Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Knajpa morderców

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Knajpa morderców   17.07.17 2:16

First topic message reminder :

Knajpa morderców

Nieduży lokal usytuowany przy jednej z bocznych, mało uczęszczanych uliczej, do której prowadzą niewysokie drewniane schodki - każdy mugol, który usiłuje się po nich wspiąć, nagle zostaje skonfundowany i zapomina, po co to robił - odczuwając wewnętrzny imperatyw do zmiany swoich zamiarów. Wnętrze utrzymane jest w chłodnej stylistyce, pojedyncze stoliki z twardymi krzesłami wydają się być przystosowane do najwyżej dwóch-trzech gości, a zaczarowany gramofon wygrywa rzewne melodie. Wysoki bar, za którym obsługuje młoda wyraźnie znudzona czarownica wydaje się specjalizować w winie i absyncie - ale można tam zakupić również cygaretki. Opary dymu gęsto wypełniają pomieszczenie, tworząc duszną, dekadencką atmosfera.
Pomimo nazwy istnieje bardzo nieduże prawdopodobieństwo, jakoby w knajpie rzeczywiście dało się spotkać prawdziwego mordercę - nazwa miała zapewne tylko przyciągnąć znudzoną klientelę. Udało się - to ostoja londyńskich poetów. Gdy zapadnie zmrok w knajpie morderców rozpoczynają się wieczorki poetyckie, w trakcie których młodzi artyści prezentują swoją twórczość; za sprawą magii znacznie łatwiej jest odczuwać towarzyszące słowom emocje - dwie zaczarowane statuy przedstawiające nagich kobietę i mężczyznę tworzą w tle występujących prelegentów wzruszającą pantominę. Nikt nie będzie ci przeszkadzał przy stoliku i nie musisz nawet zwracać uwagi na dziejący się spektakl, lecz jeśli tylko potrafisz - możesz dołączyć do artystów, wygłaszając własny wiersz (wymagana biegłość: pisanie poezji oraz retoryka) lub cudzy (wymagana biegłość: znajomość literatury oraz retoryka). W zależności od poziomu (znajomość/tworzenie):
I - czarodzieje wysłuchają cię z zainteresowaniem, oddając ci tę krótką chwilę tylko dla ciebie. Zapewne jednak dość szybko o tobie zapomną, porwani kolejnymi występami.
II - otrzymałeś długie owacje, parę osób wstało. Poruszyłeś ich, będziesz słyszał szepty fragmentów wygłoszonego przez ciebie utworu do końca wieczoru.
III - po twoim wystąpieniu w lokalu nastała dłuższa cisza; wzruszyłeś widownię, niektórych aż do łez. Będziesz czuł na sobie ukradkowe spojrzenia tak długo, jak długo pozostaniesz jeszcze we wnętrzu knajpy. Atmosfera ożywi się dopiero po tym, jak go opuścisz. Na długo pozostaniesz tutaj na językach.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   04.09.17 13:41

Wykwitły uśmiech nie schodził mu z twarzy; próbował w jej czarnych oczach dostrzec choćby cień jej myśli, z przyjemnością pogrążyłby się w jej głowie, zagrzebał w błotnistych zakamarkach umysłu, tak skutecznie odgradzanych od świata zewnętrznego. Bezskutecznie. Nie widział w nich swego młodzieńczego odbicia. Wzruszył delikatnie ramionami, co przez przyjemny i, o, zgrozo, sympatyczny wyraz twarzy nie miało lekceważącego wydźwięku. Nie pamiętał nawet jaki był jako dziecko, czy dotykały go przyziemne problemy, czy naprawdę traktował Kent jako swój dom, czy jakiekolwiek miejsce utożsamiał z czymś, do czego chciało się wracać, którego nie chciało się nigdy opuszczać. Musiałby zagłębić się w odmęty wspomnień, w których wcale nie chciał się znaleźć, do których nie chciał wracać. Pamiętał o popełnionych błędach, aby móc się na nich uczyć, zepchnął przeszłość do szuflad, których na co dzień nie było potrzeby otwierać. Tego wieczora również nie zamierzał, choć psychoanaliza wykonana przez Tsagairt mogłaby być dość zabawna.
— Niech więc tak będzie — odparł jej ciepło, nie zdradzając żadnym niekontrolowanym odruchem, czy był bliska, czy daleka prawdy. — Jesteś usatysfakcjonowana taką odpowiedzią? — Czy zadowala cię stan rzeczy zgodny z tym, co sobie zażyczysz? Trudno czerpało się satysfakcję z kontroli nad sytuacją i pozyskaną informacją, jeśli w głowie świtała myśl o nieprawdziwości zgromadzonych danych. Jeśli była jednak rzeczywiście tego pewna, powinna być zadowolona. On również był, uznając ten temat za łatwo i szybko zakończony. — Doprawdy? A więc jestem w błędzie?— nie lubił się mylić; nie tylko jako mężczyzna, czarnoksiężnik, ale i człowiek — nikt tego nie lubił. Uniósł brew wyzywająco; zwykle doceniał, czasem przeceniał swych przeciwników, analizując ich możliwości i predyspozycje. Najbardziej niepozorna owieczka potrafiła wywołać zamieszanie w stadzie, doprowadzić do tragedii, nawet jeśli nie posiadała kłów, którymi była w stanie ugryźć. Na szczęście mało która potrafiła myśleć na tyle biegle i sprawnie, by korzystając ze wszystkich możliwości umieć się obronić, przez co zwykle wilk kończył syty. Ramsey starał się być zapobiegawczy, podchodził ostrożnie do wszystkich; tych, których widział po raz pierwszy, a także tych, których znał — jak sądził — dość dobrze. Ludzie potrafili zaskakiwać, a gra pozorów, którą opanował do perfekcji zmuszała go do myślenia innymi kategoriami. Trudniej było zawierzyć komuś obcemu, więc wolał zawierzać samemu sobie. — Nie ma we mnie nic interesującego, Deirdre. Znasz mnie. — Krótko, co prawda, lecz wystarczająco, by móc się z nim wybrać wypełniać wolę Czarnego Pana, jak tego wieczora, a także by rozmawiać z nim o strategiach i możliwych przyszłych działaniach, dzielić się pomysłami i oceną potencjalnych członków. Rozłożył ręce na boki, prezentując jej się w pełnej okazałości; czytasz ze mnie jak z otwartej księgi. To nieprawda, ale nie szkodzi przecież. Bezbronne, niewinne kłamstwo, słodkie jak miód. Stać go było na więcej niż prezentował, a jego motywy i pragnienia pozostawały, lub miały pozostać mgliste i niejasne. — Ale to nie znaczy, że nie mogę mieć, jeśli tego zechcę.— Dysponowali umiejętnościami, które pozwoliłyby im zdobyć to, czego chcieli i o wiele więcej. Nie musiał prezentować umiejętności ulicznych złodziejaszków. Potrafił być przekonywujący, dostawać to, czego chciał różnymi sposobami. Gdyby miał powód, by obsypać ją złotem, pewnie by to uczynił, choćby narzucając wcześniej paskudną klątwę na któregoś z dobrze urodzonych czarodziejów, aby zmusić go, by opróżnił swoją skrytkę. Ani Deirdre ani żadna z jej koleżanek po fachu nie doświadczyły z jego strony wyjątkowego traktowania. Zbytek dobroci. Miała więc rację, był paskudnym klientem. Pewnie gdyby się nad tym zastanowił doszedłby do wniosku, że żadna inna kobieta w jego życiu nie otrzymała od niego niczego poza stertą słodkich kłamstw i czułych, fałszywych szeptów wprost do ucha. Przynajmniej do niedawna; naszyjnik, w którego wszedł w posiadanie przed kilkoma tygodniami wybrał z niezwykłą drobiazgowością.
— Brzmi rozkosznie — przyznał z aprobatą, wreszcie dostrzegając w jej oczach lekki błysk. Perlistych śmiech, jaki wypełnił ich przestrzeń, pozbywając krótkotrwałej cichy przerywanej oddechami był muzyką, której nawet jemu przyjemnie było słuchać. Kłamstwo warte swej ceny, pomyślał. Uśmiechnął się jeszcze szerze, odsłaniając zęby, jakby i jemu udzielił się ten nastrój. Podtrzymując pełną rozbawienia chwilę zaciągnął się papierosem, a potem odezwał się: — W końcu każdy jest więźniem własnych pragnień i potrzeb. Ja również.
Nie czuł ograniczeń, w tym świecie nie trzymały go metalowe kraty, nie blokowały żelazne kajdany, nie miał u nogi żadnej kuli. Był sam dla siebie osobistym więzieniem; pozwolił, by jego własną duszę pożarły demony, by ludzkie emocje i uczucia wpędzono w czeluść najgłębszej celi. Nikt nie mógł mu zgotować gorszego losu niż on sam sobie. Pogrążał się w despotycznej potrzebie kontroli wszystkiego, czego dotknął, fanatycznym podążaniu do informacji i zgłębiania wiedzy niedostępnej innym, zdobywania cichej i okrytej płaszczem niepozorności władzy. Nie wierzył, by to mogło go zgubić, zniszczyć — a mogło. Mógł pogrążyć się w szaleństwie. Zamknięty, uwięziony w szarej codzienności, odgrodzony od ksiąg, ludzi i świata kipiącego wiedzą malałby z każdą chwilą. Pożarty przez bezczynność i wewnętrzny regres, popadłby w obłęd.
— Tak, natychmiast — przyznał otwarcie, a po tym umilkł, wsłuchując się w jej pełen świetnie wyuczonych emocji monolog, przez chwilę z zaciekawieniem, które w końcu przerodziło się w bolesny wyraz rozczarowania.— Och, nie — jęknął, gasząc papierosa. — Nie mam na to dziewięciu miesięcy, ale możemy od razu zabrać się do intensywnej pracy. A nuż przydarzy się jakiś cud i przyjemne z pożytecznym zaowocuje w przeciągu dziewięciu dni?— spytał w podobnym tonie, posyłając jej szybki uśmiech, po którym nie było już śladu, gdy opadł z powrotem na oparcie. Propozycja wzięcia jej na tym stole w miejscu publicznym choć już dość opustoszałym była nad wyraz kusząca, ale nie na tyle, by zrodziła w nim fantazję utrudniającą myślenie. Przynajmniej głową, tą bardziej oczywistą częścią ciała. Nie chciał nawet myśleć o niej jako inkubatorze, a tym bardziej potencjalnej matce jego dziecka. Była na to kiepskim materiałem — za to dobrym śmierciożercą; wolał osobiście, by tak pozostało. — Nie odkryłem w sobie instynktu ojcowskiego — szokujące. — Gdybym zamierzał przelać własną krew, poszukałbym dziecka sam— pewnie gdzieś na świecie jakieś było. Wiedział, że wśród tego rozbawionego tonu czaiło się wyczekiwanie, aż przejdzie do meritum sprawy i zdradzi jej po co mu dziecko. "Do zabawy", choć było to oczywiste.— a nie prosił o to ciebie. Pomyślałem, że może masz jakieś koleżanki, które posiadają dzieci, mniej więcej do dwunastu lat, raczej z problemami, może osamotnione, może nieczyste. A może mnie jeszcze zaskoczysz i posiadasz wiedzę na temat dzieci-szlam? To byłoby fantastyczne.— Chyba nie sądziła, że Mulciber zadowoli się byle jakimi dziećmi. Miał konkretne wymagania, nie mogły być przypadkowe. A i tak nie był pewien, czy te, które uda im się zdobyć będą się nadawać. Zakładali duży margines błędu, eksperymenty mogły być śmiertelne.





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   04.09.17 15:31

Ten leniwy, parny wieczór, zdawał się żywcem wyjęty z głębokiego snu, ciężkiego, owijającego niemożliwym do usunięcia kokonem, ściśle oblepiającym ciało aż do brutalnej pobudki. Nawarstwiające się problemy, groźba rychłego starcia się z nieznanym w lodowatych murach Azkabanu, chaos czarnomagicznych anomalii, życiowe zmiany, wywracające do góry nogami cały ugruntowany przez ostatnie lata porządek - wszystko to traciło na znaczeniu, owszem, wibrując gdzieś w kącie świadomości, lecz nie przeszkadzając w korzystaniu z wieczoru w nieskrępowany sposób. Wypite przed kilkoma chwilami wino zaczynało - z opóźniony zapłonem - uderzać do głowy, zalewać chłodne ciało ciepłem, wzmagać niedawno zaspokojony głód, rozkojarzać. Cieszyła się, że to właśnie Ramsey stał się towarzyszem tego wieczoru; słodka ironia losu, wpychająca ją w opiekuńcze ramiona mężczyzny, którego przecież najchętniej widziałaby na stosie. Dawne dzieje, nieważne w starciu z jego rozbrajającym uśmiechem i niewymuszoną nonszalancją: pseudoszlacheckie wychowanie nie wpłynęło druzgocząco na męskie morale, umieszczając go idealnie w połowie skali pomiędzy wymuszonym wyrafinowaniem a nokturnowym brakiem manier. Towarzystwo Mulcibera sprawiało jej przyjemność, nawet jeśli tak skromnie umniejszał wartość swego nieinteresującego towarzystwa. - Rzadko kiedy odczuwam całkowitą satysfakcję, ale powiedzmy, że tak - odparła miękko, porzucając plany drążenia tej wzruszającej historii. Jeśli oceniała Ramseya przez pryzmat własnych zachowań - a odruchowo szukała pomiędzy nimi podobieństw, budujących porozumienie ponad podziałami przeszłości - dopóki sam nie zdecyduje się na obnażenie, wyrywanie choćby i najdoskonalszym gwałtem okruchów prawdy i tak skończyłoby się porażką. Czuła się zawiedziona, lubiła historie kryjące się za fasadami pozornej obojętności, lecz nie naciskała dalej, krótkim uśmiechem komentując retoryczne pytanie o błędach. - Zdarza się nawet najlepszym - skwitowała krótko, płynnie przechodząc przez następne wątpliwości i porywające za serce próby umniejszenia swej atrakcyjności. Uśmiech Deirdre zmienił się z delikatnego w prawie czuły: ponownie cytował bliskie jej słowa, tym samym wypowiadane przez nią samą, wielokrotnie, głównie z przestrogą. Miu należała do najbardziej interesujących istot, spacerujących po zbrukanej ziemi, Deirdre natomiast stanowiła jej wyzute z jakichkolwiek charakterowych błyskotek przeciwieństwo. - Gdybym nie wiedziała, że to niemożliwe, pomyślałabym, że łączy nas więcej niż możemy przypuszczać - podzieliła się z nim wzruszoną, niejednoznaczną refleksją. Szkoda, że nie spotkali się wcześniej, kto wie, może ich znajomość od razu potoczyłaby się moralnymi, rodzinnymi torami, nie zbaczając w niemoralny rynsztok, zalany krwią i potem. Pozostawała jednak duża wątpliwość; pewnie niewykorzystany potencjał narastałby niepotrzebną wrogością, a dawna Deirdre, przejęta ślubem i wątpliwościami związanymi z Apollinarem, nigdy nie stałaby się dla niego interesującym rozmówcą. Nie żałowała więc zawiłych kolei losu tak, jakby mogła a wspominanie przesyconego zapachem jaśminu i opium Wenus, w którym tak naprawdę rozpoczęli swą bliską znajomość, nie sprawiało jej przykrości. - Sugerujesz, że nie byłam warta złota i diamentów? - westchnęła z dobrze udawanym urażeniem, spoglądając mu ze smutkiem w roziskrzone oczy. Jak wygodnie i dobrze było przejść z przeszłością do porządku dziennego, mogąc delikatnie naginać granice konwenansów, które już dawno przestały ich dotyczyć. - A więc czego pragnie teraz Ramsey Mulciber? Jaka potrzeba przetrzymuje cię w luksusowym więzieniu? - zadała kolejne pytanie, porzucając naiwną nadzieję na szczerą odpowiedź. Może kiedyś nastąpi święty dzień odsłonięcia i wzbogaci obraz fizycznej nagości Ramseya o aspekt psychiczny, ale wątpiła, by nastąpiło to w tej dekadzie - i w jej obecności. Strzępki informacji, jakie posiadała od Cassandry, układały się w zbyt poszarpaną wizję, by mogła mieć pewność jego intencji i planów, ale wcale nie potrzebowała wiedzieć więcej. Plotki ją nudziły a o Vablatsky nigdy nie musiała się troszczyć - przynajmniej w kwestii tego konkretnego Mulcibera. Wbrew pozorom był zbyt mądry, by igrać z ogniem, mając dużo intensywniejsze problemy na głowie.
Na przykład związane z zdobywaniem dziecka. Choć wino już od dłuższego czasu nie barwiło jej warg, wizja Ramseya jako ojca rozkołysała ją równie mocno co buzujący we krwi alkohol. Po wygłoszeniu dramatycznych opinii zaśmiała się ponownie, lekko, wesoło, porzucając pozę przejętej urzędniczki, gotowej zrobić wszystko, by zadowolić petenta i przekazać mu odpowiednie porady w zakresie płodności. - Brzmi kusząco - przyznała powoli, stukając powoli palcami w krawędź podłokietnika, jakby naprawdę namiętnie zastanawiała się nad tym, czy jednym gestem nie strącić z blatu stolika zastawiającego go szkła i nie przyczynić się do zwiększenia potęgi rodu Mulciberów - a przy okazji nie dostarczyć rozchodzącej się klienteli dodatkowych inspiracji do poezji wyklętej. - Wolę jednak nie ryzykować utraty figury. Ani nieskazitelnej opinii - tym razem to ona rozłożyła w przepraszającym geście dłonie, nawet przez sekundę nie zastanawiając się poważnie nad możliwością zajścia w ciążę. Nienawidziła dzieci, posiadanie potomstwa byłoby spełnieniem najgorszych koszmarów, zniszczeniem mozolnie budowanego życia - poza tym, nie sądziła, by wyniszczony eliksirami organizm był w stanie przywrócić pełną sprawność kobiecego ciała. Skupiała się więc na powodach nagłego pragnienia posiadania potomka przez Ramseya i tak jak sądziła, chodziło o coś więcej. Coś interesujące, czarnomagiczne, okrutne; oczy Deirdre zalśniły nieudawanym zainteresowaniem. Poprawiła się nieco w fotelu, łaskawie postanawiając oszczędzić mu feministycznej krytyki - dlaczego w kwestii dzieci zgłaszał się do kobiety a nie do znajomych ojców, znajdujących się na liście wrogów? - i przejść do konkretów.
- Rozumiem, że tych dzieci nie czeka świetlana przyszłość? Rzecz jasna, w standardowym ujęciu - bo przecież w ich definicji mogły przyczynić się do rozwoju nauki, do wzmocnienia magii, do odnalezienia nowych eliksirów leczniczych: nie wiedziała, co dokładnie miał na myśli Mulciber, ale szczerze wątpiła, by pragnął otworzyć wesoły dom dziecka i uprzyjemnić pokrzywdzonym przez los egzystencję. - Mogę znać jedną lub dwie kobiety, mają dzieci, kiedyś pracowały w Wenus - i szybko się nudziły, zużywały, a Deirdre nie przywiązywała się do koleżanek. Zacisnęła na sekundę pełne usta, próbując przypomnieć sobie sieć znajomości, ale nie znała wielu szczęśliwych - bądź nieszczęśliwych - rodzin, mogących podzielić się niepełnoletnim błogosławieństwem bożka płodności. Miała natomiast w zasięgu swych delikatnych dłoni Febe, słodką Febe; uśmiechnęła się do samej siebie, na razie nie przywołując postaci córki Valhakisa. Sprawi Ramseyowi miłą niespodziankę. - Są w trudnej sytuacji życiowej, dzieci są dla nich ciężarem - nie oceniała, informowała, spokojnie i dość obojętnie. - Chcę wiedzieć więcej - zażądała tym samym tonem, powracając wzrokiem do Mulcibera. Może i jego skromna osoba nie była interesująca, ale pomysły, które miewał: jak najbardziej.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Zawód : Bezrobotny
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 35
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   06.09.17 21:36

Ten wieczór miał w sobie wiele zalet, powietrze wciąż miało słodkawy posmak sukcesów, a ich szaty, w których ukryły się drobinki szkła i wosku nosiły znamiona pomyślności, jaka na nich spadła. Miał nadzieję, że go nie opuści, szczególnie w nadchodzących dobach. Dobiegający do końca dzień i kończące się w kielichu wino, które dopił jednym dużym łykiem ściągały na niego chmury pełne czarnych i nieprzyjemnych myśli. Czekała go odmienna od codzienności wizyta w Departamencie Tajemnic, a po tym cała eskapada do Azkabanu wraz z innymi, która rodziła kłujące uczucie niepokoju. Nie sądził, aby to spotkanie było jednym z ostatnich w takiej formie, nie był też sentymentalny, aby w ten sposób o tym myśleć. Patrzyli sobie w oczy, doskonale wiedząc co ich czeka, a Mulciber z każdym dniem wraz z nasilającą się trwogą odczuwał też coraz silniejsze podniecenie. Wierzył, że im się powiedzie, nie dopuszczał innej możliwości, a to kreowało kolejne pomyślne wizje.
Odstawił kielich na stół, pozostawiając go przeciwieństwie do Deirdre, całkiem pusty.
— Widocznie rzeczywistość, w której żyjemy jest nie jest w stanie zaspokoić twoich potrzeb — odparł, przyglądając jej się z lekko przechyloną głową. — Ale to dobrze. Ludzie, którzy łatwo odczuwają satysfakcję nie mają potrzeb, by sięgać po więcej.— Sam o tym przecież doskonale wiedział. Był niezaspokojony, nienasycony tym, co dostawał. Podejmowane wyzwania nieustannie dźwigały poprzeczkę jego aspiracji, nie potrafił ustać w miejscu, zadowolić się tym, co mu podawano na tacy. Pożądał tego, co było niedostępne — dla wielu, wierzył bowiem, że nie dla niego; uparcie twierdził, że wyjątkowo silna motywacja i możliwości pozwalają pokonywać mile z w niedoścignionym dla innych tempie. Być może właśnie to ujrzał w nim Tom Riddle podczas pierwszego dnia szkoły.
— Może wbrew temu, co sądzisz, właśnie tak jest. Łączy nas bardzo wiele, ten wieczór jest tego dowodem— odparł bez cienia drwiny, czy ironii, zachowując jeszcze przez chwilę wyjątkowo dobry humor. Ludzi łączyły podobieństwa, różnice, łączyły cele, doświadczenia, przebyte i skrzyżowane ścieżki, a także inni ludzie, którzy często przyczyniali się do takich więzi najbardziej. Świat, w którym żyli był potwornie mały, o czym oboje się właśnie dowiedzieli. Kroczyli obok siebie, równoległymi drogami od bardzo dawna, ścierając się na wielu płaszczyznach, by ostatecznie dowiedzieć się jak zabawny splot powiązań ich ku siebie zbliżał. Dziś najważniejszy był wspólny cel, wspólna sprawa, o którą walczyli ramię w ramię.
— Stawiałaś za mały opór — w tym samym tonie jej też odpowiedział, bez większego trudu przyozdabiając twarz wyrazem smutku i ogromnego żalu, jakby czuł ogromny niedosyt po tamtym zrywie brutalności.Zostawiłem ci wartościowszy prezent niż kilka złotych pierścionków, które mogłabyś zastawić, Deirdre. Wspomnienie tamtej nocy nie spędzało snu z powiek, lecz miło pamiętał odwiedziny w Wenus. Miło, bo intensywnie, bo tamten akt miał w sobie więcej niż kilka pustych kłamstw. Był dość prawdziwy; w całej stercie obłudy i fałszu, w których kąpali się na co dzień doświadczyli choć sekundy prawdy, namacalnej, bolesnej, dotkliwej. Niezwykle obcej. Prawda zawsze pozostawiała na takich jak oni lekki ślad. Nienawiść potrafiła nią być, podobnie jak namiętność.
Pragnął wielu rzeczy na raz i jednocześnie, lecz skrupulatnie dzielił swoje cele i przyznawał im określone priorytety. Jeden z nich wymagał większego skupienia, skrupulatności i silnej woli; wymagał od niego więcej samozaparcia i siły, ale wiedział, że jest w stanie poskromić wszystko, co wymykało mu się spod kontroli. Tracił ją. Boleśnie zdał sobie z tego sprawę ubiegłego popołudnia.
— Aktualnie, pragnę zdobyć Azkaban.— Absurdalnie brzmiące słowa mogły stać się doskonałym żartem w towarzystwie obcych im ludzi, wypowiedział je miękko, gładko i całkiem szczerze. Choć po głowie krążyło mu wiele myśli dziś oczyścił umysł i wyzbył się wszystkiego, co odciągało go od właściwego planu. Cel był jeden, jasno określony, niezwykle ważny i nieakceptujący porażki, a nawet drobnego potknięcia. Lewy kącik ust drgnął w powstrzymanym uśmiechu. — Ale kiedy tą potrzebę zaspokoję, pewnie znajdę inną.Bądźmy dobrej myśli. Skupmy się na rzeczach naprawdę ważnych. Był skazany na sukces, oni również byli, a jednak zbierały się nad nim burzowe chmury, które jutrzejszego dnia będą mu towarzyszyć, ciążyć póki nie lunie na niego deszcz, a wraz z nim nie ustąpi delikatny niepokój.
Plany, jakie mieli z Ignotusem wymagały od nich wielu przygotowań. Obaj wiedzieli, że zdobycie odpowiedniego materiału do badań będzie niezwykle trudne, ale świat nie był tak wielki, jak można przypuszczać. Prędzej czy później w całym tym stogu siana znajdą zagubione igły i skompletują je z resztą, rozpoczynając morderczy, okrutny projekt.
— Wyglądałabyś pięknie z tymi nadprogramowymi kilogramami, nie zasłaniaj się tak marnym argumentem. Kiedy w łonie rozwija się syn kobieta zazwyczaj pięknieje — tak mawiały stare wiedźmy, powtarzali wieszcze, prorocy imienia. Wzruszył ramionami, porzucając próby przekonania jej do podjęcia tego przyjemnego ryzyka. Widowisko jakie by tu urządzili z pewnością spotkałoby się z wielkim aplauzem, a później okropnym mordem — gdyby ktokolwiek próbował wyrzucić ich za drzwi tej parszywej knajpy umarłby w prawdziwych męczarniach, jego ciało zostałoby nabite na nogę jednego ze stołów, pozostając przestrogą dla kolejnych śmiałków i natchnieniem dla wiecznie cierpiących poetów. Kusząca wizja, choćby z powodu samego zakończenia.
— Nie — odpowiedział konkretnie, jedynie utwierdzając ją w tym przekonaniu. Dzieci, które miały trafić w ich ręce zapewne będą przeżywać najgorsze chwile swojego życia. Gdyby nie podejrzewał, jaki stosunek mogła mieć do potomstwa, gdyby nie widział w niej bezwzględności nie spytałby jej o to. Posiadała inny rodzaj wrażliwości, tępy, tragikomiczny. Dlatego była dla niego idealnym partnerem do rozmowy na ten temat. Miał nadzieję, że dobiją targu, zainteresuje ją tymi strzępkami informacji wystarczająco, by podjęła wyzwanie.— Doskonale. Zamierzamy z Ignotusem odświeżyć historię i odtworzyć zniszczone światem pseudorówności i zmieszanej krwi czarnomagiczne demony. Demony, które pod naszą kontrolą będą chronić tych, którzy ochrony potrzebują— urwał na moment, unosząc wyżej brew.— Przyprowadź mi je, a wtedy zdradzę ci więcej. Zapewniam cię, że kiedy o tym usłyszysz zapragniesz tego równie mocno. i wejdziesz w to całym.. sercem. — Uśmiechnął się szeroko i pewnie, a jego szare oczy błysnęły niebezpiecznym blaskiem. Nie mrugał, czynił to rzadko, prawie wcale. Wpatrywał się więc w nią spojrzeniem głębokim i intensywnym, rzucającym jej ostateczne wyzwanie.
To jak będzie, Deirdre, zaryzykujesz?





pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   07.09.17 12:05

Słowa Ramseya wyjątkowo zgrabnie trafiały celu, podrażniały perfekcjonizm, werbalizowały potrzeby i podkreślały pragnienia, które przecież nie dla wszystkich były oczywiste. Niewielu ludzi zdołało poznać Deirdre na tyle, by pod maską nudnej obojętności zobaczyć coś więcej, prawdziwy diabli ogień, destrukcyjny i zachwycający nieokiełznaną siłą. Nie żałowała niezbyt przychylnej opinii, która przylgnęła do niej w szkole a potem towarzyszyła przez lata stażu w Ministerstwie: w wyuzdanej Miu nikt nie mógł dojrzeć cienia bezbrzeżnie nieciekawej, spętanej kodeksami i zasadami urzędniczki; jedynie ambitne oddanie wyzwaniom stawianym przez profesję mogło sugerować niezdrowy pracoholizm. Zawsze chciała więcej, nie zadowalały ją przeciętności, a gdy zdołała zaspokoić pierwsze pragnienie - wiedzy i władzy - od razu sięgała po więcej. I choć Ramsey mówił o tym z pewną dumą, to Deirdre wiedziała, że ta droga prowadzi donikąd: a przynajmniej prowadziła do tej pory, Czarny Pan z pewnością mógł ofiarować im ostateczne rozwiązanie palącego głodu, przekroczyć granice, ukoić ciekawość, pozwolić poznać magię w najczystszej, najbardziej przerażającej formie. Idąc wytyczoną przez niego ścieżką mieli szansę okiełznać satysfakcję - chociaż sama droga, pełna wyzwań, mroku i okrucieństwa, stanowiła nagrodę samą w sobie. Uśmiechnęła się lekko, zarówno do Mulcibera jak i do swoich myśli - może to wino a może wyśmienite towarzystwo uczyniło pełzający po drzewie nerwów strach znośniejszym, motywującym do działania a nie paraliżującym. Czyż niebezpieczeństwo śmierci nie czyniło wszystkich doznań intensywniejszymi? - Cieszę się, że dotarliśmy razem do tego miejsca - odparła równie szczerze; do miejsca, w którym sięgali po więcej, i do miejsca, w którym mogli siedzieć na przeciwko siebie jako sojusznicy, ze spokojem i zadowoleniem przyjmując swoje towarzystwo. Nawet gdy podrażniał odrobinę jeszcze obolałe ego, nadszarpnięte brutalnym punktem kulminacyjnym ich relacji. Wtedy nie sądziła, że będzie w stanie rozmawiać z nim kiedykolwiek w ten swobodny sposób, sfrustrowana, słaba, dotknięta do żywego i rozjuszona, ale nie przypominała już dawnej siebie, niezależnie, czy przywołanym duchem przeszłości miała być Deirdre czy niedawno pogrzebana Miu. - Doszłam do wnioski, że połamane ręce nie były tego warte - wytłumaczyła krótko, prawie przejęta jego zrozpaczonym przywołaniem niewystarczających usług. Nie wątpiła, że faktycznie tamto spotkanie mogło skończyć się dużo boleśniej - wtedy, dziś w podobnej sytuacji na pewno któreś z nich zostałoby, dosłownie, pozbawione głowy. Oby była to dobra wróżba na ich aktualne pragnienia.
Przymknęła na chwilę oczy, z zadowoleniem, choć tak naprawdę przywołanie więzienia wprawiło ją w nieprzyjemne drżenie. - A więc za Azkaban - powiedziała, finalnie sięgając po kielich wina, jakby równowaga w liczbie osób barwiących swe usta burgundem musiała zostać zachowana. Upiła kilka łyków, zastanawiając się jednocześnie, czy przypadkiem w ciągu mijającego wieczoru nie pobiła rekordu szczerych uśmiechów, niewymuszonych, prawdziwych, sięgających głębiej niż pod odpowiednio ułożone kąciki pełnych warg, dołeczki w policzkach i zmrużone oczy. O dziwo, świadomość ta nie wywoływała w niej dyskomfortu, tak samo jak niewygodny temat macierzyństwa. Panicznie się go obawiała a perspektywa posiadania pasożyta, żerującego na jej ciele przez dziewięć długich miesięcy, wywoływała w niej mdłości. Ostatnio, co prawda, nie reagowała już paniką na najdrobniejszą możliwość zajścia w ciążę, prawie pewna, że podtruwała się eliksirami wystarczająco długo, by zapewnić sobie całkowite bezpieczeństwo, ale i tak nawet uroczy komplement Ramseya nie mógł zmienić jej podejścia. - Och, bez wątpienia wyglądałabym zachwycająco - zgodziła się uprzejmie, nie przypominając sobie podobnej pewności siebie, gdy roztrzęsiona pojawiała się na progu lecznicy Cassandry, ściskając w dłoni otrzymany od Eir eliksir. Dzieci niosły ze sobą jedynie ból i cierpienie, wymagając samobójstwa, poświęcenia dla nich całego świata - Deirdre wydawało się to niedorzeczną torturą, gorszą od powolnego wykrwawiania się w wypełnionej gorącą wodą wannie. Czym było kilka godzin cierpienia wobec zrujnowanego życia? Sądziła, że wspomniane wcześniej przyjaciółki podchodziły do macierzyństwa podobnie; nie miały na tyle odwagi, by zająć się problemem odpowiednio wcześnie - może mogła im pomóc? Uświęcić ich cierpienie, sprawić, by stało się przydatne? Piła wino w milczeniu, nie odrywając spojrzenia od twarzy Ramseya, od jego oczu, roziskrzonych najsłodszą z obietnic. Świadomość okrutnego losu, na który właśnie skazywała niewinne istotny, w ogóle nie sprawiała jej przykrości: cel uświęcał środki, także te zupełnie nieprzydatne jak kilkuletnie, irytujące stworzenia - mogące w końcu przysłużyć się czemuś wspaniałemu. Bez wątpienia plan przygotowany przez Mulciberów mógł osiągnąć sukces, a jeśli mogła choć odrobinę się do tego przyczynić, jej gotowość do pomocy była więcej niż oczywista. Uśmiech Deirdre przybrał na drapieżności, upiła nieelegancko kolejne łyki wina i odłożyła pusty, kryształowy kieliszek na stół, kontrolnie oblizując białe zęby z krwawych plam. - Nie mogę się doczekać - odparła tylko łagodnie, nie czując potrzeby, by hamować pełne pasji podekscytowanie, kryjące się w czarnych oczach. Miała na co czekać, o czym myśleć, co zaznaczyć w kalendarzu na bliżej nieokreślony czas po Azkabanie - i pewność Ramseya co do pozytywnego zakończenie sprawy spłynęła także na nią, nieco ją uspokajając. - Myślę, że mamy doskonałe podejście do dzieci i że odnajdą dzięki nam pełnię swoich możliwości - dodała lekko, zgrabnie wstając z fotela, by poprawić płaszcz zsuwający się z ramion i zapiąć srebrzystą broszę pod szyją. Powinna już wracać - miała w końcu dokąd. Odgarnęła czarne włosy, zaplątane w materiał i wyminęła stolik, na sekundę przystając przy Ramseyu. - Dziękuję za uroczy wieczór, sir, musimy to kiedyś powtórzyć - pożegnała go cicho, przelotnie kładąc zimną dłoń na jego ramieniu, tuż przy szyi, gestem krzepiącym i przyjacielskim, nie powstrzymała się jednak przed muśnięciem palcami odsłoniętej, wrzącej skóry i - przy okazji - strzepnięciu z szaty skrzącego się szklanego odłamka. Uśmiechnęła się do mężczyzny po raz ostatni i szybkim krokiem opuściła knajpę, w progu narzucając na czarne włosy kaptur płaszcza.

| ztx2




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   20.11.18 16:57

| 12 września
Na naukę nigdy nie było za późno, zwłaszcza dla Deirdre, uważającej zdobywanie wiedzy za jedną z największych rozkoszy danych ludzkości. Od najmłodszych lat z radością zagłębiała się w grubych tomiszczach, skrzętnie notowała słowa hogwarckich profesorów i z niecierpliwością wyczekiwała następnych lekcji, niezależnie, czy dotyczyły one historii magii czy skomplikowanych zaklęć. Dowiadywanie się nowych rzeczy rozpalało w niej iskrę: pasji, fascynacji, często wręcz chorobliwej ciekawości, doprowadzającej ją finalnie poza granice poznania. Nie osiadła jednak na laurach, znała też własne ograniczenia. Z częścią z nich zdołała się pogodzić, zdając sobie sprawę z niemożliwych do nadrobienia braków w zakresie transmutacji i posiadania zawstydzającego antytalentu w dziedzinie warzenia eliksirów - część zaś szczęśliwie stanowiła materiał do nadrobienia. Zwłaszcza ostatnio pole do naukowego popisu znacznie się poszerzyło. Otrzymanie reprezentacyjnego stanowiska w La Fantasmagorii wlało w ciało Deirdre nową energię. Po zasłużonym, długim odpoczynku, z jeszcze większym podekscytowaniem rzuciła się w wir nowych obowiązków, zaspokajając wygłodniałe pragnienia pracoholiczki. Nadrabiała zaległości, przypominała sobie dawno zapomniane informacje, odnawiała nieco zakurzone kontakty, szlifowała biegły francuski, od nowa zakochując się w teorii muzyki, w wiadomościach z artystycznego światka.
Gdy poczuła się w obrębie tych wieści bardzo pewnie, szybko przerzuciła się na wypełnianie pozostałych, mniej palących luk. Nie mogła zawieść Tristana ani samej siebie, chciała pokazać się z jak najlepszej strony i nie wyobrażała sobie popełnienia jakiegoś faux pas podczas rozmów z marszandami i przedstawicielami francuskiej oraz brytyjskiej bohemy - a tym właśnie groziła całkowita niewiedza w zakresie literatury. Znała kilka nazwisk, lecz je myliła, kojarzyła co ważniejsze dzieła, ale tytuły wypadały jej z głowy, nic więc dziwnego, że od kilku dni pilnie zgłębiała podstawy pisarskiej wiedzy. Teoria mijała się z praktyką, potrzebowała dyskusji i wskazania najważniejszych kwestii, dlatego też bez wahania napisała do Magnusa. Pryzmat nieokrzesanego, roszczącego sobie zbyt wielkie prawa szaleńca rozmył się w łaskawości czasu, nie denerwowała się więc wcale podczas kreślenia uprzejmych słów prośby. Ufała mu, cel uświęcał środki; nie znała też nikogo innego, kto posiadałby wiedzę i praktykę. Pracował przecież w Walczącym Magu, słynął jako wzięty eseista, w swych artykułach odnosił się do innych woluminów, zamierzała więc bez skrupułów wykorzystać wiedzę Rowle'a do poszerzenia własnej.
Jak zwykle przybyła zbyt wcześnie, ubrana w czarną suknię, akcentującą jednak muśniętą opalenizną, zdrową, nieco pełniejszą twarz. Odrodziła się - i od kilkunastu dni była prawdziwie szczęśliwa, ukrywając to pod naturalną już dla niej maską uprzejmości. Zajęła dyskretne miejsce w kącie sali, pozwalające obserwować stających w szranki literatów i jednocześnie umożliwiające swobodną rozmowę. Zamówiła coś rozgrzewającego: czarodziejski miód pitny po chwili pojawił się na stoliku; aromatyczny, gęsty, słodki, nie upiła go jednak, cierpliwie czekając na Rowle'a.
Gdy ten pojawił się przy stoliku, skinęła mu na powitanie głową, nie wstając z krzesła. Poczekała cierpliwie, aż złoży zamówienie, po czym uśmiechnęła się do niego. Ładnie, uprzejmie, tak, jak nie robiła tego od dawna - coś mu się za fatygę należało. - Chciałabym porozmawiać z tobą o czymś związanym z twoją pracą - zaczęła rzeczowo, łamiąc nieco swój przyjacielski urok urzędową bezpośredniością. - Dokładniej - o literaturze. O nowinkach, o wartych zapamiętania i przeczytania nazwiskach. O tym, co zapowiadają ważne wydawnictwa i co niedługo może zniknąć z półek w związku z cenzurującą działalnością naszego drogiego Ministerstwa - wyjaśniła po sekundzie, oplatając gruby kufel smukłymi, bladymi palcami, obciążonymi dwoma bogatymi pierścieniami. Malachit i rubin, zieleń Mrocznego Znaku, lśniącego nad pomordowanymi zdrajcami, i czerwień Rosierów. Na sekundę spuściła wzrok, przyglądając się odbłyskom w kamieniach szlachetnych, po czym powróciła spojrzeniem do rozmówcy.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   12.12.18 22:29

Maszyna poszła w ruch i już nie dało się jej zatrzymać. Puszczona w obieg mechanicznie dokonywała selekcji, a szeptane pokątnie pogłoski na oczach Magnusa przemieniały się w ciało: to była wojna, proszę państwa. Wrześniowy numer Walczącego Maga zasiał strach, arystokracja faktycznie okazywała słabość. Bali się i on również drżał, lecz nie z lęku, a z niecierpliwości, kiedy runą fasady, a twarze wreszcie zostaną odsłonięte. Liryka maski nie traciła na aktualności, choć Magnus akurat pozostawał autentyczny, niezmiennie. Napędzające się koło niepokoju zmuszało go jednak (przed czym się nie wzbraniał) do zakasania rękawów i ślęczenia w biurze po nocach; zaniedbywał rodzinę, a przede wszystkim żonę, która lada dzień miała powić mu dziedzica. Skrajna nieodpowiedzialność, może - nie poczuwał się do usprawiedliwień, bo priorytetem chwilowo stała się Anglia. Wiele można było mu zarzucić, ale na pewno nie obojętność, uczucia zawsze gorzały w nim wyjątkowo silnie. O Moirę się nie martwił (tak sobie wmawiał), przetrwa wszystko, ale Wielka Brytania borykała się z huraganem o wyjątkowo niszczycielskich, druzgoczących skutkach. Słyszał o tym. Mówił o tym. Pisał o tym. Doniesienia nie mijały się z prawdą, znany im świat ulegał straszliwemu podziałowi i konsekwentnemu rozbiciu. Nie jednym, czystym, zamaszystym ruchem, zamykającym parchate szlamy w getcie razem z mugolami, a uderzeniami chaotycznymi, desperackimi, tworzącymi na szklanej tafli siatkę wulgarnie wybitych zmarszczek. Pilnowanie względnego ładu, zachowywanie czujności wobec pękających kolejnych struktur zazębiało się wybitnie z poleceniami Czarnego Pana, z ideałami, za które obiecał oddać życie; Rowle czuł więc nieustannie presję pracy, spadającej na jego barki oraz oddanej służby, rozliczanej znacznie bardziej konsekwentnie niż terminy goniące w redakcji. Posługa na całe życie albo śmierć, dostał równanie, gdzie po żadnej stronie nie stały niewiadome. Przyjemności poczęły uciekać mu przez palce, kręcił się między domem a siedzibą gazety, pracując na najwyższych obrotach i nie śpiąc po nocach, czuwając przy żonie. Parę tygodni takiej egzystencji normalnie zmieniłoby go we wrak, ale Magnus był twardy, a jak dotąd, nikt go nie przyłapał na kilkusekundowych mikrodrzemkach, jakie ucinał sobie mimowolnie, kiwając się na całkiem wygodnym krześle otoczony stertą papierzysk. Jedynym odstępstwem od normy była nieco bladsza niż zazwyczaj cera - wreszcie przypominał Anglika z krwi i kości - oraz przekrwione oczy, aczkolwiek nie był pewny, czy to wynik niewyspania, czy może efekt codziennego palenia diablego ziela. Listowna prośba Deirdre na tyle wytrąciła Rowle'a z nieco nudnawej rutyny, że dostosował dla niej swoje plany i poprzekładał niektóre terminy. Tsagairt nie powoływała się wprawdzie na moc wyższej instancji, utrzymując przyjacielskie pobudki i... pewnie dlatego też Magnus się zgodził, odrobinę zaciekawiony, czegóż potrzebuje od niego Deirdre. Skończyły się dobre czasy, kiedy spotykali się na obiad, żeby porozmawiać - nic, że kosztowało go to krocie. Wpadł do umówionego miejsca nieco przed czasem, przeczesując bujne włosy palcami; przypuszczalnie powinien przygotować się zawczasu, stawić się schludny i dopięty na ostatni elegancki guzik, lecz nie dbał o taką formę prezencji, nie nosił przy sobie grzebienia. Zlokalizował siedzącą przy dyskretnym stoliku Deirdre i podążył w jej stronę, obstawiał, że już na niego czekała i nie mylił się. Wolał być pierwszy, ale znał kobietę i dobrowolnie oddawał jej tą drobną satysfakcję, na własne życzenie i tak stawiała się w niekomfortowej pozycji uczennicy.
-Przytyłaś - zauważył z zadowoleniem, po drobnym zawahaniu opadając na krzesło naprzeciw niej. Nie podała mu dłoni, nie wstała, trudno, nie będzie się gimnastykować, powiedzmy, że akceptował tę niepodległość i nie zabiegał o całowanie rąk. Zamówił klasyczny absynt, jakby chciał się przenieść do złotego wieku cyganerii francuskiej i nieistniejących zasad, dość pobłażliwie zerkając przy tym na Deirdre, sączącą swój pitny miód.
-Skąd u ciebie ten nagły głód wiedzy, Deirdre? Wiem, że jesteś ambitna, ale dokładnie pamiętam nasze ostatnie spotkanie, kiedy podjęłaś każdy temat za wyjątkiem Ginsberga - zapytał, machnięciem ręki odprawiając kelnera i zaciskając mocne palce na wątłej nóżce kieliszka. Jego uszu ledwo dochodziły poetyckie pojedynki - Tsagairt wybrała naprawdę miłe miejsce - koncentrował się na siedzącej przed nim kobiecie, o nietypowej urodzie i nietypowych wymaganiach.
-Ministerstwo póki co nie ruszy arcydzieł literatury, aczkolwiek księgi teoretyczne ominie ta demonstracja łaskawości. Szepcze się o spisie czarnomagicznych woluminów i zarchiwizowania ich wszystkich w zbiorach Biblioteki Londyńskiej. Dotyczyć to ma także prywatnych zbiorów - stwierdził kwaśno, racząc się alkoholem. Absynt w tej ilości nie mógł go sponiewierać, prowadzili wszak dyskusję. Poczuł charakterystyczny, ostry i gorzki smak osiadający w kącikach ust, więc wyjął nieodłączną papierośnicę, różdżką zgrabnie przypalając zielonkawego skręta.
-Bez podstaw prędko się pogubisz. Literatura jest jak filozofia, niemożliwe jest studiowanie najnowszych tez, wykluczając kwestie, które wybrzmiały lata temu - skomentował, wydychając obłok dymu - od czego mam zacząć? - dopytał uprzejmie, posyłając Deirdre krótki uśmiech.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   13.12.18 14:54

Magnus od progu zwracał na siebie uwagę, zarówno eleganckim strojem, jak i przesadną pewnością siebie. Coś w jego chodzie, w zamaszystym ruchu barków, w niesfornej fryzurze sprawiało, że trudno było przegapić jego pojawienie się w pomieszczeniu, niezależnie, czy chodziło o redakcję Walczącego Maga, czy o niepozorne wnętrze Knajpy morderców. Deirdre obserwowała jego żwawy marsz ku jej stolikowi z tym samym, nieustającym uprzejmym uśmiechem. Gdy podtrzymywała go zbyt długo, rozmówcę zazwyczaj przechodziły ciarki, ale ten efekt osiągała jedynie celowo, gdy pragnęła zaniepokoić towarzysza. Tym razem nie miała w planach stawania z Magnusem w szranki słowne, nie zamierzała także wypominać przeszłości i udzielać złotych rad. Miała wrażenie, że czas uleczył zadane sobie wzajemnie rany, pozwalając im kontaktować się na stopie przyjacielskiej, bez dyskomfortu każdej ze stron.
Bez wielkiego dyskomfortu, bowiem - tak jak przypuszczała - Magnus musiał, w ramach powitania, wyrazić swą jednogłośną opinię na temat jej wyglądu. Chciał ją skomplementować, rozpocząć to spotkanie pochlebstwem, być może; wierzyła w jego dobre intencje, dlatego też nie wysyczała lodowato pytania, czy podobnymi słowy powitałby mężczyznę, tak beztrosko komentując fizyczność drugiego śmierciożercy. Dziś potrzebowała Rowle'a rozluźnionego, chętnego do podzielenia się własną wiedzą. Potrafiła znieść niejedno, by osiągnąć wymarzony cel.
- Dziękuję za twe miłe słowa - skomentowała tylko rzeczowo, nie dając po sobie poznać irytacji. Cieszyła się z rosnącej wagi, z mniej wystających żeber i kości biodrowych. Wychudzone kobiety odrzucały - to krągłości rządziły światem i Deirdre coraz lepiej wpisywała się w estetyczny kanon, nie przypominając już zabiedzonej szkapy lub dziwki, a sytą damę z wyższej klasy średniej. - Po prostu zdałam sobie sprawę ze swych braków i zapragnęłam je uzupełnić - odpowiedziała miękko, tym samym tonem, przechylając głowę nieco w bok, w zaciekawieniu. Dawno nie widziała Magnusa, nie wiedziała, czy stał się już ojcem czy też jeszcze oczekuje potomka, ale nie spotkała się tu z nim po to, by plotkować o bawieniu niemowlaków. - Archiwizować? Czy po prostu Ministerstwo Magii planuje te księgi niszczyć? - spytała, szczerze zainteresowana. Dalej nie upiła nawet łyka gorącego miodu, nie poprosiła też o papierosa, siedząc w bezruchu, w tej samej pozycji - jedynie roziskrzone, czarne tęczówki zdradzały całkowitą uwagę i skupienie na podejmowanej tematyce. - A więc z jakimi dziełami podstawowymi, powinnam się zapoznać? - spytała po prostu, nie kryjąc się ze swoją niewiedzą. - Poczyniłam już pewne przygotowania, lecz jeśli wskażesz mi jakieś najważniejsze tytuły, będę wdzięczna - kontynuowała, mrużąc oczy, gdy kłęby papierosowego dymu przesłoniły na moment twarz Magnusa. Ostatnio szare chmury nikotyny wywoływały u niej mdłości, ale te nieco osłabły, mogła więc powstrzymać sugestię zgaszenia żarzącej się końcówki. - Wolałabym jednak skupić się na teraźniejszości; na tym, co najbardziej popularne, o czym dyskutuje się w wyższych kręgach, co czyta się na salonach - wyjaśniła powoli. Nie mogli dziś porozmawiać o wszystkim, Deirdre na własną rękę czytała niektóre periodyki, ale wysłuchanie informacji z pierwszych ust na pewno pomoże jej w usystematyzowaniu wiedzy. I w zabłyśnięciu podczas konwersacji w La Fantasmagorii - na razie nie zdradzała się ze swym awansem społecznym, nie chcąc robić z niego czegoś wyjątkowego. Prędzej czy później Magnus zrozumie, dlaczego poprosiła go o tę przysługę.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   17.12.18 21:34

Przekroczywszy próg knajpki od razu ją zlokalizował. Nie musiał gonić spojrzeniem po twarzach, przeczesywać wcale pełnej sali desperackim wzrokiem ani nie daj Merlinie pytać kierownika sali o poczynioną rezerwację. Znał Deirdre i jej nawyki na tyle dobrze, że potrafił przewidzieć, gdzie zechce się ulokować; nogi same więc poniosły go do odpowiedniego stolika. Umiejscowionego odrobinę na uboczu, z dala od zgiełku dopływającego ze sceny, ale znajdującego się na obrzeżach centrum. Odrobinę ukryty, lecz z doskonałym widokiem na całą salę, preferencje Tsagairt nie zmieniły się ani na jotę, odwrotnie od łączących ich stosunków. Rowle'a nadal gryzła jakaś nieprawidłowość, ale akceptował konieczny do nabrania dystansu czas. W tej rzece musiało upłynąć jeszcze trochę wody, dwie kolacje niczego nie zmieniały. Oprócz nich, ale mierzonych osobną miarą. Deirdre prezentowała się niby jak zwykle, elegancka i przykuwająca uwagę orientalną urodą, a mimo tego gubiąca się gdzieś w tłumie. Zwłaszcza tutaj, wśród aspirujących literatów, kobiet o wyjątkowo bezpruderyjnych manierach - artyści otaczali się tylko takimi - i zdolnych barmanów, balansujących piramidą butelek z bajecznie drogim alkoholem. Czerń sukni, czerwień szminki i ostre kości policzkowe nie kupowały zainteresowania tak, jak robiło to słowo, darzone w tym przybytku czcią wręcz absurdalną, żeby nie rzec - bachiczną. Magnus rozpoznawał za to dość subtelne zmiany (tylko w fizyczności, mimo żywego uśmiechu zdawało mu się, że dosiadł się do kłody), krąglejsze biodra, pełniejszą twarz - nastręczającą sporo pytań. Separacja od Wenus oznaczała odcięcie kurka z równo płynącym złotem, mógł więc snuć domysły na potęgę, wiążąc je z jej zdrowym wyglądem. Wolał tego nie robić, podczas ostatniej kontrolnej wizyty uzdrowiciel zalecił mu mniej stresu, zabawne, a pewne kwestie tyczące się Deirdre nadal (z niechęcią) uznawał za dość osobiste.
-Zbyt bezczelny był to komplement? - zakpił, obracając w palcach haftowaną serwetkę i intensywnie wpatrując się przy tym w Tsagairt. Rozwalony na fotelu, wyjątkowo rozluźniony i raczej nieformalny wpasowywał się znakomicie do klimatu artystycznej bohemy, za to dramatycznie odstawał od niej. Wyprostowanej jak struna, będącej jak wyciosana z kamienia, sztywna i do bólu poprawna.
-Czyżby? - skonfrontował, unosząc brew, tak w niedowierzaniu, jak i w lekkim zniecierpliwieniu -wyznaczyłaś konkretni i niedaleki termin na nadrabianie zaległości. Jakby zależało ci na czasie - stwierdził, pewny, że Tsagairt nie mówi mu całej prawdy, a tylko jej część, drugą, istotniejszą, chowając za kamuflażem z gładkich ambicji wiecznie głodnej wiedzy kobiety. Nie podobały mu się te gierki, nie był jeleniem, więc ta kolejna szansa była jej ostatnią na zreflektowanie się i powiedzeniem mu prawdy. Albo bardziej dopieszczonego kłamstwa.
-To są informacje z nieoficjalnego obiegu - powiedział powoli, leniwie oblizując wąskie wargi, na których osiadły krople zielonej wróżki - nie jestem w stanie przewidzieć, jak radykalny okaże się nasz drogi Minister - dodał, strzepując popiół z zielonego skręta na elegancko zdobioną popielnicę. Nonszalancko zatknął sobie wciąż dymiący papieros za ucho i oparł łokcie na stole, przełamując barierę bliskości - Według mnie skończy się na konfiskacie i umieszczeniu wszystkich ksiąg w zasobach państwowych, bez możliwości dostępu nawet za specjalnym pozwoleniem. Wbrew pozorom, oni też uczą się na błędach. Spalenie Biblioteki Aleksandryjskiej zaowocowało w tym wypadku przydatnym precedensem - rzekł beznamiętnie, na razie wszystko opiewało się na planach, do czasu ich zrealizowania, Longbottom już dawno straci swą pozycję.
-Jeśli sobie tego życzysz, mogę przygotować dla ciebie spis lektur - zaproponował z kamienną twarzą - niech sama osądzi, czy ironizował - unosząc delikatny kieliszek do ust i racząc się ostrym absyntem - a salony są zróżnicowane. Znaczna część szlachty wciąż nie otrząsnęła się po Kwiatach Zła, Rimbaudzie i Verlaine. Złoty okres, tak mówią. Ale poeci wyklęci nie są ci obcy - zauważył, służba w Wenus wymagała także tej intelektualnej praktyki, a ci francuscy wariaci tworzyli wiersze, za którymi i mężczyźni potrafili szaleć - modny jest egzystencjalizm. Eliot. Camus. Wojna nieco zdruzgotała literackie poletko, więc pisze się najprościej i najchętniej o człowieczeństwie - wyjawił, wydmuchując przy tym kłąb dymu i zdejmując zatkniętego za uchem skręta. Zaciągnął się jeszcze raz i dość lekceważąco zgasił go o brzeg popielniczki, na moment zamykając oczy. Dobrze było odpocząć.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   19.12.18 16:47

Wcale nie przejęła się kpiącym komentarzem Magnusa - pomimo wyglądu dojrzałego i szanowanego lorda, ciągle pielęgnował w sobie pierwiastek narowistego źrebięcia, lubującego się w niewybrednych żartach, nieprzewidywalnych wierzgnięciach kończynami i znaczeniu terenu na lewo i prawo. Samcza pewność siebie osiągała u Rowle'a alarmujący poziom, sugerujący, że tak naprawę ma on pewne problemy, ale Deirdre nie zamierzała zbawiać świata ani uprawiać dogłębnej psychoanalizy. Znaleźli się tutaj w celach niemalże biznesowych, dlatego puszczała mimo uszu wszelkie prowokacje. Dość niewielkiego kalibru, to musiała mu przyznać. Jak na standardy, do jakich zdążył ją przyzwyczaić, zachowywał się niemal idealnie. Grzecznie zajął miejsce po drugiej stronie stolika, nie chwytał ją za blade dłonie, nie wsuwał rąk pod stolik, nie skomplementował wyglądu jej piersi czy bioder. Czasem warto było podpaść, by tym samym obniżyć sobie poprzeczkę jakichkolwiek oczekiwań.
- Nie, bardzo miły - odpowiedziała tym samym, uprzejmym tonem, nie próbując pozbawić go irytującej rozmówców sztuczności. Gdyby chciała się spotkać celu dywagacji nad ich relacją, pociągnęłaby temat, ale zaprosiła go tu po to, by wykorzystać jego wiedzę. - Będę obracać się w artystycznych kręgach, chciałabym więc potrafić rozmawiać z nimi także o literaturze. Zarówno nowofalowej, jak i autorach, których nazwiska wpisały się złotymi zgłoskami w przeróżnych skorowidzach - poinformowała go spokojnie, nie kłamała, nie ukrywała też niczego specjalnie: gdyby zapytał wprost, odpowiedziałaby mu, ale na razie po prostu nie uważała tego za zbyt istotne. Liczyło się to, czym mógł się z nią podzielić, a nie mniej lub bardziej oczywiste powody. Zmrużyła oczy, wysłuchując zdawkowego wytłumaczenia Magnusa. - Biblioteki Aleksandryńskiej? - powtórzyła pytająco, kojarzyła tę nazwę, ale nie potrafiła dopasować ją do żadnego znaczenia, czekała więc na wyjaśnienia. Niezbyt dobrze akceptowała własną niewiedzę, lecz w tym przypadku była gotowa znieść wiele dyskomfortu, by rozwinąć swoją wiedzę na temat literatury, zwłaszcza współczesnej. Zignorowała zielone, wręcz szmaragodwe usta Magnusa, wyglądające jak pociągnięte szminką w kolorze absyntu, koncentrując się na tym, o czym mówił. - Byłoby wspaniale - odparła szybko, ignorując ewentualną ironię Rowle'a. Nigdy nie odmawiała dodatkowych lekcji, a spis ważnych lektur na pewno pomógłby się jej głębiej zaznajomić z ważnymi literackimi pozycjami. - Nie są, Rimbaud nie jest mi obcy. Tak samo Baudelaire - odparła, wymawiając nazwiska francuskich poetów z doskonałym akcentem. O nich co nieco wiedziała, potrzebowała jednak ugruntowania wiedzy. - Egzystencjalizm? Człowieczeństwo? Chodzi o jakąś formę...skupieniu się na filozofii człowieka? Czy raczej na przyziemnym, magicznym świecie? - dopytała ze szczerym zaciekawieniem, w końcu upijając łyk już letniego miodu. Złota warstewka zaschła w kącikach jej ust, oblizała ją szybko i dyskretnie, ponownie wpatrując się wyczekująco w swe dzisiejsze niewyczerpane źródło wiedzy. - Czy jest może jakiś wyjątkowo głośny poeta lub pisarz, o którym powinnam wiedzieć? Kimś, o kim rozmawia się na salonach? Kto wzbudza kontrowersje - lub wręcz przeciwnie, wielki szacunek? - dopytała, ponownie obejmując dłońmi kufel z grubo ciosanego szkła. Rozchodziło się od niego przyjemne ciepło, wzmagane tylko cichą deklamacją jakiegoś poematu - za nimi ciągle trwał wieczorek poetycki. - Interesują mnie zwłaszcza nazwiska powiązane ze sztuką, dyskutujące z nią, opisujące muzykę, znane z francuskich i brytyjskich periodyków na ten temat - dodała, nieco rozluźniając sztywny gorset, trzymający ją w nienaturalnym wyprostowaniu. Pochyliła się lekko ku Magnusowi, czekając na następne wypowiedzi, gotowa chłonąć je całą sobą. Uwielbiała się uczyć, a poznawanie nowych książek i literatów, z którymi powinna się zapoznać, było dla niej wręcz przyjemnością.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   19.12.18 20:16

Gdyby prześwietlił umysł Deirdre, czy to subtelnie przy pomocy legilimencji, czy aż za bardzo praktycznie: trepanacją czaszki i ordynarnemu zajrzeniu wprost do mózgu, zerwałby się z miejsca i wyszedł z lokalu nawet nie spoglądając w jej stronę. Bez melodramatycznego trzaskania drzwiami, bez szczególnego żalu nad takim dość bezceremonialnym rozstaniem. Wytknięcia palcem ożywiały duchy, o których pamiętać nie chciał - posąg zaklętego w kamień ojca był dziś już tylko popielniczką - pewną dawkę tych reprymend zaakceptował, ale Tsagairt powinna mieć się na baczności. Może posiadła większą moc od niego, może była bliżej Czarnego Pana, ale stanowczo odradziłby jej robienia z siebie wroga. Wspólna idea nie destylowała niechęci, Rowle co prawda wywiązywał się ze swoich obietnic, lecz szczery zamysł liczył podwójnie. Lojalny dystans nie miał żadnej premii. Na razie jednak był błogo nieświadomy tego oceniania, więc bawił się przednio, degustując absynt i słuchając popisów podziemnych poetów. Znakomita przystawka tuż przed daniem głównym, nie stracił apetytu, więc raz jeszcze skinął na kelnera, pałeczkę pierwszeństwa z czystej grzeczności (na pewno nie wrodzonej) przekazując Deirdre.
-Co to znaczy: w artystycznych kręgach? - drążył, nadal nie usatysfakcjonowany jej odpowiedzią. Magnus obracał się wśród ludzi mających więcej pieniędzy niż rozumu, pośród politycznych prowokatorów, dołączał do luźnych zgromadzeń skupiających mężczyzn o pewnych upodobaniach, a także (koniecznie) wtapiał się w obce zrzeszenia o głosie jakby z innego bieguna. Popychały go różne motywacje: od własnych przyjemności i jakby to rzecz, samorozwoju, po ściśle zawodowe praktyki. Tak diametralna zmiana środowiska na pewno miała równie konkretny powód, jaki Deirdre uparcie trzymała dla siebie - dlaczego? Odłożył serwetkę na stół, uprzednio składając ją w proste, trójkątne origami; skupienie wzroku w dole ułatwiło ukrycie mimowolnego uśmiechu. Całkowicie schował go pod wąsem, broda prócz powagi i pewnie lat, dodawała mu także umiejętność maskowania pewnych grymasów. Zawstydzanie Deirdre nie leżało w jego interesach.
-Aleksandryjskiej - poprawił ją beznamiętnie - założono ją w Aleksandrii, mieście nazwanemu tak na część Aleksandra Wielkiego. Po jego śmierci, diadochowie, czyli najbliżsi dowódcy stoczyli walkę o wpływy w imperium. Ptolemeuszom przypadł w udziale Egipt, gdzie kluczową rolę odgrywała właśnie Aleksandria, jako ośrodek intelektualno-kulturowy, centrum kultury hellenistycznej. Tamtejsza biblioteka założona przez Ptolemeusza I Sotera była największą i najważniejszą starożytną biblioteką. Zbiory w przeważającej części były oryginalne - skrybowie mieli rozkaz zatrzymywać autentyczne dzieła, a oddawać przepisane kopie. Część przepadła przez rzymskich władców - Juliusza Cezara i Aureliana, część pochłonęły krwawe walki między mugolami a czarodziejami - zreferował najkrócej, ale i najdokładniej, jak mógł, dysponując raczej ograniczonym czasem. Powinni raczej słuchać, niż świergotać, ciężki wzrok masywnego mężczyzny okupującego sąsiedni stolik i wyglądającego raczej na miłośnika walk na pięści niż ckliwej liryki groził mu konkretnym wpierdolem. Jemu, bo przecież nie Deirdre, pozorna delikatność miała swoje zalety. No dalej, niech jeszcze pogrozi mu palcem, że niby przeszkadza jej w odbieraniu sztuki.
-Znakomicie. Sporządzę listę z uwzględnieniem epok. Gdybyś nie mogła dotrzeć do jakiejś pozycji, daj mi znać - skomentował, o dziwo, poszło gładko. Znów upił niewielki łyk absyntu i oblizał wargi, jakby chciał wyssać z nich cały posmak, jaki alkohol zostawił na wilgotnych ustach. Klienci Wenus dobrze czuli się w klimatach turpizmu, lubili Padlinę i lubieżne Samogłoski, które niegdyś interpretowała z nimi młodziutka guwernantka, więc Magnus pozostawił wątek bez komentarza. Gwiazdka sierot zasługiwała co prawda na wspomnienie, ale może wypłynie już kiedyś samoistnie, w lotnej dyskusji.
-I to, i to - powiedział, zakładając nogę na nogę - pod stolikiem było dość ciasno. Może powinni spotkać się w miejscu, gdzie miałby dostęp do tablicy? - egzystencjalizm jest kierunkiem zarówno w literaturze, jak i filozofii. Zakłada ludzką słabość, samotność, wyobcowanie, podkreśla świadomość zbliżającej się śmierci. Niezrozumienie innych wynika z nierozumienia siebie, dążenie do wolności jest niepewne, a jej największym zagrożeniem jest drugi człowiek. Podstawą etyki staje się współczucie i pewna... akceptacja losu. Kiedy nie potrafisz pogodzić się ze śmiercią, czynisz ją niegodną, haniebną - zamyślił się, wybijając palcami nierówny rytm na smukłej nóżce kieliszka - Ezra Pound, czołowy przedstawiciel imagizmu, czerpiący wzorce z dalekowschodniej liryki. Nawiązuje do twoich korzeni, więc gdyby ktoś spytał... Lepiej, żebyś wiedziała - rzucił nazwiskiem, zasępiając się nad kolejnymi, wartymi wymiany w pierwszym szeregu - Kafka, Mann, dorzućmy też kobietę, a więc Virginia Woolf. Jeśli chcesz olać oliwy do ognia wystarczy napomknąć Beat Generation. Kerouaca, Ginsberga. Czyta się ich, bo oferują coś świeżego, a czarodzieje mają już dość popiołu w ustach po wojnie z Grindelwaldem. Dlatego przymyka się oko, że Ginsberg był pieprzonym pedałem, chociaż nikt nie powie tego głośno. Będą mówić o języku i metaforach. Też nieeleganckich, ale nie tak rażących jak pederastia - zrobił pauzę, musiał przepłukać gardło po samym tym określeniu. Rżnięcie w dupę drugiego faceta było równie ohydne, co parzenie się ze szlamą.
-Literatura nie obywa się bez sztuki. Częstokroć również na odwrót. Trudności nastręcza stopniowanie liczby aluzji i możliwości odczytań - czy to będzie ta sama książka, jeśli nie wytropisz choćby jednego odniesienia? - spytał, goniąc wzrokiem za kelnerem, który wciąż nie doniósł im posiłku. Spryciarz chował się za plecami jakiegoś wyrostka i omijał ich stolik szerokim łukiem - czyżby zapomniał? - przeczytaj Finneaganów tren. Olśnisz wtedy wszystkich, gwarantuję - polecił, czując szczere zadowolenie z przebiegu tych lekcji. Prawie jak za dawnych czasów, ale wtedy to ona poprawiała mu zbyt gęsto wstawione przecinki.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   21.12.18 11:05

Wystudiowanym uśmiechem podziękowała kelnerowi za menu, wybierając coś na chybił-trafił. Niegdyś Knajpa morderców byłaby dla niej szczytem luksusów, ale odkąd stała się mieszkanką Białej Willi, standardy żywienia znacznie się podniosły i z trudem odnajdywała się w menadrach sztuki gastronomicznych decyzji. Wątpiła, by speluna przeznaczona dla stereotypowo biednych wierszokletów mogła zachwycić podniebienie, dlatego beznamiętnie wskazała jeden z deserów. Ostatnio uparcie osładzała sobie życie; coś w jej środku dyktowało taką niemożliwą do przezwyciężenia potrzebę.
Bez mrugnięcia okiem przyjęła kolejne, nieustępliwe pytanie Magnusa. Przez moment rozważyła raz jeszcze wszelkie za i przeciw, by w końcu podsumować je na korzyść Rowle'a. Wiedząc, gdzie będzie pracować, mógł lepiej dopasować lektury oraz zrozumieć, co będzie najbardziej przydatne. Nie sposób było pojąć całości literatury. - Opiekuję się Fantasmagorią. Rozmawiam z artystami, głównie baletowymi i związanymi z muzyką. Dbam o komfort gości, zabawiam rozmową - wyjaśniła tym samym, pozbawionym emocji - ani dumy, ani przechwałki, ani irytacji - tonem. - Stąd moje zainteresowanie akurat tym literackim kręgiem oraz nowościami - dodała, spokojnie przyjmując krótkie poprawienie błędu. Gdzieś słyszała już tę historię, może także o niej czytała, lecz bez szczegółów, dlatego wpatrywała sę w Magnusa wręcz pilnie, zapisując w pamięci nazwiska. - Czy były tam dzieła jakichś wyjątkowo istotnych twórców tamtego okresu? Pierwszych antycznych czarodziejów? - dopytała, podstawy podstaw także wymagały nadrobienia. - Znasz może też jakieś ważne księgi z Bliskiego Wschodu? - kontynuowała dociekania: Tristan stworzył ją od nowa jako kapłankę muzy piękna i dźwięków, orientalną gwiazdkę artystycznej bohemy. Powracała więc do korzeni, starając się uzupełnić zapomniane braki, wskrzesić siłę swego pochodzenia, tym razem na swoich zasadach, pełna dumy z tego, kim była.
Skinęła głową na hojną propozycję Magnusa; nie narzekała na brak ksiąg, biblioteczka świętej pamięci Corentina zajmowała pokaźny pokój, ale na pewno ustępowała archiwom Walczącego Maga lub półkom w rodowej rezydencji. Wiedziała, że nie będzie mieć oporów przed napisaniem przypominającej sowy, na razie jednak posiadała niezbędne naukowe materiały. Żałowała, że nie wzięła ze sobą pergaminu i pióra, ale musiała zaufać doskonałej pamięci: Ezra Pound, Virginia Woolf, Kerouac. - To wszystko czarodzieje, prawda? - upewniła się; nie interesowały ją mugolskie pisaniny, nie chciała też popełnić faux-pas wspominając o kimś wątpliwie szanowanego pochodzenia. W miejscu takim jak Fantasmagoria dbano o takie szczegóły. Drgnęła lekko, gdy poczuła jak Magnus zakłada nogę na nogę, nieco trącając ją swą łydką, ale nie skomentowała tej dziwnej pozycji, w której siedziały wyłącznie panienki niegodnych obyczajów. Żeby pohamować chęć reprymendy, upiła kolejne łyki miodu; ciepło rozlało się po jej ciele, nawet blada twarz nabrała nieco zdrowszego kolorytu. I może dlatego nie pozieleniała, słysząc tak wulgarne stwierdzenia dotyczące słabości jednego z pisarzy. Sama także brzydziła się podobnymi praktykami, ale Wenus oswoiło ją z zachciankami równie niemoralnymi, sprawiając, że nawet nie chciała komentować wyklętego literata. Pewna, że zsunięcie dyskusji na te dwuznaczne tory może podpalić krótki lont prowadzący do rozsadzenia zdrowego rozsądku Magnusa. - A coś z poezji? Klasycznej. O nowościach już wiem, ale...poematy dotyczące sztuki, muzyki, kobiecego piękna - zagadnęła, odsuwając pusty kufel po pitnym miodzie na krawędź stolika - akurat w momencie, w którym kelner przyniósł im zamówione dania, dając Deirdre kilka sekund na zastanowienie się nad dalszym pytaniem. - Na szczęście nie muszę rozkładać literatury na czynniki pierwsze i zagłębiać się w nią aż tak - odpowiedziała lekko, nie zamierzała pisać, a jedynie wplatać odpowiednie nazwiska i frazy związane z literaturą w towarzyskie konwersacje. - Analizowanie utworów zostawię specjalistom - skinęła lekko głową, oddając Rowle'owi należne honory. Bez wątpienia z ich dwójki to on znał się lepiej na autorach i książkach.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   03.01.19 21:00

-Zaczynasz od deseru? - skomentował decyzję Deirdre, coś mu świtało, że ostatnio również rozminęli się z kulinarnymi fanaberiami. Tłumaczyło to też nieco pełniejsze kształty, choć niegdyś nie pili razem nawet słodkiego wina. Uniósł brew, przeglądając menu w poszukiwaniu konkretu, aż w końcu zdecydował się na placek z jagnięciny. Bardziej po brytyjsku się nie dało, skoro nie chciał ocierać zębów z krwi po średnio wysmażonym mięsie. Zatrzymał jedną z kart na stole, nie wykluczał bowiem samotnej biesiady w towarzystwie literatury na żywo. Wiedział, że kiedy Deirdre dostanie to, czego chciała, zniknie, przestrzegała go przed tym - poniekąd. Fantasmagoria. Lekko zakołysał kieliszkiem, kiedy padło to słowo, ale nie zdradził się z żadnymi innymi emocjami, bo, ku jego własnemu zdziwieniu, niewiele go to obeszło. Związki Tristana z tą częścią artystycznej bohemy były oczywiste, każdy słyszał o hojnym podarku Rosiera dla jego nowo poślubionej żony. Najciemniej pod latarnią, czyż nie?
-Pozostaje mi wyłącznie pogratulować - stwierdził Magnus kiwnąwszy jej głową. Rozmowy, czarowanie słowem, także ciałem - w znacznie okrojonym stopniu - odpowiedzialność, procedury, dokumentacje. Na nowym stanowisku musiała się czuć jak ryba w wodzie, a na pewno poczuje się tak, kiedy uzupełni wiedzę z dotąd zaniedbywanych dziedzin - jak odnajdujesz się w nowym miejscu? - spytał uprzejmie, z żelaznym postanowieniem, że jeszcze dzisiejszego wieczoru sprawdzi repertuar Fantasmagorii i wybierze się na któryś ze spektaklów. Ostatnio odpuszczał kulturę na rzecz rozrywek nieco bardziej przyziemnych. Należało to nadrobić.
-To niesamowicie przebiegłe posunięcie ze strony Tristana, umieścić kochankę w przybytku ku czci umiłowanej żony - albo niezwykle bezczelne - to był jego pomysł? - spytał, autentycznie zaciekawiony. Arogancja godna Rosiera, aczkolwiek intrygę zazwyczaj snuły kobiece ręce. Komu przypisać autorstwo? Poddałby to rozważaniu równie szczegółowemu, jak tożsamość Shakespeare'a, ale przecież bocca della verita siedziały tuż przed nim.
-Teraz mogę pomóc bardziej. A moje wskazówki dadzą ci konkretniejsze wytyczne, skoncentrowane na odpowiednich dziełach, autorach, epokach. Artyści odwołują się do starożytności, choć nie czytali większości antycznych tekstów. Porywa ich jedynie wyobrażenie o potędze i harmonii, prostocie, sile. Znają koncepcję jaskini Platona, lecz nawet nie mieli w rękach jego Uczty. Odtrącają średniowiecze, jako że kwitła wtedy sztuka religijna, najczęściej anonimowa. My, czarodzieje lubimy się chwalić. Dla prawdziwych, chowanie swego nazwiska to potwarz, nigdy chluba. Umiłowanie renesansu wydaje się naturalne, ale to także są ledwie imiona. Tasso, Rabelais, Wyatt. Jedynie Dante zyskał sobie prawdziwych pasjonatów. Wraz z barokiem wybiła się nasza rodzima literatura, więc polecam twej uwadze Herberta i Donne'a, oraz, naturalne, Shakesepare'a. Wiesz, że Francuzi tłumacząc Hamleta tak po prostu zmienili zakończenie? Bo było przygnębiające - Rowle prychnął ze zdegustowania, ignorując potępiające spojrzenia grupki z sąsiedniego stolika. Recytował ich towarzysz, ale chłopaczyna nie radził sobie za dobrze, publiczność była rozkojarzona, a on aż pocił się ze strachu i trząsł na patykowatych nogach. Podnosząc Magnusowy poziom antypatii do Francji (za silny akcent) do jakiegoś nierozsądnego maksimum, pohamowanego przez kelnera, stawiającego przed nimi talerze.
-Dopiero po oświeceniu przychodzi wybór. Romantyzm czy realizm. Poe i Tennyson w opozycji do Dickensa. Twoi goście to przypuszczalnie wrażliwcy. Zachwycisz ich Shelley'em - uznał, sięgając po białą serwetkę i kładąc ją sobie na kolana. Ten aspekt obsługi pozostawał bez zarzutu - jego żona miała wprawdzie więcej charakteru, ale sama rozumiesz, to kobieta - dodał. Żadnych złudzeń, także w tej dziedzinie niewiasty zostały odsunięte. Mogły (i miały) jedynie mówić o dokonaniach mężczyzn, ku zaspokojeniu ich potrzeb i pomocy utrzymania ego w niezmiennie wysokiej kondycji.
-Tak. Właściwie większość literackiego dorobku antyku, sprzedana bądź skradziona. Od Arystotelesa po Ajsychlosa - przytaknął, wniosek był raczej oczywisty. Zmarszczył brwi, kiedy padło następne pytanie, raczej problematyczne. Był biegły w historii, lekko poruszał się między epokami i odnajdywał powiązania literackie, aczkolwiek rejony ciekawiące Deirdre, pozostawały mu zupełnie obce.
-Bliski Wschód? - upewnił się jeszcze - Egipt, Arabia Saudyjska, Cypr, Turcja i tak dalej? Obawiam się, że poza Księgą z tysiąca i jednej nocy nie znam żadnego tytułu, wywodzącego się z tamtych rejonów - odparł, wycierając sztućce i krojąc swoją zapiekankę. Pierwszy kęs był całkiem niezły, acz każdy kolejny boleśnie odstawał od standardów, do jakich przywykł. Dwie gwiazdki, co najwyżej, ale że był głodny (urwał się wprost z pracy), nie kaprysił, elegancko przeżuwając zbyt twarde mięso.
-Naturalnie - spiorunował ją wzrokiem, chyba nie sądziła, że poczęstuje ją mugolską pisaniną. Z zasady przełykano ubytek w krwi, nie drążono do korzeni drzewa genealogicznego, kiedy nazwisko wypływało na szerokie wody. Tak było bezpieczniej. Zresztą, ceniono twórczość, nie pisarza. Rimbaud i Verlaine jebali się nawzajem, a obu wyniesiono na szlacheckie stoły.
-Coś nie tak? - nie umknęło mu dziwne spięcie jej twarzy, wcześniej gładkiej, młodszej, jakby mniej surowej i skupionej. Tak musiała pewnie wyglądać na lekcjach, dopóki klasowy łapserdak nie postanowił puścić latającego samolocika w eter sali od zaklęć.
-Sonety Petrarki nigdy nie wyszły z mody - odparł, odkładając sztućce i dokładnie wycierając twarz. Krople sosu zastygające na brodzie nie były apetyczne - Czyta się Puszkina. O sztuce i kobietach zwykli pisać Francuzi, więc bazując na cyganerii zrobisz fenomenalne wrażenie. Moim osobistym faworytem z liryki jest Eliot i nieco bardziej wiekowy Jesienin. Chacun a son gout - uśmiechnął się krzywo, topornie wypowiadając francuską frazę.
-Interpretacja to klucz do zrozumienia - zaoponował, nie kryjąc zdziwienia, a nawet: rozczarowania - nazwiska i streszczenia nie zadziałają na wszystkich - przestrzegł wyjątkowo jak na siebie lojalnie, chociaż mógłby patrzeć, jak traci grunt pod nogami i gubi się w przyszłej dyskusji w wysmakowanym gronie. Satysfakcja? Nie czuł jej teraz i nie czułby w tej hipotetycznej sytuacji, więc jedynie ściągnął brwi z dezaprobatą, nieznacznie poruszając się na fotelu. Odpalił skręcone diable ziele od płomienia różdżki i zaciągnął się, leniwie strzepując popiół na niedojedzony obiad.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   04.01.19 13:28

Zapomniała już jak bezpośredni potrafił być Magnus - cecha zaskakująca, niewygodna, lecz dająca ujście niekiedy dość prostackiej szczerości, jaką przecież ceniła. O dziwo ani pytanie o deser ani dalsze drążenie intymnych kwestii życia prywatnego nie zalało ją falą słusznego gniewu, brew nawet nie drgnęła a gęste rzęsy nie przykryły czarnych oczu w wyrazie niemej prośby o zwiększenie pokładów cierpliwości. Uśmiechnęła się tylko, kiwając głową, nie zamierzała poświęcać kwestii deseru jakiejkolwiek uwagi. Skupianie się na zmianie kulinarnych preferencji mogłoby ją doprowadzić do zbyt przerażających wniosków, na razie żyła przecież w błogim zaprzeczeniu, pozwalając kubkom smakowym żyć własnym życiem. Zdecydowanie pełnym słodyczy; być może istniało jakieś magipsychiatryczne wytłumaczenie, może podświadomie równoważyła sobie lata goryczy upokorzeń, słonych łez i kwaśnych doświadczeń. - Dobrze, wdrożyłam się już w nowe obowiązki, ale przede mną ciągle stoi wiele wyzwań. Dlatego też chciałam zgłębić literackie podstawy, z pewnością ułatwią mi prowadzenie konwersacji z artystami - odparła po prostu, czując, jak wypity przed momentem miód rozgrzewa ją od wewnątrz, nasyca, koi irytację, jeszcze zanim ta zabłysnęła w jej oczach ostrzegawczymi sztyletami. - Nie jestem kochanką lorda Rosiera, jedynie współpracujemy a on roztoczył nade mną mentorską protekcję. Wypraszam sobie podobne insynuacje - odpowiedziała oschłym tonem, pozbawionym jednak wrogości, a usta zacisnęły się na moment, co uwypukliło ich pełny kształt. - Respektujmy swoje życie prywatne i intymność, Magnusie - dodała zdecydowanie; ona nie wchodziła w brudnych od błota butach do jego małżeńskiego łoża, nie pytała o namiętność z żoną ani nie sugerowała, że niewierność męża mogła działać na niekorzyść ich dziecka, mogącego lada dzień przyjść na świat lub już na tym świecie będącego. Zaprosiła go tu po to, by zwiększyć swą wiedzę a nie odkrywać zasłonięte kurtyną przyzwoitości rejony życia.
Zmarszczyła brwi, jeszcze uważniej wsłuchując się w wypowiedzi Magnusa. Wenus nauczyło ją umiejetności szybkiego zapamiętywania, klienci cenili własną wyjątkowość, często podczas kolejnych spotkań wspominała mimochodem o sprawach, o jakich opowiadali przed miesiącem; teraz też nie miała problemu z zakotwiczeniem w głowie pewnych nazwisk, ale padało ich zdecydowanie zbyt wiele. - Mogłabym do ciebie później napisać z prośbą o przesłanie kilku pozycji? O ile, oczywiście, posiadasz je w swej bibliotece. Ewentualnie wystarczą same tytuły i nazwiska, woluminy zgromadzę we własnym zakresie - spytała; rozmawiali już o liście lektur, ale wtedy wspominała o podstawach a nie o tym szerokim zakresie nie tak starożytnych autorów. Rozpościerała się przed nią nęcąca dolina nowej wiedzy, ciekawostek, świeżych informacji, nieodkrytych jeszcze kwestii. Ogrom wcale jej nie przerażał, jedynie fascynował - od razu chciała stać się w tym najlepsza, świadoma, że w przypadku literatury będzie to niemożliwe. Tysiące lat twórczości w tysiącu - prawie - języków; dobrze, że Magnus mógł wskazać jej odpowiednią drogę ułożoną kamieniami milowymi poezji i prozy, dzięki czemu nie utonie w nadmiarze ślepych uliczek, prowadzących ją do zawstydzającej grafomanii. A skoro o tym mowa... - A czy są dzieła, których nie wypada wspominać? Nie tylko te objęte moralnym tabu, sądzę, że wrażliwa na piękno elita nie jest aż tak zachowawcza, ale...książki wątpliwej jakości, hańbiące swym poziomem pergaminy, na których wytłoczono ich treść? - zagadnęła; to interesowało ją bardziej od delikatności Francuzów, nie chciała popełnić jakiegoś zawstydzającego faux pas, wspominając o tytule, który większość kwitowała pogardliwym prychnięciem. - I co z tą jego żoną? Mary, dobrze kojarzę? Tak, sama doskonale rozumiem, że kobiety są w większości przypadków zdolniejsze od mężczyzn - skwitowała, uśmiechając się uroczo; akurat Magnusa nie podejrzewała o paskudny szowinizm, ale widocznie się myliła; to nic, że dla własnej połowicy tracił głowę, w innych przypadkach wykazywał się typowym dla arystokracji obrzydzeniem, kierowanym do każdego, kto nie był błękitnokrwistym samcem. - Więc księgi pochodzące tam, skąd i ja się wywodzę, będę musiała znaleźć sama. Myślisz, że Biblioteka Londyńska może je mieć w swoich zasobach? - Kontynuowała festiwal pytań, niczym pilna uczennica, ciągle odnajdująca nowe znaki zapytania. Zamilkła, gdy kelner przyniósł im posiłek - Magnusowi syty stek, jej deser ozdobiony owocami oraz zielonymi liśćmi. Wbiła w pomarańczową piankę złoty widelczyk i wsunęła go do ust, a cukier zalał jej zmysły, łagodząc jej surowe obyczaje. - Nie, wszystko w porządku. Po prostu zdziwiła mnie twoja niechęć do miłości osób tej samej płci - odparła miękko; wiedziała, co lubił obserwować w Wenus, ba, co kochał obserwować prawie każdy mężczyzna, zapraszający do wspólnego spędzenia wieczoru dwie kapłanki niemoralnego ogniska. Nie wspominając już o innych pragnieniach, spełnianych przez wąskie grono pozbawionych granic piękności, spełniających każde potrzeby odwiedzających szlachciców. - Petrarka, Puszkin, Eliot i...Jesienin - powtórzyła, by lepiej zapamiętać najważniejsze nazwiska. - Oprę się na nich, później będę rozszerzać swoją wiedzę o mniej znane personalia - postanowiła na głos, kontynuując jedzenie deseru, powolne, nieśpieszne, lecz słodkość i tak znikała w jej ustach regularnie i nieustannie. - Chacun a son gout - poprawiła go machinalnie płynnym francuskim. Mogła czytać większość twórczości w oryginale, co na pewno pomoże jej dostrzec pewne niuanse, lepiej pojąć rytm wierszy lub wieloznaczność metaforycznej prozy. - Wiadomo, ale na razie, zanim płynnie będę poruszać się po przedstawionych przez ciebie twórcach, muszą wystarczyć. W ostateczności. Przyłożę się jednak do zgłębiania literatury, na to potrzeba jednak czasu - uspokoiła go; nie zamierzała rzucać na ślepo nazwiskami, a jedynie wspomagać się nimi w sytuacjach tego wymagających. Wiedza i płynność poruszania się po literackim świecie przyjdzie z czasem, tego była pewna - lubiła wyzwania, a te związane z pracą i zarazem zadowoleniem Tristana sprawiały jej dużo satysfakcji.
Zerknęła na resztkę jedzenia na talerzu Magnusa, niekulturalnie obsypującego mięso popiołem, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. - Ja zapłacę - oznajmiła tonem nie znoszącym sprzeciwu, jeszcze zanim przeszli do pożegnań i podsumowań; wolała od razu wyrównać ich rachunki. Wkrótce miała otrzymać pierwszą wypłatę, nie musiała już ciułać knutów i martwić się o własny byt, a zapraszanie lorda na obiad było doświadczeniem niezwykle uzdrawiającym.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
Magnus Rowle

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   04.01.19 17:06

Daleki był teraz od dogadzania swemu podniebieniu, acz wieczór aspirował do miana miłych, a takich nie spędzili we dwoje już od dawna. Napuchnięta nieufność lekko się cofnęła, pozostawiając ciut więcej miejsca do esencjonalnych manewrów i towarzyskiej gimnastyki. Pobieżnej, śmigającej ledwie po powierzchni bagniska tematów. Gdyby zanurzył kij głębiej, szturchnął nim mocniej, raczej by się nie wykaraskał, (jeszcze), dlatego trenował swoją cierpliwość, jęczącą żałośnie nad narzuconym jarzmem przyzwoitości. Lub czegoś na jej kształt, bo porównałby to tylko do sztywnego pieprzenia, bez wyrazu, bez formy, bez sensu. Mógł odesłać ją do zaprzyjaźnionych literatów, od których wyciągnęłaby znacznie więcej, ale czekał na przełom. Dał się wykorzystać, kalkulując jednocześnie, ile ugra na czysto, ciągnięcie jej za język nużyło, na przepychanki czuł się już zwyczajnie za stary.
-Masz w tym pewną praktykę - zauważył, między kolejnymi kęsami potrawy - czym się różnią kapryśni artyści od równie kapryśnych szlachciców? - w jego mniemaniu, niczym. Te same żądze skupione na różnych obiektach. Często na tych samych. Bywalców Fantasmagorii odcinać od plejady pozłacanych cieni mogła jedynie faktyczna pasja, zastępująca wtłoczone do głowy ciężkim wysiłkiem guwernera formuły - nikt cię nie rozpoznał? - dziwiło go to. Jeśli cipka tak wielu pozbawiała wzroku, to nie wróżyło Anglii świetlanej przyszłości. Spojrzał bezpośrednio na nią, na dłużej zatrzymując wzrok na jej czarnych, lejących się tęczówkach. Bez słowa, w absolutnej ciszy pozwalając jej mówić, wypierać się, kłamać. Rosier przyprowadził ją na pierwsze spotkanie, Rosier bywał w Wenus - nie raz mijali się na korytarzach - Rosier zatrudnił ją w swoim balecie, Rosier dał jej pieniądze na nowe ubrania. Prywatnie zetknął się z Deirdre kilka razy, ale jakość i materiał sukien doceniał jednym, przypadkowym muśnięciem. Krwisty rubin na palcu, och, błagam. Wzruszył lekceważąco ramionami, nowa odsłona pieprzenia, która również go nie dotyczyła, więc była nudna.
-Z lekcjami savoire-vivre'u skończyłem dwadzieścia lat temu - odparł nonszalancko, bardziej z beztroską aniżeli irytacją na ten przytyk. Bolesny epizod z guwernantką wciąż podtruwał mu życie, erotyczne skojarzenia i konotacje z Deirdre były zdecydowanie niepożądane. Okazanie absolutnego wyjebania miało posłużyć tylko jemu, więc wesoło pociągnął ze skręta, czując jak ogarnia go fala błogiego spokoju. Łączenie diablego ziela z zieloną wróżką organizmowi może na dobre nie wychodziło, ale Magnus za każdym razem czuł się po tym jak pieprzony król.
-Wyślę skrzata. Sowa raczej nie udźwignęłaby takiej przesyłki. Do Fantasmagorii? - spytał życzliwie, choć z lekko wybrzmiewającą kpiną. Przezorne strzeżenie swej prywatności - Salazarze, czyżby sądziła, że bez zaproszenia nawiedziłby ją w domu? - wzmagało podejrzenia, ale Rowle studził ten swój dziennikarski zapał. Węszenie zwyczajnie się nie opłacało, kłamstwo miało krótkie nogi. W tym konkretnym wypadku mógł czekać, poznanie tych sekretów nie było aż tak naglące.
-Niech to będzie twoje zadanie domowe. Odróżnij literaturę popularną od literatury masowej, znajdź arcydzieła. Pierwszy trop, powiedzmy, Conan Doyle. Skup się na tamtym czasookresie i jego autorach. Wyszukaj podobnych jemu. I zdaj sprawozdanie, czy Doyle wart jest zachodu, czy też nie - zdecydował. Książki się sprzedawały, ile w nich było treści i wdzięku - druga strona medalu, nieobchodząca wydawców - niechętnie mówi się o de Sade, Millera przeklinają w Ameryce. W zeszłym roku Nabokov wydał Lolitę, za co spadły na niego gromy. Literatura bardzo odpowiadająca, cóż, moim upodobaniom - mistrzowski język, grom odniesień, wiersz z wyjątkową aliteracją otwierający utwór - ostrożnie dobieraj opinie. A najgłośniejsi krzykacze zazwyczaj obok tych książek nawet nie stali - podzielił się swoim spostrzeżeniem, po co, skoro już ktoś odwalił robotę za nich?
-Mary napisała powieść, która dała początek nowemu gatunkowi, skupionemu na jednostce wobec postępu technologii oraz nauki. Frankenstein albo Współczesny Prometeusz. Świeże, mocne, dobre. Shelley prócz tego, że był niewiernym skurwysynem, biednym jak mysz kościelna i użalaniem się nad swoją alienacją, podkreślającym wybitność oraz odstępstwa od religijnych prawideł, nie zasłynął niczym. Mimo tego jest poczytny, zasłynął już po tym, jak się utopił - wyjaśnił, olewając kompletnie jawną prowokację do otwarcia dyskusji nad wyższością płci. Wytknięcie niezrozumienia ironii poskutkowałoby albo zapowietrzeniem, albo krzywymi przeprosinami, albo, w najgorszym wypadku, drinkiem na spodniach. Nie życzył sobie tego, wieczory były już chłodne.
-Chiny mają specyficzne tradycje literackie. Dość niejednoznaczne. Jedyne znane mi tytuły to Dialogi konfucjańskie, w których zebrano nauczanie Konfucjusza, choć on sam nie pozostawił po sobie pism oraz Opowieści znad brzegów rzeki. Nasze kultury dość naturalnie się rozminęły. Poezji na pewno tam nie znajdziesz, aczkolwiek te dzieła, o jakich wspomniałem wcześniej, powinny być dostępne. Szczególnie Dialogi, które w głównej mierze wykładają filozofię - orzekł, pewny swego zdania. Biblioteka Londyńska była zaopatrzona znakomicie, głównie dzięki lekkiej ręce fundatorów. Na szczęście dla Deirdre, pochłaniającej swój deser z jakimś specyficznym zacięciem. Magnus prawie się roześmiał, widząc, jak oblizuje usta, ale potężny kęs potrawki skutecznie zasłonił ten gest przed Tsagairt.
-Wenus ma swoje własne pryncypia - sprostował równie miękko, musiała o tym wiedzieć - satysfakcja z obserwowania potrafi być ogromna, ale pewne incydenty nie powinny wyciekać na zewnątrz - wyszeptał. Ciało ludzkie wciąż było fascynujące, ale na mężczyznę, który dał się wyjebać drugiemu, Rowle nie spojrzałby już tak samo. Starożytna Grecja osnuła się jako wylęgarnia efebów i pedalstwa, choć ci popaprańcy oficjalnie się z nim nie identyfikowali. Żywa rozpusta, bierz, co masz pod ręką - bardzo dobrze, torba na głowę i za ojczyznę.
-Chacun a son gout - powtórzył za Deirdre, starając się odwzorować brzmienie francuskich słów możliwie jak najdźwięczniej. Ten język zupełnie nie przypominał twardego norweskiego akcentu, a litery zdawały się żyć własnym życiem, ale nigdy nie było za późno. I on mógł się jeszcze czegoś nauczyć.
-Rewanż? - zakpił, dopalając skręta i uśmiechając się szeroko, szczerze zrelaksowany - to może jeszcze butelkę najdroższego wina? - dodał, szczerząc zęby - na pół? - zaproponował, nie był przecież chamem. Wielu mogłoby uczyć się od niego manier, na przykład taki Ramsey.


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Knajpa morderców   06.01.19 11:32

Podejrzewała, że opanowanie Magnusa związane jest niezwykle napiętymi strunami nowoodkrytego organu, boleśnie rozpostartymi ścięgnami, przytrzymującego rozbuchany charakter w bezruchu - i że nie jest to doświadczenie przyjemne, nikt nie lubił był przecież krępowany. Prawie nikt. Doceniała więc starania Rowle'a, który na swój sposób wychodził jej na przeciw, trzymając się ustalonych zasad, co prawda ze ślizgońską nonszalancją, niekiedy spacerując z gracją tuż na krawędzi linii demarkacyjnej, ale jednak. Wenus nauczyło ją, by nie wymagać od większości mężczyzn zbyt wiele, zwłaszcza w kwestiach samokontroli. Kąciki ust znów uniosły się w górę w uprzejmym uśmiechu, słodycz deseru oblepiała jej wargi, ale wciąż nie czuła się ukontentowana, chociaż przed rokiem po spożyciu takiej ilości cukru dostałaby drgawek. Czasy się zmieniały, ostatnio z zachwycającą szybkością. Kto by pomyślał, że po zaledwie kilku miesiącach będzie mogła fundować jednemu z klientów obiad i górować nad nim w śmierciożerczej hierarchii? Przynajmniej w tym aspekcie czuła się syta, zbyt pełna, by wytrącić się z równowagi. Może nie miał nic złego na myśli, może naprawdę troszczył się o nią; postanowiła w to łaskawie uwierzyć, dla dobra ich obydwojga i łączącej ich współpracy. - Wieloma kwestiami - odparła tylko, nie zamierzając uwypuklać różnic pomiędzy dyskusjami o sztuce a oddawaniu swojego ciała każdemu, kogo było na nią stać. - Mało kto zwraca uwagę na twarz, makijaż czyni cuda - zresztą orientalne rysy zlewają się wam w jedno - odparła miękko, przez moment ważąc kolejne słowa. - Otrzymałam też nową historię, czystą kartę. Właściwie powinnam od tego zacząć, odpowiednio ci się przedstawić - zmarszczyła lekko brwi w teatralnym niezadowoleniu własnymi manierami - Deirdre Mericourt. Zapewne znałeś mego świętej pamięci męża. On także cenił literaturę, był wiernym czytelnikiem Walczącego Maga - pokiwała ze smutkiem głową, pozwalając sobie na ostatni kęs deseru, by w końcu odłożyć widelczyk na porcelanę. Skinęła głową, tak, miał rację, skrzat poradzi sobie lepiej z tonami lektur; udała, że nie odczytała z jego tonu drobnej złośliwości, przyjacielskiej i lekkiej, nie wartej wszczynania awantury. O dziwo, stała się ostatnio spokojniejsza, mniej drażliwa - regularna praca działała cuda, pozwalała jej wrócić do pełni siebie, zająć czas i połaskotać ambicję.
Oraz głodny wiedzy umysł. Znów przełączyła się w tryb słuchania. Całkiem na poważnie wzięła sobie do serca słowa o zadaniu domowym, musiała orientować się w różnicach pomiędzy literaturą wielką a literaturą dostępną, nie mogła i nie chciała wyjść na ignorantkę. - De Sade. Kojarzę. Sto dwadzieścia dni Sodomy? - Widziała tę książkę w Wenus, ale nigdy nie miała czasu, by ją przeczytać dokładnie. Wątpiła też, by pasowała na salony Fantasmagorii, lecz nie zamierzała odpuszczać żadnej niszy, nawet tej kontrowersyjnej. Artyści, zwłaszcza francuscy, kochali przełamywać tabu. - To coś w stylu Dekameronu? - Miała wrażenie, że mówi zupełne bzdury i niepewnie łączy fakty, probowała jednak do skutku nawiązać odpowiednie przestrzenie w swej (nie)wiedzy.
Powstrzymała się od skomentowania Lolity oraz aluzji do wychowywania dwóch córek, przed momentem przypomniała o wzajemnym szanowaniu intymności i nie zamierzała wyjść na hipokrytkę, zresztą, od razu skupiła się na czymś innym. Rowle mówił szybko, z zacięciem, z pasją; widać było, że temat literatury sprawia mu przyjemność, dzięki czemu mogła przymknąć oko na wulgaryzmy. Gdyby miał do czynienia z panną o innej przeszłości bądź dżentelmenem, na pewno zwrócono by mu uwagę, lecz tutaj cel uświęcał środki. - Postaram się zdobyć więc te...Opowieści znad brzegów rzeki - przywołała zapamiętany tytuł, zastanawiając się jednocześnie, czy nie mogła porozmawiać z Larsonem, by ten zdobył dla niej jakieś egzemplarze. Fantasmagoria zabierała jej wiele czasu, mogła po prostu nie mieć kiedy pojawić się w Bibliotece Londyńskiej, a zbadanie literatury bliskowschodniej wydawało się priorytetem. Na pewno goście baletu będą nawiązywali do jej pochodzenia, do orientalnej aury, jaką wokół siebie roztaczała; musiała podkreślić ją nie tylko znajomością języka, ale także obyciem w tamtejszym kręgu sztuki. - Przede mną wiele nauki. Przyjemnej - podsumowała w zastanowieniu, machinalnie odgarniając z czoła niesforny kosmyk czarnych, lśniących włosów; rosły jak szalone, ale nie podcinała ich, pozwalając, by żyły własnym życiem. - Dziękuję za twą pomoc, Magnusie, jest nieoceniona - spojrzała na niego, mówiąc szczerze; kto, jeśli nie eseista Walczącego Maga, mógł najlepiej wprowadzić ją w podstawy literatury, hojnie przekazując nie tylko podstawowe informacje, ale i spis lektur? Nie wątpiła, że tymi słowami mile łechta ego mężczyzny, lecz była to niewielka zapłata za czas, który jej poświęcił. Powstrzymała się od wytknięcia hipokryzji dotyczącej pryncypiów Wenus; ta była oczywistą cechą samczego gatunku, oddającego się rozpuście a później grzmiącego o przyzwoitości kobiet i szacunku dla czarodziejskich rodzin i rodowodów. To nie było miejsce - ani czas - na podobne, filozoficzne dyskusje. Może kiedyś jeszcze będą mogli się w nie zagłębić, kto wie, co przyniesie chaotyczna przyszłość?
Miękki, słodko pachnący dym diabelskiego ziela dotarł i do jej części stolika, wsiąkając we włosy i drogie ubranie, nie czuła jednak potrzeby, by zapalić - ostatnio dym niezwykle drażnił jej nozdrza, choć szczęśliwie przestał wywoływać gwałtowne mdłości. - Wyrównanie rachunków - sprostowała po prostu, sięgając do kieszeni płaszcza, by wyjąć z niej skórzaną sakiewkę. Jeszcze dość skromnie wypełnioną, ale już niedługo, gdy otrzyma pierwszą wypłatę, będzie mogła pozwolić sobie na znacznie więcej; już nie mogła się tego doczekać, w końcu mogąc poczuć się w pewnym stopniu niezależna, samodzielna, nieuwiązana ani do oszukującego ją Wenus ani do Prymulki, przynoszącej jej sprawunki, ani do z rzadka pozostawianych na gzymsie kominka monet. Niczego jej nie brakowało - oprócz możliwości własnoręcznego zarządzania finansami. - Nie przepadam za tutejszymi rocznikami - odparła na propozycję uśmiechnętego i coraz bardziej zrelaksowanego Magnusa; piła mało, a jeśli już, to tylko wyjątkowe skarby z piwnicy Corentina. Biała Willa rozpieściła jej kubki smakowe. - Sądzę, że ty także posiadasz w swej posiadłości wina wybitniejsze od nawet najdroższego prezentowanego w tutejszej karcie - dodała gładko, wykładając galeony na stół w kwocie odpowiadającej ich dzisiejszym zamówieniom. Podobał się jej ten gest, podobała się jej także ta rozmowa; odtwarzała w myślach najważniejsze nazwiska, tytuły i wskazówki, pewna, że gdy tylko wróci do domu, zajmie się rzetelną nauką a najbliższe wieczory spędzi w ulubionym fotelu na werandzie, pochłonięta czytaniem.

| ztx2




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

Knajpa morderców

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Bexley-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19