Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Zamknięta część portu
AutorWiadomość
Zamknięta część portu [odnośnik]17.07.17 1:54
First topic message reminder :

Zamknięta część portu

Ciężki zaduch mniej lub bardziej stojącej wody, to pierwsze co uderza przechodnia. Trzeszczące deski wysuniętych wgłąb wody kładek, spróchniałe beczki ustawione pod osmolonymi od kilu niegaszonych pożarów - ścianami magazynów i resztki unoszących się na wodzie łódek - niektóre wciąż zdatne, by unieść pasażera czy dwóch. Jeśli poszukujesz szybkiej przeprawy, czy też ukrycia - to miejsce wydaje się idealne. Przynajmniej dla najbardziej zdesperowanych. Kiedyś musiały tu cumować płytsze statki i rybackie łodzie, a pozostałości po dawnej świetności rysują pozostawione w nieładzie przedmioty, nadpalone fragmenty pływających przy brzegu desek.
Ta część portu jest oddzielona nie tylko od strony samych doków. Stojąca woda to efekt kilku krat zatopionych resztek statków, które stworzyły naturalną barykadę. A jednak, wciąż istnieją przejścia, które pozwalają dostać się w tę zapomnianą część doków. Oczywiście, jeśli rzeczywiście tego chcesz. Albo musisz.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zamknięta część portu - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Zamknięta część portu [odnośnik]23.06.21 16:38
The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zamknięta część portu - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]25.06.21 18:57
Ani przez chwilę nie myślał o tym, by dołączyć do buntowników i stanąć przeciwko Ministerstwu Magii, choć przecież nie był ślepy i widział, co się działo. Bycie naocznym świadkiem okrutnych wydarzeń wzmagało w nim złość, ale także strach, którzy rzadko towarzyszył mu w chwilach gwałtownego i błyskawicznego rozwiązywania konfliktów siłą. Paraliżujący. Bolał od środka, skręcał wnętrzności. Groźba ciemnej celi była realna, do niedawna miał cel, by odnaleźć swoich bliskich, by zebrać do kupy tych, których jeszcze miał (a dziś już wiedział, że żyli, że miał). Nie był na tyle odważny, by nadstawiać karku za ludzi, których nie znał, wychowany w głębokim przeświadczeniu oddzielania się grubą linią od nich wszystkich. Bo nie rozumieli, bo gardzili, bo oceniali i traktowali gorzej od psów. Niby nie życzył im nigdy źle. Widok rozlanej na ulicach krwi, do kogokolwiek by nie należała, mroził go tak samo, wzbudzał emocje tak silne, że miał ochotę tylko krzyczeć. Nie mógłby ze spokojem przyglądać się temu, dlatego ignorował wszystko, co się dało, spychał problemy za margines, uznając, że tam nie musi się nimi przejmować. Marcel był inny. I dopiero teraz zdał sobie sprawę, że choć zaprzeczył jego ojcu, będąc przekonanym, że ma rację, już po opuszczeniu sierocińca zaczął mieć wątpliwości, czy aby na pewno nie pakował się w kłopoty. Martwił się o niego. Nie tak, jak ludzie obawiali się na co dzień — że złamie nogę, spadając z wysokości, zatruje się nieświeżą rybą, czy obrzyga się jak kot po długiej libacji. Martwił się, że jego poczucie sprawiedliwości, wiara w lepszy świat i to, że własnymi rękami zdoła go naprawić przyćmi mu rozsądek i skieruje prosto na szafot. Był mu jak brat. I jak o przyszłość brata niepokoił się w takich chwilach, jak ta.
Pytań miał znacznie więcej, ale stanie w miejscu i oglądanie statku jedynie zwróci na nich niepotrzebną uwagę. Dlatego, kiedy tylko zaklęcie zaczęło działać, ruszył biegiem przed siebie, starając się cicho, prawie na palcach stawiać stopy, po wybrzuszeniach kocich łbów, by nie chlupać wodą z kałuży na boki. Zeskoczył z drogi na pomost, tuż obok przycumowanego, dużego statku, oddalonego od Atosa kilkanaście jardów. Za nim zgromadzone były łodzie, praktycznie jedna na drugiej, w kupię, wszystkie identyczne. Płaskie w środku, przeznaczone do transportu - ryb, węgla, beczek z żywnością poprzykrywane były brezentową płachtą. Wskoczył na dziub jednej, zachybotała się na wodzie. Bokiem, ostrożnie przeszedł na tył, by przeskoczyć na kolejną, a później ostatnią. Nie wiedział czemu, serce zadudniło mu w piersi nagle. Wiedziony dziwnym przeczuciem, rozejrzał się na boki, w obawie, że nie był sam, ktoś mógł go obserwować. Była noc, deszcz utrudniał widzenie, nie sądził, by ktokolwiek mógł go dostrzec. Chwycił dłońmi sznur, którym łódź była przywiązana do następnej. Na jej końcu znajdował się ster, niewielkie koło. Wyciągnął różdżkę i skierował ją za rufę, gdzie pod wodą musiały znajdować się śruby napędzające.
— Facere— szepnął cicho i machnął dłonią. Łódka zadrżała i ruszyła do przodu, w pierwszej chwili popychając tę, którą miała obok, ale szybko doskoczył do steru i obrócił go gwałtownie, zakręcając w stronę Atosa. Płynął przed siebie. Płachta była zarzucona wciąż na łódź, rozglądał się dookoła z duszą na ramieniu, a kiedy podpływał bliżej, zatrzymał zaklęcie, próbując delikatnie podpłynąć pod okręt. Zerknął w górę, ale nigdzie nie widział Marcela. Ułożył usta w dziubek i zagwizdał tak, jakby miał to zrobić kos. te jednak od dawna milczały, a Londynie nie było ich wcale — Marcel musiał wiedzieć.
Stanął na skraju łodzi i wyciągnął ręce, gdy ta zbliżała się do Atosa. Zamortyzował moment, w którym do niego dobiła, choć sam statek nie mógł nawet drgnąć — nie chciał narobić hałasu. Kiedy się zatrzymał, złapał za brezent i odsunął go tak, by pod nim mogli ukryć worki. Włosy lepiły mu się do twarzy, odgarnął je znów, cały przemoczony.

1 - nic się nie dzieje, wszystko idzie zgodnie z planem
2 - pomimo kameleona, deszcz uderzał o niewidzialną sylwetkę i rozchlapywał się na boki. Zjawisko prawie niezauważalne, ale jeden z marynarzy na pobliskim okręcie akurat wylewał za burtę pomyje. Później obserwował samotnie płynącą łódkę w stronę Atosa. Ze statku miał dobry widok na to, co działo się pod kolejnym.
3. - Na pokładzie pojawił się bosman, który klął siarczyście pod nosem, przez co słychać go było z daleka. Wyraźnie zdenerwowany wsadził do ust drewnianą fajkę i bezskutecznie próbował ją zapalić na deszczu, aż w końcu cisnął nią przed siebie — ta obiła się prosto o stopę Marcela.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]25.06.21 18:57
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zamknięta część portu - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]30.06.21 13:26
Kos, słyszał go, schylony tak, by nie wyjść ponad burtę, nie dostrzegając wokół żadnego niebezpieczeństwa ani też nie słysząc hałasów innych prócz ptasich treli wydanych niewątpliwie przez Jamesa. Gdy pewien był, że znajduje się już tuż obok, uwiązał marynarskim węzłem, który widział kilkakrotnie, upewniając się, że wisi wystarczająco mocno; po czym wychylił się za burtę, odnajdując wzrokiem łódź - i Jamesa, wypchnął drabinkę na zewnątrz, ale nie stał tam zbyt długo - szybko wycofując się na pokład, żeby schować się za burtą; nie dostrzegł w tym czasie niczego podejrzanego. Pewien, że James dostrzeże sygnał - i zrozumie - nie czekając na reakcję z jego strony wycofał się do kajut. Kameleon pomagał zmyć go z mrokiem, podobnie jak Jamesa, trudno byłoby im siebie zobaczyć bez dodatkowych gestów.
Stanąwszy u progu wyciągnął z kieszeni różdżkę, zaciskając palce na jej rękojeści. Po krótkiej chwili zawahania wysunął ją, szepcząc zaklęcie:
- Fera ecco - zamierzając przeobrazić swoje oczy w oczy kota, bystrzejsze i lepiej widzące w ciemnościach. Zaklęcie odniosło efekt, zacisnął na moment powieki, dając sobie chwilę, by przyzwyczaić się do przekształcenia, oglądając się wokół, gdy źrenice przybrały kociego kształtu. Nie mógł sobie pozwolić na komfort rozpalenia światła, lumos pozwoliłby rozejrzeć się po okolicy skuteczniej, ale od razu zdradziłby jego obecność. Nie wahał się, oglądał to w jedną i drugą stronę, nasłuchując głosów, kroków, szeptów, wyczulając zmysły na tyle, by nie dać się zaskoczyć. W chwilach, w miejscach takich jak ta czujność okazywała się absolutnie i bezwzględnie konieczna. Poruszał się powoli, samemu też starając się stąpac tak, by nikogo nie zbudzić. Jeśli Alexander miał rację na pokładzie nie było załogi, a policja najpewniej nie kryłaby się ze swoją obecnością, mając zbytnią przewagę w bezpośredniej walce. Ale wystarczył jeden złośliwy uśmiech losu, by ciąg tej myśli rozpadł się jak domek zbudowany z kart pod wpływem gwałtownego wiatru. Obejrzał się przez ramię, ale nie czekał na Jamesa, czy pomknął za nim, czy nie, nie tracił czasu, dopadł klapy w podłodze i paroma zwinnymi ruchami rąk - przy pomocy wytrycha - przełamał zaczarowaną kłódkę zabezpieczającą wejście i zwinnym susem przeskoczył pod pokład - w ciemnościach dostrzegł piętrzące się jutowe worki z mąką. Miały napełnić żołądki nadzianych, nic z tego; jego zadaniem było zabrać to dla tych, którzy potrzebowali tego najmocniej. I nie miał do stracenia ani chwili - nie myśląc przerzucił sobie trzy worki przez ramię, biorąc różdżkę w zęby wspiął się z powrotem na górę po drabince. Próbował oszacować, ile tego mogło zmieścić się im na łodzi - do stu kilogramów? Jeden worek na oko miał pięć, może siedem, ale piętrzące się nie mogły zwrócić uwagi czarodziejów znad brzegi rzeki. Mogliby zaryzykować drugi kurs, ale przecież nie mieli tyle czasu. Przemknął z workami pod burtę, chwytając jedną z leżących nieopodal lin, by uwiązać worki, następnie wypchnąć je za burtę i powoli osunąć na łódź pod burtą.

k3 gość ze statku obok:

1. - Te, Olgierd, zwidy mam chyba. Widzisz tego ducha? To duch chyba? Tam, na łodzi. Z Tamizy myślisz wylazł? - ozwał się tubalnie, głośno, wyraźnie mając na myśli Jamesa; między jednym a drugim słowem czknął pijacko.
2. Milczy, obserwuje; ST jego dostrzeżenia do 60 - rzut na spostrzegawczość.
3. Bez ostrzeżenia rzuca confringo na spuszczoną drabinkę.



zakęcie, zręczne ręce II


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]30.06.21 13:26
The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zamknięta część portu - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]06.07.21 1:31
Ciche gwizdanie szybko przyniosło odpowiedź z góry. Kiedy tylko uniósł głowę, przysłonił oczy ręką, by deszcz nie kapał mu prosto w nie, dostrzegł zrzucaną drabinkę. Nie widział nigdzie Marcela, być może umknął już z widoku, a może zaklęcie, które na siebie rzucił w biegu działało wciąż tak dobrze, że nie był w stanie go dojrzeć. Wziął cumę z łodzi i przeciągnął ją przez drabinkę, a później przełożyć przez pętlę, tak jak zwykle robił to z uwiązem, dzięki czemu jednym mocnym szarpnięciem można było rozwiązać cały supeł. Zrobił to na wszelki wypadek, by łódź nie odpłynęła. Nie wiedział, czy powinien iść na górę, pomóc przyjacielowi, czy czekać. Spojrzał jeszcze raz w górę. Po chwili pojawiły się na brzegu związane liną worki, mocnym, sprytnym węzłem. Poczekał, aż Marcel zsunie worki na tyle, aby mógł je rozwiązać i wrzucić pod brezent, gdzie nikt nie zwróci na nie uwagi. Lina była wystarczająco długa, by mógł położyć na na łódce, która stabilnie stała oparta o statek. Rozsupłał pakunek i lekko szarpnął linę, dając znać Sallowowi, że może wciągać ją z powrotem. Zaraz po tym upewnił się, że różdżka nie wypadnie mu przy tym manewrze, po czym wyciągnął do góry ręce i podskoczył, by złapać się drabinki, która była zbyt krótka by dotrzeć do samej łodzi. Podciągnął się na niej, a później znalazł stopami oparcie i wszedł na pokład, prześlizgując się od razu za burtę, równocześnie z wciąganą liną. — Marcel? — szepnął cicho. — Weź to.— Zdjął z siebie niewielką, płócienną torbę i położył ja na ziemi tak, aby mógł ją dostrzec i wziąć. — Reducio pomniejszy dwukrotnie worki, a Libramuto powinno odjąć im wagę, pamiętasz te zaklęcia? — szepnął i ruszył przed siebie. Klapa w podłodze była otwarta, kucnął przy niej i zajrzał do środka, ale nie odezwał się już. Każdy dźwięk, każdy szelest czy skrzypnięcie deski mogło zwrócić uwagę. Wierzył Marcelowi, że nie było tu nikogo innego. I już zapomniał o tym, że okradanie właścicieli statku mogło wiązać się z poważnymi kłopotami. To zniknęło naturalnie, kiedy zabrał się za robienie tego, co właściwie robił na co dzień — okradał innych. Wskoczył pod pokład jak najszybciej, chcąc uniknąć zderzenia z przyjacielem, który słabo mógł go widzieć. Od razu dostrzegł worki. Ruszył w ich stronę, wyciągnął różdżkę, ale zanim rzucił zaklęcie, zdjął z siebie to maskujące. — Marcel?— Jesteś tu jeszcze? Skierował różdżkę na worki, — Reducio. Reducio. Reducio. Reducio — powtarzał raz za razem, celując w worki przed sobą, wykonując przed każdym ten sam, precyzyjny ruch nadgarstka. Jeden z pięciu worków pozostał swoich rozmiarów, ale zignorował go już. Nie było czasu. — Libramuto.— Zaraz potem w zmniejszone worki rzucił kolejne zaklęcia, jedno po drugim, chcąc zmniejszyć ich wagę, tak, aby Marcel mógł je ukryć w torbie. Kilka worków z mąką to nic. — łódź jest duża, pomieści ze czterdzieści worków. Może więcej — oszacował, spoglądając na piętrzący się stosik przed nim. — Spróbujmy wziąć jak najwięcej. Leć jedno po drugim, pakuj do torby. Ja będę na łodzi to szybko wypakowywał — zaproponował mu szeptem, po czym wziął do kieszeni kurtki, po jednym zmniejszonym worku, zostawiając dwa Marcelowi, i trzy zwykłe na ramię, tak jak wcześniej Marcel. W ruchu już, machnął różdżką, kierując ją na siebie, by ponownie przywołać zaklęcie, które go ukryje, a potem ruszył na pokład, by do tej samej liny przywiązać worki i spuścić na dół ostrożnie, a później zejść po drabince.

| dwa worku udało mi się zmniejszyć dwukrotnie tutaj (powinny być więc w miarę kieszonkowych rozmiarów), trzy staną się leciutkie, na zakończenie rzucam kameleona znów


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]06.07.21 1:31
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 96
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zamknięta część portu - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]08.07.21 0:49
Opuszczał worki powoli, w końcu czując opór, kiedy James zdołał je pochwycić; złożył dłonie na burcie, wychylając się na zewnątrz mocno, chcąc uchwycić spojrzeniem twarz przyjaciela. Dwukrotne pociągnięcie liny wyczuł pod palcami, kiedy Doe był gotów; nie zwlekał ni chwili, ściągając ją na górę. Zewnętrzna strona statku wydawała się w miarę bezpieczna dla samego Jamesa, lecz pokład wciąż był widoczny od strony portu -  i mógł zaalarmować niewłaściwych ludzi. Skoro opróżnili stąd całą załogę statek najpewniej nie był już obserwowany, ale nie znaczyło to wcale, że nikt nie mógł przyuważyć go chociażby czystym przypadkiem lub niefortunnym zrządzeniem losu. Słyszał go, kiedy zaczął wspinać się po drabince - nachylił się na tyle, by nie wystawać ponad burtę, zrzucając wciągniętą linę pod nogi. Spojrzał na niego w pośpiechu, kiedy zabrał głos. Nie czekał ani chwili - zabrał ofiarowaną torbę, przerzucił ją sobie przez ramię i skinął głową na wspomnienie zaklęć, podstawa przy większych włamaniach: obiecywał sobie, że przestanie, że nie będzie tego więcej robił, tym czasem dopiero co ogołocił dom dzianego gościa - i to ze Steffenem. Czy wyższy cel to usprawiedliwiał? Przy Jamesie łatwo było w to uwierzyć, usprawiedliwienie zawsze dało się znaleźć. Nawet i bez celu. Z potrzeby. Słabszego dnia, przepitej wypłaty, pogubionych oszczędności. Zdawało się, że wzrok odnajdywał w ciemnościach sylwetkę Jamesa, zlana z krajobrazem odbijała krople siąpiącego deszczu, a pod odpowiednim kątem przebijała się właściwą barwą. Ruszył za nim, z powrotem do środka, do wnętrza klapy, w którą wskoczył dwoma zgrabnymi susami, lądując na dole. Rozłożył torbę, wrzucając do niej pomniejszane przez Jamesa worki, samemu wyciągając różdżkę - żeby pomóc, wpierw ściągając brew, by obserwować z uwagą ruchy nadgarstków Jamesa; był w tym bieglejszy od niego - ale ćwiczył nieustannie, nabierając - w to przynajmniej wierzył... - wprawy.
- Biegnij, zaraz będę - odparł, bez zawahania; plan Jamesa wydawał się jedyny rozsądny. Nie mieli nadmiaru czasu, nie mogli wiedzieć, w którym momencie pojawi się policja. Musieli czym prędzej stąd zniknąć. W torbie było jeszcze trochę miejsca - uda się tam wepchnąć więcej worków. Na pewno się uda, zmniejszone będą ważyć mniej. - Reducio - wywołał inkantację, która miała zmniejszyć parę kradzionych worków z mąką. Wiązka jednak nie wydostała się z różdżki. - Reducio! - ponowił inkantacje, ponownie nie określiwszy efektu. Nie miał na to czasu, ale chyba zaczynał się denerwować. - Red... - wypowiedział inkantację po raz trzeci, bo podobno do trzech razy sztuka, ale czuł, że coś poszło nie tak jak powinno.

rzuty kością, w tym krytyczne 1


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]08.07.21 1:23
Wojenna zawierucha rozpętała prawdziwe piekło w pustych żołądkach cywili. Produkty takie jak mąka, cukier, czy nawet sól, były teraz szczególnie pożądane i trudno dostępne, to też plan Marceliusa na kradzież kilku worków przemielonego zboża, mógł uratować życia wielu osób. Czas jednak nie grał na ich korzyść, ale jego towarzysz, James, wpadł na genialny plan zmniejszenia worów, aby łatwiej było je wynieść ze statku. Chociaż Doe poszło świetnie, to Sallow zaczął mieć problemy już z pierwszym zaklęciem. Z początku wydawało się, ze nic się nie stało i moc została po prostu nieodpowiednio ukierunkowana, ale nie minęło kilka sekund, gdy jeden worek jednak zaczął się kurczyć, przeciwnie do jego zawartości... Najpierw blondyn mógł usłyszeć cichy trzask rozrywanego włókna juty, a potem, zanim zdążył mrugnąć, cichy wybuch. Mąka rozerwała wciąż kurczący się worek i pod wpływem tej siły, wyskoczyła w górę niczym proch. Część z niej znalazła się na mokrych włosach i ubraniach Marcela, a także na twarzy, z wykluczeniem ust, przykrytych chustą. Rzucony wcześniej kameleon zdawał się być teraz zupełnie bezużyteczny, bo cały pokryty był białym pyłem, który oblepił wilgotne ubrania. Trochę mąki dostało się do oczu Marcela, które teraz piekły i zdawały się być wyjątkowo wysuszone.

Jest to jednorazowa interwencja Mistrza Gry w związku z wyrzuceniem przez Marcela krytycznej porażki. W wyniku nieprawidłowego rzucenia Reducio zmniejszył się jedynie worek, bez jego zawartości, co spowodowało mały wybuch. Marcel, przednia część Twojego ciała pokryta jest teraz mąką, która szybko zamieni się w kleistą maź, pod wpływem deszczu. Kameleon jest bezużyteczny. Możesz zmyć z siebie mąkę, ale potrzebna ci będzie porządna kąpiel. Dodatkowo trochę pyłu znalazło się w Twoich oczach. Dopóki ich nie oczyścisz, otrzymujesz minus do spostrzegawczości oraz wszelkich zaklęć wymagających celowania, wynoszący - 30.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zamknięta część portu - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]08.07.21 2:35
- Co - zaczął, urwał, gdy worek ciasno przyległ do zawartości i w końcu pękł, wypełniając powietrze sypką mąką jak śniegiem, oblepiła go całego, a mokra zamieniała się w oślizgłe ciasto. Czuł ją wszędzie: w mokrych włosach, na ubraniu, na twarzy, w nosie, musiał kichnąć - jak dobrze, że zasłonił usta, pewnie miałby ją też w gardle. Do tego wszystkiego narobił rabanu jak Ollie - świetnie. Pośpiesznie zamrugał oczami, usiłując wyrzucić z nich mąkę - bezskutecznie - podrażniła oczy, utrudniała widzenie, wywoływała łzawienie; czuł ból, drapanie, pieczenie utrudniające postrzegania świata. Przyłożył rękę do oczu, ale ręka też była cała w mące - i tylko pogorszył sytuację. Przeklął, w ciemno chwytając któryś z worków i ponowił inkantację zmniejszającą: reducio, jednak bolesne oczy rozpraszały go skutecznie, nie udało mu się zmniejszyć ani jednego jutowego worka. W ciemno zdołał rzucić jedynie słabe libramuto, dzięki któremu nie stracił więcej czasu, wrzucając do torby kolejne większe worki i bez trudu, lekko, mógł wyciągnąć je na górę. Nim to jednak zrobił przytknął różdżkę do jendego z worków, wypowiadając zaklęcie:
- Lacarnum Inflamare - drugą dłonią na oślep wyczuwając ogień, stał jeszcze przez chwilę, póki worek nie zajął się nim w pełni, nie wątpiąc ani przez chwilę w to, że na statku znajdowała się więcej niż jedna rzecz, która łatwo wybuchnie pod wpływem ognia. Szary dym gryzł w oczy mocniej niż mąka, ale Marcel nie czekał ani chwili - wskoczył na pokład dwoma susami, z torbą przewieszoną przez ramię, czując, jak przestrzeń pod pokładem staje się coraz gorętsza. Niewerbalne finite zdjęło zaklęcie Kameleona, ale siąpiący deszcz wcale nie pomagał pozbyć się mąki - rozsmarowywał ją bardziej. Nie miał czasu, nie widział liny, jego oczy łzawiły, a pod pokładem rozprzestrzeniał się pożar. Pamięcią ruchową dotarł na kraniec burty, za którym wydawało mu się, że znajdzie przyjaciela, dotykiem odnajdując porzuconą linę. - James! - zawołał go, wyrzucając przez burtę torbę wypchaną mąką - nieznacznie tylko lżejszą, niż być powinna. Sam przechylił się przez burtę - i skoczył w brudną rzekę, wiedząc że bez oczu i tak nie zejdzie po drabince. Otworzył powieki dopiero pod wodą, pozwalając mętnej rzece przepłukać mąkę ze spojówek i z ubrania. Wynurzył się po paru chwilach, rozpaczliwie prąc ku powierzchni; dopiero tam wziął głębszy łyk powietrza, zrywając z twarzy przemoczoną chustę. Wciąż czuł mąkę we włosach, ale z pewnością było jej mniej niż wcześniej. Spojrzał wpierw w górę - na statek, z którego zaczynał kopcić się gęsty czarny dym - dopiero później na Jamesa, chwytając się burty jego łodzi - i wyciągając ku niemu dłoń, by z jego pomocą znaleźć się na łodzi. - Szybko! Zanim zauważą - wymamrotał, wypluwając resztki wody. - Musimy się dostać na Isle of Dogs. Do dopływu Lea - przypomniał, powtarzał miejsce zbiórki w myślach tysiące razy, to było ważne. Bardzo ważne. Odkrztusił wodę, wypluwając ją za burę. Dym był coraz większy, lada moment zwróci uwagę. A wieczór otulał późnojesienny chłód, który wywoływał na przemokniętym ciele dreszcze.

rzuty do posta


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]09.07.21 1:21
Kradzież żywności nie była dla niego czymś nowym i nieznanym, właściwie była dość powszechna, robił to za dzieciaka — głównie dla zabawy, adrenaliny, poszukiwania wrażeń, a także udowodnienia starszemu bratu swojej siły i odwagi; robił to także teraz, gdy nie stać go było na to, by wrócić do domu z torbami pełnymi zakupów. Dla siostry, dla Eve, brata, dla ich w miarę godnego życia, pozorów odbijania się od dna i nędzy, w której właściwie żyli, nie mając ani domu, ani zwierząt gospodarskich, stałej pracy, normalnej codzienności. Możliwości pomnażania pieniędzy na podstawie jakiegoś dobytku, nawet marnego. Mieszkania nie mogli sprzedać, nie mieli na niego żadnych dokumentów — nikt by go nie kupił, zresztą. Wszystko, co naprawdę mieli spłonęło dawno temu, wiele mil stąd. Dawno przestał analizować kradzieże w kontekście dobra i zła. To było znacznie bardziej skomplikowane niż prosty podział, świat nie był ani w połowie czarny, ani biały. Ilość kolorów była ogromna, to od samych ludzi zależało, jak bardzo próbowali wyszarzać otaczające och barwy. To, co próbował zrobić Marcel nie przerażało go z powodów etycznych. Martwił się, że skala tego przedsięwzięcia była tak duża — w końcu chodziło o spory okręt i to ten cumujący w Londynie, być może dostarczający zaopatrzenie do urzędników, władz, polityków, tych całych popleczników Czarnego Pana — że konsekwencje musiały być proporcjonalnie do nich dotkliwe. Chyba nie zapomniał jeszcze odoru śmierci, która kroczyła obok, tęsknoty za rodziną i pustki. Marcel nie miał już nikogo, jego mama nie żyła. Może nigdy tak naprawdę nie miał przy sobie nikogo naprawdę bliskiego, nie miał już nic do stracenia. On miał. Nie tylko rodzinę, ale też jego. Był jej częścią.
Skinął mu głową, gdy ponaglił go do ucieczki, ani przez moment nie wątpiąc w jego zdolności — może trochę, ocenę sytuacji, ale kiedy był sam nie był wcale lepszy. Na łódce czekał na ładunek, zaczynając się już niecierpliwić. Wyglądał w górę, spodziewając się lada moment dostrzec przy burcie worki z mąką, ale wciąż ich nie było. Zamiast tego usłyszał dziwny dźwięk, poczuł wibrację ze strony okrętu. Przytknął do drewna obie dłonie, statek jeszcze przez chwilę zdawał się oddawać na zewnątrz jakąś energię, ale nie był w stanie zlokalizować jej źródła.
— Szlag — zaklął pod nosem, serce zabiło mu szybciej. Gdzie on był? Gdzie on się podziewał? Był gotów wspiąć się już po drabince w górę, kiedy z impetem runęły w dół worki, torba. Rozbrzmiał głos przyjaciela. Odsunął się w ostatniej chwili, unikając — przynajmniej w jego wyobrażeniu— zderzenia z jutowymi workami, które na całe szczęście, wytrzymały moc i pęd, nie przedzierając się nigdzie. Zaraz potem zdezorientował go chlust wody obok. — Marcel!— krzyknął szeptem, wypatrując go wszędzie. Smród dymu nie sprowokował go do tego by spojrzeć na statek, dopiero kiedy się wynurzył, przeskoczył na skraj łodzi, do burty, żeby wyciągnąć ku niemu dłoń. Uchwycił jego, drugą ręką złapał go za kurtkę i wciągnął do środka. Skinął mu głową bez pytań, przynajmniej w tej mikrosekundzie. Bo gdy się odwrócił i dostrzegł w końcu dym serce podskoczyło mu do gardła, zamurowało go na chwilę. Coś ty zrobił? — Mąka jest łatwopalna. Wybuchnie — wyrzucił z siebie, doskakując do liny z workami, by w pośpiechu je rozwiązać i wrzucić na pokład, a potem przykryć płachtą. Jednym szarpnięciem po drodze rozsupłał węzeł, którym uwiązał łódkę do cumy okrętu, przebiegł na tył, by rzucić zaklęcie na śrubę. — Facere — w pośpiechu, może nieco niedbale. Zerknął w górę, a potem na Marcela. Chciał spytać, co tam się stało. Ale zamiast tego zaczął się śmiać. Zaklęcie maskujące przestało działać. — Totalnie ci odbiło.
Łódź ruszyła przed siebie, kanałem. Znali drogę. Sterem niełatwo manewrowało się tak dużą łodzią, ale oddalali się od Atosa z każdą chwilą. Odwrócił się przez ramię, by zobaczyć płonący okręt. Chwilę przed jego końcem. Kanał się zwężał, po obu stronach brzegu pojawiały się jakieś pojedyncze jednostki, marynarze. Zerknął na Marcela, musieli wyglądać niepozornie. Usiadł na skraju łodzi i kierował nią prosto na Isle of Dogs.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]09.07.21 1:21
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 60
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zamknięta część portu - Page 12 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]10.07.21 22:46
Opadłszy na ławę na łodzi ściągnął głowę w dół, między kolana, wypluwając wodę, której nałykał się w trakcie nieplanowanej kąpieli; woda skutecznie zmyła mąkę z twarzy, we włosach i na ubraniu zostały jej resztki, ale na brudnej i przemoczonej kurtce i tak nie było tego widać. Wyszukał po kieszeni różdżkę, upewniając się, że ta nie opadła w mętną wodę i gdy przestał się krztusić wykonał nią nieskomplikowany gest, mamrocząc pod nosem inkantację zaklęcia, żeby osuszyć swoje ubranie. Była późna jesień, kichnął w rękaw, nim spojrzał przez ramię na statek, od którego się oddalali. Dym kłębił się coraz mocniej, usłyszeli trzask - płomienie wyszły nad burtę. Nad portem ktoś wszczął alarm, ale chyba było już za późno, żeby uratować żywność - zaprószył ogień dosłownie na żywności. Przeniósł wzrok na Jamesa, który przestrzegł go przed wybuchem, powrócił nim na statek, jeszcze na chwilę, obserwując z oddali błyski zaklęć mających na celu pewnie ugaszenie pożaru. Jego spojrzenie było rozbiegane, zdenerwowane, ale poważne i skupione na celu. Alexander napisał mu, że Zakon Feniksa chciał zniszczenia zapasów, które zostały. Nie był co do tego przekonany, uczono go zawsze szacunku do żywności - a przecież nie mieli nią nakarmić tylko zbrodniarzy. Czy lepiej, żeby poszła na dno zamiast zostać przekazaną ich rodzinom? Dzieciom, żonom? Nie wiedział, nie do niego należała też decyzja - przekazano mu rozkazy, a on te rozkazy wykonał. Najlepiej, jak potrafił. Zbyt szybkie kołatanie serca w piersi nie pozwoliło mu dołączyć do śmiechu Jamesa, choć sam nie wiedział, czy bardziej bał się tego, co zrobił, czy bardziej ekscytował tym, w czym brał udział. Po raz pierwszy - poczuł faktyczną sprawczość. To zwykli ludzie mogli stawić opór, zwykli czarodzieje, tacy jak on. Idąc za tłumem szli jak owce na rzeź, a czasem wystarczyło przecież wyjąć tylko jeden klocek z drewnianej wieży, żeby cała posypała się na ziemię. Otworzył oczy szerzej, pozwalając ogniowi zapłonąć w jego źrenicach. Rzucał blask na rzekę, lecz nie sięgnął już do nich. Pozostali skryci, w mroku, w bezpiecznej odległości. Marynarze byli zbyt zajęci pożarem, żeby ich szukać. Ależ piękna katastrofa. Czy mu odbiło, być może. Najwyższy czas, bo zbyt długo trwał w bezczynności.
- Ha! Urzędasy się chyba nie najedzą - rzucił, nie potrafiąc zamaskować zadowolenia, ni to w twarzy, ni w głosie. - Złapałeś worki? - zapytał dopiero teraz, oglądając się na brezent, pod którym zostały upchane zapasy. Mąka jeszcze nigdy nie była tak droga jak teraz, wieźli majątek. Jeśli ktoś ich z tym złapie - z pewnością podniesie larum. Schował różdżkę, nie chcąc prowokować nikogo z lądu. - Wiesz w ogóle, co robisz? - zapytał, obserwując jak James zajmuje się łodzią; nigdy taką nie sterował, ale to nie mogło być aż tak trudne. Podszedł bliżej steru, bez przekonania chwytając go dłońmi, by subtelnie nakierować zgodnie z zaklęciem rzuconym przez Jamesa. Nurt był trudny do wyczucia, reakcje łodzi tym bardziej - nigdy wcześniej tego nie robił - ale na niewielkiej łodzi nie robiło to aż takiej różnicy. Tamiza była głęboka i czysta, nie czyhało na nich wiele przeszkód. - Nie wiem, jak oni wyglądają - przyznał, kiedy pokonali już przesmyk; musieli znajdować się niedaleko celu. Tylko - jak trafić na ten cel? - Czekaj, to tu. To muszą być oni - zerwał się, kiedy dostrzegł, w istocie za dopływem, większy wóz, przed którym stało dwoje mężczyzn; jeden z nich nawiązał z nim kontakt wzrokowy, też na kogoś czekał. Kiedy łódź dobiła do brzegu, Marcel zostawił Jamesowi cumowanie, samemu jednym susem wyskakując na ląd, żeby podbiec do czarodziejów. Nie dostał żadnego hasła, nie znał ich imion, miał tylko nazwisko Alexandra - namalowane na listach gończych. Niezbyt dyskretne. - Athos - rzucił zatem na powitanie, sądząc, że nazwa statku powie im więcej; z mimiki, którą wychwycił, wynikało, ze rzeczywiście czekali tutaj na transport. - Wszystko jest na łodzi -  mówił dalej, kiedy ruszyli z nim w stronę Jamesa. - Pomożemy to przenieść - zaoferował się, skinąwszy na przyjaciela. - Czysto. Wyrzucaj po worku, trzeba to zabrać na wóz - zawołał w kierunku Jamesa.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]12.07.21 1:26
Kiedy się obejrzał za siebie, by ostatni raz zobaczyć pomarańczowe łuny rozlewające się po ciemnym niebie, serce zgubiło swój rytm, a policzki wręcz zapłonęły od gorąca, które było daleko. Ogień trawiący dobytek — jego, cudzy, wszystko jedno; budził w nim wspomnienia, rodził obawę o nadchodzącą przyszłość, o bliskich. Ogień niszczył. Ogień zamieniał w pył wszystko w przeciągu sekundy. Ogień był końcem, był śmiercią. W mieszkaniu została jego siostra, Eve. Coś podpowiadało mu w tej chwili — szepty zmarłych w wyobrażeniu trzaskającego ognia — że tam, nawet jeśli same, bez niego były bezpieczniejsze niż przy nim. Dusił te myśli w sobie, egoistycznie nie chcąc dopuścić do wizji puszczenia je wolno, wysłania gdzieś daleko, jak najdalej, czy własnej ucieczki. Ogień, który ogarnął pokład miał swój zapach — a ten zapach dobrze znał. Chwilowe rozbawienie i obłędna euforia wycofały się za zasłonę chwilowego przygnębienia. Byli już za daleko, aby to usłyszał, a jednak miał wrażenie, że w uszach szumiał mu szmer płomieni liżących kolorowe karawany, trzeszczało łamiące się drewno. Marynarze, którzy gromadzili się przy statkach zareagowali na alarm. Wszyscy, jak jeden mąż rzucili się w stronę płonącego Atosa. Wyrywając się z chwilowego letargu spojrzał w bok, śledząc drogę jaką przemierzali by w najkrótszym czasie by dostać się do pożaru i spróbować go ugasić.
To był debiut na łodzi — nigdy wcześniej nie sterował żadną, chociaż zdażyło mu się wejść na pokład. Mniej lub bardziej niepostrzeżenie. Życie w porcie miało swoje zalety i nagle okazało się, że bierne uczestnictwo przy rozładunkach i załadunkach, śledzenie cumujących łodzi, a czasem obserwowanie nadpływających statków i łódek w londyńskich dokach na coś się przyda. Przysiadłszy na brzegu łódki obserwował śruby i płetwę, która odpowiadała za skręty. Kanał się zwężał, ale Marcel chwycił za ster. Uśmiech szybko pojawił się na jego twarzy, w cień spychając chwilowe rozterki. Zadowolenie i satysfakcja przyjaciela znów szybko mu się udzieliły. To było szalone. Nieodpowiedzialne. I tak niesamowite, że wciąż nie wierzył. Serce podskakiwało mu co rusz do gardła, zachłysnął się adrenaliną.
I nagle zechciał więcej.
— Tak, są wszystkie. — Wskazał ruchem głowy na brezent. Nie chciał wstawać i podciągać go, bo to mogłoby wzbudzić czyjeś podejrzenia, a ruch na brzegu zrobil się spory. Wszyscy biegli w stronę płonącego okrętu. Odgarnął z czoła mokre włosy i odsunął się, dając Marcelowi więcej miejsca, by swobodnie mógł podejść do steru i poprowadzić łódź przez kanał.
Nim mu odpowiedział, port zadrżał. Poderwał się z miejsca, obracając do tyłu. Łuna ognia za nimi zmieniła się w potężny strumień światła, jakby spadła na nich gwiazda, planeta jakaś uderzyła o ziemię. Jasność rozbłysła wszędzie. Musiał zmrużyć oczy, przysłonić je ręką. Podmuch ciepła dotarł także do nich. I kiedy wszystko opadło, ujrzał sypiące się w wodę deski, ogień zajmujący dwa pobliskie okręty. A Athos... Po Athosie nie było już ani śladu. Maszt jak cienki patyk rozsypał się w drobny mak, fruwające deski runęły w wodę. Coś mignęło mu przed oczami — cofnął się, ale zaraz wyciągnął rękę. To kawałek płótna z żaglu spalał się tuż przed nimi.
Przeniósł wzrok na przyjaciela, oddech zamarł mu w piersi. Przesmyk przysłonił większość widoku. Przez beczki, drewniane skrzynie ustawione wzdłuż brzegu mogli obserwować tylko opadające resztki statku po eksplozji.
— Co to za ludzie? — Nim jednak doczekał się odpowiedzi, przyjaciel zwrócił mu uwagę ludzi stojących przy wielkim wozie. Miał do niego dużo pytań, chciał je wszystkie zadać, ale obecność tych ludzi nie zachęcała do podobnej wymiany informacji. Ruszył powoli na przód łodzi, zatrzymując się na dziobie. Chwycił linki i rozsupłał je po ostatnim wiązaniu, nie odzywając się, tylko słuchając. Zerkając na tych ludzi raz po raz. Łódź podpłynęła do brzegu, wystawił jedną nogę, by zamortyzować lekkie uderzenie — a jednocześnie zatrzymać ją w miejscu. Nie wiedział do czego powinien ją przywiązać, dopóki nie zobaczył dalej, że inne trzymały się wystających drewnianych kołków mocno wbitych między bruk. Wyskoczył na brzeg, by obwiązać linę dość naprężoną — by nie oddaliła się zbytnio od brzegu. Później to samo zrobił z tyłu.
Czarodzieje przy wozie zrzucili z niego płachtę. Zeskoczył do łodzi, podwinął brezent i zaczął wyrzucać na brzeg, tak aby Marcel mógł to załadować. Nieufnie spoglądał na czarodziejów, ale nie był tak lekkomyślny by się odzywać. Worek po worku, Marcelowi prosto do rąk — i na wóz i tak jeden za drugim, aż wszystkie, które były ukryte na łódce znalazły się na zewnątrz. Otrzepał ręce z mąki, z kurzu, a potem wytarł je o spodnie.
— To wszystko. Nie zostało już nic więcej — poinformował ludzi, którzy przybyli po worki, a później spojrzał na Marcela, i wyskoczył na brzeg, aby pomóc im poukładać worki, według ich zamysłu. Musieli ukryć mąkę, pomiędzy skrzynkami. Jej wartość była na tyle duża, że mogła być skonfiskowana przez służby lub wykradziona, wystarczy, że zbyt rzuci się w oczy, a oni nie spodobają strażnikom — albo wpadną na rabusiów, którzy postanowią ich ograbić z daru przygotowanego — dla kogo właściwie? Powinien powiedzieć, że ze statku nic nie zostało? Zerknął na Marcela, unosząc jedną brew nieznacznie. W rękawie kurtki miał różdżkę, był gotowy do tego, by w razie potrzeby błyskawicznie ją wyciągnąć. Obawiał się, że jeśli to był koniec, jeśli zadanie było wykonane, będą chcieli się ich pozbyć. Zwykle tak to wyglądało — niepotrzebnych świadków eliminowano. i nie zamierzał dać się zabić. Przemykał wzrokiem od Marcela po czarodziejów, w końcu wysuwając rękę z kieszeni, przygotowując się na najgorsze. Zerknął na niego sugestywnie. Był gotów, Marcel powinen wiedzieć — mógł na niego liczyć.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Zamknięta część portu [odnośnik]13.07.21 11:52
Ogień zawsze był jego przyjacielem. Nie znał grozy niszczącego żywiołu, był w stanie kroczyć razem z nim; wiele razy dostrzegał tańczącą z nim Finley, sam się z nim zaprzyjaźniał, jego siła fascynowała: była nieokiełznana i choć zawsze zaczynała tlić się ledwie od iskry, małego płomienia, zdolna była przeobrazić się w potęgę trawiącą nawet statki wielkie jak ten. Siłą, która pozbawi żywności bogatszych i bardziej wpływowych od niego. Siłą, która wreszcie pozwalała mu uwierzyć we własną siłę i sprawczość - opór był możliwy, opór był obowiązkiem. Mógł coś zrobić, jeśli tylko znajdzie w sobie wystarczająco dużo determinacji. Zakon Feniksa stanowił właściwą drogę, był tego pewien, gdy wpatrywał się jak zahipnotyzowany w opadające maszty Athosa. Wydawał się taki mocarny z lądu. Jeszcze parę chwil temu. Podmuch niosący ciepło dotarł i do nich, podobnie jak fala, która zakołysała łodzią jak gdyby znajdowali się na morzu, nie rzece, daleko od lądu.
- Łał! - Usta rozchyliły się mimowolnie w uśmiechu, gdy te znamiona katastrofy niosły pewność dobrze wykonanej misji. Powinni być z niego zadowoleni - zrobił wszystko, czego od niego oczekiwali. Miał nadzieję, że woda nie podeszła pod brezent, mąkę mogła zniszczyć zbyt łatwo. - Mamy to! - zawołał, rozszerzając nieznacznie stopy, by zachować równowagę pomimo szarpnięcia łodzią, po czym i on się zaśmiał - wyzbywając się nagromadzonych w sercu emocji. Napięcie opadło, ale jeszcze nie w pełni - musieli dokończyć tę sprawę.
Skinął głową, gdy drżąca dłoń nieostrożnie przechyliła ster, zbyt mocno, może nerwowo, a może zwyczajnie nieumiejętnie, co zaraz naprostował w drugą stronę; nie potrzebował przecież dowodu na słowa Jamesa, w pełni mu ufając. Nie oszukałby go, a na pewno nie w sprawie tak ważkiej. Wiedział przecież, ile ta sprawa dla niego znaczyła, nawet jeśli nie powiedział mu wszystkiego. - Nie wiem - odpowiedział, sam wszystkiego nie wiedział; nie znał ich tożsamości, profesji ani historii. - Wskazali mi ich jako kontakt - Gdyby wiedział o nich więcej, byłoby wygodniej. Mógłby z nimi porozmawiać, wyczuć, upewnić się, że to oni - bez tego mógł się kierować tylko intuicją, która tym razem go nie zawiodła. W tych sprawach często korzystało się przez pośredników, tak było bezpieczniej - przynajmniej dla tego, kto wydawał polecenia, bo niekoniecznie dla tych, którzy byli na końcu tego łańcucha - jak on i James dzisiaj. Ale oboje byli przecież do tego przyzwyczajeni. Gdy na twarzach czarodziejów pojawiło się zrozumienie na dźwięk nazwy statku, nabrał pewności, że rozmawiał z tymi, do których miał dotrzeć. Odbierał od Jamesa kolejne worki, zanosząc je na wóz, jeden po drugim pośpiesznymi ruchami nie tracąc zbyt wiele czasu, jeden z czarodziejów pomógł - im szybciej to zrobią, tym mniejsza szansa, że zdąży wyruszyć za nimi pościg. Nikt ich nie widział, tak to przynajmniej wyglądało, zaprószenie ognia powinno wyglądać na nieszczęśliwy wypadek, nic więcej. Ale wciąż stali na kradzionej łodzi, która mogła sprowadzić tutaj podejrzliwe oko patrolu. Wspólnie poukładali worki na wozie według wytycznych czarodziejów - pod koniec zaczynały boleć go ramiona. To był długi wieczór.
- Reszta jest zniszczona - poinformował krótko, nie pytając o nic więcej. Wiedział, że żywność miała dotrzeć do Oazy, ale nie mógł wypowiedzieć tej nazwy przy Jamesie. Przepraszam, Jimmy. - Zatrzemy ślady po wozie - zapewnił, kiedy czarodzieje, niezbyt wylewnie, zebrali się do drogi, poganiając aetonana zaprzęgniętego do pojazdu. Kiedy zniknęli, razem z Jamesem odwiązali łódź, pozwalając jej wypłynąć na rzekę, a cicho wypowiedziana inkantacja:
- Vestitio - rozmyła ślady wozu w błocie i od brzegu, nie pozostawiając żadnych śladów bytności czarodziejów. Po suchej trawie razem z Jamesem mogli się oddalić, biegiem rzucając się wzdłuż rzeki, do najbliższego mostu, po którym mogli wrócić do domu.
- Dzięki, Jimmy - zwrócił się do niego, kiedy znaleźli się już na głównym chodniku doków. Spojrzenie jego jasnych tęczówek na dłużej zatrzymały się na jego twarzy, jak gdyby chciał powiedzieć coś więcej - uprzedzał go, jak ważne to dla niego było. Dziękując naprawdę miał to na myśli. Nie powiedział jednak nic więcej, gdy każdy z nich odszedł w swoją stronę.

/zt x2 :pwease:


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Strona 12 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

Zamknięta część portu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach