Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Cmentarz   10.03.12 23:16

First topic message reminder :

Cmentarz

Cmentarz założony w erze wiktoriańskiej, bujnie porośnięty drzewami, krzakami oraz kwiatami i chwastami, które wyrosły tu wyłącznie w sposób naturalny. Otoczony jest kamiennym murkiem. Rzędy niezliczonych mogił ciągną się długimi sznurami przecinanymi alejkami, krzewami, żywopłotami i drzewami, podczas gdy zimna mgła przysłania niekiedy pole widzenia, mogłoby się zdawać, że cmentarz unosi się w powietrzu, gdzieś między chmurami, w tej ciszy, tym chłodzie. Niesamowite tło stanowią zapierające dech w piersiach widoki na panoramę Londynu, rozciągające się na południe od głównej stacji metra. Jest to jedno z największych i najstarszych miejsc pochowku w całej Wielkiej Brytanii. Architektura sięgająca dziewiętnastego wieku wzbudza ogromny podziw i jest inspiracją dla wielu artystów. Ta różnorodna sceneria od kilkunastu lat zaczęła powoli popadać w ruinę, zyskując jeszcze więcej na swym nietypowym uroku. W oddali, w jednym z zachodnich sektorów, znajduje się miejsce pochówku czarodziejów - osłonięte magią i rzędami brzóz, jeszcze cichsze i smutniejsze, z posągami aniołów, kamiennymi ławeczkami i wiecznie płonącymi ognikami.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   11.06.18 21:37

The member 'Frederick Fox' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 100


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : przyszły auror, ex ratowniczka
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 40
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Cmentarz   13.06.18 0:49

Mijali się wcześniej, ich drogi jedynie przecinały czasem ścieżki. Tonks zawsze uważała, że Fox jest jedną z tych osób, jednak nigdy - wcześniej - nie miała okazji, żeby się o tym przekonać. Zakon, wspólny cel, zbliżył ich. Jednocześnie pozwalając poznać się bliżej - bardziej. I wiedziała doskonale, że wcale się nie pomyliła. Szybko odnalazła dziwną, ale jednocześnie i pewną, lekkość i spokój w łączącej ich relacji. Nie potrafiła tego jednoznacznie stwierdzić, ale zdawało jej się że potrafi ją zrozumieć - a także przyznać, wprost jeśli jest inaczej i cierpliwie poczekać na wytłumaczenie. Szybko stał się dla niej przyjacielem, jednym z tych których los zdaje się czasem ważniejszy niż twój własny. Jednym z tych, z którym na starość zasiada się na ganku, by zagrać jeszcze jedną partię czarodziejskich szachów. Miała tylko nadzieję, że mimo wszystko, będzie dane im przekonać się kto wygra więcej razy.
- Nie zamierzam się poddać. - oznajmiła mu, choć była niemal pewna, że doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wytrwałość - tak, to z pewnością była jedna z tych rzeczy która ich łączyła. Założony cel skrzętnie realizowała - niezależnie od tego, jak trudny był i jak wiele czasu miało jej to zająć. Była cierpliwa, choć i cierpliwości musiała się nauczyć. Czasem, do niektórych spraw, zwyczajnie jej jej nie starczało.
- Na tym też długo się zastanawiałam. - przyznała cicho marszcząc lekko nos. Bo myślała nad tym, długo, a jednocześnie odwlekała sprawę - wiedziała, że tak. Siebie samej nie była  wstanie okłamać. Zresztą, nie była wybitną jednostką w dziedzinie kłamania. Mimo umiejętności zmiany twarzy, kłamstwo szło jej... opornie. - Chyba się boję, Freddie. - przyznała, jeszcze bardziej - zupełnie nieświadomie ściszając głos - Boję się, że to nic nie zmieni. A widok jego nazwiska na liście zaginionych... - westchnęła cicho, ciężko, oblekając gest w winę którą czuła. Codziennie walczyła, nadal i niezmiennie - najmocniej z samą sobą.
Nie odpowiedziała na dalsze zdania, nie było na to już czasu - nie teraz. Wiedziała, że do nich wróci. Jednak musieli skupić się na zadaniu, które sami przed sobą postawili. Anomalie musiały zostać naprawione. To nie ulegało wątpliwością. Gorące powietrze wystrzeliło zacisnęła zęby, czując je na skórze. Musiała wytrzymać. Nie, nie tylko musiała. Chciała tego. Chciała pomóc, ale jednocześnie zdać kolejny test, który postawiła sama przed sobą. Kolejny raz. I udało się. Wiedziała, że tak, gdy zimne, chłodne powietrze owinęło się ponownie wokół nich a na cmentarzu zapanował spokój. W końcu. Dusze zmarłych nie maiły być już więcej niepokojone.
- Udało się. - szepnęła cicho, jakby jeszcze sama nie do końca wierząc. Ale nie chciało być inaczej. Obrzuciła spojrzeniem cmentarz jeszcze raz, ostatni, nim ruszyła za Fredem wychodząc zza jego bram.
Chwilę maszerowali w ciszy, ona zbierając myśli - on chyba wiedząc, że właśnie to robi. Jedynie odgłos ich kroków niósł się cicho po przemierzanych ulicach. Nie bała się, z nim - przyjacielem u boku - czuła się bezpieczniej. Nie całkiem, teraz nikt nie mógł sobie pozwolić na ten luksus.
- Ja... - zaczęła w końcu, jakby jeszcze ważąc ostatnie słowa na języku. - Ja rozumiem i nie, Freddie. Gubię się. Wiem, że mnie rozumie. Że to rozumie. Nie mogę prosić was, czy wymagać, żebyście poświęcali mi czas, kiedy... - uniosła dłoń i zatoczyła nią koło wskazując na wszystko co mijali. Ale wiedziała, czy może bardziej nie chciała - bo zdawała sobie sprawę, że poproszeni o pomoc, zawsze by jej udzielili - zabierać ich czasu. Czasu, który można było i należało spożytkować na ważniejsze sprawy niż ona. - Dostanie się na kurs to wyjście. Trening, który nie przygotuje mnie na wszystko. Ale przygotuje bardziej. - trwa wojna - mówiła między wierszami. Oboje mieli tego świadomość. A ona czy chciała czy nie, znajdowała się co chwila w epicentrum jakiegoś zdarzenia. Ściągała na siebie kłopoty gromadnie, musiała przygotować się do nich bardziej niż wcześniej bo i one zmieniły się i zyskały na częstotliwości. - Ale nie rozumiem, nie rozumiem czemu się oddala. - czemu zdaje się tak bliski i odległy jednocześnie. Wszyscy już dawno podjęli decyzję. W momencie, gdy przyjęli pióro. Wybrali poświęcenie. Ale nie sądziła, że będzie ono utrudniać uczucie tak czyste i krystaliczne jak miłość. Nie, nie chodziło o to, żeby było łatwo. Ale mogli przy sobie trwać, wzajemnie. Wiedziała - choć myśl ta rozrywała jej umysł na milion kawałków, że gdyby musiała wybierać. Gdyby ważyły się losy świata nigdy nie wybrałaby siebie. Nie, jeśli istniał choć cień szansy, by inni nie musieli przechodzić przez to co oni. - Porozmawiam z nim sama. - dodała jeszcze. Nie mówiła mu tego, by wymóc obietnicę. Tonks wolała załatwiać rzeczy osobiście, choć do niektórych zbierała się latami. Ale nie, tą rozmowę musiała przeprowadzić sama. Wiedziała, że zbliża się do niej. Nie mogła dalej tak trwać, musiała wiedzieć. Zerknęła na domku dla ptaków powieszone na płocie. Zatrzymała się na chwilę przy jednym z nich. Dłoń powędrowała do góry, gdy badała fakturę postarzałego już drewna.
- Słyszałeś ich historię? - spytała unosząc spojrzenie na przyjaciela. Zastanawiała się, jak wiele przyjdzie powiesić im tutaj pomników, jak wiele wisieć już powinno.

Naprawione <3
| zt x2 chodź tutaj





Here is what they do not tell you about Death: when Death says "You are born for this", she clearly means
"You will die for this".

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   21.06.18 18:51

Od tej pory to ustabilizowane miejsce staje się terenem sprzyjającym rzucaniem czarów przez wszystkich członków Zakonu Feniksa. Sukces zagwarantował im bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów podczas kolejnych gier w tej lokacji. Chwała wam za to, pewnego dnia świat za to podziękuje.


Powrót do góry Go down
Morrigan Flint
Morrigan Flint

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6257-morrigan-flint https://www.morsmordre.net/t6293-szczesciarz https://www.morsmordre.net/t6294-morrigan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6305-skrytka-bankowa-nr-1542#158300 https://www.morsmordre.net/t6304-morrigan-flint#158282
Zawód : Magibotanik
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 15
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Cmentarz   19.07.18 16:12

| 20 lipca 1956r.

Świat oszalał. Wybuch mocy tak tajemniczej i nęcącej, że wielu czarodziejów pragnęło ją posiadać, ale zbyt potężnej, aby pojedynczej osobie udało się ją poskromić. Ministerstwo Magii stojące w płomieniach. Nic nie było pewne, nie istniała żadna gwarancja bezpieczeństwa, ani powodzenia zaklęć.
Morrigan nie chciała się dać zwariować. Nie mogła uczestniczyć w tej zbiorowej histerii. Szukała normalności w rodzinnym dworze. Obchodziła ojca, odwiedzała nestora i spacerowała po lasach Charnwood, czasem napotykając na centaury. Nawet ich gwiazdy milczały wobec wydarzeń w czarodziejskim świecie, albo to co widziały, było tak przerażające, że nie chciały się tym dzielić z Lady Flint.
Dwudziesty lipca to najtragiczniejsza data w jej dotychczasowym życiu. Dokładnie tego dnia, pięć lat temu, Macha odebrała sobie życie. Jej młodsza siostrzyczka, wrażliwa Puchonka, dziecko szczęścia, które swoim sposobem bycia zarażała innych. Docinki i obelgi spływały po niej jak po kaczce. Złośliwość nigdy nie była w stanie jej zranić. Emanowała radością, która wraz ze śmiercią matki, która była dla niej wzorem, zniknęła już na zawsze.
Przybyła na cmentarz, niosąc w dłoniach dwa bukiety. Plotła je dzisiejszego ranka z kwiatów żarnowca i wiązówki, które zebrała na rodzinnych ziemiach. Bez jakichkolwiek problemów odnalazła rodzinnych grobowiec, przecież bywała tu zdecydowanie za często. Skrzywiła się na widok podstarzałej płyty, na której były wyryte imiona jej krewnych, matki i siostry. Opadła na kolana, kładąc wiązanki i odetchnęła wilgotnym powietrzem. Prócz kwiatów od niej, w okolicy grobu nie było niczego, co by wskazywało, że ktoś ją uprzedził. Ojciec pojawi się pewnie w asyście jednego ze skrzatów w dogodnym dla niego momencie. Na cmentarz przychodził zawsze sam, aby nikt nie widział, jak jego zmęczona twarz zalewa się łzami.
I znowu słyszała w uszach harmider, identyczny jak ten sprzed pięciu lat. Kiedy przerażona Rose nie pozwalała jej wejść do pokoju Machy, kiedy uzdrowiciel, wychodząc na korytarz pokręcił tylko głową, dodając że mu przykro, kiedy w całym dworze zapanowała przerażająca cisza, aby wkrótce przerodzić się w płacz.
I Morrigan teraz, również nie umiała powstrzymać łez, chociaż jak co roku wmawiała sobie, że tym razem będzie silna.





Z moich snów uciekasz nad ranem,
Cierpka jak agrest, słodka jak bez.
Chcę śnić czarne loki splątane,
Fiołkowe oczy mokre od łez.
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Cmentarz   19.07.18 17:03

Cressida myślała, że to maj był niezwykle stresujący, przynosząc ze sobą anomalie w magii i pogodzie, które zasiały niepewność w jej dotychczas uporządkowanym świecie. Ale końcówka czerwca przyniosła kolejne zmiany, i nawet do żyjącej pod ochronnym kloszem roztaczanym przez męża Cressidy docierały przykre, przerażające wieści o pożarze w Ministerstwie Magii.
Na jej codzienności, poza strachem, który tlił się w niej od maja, mocniej odcisnęły się jednak problemy z transportem. Do tej pory zawsze się teleportowała lub używała sieci Fiuu, teraz musiała zadawać sobie więcej trudu, jeśli chciała wybrać się poza obręb dworu męża, niefortunnie położonego tak daleko zarówno od Charnwood, jak i Londynu. Dobrze, że chociaż świstokliki działały, pozostawały także ateonany, bo damie nie uchodziło latać po całym kraju na miotle.
Brakowało jej cotygodniowych odwiedzin u bliskich, teraz niestety odwiedzała ich rzadziej, a jeszcze rzadziej odwiedzała Londyn, bacząc na dzielące ją od niego paręset kilometrów oraz na możliwe niebezpieczeństwa, które mogły ją czekać w mieście. Nie mogła wyprawiać się tam sama, zawsze ktoś jej towarzyszył, czasem mąż lub ktoś z jego rodziny, albo przynajmniej służka.
Dwudziesty lipca był w jej rodzinie bolesną datą. To wtedy umarła jej kuzynka, Macha. Słodka, kochana Macha, która nie potrafiła uporać się ze śmiercią matki i odebrała sobie życie, pozostawiając Flintów w smutku po raz drugi w tak krótkim czasie. Cressida w odstępie paru tygodni była na dwóch pogrzebach; najpierw ciotki, a później kuzynki, którą kochała jak własną siostrę i nie potrafiła uwierzyć, że jej naprawdę już z nimi nie ma. Od tamtego dnia minęło pięć lat, ale pamiętała go bardzo żywo, głęboko poruszona tą tragedią, pełna niedowierzania, że Macha naprawdę mogła się zabić, nie mogąc sobie poradzić z brakiem matki. To początkowo było jak bardzo zły sen, ale okazał się szczerą prawdą. Później, kiedy we wrześniu wyjechała do Beauxbatons, naprawdę żałowała, że nie może wraz z Morrigan jechać do Hogwartu, by być obok niej w tym trudnym czasie. Mogła jedynie słać do niej długie, wyczerpujące listy, zapewniając ją o swoim wsparciu, podczas gdy spotkały się dopiero w czasie ferii świątecznych. Czasem zastanawiała się też, jak sama by się czuła, gdyby utraciła matkę. Pierwszego maja tego roku mogło niewiele brakować, by i Portia Flint odeszła, ale uzdrowiciele zdołali przywrócić ją do zdrowia po tym, jak odniosła rany wskutek wybuchu anomalii.
Spodziewała się, że odwiedzając cmentarz może tu spotkać Morrigan. Na to zresztą liczyła, że przy okazji odwiedzin u Machy i ciotki napotka swoją kuzynkę. Udała się tam razem z Williamem za pomocą świstoklika, który zabrał ich do Londynu, a później dotarli na cmentarz, udając się na jego czarodziejską część, gdzie znajdował się grobowiec Flintów. Także trzymała w dłoni bukiet kwiatów, które udało jej się znaleźć w ogrodach Fawleyów. Zanim weszli na cmentarz zapytała siedzącego na pobliskim krzewie ptaka, czy jest bezpiecznie; kiedy ptaszek potwierdził, ostrożnie weszli na cmentarz, starannie omijając części zniszczone przez anomalie.
I rzeczywiście, gdy dotarli do grobowca, zauważyła ciemnowłosą sylwetkę Morrigan. Skinęła głową na męża, który został nieco z tyłu, pozwalając małżonce samej złożyć kwiaty na grobie bliskich oraz na rozmowę z kuzynką.
- Nie powinno jej tu być – szepnęła cicho, układając kwiaty u stóp płyty zakrywającej grobowiec Machy i ciotki. Macha powinna wraz z nimi cieszyć się życiem, teraz byłaby już dorosła. Miała przed sobą wiele wspaniałych lat, ale Cressida nie mogła oceniać jej surowo. Czuła jedynie żal, że kuzynki zabrakło, bo Macha zawsze była jej bliska.
- Tęsknię za nią – dodała, rozumiejąc ból Morrigan. Po nakrapianych piegami policzkach Cressie też spłynęło kilka łez. – Mam nadzieję, że gdziekolwiek jest, jest tam szczęśliwa.
Ale żadna z nich nie wiedziała, co było dalej. Macha nie wróciła jako duch, więc żadna nie mogła wiedzieć, co się z nią teraz działo. Może jej słowa były naiwne, ale Cressida pragnęła wierzyć, że Macha jest już spokojna, że dołączyła do swojej matki i już nic złego nie może jej się stać.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Morrigan Flint
Morrigan Flint

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6257-morrigan-flint https://www.morsmordre.net/t6293-szczesciarz https://www.morsmordre.net/t6294-morrigan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6305-skrytka-bankowa-nr-1542#158300 https://www.morsmordre.net/t6304-morrigan-flint#158282
Zawód : Magibotanik
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 15
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Cmentarz   19.07.18 18:44

Gdy usłyszała znajomy głos, podniosła wzrok na Cressidę i jej męża, stojącego na uboczu. Uśmiechnęła się mimo łez i wyciągnęła z kieszeni płaszcza jedwabną chusteczkę, którą otarła wilgotną twarz. Chociaż przy kuzynce nie miała powodu do ukrywania chwili słabości, o tyle przy jej mężu, owszem. Należał teraz do rodziny, ale był to zdecydowanie inny rodzaj relacji i nigdy nie przewidywała im większej zażyłości. Skinęła mu głową na przywitanie i wróciła spojrzeniem do Lady Fawley. Dla niej i tak pozostanie Lady Flint.
- Miałaby teraz osiemnaście lat. - Westchnęła, wyobrażając sobie swoją siostrę jako dorosłą czarownicę. Widziała ją w ozdobnej sukni na tle rodowego herbu, sprzeczającą się z ojcem, że zawieszenie głowy jelenia w jadalni, jest sprawą bezdyskusyjną i ona się nie zgadza pod groźbą strajku głodowego. Była dobrą dziewczyną, delikatną i wrażliwą. Zbyt wrażliwą, aby pogodzić się ze stratą matki i zbyt słabą, aby udźwignąć ciężar rodzinnej żałoby. A reszta rodziny okazała się zbyt ślepa, aby to dostrzec i zapobiec kolejnej rodzinnej tragedii. Czy Morrigan się obwiniała? Oczywiście. Nigdy sobie nie wybaczy, że nie zareagowała wcześniej, kiedy nie było jeszcze za późno. - Może właśnie przygotowywałaby się do pierwszego sabatu. Może pomagałybyśmy jej wybierać teraz najlepszą suknię, aby mogła wywrzeć na wszystkich gościach jak najlepsze wrażenie. Może… - Nie dokończyła, ponieważ głos uwiązł jej w gardle. Może gdybym wcześniej to dostrzegła. Wzięła głęboki głos, chcąc się uspokoić, ukoić znowu nadszarpnięte nerwy. Podniosła się z klęczek i uścisnęła dłoń Cressidy.
- Dziękuję, że przychodzisz tu co roku. Wiem, że masz własną rodzinę, obowiązki i zmartwienia, tym bardziej szczerze to doceniam. - Nie musiała tego robić. Mogła zapomnieć o zmarłej kuzynce w werforze opieki nad dwójką małych dzieci, mogła nie mieć czasu, albo ochoty przychodzić na cmentarz, a mimo wszystko to robiła. Morrigan była jej bardzo wdzięczna za taką postawę.
Ona również tęskniła i miała nadzieję, że Macha odeszła do lepszego miejsca, w którym nie szaleje czarna, nieokiełznana magia, gdzie jest spokój i porządek. Całkowite przeciwieństwo obecnego świata.





Z moich snów uciekasz nad ranem,
Cierpka jak agrest, słodka jak bez.
Chcę śnić czarne loki splątane,
Fiołkowe oczy mokre od łez.
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Cmentarz   19.07.18 19:36

William rozumiał więź Cressidy z rodem jej pochodzenia i nie ingerował w to. Szanował, że jego małżonka wciąż bardzo często odwiedza bliskich, i przynajmniej raz na kilka miesięcy stara się pojawiać na grobach zmarłych Flintów. W czarodziejskiej części cmentarza ukrytej przed mugolami znajdowały się grobowce wielu czarodziejów, niektóre już bardzo wiekowe. Kto by pomyślał, że będzie tu musiała odwiedzać kuzynkę młodszą od siebie? Zaledwie kilka lat temu z Machą spacerowały po lesie wokół posiadłości, zbierały kwiaty, plotły wianki i razem uczyły się umiejętności odpowiednich młodym damom, wyobrażając sobie swoją przyszłość.
Teraz Macha byłaby już po Hogwarcie. Stawiałaby pierwsze kroki w dorosłym życiu, zawierała nowe znajomości i oczekiwała swoich zaręczyn. Ale była tak delikatna i wrażliwa, zbyt wrażliwa, żeby zmierzyć się z utratą ukochanej matki i w swojej nastoletniej rozpaczy zapragnęła do niej dołączyć. Cressida też czasem rozmyślała o tamtych dniach i zastanawiała się, czy w zachowaniu kuzynki było widać zapowiedź tragedii. Także obwiniała się o to, że niczego nie zauważyła – ale w swoim nastoletnim, jeszcze bardziej niż teraz naiwnym spojrzeniu na świat ani przez chwilę nie pomyślała o tym, że Macha mogłaby odebrać sobie życie. Myślała, że jej smutek jest czymś naturalnym po utracie matki, że tak po prostu ma być. To było niepojęte, niewyobrażalne. Była w wielkim szoku, kiedy tamtego dnia usłyszała wieści wypełniające cały dwór w Charnwood. A potem pobiegła do lasu, zanosząc się płaczem, i po paru godzinach znalazł ją tam dopiero jej brat, przyprowadzając z powrotem do dworku, z mokrą od łez buzią i fragmentami liści we włosach i na sukience.
- Na pewno wyglądałaby przepięknie – westchnęła cicho, próbując sobie wyobrazić dorosłą Machę, w sukni w barwach rodu, debiutującą tak jak ona dwa lata temu. Tak chciała ją widzieć – szczęśliwą i pogodną.
Wyczuwając zawahanie w głosie Morrigan, zbliżyła się i lekko ścisnęła jej dłoń, okazując swoje wsparcie, bo przecież jej odejście Machy też nie było obojętne. Przeżyła je tak, jak przeżyłaby odejście swojej siostry. I naprawdę miała nadzieję, że Macha jest teraz szczęśliwa i bezpieczna tam gdzieś, po drugiej stronie, gdzie pewnego dnia znajdą się wszyscy, także one.
- Dawno tu nie byłam przez to wszystko, ale... Chciałam pojawić się chociaż dziś, w ten dzień. Chociaż na chwilę – rzekła, jakby przepraszająco, że w ostatnich miesiącach nie mogła odwiedzić Machy, anomalie i inne komplikacje temu nie sprzyjały, bo począwszy od maja cmentarz był zamknięty i dopiero niedawno opanowano szalejącą tu anomalię. Mimo że teren podobno był już bezpieczny, Cressida i tak się bała i wiedziała, że nie powinni tu zostać zbyt długo.
- Noszę już inne nazwisko, ale nigdy nie przestanę być Flintem – zapewniła. Mogła wyjść za mąż i zamieszkać gdzieś indziej, ale w głębi duszy była lady Flint i to Flintowie byli jej pierwszą rodziną, wciąż niezwykle ważną w jej życiu. – I jaka byłaby ze mnie lady Flint, gdybym nie pamiętała o tych, którzy są lub byli dla mnie ważni?
Rodzina była najważniejsza, zawsze. Pozostawała lojalna wartościom swojego rodu, które starannie wpajano jej od dziecka.
- Miałam też nadzieję... że się spotkamy. Martwię się o was wszystkich – odezwała się po chwili, spoglądając na przyniesione przez nie kwiaty. Ostatni raz była w rodowym dworku na przełomie czerwca i lipca. – I właściwie to mieliśmy zamiar udać się do Charnwood w drodze powrotnej do Ambleside – dodała jeszcze. Dzieci były pod dobrą opieką, a ona z Williamem mogli złożyć wizytę u bliskich Cressidy. William miał zresztą pewną sprawę do jej ojca, której szczegółów na razie nie chciał zdradzać.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Morrigan Flint
Morrigan Flint

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6257-morrigan-flint https://www.morsmordre.net/t6293-szczesciarz https://www.morsmordre.net/t6294-morrigan https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6305-skrytka-bankowa-nr-1542#158300 https://www.morsmordre.net/t6304-morrigan-flint#158282
Zawód : Magibotanik
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 15
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Cmentarz   20.07.18 11:28

Przed pięcioma laty, na ten cmentarz przychodziła jedynie z polecenia mężczyzn. Ojciec i nestor nakazywali jej odwiedzać rodzinną kryptę zwłaszcza podczas wakacji i ferii, kiedy nie przebywała w Hogwarcie. Pouczali ją i kładli do głowy, że zmarli zasługują na szacunek, że powinno się o nich pamiętać, nawet jeśli nigdy się ich nie poznało. Dla niej jako dzieciaka, to były zwykłe imiona wyryte w płycie. Nagłówek na górze, jakim było nazwisko Flint ozdobione labrami, nie robił jej różnicy. Nie zdawała sobie sprawy, jak szybko ten cmentarz, stanie się miejscem jej rozmyślań, rozdrapywania ran i pogrążania w smutku. Z jej obserwacji jasno wynikało, iż niewielu czarodziejów, nawet z bardzo ważnych rodów, odwiedzało groby swoich bliskich. Naturalnie, teraz mogło być to spowodowane anomaliami, niestabilną sytuacją i brakiem pewności w poruszaniu się między różnymi częściami kraju. Jednak wcześniej sytuacja wcale nie wyglądała lepiej. Czyżby tylko zacofana rodzina Flintów potrafiła znaleźć chwilę na wspominki o krewnych?
Morrigan zastanawiała się, jakby wyglądała jej młodsza siostra jako dorosła czarownica. Pewnie miałaby burzę brązowych loków na głowie, których nawet będąc dzieckiem, żadna opiekunka nie umiała okiełznać. Starałaby się ubierać skromniej, aby poza sabatami, nie ściągać na siebie dodatkowych spojrzeń. Dalej kochałaby las, magiczne stworzenia. Może jej dalsza edukacja poszłaby właśnie w tym kierunku? Jednak teraz nie było sensu się nad tym dłużej rozwodzić. Macha odeszła, pozostawiając po sobie pustkę w dworze i jeden pokój, którego progu nikt nie ośmielił się przekroczyć po jej śmierci.
- Kobiety po ślubach zwykle się zmieniają. Jakby zmiana nazwiska miała ogromny wpływ na ich światopogląd i charakter. - Kąciki jej ust znowu drgnęły, tym razem w lekkim grymasie. - Dobrze, że Ciebie to nie dotyczy. - Posłała kuzynce ciepły uśmiech, słuchając o jej zmartwieniach. Życie w tym chorym świecie było niebezpieczne. Samotne pałętanie się po rzadko odwiedzanych częściach kraju, gdzie jeszcze niedawno szalały anomalie, również nie należało do najrozsądniejszy. Cressida słusznie postępowała, poruszając się w asyście męża. Jej nie mogło się nic stać, miała przecież dla kogo żyć.
- Też się martwię. Anomalie zdają się przyspieszać postęp choroby mojego ojca. Eliksiry i gorące kąpiele jakby kompletnie nie działały. Nie śmiałam zapytać uzdrowiciela, ile czasu nam zostało. - Westchnęła, bezradnie rozkładając ręce. Ileż by dała, aby znalazł się człowiek, który potrafiłby powstrzymać rozwój Dotyku Meduzy. - Och, naturalnie. Właściwie to uczyniłyśmy naszą powinność i mogłybyśmy wrócić do Charnwood. Wszyscy ucieszą się z Waszych odwiedzin.





Z moich snów uciekasz nad ranem,
Cierpka jak agrest, słodka jak bez.
Chcę śnić czarne loki splątane,
Fiołkowe oczy mokre od łez.
Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-cressida https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : Malarka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Cmentarz   20.07.18 12:44

W przypadku Cressidy wyglądało to bardzo podobnie. Matka lub ojciec zabierali ją tu w wakacje, tak jak jej starsze rodzeństwo, ucząc pamięci o zmarłych oraz opowiadając o przodkach, których nie zdążyła poznać. Flintowie byli tradycjonalistami wiernymi swoim obyczajom oraz rodzinie, więc i Cressida od dziecka była bardzo silnie związana z rodem i nic nie mogło złamać tej więzi, nawet ślub. Kochała bliskich do tego stopnia, że zgodziłaby się na aranżowane małżeństwo nawet gdyby nie zapałała do wybranego jej narzeczonego sympatią – byle tylko ich uszczęśliwić i nie rozczarować. Zawsze bała się bycia rozczarowaniem dla ojca, zwłaszcza że czuła się tą najgorszą z trójki jego dzieci. Wiadomo, że jak przystało na tradycjonalistę najbardziej kochał i zauważał syna, choć i wychowanie córek nigdy nie zostało zaniedbane.
Była pewna, że gdyby Macha żyła, wciąż by się przyjaźniły i odwiedzały, a w przerwach między odwiedzinami pisały listy. Przecież wszyscy dorastali razem, dzieci Leandera oraz Randolfa, często odwiedzani także przez innych krewnych, których matki były Flintównami i zostały wydane za mężczyzn z innych rodów. Cressida miała liczne grono kuzynostwa, ale nie z każdym z nich miała bardzo bliski kontakt, a przede wszystkim z tymi bliższymi jej wiekiem, bo to z nimi spędzała najwięcej czasu w dzieciństwie. Zwłaszcza z tymi, z którymi mieszkała pod jednym dachem. Po odejściu Machy długo odczuwała pustkę, patrząc na jej puste miejsce przy stole i zamknięte drzwi pokoju. Też nigdy nie miała śmiałości przekroczyć jego progu odkąd znaleziono tam jej ciało. Czasem tylko przechodziła korytarzem i spoglądała w tamtą stronę, po czym szybko odchodziła, przytłoczona wspomnieniami. A później, czternaście miesięcy temu, wyszła za mąż i zamieszkała w dworze rodziny męża, zamieszkując z nim i jego krewnymi, wcześniej w większości jej obcymi. Ale każdą młodą damę miało to czekać, Morrigan też; i tak otrzymała więcej czasu niż Cressida, być może właśnie przez utratę matki i siostry oraz chorobę ojca. Choroby genetyczne były straszne i Cressida cieszyła się, że żadna się u niej nie ujawniła, choć czasem obawiała się, czy któreś z jej dzieci w przyszłości nie okaże się chore.
- W moim przypadku tak nie jest – zapewniła. Nadal lubiła to samo, co lubiła jako lady Flint. Kochała rośliny i zwierzęta, zwłaszcza ptaki, jazdę konną oraz sztukę, choć po ślubie z Fawleyem miała większe możliwości rozwijania tej pasji, którą jej ojciec niezbyt rozumiał i pochwalał, choć na pewno cieszył się, że udało mu się wychować pokorną, uległą córkę, której nie w głowie było szukanie niezależności, buntowanie się i podejmowanie męskich zajęć. William jako mąż był tolerancyjny, wspierając żonę i nie traktując jej wyłącznie jako swoją ozdobę. Nie stosował wobec niej przymusu ani nie zabraniał kontaktów z rodziną. To, że nie pozwalał jej w dobie anomalii podróżować samotnie, było podyktowane wyłącznie troską. Jeśli nie mógł towarzyszyć jej sam, robił to ktoś inny z mieszkańców Ambleside. Inni Fawleyowie też czasem mieli sprawy do załatwienia w Londynie. Czasy nie były bezpieczne, ale trzeba było jakoś funkcjonować i nie dało się uniknąć opuszczania murów dworu.
- I jestem pewna, że w twoim też nie będzie. W sercu zawsze pozostaniesz lady Flint, prawda? – Bo przecież obie wiedziały, że Morrigan też to czeka. Przed dwudziestym piątym rokiem życia niemal na pewno będzie już żoną, może nawet matką. I obie będą w Charnwood tylko gośćmi, nie mieszkańcami, ale najważniejsze było przecież to, co nosiły w sercu.
- Miejmy nadzieję, że uzdrowiciele znajdą sposób by... jakoś zahamować rozwój choroby – powiedziała, wzdrygając się. Martwiła się o wuja, tym bardziej, że jej kuzynkom został już tylko on, bo matkę straciły. Nie znała się zbytnio na chorobach, ale słyszała, że anomalie zwiększyły częstotliwość ataków u tych, którzy na nie cierpieli.
Umilkła na moment, oddając się chwilowej zadumie. Odezwała się dopiero po chwili, spoglądając w stronę kuzynki.
- Tak, oczywiście. To miejsce budzi we mnie pewien... lęk. I bardzo tęsknię za rodzinnym domem, więc najlepiej zabierzmy się wszyscy troje świstoklikiem. Jeśli nie masz przy sobie swojego, niedaleko w ogrodzie magibotanicznym jest jeden ogólnodostępny – powiedziała po chwili.
Spełniły swoją powinność. Zostawiły kwiaty i oddały się zadumie nad grobem Machy i jej matki, a także innych Flintów, którzy zmarli przed nimi. Cressida chciała więc możliwie szybko opuścić cmentarz, czując się nieswojo tak blisko miejsca, gdzie jeszcze niedawno czaiły się anomalie; bała się anomalii, i nawet miłość do rodziny nie była w stanie jej zmusić, by została tu dłużej niż konieczne. Rozmowę z Morrigan mogły spokojnie dokończyć w Charnwood, a Cressida z pewnością znajdzie czas by pogawędzić z nią, z rodzicami i rodzeństwem.
- Chodźmy więc – powiedziała, wyciągając rękę do kuzynki i spoglądając na męża, który ruszył tuż za nimi. Jeszcze raz spojrzała na grobowiec, bo nie wiedziała, kiedy znowu będzie jej dane złożyć tu kwiaty. A potem odeszli z zamiarem dostania się świstoklikiem do Charnwood.

| zt. x 2




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Frances Montgomery
Frances Montgomery

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   31.08.18 0:20

14 sierpnia

Szybko pogodziła się z tym, że będzie w Londynie sama. Nie było to łatwe, wyprowadzić się z rodzinnego domu po wielu próbach wsiąknięcia do niego z powrotem, wszycia się w barwny patchwork wiejskiego życia. Codzienne wycieczki do niedalekiej mieścinki zamieszkanej przez niecałe pięćdziesiąt tysięcy, przejażdżki rozklekotanymi autobusami, zasypianie w zupełnej ciemności i ciszy, w domku otoczonym przez pola, niemal w całości skrytym w cieniu wielkiego mitycznego lasu. W porównaniu z tamtym życiem, funkcjonowanie w kilkomilionowym mieście było wielkim wyzwaniem, czymś na kształt koszmaru, w którego sam środek musiała wyjść już po przebudzeniu, pozbawiona wszelkich złudzeń, by wrócić do miejsc, za którymi tęskniła nawet bardziej niż za świętym spokojem i kojącą wszelkie niepokoje bliskością rodziców.
Nawet za cenę samotności, w końcu wróciła, chociaż rodzinę musiała zostawić niemal na drugim końcu kraju. Z nikim nie łączyły ją tu więzy krwi, jak to możliwe więc, że przechadzając się wolnym krokiem przez alejki cmentarza czuła, że powinna zatrzymać się przy wielu grobach, prawie każdym z nich?
Przyszli na ten cmentarz przypadkiem. Po drodze do antykwariatu jedno z nich pociągnęło drugie ku cmentarnej bramie. Florean kupił kwiaty od jednej z przesiadujących tam handlarek. Niedługo zwiędną, będą marnym podarkiem złożonym przy wiecznym ogniku na którejś z mogił, o której sobie przypomniał. Frances kluczyła alejkami, z każdym krokiem czując się coraz mniej niepewnie w otoczeniu piękna, jakiego nie spodziewała się na cmentarzu. Starość pomników, wszechobecna wilgoć mchu i półcień rzucany przez powykręcane przez lata drzewa zamykał ich szczelnie w bańce melancholijnej atmosfery, wzbudzając respekt przed ogromem przeszłości zapisanej w tym miejscu. W końcu przeszli do czarodziejskiej części nekropolii. Tutaj nie dobiegał już żaden dźwięk, magiczna bariera wygłuszała nawet ciche rozmowy innych ludzi, którzy przyszli tu kogoś odwiedzić. Byli przeraźliwie sami wśród rzędów grobów, a jednocześnie wcale nie sami. Wystarczyło kilka spojrzeń, by się o tym przekonać.
Znała tamto nazwisko wyryte na grobie w cieniu smukłej brzozy, to przyjaciel stałej klientki z księgarni, staruszka ciągle o nim opowiadała. Cierpiał na śmiertelną bladość, zbyt długo, jak powtarzała chlipiąc nad każdą nowo zakupioną książką. Tuż obok pochowano młodego człowieka, także o znajomym nazwisku, który miał tylko dwadzieścia pięć lat. Frances dopiero niedawno dowiedziała się od dziewczyny, która okazała się jego siostrą, że umarł dla Zakonu. Jeśli ktokolwiek myślał, że wojna dopiero się rozpoczęła, poradziłaby mu przyjść tutaj i uważnie się rozejrzeć. Na wielu z marmurowych płyt wyryto przedwczesne pożegnania dla młodych ludzi, a Frances znała, choćby tylko ze słyszenia, zbyt wielu z nich.
Nikt nie znakował grobów bohaterów. Tylko oni, ci, którzy przetrwali, byli odpowiedzialni za ich pamięć. Frances odwróciła w końcu wzrok, by padł na nazwisko związane z zupełnie innym rodzajem wspomnień – pamięcią lekką, ciepłą, pełną dobrych uczuć i wolną od strachu o ich własne życie.
- To tutaj chciałeś przyjść? – jakże mogłaby zapomnieć o barwnej osobowości pani Pickering, uroczej starej panny, która do zeszłego roku zamieszkiwała lokal piętro wyżej w tej samej co oni kamienicy na Pokątnej? O ile Frances odpowiadała za wypełnianie budynku niepokojącymi hałasami przez swoje ćwiczenia zaklęć, dziedziną starszawej sąsiadki było rozsiewanie po korytarzach i systemach wywietrzników najróżniejszych, ale zawsze imponująco silnych zapachów.
- Do dziś nie wiadomo, co ona właściwie tam sobie warzyła, prawda? – zagadnęła z małym uśmiechem, a w spojrzeniu jej skierowanym na płytę nagrobka zagościł na chwilę inny, bardziej dojmujący, prywatny smutek.


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
Florean Fortescue

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 29
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   01.09.18 23:38

Wesoła atmosfera festiwalu pozwoliła mi na parę dni zatracić się w kolorowym świecie pozbawionym problemów. Żyłem dniem dzisiejszym, bawiłem się tak jak już dawno nie byłem w stanie. Dopiero wczorajszego dnia podniosłem głowę i przypomniałem sobie o czarnych chmurach, bez przerwy wiszących nad naszymi głowami. Ten niebiański widok sprowadził mnie na ziemię, zwalając na kark zapomniane problemy z podwójną siłą. Jakby fakt, że pozwoliłem sobie o nich nie myśleć, zasługiwał na karę. Teraz dźwigam ze sobą ten ciężar, tym razem nie mogę ot tak wyrzucić go z głowy. Tęsknię za Weymouth, za promieniami słońca na mojej opalonej skórze, za beztroskim śmiechem Frances. Czas powrócić do szarej rzeczywistości, którą uparcie próbuję rozjaśnić swoim kolorowym strojem. Decyduję się na pomarańczowe spodnie i szarą koszulę, to i tak stonowany strój jak na mój gust. Wycieczka do antykwariatu wydaje mi się dobrym przejściem z marzeń w Weymouth do obowiązków w Londynie. Zapach kurzu, dla wielu nieznośny, mi przywodzi na myśl dzieciństwo i bibliotekę. Lawiruję pomiędzy półkami z gracją godną mola książkowego, przyglądając się starym okładkom, mając ochotę zabrać ze sobą połowę z nich. Jakbym odwiedził schronisko, a na półkach zamiast starych woluminów siedziały biedne zwierzęta. Ostatecznie decyduję się na niewielką książkę poświęconą kilku kluczowym bitwom wojny stuletniej. Wkładam ją do tylnej kieszeni spodni - ma idealny rozmiar, akurat do noszenia ze sobą. Wtedy przypominam sobie o cmentarzu i czuję jak moje gardło zaciska się ze stresu. Nie pamiętam kiedy dokładnie odwiedziłem to miejsce, natychmiast wstrząsają mną wyrzuty sumienia, ale chowam je głęboko w sobie. Proponuję neutralnym głosem wizytę na grobie naszej sąsiadki, przed wejściem kupuję bukiecik kwiatów. Tylko jeden, choć w głębi duszy wiem, że będę potrzebował ich więcej.
Na cmentarzu nie odnajduję się tak dobrze jak w antykwariacie. Idę niepewnie, spoglądam na każdy nagrobek, próbując odczytać imię i datę śmierci. W końcu znajdujemy wspólnie ten na którym mi zależało. Albo ten, który był tylko pretekstem do odwiedzenia tego miejsca. Gdybym posiadał taką zdolność, moje spodnie zapewne utraciłyby swój żywy kolor. Atmosfera cmentarza mnie przytłacza, nie uważam jednak tego za coś dziwnego. Nie znam człowieka, który nie czuł by się tutaj nieswojo.
- Tak - odpowiadam krótko, spoglądając na świeży nagrobek naszej sąsiadki. To w zasadzie niesamowite, że odeszła tak po prostu, ze starości. Ostatnimi czasy przywykłem do śmierci tragicznych, a ta pani Pickering była godna pozazdroszczenia. - Nie wiem czy chcę wiedzieć - śmieję się, kolejny raz spoglądając w te ciemne chmury. - Miała duszę naukowca, jestem tego pewien - dodaję, nie do końca serio, bo bardziej skłaniałbym się ku wersji, że po prostu warzyła sobie eliksir przeciw ghulom albo, o rety, może miała tak złe umiejętności kulinarne i te zapachy to był jej obiad.
Milknę, patrzę bez większych refleksji na jej nagrobek, dopiero po chwili przypominając sobie o kwiatach. Kładę bukiecik na zimnej płycie, wyróżnia się na jej tle. Poprawiam pozaginane listki i z powrotem staję obok Frances. Mam nadzieję, że pani Pickering widzi ten niewielki gest i wybaczy nam te wszystkie skargi rzucane pod jej adresem.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Frances Montgomery
Frances Montgomery

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   11.09.18 1:41

Między uczuciami, które mogą towarzyszyć wizycie na cmentarzu, nie powinno znaleźć się miejsce dla poczucia winy. Ponura, pełna strachu myśl o własnej śmierci, nieunikniona w otoczeniu przytłaczającej ciszy, powinna być otulona mgiełką pamięci miękkiej jak wełna, nie przerażać aż do stopnia obezwładnienia. Powinni przechodzić tu po bezbłędnie wytyczonej ścieżce dobrych wspomnień, a na jej końcu powinna czekać nadzieja zamiast wymuszonej ulgi. Nadzieja, że kiedyś da się do śmierci przywyknąć.
Frances zmartwiła się tym, jak spochmurniał jej towarzysz. Po raz ostatni odcyfrowała z nagrobka lata życia ich sąsiadki i po raz ostatni pomyślała mimo woli, czy także im będzie dane dożyć podobnie sędziwego wieku, po czym przeniosła wzrok na spoważniałą twarz Floreana. Doświadczyła bardzo przykrego wrażenia, jakby od czasu spędzonego na festiwalu minęła cała dekada, która nie obeszła się z jej przyjacielem łaskawie.
W niezrozumiałym w pełni, nagłym impulsie zapragnęła go stąd zabrać. Usłyszała kiedyś, a potem wierzyła, że jest w smutku miejsc starych i niezamieszkanych, jak zabytkowe parki czy cmentarze i opuszczone domy, coś szczęśliwego, co potrafią dostrzec tylko ludzie z pewną głębią. Chcąc tak się postrzegać, starała się to zrozumieć, powtarzać zarozumiałym tonem, ale czasy nie sprzyjały teraz oswajaniu się ze smutkiem. Gdyby choć na chwilę zatrzymała się w miejscu i pozwoliła, by uderzył w nią całą swą siłą, zachłysnęłaby się i dławiła nim aż do ostatniego oddechu zduszonego w końcu mimo ogromnej woli przetrwania.
Musieli jakoś od tego uciec, za wszelką cenę, by zatrzymać życie na później, do złożenia w wyższym celu.
- Lepsze podejrzane zapachy niż te poranne hałasy. – do mieszkania po staruszce wprowadziła się niedawno młoda kobieta z mężem i dziećmi. Z początku, gdy zamiast aromatów wysiłków alchemicznych pani Pickering (oby nie okazały się jej obiadami), korytarze kamienicy wypełniły się echem ustawicznego tupania, skakania i toczenia Bóg wie czego po wiekowym parkiecie, było to nawet urocze; dawało im wszystkim złudzenie normalności życia, zabierało do mikroskopijnego świata, którego nic nie mogło zburzyć. Dopiero po jakimś czasie, błogo wolnym od zmartwień o przyszłość tych dzieci, zaczęły uwierać Frances te ciągłe hałasy, tak bardzo, że doszła do wniosku, iż wielki trzask i łomot, jaki zdarzało jej się spowodować u siebie raz od wielkiego dzwonu to jednak zdecydowanie mniejsze zło.
- Dobrze, że nikt już nie mieszka pod nami. Nasze dzieci nie będą przyprawiać sąsiadów o ból głowy. – napomknęła, siląc się na choć trochę żartobliwy ton i nie myśląc najwyraźniej o tym, jak zabrzmi jej wypowiedź, kiedy opuści już jej usta. Oczywiście, nie miała na myśli ich dzieci, nigdy w życiu. Jego i jej, tak osobno. Tyle tylko, że wciąż w tej samej kamienicy, jedynym miejscu, które mogło być domem naprawdę, nawet z głośnymi sąsiadami i nieszczelnym oknem w kuchni.
Odchrząknęła, by zamaskować jakoś swoje zażenowanie. Mogła tylko liczyć, że zamyślony nie zauważył jej językowego potknięcia. Po chwili, zbyt krótkiej na pogrążenie się w zadumie, pociągnęła go lekko za rękaw.
- Chodźmy już. – i roztargniona ruszyła w drogę powrotną zupełnie inną, nieznaną dotąd dróżką. Wciąż nieco zawstydzona, unikała patrzenia na Floreana, przyglądając się w zamian mijanym nagrobkom. Nagle stanęła jak wryta, widząc znajome, zbyt znajome nazwisko.


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
Florean Fortescue

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 29
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   12.09.18 21:19

Pojawienie się młodej rodziny w naszej kamienicy było żartem od losu albo przypomnieniem o wiecznie toczącym się kręgu życia. Tak czy inaczej niemalże każdego dnia zakłócają moją rutynę, co momentami wyprowadza mnie z równowagi. Za każdym razem czuję się z tym źle, bo przecież nie są złymi ludźmi, ale to bywa silniejsze ode mnie. Chyba najbardziej denerwuje mnie ta ich beztroska, i biegające wszędzie dzieci, krzyczące nad ranem. Coraz częściej muszę sobie przypominać, że przecież lubię dzieci, a ci ludzie na pewno muszą się czuć obco w nowym miejscu. Niedawno przyniosłem im lody - mimo wszystko chcę uchodzić za uprzejmą osobę, którą przecież jestem, a przynajmniej jeszcze niedawno byłem. Czasem się zastanawiam jak bardzo się zmieniłem przez przystąpienie do Zakonu. A jeżeli znacznie, to czy na lepsze? Nie zawsze jestem tego pewny, chociaż ostatnio niewielu rzeczy jestem pewny, trochę się w tym wszystkim gubię. Festiwal był cudownym czasem i żałuję, że już się skończył. Przypomniał mi co straciliśmy i częściowo przestałem się cieszyć tym co mam. - Jestem przyzwyczajony do hałasów - pozwalam sobie na ten delikatny przytyk w jej kierunku, żartobliwy, bo przecież tak naprawdę będzie mi ich brakować i na pewno dobrze o tym wie. A może nie? Nie wiem czy wystarczająco często dawałem jej do zrozumienia ile dla mnie znaczy.
- Tylko nas - odpowiadam bez zastanowienia, dopiero po chwili rozumiejąc sens jej słów. - To znaczy - zaczynam szybko się tłumaczyć, ale w końcu stwierdzam, że nie warto. Zresztą ona też wygląda na zmieszaną. - No wiesz - macham rękoma, jakby miało mi to pomóc w wytłumaczeniu tego przejęzyczenia, ale w końcu wkładam dłonie do kieszeni, żeby bardziej się nie pogrążać. Pani Pickering pewnie przewraca się w grobie, widząc jak się zachowujemy. Kiedyś tu przyjdę i panią przeproszę. Może coś poopowiadam, chociaż do tej pory nie jestem pewien, czy pani lubiła moje opowieści.
- Przyszliśmy stamtąd - zwracam jej uwagę, kiedy tak nagle zaczyna mnie ciągnąć w przeciwnym kierunku. Nie załapałem dokąd ta droga nas zaprowadzi, dlatego trochę się zaniepokoiłem, kiedy tak nagle stanęła. Szybko ją dogoniłem i dopiero wtedy zrozumiałem. - Och - poczułem jak blednę, a moje nogi miękną. Stąd te wyrzuty sumienia, stąd ta niezaspokojona potrzeba zakupu większej ilości bukietów. Nie pamiętam kiedy ostatnio tutaj przyszedłem, co zresztą widać na nagrobku. Wysuszone kwiaty, wypalone znicze, zbyt wysoka trawa. Spoglądam na płytę i widzę nazwiska swoich rodziców, niegdyś tak kochanych, teraz wypychanych z pamięci. Przecież to okropne, nie mam serca, a uważam się za tak dobrą osobę. Jestem hipokrytą, oszukuję sam siebie. Dobrze, że Frances stoi obok mnie, niech dowie się jaki jestem naprawdę. - Ja... - sam nie wiem co chcę powiedzieć, chyba się wytłumaczyć, chociaż nie może wiedzieć z czego. Sam tego nie wiem. Że tu nie przychodziłem, że nigdy o nich nie mówię, że zachowuję się jakbym zapomniał. Chcę to jakoś naprawić, więc niepewnie podchodzę bliżej i zdejmuję z zimnej płyty martwe kwiaty i brudne znicze. Nie wiem co z nimi zrobić, przecież nie mam ze sobą żadnego worka, ale nie mogę ich tutaj zostawić. Rozglądam się dookoła, niepotrzebnie, w niczym mi to nie pomogło. Odkładam to gdzieś na bok i zaczynam wyrywać dłońmi przydługą trawę, wolę nie używać różdżki, kiedy nie jest to konieczne. Przez chwilę zapominam, że Frances wciąż tutaj jest, za bardzo jestem skupiony na naprawianiu swojego błędu.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Frances Montgomery
Frances Montgomery

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5837-frances-montgomery https://www.morsmordre.net/t6040-listy-do-frani https://www.morsmordre.net/t5906-pani-prawie-profesor https://www.morsmordre.net/f164-pokatna-7-2 https://www.morsmordre.net/t6051-frances-montgomery
Zawód : nauczycielka Zaklęć w Hogwarcie
Wiek : 26
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Would it be all right
If we just sat and talked for a little while
If in exchange for your time
I give you this smile?
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   13.09.18 0:38

Miała być sama. Żadna inna myśl nie przekonała jej do siebie tak, jak udało się to tej ponurej perspektywie, w tym przekonaniu trwała więc przez jakiś czas, lgnąc jednocześnie do małej i ciepłej społeczności, jaką odnalazła w najbliższym otoczeniu i odmawiając sobie prawa, by doń dołączyć.
Oczywiście, zaczynała od przeprosin. W czasach, kiedy uczyła się bardzo intensywnie, a Florean był jeszcze „panem Fortescue” (owszem, trudno uwierzyć w to, że można zwracać się do niego per pan, a jednak był taki okres w ich sąsiedzkiej relacji), zaś pani Pickering w dobrym zdrowiu sporządzała jeszcze swoje cuchnące specyfiki, ilekroć zdarzało się niespodziewanie hałasować, trochę paliła się ze wstydu. Niezwłocznie, jeszcze mając na sobie resztkę aromatu spalenizny, biegała do sąsiednich drzwi z wyrazem wielkiej skruchy na twarzy, przerażona, by jej z budynku nie eksmitowano. Z czasem, wcale prędko zresztą, okazało się, że nieźle wpasowała się ze swoim zapałem do nauki w grono mieszkańców, z których każdy miał coś w sobie z naukowca.
W miarę jak mijały lata, prawie przestała tęsknić za wszystkim, co zostawiła za sobą, w starym życiu, w innym świecie. A jednak są bariery nie do pokonania, więzi, o których nie sposób zapomnieć nawet w natłoku ważnych spraw, nawet ważąc życie i śmierć, z dnia na dzień targując się o kolejne odważniki.
Równocześnie z ciekawością poczuła odrazę. Nie wobec jego niedbalstwa, a wobec siebie samej i tej dociekliwości, którą powinna umieć powstrzymać. Są miejsca, w których nie wypada nawet przyjaciołom zadawać niektórych pytań i wszystko, od przejmującej ciszy do zeschniętych kwiatów, było dowodem na to, że ta niepozorna cmentarna alejka jest jednym z nich.
Frania jednak zawsze była dobra w ignorowaniu znaków podsuwanych przez szczątkową potrzebę wykazywania się taktem. Wahając się przy każdym z kilku dzielących ich od siebie kroków, zbliżyła się do Floreana i położyła rękę na jego ramieniu, by wyrwać go z transu szybkich, szarpanych ruchów.
Od jednego, nieśmiałego spojrzenia na daty wyryte w płycie nagrobnej poniżej nazwisk zaczął się rysunek linii czasowej, o którą bardzo rzadko (podejrzanie rzadko, gdyby kiedyś usilniej się nad tym zastanowiła) zahaczali w rozmowach, chociaż dawno przestała już tylko przepraszać i odbyli tysiące różnych pogawędek. Śmierci obojga dzielił krótki odcinek, a odległość ich dat od dnia dzisiejszego wstrząsnęła Frances.
Czy to możliwe, że ten sam Florean, któremu jeszcze niedawno śmiesznie mało brakowało do bycia chodzącym promieniem słońca, w tak młodym wieku stracił oboje rodziców? Nieskazitelnie pogodny mężczyzna, którego nie imało się nieszczęście w skrzywionych przez spokojny, piękny przebieg ich przyjaźni, wyobrażeniach Frances, chyba nie mógłby. Te dwie myśli zwyczajnie do siebie nie przystawały.
A co jeśli w momencie, gdy starli się ze sobą po raz pierwszy, konfrontując zmienne poglądy, od ckliwej fasady odpadł zaledwie pierwszy fragment, a pod spodem zalegała przykra prawda, którą oboje muszą jeszcze odkryć? Dotąd wspólnie walczyli, by wprowadzić podział między umiłowanie domowego spokoju i to, co działo się poza nim; sprawy Zakonu, którym byli winni znacznie więcej niż porządek dnia codziennego, jaki starali się mimo wszystko zachować. Najwyższy chyba jednak czas poddać tę walkę, a przy okazji też przestać udawać, że wszystko w porządku.
Ze wszystkiego, co mówił Florean często wnioskowała, że wierzy, iż przeszłość to najcenniejsze, co można mieć. Patrząc na to, jak zaniedbał grób rodzinny, mimowolnie zwątpiła i okropnie jej było z tą wątpliwością.
- Twoi rodzice… – wyrwało się jej półszeptem, ni to stwierdzenie faktu, ni potrzeba potwierdzenia domysłu. Bezwiednie opuściła rękę i z dziwnym poczuciem pustki przykucnęła przed nagrobkiem, by wyrwać te z liści traw, które przesłaniały jego szczegóły. Naszła ją przy tym jedna myśl, bardzo dziwna, smutna, a przy tym… jakby zuchwała?
Liczyła, że kiedyś ich pozna.


Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
Florean Fortescue

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 29
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Cmentarz   13.09.18 21:38

Śmierć rodziców była punktem zwrotnym w moim życiu. Rzuciłem pracę, sprzedałem rodzinny dom, przeprowadziłem się na ulicę Pokątną i wreszcie założyłem lodziarnię. Z tych przełomowych zmian wyszło wiele dobrego, co zdecydowanie pomogło mi w przejściu nad tym wszystkim do porządku dziennego, ale tragedia wciąż pozostaje tragedią. Cały czas trzymam ją głęboko w sobie, zresztą znalazłem tam miejsce na jeszcze parę innych smutków. Nie lubię się nimi dzielić. Wydaje mi się, że mówienie o swoich problemach niepotrzebnie ciąży innym. Jak widać trochę się w tym wszystkim pogubiłem, niemówienie zamieniło się w zapomnienie, pozorne, ale jednak. Teraz uderzyło to we mnie ze zdwojoną siłą jakbym musiał sobie przypomnieć, że moi rodzice już nie żyją. Jedyne co mogłem zrobić to uporządkować grób i ich serdecznie przeprosić, chociaż czy mówienie w przestrzeń faktycznie ma jakiś sens? Czasem sam się dziwię, że potrafię być takim kolorowym optymistą, podczas gdy w duchu, sam dla siebie, wiele rzeczy widzę w odcieniach szarości.
- Nie żyją - dokańczam cicho, w ten sposób dzieląc się z Frances tą przykrą prawdą. Do tej pory nie mogła być tego pewna, takie imiona mogli nosić moi wujkowie. Nawet na chwilę nie przestaję wyrywać chwastów, nie robię tego zbyt dokładnie, jestem raczej w chaotycznym transie. Wciąż pluję sobie w brodę i nie potrafię zrozumieć jakim cudem mogłem, mogliśmy, tak zaniedbać to miejsce. Przecież nie byli złymi ludźmi, wręcz przeciwnie, byli najlepszymi rodzicami jacy mogli nam się trafić. Mama piekła najsmaczniejszą szarlotkę w całej Wielkiej Brytanii, a ojciec potrafił zawiązać swoją różdżkę w ciasny supełek, co zawsze wprowadzało małych nas w osłupienie. Omal nie połamałem swojej własnej różdżki, bo wydawało mi się, że da się tak zrobić z każdą. Dzięki nim miałem dobre dzieciństwo, ale na pewno mieliby do mnie zastrzeżenia co do tego wszystkiego. Jakby nie zasłużyli na moją opiekę, a przecież byli cudowni. Jestem strasznym egoistą, nie przychodząc tutaj tylko dlatego, że boję się zmierzyć z rzeczywistością. A do Zakonu pobiegłem nawet nie oglądając się za siebie. Czy to możliwe, żeby człowiek nie rozumiał własnych decyzji? Bo ja w tej chwili nie miałem pojęcia co robię.
- Mama chorowała, tata popełnił samobójstwo - dodaję, na moment wstając, żeby przenieść wyrwaną dotychczas trawę na jedną kupkę przed nagrobkiem. Mówię to szybko, nie chcę się wdawać w szczegóły, zwłaszcza na temat ojca. Jego decyzja wciąż pozostaje dla mnie zagadką, z drugiej strony wzbudza we mnie kolejną falę wyrzutów sumienia. Może dawał jakieś znaki, może powinienem z Florence coś zauważyć, może mogliśmy temu zapobiec. Teraz jest już tylko historią, zbiorem wspomnień i opowieści, które zresztą tak kochał.
Prostuję się i spoglądam na nagrobek, który po zaledwie kilku minutach pracy zaczął wyglądać o wiele lepiej. Przenoszę wzrok na Frances, chcę ją przeprosić i podziękować, ale nie jestem w stanie powiedzieć niczego więcej. Wracam do żmudnego procesu wyrywania trawy, zaczynam robić to mechanicznie, chyba przypadkiem wyrwałem jakiegoś kwiatka. - Wcześniej pracowałem w ministerstwie - na pewno o tym wiesz, ale muszę jakoś zacząć tę opowieść, bo znalazłem na nią siły. - Po tym wszystkim Florence wyjechała do Florencji, wiesz? To była moja żartobliwa propozycja, żeby się oderwała, a ona wzięła ją na poważnie - uśmiecham się lekko, spoglądając na imię mojej matki, pewnie spodobałaby jej się ta historia. - I tam wpadła na ten pomysł z lodziarnią, a ja się zgodziłem. Nie spodziewała się tego. Sprzedaliśmy dom, kupiliśmy mieszkanie, założyliśmy tę lodziarnię. To wszystko działo się bardzo szybko. Poznałem ciebie - w końcu przenoszę wzrok na Frances, która od tamtego dnia cały czas mi towarzyszy. Teraz to sobie uświadamiam. Jej obecność stała się dla mnie czymś tak naturalnym, że zacząłem brać ją za pewnik. A nie powinienem. Wzdycham cicho, ponownie skupiam się na chwastach, ale jeszcze jedno mi ciąży. - Miałem narzeczoną - rzucam tą niespodziewaną bombą bez ostrzeżenia, uważam, że nie będzie lepszego momentu na podzielenie się tą informacją. A musiałem w końcu to zrobić, inaczej odnosiłbym wrażenie, że kogoś zdradzam. Poza tym chcę być z Frances szczery. - Ale to inna historia - to mało dyplomatyczne rozpoczynać tak poważny temat i w ogóle go nie rozwijać, ale może zrozumie. Mam nadzieję. Przestaję wyrywać trawę, chyba lepiej już nie będzie. Muszę koniecznie tutaj przyjść z jakąś miotełką, świeżymi kwiatami, ładnym zniczem. Muszę zabrać Florence, ona jest taka jak ja, nie chciała się z tym zmierzyć. - Dziękuję - szczerze; gdyby nie ty, pewnie uciekłbym z tego cmentarza albo wyrwał chwasty przy każdym grobie, bo nie potrafiłbym przestać. I przepraszam za niemówienie tego wszystkiego, i w ogóle za całą resztę.




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
 

Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 22 z 23Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19