Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Boczna scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Boczna scena   08.08.17 18:32

Boczna scena baletowa

Boczna scena służy mniejszym przedstawieniom oraz nielicznie organizowanym prywatnym pokazom; tutaj królują odcienie niebieskiego, kotara zakrywająca scenę ma modrą, ciemną barwę o złotym połysku. Nie jest tak pyszna jak główna, iluzje nie uświetniają występów, a na podwyższeniu zmieści się tylko mniejszy zespół, czasem przeprowadzane są tutaj również elegantsze koncerty. Przedstawienia baletowe na mniejszej scenie odbywają się bez udziału orkiestry: za muzykę służy śpiew a cappella trzech zamieszkujących to miejsce syren; istoty pozostają niewidoczne dla widzów, pozostając w przejściu rzecznym wykopanym pod sceną. Ich śpiew umila również koncerty - doskonała harmonia splata się w jedność, kuszącą, uwodzicielską i niepowtarzalną. Śpiewane przez nie pieśni są w języku trytońskim - bez jego znajomości nie jesteś w stanie ich zrozumieć, ale eleganckie kaligrafowane libretta na pergaminach materializują się przy każdym fotelu i pozwalają śledzić sens.


Powrót do góry Go down
Czarny Pan
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry https://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 https://www.morsmordre.net/f303-piwnica https://www.morsmordre.net/f303-piwnica
Czarnoksiężnik
30
Półkrwi
Kawaler
Ja, który zaszedłem dalej niż ktokolwiek inny na drodze do nieśmiertelności...
99
99
99
99
99
99
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Boczna scena   16.05.18 11:34

Wyłonił się z kłębów gęstej, czarnej mgły na środku sceny, na której z każdą chwilą niebieskawe światło stawało się coraz ciemniejsze. Jego twarz pozostawała w cieniu, płaszcz zaszeleścił, gdy bez słowa, miękkim krokiem zszedł po schodach w ich kierunku, w jednej dłoni trzymając różdżkę, którą pogładził palcami drugiej.
— Deirdre — powitał ją, a w jego chłodnych, przenikliwych oczach zatańczył błysk zadowolenia. Zbliżył się do czarownicy, przyjrzał się jej uważnie, ocenił jej stan. Od razu, nad jej ramieniem dostrzegł dwóch pozostałych. Wykonał lekki ruch nadgarstkiem, celując różdżką w ich kierunku. Ciało Bagmana w jednej chwili zesztywniało, on sam z przerażeniem w oczach spojrzał na Czarnego Pana, który lekkim ruchem ręki nakazał Traversowi puścić czarnoksiężnika.— Wreszcie pan do mnie dotarł, panie Bagman. Mam nadzieję, że podróż nie była zbyt męcząca.— Jego chłodny ton rozbijał się o ciszę wypełniającą małą salę La Fantasmagorie. Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymagać wyciągnął w jego kierunku dłoń, a ruchem różdżki sprawił, że czarnoksiężnik w jednej chwili znalazł się przy nim. Posadził go na jednym z foteli przed sceną i zwrócił się do Śmierciożerczyni: — Dobrze się spisałaś.— W jego głosie rozbrzmiewała wielka moc, a ta pochwała nabrała ogromnego znaczenia. — Ten świstoklik zabierze was w odpowiednie miejsce — Zwrócił zimne oczy w stronę Salazara.




Dokonywał wielkich rzeczy strasznych, to prawda, ale wielkich

Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna


I've tasted blood and I want more


20
10
0
0
0
41
5
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Boczna scena   16.05.18 13:34

Szarpnięcie, wywołane podróżą świstoklikiem, wzmogło jeszcze ból potłuczonych ramion, jednak gdy wylądowali w nieznanym, ciemnym miejscu, Deirdre udało się ustać na nogach. Zamrugała gwałtownie, starając się dojrzeć coś w błękitnawym mroku. Widziała już kiedyś to miejsce, lecz z pewnością nie znaleźli się w lecznicy Cassandry ani gabinecie Lupusa bądź Marianny. Pomieszczenie, choć niewielkich rozmiarów, wypełniały niebieskie rozbłyski, wyciągające na wątłe światło eleganckie zdobienia ścian i blask marmurowej podłogi. Gdzieś z oddali, z dołu, dochodził plusk wody, wywołujący w Tsagairt wyraźne spięcie, przypominając o zalewającej ich fali, uderzającej o boki Azkabanu. Nie dała się porwać żywym wspomnieniom, zaciskając dłoń na różdżce - ktoś schodził w ich stronę, ktoś, kogo rozpoznała już po kilku sekundach.
- Panie - wychrypiała, wpatrując się w jego twarz z przerażeniem i fascynacją, by po kilku sekundach wygłodniałego spojrzenia, spuścić wzrok. Nerwowe myśli rozpierzchły się, pozostawiając w umyśle jedynie pragnienie, by nie ściągnąć na siebie Jego gniewu i by zasłużyć na łaskę, jaką obdarzał swych Śmierciożerców. Wstrzymała oddech, słysząc szarpanie się Bagmana. A więc to był on, nie pomyliła się, wypełnili powierzone im zadanie. Chwilowa ulga zalała jej ciało a ramiona zadrżały, gdy czuła na sobie badawczy wzrok Czarnego Pana. Jego lodowaty, wyniosły ton wywoływał dreszcze, strachu i dzikiego, mrocznego zadowolenia z tego, że znajdował się tak blisko. Uniosła wzrok dopiero w momencie, w którym usłyszała wypowiedziane z mocą głoski pochwały.
Rozchyliła usta, wpatrując się w coraz mniej przypominającą dawnego człowieka twarz, a każdy wdech rozpalał ją od środka diabelskim ogniem. Docenił ją. Już wiedział, że podołała, że stawiła czoła koszmarowi. Nie ufała własnemu głosowi, pewna, że zadrżałby z emocji, lecz cała jej postura jak i spojrzenie wyrażały oddanie i wdzięczność, podszyte niewyobrażalnym szacunkiem. Na moment zapomniała o piekle Azkabanu, jak zahipnotyzowana wytrzymując przeszywające spojrzenie Lorda Voldemorta. Dobrze się spisała. Zasłużyła na miejsce wśród nich. Zadrżała, z chłodu, ze zmęczenia, z przejęcia, odzywając się po kilku płytkich oddechach. - Panie, udało się nam odnaleźć także Craiga Burke'a, jednak nie jestem pewna, gdzie się teraz znajduje - powiedziała cicho, czując się w obowiązku powiadomienia go o drugiej części powierzonego im zadania. Mówiła pewnie, ale z pokorą, gotowa zamilknąć w każdym momencie, gdyby Czarny Pan nie zechciał wysłuchiwać jej skondensowanej do minimum relacji. - Coś stało się z anomalią, drzemiącą w Azkabanie, to chyba ona nas rozdzieliła - dokończyła, ponownie spuszczając wzrok. Istniała szansa, że Craig także pojawił się poza murami więzienia, wierzyła w to, gotowa także ponieść konsekwencje, gdyby ta część misji okazała się porażką. Skuliła ramiona, pełna sprzecznych uczuć; ulgi, triumfu i dzikiego strachu. Zupełnie nie zwracała uwagi na Traversa ani Bagmana, odwracając się w stronę pierwszego mężczyzn dopiero w momencie, gdy Czarny Pan wspomniał o świstokliku.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Salazar Travers
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5840-salazar-travers https://www.morsmordre.net/t5903-capricorn https://www.morsmordre.net/t5902-what-shall-we-do-with-a-drunken-sailor https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle
kapitan, pirat, grabieżca
40
Szlachetna
Wdowiec
I butelkę rumu
0
5
0
0
20
10
15
6
Czarodziej
We will rant and we will roar

PisanieTemat: Re: Boczna scena   20.05.18 21:17

Uśmiechnął się tylko szeroko do Deirdre, gdy obmacywała mu pierś w poszukiwaniu wspomnianego listu. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że nie napiął dumnie mięśni zgniatając nieco wleczonego do świstoklika Bagmana. Jego jęki niezbyt go jednak obchodziły. Miał go dostarczyć do jakiegoś miejsca, o którym nie miał pojęcia? Proszę bardzo. Razem z Miu. Swoją drogą, ciekawiło go nieco, jak wygląda ten cały Czarny Pan? Może to jakiś krewny Shackelboltów? Koronos mówił o nim zawsze z szacunkiem. Wyraźnie dając mu do zrozumienia, że jest to ktoś, kogo lepiej mieć po swojej stronie. A nawet raczej - być po jego. Młodszy z Traversów nigdy jednak nie przyjmował cudzego zwierzchnictwa zbyt łatwo. Za bardzo cenił sobie własną wolność i niezależność, by kornie kłaniać się przed każdym, kogo ktoś inny uznał za godnego. Nie potrafiłby nad sobą zaakceptować nikogo, kto nie byłby oczywiście silniejszy. Problem z Lordem Voldemortem polegał na tym, że nigdy nie miał okazji zobaczyć świadectw jego siły. Fakt jego zwolenników zupełnie go nie przekonywał. Ich siły bowiem również nie widział. Część z nich nie wyglądała też specjalnie imponująco. Ale zapewne Deirdre nie była od straszenia, a od dbania o morale w organizacji. Szarpnięcie w okolicy pępka przerwało głębokie rozważania Traversa, który skupić się musiał na jednoczesnym trzymaniu próbującego wciąż wierzgać Bagmana i świstoklika, który w każdej chwili wyślizgnąć mu się mógł z palców. Oczywiste jednak było dla niego, że to się nie stanie. Wprawiony w trzymaniu szotów przy sztormach doskonale wiedział, że dotrze bezpiecznie na miejsce razem z Bagmanem. I kolejny raz okazało się, że miał rację. Czarny Pan był od niego niższy. Niewiele, ale wystarczająco, by Salazar przez ułamek sekundy poczuł się pewniej. Wyłaniający się z ciemnej mgły natychmiast sprawił wrażenie, że wszyscy wokół stali się po prostu mali. Niezależenie od wzrostu, jakim obdarzyła ich natura. Travers milczał, co jak na niego było dość wyjątkowe. Przywykł do wypełniania ciszy swoim donośnym głosem. Nie odzywał się, gdy Deirdre relacjonowała, co się wydarzyło. W zasadzie wycofał się zupełnie, nie chcąc zamieniać słowem ze stojącym naprzeciw człowiekiem. Było w nim coś wzbudzającego respekt. Coś, co Salazar oczywiście zacznie kwestionować, gdy tylko Czarny Pan (zdecydowanie niespokrewniony z Shackelboltami) zniknie mu z oczu. A raczej, gdy Travers zniknie jemu. Gdy będzie mógł uznać respekt za przejaw tchórzostwa i zrobić wszystko, żeby zamazać plamę na swoim honorze. Oczywiście nie miał o tym zielonego pojęcia, stał sparaliżowany z krzywym uśmiechem na ustach i nieudaną próbą przybrania nonszalanckiej pozy przed człowiekiem, który przerażał do głębi samym swoim pojawieniem się. Salazar wypuścił Bagmana czując dla niego nawet odrobinę współczucia. Cichy i spokojny ton, jakim Lord Voldemort oświadczył, iż kontent jest z pojawienia się chudego mężczyzny był dużo gorszy, niż gdyby wykrzyczał mu w twarz swoje niezadowolenie ze zwłoki, która uniemożliwiła wcześniejsze spotkanie. Pod spojrzeniem zimnych, niebieskich oczu przeszywających Salazara, Travers czuł się, delikatnie rzecz ujmując, niekomfortowo. Miał wrażenie, że powinien coś powiedzieć, cokolwiek. Nie miał jednak pojęcia, co.
- Tak... tak jest - prawie dodał panie kapitanie, które zwykle następowało po przyjęciu rozkazu w podobnej sytuacji. Salazar dawno nie musiał słuchać cudzych poleceń. Ostatnio zanim dorobił się (a raczej mu podarowano) własnego statku. - Czarny Panie - zakończył nieco niewyraźnie czując potrzebę wyrażenia swojego szacunku w krótkich, marynarskich słowach, które jednak pasować mogły do życia na lądzie. Skłonił się nieznacznie robiąc użytek z dawno wpojonych zasad szlacheckich i czym prędzej ruszył do świstoklika. Jednocześnie zdziwiony i zirytowany swoją reakcją. Właśnie dał się zastraszyć jak byle majtek.




Port, to jest poezjaumu i koniaku, port, to jest poezja westchnień cudzych żon. Wyobraźnia chodzi z ręką na temblaku, dla obieżyświatów port, to dobry dom.

Powrót do góry Go down
Czarny Pan
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry https://www.morsmordre.net/t3051-r-tom-riddle#50095 https://www.morsmordre.net/f303-piwnica https://www.morsmordre.net/f303-piwnica
Czarnoksiężnik
30
Półkrwi
Kawaler
Ja, który zaszedłem dalej niż ktokolwiek inny na drodze do nieśmiertelności...
99
99
99
99
99
99
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Boczna scena   20.05.18 21:37

Czarny Pan nie patrzył na swoich sługów, lecz słuchał Deirdre bardzo uważnie, jednocześnie patrząc na Bagmana, który wbijał w niego spojrzenie wielkich, przerażonych oczu.
— Doskonale — przyznał z zadowoleniem, jakby aktualne miejsce pobytu Burka nie było dla niego kwestią trudną. W jego głosie brzmiała siła i potęga, a w chłodnych oczach widoczna była nieustępliwość, niebywała mądrość i okrucieństwo. — Co się wydarzyło z anomalią w Azkabanie?— spytał Bagmana. Nie czekał jednak na odpowiedź. Spojrzał od razu na Deirdre, uczynił w jej kierunku dwa kroki i wyciągnął w jej kierunku chudą rękę. Wskazywał nią na Salazara. — Powinnaś zregenerować siły. Upewnij się, że wszyscy Śmierciożercy dotarli do uzdrowicieli.
Lekkim ruchem dłoni ich odprawił, ponownie chwytając w obie ręce różdżkę. Stanął przed obliczem Bagmana z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. To był dopiero początek.

| zt dla Czarnego Pana, o ile nie macie pytań lub czegoś więcej do powiedzenia. Jeśli złapiecie za świstoklik, przeniesie Was w odpowiednie miejsce.




Dokonywał wielkich rzeczy strasznych, to prawda, ale wielkich

Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
kochanica króla
25
Czysta
Panna


I've tasted blood and I want more


20
10
0
0
0
41
5
0
Czarownica
maybe I have always been more comfortable in chaos

PisanieTemat: Re: Boczna scena   Today at 15:52

Zauważalnie drżała, oddychając szybko i płytko. Jeszcze nie potrafiła zrozumieć tego, co stało się w ciągu ostatnich minut. Dziesiątki dementorów, odcinających drogę ucieczki, potężny wybuch anomalii, nieświadoma teleportacja do zupełnie obcego miejsca, wrzaski Bagmana, świstoklik - a w końcu ujrzenie Czarnego Pana. Nie wiedziała, czy lepiej chylić głowę w wyrazie szacunku, czując na sobie jego przeszywające spojrzenie, czy spoglądać prosto w nienaturalnie bladą twarz; obecność Lorda Voldemorta przerażała i fascynowała, napełniając ją coraz większą ilością emocji i siły. Pomimo tego słabła, ból mięśni stawał się nie do zniesienia, tłumiony jednak dzikim poczuciem satysfakcji. Ich Mistrz, Pan, ten, któremu tak wiernie służyli, wydawał się z nich zadowolony. Brak zaniepokojenia losem Craiga implikował, że ten przeżył; Deirdre poczuła kolejną falę ulgi, podołali zadaniu, nie zawiedli go, przeżyli. Na jej zakrwawionej twarzy wykwitł uśmiech, nieco szaleńczy, nerwowy i straszny jednocześnie. - Tak, Panie - wychrypiała tylko z pokorą, chyląc głowę jeszcze niżej. Dopiero po oddaniu wyrazu szacunku odwróciła się i - ciągle nieco nieprzytomnie, niepokojąco uśmiechnięta - w stronę Salazara, zmierzając ku świstoklikowi. Miała wiele pytań, wiele wątpliwości, lecz najważniejsze zostało osiągnięte: Bagman i Burke znaleźli się tam, gdzie powinni. Gdyby Śmierciożercy popełnili poważny błąd, Deirdre przekonałaby się o tym na własnej skórze, dlatego też na miękkich nogach mijała Salazara, chcąc pochwycić świstoklik. Miała o siebie zadbać i upewnić się, że reszta także znajdzie się w dobrych, zaufanych rękach - nowe zadanie, powierzone jej przez samego Lorda Voldemorta, dodało jej nowych sił, dających szansę na przezwyciężenie słabości ciała. Spojrzała przelotnie na Traversa - gdyby obecność Czarnego Pana nie wpływała na nią tak mocno, zajmując wszelkie myśli, zapewne poważnie zastanowiłaby się nad jego zachowaniem. Wycofaniem, milczeniem i wręcz pokorą, czyli ostatnimi cechami, jakimi mogłaby opisać tego pożal się Merlinie pirata. Na razie pogrążona była we własnych emocjach, w strachu, dumie, frustracji i fascynacji, podkreślanych tylko niepokojem - oraz złowieszczym, odrobinę szalonym uniesieniem kącików czerwonych od zaschniętej krwi ust; w uśmiechu nie obejmującym jednak przerażonych, czarnych oczu. Uniosła dłoń w stronę świstoklika, czekając, aż Salazar zrobi to samo.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
 

Boczna scena

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: La Fantasmagorie-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18