Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Wyspa

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wyspa - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Wyspa - Page 2 Empty
PisanieTemat: Wyspa [odnośnikWyspa - Page 2 I_icon_minitime13.01.18 21:42

First topic message reminder :

Wyspa

Na niewielkiej wysepce, otoczonej przez płytką, przetkniętą kamieniami rzeczkę, stoi sporych rozmiarów budynek, który kiedyś był domem dla niezdarnego alchemika, sądzącego, że może w pojedynkę zawojować świat. Nieprzerwanie eksperymentował z eliksirami, chcąc wynaleźć ten, który zapewnić miał mu nieśmiertelność. Niestety zły dobór składników spowodował ogromny wybuch, który nie tylko pozbawił go życia, ale także w znacznym stopniu uszkodził kamienną konstrukcję domu, czyniąc z niego ruinę. Słodki aromat wsiąknął w fundamenty i w ziemię, znacząc całą wyspę wonią bzu i rumianku.
Po latach na gruzach budynku rozrosła się bujna, barwna roślinność, która każdego wieczoru przyciąga w tę okolicę ogrom świetlików. Owady przysiadają na płatkach, oświetlając teren mlecznym blaskiem, a całości towarzyszy szemrząca w pobliżu rzeczka.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Wyspa - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa [odnośnikWyspa - Page 2 I_icon_minitime15.08.18 7:16

Za dobrze się tutaj czuł, żeby patrzeć która była dokładnie godzina - zresztą profesor był osobą, która mało co patrzyła na wskazówki zegara. Był niczym postać wpisana w myśli szczęśliwi czasu nie liczą. Nie przeszkadzał mu również fakt, że powoli zaczynało się robić pustawo. Wręcz przeciwnie! Ludzi ubywało, a jedzenia pozostawało niestrzeżone, więc tym większa radość astronoma z powoli kończącej się uroczystości. Cóż... Kończacej dla tych, którzy postanowili wrócić do domu ze zmęczenia lub mieli po prostu małe dzieci, które należało ułożyć do snu. Peony również chciała wrócić do małego i Jayden wcale jej nie zatrzymywał - gdyby był rok szkolny, z chęcią poświęciłby resztę nocy na naukę swoich podopiecznych. Czasami zastanawiał się czy Cyrus nie chciałby do niego dołączyć jako jeden z grona pedagogicznego, lecz zawsze zapominał go o to spytać. Jeśli jednak tym razem pozostanie w trzeźwości umysłu, być może ów zagadnienie zostanie poruszone. Wszak Snape miał wielką wiedzę o eliksirach i cóż dziwnego - był zdolnym czarodziejem, a magia, którą się posługiwał miała się przyczynić do wspaniałych rzeczy. W to Jayden ani na moment nie wątpił. Wciąż razem w Zakonie Feniksa dzielili nie tylko ideały, lecz również i przyjaźń, którą Vane bardzo sobie cenił, wiedząc, że alchemik nie obdarowywał podobnymi uczuciami każdego spotkanego czarodzieja i czarownicę. Tym bardziej miało to sporą wartość, a zaufanie między dwójką mężczyzn miało liczne poziomy - od naukowych przez poglądowe do zwyczajnych życiowych. Wspólne towarzystwo na weselu poprawiło im obojgu humor, chociaż można by sądzić, że było to wręcz niemożliwe w przypadku profesora. Ten promieniował często i gęsto pozytywnymi emocjami, a gdyby szczęście było światłem bijącym z wnętrza, jego łuna emanowała by na całą okolicę w pobliżu Jaydena. Wiedział, dlaczego przyjaciel był nieco wycofany w tych sprawach i zawsze wyglądał na poważnego, podobnie zresztą jak jego młodszy brat. Nie rozmawiali jednak często o domu rodzinnym Cyrusa. Wierzył mimo wszystko silnie w to, że mężczyźnie uda się założyć jeszcze rodzinę - dokładnie taką o jakiej od zawsze marzył.
- Idealna! Chcesz trochę? - spytał z kawałkiem jagodowego ciasta w ustach i zanim Snape zdążył odpowiedzieć, Jay przepołowił to, co zostało mu na talerzyku i zrzucił na gromadkę słodkości u przyjaciela. Co prawda alchemik dostał nieznacznie mniejszy kawałek, ale tylko nieznacznie. Zaraz jednak co innego, równie ważnego jak jedzenie sprawiło, że obaj naukowcy nieco odżyli i zaczęli wymieniać się opiniami oraz planami na przyszłość. Meteoryt znaleziony za granicą był wszak naprawdę świetnym nabytkiem i trzeba było z niego korzystać garściami. Kto wie czy jeszcze mogli się z takim cudem spotkać? - Muszę jeszcze dopracować badania, ale gdy to zrobię, wyślę ci list z całą procedurą, a ty dodasz swoje alchemiczne etapy. Co ty na to? - spytał, wiedząc, że do końca sierpnia powinien się z tym uporać. Wizja wspólnej pracy dodatkowo motywowała Vane'a, by chondryt stał się teraz jego priorytetem. Badanie ramię w ramię - to by było coś! I ta myśl podsunęła pytanie, które kotłowało się w umyśle JD od jakiegoś już czasu. - Nie myślałeś nigdy, żeby startować na posadę nauczyciela eliksirów? - spytał lekko, ale w tym pytaniu nie było nic złośliwego ani drażniącego. Ot, zwykłe pytanie o przyszłość.





if I gotta be sacrificed for the greater goodthen that's what it gotta be
Powrót do góry Go down
Cyrus Snape
Cyrus Snape

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5269-cyrus-snape https://www.morsmordre.net/t5324-poczta-cyrusa#119174 https://www.morsmordre.net/t5323-cirrostratus#119172 https://www.morsmordre.net/f89-pokatna-10-3 https://www.morsmordre.net/t5326-skrytka-nr-1322#119181 https://www.morsmordre.net/t5325-cyrus-snape#119177
Zawód : Alchemik
Wiek : 30
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
I wish
we could take it
back in time,
before we crossed the line,
no now, baby
we see a storm is closing in,
I reach out for your hand.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 21
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Wyspa - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa [odnośnikWyspa - Page 2 I_icon_minitime06.09.18 16:13

Nigdy nie zastanawiał się nad posadą nauczyciela w Hogwarcie. Może gdyby kiedykolwiek ktokolwiek zasugerowałby Cyrusowi taki pomysł, mężczyzna uznałby to za ciekawe doświadczenie, lecz nie mógł być pewien czy tego właśnie chciał - i czy podołałby takiemu wyzwaniu. Czy dałby radę uczyć nowe pokolenia. Co innego przekazać im wiedzę na sucho, a co innego wtłoczyć do głowy odpowiednie wartości mające wydźwięk pedagogiczny oraz wychowawczy. Nauka nie kojarzyła mu się wyłącznie z poszerzaniem wiedzy czy horyzontów, jednakże również z nakręcaniem moralnego kompasu oraz zachęcaniem do obrania właściwej drogi w nadchodzącym życiu. To nie była prosta sprawa. Nie, żeby Snape cokolwiek o tym wiedział - bazował raczej na opiniach wszystkich innych znanych mu nauczycieli. Na szczęście większość z nich posiadała ambicje oraz chęci na uformowanie młodych umysłów tak, żeby odznaczały się nie tylko umiejętnościami magicznymi, lecz również zdrowym rozsądkiem oraz dobrym sercem. Te cechy były niezaprzeczalnie ważne w dobie rosnącej nietolerancji i prześladowań. Alchemik często żałował, że za jego czasów kadra nauczycielska nie ingerowała w zachowanie swych podopiecznych tak bardzo, że bracia Snape mogli czuć się bezpieczni. To on musiał egzekwować sprawiedliwość - swoją pięścią, za co jeszcze otrzymywał szlabany.
Nie mając w głowie zaszczepionego pomysłu mugolak po prostu cieszył się chwilą. Weselem, szczęściem nowożeńców, miłą atmosferą Szkocji, którą po czasach szkolnych odwiedzał zdecydowanie za rzadko. Zaczynał czuć się lepiej niż na początku uroczystości - tłum wyraźnie zmalał, dając Cyrusowi więcej życiowej przestrzeni, natomiast myśli o nieudanym pożyciu rodzinnym odpłynęły w gęstwinie rozmów z przyjacielem oraz zajadaniem się słodkościami. Czy ktokolwiek po takiej ilości pysznego cukru mógłby się smucić? Oczywiście, że nie.
Pałaszował właśnie ciasto szafranowe z jabłkami – niestety już mocno wyziębione - kiedy jednak Vane postanowił się podzielić borówkową babeczką. Prawdziwie bohatersko - oraz przyjacielsko. Snape z wdzięcznością pokiwał głową, aż na chwilę zatykając się aromatycznymi wyrobami. - Dzięki - wymamrotał spomiędzy kolejnych kęsów, aż wreszcie spróbował przedzielonego na pół ciasta. - Tu wszystko smakuje tak rewelacyjnie - westchnął z rozmarzeniem. - Powiedz mi, jak to jest, że znam się na warzeniu mikstur, a na gotowaniu ni w ząb? - spytał Jaydena z wyraźnym rozczarowaniem oraz goryczą pobrzmiewającą w głosie. Cóż, nieważne - ważne, że meteoryt okazał się strzałem w dziesiątkę, zaś prace nad nim wyraźnie postępowały. Co więcej, odkryte rzeczy wyglądały więcej niż obiecująco. - Jasne, że jestem za! - niemal zakrzyknął z entuzjazmem, na co parę głów obróciło się w ich stronę. Cyrus machnął na nich ręką, powracając do jedzenia ostatnich porcji słodkości. Zamarł, słysząc pytanie - obrócił się w stronę przyjaciela, zerkając nań z zaskoczeniem. - Nigdy - przytaknął, odkładając na bok talerzyk z widelczykiem. - Chyba… nie chyba musiałbym popracować nad swoimi zdolnościami krasomówczymi - przyznał w zamyśleniu. I trochę smutny, że faktycznie nie byłby dobrym nauczycielem. Może to byłaby wspaniała opcja?




Love ain't simple
Promise me no promises

Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
Eileen Bartius

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f222-hogsmeade-134-dom-bartiusow https://www.morsmordre.net/t3930-skrytka-bankowa-nr-429#74545 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Zawód : Magibotanik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
didn't i show i cared?
i do
oh, i do

OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 13
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/45
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Wyspa - Page 2 1hKUbRW

Wyspa - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa [odnośnikWyspa - Page 2 I_icon_minitime11.09.18 0:12

Porcja przyjacielskich czułości, jakimi obdarował ją Anthony, wywołał na jej policzkach płonące rumieńce – nie ze względu na wstydliwość, w końcu nie był to mężczyzna, który mógł skraść jej względy, był przyjacielem. Tylko i przyjacielem! W dodatku przyjacielem, którego nie widziała długich osiem lat. Kiedy patrzyła na niego, zastanawiała się, co tam naprawdę się w nim zmieniło. Oczywiście, że płynący czas robił swoje, podszczypywał ze sobą młodość, oddając ciału marne ochłapy. Czarodzieje po trzydziestce wciąż trzymali się dobrze, rzekłabym, że nawet bardzo dobrze, ale osiem lat różnicy jednak robiło swoje. Być może on był wyższy, może ona niższa; być może wiatr naniósł na ich twarze kilka zmarszczek, kilka nowych śladów życia i przepływającego niczym piasek między palcami czasu. Eileen była jednak pewna, że Anthony zmężniał – nie był już tym samym chłystkiem, którego pamiętała, nie był chłopcem, z którym przyjaźniła się w Hogwarcie. Był tym samym Anthony’m Macmillanem, a jednak wydawał się inny.
Roztaczał wokół siebie aurę obcości - ziem, na których postawił swoje stopy, języków, które poznał, kultur, których posmakował. Nie mogła przestać się do niego uśmiechać i wyrazić tego, że jednak dotarł, chociaż problemów na horyzoncie było wystarczająco wiele, by z powodzeniem wolał zrezygnować.
Jak możesz się domyślić, to dość skomplikowane. To znaczy, bardzo proste! Ale jednak mnóstwo po drodze było komplikacji – śmiała się, naznaczone smutkiem wspomnienia zamieniając na beztroskie chwile wśród przyjaciół i rodziny. Stanęła na palcach, żeby jeszcze raz wyjrzeć na Herewarda. Zobaczyła jego uśmiech, który im posłał, ale prędko podszedł do niego jakiś gość z małżonką. Na pewno rodzina. – Och, odbili nam go. Cóż, mogłam się tego spodziewać. Nie miejmy żalu, sporo się nie widzieli, a odzyskiwanie starych więzi zawsze zajmuje sporo czasu – uśmiechnęła się do Tony’ego przepraszająco, za chwilę spojrzenie błękitnych tęczówek opadło na skrzynie z alkoholem. – Anthony, błagam, nie możesz przepraszać mnie za przyjście bez zaproszenia! Miałeś się zjawić, a jak do tego doszło… właściwie kto ci powiedział? – spytała z zaciekawieniem.
To nie tak, że chwalili się ślubem wszem i wobec – miało być skromnie, najbliższa rodzina i przyjaciele. Ale okazało się, że Szkoci byli bardzo lojalnym i ciepłym narodem, co zaowocowało ruinami zamku wypełnionymi po brzegi.
Dziękuję za prezent w imieniu swoim i Herewarda! – uśmiechnęła się szeroko. – Właściwie trafiłeś w dziesiątkę. Barty przepada za nalewkami z dyni. A właściwie za ognistą zaprawianą sokiem z dyni. To chyba coś innego, prawda? Nie znam się na alkoholu – splotła dłonie przed sobą. – Ależ tak, częstuj się! To wszystko przygotowałyśmy z mamą dla was.
Miała w tym swój niewielki udział, bo przez ciągły stres wydarzeniem ciągle coś psuła – albo masa do ciasta wylewała jej się z miski, albo pieczeń wyjmowała za późno z pieca. Wolała siedzieć przy stole i obserwować, jak zręcznie matka posługiwała się kuchennymi narzędziami.
Wygładziła swoją białą sukienkę. Spełnione marzenie.
Cóż, znamy się z Herewardem od dawna. Pracujemy razem w Hogwarcie. Od słowa do słowa… sam rozumiesz – na policzki znów wstąpił rumieniec. Tym razem winą należało obarczyć czysty wstyd. Nie potrafiła mówić pięknie o miłości, opowiadać o niej swoim najbliższym, układać z niej poetyckich frazesów. Potrafiła za to pięknie o niej myśleć i czule celebrować. Kochała Herewarda nad życie. – Oświadczył mi się w maju. Czasy są niespokojne, postanowiliśmy pobrać się jak najszybciej, zanim wojna rozgorzeje.
Uśmiech, choć do tej pory gorący, teraz nieco stopniał, choć nie ubyło mu szczerości ani łagodności. Miała nadzieję, że Anthony zrozumie i szybko utnie temat, który wkraczał na grząski grunt.




Ja nie przeczuwałam, tyś nie odgadł, że

Nasze serca świecą w mroku

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Wyspa - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa [odnośnikWyspa - Page 2 I_icon_minitime14.09.18 11:14

Dla Jaya praca nauczycielska była najlepszym, co ludzkość mogła wymyślić. Prócz jedzenia i Czekoladowych Żab oczywiście. Zawsze powtarzał to na każdym kroku, więc Snape nie raz, nie dwa, nie pięćset słyszał o tym jak to Vane uwielbia swój zawód oraz rozwój jaki jest z nim związane. Nie chodziło jedynie o rozwój naukowy, ale również i ten socjalny. W końcu co roku do szkoły przychodzili nowi uczniowie, starzy odchodzili i trzeba było nauczyć się funkcjonować z tym, co się miało. A młodzi czarodzieje i czarownice byli naprawdę różni, ale właśnie to Jayden w nich uwielbiał - różnorodność. Niekiedy brutalne skrajności, ale to właśnie było w naturze piękne. Nic nie było identyczne, nawet bliźniacze kwiaty czy bliźnięta potrafiły w detalach skrywać swoją inność. Różnili się z Cyrusem charakterami, lecz nie wątpił w to, że jego przyjaciel poradziłby sobie z młodymi umysłami, przekazując im wiedzę dotyczącą ingrediencji i ich odpowiedniego warzenia. Właśnie w szczegółach tkwił sukces i wiedział, że Snape potrafiłby je wydobyć na światło dzienne oraz wykorzystać. Podejrzewał, że nigdy nawet nie przemknęło mu przez głowę, by uczyć, ale... Jemu też nie dopóki nie znalazł się w Hogwarcie i nie zaczęła się jego pierwsza lekcja. Do teraz pamiętał te zaciekawione twarze wpatrzone w nowego profesora, niezwykle młodego i tak innego od poprzedniego. W końcu dwadzieścia cztery lata to nie był wiek, w którym wiedziało się o wiele więcej o życiu niż siedemnastolatkowie. Jayden do teraz nie czuł się zbyt specjalnie dojrzały czy bardziej doświadczony i raczej nikt go za takiego nie brał. Nic dziwnego, że wciąż łapał się na wyraźnym zdumieniu podczas kolejnych spotkań z Alix - w końcu mogła wybrać sobie znacznie starszego mentora. Nie oznaczało to jednak, że nie posiadał satysfakcji z uczenia i nie zamierzał tego kontynuować. Wręcz przeciwnie! Wsparcie uczniów i ich chęć do nauki sprawiała, że chciał poszerzać własne horyzonty i uczyć wraz z nimi. Hogwart bardzo się zmienił od czasów ich własnej edukacji i nie chodziło jedynie o zmianę dyrektora czy przetrzebienie starej kadry popierającej szaleństwa Grindelwalda. Potrzebowali silnych ludzi, a Snape właśnie nim był.
- Coś czuję, że po tych pysznościach nie będę spał przez kolejny miesiąc - wymruczał astronom, wiedząc, że ilość cukru, którą tego dnia przyjął, zdecydowanie przekraczała każdą normę. Łącznie z tą, którą ustanowił sobie na co dzień, a była ona i tak już wyższa niż przeciętnego śmiertelnika. Nie mógł jednak kłócić się z Cyrusem, bo wszystko, naprawdę wszystko było przepyszne. A oni musieli tego skosztować! Gdy przyjaciel napomknął o sztuce gotowania, pokiwał głową ze zrozumieniem, nie przerywając pałaszowania ani na chwilę. - Wiesz... W Hogwarcie skrzaty robią takie wyśmienite jedzenie... A w Hogsmeade jest Miodowe Królestwo. I Pomona. To wszystko sprawia, że jeśli byłbym bezrobotny, nigdy niczego już bym nie zjadł. Ten kulinarny trójkąt wart jest wszystkich poświęceń - odparł, spychając w ustach kęsy ciasta w jeden policzek, by móc je w ogóle otworzyć. Zaraz też pokiwał głową energicznie na zgodę dotyczącą badań i analiz nad meteorytem Cyrusa. Tak. Zdecydowanie powinni wziąć się do roboty jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego. Przez moment nie zauważył wyraźnej zmiany nastawienia Snape'a, więc wzruszył ramionami, wgapiając się w swój talerzyk, podczas gdy przyjaciel patrzył na niego wymownie. - Myślę, że powinieneś spróbować. Lub pomyśleć nad tym - dodał. - Jesteś świetnym alchemikiem. Warto przekazywać tę umiejętność dalej - mruknął, dopiero wtedy przenosząc uwagę na towarzysza. Szturchnął łokciem mężczyznę i skinął głową. - Jeśli ty tego nie zgłosisz, zrobię to za ciebie - zaśmiał się, chociaż wiadomo było, że ta wizja była niezwykle ciekawa i posiadanie uzdolnionego nauczyciela w Hogwarcie byłoby fantastycznym doświadczeniem. Obaj kontynuowali rozprawy do samego końca wesela, będąc jednymi z ostatnich, którzy wrócili do domu. Rozstali się z uśmiechem i obietnicą prędkiego skontaktowania w celu omówieniu naukowych szczegółów.

|zt Cyri i Jay





if I gotta be sacrificed for the greater goodthen that's what it gotta be
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
This is not a threat, I promise
I promise
This is not a threat, I promise
It's a warning baby
I just want you to know
OPCM : 18
UROKI : 25
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Wyspa - Page 2 29dcd797e08c26682d2d5e08269b2561

Wyspa - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa [odnośnikWyspa - Page 2 I_icon_minitime05.11.18 12:21

Skomplikowane historie zawsze były najbardziej interesujące, stąd samo to słowo wywołało u niego szeroki uśmiech na twarzy. Oby jednak okazały się bardziej wesołe niż smutne. To nie tak, że Anthony nie chciałby wysłuchiwać złych wspomnień. Skończyłoby to się jednak na tym, że zacząłby się martwić i smucić, zapewne nie tylko on, bo pewnie także pani Bartius. Ten dzień jednak był nieodpowiednim momentem na kwaśne miny i wspominanie nieprzyjemnych wydarzeń. Eileen powinna się radować – nie tylko ona, ale także jej świeżo upieczony małżonek, który został „porwany” przez innych gości. Szkoda, bo okazja poznania pana młodego właśnie odsunęła się w czasie. Macmillan mógł natomiast jedynie zaśmiać się głupkowato na tę scenę.
Najważniejsze, żebyś go potem odzyskała – zażartował. – Spotkanie dawnych znajomych, gdy dookoła jest pełno alkoholi może skończyć się tylko w jeden sposób – dodał. Zaraz jednak zrozumiał, że palnął głupotę, która wcale tak śmiesznie nie musiała się skończyć. – Żartuję, rzecz jasna. Wybacz – wyjaśnił i przeprosił. – Matka – odpowiedział jej na pytanie o to, kto mu powiedział o wydarzeniu. – Usłyszała od kogoś. Chciałbym wiedzieć jak ona się o tym dowiedziała, ale nie znam się na poczcie pantoflowej. W każdym razie, chciała przyjść, ale ojciec musi zbierać siły, a ona z kolei stwierdziła, że wolałaby nie zostawiać go samego – wyjaśnił trochę pokrętnie, nie podając jej właściwego powodu jej absencji. Głupio by było jednak mówić pannie młodej, że matka nie chciała przyjść właśnie z braku zaproszenia, które nie wiadomo gdzie się zapodziało, bo ta kwestia przed chwilą została wyjaśniona. – Nie musisz mi dziękować. I tak to jest dość skromny prezent za co przepraszam – odpowiedział jej, a jego spojrzenie utkwiło na prezencie. – Właściwie to nasza Ognista i nalewka różana – wyjaśnił i nieco poczerwieniał ze wstydu. Czy głupio było dawać jako prezent produkowany przez siebie alkohol? Właściwie nie przez samego Anthony’ego, ale przez rodzinę. – Ale najlepsza jaką mamy – dodał natychmiast. Dopiero teraz zrozumiał że trochę głupio wyszło, że podarował jej „własny” alkohol. – Nalewka jest jednak, jak mi się wydaje, trochę lepsza. Jest przyjemna, łagodna, ale trzeba na nią uważać, bo po pewnym czasie uderza.
Miseczka, którą trzymał i podłożył pod strumień lejącej się czekolady szybko się zapełniła. Następnie chwycił za wykałaczkę z kilkoma owocami na nią nabitymi i zamoczył ją, by zaraz je zjeść. Przegryzał je powoli zastanawiając się nad ciekawym smakiem, którego się nie spodziewał. Myślał, że spróbuje zwykłej czekolady… albo gorzkiej. Ta natomiast smakowała trochę jak anyż, trochę jak gdyby ktoś dorzucił coś delikatnie ostrego.
O, lukrecja, chyba – odpowiedział po chwili. Jego spojrzenie wkrótce padło na inne słodycze, które rozłożone były po całym stole i tych innych. Uważnie jednak słuchał historii opowiadanej przez przyjaciółkę. Wydawało się, że para poznała się niby zwyczajnie, jak wiele innych, ale i to było samo w sobie niezwykłe, a przy tym przypominało mu o czymś innym. – Zwyczajny niezwykły zbieg okoliczności – zażartował, komentując jej słowa. – A skoro się tobie oświadczył, to dobrze znaczy. Chociaż ja wojny nie przewiduję – dodał. Owszem czasy były niespokojne, ale co przeżyła Wielka Brytania to przeżyła. Chyba nikt nie jest na tyle szalony, żeby znowu wzbudzać niepokój. Kto wie, Macmillan na polityce się nie znał. – Ale wiesz co o nas, Macmillanach mówią. Jak dla mnie, nie ma sensu myśleć tak pesymistycznie, choć to, powiedzmy, romantyczne. Ważne, że i ty, i on byliście pewni, że tego chcecie – uśmiechnął się przyjemnie. Odłożył miskę z czekoladą na stół. Natychmiast po tym położył dłoń na ramieniu Eileen, jak gdyby tym gestem chciałby ją pocieszyć. – Hajde, nie masz po co się kwasić, nie będzie żadnej wojny.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
Eileen Bartius

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f222-hogsmeade-134-dom-bartiusow https://www.morsmordre.net/t3930-skrytka-bankowa-nr-429#74545 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Zawód : Magibotanik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
didn't i show i cared?
i do
oh, i do

OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 13
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/45
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
Wyspa - Page 2 1hKUbRW

Wyspa - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Wyspa [odnośnikWyspa - Page 2 I_icon_minitime17.02.19 22:53

Zgromadzenie szczęścia na ślubie było tak duże, że zaczynała podskórnie czuć, że najprawdopodobniej wykorzystała już wszystkie możliwe jego zapasy na następnych kilka miesięcy. Albo lat – w najgorszym wypadku. Ta świadomość uderzyła w nią szczególnie w tym momencie, kiedy stanął przed nią Anthony. To, że się zmienił, było stwierdzeniem całkiem na miejscu, ale nie do końca mogła się jednak z nim utożsamić. Nie widzieli się osiem lat, osiem okrutnie długich lat, każde z nich dorosło, a potem dojrzało, podejmowało tysiące decyzji, które wpływały nieodwołalnie na ich charaktery, kariery, przyjaźnie i rodzinne koligacje. I przede wszystkim, bo to akurat widać było już na pierwszy rzut oka, zmienił się ich wygląd – Eileen nie była już dziewczyną, a Anthony chłopcem, oboje osiągnęli już dojrzały wiek. Zrzucili kilka warstw starych skór, by w końcu oblec się nową, o wiele bardziej trwałą niż poprzednie.
Poczucie humoru nie uległo presji mijających lat, dobrze słyszeć – końcowe głoski rozbrzmiały łagodnym, przyjacielskim śmiechem. – Och, od matki! – uniosła brwi, szczerze zadziwiona. – Koniecznie ją pozdrów i ucałuj. Jak się miewa? – zadowolony wyraz twarzy szybko uległ zmianie i oddał miejsce zaniepokojeniu. – Coś się stało z twoim ojcem?
Jednak nie każdy podzielał jej uczucia, nie każdemu udawało się wykraść życiu skondensowane, słodkie szczęście i to tak, żeby to nic nie zauważyło. Przyroda lubiła harmonię w każdym aspekcie. Jeśli ją gubiła, świat zdawał się szaleć. Rodziło się więc w jej sercu uczucie, które łatwo potrafiłaby sklasyfikować, gdyby tylko chciała – obawa, strach, niepewność jutra. Na razie jednak było zaledwie ziarnem, które odnalazło żyzny grunt – kiełkowało w ciszy i nieświadomości innych.
Anthony, jestem szalenie wdzięczna za twój prezent, naprawdę – położyła swoją dłoń na jego ramieniu i potarła nią go na swój matczyny sposób. – Alkohol nie jest zły, jeśli jest spożywany we właściwych ilościach, rozumiesz… Hereward po prostu go lubi, smakuje mu. Czemu miałabym być na ciebie zła za to, że podarowałeś nam waszą najlepszą nalewkę różaną? Sama jej chętnie skosztuję! – uśmiechnęła się do niego szeroko, ale potulnie. – No już, nos do góry.
Zerknęła w stronę fontanny czekolady, kiedy smakował pierwszego owocu.
Hereward ją zaklął. Z pomocą swoje ojca… i mojego. To była grupowa robota. Wspaniała zresztą – zachichotała, przypominając sobie męskie zgromadzenie w pracowni ojca w ich kornwalijskim domu. I dyskusję wynikającą z rozwiązań, których musieli użyć, żeby zmieniające się smaki odpowiadały nastrojom gości. – Lukrecja… - za niektórymi smakami jednak nie przepadała. Tym nieco gorzkawym tonem wkroczyli w temat wojny. Piękny zbieg okoliczności.
Poznanie swojej miłości, faktycznie… romantyczne – zmarszczyła lekko brwi, zastanawiając się nad tym rzez chwilę. Uniosła wzrok na oczy Anthony’ego, gdy ten tak ochoczo ją „upomniał”. – Nie będzie? Tony… och, Tony. – pociągnęła go nagle za rękaw. – Spójrz! Hereward znowu jest sam, chodźmy do niego, póki nikt nam go jeszcze nie ukradł.
Pociągnęła go za rękę w stronę marchewkowej czupryny. Byłby wstyd, gdyby Macmillan nie poznał Bartiusa!

| zt




Ja nie przeczuwałam, tyś nie odgadł, że

Nasze serca świecą w mroku

Powrót do góry Go down
 

Wyspa

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja :: Loch Ness-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21