Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Stevie Beckett
AutorWiadomość
Stevie Beckett [odnośnik]30.01.21 0:04

Stevie Beckett

Data urodzenia: 1 VIII 1900
Nazwisko matki: Macdonald
Miejsce zamieszkania: Dolina Godryka, Somerset
Czystość krwi: mugolska
Status majątkowy: ubogi
Zawód: twórca świstoklików, wynalazca
Wzrost: 174 cm
Waga: 72 kg
Kolor włosów: popielaty brąz
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: bujne wąsy; szaleńczy, ale przyjazny uśmiech


Stevie Beckett O3RA8Ak

Na świat przyszedł jako małe, okropnie różowe i wyjątkowo rozkoszne dziecko, które sercu rodziców dało co niemiara radości. Stevie urodził się z ciemną czupryną i szerokim uśmiechem na ustach, jak mało które dziecko. Nie był zresztą szczególnie płaczliwy, za wyjątkiem momentów, w których ktoś zabierał mu ukochaną grzechotkę, zrobioną z małego słoika i suchych ziaren kaszy.  Wtedy akurat potrafił wyć wniebogłosy, zrozpaczony, że wybijany w ten sposób rytm ktoś mu odebrał. Tak przecież pomagał już od najmłodszych lat matce, która ku jego uciesze przygrywała na skrzypcach, gdy większość swojego czasu spędzała w domu. Znacznie rzadziej widywał jednak ojca, który jako oficer wojska brytyjskiego, wiecznie wyjeżdżał, chociaż wtedy Steven nie rozumiał strachu, oblatującego serce matuli. Rodziciel był poważnym człowiekiem, ale gdy wracał na wieś i ściągał mundur, a potem sadzał dziecko na fotelu i biorąc żonę pod ramię, tańczył z nią w rytm dźwięków ze starego gramofonu, wtedy błogość spowijała dom państwa Beckettów. W koło leciał tam blues, przywieziony z jednej z przepustek, a Stevie wybijał nierówny rytm, klaszcząc w dłonie ku własnej uciesze. Życie płynęło więc spokojnie pomiędzy gramofonem a pracą w przydomowym warzywnym ogródku. Wydawać by się mogło, że wszystko było normalne, takie, jakie powinno być. Pierwsze lata w szkole, przygotowały Steviego już na całe życie, gdy to w pierwszej klasie, tuż przed pierwszą lekcją, wypadły mu wszystkie włosy z głowy. Znachorka mówiła, że to ze stresu i kazała smarować głowę pokrzywą. Nie było to jednak rozwiązanie, które poprawiłoby jego sytuację od razu, więc chociaż na głowę ubrał kaszkiet, tak na lekcji nie mógł okazać takiego braku szacunku do nauczyciela i odsłonił łysą głowę. Niektóre dzieciaki podchwyciły śmiechy z młodego chłopaka, ostatecznie po lekcjach nabijając mu fioletowego guza. Wracając zapłakanym do domu, pełnym niezrozumienia dla otaczającego go świata, został zabrany przez ojca na stronę. Uczył go, jak należy chwytać ich za karki, jak się bronić i jak kopać, ale nie mógł poradzić nic na to, że Stevie znacznie bardziej wolał korzystać z nich w tańcu, niż w agresji. Nauki niewiele więc dały, ale los i dziwny przypadek był po jego stronie, gdy to raz uciekając przestraszonym, tyranów całkowicie wcięło i nikt nie znalazł ich przez dwa długie dni, aż w końcu odnaleźli się na dachu szkoły. Innego razu próbowali zabrać mu przyrządzone przez mamę kanapki, ale nie zdążyli nawet sięgnąć, bo ot tak, jedną myślą spodnie zsunęły im się z tyłków.

Miał 11 lat gdy dziwne ptaszysko przyniosło dziwny list z dziwnej szkoły. Hogwart, bo tak też było na nim napisane. W domu nigdy nikt o czymś podobnym nie słyszał, przez chwilę zresztą rodziciele podejrzewali, że to głupi żart. To matka przeczytała go pierwsza, i w miarę kolejnych słów otwierała oczy szerzej. W tle leciał blues, ojciec obecny w domu kończył jeść obiad, aż nagle rozpętała się awantura, a on został odesłany do swojego pokoju. Jak to czarodziejem?!, krzyczał ojciec. Jak to?!, Stevie nic nie rozumiał z tych wszystkich podsłuchanych przez ścianę słów, jednak zaufał rodzicom, tak samo, jak ufał im zawsze. Rzeczywiście, już pierwszego września przeszedł przez wielkie drzwi prowadzące do zagadkowego zamku, w którym to mieli go uczyć magii. Wcześniej o takich rzeczach mógł przeczytać jedynie w książce, lub usłyszeć na lekcjach w kościele, jako o zabobonach, a teraz rzeczywiście miał zostać czarodziejem. Chociaż niewiele rozumiał z tego co działo się wokół niego, tak ekscytacja była silniejsza. Potrzeba wiedzy, która pojawiła się, gdy tylko pierwszy raz zamachał różdżką w sklepie Ollivandera na ulicy Pokątnej, zdawała się przyćmiewać wszystko inne. Wtedy z końca brezylki wystrzeliło kilka srebrnych iskier, a w oczach młodego chłopaka pojawiły się iskierki podniecenia. Następnym razem używając jej na lekcji transmutacji, wzrok świecił się dokładnie tak samo. Nosił niebieski krawat, bo Tiara Przydziału, którą to zakładano każdemu pierwszoroczniakowi, uznała, że najlepiej będzie pasował do domu Ravenclaw, w którym to potrzeba wiedzy stanowiła podstawę bytu. To tam znalazł swoich sprzymierzeńców, z którymi mógł prowadzić żywe dyskusje na temat zajęć obowiązkowych i dodatkowych. Hogwart stwarzał pozory domu, a Stevie czuł się tam o niebo lepiej niż w mugolskiej szkole, ostatecznie przekonując się, że w istocie, to tam jest jego miejsce. Wszystkie braki, jakie miał przez to, że wychował się w mugolskiej rodzinie, nadrabiał wyjątkowo szybko z pomocą rówieśników, ale także dzięki samodzielnej, wyjątkowo ambitnej i skrupulatnej pracy. Czas mijał mu wolno, a każdy powrót do domu na święta albo wakacje, sprawiał, że głód nauki był w nim jedynie większy. Matka z dumą patrzyła na syna, wciąż pragnąc, aby pokazał jej, czego się nauczył. Młody Beckett tłumaczył jej oczywiście wtedy, że nie może, że mu nie wolno i nie powinien. Wyraźnie zresztą instruowali takich jak on, żeby nie korzystał z magii przy mugolach, bo obowiązuje ich tajemnica, którą opisuje Międzynarodowy Kodeks Tajności. Czasem czuł na sobie tylko wzrok ojca, srogiego i zdenerwowanego, że jego syn, zamiast iść w jego ślady, zostać oficerem i walczyć w służbie ojczyzny, przesiadywał z nosem w książce, wciąż kreśląc nowe wzory i równania, niezrozumiałe dla przeciętnego mugola. W szkole nie patrzono na niego jak na dziwaka, chociaż zwykle ciemne włosy ubrudzone miał popiołem. Kociołki nieraz wybuchały, zwierzęta drapały, a runicznego pisma nie był w stanie zapamiętać. Odnalazł swój talent w numerologii, dzięki której to mógł majsterkować. Fantazje, które miał od dziecka w końcu miały swoje ujście, a z pomocą wiedzy zdobytej w szkole, a także tej, którą przekazał mu ojciec, naprawianie kuchenki dla matuli stanowiło pikuś, żaden ogień nie był mu straszny. Szczerzył zęby, grzebiąc przy rowerze, przy powozie, przy lampie naftowej, a wkrótce i własnych tworach. Wiejskie życie u rodziców przytłaczało, potrzebował więcej możliwości rozwoju, pragnął poznawać świat. Szkołę skończył z wyróżnieniem, a potem się wyniósł.

Stevie Beckett Zr40M7v

Raz ze spaloną brwią poleciał do Londynu na czarodziejską potańcówkę, pasja do muzyki zaszczepiona w nim przez rodziców wciąż była silna, od kiedy przygrywał im grzechotką. To tam ją poznał... Długowłosa, szczupła, nawet wysoka. Kto by pomyślał, że kobieta taka jak ona mogłaby zwrócić uwagę na Steviego. Panna Wadock. Miła, urocza, uczynna i piękna. Pomiędzy nimi od razu zaiskrzyło, gdy to w tańcu położył dłoń na jej biodrze, a potem obrócił wokół własnej osi. On niczym prawdziwy gentleman całą noc stawiał jej najlepsze alkohole, wydając na to całą wypłatę zarobioną jako złota rączka. Pierwszej nocy odprowadził ją do domu, drugiej zaprosił na ciasto, a trzeciej się oświadczył. Zgodziła się, a on nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Panna Mary Jo Wadock została panią Mary Jo Beckett. Czarownica czystej krwi poszła za mugolaka. Lata mijały, mlekiem i miodem płynąc, a życie było zwyczajnie dobre. Zamieszkali w Dolinie Godryka, razem z matką Mary Jo, chociaż ta nieszczególnie lubiła Steviego. Ten łapał się każdego zajęcia, aby tylko jak najszybciej kupić dom i zapewnić jej godne i wspaniałe życie. Kilka ulic dalej starszy czarodziej prowadził swój warsztat, w którym tworzył świstokliki. Talent do numerologii i transmutacji przelał we właściwym kierunku, wszystkiego ucząc swojego młodego pomocnika. Ten poświęcał temu każdą wolną chwilę, zarabiając grosze, kształcił się i usiłował zostać najlepszym wytwórcą świstoklików w okolicy. Niezwykle trudne zajęcie zajmowało mu większą część dnia, a gdy wracał do domu, łapał za śrubokręt i różdżkę i konstruował magiczne sanie, aby móc zabrać Mary Jo na kulig. Te miały pędzić kilkadziesiąt mil na godzinę i nie potrzebowały ani koni, ani teatralni, ani siły rąk, aby takiej prędkości nabrać. Taki przynajmniej był plan... Niedługo później udało mu się zdobyć stałą pracę w Ministerstwie Magii w Departamencie Transportu Magicznego w Biurze Świstoklików. Większość zleceń wykonywał w trakcie podróży, dzięki czemu zwiedził potężny obszar pięknej Anglii i znów było go tylko mniej z domu.

Któregoś dnia Maty przyszła dla pracowni i ogłosiła swoją ciążę. Wyczekiwany malec miał zjawić się wkrótce na świecie, a on nie mógł być szczęśliwszy. Poświęcał więc więcej czasu pracy, aby wykarmić żonę i córkę, która dopiero miała się narodzić, a także stworzyć dla nich prawdziwy dom. Wkrótce odeszła matka Mary Jo, pozostawiając ją samą w zaawansowanej ciąży, bo Stevie nie był wcale pomocnym mężem, przynajmniej nie w każdym tego słowa znaczeniu. Nie poświęcał jej czasu, wciąż zajmując się pracą. Mary Jo urodziła córeczkę. Ciemne włosy, brązowe oczy i słodki mały nosek. Rosemary, bo tak nazwał ją Stevie, rosła jak na drożdżach, będąc oczkiem w głowie mamy, która specjalnie dla niej wypychała watą kawałki wełnianych sukien i szyła z nich misie. Mała wpatrzona była w nią jak w obrazek i gdy tylko parę lat później zaczął rosnąć jej brzuch, to znów w małej córce odnajdywała większe pocieszenie niż w mężu. Kolejna ciąża zwiastowała śmierć, najpierw odszedł ojciec Steviego, a potem niedługo później załamana matka. Mężczyzna odczuł to mocno, wciąż jednak zatracając się w świstoklikach. Chociaż sam był coraz lepszym specjalistą, a pieniądze rosły w oczach i zdawać by się mogło, że niczego im nie brakuje, to zabrakło najważniejszego elementu. Zabrakło rodziny. Steviego nie było przy drugim porodzie, gdy to na świat przyszła Beatrix, która imię otrzymała po jego matce. Nie było go też wieczorem, gdy żona wymagała opieki, zbyt zatracił się we własnych obowiązkach zawodowych, przestraszony kolejną odpowiedzialnością, której przecież nie potrafił podołać. Następnego dnia zniknęła, zabierając ze sobą starszą córkę, a niemowlaczka bez mleka zostawiając ojcu. Na stole znalazł jedynie krótką notkę opatrzoną jej pismem.

Odchodze,  zaopiekuj sie Trixie.

I zniknęła...

Niebo zagrzmiało, a z oczu młodego ojca popłynęły łzy, tak samo zresztą jak z oczu najmłodszej córeczki. Tęsknili obydwoje, ale to Stevie nie mógł pogodzić się z tą stratą. Oddał więc dziecko pod opiekę zaufanej sąsiadce i pojechał w Anglię szukać żony i starszej córki. Mijały miesiące, a on w samotnej wędrówce pokonywał przeciwności, próbując połączyć te puzzle w całość. Dopiero długo później znalazł stary czarodziejski hotelik w Londynie, gdzie rzeczywiście słyszeli o Mary Jo, ale Wadock. Widać ta używała panieńskiego nazwiska, porzuciła wszelką ich historię. Kierownik hotelu ze smutkiem powiedział, że była tam taka, ale kilka tygodni temu zmarła, a dziecko uciekło na ulice i też najpewniej już nie żyje. Upadł wtedy na kolana, zamarł oparty o ścianę i wylał z siebie wszystkie łzy, czując, jak bezpowrotnie tracił to, na co nigdy nie zasłużył. Nie widział nawet ciał, nie było mu dane pochować własnej żony, własnej córki.

Stevie Beckett D4rRK8M

Kolejne lata w Dolinie Godryka leciały wolno, a starzejący się czarodziej wciąż siedział na tym samym krześle w tym samym warsztacie, ze smutkiem w oczach całą energię przelewając na wynalazki tak skomplikowane, że w pewnym momencie sam ich nie rozumiał. Pani Cattermole wciąż opiekowała się Beatrix, a on sam rzadko widywał własne dziecko. Prawdziwym ojcem czuł się, gdy mógł wszystkie odkładane przez miesiące pieniądze wydać na nową i ładną wyprawkę do Hogwartu. Gdy ona była w szkole, pracował dalej dla Ministerstwa, nie pragnąć już jednak awansów, po prostu robiąc to, co do niego należy. W czasie wolnym, gdy powinien odpoczywać, pracował nad projektem, który nie mógł wyjść z jego głowy. Wehikuł czasu. Potężne urządzenie, o wiele potężniejsze niż mistycznych zmieniaczy czasu, które pozwoliłoby mu wrócić do dnia, w którym ją poślubił i zmienić wszystko to, co jej przeszkadzało, aby zapobiec tej ucieczce i w końcu też jej śmierci. Oddałby wszystko, aby powiedzieć młodemu sobie, żeby zostawił te durne sanie i zwyczajnie chwycił jej dłoń. Było już za późno, ale nie zamierzał odpoczywać. Postanowił, że dopnie swego.

Na świecie zaczynało dziać się coraz gorzej, tacy jak on, o brudnej krwi, byli traktowani źle. Umarł Dumbledore, a wiele lat później zbrodnie Grindelwalda, potężnego czarnoksiężnika, odbijały się głośnym echem w uszach każdego urodzonego w Dolinie Godryka. Nastały mroczne czasy, przerażające wiadomości spływały z różnych stron kraju. Stara Bathilda Bagshot, wspaniała czarownica, chciała cokolwiek z tym zrobić. Stevie dołączył więc do jej myśli, bo pragnął widzieć świat bezpiecznym dla siebie i dla jego córki. Nie miał wiele odwagi, nie był typowym wojownikiem, ale jeśli trzeba było walczyć, to mógł stanąć i bić się, nawet na pięści. Dla rodziny był w stanie zabić. Czasami, zwłaszcza ciemną samotną nocą, nachodziły go zaś myśli, czy zabić nie powinien siebie, za to wszystko, co biednej Mary Jo uczynił. Przy obcych, a nawet przy Beatrix, uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nawet gdy przez Anglię przechodziły wielkie tajfuny, nawet gdy z nieba spadały kryształy, robił dobrą minę do złej gry. Mówiło się, że ci najbardziej smutni wydają się najszczęśliwsi i chyba tak właśnie brzmiała jego dewiza przez te wszystkie lata, gdy serce rozrywał ból, a zęby świeciły w radości. Mądry, stary, opiekuńczy. Rozbawiał do łez i płakał w środku. Zamykał się w pracowni, tworzył świstokliki, pracował nad wynalazkami, a gdy była niedziela, ubierał skórzane rękawiczki i pielił własny ogródek w ramach odpoczynku. Ciągła praca i poznawanie świata, czytanie książek nie tylko z zakresu numerologii, ale i science-fiction, to wszystko nakładało się na jego obrazek, który powoli rozrywała wojna. Wspominał, na co poświęcał życie. Miał ze sobą potężnego sojusznika, o jakim mugolom się nie śniło. Miał przy sobie magię.

Stevie Beckett S7Z6KSX

Patronus: Patronus Steviego przybiera postać dzika. Tych pełno było w lesie przy rodzinnym domu. Wspomina wtedy pierwszy taniec z ukochaną Mary Jo, jej śmiech i sarnie spojrzenie.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 150
Uroki:52 (rożdżka)
Czarna magia:00
Uzdrawianie:00
Transmutacja:263 (rożdżka)
Alchemia:00
Sprawność:60
Zwinność:50
JęzykWartośćWydane punkty
angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AstronomiaI2
Historia magiiI2
NumerologiaIV40
SpostrzegawczośćI2
ZielarstwoI2
Zręczne ręceII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
EkonomiaI2
MugoloznawstwoII0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon FeniksaI7
RozpoznawalnośćI0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
GotowanieI0.5
Literatura (wiedza)I0.5
MajsterkowanieI0.5
Muzyka (śpiew)I0.5
Muzyka (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
KolarstwoI0,5
Latanie na miotleI0.5
PływanieI0.5
Taniec współczesnyII7
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 16


[bylobrzydkobedzieladnie]


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.


Ostatnio zmieniony przez Stevie Beckett dnia 31.01.21 22:16, w całości zmieniany 7 razy
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Stevie Beckett [odnośnik]31.01.21 22:32

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stevie Beckett Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stevie Beckett [odnośnik]31.01.21 22:35


KOMPONENTY

[31.01.21] Komponenty (październik/grudzień)
[27.07.21] Styczeń/marzec

BIEGŁOŚCI
[30.04.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +3PB
[08.11.21] Wsiąkiewka (styczeń-marzec) ; + 3PB
[18.03.22] Zakup biegłości; + 7,5 PB, - 375 PD


HISTORIA ROZWOJU[30.01.21] Karta postaci -50PD
[30.04.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +120 PD
[02.05.21] Zdobycie osiągnięcia: Do wyboru, do koloru; +30 PD
[11.06.21] Aktualizacja postaci 11PS i 0,5PB -905 PD
[14.06.21] Wykonywanie zawodu (październik-grudzień): +20 PD
[16.06.21] [G] Zakupy: aparat fotograficzny: -50 PM
[23.07.21] Spokojnie jak na wojnie: +156 PD, +4 PB organizacji
[09.08.21] Aktualizacja umiejętności: +3 PB do reszty
[09.08.21] Zdobycie osiągnięcia: Pojawiam się i znikam, Ostrożny sprzymierzeniec, Wór pełen ziół, Władca lochów, Światło w ciemnościach I; +180 PD
[15.08.21] Rozwój postaci; [G] remont + rozbudowa; - 500 PM
[15.08.21] Osiągnięcia (Lekką ręką, Wilk z Pokątnej Street): +120 PD
[18.08.21] Osiągnięcia (Wielki głód): +30 PD
[26.10.21] Osiągnięcia (Mam tę moc, Mały pędzibimber, Zbrojny); +90 PD
[08.11.21] Wsiąkiewka (styczeń-marzec) ; + 120 PD
[31.01.22] Lusterko; + 6 PD
[01.02.22] Zdobycie osiągnięcia (Weteran I); + 100 PD
[20.03.22] Spokojnie jak na wojnie: +150 PD; +3 PB organizacji
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stevie Beckett Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Stevie Beckett
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach