Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Maige Tuired

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Maige Tuired Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Maige Tuired Empty
PisanieTemat: Maige Tuired   Maige Tuired I_icon_minitime16.07.19 20:13

Maige Tuired

Równina Maige Tuired to legendarne miejsce bitew dawnych celtyckich władców, zaczarowane pole objęte jest magią czarodziejów jeszcze z czasów szlachetnego Merlina; pojawia się i znika wzdłuż całego kraju, czasem materializując się nad wybrzeżem, innym razem w górskich grzbietach, zawsze jednak z dala od skupisk mugoli. Nie przepada za słoneczną pogodą, tam, gdzie się pojawia, dmie porywisty wiatr.  Aktualne odnalezienie umiejscowienia równiny jest możliwe dzięki astronomii i astrologii, wędruje według pewnego rytmu. Na Maige Tuired poległo wielu wybitnych czarodziejów, których duchy ponoć karmię zaklętą w niej magię - ci, którzy odwiedzili to miejsce, zgodnie twierdzą, że ich obecność jest tutaj bardziej niż wyczuwalna.

Rzuć kością k6:
1: Przez łąkę przebiega dziewczyna usiłująca zatrzymać odjeżdżającego jeźdźca.
2: Za waszymi plecami przebiega duchowy koń, który zgubił jeźdźca, jest ubrudzony krwią.
3: Nieopodal pojawiają się zjawy rycerzy, które rozpoczynają walkę.
4: Przez niebo przelatuje chmara wron.
5: Wyczuwasz pod stopą coś twardego, to broń; złamany miecz z dawnych czasów.
6: Być może to złudne wrażenie, być może to słońce chyli się ku zachodowi, ale masz dziwne wrażenie, że niebo zaszło czerwienią.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down
Lyall Lupin
Lyall Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Zawód : brygadzista
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Oh honey, I really miss you
Oh honey, though it was only yesterday you kissed me
And that kiss, that kiss was so, so true
Oh honey, if only you could hold me now
'Cause you hold, you hold me, oh, so well
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Maige Tuired Empty
PisanieTemat: Re: Maige Tuired   Maige Tuired I_icon_minitime21.09.19 17:20

vincent & lyall8 stycznia
Hałas związany z Sylwestrem w Dolinie Godryka powoli odchodził w zapomnienie, a głosy poruszone całym przedsięwzięciem ucichły, dając możliwość do zamyślenia. Cisza, która zapadła dokoła domu Lupina pozwoliła mu na ponowne zagłębienie się w swój jedyny cel, jaki teraz posiadał. Lub właściwie jeden z dwóch równie ważnych i równolegle podobnych. Bo czy nie stracił trzech bliskich sobie osób przez innego? Czy historia nie powtarzała się w jakiś ironiczny sposób, naśmiewając się równocześnie z niego i jego starań? Czy nie odczuwał, że zawiódł w równym stopniu, chociaż miał ochraniać słabszych przed niebezpieczeństwem? Czy nie spóźnił się w jednym i drugim przypadku, żeby zastać cierpienie i koszmar, do którego dopuścił? Czy nie był ślepy na znaki? Czy jego życie nie było ironiczne? Wpierw nie obronił swojego mentora, później odebrał życie Laurel, a na końcu dopuścił do tego, żeby jego własna siostra została zmasakrowana przez mężczyznę, który obiecał ją chronić. Był idiotą, zwiastunem śmierci i przypomnieniem o tym, że cokolwiek miało się wydarzyć, przeszłość nie zapominała. Lyall zamierzał znaleźć wilkołaka, który zmienił w bestię kobietę, którą kochał. Z zabójcą Betty wiązał plany na wespół z Randallem. Jeden, jak i drugi cel wiązał się ze śmiercią. Lupin nie musiał mówić na głos swoich opinii, żeby jego bliźniak wiedział, co miało wiązać się z odnalezieniem każdego z winnych. Czy ich zabicie miało go uwolnić? Lyall nie liczył na to, bo spokój duszy nie miał mu nigdy zostać przywrócony, przez co nie był opcją do osiągnięcia. Ani wtedy, ani później. Zdziczał podczas tych miesięcy długich poszukiwań, jednak długo zajęło mu pojęcie lekcji, że wpierw musiał stać się taki, jak ci, których szukał, żeby w ogóle zrozumieć, na jakiej zasadzie działali. Dla niego wilkołaki były zwierzętami, bestiami, gorszymi niż najobrzydliwsze ze stworzeń — a on robił wszystko, by stać się ich ludzkim odpowiednikiem. Kimś, kto będzie w stanie być o krok przed nimi, pojąć ich motywy, zachowania, wyprzedzi ich tok instynktownego myślenia. I robił to, dzięki czemu dotarł aż tutaj.
Poszukiwany przez niego wilkołak przeskakiwał zwinnie między kolejnymi lokacjami, zmieniając co chwila miejsca pobytu. Stawał się o wiele szybszy, ślady pojawiały się gęściej, jednak Lyall wiedział, że był to dobry znak. Był na tym jednym tropie tyle czasu, że zdążył go już poznać i wiedzieć, że nie należało to do jego zwyczajów. Nie musiał się jednak martwić — częsta zmiana miejsca pobytu, pozostawiane w chaosie ślady świadczyły tylko o tym, że jego cel czuł na karku oddech pościgu. Znajomy, wilczy trop pozostawiony w błocie przyciągał do siebie łowcę zupełnie jakby w jego oczach rozbłyskiwał innym światłem. Brygadzista przykucnął przy nim i badał jakąś dłuższą chwilę, dostrzegając tak wiele cech, które widział już wcześniej. Dziesiątki, setki już razy. Ten zagięty pazur, który wystawał i powodował utykanie na lewą nogę nie mógł zostać przeoczony - odciśnięcie łapy było wręcz idealne do zbadania. Pełnia nadchodziła i wkrótce jego przyjaciel miał przybrać na sile, ale również i poddać się zwierzęcym instynktom, które mogły go wystawić oraz uczynić łatwiejszym celem. Oby. Ile to już razy się mijali i nigdy nie był na czas? Lyall odetchnął głęboko, podnosząc spojrzenie, by sięgnąć nim dalej w mglistą przestrzeń kryjącą się nad morzem traw. Wiatr gnał niewidzialne bałwany raz z większą, raz z mniejszą siłą, powodując, że ciężko było nie pozwolić ubraniom łopotać na jego potężnym powiewie. Jednak nie tylko ten problem powodowała aktualna pogoda — zapach zaczynał wietrzeć i nawet jeśli piętnaście minut temu przebiegałby tędy wilkołak, ciężko byłoby z powrotem odnaleźć odpowiedni trop. Lupin przekonał się już jak pomocne w takich sytuacjach bywały ogary, jednak jego Lancelot padł podczas podróży przez Alpy i od tego czasu nie miał okazji przystanąć, żeby odnaleźć odpowiedniego czworonoga do łowów. Jeszcze jakiś czas musiał radzić sobie sam, jednak nie przejmował się zbytnio. Na wszystko miał przyjść czas. Nie spodziewał się tylko, że aktualne poszukiwania zostaną mu przerwane i to w tak niespodziewany sposób. Jak widać przeszłość goniła go w każdej możliwej postaci...




❝ everyday a little death comes ❞
another day, another week, another month, another year, another night i spend alone until it's day again. our little star has moved away and all the world is a bleb. i only see i am not me without her.
Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : pośrednik, łamacz klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki widok zawsze
opuszcza mnie pewność
że to co ważne, ważniejsze
jest od nieważnego
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Maige Tuired Empty
PisanieTemat: Re: Maige Tuired   Maige Tuired I_icon_minitime09.10.19 15:23

Sroga, długotrwała zima od zawsze stanowiła ulubione, wyczekiwane zjawisko. Charakterystyczna, spokojna, lecz ponura aura przyzwalała na odosobniony, intymny stan. Grube, spadające z rozwartego nieba płatki, potęgowały melancholię; uspokajały zszargane nerwy, błądzące, nieokiełznane myśli. Wyciszały umysł, pozwalając skupić się na wykonywanych czynnościach. Fabularne historie, trudne frazesy, skomplikowane definicje, smakowały w tym czasie tak samo wybornie jak świeże, korzenne ciastka. Pozwalała na całkowite odcięcie od pędzącego, niezrozumiałego świata. Nie wymagała niejasnych wymówek; wyrozumiale akceptowała pierwsze symptomy ciężkiej, przewlekłej choroby, niechęć, czy ogrom nagromadzonych obowiązków. Zastępowała upragnione, rozbudzające ciepło, usypiającym trzaskiem domowego paleniska. Rozluźniającym spięte, zziębnięte mięśnie. Aranżowała rodzinne wieczory, pełne gwarnych rozmów, śmiechów i godzinnych opowiadań. Chciała zaciskać rozluźnione więzi; sprawiać wrażenie spójności, całości i zrozumienia. Czyż nie piękną wizję snuła sponiewierana świadomość? Czyż nie był to cień wspomnień, które od ponad 11 lat trwały w jego wnętrzu? Czy z umiłowanych momentów pozostał jedynie smutek, osłabienie, żałość? Czy rozbielone, opadające elementy nie zwiastowały kolejnego, parszywego nieszczęścia? Stracił rodzinę, bezpieczne lokum, dawne, nierzeczywiste życie. Pozostał samotną jednostką, walczącą o każdy, życiodajny oddech. Usilnie walczył z perspektywą rzucenia bezwładnego ciała w ciemną nieskończoność. Zanurzyć się w otchłań zapomnienia.
Każdy miał swój cel, za którym ślepo podążał. Nie patrząc na konsekwencje zatracał w jego przebiegu, próbując osiągnąć upragnione rezultaty. Gubił ostatnie zalążki człowieczeństwa, zmieniając oblicze; eksponując to co najgorsze. Często, całkowicie nie zwracał uwagi jak zgubne i bezsensowne okazywało się ślepe podążanie. Ale czy wiara nie czyni nas silniejszym, sprawniejszym, a przede wszystkim pewniejszym? Minęło niespełna osiem – długich, mozolnych, zimnych dni w nowej, zapomnianej rzeczywistości. Koszmar, który przekształcił się w najprawdziwszą, istniejącą jawę. Odwiecznie wizje kreowane w chłonnym umyśle miały urzeczywistnić się na przełomie miesięcy. Po raz pierwszy skonfrontuje się z najbliższymi, którzy już dawno wyparli go ze swojej pamięci. A może z całego życia?  Nie wiedział jak powinien się zachować; jakie korki podjąć, aby planowany proces zakończył się sukcesem. Rozpoczął od nawiązywaniu dialogu – głupiej korespondencji, w której nieskładność i  niespójność słów, porażała od pierwszej, pochyłej linijki. Nie spodziewał się przychylności, ckliwej odpowiedzi, ani zrozumienia. Był przygotowany na każdy, nawet najgorszy scenariusz. Rozpoczął od siostry – miał nadzieję, że w jej twardym, nieokiełznanym wnętrzu tli się ostatni płomyk nadziei, czekający na gorejące wzniecenie. Instynktownie wyczuwał, że mogła dać mu szansę; dość spontanicznie i lekkomyślnie przystać na jego propozycje. Zaaranżują spotkanie na neutralnym gruncie; oddadzą jego przebieg w ręce potężnej Morgany. Lecz najgorsze było przed nim. Najcięższa bariera w postaci bezwzględnego rodziciela, przed którym nie miał odwagi ukazać się jako pierwszy. Odwlekał ten moment w daleką nieskończoność, licząc na pomyślną pomoc ze strony otoczenia. Spotkanie było ogromną niewiadomą; nawet najwybitniejszy jasnowidz nie byłby w stanie przewidzieć zakończenia. A zakończenia są dwa: życie, albo śmierć.
Zmaterializował się gdzieś w południowej części rozległych terenów. Wylądował miękko wśród ciasnych skupisk gęstych traw. Porywisty wiatr, kierował swoje podmuchu prosto w zaczerwienioną twarz. Wykręcał cienki materiał grafitowego płaszcza, rozwiewał włosy; ograniczał widoczność, akompaniując gęstej, nieprzepuszczalnej mgle. Było zimno, lecz przeszywające powietrze niosło ze sobą inne, nieokreślone odczucia. Napawały przybysza enigmatycznością ów miejsca. Wdrażały dziwny, nieposkromiony niepokój. Ziemia była naznaczona. Wracał z misji, która należała do mniej wymagających. Klątwa, którą nałożono na przedmiot nie okazała się skomplikowana – jej rozpracowanie wymagało zużycia dużej ilości energii, a także nabawienia kilku nowych poparzeń. Dyszał ciężko, nie mogąc złapać właściwego oddechu. Postanowił choć na chwilę rzucić się w roślinną gęstwinę, aby doznać upragnionego wytchnienia. Pamiętał historię tego miejsca, którą z ogromną ochotą opowiadała mu matka. Jedna ze starych, celtyckich opowieści, które niezmiernie uwielbiał. Dawne czasy, zahaczające o barwne życie czarodziejskiego pioniera, od zawsze stanowiły silny i nierozerwalny punkt zainteresowań. Od zawsze pragnął odwiedzić macierzyste tereny; poczuć mistyczny, nadzwyczajny klimat. Bez żadnego niepokoju ujrzeć przemijających, walczących czarodziejów. Po kilku chwilach, powstał powolnie, rozpoczynając samotną wędrówkę. Skłębione myśli nakazały odszukać samotni, w której przemyśli nurtujące kwestie, przeanalizuje kolejne kroki, zazna wyciszenia. Prawe przedramię dokuczało promiennym, pulsującym bólem. Mężczyzna krzywił się co chwilę walcząc z podwójnymi przeciwnościami. W żadnej z przemijających chwil nie pomyślał o tym, że inna, odludna jednostka skrzyżuje z nim swoją drogę. Ciemna, zadymiona sylwetka widniała w oddali, gdy z dokładnością i skupioną uwagą przymrużał błękitne oczy. Nieświadomie zbliżał się w jej kierunku myląc rzeczywistość z barwnymi halucynacjami. Dłoń przesunęła się do obszernej kieszeni, zaciskając na drewnianym trzonku. Serce przyspieszyło swój bieg, a krew zawrzała mimowolnie. Gdy był już na tyle blisko, aby stwierdzić, że tembr głosu okaże się słyszalny, zatrzymał się i rzucił głośne: - Hej Ty! – różdżkę przełożył do rękawa, będąc w gotowości, aby w tym samym momencie dodać: - Kim jesteś?

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 09.10.19 15:33, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Maige Tuired Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Maige Tuired Empty
PisanieTemat: Re: Maige Tuired   Maige Tuired I_icon_minitime09.10.19 15:23

The member 'Vincent Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5


Powrót do góry Go down
Lyall Lupin
Lyall Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Zawód : brygadzista
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Oh honey, I really miss you
Oh honey, though it was only yesterday you kissed me
And that kiss, that kiss was so, so true
Oh honey, if only you could hold me now
'Cause you hold, you hold me, oh, so well
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Maige Tuired Empty
PisanieTemat: Re: Maige Tuired   Maige Tuired I_icon_minitime12.10.19 16:30

Był jak stworzenie, którego śladem podążał — z nosem przy ziemi tropił niczym pies swoją zdobycz i chociaż gonił za nią latami, nie miało to znaczenia. Był cierpliwym myśliwym i z każdym kolejnym dniem uczył się nowych technik, dostawał nowe informacje o wilkołaku, wzmacniał mięśnie treningiem. Jednak nie tylko to motywowało go do dalszego działania. Wiedział, że prędzej czy później jeden z nich zginie i łowy się zakończą. Ale czyim zwycięstwem? Kto miał wyjść cało z opresji? Ścigany czy ścigający? Ciężko było powiedzieć, szczególnie że Lyall spokój miał już chyba tylko odnaleźć we własnej śmierci. Bo i gdzie indziej? Jak indziej? Parząc na to, czego dokonał, nie można było się dziwić temu, że kompletnie zdziczał i jedynie na otwartym terytorium czuł się jak we własnym świecie. Miasto go przytłaczało, ciasne uliczki wprawiały w klaustrofobiczne odruchy. Ostatnie lata spędził w Europie, łaknąc zemsty, a wilkołak nie mógł ukryć się wśród ludzi, więc wybierał okolice większych aglomeracji lub zupełną dzicz, w którą podążał za nim niestrudzony brygadier. Bo Lyall nie miał nic do stracenia, chociaż oddałby wszystko, żeby po zamknięciu śledztwa tyczącego się śmierci Laurel Skamander, skazali go na największe katusze. Tak się jednak nie stało, wszak wykonywał swoją pracę. Zabił kobietę, którą kochał nad życie; którą chciał chronić i przyrzekł jej, że nic się nie wydarzy. Że po jego powrocie wezmą ślub i wszystko się zmieni. Owszem. Dotrzymał słowa i wszystko się zmieniło, lecz nie tak jakby tego sobie życzył. Bo wykonał swoją pieprzoną pracę. Powinien był nigdy nie wyjeżdżać, nigdy nie wchodzić do tej przeklętej jaskini... Gdyby dotarł wpierw do Laurel, dowiedziałby się z listu, że padła ofiarą najgorszej z klątw i nic nie było w stanie jej wyleczyć. Żyłaby jednak. Poradziliby sobie jakoś i nauczyli żyć, z miesiąca na miesiąc wypatrując odpowiedniej nocy, żeby uniknąć cierpień. Tak się jednak nie stało i musiał żyć z tą świadomością już do końca. Każdego dnia smakował jej gęstej krwi na swojej twarzy, gdy ciało wilkołaka roztrzaskało się pod głazami tuż przed nim. Czuł wtedy satysfakcję i adrenalinę buchającą w żyłach. Oto kim był. Oto kim był człowiek, którego tak wielu chwaliło za oddanie Ministerstwu Magii i jego obowiązkom. Prawda była jednak taka, że Lupin miał w dupie kto zasiadał na stołku Ministra Magii. Malfoy, Bones, Tuft, Longbottom — jeden pies. Oni wszyscy byli siebie warci. Nie zrobili nic, co wzmocniłoby rozdzielony świat czarodziejów. Kiedyś może i by go to interesowało.
A teraz? Teraz nie miał nic i liczyła się jedynie zemsta, za którą gnał i nie widział nic innego. Służył już jedynie wyciu tęsknoty. Pochylony nad śladami nie był w stanie patrzeć na to, co działo się za jego plecami. Przez pierwszy moment zdawało mu się, że słyszał odgłos szumu traw w oddali, które położyły się od silniejszego powiewu wiatru, lecz to nie było to. Zamarł z dłonią zanurzoną w lepkim błocie, drugą natomiast poprawiając chwyt na jasnym, wysłużonym już drewnie swojej różdżki. Ktoś lub coś się zbliżało, a on musiał być gotowy bez względu na wszystko. Nie zamierzał dać się podejść jak jakiś uczniak, chociaż wiedział, że nie było już możliwości ukrycia się. Jego towarzysz był za blisko. Kim jesteś?!. rozległo się po trawiastych łanach. Lyall nie zamierzał - Orcumiano - rzucił, nawet się specjalnie nie zastanawiając, czy miał to być jakiś przypadkowy przechodzień. Jeśli tak, nic nie miało mu grozić, jeśli inaczej... Cóż. Tak czy inaczej, Lupina nie obchodziło, że ktoś miał pobrudzić sobie płaszcz.

|1. zaklęcie 2. duchy




❝ everyday a little death comes ❞
another day, another week, another month, another year, another night i spend alone until it's day again. our little star has moved away and all the world is a bleb. i only see i am not me without her.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Maige Tuired Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Maige Tuired Empty
PisanieTemat: Re: Maige Tuired   Maige Tuired I_icon_minitime12.10.19 16:30

The member 'Lyall Lupin' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 52

--------------------------------

#2 'k6' : 2


Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : pośrednik, łamacz klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki widok zawsze
opuszcza mnie pewność
że to co ważne, ważniejsze
jest od nieważnego
OPCM : 12
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Maige Tuired Empty
PisanieTemat: Re: Maige Tuired   Maige Tuired I_icon_minitime20.10.19 0:25

Kiedy inni z zaangażowaniem oddawali się zawodowym obowiązkom, on poszukiwał upragnionego skupienia. Nie potrafił zaznać spokoju ducha; całkowicie oddać absorbującym sprawunkom. Myśli przenosiły go w odległe odmęty zachmurzonych wspomnień. Tracił efektywność, szybko się rozpraszał – nie wszystkie zaklęcia rozwiązywały problemy występujące podczas trwania wymagających misji. Frustracja, zdenerwowanie i zrezygnowanie wypełniało jego wnętrze. Tracił chęć; całkowitą przyjemność z wykonywanych obowiązków. Nawet nowa, nieznana lektura nie potrafiła poprawić parszywego nastroju. Nadchodzące wydarzenia, które realizował w swojej wyobraźni, wydawały się paraliżujące, niemożliwe i nierealne. W głębinach przywiezionego bagażu, znajdował się zawinięty, pognieciony pergamin – gotowy do wysyłki. Mężczyzna już jakiś czas temu wystosował odpowiednie słowa; nieskładną plątaninę pochyłych wyrazów, mających przekonać członka rodziny do rychłego, szczerego spotkania. Nie pamiętał dokładnie jak wiele razy powracał do listu. Jak często wymieniał zdewastowane kartki, nie potrafiąc przenieść odczuwalnych intencji. Poszukiwał symboli, znaczeń, zwrotów, które charakteryzowały tylko jego. Takich rzeczy się nie zapomina, prawda? Śnieżnobiała sowa przyglądała się niezgrabnym poczynaniom, chcąc na nowo wczuć w rolę podniebnego posłańca. Szczypała smukłe palce, gdy po raz kolejny pozbywał się rozpoczętej korespondencji. Czyżby brakowało mu odwagi, która w codziennym życiu towarzyszyła mu przy prawie każdym działaniu? Czy uwierzy i zaufa? Jak przyjmie niezapowiedziany powrót? Rozpozna, przywita, potraktuje morderczym zaklęciem? A może wystawi ostateczny wyrok, który na dobre pozbawi go życia. A on wyrozumiale poddałby się karze. Nareszcie odkupił wszystkie swoje winy.
Uciekł przed odpowiedzialnością, sądząc, że dzięki temu odmieni swoje życie. Zejdzie z oczu najbliższym, którzy już dawno spisali go na straty. Przecież nie spełniał wymogów, norm, specyfikacji, które zostały mu przedstawione. Miał z zaangażowaniem kultywować nierozerwalne tradycje rodzinne; bronić i szerzyć poglądy, kształtujące zuchwałych wojowników. Walczyć z nikczemnością, która bezkarnie krążyła po otaczającym świecie. Powinien orientować się w działalności politycznej, która władała ich podatnym na wpływy światem. Ale czy naprawdę było to aż tak istotne? Czy kierujący nie byli jedynie pionkami w skomplikowanej grze, sterując ogromnym organizmem? Czy można przypisać im wybitne zasługi? Czy komukolwiek żyło się lepiej? Nie wierzył w poczynania, które reprezentowało sobą Ministerstwo. Owszem, dawało ogrom możliwości osobom, które dopiero wkraczały w dorosłą rzeczywistość, lecz szereg zobowiązań górowały nad wymiernymi korzyściami. Kontrola, wnikliwość, odpowiadanie przed wyższością. Czyż nie zabierało to upragnionej swobody? Ograniczało pasję, zawężało możliwości – ujmowało talentom i zapałowi młodego praktykanta. Gubił się w przeraźliwej ideologii, którą wpajano mu na siłę. Postanowił przeciwstawić się dominacji i wziąć sprawy w swoje ręce. Opracowując nieidealny plan, rzucił się w wir niepoznanego, wystawiając na niebezpieczeństwo. Mógł zaadaptować i przystosować się do nowego otoczenia, lub kompletnie w nim zatracić. Wybrał poszukiwanie własnej drogi; materializowania i urzeczywistniania opanowanej teorii. Dzięki temu zyskał i przeżył naprawdę wiele. Z otwartością i tolerancją był gotowy na więcej – porzucając niewygodne i panujące podziały. Przecież każdy z nas ma tyle samo dobra co zła.
Zimno wnikało w każdy milimetr zziębniętego ciała. Wiatr nie dawał za wygraną siłując się z tajemniczym przybyszem. Oddychał ciężko przy każdym, niepewnym kroku. Wydawało mu się, że słyszy przestarzałe dźwięki historycznych i  krwawych walk. Miał nieodparte wrażenie, że czyjaś niezidentyfikowana obecność krąży wokół zmęczonej sylwetki. Był niepewny, ostrożny, przygotowany na każde, osobliwe zdarzenie. I kiedy to przyszło szybciej niż mógł się tego spodziewać, zamarł w bezruchu próbując określić położenie, strukturę i realność napotkanego zjawiska. Kim był osobnik ukryty za mleczną kotarą? Bezwzględny wróg, czy łagodny przyjaciel? A może zjawa błądząca po dawnym terenie; poszukująca świetności? Jaką miał pozycję, chyba nie był do końca wyprostowany. Czy to na pewno człowiek? Mężczyzna zbliżał się coraz szybciej, wydobywając z siebie pierwsze dźwięki. Gęsta trawa utrudniała przejście, ból mięśni spowalniał ruchy, lecz ten z determinacją odkrywał nieznane. Chwilę po skończeniu ponownego nawoływania, czujna i sprawna reakcja, wyciągnięta różdżka okazała się niezbędna. Zaklęcie mknęło w jego stronę. Jedyne co mógł zrobić to zamachnąć pospiesznie i wypowiedzieć niezgrabne: - Protego! – licząc na jego bezgraniczną pomyślność. Złość napełniała wąskie naczynia krwionośne. Sytuacja nabierała powagi. Osobnik nieopodal stawiał opór, walczył. Nie wiadomo kim był. Co reprezentował. Nie wiadome było również co przyniosą dalsze sekundy.

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 20.10.19 0:32, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Maige Tuired Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Maige Tuired Empty
PisanieTemat: Re: Maige Tuired   Maige Tuired I_icon_minitime20.10.19 0:25

The member 'Vincent Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 33


Powrót do góry Go down
Lyall Lupin
Lyall Lupin

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Zawód : brygadzista
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Oh honey, I really miss you
Oh honey, though it was only yesterday you kissed me
And that kiss, that kiss was so, so true
Oh honey, if only you could hold me now
'Cause you hold, you hold me, oh, so well
OPCM : 15
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Maige Tuired Empty
PisanieTemat: Re: Maige Tuired   Maige Tuired I_icon_minitime08.11.19 10:00

Nie oczekiwał żadnych spotkań po latach po swoim powrocie do Wielkiej Brytanii. Owszem, wiedział, że rodzina miała do niego zapewne wiele pytań, jednak ich łatwo było zbyć. Odsunąć się, unikać. Uciekał, zaszywał się w Dolinie Godryka lub spędzał kolejne dni w terenie, nie dając znaku życia. Udawał, że nikogo nie miał i tak właśnie zamierzał prowadzić całą resztę swojej marnej egzystencji — z daleka od innych. O ludziach, którzy mianowali się jego przyjaciółmi czy dawnymi towarzyszami zapomniał lub specjalnie odepchnął ich istnienie od siebie, równocześnie spychając pamięć o nich na peryferia własnego umysłu. Tak było łatwiej. Prościej. Stać się bezwzględnym, pustym naczyniem, w którym gromadziła się jedynie negatywna energia. Bo Lyall nie pragnął bliskości z innymi, wierząc w to, że był przeklęty. Że towarzystwo jego osoby sprowadzało cierpienie i rozpacz. Mentor padł pierwszy, zaraz później Laurel, a niedawno Betty... Nie. To nie mogło dłużej trwać. Miał wystarczająco dużo krwi na rękach i nie obchodziła go wilkołacza maź — myślał o bliskich, do których śmierci dopuścił lub jej nie zapobiegł. A przecież wystarczyło wrócić przed ślubem siostry, zobaczyć w oczach jej wybranka przemoc... Taką samą, jaka tkwiła w jego własnych. Powstrzymałby to szaleństwo, ale wolał rozpaczać i doprowadził do tragedii. Obiecał im, gdy byli jeszcze dziećmi, że będzie je chronił. Mentorowi przysiągł, że zaopiekuje się jego rodziną. Żadnych z tych obietnic nie dotrzymał. Czy zabicie dwóch, znienawidzonych przez siebie istnień miało więc się dopełnić? Lyall wiedział, że tak. Skoro otaczała go śmierć, w końcu miała nadejść i doścignąć winnych. Bo w końcu nie liczył się czas — mógł polować dniami, tygodniami, miesiącami lub dekadami. Nie miało to znaczenia, bo nie miał zrezygnować, aż do momentu, w którym poczuje satysfakcję i wyeliminuje obu morderców. Do tego potrzebne było wyzbycie się emocji, a Lupin zamknął się w sobie na tyle dobrze i sprawnie pod wpływem wszystkich zdarzeń, że było to dla niego naturalne już niczym oddychanie. Nauczył się żyć z dala od siedlisk ludzkich i dlatego też starał się wmawiać sobie, że tak było lepiej dla wszystkich. On nie czuł napięcia, że przywlecze za sobą nieszczęście, a reszta... Żyła w nieświadomości potwora, który czaił się za ich oknami. I bynajmniej w tej wersji nie był to ścigany przez Lupina wilkołak czy morderca jego siostry.
Randall zdawał się nie dostrzegać lub specjalnie ignorował zachowanie brata. Chciał, tylko żeby jego bliźniak wrócił. Najwidoczniej nie mógł się pogodzić z faktem, że to było niemożliwe. Że chłopak, którego znał, już nie istniał. Zakopanemu w rozpaczy Lyallowi ciężko było poczuć się ponownie na swoim miejscu. Dolina Godryka nie była jego domem, dlatego nie był w stanie powiedzieć, że powrócił na stare śmieci. Wszystko było obce. Nawet dom. Pogrzeb siostry go ominął, jednak żałoba wciąż trwała i w niczym ten klimat nie przypominał wesołych dni dzieciństwa. Człowiek, którym się stał, był bezpaństwowcem i taki już miał pozostać. Gdyby cokolwiek innego go rozpraszało niż jego cel, nie byłby w stanie się mu poświęcić, a tak zostało mu już tylko to zadanie.
Dlatego reakcja na pojawienie się nieznanej figury na kompletnym odludziu nie mogła być inna. Błyskawiczny gest, świst różdżki, światło zaklęcia lecącego w stronę nieznajomego, błąd przeciwnika. To wszystko sprawiało, że brygadzista był górą w tym przypadku. Niezwykle skuteczny czar momentalnie pogrążył drugiego czarodzieja, wciągając go w ziemisty rów, przy którym zaraz znalazł się Lupin. Poruszał się powoli, ale bardzo zwinnie. Nie tylko treningi na łowcę wilkołaków mu w tym pomagały, lecz bokserskie techniki przydawały się mu już nie raz w terenie. I teraz również. Podszedł do granicy dołu, zachowując odpowiedni dystans i wycelował czarodziejską broń wprost w postać znajdującą się na pod jego stopami. Mgła jeszcze nie opadła, dlatego nie mógł dostrzec szczegółów. Był jednak gotowy zaatakować ponownie, gdyby chociaż coś przeczuwał. - Co tu robisz, do cholery? - warknął, nie opuszczając różdżki. Nie widział jeszcze twarzy umieszczonego we wnęce maga, ale nie oznaczało to, że miał się z nim obejść łagodnie. Znajdował się w miejscu ściśle związanym z poszukiwaniami, a Lyall nie wierzył w przypadki. Kątem oka brygadzista mógł dostrzec ruch przypominający ruch konia, który z rozmytym przez echo rżeniem przebiegał po antycznym polu bitwy. A więc legendy okazały się prawdą — krwawy ubój na tych polach nie był jedynie mrzonką. Czy miał powrócić również i teraz? Gdy Lupin bez miłosierdzia celował w przeciwnika.




❝ everyday a little death comes ❞
another day, another week, another month, another year, another night i spend alone until it's day again. our little star has moved away and all the world is a bleb. i only see i am not me without her.
Powrót do góry Go down
 

Maige Tuired

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Irlandia-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19