Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Apteka Zabinich

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Apteka Zabinich   27.03.18 16:07

Apteka Zabinich

Wnętrze pozostaje czyste, schludne, zadbane; pomimo tego brakuje mu wrażenia przytulności. Surowa prostota prostokątnego pomieszczenia wykończona została stworzonymi z finezją meblami z ciemnego drewna, na których piętrzą się starannie segregowane fiolki, słoiki i doniczki. W powietrzu unosi się subtelny, korzenny zapach ziół- od czasu do czasu rozproszony zostaje nieco powiewem chłodnego powietrza, wpadającego przez uchylone ciężkie drzwi. Na jednej ze ścian znajduje się kilka prostych, acz finezyjnie wykonanych rycin przedstawiających magiczne rośliny i stworzenia. W kącie pomieszczenia widnieje również lśniąca lekko w półmroku pomieszczenia miedziana waga.


Powrót do góry Go down
Elijah Zabini
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5844-elijah-zabini http://www.spiritanimal.info/wp-content/uploads/Owl-Spirit-Animal-4.jpg https://www.morsmordre.net/t5864-eli#138727 https://www.morsmordre.net/
Zawód : właściciel apteki, handlarz używkami
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
don't you ever tame your demons,
always keep them on a leash
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Apteka Zabinich   28.03.18 19:16

Tutaj czas płynął inaczej.
Drogi czas, cenny czas. Sekundy odmierzane cichym stukaniem srebrnego nożyka o gładką powierzchnię drewna; minuty, kwadranse przeskakujące przez preparowane starannie fragmenty liści i łodyg, pachnących ciężko ziemią i czymś cierpkim, ostrym. Godziny spędzone na starannym szeregowaniu flakoników z kryształu i słoików ze szkła, pieczołowitym oczyszczaniu gładkich powierzchni z drobinek kurzu aż do momentu, w którym mógł dostrzec w nich własne, zniekształcone paskudnie oblicze. Podczas pracy w aptece również czas zamykał w tych naczyniach jak esencję, bezlitośnie odcinając mu drogę ucieczki za pomocą woskowanego korka, wystawiając go na półkę jak kolejny towar. Być może najdroższy z tu obecnych; swój czas cenił sobie wszakże nade wszystko inne, bezlitośnie mierząc go i ważąc na miedzianej wadze, zapłatę przyjmując w galeonach.
Nie każdego było stać na tego rodzaju wydatek. Przynajmniej nie w jego opinii- dlatego dysponował swoim czasem skrupulatnie i niezwykle oszczędnie. Był skłonny powierzyć go w ręce jedynie części klientów; tej, która wydawała mu się choć nieco bardziej interesująca lub chociaż nieco mniej irytująca. Dla kobiet czasu miał najmniej. Z trudem rozróżniał je zresztą od siebie. Wszystkie przekraczały próg apteki z tą samą nieznośną wyniosłością, przekonane w widoczny sposób o swojej wyjątkowości. Wszystkie kołysały biodrami, niektóre z płynną gracją, a niektóre w ten śmieszny, sztywny, kaczkowaty sposób, który dodawał im raczej komizmu niż powabu. Wszystkie siliły się na miękki tembr głosu, na słowa syczane na modłę tajemnicy, ledwo umykające spomiędzy rozchylonych lekko warg- i wszystkie nie zasługiwały ani na minutę jego uwagi.
Ludzie z pasją i talentem zaliczali się zaś do zgoła innej kategorii.
Otwierane drzwi skrzypnęły lekko, trącając zawieszony tuż przy nich złoty dzwonek, który rozdarł panującą wcześniej głuchą ciszę. Elijah wspaniałomyślnie stłumił cisnące się na usta westchnienie irytacji. Nie znosił, kiedy mu przerywano- interes pozostawał jednakże interesem, dlatego ostrożnie odstawił flakonik z ciemnozielonego szkła na miejsce, odkładając na później zamiar oczyszczenia go z cienkiej warstewki kurzu. Jad akromantuli. Kątem oka złowił jeszcze jego błysk, kiedy odwracał się na pięcie w stronę kontuaru. Oleista czerń połyskiwała zza tafli barwionego szkła w sposób całkiem bliski pięknu. Piękno było zaś wszakże najlepszym przykryciem dla trucizny i zepsucia, zdążył przekonać się o tym wiele, zbyt wiele razy.
Podchodząc do kontuaru, mimowolnie przygładził zagięty lekko mankiet koszuli i przybrał na usta zwyczajowy oszczędny półuśmiech. Jego wyuczoną uprzejmość, którą mamił klientów, szybko zastąpiła jednakże cyniczna prowokacja; tego klienta znał wszakże od dawna i we swojej wspaniałomyślności miał zamiar udzielić mu kilku minut cennej uwagi.
-Hawthorne. Nareszcie postanowiłeś wypełznąć ze swojej nory- To, w jego mniemaniu, było natomiast szczodrym wyrazem sympatii.


Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 30
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Apteka Zabinich   25.05.18 11:01

Było za jasno. Ostre słońce odbijało się od hałd śniegu zalegających na Pokątnej i prowokacyjnie raziło w oczy Robina, nieprzywyczajonego do tak silnego blasku. W jego mieszkaniu panowały wręcz egipskie ciemności, mimo że pokój znajdował się na pddaszu, to atmosfera panowała w nim iście piwniczna. Wiecznie zaciągnięte zasłony, półmrok, zaduch, stęchlizna, zapach fermentujących ingrediencji. Każde wyściubienie nosa z nokturnowej kryjówki kończyło się więc tym samym, nieprzyjemną reakcją na dzienne światło, zaszczuciem godnym bitego kundla oraz zniecierpliwieniem rosnącym wprost proporcjonalnie do liczby ludzi, między którymi musiał się przeciskać, o których musiał się otrzeć, których musiał przepraszać, aby dostać się do swego celu. Kiedy już się dorobi - snuł śmiałe fantazje - z pewnością najmie sobie chłopca na posyłki, by ten załatwiał za niego rozmaite sprawunki. Póki co, radził sobie sam, gospodarując jeden dzień w tygodniu na pilnowanie swych interesów w mieście. Uzupełnienie apteczki, zapasu ingrediencji, kupowanie produktów na skromne posiłki i tym podobne gospodarcze czynności. Raczej nudne, raczej proste - może poza zaopatrywaniem się w składniki do eliksirów, gdyż w to Robin wkładał całe serce, podobnie jak w ich warzenie. Zadowalał się wyłącznie tymi najwyższej jakości, na produkty roślinopodobne patrząc ze szczerą pogardą. Specyfiki z takim składem sprzedawano w sklepach z eliksirami, wiedział o tym, lecz nie zamierzał nigdy zniżyć się do podobnego poziomu. Uważał się za fachowca, reprezentował swą własną markę, więc dbał o nią, pilnując, by spod jego ręki wychodziły wyłącznie najlepsze wywary. Odkąd rozpoczął żmudną pracę nad swym alchemicznym wizerunkiem minęło już trochę czasu, więc znał miejsca oraz dostawców, z jakimi mimo wygórowanych cen lub nieprzyjemnego sposobu, bycia warto było obcować. Wśród nich królował zaś Zabini; ich wspólne, trudne początki przerodziły się w interesującą współpracę - niemalże przyjaźń. Hawthorne celowo naganiał mu klientów, niby mimochodem wspominając o rzetelnym aptekarzu, wiedząc, że i Elijah odwdzięcza mu się tym samym. Podobno. Nie doszukiwał się oszustw, i tak będąc zadowolony z ich kwitnącej wymiany handlowej. Czasami Zabini pozwalał mu wybrać sobie coś ze świeżych dostaw za darmo - w ramach tej przyjacielskiej przysługi, Robin naturalnie odwdzięczał się kilkoma błyszczącymi nęcąco fiolkami. Przekroczył znajomy próg, dzwoneczek u drzwi zadźwięczał, a chłopak posłyszał szuranie od strony zaplecza. Przypuszczał, że Elijah nie będzie zachwycony i opierając się o kontuar mógł swobodnie patrzeć na jego płynnie zmieniający się wyraz twarzy. Symaptyczny aptekarz w sekundę przeistaczał się w cynika, rzucającego kpiącym komentarzem, jaki jednak ominął newralgiczne punkty Robina.
-Potrzebuję ingrediencji - wyjaśnił oczywistość, bez tej przyczyny na pewno nie odważyłby się wynurzyć - masz dla mnie coś specjalnego? To, o co prosiłem? - przemilczał dosadność, o krwi jednorożca nie mówiło się głośno. Póki nie dostał do swych rąk sładników, był do bólu oficjalny: hołdował zasadzie, najpierw praca, potem przyjemności. O ile... rzadko zdarzało się, by czerpał rozkosz z czegoś ponad stania nad kociołkiem, ale czasami i towarzystwo potrafiło nieco poprawić mu homor. Zwłaszcza aroganckiego Zabiniego, opowiadającego mu, co w trawie piszczy - Hawthorne, wiecznie skryty nieomalże pogrzebany żywcem nigdy nie dostałby się do wieści, będących na wyciągięcie ręki aptekarza.


Powrót do góry Go down
 

Apteka Zabinich

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Apteka Przyszpitalna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18