Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Wioska Tinworth

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Wioska Tinworth - Page 7 Empty
PisanieTemat: Wioska Tinworth [odnośnikWioska Tinworth - Page 7 I_icon_minitime02.12.18 16:27

First topic message reminder :

Wioska Tinworth

Tinworth jest niewielkim miasteczkiem położonym na południowym wybrzeżu Kornwalii. Od lat zamieszkuje je kilka rodzin czarodziejów, którzy z jakiegoś powodu zdecydowali się osiedlić właśnie tam, być może urzeczeni niezwykłym klimatem nadmorskiej wioski, znacznie spokojniejszej od tętniących życiem większych miast. Główna część miasteczka rozciąga się wzdłuż jednej ulicy i kilku jej bocznych rozgałęzień, choć część magicznych rodzin osiedliła się na uboczu, w pewnym oddaleniu od głównej ulicy. Nierzadkim widokiem są niewielkie domki położone w sąsiedztwie klifów porośniętych nadmorską trawą oraz plaży, choć większość czarodziejów ukrywa je zaklęciami przed wzrokiem mugoli, przez co dla niemagicznych wybrzeże może wyglądać na opustoszałe i ciche. Wyjątkowo szerokie, piaszczyste plaże leżące nieopodal zabudowań są lubianym miejscem spędzania czasu zarówno przez dorosłych, jak i dzieci. Co ciekawe, niektóre domki znajdujące się w sąsiedztwie wybrzeża mają ściany udekorowane morskimi muszlami.
W centrum wioski, na jej głównej ulicy, są zlokalizowane takie miejsca, jak pub posiadający zarówno mugolską, jak i ukrytą przed mugolami magiczną część; w tej drugiej jest położony ogólnodostępny kominek podpięty do sieci Fiuu. Znajduje się tam także kilka niewielkich sklepików. Przez większość czasu miejscowość sprawia wrażenie sennej i spokojnej, choć ożywia się w sezonie letnim; to dobre miejsce na wypoczynek dla magicznych rodzin z dziećmi. Przez lata wioska ta była miejscem, gdzie czarodzieje i mugole żyli obok siebie w spokoju i nie przeszkadzali sobie wzajemnie; magiczni mieszkańcy Tinworth starali się nie zakłócać spokoju mugolskich sąsiadów i ukrywali przed nimi swoją odmienność.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Stevie Beckett
Stevie Beckett

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Wioska Tinworth - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth [odnośnikWioska Tinworth - Page 7 I_icon_minitime23.03.21 1:36

Nie miał nic przeciwko kobietom, wręcz przeciwnie. Nie chodziło też o to, że Trixie jest takową i, że by sobie nie poradziła. Stevie obawiał się nawet, że poradziłaby sobie zbyt dobrze, co mogłoby się jej niepotrzebnie spodobać. Najważniejszą kwestią pozostawało jej bezpieczeństwo, a narażenie samej siebie na ataki, tylko dlatego, że chciała powłóczyć się po kraju jak w '32, było skrajnie nieodpowiedzialne. Ponownie oberwał paczką listów w ramię, ponownie nie reagując niczym więcej. Jej zachowanie zdecydowanie odbiegało od idealnego zachowania grzecznej córki, ale do tego zdążył się już właściwie przyzwyczaić. - Wiesz dobrze, że nie o to mi chodziło - pokręcił szybko głową, w obawie, że mógłby ją mocniej urazić. Przecież tego by nie chciał. - Nie chcę byś ryzykowała swoim zdrowiem - przecież musiała go zrozumieć. Nadawała się do czegoś więcej niż tylko wieszanie prania czy gotowanie. Była świetną krawcową, a fakt, że pomagała w domu, był znacznie odciążający dla starszego mężczyzny. Gdy była dzieckiem, było im przecież o wiele trudniej. - Jesteś bardzo dobrą córką i wspaniałą gospodynią, ale nie walczysz i nie będziesz walczyć - powiedział nieco twardszym tonem. - Jeśli chcesz wyjść poza Dolinę Godryka to następnym razem daj mi znać, porozmawiam z Cedriciem albo panem Tonksem, by cię eskortowali, albo sam z tobą pójdę - zaproponował, dumny z własnego planu. Nie mógł jej przecież stracić na rzecz chorych fanaberii ludzi, którzy nazywali samych siebie Rycerzami Walpurgii. Świat był wystarczająco niebezpieczny, by Trixie opuszczała dom bez opieki. - Może nauczę cię zmieniać koło w rowerze? - zaproponował jeszcze, by udobruchać córkę, chociaż nie był pewien czy przypadkiem już jej tego nie pokazywał jakiś rok lub pięć lat temu. 

Nie miał bladego pojęcia, gdzie można było znaleźć Norę Ślimaka. Zapewne Einstein poradziłby sobie z tym zadaniem lepiej, nazwa miejsca brzmiała też magicznie, więc mieszkający tam czarodziej zapewne nie wystraszyłby się na widok sowy. Skoro jednak tam byli, to równie dobrze mogli odnaleźć ten dom. - Skoro nad brzegiem, to idźmy nad brzeg - wzruszył ramionami i skierował ich kroki w stronę piaszczystej plaży. Naprawdę mogliby mieszkać nad morzem. Jak to wszystko minie, to się nad tym zastanowi, jak już będzie na emeryturze i Trixie przestanie się na niego gniewać. Ulica, która kierowała się w dół, miała kryć coś jeszcze. Chociaż stosik listów powoli się kończył (dobrze, nie będzie go miała czym bić po obolałym ramieniu), to największym zaskoczeniem okazał się smętny mężczyzna w wieku Steviego, który przysiadł na krawężniku, opierając się na własnych łokciach. Nie mogli pozostać mu obojętni.
- Wszystko w porządku? - Stevie powiedział nieco głośniej, a mężczyzna podniósł tylko rękę, wykonując nią znak, jakoby nic się nie działo. Wyglądał jednak źle. - Trixie, zostań tu - powiedział do córki, samodzielnie podchodząc bliżej mężczyzny z różdżką w pogotowiu.
- Troche mnie słabiutko - powiedział mężczyzna, dysząc ciężko. - Cały dzionek, żem przy koniach robił, a jak mnie sąsiad na kieliszka wyciągł, to odmówić przeto bym nie mógł - tłumaczył się, rzeczywiście ziejąc odrobinę alkoholem.
- Odprowadzę pana do domu, dobrze? - Stevie złapał mężczyznę pod ramię, pomagając wstać. Nie był nawalony, faktycznie... Po prostu był strasznie zmęczony. Beckett dobrze znał ten stan, jednak nigdy nie doprowadził się do momentu, w którym nie miał siły postawić kolejnego kroku. - Gdzie pan mieszka? - dopytał jeszcze, wyszukując Trixie wzrokiem.
- O tam, w Norze Ślimaka - wskazał na mały budynek, przypominający kształtem wielką muszlę ślimaka. Mężczyźnie w tym momencie z kieszeni spodni wypadła różdżka i potoczyła się kilka metrów dalej, w dół ulicy. Beckett nie miał jednak jak jej podnieść, podtrzymując ciężar ciała (chyba jednak) czarodzieja, na własnym.




Moja wolnościja byłem cały Twój w moim samotnym gniewie. Gonił mnie ludzki śmiech w mej wędrówce przez czas. Ja wiedziałem w czym rzecz. Moja wolność mnie zna.
Moja wolność mnie ma.


Powrót do góry Go down
Trixie Beckett
Trixie Beckett

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Zawód : krawcowa
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Wioska Tinworth - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth [odnośnikWioska Tinworth - Page 7 I_icon_minitime23.03.21 2:04

Wyjaśnienia nie mogły już mu pomóc. Znów skrzyżowane na piersi ręce zamykały ją w pozie defensywnej względem każdego niemrawego, seksistowskiego bełkotu, jaki spodziewała się otrzymać w odpowiedzi, uparcie wpatrzona w przylegające do wioski morze. Nie znajdowało się tak daleko by nie była w stanie dostrzec nieco wzburzonych fal i mokrawego piasku; kiedy ostatnio mogła tak po prostu położyć się na plaży w czasie ciepłych miesięcy, nie obawiając się o to, że za rogiem czaił się jakiś narwany Rycerz z propagandą w jednej ręce i portrecikiem Malfoya w drugiej?
Nie będziesz walczyć, powiedział, a ona przewróciła oczyma w znajomym, teatralnym geście wyrażającym niezadowolenie. Podwójne standardy imały się dziś Becketta bardzo zagorzale i z chęcią wybiłaby mu je z głowy kolejnym smagnięciem kopertami, ale te trochę się już pogniotły i Trixie zwyczajnie było ich szkoda.
- Dobra. Z Michaelem mogę sobie pospacerować - odparowała dumnie, zanim zdążyła ugryźć się w język; ojciec ostatnio pytał o powód odwiedzin byłego aurora i postanowiła wykorzystać to przeciwko niemu, choć krnąbrny rezon nie trwał za długo; mimo wszystko nie zamierzała robić ojcu przykrości, więc kiedy ten zaproponował, że pokaże jej jak zmieniać koło roweru - co pokazywał jej już wielokrotnie, właściwie raz na kilka lat -, dziewczyna westchnęła przeciągle, jakby wyrzucając z siebie resztkę wojowniczej pary. - Lepiej chodź ze mną na jakąś wycieczkę rowerową, skoro tak cię nosi poza dom - mruknęła ciszej, tonem zrezygnowanym, odrobinę mocniej zaciskając rękę wokół ramienia Steviego. Trochę ugłaskał ją tymi tanimi komplementami, połechtał ego, więc była w stanie wybaczyć mu szybciej niż na własnej emeryturze. Pokręciła jeszcze głową z niezadowoleniem i zacmokała, żeby nie myślał, że przeszło jej całkowicie.
Na swojej drodze w kierunku plaży napotkali starszego mężczyznę, który wyglądał na bardzo słabego; kolor praktycznie odpłynął z jego twarzy a klatka piersiowa unosiła się w płytkich, nierównych oddechach, zupełnie jakby przebył przynajmniej kilka mil bez zaczerpnięcia oddechu. Trix zmrużyła oczy i zamiast rzeczywiście trzymać się z daleka, postąpiła kilka kroków do przodu, spoglądając ojcu przez ramię; na szczęście nieznajomy był w stanie wydusić z siebie kilka słów wyjaśnień, ale jej uwagę prędko przykuła różdżka wypadająca z jego kieszeni.
- Oho, proszę uważać, to nie jest coś co warto zgubić - pouczyła jegomościa z uśmiechem, sięgnąwszy po ciemne drewno, by ostrożnie wręczyć je mężczyźnie i jej oczy błysnęły ekscytacją na zasłyszany dźwięk podanego przez niego adresu. Mieli szczęście. - Nora Ślimaka? Elegancko, właśnie mamy dla pana list. Tutaj - póki co jedynie zamachała lekko kopertą, po czym wzięła go pod drugą rękę i pomogła ojcu prowadzić zmęczonego, osłabionego i nieco podpitego mieszkańca Tinworth do jego specyficznego, ale jakże uroczego domu. - Ma pan konie? - podpytała po drodze.
- A żeby to kilka, ja to całą taką gromadkę mam, panienko droga. Czarne, białe, brązowe, rude, jakie tylko sobie panienka zamarzy to i takie pewno mam - odpowiedział zmęczonym, ale łagodnym i przyjemnym głosem. - Ten list, oby on od mojego wnuczka był. Mały Timmy lubi na koniach jeździć, choć on to taki jeszcze do kucyków niż większych... Teraz to ja nawet nie wim gdzie on - westchnął.
- Wygląda na to, że list przyszedł z Oazy - odpowiedziała mu Trixie. - A na tyle jest kilka rysunków, pewnie znajomych, co? - pokazała mężczyźnie odwrót listu, na co on jęknął w zachwycie, zupełnie jakby stanął przed nim jego własny wnuk, rzeczony Timmy. To był dobry dzień.
- A żeście mi z nieba spadli. Na kompot aby wejdziecie? - zapytał, kiedy znaleźli się bliżej drzwi do Nory Ślimaka. Jego wzrok padł na Steviego. - Na chwilę ja usiądę, odsapnę i ugoszczę was czym mam!




i'll ignite the sun just like the
spring has won.

Powrót do góry Go down
Stevie Beckett
Stevie Beckett

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Wioska Tinworth - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth [odnośnikWioska Tinworth - Page 7 I_icon_minitime23.03.21 2:27

Czemu ona zawsze tak strasznie się o wszystko obrażała? Beckett nie miał pojęcia czy była to kwestia specyficznego, niemal nastoletniego jeszcze wieku, czy może faktu, że po prostu była kobietą? Trixie z pewnością nie była histeryczką, ale swoje emocje miała i emanowała nimi przy każdej możliwej okazji. Nie było w tym oczywiście nic złego, taka natura. Grunt, że kiedy siadała do pracy, to wydawało się, jakby cały świat wokół przestawał istnieć. Tyle na pewno miała z Beckettów, szacunek dla tego co własnymi siłami tworzyła. Na kolejne słowa Stevie zmarszczył mocniej brwi. Rozmawiali już przecież o Tonksie i nie spodziewał się, żeby tę dwójkę cokolwiek łączyło. Michael był zresztą od niej dużo starszy, nie dostał również jego oficjalnej aprobaty, by móc zabiegać o względy Trixie. Dziewczyna kilka dni temu zapewniła go jednak, że to jedynie klient z Zakonu, taki sam jak inni, podobny do tych, jakich mieli wielu. Przez chwilę nie zamierzał tego komentować, jednak chodziło przecież o Beatrix, musiał wiedzieć.
- A po co na spacer z nim? - zapytał jedynie krótko, bo rzeczywiście nie znajdował żadnego celu w tym. Z klientami nie chodziło się na spacery, to było nawet w pewnym stopniu nieprofesjonalne. Mogła iść na spacer ze Steffenem, albo z Tangwystl czy też Isabellą. Najlepiej po Dolinie Godryka i zanim zrobi się ciemno. Miasto było bezpieczne, ale lepiej było dmuchać na zimne. - Wiesz, ile nie jeździłem... Nie wiem, czy dałbym sobie radę z twoim tempem - odpowiedział szczerze, doskonale znając możliwości córki. - Mógłbym spróbować, ale dasz staremu ojcu fory, prawda? - mrugnął jeszcze porozumiewawczo, usilnie starając się zmienić jej zły humor na pogodny uśmiech. Chociaż strach o córkę wciąż go nie opuszczał, to jednak wszystko w Tinworth wydawało się być jak najbardziej w porządku, przynajmniej dzisiaj. Co prawda mężczyzna, którego mieli odeskortować do domu, był odrobinę nieswój, to jednak nie patrzyło mu z oczu źle. To nie mogło być wyznacznikiem niczego, wiec Stevie na wszelki wypadek zachował całkowitą czujność i gdy list został przekazany w ręce nabywcy, a oni upewnili się, że wszystko jest w porządku i mężczyzna odpocznie, odpowiedział na zaproszenie. - Zostaniemy, dopóki nie poczuje się pan lepiej - jednak na wszelki wypadek nie miał zamiaru wchodzić do tego domu, tak samo wpuszczać tam Trixie. Kto mógł wiedzieć, co czarodziej skrywa w środku. - Proszę przysiąść - wskazał na ławeczkę obok domu. - Mały Timmy jest bezpieczny, a z tego co wiem, na pewno zwierząt jest tam co niemiara. Na pewno mają też konie. Ważne jednak, że wnuk ma dobre miejsce do życia, w którym nic mu się nie stanie, proszę pamiętać o tym - poklepał mężczyznę po ramieniu.
- Ta, ta... Ja bym i sam polazł, ale koni zostawić nie mogę. Tam się matuchna jego nim opiekuje, syn w Londynie zmarł, tak przed rokiem jakoś. Pan wnuki ma? - zapytał mężczyzna, wpatrując się w Becketta.
- Córkę - dwie... Uśmiechnął się do Trixie. - Staramy się dostarczyć listy w Kornwalii. Jeśli chce pan coś przekazać wnukowi, to możemy spróbować.




Moja wolnościja byłem cały Twój w moim samotnym gniewie. Gonił mnie ludzki śmiech w mej wędrówce przez czas. Ja wiedziałem w czym rzecz. Moja wolność mnie zna.
Moja wolność mnie ma.


Powrót do góry Go down
Trixie Beckett
Trixie Beckett

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Zawód : krawcowa
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Wioska Tinworth - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth [odnośnikWioska Tinworth - Page 7 I_icon_minitime23.03.21 3:05

W odpowiedzi na ojcowskie pytanie Trixie wzruszyła jedynie ostentacyjnie ramionami. A dlaczego by nie? Przecież sam nalegał na eskortę, Merlin jeden raczy wiedzieć jak długo i dokąd trzeba będzie ją więc eskortować - ale tego nie dodała, bo fale złości opadły, odbiły się od piaszczystego brzegu i powróciły do morza na wzór tych obserwowanych przy pobliskim brzegu. Pomogła także rozmowa o rowerach. Od lat nie byli razem na podobnej wycieczce, panna Beckett głównie jeździła sama i to trasami, które wcześniej zaaprobował Stevie (oficjalnie, dobre sobie), więc wyprawa gdzieś dalej brzmiała jak prawdziwa przygoda. Cóż, nie ma co się dziwić, dla Beckettów przyklejonych do swoich rzemieślniczych warsztatów z pewnością było to przygodą.
- Niech będzie, znaj moją dobroć. Obiecuję nie zostawić cię gdzieś w szczerym polu, żeby zjadły cię wilki - odpowiedziała przekornie, lekko przy tym odbijając się od mężczyzny własnym ramieniem. To mogło oznaczać rozejm - i moment, w którym nadszarpnięte nerwy wynalazcy w końcu mogły odpocząć. To prawda, że miał z nią przeprawę przez mękę, ale jednocześnie nikt nie mógłby powiedzieć, że ich życie było złe; mieli siebie, dom i fach w ręku, mieli wzajemne porozumienie i szacunek, któremu zagrozić mogły jedynie podobne wybryki jak ten dzisiejszy. - Niedługo? - poprosiła, czując, że żelazo należy kuć póki gorące. - Trzeba będzie sprawdzić czy twój rower ma powietrze w oponach, naoliwić łańcuch. Pewnie do tej pory jeździły na nim tylko pająki - kąciki ust uniosły się ku górze w łagodniejszym uśmiechu, a spojrzenie nie ciskało już gromów; nawet jej chód stał się swobodniejszy, zwinniejszy, jakby pozbawiony naleciałości poprzednich zmartwień, które Trixie zostawiła gdzieś daleko za sobą. Nie chciała przecież żeby ojciec pałętał się po świecie sam. Nie chciała żeby był sam. To nigdy nie zwiastowało niczego dobrego.
Przytaknęła na słowa ojca dotyczące Oazy i uśmiechnęła się promiennie do nieznajomego, któremu zdawali się zdejmować z ramion ogromny ciężar. Niewiedza na temat swoich bliskich musiała być naprawdę straszna... Była zaledwie zalążkiem tego co Trix przeżyła dzisiaj, przecież ostatecznie udało jej się odnaleźć pana Becketta w jednym kawałku, całego i zdrowego. Czarodziej z Nory Ślimaka kiwnął głową, wzruszony, i uniósł rękę żeby przeszukać nią wnętrze kieszeni ocieplanej kamizelki, z której po chwili wyciągnął chyba własnoręcznie struganą figurkę drewnianego kuca.
- Skoroście tacy mili... Mógłbym prosić? - zapytał strudzonym, ale wdzięcznym głosem; Trixie sięgnęła po figurkę i obróciła ją w dłoniach, po czym kiwnęła głową ochoczo.
- Dopilnuję osobiście, żeby trafiła do Timmiego - zapewniła solennie, po czym wsunęła zabawkę do własnej kieszeni. To wszystko było takie urocze... Czy gdyby jej dziadek żył, też tak bardzo przejmowałby się jej losem? - Strzeże go feniks, może być pan spokojny. Niedługo postaramy się przynieść następny list - obiecała, pewna, że uda jej się odnaleźć rodzinę ów czarodzieja i zachęcić ją do sporządzenia większej ilości korespondencji, którą będzie mogła dostarczyć mu na raz.
Nie trwało to długo kiedy mag stanął w końcu o własnych nogach i ponownie zaprosił ich na kompot, jednak Beckettowie, upewnieni o stanie jego zdrowia, podziękowali i ruszyli z powrotem w kierunku centrum wioski. Wciąż mieli przy sobie kilka listów czekających na doręczenie.
- Miałeś dobry pomysł - Trixie przyznała z udawaną niechęcią, kiedy roznieśli następne koperty i okazali ich adresatom konieczne wsparcie. Może nie mieli pojęcia na temat życia ich krewnych w bezpiecznych punktach kontrolowanych przez Zakon, ale mogli mieć pewność, że pod takim patronatem nikomu nie groziło nic złego. I o tym też zapewniali, oferując dodatkową pomoc w razie potrzeby. - Może jednak dostaniesz dziś obiad - dodała z półuśmiechem i oparła głowę o ojcowskie ramię, kiedy - z pustymi rękoma listonoszy-ochotników - przed teleportacją do domu zapatrzyli się na chwilę na wymalowane w oddali morze.

zt x2 :pwease:




i'll ignite the sun just like the
spring has won.

Powrót do góry Go down
 

Wioska Tinworth

Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kornwalia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21