło się zdarzyć; czy dobrze bawili się na wyścigu? Czy wracali już do domów?
Horror nie zakończył się z chwilą, w której znaleźli się w pubie, który ulokowany głęboko pod ziemią dawał złudne poczucie bezpieczeństwa. Złudne, bo wiedział, że jeśli spadnie na nich cały księżyc żadne mury i betonowe stropy nie uchronią ich przed śmiercią. Ale wytrzymają walące się budynki, wytrzymają ogień i rozniecone przez jakąś dziwną katastrofę pożary. Wytrzymają setki lub tysiące stóp uciekających przed kataklizmem. Świat trząsł się w posadach, a oni zeszli pod ziemię, chowając się tu jak szczury. Ale szczury mogły podgryzać im kostki, bo oni tego wieczora zamierzali zjeść gulasz. Tłusty, gęsty, sycący i dopiero jak niósł pierwszą miskę czuł, jak żołądek kiszki grały marsza. Ślina mimowolnie zaczęła napływać do ust nęcona samym aromatem, jakby miał już włożyć kawałek mięsa między zęby, ale by to zrobić musiał się nakłamać, nawykręcać. Gdy Vito zapytał o psiaka zerknął tylko na przyjaciela i wypełnił usta gulaszem, mimowolnie ciesząc się, że nie będzie musiał odsuwać od siebie łyżki z mięsem, bo to nie od powinien udzielić chłopcu odpowiedzi. Usprawiedliwiając się Marcelem, a Marcel Marią zabrał się za jedzenie, co jakiś czas przypominając sobie, że w towarzystwie może nie wypadało mu tak łapczywie połykać swojej rozlanej już porcji. Kolejne wstrząsy przerwały jedzenie. Sypiący się z sufitu tynk urwał większość rozmów, także ich wstrzymał na kilka chwil. Kiedy mugolskie samoloty bombardowały Anglię był mały, choć trudno było zapomnieć o miesiącach strachu. Wiedział, że bardziej bała się jego matka, nie sypiając po nocach, musząc znosić pijanego i niezdolnego do pomocy ojca, wielkiego, znakomitego weterana wojennego, który w swej bezczynności i domniemanej wielkości utknął w domu i okolicznej fabryce. Birmingham było zniszczone, ale nie jak Londyn.
Jedna z kości wpadła mu do gulaszu, ochlapując mu trochę twarz, mokrą koszulę, szyję, ale także rozbryzgując się do przodu. Przymknął oczy i wypuścił z dłoni łyżkę, która wpadła do do połowy opróżnionego talerza i wytarł oko z tłustego sosu.
— Trzeba jeść szybciej, chyba, że wolicie gruz zamiast mięsa — mruknął nieco żartobliwie, choć po plecach przebiegły mu ciarki na myśl, że strop lada moment może zwalić mu się na głowę. uniósł wzrok wysoko. Nietoperze latały rozszalałe pod stropem, zbudzone znów kolejnym trzęsieniem. Przestaną na chwilę, a potem znów poderwą się do lotu, o ile cały ten cyrk się nie skończy.
Maria klęknęła przed Marcelem, by go opatrzeć, a on intuicyjnie pominął tę dwójkę w rozważaniach jakby otoczyła ich dziwna aura intymności. Nie był pewien, czy Maria swoim usposobieniem oczarowywała każdego, czy była to po prostu grzeczność. Nie mógł jednak nie zauważyć już wczoraj, przy jeziorze, kiedy Marcel wyłowił dla niej lilie, że nie odrywała od niego wzroku. Czy tak wygląda z boku miłość od pierwszego wejrzenia? Tego jeszcze nie wiedział, le na samą myśl humor mu się poprawiał. Poprawiał, kiedy zdawał sobie sprawę, że przy niej łatwiej będzie mu zapomnieć o pustej wywłoce, podłej zdrajczyni. Złotowłosej żmiji.
— To co, gramy? Gdzie masz kości? — spytał, po czym pochłonął kolejną łyżkę gulaszu, praktycznie nie gryząc mięsa. Był tak głodny, że chciał zjeść jak najszybciej i jak najwięcej, a potem zalać do piwem pszenicznym, wcale nie kremowym, jak ku jego nieświadomości zakładała Blythe.
Zakrztusił się nagle, czując jak niepogryziony kawałek mięsa stanął mu w gardle.


K3 na to, czy zjadłem kość do gry, 1 - tak
K3 na trzęsienie, 1 - tak




it's hard
to forget your past if it's written all over your body


James Doe
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Kiss me
until I forget how terrified I am
of everything
wrong in my life
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: "Pod ziemią" [odnośnik]12.02.24 14:06
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


#1 'k3' : 2

--------------------------------

#2 'k3' : 1
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
"Pod ziemią" - Page 11 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

"Pod ziemią"
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach