Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Sowi bór

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Sowi bór - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Sowi bór - Page 2 Empty
PisanieTemat: Sowi bór [odnośnikSowi bór - Page 2 I_icon_minitime16.07.19 20:10

First topic message reminder :

Sowi Bór

Sowim Borem czarodzieje zwą część nieprzeniknionych zaczarowanych lasów iglastych rosnących wzdłuż południowego wybrzeża Irlandii. Nazwa bynajmniej nie przylgnęła do tych rejonów przypadkiem, związana jest z występowaniem w okolicy dużej ilości sów pocztowych - porzucone przez swoich właścicieli lub osierocone bardzo często budują nowe gniazda właśnie tutaj. Równie chętnie na miejscu pojawiają się sowy z okolicznych domów, które wyruszyły na polowanie. Magizoologowie nie potrafią wyjaśnić, dlaczego sowy są w to miejsce magicznie przyciągane, ale spekulują, iż sekret tkwi w szyszkach tutejszych wyjątkowych sosen, które miałyby wydzielać słodkawy zapach odczuwany jako wyjątkowo przyjemny przez te piękne drapieżne ptaki. Osławione miejsce przyciąga na spacery wielu czarodziejów wraz z ich pierzastymi pupilami, którzy zamierzają dać swoim sowom odetchnąć i odpocząć lub podziękować za wierną służbę. Popularne są wspólne polowania. Przez lasy ciągnie się wiele szlaków przeznaczonych dla spacerowiczów.

Wypuść swoją sowę i rzuć kością k6:

1: Twoja sowa wraca z wyjątkowo otyłą myszą, którą z zadowoleniem rzuca ci pod nogi. Po chwili zaczyna się do niej dobierać, zamierzając ją zjeść. Mysz jest jednak zbyt duża. Sowa rozdziobuje ją. Krwawo i niezbyt estetycznie.
2: Twoja sowa zawiesiła się w powietrzu nieopodal pobliskich gałązek sosen, na których zwisały szyszki - być może należące do tych, które osławiły spekulacje sowologów. Twoja sowa zaczyna z zadowoleniem latać obok szyszki tak długo, aż w końcu - przypadkiem - strąci ją z drzewa. Możesz zabrać szyszkę do domu, twoja sowa będzie ci za to długo wdzięczna.
3: Wygląda na to, że twoja sowa znalazła swoją drugą połówkę; dostrzegasz ją wysoko na niebie kręcącą spirale wokół innej sowy. Jeśli jesteś w tym miejscu z inną postacią, która również zabrała ze sobą swojego pupila, a sowy są różnej płci, te przypadły sobie do gustu. Jeśli nie, druga z sów pochodzi z pobliskiego lasu, a ty nie potrafisz jej rozpoznać. Samica wkrótce złoży jaja, a ty zostaniesz z małymi sowami.
4: Dostrzegasz swoją sowę budującą gniazdo. Wygląda na to, że jest jej tutaj dobrze i zapragnęła zostać tu już na zawsze. Jeśli zależy ci, aby ją zatrzymać, musisz ją przekonać, by wróciła z tobą do domu (rzut na ONMS, ST 50; możesz rzucać do skutku, może ci też pomóc inna osoba). Jeśli ci się nie uda, niestety straciłeś swojego powiernika poczty.
5: Twoja sowa zniknęła i wróciła po chwili, pachnąc lasem, musiała nawdychać się aromatu szyszek, bo niezależnie od jej usposobienia naszło ją na pieszczoty. Niezależnie od posiadanych przez ciebie zabezpieczeń - lub ich braku - próbuje zacisnąć szpony na twoim ramieniu, a jeśli to nie poskutkuje, to na przedramionach i zaczyna się do ciebie łasić jak spragniony bliskości kot.
6: Sowa odfrunęła między drzewa, a kiedy po dłuższym czasie powróciła, miała do nóżki uwiązany liścik. Jeśli zdecydowałeś się go odwiązać i obejrzeć, twoim oczom ukazało się kaligrafowane pismo mówiące sowy nie są tym, czym się wydają.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sowi bór - Page 2 Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Sowi bór - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Sowi bór [odnośnikSowi bór - Page 2 I_icon_minitime13.10.20 19:26

Wskoczyła na Wright i została tak, czekając, aż wybudzi się na tyle, by bez obawy że uśnie ponownie, mogła z niej zejść. Wpatrywała się w nią niebieskimi tęczówkami w których odbijało się zadowolenie. W końcu zgramoliła się z niej i stanęła obok, tupiąc ponagalająco nogą czekała, aż Hannah nie wygramoli się z łóżka. A później postawiła przed nią śniadanie, sama zajmując się swoim.
- Zobaczysz. - obiecała na przesiąknięte niezadowoleniem mruknięcie przyjaciółki, wgryzające się w kawałek bułki. Wywróciła oczami na stwierdzenie o dniu tygodnia - jakby to robiło jakąkolwiek różnicę. I złapała kubek z kawą z którego napisała się trochę. Po śniadaniu razem z nim wykładając się na fotelu w oczekiwaniu na Wright. Pytała, ale nie uzyskała żadnej konkretnej odpowiedzi. Ani za pierwszym razem, ani za każdym kolejnym, jedynie odpowiadając jej uśmiechem i ponagleniem. Dalej, Wright, ile można czekać. W końcu Hannah była gotowa, a ona wyciągnęła załatwiony wcześniej świstoklik przenosząc ich obie. Miała dobry humor, a zdezorientowanie idące obok kobiety zdawało się jej nie przeszkadzać. I tak w istocie było, miała jeszcze chwilę poczekać i za tą konkretną chwilę już wszystko będzie wiedzieć.
- Trochę mam. - zgodziła się spoglądając przez ramię na przyjaciółkę, której posłała uśmiech. - Zaraz wszystko będzie jasne. - obiecała jej stawiając kolejne kroki w kierunku lokalu o zielonych framugach i stojącym przed nim rudowłosym mężczyznom. Weszła do środka, ponaglając też towarzyszącą jej kobietę i obróciła się wokół własnej osi w celu zaprezentowania jej wszystkiego. Zatrzymała swój obrót przed nią, czekając na opinię, ale pierwsze zwrócenie do niej i mina, która sprawiła, że Justine spojrzała na nią skonsternowana. Kolejne dwa pytania które padły, sprawiły, że uniosła ku górze brwi, by po chwili wybuchnąć śmiechem. Pozwoliła się objąć, żeby zaraz złapać ją za ramiona i odsunąć od siebie.
- Nie, głupia. - zapewniła spokojnie. Głaszcząc ją krótko po ramieniu dla uspokojenia. - Może wyjaśnię ci wszystko, zanim zaczniesz tkać dalej domysły. - zaproponowała, cofając się w głąb kilka kroków. - Poza tym, Vincent już ma dom.- nie wspomniała jej o tym po powrocie? Musiała zapomnieć. Przeszła kilka kroków po pomieszczeniu, które widocznie potrzebowało odświeżenia i włożenia w nie pracy. - Zobaczyłam ten lokal, jak tu byliśmy. - zaczęła swoje wyjaśnienia. Wysuwając biodra na jeden ze starszych mebli, który ostał się w środku, długą, niewysoką komodę. - Chciałabym go kupić. - przedstawiła pierwszą z myśli przyjaciółce. - Ale nie dla siebie. - zaznaczyła jeszcze przesuwając jasnymi tęczówkami po ścianach z których odchodziła farba. Lokal widocznie stał od jakiegoś czasu nieużywany. Potrzebował remontu. Gruntownego i trochę... nowoczesności. - Sporo jest tu najpierw do zrobienia. - wtrąciła, wracając spojrzeniem do Hannah i brodą wskazując na jedną ze ścian. - Pomyślałam, że mogłabyś zrobić tu sobie pracownię, albo nawet trochę przenieść sklep swój. Tutaj mieszkają czarodzieje. - od tego zaczęła, podciągając nogę na komodę. - Oczywiście, mam trochę dalej idący plan. - wyjaśniła od razu. - Chciałabym, żeby postawić tu szafkę, połączoną z drugą, którą umieścimy w tym lokalu, który załatwia Skamander. Przy okazji, odbierałabyś przerzucanych tu ludzi. Jeśli się zgodzisz, to myślę żeby napisać do władz Irlandii z prośbą o pomoc dla ludzi, których tutaj przeniesiemy tym sposobem. Wiesz, zapewnienie im jakiś czasowych mieszkań. Na początek. - uniosła rękę, żeby założyć za ucho kilka jasnych kosmyków za ucho. Milczała tylko krótką chwilę patrząc na nią. - Zanim zaczniesz wymyślać. - zastrzegła nie pozwalając wejść sobie w słowo. Tak na wszelki wypadek, gdyby Wrigh zaczęła rzucać standardowym, że ona sama, że to za dużo. Miała cały pakiet, była o tym przekonana. - To nie jałmużna. Czynsz trzeba będzie opłacać. Ale z tym sobie poradzimy we dwie jakoś. A ja mam plan co zrobić z nim dalej, kiedy odzyskamy Londyn, a ty swój sklep. - zapowiedziała przyjaciółce tym razem milknąc, spoglądając na nią w oczekiwaniu na opinię.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sowi bór - Page 2 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46

Sowi bór - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Sowi bór [odnośnikSowi bór - Page 2 I_icon_minitime19.10.20 11:09

Jeśli nie to - to co?
Odsunięta od Tonks, która patrzyła na nią z rozbawieniem, zadumała się na moment, marszcząc brwi. Odgarnęła włosy z czoła i wbiła w nią wyczekujące spojrzenie, pewna, że już właściwie niczego nie rozumie. Skąd niby miała wiedzieć, że Vincent ma już dom? Po tym człowieku można było się spodziewać wszystkiego, włącznie z tym, że pomieszkiwał u przyjaciółek (czego oczywiście nie życzyła Just, a gdyby to okazało się przykrą prawdą, osobiście wyrwałaby mu nogi). Nim jeszcze rozejrzała się dookoła, Just zaczęła w końcu mówić z sensem.
— Jesteśmy w Irlandii?— zdziwiła się, wciąż na nią patrząc, wchodząc jej też w słowo, nie dając dokończyć całej opowieści. No tak, zielona framuga, rudy facet. To miało sens, że też nie wpadła na to wcześniej. Dopiero wtedy odjęła od niej spojrzenie, by obejrzeć lokal. Rzeczywiście, pospieszyła się z oceną, ale miejsce mogłoby być zarówno sklepem, jak i wspólnym mieszkaniem. Minęła Tonks, przysiadającą na długiej komodzie, gdy zaczęła opowiadać i przeszła się po pomieszczeniu, oglądając stan ścian i zakurzonych rzeczy wewnątrz. Podeszła do muru, od którego odchodziła farba. Dotknęła go, by sprawdzić, czy nie ma w nim wilgoci, czy to po prostu kwestia starości — jeśli chciała go kupić i ją zabrała ze sobą, pewnie prócz pochwalenia się, chciałaby, by się na coś przydała. — Do gruntownego remontu. Nie będzie to łatwe, biorąc pod uwagę nasze możliwości, ale w końcu jesteśmy w Irlandii. — Powinno być łatwiej niż w Londynie, niż w samej Wielkiej Brytanii.
Nagle, jak trzaśnięta piorunem, zatrzymała się i odwróciła, wpierw pociągając głowę w stronę, Tonks, a później resztę ciała.
— Żartujesz chyba.— Zmierzyła ją wzrokiem, chmurniejąc przez moment. Pracownia? Sklep? Tutaj? Za pieniądze Tonks? [/b]— Nie masz na co wydawać galeonów teraz?[/b]— spytała z lekkim wyrzutem w głosie, czując jak jeden wielki protest rośnie w niej, pęcznieje gwałtownie, by zaraz opuścić jej wnętrze z impetem. Nim jednak zdążyła wybuchnąć i zagrzmieć, Just wyjawiła coś więcej. Otwarła więc usta, ale zamiast słów, z gardła wydobył się tylko pomruk na głośnym wydechu. O ile mogła się sprzeciwić bezmyślności pierwszej części i kwestii zrobienia tego dla niej, tak nie mogła odmówić propozycji gwardzistki, która widziała w tym wszystkim znacznie głębszy sens. Westchnęła, nie odzywając się przez chwilę. — Nie byłoby bezpieczniej, gdyby przechodzili przez szafkę w jakimś... pustostanie? No wiesz, nikt by się nie spodziewał pomocy w tym miejscu. — Czy sklep mógł wzbudzić czyjeś podejrzenia? Nie wiedziała. — Jeśli to ma służyć wyższym celom i ten sklep ma być przykrywką, to wiesz, że nie zaprotestuję.— Zogniskowała na niej spojrzenie — bo to o to chodziło, prawda? Nie zamierzała w ten sposób jej próbować pomóc, ani zrobić coś dla niej? teraz, tak, kiedy sytuacja dookoła była tak ciężka, a środki powinni dobrze inwestować. — Z kim się zamierzasz tu skontaktować? I jak właściwie z nimi dogadać? — Ministerstwo Magii obejmowało nie tylko Anglię, ale i Szkocję, Walię i Irlandię. O jakich władzach mówiła? Choć były daleko od Londynu, wpływy tu wciąż były tak samo wielkie, a wojna, choć rozpoczęła się od Londynu, powoli rozprzestrzeniała się dalej. I rozprzestrzeni, prędzej czy później, i na Irlandię. Byłą pewna, że Voldemort do tego dążył. — Nie wiem. — Westchnęła. Gdyby chodziło o sam sklep nigdy by się na to nie zgodziła, ale nie mogła być tak uparta, jeśli to mogło pomóc ludziom, potrzebującym — jeśli chodziło o coś znacznie większego niż ona sama, nic nieznacząca w tym wszystkim. — Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł?— spojrzała na nią jeszcze raz, kontrolnie.





storm in the sky
fire in the street
if there's nothing but pain
put in on me


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sowi bór - Page 2 Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Sowi bór - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Sowi bór [odnośnikSowi bór - Page 2 I_icon_minitime23.10.20 1:32

Bawiły ją domysły Hannah. Przerażenie widoczne w oczach na myśl, że wyprowadzi się z domu do Vincenta. Nie myślała nad tym. Przynajmniej nie jeszcze. Tym razem była wiele ostrożniejsza. Uczyła się też na własnych błędach. Po odsieczach, została u Skamandera. I to był błąd. Bolesny błąd. Każdego dnia widziała, jak odsuwa się od niej. Jak unika jej dotyku, jakby była wręcz trędowata. Rzucił na nią klątwę. Klątwę złożoną z kilku krótkich słów. Jednoczesną możliwością i jej brakiem. Mogłabyś być dla mnie wszystkim, ale ci na to nie pozwolę. Nadal, dzisiaj mimo wszystko kołatało jej boleśnie w głowie. Jeszcze boleśniej, ze świadomością, że prawdopodobnie nie zobaczą się już więcej.
- Jesteśmy. - potwierdziła krótko, posyłając w jej kierunku uśmiech. Obserwowała jak Wright wyrusza w końcu w wędrówkę po lokalu. Pomyślała o niej jako pierwszej, nie dlatego, że była jej przyjaciółką - a może, nie tylko dlatego. Bardziej z tego powodu, że prowadziła lokal i wiedziała jakie wiążą się z tym obowiązki i na co trzeba zwrócić uwagę. Ułożyła ręce za plecami i odchyliła się trochę lokując swoje spojrzenie na suficie. Kiedy Hannah odezwała się ponownie przekręciła w jej stronę głowę.
- Jakby kiedyś trudne zawracało nas z obranych dróg. - rzuciła do niej, posyłając kolejny krótki uśmiech. Nie, łatwo rzadko kiedy pojawiło się obok nich. Większość rzeczy, osiągnięć, zysków, musiały okupować wyrzeczeniami, stratami, przelaniem potu i łez. Zaczęła mówić dalej, spodziewając się jaka będzie jej reakcja.
- Nie żartuję. - odpowiedziała, patrząc w jej kierunku, kiedy ta chmurnie spoglądała w jej stronę. - Wydaję je ciągle na to samo - Zakon. Nie widzę nic złego w tym, żebyś przy okazji mogła trochę na tym skorzystać.- dodała spokojnie wyjaśniając dalej. Wiedziała doskonale, że Wright zaprze się nogami i rękami jeśli propozycja będzie dotyczyć pomocy jej, próbie reaktywacji jej sklepu i jej pracowni. Prawda była jednak taka, że o lokalu myślała już od dłuższego czasu. A fakt, że Zakon posiadał jeden w Londynie sprawiał, że mogła pomyśleć o drugim, poza Wielką Brytanią. Co do samych funduszy i to było prawdą. Większość pieniędzy które miała, przeznaczała na Zakon. Zakup myślodwieni, szafek, ingrediencji.
- Czy ja wiem? - zastanowiła się kiedy Hannah wypowiedziała na głos swoje wątpliwości. - Wejście do pomieszczenia z szafką byśmy ukryli. A prawda jest tak, że tutaj nikt nie będzie przychodził po pomoc. Tylko będzie lądował po jej otrzymaniu. - uniosła rękę, żeby założyć za ucho jasne kosmyki. - Cały lokal możemy objąć zabezpieczeniem, którego właśnie się uczę. Jeśli ktoś nie wejdzie tutaj jako klient sklepu, tylko z zamiarem odnalezienia miejsca… cóż przerzutu. Wtedy - jeśli zrobię to dobrze - powinien nie być w stanie przypomnieć sobie, po co przyszedł. - podzieliła się swoim przemyśleniem, trochę planem, który jeszcze nie wyklarował się dokładnie i całkowicie. Kolejne pytanie było trudniejsze. Podciągnęła nogi na komodę na której siedziała i usiadła po turecku. - Z tymi, których Voldemort i jego pionki chcą się najbardziej pozbyć - z mugolami. - oznajmiła układając dłonie na nogach. - Do tego, kto nimi rządzi. Trzeba po pierwsze ich uświadomić - choć może już słyszeli - że Anglia w tej chwili jest w stanie wojny. A ta z dużym prawdopodobieństwem, może rozciągnąć się dalej. Muszą być świadomi. Oczywiście, że przeciwko magii, broń mugoli nie jest tak skuteczna. Ale też nie możemy wszystkich kwaterować w Oazie. W pewnym momencie zabraknie nam zwyczajnie miejsc. Potrzebujemy innych możliwości. Rozrzucanie ich dalej po Anglii, to trochę przesunięcie wyroku śmierci, który wydał na nich obecny rząd. Czarodzieje, którzy tutaj żyją też potrzebują świadomości, ale to będzie trudniejsze, moim zdaniem. Bardziej czasochłonne, wymagające uwagi i ostrożności. - zmilkła, pozwalając by Hannah wszystko przekalkulowała sobie na spokojnie. Kiedy westchnięcie opuściło jej wargi spojrzała znów na nią. A kiedy spojrzała znów na nią rozłożyła na boki dłonie. - Najlepszy, na jaki do tej pory wpadłam. Mówię ci o nim jako pierwszej, bo zawsze byłaś ze mną brutalnie szczera i wiem, że gdybyś uznała to za całkowite głupstwo, zwyczajnie byś mi to powiedziała. - wyznała szczerze opuszczając ręce. - Jest wiele rzeczy, które trzeba przemyśleć i dopracować. Fakt, że w Irlandii mieszka Vincent sprawia, że w razie potrzeby, chwilowego noclegu, przejściowego miejsca będziemy mogli skorzystać z jego domu i jego pomocy. - sięgnęła do kieszeni wyciągając z niej klucze. Którymi pomachała uśmiechając się ku niej i poruszając brwiami.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sowi bór - Page 2 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46

Sowi bór - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Sowi bór [odnośnikSowi bór - Page 2 I_icon_minitime30.11.20 8:41

Irlandia kojarzyła jej się z Billym, choć nie był ani rudy, ani zieleń nie była typowym dla niego kolorem. Przynajmniej nie jak w przypadku tego mężczyzny, na którego wcześniej kompletnie nie zwróciła uwagi, a którego dopiero teraz jej świadomość zarejestrowała, z jakimś dziwnym opóźnieniem. Jego płomienny kolor włosów przywodził zaś na myśl Brendana, od którego już przeszło pół roku nie miała żadnych wieści, nie odpisał na żaden z jej listów. Pewnie powinna przestać próbować, ale nie byłaby sobą, gdyby się poddała. Irlandia była dostatecznie daleko od Londynu, by mogła czuć się tu dość swobodnie, jak w Szkocji, choć wciąż jedno Ministerstwo Magii panowało nad nimi i wciąż była poszukiwana istniało wciąż mniejsze prawdopodobieństwo, że ktokolwiek tutaj będzie na nią czyhał. Poza łowcami nagród, którzy byli wszędzie. Spojrzała na ściany. Tapety będzie trzeba zerwać, zreperować pęknięcia, a później przykleić nowe. A może boazerię? Pasowałaby tutaj. Podłoga była stara, zniszczona, ale szkoda było ją zrywać dla nowej. Wiedziała, że są w stanie ją naprawić, odnowić tak, by wyglądała jak nowa. To miejsce czekało mnóstwo pracy, a kiedy Tonks wyjawiła jej wszystko wiedziała, że zrobi co tylko może, by się tym zająć. Skierowała spojrzenie na Just, chcąc wysłuchać jej to końca zanim zacznie zadawać mnożące się w jej głowie pytania. Ze zmarszczonymi brwiami spojrzała na nią, kiwając głową ze zrozumieniem — Tonks miała wszystko przemyślane, choć wciąż były to przemyślenia plany, zgodnie z tym jaka była, świeże, dość spontaniczne.
— Myślę, że doskonale zdają sobie z tego sprawę. Wieści o tym, co dzieje się w Londynie docierają tak samo do Szkocji, fakt, że mama wciąż nie rozumie, co się dzieje jest tylko zasługą ojca. — Trudno było mówić o jakiejkolwiek normalności, o tym, że nikt nie domyślał się niczego, że cała Wielka Brytania nie żyła w jakimś strachu, którego nie umiała jeszcze dokładnie nazwać. Odkąd rozszalały się anomalie, a mugoli zaczęły prześladować zjawiska nadprzyrodzone nie było mowy o tym, by ktokolwiek żył w spokoju, a przecież Bezksiężycowa Noc na pewno nie pozostała dla nikogo tajemnicą. Makabra, jaka miała tam miejsce musiała obiec Wyspy. — Oaza już i tak wydaje się być przeludniona. A takich ludzi będzie coraz więcej, trzeba coś zorganizować. Szafka zniknięć nie zrobi im… krzywdy? Nie słyszałam nigdy o tym, żeby mogła bezpiecznie… teleportować żywych ludzi. A co dopiero mugoli… — Oni wydawali się bardziej narażeni na magię, jak mogło to na nich zadziałać? Czy mieli szansę w ogóle przeżyć taką podróż? — Sprawdzaliście już, czy to zadziała?— Pewnie tak. Nie czekała na jej odpowiedź, znów kiwając głową, próbując wszystko poukładać sobie w myślach. — A czy… moje nazwisko, no wiesz, jestem poszukiwana, nie ściągnie zbytnio uwagi innych na to miejsce?— Niepewnie spojrzała na przyjaciółkę. Podeszła do niej szybko i uchwyciła ją za dłonie. — Nie boję się, wiesz przecież — musiała wiedzieć. — Ale czy nie narażę nikogo w ten sposób? Moja różdżka… — Wciąż miała ten przeklęty namiar. Choć Ministerstwo Magii pozostawało bierne i gdyby chciało bez problemu dopadłoby ją gdziekolwiek, nie chciała być powodem, dla którego cała ta akcja spali na panewce. — Dziękuję, że mi powiedziałaś. Uważam to za świetny pomysł i jestem ci wdzięczna za to, że pomyślałaś w tym o mnie. Pomogę ci ze wszystkim i zrobię, co trzeba, ale… Przemyślałaś to, prawda? — Spuściła wzrok na chwilę. Nie wynikało to z małej wiary w Just i jej plany. Bardzo nie chciała tego zepsuć. Wiedziała, jak ważne to jest dla wszystkich. Sięgnęła dłonią do spódnicy, z kieszeni wyciągnęła swoją różdżkę i cofnęła się, przysiadając na jednym z zakurzonych mebli. Trzymając ją w obu dłoniach, patrzyła przez chwilę na cypisowe drewno. Była głupia, że ją zarejestrowała. Naiwnie sądziła, że konflikt w Londynie szybko się skończy, będzie mogła prowadzić rodzinny biznes dalej, nawet jeśli wojna będzie oznaczała pogłębiający się kryzys. Nie spodziewała się, że Ministerstwo wyśle za nimi listy gończe. A teraz, nawet jeśli nikt nie monitorował jej miejsca pobytu, jeśli jej nie szukał — choć mógł z łatwością zdobyć wyznaczoną za nią nagrodę, wciąż istniało ryzyko, że kiedyś ktoś to zrobi.
Westchnęła ciężko, a później uniosła wzrok na Tonks i uśmiechnęła się.
— Myślisz, że Irlandia przyjmie tych wszystkich ludzi? Tu chyba nie ma tylu zwolenników Sama Wiesz Kogo, co nie?— Obróciła głowę, by rozejrzeć się znów, a po chwili wstała z nagłym przypływem energii i ruszyła na zaplecze. — Może szafka mogłaby stanąć tutaj?— Spytała, wskazując jedno z pomieszczeń. Było niewielkie, mogłoby uchodzić za jakiś składzik. Odpowiednio obudowane, zawalone z boku rzeczami zasłoniłoby szafkę. Po chwili wycofała się do progu i zerknęła kontrolnie na Tonks. — To nie są klucze do mieszkania Vincenta, prawda?— spytała ostrożnie, znów znikając w małym pomieszczeniu. A może są?





storm in the sky
fire in the street
if there's nothing but pain
put in on me


Powrót do góry Go down
Justine Tonks
Justine Tonks

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
Zawód : jednoosobowy SOR Farleya, partyzantka Longbottoma
Wiek : 28
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women. Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 56
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Sowi bór - Page 2 Atomic%2Bblonde%2Bice%2Bbath

Sowi bór - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Sowi bór [odnośnikSowi bór - Page 2 I_icon_minitime10.01.21 4:40

Nie czuła się tutaj źle. Nawet całkiem… swobodniej? Była poszukiwaną terrorystką a mimo to, czas który spędziła tutaj z Vincentem pozwolił jej naprawdę odetchnąć. Niektórzy spoglądali ku niej z pewnością potrafić dopasować twarz, ale inni zwracali się do niej bez uprzedzeń czy założeń. Trudne było dla niej, być uciekinierką. Wychowała się w Anglii, kochała ją. Ją znała, zawsze wydawała jej się bezpieczna. A teraz o bezpieczeństwie w niej nie dało się nawet rozmawiać. Mogła przegrywać, ale bolało ją cierpienie innych ludzi - zwłaszcza tych, którzy nie byli w stanie sami stanąć we własnej obronie. A tak właśnie było z mugolami, wiedziała najlepiej, że ich broń przeciwstawiająca się magii, była właściwie niczym. Dlatego dużo myślała. Zastanawiała się. Pozwalała, żeby jej myśli wędrowały, przyglądały się różnym możliwościom i scenariuszom. A kiedy już na jakiś wpadła i kiedy spędziła nad nim więcej czasu, to wtedy pytała o zdanie Hannah. Zawsze jej pytała, bo Wright mówiła to, co myślała i nie bawiła się w półśrodki. Przytaknęła krótko głową na stwierdzenie przyjaciółki.
- Jak oni się mają? - zapytała przesuwając spojrzenie w kierunku Hannah. Ginevra zawsze była dla niej miła, czasem nawet przysłała ciastka, choć wcale nie musiała. Tęskniła za swoją matką. Za zapachem jej szarlotki i obiadami serwowanymi na niedzielę na które stawiać miał się każdy zgodnie z jej wolą. Tęskniła też za ojcem - może powinna napisać do niego list? Ciocia Wilde pomoże odesłać mu odpowiedzieć. Tak, zdecydowanie powinna. Odsunęła jednak od siebie te myśli, skupiając się na bieżącej sprawie. Wypowiadane przez Wright słowa, właściwie zgadzały się z jej własnymi myślami. W Oazie było już dużo osób. A jeszcze więcej miało potrzebować schronienia.
- Nie znam się jakoś strasznie na magicznych przedmiotach, Skamander twierdzi, że zadziała. Kiedy rozstawimy obie, będziemy mogli to jeszcze potwierdzić. - wyjaśniła wzruszając lekko ramionami. Nie była teoretykiem magii. Niewiele potrafiła powiedzieć o działaniu magicznych sprzętów. Rozumiała białą magię i wszystkie jej zawiłości. Były dla niej… jasne i przejrzyste. Podobnie, choć bardziej mgliście miała z urokami. Ale zdawała sobie sprawę, że to zrozumienie zawdzięcza uwadze, którą poświęciła tym dziedzinom. Skupieniu, starannym ćwiczeniom i rozwijaniu swojej umiejętności. Kiedy kolejne z pytań wypadło z ust Hannah uniosła dłonie zakładając za uszy włosy. Zmarszczyła krótko brwi, do kompletu dokładając nos. Przeniosła rękę na kark zastanawiając się nad słowami. Potarła skórę. - Tak po prawdzie, to nie mam na to odpowiedzi. Ale ukryte pod fideliusem albo zapominajką pomieszczenie nie pozwoli się do niego dostać i da czas żeby z je opuścić w odpowiednim czasie. - kolejne słowa sprawiły, że uniosła lekko usta w uśmiechu. - Mało komu ufam, tak jak tobie. - przyznała oddając uścisk kobiecej dłoni. Nie kłamała, nie musiała. Podświadomie z problemami zawsze udawała się najpierw do niej. Jej własnego głosu rozsądku. Kolejnej siostry. Rodziny z innej krwi, której oddałaby wszystko, co posiada.
- Mam nadzieję, że tak. Chociaż trudno powiedzieć, jak wyjść może. Sporo pewnie będzie trzeba załatwić samemu, albo pomóc im załatwić. Tych ludzi życie doświadczy, ale niestety, nie będą mogli zaprzestać działania. Możemy ich jedynie… pchnąć w którymś kierunku. - wzruszyła lekko ramionami wydymając cienkie usta. Zdawała sobie sprawę, że większość z nich żyła w strachu, a przeniesienie się gdzieś indziej, wcale go nie zmniejszało. Pojawić miała się obawa o to, co dalej. - Pomyślałam o tym samym miejscu. - zgodziła się z nim skinając krótko głową nie chodząc krok w krok za przyjaciółką, pozostając w jednym miejscu by w końcu pokazać jej klucze uśmiechając się odrobinę. - Nie, do mieszkania nie. - przyznała trochę przekornie, by po chwili dodać. - To klucze, do jego domu. - sprostowała wzruszając łagodnie ramionami. - Powiedział, że mogę korzystać z niego jak chce. - wyjaśniła jeszcze chowając klucze na powrót do kieszeni. - Chcesz go zobaczyć? - zapytała spokojnie, wskakując znów na mebel. Układając dłonie za plecami i na nich się opierając. Nogi splotła w kostkach, zawieszając spojrzenie na rysie na suficie. Naprawdę sporo było do zrobienia. Ale przecież… dadzą sobie radę.





The devil whispered in my ear, 'You're not strong enough to withstand the storm. ' Today I whispered in the devil's ear:
I am the storm.
Powrót do góry Go down
 

Sowi bór

Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Irlandia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21