Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Duża sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Duża sala   05.08.17 22:32

First topic message reminder :

Duża sala

Specjalnie przygotowana sala, w której zmieścić może się wiele osób. Oprócz łóżek, w równych rzędach, ułożone są także materace, na których leżą ci mniej dotkliwie zranieni wybuchem. Uzdrowiciele w żółtych kitlach uwijają się jak w ukropie między pacjentami lecząc wszystkich z najgroźniejszych obrażeń. Co jakiś czas usłyszeć można podniesione głosy medyków kategorycznie zabraniające odwiedzin i chodzenia między łóżkami. W całym pomieszczeniu panuje hałas i zamieszanie, w którym zdają odnajdywać się jedynie pracownicy Munga. Nikt, kto się pojawia w szpitalu nie będzie pozostawiony bowiem bez pomocy.

Żeby wyleczyć się z obrażeń, których postaci nabawiły się w wyniku Do odważnych świat należy, trzeba napisać przynajmniej jednego posta w niniejszym wątku.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Oscar Reid
avatar

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4896-oscar-reid https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5039-oscar#108249 https://www.morsmordre.net/
n/d
13
Półkrwi
n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
4
4
1
0
0
0
5
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Duża sala   07.12.17 20:31

1 maja

Uciekł. Musiał uciekać, nie oglądał się już, nie rozglądał. Wydostał się spomiędzy magazynów, jednak czuł się coraz gorzej. Gotów był ryzykować, szukać pomocy u ludzi dookoła, jednak ulice były puste, nie było do kogo się odezwać. Był kompletnie zagubiony i przerażony, coraz słabszy, każdy ruch bolał z każdą chwilą bardziej i wszystko obracało się w jeden wielki koszmar.
Nie, wszystko od początku było koszmarem. Nie znał okolicy w której się znalazł, nigdy nie bywał w Dokach, na pewno nie w magicznej części. W końcu jednak trafił na kogoś, czy raczej wpadł, bo w pewnym momencie szedł już raczej koślawo.
Właściwie to nie do końca pamiętał jak znalazł się w szpitalu, jednak ten ktoś musiał go tutaj sprowadzić. Nie otwierał oczu przez dłuższy moment, jeszcze wszystko go piekło, bolało, teraz jednak był jeszcze mocniej zdezorientowany i bolała go głowa. Słyszał jednak hałasy dookoła, głosy. Brzmiały niepokojąco, gdzieś ktoś krzyczał, jednak kiedy Oscar otworzył oczy, dość szybko zrozumiał, gdzie jest. Odetchnął z niemałą ulgą, szczególnie kiedy zjawił się przy nim uzdrowiciel, podając mu jakiś eliksir, każąc pić. Zadawał pytania, Oscar nie na wszystkie potrafił odpowiedzieć, jednak dzięki eliksirowi powoli czuł się lepiej. Ktoś rzucił na niego zaklęcie, ktoś oglądał jego oparzenia, które pokazywał bardzo niechętnie, bardzo nie chcąc by ktokolwiek ich dotykał. Pielęgniarka zaczęła je czymś smarować, co przez chwilę koszmarnie bolało, zaraz jednak zaczęło przyjemnie chłodzić obolałe miejsca.
Potem kazano mu spać: i nie trzeba mu było tego dwa razy powtarzać.
Nad ranem jeszcze nie czuł się najlepiej, jednak do południa było dobrze. Bał się jednak, że zostanie odesłany prosto do szkoły i cała jego ucieczka pójdzie na marne, a tak być nie mogło, musiał dotrzeć do dziadków. Korzystając z panującego dookoła zamętu, z tego iż pacjentów było zdecydowanie więcej niż uzdrowiciele i pielęgniarki były w stanie na raz otoczyć opieką: uciekł, ruszając już prosto w znajomą okolicę.

zt




Powrót do góry Go down
Ulla Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3242-ulla-nott#54010 https://www.morsmordre.net/t3357-tyfon https://www.morsmordre.net/t3305-poskromic-zlosnice https://www.morsmordre.net/t3358-ulla-nott
pracownica Służb Administracyjnych Wizengamotu
24 lata
Szlachetna
Panna
lend me your hand and we'll conquer them all;
but lend me your heart and I'll just let you fall
4
7
12
0
0
0
5
1
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Duża sala   08.12.17 17:56

Sądziła, że była odporna na ból.
Przez wiele lat wszakże przychodził i odchodził falami; po pewnym czasie nauczyła się rozpoznawać jego symptomy jak kroki dawno niewidzianego przyjaciela, który postanawiał przypomnieć o sobie w najmniej oczekiwanym momencie. Znajoma bladość, nerwowe kołatanie serca, boleśnie obijającego się o drobne, kruche żebra; pulsujący ból głowy, drżące, lodowate opuszki palców, przebiegające po dłoniach przykre mrowienie; i ciepło. Ciepło krwi, gorącej, pulsującej krwi, toczącej się kroplami z nawet najdrobniejszych śladów zranień na skórze. Tyle zazwyczaj zdołała zatrzymać w pamięci, zanim świat bladł nagle i rozpływał się gdzieś przed oczami, zostawiając ją samą, drżącą i przestraszoną, w ciemnościach niepamięci. Potem budziła się, znużona i obolała, po otwarciu oczu napotykając najczęściej zmartwiony wzrok Percy'ego albo czujne, badawcze spojrzenie magomedyka. Nauczyła się tego schematu, przyswoiła go jak jedną z tych nużących, nieprzyjemnych lekcji etykiety lub rodowodów szlachetnych rodzin. Nauczyła się, a więc była pewna, że była już odporna- odporna na ból i strach, który się z nim wiązał.
A jednak bolało.
I bała się.
Sam dotyk przesuwającego się po wierzchu dłoni kciuka sprawiał jej dziwny, dojmujący rodzaj bólu- ból w rodzaju tego, kiedy dotykająca ognia ręka automatycznie pragnie cofnąć się i uciec od gorąca, chroniąc się przed dalszym zranieniem. W końcu nauczyła się- a więc powinna wiedzieć, jak się zachować, powinna rozpoznać symptomy i natychmiast cofnąć rękę, zabrać ją, odsunąć się, uciec od tego, co w konsekwencji mogło tylko parzyć ją mocniej i boleśniej. A jednak tkwiła w miejscu, czując dziwny, obcy ucisk w żołądku, i tylko resztkami silnej woli powstrzymując się od zerkania na miejsce, w którym jego palce stykały się z jej skórą. Zamiast tego dalej uparcie spoglądała mu prosto w twarz, marszcząc gniewnie brwi, uparcie próbując zasztyletować go spojrzeniem oczu, które nieznośnie miękły w zetknięciu z jego widokiem. Nauczyła się, a pomimo tego i tak popełniała błąd, a ta świadomość  wprawiała ją w podświadome drżenie.
Myśl, że mógł się o nią troszczyć, pozostawała nie do zniesienia; dlatego odrzuciła ją uparcie, ignorując jego słowa zaciśnięciem ust.
-Nie lubię, kiedy ktoś mnie wyręcza- Odparła zbyt szybko, zbyt zaczepnie, aby przekonać chociaż samą siebie, że był to objaw złości, a nie troski. Widok jego bladej, cierpiącej twarzy nie pozwalał jej trwać w upartym gniewie, którego tak pragnęła. Szukała w głowie odpowiednich słów, kiedy to się stało; znajome drżenie kolan, uginających się nagle pod ciężarem drobnego ciała i tańczące gdzieś na horyzoncie widzenia mroczki. W kolejnym przypływie uporu spróbowała się zaprzeć. Nogi odmówiły jednak współpracy, uderzając słabo w ramę łóżka i zmuszając ją do spojrzenia w dół, prosto na zalaną krwią podłogę.
-Nie powinieneś był- Resztki myśli uciekały jej z głowy; znajomy strach sprawił, że zadrżały jej usta i wciąż trzymane w jego uścisku dłoni.- Myślałam, że jesteś inny niż oni, ale ostatecznie wszyscy jesteście tacy sami.
Spróbowała wyjąć dłoń z jego uścisku, jednak ręce omdlały jej szybko i tylko niemrawo poruszyła ręką.
-Jeśli od początku chciałeś zniknąć, mogłeś nie pojawiać się wcale- Głos urwał się nagle, przechodząc w niemrawy szept, a oczy zaczęły się zamykać, ostatkiem sił łowiąc jeszcze obraz jego twarzy.
Skamander. Samuel. Sam.
Na chwilę po tym nogi ugięły się pod nią, przegrywając nierówną walkę, i osunęła się prosto w kałużę płynącej z otwartych na nowo ran krwi, rejestrując jeszcze krzyk uzdrowiciela.
A potem była ciemność i długo, długo nic.

| zt :c




I guess the truth works two ways
Maybe the truth's not what we need

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
28
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
42
20
1
0
0
1
5
15
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Duża sala   10.12.17 1:54

Nasilający się ból coraz mocniej ścierał ze sobą zmysły. Wykluczając ten jeden, odebrany. Rozpaczliwie chciał przywrócić ociemniały wzrok zalany nieprzeniknionym mrokiem i niebezpieczna iskra dygotała w piersi, groźbą całkowitej kapitulacji. Granice już dawno przekroczyły limit  znoszonego bólu. Wszystko rozsypywało się, rozrywało, wyło, a Skamander czołgał się dalej, do przodu, wiedziony niewidzialną nicą, której się trzymał, jak liny. Tonął. Nie wiedział tylko jeszcze, czy lina miała go uratować, czy tez miał zostać na niej powieszony. Wywrócony do góry nogami świat, jego świat i ten otaczający, nadal przewracał się, jak pijany klaun, którego okrutni właściciele cyrku, postanowili wrzucić do maszyny tortur. Bzdurne porównanie. I jeszcze bardziej idiotyczne wnioski. Ale wszystkie płynęły jedne za drugą, jak rzeka, której źródła nie mógł zatrzymać. Był po prostu ból. Ten fizyczny, który potrafił znosić. Ten rozrywający od środka był stokroć trudniejszy w panowaniu. A przez to bardziej okrutny, narastający, gdy tak bardzo znajomy głos rysował blade oblicze policzków, kreślił linię drżących warg i malował zieleń przejrzystych jak toń górskiego jeziora - źrenic.
Ulla.
Palce nie zatrzymały się z piętrzącą się z tyłu głowy wolą, nakazem. Torturą przyjmowaną z masochistyczną zadrą, obłędną przyjemnością. Ogień, który spalał i trawił, pochłaniając zdrowy rozsądek. Tylko po to, by zniknąć w w rozrastającej się pustce. Bez końca. Studnia bez dna. Skamander bez duszy. Umierając we własnych winach i zsuwając sie po równie coraz bardziej pochyłej. Tonący wyszczerbiony wrak, skorupa. Taplający się w żalu błazen. Czy tak miał wyglądać jego koniec? I czy ona miała patrzeć na jego upadek? Jedyną szansą było odrzucenie. Inaczej upadłaby razem z nim. A na to pozwolić nie mógł. Nawet, gdy tego nie chciała, ignorując słowa, jak morskie fale, które uderzały o szklane ściany jej zamku - A powinnaś. Już za późno - zaczepne stwierdzenie i odpowiedź, zbyt szybka by mógł zatrzymać, tak jak zbyt wartko płynęły kobiece słowa. Cichsze, słabsze, czy zmysły zdradzały już nawet pozostałe wrażenia? Było za późno. Jak zawsze. Nie ten czas. Nie to miejsce. Nie to serce. I krew. Salę wypełniał jej zapach, jak opary z pracowni upiornego alchemika. Woń uderzała w nozdrza silniej niż chciał wierzyć, a źródło znajdowało się tuż obok. Powinien usłyszeć uderzenia szkarłatnych kropel, rozbijających się o ziemię. Odbierające siłę stojącej tuz obok kobiecie - A jednak - skóra pod palcami była chłodna, zimna i coraz bardziej słaba. Napięcie, które towarzyszyło jej palcom, gdzieś umknęło, razem ze stawianymi cicho, coraz ciszej wyrazami.
Czy był taki? Nie wiedział. Ale miała w to uwierzyć. Musiała. Jakkolwiek okrutnie brzmiało. Tym razem to kłamstwo miało uratować, nawet jeśli tak bardzo upierał się wierzyć w potęgę prawdy - Ty wróciłaś Ulla - próbował przyciągnąć ją do siebie, chcąc poczuć opór, jaki stawiała. Dostrzec znamiona gniewu, upartej złości. Zamiast tego dłoń stała sie wiotka, przeraźliwie zimna. Słaba. Zerwał się w tym samym momencie, upadając na kolana tuż obok drobnego ciała. Krzyk obok rozdarł ciemność tylko na moment. Dłonie znalazły chłodne, nieprzytomne oblicze, ale w końcu bezwonna ciemność pochłonęła także i jego.

zt :<






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
Sally Moore
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3629-sally-moore https://www.morsmordre.net/t3806-sroka https://www.morsmordre.net/t3719-sally-moore https://www.morsmordre.net/f152-winchester-street-45-4 https://www.morsmordre.net/t4370-sally-moore#93745
Asystentka Julii Prewett
23
Mugolska
Panna
Silly Sally
11
17
0
0
0
0
18
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Duża sala   10.12.17 4:04

Gdy mnie zawołał spojrzałam na niego. W tym momencie był dla mnie kotwicą w tym rozszalałym świecie. Tak dziwnie w tym momencie obcym i nieprzychylnym. Nie wiedziałam już co myśleć, co powinnam robić. Łapałam się więc wszystkiego, każdej bezsensownie iskrzącej w mojej głowie myśli nie wiedząc co dalej, a właściwie - co teraz.
Próbowałam skupić się na tym co mówi. Nie było to proste, pomimo, że stał tutaj tak na przeciwko mnie. Słowa zaczęły jednak łączyć się w jakiś sensowny nakaz zgodnie z którym niechętnie przeniosłam swoje spojrzenie w bok. Nieśmiało sunęłam nim po rannych, cierpiących. Zrobiło mi się niedobrze. Szybko więc wróciłam oczami do podłogi, do tego by obserwować swoje bose stopy. Potrząsnęłam przy tym głową nerwowo zaprzeczając ostatecznie padniętemu pytaniu. Nigdy nikogo nie chciałam skrzywdzić. Nigdy o tym nie myślałam.
- Nie wiem. Pierwszy raz widziałam go na oczy. Był to młody mężczyzna. Może w moim wieku? Nie wiem. Znalazłam go pod gruzami. Słyszałam jak nawoływał matkę. Podeszłam więc i mu chciałam pomóc, a on wywołał jakieś dziwne zaklęcie. Zażyło się na zielono. Wycelował nim we mnie i potem zrobiło mi się tak strasznie słabo. Krzyczał na mnie przy tym. Ja nie wiem, może go jakoś sprowokowałam, może coś powiedziałam nie tak... - z chwili na chwilę zaczęłam przyśpieszać coraz bardziej, aż ostatecznie zabrakło mi tchu w płucach wymuszając w moim potoku słów przerwę - ...wystraszyłam się i uciekłam - skończyłam, jednocześnie przecierając swoje poliki.
- Dziękuję, Alanie - tak wiele dla mnie robił choć nie musiał. Cieszyłam się, że zaproponował mi zostanie tutaj. Nie chciałam wracać do domu, nie chciałam siedzieć na sali chociaż właściwie nic mi tu nie groziło. - Um, mogę. Chyba tylko jestem poparzona. Jest mi też słabo chociaż nie wiem czy to nie dlatego,że ciągle się nakręcam. Żebyś ty wiedział jakie chore myśli chodzą mi po głowie... -uśmiechnęłam się krzywo, nieco wymuszenie, paranoicznie. Potem wzięłam głęboki wdech i wydech. Pozwoliłam Alanowi na rozpostarcie nade mną opieki. Teraz będzie już tylko lepiej, prawda...?

|zt x2 (Sally & Alan)


Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Duża sala   29.12.17 21:40

| z wyjścia z kanałów

Powoli weszła do pomieszczenia, prowadzona przez jednego z młodszych uzdrowicieli. Chwilę stanęli na środku, co pozwoliło Belle rozejrzeć się po sali. Tak naprawdę jednak wystarczył jeden rzut okiem, by od razu dostrzec jak wiele osób dotkniętych zostało przez te dziwne, nocne wydarzenia. Nagle poczuła delikatny uchwyt na dłoni, w skutek czego wyraźnie zaskoczona spojrzała na uzdrowiciela. Najwyraźniej coś do niej mówił, lecz była zbyt pochłonięta przez własne myśli, by cokolwiek do niej dotarło. Pozwoliła się więc bez sprzeciwu poprowadzić na jedno z wolnych łóżek, na którym usiadła. Szorstki dotyk prześcieradła wywołał u niej nieprzyjemne dreszcze. To uzmysłowiło jej, że jeszcze nigdy nie miała potrzeby leżeć na jednym z tych szpitalnych łóżek. Owszem - przebywała w tym budynku dosyć często, lecz to z przyczyn jej zawodu, a raczej wolontariatu. I bynajmniej nie cieszyło ją nowe doświadczenie tego typu, a zwłaszcza tej nocy, kiedy tak wiele już się wydarzyło.
Westchnęła cicho, dopiero wówczas uzmysławiając sobie, iż jej uzdrowiciel gdzieś zniknął. Ze zmarszczonym czołem rozejrzała się, nie dostrzegając go nigdzie. Najwyraźniej zamyśliła się do tego stopnia, że nawet nie dostrzegła jego wyjścia. Była jednak pewna, iż ten jeszcze wróci. W dalszym ciągu oddychanie sprawiało jej pewne trudności, a do tego dochodziło jeszcze lekkie roztrzęsienie i drobne potłuczenia. Rozglądając się jednak po sali dostrzegła, że należy do tych kilku lepiej wyglądających przypadków. Nie, nie mogła narzekać mając w pamięci Justine, którą spotkała w kanałach. Miała jedynie nadzieję, że uzdrowiciel, którego jej przyprowadziła, zaopiekował się odpowiednio kobietą.
Podniosła się nieznacznie, próbując znaleźć nieco wygodniejszą pozycję. Nie zdawała sobie sprawę, iż szpitalne łóżka są tak twarde. Naturalnie nigdy nie dostrzegła w budynku oznak ogromnego poziomu komfortu, ale zazwyczaj pochłonięta była przez własne opowieści do tego stopnia, że nie zwracała uwagę na tak nieważne rzeczy.
Westchnęła ponownie czując, jak lekko drżą jej dłonie. Najwyraźniej wszystkie emocje dopiero teraz się w niej skumulowały, wcześniej przecież nie miała na to czasu. Teraz jednak trwała w swego rodzaju zawieszeniu, gdzieś na uboczu. Obserwowała otaczające je osoby i uzdrowicieli, starających się pomóc poszkodowanym. Ona była zaś biernym obserwatorem gdzieś z boku.
Odgarnęła z czoła pojedyncze kosmyki, które nagle zaczęły boleśnie kłuć ją w oczy. Nagle dopadła ją wzmożona ochota by wrócić do domu, do własnego pokoju. Prychnęła cicho pod nosem, zdając sobie sprawę ze swojego pragnienia. Zabawne, bo przecież zawsze starała się być wszędzie, byle nie w domu.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Duża sala   26.01.18 22:33

| z dzielnicy portowej

Dotarcie do kominka, choć zdawało się trwać całe wieki, zakończyło się sukcesem - w ten sposób, razem z lordem Abbottem i wciąż zamrożoną Skeeter, znaleźli się w zatłoczonej sali szpitala świętego Munga, zderzając się z realną wizją szkód, wyrządzonych przez tajemnicze okoliczności. Ollivander nawet nie próbował rozmawiać z kimkolwiek, wszyscy pchali się na oślep, w hałasie i zamieszaniu, ciągnąc do dużej sali, gdzie - jak podejrzewał - znajdowali się uzdrowiciele, podejmujący próby zapanowania nad tłumem. Rozglądał się w poszukiwaniu znajomych twarzy, w nadziei, że między rannymi odnajdzie całych i zdrowych bliskich, jakkolwiek naiwna nie byłaby ta nadzieja. Julian zniknął gdzieś w tłumie, dlatego teraz ciągnął Skeeter o własnych siłach, niespecjalnie zwracając uwagę na to, że powoli je traci - widok poważniej uszkodzonych ludzi sprawiał, że szybko zapominał o własnym zdrowiu, w myślach modląc się, by w podobnym stanie nie ujrzeć nikogo z rodziny. I, jak na złość, żadne znajome lica nie przewijały się obok. Nie był, rzecz jasna, jedynym który się martwił - emocje wypływały na twarze bardzo wylewnie, pośpiech był powszechny, co chwila ktoś rozglądał się wokół z rozpaczliwym wzrokiem. Nie brakowało odgłosów niemocy i smutku, zniecierpliwienia, zdenerwowania, niektórzy panikowali, inni byli w zbyt głębokim szoku, by zdobyć się na jakikolwiek ruch. Brnął pośród tego, z miną zaciętą, lecz prawie niewzruszoną, podobnie do innych umazany własną krwią. Najpierw pod opiekę oddał Skeeter, nie trudząc się wyjaśnieniami - to uzdrowiciele wiedzieli, co robić, nie było też czasu na rozmowy. Spędził w sali więcej czasu niż chciał, ostatecznie w biegu dostrzegając pojedyncze znajome osoby, nadaremno poszukując matki, ojca, siostry i brata. W myślach przewijały się kolejne osoby, dla których taka sytuacja mogła skończyć się tragicznie - odganiał zmartwienia, odcinając się od podobnych rozmyślań, swoją wolę skupiając na logicznych planach. Pozwolił się wyleczyć i zniknął w kominku, wracając do domu - może to miejsce mogło dać mu więcej odpowiedzi i wskazówek. Zapowiadały się bezsenne noce.

| zt




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
with the lights out, it's less dangerous, here we are now;
entertain us
[x]
9
10
0
0
10
5
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Duża sala   29.01.18 12:14

| z Belle, przed udaniem się do sali

Przez chwilę czuła się tak, jakby zatrzymała się w czasie, a wszystko dookoła niej trwało dalej. Pacjentów przybywało, a ona tkwiła wciąż na tym samym łóżku, czekając na uzdrowiciela, który miał jej przynieść wieści odnośnie pojedynczej Sali na innym oddziale szpitala. Wszędzie dookoła rozgrywały się małe ludzkie dramaty, czarodziejskie dramaty, a ona obserwowała to bezczynnie i nie miała z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Nie była czujna, nie zorientowałaby się w pierwszej chwili, gdyby przy jej łóżku pojawił się medyk, lecz z zainteresowaniem wpatrywała się w grupy ludzi zebranych w dużej Sali, próbując chociaż przez chwilę żyć ich życiem, by zapomnieć o własnym, które przypominało jej tylko i wyłącznie o przeżyciach z koszmarnej nocy.
Jakaś rodzina właśnie się odnalazła i małżonkowie padali sobie w ramiona, ściskając także dzieci, a stojący obok ludzie spoglądali na to z nieukrywaną zazdrością. Polały się łzy, a z grupowego uścisku wydobywały się wysokie dźwięki przypominające szlochy ulgi i inne jej oznaki. Tyle szczęścia nie miał młody mężczyzna, leżący kilka łóżek dalej, który co jakiś czas zagadywał magomedyków i uzdrowicieli, ale nikt nie mógł udzielić mu odpowiedzi na trapiące go pytanie – gdzie jest moja żona? Marine nie współczuła mu, bo najzwyczajniej w świecie odcięła się od wszelkich emocji, szukając czegoś, co skutecznie zajmie jej czas i pozwoli skupić na wszystkim innym, poza przypominaniem sobie o sile czarnomagicznej mgły, która zaatakowała ją i wyniosła poza teren Hogwartu.
Do łóżka obok uzdrowiciel przyprowadził młodą, przestraszoną kobietę, a Lestrange zerknęła na nią tylko kątem oka, początkowo nie wyrażając większego zainteresowania. Szybko jednak piękna twarz nieznajomej przykuła uwagę młodej Ślizgonki. Kobieta musiała być nieco starsza od niej, lecz niewiele, a choć jej włosy powinny być w nieładzie po wszystkich przeżyciach, które doprowadziły ją do szpitalnej Sali, układały się dziwnie porządnie, komplementując śliczną buzię. Ukłucie zazdrości pobudziło zainteresowanie i Marine wiedziała już, na kim skupi się przez najbliższych kilkanaście minut.
- Jesteśmy szczęściarami – powiedziała niby od niechcenia, nie patrząc nawet na swoją towarzyszkę i udając, że bardziej interesuje ją rodzinne pojednanie, wciąż rozgrywające się kilka metrów dalej – Od razu znaleziono dla nas łóżka – zaczęło jej się wydawać, że kojarzy skądś brunetkę, lecz nie mogła sobie przypomnieć tej twarzy z Hogwartu. A powinna, prawda? Skoro tak ją zaintrygowała – Jestem przekonana, że w mgnieniu oka dostałabyś własną salę, gdybyś tylko chciała – darowała sobie grzeczności, dziś w nocy nie było miejsca na tytuły i posłuszne dyganie głową.




Here I come again with my soul on my sleeve while we all pretend. And you look the other way while I play the fool trying to fit in. This is the social club -will I ever be enough?
Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Duża sala   03.02.18 0:08

Trwając bezczynnie wpatrywała się przed siebie, błądząc myślami po zatęchłych kanałach i wspominając drogę do szpitala. Przed oczami przewijały się obrazy brudnej wody, obślizgłych ścian i zardzewiałej drabinki, a towarzyszyło temu zimno, które zaczęła odczuwać. Po jej plecach przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Wzdrygnęła się zdając sobie sprawę ze stanu swojego ubioru. Miała na sobie jedną ze swoich lżejszych sukienek, a ramiona otulał dość cienki sweterek, który podczas spaceru miał ją chronić przed wieczornym chłodem. I wówczas to robił, lecz gdy w tajemniczy dla siebie sposób znalazła się w kanałach cała przemoczona, nic już nie mogło obronić ją przed zimnem. Wtedy co prawda nie martwiła się o takie drobnostki, zbyt zajęta napotkaną wcześniej kobietą.
Zamrugała gwałtownie powiekami, przypominając sobie postać Justine. Zaczęła się zastanawiać czy uda się ją znaleźć pośród tylu obcych twarzy na sali. Z pewnością powinna być w Mungu, ale może umieszczono ją gdzie indziej? Nie zdziwiłaby się, bowiem stan kobiety nie prezentował się zbyt dobrze. Belle miała jedynie nadzieję, iż nieznajoma dojdzie do siebie.
Nagle obcy głos wyrwał ją z zamyślenia. Uniosła lekko głowę do góry zastanawiając się, czy aby się nie przesłyszała. A jednak kobieta obok, na którą zaraz przeniosła wzrok, ponownie się odezwała i wydawało się Cattermole, jakoby to do niej były kierowane wypowiedzi.
Nie odpowiedziała od razu, zbyt zaskoczona tą nagłą śmiałością. A przecież nie powinna, bo sama często zagaduje nieznajomych i to równie śmiało co młoda kobieta.
- Szczerze powiedziawszy, to nie wątpię w to - odpowiedziała w końcu, nie siląc się na fałszywe zaprzeczenia. - Ale nie czuję potrzeby proszenia o takową, gdyż lubię mieć kontakt z ludźmi. Uspokajają mnie, a pochłonięta przez ich historie, zapominam o własnych problemach. A obecnie podobne zapomnienie jest chyba na wagę złota.
W ostatnim zdaniu odniosła się do wydarzeń sprzed kilku godzin, które, jak sądziła, nie oszczędziły również i jej rozmówczyni. W końcu nie byłaby w sali na jednym z łóżek, gdyby los był dla niej na tyle łaskawy i zostawił w spokoju.
- A ty zabiegasz o własną salę - spytała po chwili, bardziej w celu podtrzymania rozmowy aniżeli z ciekawości. Nieznajoma w pewien sposób zainteresowała ją, a wizja chociaż krótkiej konwersacji, wydawała się być miła. Dodatkowo miałaby okazję przyjrzeć się kobiecie, która na pierwszy rzut oka wydawała się być naprawdę piękna. Gdyby miała wystarczająco ilość czasu, mogłaby na tyle poznać fakturę jej twarzy, iż później w swoich szkicach mogłaby ją opisać. Posłużyłaby się nią w swoich opowieściach.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
with the lights out, it's less dangerous, here we are now;
entertain us
[x]
9
10
0
0
10
5
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Duża sala   03.02.18 17:41

Usilnie starała się nie myśleć o wędrówce po cmentarzu i poszukiwaniu ratunku w nieznanym miejscu, lecz tak wiele rzeczy nie dawało jej zapomnieć o tym, co przeżyła niedawno temu. Choć otrzymała już pierwszą pomoc, a eliksir robił swoje i uśmierzał poczucie strachu i niepokoju, wszędzie dookoła widziała ludzi, którzy znaleźli się tu z tego samego powodu, co ona. Skupienie się na ich przywarach i zachowaniach było jedynym wyjściem, dlatego spychała anomalie na dalszy plan i robiła dobrą minę do złej gry. Jeśli miała przy tym jawić się jako próżna egoistka, trudno, niech tak będzie. Gdyby myślała teraz o swoich bliskich, oszalałaby z niepokoju, na szczęście mikstura od uzdrowiciela skutecznie pozwalała jej zająć myśli sprawami bardziej błahymi.
Szczera odpowiedź dziewczyny z łóżka obok trochę ją zdumiała. Po tak anielskiej buzi spodziewała się cichej, skromnej istotki i właściwie szykowała się już na usłyszenie zaprzeczenia, więc uśmiechnęła się pod nosem gdy okazało się, że popełniła błąd w ocenie. Brunetka była pewna siebie, a to tylko czyniło ich rozmowę przyjemniejszą.
- Uspokajają cię nawet tacy histerycy? – dopytała, wskazując głową na obserwowanego wcześniej młodego mężczyznę, który co i rusz zapytywał o swoją żonę, najwyraźniej nie mogąc jej nigdzie odnaleźć . Nie miała na myśli niczego złośliwego, bowiem sama przecież podjęła podobne kroki, co nieznajoma, byle tylko wyrwać się z marazmu i szoku – Masz rację, dlatego właśnie siedzę tutaj i oglądam, co dzieje się dookoła. W czterech ścianach prywatnej Sali chyba bym zwariowała – nie mogła przyjąć eliksiru nasennego tak wcześnie po tym uspokajającym, bo inaczej obudzenie się rano graniczyłoby z cudem. Musiała jakoś przeżyć kilka nachodzących godzin.
Okryła się szczelniej szlafrokiem, który od razu po przybyciu otrzymała od jakiejś krzątającej się po Sali wolontariuszki; mundurek uczennicy był więc starannie przykryty, choć buty i zniszczone podkolanówki już dawno wyrzuciła.
- Pewnie niebawem ją dostanę, ale tylko przez siłę nazwiska – nie zdradziła jednak swoich personaliów, nie pytała też o imię i nazwisko towarzyszki; tajemnica czyniła tę nową znajomość ciekawszą, przynajmniej póki co.
Nie wszyscy mieli tyle szczęścia, by wrodzić się w arystokrację, jednak co poniektórzy obdarzeni zostali siłą perswazji, która pomagała im zdobywać rzeczy dostępne zazwyczaj właśnie dla tych wyżej postawionych. Czy brunetka miała w sobie tyle uroku, by owinąć uzdrowiciela wokół palca?
- Mam wrażenie, że gdzieś się już spotkałyśmy – Marine zsunęła brwi, nie spuszczając wzroku z kobiety siedzącej na sąsiednim łóżku – Jesteś narzeczoną lorda Bulstrode? Jeśli nie, zapewne chciałby, żebyś nią była – cichy prawie-chichot wyrwał się z jej ust, lecz nie miała na celu zakpienia ze swojej rozmówczyni.
Belle była piękna i pewna siebie, a to intrygowało pannę Lestrange do tego stopnia, że chciała poznać ją lepiej.




Here I come again with my soul on my sleeve while we all pretend. And you look the other way while I play the fool trying to fit in. This is the social club -will I ever be enough?
Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Duża sala   03.02.18 23:00

Możliwe, iż w innych okolicznościach zachowywałaby się bardziej powściągliwie, powstrzymując się od przesadnej szczerości. Jednakże wszystko zależało od roli, którą postanowiłaby przyjąć, a podobne wyboru podejmowała na różne sposoby. W obecnej chwili jednak była wciąż zbyt rozstrojona, by zastanawiać się nad podobnymi rzeczami. Nie potrafiłaby prawdopodobnie skupić uwagi na tyle, by nie wypaść z roli. Nawet aktorzy mieli swoje gorsze dni. Poza tym było coś w tej nagłej szczerości, co się jej spodobało. Jakby wróciła do lat szkolnych, w których nie była jeszcze przeżarta przez kłamstwo i fałsz. W pewien sposób była dzisiaj sobą, o ile (oczywiście) było w niej jeszcze jakieś ja.
- W pierwszej chwili może wydawać się nieco irytujący - przyznała, przenosząc na niego spojrzenie. Już wcześniej przyciągnął jej uwagę, choć na dość krótką chwilę. Z początku jego hałaśliwość przeszkadzała jej, lecz po krótkiej analizie zmieniła do niego podejście.
- Zauważ jednak... - kontynuowała, nie patrząc na kobietę. - że w tym historycznym dopytywaniu się o małżonkę, tkwi czysta troska i ogromna miłość. Głębokie uczucie, które nie pozwala mu na przejmowanie się własnym zdrowiem. Nie obchodzi go jego własny stan, a jedynie to, czy jego żonie nic się nie stało. To piękne, bo widać, że jest jak najbardziej prawdziwe. A obecnie trudno o coś tak szczerego...
Zamilkła na dłuższą chwilę, mimowolnie czując przyspieszone bicie serca. Poczuła delikatne ukłucie żalu pomieszanego z zazdrością o tajemniczą kobietę, o którą wypytywał wciąż mężczyzna. Wyobrażała ją sobie jako osobę zadowoloną z życia i niezwykle szczęśliwą, a przede wszystkim kochaną przez małżonka i kochającą go z wzajemnością.
Najwyraźniej to był jej wieczór szczerości, w których miała głośno wyrażać swoje myśli bez żadnego skrępowania. Było to dla niej dość zaskakujące, ale i w pewien sposób fascynujące i oczyszczające. Ta rozmowa spodobała jej się, a przede wszystkim odciągała myśli od przykrości dzisiejszej nocy. Belle niemalże zapomniała o zapachu kanałów. Tym bardziej cieszyła się, że miała okazję trwać w tej sali niż w innej, skazana na samotność. Tkwiąc w odosobnieniu z pewnością zabijałyby ją własne myśli, które doprowadziłyby ją w końcu do szaleństwa.
Słowa kobiety nagle wyrwały ją z zamyślenia. Przeniosła na nią wzrok z malującą się na twarzy konsternacją. Ona? Narzeczoną lorda Bulstrode? Cóż, z pewnością jej matka oszalałaby ze szczęścia.
- Nie - odpowiedziała, kręcąc głową. Na jej twarzy pojawił się nagły uśmiech, w którym kryło się lekkie rozbawienie spowodowane wizją radosnej matczynej twarzy. - Nie jestem narzeczoną ani lorda Bulstrode ani żadnego innego lorda - choć moja matka bardzo tego pragnie, masz może brata?
Nie mogła powstrzymać się przed cichym zaśmianiem się pod nosem, w którym nie było jednak nic złośliwego ani prześmiewczego. Czuła się rozbawiona własną wizją. Przy tym, po krótkim komentarzu kobiety oraz sposobie jej bycia, domyśliła się, iż ma do czynienia ze szlachcianką. Zbyt długo obracała się w ich towarzystwie, zbyt długo grała jedną z nich, by nie znać charakterystycznych dla nich cech.
- Ale skoro mówisz, iż wydaję Ci się znajoma... - powiedziała, próbując odciągnąć myśli od kwestii narzeczeństwa. - Uczęszczałaś może do Hogwartu? Nie może być pomiędzy nami ogromnej różnicy, a w czasach szkolnych byłam dość... aktywną społecznie osobą.
Nie wliczała w to oczywiście ostatniej klasy, w której znacznie przycichła. Na szczęście wyleczyła się już z tamtego letargu, który wówczas nią rządził. Znowu była aktorką i to lepszą niż wtedy.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Quentin Burke
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke
alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
29
Szlachetna
Kawaler
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
0
5
20
0
0
10
0
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Duża sala   04.02.18 15:54

Z Hosmeade

Nie wiem jakim cudem udaje mi się dotrzeć do szpitala. To niesamowite, że w ogóle w trakcie podróży nie pękłem na pół albo coś. I dotrwałem. Czuję niesamowitą ulgę trzymając proszek Fiuu w ręce. Wreszcie go wypuszczam, podając właściwy adres. Chwilę później znajduję się już w Świętym Mungu. Znowu. Ledwo trzymam się na nogach. Jest okropnie, mdli mnie potwornie. Na szczęście na korytarzu dopada mnie chyba stażysta. Mówi mi, że wszyscy poszkodowani dzisiejszej nocy znajdują się w jakiejś wielkiej sali. Nocy już dawno nie ma, ale nawet to do mnie nie dociera. Widzę jasność z ciemnością naprzemiennie, bo nieco ciemnieje mi w oczach. Chyba straciłem za dużo krwi.
Nawet nie wiem kiedy kładą mnie do łóżka. To znaczy, do pryczy. Warunki tutaj są iście polowe, niesamowicie obskurne i wręcz odpychające. Dziwne, że nie umarłem pod opieką tych patałachów, co to nie potrafią zapewnić pacjentom godnych warunków rekonwalescencji. Wzdycham jednak poddańczo kiedy odwiązują mój prowizoryczny opatrunek oraz rzucają na mnie masę uzdrawiających zaklęć. Prawie odpływam w krainę snów, ale wtedy proszą mnie o wypicie kilku eliksirów. Czuję się po nich lepiej, chociaż smakują obrzydliwie. Jak chyba wszystkie leki. Nie przejmuję się tym jednak zbyt mocno. I tak znów tracę świadomość tego, co tu właśnie zaszło. Niby jestem wzmocniony, niby czuję się już lepiej, ale zmęczenie nie ustępuje. Mięśnie nie pracują, nie mam nawet sił, żeby podnieść ręce. Rezygnuję zatem ze wszystkiego i oddaję się błogiemu snu. Nawet wszechobecne hałasy nie są w stanie oderwać mnie z objęć Morfeusza.
Nie wiem ile śpię. Może dzień, może więcej. I tak po prostu w pewnym momencie przenoszą mnie na poprzednie piętro. Oparzenia jeszcze nie zagoiły się dostatecznie, tak jak mój organizm nie nabrał jeszcze sił, żeby opuścić szpitalne mury. Może powinienem dochodzić do siebie w Durham, ale tutaj uzdrowiciele znajdują się na miejscu i nie trzeba się przejmować w razie nagłego ataku traumy krwi. Zatem zostaję już bez większych niespodzianek.

zt.




Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Badacz i ilustrator flory magicznej
21
Szlachetna
Kawaler
i aim to be lionhearted
but my hands still shake

20
15
0
0
0
0
5
6
Jasnowidz
it takes grace to remain kind

PisanieTemat: Re: Duża sala   15.02.18 15:01



      Ramię Pomony okazało się pomocą, której potrzebował. Chwytając je, odnalazł w końcu coś, co jawiło się jako punkt materialny pośród oceanu kościanej bieli, połyskującej złowrogo z każdej osaczającej go strony. W tamtym jednym momencie jego serce o mało co nie podskoczyło, znalazłszy dowód karmionej przedtem przypuszczeniami nadziei, nie był już sam, nieznajomy okazał się przyjacielem, nie wrogiem. I choć młoda kobieta poruszyła temat, będący jednym z motywów jego dość rzadkich koszmarów, wolał go nie drążyć. Skupił się za to na iskierce jego woli przetrwania, pozwalając prowadzić się przez manowce ślepych pól. Tylko utracił wzrok, nic wielkiego, tak by się zdawało, jednakże bez tego zmysłu wszystkie inne zdawały się już nieprzydatne, a raczej same próbowały dalej go zwodzić, podsuwając jego wyobraźni nieprawdopodobne scenariusze – był nieco zawstydzony swym wcześniejszym zachowaniem, a teraz zamiast wspierać pannę Sprout, również wzdrygał się przy każdym dźwięku, bezcelowo zwracając twarz ku niej, szukając potwierdzenia lub negacji dla jego reakcji, lecz przecież otrzymać mógł ją tylko w słowach. Nie pamiętał dokładnie, chyba co jakiś czas szeptał słowa otuchy, które nie tylko kierował do niej; sam chciał w nie wierzyć. Wszystko będzie dobrze. I blady uśmiech, osadzony na wątłym szkielecie pociesznych myśli.  Jakby sama ta czynność miała uśmierzyć jego niepokoje. Po jakimś czasie marszu, powolnego, ostrożnego, ograniczonego jego nieporadnością, gdy długie nogi traciły rytm, czy stopy zaczepiały się o sterty porozrzucanych kamieni, przerażenie rozluźniło swój uchwyt. Dopiero wtedy poczuł, iż bierze pierwszy głęboki oddech, a wokół jego płuc nie było już zaprzysięgłej obręczy obawy przed nieznanym. To tylko przejściowe, powtarzał sobie, w szpitalu na pewno będą wiedzieli, jak mu pomóc i kiedyś, po tym wszystkim, będą mogli o tym rozmawiać z lekkim humorem, zastanawiając się jaka roślina przyrządzona odpowiednio mogłaby spowodować właśnie takie objawy. Prowadził sam ze sobą takie rozważania, odnajdując w tym sposób na pozostanie opanowanym. I chociaż mu się udawało to sam spokój nie został przywrócony jego duszy jeszcze długo, o ile w ogóle można było powiedzieć, że zdołał go w maju odzyskać. Posiadał zdolność jasnowidzenia, acz na niewiele mu się przydawała; dzisiejszej nocy nie zdołała ochronić nikogo. Los postanowił mimo to wynagrodzić ich pomyślnością, prowadząc parę czarodziejów w okolice wesołego miasteczka, które jemu już nigdy nie skojarzy się z zabawą, metalowe bestie pozostaną w jego pamięci jako upiorne wierzchowce samych dementorów… odganiając na razie te widmowe, bezcielesne obrazy podążył za swoją przewodniczką, witając się wątłym głosem z ich wybawcami oraz przepraszając mimowiednie za sprawiany kłopot. Oni najwyraźniej nie mieli nic przeciwko, nie zdając nawet zbyt wielu pytań, na które on i tak nie znałby odpowiedzi.  
Nie raz podróżował dzięki proszkowi Fiuu, ale to był pierwszy raz, kiedy wstrzymał oddech. Bez wahania wypowiedział nazwę św. Munga, a moment przed tym, jak miał zniknąć w chmurze dymu, był znów małym chłopcem, wyruszającym w nieznane. Powietrzem zachłystnął się w czyichś ramionach, dźwigających go na nogi i zapewniających o bezpiecznej podróży. Mieszanka głosów wypełniała przestrzeń, w miarę jak zagłębiali się w kolejne korytarze szpitala, ileż tu musi być ludzi, czyżby nie tylko im się przydarzyło coś podobnego? Nie miał jednak w sobie tyle siły, by się tym zbytnio zainteresować, gdyż zjawili się przy nich uzdrowiciele i się nimi zajęli.
Zamrugał, z wielkim szczęściem i wdzięcznością rozglądając się po pobliskich twarzach, po czym zamarł, dostrzegając nagle wszystkich poszkodowanych. Pomyślał o swojej rodzinie, o Sue i Bertie’m, więc przezwyciężywszy w sobie chęć objęcia w ramiona nauczycielki zielarstwa, bez której na pewno nie trafiłby tu tak szybko, zajął się rozpytywaniem personelu o bliskich, a gdy nie uzyskał pożądanego rezultatu, pędem ruszył ku kominkom, by jak najszybciej wrócić do domu.

| zt




less wanderer

Powrót do góry Go down
Marine Lestrange
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4601-marine-lestrange https://www.morsmordre.net/t4712-gloriana#101007 https://www.morsmordre.net/t4713-lady-lestrange https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t4719-marine-lestrange#101064
dama
18
Szlachetna
Panna
with the lights out, it's less dangerous, here we are now;
entertain us
[x]
9
10
0
0
10
5
6
4
Czarownica

PisanieTemat: Re: Duża sala   08.03.18 21:53

Nocny chaos sprzyjał porzucaniu masek i pokazywaniu swojego szczerego oblicza. Emocje brały górę i popychały ludzi do zachowań będących świetnym odwzorowaniem tego, co tak naprawdę grało im w duszy. Bodźce z zewnątrz przerywały wewnętrzną tamę i fala uczuć zalewała umysł; tylko najlepiej wyćwiczeni potrafili ją okiełznać i nawet w tak poważnej sytuacji grać, czyniąc szpital swoją sceną, a uzdrowicieli i poszkodowanych statystami w spektaklu życia.
Marine słuchała swojej towarzyszki uważnie, mile zaskoczona wyobraźnią, jaką ta w sobie posiadała. Dzięki jej słowom zdecydowała się spojrzeć na rzeczonego jegomościa raz jeszcze, tym razem jednak lepiej mu się przyjrzała, a wymienione przez Belle cechy dostrzegła dopiero po jakimś czasie. Czy to właśnie była prawdziwa miłość? Lestrange nigdy nie marzyła o takowej; wystarczyły jej rodzinne więzy przepełnione przywiązaniem i wzajemnym wsparciem. Szybsze bicie serca i romantyczne uniesienia nie były dla niej – oznaczały jedynie słabość i blokowały drogę temu, co liczyło się najbardziej, a więc samorozwojowi.
- Byłaś kiedyś tak zakochana? – zapytała bezwstydnie, przenosząc wzrok na swoją rozmówczynię.
Chciała wiedzieć. Chciała zobaczyć rumieniec na jej policzkach bądź wyraz twarzy, który świadczyłby o wielkim zawodzie, może złamanym sercu. Nawet gdyby Belle ją wyśmiała lub opowiedziała nudną historyjkę o tym, jak to nigdy nie miała czasu na takie relacje, Marine i tak życzyła sobie usłyszeć to z jej ust.
Czyż nie wyglądała właśnie na osobę, która przez moment wracała do swoich wspomnień? Wpatrzona w mężczyznę zawiesiła się na chwilę, nie zdając sobie sprawy, że młoda Ślizgonka woli przyglądać się jej samej, niż omawianemu przypadkowi rozdzielonego małżeństwa. Tak mógł patrzeć tylko ktoś, kto miał do opowiedzenia niejedną historię o złamanym sercu.
Próbując ustalić, czy się znają, jednocześnie nie wymieniając się jeszcze personaliami, Marine usiłowała przypomnieć sobie , czy widziała sylwetkę Cattermole odzianą w mundurek Slytherinu, niemal identyczny temu, który sama miała na sobie w tej chwili. A może Ravenclaw? Czy jednak spotkały się w Operze?
Uczęszczałaś może do Hogwartu?
- Cóż… wciąż uczęszczam – odsłoniła lekko szlafrok, ukazując srebrno zielone barwy potarganego krawata, lecz zakryła się chwilę później, by nikt inny nie był świadkiem zdradzenia tej tajemnicy – Byłam pewna, że z jego terenów nie można się teleportować, a tu proszę - mruknęła nie bez ironii w głosie, a na moment przeszyło ją wspomnienie nieprzyjemnych uczuć z cmentarza.




Here I come again with my soul on my sleeve while we all pretend. And you look the other way while I play the fool trying to fit in. This is the social club -will I ever be enough?
Powrót do góry Go down
 

Duża sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster :: Szpital Świętego Munga :: Parter: Wypadki Przedmiotowe-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18