Wydarzenia


Ekipa forum
Kamienny łuk
AutorWiadomość
Kamienny łuk [odnośnik]16.01.18 0:23
First topic message reminder :

Kamienny łuk

Symbol nieudanej próby zburzenia zamku. Jedyna ściana oddzielona od całego kompleksu to poszarpany, kamienny mur, zwieńczony wysokim łukiem. Każdego kto pod nim przechodzi ogarnia nagłe poczucie chłodu, jeśli zaś machinalnie dotknie się dłonią zimnych głazów budujących sklepienie, te niechybnie zajęczą smętną, smutną melodią bez słów. W tej części zamku mieściły się komnaty samobójczyni, jednak wiedza ta uleciała wraz ze śmiercią poprzedniego nestora rodu Burke.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kamienny łuk - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kamienny łuk [odnośnik]21.05.21 13:51
Nie mogła winić go o to, że widząc jej drobną sylwetkę i dziewczęcą twarz zwątpił, że pojawiła się przy ruinach aby samodzielnie walczyć z dwurożcem. Choć spotykał już na swej drodze kobiety wojownicze, podejmujące męskie wyzwania, nadal trudno było mu wierzyć i oczekiwać od każdej napotkanej damy nieustraszonej odwagi czy siły. Czarownice Merlin uczynił innymi, obdarzył wdziękiem i czarem, subtelnością godną pozazdroszczenia. Tak już po prostu świat działał, że w magizoologii, czy aurorstwie spotykało się więcej mężczyzn, a w takim na przykład krawiectwie... no. Znał też całą masę wybitnych eliksirotwórczyń!
Niestety, stereotypy zwiodły go na manowce i dziewczyna, którą początkowo uznał za czujkę nasłaną przez mieszkańców wioski, okazała się utalentowaną łowczynią. Ten Conjunctivitis był godny weteranów pracy z magicznymi stworzeniami, po zakończeniu krótkiej walki musiał też przyznać, że nie dostrzegł na jej twarzy jednej zmarszczki niepokoju ani kropelki potu. Wiedziała, co robi i jak zachować spokój w ogniu konfrontacji, źle ją ocenił, a teraz bił się w pierś, bo chociaż spojrzenie na społeczeństwo miał raczej tradycyjne, nie należał do ślepców brnących w zaparte nawet wtedy, kiedy dowód pomyłki uśmiechał się właśnie pięknie przed jego oczami. Brzmiała i wyglądała ciekawiej, kiedy pozwoliła sobie na śmiech. Te kilka sekund swobody znacząco wpłynęło na atmosferę, oboje tego potrzebowali.
Podszedł do oszołomionego dwurożca wkrótce po niej, pochylił się i przesunął dłonią wzdłuż złotawego umaszczenia, w poszukiwaniu śladów, jakie mogło pozostawić na ciele nieostrożnie rzucone Orbis. Wyszło na to, że wciąż miał tę wprawę, powstrzymał atak stworzenia bez widocznych uszkodzeń. Teraz pozostawało im tylko zrobić to, co słusznie zasugerowała Forsythia.
- Elric Lovegood - przedstawił się bez większego oporu, nie dostrzegając niczego alarmującego w nazwisku Crabbe. Najwyraźniej zbyt mało czasu spędził w Londynie. - Ale możesz mówić mi Ellie. A ja do ciebie... kwiatuszku? - drażnił się, nawiązując do jej nietuzinkowego imienia, ale zanim zdążyłaby pokazać kły, machnął ręką i przykucnął przy cielsku dwurożca. - Żartuję, żartuję. Ale jeżeli masz jakiś skrót, który ci się podoba... Sythia, Thia, Siri. Brzmi nieźle, prawda? - Uśmiechnął się z nastoletnią szarmancją, choć skończył niedawno trzydzieści lat. - Na południe od wioski widziałem wejście do jaskini, znajduje się u podnóża góry, która prowadzi do ruin. - Spoważniał, obracając różdżkę między palcami prawej ręki, a lewą gładząc się po brodzie. Przez jakiś czas milczał, zastanawiając się nad wyborem najlepszego zaklęcia, ale gdy dziewczyna dziwnym, urwanym głosem wspomniała o ciałach, uniósł głowę i spojrzał na nią z uwagą. - Jedno. Dwa zostały już pochowane, najświeższe spoczywało w domu. Staranowane i przebite rogami. - Pokręcił głową i westchnął. - Co tam masz, Siri? - Pochylił się nad pyskiem dwurożca, ale nie rozpoznał żadnego charakterystycznego zapachu. Zebrał się więc na równe nogi i otrzepał kolana. - Znalazłaś ogłoszenie, czy ktoś kazał ci tutaj przyjść? - zapytał po chwili milczenia, zaintrygowany. Wyciągnął różdżkę, żeby lewitować oszołomione ciało stworzenia, ale jego uwagę przykuł odległy dźwięk.

Co za dźwięk dobiega spoza ruin?
1 - szloch i zawodzenie ducha
2 - rubieżny męski okrzyk
3 - przeraźliwe błaganie o pomoc
4 - pohukiwanie sowy
5 - zaklęcie Ignitio, nieskierowane w nich
6 - cichy śpiew za kamiennym łukiem



This is my
home
and you can't
frighten me
Elric Lovegood
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Jasnowidz
all of them dreams
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Kamienny łuk [odnośnik]21.05.21 13:51
The member 'Elric Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kamienny łuk - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienny łuk [odnośnik]03.06.21 16:15
Widać było w błysku tańczącym w ciemnym spojrzeniu, że była z siebie odrobinę dumna. Zbyt często wątpiła we własne siły, ażeby skuteczniej skryć zadowolenia z poczynań. Bacznie przemknęła po twarzy towarzysza, gdy ten nie zareagował wymowniej, słysząc jej nazwisko, a nawet sprawiło to, że ulżyło jej odrobinę. Może wreszcie ktoś, kto miał głęboko w poważaniu stanowisko jej rodziny, a przede wszystkim ojca, mógł spojrzeć na nią, jako na osobną i odrębną jednostkę? – Miło cię poznać, Elricu – wtrąciła, nim ten zdążył wypalić znamienne „kwiatuszku”. Skrzywiła się nieco, mrużąc oczy, a uśmiech pełen przekąsu zawitał na ustach. Na szczęście, zanim dźwięk kąśliwej uwagi zagościł między dwójką, mężczyzna zdążył wybrnąć niejako z tej domniemanej opresji, którą sam wywołał. – Sythia – powtórzyła za nim, starając się zignorować inne wymyślne skróty. – Nie – odpowiedziała na jego próbę potwierdzenia wspaniałomyślnych skrótów i pokręciła głową z lekkim rozbawieniem. Dlaczego jeśli już spotykała otwartych mężczyzn, musieli mieć w sobie kapkę dziecka? Chociaż byłaby niesprawiedliwa, zbytnio na to narzekając, gdy sama przejawiała tak wiele infantylnych i nieodpowiedzialnych zachowań. Jednak gdy zaraz spoważniał, ona również nabrała większej determinacji do działania. – Sugerujesz, Elricu, że dwurożec bytował w jaskini? Dziwne to zachowanie – mruknęła, próbując wyłapać tok jego rozumowania. Dwurożce były spore, a ich rogi mogły stanowić wyjątkową przeszkodę w poruszaniu się po jaskiniach, a także domniemanych tunelach, mogących łączyć się z jaskinią. – Hmm… Rozumiem – mruknęła, zastanawiając się, dlaczego osoby, które wysłały zgłoszenie do Ministerstwa Magii, nie pokierowały jej do domostwa z ciałem. Być może liczyli, że prędzej się z tym upora bez zbędnego grzebania w sekretach rodzin tej wsi? A może ukrywali coś więcej, co miało pozostać na zawsze poza wiedzą pracowników Cronusa Malfoya? Zamyśliła się nieco, wędrując po obrzeżach przypuszczać i dopiero głos mężczyzny wyrwał ją z potężnej gonitwy umysłu. – Sythia – poprawiła go niemal natychmiast, niezbyt tolerując wymyślny skrót, który zadrgał dziwnie w ustach Elrica. – Nic konkretnego, sama nie wiem, na co liczyłam – mruknęła pod nosem, wąchając ponownie wydzielinę, jak gdyby tym razem miała przybrać inną woń. Lecz ta pozostawała wciąż niezmiennie nijaka, nie podobna do żadnego alarmującego zapachu. Westchnęła delikatnie, rozcierając maź między palcami, a zaraz potem wytarła ją w chusteczkę, którą wyjęła z kieszeni. Powoli podniosła się do pionu, podejrzliwie zerkając na swojego towarzysza. – Zostałam wysłana przez Ministerstwo Magii, aby zająć się tą sprawą – wypowiedziała miękkim tonem, jak gdyby urząd wcale nie stanowił obecnie agresora względem mugoli i mugolaków – czyli większości obywateli Anglii. Była gotowa na falę pytań i oburzenia, wynikającą z tak długiego odwlekania, nie mogła obronić w tym ani siebie, ani Ministerstwa. Odchrząknęła zerkając na dwurożca, którego musiała dopilnować, nawet jeśli jej godziny pracy przedłużyły się już nad wyraz ponad normę. Ciekawe czy ojciec znów będzie zadawał jej pytania, gdy stanie w progu późno po północy? Nie spodziewała się, by wcześniej udało się załatwić transport dla rezerwatu – czarodzieje czy nie i tak posiadali swoje ograniczenia. – Chcieli pozbyć się stworzenia – dodała zaraz. – Ale dali mi szansę, aby załatwić to… pokojowo – wyjaśniła, powracając ciemnymi oczami na Lovegooda. Właściwie miała rzec coś jeszcze, gdy w jej oddech wdarł się nieznany nikomu rubaszny okrzyk dochodzący spoza ruin. Wiśniowa różdżka obróciła się w dłoni czarownicy, aby wreszcie ta ścisnęła ją mocniej oraz pewniej. – Halo? Kto tam jest? – zawołała, wznosząc magiczne drewno do góry, w kierunku donośnego odgłosu. Zaraz potem zerknęła pytająco na swojego towarzysza, jak gdyby w nim miała dopatrzeć się odpowiedzi na swoje pytanie.

| Elric popełnił błąd w pisowni w swoim poście i za zgodą dwójki graczy „rubieżny okrzyk” (który nie miał najmniejszego sensu, przez wzgląd na definicję słowa „rubieżny”), został zmieniony na „rubaszny”.  

k1 – spomiędzy drzew wyłazi pijany jegomość, czkając, bekając i wymachując butelką alkoholu. – Hajda na potwora! – krzyknął, wyciągając zza paska wolną dłonią różdżkę. Stąpał powoli, widocznie się zataczając, aż wreszcie wsparł się o pień jednego z drzew, widocznie przyglądając się dwójce oraz spacyfikowanej przez nich bestii. – Tso za HEP! złodzieje...? Moje rogi! Moje bedo – zawołał, wznosząc różdżkę i już miał wypowiadać zaklęcie, gdy zatoczył się na bok i puścił soczystego pawia pod własne nogi.
k2 – zaraz za jednym okrzykiem, zabrzmiał drugi i zza drzew wyłoniła się dwójka młodych mężczyzn dzierżących różdżki oraz siatkę. – O nie… – mruknęli oboje, niemal równocześnie, dostrzegając sylwetki stojące przy dwurożcu. Rzucili siatkę pod nogi i wycelowali drżące w dłoniach różdżki w Sythię oraz Elrica. – A-a w-wy t-to k-kto?! – wykrzyknął odważniejszy.
k3 – rubaszny okrzyk powtórzył się ponownie. – Pomiocie, pozbędę się ciebie choćby sam! – zawołał mężczyzna, wyłaniający się zza drzew. W jednej ręce dzierżył różdżkę w drugiej widły – ubrany w typowo wiejskie odzienie, wydawał się kompletnie nieprzygotowany na starcie z potworem. – Dwurożcu przebr-… – urwał, dostrzegając dwójkę. Uśmiechnął się radośnie i wzniósł ręce do góry w promiennym geście. – Pokonali wy go!

[bylobrzydkobedzieladnie]


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak



Ostatnio zmieniony przez Forsythia Crabbe dnia 03.06.21 16:18, w całości zmieniany 2 razy (Reason for editing : literówki i powtórzenia, przepraszam)
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Kamienny łuk [odnośnik]03.06.21 16:15
The member 'Forsythia Crabbe' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 3
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kamienny łuk - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienny łuk [odnośnik]10.06.21 12:59
Miała pełne prawo do dumy, nawet on mimowolnie odczuł niewielką iskrę samozadowolenia, tak jakby miał jakikolwiek wpływ na jej sukces i umiejętności. Cieszył się, że dziewczyna sobie radziła, że sięgała po coś więcej i że nie stałaby się jej żadna krzywda nawet, gdyby nie dotarł do ruin na czas. A jakie byłoby jego zdziwienie, gdyby przybył na gotowe i zobaczył tę kruchą czarownicę nad potężnym cielskiem dwurożca! Wstyd trochę, ale pomyślałby zapewne, że gdzieś za łukiem, może za ścianą, czai się rycerz magizoolog, który stoczył tę walkę dla swej damy serca, czy z innego iście średniowiecznego powodu. Co mógł poradzić, że w młodości fascynował się staroangielską kulturą? Magdalena i Lucinda dałyby mu porządnie przez łeb, gdyby go teraz widziały, więc najwyższa pora otrzepać się już z tej męskiej dumy i uścisnąć Forsycji rękę jak równy z równym.
- Dla mnie to również olbrzymia przyjemność. Nieczęsto można spotkać tak wyjątkowego magizoologa - Czy brzmiało to bardziej jak pochwała, czy przytyk? Miał dobre intencje, cieszył się, że natrafił na czarownicę, która zajmowała się magicznymi stworzeniami zawodowo i nie praktykowała zgubnej idei, ze najlepszym sposobem rozwiązania problemu niebezpiecznego gatunku jest jego eradykacja. Dlatego właśnie często wchodził w konflikty z Ministerstwem, że orędował za zabezpieczaniem terenu dla stworzeń, a nie przeciw nim. - Sythia brzmi ładnie, jak irlandzka syrena - przyznał.
Zagłębił się w myśli nad tym, w jaki sposób zabezpieczyć skołowane zwierzę do przyjazdu pracowników rezerwatu, głośno wyrażał spontaniczne pomysły i do głowy by mu nie przyszło, że kobieta zrozumie go w tak dziwaczny sposób. Zaśmiał się cicho pod nosem, kręcąc głową i wtykając ręce do kieszeni. Gest ten mówił, że się jej nie obawia, nie miał bowiem różdżki w dłoni. Mógł być nierozsądny, a mógł mieć asa w rękawie. A może zwyczajnie zaskarbiła sobie pierwszy stopień wieloetapowego zaufania?
- Nie, nie, nie. Myślę nad tym, gdzie możemy go przenieść do czasu przejęcia go przez rezerwat. Ruiny się do tego nie nadają, poza tym sporo ludzi się tu kręci. Nie będzie mu tam wygodnie, ale nie jestem pewny, gdzie indziej moglibyśmy próbować. Dolina tej wioski to wielkie pustkowie. - Wzruszył ramionami. Rozległe pastwiska, łąki i polany między wątłymi laskami doskonale wpasowywały się w teren bytowania dwurożca, co okazało się takim przekleństwem mieszkańców. Lecz czy na pewno? Coś w spojrzeniu Forsycji rzucało mu wyzwanie; ten cień melancholii i głębokiego zamyślenia, który zdawał się sięgać dalej niż tylko do spotkania ich dwójki między kamiennymi ścianami.
Niedługo później zaskoczyła go deklaracją: Ministerstwo, z którym tak często się sprzeczał, Ministerstwo, które dziś rozpętało w ich kraju wojnę domową i na dłuższą metę nie było warte splunięcia? Kto by pomyślał, że może wykluć tak interesujące pisklę.
- Rozumiem, Sythio. - Tym razem uszanował jej wybór. - Czyli jednak zajmują się jeszcze czymś pożytecznym... - dorzucił pozornie lekkim tonem, nie chcąc teraz zagłębiać się w politykę, w to, co na jej temat sądził. Uciekające w bok spojrzenie i mimowolne drżenie zaciśniętych szczęk dobitnie sugerowało to za niego. - No tak, oni zawsze stawiają na likwidację. Ale to niepotrzebne... idąc tą drogą, połowa gatunków za moment wyginie. A przecież korzystamy z ich dobrodziejstw, nie ważne jak niebezpieczne by nie były. I są wartością samą w sobie. - Ochoczo podjął inny temat, uciekając od tego, który pozostawał drażliwy. - Powiedz mi tylko... - urwał, ponieważ przerwał im rubaszny okrzyk z oddali.
Ochrypły, męski głos zbliżał się kawałek po kawałku, a w dłoni Elrica na powrót pojawiła się różdżka, którą uniósł lekko - nie na tyle, by sprawiać wrażenie napastnika. Zza drzew wyłonił się jednak tylko wieśniak, dzierżąc w ręce uwalone gnojem widły, w drugiej wyjątkowo krótką różdżkę. Co miał o tym myśleć? Słysząc odważną deklarację oraz następujący po niej okrzyk radości, sam uśmiechnął się do Sythii. Wymownie uniesione brwi sugerowały, że nieszczęsna liczba zmarłych w wiosce pomału przestawała go dziwić.
- A i owszem, pokonali. Jesteśmy magizoologami. - Skłonił się nieco parodystycznie. - Może pan wrócić do wioski i powiedzieć, że dwurożec już nikogo nie skrzywdzi. - dodał, licząc na to, że nie zażąda od nich niczego więcej.

1. Wieśniak, wyraźnie ucieszony, przyjrzał się dwurożcowi uważniej. "Czy on zipie? Trza go ukatrupić, bo pieroństwo wróci!"
2. Wieśniak podparł się o drzewo, zataczając, wyraźnie wstawiony "No to co tak stoją jak widły w gnoju? Do wioski go, do karczmy i rozczłonkujem na sztuki!"
3. Wieśniak podszedł bliżej, zmierzając w kierunku Forsythii "Ty byłaś przy tym? Pomogłaś? No niechże cię ucałuję!" i wyciągnął ku niej tłuste dłonie.



This is my
home
and you can't
frighten me
Elric Lovegood
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 12 +3
UROKI : 8 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Jasnowidz
all of them dreams
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Kamienny łuk [odnośnik]10.06.21 12:59
The member 'Elric Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kamienny łuk - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienny łuk [odnośnik]13.07.21 2:23
Przechyliła leciutko głowę, pozwalając kosmykom musnąć kobalt płaszcza. Nie wiedziała, jak dokładnie skomentować tę całą wiązankę słów, wypływającą z ust Lovegooda, więc zaledwie uśmiechnęła się delikatnie, postanawiając pozostawić go z zagadką, co też pojawiło się w jej głowie na te uprzejme słowa. Za syrenę nie wiedziała czy chciała uchodzić, one były zwodnicze… Może jednak miał w tym trochę racji? Czy nie była oślizgłą panną, kłamiąc i zakładając maski przed każdym, kogo spotkała w ostatnim czasie? Gdy milczeniem skrywała to co mogłoby zagrozić jej reputacji? Gdy z pełnią władz umysłowych wspinała się na wyżyny hipokryzji, łamiąc swój kręgosłup moralny, chociaż tak mocno próbowała wypierać się swego uwikłania?
Słuchała potem jego obaw względem dwurożca, kiwając głową. Ona miała już swój plan na to co należało zrobić z dwurożcem, lecz nim zdążyła go przedstawić, temat przebiegł, na nieco inne tory. Uniosła brodę wyżej, jak gdyby faktycznie była dumna z piastowanego stanowiska. Z drugiej strony… przecież nie było jej w kraju, gdy to wszystko się wydarzyło – wstrząsające zarzewie wojny, a potem czas uciekał jej przez palce, gdy starała się odnaleźć w nowej rzeczywistości, tracąc przyjaciół prześladowanych przez rząd. Tak łapczywie chciała ich z powrotem zagarnąć, przytulić do piersi, obwiniając o wszystko rodzinę i politykę. Szukała własnych rozwiązań i wymówek, wciąż grzejąc się w cieple domowego ogniska. Czyż nie była przebrzydłą hipokrytką? A może nie potrafiła dojrzeć do żadnej decyzji i gdy tylko zbliżała się do ugruntowania swoich poglądów, zdarzało się coś, co kruszyło tę pewność. Teraz jednak zdawała się przywdziewać maskę, która odgradzała ją od kruchości charakteryzującej wnętrze. – Oczywiście, Ministerstwo dba o swoich obywateli – wyjaśniła, jak gdyby naprawdę w to wierzyła. A przecież znała wszystko od podszewki… – Niestety, likwidacja oszczędza wielu innych problemów, mogących pojawiać się na drodze. Z jednej strony to rozumiem, a z drugiej… – zawahała się, zerkając na mężczyznę podejrzliwie. – Z drugiej jestem tutaj…
Ciekawiło ją, o cóż takiego planował ją zapytać, jednakże najwyraźniej miała to pozostać nieodgadniona zagadka. Dygnęła mechanicznie, gdy tylko Elric postanowił ich przedstawić nieznajomemu mężczyźnie. Gdzieś między słowami, zerknęła na towarzyszącego jej magizoologa i uśmiechnęła się ciepło, mając wrażenie, że kogoś jej przypominał, tylko nie potrafiła stwierdzić kogo dokładnie. Dopiero słowa nieznajomego, skłoniły ją do dalszego odzewu. - Tak, wciąż jest żywy, proszę pana – wyjaśniła, przyglądając się wieśniakowi uważnie. Gdzieś w klatce piersiowej, coś ścisnęło mocno jej płuca, a dziwne myśli pałające egzystencjalizmem zawirowały w umyśle. – Spokojnie, nie trzeba go zbijać, zajmiemy się transportem w bezpieczne miejsce, gdzie nikomu nie zrobi krzywdy – objaśniła uprzejmym tonem, a na policzkach zakwitł ministerialny uśmiech. Przecież w jej oczach jawiło się tyle dobroci i współczucia, uprzejmości, której w rzeczywistości nie potrafiła poczuć do człowieka, który ot, tak chciał zabić stworzenie, nie kwapiąc się o sensowniejsze rozważania. – Elricu, myślę, że najrozsądniej będzie go po prostu związać i ewentualnie podtrzymywać zaklęcia oszałamiające do momentu przybycia transportu. Chodźmy do wioski, tam napiszę list, nie zignorują pieczęci podbitej przez ministerstwo, więc powinno to zająć zaledwie kilka godzin nim przybędą po dwurożca – zaoferował, starając się jasno i klarownie przedstawić swój plan, chcąc być, jak najbardziej rzeczowa, szczególnie że była to jej praca. Po krótkiej wymianie zdań ostatecznie udali się do wsi, razem z oszołomionym dwurożcem i wieśniakiem, który, chociaż nieufnie zerkał na bestię, tak postanowił dotrzymać towarzystwa magizoologom. Na miejscu podpisano stosowne papiery, wysłano należyty list, a i również zajęto się opłaceniem Elrica, wszak Forsythię sponsorowało Ministerstwo Magii, które obiecało dbać o swoich obywateli i ich ziemie. Na koniec magizoologowie uścisnęli sobie dłonie. Czy kiedykolwiek przyjdzie im się jeszcze razem spotkać?
 
| ztx2    


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: Kamienny łuk [odnośnik]30.12.23 22:06
|20.08.1958

Opuszczone budynki, zarośnięte pola straszyły swoim wyglądem, stojąc całkowicie pozbawione życia. Wcześniej nie zwracała na nie aż tak uwagi. Należały do tych, którzy nie pojmowali czym jest magia, a każdego kto się nią parał chcieli palić na stosie. Każdy jawił się im wrogiem, nie potrafili zrozumieć, że obok nich istnieje inny, wspaniały świat. Zatrzymała Powiastkę przed jednym z kamiennych domów. Cegła rumieniła się pod zieloną ścianą bluszczu, który okalał już całe okno. Pomalowane na rdzawy kolor drzwi były uchylone. Spodziewała się w środku zastać gniazda dzikich zwierząt. Od wielu miesięcy nikt tu nie mieszkał, o czym świadczył zarośnięty ogródek, zniszczony płot oraz puste budynki gospodarcze wokół. Jak kurnik, obejście dla owiec czy kóz. Nieduża gospodarka, ale na pewno pozwalająca rodzinie godnie żyć.
Szukała w Durham właśnie takich miejsc. Miasta takie jak główne miasto, Beamish Town czy Mickleton niedługo będą przepełnione. Ludzie z zalanych terenów uciekali. Całe Sutherland potrzebowało nowych domów, nowych ziem nim woda opadnie.
Lady Burke powoli zeszła z siodła i przywiązała klacz do płotu.
Nie miała być tu sama. Pomóc miała jej panna Gudrun, która wychowała się w Durham. Spotkały się niedawno, kiedy dziewczyna pomagała potrzebującym wydawać posiłek. Wtedy to Primrose dowiedziała się, że pomocna czarownica pochodzi z tym ziem i czuje potrzebę ich wsparcia. Zaraz zaoferowała swoją pomoc, gdy usłyszała strzępki rozmowy jaką lady prowadziła z burmistrzem miasta.
Opuszczone domostwa mugoli, pozostawione same sobie gospodarki miały otrzymać nowych mieszkańców. Na początku pomysł ten spotkał się z pewnym oporem i niezrozumieniem, u niektórych wręcz z oburzeniem. Nie mogli jednak wybrzydzać. Nie teraz kiedy kryzys już nie wisiał nad ich głowami, a realnie pukał do drzwi wpychając nogę w szparę między drzwiami.
Przeszła przez furtkę, aby pchnąć drzwi prowadzące do wnętrza domu. Uderzył ją zapach kurzu, starego pieca oraz przenikliwe zimno. Jesienią hulał tu wiatr, a mokra aura poranków nie sprzyjała takim miejscom kiedy nikt się nimi nie opiekował. W środku było ciemno, więc wyciągnęła różdżkę, aby rozświetlić sobie najbliższe otoczenie. Ciche “lumos” rozbrzmiało w domu zamieszkiwanym kiedyś przez mugoli. Czuła się, jakby wkraczała do innego świata, całkowicie zakazanego. Czego mogła się spodziewać w takim miejscu? Nigdy nie interesowała się życiem mugoli i tego jak ono wygląda.
A może za dużo oczekuje i zobaczy jedynie gołe ściany, nic co mogłoby ją zszokować.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Kamienny łuk - Page 4 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Kamienny łuk [odnośnik]21.01.24 18:33
Okolica zdawała się całkowicie opuszczona. Nienaturalnie wręcz cicha. Niskie trawy nie szumiały na wietrze, nie kruszyły się pod stopami. Zamiast tego zieleniły się dumnie, puszczając w niepamięć lipcowe skwary. Gudrun wzięła głębszy wdech. Próbowała wsłuchać się w przytłumiony przez miękką glebę rytm własnych, miarowych kroków. Teoretycznie mogłaby się wprost teleportować w okolice zapomnianej wioski bądź nawet do wnętrza któregoś z domów. Pomugolskie zabudowania najpewniej nie posiadały żadnych solidnych zabezpieczeń, nie wspominając już o magicznych. Gudrun wolała jednak nie nadszarpywać niepotrzebnie swojego magicznego potencjału. Poza tym chyba potrzebowała tego krótkiego spaceru.
Chwili oddechu pozwalającej przewietrzyć głowę. Wywiać z niej obraz rodzinnego domu. Zapomnieć o tych pustych okiennicach, masywnych drzwiach, grubych kotarach. O ciszy, nie wynikającej, jak na tych polanach ze spokoju, lecz z jego braku, kłującej w uszy nawet z oddali, nawet na czas nieobecności domowników. Borgin ostrożnie przyspieszyła. Tutejsze ziemie może i nigdy nie były jej miejscem, a wszyscy je zamieszkujący, łącznie z jej rodzicami, zdawali się obcy - rozpad komety jednak dobitnie udowodnił, iż ci ludzie nie byli jej całkowicie obojętni. Nie mogli, skoro dobrowolnie, pchana dotychczas nieznanym impulsem, opuściła dla niej bezpieczne uliczki Śmiertelnego Nokturnu i przybyła do rodzinnego hrabstwa. Z początku by pozornie bez celu, niczym zjawa, snuć się po miasteczkach, ostrożnie, zawsze pod nieobecność rodziny podchodzić pod mury dawnej sypialni, przysłuchiwać plotkom w barach, słowem; upewniać się, że Durham nadal istniało. Tyle jej wystarczało, nie planowała nieść nikomu pomocy, a jednak chęć przekonania się co do skali problemu zaprowadziła ją najpierw schroniska dla potrzebujących, później zaś ciekawość - do tutejszych opuszczonych domostw.
Musnęła palcami już powoli butwiejące ogrodzenie oraz sam dom. Stara cegła odznaczyła się na czarnych rękawiczkach pojedynczymi smugami. Oczy zmrużyły się w skąpym jak zwykle niesięgającym ust, uśmiechu. Powróciła namiastka nieśmiałych, skrupulatnie tłumionych, dziecięcych marzeń o odkrywaniu nieznanych, opuszczonych światów. Mugolskie domostwa były niczym w porównaniu do dziewiczych puszczy wyciągniętych z norweskich powieści przygodowych i starożytnych ruin opisywanych w historyczno-runicznych traktach, lecz dawna, mała Gudrun dałaby się za możliwość ich ujrzenia pokroić. Pomyśleć, że dzieliły ją od nich ledwie kilka pagórków. No i mury własnego domu. Choroby. Wychowania.
Delikatnie pchnęła zamknięte drzwi. Instynktownie sięgnęła lewą ręką po różdżkę, na wypadek gdyby Alohomora okazała się niezbędna. Buropomarańczowe drewno uchyliło się jednak bez najmniejszego problemu. Chwyciła klamkę, chcąc w porę uprzedzić jęknięcie, zapewne zaniedbanych zawiasów. W myślach zanotowała, że dawni właściciele albo opuścili gospodarstwo w pośpiechu, albo zabrali ze sobą najcenniejsze rzeczy. O ile mugole mogli wytworzyć cokolwiek cennego. Cicho wsunęła się do pierwszej izby. Zaciągnęła zawilgłym powietrzem. Ostrożnie wkroczyła głębiej. Zamrugała, licząc, że dzięki temu wzrok szybciej przywyknie do ciemności. Nadaremno. Mimo upływających sekund nie wychwyciła żadnych szczelnie zasłoniętych okien czy wąskich, jaśniejszych szpar sugerujących istnienie drzwi do kolejnego, tym razem nasłonecznionego pomieszczenia. Musiała się znajdować w czymś na wzór ciasnego przedpokoju. Musiały.
Zastygła w miejscu na dźwięk tętentu kopyt, lecz nim zdążyła się w pełni obrócić i powziąć decyzję czy ruszyć naprzeciw wyraźnie zmierzającej ku niej sylwetki - ledwie uchylone drzwi otwarły się na oścież, a ciche, stanowcze lumos wypaliło jej prosto w twarz. Źrenice gwałtownie się zmniejszyły. Powieki drgnęły, lecz mimo wszystko się nie zacisnęły. Dopiero po przedłużającej się sekundzie Gudrun podniosła wzrok znad tlącej się u końca różdżki niewielkiej kuli światła i przyniosła go na znajomą postać lady Burke. Zrobiła niewielki krok w tył. Wreszcie zamrugała, próbując odegnać niewielkie, powstałe od zbyt długiego wgapiania się w światło mroczki. Pochyliła w niezdarnej imitacji dygnięcia. Rzuciła okiem na zaniedbane i już widoczne ściany. Kilka brzydkich zacieków, ułamany wieszak, samotny kapelusz i poszarpany, wypłowiały szalik. Nic nadzwyczajnego.
Homenum Revelio ― zakręciła w powietrzu, wciąż trzymaną w garści różdżką. Drzwi do pozostałych pokoi były wprawdzie zamknięte, ale… dała się zaskoczyć zapowiedzianej z wyprzedzeniem arystokratce. Nie uśmiechało jej się przeżywanie kolejnej, już mniej przewidywalnej niespodzianki w postaci nowych, zwierzęcych domowników. Zresztą, od czego dziś tu była, jeśli nie od rzucania zaklęć i słuchania?

pozwoliłam sobie skorzystać z uchylonych drzwi :innocent:
i rzut
Gudrun Borgin
Gudrun Borgin
Zawód : łamaczka klątw
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Umysł będzie swoją ostatnią przeszkodą
OPCM : 24 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3 +3
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11766-gudrun-laerke-borgin#364882 https://www.morsmordre.net/t11825-huginn#365040 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t11870-skrytka-bankowa-nr-2550#366769 https://www.morsmordre.net/t11826-gudrun-l-borgin
Re: Kamienny łuk [odnośnik]24.01.24 15:28
Starała się zawsze znaleźć jakieś rozwiązania, które choć trochę ulżyły by mieszkańcom w ich codziennym życiu. Nie spodziewała się, że naprawi wszystkie szkody w jeden miesiąc. Wręcz przeciwnie, zdawała sobie sprawę, że skutki katastrofy będa odczuwalne przez kolejne lata. Należało działać teraz, kiedy tragedia była największa, z czasem ludzie nauczą się żyć w nowej rzeczywistości, a lordowie Durham dostosują swoją pracę do bieżących potrzeb.
Ostatnio czuła, że ilość obowiązków przekracza jej możliwości, ale nie skarżyła się, ani nie szła do ojca by przekonywać go o tym, jak wiele zrobiła i należą się jej za to jakieś profity. Choć pierwszy raz od dłuższego czasu, zapragnęła dnia,w którym zwyczajnie będzie mogła leżeć łóżku i cieszyć się dniem bez obowiązków. W tym momencie herbatka, na jaką zaprosił ją lord Nott, zdawała się być na miejscu; wtedy jednak odebrała jako ucieczkę przed powinnościami. Musiała przyznać sama przed sobą, że przewrotność czarodzieja miała rację bytu.
Teraz nie mogła pozwolić sobie na odpoczynek, chociaż powinna. Sen nadal przychodził w niespokojnych obrazach. Nadal nie pozwalał jej wypocząć, uciec od problemów, złapać oddechu. Kwestią czasu było kiedy każdy ruch i gest będa problematyczne. Póki jednak miała siły i możliwości, nie poddawała się.
Szmer we wnętrzu domostwa sprawił, że jej serce zabiło mocniej. Uniesiona różdżka oświetliła kobiecą sylwetkę jakiej w pierwszej chwili nie rozpoznała. Oczy nie przyzwyczajone do ciemności dostrzegły jedynie jej zarys. Parę sekund sprawiło, że rozpoznała pannę Borgin i tym samym odetchnęła z ulgą.
Zapach stęchlizny był wszechobecny, zdradzając tym samym, że dom stał pusty od dłuższego już czasu. Zaklęcie zaś nie zdradziło niczyjej obecności.
-Jesteśmy same. - Powiedziała cicho podchodząc do najbliższych szafek, uchyliła ostrożnie jedne z drzwiczek. Dostrzegła stare, pojedyncze puszki. Ślady bytności, których nikt nie zabrał. W ścianach były przedziwne dziury otoczone obudową, która nic nie jej nie mówiła. Wolała ich nie dotykać poprzestając na ich oglądaniu. Z sufitu kapała woda tworząc na środku pomieszczenia wielką kałużę. Czy ktoś chciałby mieszkać w takim miejscu?
-Lumos maxima - Kula światła poszybowała pod sufit dokładnie rozświetlając pomieszczenie, a tym samym ukazując w jakim było stanie. Znajdowały się w czymś co już można było nazwać ruiną. Tapeta odchodziła od ścian, te zaś były pełne zacieków z wody. -Nie wydaje mi się, że to miejsce jest możliwe do zamieszkania, może dałoby się pozyskać z niego jakieś materiały do budowy - Rozejrzała się za innymi drzwiami prowadzącymi do kolejnych pomieszczeń, w których mogły znaleźć coś ciekawego albo utwierdzającego w tym, że to miejsce jednak można komuś oddać. -Co jest w innych pomieszczeniach?

|Rzut



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Kamienny łuk - Page 4 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Kamienny łuk [odnośnik]30.01.24 10:19
Odetchnięcie - niespecjalnie głośne, niewidoczne, lecz wypełnione zrozumiałą i naturalną ulgą - wystarczyło, by dotąd spięte ramiona kompletnie się rozluźniły. Ręce po udanym zaklęciu swobodnie opadły. Zachowywanie kamiennej twarzy było po stokroć łatwiejsze, gdy czarodzieje wokół, choćby dyskretnie, dawali upust własnym emocjom, a ich reakcje układały się w spójny, ludzki schemat. Ciąg przyczynowo-skutkowy, którego często sobie odmawiała, mniej bądź bardziej skutecznie się go oduczała, lecz mimo to (a może właśnie przez to?) lubiła dostrzegać u innych.
Kiwnęła niespiesznie głową, kontrolnie oglądając się dookoła w poszukiwaniu jakiejkolwiek poświaty. Kątem oka wyłapała jak Primrose rusza w kierunku szafek. Niewielkie, oświetlające od dołu twarz lady Burke światło uwydatniało ślady zmęczenia. Gudrun ostrożnie skupiła na nich wzrok. Wprawdzie obecnie wszyscy zdawali się w różnym stopniu wyczerpani, zaś charakterystycznym znakiem stawały się nie wory pod oczami, a ich brak - Borgin jednak nie była w stanie przejść obok nich całkowicie obojętnie. Instynktownie porównywała obraz lady z poprzednich dni do obecnego. Szacowała, ile godzin dziennie mogła poświęcać próbom zażegnywania łagodzenia skutków katastrofy, na ile pozwalała odciskom znużenia wypłynąć na wierzch, ile ich starała się zatrzeć, balansując na cienkiej linii między szacowną i niezniszczalną, gotową poprowadzić lud arystokratką a po prostu człowiekiem, doznającym i rozumiejącym ludzkie cierpienie. Jak w podobnej pozycji radziła sobie Imogen? Gudrun potrząsnęła delikatnie głową. Nie powinna się rozpraszać.
W ślad za Primrose otworzyła kolejne, niżej położone szafki. Pochyliła się, próbując wypatrzeć czy znajduje się w nich coś prócz podgniłych kapci, jednak łagodne światło lumos maximy odsłoniło jedynie tylne, spróchniałe ścianki. Sprawnie rozprostowała, minimalnie zmarszczyła brwi. Wielka kałuża, gromadząca się gdzieś pod sufitem woda, wszechobecna wilgoć bardzo źle wróżyła temu mieszkaniu.
Za ile dni lady chce oddać okoliczne domy do użytku? ― krytycznie powiodła wzrokiem po ścianach. Zbudowanie nowego, zamiast naprawy starego i podupadłego zdawało się na jej laickie oko prostsze, ale czy koniecznie szybsze?
Głównie cegły, na drewno raczej nie ma co liczyć. ― Ostrożnie przycisnęła drzwiczki jednej z szafek, miękkie, spuchnięte drewno poddało się naciskowi, zostawiając na rękawiczkach mokry ślad. ― Może znajdziemy kafelki ― dodała już ciszej, bardziej do samej siebie niż do rozmówczyni.
Sprawdźmy ― odparła i lekkim - trochę niepasującym do poprzednio monotonnego (znudzonego?) głosu - krokiem udała się ku najbliższym drzwiom. Delikatnie nacisnęła klamkę, dbając by niechcący nie wyjąć jej z zaniedbałego obramowania. Pchnęła drzwi i szepnęła ― Lumos Maxima.
Ciekawsko przekręciła głowę, po czym weszła do pokoju tak by nie zagradzać Primrose wejścia. W powietrzu niezmiennie unosiła się woń stęchlizny i wilgoci, przynajmniej ponad zapach kurzu nie wybijała się woń żadnego grzyba. Może przynajmniej tego oszczędziła im przyroda. Gudrun niespiesznie wkroczyła na sam środek pokoju. Na razie zignorowała nieintuicyjne ustawienie foteli, które zamiast w stronę kominka zostały odwrócone w kierunku dziwacznego pudła. Wzrok skierowała bardziej ku dużemu jadalnemu stołu. Ten dla odmiany zdawał się we w miarę znośnym stanie. W przeciwieństwie do mieszczącej się za nimi szafy pełnej… zastawy stołowej? Zmrużyła oczy. Zawsze to jakiś drobiazg. Ludzie w popłochu ratujący się z podtapianych domostw raczej nie wzięli ze sobą naczyń. Wszystko musieli zdobyć od zera.

rzut
Gudrun Borgin
Gudrun Borgin
Zawód : łamaczka klątw
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Umysł będzie swoją ostatnią przeszkodą
OPCM : 24 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3 +3
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11766-gudrun-laerke-borgin#364882 https://www.morsmordre.net/t11825-huginn#365040 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t11870-skrytka-bankowa-nr-2550#366769 https://www.morsmordre.net/t11826-gudrun-l-borgin
Re: Kamienny łuk [odnośnik]12.02.24 13:17
Towarzyszyło jej przedziwne uczucie wtargnięcie do obcego świata. Brak śladu magicznego był wyraźny, nic nie wskazywał na to, że w domostwie tym widziano magię w jakiejkolwiek postaci, aż do dnia gdy doszło do czystek. Wtedy zobaczyli czym jest magia i dlaczego pogarda dla nich była błędem. Zniszczone domostwo nie nadawało się do zamieszkania. Nie musiała, być ekspertem aby to wiedzieć, potrzebowała zaś ich do rozbiórki i stwierdzenia co można wykorzystać ponownie. Świtająca w głowie myśl zmieniała się w przekonanie, że takich budowli w Durham jest więcej i po wygnaniu mugoli oraz szlam i szlamolubów ich kraj stał się ogromny, gdzie pomiędzy skupiskami ludzi będą olbrzymie, otwarte przestrzenie. Zajrzała do kolejnego pomieszczenia, gdzie również zwróciła uwagę na przedziwny kad mebli.
-Cóż to takiego? - Zapytała nie kryjąc swojego zainteresowania. Choć zmęczona, starająca się nie zwracać uwagi na sygnały jakie daje organizm, nadal pozostawała osobą interesującą się innymi rzeczami, zadającą pytania. Taka postawa sprawiła, że teraz pochylała się nad dziwnym pudłem z ciemną szybką. Zastukała w nią w parę razy, a potem spojrzała na drugą ścianę tego dziwnego elementu dekoracji. Z tylnej części wystawały liczne sznurki, sztywne, o nieznanej jej fakturze. Słyszała o tym, że mugole posiadają inne sprzęty i narzędzia niż czarodzieje, a po co to im było? Kątem oka dostrzegła cień poruszający się w rogu, a ciśnienie automatycznie skoczyło o poziom wyżej. Zaskoczona nagłym ruchem sama odskoczyła w tył z gwałtownym łapaniem powietrza. -Szczury… - Odsapnęła cicho widząc jak ogon znika w wygryzionej dziurze w drewnianej podłodze. Zaraz jej uwagę przykuł stół, który rzeczywiście zdawał się być w dobrej formie. -Możliwe, że to jest lepszy pomysł. - Zauważyła. -Zabrać rzeczy, które się nadają do użytku. - Meble, zastawy stołowe, wszystko to co też czarodzieje potracili w wyniku ostatniej katastrofy. Nie było tego wiele, ale każda pomoc lepsza niż żadna. Młodość miała to do siebie, że starała się wszędzie dostrzec możliwości, nie inaczej było z nią samą, chociaż wychowywana, aby stać się dorosłą bardzo szybko, nadal pozostawała młodą kobietą posiadającą pełen wachlarz cech przypisywanych jej wiekowi: wiara w swoje siły, nadzieja, naiwność oraz chęć działania. Społeczny układ oczekiwał od niej zapisanego kodu cech, z których pragnęła się wyrwać, czyniła to mając świadomość, że częściowo działa na swoją szkodę, co objawiało się żalem i poczuciem niesprawiedliwości. Nie narzekała głośno, wiedząc, że usłyszy w odpowiedzi, że sama chciała, nikt jej nie zmuszał do wyłamywania się z ram zasad, w których byłaby bezpieczna. Ram tych jeszcze nie roztrzaskała i istnieje małe prawdopodobieństwo, że jej pokolenie to zrobi, a nawet kolejne, ale naruszone już nie były tak silne. A to był już duży sukces.
-Jeżeli tutaj jest coś na wzór jadalni, to gdzieś musi być kuchnia i łazienka.- Tylko gdzie, pytało jej spojrzenie. W Durham kuchni była w podpiwniczeniach, a łazienki mieściły się na korytarzach, tutaj takich nie było. Liczyła, że Gudrun jest bardziej zorientowana.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 29 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Kamienny łuk - Page 4 6676d8394b45cf2e9a26ee757b7eaa37
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Kamienny łuk
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach